Zalety sera jako towarzysza podróży (i nie tylko)

02.06.10, 13:28
Tu, na tym wątku jemy ser.
Polecamy ser.
Odradzamy ser.
Opisujemy ciekawe sery.
Opisujemy ciekawe sytuacje związane z serami.

Zapraszam.
    • pierdoklecja_prutka Re: Zalety sera jako towarzysza podróży (i nie ty 02.06.10, 13:40
      Na początek wrzucę moją osobistą ulubioną sytuację serową.
      Mianowicie przyjechawszy do USA jako azylanci w głębokiej komunie i
      na początku lat '80 moja rodzina dostała się pod opiekę
      anglikańskiego pastora - Johna. Ów John, przemiły zresztą, młody
      facet, stanowił dla mojej rodziny pierwszy z wielu dysnoansów
      poznawczych napotkanych w ameryce. Bowiem moja rodzina od przed
      wojny z obu stron agnostyczno-ateistyczna hodowała w sercach,
      umysłach i pamięci obraz upierdliwego "klechy" z KK, co zresztą w PL
      jak pewnie wiecie, jest nietrudne bo coiraz to się spotykało i
      spotyka przykłady pomagające ów obraz budować, i oblepiać w coraz to
      wyrazistsze obleśne szczegóły. A tu "ksiundz" - miły! A
      tu "ksiundz" - pomocny i tolerancyjny! Psia mać! Już się mieli
      nawrócić moi starzy (bo ja się trzymałam w nastoletnim uporze) i na
      mszę nawet poszli w jedną niedzielę (!), lecz z odsieczą przybył
      ser. Nie zwykły ser. Ser przez duże S! Ogromny blok sera, sześcian
      pół metra na półmetra. Ledwo się do lodówki upchać dał. Nawet był
      dobry. Co z tego! Taka straszna ilość sera, gdy na dodatek finansowa
      mizeria świeżych emigrantów zmusza do jedzenia raczej tego co jest,
      niż tego co się chce, powaliłaby każdego. No więc jedliśmy ten ser,
      coraz bardziej nienawistnie. A on chyba rósł w tej lodówce bo sie go
      wcale nie robiło mniej. Na dodatek okazał się serem dojrzewającym i
      produkował coraz mocniejszy aromat. W końcu, cokolwiek byśmy nie
      wydobyli z tej lodówki, czuło się serem, i czuliśmy że właściwie
      jemy - tylko ser. I już z tego wszystkiego zamyślaliśmy zarzucić
      mieszkanie w należącym do kościoła Johna domku z ogrodem, gdzie było
      miło, wygodnie, i bardzo tanio, i gdzieś wyjechać chyłkiem, pod
      osłoną nocy, zwiać przed serem, gdzieś o azyl poprosić, w
      Connecticut, Kanadzie, a może w Mexyku? Lecz nagle, któregoś ranka -
      ser znikł.

      Hahaha.


      --
      wasza pierdo
      • xurek Re: Zalety sera jako towarzysza podróży (i nie ty 02.06.10, 14:13
        Mam takie podobne wspomnienie, ale z drugiej strony kurtyny. Otoz
        moja, wowczas niezwykle kosciolkowo-oazowa siostra przywlokla raz w
        ramach pomocy dla biednych ser o kolorze tak pomaranczowym, ze az
        oslepial (nie wosk tylko ser sam w sobie). Ser ow nazywal sie
        bodajze Cheddar i smakowal jak mydlo. Byl go spory prostopadloscian
        i pamietam ze wyprobowalismy go w wielu wariantach: na surowo, na
        grzance, roztopiony i w kazdej postaci nam nie smakowal.

        Inny zas ser, moj pupilek niejako, niemalze doprowadzil do utraty
        meza i syna. On ich zdaniem tak smierdzi, iz zagrozili wyprowadzka,
        jezeli jeszcze raz zawita w naszym domu. Moim zdaniem ser smierdzi
        bardzo ladnie, ale faktem jest, iz tak intensywnie, ze nawet przez
        plastik go czuc. W koncu udalo mi sie zamienic ser na sztokfisza
        afrykanskiego, czyli zawarta zostala umowa, iz Chaumes pojawia sie w
        domu tylko i wylacznie pod nieobecnosc panow a tzw. dried fish albo
        caryfish albo inny smierdzacy i twarty jak deska fish tylko pod
        moja. A po spozyciu nastapic ma dezynfekcja, dezynsekcja i
        deratyzacja.

