O pierdułach -- Odcinek 132 :-)))

23.12.10, 17:05
Otwieram nowy, świąteczny.
    • jutka1 Dzisiejsze wpisy - uwaga, długie :-) 23.12.10, 17:07
      #
      e: Zebyscie mi na zime nie narzekaly...
      ewa553 23.12.10, 16:31 Odpowiedz
      jak Kolezanka Poprzedniczka powiedziala: zima ogladana przez okno jest przepiekna!
      Mam nadzieje Morso, ze Was do wiosny odkopia z tych zasp?
      • maria421 Re: Dzisiejsze wpisy - uwaga, długie :-) 23.12.10, 19:15
        Ubralysmy choinke i jest slicznie.

        • jutka1 Re: Dzisiejsze wpisy - uwaga, długie :-) 23.12.10, 20:04
          Ja też :-)

          http://i51.tinypic.com/1zx5uo5.jpg
          • morsa Swieta 23.12.10, 21:40
            Corka wyladowala w Kopenhadze - czesc pociagow kursuje:-))
            Beda wspaniale swieta :-))))
            Czego i Wam wszystkim zycze z calego serca
            • kielbie_we_lbie_30 Re: Swieta 23.12.10, 22:03
              Ciesze sie z Toba morsa. Moj tez jest w domu.

              No i zycze wszystkich wesolych, spokojnych swiat.
    • ewa553 Re: O pierdułach -- Odcinek 132 :-))) 24.12.10, 08:59
      rano o siodmej padal lodo-deszcz - jak sie to nazywa po polsku? Zapomnialam:((((
      Teraz sypie snieg. Ciasto drozdzowe na strucle makowa rosnie i normalnie wychodze
      o tej porze cos zalatwic, bo rosnie conajmniej godzine: jest bardzo ciezkie: na kilo maki 6 zoltek, 30 dkg cukru, 20 dkg masla. No ale teraz poczekam lepiej jak strucle beda rosly. Moze do tego czasu uprzatna ulice. Chyba ze "ulicznicy" maja dzis wolne.... Zobaczymy.
      Fajna masz choinke Jutencjo. Moze sobie za rok jakas malutka postawie? Najwyzej zwariuje od przeganiania kotow....
      • jutka1 Re: O pierdułach -- Odcinek 132 :-))) 24.12.10, 09:48
        Masz na myśli grad? :-)

        Zaraz wybywam do siostry. Miłej Wigilii! :-)
        • ewa553 Re: O pierdułach -- Odcinek 132 :-))) 24.12.10, 10:01
          nie Jutka. To po prostu zamrozone krople deszczu. Moze Maryska wie?
          Zycze milej Wigilii u siostry!
          a moje ciasto cos nie chce rosnac:((((
          • pierdoklecja_prutka Re: O pierdułach -- Odcinek 132 :-))) 24.12.10, 15:09
            To się nazywa zamarzająca mżawka. Tutaj kompletna odwilż. Śnieg się rozpuścił i ciamka. Fuje. Nam się coś stało - ja zupełnie bez powodu nie mogłam zasnąć a chłop robił do rana farsz do uszek. Po czym poszedł do sklepu po pieczywo. I wstaliśmy o wpół do trzeciej! Ale jaja. Choinka na szczęście już stoi, założone są już lampki, tylko ją ubrać. Na wigilię na przystawkę łosoś i węgorz, na ciepło oysters rockefeller, potem barszcz z uszkami i krewetki z czosnkiem. Makowiec. Baileys'. Kanapa:)

            --
            wasza pierdo
            • ewa553 Re: O pierdułach -- Odcinek 132 :-))) 24.12.10, 15:48
              zamarzajaca mzawka nie brzmi tak dramatycznie jak dramatycznym jest to zjawisko.
              Zajrzalam do wikipedii zamiast Jutke pytac co to sa te ojstersy. Ano, nasze Austern, a polskie ostrygi. Ksztalcem sie tutaj:))) Ale o tych ktore robisz przeczytalam, ze do muszelek z ostyga wklada sie rozne roznosci jak np.szpinak czy ser. brzmi zdecydowanie ciekawiej jak tylko zakrapiane cytryna. Co do ostryg (ktore znam tylko z widzenia/slyszenia) to czytalam ze sa afrodyzjakiem oraz ze wieksza ilosc spozytych moze doprowadzic do zatrucia. A wiec uwazajcie!
              A makowiec sama pieklas? Moj jest jeszcze cieply, ale nie wytrzymalam i odkroilam dwie "pietki": suuuper!
              • pierdoklecja_prutka Re: O pierdułach -- Odcinek 132 :-))) 24.12.10, 15:57
                Ha! Wątpię czy to zjawisko ma swoją nazwę, i w takim raze ten lodowy deszcz, czyteż - deszcz z lodem odpowiednio oddaje dramatyczną naturę tego co chciałaś opisać.

                No z ostrygami trzeba ostrożnie, w zeszłym roku chłop kupił za dużo i się przejadły takie au naturel. A la Rockefeller są zapiekane pod szpinakiem z czosnkiem i parmezanem z bułką tartą. Ale istnieją inne odmiany, na przykład tzw. parmigiana (w "amerykańskiej-włoskiej" kuchni to znaczy zapiekane z sosem pomidorowym i mozarellą).
                Jako że pochodzę z rodziny cukierniczej, dziedziczę tradycję, iż kobiety nie pieką ciast. I genralnie się ciast nie piecze - w domu. Ciasta na Święta przybywają na blasze z rodzinnej cukierni. Kropka. Makowiec zamówiliśmy w naprawdę fantastycznej cukierni na Pradze - co prawda nie rodzinnej, ale zaprzyjaźnionej. Wypróbowanie - boski!

                --
                wasza pierdo
                • ewa553 Re: O pierdułach -- Odcinek 132 :-))) 24.12.10, 16:26
                  dobry zwyczaj niepieczenia:))) chociaz ja piekac teraz raz w roku nie przepracowuje sie.
                  Mimo tego nigdy nie zapomne smaku ciast, ktore sie na blachach nosilo do piekarza....
                  Z zadnego elektrycznego pieca nie wyjdzie takie cudenko, jak z piekarskiego...
                  Co do dobrego makowca, to podobno jest rewelacyjny w Galerii Rembielinskiej, ale trzeba wiedziec u kogo. Bo ja w jednej cukierni tam wyprobowalam i - ojej, ale dno!
                  Wracajac do Twoich ostryg, to jadlam we Wloszech takie zapiekane muszle (u nas to sie tak nazywa). Moze malze po polsku? Kak zwal, tak zwal, ale pyszne to jest...
                  • maria421 Re: O pierdułach -- Odcinek 132 :-))) 26.12.10, 09:22
                    Wigilia byla piekna, pod choinka duzo prezentow, wczorajszy dzien minal nam strasznie leniwie, a dzisiaj mam gosci na kolacji wiec po poludniu bede miala troche roboty w kuchni.

                    Dalej wesolych Swiat zycze :)
                    • jutka1 Far niente, dolce. :-) 26.12.10, 10:56
                      Też odbywałam wczoraj dolce far niente, z tym że bez internetu bo spalił się zasilacz. Pierwszy dzień Świąt nie przeszkodził mi w namolniakowaniu szefa firmy od netu, i - niech go Niebiosa błogosławią - zjawił się dziś rano i wymienił ów zasilacz. Namęczył się nieboraczek, żeby dostać na sporą wysokość na strychu (drabinkę mam taką dla liliputów, czyli dla siebie ;-) ), ale dał radę. :-)

                      Z innych ciekawostek - zamarzła mi listwa od drzwi wejściowych i z domu mogę wyjść tylko przez zaspy w ogrodzie. Ehem.

                      Ale za to w kominku buzuje, wychodzę dziś tylko na obiad do rodzicielki, potem znowu curik (zam. :-) ) w pielesze. Tylko mnie przejazdem nawiedzą na chwilę przyjaciele z Warszawy, reszta luzik i dalszy ciąg dolce far niente.

