Dodaj do ulubionych

O pierdułach -- Odcinek 133 :-)))

08.01.11, 00:28
W ferworze dyskusji na poprzednim nie zauważyłam, że się przelało.

No to otwieram nowy.

Kontynuujmy o odmawianiu, namawianiu, itepe. Arcyciekawy temat.
Obserwuj wątek
      • jutka1 Sobota, wieje 08.01.11, 10:31
        Za oknem wieje silny wiatr, jest szaro. Meteoparis zapowiada 11-13 C! Na plusie!
        Bez względu na temperaturę, moszczę się dziś w domu zgodnie z planem.
        Zrobię sobie dzień dla zdrowotności i urody ;-), czyli kąpiel, maseczka, muzyka, książka, film. Cisza, spokój. A, jeszcze ugotuję barszcz na zakwasie Made in Poland: jutro przychodzi psiapsiółka na piżamaparty (zam. ;-) ), to będzie akurat na kolację (plus sałata).

        Miłej soboty życzę :-)
        • jutka1 A wracając do odmawiania... 08.01.11, 12:19
          ... to wczoraj wieczorem przydarzyła mi się perełka. Może wczorajsza dyskusja to kosmicznie wywołała, hunołz.
          Otóż, donc. Jakieś 4 miesiące temu kumpel planował wyprowadzkę z mieszkania, bo jego przyjaciółka - owego mieszkania właścicielka - je sprzedała. No i jakoś w tym samym czasie był u mnie na obiedzie, pierwszy raz w tym mieszkaniu. Siedzimy sobie na balkonie, spożywamy, gadamy, pytam go o sytuację przeprowadzkową, na co on odpowiada: "a może potrzebujesz współlokatora?"
          Z uśmiechem odpowiedziałam "I don't think so :-)", i nawet o tym nie pomyślałam drugi raz.

          Wczoraj późnym wieczorem ten kumpel do mnie skajpuje, tak sobie gadamy o tym i owym, i na koniec rozmowy on mi nagle wypomina, że nie mam w sobie "solidarności", bo nie zgodziłam się, żeby u mnie wynajął pokój, bo po co mnie jednej tyle miejsca. I on tak na poważnie! Jak już mi opadnięta szczęka wróciła na miejsce, to powiedziałam, że jestem samotnikiem, i nie ma takiej możliwości, i skończyłam temat.
          Kurtyna. :-(

          Kifjute i qrvmać.
          • maria421 Re: A wracając do odmawiania... 08.01.11, 12:48
            Czyli zdarzyl Ci sie kolejny ktory myslal ze Ty Duchem Swietym jestes i jego intencje w mig rozpoznasz i je spelnisz.


