xurek
29.01.10, 15:04
Cytuje tutaj dwa wpisy z pierdulowego watku: Swiatla i Basi:
Swiatlo:
Fotografowanie to moja ostatnia przyjemność w tym życiu. Wszystkie
inne już odeszły do lamusa. Seks - wspomnienie młodości, jedzenie -
niestety muszę to drastycznie zredukować, więc co jeszcze? Niektórzy
mówią że władza jest dobrym hobby, ale ja nie mam do tego
ani kwalifikacji ani możliwości. Chociaż jakbym był władcą, to chyba
bym był
okrutnym i bezwględnym dyktatorem! )) Ertes sobie znalazł iluzję
drugiej młodości w młodej żonie. Good luck! Ale to nie dla mnie.
Żadna kobieta już nie ma u mnie najmmiejszych szans.
Tak więc co jeszcze zostało? Jaką motywację jeszcze można mieć aby
ciągnąć dzień
za dniem? Tak więc próbuję samorealizacji w hobby. W końcu musi być
coś
przyjemnego w życiu, prawda? A co jest przyjemnością w Twoim życiu
Mario? Co Ciebie ciągnie z dnia na dzień? Co Was wszystkich ciągnie?
Może temat na nowy wątek?
Odpowiedz Basi:
dzien w ktorym zapanuje tu atmosfera jak w cytacie:
"Tak więc co jeszcze zostało? Jaką motywację jeszcze można mieć aby
ciągnąć dzień za dniem? " to bedzie dzien kiedy to forum opuszcze.
Depresjom mowie zdecydowane
nie! Mam nadzieje ze poza szanownym Swiatlo nikt tu dnia za dniem
nie ciagnie, tylko zyje pelna piersia, cieszac sie tym co ma, nie
teskniac za tym co nieodwracalnie minelo, lecz wspominajac to mniej
lub bardziej radosnie.
Ja zycze z calego serca zarowno Basi jak i kazdemu innemu tak
optymistycznego i spelnionego zycia “post….” no wlasnie, post “co”?.
Dla kazdego ten prog, po ktorym cos zaczyna byc nieodwracalnie
inaczej jest pewnie inny, ale chyba dla kazdego istnieje ten moment,
w ktorym zdajemy sobie sprawe, ze okres, w ktorym wszystko bylo
(albo przynajmniej wydawalao nam sie) mozliwe badz osiagalne, minal.
Dla mnie zycie po przekroczeniu tego punktu wcale nie jest tak
optymisztynie jak dla Basi, ale nie jest rowniez tak pozbawione
sensu badz uroku jak dla Swiatla.
Przyznam szczerze, ze wcale nie jest mi latwo pogodzic sie z faktem,
ze nie jestem juz mloda. Ja osobiscie odczuwam proces starzenia sie
jako bardzo nieprzyjemne rozdwojenie jazni. Moje wewnetrzne wciaz
jeszcze sie nie zmienia, pozostaje takie, jakie bylo przez lata i
przestaje niejako pasowac do ciala, w ktormy mieszka. Fakt
zauwazenia tego dysonansu przyprawil mnie o rodzaj paniki
manifestujacej sie glownie przesadzona symptomatyka “by sie nie
wyglupic”, co pewien czas przerywana fazami buntu “a wlasnie ze
wyglupic sie nalezy”. Skrajnym objawem fazy 1 bywa niechec pojscia
na dyskoteke tylko dlatego, ze “nikt w moim wieku” juz na dyskoteki
nie chodzi, skrajnym objawem fazy dwa (dzieki Bogu bardzo rzadkiej)
kupienie sobie butow z kwiatuszkami w dzieciecym oddziale. A juz
zupelnie sparalizowala i powalila mnie na lopatki na dobre pare
tygodni mysl nagla, ze wg. sredniego wieku statystycznego to ja juz
przezylam wiecej niz polowe mojego zycia.
No I coraz czesciej pojawia sie w mej jazni zupelnie nieproszone
pytanie: po co my zyjemy? Jaki cel przyswieca tej egzystencji? Czy
aby czegos nie przeeoczylam, nie zrozumialam, mnie nie ominelo? Te
pytania wprowadzaja duzo negatywnego niepokoju do mojego zycia.
To pewnie jest to, co ludzie nazywaja midlife crisis. Czy wy tez cos
podobnego przezywacie czy tez nie nastapil w Waszym zyciu zaden
taki “przelom”?