                      Czego i Wam życzę (c) m.k. :-)))
                      • ewa553 Re: Far niente, dolce. :-) 26.12.10, 11:30
                        i ja slodko farnientuje na kanapce z ksiazka i przerywajac tylko od czasu do czasu na jakis film. np. zabawny Woody Allen. Zadna sila nie wyciagnie mnie dzis na spacer w zaspach przy szalonym mrozie. Po co mam przytulny, cieplutki domek czyli mieszkanie? Koty sa tez tego zdania, przyjaciel w odwiedziny u dzieci. Tak lubie.
                        • pierdoklecja_prutka Psiakrew, cholera!!! 26.12.10, 13:18
                          Prawie że się pochorowałam!!!
                          Wczoraj po śniadaniu rozbolał mnie żołądek i straszna słabość ogarneła. Prawie cały dzień przeleżałam i przespałam. Czułam się naprawdę miernie. Na szczęście pod wieczór przeszło i już (puk puk) dobrze. Co za zaraza? Myślę, że z koleżanki co ciężko chora do biura przyszła - niby po prezenty, ale potem ze dwie godziny się miotała pakując je. A przedtem na tę koleżankę - z innej koleżanki. W ogóle pomór w biurze i fotomontaż - prawie wszyscy chorzy. Ufff, misnęło mnie o włos! W mniędzyczasie zrobił się mrozik i spadł mały śnieżek. Przykrył o tyle o ile i już znowu robi się bajkowo.



                          --
                          wasza pierdo
                          • jutka1 Re: Psiakrew, cholera!!! 26.12.10, 15:52
                            A ja z dnia na dzień coraz bardziej zmęczona jestem. Wczoraj czułam się trochę zmęczona, OK myślę, normalne po takim miesiącu. A dzisiaj się czuję bardziej zmęczona niż wczoraj, ale tak, że z porannej jakio-takiej energii już mi nic nie zostało. :-(
                            Wróciłam z obiadu, napaliłam w kominku, zapaliłam światełka na choince, i chyba zaraz się legnę. Tym bardziej, że warszawscy przyjaciele zadzwonili, że dojechać do mnie się nie da, bo boczne drogi to szklanka i lodowisko. Nie posypane, oczywiście, bo kto by się w Święta takimi błahostkami zajmował.
                            Tak sobie myślę, że jak adrenalina i stres odpuszczają, to na człeka niemoc jakowaś nachodzi czy kifijute.
                            • maria421 Re: Psiakrew, cholera!!! 26.12.10, 16:44
                              Siadlam sobie na chwilke przed kompem odpoczac przed dzisiejsza kolacja i przy okazji paznokcie pomalowac bo w kuchni strasznie ucierpialy.

                              Jutro Wam powiem czy mi sie wszystko odalo jak planowalam.
    • ewa553 Re: O pierdułach -- Odcinek 132 :-))) 26.12.10, 19:23
      jestem lekko senna, a tu czeka mnie dzisiaj jeszcze Wielkie Przezycie: w jednym z programow TV jest wieczor z mottem "fascynacja gorami". O 23.30 bedzie o Drei Zinnen w Dolomitach, gdzie przez wiele lat jezdzilam i uwaga, uwaga: o Paternkoffel i wspinaczce na ta gore. To byla pierwsza gora na ktora sie wspielam!!! Jestem wzruszona na sama mysl ze ten film obejrze. Tak bardzo zaluje, ze pozno ze wspinaczka zaczelam i tak krotko mialam ta przyjemnosc. Tym chetniej obejrze ten film.
      • maria421 "Swieta, Swieta i juz po..." 26.12.10, 23:51
        Kolacja sie udala, wszystko bylo tak jak chcialam tylko perliczka mi sie ciut za bardzo wysuszyla.
        Szklo pomyte, reszta myje sie w zmywarce, kuchnia czysta, znaczy moge isc spac.

        Snieg pada, ale teraz mam corcie do pomocy przy odsniezaniu.

        No to dobranoc, slodkich snow zycze.
    • jutka1 Poświątecznie :-))) 27.12.10, 12:23
      Wreszcie! Nareszcie wstałam i energia mnie nie odpuszcza. Czuję się, odpukać, jak 98% normalnego człowieka.
      Za oknem jest jasno i słonecznie, od czasu do czasu prószy śnieg. Miałam coś tam w mieście załatwiać, ale mi się nie chce. Robię sobie dzień w piżamie. :-))) Kominek buzuje, Miles Davis gra z płyty "Love songs", jest mi dobrze.
      Czego i Wam życzę (c) m.k. :-)))

    • jutka1 Poświąteczny wtorek 28.12.10, 09:26
      Coś tu cicho, halny wywiał czycuś?

      U nas od wczoraj sypie śnieg... Ehem.
      Niestety, dzisiaj już muszę jechać do miasta. Mam spotkanie z moimi lokatorami, potem u mamy skanuję dokumenty dla linii lotniczych w sprawie odszkodowania za pandemonium podróżne, potem babska impreza u mojej dizajnerki w jej atelier. No ale przynajmniej do popołudnia mam wolne, więc zrobię sobie dzień dla zdrowia i urody, czyli kąpiel w olejkach, peeling, maseczkę. A co! :-)

      Miłego dnia życzę :-)
      • maria421 Re: Poświąteczny wtorek 28.12.10, 09:39
        Slonce swieci jak oszalale, na niebie ani jednej chmurki, jest lekki mroz czyli przepiekna zimowa pogoda.
        Ania zaprowadzila samochod do inspekcji, ja pojechalam za nia zeby miala czym wrocic do domu, po poludniu ja zawioze po odbior samochodu. Jezdzi sie kiepsko, szczegolnie po bocznych ulicach.

        Wczoraj Ania podpisala kontrakt z nowymi lokatorami. Jest to sympatyczna mloda para, 23 i 26 lat, tak przejeci i szczesliwi ze wlasciwie nawet nie czytali tego co podpisuja.

        Na obiad bedzie grochowka :)
        • pierdoklecja_prutka Re: Poświąteczny wtorek 28.12.10, 12:27
          Wczoraj naprawdę było zimno, jak wracałam do domu z pracy. Ulice opustoszałe, co się stało z ludźmi? Czyżby przenieśli się już do Szambali, czyteż po prostu wyjechali na Święta?
          Dzisiaj świeci piękne zimowe słońce, jest mroźno, a mnie rano obudził jakiś niepokój niesprecyzowany. Może coś mi się śniło, czego nie pamiętam? A może chodzi o to, że zostawiłam komórkę w pracy (mam nadzieję, że tam) i się czuję z tego powodu niewyraźnie?

          --
          wasza pierdo
          • jutka1 Re: Poświąteczny wtorek 28.12.10, 13:11
            Ciągle sypie. No nic, trza się zacząć szykować do wytknięcia nosa poza domostwo. BR///
            • jutka1 Re: Poświąteczny wtorek -- Pi Es 28.12.10, 13:45
              Mam na sobie maseczkę głęboko nawilżającą z aloesu i kwiatu pomarańczy... i gębę ściągniętą w "buźka w ciup". HA HA HA!
              • ewa553 Re: Poświąteczny wtorek -- Pi Es 29.12.10, 07:18
                zaczynam dzien wczesnie, bo zapowiada sie pracowicie. Dwie kawy wypite, wiec biore sie do roboty: przygotowuje moje pyszne sledzie w smietanie, zeby sie przynajmniej 2-3 dni przegryzaly. Pogoda idealna, bo zimno na tyle, ze moga stac na balkonie.
                O 11-tej jestem umowiona z psipsiola i udajemy sie na shopping. Zahaczymy tez o Ikee, gdzie wczoraj kupilam dwa obrazy, ale sil mi zabraklo na sliczna komodke, o ktorej zawsze marzylam. Obrazy (do sypialni) przyniosl mi z auta narzeczony, obejrzal krytycznie i stwierdzil, ze to niekoniecznie jego ulubione. No, ale to moja sypialnia, nespa? Poznym popoludniem idziemy z narzeczonym (haha, osobistym) na kolacje do Wlocha. Fajnie. I Wam zycze milego dnia.
              • kan_z_oz Musze sie pochwalic 29.12.10, 09:58
                Wyjechalismy na kmping, chociaz pogoda byla malo sprzyjajaca.
                Widzielismy wiec kangury ogryzajace trawe wraz z wallaby (may kangur) tuz przy naszym namiocie przez noc cala...possum - czyli male wlochale owocozerne stworzonko chetnie zjalo dane mu przez nas swiateczne czeresnie...