            Cudowna, wiosenna pogoda. Bylam na cmentarzu i w sklepie i mysle ze powinnam sie wyciagnac za uszy i pojsc na spacer zeby skorzystac z tej pogody.
            • jutka1 Duch Święty 08.01.11, 13:02
              Nienienie, to nie DŚem, ale Matką Teresą. Nawet gdyby mnie wprost poprosił, to bym odmówiła. Ma pracę, normalnie zarabia, jest dorosły. Co to kurde? Co to w ogóle za "po co ci tyle miejsca?" ?! - bo kurnia potrzebuję tyle miejsca, koniec i kropka. br/
                • kielbie_we_lbie_30 A wracajac do idiotow... 08.01.11, 13:28
                  To z nk pojawil sie moj byly adorator z wczesnej mlodosci bo mialam jakies 14-15 lat. Spotykalismy sie troche ale nic powaznego nie bylo (dla mnie), bylam przecie mlodziutka a pozniej z nim zerwalam. A ze mieszkalismy w tym samym domu to czasem pogadalismy troche i czasem napomknal ze zaluje , ze to, ze owo.
                  No ale jak sie teraz pojawil i dowiedzial ze jestem singiel jak on to zaraz sobie wyobrazil nas razem. Facet na dobra sprawe zaczal planowac i prawie sie pakowac!!! Tylko ze mialam schudnac 5 kg bo on lubi takie filigranowe ;)
                  A jeszcze mnie opieprzyl co ja jestem za corka ze z matka nie mieszkam. Ze ona biedna taka sama. Przeciez to moj obowiazek aby kolo niej caly czas byc i jej sluzyc na starosc...
                  Wywalilam go ze skypa i z nim wiecej nawet nie gadam
                  Idiotow nie sieja, sami sie rodza - to bardzo dobre stwierdzenie hahaha
                      • ewa553 Re: A wracajac do idiotow... 09.01.11, 11:47
                        ile to razy ja juz slyszalam "po co ci tyle pokoi!!!". Owszem, moje naprawde wielkie mieszkanie to dla mnie luksus, ale czy to nie pieknie, delektowac sie luksusem? I nie zrezygnowalabym z ani jednego pokoju, czuje sie wolna mogac sie poruszac po takiej przestrzeni, wychodzac na dwa balkony itd. I jesli ktos tego ne rozumie, to wiem co o takim kims myslec.
                        U nas tez leje - po wczorajstym pieknym wiosenno-slonecznym dniu. Nie chce mi sie siedziec w domu, ale wychodzic na taka pogode??? Chyba nie dam sie jednak namowic...
                        • fedorczyk4 Re: A wracajac do idiotow... 09.01.11, 12:12
                          Cudne:-) Po rozwodzie z pierwszym mężem też mi się taki trafił co to z nim "chodziłam" ( ale tylko kilka metrów przeszłam) jako 15/16 latka. Przyszedła do Rodziców u których pomieszkiwałam z dzieckiem i mi powiedział że mogę za niego k.... wyjść za mąż, że będę k.... wszystko miała, w tym k.... willę z basenem który właśnie k....wykładają czarnymi płytkami k....., że on ma k... szmalu jak lodu i k.. będę mogła nic nie robić tylko k... go wydawać, a on za to nic k... ode mnie nie chce.
                          Trochę mnie zaskoczył więc zapytałam a po co mu to? A on na to : Zawsze Cię k.... kochałem!!!
                          Mogłam odpowiedzieć tylko jedno - o k....!
                          Co do pokoi metrażu to śni mi się czasem po nocach, że obrażony le Mąż wraca do Francji, Synuś Średni usamodzielnia się definitywnie, a ja zostaję sama na włościach po których tylko wicher, koty i pies hulają!!!!
                          Jak to byłoby cudownie
                        • jutka1 Re: A wracajac do idiotow... 09.01.11, 12:15
                          W ogóle to irytuje mnie niemożebnie, jak ludzie wyliczają mi mój metraż, czy wydatki, czy inne takie rzeczy. Ostatnio odwodzono mnie od sprzedaży mieszkania, nie dlatego że rynek jest niezbyt dobry (takiego argumentu wysłucham - i wysłuchałam, od biura nieruchomości...), ale dlatego że, cytuję: "mieszkanie to pewna lokata, a tak jak będzie gotówka, to ty ją..." - na co wtrącił się mój ulubiony śfagier i dokończył: "... przejesz? No i co? Niech przeje, jej pieniądze przecież". Kurtyna.
                              • maria421 Re: A wracajac do idiotow... 09.01.11, 13:12
                                Fedoro, a ten facet to sie w koncu naprawde dorobil tej willi z basenem i milionow? :)

                                Jutka, a moze ten Twoj niedoszly wspollokator po prostu sie do Ciebie w ten sposob zaleca?
                                Moze sobie pomyslal ze jak sie wprowadzi to juz tak jakby sie zareczyl? Ostatecznie jestes przeciez "dobra partia", oprocz tego ze oczywiscie i z pewnoscia jestes niesamowicie atrakcyjna kobieta w najlepszych latach :)

                                Ja na szczescie nie mam doradcow od tego jak mam zyc i gospodarowac.

                                Deszcze przestal padac, ale jest szaro i mokro. Po poludniu ide na kawe do znajomych.

