Czy dostajecie takie prosby??

23.02.04, 14:43
Jestesmy para mlodych ludzi, którzy pragna zmienic cos w swoim zyciu i spróbowac swych sil w pracy zagranica.Szukamy jakiejkolwiek pracy nawet za najnizsze wynagrodzenie.(....)
Niestety nie posiadamy Wizy pracowniczej a co gorsze znamy jedynie jezyk angielski i to slabo.Wiecej potrafimy zrozumiec niz powiedziec. Z naszej strony mozemy zaoferowac solidnosc, pracowitosc, rzetelnosc, ambitnosc i wytrwalosc, a co najwazniejsze uczciwosc, która przez wiele osób postrzegana jest jako "Polska wartosc na wymarciu". Prosimy wszystkich zainteresowanych o kontakt i ewentualna porade. Nie szukamy pomocy na sile
Chcemy pomocy tylko od tych, którzy naprawde chca pomóc. Tak jak wspomnialem jestesmy przygotowani na podjecie jakiejkolwiek pracy od zaraz.
Szukamy jakis dobrych kontaktów, namiarów na prace, czegos pewnego. Nie chcemy jechac i zostac na lodzie. Zaznaczam przy tym, ze oboje nie nalezymy do grupy pod tytulem "POLAK POLAKOWI WILKIEM..." Za wszelkie informacje i pomoc serdecznie dziekujemy.


    • maria421 Re: Czy dostajecie takie prosby?? 23.02.04, 15:27
      Przykro czytac takie prosby, bo az czuc przez nie desperacje. Ale jak mozna
      pomoc?

      Przeciez taka para ludzi, (albo gdyby nawet byla to tylko jedna osoba)
      potrzebuje dachu nad glowa, musi cos jesc, potrzebuje troche pomocy w
      pierwszych krokach.
      Zalozmy ze odpowiem na taki apel i sciagne dwie osoby do siebie i zalatwie im
      prace na czarno w jakims lokalu gastronomicznym lub na budowie. Co dalej?
      Zalozmy juz ze pracuja w dwojke i zarabiaja na tyle, ze stac ich na wynajecie
      mieszkania. Kto im wynajmie mieszkanie?
      Co w razie choroby lub nieszczesliwego wypadku?
      Co, jezeli sie okaze, ze szef jest oszust i nie wyplaca im pensji?

      A poza tym, skad wiadomo co to za ludzie?
      • basia553 Re: Czy dostajecie takie prosby?? 23.02.04, 16:01
        Moja pani od sprzatania, to 25-letnia polska studentka, ktöra mieszka tu i
        studiuje od jakichs 5 lat. Pare miesiecy temu wywszla za maz za Niemca.
        Dusza czlowiek, ktöra by dla swojej rodziny zrobila co moze. Ma siostre nieco
        mlodsza, ktöra zawalila studia i wlasciwie teraz wegetuje od pracy do pracy w
        Polsce. Zna bardzo slabo jez.niemiecki i wpadla teraz na pomysl, aby tu do
        siostry przyjechac i spröbowac tu szczescia. I ta moja pani möwi, ze mimo
        siostrzanej przyjazni nie widzi zadnej mozliwosci, aby siostre tu urzadzic.
        Wlasnie to: o prace na czarno coraz trudniej, wiemy przeciez ze ostatnio wyszly
        jeszcze ostrzejsze przepisy, ubezpieczenie - bo kazdy moze nagle zachorowac,
        albo myjac na czarno okna, spasc z drabiny czy tp. Dlugo mi opowiadala
        wymyslajac rözne warianty i nic nie bylo na tyle dobre, aby to zrealizowac.
        Ja moge sie nie znac na tych sprawach, ale mysle, ze jesli moja panienka nie ma
        mozliwosci dla swojej siostry, to jak tu jeszcze pomöc obcym, ktörych by trzeba
        jeszcze gdzies zakwaterowac? Moim zdaniem beznadziejne przedsiewziecie.
        Jedyne co mi na mysl przychodzi - to tak gdybyscie o czyms slyszaly, to zalatwic
        komus na 2-3 tygodnie prace przy winobraniu. Ale i to nielatwe, bo w
        miedzyczasie "winiarze" maja swoje stale ekipy ktöre przyjezdzaja co roku.
        To ma jednak ta dobra strone, ze jest "z wiktem i opierunkiem".
      • ro-bert Re: Czy dostajecie takie prosby?? 23.02.04, 16:53
        maria421 napisała:

