O pierdułach -- Odcinek 113 :-)))

15.05.10, 09:44
Otwieram. Niniejszym. Ha. :-D
    • kan_z_oz Dlugi - osobisty - nie dla wrazliwych 15.05.10, 12:21
      Dzisiejszy dzien pod mam wciaz pod wrazeniem wczorajszej nocnej
      rozpierduchy z 'mamusia'. Wciaz jestem w trakcie szukania Jej
      miejsca stalej opieki. Dzwonie wiec tylko na krotka rozmowa, aby
      spytac co slychac....i slysze, ze maja Ja wypisac w poniedzialek.
      Lekarz Jej powiedzial - nie zna nazwiska???

      No, zesz ty. Koncze rozmowe szybko i w te pedy dzwonie do
      rehabilitanta z Jej oddzialu; co jest grane? miala jeszcze lezec co
      najmniej do konca maja?

      No wiec - bzdura oczywiscie. W poniedzialek maja zrobic tylko
      przeswietlenie, by zdecydowac czy operowac. Zaproponowali Jej tez
      miejsce w domu stalej opieki - niestety poza miastem. Nie
      przyjela go - nie dziwie sie w sumie, ale powiedziala tez lekarzowi,
      ze nie pojdzie do ZADNEGO domu stalej opieki, tylko wroci do
      domu...i to jak najszybciej!!!
      To juz cwiczenie grane bylo - uparla sie, wrocila po pierwszej
      operacji - przerocila sie w nocy w efekcie czego jest teraz zupelnie
      unieruchomiona w lozku.

      Kumpel z Radomia wydzwania od tygodnia, zeby wyszukac Jej cos w tym
      samym miescie. Rehabilitant lata do niej kilka razy dziennie. Tego
      tez blagm niemalze zeby 'zalatwil'cos moze w miejscu pelnoplatym.
      Zona sistrzeca 1-go, wypelnila tone formularzy i probuje zalatwic ze
      swojego konca...

      Czekam jeszcze tylko na kontakt, aby zaczac organizowac remont
      Jej lazienki i kuchni...w czasie Jej pobytu w domu opieki...

      Dzwonie jeszcze raz do 'mamusi' i juz noz mi sie zaczyna otwierac w
      kieszeni...A mamusia, ze Ona by poszla ale przeciez nie ma miejsca,
      wiec to Ja sie Jej czepiam. Ona jest chora i biedna, bezradna
      staruszka. Konfrontuje Ja z informacja, ze dostala miejsce - czy
      prawda? Tak, ale kolezanka Jej powiedziala, ze tam ludzi wykanczaja.
      Konfrontuje Ja, z informacja o wypisaniu - Ona, ze przeciez jak nie
      przyjela miejsca, wiec moga juz teraz Ja automatycznie wypisac,
      bo tak robia. Nie Jej wina, ze nie ma gdzie pojsc, bo chetnie by
      poszla...i tutaj trrrach - moje nerwy puscily i skrzyczalam Ja tak,
      jak chyba nikogo...

      A tutaj, siostrzeniec 2-gi nagle podejmuje Jej komorke - bo okazuje
      sie, ze u Niej siedzi....i trrrrach - zjebalam siostrzenca 2-go.
      Oficjalnie mnie kilkanascie dni temu poinformowal, ze nie chce miec
      nic wspolnego z zalatwianie dla Niej czegokkolwiek, bo jest matka
      wlasna zajety. A tu nagle w sluchawce gowno 20-to paro letnie daje
      mi lekcje dobrych manier...i, ze On ma nieprzyjemna sytuacje, bo
      ludzie w szpitalu patrza na Niego, ze rodzina nie chce sie opiekowac
      wlasna matka/bacia.

      Dzwonie wiec do Irlandii - a tam siotrzeniec numer 1 i siostra po
      miescie biegaja i slabo mnie w komorce slysza bo wieje.

      Teatr aktora - mowie Wam. Kazdy gra jakas role. Moda na sukces,
      koorwa czy co???

      Generalnie miedzy liniami wyszlo; siostra/siostrzeniec1 i 2 uwazaja,
      ze powinnam wszystko rzucic,
      natychmiast leciec do Polski na kilka-kilkanascie miesiecy i sama
      dzwigac mamusie do sracza na wlasnych plecach srednio 5 razy w nocy -
      i dwa razy tyle w ciagu dnia, bo pecherz ma slaby. Wtedy cala
      rodzina bylaby szczesliwa i miala czyste sumienie, ze
      zaopiekowalismy sie babcia/mamusia nalezycie i obylo sie bez bycia
      wyrodnymi dziecmi/wnukami i domu opieki.

      Dla mnie to wlasciwie juz koniec mojego wkladu w sprawe. Zalatwie
      miejsce w domu opieki i oplace. Mysle tez, ze zalatwie remont lub
      jego mozliwosc -
      a reszta??
      Jak beda czegos potrzebowali cala
      czworka ;siostra/siostrzency/mamusia -
      niech dzwonia.

      Nie reaguje od dzisiaj na 'ciociu' zadzwon za 20 min.
      Rozmawiac tez beda glownie z moim mezem, bo ten sie wkoorwil
      maksymalnie i podjal sie, ze wylozy Nasz punkt widzenia bardziej
      dokladnie i dobitnie, skoro moj nie dociera do zadnego.

      Nie rozumiem nic z tego - przeciez to takie proste. 2-3 miesiace w
      domu opieki gdzie zarcie, lozko, pielegniarka jest na miejscu i sa
      zafundowane a rehabilitant prywatnie przychodzi...i mozna tylko
      martwic sie o to aby wyzdrowiec jak najszybciej. Goscie moga
      odwiedzac tak samo jak w mieszkaniu. Powrot do wlasnego mieszkania,
      gdzie lazienka i kuchnia sa dostosowane...

      To, ze mamusia nie lapie tego planu - to jeszcze rozumiem - ale
      reszta???

      Pozdrawiam
      Kan
      • maria421 Re: Dlugi - osobisty - nie dla wrazliwych 15.05.10, 12:48
        Strasznie to skomplikowane a zalatwianie takich spraw z drugiego konca swiata
        jest niemozliwe.

        Kanie, Ty sie musisz zdystansowac, odsunac emocje i na spokojnie przedyskutowac
        sprawe z Twoim mezem. Rozmowy z siostra lub siostrzencami nie dadza nic, nie
        rozmawiaj, odloz to na pozniej, kiedys bedziesz miala okazje zalatwic z nimi
        rachunki, w tej chwili to tylko niepotrzebna strata energii.

        Z Mama tez nie mozesz rozmawiac jak z normalna osoba, wiec klotnie z nia przez
        telefon tez nic nie dadza. Jezeli mozesz, jedz, zalatw to tak, jak Ty chcesz i
        postaw Mame przed faktem dokonanym.
      • luiza-w-ogrodzie Re: Dlugi - osobisty - nie dla wrazliwych 15.05.10, 13:00
        kan_z_oz napisała:

        > To, ze mamusia nie lapie tego planu - to jeszcze rozumiem - ale
        > reszta???

        Kan, to jest najwazniejsze zdanie z Twojego postu. Owa "reszta"
        zostala uwarunkowana przez Twoja Mame podobnie jak Ty - szantazem
        emocjonalnym, poczuciem winy, polska kultura nakazujaca corkom
        poswiecac sie. Ty sie z tego jakos wydostalas, oni - nie. Wygody i
        opieka zalatwione za Twoje niemale pieniadze nie wystarcza, prawda?
        Powinnas wlasna krwia i kawalem zycia splacic dlug, jaki zaciagnelas
        majac czelnosc urodzic sie.

        Polecam obejrzec stary polski film "Milosierdzie oplacone z gory" ze
        swietna rola Jankowskiej-Cieslak. Pasuje jak ulal, chociaz nie
        chodzi o relacje miedzy matka i corka ale zgorzkniala, zlosliwa
        chora kobieta i jej opiekunka.

        A poza tym wspolczuje i posylam okruch ogrodowego spokoju - moze
        chcesz przyjechac i posiedziec u nas w ogrodzie? Mam nadzieje ze
        Goral Ciebie postawi na nogi, zebys sie nie zatrula tym rodzinnym
        jadem plynacym przez lacza.

        Sciskam
        Luiza-w-Ogrodzie
        Pour vivre heureux vivons cachés - By żyć szczęśliwie, żyjmy w ukryciu.
      • pierdoklecja_prutka Re: Dlugi - osobisty - nie dla wrazliwych 15.05.10, 15:26
        Kan, swojego czasu jak ja tutaj lamentowałam, że się czuję pariasem,
        wyrzutkiem i wrzodem na dupie świata to mi odpisałaś, że jest to
        jakaś energia którą inni nakładają, że o tym mówił Jezus, i
        generalnie tak mi to jakoś wyjaśniłaś, że jest to objaw pozytywny
        mimo że się czuję jak kopa.

        Czy może mogłabyś sobie to teraz w ten sposób wyjaśnić?

        Bo coś wyczuwam, że "feeling" jest podobny.


        --
        wasza pierdo
        • kan_z_oz Re: Dlugi - osobisty - nie dla wrazliwych 15.05.10, 19:41
          pierdoklecja_prutka napisała:

          > Kan, swojego czasu jak ja tutaj lamentowałam, że się czuję
          pariasem,
          > wyrzutkiem i wrzodem na dupie świata to mi odpisałaś, że jest to
          > jakaś energia którą inni nakładają, że o tym mówił Jezus, i
          > generalnie tak mi to jakoś wyjaśniłaś, że jest to objaw pozytywny
          > mimo że się czuję jak kopa.
          >
          > Czy może mogłabyś sobie to teraz w ten sposób wyjaśnić?
          >
          > Bo coś wyczuwam, że "feeling" jest podobny.

          ODP: OK, wyjasnilam sobie jakos. Matka moja ma misje od lat
          sciagniecia Nas - mnie/siostry do Polski. To ma zapelnic dziure w
          Jej zyciu i uczynic Ja szczesliwa. Do tej pory byly to tylko
          szantaze slowne. W grudniu wkoorwila sie na siostre, odnosnie Jej
          przedluzania planow na pobyt w Irlandii i natychmiastowo wymyslila
          operacje...
          Poprzednio cierpiala na raka kosci, ktorego nie miala.