                                • jutka1 Re: A wracajac do idiotow... 09.01.11, 13:35
                                  Nie nie nie, Mario, to jest kumpel jeszcze z czasów studiów, aktualnie w jakiejś pani zakochany po grób, więc nic z tych rzeczy. Po prostu w jego mniemaniu "mam za duży metraż na jedna osobę", a on szukał lokum, więc uznał że jak to? przecież u mnie zamieszka, zaoszczędzi przy tym etc. (wynajęcie pokoju u kogoś jest tańsze od całego mieszkania, nawet kawalerki). Co samo w sobie OK, zapytać można, ale obrażać się na odmowę? To już jest nie halo.
                                • pierdoklecja_prutka Re: A wracajac do idiotow... 09.01.11, 13:43
                                  Mnie ostatnio sypnęło bulwersem, na to co się wypsnęło mojemu ojcu.
                                  Otóż, mnie ostatnio wzięła chuć okrutna na posiadanie domu. Do tego stopnia, że koleżanka robiąc ze mną ćwiczenie avatarowe, podłączyła się do mojej podświadomości i potem przez całą noc jej się śniło, że mam trzy (HAHAHA!) domy i ją oprowadzam po jednym z nich, na cyplu nad oceanem! A tu ojciec nagle w dyskusji dotyczącej osób trzecich, czyli mojej ciotki bzdnął, że po co jej dom, DOM JEST DLA RODZINY, a jak się jest samemu albo facetów się ma to dom jest zbędny. OSZ KURWA MAĆ. Ja akurat jestem z facetem, więc, w pojęciu mojego ojca, jakby bez rodziny, a chcę mieć dom. I go będę mieć. Poza tym ojciec sam chce mieć dom, jak mu jedna taka ciotka-idiotka zaproponowała żeby sobie kawalereczkę wynajął gdzieś w Polsce, to na nią zrobił słupa i wybałucha. Siedzi tylko i rozpatrza, gdzieby tu. Więc takie przekonanie ojciec zaprezentował, że dom jest dla rodziny, on to oczywiście pływa i się unosi poza regułami wszelkimi, a reszta niech się gnieździ w mieszkaniach.


                                  --
                                  wasza pierdo
                                    • pierdoklecja_prutka Re: A wracajac do idiotow... 09.01.11, 14:01
                                      Idunno, man ...;///

                                      Chyba sam był zdumiony, jak się temu przyjrzał, bo się zasromał i poszedł sobie drinka zrobić. Ojciec jest wyznawcą zasady aby nic nie mówić, nic nie ujawniać, wszystko jest tajemne. Wiec jak mu się czasem coś szczerze powie, to często sam siebie zadziwi. Ponadto jest skladnicą różnych przekonań kompletnie bezsensownych, nielogicznych i sprzecznych, przy czym we własnym mniemaniu ma umysł ścisły, logiczny i matematyczny. Ostatnio miałam niezły ubaw, bo jednym z przekonań mojego ojca była idea na temat mojej osoby, że ja mam umysł nieścisły, nieprecyzyjny i nielogiczny, oraz kieruję się emocjami, niewiadomo czym i wewnętrznym bałaganem. A ja zwykle w dyskusjach z nim nie korzystałam z moich wszystkich intelektualnych możliwości aby - bo ja wiem? przykrości mu nie robić, czyco?
                                      W każdym razie ostatnio, ojciec mnie wkurzyl bo spożywszy jednego wiecej drinka niż zwykle wpadł w nastrój argumentatywny i zaczął na mnie wyświetlać ten swój pomysł o swoim ścisłym umyśle wersus mój bałagan. Jakieś idee pierdolnięte i sprzeczne ze sobą zaczął podawać, perorować i pouczać. Ja na to grzecznie, że po pierwsze moim zdaniem dyskusja z drinkniętym nie ma sensu i jest marnowaniem czasu, ale jeśli się upiera to; i tutaj szybko, sprawnie i grzecznie wykazałam mu kompletny brak logiki i wysoki sopień bredliwości jego wywodów. Po czym poszłam spać.
                                      Ojciec nastepnego dnia udawał, że nic nie pamięta, ale kurwa, jakiś taki chyba zadowolony był??? Czyco???