        > Przykro czytac takie prosby, bo az czuc przez nie desperacje. Ale jak mozna
        > pomoc?
        >
        > Przeciez taka para ludzi, (albo gdyby nawet byla to tylko jedna osoba)
        > potrzebuje dachu nad glowa, musi cos jesc, potrzebuje troche pomocy w
        > pierwszych krokach.
        > Zalozmy ze odpowiem na taki apel i sciagne dwie osoby do siebie i zalatwie im
        > prace na czarno w jakims lokalu gastronomicznym lub na budowie. Co dalej?
        > Zalozmy juz ze pracuja w dwojke i zarabiaja na tyle, ze stac ich na wynajecie
        > mieszkania. Kto im wynajmie mieszkanie?
        > Co w razie choroby lub nieszczesliwego wypadku?
        > Co, jezeli sie okaze, ze szef jest oszust i nie wyplaca im pensji?
        >
        > A poza tym, skad wiadomo co to za ludzie?

        Zaiste, godne podziwu sa Twoje watpliwosci. Ciekawe tylko skad sie biora.
        Czyzby stad, ze sytuacja mialaby dotyczyc rowniez Twojej osoby? Bardzo
        przepraszam za ten wtret ale gdy przypomne sobie jak potrafilas zapamietale
        bronic praw Lucynki i zachecac ja do przyjazdu na "Saksy" to naprawde ogarnia
        mnie niesmak.
        Na wszelki wypadek maly cytat:

        " Do Roberta raz jeszcze
        maria421 25.08.2003 17:32 odpowiedz na list odpowiedz cytując


        A wlasciwie, to od tego powinnam zaczac cala moja dyskusje.
        Kto chce korzystac ze wspolnej kasy, niech do niej placi. Slusznie! Solidarnosc
        spoleczna to piekna rzecz!
        Ale czy Lucynka chce korzystac ze wspolnej kasy? Nic nie pisze o tym, ze chce
        tu zamieszkac, ze ma zamiar tu posylac dzieci do przedszkola czy je tu
        ksztalcic. Godzac sie na prace na czarno, swiadomie rezygnuje z dostepu do
        sluzby zdrowia, z prawa do emerytury, z prawa do zasilku dla bezrobotnych.

        Wiec z czego, Robert, ona nas okrada, jezeli nic sie jej tu nie nalezy i do
        niczego nie ma prawa?
        Z czego? "

        Potrafisz znalezc dziesiatki argumentow aby usprawiedliwic kogos, kto z gory
        zaklada, ze bedzie oszukiwal a nie potrafisz pozbyc sie watpliwosci w wypadku
        dwojga ludzi, ktorzy prawdopodobnie mysla tylko o uczciwej pracy?! Czyzby tylko
        dlatego, ze chca abys to wlasnie TY im pomogla?
    • basia553 Robert, 23.02.04, 17:05
      Ty to masz kartoteke jak na Rakowieckiej:))) Mam nadzieje, ze moja jest pusta?
      Nie odpowiadam na Twöj post, bo nie do mnie byl skierowany, tylko pisze a
      propos, bo mi sie rözne rzeczy skojarzyly. No wiec uwazam, ze tylko krowa nie
      zmienia swojego zdania. Czlowiek myslacy ma jak najbardziej prawo. Ba, nawet
      obowiazek czasami cos przemyslec i zmienic zdanie.
      • xurek do Basi - :))))))))) ntxt 23.02.04, 17:07

      • ro-bert Re: Robert, 23.02.04, 17:23
        basia553 napisała:

        > Ty to masz kartoteke jak na Rakowieckiej:))) Mam nadzieje, ze moja jest pusta?