        Poza tym bardzo nie lubie sera koziego, jest prawie rownie okropny
        jak w/w cheddar.
        • ewa553 Re: Zalety sera jako towarzysza podróży (i nie ty 02.06.10, 15:02
          Chaumes jest najwspanialszych seren na swiecie i najbardziej
          smierdzacym z moich ukochanych:)))) Ale podlewany dobrym czerwonym
          winkiem to po prostu raj w gembie. Wiec jesli mnie kiedys odwiedzisz
          Xurku to juz wiem czym bedziemy sie przez wieczor napychac:))))
          Chaumes byl wielce lubiany przez moich gosci i dlatego zawsze
          podawany na koncu biesiady. Ale tez mialam umowe sama z soba:
          jedynie w zimie, albo w conajmniej zimna wiosne go podawalam, bo
          wtedy nie zasmradzal lodowki, a jedynie powietrze w okolicy,
          lezakujac na balkonie. Jako mniej smierdzacy, lagodny do pary,
          podawalam ser Henry IV. Rozplywal sie na jezyku.

          Ale najwspanialszy ser nabylam 35 lat temu w Mamucie Strasburskim.
          Byl to kozi serek w rolce, pycha nad pychami. I niogdy juz nie udalo
          mi sie go nabyc, choc uparcie od tylu lat szukam probujac wszelkie
          inne kozie.....
    • maria421 Re: Zalety sera jako towarzysza podróży (i nie ty 02.06.10, 15:22
      Z braku czasu napisze tylko ze ser jest jak muzyka albo jak wino. Dzieli sie na
      dobry i zly niezaleznie od gatunku.

      • maria421 Re: Zalety sera jako towarzysza podróży (i nie ty 02.06.10, 16:00
        Polecam:

        1.parmesan z gruszka (Abate) , orzechami laskowymi i miodem

        2. ser kozi (np. Saint Maure) z miodem z truflami

        Moje ulubione:

        1. hiszpanski Queso Manchego (owczy lub mieszany)
        2. wloski Taleggio
        3. francuski Tomme (krowi i owczy)

        No i polski twarog swiezy pelnotlusty!


        • kan_z_oz Re: Zalety sera jako towarzysza podróży (i nie ty 02.06.10, 17:50
          Ser marki ser polecam, gdzyz nie pamietam zadnej nazwy - glownie
          zakupowany na bezdrozach austrajskich wytwornii sera...mniam
          Produkcja idzie tutaj cala para...male, butikowe fabryki. Dziesiatki
          odmian...
          Kazda wyprawa, czyli szwendaczka, odbywa sie na serze jakiejs masci.
          Tak wiec bez sera sie nie da...ani wina.

          Kan
          • ewa553 Re: Zalety sera jako towarzysza podróży (i nie ty 02.06.10, 18:29
            nie wiem czy ktos tu jest dostatecznie "stary" aby pamietac, jak w
            Polsce na poczatku lat 70-tych powialo zachodzem i pokazaly sie dwa
            serki: Brie i...."serek fromage":)))))) To chyba po tym powstaly w
            kabarecie Starszych Panow Siostry Sisters:))))
            • chris-joe Re: Zalety sera jako towarzysza podróży (i nie ty 02.06.10, 19:17
              Widac od razu, ze sie na serach wcale ewka nie znasz, bo moje uwielbiane niegdys
              Siostry Sisters byly w Kabareciku Lipinskiej, a nie u Starszych Panow.

              Ja jednak takze sie na serach nie znam, choc je uwielbiam, po czym natychmiast
              zapominam nazwy. Lubie bardzo smierdziuchy laskoczace jezyk, badz niemal
              zapierajace oddech, ale i ostatnio mi sie marzy polski twarog ze szczypiorem.

              Do sera jednak musialem dorosnac- w dziecinstwie/mlodosci sery mnie nie obchodzily.