                Nastepnie - do snu tulil nas wrzask gorskiej wody w strumyku normalnie spokojnym...plynacej przez rownine z wodokiem na gory oraz pasace sie dziesiatki kangurow w dolinie.

                Pozniej znowu...widok stad dzikich koni, biegajacych po gorskich poloninach...budzacych nas rzeniem i hasaniem po nocy, probojacych wyciagnac konie z zagrod...
                Niektorym sie udalo - o czym swidczylo ogloszenie w tolecie - poszukiwanie konie, ostanio widzianez sidlem na grzbiecie - sowite wynagrodzenie za wiadomosci...haha

                Nie ma nic pieknijszego od widoku stad dzikich koni wolno biegajacycg po parku narodowym. Zdrowe, cudne i madre...wiedza co omijac i gdzie mozna blizej...nas olewaly.

                Kan
                • jutka1 Re: Musze sie pochwalic 29.12.10, 12:55
                  Brzmi cudownie...
    • jutka1 Słoneczna środa... :-) 29.12.10, 13:07
      Jest cudowny, słoneczny dzień - rozświetlony tym bardziej, że słońce odbija się od śniegu i aż oczy bolą od jasności. :-)
      Znów zrobiłam sobie dzień dolce far niente, a co. Odwołałam "miastowe sprawy", grzeję się przy kominku, gra muzyka, czyta się książka. Choinka się świeci, ogień buzuje, czy można mieć lepiej? Haha. :-)
      Wieczorem będzie sabat czarownic, na który nic oprócz postawienia czerwońca nie muszę przygotowywać... Czy można mieć lepiej? :-)
      No i dwa nowe komplety ciuszków się szyją, przecudnej urody i jakości tkaniny... Czy można mieć lepiej? :-)
      Chyba zbytnio kontenta się zrobiłam, hahahaha... Dobrze mi robi to dolce far niente. :-)
      Czego i Wam życzę (c) m.k. :-D
      • pierdoklecja_prutka Re: Słoneczna środa... :-) 29.12.10, 18:41
        Kolejny mroźny dzień się skończył, nastał wieczór, i się zgadzam z Pytonem. Czy można miec leipiej?
        Ja dzisiaj mam na sobie boskie buty, i w ogóle. Tylko znowu nie zdążłam do Dedalusa, a skończyły mi się książki do czytania. Więc czytam posiadaną jeszcze od czasów liceum dwu-powieść Igranie z nocą/Bitwa o Tuluzę Jose Cabanisa. Ktoś zna? Ciekawam czy jakieś inne jego książki się ukazały po Polsku.


        --
        wasza pierdo
        • jutka1 Re: Słoneczna środa... :-) 29.12.10, 20:04
          Cabanisa nie czytałam.
          Właśnie się czarownice zakopały w śniegu przed domem, więc idę z łopatą. :-)
    • jutka1 Czwartek - slonecznie i mroźno 30.12.10, 11:42
      Wstałam przed dziesiątą :-), leniwie wypiłam kawę, potem drugą, wyczyściłam szybki w kominku, rozpaliłam, puściłam sobie Carmen Linares. No i Cantaora śpiewa, Tomatito i Paco de Lucia na gitarach, przez okno wdziera się słońce. Niebieskie niebo i mróz, - 12 C.
      Mam dziś wolne do wieczora. Lubię. :-) A wieczorem jadę do jednej z ulubieńszych kumpelek, jeszcze ze szkoły podstawowej, i będziemy sobie opowiadać co się wydarzyło od sierpnia, kiedyśmy się ostatni raz widziały. :-)

      Jutro zaś wyprawa do winnicy po drugiej stronie góry na tradycyjny zlot sylwestrowy. Smakołyki już się szykują, humory dopisują, sauna czeka, ognisko takoż, no cudo, cudo. Cieszę się. :-)

      Mimo kilku zagwozdek do przemyślenia, trochę trudnych, błogość mnie nie opuszcza, nastrój mam spokojny i ogólnie kontenta jestem. Czego i Wam życzę (c) m.k. :-)))
      • maria421 Re: Czwartek - slonecznie i mroźno 30.12.10, 14:44
        Jutka, ciesze sie z Twojej blogosci w Twoim "home sweet home" :)

        Ania juz pojechala "do siebie", a wlasciwie to pojechala dzisiaj do Frankfurtu do biblioteki bo tam znalazla jakas pozycje potrzebna jej do dodatkowej pracy (sama sobie to na glowe sciagnela), na temat ..... Trybunalu Konstytucyjnego w Polsce.

        Powiedziala ze przyjedzie do mnie w Nowy Rok wieczorem, bede czekala z kolacja i z szampanem.

        Teraz siedze sama i nic a nic mi sie nie chce.
    • jutka1 Ostatni dzień 2010 r. 31.12.10, 10:26
      Za oknem szaro, słońce poszło won. Pada śnieg.
      Piję kawę, patrzę w ogień, zaraz trza się zacząć szykować do wyjazdu na drugą stronę góry. Po drodze jeszcze jakieś zakupy, a potem już tylko leniwe i przyjemne spędzanie czasu w bardzo lubianym towarzystwie. Na szczęście też gospodarze zaordynowali wieczór na sportowo, nie muszę więc się stroić w żadne fintifliuszki - spodzień, sweter narciarski, buty górskie, i już.

      Nie robię żadnych podsumowań starego roku, nie muszę bo swoje już wiem. Stary żegnam mile, nowy powitam równie mile, a nad całą resztą nie ma się co rozwodzić.

      Miłego dnia i Sylwestra życzę. :-)

      • maria421 Re: Ostatni dzień 2010 r. 31.12.10, 17:11
        Snieg zaczyna padac a ja mam jechac dzisiaj na party do znajomych.

        Szampanskiej zabawy zycze wszystkim!
        • pierdoklecja_prutka Re: Ostatni dzień 2010 r. 31.12.10, 17:47
          Zaczęło się fatalnie. W nocy nie mogłam spać, zasnęłam nad ranem - obudziłam się późno. Ledwo zdążyłam na pocztę, pokłóciłam z chłopem, drukarka nie chciała drukować, bank się zepsuł i nie chciał wysłać przelewu. W sklepie gdzie poszliśmy po wino - tłoczył się tłum i obrzucał obelgami oraz deptał sobie po nogach.
          Jakoś jednak się przewaliło, uff.
          Siedzimy i szykujemy jechać do Fed, do której się przyłączamy aby zrobić nalot na imprę jej znajomych. Ponoć - na ich życzenie. Biedni ludzie, ciekawe czy wiedzą co sobie uczynili! Hahaha! Chyba, mam takie przeczucie, będzie nieźle!
          • jutka1 Re: Ostatni dzień 2010 r. 01.01.11, 02:13
            Jaki rok, taki ostatni dzień.
            Spadam spać, i niech mi się nie śni.
            Wszystkiego NAJ w 2011. :-)
            • fedorczyk4 Re: Ostatni dzień 2010 r. 01.01.11, 06:19
              Jutka, to nie zabrzmiało dobrze. A Pierdoklecja niestety chyba miała niestety średnie przeczucie. Ja też maiłam nadzieje, ale rozrzut społeczno wiekowy chyba jednak był zbyt duży. Niezhomogenizowało się. Poza moim le Mężem który i owszem zhomogenizował sie całkowicie, z tańcem na rurze włącznie. Ale zachował godność i nie zrobił striptizu. Bogu dzięki:-)
              Za to zobaczyłam sławetne buty Stokrotnej. Mrauuuuuuu......
              • maria421 Pierwszy dzien 2011 01.01.11, 10:12
                Pomimo ze poszlam spac po trzeciej , moj wewnetrzny budzik obudzil mnie juz o dziewiatej.
                Jestem juz po prysznicu, po kawie , po kilku odebranych telefonach z radosnym "Frohes Neues" i zastanawiam sie co dalej robic do wieczora , bo corcia, jezeli sciagnie do domu, to dopiero przed szosta.