                                      --
                                      wasza pierdo
                                      • jutka1 Re: A wracajac do idiotow... 09.01.11, 14:24
                                        A wiesz co myślę? Że teraz, kiedy macie na pewno więcej "rozmów dwustronnych" niż przedtem, to te Wasze rozmowy mogą mu pomóc w wielu rzeczach. A i Tobie wiele uświadomić, co jest tym cenniejsze, że przecież rodzina i jej dynamiki to główne źródła nas samych, więc zrozumienie tego pomaga nam i samych siebie lepiej zrozumieć. Czyco? :-)
                              • kan_z_oz Re: A wracajac do idiotow... 09.01.11, 13:54
                                A ja zauwazylam, ze ludzie testuja mnie tylko w tematach, ktore mnie wkurzaja. W tematach, ktore mnie nie wkurzaja moze tez testuja - tylko jakos nie widze tego testowania.

                                W ostatnich czasach zmuszona bylam wielokrotnie powiedziec 'nie'ludziom czy w sytuacji gdzie sama sie zastanawialam w czasie odpowiedzi czy powinnam czy nie. Wtedy tylko bylam testowana. Czuja chyba ludzie wahanie innych jak pies strach zanim ugryzie.

                                Patrze wiec na te komentarze coraz czesciej - czy rzeczywiscie dobra podejmuje decyzje, czy tez powinnam cos jeszcze przemyslec lub sprawdzic???
                                Ulatwa to niesamowicie, gdy nagle ci 'idioci' traktowani sa bezosobowo. Wowczas sie na ogol okazuje, ze decyzja moze byc sluszna tylko szczegoly bez sensu - stad wahnie. Nieraz sama decyzja jest do doopy i nalezy zmienic. Latwo sie to widzi traktujac bezosobowo...i owszem, wciaz daje sie wciagnac i sponiewierac, ale juz zadniej niz kiedys.
                                Jakis wiec postep drobny mam w tym temacie...

                                A - rodzina cala obrazana - oprocz mamy. Nie dzwonia, nie maja czasu rozmawiac. Nie wiem jeszcze czy dobrze czy zle, ale zdecydowanie nie zaluje powiedzenia 'nie', chociaz odmowa w tym ukladzie raczej spowodowala popsucie stosunkow calkowite. No i co? na chooj mi rodzina, ktora akceptuje mnie tylko wtedy gdy ja robie jak im pasuje??? czy partner w biznesie? czy kolezanki/znajomi?
                                Wtedy mi wychodzi, ze starajc sie utzrymywac kontakty na sile zmuszona bylabym potwierdzic, ze sama uwazam iz nie stac mnie na towarzystwo, ktore przyjmie mnie taka jaka jestem.

                                I wychodzi na koncu...brak jeszcze gdzies w malym zakatku serduszka akceptacji siebie samej. Tam jest zawsze do wykonania najwieksza praca. Kochaj siebie sama...bo milosc prawdziwa i bezwarunkowa nie wymaga i nie oczekuje. A jak zaczyna wymagac i oczekiwac to juz jest biznes.

                                Kan

    • maria421 Re: O pierdułach -- Odcinek 133 :-))) 08.01.11, 16:11
      Jak powiedzialam zarzadzilam sobie dlugi spacer zeby wykorzystac dzisiejsza , wiosenna pogode zanim znow zima wroci.
      Slonce swiecilo, wial lekki wiaterek, ulice wszystkie suche, gdzieniedzie tylko jeszcze snieg lezy.
      Oddychalam cala piersia, czulam jak mi sie miesnie preza i jak mi sie mozg dotlenia.