              Po raz pierwszy sie zakochalem w serze w roku 85, gdy utknalem na 2 lata w
              Grecji i odkrylem wowczas zupelnie nie znana w RWPG fete. Z oliwkami. I z retsina.
              • ewa553 Re: Zalety sera jako towarzysza podróży (i nie ty 02.06.10, 19:41
                dalam plame:(((((
                • fedorczyk4 Re: Zalety sera jako towarzysza podróży (i nie ty 03.06.10, 13:12
                  www.recette.net/images/articles/maroilles.jpg
                  Maroille, nabardziej śmierdzący ser francuski:-) Przepyszny i
                  uwielbiany przez całą moją rodzinę, a przywieziony kiedyś do Polski
                  przez le Męża w bagażu podręcznym. Jeszcze sie drzi na lotnisku nie
                  otworzyły kiedy ja radośnie powiedziałam Maćmie - O le mąż
                  nadchodzi:-)
                  • pierdoklecja_prutka Re: Zalety sera jako towarzysza podróży (i nie ty 03.06.10, 13:33
                    Ostatnio od kilku lat rządzi ser Morbier z warstwą popiołu drzewnego
                    w środku.
                    Już tu pisałam kiedyś, przy okazji wątku "co przywieźć z Polski" o
                    litewskim twardym dojrzewającym serze Dziugas. W sklepach go
                    nazywają "litewski parmezan" nawet, i szczerze powiem, że do risotto
                    z powiedzmy cielęciną jest rewelacyjny. Także połupany w płatki do
                    sałaty a la cezar na przykład. Wędzony twaróg także nieodmiennie
                    polecam. Ja lubię ten z pieprzem. Może być bez.

                    Apropos sera o którym pisałan na początku wątku.

                    Po wielu latach Ojciec przyznał się, że to on pod osłoną nocy
                    działając pod wpływem oraz w afekcie wyniósł ser i zakopał na końcu
                    ogródka. Nie potrzebuję chyba mówić, że Ojciec był wielbicielem
                    książki Jerome Jerome "Trzech panów w łódce"...

                    --
                    wasza pierdo
    • akawill White American 04.06.10, 04:04
      Czyli anti-fromage, produkt seropodobny, prawdopodobnie wymyślony jako protest
      przeciwko zgnuśniałej, śmierdzącej, zepsutej, starej Europie. Jest czysty,
      gładki, jednolity, prawie bezwonny i w miłej jasnej barwie. Zadziwiajaco
      nabywany i (o dziwo!) spożywany w znacznych ilościach.
    • blues28 Serek wiejski 04.06.10, 07:43
      Ach, niedlugo bede sie objadac serkiem wiejskim alias twarozkiem.
      Lubie :-)
      Dorwe sie tez do oscypków i rolady bystrzyckiej podwedzanej.
      Nie watpie tez, ze w/wym. wróca ze mna w walizce :-)
      Oby tym razem nie zginela!
      • ewa553 Re: Serek wiejski 04.06.10, 08:05
        owszem, bedac teraz w Polsce jadalam na sniadanie ten serek wiejski
        i bardzo mi smakowal. Byl bardzo delikatny, o smietankowym smaku.
        Ale to dla mnie nie ser, tylko twarozek, wiec nie na ten wontek:)))
        Serowym erzacom mowie zdecydowane nie, Akawillu! To tak jak sie
        tutaj proponuje sojowe kotleciki i inne badziewie. Dla mnie to
        rownie nieciekawe jak sex z lalka (pardon).
    • pierdoklecja_prutka Podróże z serem, cd. 06.06.10, 14:14
      W odmętach komuny każdy szanujący się lub nie turysta zabierał ze
      sobą żelazną rację. W roku '80 całym stadem (wraz ze mną, gnojkiem)
      wyruszono na wycieczkę samochodową której celem był błękitny
      Adriatyk w Jugosławii (znasz li ten kraj...). Wzięto schab i gulasz
      w wekach oraz kiełbasę krakowską i ser salami. Tak tak, był (i jest
      nadal) taki ser co się nazywa jak kiełbasa. Oba balasy powieszono u
      powały czyli rusztowania namiotu i... zapomniano o nich. Bo się
      okazało, że pyszne i tanie są warzywa, pieczywo świeże, owoce a dla
      dorosłych wino kupowane prosto z winnicy do plastykowego bukłaka.
      Więc składając przed powrotem namiot odkryto dwa korpusy może
      delicti (zaniechania) lecz bynajmniej nie delicioso, a tak naprawdę -
      nie nadające do spożycia się. Bo kiełbasa się zeschła, a ser salami
      rozpuścił.
      --
      wasza pierdo
    • jutka1 Re: Zalety sera jako towarzysza podróży (i nie ty 06.06.10, 16:47
      Z kraju serem płynącego donoszę, że moim ulubionym jest epoisses. :-)
      www.easy-french-food.com/epoisses-cheese.html
      Ale podróżować to z nim nie można :-)))
    • xurek ser z dziecinstwa czyli "hauskyjza" 07.06.10, 22:53
      robila moja babcia. bardzo go nie lubilam, ale zapach i smak
      pozostal we mnie do dzisiaj. Byl to taki zolty, polprzezroczysty,
      bardzo "gumiasty" ser z kminkiem. Byl robiony chyba ze
      sfermentowanego twarogu: pamietam, ze babcia "gotowala" go na piecu
      i ze bardzo smierdzialo. Czy ktos jeszcze pamieta taki ser i wie jak
      sie go robi?