                A moze sie jeszcze przespie?

                Szczesliwego!
              • pierdoklecja_prutka Re: Ostatni dzień 2010 r. 01.01.11, 15:47
                Nie pierdolta koleżanko Fed, co mnie tam towarzystwo. Towarzystwo mnie wisi furkocząc. Ja się bawiłam przednio, acz odpowiednio do konsystencji psychofizycznej ostatnio. Więc pogadałam z tym i owym, lecz nie za dużo. Za to sensownie, ciekawie i nie głupio. Co na imprezach w towarzystwie mięszanym się zdarza rzadko. Zjadłam co nieco, ale za to wstrząsająco pysznie! Niebiańska sałatka Fed oczywiście zgnębiła konkurencję, lecz ta - była zaskakująco ostra. Mnie szczególnie ujął naprawdę wspaniały pasztet własnej roboty i faszerowane jajca. Numero uno całej imprezy był le Mąż, który zawojował nas z chłopem zaraz na dzieńdobry opowieścią pt. "Francuz w Kielcach". Czyli odpowiedź na "Rok w Prowansji" w stylu surrealnego horroru z wyraźnymi wątkami komicznymi. A zaraz potem poszedł w tany z ową rurą, gospodynią, gospodarzem oraz z Fed (w okularach na nosie i komórką w ręku). My z chłopem uskuteczniliśmy kilka przechadzek po naprawdę baśniowym zimowym ogrodzie gospodarzy, obserwując z zewnątrz domostwo, gdzie na dole w jednym oknie ktoś coś jadł, w innym tańczył, a z górnego okna nastoletnie dziecko gospodarzy wrzeszczało jak opętane "hahaha, nikt mnie nie słyszy!!!" (jeden z podstawowych błędów naszej młodości, potem się człowiek zwykle dowiaduje, że im bardziej sądzi że go nikt nie widzi/słyszy - tym bardziej się to okazuje kompletną nieprawdą).


                --
                wasza pierdo
                • fedorczyk4 Re: Ostatni dzień 2010 r. 01.01.11, 15:50
                  A to już przestaję:-)))))
                  • maria421 Re: Ostatni dzień 2010 r. 01.01.11, 16:23
                    Zainteresowala mnie ta rura na ktorej le Maz Fedory wykonal taniec. Co to za rura?
                    • fedorczyk4 Re: Ostatni dzień 2010 r. 02.01.11, 11:07
                      Rura jak rura, a właściwie cienki słup betonowy. Byliśmy u oprzyjaciół pod Warszawą i oni maja duży dom w którym piętro jest jakby mezzaniną salonu który ma prawie 9 metrów wysokości. Mezzanina wspiera się miejscami właśnie na słupach, które umownie nazwałam rurą, jako ze le Mąż wił się dookoła ekstatyczno/erotycznie:-)
                      • maria421 Re: Ostatni dzień 2010 r. 02.01.11, 18:38
                        Fedoro, najwyrazniej sie z Twoim mezem nie nudzisz :)
                        • fedorczyk4 Re: Ostatni dzień 2010 r. 02.01.11, 22:37
                          maria421 napisała:

                          > Fedoro, najwyrazniej sie z Twoim mezem nie nudzisz :)

                          Mario, tylko dlatego jest nadal moim le Mężem. Nie potrafię współżyć z ludźmi przewidywalnymi!
                          On nadal potrafi rozśmieszyć mnie do wypęku, wzruszyć do łez i zachować się lojalnie nawet jeśli nie wie dlaczego! Bywa męczący, straszliwie upierdliwy, ale wiem że mogę na niego liczyć jak na Zawiszę! No i jak ciut wypije wódeczki jest po prostu do zjedzenia:-)
                          • maria421 Re: Ostatni dzień 2010 r. 03.01.11, 09:59
                            Jezeli mozesz liczyc na le Meza jak na Zawisze to znaczy ze jednak jest przewidywalny:)

                            Rozumiem ze piszac ze nie potrafisz wspolzyc z ludzmi przewidywalnymi masz na mysli takich, o ktorych wiesz co powiedza zanim jeszcze usta otworza czyli nudziarzy bez polotu.

                            Ech.... moj maz tez byl jajcarz. Jajcarz z klasa byl.
    • jutka1 Pierwsza niedziela w 2011 :-) 02.01.11, 11:30
      Odespałam za wszystkie czasy, należało mi się. Jak zwykle, rano napaliłam w kominku, piję kawę, słucham - dla odmiany - radia Zet, i obmyślam menu na rodzinny obiad. Dziki łosoś, ziemniaki z wody, jakaś surówka ale nie wiem jeszcze jaka. Barszcz z pasztecikiem?

      Za oknem słońce. Nie wiem ile stopni, bo termometr się zepsuł. :-)

      No i tyle pierduł niedzielnych. Miłego dnia życzę. :-)
      • maria421 Re: Pierwsza niedziela w 2011 :-) 02.01.11, 18:40
        Wczoraj wieczorem przyjechala Ania, dzis rano przyjechal jej chlopak, spedzilismy fajnie czas i wlasnie ich odwiozlam na dworzec.

        Idzie odwilz!
        • maria421 Re: Pierwsza niedziela w 2011 :-) 03.01.11, 10:01
          Odwilz przyszla, ale zaraz sobie poszla. W nocy spadl snieg, teraz swieci slonce.
          Dzisiaj rozbiore choinke i uznam oficjalnie Swiata za zakonczone.
          • jutka1 Poniedziałek, prawie koniec urlopu :-/ 03.01.11, 11:45
            No i jutro już wracam. Zleciało jak z bicza trzasł...
            Jeszcze tylko dzisiaj skoczę do miasta na ostatnie zakupy i ostatnie spotkania, wieczór spędzam w domu, a jutro się pakuję. Późnym wieczorem (odpukać!) powinnam dotrzeć na miejsce.

            I jakoś tak nic mi się nie chce... :-/
            • pierdoklecja_prutka Re: Poniedziałek, prawie koniec urlopu :-/ 03.01.11, 11:58
              Bzzzz....bzzzz...
              Mi się też nic nie chce. Bzzz...

              --
              wasza pierdo
              • jutka1 Re: Poniedziałek, prawie koniec urlopu :-/ 03.01.11, 12:00
                Bzzzzzzz.......
                • kielbie_we_lbie_30 Re: Poniedziałek, prawie koniec urlopu :-/ 03.01.11, 12:11
                  Mnie sie musi chciec bo w pracy jestem. Pocieszajace jest ze ten tydzien pracy ma tylko 20 godzin.
                  Cialo troche zmeczone konska jazda...od drugiego dnia swiat uczeszczam na kurs jazdy codzinnei i tak do konca tygodnia. Zmeczenie starego materialu czuje ale jestem szczesliwa ;)
                  Uwielbiam to...
    • pierdoklecja_prutka Poniedziałek 03.01.11, 10:58
      Zaczyna się tydzień wołka roboczego. Apropos. Ciekawe jaki to jest rok? Bo jakoś tak kilka lat temu był rok brunatnego wołu. Właśnie sprawdziłam - jest rok królika. Rok zabawowy, relaksowy i spokojny. Nieźle. Tymczasem jest zimno, dość szaro i w perspektywie pełny tydzień pracy plus zajęcia w sobotę. Muszę przyjemność sobie jakąś wymyśleć.