          Jak, Ja sie w to wpasowuje? Bedac w 1996 roku w Polsce
          przeprowadzilam powazna rozmowe z siostra na temat moich obserwacji
          pt; mamusia i Jej wplyw na ich malzenstwo oraz Jej meza. Widzialam
          juz wtedy szwagra jako pacjenta po zawale. Siostra czula sie
          bezradna - a Ja nie tupnelam wtedy noga, zeby pogonic. Nie wiem, czy
          moje tupniecie wtedy by pomoglo czy nie, ale przynajmniej dzisiaj
          bym sie nie zastanawiala.
          Idac wstecz; 87 rok i wyjazd na Nasz slub poza Radom. Mamusia
          decyduje nagle, ze babcia z Nami nie jedzie, bo ktos musi pilnowac
          domu...i znowu, jakos sie we mnie zagotowalo, bo babcia akurat byla
          mi najblizsza na swiecie osoba - tak przemilczalam i pozwolilam.
          Babcia zostala pilnowac domu. Miala wypadek i jako skutek tego
          szybko rozwijajacy sie Alzchaimer Ja wykonczyl.
          Powinnam byla tupnac i babcie zabrac, bo to byla najblizsza mi osoba
          na swiecie. Niestety konwenans corka-matka jakos zwyciezyl.

          Wiem, ze to moj 'de trepp' wypychajacy mnie w poza wszelkie znane mi
          granice i chyba ogolnie znane ludzkosci. Bo obecnie to chyba tylko
          dzuma...tfu,tfu..moglaby okazac sie zlem gorszym. Nie jest to nawet
          chyba moj balagan do konca?. Nie ma znaczenia, wciaz odczuwam.

          Ja okreslilam sie jasno i przejrzyscie - wiele lat temu. Nigdy nie
          bralam od matki pieniedzy, ani prezentow, bo zawsze bylo dolaczone
          do tego oczekiwanie. Efekt byl - wydzieczyla mnie. hahaha
          I generalnie to nie mam pojecia pojecia dlaczego wciaz Ja kocham i
          probuje zrobic wszystko aby wyszla z goowna wlasnorecznie sobie
          umoszczonego.

          Proboje wiec tym razem tupnac noga. Matka w przytulku bedzie
          funkcjonowac i zrobi wszystko aby wyjsc. W domu zgnije, a z Nia
          kazdy kogo zdola wessac.
          Wiem, w koncu jestem Jej corka - jota w jote dokladnie to samo
          rozumowanie...hahaha
          Latwe to nie jest. Nie jest tez powiedziane, ze bedzie z tego
          cokolwiek. Moze tez tylko wyjsc, ze jestem tylko'freaking bitch', a
          reszta musi tylko po mnie sprztac balagan. Oczywiscie bardzo
          chcialabym byc pozytywnym elementem - ale tutaj wychdzi bez pudla,
          ze jestem dokladnie po drugiej stronie.

          Marysia; Wyjazd do Polski nie jest problemem - problemem jest
          wdepnac w srodkowsko, gdzie nie ma szans na wyjscie z tego bez
          uszczerbku na zdrowiu...

          Nie mam zamiaru sie poswiecic - koniec kropka. Dla Nikogo.

          Emocjonalnie wiec mala hustawka, ale jakos w glebi czuje, ze
          wszystko bedzie ok.

          Luizo; jak sie czuje zle to wchodze w dziure. Jak narzekam zbyt
          wiele, to chlop umiejetnie kopie mnie po doopie. Dziala, jakos.
          Dziekuje, ale generalnie dziura jest miejscem gdzie sie czuje
          najwygodniej.
          Ogolnie tez - to te moje 'problemy' przejda, Jakos ostanio odkrylam,
          ze opisanie ich jakos pomaga. Jesli ktos mialby sie martwic - to
          proponuje natychmistowy zimny prysznic.
          Kazdy moze tylko martwic sie o siebie.

          Co mi uzmyslawia; dlaczego wyjechalam z Polski - moja rodzina
          asscholes...nic sie nie zmienilo, wyrosla tylko nowa generacja, na
          ktora Ja nalozylam oczekiwanie, ze jest piekna. Ok, jest
          gowniano/srednia, co sprowadza mnie do punktu gdy wyjezdzalam.

          Tak wiec, zobaczymy, co teraz zrobia.

          Pozdrawiam
          Kan


          • maria421 Re: Dlugi - osobisty - nie dla wrazliwych 16.05.10, 09:20
            Kanie, piszesz ze nie masz zamiaru sie poswiecac dla nikogo i kropka.

            I tym samym wlasnie sama siebie blokujesz. Poswiecenie zalezy od naszego
            wewnetrznego nastawienia, od podejscia do problemu.
            Poswiecenie sie to jest oddanie czegos z siebie wbrew wlasnej woli, to jest
            jakies ustepstwo wbrew sobie.
            Wiec najpierw zadaj sobie pytanie czego Ty chcesz i co mozesz realnie zrobic w
            takiej sytuacji.
            Chcesz rozwiazac te sytuacje umieszczajac matke pod dobra opieka?
            Jezeli odpowiedz brzmi "tak" to nastepne pytanie brzm "jak to mozesz skutecznie
            zrobic" , czyli jak mozesz skutecznie osiagnac cel ktory Ty sama sobie stawiasz,
            ktorego nikt inny przed Toba nie stawia. Wiec jest to Twoj cel, Twoje dazenie, i
            na koniec Twoj sukces i Twoja satysfakcja. Zadne poswiecenie.
    • luiza-w-ogrodzie Sobotni wieczor 15.05.10, 12:50
      Po wczorajszym obiadku (przeciagnietym do pory poznokolacyjnej) nie
      podnioslam sie dzisiaj o swicie, ale gdy juz wstalam, ruszylam w
      ogrod a potem z Buszmenem wozic kamienie. Po zapadnieciu ciemnosci
      skypowalam z synem i zaraz spadam do czytania katalogu ogrodniczego -
      w koncu trzeba zamowic te fioletowe ziemniaki, poltorametrowe
      krzewy jagodowe, zolte maliny i pnacze kiwi.

      Dzielac sie w Wami zdjeciem dzisiejszego zlotego popoludnia powoli
      koncze sobote.

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/5/jb/ze/4zgn/wLexI4Fu9ivc5BBoyB.jpg

      P.S. Jesli nie widac tego na zdjeciu, wyjasniam, ze pajeczyna jest w
      zlotym kolorze.

      Pozdrawiam

      Luiza-w-Ogrodzie
      Pour vivre heureux vivons cachés - By żyć szczęśliwie, żyjmy w ukryciu.
    • ewa553 Re: O pierdułach -- Odcinek 113 :-))) 15.05.10, 13:29
      az wstyd pisac o pierdolach w obliczu tego co sie dzieje w rodzinie
      kana.... Polecam ksiazke Susann Sonntag o toksycznych zwiazkach.
      Moze Ci to pomoze jak przeczytasz, ze mamy obowiazek wobec siebie
      samych, uwalniac sie od takich zwiazkow. Nawet jesli to wlasna
      Matka....
      • maria421 Re: O pierdułach -- Odcinek 113 :-))) 15.05.10, 14:17
        Ewa, a jak to zrobic?
        To znaczy, jak w konkretnej sytuacji Kana uwolnic sie od toksycznego zwiazku z
        matka ktora obiektywnie wymaga pomocy i wobec ktorej czuje sie obowiazek pomocy
        bez wzgledu na jej toksycznosc?
        • ewa553 Re: O pierdułach -- Odcinek 113 :-))) 15.05.10, 14:51
          nie jestem psychologiem ani psychoterapeuta, ale tak od siebie i po
          tej lekturze ktora polecam, to bym powiedziala: spojrzec na sytuacje
          od zewnatrz, przekonac sama siebie, ze NIKT, naprawde nikt nie ma
          prawa zatruwac mi zycia. I zdystansowac sie troche. Jesli kan
          zrozumie, ze robi wszystko co w jej mocy (a chyba tak jest), to moze
          uda jej sie przestac przejmowac glosami/komentarzami z zewnatrz, a
          juz na pewno smarkaczy-siostrzencow. Powiedziec im won, bez
          tlumaczenia, ze sama robi co moze. Nie dzwonic zbyt czesto - tylko
          jak juz trzeba, do Matki, skoro Matka te rozmowy tak traktuje,
          zamiast cieszyc sie opieka kana - taka na jaka stac na odleglosc.
          Nie przejmowac sie tym co mowi jeden ze smarkaczy, ze "ludzie
          mysla", ze rodzina sie nie zajmuje. Unikac wszelkich rozmow z tymi
          toksycznymi osobami. Rozmawiac z Goralem, ktory jej potwierdzi, ze
          robi slusznie i wiele. To tylko moje rady z zewnatrz. Kanie, zycza
          duzo sily!!!
          • pierdoklecja_prutka Re: O pierdułach -- Odcinek 113 :-))) 15.05.10, 15:43
            Dokładnie się zgadzam z Ewą. Myślę, że owo "uwolnienienie" jest
            kwestią wewnętrzną i emocjonalną. Co więcej, uważam że jest to
            naszym podstawowym obowiązkiem. Wobec siebie, lecz także wobec tych
            osób z którymi w parze, bądź w całej "grupie" odgrywamy ów toksyczny
            show. O tym mówię twierdząc, iż niektórym osobom nasze zaangażowanie
            robi źle. Jeśli widzą, że obfite emocjonalne reakcje powoduje np.
            ich choroba, wypadki, ect. to włącza im się mechanizm produkowania
            tych chorób, wypadków ect. aby dostawać te obfite emocjonalne
            reakcje. Jeśli tych obfitych reakcji nie widzą to mechanizm się nie
            włącza. Problemem oczywiście jest, jak dostarczać im niezbęnej
            pomocy, bez powodowania u nich tego skutku. To jest najtrudniejsze
            pytanie, ale da się to wykonać.



            --
            wasza pierdo
            • maria421 Re: O pierdułach -- Odcinek 113 :-))) 15.05.10, 19:05
              Ale ja pytalam jak w tej konkretnej sytuacji Kann ma sie uwolnic od relacji z
              toksyczna , ale potrzebujaca pomocy matka.
              To nie jest jednak to samo co poslac siostrzencow i nawet siostre do dialba.