        Kartoteke? Wiesz, gdy czlowiek pisze rzadziej to wybiera wtedy tematy, w
        ktorych ewentualnie ma cos do powiedzenia. Dobra tego strona jest fakt, iz ma
        sie wtedy czas aby skorzystac z czegos takiego co sie nazywa "Wyszukiwarka"
        Polecam! Nie musisz zakladac przeciez calej pasieki gdy chcesz sobie tylko
        troche pobzykac :)))

        > Nie odpowiadam na Twöj post, bo nie do mnie byl skierowany, tylko pisze a
        > propos, bo mi sie rözne rzeczy skojarzyly.

        Sama widzisz! Troche mniej intensywne pisanie i od razu przychodza
        skojarzenia ;)


        > No wiec uwazam, ze tylko krowa nie
        > zmienia swojego zdania. Czlowiek myslacy ma jak najbardziej prawo. Ba, nawet
        > obowiazek czasami cos przemyslec i zmienic zdanie.

        Co racja to racja! Ja tylko smiem watpic czy dobrze zinterpretowalas sytuacje ;)


        • maria421 Re: Robert, 23.02.04, 17:40
          Robert, wiedzialam, ze sie odezwiesz i ze mi przypomnisz tamten watek!

          TAK, Robercie, gdybym takie dwie osoby sciagnela do siebie, to czulabym sie za
          nie odpowiedzialna! Odpowiedzialna za to, ze im szef nie wyplaci (znaczy, ze im
          znalazlam zla robote), ze jak sie ktore pochoruje to nie bede mogla nie pomoc,
          chocbym miala za to slono zaplacic itd. itp. Dlatego nie podjelabym sie takiej
          odpowiedzialnosci, szczegolnie w mojej aktualnej sytuacji rodzinnej.

          Ale to nie ma NIC A NIC wspolnego z tamtym watkiem, ktory byl na temat pracy na
          czarno.
          • ro-bert Re: Robert, 23.02.04, 19:13
            maria421 napisała:

            > Robert, wiedzialam, ze sie odezwiesz i ze mi przypomnisz tamten watek!


            No jesli sie tego spodziewalas... to nie jest tak zle :)))

            >
            > TAK, Robercie, gdybym takie dwie osoby sciagnela do siebie, to czulabym sie
            za
            > nie odpowiedzialna! Odpowiedzialna za to, ze im szef nie wyplaci (znaczy, ze
            im
            >
            > znalazlam zla robote), ze jak sie ktore pochoruje to nie bede mogla nie
            pomoc,
            > chocbym miala za to slono zaplacic itd. itp. Dlatego nie podjelabym sie
            takiej
            > odpowiedzialnosci, szczegolnie w mojej aktualnej sytuacji rodzinnej.

            A nie czujesz sie odpowiedzialna za kogos, kogo przekonujesz, ze prca na czarno
            to prawie normalka? Co na to Twoje sumienie? Przeciez fakt, ze to nie Ty
            osobiscie bedziesz ponosila konsekwencje nie zmienia niczego patrzac na
            sytuacje obiektywnie. Czy jako Polka mieszkajaca w Niemczech nie czujesz sie
            chociaz odrobine odpowiedzialna za to jaki obraz maluja sobie sami, nasi rodacy?

            >
            > Ale to nie ma NIC A NIC wspolnego z tamtym watkiem, ktory byl na temat pracy
            > na czarno.

            Tu pozwole sie z Toba nie zgodzic. Nie mozna dawac dobrych rad, znajac ich
            konsekwencje, tylko wtedy gdy sie samemu nie bedzie ponosilo konsekwencji. To
            po prostu nie fair.


            • maria421 Re: Robert, 23.02.04, 20:23
              ro-bert napisał:

              > A nie czujesz sie odpowiedzialna za kogos, kogo przekonujesz, ze prca na
              czarno
              > to prawie normalka? Co na to Twoje sumienie? Przeciez fakt, ze to nie Ty
              > osobiscie bedziesz ponosila konsekwencje nie zmienia niczego patrzac na
              > sytuacje obiektywnie.