      --
      wasza pierdo
      • jutka1 Re: Poniedziałek 03.01.11, 11:57
        Rok zabawowy, relaksowy i spokojny, powiadasz? Oby, oby. :-)
        U mnie przy tym zapowiada się szalenie "interesujący", to znaczy będą zmiany, będzie się działo na różnych frontach, i tylko mam nadzieję, że to także da się przejść w sposób "zabawowy, relaksowy i spokojny". :-)))
    • jutka1 Wtorek pakująco-podróżny 04.01.11, 09:50
      No i już. Ostatnia noc, ostatni poranek, teraz walizki, torby, plecaczki, szmele duperele. :-)

      W sumie ten pobyt dużo mi dał. Odpoczęłam trochę fizycznie, zmieniłam krajobraz (ten emocjonalny też), trochę się wyciszyłam. No i taki był gryplan (zam.). :-)

      Za oknem szaro i zimno, ale zza gór widzę niebieskie niebo, to może i tutaj słońce się pokaże. W oczekiwanie na słońce odpełzam kroczonc w stronę walizki. :-)

      Miłego dnia :-)
      • maria421 Re: Wtorek pakująco-podróżny 04.01.11, 10:14
        Jutka, zycze Ci podrozy bez przeszkod.

        • jutka1 Re: Wtorek pakująco-podróżny 04.01.11, 15:40
          Nie dziękuję, coby nie zapeszyć. :-)
          Trzymajta kciuki. Zaraz jadę na lotnisko. Baj. :-)
          • jutka1 Re: Wtorek pakująco-podróżny 05.01.11, 01:05
            Dojechałam. :-)
            • ewa553 z wokandy sadowej 05.01.11, 08:54

              Sąd Rejonowy w Końskich uniewinnił Teresę Cz., uznając, że słowa "Rusek", "Ruska" to określenia zawierające pewien element niechęci i lekceważenia przedstawiciela narodu rosyjskiego, ale nie są obraźliwe, pogardliwe. Sąd okręgowy podtrzymał ten wyrok.


              Więcej... wyborcza.pl/1,75248,8905931.html#ixzz1A94IgxeI--
              carpe noctem
              • maria421 Re: z wokandy sadowej 05.01.11, 09:12
                Wlasnie przez takie duperele sady sa nie nadazaja z przerobem.

                Wrocil mroz, jest minus piec stopni i ponuro jakos.

                • ewa553 Re: z wokandy sadowej 05.01.11, 09:14
                  nie wiem ile u nas stopni, ciagle nie mam porzadnego termometru. Ale ulica lsni wysoce podejrzanie, a ja zaraz musze odebrac z warsztatu auto na...letnich oponach....mam nadzieje, ze dojade do garazu.
    • pierdoklecja_prutka Środa 05.01.11, 13:07
      Słonecznie, mroźno, bajkowo. Mówiąc o duperelach, Sejm na łapu-capu uchwalił nowe świeto. Efektywne od natychmiast. Jutro więc mam wolne.
      Sejm debatuje, biskupi dziękują, a to buzi, a to dupci, fetują się i sobie nawzajem przyklaskują. A dług publiczny tymczasem jest już 20 200 na głowę mieszkańca. Ze dwa tygodnie temu - było jeszcze 19 000. Każde niemowle w beciku, każda babcia, wszyscy są winni dwadzieścia koła. Na jednego pracującego w Polsce przypada 2,5 niepracującego, więc trzeba wykrztusić co miesiąc z jednej pensji 350 złotych na same odsetki od długu publicznego. Nie ma więc dziwne, że podatki niebotyczne, a nic się za nie nie robi! Po prostu znikają w trzewiach instytucji finansowych. Hahaha. Ale jaja.

      --
      wasza pierdo
      • kan_z_oz Re: Środa 05.01.11, 13:31
        Dziele problemy na realne oraz urojone.
        Podrozujac ostatnio po wybrzezu australijskim zauwazylam na plazach dzikich lezace setki martwych ptakow. Tak bylo na plazach na poludniu, podobnie na wschodzie i az do Sydney - czyli jakies 1500km plazy pokryte jak w morde strzelil. Nie wiem ile tysiecy czy setek takowych ale lezaly w ilosciach komercjalnych.
        Dzisiaj wyczytalam w gazecie, ze masowe groby ptasie leza tez na innych kontynentach. To nazywam problemem realnym, czyli takim o istnieniu ktorego wolalabym nie wiedziec, czy raczej aby nie istnial. Reszta jest urojona, czyli do rozwiazania - przy odrobienie dobrej woli/checi, i przewaznie blaha.

        Kan
        • ewa553 Re: Środa 05.01.11, 13:58
          a jaka jest przyczyna takiej masowej smierci ptakow? Czy to podano?
          • pierdoklecja_prutka Re: Środa 05.01.11, 21:28
            Do publicznej wiadomości podano jedynie informację o masowej śmierci ptaków w USA - powodem rzekomo była panika ptaków z powodu fajerwerków. Zaraz potem przytoczono informacje, że ptaki padają cały czas, całymi chmarami z różnych powodów, czyli generalnie - fakt zbagatelizowano.

            --
            wasza pierdo
            • maria421 Re: Środa 05.01.11, 21:38
              Tutaj mowili ze podobne zjawisko masowej smierci ptakow mialo miejsce rowniez w Szwecji i w Australii.

              W Australii maja paskudna powodz i powodzianie musza sie bronic nie tylko przed woda, ale tez przed krokodylami i wezami plynacymi z woda wprost do domostw.

              To juz wole moje ciagle odsniezanie.
              • ewa553 Re: Środa 06.01.11, 09:17
                na mala skale mialam to w tym roku w ogrodzie. Coraz lezaly jakies martwe ptaszki po ogrodach. Ale u nas wymslili ze to przez ogrodnikow, ktorzy uzywaja silnej trucizny przeciw zielskom. Mam nadzieje, ze w tym roku bedzie lepiej, bo jedna z atrakcji mojego rajskiego ogrodu sa wlasnie ptasie spiewy i wyklocanie sie. Mam oprocz drzew rozne przyjazde ptakom zakatki, wiec przylatuje ich do mnie wiele.

                A z innej beczki: wiemy, ze internet nas "obserwuje". Ale byc z tym czesciej konfrontowanym wzbudza moj wielki lek. W czasie gdy szukalam dla nas hotelu w Rzymie, zaczely sie od nastepnego dnia pojawiac u mnie wylacznie reklamy z hotelami w Rzymie.
                Teraz szukalam kanapy i jak myslicie czym zostalam z rana zalana? Jasne, reklamami kanap. Brrrr, strach sie bac!
                • fedorczyk4 Re: Środa 06.01.11, 10:26
                  Ciekawe dlaczego wobec Twoich obserwacji, ja dostają non stop reklamy viagry?????
                  Jasne że jesteśmy obserwowani przez internet, to jest wspaniałe żródło klientów, więc głupi by byli gdyby nie korzystali. Bogiem a prawdą przy wszystkich pozorach intymności, bo siedzi sobie człowiek we własnym domu i przed własnym ekranem, jednocześnie wystawia nie osłonięty tyłek na cały świat. I niestety tyrzeba o tym pamiętać w każdej chwili spędzonej przy komputerze.
                  • ewa553 Re: Środa 06.01.11, 10:38
                    viagre i propozycje przedluzenia penisa dostajemy obie per mail! a tu wlaczaja sie reklamy jak jestem w internecie: czy to na forum czy gdzie indziej. W kazdym razie masz racje: kazdy powinien sobie powiesic na ekranie ostrzezenie: trzy razy pomysl, zanim gdzies zajrzysz:))))
    • pierdoklecja_prutka Czwartek 06.01.11, 13:10
      Wesołych Świąt - znowu. Jakie życzenia się składa w Trzech Króli, tak właściwie? Co się wtedy robi, obdarowuje się mirrą i kadzidłem? Tak czy owak, dobrze mieć wolny dzień bo ostatnio jakieś się przyspieszenie wyprodukowało.