    • jutka1 Niedziela 09.01.11, 10:11
      Ma być dziś 6-8 C. Tyszpiknie.
      Poza wyskoczeniem na róg po małe zakupy i wieczornej nasiadówki z psiapsiółką nie mam żadnych planów, zgodnie z planem (pun intended ;-) ).
      Relaks.
      Więcej pierduł nie pamiętam. :-)
    • pierdoklecja_prutka O Forum! 09.01.11, 16:06
      No właśnie, dla takich chwil, gdzie dyskusja bąbelkuje i się pieni anegdotami, historiami, zdumiewającymi spostrzeżeniami, nagłym wglądem - odkrywanym dla siebie i o sobie, a także wzajemnie - warto być na tym forum:)))
      Chociaż czasem jest niezmiernie nudno a powtarzalność popierdywań w kanapę irytuje i mierzi. To od czasu do czasu forum wytryska jak fontanna lub wieża alfalfa:))

      Uwielbiam to!

      --
      wasza pierdo
      • maria421 Re: O Forum! 09.01.11, 17:23
        Patrze na tytul "O Forum!", forum duza litera pisane i z wykrzyknikiem i sie zastanawiam czy przypadkiem szanowna autorka nie zabiera sie za jakis panegiryk na czesc Polonii 2 cos w sensie "ile Cie cenic trzeba ten tylko sie dowie" etc. :-))
        • pierdoklecja_prutka Re: O Forum! 09.01.11, 18:04
          Ależ Mario, przecież ciągnięcie tego dalej byłoby urąganiem inteligencji zgromadzonych tu osób, od razu widać, że to jest oda, odium i pandemonioum na cześć Foruma. Hahaha!

          Od pewnego czasu ustanowiłam sobie obyczaj taki iż w jeden dzień wolny od pracy, spożywam śniadnie o 15:00 a do tego na czczo wino białe. Dzisiaj był kawior na jajku na twardo, do tego avocado i świeża bułka z ziarnem słonecznikowym oraz dwa kieliszki schłodzonego chardonnay Jacob's Creek :)))

          --
          wasza pierdo
          • kielbie_we_lbie_30 Re: O Forum! 09.01.11, 19:34
            Dzis zjadlam sniadanie o 13 ale niezamierzenie. Mialam jakas kolke zoladkowa w nocy i nie moglam spac. Kupilam kod dostepu do TVP i patrzylam na jakies seriale. Zasnelam nad ranem...
            Cholera! Jak ja jutro wstane do roboty?
          • xurek Re: O Forum! 10.01.11, 17:09
            Ja uwazam, ze odmawiac nalezy, jezeli czlowiek czuje sie z tym lepiej, niz w stytuacji odwrotnej, obojetnie, czy powody sa dla innych zrozumiale czy nie. Sama tez sie nie obrazam, jezeli ktos mi czegos odmawia, aczkolwiek dzieje sie to bardzo rzadko, bo jak czlowiek sam sie zastanowi nad sytuacja i osobowoscia osoby, ktora chce o cos poprosic, to zazwyczaj a priori wie, czy ta osoba chetnie przytaknie czy tez raczej odmowi, wiec wiele odmow mozna wyeliminowac w przedbiegach. Nie przeszkadza mi rowniez, jezeli ktos nie przyjmie mojego zaproszenia badz nie ma ochoty sie spotkac, bo tez mi sie zdarza, wiec dlaczego nie mialo by sie zdarzac innym. Nie przeszkadza mi nawet, jezeli ktos odmowi mi pare razy, bo mialam umyslowe zacmienie i nie zauwazylam na czas, ze nie ma ochoty na znajomosc ze mna.
            Czego jednak bardzo nie lubie i mam za zle, to przytakiwanie, obiecywanie, umawianie sie a potem odmawianie z przyczyn „niepowaznych“ badz nieszczerych. Sama tak nie robie i niechetnie utrzymuje znajomosci z ludzimi, ktorzy takie zachowania maja w zwyczaju. Np. moja (dla mnie byla) przyjaciolka i chrzestna mojego syna, ktora wciaz na cos sie umawia, bo juz tak dawno sie nie widzialysmy i musimy sie spotkac albo strasznie sie stesknila i w ogole a potem w ostatnim momencie odmawia, bo cos tam czy ktos tam. Robi tak namietnie a wynika to z tego, ze wciaz planuje wiecej, niz jest w stanie badz ma ochote „przerobic“. Gdyby nie fakt, ze jest chrzestna Piranhii dawno zerwalabym te znajomosc. Raz wygarnelam jej tak, ze gdyby mnie ktos tak wygarnal, to juz nigdy bym do niego nie zadzwonila, a ona sie usmiechnela, powiedziala, ze mam sie nie denerwowac i zaproponowala nastepne spotkanie zaklinajac sie na moce wszelkie, ze napewno dojdzie ono do skutku. Doszklo i owszem, ale nastepne po nim juz znowu nie. Teraz zapowiedziala sie z dwojka dzieci na lunch a ja postanowilam ze nic nie bede przygotowywac. Jak przyjdzie, to zrobie jakies kanapki i juz. Albo sie zdziwie ze przyszla i powiem, ze na to nie liczylam :)