              Ja uwazam ze jezeli nie da sie zmienic innych (a nie da sie) to nalezy zmienic
              siebie tzn. zmienic wlasna perspektywe.
              • pierdoklecja_prutka Re: O pierdułach -- Odcinek 113 :-))) 15.05.10, 19:23
                Marysia, znowu sama ze sobą rozmawiasz.

                To przecież właśnie obie z Ewą Kanowi poradziłyśmy. Zmiana swojego
                własnego podejścia.


                --
                wasza pierdo
                • kielbie_we_lbie_30 Re: O pierdułach -- Odcinek 113 :-))) 15.05.10, 19:31
                  Kurde, toksycznosc matki...hmmm
                  Kurde co jest? Nie znam Polski ktora by na to nie narzekala. To chyba problem
                  narodowy.
                  • pierdoklecja_prutka Re: O pierdułach -- Odcinek 113 :-))) 15.05.10, 19:57
                    Tfu, wciórności, Kiełbiu! Prawdziwa Polka nie narzeka! Never!
                    Jamais! Prawdziwa Polka się odgryza na własnych dzieciach! Hahaha.

                    Nasz ekspert od rozwoju, który jest Hiszpanem, jednej babie co
                    napisała, że jest przedewszystkim Matką Polką - kazał jej adoptować.
                    Samą siebie. Hahaha!
                    • kan_z_oz Re: O pierdułach -- Odcinek 113 :-))) 16.05.10, 09:05
                      Probuje sie 'uwolnic'. Staram sie stosowac cwiczenia oddechowe - te
                      same, ktore do tej pory zawsze mi pomagaly. Tym razem, idzie mi
                      kiepskawo, bo poczucie winy wciaz wraca i mol od srodka mnie zzera.
                      Dac znac za pare dni - mam nadzieje, ze pojdzie sobie. Telefon
                      wlasnie odstawilam i tylko maz bedzie rozmawac.

                      Shit - wessalo mnie po uszy - nawet nie zauwazylam kiedy.

                      Chlop mnie za to rozsmiesza...

                      Kan
                  • maria421 Re: O pierdułach -- Odcinek 113 :-))) 16.05.10, 09:23
                    kielbie_we_lbie_30 napisała:

                    > Kurde, toksycznosc matki...hmmm
                    > Kurde co jest? Nie znam Polski ktora by na to nie narzekala. To chyba problem
                    > narodowy.
                    >

                    Ja nie narzekalam. Mialam cudowna Mame i bardzo mi jej brak.
                • maria421 Re: O pierdułach -- Odcinek 113 :-))) 16.05.10, 09:04
                  pierdoklecja_prutka napisała:

                  > Marysia, znowu sama ze sobą rozmawiasz.
                  >
                  > To przecież właśnie obie z Ewą Kanowi poradziłyśmy. Zmiana swojego
                  > własnego podejścia.

                  No to pewno zle zrozumialam, bo odnioslam wrazenie ze wszystkie choralnie
                  radzicie po prostu odciac sie od matki.
                  • kan_z_oz Re: O pierdułach -- Odcinek 113 :-))) 17.05.10, 11:07
                    maria421 napisała:

                    > No to pewno zle zrozumialam, bo odnioslam wrazenie ze wszystkie
                    choralnie
                    > radzicie po prostu odciac sie od matki.

                    Marysiu - Ja nie odebralam, ze ktos radzil mi poprostu oddciac sie
                    od matki. Chyba takiego cwiczenia wykonac sie nie da, jesli naprawde
                    slucha sie siebie samego. Moge i to robie ograniczyc kontakt z Nia
                    do min. Toksycznosc wyklucza niestety jakies mozliwosci dluzszego
                    kontaktu czy przebywania twarza w twarz. Z mojej strony - jestem
                    otwarta. Z drugiej strony musi niestety tez nastapic przelamanie
                    wlasnje arogancji.

                    Poki co, moj syn na ten przyklad wczoraj zadzwonil by
                    porozmawiac...wiem, ze trudno komus zrozumiec, kto mial dobry
                    kontakt z matka wlasna...
                    Ja milcze.

                    Ogolnie tez ten brak poruzumienia z mama mam zrekompensowany tzw;
                    dobrym synem i mezem, gronem nieslychanie pomocnych i kochanych
                    przyjaciol. Nie czuje sie wiec pokrzywdzona, ani samotna.
                    Rozumiem tez, ze tzw. posiadanie 'dobrej matka'moze byc
                    rekompensowana u innych okolicznosciami mnie przyjemnymi - brak
                    przyjaciol prawdziwych?

                    Kan
                    • maria421 Re: O pierdułach -- Odcinek 113 :-))) 17.05.10, 12:22
                      Kanie, toksyczna matka to musi byc zakala na cale zycie. Ja na szczecie nie
                      doznalam tego na wlasnej skorze, ale mam w najblizszej rodzinie podobny
                      przypadek- jest to moja byla bratowa.
                      Moj brat mogl sie z nia rozwiesc, moj bratanek nie moze...

                      Takie toksyczne osoby musza miec ciagle jakiegos wroga, musza ciagle z kims
                      walczyc i sa niezdolne do zrozumienia ze w rezultacie szkodza same sobie.

                      Moim zdaniem najgorzej maja ci, ktorzy nie zdaja sobie sprawy z tego ze maja do
                      czynienia z osoba toksyczna i probuja ja zmieniac...
                      Moment w ktorym zauwazaja ze nic sie zmienic nie da jest momentem zwrotnym ,
                      jest momentem emocjonalnego stygniecia i oddalania sie, po ktorym do takiej
                      osoby mozna wrocic (jezeli trzeba) na zupelnie innych falach.
                      • kan_z_oz Re: O pierdułach -- Odcinek 113 :-))) 20.05.10, 16:54
                        Marysiu - do prawdziwie toksycznej osoby, nie ma powtrotu jakos na
                        stale. To znaczy - za kazdym razem ile wracalam byla to taka sama
                        toksycznosc. U mnie trwa to cale moje zycie. I jak wiesz, mozna
                        wracac w nieskonczosc ale jestesmy niestety ograniczeni limitem ile
                        Nam tutaj przyszlo zyc.

                        Sama wiec dopracowalam jakos warunki wpolzycia. Powiedzialam zreszta
                        matce 4 lata temu, ze mam do Niej zal za bycie choojowa matka -
                        obrazila sie na mnie i zjawila dwa dni przed odlotem. A bylam w
                        Polsce 6 tygodni - tylko w celu wyjasnienia.
                        Tak wiec, uklad mamy ustalony - choojowa matka i taka corka.
                        Siostra/Jej synowie troche namieszali. Tego ukladu nie bylam
                        swiadoma.

                        Matka tez wiem, ze Jej nie zostawie w dziurze na pastwe losu -
                        nikogo bym nie zostawila...normalny odruch chyba. Nie mam zamiaru
                        sie mscic. Za co?
                        Pogodzilam sie z tym ukladem chyba tak dawno, ze az zapomnialam.

                        Moj uklad z reszta - jaki? nie bylam swiadoma, ze jest...hahha

                        Kan
    • jutka1 Niedziela 16.05.10, 08:43
      Poczytałam Kanowe perypetie i włos mi się zjeżył. Kanie, trzymaj się i nie daj się!

      Dzisiaj czwarty dzień wolnego. Zastanawiam się, czy by nie pojechać do nowego
      mieszkania. Może wpadnę tam rozpakować wczorajsze zakupy z IKEI. Zobaczymy.

      Na razie dobudzam się nad kawą i myślę co dalej z tak pięknie rozpoczętym dniem.
      :-) Takie tam niedzielne poranne pierduły. Miłego dnia życzę. :-)
      • pierdoklecja_prutka Re: Niedziela 16.05.10, 14:59
        Dzisiaj znowu chłodno i deszczowo. Chyba z kryminałem się zaszyję w
        kącie kanapy czyco? Popielić chciałam, ale jakoś tak brrrr...
        mokrawo i zimnawo.
        Gratuluję wyrwania wolnych dni i rozkoszowania nowym lokum Pyt. Może
        z tym nawałem roboty to po prostu Ci serwowano lekcję kozła, co to
        rabin kazał wziąć do domu chłopu, który narzekał, że ma ciasno?
        Czyco?
        Ja miałam zeszły tydzień bardzo pozytywny pracowo, a na dodatek
        udało mi się podpisać niezmiernie korzystną umowę z nowym dostawcą
        internetu co mnie tak wykończyło psychicznie, że wczoraj przespałam
        prawie 12 godzin.
        Pytałam się mojej doradczyni duchowej, czemuż to jest, że ja,
        kobieta w słusznym wieku nadal śpię jak niemowlę lub nastolatka w
        czasie burzy hormonalnej. Ona mi na to, że doświadczam na jawie
        wielkich przepływów energii, albo się za bardzo w nie angażując,
        albo je blokując i to mnie cęcni, a w ogóle to tak mam i już. Tyle,
        że mnie się znudziło tak mać, bo za dużo czasu mi ucieka w ten
        sposób.


        --
        wasza pierdo
        • kan_z_oz Re: Niedziela 17.05.10, 11:15
          Pierdo - Ja spie jak niemowle, czyli ile sie da. Mam moment nad
          ranem, gdy sie budze i wiem, ze gdybym wstala i byloby ok. Ale mam
          tak przepiekne sny (nic nie pamietam) - ze przykladam glowe do
          poduszki aby mi sie przerwalo i prosze o wiecej.

          Kan
          • xurek Niezdrowe zwiazki i poczucie winy 19.05.10, 15:50
            Zwiazki zakodowane w nas w dziecinstwie sa chyba tymi
            najtrudniejszymi do przelamania badzo chocby zmodyfikowania i chyba
            rowniez tymi, ktore najskuteczniej potrafia nam dlugodystansowo
            zatruc zycie, wlasnie dlatego, ze sa tak gleboko zakorzenione.

            Rodzicow nalezy kochac, rodzenstwo traktowac jak przyjacol, pomagac
            sobie na wzajem itp itd. Sielanka zaiste niebianska, pod warunkiem
            ze wszyscy trzymaja sie tej zasady i ze charatkery sa kompatybilne.
            Zdarza sie chyba dosyc rzadko.

            W przypadku (chyba dosc czestym) bycia zmuszonym w ten czy inny
            sposob pomagac / sluzyc osobie, ktora nam nie sluzy, ma sie chyba
            tylko dwa wyjscia: zdecydowac sie na odmowe i borykac z mniejszymi
            badzi wiekszymi wyrzutami sumienia / otoczenia przez lata badz nawet
            wieki, badz tez wejsc w ten niezdrowy uklad, dac sie w ten czy inny
            sposob wykorzystac i udowadnajac w ten sposob otoczeniu, ze pomoc
            owa odbyla sie kosztem powaznych szkod emocjonajnych badz
            materialnych pozbyc sie wyrzutow sumienia i zaczac lizac rany.

            Ja osobiscie jak dotad nie porafilam zdobyc sie na odmowe, bo
            wyrzuty bez strat kosztuja mnie osobiscie wiecej niz straty plus
            poczucie ulgi, iz wszystkim udowoddnilam wlasnym „cierpieniem“, iz
            nie mieli racji oczekujac ode mnie tego, czego oczekiwali.

            Dlatego nie zazdroszcze Ci Kanie obecnej sytuacji i zycze przede
            wszystkim jednego: by byla juz poza toba, obojetnie jak przebiegla.

            Ja przeszlam ostatnio przez dwa „piekielka“ zgotowane mi przez osobe
            zaufana i przez krewna, ktorym pomoglam, chociaz bylam ostrzegana i
            sama wiedzialam, ze podejmuje ryzyko. Nie potrafilam jednak odmowic,
            bo czulabym sie jak swinia i nigdy nie zobyla pewnosci, ze pomoc im
            byla bledem. Teraz jestem w trakcie ogarniania ogromu szkod (ktore
            ponioslam niestety nie tyko ja, ale jeszcze inne zwiazane ze mnia
            osoby) jak rowniez przegryzania smutkowscieklosci, co nie jest
            stadium przyjemnym, ale daleko mniej zatruwajacym niz przezywanie
            sytuacji, kiedy jeszcze trwa.

            Co moge poradzic, to starac sie przede wsztkim nie byc wscieklym.
            Bezsilna wscieklosc to powalajace uczucie: jezeli uda sie zmienic ja
            w smutek, zal badz racjonalna analize ta sama sytuacja staje sie
            znacznie mniej toksyczna.

            Kanie, zycze w tej trudnej sytuacji pogody jak rowniez sily, by w
            owej dlugodystansowo wytrwac.
            • kan_z_oz Re: Niezdrowe zwiazki i poczucie winy 20.05.10, 16:37
              Fajnie Xurku, ze sie odezwalas...po dlugim milczeniu.
              Siedze sobie wlasnie przed kompem i czekam. Czekam na godzine 19-ta
              w Polsce - czyli 3-cia rano tutaj, aby zadzwonic do znajomego
              nastepnego, ktorego zdybalam dzisiaj na spotkaniu w Warszawie w
              sprawie remontu lazienki. Stary przyjaciel rodziny - glownie siostry.
              Tak wiec doszlam do wniosku, ze wole posiedziec dluzej, niz zrywac
              sie o 5-tej. Tak dziala przesuniecie czasowe.
              Mamusia zgodzila sie na remont lazienki - i slusznie.
              Prywatny dom opieki - zalatwilam - odmowila.
              Sostrzeniec z Radomia podjal sie podobno, przyjecia Jej do domu...

              Jesli kumpel orzeknie, ze podejmie sie remontu bez mojej obecnosci...
              Nie mam zadnego powodu aby jechac do Polski.
              Okazuje sie tez, ze sa jakies 'kwadratowe' uklady miedzy
              siostra/bacia/Jej synami - przepraszam, ale sami musza sie dogadac -
              bo z cala pewnoscia to mojej osoby nie dotyczy. Jesli potrzebuja
              konsultanta, to taka sama moja droga do nich co ichniejsza do mnie -
              moze ich koszt ostudzi??? Mnie generalnie czaso-okres nie pasuje.

              Jak powiedzialam - nie ma sprawy poleciec na 7-10 dni aby dopiac
              jakies wazne sprawy. Narazie nie widze waznych. Zachcianki,
              wybrzydzanie i zawracanie glowy.
              Matka nie umiera. Zrobila sobie operacje, ktora mogla miec ale nie
              musiala.
              Moge Jej doradzic, aby przy operacji drugiego biodra - (sugerowano
              Jej operacje dwoch), walnela sobie tez operacje platyczna na
              poprawienie humoru i wszystko jedno czego...hahaha

              Nie czuje tez prawdziwej potrzeby na pomoc ze strony zadnej z ww
              wymienionych.
              Prawdziwa troske to czuje tylko ze strony tesciowej, ktora dzisiaj
              zadzwonila abysmy tylko niedajboze nie przelatywali do Polski bo
              powodzie - a mieszka w Nowym Saczu wiec Dunajec ich chyba oblewa...

              Juz tylko 2.5h

              Pozdrawiam
              Kan


    • luiza-w-ogrodzie Pochmurny poniedzialek 17.05.10, 02:15
      Wczoraj zdazylismy z Buszmenem przywiezc reszte kamieni a potem jeszcze do konca
      przekopalam rabate kwiatowa i lunal rzesisty przelotny deszcz. Taka pogoda,
      pochmurna z przeblyskami slonca i deszczami ma trwac przez co najmniej tydzien.
      Bede siac i sadzic w suchych momentach a w mokrych rozpalac kominek i pewnie
      troche wezme sie do szycia. Mam kawal lnu w maki, przywieziony z Polski i chce
      obrzezyc go czerwonym lnem ze starego obrusa i w ten sposob zrobic nowy obrus.

      W pracy idzie powolutku, nie wyrywam sobie rekawow. Zycze Wam rownie spokojnego
      poniedzialku.

      Luiza-w-Ogrodzie
      Forum AUSTRALIA
      • jutka1 Też pochmurny poniedzialek 17.05.10, 08:03
        Tutaj też pochmurno, chociaż podobno trochę słońca też mamy dziś zobaczyć. Ale
        jest chłodno jak na połowę maja: 16-18 C.
        Chyba trochę podładowałam akumulator w ten długi weekend, na trzy dni robocze i
        przeprowadzkę powinno starczyć.

        A wczoraj spędziłam część dnia w nowym mieszkaniu myjąc kuchnię - POS miał czas
        na tzw. duży front robót, a ja kończyłam drobiazgi typu fugi czy listwę przy
        blacie. W radio grał jakiś jazz, przez otwarte okno świeciło słońce, w powietrzu
        śladowy zapach farby i nowości - bardzo miło. :-)

        I tyle pierduł. Miłego poniedziałku życzę. :-)
        • maria421 Sloneczny poniedzialek 17.05.10, 09:26
          wiec moze w koncu dam rade posadzic chociaz czesc kwiatkow.

        • sabba Re: Też pochmurny poniedzialek 17.05.10, 11:45
          ma jeszcze nie w trakcie przeprowadzki ale w trakcie ogladania mieszkan. ale w
          myslach juz sie pakuje.
          poza tym zaswiecilo slonce i ktos cos mowil ze nawet na dluzej!
          • maria421 Re: Też pochmurny poniedzialek 17.05.10, 12:03
            Ja wlasnie przywiozlam caly bagaznik pelargonii, ziol domowych i trzy worki ziemi.
            To dopiero polowa.
          • jutka1 Re: Też pochmurny poniedzialek 17.05.10, 21:37
            Sabbciu, to szukanie może być czysta przyjemnością. Pakowanie się w myślach też.
            :-)))
            • sabba Re: Też pochmurny poniedzialek 20.05.10, 10:17
              zawsze takie bylo ale teraz jakos przechodze to bardziej nerwowo, choc lubie
              przeprowadzki. ale teraz chyba wyglada na to ze znalezlismy i nastepuje radosne
              planowanie wnetrz:)
              • jutka1 Re: Też pochmurny poniedzialek 20.05.10, 10:28
                A to gratulacje! :-)
                • sabba Re: Też pochmurny poniedzialek 26.05.10, 10:39
                  dzieki:) dodam jeszcze ze radosnie planuje tez ogrodek bo nam sie dostal w
                  zanadrzu:) ale chyba w tym sezonie nie zdaze nic zasiac procz trawy. trzeba
                  wyrownac teren, przywiesc troche ziemi lepszej no i wywiesc smieci. ale to
                  ostatnie mam nadzieje przejmie wlascicielka ...
                  uff, ale pracy...
    • luiza-w-ogrodzie Deszczowy wtorek 18.05.10, 02:23
      Po szesciu tygodniach suchej pogody zaczelo popadywac, najpierw przelotnie, w
      nocy mocniej a dzisiaj jest juz calkiem deszczowo. Siedze w domu, pracuje i
      patrze na mokra szarosc ciezkich chmur za oknem. Nawet nie wypuszczalam
      krolikow, bo i tak po zmoknieciu wrocilyby do suchej krolikarni. Co jakis czas
      slysze jak wlacza sie pompa pompujaca deszczowke zebrana z dachu do zbiornikow
      na gorze ogrodu. Po poludniu opady maja zelzec, jutro tylko przelotne, w
      czwartek ma byc juz ladnie.

      I wlasciwie poza pogoda nic sie nie dzieje. W poludnie pojade odebrac ceramike
      kupiona na wystawie, po powrocie bede gotowac gesta minestrone a po obiedzie
      razem z corka jedziemy do kosmetyczki. Wieczorem kominek, ksiazka, wino.

      Spokojnego, cieplego wtorku zycze
      Luiza-w-Ogrodzie
      Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka lat? Ożeń
      się. Całe życie? Załóż ogród...
      • jutka1 W miarę słoneczny wtorek 18.05.10, 08:14
        Zapowiadają dzień w miarę słoneczny, dopiero po południu ma się zachmurzyć. 17-19 C.
        W pracy sporo rzeczy do przerobienia, ale chyba bez Sajgonu, odpukać.
        Wieczorem przed-przeprowadzkowe porządki w płytach etc.
        Nic takiego, same pierduły. :-)

        Miłego dnia :-)
        • maria421 Re: W miarę słoneczny wtorek 18.05.10, 08:42
          Pochmurny i chlodny wtorek jak narazie.
          Wczoraj zawiesilam skrzynki z pelargoniami na balkonie, na dzisiaj planowalam
          sadzenie begonii na klombie, ale chyba nic z tego.

          Moja corka tez sie przeprowadza. Ma swoje studenckie mieszkanko- pokoj, malenka
          kuchnia, lazienka, i dosyc duze "schowanko" gdzie sie nawet szafa miesci. Do
          tego wlasne miejsce na samochod w podworku.
          Owszem, dzielnica nie najlepsza, owszem, daleko od miasta, ale czy to warto
          zamieniac na jeden pokoj we wspolnocie razem z innymi dwiema studentkami?
          Owszem, lepsza dzielnica, owszem,na uniwerek moze chodzic pieszo, ale trzy
          dziewczyny rano do jednej lazienki ... juz to widze.

          W kazdym razie moje corka juz wszystko sobie zorganizowala, wie kto jej meble
          przewiezie (choc nie wie czy sie w tym jednym pokoju zmieszcza), juz wszystko
          zaplanowala i cieszy sie na przeprowadzke pod koniec czerwca.

    • luiza-w-ogrodzie Srodek tygodnia, wrocilo slonce 19.05.10, 03:39
      Po 36 godzinach i 40 mm deszczu wrocilo slonce i ma pozostac pogodnie do
      weekendu, na kiedy to zapowiadane sa przelotne deszcze. Ogrod sie zieleni, taka
      dawka wody dobrze mu zrobila.

      A poza tym na ogrodkach (i przyleglosciach) nic nowego sie nie dzieje. Za
      godzine joga. W domu czekaja na mnie rozne przyjemne rzeczy do robienia. Cisza,
      spokoj i slonce, czego wiecej trzeba?
      Pozdrawiam Was dzielac sie powyzszym...

      Luiza-w-Ogrodzie
      Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka lat? Ożeń
      się. Całe życie? Załóż ogród...
      • jutka1 Re: Srodek tygodnia, wrocilo slonce 19.05.10, 08:33
        Może to już ostatni raport poranny z tego mieszkania - nie wiem, o której jutro
        odetną mi kable.

        Za oknem słońce, ma być dziś 18-20 C. W robocie Sajgon, bo muszę pokończyć
        rzeczy zanim zniknę na czas przeprowadzki. No i tyle, lecę. Miłego dnia. :-)
        • maria421 Leje jak z cebra 19.05.10, 09:22
          i nie zanosi sie na to zeby przestalo.
    • luiza-w-ogrodzie Czwartek jak weekend 20.05.10, 01:21
      W ogrodzie jest mokro i chlodno, ale na niebie widze slonce i przerozne chmury, pierzaste wysokie, szare rozpelzle i niskie oraz puszyste kumulusy. Wypuscilam kroliki z krolikarni, gdzie przesiedzialy dwa dni deszczu i od razu zaczely radosnie biegac zakosami i skakac.

      Przed chwila przyszla ebajowa przesylka z tabliczkami z lanego zelaza do ogrodu ziolowego - zdjecie jest z Internetu, ale podobnie beda wygladac u mnie gdy powtykam te etykietki w ziemie. Zrobie to gdy tylko posprzatam ziola przed zima i wysieje musztarde.
      https://www.seaandstone.com.au/images/products/30.jpg

      Poza tym nie dzieje sie nic godnego wzmianki :o) czego i Wam zycze.

      Luiza-w-Ogrodzie
      Forum AUSTRALIA
      • jutka1 Przeprowadzka :-) 20.05.10, 08:01
        Za pół godziny wchodzi ekipa pakowaczy. Ufff, nareszcie.
        Kotę z przyległościami (kuweta, miseczki, jedzenie, mój szlafrok-ukochane
        legowisko) zawiozłam wczoraj wieczorem do nowego mieszkania. Zestrachała się
        niemożebnie, i przejazdem i samym mieszkaniem, bidula... Posiedziałam z nią 3
        godziny, zostawiłam na noc. Sąsiadka ma klucz, nakarmi ją rano, a wczesnym
        popołudniem już będę. Nie chciałam jej tutaj stresować pakowaczami - tym
        bardziej, że to mieszkanie jest małe i nawet nie miałaby gdzie się przed nimi
        schować.

        Notoletę. Baj. :-)
        • jutka1 Re: Przeprowadzka w toku 20.05.10, 09:40
          Panowie pakują...
          Z pakietu net/TV/telefon - ten ostatni już nie działa. A net działa, dziwne. TV
          - nie wiem, bo kartę od dekodera i piloty już włożyłam do walizki.
          Spałam 5 godzin stychnerf, jestem zmęczona, więc chyba jak dojadę na miejsce i
          panowie rozpakują co trzeba, tonatentychmiast walnę sobie sjestę :-))))))))

          Notopa. :-)
          • sabba Re: Przeprowadzka w toku 20.05.10, 10:19
            no to oby szybko, bezbolesnie i nienerwowo poszlo!:)
          • pierdoklecja_prutka Re: Przeprowadzka w toku 20.05.10, 13:35
            Ja wczoraj w końcu się udałam do fryzjera i spędziłam godzinę vis a
            vis swojej twarzy w lustrze. A że chodzę do tego salonu już z 7 albo
            i 8 lat, to pamiętam że gęba (moja) która się tam pojawiać zaczęła
            jednak jakoś inaczej wyglądała niż ta obecna, zmiany że tak powiem
            nie są na plus. Pomyślałam też o następnych 8 latach konfrontowania
            tej gęby przed tym lustrem i pomyślałam, że trzeba zmienić. Salon
            fryzjerski oczywiście. Bo na gębę chyba skazana jestem. Do czasu,
            ofkoz. Hahaha.

            Cieszę się z Twojej przeprowadzki Pyt, bo jakoś mi się wydaje
            przestrzeni odpowiedniej nie miałaś. Może ten ucisk wywierany przez
            lokum się energetycznie przekładał na natłok i ciemięgę pracową,
            czyco?



            --
            wasza pierdo
            • pierdoklecja_prutka Re: Przeprowadzka w toku 20.05.10, 13:47
              Słuchajta, od rana (ehem, znaczy od kiedy wstałam) cudne słońce
              świeciło, a tu nagle, nagle, nistąd ni z owąd lunęła ściana,
              dosłownie ściana deszczu! Słońce nawet nie zdążyło schować się!


              Z innej (hahaha) beczki. Czy wiecie co to jest Robinsonada? Ja nie
              wiedziałam, ale teraz już wiem, jest to usługa sprzedawana przez
              biura podróży. Ściśle mówiąc są to odosobnione lokum nad morzem,
              czasem wręcz na wyspie. Oglądałam wczoraj takie cuś z Chorwacji -
              własna zatoczka, własna łódka, tą łódką się pływa do miasteczka, po
              aprowizację, a jeśli się nie chce to właściciel przywozi co tydzień
              żarcie, wodę i (ofkoz) wino! Lokum jest starym kamiennym domkiem,
              wyrychtowanym cud malina, jest taras, własna plaża, prund jest z
              agregatu, no boskie to jest.


              --
              wasza pierdo
              • kan_z_oz Re: Przeprowadzka w toku 20.05.10, 17:02
                Hahah Robinsonada u Nas to jest szalas na bezludnej wyspie, np;
                jednej z Tonga, gdzie jest tylko sracz i zimna woda a cala reszte
                sie samemu organizuje...dowoza tylko lodka...

                Ja zrezygnowalam z robinsonady w takim ukladzie i wynajelam niemalze
                w tej samej cenie dwuosobowa kabine tuz nad brzegiem oceanu z zimna
                i ciepla woda oraz kuchnia...tez na wyspie - tylko zaludnionej nieco.

                Kan
              • jutka1 Kota zniknęła :-(((((((((((((((( ntxt 20.05.10, 17:59

                • kielbie_we_lbie_30 Re: Kota zniknęła :-(((((((((((((((( ntxt 20.05.10, 19:18
                  Nie denerwuj sie. Schowala sie pewnie w jakas mysia dziure. Jak bylam w US u
                  kuzynki pol dnia kota szukalysmy po powrocie z trzydniowej wucieczki. Schowal
                  sie skurczybyk w szafce pod zlewem za wiadrem, diabli wiedza jak tam wszedl bo
                  szafka byla zamknieta. Mimo ze tam zagladalysmy ze trzy razy nie zauwazylysmy
                  cholernika...
                  • maria421 Re: Kota zniknęła :-(((((((((((((((( ntxt 20.05.10, 19:21
                    Moja kolezanka tez szukala kiedys przez pol dnia kota ktorego potem w szafie
                    znalazla.
                    Daj znac jak sie znajdzie.
                    • chris-joe Re: Kota zniknęła :-(((((((((((((((( ntxt 20.05.10, 20:11
                      Jutka, ja w temacie kotow jestem teraz szalenie wrazliwy i empatyczny... Donos
                      natychmiast!
                      • jutka1 Re: Kota zniknęła :-(((((((((((((((( ntxt 20.05.10, 21:52
                        Przylazła, z klatki schodowej. UUUFFFFFFFF..................
                        • chris-joe Re: Kota zniknęła :-(((((((((((((((( ntxt 20.05.10, 22:12
                          to tu tez UFFF...
                          • maria421 Re: Kota zniknęła :-(((((((((((((((( ntxt 20.05.10, 22:39
                            Ciesze sie:)
                            • pierdoklecja_prutka Jezusmario...chwila forumowej nieuwagi, a tu... 20.05.10, 23:15
                              ...kot się zdążył zgubić i znaleźć. Współczuję Pyt ruchawki
                              emocjonalnej i cieszę się że stwora się znalazła.


                              --
                              wasza pierdo
                              • luiza-w-ogrodzie Re: Jezusmario...chwila forumowej nieuwagi, a tu. 21.05.10, 02:12
                                pierdoklecja_prutka napisała:

                                > ...kot się zdążył zgubić i znaleźć. Współczuję Pyt ruchawki
                                > emocjonalnej i cieszę się że stwora się znalazła.

                                Dokladnie, wystarczy sie odwrocic a tu cos sie wydarza. Jutko, az zamarlam
                                zobaczywszy tytuly o zniknieciu koty, ciesze sie ze zniknela tylko chwilowo.

                                Pozdrawiam Was obie
                                Luiza-w-Ogrodzie
                                .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>¸¸.
                                Australia-uzyteczne linki
                                • jutka1 Re: Jezusmario...chwila forumowej nieuwagi, a tu. 21.05.10, 08:42
                                  Matkobosko, jedna połowa mojego jestestwa ryczała ze szczęścia, a druga chciała
                                  ją zabić. :-)))
                                  Teraz już OK, kota się nie chowa, ogon do góry, grzbiet wygięty. Teraz rozłożyła
                                  się na kanapie i śpi.
                                  A ja tak jak kota, rozglądam się wokół w zadziwieniu, że tak przestronnie, że
                                  tak jasno, że tak ładnie. :-))))

                                  No, mam 3 dni na rozpakowanie i urządzenie, bo w poniedziałek szkocka
                                  psiapsiółka znowu na pół roku wraca do Paryża i zamieszka u mnie do czasu
                                  znalezienia własnego lokum. Mam więc kopa w de, żeby pudła opróżnić. :-)

                                  No, miłego dnia. :-)
                                  • fedorczyk4 Re: Jezusmario...chwila forumowej nieuwagi, a tu. 21.05.10, 09:59
                                    No kurnia, przeca mówiłam że jest inteligentną dziewczynką. Ulżyło
                                    mi:-)
                                    • maria421 Fedoro 21.05.10, 10:29
                                      Ty zdaje sie niedaleko Wisly mieszkasz. Jak wyglada sytuacja powodziowa z bliska?
                                      • fedorczyk4 Re: Fedoro 21.05.10, 11:31
                                        Ano mieszkam. Od Wisły odziela mnie tylko Wisłostrada i Płyta
                                        Czerniakowska, która dzisiaj rano już miała prawie mokre nogi. Ja
                                        takiej Wisły jeszcze nie widziałam. A różne jej stany już
                                        zaliczyłam. Łączka pomiędzy pierwszym wałem i tym który jest już
                                        tuż, tuż przy jezdni była do połowy zalana. Nie fajnie to wygląda,
                                        bo w dodatku ten stan (a najwyższego jeszcze nie osiągneła)ma
                                        potrwać dwa/trzy dni. A ponoć ma znowu lać i jest szansa że nowa
                                        fala uformuje sie nim starej "opadnie":-(
                                        • maria421 Re: Fedoro 21.05.10, 12:42
                                          Trzymaj sie sucho, Fedoro i donos co sie dzieje.
                                          • fedorczyk4 Donoszę, 21.05.10, 14:41
                                            że dostaliśmy polecenie ewakuacji samochodów z garażu:-(
                                            No to ewakuowałam mój i mamy. Syn Średni dostanie SMSem info zeby
                                            wrócił z roboty taksówką, a autko nich zostawi na parkingu obok. I
                                            to tyle.
                                            • maria421 Re: Donoszę, 21.05.10, 16:08
                                              Trzymam kciuki zeby Was nie podtopilo.
                                              • pierdoklecja_prutka Re: Donoszę, 21.05.10, 19:57

                                                Ja się za pół godziny przeprawiam do domu, mam nadzieję, że się uda
                                                dotrzeć suchą stopą. Kilka godzin temu to wyglądało niefajnie, woda
                                                prawie na poziomie Wisłostrady. Shit. What next?

                                                --
                                                wasza pierdo
    • luiza-w-ogrodzie Piatek z pieknymi chmurami 21.05.10, 02:09
      Trzeci dzien pieknych chmur na przemian ze sloncem, z krolikami szalejacymi w
      ogrodzie i wieczornym rozpalaniem w kominku. Plany na weekend: ogrod, basen,
      nicnierobienie. Corka wczoraj zazadala zebym mniej zajmowala sie ogrodem i
      wiecej imprezowala oraz poznawala ludzi. Rozwaze to. Kochane dziecko, martwi sie
      ze mama nie zachowuje sie jak nastolatka :o)

      Pozdrawiam narod pracujacy foruma i oddalam sie w glab czynnosci zarobkowych,
      zyczac Wam spokojnego weekendu.

      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>¸¸.
      Australia-uzyteczne linki
    • ewa553 koty.... 24.05.10, 09:28
      wlasciciele/przyjaciele kotow chyba reaguja zawsze tak samo: ja jak
      przeczytalam ze kota znikla, to krzyknelam (naprawde!) Matko Boska!
      z moimi kotami czasami rozmawiam i pytam: gdzie jestescie, jak was
      nie ma? Bo sa tak cwane, ze mozesz przeszukac kazdy kont i nie
      znalezc i jak jestes juz calkowicie zalamana, to taki stoi kolo
      ciebie, zadziera lebek i pyta niewinnie: ossochodzi?
      • ewa553 Sabciu, 24.05.10, 09:28
        opowiedz cos o nowym mieszkaniu! Czy tez domek, czy ogrodek itd.
      • fedorczyk4 Re: koty.... 24.05.10, 10:24
        Zaginięciem Jutczynej koty, cała moja rodzina strasznie sie
        przejeła. Ja natomiast od początku byłam pewna że się znajdzie. Nie
        takie numery Pan Kot mi wyczyniał. Z daniem dubla u przyjaciółki w
        Niort włącznie, kiedy to domowe całkowicie zwierzątko, wyszło sobie
        przez lufcik na miasto. Pół nocy cholernika nie było, wpadłyśmy w
        zupełna histerię! Szukałyśmy po ogrodzie, okolicznych uliczkach
        etc.. Wrócił o 3 nad ranem, ostro zjeżony, z wytrzeszczem ślepiów,
        pojawił się na murze ogrodowym. Po przeprowadzce w Warszawie
        kilkakrotnie udało mu się wydostać na dach:-( A ja mam potworny lęk
        przestrzeni i ganianie kota na wysokości piątego piętra to dla mnie
        koszmar. O dawaniu nogi na klatkę schodową nawet nie wspomnę. Robił
        to regularnir. Człowiek wracał do domu, a kot czatował za drzwiami i
        niezauważalnie przemykał się pod nogami wchodzącego. Potem spacerowł
        po klatkach schodowych i podziemnych garażach, nie wiadomo jakim
        cudem przedostając sie przez zamykane na klucz wejścia! nie nadarmo
        Duch mu było na imię. Wszyscy nabyliśmy odruchu nieustajacego
        sprawdzania kociej listy obecności.
        • jutka1 Re: koty.... + upał 24.05.10, 11:51
          Kota teraz drzwi wejściowe omija wielkim łukiem. Haha. Ma nauczkę. :-)

          Co do pierduł paryskich, mamy dzień wolny, a za oknem upał - 29 C! Słońce,
          szkoda że jestem zajęta rozpakowywaniem. Po południu zjeżdża szkocka
          psiapsiółka, a ja w kompletnym lesie, pudła wszędzie, matkobosko ile tego jest. :-/
          Skorzystam z obecności męża psiapsiółki, silnego inspektora szkockiej policji,
          żeby przesunąć długaśny (i okrutnie ciężki) mebel w salonie i pochować kable od
          TV, stereo i innych telefonów. A jeśli się nada, to też go poproszę o
          przesunięcie lodówki w inne miejsce, a co. :-)))

          I w ogóle fajoskie jest to mieszkanie. Lubię! :-)

          Miłego dnia życzę. :-)
          • ewa553 Re: koty.... + upał 24.05.10, 12:05
            u nas tez nieziemski upal, ze strachem mysle o wyjsciu dzisiaj.
            Po najwyzszej tmp.w Rewalu w wysokosci 15 stopni, przeraza mnie ta
            podwojna temperatura....
            Uslyszalam przed chwila wiadomosc, ze jak Jarka wybiora na prezydenta
            to pierwsza dama w Polsce bedzie jego kot:))))
            • maria421 Re: koty.... + upał 24.05.10, 13:01
              Cipeplo, ale nie upalnie. Jakos tak dziwnie bo czasem slonce, czasem chmury ale
              zawsze silny wiatr.
    • pierdoklecja_prutka Re: O pierdułach -- Odcinek 113 :-))) 24.05.10, 14:03
      Serdecznie Wam dziękuję za troskę.

      Tak, dziękibogu, cudem uniknęłam zalania. Wał Miedzeszyński, tuż
      koło którego mieszkam, rozmiękał. A ja, jak zresztą wiecie, mieszkan
      na kompletnie niskim parterze.

      To miło, że cały weekend na pierdulu dostawałam od Was wyrazy
      wsparcia i zainteresowania.

      I tylko dlatego ich tutaj nie ma, bo Wasze wpisy zostały pożarte,
      bądź ktoś się podszył pod admina i je wykasował złośliwie.

      Kurwa mać.


      --
      wasza pierdo
      • ewa553 Re: O pierdułach -- Odcinek 113 :-))) 24.05.10, 14:16
        sie nie denerwuj:)))) po prostu brak towarzystwu wyobrazni. Ja
        widzialam krotko w polskiej TV co sie dzieje i myslalam nie tylko o
        Was ale i o mojej siostrze mieszkajacej z dala od Wisly i na 2-gim
        pietrze. Swoja droga: co z Anita? O ile pamietam, jej nowy domek
        stoi blisko Wisly....Ma ktos kontakt z nia?
        • maria421 Re: O pierdułach -- Odcinek 113 :-))) 24.05.10, 14:51
          Bardzo przepraszam, ale tutaj tylko Fedora donosila ze mieszka w poblizu Wisly,
          wiec ja sie tylko o Fedore martwilam.
          Jakbym wiedziala ze nasza Dorotka tez w poblizu Wisly mieszka, to bym sie o nia
          tez martwila.
          • pierdoklecja_prutka Re: O pierdułach -- Odcinek 113 :-))) 24.05.10, 15:34
            No w każdym razie, już chyba po strachu (tfu, tfu). Ja sobie na tę
            okazję wolne wzięłam i się rozkoszuję tarasowaniem. Co prawda u mnie
            nie ma upału ale jest całkiem przyjemnie.

            --
            wasza pierdo
            • maria421 Re: O pierdułach -- Odcinek 113 :-))) 24.05.10, 16:14
              U nas dzisiaj dzien wolny od pracy, a mnie napadla ochota na robienie porzadkow.
              Zaczelam rano od szorowania fug w kabinie prysznicowej, po czym wypucowalam na
              glanz cala lazienke we wszystkich zakamarkach.
              Po obiedzie zabralam sie za czyszczenie srebra i mycie szkla i jestem jeszcze w
              trakcie, ale co jakis czas przerwa mi sie nalezy.