      I gdzie jest Pyt? Obwieścił, że dojechał i znikł. Morda w parasol i nic. Hm.

      Dzisiaj mnie naszła myśl taka, mianowicie, z powodu różnej ilości zdarzeń, muszę często teraz podejmować decyzje. I odmawiać. To - tak. Ale to - nie. To ostatnie nie idzie mi najlepiej. Boję się reakcji drugiej strony. Ktoś się obrazi. Przestanie lubić. Jeśli zawodowe to - nie da więcej zleceń. Nabruździ. Nie zapłaci. Pół biedy jeśli druga strona na odmowę reaguje w miarę normalnie. Natomiast jeśli spotykam się na przykład z tym, że ktoś nie akceptuje odmowy, nalega, lub co gorsza - atakuje - no to piekło się uwalnia i gówno strzela w wentylator. Nie cierpię tego. Dlatego unikam odmawiania, jeśli takiej sytuacji oczekuję. I to mnie wkurwia jeszcze bardziej. Chciałabym się nauczyć miło i cierpliwie do skutku odmawiać. Niezależnie od hopsztosów jakie demonstruje druga strona. Ktoś receptę jakąś ma?
      --
      wasza pierdo
      • ewa553 Re: Czwartek 06.01.11, 13:16
        w zyciu prywatnym przez wiele lat zwalam wszystko na eza. "maz nie lubi, maz nie chce, maz zaplanowal cos innego" itd. Spotkalam sie raz z kasliwa uwaga na temat zaleznosci od chlopa, ale mi to zwisalo. Maz zreszta stosowal dokladnie ta sama metode - a wcale nie umawialismy sie:))) kiedys wyszlo szydlo z worka. No, ale to bylo tylko w prywatnym zyciu mozliwe, na zawodowe odmawianie musi Ci ktos inny dac rade.
        • maria421 Re: Czwartek 06.01.11, 17:43
          Uwazam ze latwiej jest odmawiac sluzbowo niz prywatnie. Ja prywatnie tez nie potrafie odmowic jak mnie o cos prosza, bo to czy odmowie zalezy tylko ode mnie i jezeli odmowie to tylko ja za to odpowiedam.
          Sluzbowo zawsze mozna znalezc jakies okolicznosci ktore uniemozliwiaja pozytywna odpowiedz.
      • jutka1 Re: Czwartek 06.01.11, 20:56
        Pyt się nie odzywał, bo:
        - wczoraj dogorywał i imprezował,
        - dzisiaj zaspał, bo pan od sprzatania przestawił mi zegar w budziku na 2 godziny później, i budzik obudził mnie o godzinie, o której powinnam wychodzić z domu. W biegu i międląc przekleństwa wybiegałam z domu i nie było czasu na najbliwsze foro :-(((

        Ale z dobrych wiadomości: rozpakowałam walizkę (z reguły zajmuje mi to tydzień-dwa, a rekord: 4 tygodnie :-))), przeżyłam pierwszy sajgoński dzień w robocie, a jutro jest piątek. :-)

        Jest dobrze :-)

        Czirs
    • kan_z_oz Re: O pierdułach -- Odcinek 132 :-))) 06.01.11, 15:15
      Dzisiaj pracowalam...hahaha
      Powstal blog na naszej stronie internetowej i siem plodze na nim. W sumie malo ciekawie bo skierowne do zatwardzonej publicznosci korporacyjnej - na tym forum mialam duzo lepsze odcinki...ale to tylko moja prywatna opinia.
      Mam nadzieje sie rozkrecic, bo inaczej to nudne jest...

      Kan
    • jutka1 TGIF :-))) 07.01.11, 08:49
      Yesss, yesss, yesss!... Piątek! :-D

      Dzień zapowiada się z piekła rodem, ale damy radę. Tym bardziej, że przede mną weekend, i to weekend dolce far niente. No, może nie do końca far niente, bo obiecałam sobie zrobić porządek w papierach. Ale to robota bezbolesna, nastawię jakąś muzykę i obrobię tę grządkę bez problemów.

      Miłego dnia :-)
      • maria421 Re: TGIF :-))) 07.01.11, 09:30
        Odwilz! W ogrodzie spod sniegu wylania sie ziemia i trawa, dzien robi sie coraz dluzszy.
        Poza tym zrzucilam juz nabyte w czasie Swiat kilo , wystarczyl tylko powrot do normalnego jedzenia bez ciast, slodyczy i roznych frykasow.
      • pierdoklecja_prutka Re: TGIF :-))) 07.01.11, 12:01
        Źle się czuję! Bolą mnie wszystkie zęby i jestem rozbita!
        A fuj.
        Na dodatek nie mam książek do czytania! Skype mi się zepsuł i odcina wszystkie rozmowy!
        Jest odwilż obleśna, wszystko płynie i w ogródku wyszły na jaw śmieci zrzucone przez sąsiadów lub przywiane przez wiatr: jakaś torba foliowa i butelka po kefirze. Fuj fuj fuj.
        Nie wiem czy pisałam ale uważam, latające foliowe torby za znak diabła.

        Dobrze, że chociaż Pyt się ujawnił i to w dobrych "spirytach" - wydaje się.
        Wracając do tematu. Widzę, że nie tylko ja mam jakiś problem z tym odmawianiem. No mąż to niezła wymówka. Choroba, czynniki obiektywne, też. Brak pieniędzy - świetna wymówka. Brak czasu - trochę oklepane bo wszyscy tego używają. Ale co - jeśli się po prostu nie chce? Ktoś chce żebyś coś zrobiła, i zwykle to nie podlega dyskusji. Chce i już. Ale odmowa wymaga już jakiegoś uzasadnienia. Dlaczego? Czemu na czyjeś chcenie nie możemy po prostu odpowiedzieć albo swoim chceniem, albo swoim brakiem chcenia? To mnie zastanawia.


        --
        wasza pierdo
        • ewa553 Re: TGIF :-))) 07.01.11, 12:17
          mialam ostatnio taka sytuacje: moja psipsiola poprosila mnie o przysluge dla swojej dobrej znajomej, ktora ja osobiscie znam jedynie przelotnie. Mialam jej cos zrobic na compie, co by mi zajelo kupe czasu. Normalnie lubie takie prace, ale sobie powiedzialam, ze przeciez szkoda mojego czasu. Dosdtatecznie czesto musze skakac po internecie dla bliskich osob, wiec dlaczego jeszcze ta? No i odmowilam, z uzasadfnieniem jak wyzej. Ale sie zastanawiam: gdyby mnie tamta poprosila osobiscie? Czy mialabym ochote wprost odmowic? Chyba nie, bo to byloby nie w moim stylu. Chyba bym udawala, ze nie udalo sie. Takie drobne oszustwa sa bardziej w moim stylu:)))
          • pierdoklecja_prutka Re: TGIF :-))) 07.01.11, 12:41
            Myślę, że najlepszy jest taki sposób odmowy, który sprawia najmniej przykrości obu stronom.
            I na tyle mocny, że nie podlega dyskusji.
            Drobne oszustwo w takim wypadku jak najbardziej popieram.

            --
            wasza pierdo
            • jutka1 Odmawianie 07.01.11, 21:03
              Miałam super przykład. Wróciłam z Kaukazu po nieprzespanej nocy, w jakąś sobotę kiedy na wieczór byłam zaproszona na imprezę (dodam, że imprezę na 20 osób). Odespać w ciągu dnia mi się nie udało, czułam się rozbita, zmęczona, ogólnie błe. Zadzwoniłam, że nie dam rady, wytłumaczyłam dlaczego i przez 10 minut musiałam odpierać "a może jednak...", "jak już przyjdziesz to ci zmęczenie przejdzie..." etc. Mało tego, potem gospodarze byli na mnie ponad tydzień obrażeni, jakiegoś opierd...jącego maila mi przysłali, no masakra po prostu. :-(

              Zwykle nie mam kłopotów z mówieniem "nie", ale czasem są sytuacje... szczególnie rodzinne, z dalszą rodziną. Nie znoszę na przykład wpieprzania się w moją prywatność, nasyłania mi ich znajomych cobym się nimi "zaopiekowała" (czytaj: przenocowała, bo im na hotel szkoda) i to często-gęsto w ostatniej chwili (dwa dni wcześniej). Jeszcze się nie ugięłam, ale ile nerwów mnie to kosztowało, tyle mojego. :-/

              Inna rzecz, której nie znosiłam w PL, to wpadanie z wizytą bez zapowiedzi "a bo akurat przejeżdżaliśmy". Zajęło mi długo tłumaczenie, że pracuję w domu i akurat teraz nie mogę ich przyjąć, żebyśmy się umówili na dzień-godzinę etc. Nauczyli się, ale niektórzy z przekąsem do teraz robią uwagi, że ze mną "jak z królową angielską, umawiać się trzeba na audiencję". :-/
              • pierdoklecja_prutka Re: Odmawianie 07.01.11, 22:02
                No właśnie, ja nie wiem co to jest. Pewnie, nikt nie lubi, jak organizuje imprezę, się nastara, naprzygotowuje, a tu ludzie odmawiają. Ale jeśli normalnie zadzwonią, i powiedzą, że nie, no to nie wiem na czym może polegać problem. Chyba brak empatii i kompletnia niemożność wyjścia poza siebie i postawienia się na miejscu drugiej osoby. Czyco?

                Co to "zapowiedzi" to też mam z tym problem. Nie lubię nieoczekiwanych dzwonków do drzwi. Coś atawistycznego w tym chyba jest. Nie lubię też jeśli jest zapowiedziana wizyta lecz nie są to przyjaciele, ale na przykład ktoś ma dostarczyć coś, sprawdzić licznik, lub ktoś przychodzi kogo niekoniecznie darzę sympatią wielką. Z drugiej strony podoba mi się idea otwartego domu, wpadających przyjaciół, ogólnie jakiegoś przepływu. U mojej ciotki jak jeszcze mieszkała w Polsce tak było, wpadały jakieś jej fąfele na spacerze z psem (tego psa się przywiązywało do kaloryfera w korytarzu - bo okropnie pierdział), wuje z winem, kuzyni z ciastem, babci koleżanki, ktoś przyniósł ułowione przez siebie ryby, inny sadzonki tui, albo coś tam innego i tak się międliło i przewalało. Ciotka jakiś system miała, że ją to nie absorbowało, nie przeszkadzało, jak się zmęczyła do szła na górę do sypialni z książką a goście sobie siedzieli dalej rozmawiając, siebie nawzajem obsługując i wietrząc przedpokój. Ja bym tak chciała, ale nie umiem. I tego akurat żałuję.




                --
                wasza pierdo
                • jutka1 Re: Odmawianie 07.01.11, 22:10
                  No właśnie, 100K, wiedzieli, że wracam nocnym lotem, i mówiłam zawczasu, że zobaczę jak się będę czuć. A tu takie kwiatki.

                  Co do domu otwartego, jak u Twojej ciotki, to brzmi mi cudnie opowiadane jako story, ale nie umiałabym u siebie. :-(
                  • pierdoklecja_prutka Re: Odmawianie 07.01.11, 22:18
                    Nie wiem Pytko, chyba jakaś wzięła ich rozszałała wsobność i egocentroza. Jeśli są generalnie normalni, to może jakiś temporary lapse of reason ich ogarnął. Tak czy siak, przykre, zbędne, nieprzyjemne.

                    Ja też u siebie nie umiem, ale chciałabym umieć. Hahaha! Może za 20 lat się naumiem. Albo za 10.


                    --
                    wasza pierdo
                    • jutka1 Re: Odmawianie 07.01.11, 22:49
                      Już im przeszło. Ale sądzę, że już mnie za karę nie zaproszą. Ha ha ha :-)))
                  • maria421 Re: Odmawianie 07.01.11, 22:19
                    Jezeli przyjecie bylo na 20 osob to naprawde nie powinni sie dasac ze nie dotarlas.
                    Co innego gdyby to bylo przyjecie tylko dla Ciebie, ale wtedy Ty sama bys sie z pewnoscia zdecydowala pojsc mimo zmeczenia.

                    • pierdoklecja_prutka Re: Odmawianie 07.01.11, 22:22
                      Ja tam bym nie poszła, niezależnie na ile. Zmęczona to zmęczona i już. Zresztą nikt by się nie umawiał na przyjęcie tylko dla siebie, jakby nie był pewien w jakim będzie stanie.


                      --
                      wasza pierdo
                      • jutka1 Re: Odmawianie 07.01.11, 22:40
                        O właśnie, 100K. :-)
                    • jutka1 Re: Odmawianie 07.01.11, 22:39
                      Mario, przyjęcia dla mnie nie pozwoliłabym zorganizować w dzień powrotu z Kaukazu po nocnym locie. :-)
                • kielbie_we_lbie_30 Re: Odmawianie 07.01.11, 22:40
                  Nieoczekiwane dzwonki do drzwi mi nie groza, nie w Szwecji przynajmniej ;)
                  W sytuacji gdy sie pracuje i ma sie naprawde malo czasu na oddech, wypoczynek, zrobienie tego czy owego to nie jest ciekawe. Taki otwarty dom jest niemozliwy po prostu...

                  Wciskanie znajomych na nocleg czy inna opieke jest po prostu bezczelnosc. W zyciu nie obcych mi ludzi w mieszkaniu...brrrrr...
          • fedorczyk4 Re: TGIF :-))) 07.01.11, 12:50
            Pierdoklecjo, paskudnie jest i obleśnie. Zgadzam sie z Tobą w pełni. A do tego tak ślisko, że dzisiaj z Krowisia nie wyszłam, a wyjechałam, na spacer.
            Co do odmawiania bez podania przyczyn, ewentualnie jasnego postawienia sprawy, że nie bo nie, albo dlatego, że się zwyczajnie nie chce, albo nie jest sie zainteresowanym, to przez większość zycia miałam z tym problemy, aż w końcu pięknego dnia zaczełam zwyczajnie mówić nie. Nie zrobię tego, czy owego, bo nie i już i na pytanie dlaczego odpowiam w sprawach prywatnych, że mi na starość zwredniał charakter, a zawodowych że aktualnie mam inne zobowiązania.
            Nawet już zdarzyło mi się powiedzieć Rodzicielce, która zarządała wykonania za nią nieprzyjemnego telefonu, że najzwyczajniej w świecie nie lubię tego i nie zrobię, bo jej to przychodzi jak splunąć, a ja odchorowuję.
            Nie odmawiam wszystkiego wszystkim w czambuł, dla zasady, ale robię bilans. I jeśli mogę i nie boli, to robię, ale przestałam zadawać sobie gwałt, czuć się winna, kręcić etc. Jeśli np. nie mam ochoty iść gdzieś, albo do kogoś, to mówię że aktualnie jestem nietowarzyska, albo na diecie, albo w dołku i już.
            • ewa553 Re: TGIF :-))) 07.01.11, 13:05
              teraz jak nie ma meza na ktorego zwalalam, to zaproszenia przyjaciol, ktorzy np. uwazaja ze absolutnie nie powinnam byc w swieta sama (a ja to uwielbiam!), mowie po prostu: znacie mnie, wiecie ze jestem stuknieta. I to funkcjonuje
              • maria421 Re: TGIF :-))) 07.01.11, 13:31
                Ja nie mam zadnych problemow z odmowa kiedy ktos mnie chce uszczesliwic np. wyciagajac mnie na spacer po zasniezonym lesie kiedy ja na to wcele nie mam ochoty. Mowie wtedy ze nie chce, nie mam ochoty i juz.

                Ale co zrobic kiedy ktos mnie prosi o przysluge ktora wlasciwie jest wyslugiwaniem sie mna?