            Moja Achillesowa pieta to odmawianie rodzinie. Nie potrafie i juz. Na wiekszosc rodziym sama tez moge liczyc i sa calkiem ok, ale niestety mam rowniez "okropna rodzinna frakcjie". Rodzina wykorzystala i wystawila mnie do wiatru juz kilkanascie razy a ja za kazdym nastepnym popelniam ten sam blad i ogranizuje prace a potem mam z tego same klopoty, pozyczam kase a potem musze za nia biegac i sluchac, ze jestem malostkowa, bo w ogole ja chce z powrotem chociaz i tak mam wiecej, niz potrzebuje, lokuje u siebie a potem sie dowiaduje, ze sie ze mna mieszkac nie da, bo ciagle sie czepiam, ze balagan robia zamiast sama sprzatnac ze stolu, co zabralo by mi mniej czasu, nerwow, i korona z glowy by mi nie spadla. Szczytem jest jedna krewna, ktora bywajac u mnie „pozycza“ sobie moje ksiazki, bizuterie badz inne custam w ogole nie pytajac. A potem sie obraza, jak ja sie wkurze widzac moje rzeczy w jej mieszkaniu, no bo co to w koncu wiekliego sie stalo: ksiazke juz przeciez przeczytalam, bizuterii od dawna na mnie nie widziala no i przeciez ani ksiazki ani bizu od tego nie ubedzie, ze ona troche sobie to ponosi…..
            Po kazdej takiej akcji jestem na siebie wsciekla, wyzywam sie od debilek i tchorzy, postanawiam solennie ze juz nigdy tak sie nie dam wrobic i nastepnym razem znow nie odmawiam. Jezeli zapedza mnie w totalny kozi rog i jestem w sytuacji, ze naprawde mam dosyc i nie moge, to szczytem odwagi, na ktory mnie stac jest nieodbieranie telefonu i udawanie, ze sie zdematerializowalam :).

            A tak w ogole to zycze Forumowiczom spoznionego Szczesliwego Nowego. Poczytalam o snieznych zawiejach i zimowycho choinkach, ktore mnie w tym roku w duzej mierze ominely, bo zaraz po Swietach wybylismy na Fuerteventure i spedzili Sylwestra tanczac na roznych placykach malej miescinki bez plaszczow, swetrow czy nawet ponczoch. Taka opcja noworoczna odpowiada nam znacznie bardziej wiec postanowilismy, ze bedziemy co Sylwestra zdobywac inna kanaryjska wyspe przejadajac w ten sposob to, co (zdaniem mojej rodziny) powinnismy odlozyc...
              • xurek Re: O Forum! 10.01.11, 21:14
                tak, bylismy wszyscy na kanarach i wszyscy na Sylwestrze w miescie. Tylko co do muzyki trudno nam bylo znalezc wspolny placyk :). To co podobalo sie Pirahni, nieszczegolnie podobalo sie mnie. Zamiescilam kilka zdjec w mojej galerii na facebooku (tutaj wciaz jeszcze nie potrafie skopiowac :))
    • ewa553 o kurwa!!! (zam:)) 10.01.11, 19:11
      przeczytalam wlasnie w miejscowej prasie o trudnosciach zwiazanych z wydawaniem nowych paszportow i dowodow osobistych i zesztywnialam...Cos mi sie przypomnialo...Zajrzalam do moich "dokumentow podrozy": ich waznosc konczy sie 17.stycznia. O 10-tej rano otwiera fotograf, zaraz tam rano polece, nastepnie na komende..nie. do urzedu:))))
      Najgorsze ze za chwile wraca kolega z podrozy, wiec bede rano wygladala mocno nieswiezo..... I tak do zdjecia....pozwolcie jeszcze raz: o kurwa!!!!
      • pierdoklecja_prutka Re: 11.1.11 11.01.11, 12:44
        o kurwa. A co. Jak Ewa może to ja też mogę.