              Corka moja dzisiaj sie przeprowadzila. Wczoraj pomalowala sobie pokoj (sama z
              pomoca kolezanki) , dzisiaj z pomoca jej chlopaka i jego kolegi przewiezli meble.


              • jutka1 Re: O pierdułach -- Odcinek 113 :-))) 24.05.10, 19:42
                A mnie już osłabiło to rozpakowywanie. I końca nie widać. :-(
                Ale za to psiapsiółka szkocka dojechała, jej małżonek załatwił wszystkie sprawy
                związane z przesuwaniem i dźwiganiem, lodówka przesunięta, kable popodłączane i
                pochowane, no boskość. :-)
                Strasznie mnie zmęczyła ta przeprowadzka.
                A jutro do roboty... br\
                • maria421 Re: O pierdułach -- Odcinek 113 :-))) 24.05.10, 20:12
                  Zawsze dopiero przy przeprowadzce widac jaka mase rzeczy sie posiada.
                  Ale urzadzanie sie to duza frajda.

                  Ja powiedzialam corce ze ma mi nie opowiadac jak sie urzadzila, dopiero jak
                  pojade to sama zobacze i powiem "Wow!".
                  Tzn. powiem tak nawet jakby mi sie nie podobalo:)
                  • fedorczyk4 Re: O pierdułach -- Odcinek 113 :-))) 24.05.10, 22:05
                    Ewa, nie ma jak przestać oddychać!
      • jutka1 Re: O pierdułach -- Odcinek 113 :-))) 24.05.10, 16:01
        Nie wiedziałam, że jesteś blisko Wału M. :-(((
        Oj to Cię straszliwie przepraszam Stokrociu!
    • ewa553 jod baltycki? 24.05.10, 19:56
      zawsze sie mowilo o dobrym wplywie jodu na astme, atu.... Kolega z
      astma narzekal na problemy od pierwszego dnia, ja szlam w zaparte ze
      problemow nie mam. A tez mialam. I bylo coraz marniej. teraz kaszle
      sucho/suchotniczo i mam uczucie ze zaraz wypluje pluca. Za 2
      godz.przyjezdza lotnik, a jak ja mu zaczne tak charlac, to chyba
      ucieknie... Co jest grane? Jodu juz nad morzem zabraklo? Ktos ma
      jakiej doswiadczenie?
    • blues28 Upalny wtorek 25.05.10, 09:28
      O dzien spóznione ale wielce serdeczne serdecznosci dla Fedo z
      okazji :-) STO LAT!

      Ewciu, a moze Tobie o ozon chodzilo? Ale dobry ozon wyzwala sie w
      czasie burzy, a ozon toposferyczny, ten z niskiej sfery atmosfery
      wcale zdrowy nie jest, bo tworzy sie z dwutlenku azotu i jest
      skladnikiem smogu.
      Jod zas zawsze mi sie kojarzyl z tarczyca. Ale moze cos ma wspólnego
      z astma?

      Stokrociu mila! Toz a Cie i za Fedo kciuki trzymano w Iberii i w
      Skandynawii, ino ze na watku wakacyjno - morskim a nie na
      pierdulach :-) A teraz cholerna fala idzie na Pomorze. Moja
      malborska rodzina teoretycznie zabezpieczona poteznym walem na
      Nogacie, ale who knows??? Na razie bija na alarm w Tczewie, a póki
      co Malbork dosc spokojny.

      Ja ganiam jak pies za wlasnym ogonem, na nic czasu nie mam i weny
      pisarskiej jeszcze mniej. Juz grzeje motory na wylot do kraju i kroi
      mi sie dluzszy pobyt, co mnie cieszy ogromnie. Pouprawiam turystyke
      krajowa, bo w Krakowie nie bylam sto lat, a w Bialowiezy drugie tyle.

      Poza tym widze jakis bakcyl przeprowadzkowy, bo i Saba i Jutka...
      (Jutka, gratulacje na dobry feeling w nowym lokum!!).
      No i ja mam propozycje domku, moze nie na wsi ale 50 km od Madrytu.
      Jest i maly ogródek. Ale czy ja mam choc troche daru Liuzy??? A poza
      tym, eminentnie miejska dziewczyna, jak ja sie znajde w malowniczej,
      podgórskiej miejscowosci z ogromnym, pieknym zamczyskiem królewskim?
      Siolo (miasteczko?) jest przepiekne, latem wrze zycie kulturalne +
      turystyka (królewski kompleks zamkowo-palacowy wyjatkowej urody) ale
      zima? No toz sie drecze i mecze i zobacze co zdecyduje. Tak czy owak
      nie przed wakacjami, bo jade juz niedlugo. Ciesze sie jak nie wiem
      co!

      Acha, od 10 dni mam upaly. To juz druga fala tego roku, pierwsza
      byla pod konic kwietnia/poczatek maja. Wczoraj 31 w cieniu.
      Ale nic to! Nurzam sie w zakupach przedwyjazdowych. Wybieranie
      upominków sprawia mi niestamowita frajde :-)


      Bardzo milego dnia wszystkim :-)
      • ewa553 Re: Upalny wtorek 25.05.10, 09:41
        Fedoro, ja Cie rowniez sciskam z okazji i bez!
        Twoja rade nie oddychania przemysle.
        Jod, jod, drogi bluesie! W gorach i nad morzem. Zawsze bylo mi
        lepiej, a tu....
        Bluesie, zazdroszcze perspektywy przeprowadzkowej, bo Twoja wyglada
        najciekawiej. Co do ogrodu: W zyciu nie mialam ogrodu ani nawet
        balkonu uprawnego:))) a jednak 5-6 lat temu nabylam moj ogrod i
        pasja ta pochlonela mnie po prostu. Jak Ci nie bedzie szlo, to po
        prostu posiejesz trawe i postawisz pare krzaczkow - np. porzeczki i
        agrest, ze o malinach nie wspomne. Rosna same, a Ty masz pysznosci z
        tego. A ze domek 50 km od M.? A co to za odleglosc? Jaka jest
        komunikacja, aby w zimie odwiedzac co jakis czas M.? Nota bene
        przezylam cos ciekawego u Ciebie: bylismy pociagiem w Toledo i nie
        wzielam biletow powrotnych, zeby nie byc zwiazana jakimkolwiek
        terminem. Przychodzimy na dworzec, pociag stoi, ale
        bilety...wyprzedane! Musielismy sie "zapisac" na kolejny pociag. Nie
        bylo wiekszego problemu, w koncu bylo milo i cieplo, ale mnie to
        zaskoczylo, ze pociag ma limitowane miejsca.
        • maria421 Re: Upalny wtorek 25.05.10, 10:03
          Czy Fedora obchodzi urodziny? Znowu? Przeciez niedawno juz obchodzila?

          Tak czy inaczej, sciskam Fedore:)
        • blues28 Re: Upalny wtorek 25.05.10, 10:04
          Ach, Ewciu droga, u nas w pociagu wszyscy musza siedziec! Nie ma
          stojacych miejsc :-)
          Natomiast autobusy, metro, pociagi podmiejskie = tam jedzie ile
          wlezie :-)

          W czwartek jade znowu ogladac "mój" dom. Miotam sie jak w sieci, bo
          to by bylo juz do konca zycia, wiec decyzja bardzo powazna.
          Komunikacja swietna: pociagi podmiejskie, autobusy, no i auto, choc
          tam jak popada snieg to chyba wole pociag :-)

          No te pedzie w miasto, baj!
          • fedorczyk4 Re: Upalny wtorek 25.05.10, 10:13
            Za życzenia bardzo dziękuję. Marysiu, imieniny miałam:-)
            • maria421 Re: Upalny wtorek 25.05.10, 10:25
              fedorczyk4 napisała:

              > Za życzenia bardzo dziękuję. Marysiu, imieniny miałam:-)

              Ach, wiec jednak czas nie leci az tak szybko:)

              Sie doinformowalam ze wczoraj byly imieniny:
              Estery, Jerzego, Joanny, Mileny, Tomiry, Wenesy, Zuzanny
              Dedukuje ze nie jestes Jerzym.

              Serdecznosci !
    • xurek Re: Upalny wtorek 25.05.10, 11:30
      Mario, Twoja lista jest niekompletna: braukuje na niej, rzecz jasna,
      Fedorczyka4 :)

      Ja rowniez zycze wszystkiego naj.
      • maria421 Re: Upalny wtorek 25.05.10, 11:47
        A nie nie, Xurku, Fedorczyk4 to musi byc pozycja dynastyczna, cos jak John D.
        Rockefeller IV ;)
        • pierdoklecja_prutka Re: Upalny wtorek 25.05.10, 13:25
          Hahaha, Fedorczyk 4 to MUSI być pozycja dynastyczna, nie widzę
          inaczej! Henryk VIII i Elżbieta II. Tak czy śmak, najlepsze
          życzenia. Możemy też chyba sobie pogratulować, bo przeżyliśmy potop.
          Wygląda to trochę jak plagi biblijne, czyteż może jakieś znaki -
          katastrofa samolotu, wybuch wulkanu, potop. Koniec świata bez
          wątpienia nadchodzi.

          Ja się dzisiaj obudziłam w jakimś dziwacznym nastroju niepokoju i
          ekscytacji. Jakby się miało wydarzyć COŚ. Coś niewątpliwie
          wspaniałego, lecz jednak wyrywającego z utartych kolein, więc
          stresującego i niepokojącego. Bardzo ciekawe. Czekam.

          --
          wasza pierdo
          • pierdoklecja_prutka Re: Blues 25.05.10, 13:36
            Ależ oczywiście widziałam Wasze wpisy na wątku "morskim" i bardzo mi
            było miło. Poza tym jojczę trochę dla jaj, aczkolwiek nie całkiem.
            Bo miałam nadzieję oderwać myśli czytając pierdulu, a tu jak na
            złość - cisza jak makiem zasiał.