                Zaznaczam ze ja bardzo chetnie pomagam ludziom ktorzy potrzebuja pomocy. Wtedy sama oferuje pomoc zanim mnie o nia poprosza. Ale nie znosze upierdliwcow ktorzy zawsze maja do mnie jakis interes , ktorzy przed kazdym moim wyjazdem do Polski akurat potrzebuja mase makowa w puszce , kabanosy i spirytus.
        • kielbie_we_lbie_30 Odmawianie... 07.01.11, 14:18
          Prawde powiedziawszy uwazam ze my Polacy jestesmy najgorsi w odmawianiu a zarazem najgorsi braniu tego nie na powaznie.
          Moze wlasnie dlatego nie potrafimy odmawiac bo gdy powiemy "nie" to nikt tego nie wezmie na powaznie. Bedzie namawianie, wiercenie dziury w brzuchu. Dlatego wlasnie wymyslamy mase roznych dziwnych wymowek i wlasnie te wymowki najbardziej rania. Bo czlowiek widzi ze ten drugi po prostu klamie i zastanawiasz sie dlaczego.
          Dlaczego wlasciwie musimy sie tlumaczyc ze nie mamy ochoty, czy nam po prostu to czy owo nie odpowiada?
          Musze przyznac ze Szwedzi w tym sa o wiele lepsi. Potrafia powiedziec "nie" w sposob grzeczny i rowniez biora "nie" za nie bez tego przekonywania " a moze", " a dlaczego nie", " ale co ci sie stanie jesli..." itp, itd
          • maria421 Re: Odmawianie... 07.01.11, 14:41
            Masz racje, Szwedziu. Tutaj tez "nie, dziekuje" jest rozumiane jako "nie dziekuje" i nie ma dalszego namawiania do wypicia kolejnego kieliszka, do zjedzenia kolejnej porcji. "Nie, nie moge" jest rozumiane jako "nie, nie moge" i nie ma dalszego wiercenia dziury w brzuchu "ale dlaczego nie mozesz" itp.. . Czyli nie ma wmuszania ani wymuszania.
            Ale to juz jest kwestia dobrego wychowania.
          • pierdoklecja_prutka Re: Odmawianie... 07.01.11, 14:51
            Tak, coś w tym jest szwedzia. Zdecydowanie. Już samo tradycyjne zachowanie przy stole, mam nadzieję odpływające w niebyt, certowanie, namawianie, obrażanie za odmowę. To prawda, ludzie kłamią, piętrzą dziwne wymówki, albo co gorsza zgadzają się zgrzytając zębami. Potem na przykład - nawalają. Albo mimo wszytko zrobią, i potem długo chowają urazę.

            Co od tych kabanosów, maku i spirytusu, to można oczywiście z pięknym uśmiechem podać adres sklepu internetowego. Tyle, że raczej chodzi o sam fakt interesowności i wykorzystywania. To wkurza.


            --
            wasza pierdo
            • kielbie_we_lbie_30 Re: Odmawianie... 07.01.11, 15:02
              Ja jestem troche alergiczna na to bo moja matka jest specjalistka od nieodmawiania. Zawsze chetnie wszystko innym a potem wymysla jak tego uniknac, kreci a nawet zamyka sie w domu i ludziom na telefony nie odpowiada wiec oni dzwonia do mnie w panice czy cos sie nie stalo bo nie moga sie z nia skontaktowac od kilku dni. Ja juz sie z tego wylaczylam i jej powiedzialam ze pewnego dnia cos jej sie tam stanie i bedzie lezala sama a nikt sie tym nie zainteresuje.
              Kiedys (w mojej mlodosci) miala inny sposob unikania, potrafila straszyc mna ze sie na to czy tamto nie zgadzam, albo ze ja bede zla itp, itd. Do szalu mnie to doprowadzalo...jej "psiapsiolki" mialy mnie za potwora ktory na nic matce nie pozwala...
              No tak, ale to jest szczegolny egzemplarz i nie twierdze ze inni Polacy to maja...
              Ksiazke mozna by bylo napisac o tym...brrrr...
              Esc nie, w zoladku mi sie skreca jak tylko o tym mysle wiec zwiewam...
              Pa robaczki
          • kielbie_we_lbie_30 Namawianie... 07.01.11, 15:17
            Nie wiem czy to jakas polska tradycja czy co? Podczas tych moich rodzinnych poszukiwan i rozmow jedna ciotka opowiadala mi o siostrach mojego dziadka i z nimi bylo tak ze "trzeba bylo trzy razy prosic aby czuly sie zaproszone"...bo jak tylko raz to zaproszenie (wedlug nich) bylo z obowiazku tylko. Prosilo sie trzy razy to znaczylo ze z serca.
            Paranoja ;)
            • pierdoklecja_prutka Re: Namawianie... 07.01.11, 15:49
              Bah, dziwności!
              A ja na przykład zauważyłam, że czasem jest jakaś okazja, coś co możesz ludziom zaoferować lub się podzielić. A ludzie się zachowują, jakby to oni łaskę Tobie robili biorąc.
              Na przykład moja znajoma ostatnio narzekała, że jej angielski się zakurzył i zanedbał. I że strasznie zależy jej, żeby coś zrobić z tym ale chwilowo nie ma pieniędzy bo to śmo owo. Więc jej zaoferowałam, że wpiszę ją na listę projektu który teraz zaczynamy, tam jest też kurs angielskiego. Miesiąc temu jej info wysłałam, ucieszyła się. Tydzień temu jej przypomniałam, powiedziała, że już już. Dzisiaj napisała, że linka nie dostała ode mnie to tamto (dostała oczywiście). Rekrutacja już tymczasem się skończyła, wiem że ona się pewnie obrazi i nosem będzie kręcić. A tak naprawdę się cieszę, bo gdyby jej nauka tak miała iść jak zapisywanie na kurs to bym same problemy z nią miała bo by się nie uczyła. Ale tutaj jest taki przykład - oferujesz komuś coś, co on twierdzi, że bardzo chce i mu zależy. Po czym się on zachowuje tak właśnie, jakby Tobie jakąś wielką grzeczność robił i przy najbliższej okazji się obraża. I sądzicie o takim przypadku?

              --
              wasza pierdo
              • ewa553 Re: Namawianie... 07.01.11, 16:39
                znajoma palaczka prosila mnie kiedys o przywiezienie papierosow z polski. Przywiozlam dwie sztangi, a ona mieszka na drugim koncu miasta (20 km), wiec blagalam doslownie zeby sobie odebrala. Po paru tygodniach sprzedalam te papierosy komus innemu.

                Inna znajoma to juz permanentnie u mnie cos zamawia i musze jej to cos zawsze, ale to zawsze zawozic. Jestem wsciekla, ale to przynajmniej przyjaciolka, wiec zgrzytajac zebami woze...
                • maria421 Re: Namawianie... 07.01.11, 16:46
                  Niektorzy ludzie po prostu klepia bez zastanowienia. Rzuca cos w rozmowie , Ty to bierzesz na serio, ale oni tego nigdy serio nie mowili wiec sie jeszcze obrazaja ze Ty powinnas wiedziec ze oni tylko tak sobie mowili, ale serio to wcale nie bylo.
                • kielbie_we_lbie_30 Re: Namawianie... 07.01.11, 18:27
                  Haha, papierosy to notorycznie odmawiam. Nikomu nie bede trucizny dostarczac.
              • kielbie_we_lbie_30 Re: Namawianie... 07.01.11, 18:33
                Dorota, bo ona wcale nie chce pracowac nad swoim angielskim. Gadanie tylko zeby zakryc kompleksy ze nie zna wystarczajaco angielskiego. Moze nigdy nawet nie znala a teraz zwala ze zapomniala.
                Jesli chodzi o angielski to w dzisiejszych czasach nie ma specjalnie problemow aby utrzymac na jakims poziomie o ile ten poziom sie mialo. Kontakt z tym jezykiem jest na prawo i lewo. Ja sama mimo ze nigdy dobrze nie znalam angielskiego, jestem samoukiem a uwazam ze moj angielski sie polepsza.
                Koniami jeej nie zaciagniesz na jakis kurs...
Pełna wersja