      --

      czasem myslisz ze to nie On, a to wlasnie Kameleon, the wonderful
      bad boy!
      • kielbie_we_lbie_30 Re: ser z dziecinstwa czyli "hauskyjza" 08.06.10, 00:52
        Moja matka takie cos robila. Ja bardzo lubilam ten ser choc smierdzialo w domu
        zanim twarog dojrzal. Zapytam sie jej jak sie robi i przesle Ci to.
        • maria421 Re: ser z dziecinstwa czyli "hauskyjza" 08.06.10, 08:40
          To jest to:

          pl.wikipedia.org/wiki/Ser_domowy_sma%C5%BCony
          i w Niemczech tez to jadaja, ale ja zdecydowanie nie lubie.
        • xurek Re: ser z dziecinstwa czyli "hauskyjza" 08.06.10, 11:10
          dzieki, zrobie go i przekonam sie, czy wciaz mi nie smakuje czy tez
          moze smak mi sie zmienil.
          • sabba Re: ser z dziecinstwa czyli "hauskyjza" 09.06.10, 11:59
            nie umiem sama robic ale to jest chyba ten ser
            de.wikipedia.org/wiki/Handk%C3%A4se
            i zaprawiony wlasnie z octem i cebula jest moim przysmakiem!!!
            • xurek Re: ser z dziecinstwa czyli "hauskyjza" 09.06.10, 13:11
              nie wiem, czy to dokladnie ten. Sposob produktcji wydaje sie
              podobny, ale jak wiadomo diabel tkwi w detalach. Z wygladu jest inny
              (babciny to byl walek a kminek byl w srodku) a smak i zapach jak
              wiadomo w Wikipedii nijaki :)
              • kielbie_we_lbie_30 Re: ser z dziecinstwa czyli "hauskyjza" 09.06.10, 19:23
                Spytalam sie o ten ser bez nazwy, my nazywalismy go smazanym i: nalezy
                rozdrobnic twarog, posypac soda i zamieszac i wstawic gdzies w zaciemnione
                miejsce w temperaturze pokojowej. Sodke dodaje sie aby plesn nie weszla.
                Jak skisnie to smazy sie na patelni na malym ogniu, dodaje kminek i ewentualnie
                troche soli do smaku. Gotowy jest gdy sie zmieni w plynna mase. Wylac do jakiejs
                miseczki, salaterki i czekac az ostygnie.
                Ja pamietam to jako mase konsystencji serka topionego.
                • ewa553 Re: ser z dziecinstwa czyli "hauskyjza" 09.06.10, 19:59
                  do robionej przez nas hauskyjzy nie dodawalo sie sody, a i
                  konsystencja byla bardziej gumowa jak serek topiony:)))
                  A to co Ty lubisz Sabciu, to w gospodach tutaj podaja jako
                  "hauskyjza z muzyka". Muzyka jest dopiero po zjedzeniu, pardon...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja