jutka1 Re: Hardkor bergamudzki :-))) 24.08.10, 04:24 No to tak: Wylot z Martyniki St Lucia: No i lasy tropikalne: I widok z okna: Nie widać: -komarów - wilgotności powietrza (90%) etc. Niom. Dobranoc :-) Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Hardkor jak ta lala 24.08.10, 04:40 Ooo, widze znajome rosliny :o) helikonie i paprocie. Dawaj wiecej zdjec, moze tym razem ludnosci? W zamian moge pokazac tylko hardkor ogrodowy: Baw sie dobrze :o) Luiza-w-Ogrodzie Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród... Odpowiedz Link
jutka1 Re: Hardkor jak ta lala 24.08.10, 04:53 Ludności nie umiem. :-((( Nie na próżno moja kolekcja obrazów to same twarze, ciała i inne takie. Bo sama nie potrafię ludzi. A teraz spadam spać - jutro napakowamy dzień. Dobrounoc pane havranek ;-))) Odpowiedz Link
pierdoklecja_prutka Re: Hardkor jak ta lala 24.08.10, 13:55 Pyton, Ty sprośna świnio! Jak możesz się tak bezczelnie wymigiwać hardkorom! To skandal po prostu. Jakiś sajgonik chociaż malutki - upierdliwy, nadęty uczestnik mitingu pracowego, ciut przydługiego, spotkanie o porze zbyt wczesnej, jakiś deszczyk, jakiś owadzik. Czycoś. Cokolwiek! -- wasza pierdo Odpowiedz Link
jutka1 Re: Hardkor jak ta lala 24.08.10, 14:28 Leje od rana. Mam łydki w kropki, pokąsane przez komary. Już dwa antykomarowe płyny przetestowałam, ale na nic. Dzisiaj pójdę kupić trzeci. No a poza tym naprawdę nie ma hardkorów. Odpukać. Sorry. :-) Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Hardkor jak ta lala 24.08.10, 21:46 Jaki sliczny porteret ludzkiej twarzy na zwierzaczku:-)) Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Re: Hardkor jak ta lala 25.08.10, 03:19 fedorczyk4 napisała: > Jaki sliczny porteret ludzkiej twarzy na zwierzaczku:-)) Dlatego lubie ten rodzaj krolikow - zwislouche maja szersze i krotsze glowy, czyli bardziej plaskie, "ludzkie" pyszczki. Mimika oprocz oczu i nosa obejmuje tez uszy :o) Luiza-w-Ogrodzie Forum AUSTRALIA Odpowiedz Link
pierdoklecja_prutka Hardkor surrealny - tylko dla ludzi o mocnych nerw 26.08.10, 15:44 ...ach Otóż od poniedziałku mój Ojciec podróżuje z urną z prochami, w celu wykonania pogrzebu w rodzinnym grobie pod Warszawą. Ojciec wyruszył z Durbanu do Johannesburga autokarem, w dupiemając szalejące w kraju strajki wszelkich służb miejskich, państwowych, transportowych i innych. W Johannesburgu zatrzymał się u Ciotki gdzie się urżnęli w czarnoziem, mimo że czekała go 27 godzinna podróż samolotem. Prawie się spóźnił na samolot Qatar Air do Doha (niech mnie nikt nie pyta gdzie to jest qva jest), lecz jednak go upchano po czym słuch po nim zaginął. Miał w tym Doha spędzić na lotnisku noc, po czym przylecieć do Berlina, gdzie miał go odebrać mój wuj. Wuj ma ostatnio zaniki pamięci i ciągle się gubi. Ojciec miał przylecieć do Berlina o 13.40, a o 14.40 nikt (wuj, ciotka, ani Ojciec, nie odpowiadał na sms ani telefony). Stwierdziłam, że wszyscy są MIA (missing in action) i już się szykowałam skrzykiwać grupę ratunkową, a tu nagle dostałam wiadomość iż Ojciec został przechwycony przez wujów i razem są w drodze do Szczecina. Wysłałam więc szczęśliwa sms mojej ciotce do Johannesburga, że Ojciec jest i wuje są. A ciotka mi na to, że jest dramat bo Karo (jej facet) po zastrzyku boli DUPA!!! I co robić??? Masować??? Czyco??? -- wasza pierdo Odpowiedz Link
ewa553 Re: Hardkor surrealny - tylko dla ludzi o mocnych 26.08.10, 15:56 co jak co, ale rodzine masz niesamowita, Dorotko:)))) Coraz lepiej mozna zrozumiec Twoje "zwariowanie". Ciekawe, ze Ojcu wolno tak z urna podrozowac? Ciekawe co mowi na kontroli na lotnisku? Troche to makabryczne. Ostatnio widzialam reportaz w TV gdzie byla pokazana facetka, ktora sie ze swoim mezem rozstac nie moze. Tzn. on umarl, a ona wywiozla nielegalnie jego zwloki do Holandii (w Niemczech taka akcja jest niedozwolona), tam dala je skremowac, a nastepnie - znowu nielegalnie, przywiozla urne do domu. I w domu, znowu nielegalnie, trzyma ta urne na honorowym miejscu w salonie. TV zalatwila jej nota bene wyjatkowe zezwolenie na dalsze tam trzymanie urny, az dojrzeje do rozstania i pochowania urny. Odpowiedz Link
kielbie_we_lbie_30 Re: Hardkor surrealny - tylko dla ludzi o mocnych 26.08.10, 16:06 Gdzie Doha jest to wiem bo bylam tam gdy lecialam na Sri Lanke. To jest lotnisko na pustyni. Lecisz nad woda lecisz lecisz i nagle widzisz tylko piasek i pach siedzisz w tym piasku. Wychodzisz z samolotu i gdzie wychodzisz? Do sauny. Wsiadasz do autobusu, na szczescie klimatyzowanego i wioza cie prawie pol godziny jak nie wiecej i nagle ukazuja sie arabskie palace i palacyki. Okazuje sie ze to budynki lotniska. Przechodzisz do srodka i tam wielka hala sklepowa, tu alkohol tu perfumy, tam slodycze a w samym srodeczku olbrzymie okragle stoisko z bizuteria. Lazisz naokolo i galom nie wierzysz jakie wyroby ze zlota. Jakbys bajke z ze 101 nocy przechodzila na zywo... To taka dygresja na tema DOHA. Aha, Doha lezy w Katarze ;) A tak w ogole fajnie ze ojciec siem znalazl i dotarl i zycze aby wiecej horrorow nie bylo. Pa Odpowiedz Link
jutka1 Re: Hardkor surrealny - tylko dla ludzi o mocnych 27.08.10, 03:01 O qrv 100K! Ale hardkor! Dobrze, że Tato się odnalazł. Reszta na pierdulum. Odpowiedz Link
jutka1 Podróż 29.08.10, 20:41 Budzenie w sobotę: 5:30. Już wtedy 28 C. Biegiem na lotnisko, bo mi się pomyliła o 40 minut godzina odlotu. Na lotnisku zepsuty system komputerowy, odprawienie każdego pasażera trwa ok. 5 minut bo wszystko wypisywali ręcznie: od kart pokładowych po oznakowanie bagażu. Tłum się kłębi, gorąco (odprawa jest na zewnątrz, tyle że pod zadaszeniem), zlana potem zaczynam się niepokoić, czy zdążę na samolot. Idę do imigracji - kolejka. Dalej prześwietlarnia security - trzepią mnie 5 minut, nie wiem czemu - okazuje się, że miałam w czeluściach torebki dwie małe zapalniczki. Gwoli informacji: jak się wylatuje z Barbados, to zabierają zapalniczki; wiedziałam o tym, wyrzuciłam jedną zapalniczkę, drugą dałam do bocznej kieszeni bagażu, ale o tych 2 zakamuflowanych nie wiedziałam, zapomniałam. Biegnę do bramki samolotu, oczywiście ostatniej, na 5 minut przed odlotem. Uffff, zdążyłam. Ląduję na Martynice, i przede mną 8 godzin do odlotu. Wychodzę na zewnątrz, oblepia mnie gorąca wilgotność, i postanawiam nigdzie już nie jechać. Zostaję na lotnisku. I dopiero przy wchodzeniu do samolotu zdałam sobie sprawę z wniosku NUMERO UNO! NIGDY nie podróżować w ostatni weekend przed rozpoczęciem roku szkolnego! Pół samolotu to były dzieci. Chris-Joe pewnie rozumie, o czym gadam, bo kiedyś o tym pisał. :-( Wreszcie doleciałam, siedzę w taksówce i dowiaduję się, że na Martynice jest epidemia gorączki dengue, przenoszonej droga komarową. A tu na łydce mam kilka świeżych bąbli z tejże Martyniki. Ehem. No nic. Ze trzy godziny sjesty złapałam, mam nadzieję, że pośpię troche w nocy - jutro do roboty. Odpowiedz Link