              Robercie, przyznasz jednak, ze sytuacja Lucynki, ktora miala pracowac w
              Niemczech jako opiekunka u konkretnej osoby jest inna niz apel tych dwu osob
              zacytowany w tym watku?
              Poza tym, gdybym to ja te pare mogla zatrudnic i dac jej mieszkanie, to
              czulabym sie spkojniejsza, gdyz mialabym sytuacje pod kontrola. Rozumiesz?
              Wiedzialabym, ze ludzie maja znosne warunki, place i ze musze byc przygotowana
              na ewentualna oplate ich leczenia.
              I kto wie, czy sama nie sciagnelabym takiej "Lucynki", gdybym jej potrzebowala.

              > Czy jako Polka mieszkajaca w Niemczech nie czujesz sie
              > chociaz odrobine odpowiedzialna za to jaki obraz maluja sobie sami, nasi
              rodacy
              > ?

              NIE!!! Ja czuje sie odpowiedzialna tylko za sama siebie i za moje dziecko!

              > Tu pozwole sie z Toba nie zgodzic. Nie mozna dawac dobrych rad, znajac ich
              > konsekwencje, tylko wtedy gdy sie samemu nie bedzie ponosilo konsekwencji. To
              > po prostu nie fair.

              Robert, Ty naprawde nie zauwazasz roznicy sytuacji???
              Wyjazd do kogos konkretnego, na wczesniej umowionych warunkach i wyjazd w
              ciemno tylko z bagazem dobrych checi podjecia jakiejkolwiek pracy za najnizsza
              place?
              Prosze Cie tez, zebys nie zapominal, ze na kilkanascie moich wpisow z tamtego
              watku, przeogromna wiekszosc dotyczyla samego problemu pracy na czarno, ktora
              Ty potepiales, a ja nie. To nie byl watek ograniczajacy sie tylko do dawania
              rad Lucynce.
      • maria421 Basiu! 23.02.04, 17:43
        basia553 napisała:

        > Ty to masz kartoteke jak na Rakowieckiej:))) Mam nadzieje, ze moja jest pusta?
        > Nie odpowiadam na Twöj post, bo nie do mnie byl skierowany, tylko pisze a
        > propos, bo mi sie rözne rzeczy skojarzyly. No wiec uwazam, ze tylko krowa nie
        > zmienia swojego zdania. Czlowiek myslacy ma jak najbardziej prawo. Ba, nawet
        > obowiazek czasami cos przemyslec i zmienic zdanie.

        To wcale nie jest zmiana zdania. To jest zupelnie inny temat.
        Tamten, z ktorego Robert zaczerpnal moja wypowiedz dotyczyl pracy na czarno
        (czy to moralne itp), ten dotyczy pomocy obcym , zdesperowanym osobom.
        • ani-ta Re: Basiu! 23.02.04, 20:45
          mario...
          dla wiekszosci moich rodakow praca na czarno jest DESPERACJA, co dalej nie
          przestaje byc praca na CZARNO.

          swoja droga mam dobry przyklad... "kogos"... kto woli pracowac na czarno i
          nieregularnie za euro... niz legalnie w PL... zeby bylo ciekawiej... juz nie
          raz temu komus wyliczalam, ze efekt finansowy jest DOKLADNIE TAKI SAM!

          mit dzikiego zachodu... dalej jest w PL obecny... podobnie jak w samej PL mit
          warszawki:) trzeba tylko znac do konca (!!!) bilans zyskow i strat.

          a.:)
          • maria421 Anito! 24.02.04, 09:39
            Zaadresuj Twoj wpis raczej do Roberta, a nie do mnie....)

            Juz wyjasniam o co chodzi, bo zdaje sie, ze robi sie wielkie zamieszanie.