            Co do Twojego pomysłu zamieszkania na wsiole, to oczywiście przyjmij
            moją opinię z dystansem. Ale każdy pomysł osoby miejskiej
            zamieszkania na wsi powoduje, że mi się dupa marszczy. Pół na pół -
            ze strachu i ze śmiechu. Zresztą pisałam tu o tym. Tylko poprawkę
            proszę wziąć, że ja zawsze się odnoszę do polskiej wsi. Otóż moim
            zdaniem miejski człek na wieś nie nadaje się. Po prostu. Człek
            miejski się nadaje, żeby na wsi bywać, ba - nawet popasać tam przez
            powiedzmy pół roku w sezonie letnim. Lecz zamieszkać tam, bez
            jakiejś trampoliny lub garsoniery w mieście - never/jamais. Bo: brak
            czynnika chodnikowego, kawiarnianego, życia ulicznego, brak
            transportu miejskiego, wydarzeń kulturalnych, nocy muzeów, ławeczek
            w parku, a nade wszystko brak czynnika ludzkiego typowo miejskiego.
            Oczywiście można przytoczyć argumentów moc, że można dojeżdżać,
            miast nocy muzeów mieć noc w lesie, zamiast ławeczki w parku piknik
            na łące ite pe ite de. Ale ja nieprzekonana pozostaję, i obserwuję
            obecnie falę wsteczną wiejskich emigrantów na miejskie wracającą
            memłono. Oczywiście są od tej reguły wyjątki, ale kto do nich należy
            a kto nie - trudno stwierdzić.
            • maria421 Re: Blues 25.05.10, 14:23
              Nie wiem czy hiszpanska wioske 50 km od Madrytu mozna porownac do polskiej
              wioski 50 km od Warszawy.
              Mnie na wies nie ciagnie, ale do wielkiego miasta tez nie. Ja sie tak usadowilam
              ze mam jedno i drugie blisko- 15 minut samochodem do centrum miasta sredniej
              wielkosci (200 tys mieszkancow), a tam zycie handlowo- gastronomiczno-
              kulturalne, i 15 min na pieszo na pola i laki po ktorych spacerkiem moge dojsc
              do lasu.
              Dobrze mi tutaj.
              • blues28 Re: Blues 25.05.10, 16:21
                No, wszystkie watpliwosci Stokroci przelecialy mi przez glowe. Bo ja
                dokladnie tak mam.
                Ale, ale... Marysia ma racje. To nawet nie jest wies, to jest
                miasto, bardzo piekne, podeslalabym link strony web, bo to perelka
                historyczna i latem centrum kulturalne (kto zyw latem umyka z
                Madrytu), ale na forum publicznym wole nie. I knajpek, kawiarenek i
                parków tam multum, poza otaczajacym lasem i górami.

                Jednak teatrów (a ja chadzam), muzeów i ekspozycji, które tu daja mi
                tyle radosci to tam nie ma. Jest muzeum zamkowe owszem, ale to
                wszystko. Komunikacja dobra, samochodem to 40 minut, poza tym
                pociagi podmiejskie, autobusy.
                Sama nie wiem. W czwartek wróce tam znowu, znowu rozwaze, ale na
                razie to wiem, ze nic nie wiem ...
                • maria421 Re: Blues 25.05.10, 17:30
                  Wreszcie posadzilam begonie na klombie i w donicach przed domem.
                  Narobilam sie przy tym straszliwie, ja sie jednak do robot ogrodkowych coraz
                  mniej nadaje.
                  Ten klomb chyba w przyszlosci trawa zasieje i bedzie sie laczyl z trawnikiem.
                  Jakas mrowka sie do mie przyczepila i dopiero teraz sie jej pozbylam.
    • luiza-w-ogrodzie Mokra i metna sroda 26.05.10, 00:25
      Juz drugi tydzien pada, chyba jutro nie zobacze pelni. Udalo mi sie posiac rozne
      rzeczy w niedziele, ale przez ten deszcz stanely prace nad kurnikiem. A dzisiaj
      leje od rana.

      W pracy mam duzo do zrobienia. W domu tez. W poniedzialek dopadly mnie
      samarytanskie nastroje i zabralam zaniedbanego i chorego krolika znajomych,
      zawiozlam do weta, biedaczka jest teraz u mnie i daje jej lekarstwa, zobaczymy,
      czy sie wygrzebie. Ostatnie 6 lat spedzila w klatce, od soboty sie przewraca,
      wet mysli ze to albo zapalenie ucha, albo zakazenie pasozytem Encephalozoon
      cunniculi. Wlasciciele czekali czy przezyje, czy nie, a zwierzak cierpial. Brr.

      Wlasciciel ma teraz straszne wyrzuty sumienia (i dobrze!). Zaplacil wetowi i
      przyjdzie dzis wieczorem zeby mi powiedziec, czy bedzie zwierzatko leczyl (w tym
      wypadku dostanie korepetycje z podawania lekarstw) czy tez woli je mi oddac
      (wtedy dostanie do podpisania papier potwierdzajacy ze sie zrzekl - podkladka
      dla weta). Jego zona jest wsciekla, o to ten zgielk - "to przeciez tylko
      krolik", "juz jest stary, pewnie i tak umrze" itd. Zobaczymy wieczorem jaka
      decyzje podejma. Sprawe komplikuje to ze znamy sie od chyba 8 lat bo to rodzice
      bliskiej kolezanki mojej corki.

      Lece dalej, bo mam mnostwo do zrobienia i zalatwienia. Mam nadzieje ze wszyscy u
      Was zdrowi a w Polsce nie jestescie podtopieni!

      Pozdrawiam
      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>¸¸.
      Australia-uzyteczne linki
      • blues28 Re: Mokra i metna sroda 26.05.10, 07:49
        Luizo, niezaleznie od lat znajamosci nalezy sie opieprz za znecanie
        sie nad zwierzeciem. Jest tylko kwestia dobrania wlasciwej formy z
        uwagi na przyjazn córek. Ale az gotuje mi sie jak czytam "to tylko
        królik" i "zaraz umrze". Nóz w kieszeni mi sie na takich ludzi
        otwiera :-(
        A dla Ciebie uklon za ludzkie podejscie do cierpienia!
        • maria421 Re: Mokra i metna sroda 26.05.10, 10:50
          Jakis wirus zoladkowo-jelitowy mnie dopadl. Wczoraj caly dzien czulam sie jak
          mucha w smole, pol nocy spedzilam w toalecie.
          Rano zamiast kawy zrobilam sobie rumianek i powoli dochodze do siebie.
          • ewa553 Re: Mokra i metna sroda 26.05.10, 11:59
            Rumianek i inne ziolowe herbaty to dla mnie symbol starosci.... Sama
            mysl o piciu tego napawa mnie smetkiem i ponuroscia czarnom....

            Sabba, napisz cos o nowym domicilu!

            Bluesie, a co Cie wlasciwie sklania do przeprowadzki poza Madryt?
            Bo do tej pory piszesz tylko o obawach, a nie wymienilas zadnego
            pozytywnego aspektu tego przedsiewziecia. Zdrowie? Partner?

            A ja dzis poszlam sadzic pomidory do ogrodu. Wzielam szybki kurs
            u sasiada co ma najlepsze wyniki z wszystkich ogrodkow. Wiec powinny
            byc w tym roku extra-klasy. Suchego czasu starczylo nam na teorie,
            wymierzenie terenu, postawienie slupkow przeze mnie, wbicie ich
            przez Don Riccardo, przymocowaniu poprzecznych listewek przeze mnie.
            Nastepnie musialam przesadzic biala kapuste, ktora posadzilam bo wg
            mojej bio ksiazki dobrze ona wplywa na pomidory. Poniewaz zmienil
            sie koncept pomidorowy, to i kapusta zostala przesadzona. No i wtedy
            lunal deszcz. Nie chcialam sie poddac, wsadzilam czesc pomidorow do
            ziemi, ale poddalam sie bo i wlosy mialam mokre i shirt przykleil
            sie do plecow. A Dockersy byly tak oklejone gliniasta ziemia, ze
            stawialam kroki jak zabetonowana przez mafie. No, miejmy nadzieje ze
            jutro przestanie padac i bede mogla dokonczyc dziela. Przez ten
            deszcz zapomnialam sobie uciac piwonii, ktore powolutku zaczynaja
            sie otwierac.
            • sabba Re: Mokra i metna sroda 26.05.10, 12:26
              uwielbiam ziolowe herbaty i nie znosze owocowych! co to za pomysl zeby z
              pysznych swiezych owocow zrobic jakas suszke;)

              Ewo, domicyl jest w tej samej dzielnicy ino w innym miejscu, blizej "centrum".
              juz bylo u nas za ciasno, zwlaszcza ze we wrzesniu bedzie nas wiecej i nie mam
              na mysli zwierzat domowych... chcielismy po prostu wieksze mieszkanie a dostal
              sie nam dom, na dole sa garaze i pomieszczenia "komorkowe". nietypowy uklad
              pokoi i korytarzyki to cos co sprawilo ze mnie to zachwycilo, no i fakt ze
              bedziemy tam "sami" i ten ogrodek. zyc nie umierac. same zalety, bo blisko
              "starego" przedzskola Jany i niedaleko szkoly (to w przyzslosci...)
              w tym roku w "starym" ogrodku tylko salata i botwina oraz ziola jak zawsze. no i
              cukinia.
              • maria421 Re: Mokra i metna sroda 26.05.10, 12:44
                Sabba, gratuluje!!!

                Dosyc dlugo czekalas z podzieleniem sie z nami ta nowina.

                Wlasnie odebralam poczte, mandat za przekroczenie szybkosci. Ponoc jechalam 140
                tam gdzie jest limit 120 km/h.
                Mam zaplacic € 30.- w ciagu tygodnia.
                • sabba Re: Mokra i metna sroda 26.05.10, 12:56
                  czekalam na odpowiedni moment:)
                  a jechalas tyle?:)
                  • maria421 Re: Mokra i metna sroda 26.05.10, 13:09
                    sabba napisała:

                    > czekalam na odpowiedni moment:)
                    > a jechalas tyle?:)

                    Skoro radar tyle zmierzyl, to chyba tyle jechalam:)

                    • ewa553 Sabba!! 26.05.10, 13:40
                      Ty tajemnicza osobo! Jak moglas tak dlugo czekac z wiadomosia?
                      Gratuluje, ciesze sie z Wami. Co Jana na to? Cieszy sie na
                      towarzystwo?
                      Domek z opisu wyglada ciekawie, bo nietypowo. Tylko jesli na dole
                      pod mieszkaniem (tak zrozumialam) sa pomieszczenia gospodarcze, to
                      czy nie bedzie zimno od podlogi? Kiedy sie przeprowadzacie?
                • sabba dzieki za gratulacje: nt 26.05.10, 12:56

Pełna wersja