            We wrzesniu ubieglego roku, na forum niemieckim, napisala jakas Lucynka z
            Polski ze sie wybiera do Niemiec jako opiekunka do staruszki, ale ze bedzie to
            praca na czarno. Pytala sie co my na to.
            Jako jeden z pierwszych odezwal sie Robert, ktory ja zmieszal z blotem za to,
            ze przyjezdza do Niemiec nas okradac (!).Z tego wywiazala sie strasznie dluga
            dyskusja na temat pracy na czarno. Dla Roberta bylo to przestepstwo, okradanie
            panstwa i nas, ja podchodzilam do tego z duzym przyzwoleniem, gdyz nie wydawalo
            mi sie, zeby Lucynka, pracujac u jakiejs babci na czarno mnie z czegokolwiek
            okradala.

            No i teraz Robert mnie dopadl za "niekonsekwencje".

            Tymczasem sa to dwie rozne sprawy:
            1.praca na czarno w jej aspekcie moralno- legalnym
            2.pomoc dla obcych, zdesperowanych ludzi polegajaca na przyjeciu ich do siebie
            (chocby czasowym) i zalatwieniu im jakiejs pracy.

            • basia553 Re: Mario i Robercie, 24.02.04, 10:10
              no wiec jesli chodzi o sprawe Lucynki, o ktörej sie dopiero teraz dowiedzialam,
              to musze dodac jeszcze swoje trzy grosze. Otöz Lucynka poza tym ze podreperowala
              swöj budzet, dala z siebie bardzo wiele jakiejs starszej pani, ktörej z cala
              pewnoscia nie byloby stac na pomoc oficjalna. Wiecie jakie sa ceny tych
              wszystkich oficjalnych instytucji? Ja akurat wiem i zapewniam Was, ze tylko
              naprawde bogate osoby stac na to, aby miec dzien i noc opieke.
              Mam nadzieje, ze jak ja bede stara i w takiej sytuacji (bo nie mam tu zadnej
              rodziny), to znajde kogos z Polski, kto NA CZARNO sie mna zaopiekuje i ochroni
              mnie w ten sposöb przed domem starcöw.
              Do Ciebie zwröcilam sie Robert, bo chaialabym, abys ta moja wypowiedz dolaczyl
              do mojej kartoteki:))))) (oj, nie bij! kobiety sie nie bije!)
              • maria421 Re: Mario i Robercie, 24.02.04, 10:42
                Basiu,

                Jezeli chcesz przeczytac cala dyskusje to zajrzyj na forum niemieckie, na
                ktorym i ja sie udzielalam do momentu kiedy nie zostalo ono zamkniete.
                Ja, od kiedy po jego ponownym otwarciu nie zostalam na nie wpuszczona (miala to
                pewnie byc kara za moja walke z Walterem), wcale tam nie zagladam.
                • basia553 Re: Mario i Robercie, 24.02.04, 11:37
                  Na forum niemieckim to ja sie tylko denerwowalam Mario, wiec od dawna nie
                  zagladam. Odkrylam zreszta wczoraj kilka innych ciekawych fur (czy foröw)
                  sie zameldowalam i zobaczymy czy bede dzis wpuszczona. Na dodatek mam nieczyste
                  sumienie, bo mam troche pracy, a ja sobie tu w gazecie buszuje. Toz to gorzej
                  jak praca na czarno :))))) Übrigens na jakims innych forum mi kiedys ktos bez
                  usmieszku zwröcil uwage, ze tak w godzinach pracy, wiec odpowiedzialam
                  obrazona, ze jestem Hausfrau i tylko mezowi musze sie tlumaczyc:)))) Dobra
                  jestem, nie?
    • prawdziwystarywiarus Są gorsze prośby. 24.02.04, 12:44
      Na przykład o lekarstwa. Albo takie ratujące życie, albo takie, które są w
      Polsce bardzo drogie, albo takie, które nie są nadmiernie drogie, ale ktoś w
      kraju musi przyjmować je stale, i go (podobno) na dłuższą metę nie stać.


      - Leki na receptę (nie wszystkie) są w Australii subsydiowane z budżetu
      państwa (Pharmaceutical Benefits Scheme).

      - Żaden lekarz nie wypisze recepty na inną osobę niż własny pacjent, bo to
      grozi odebraniem prawa praktyki. Nie znam żadnego lekarza, który by się zgodził
      nadstawiać dla mnie karku.

      - Każda recepta ma kod paskowy i numer statystyczny lekarza. Skan kodu w
      aptece oraz cała treść realizowanej recepty idą w czasie realnym z apteki do
      federalnej Health Insurance Commission. HIC ma cały budynek komputerów
      oprogramowanych specjalnie w celu łapania lekarzy, którzy przepisują
      narkotyki, sami ich używają, lub są podejrzewani o handel subsydiowanymi lekami.

      - Hurtownia farmaceutyczna nikomu nie sprzeda lekarstw bez recepty nawet za
      pełną cenę (czasem kilkanaście, i więcej, razy wyższą od ceny PBS), chyba że
      ktoś jest lekarzem.

      - Leków z listy PBS nie wolno wywozić ani wysyłać za granicę, celnicy i poczta
      otwierają podejrzane paczki, w zupełnie skrajnym wypadku i do pudła można za to
      trafić, w lżejszych wypadkach grozi sąd i grzywna (plus zapis w rejestrze
      skazanych, uniemożliwiający uzyskanie niektórych posad).

      - Te leki, które w Polsce kosztują tysiące PLN, tu kosztują setki i tysiące
      AUD. Nie sposób w ogóle kupić żadnego leku na receptę w większej ilości niż
      normalna dawka na trzy miesiące, chyba że ktoś jest lekarzem.


      Nie jestem lekarzem. Ale nikogo w kraju to nie interesuje.
      “Przecież ty mieszkasz i pracujesz na Zachodzie!”
      Niektóre prośby pochodzą od przysłowiowego “szwagra kumpla żony brata”.

      Co z tym robic?
      • xurek Masz racje Wiarus, 24.02.04, 13:01
        te prosby sa najbardziej przygnebiajace. Tutaj czasem da sie cos wykombinowac
        (specjalne antybiotyki dla tych uczulonych na inne), ale rzadko. I ceny drogich
        lekarstw przy chronicznej chorobie to rowniez problem. A najbardziej mnie
        przeraza odpowiedzialnosc, ze wynik leczenia zalezy w duzej mierze od tego, czy
        mnie sie wciaz na nowo uda « zalatwic ». Pomagalam tak raz przez rok zmieniajac
        sama trzy razy lekarza i chyba juz nigdy sie na taka pomoc nie zdecyduje. O
        malo nie osiwialam. Pozbylam sie tez wtedy wielu iluzji na temat pomocy
        czerwonego krzyza w wypadkach jednostkowych.

        Xurek
      • maria421 Re: Są gorsze prośby. 24.02.04, 13:10
        Nie wiem , czy prosba o lekarswto to gorsza prosba, jako ze na ogol leki to
        koniecznosc a nie kaprys.

        W pierwszych latach emigracji posylalam roznym ludziom (nawet nieznanym) z
        Polski przerozne leki.
        Ale wtedy sytuacja byla inna i w Niemczech i w Polsce. W Polsce nie bylo nic, a
        w Niemczech byl duzy luz i lekarze mogli przepisywac o wiele wiecej niz teraz.
        Wielokrotnie nasz lekarz domowy dawal po prostu lekarstwa probne, jakie mu
        zostawialy rozne firmy farmaceutyczne. Na takich opakowaniach jest napisane ze
        jest to wzorzec nie przeznaczony do handlu.

        Obecnie w Niemczech sa duze zaostrzenia i lekarz nie przepisze nic, co nie
        pokrywaloby sie z choroba pacjenta.
        W Polsce tez jest inaczej, gdyz wiele lekow jest dostepnych, a te niedostepne
        apteki moga sprowadzic zza granicy. Wobec tego, wszelkie prosby o leki sa
        nieusprawiedliwione.
        Gorzej, ze wielu ludzi w Polsce nie stac na leki....
Pełna wersja