        Sajgon 8-[
        Dopiero wtorek a ja już jestem wykończona.

        Na dodatek jest kompletnie szaro, bo odwilż, śnieg się rozpuścił. Fuj.

        --
        wasza pierdo
        • ewa553 Re: 11.1.11 11.01.11, 14:12
          zaspalam. nie bylo czasu robuc fryzury, wiec przyklepalam, a raczej wzburzylam gelem. przeciez przez ostatnich 10 lat nikt mi na zdjecie w dowodzie czy paszporcie nie patrzyl,
          wiec niewazne jak bede przez nastepnych 10 lat wygladac. Moze zreszta nie pozyje tyle.
          Zrobilam zdjecie, polecialam do urzedu. Kolejka byla ogromna, a ja bylam o 12-tej umowiona
          w miescie. Postanowilam jutro zalatwiac paszport i pojechalam do miasta. Jak sie w centrum wbilam w ostatnia, jednokierunkowa ulice prowadzaca do "zamierzonego" parkingu, to mi
          z bocznej uliczki wyjechaly dwie straze pozarne, skrecajac w moja uliczke. Nie bylo to latwe, uliczka waska, a aut po bokach jak nie daj Boze we Francji. W koncu zablokowali uliczke doszczetnie, jakis dom sie pewnie w miedzaczesie spalil, a ja musialam wjechac w deptak
          nastepnie pod prad w jednokierunkowa ulice, aby wreszcie wyladowac w innym parkingu.
          To byl dopiero poczatek, niestety. Oszczedze Wam dalszych szczegolow, sama jestem wyczerpana. teraz to juz nawet nie mam sil rzucic mjensem (zam). ide zalegac kanape i kontynuowac Pociag osobowy Pacewicza.
          • xurek Re: 11.1.11 11.01.11, 18:49


            jeszcze godzina i bede sobie mogla wreszcie stad pojsc. boze, jaka ta praca dzisiaj nudna. i tak samo tutaj szaro buro i ponuro jak u wszstkich innych. zazdroszcze Basi kanapy z ksiazka: u mnie w programie powtarzanie materialu do klasowki z Pirahna a potem dopiero ewentualnie ksiazka, jezeli do tego czasu nie padne :)
        • jutka1 Re: 11.1.11 11.01.11, 18:49
          pierdoklecja_prutka napisała:

          > o kurwa. A co. Jak Ewa może to ja też mogę.
          >
          > Sajgon 8-[
          > Dopiero wtorek a ja już jestem wykończona.
          **************
          DITTO!

          DITTO!

          DITTO!

          8-[

          Jestem zmęczona, bolą mnie oczy, nic mi się nie chce.
          Sucz z zespołu doprowadza mnie do opadu rąk i cycków. Pardon.

          Lokator z mojego mieszkania opuścił Polskę pod osłoną nocy, nie płacąc ostatniego czynszu. QRV.

          A to dopiero wtorek... Ja chcę, żeby już był piątek. :-/

          I tyle pierduł

          Aha, data zaiste dzisiaj śliczna. :-)
          • xurek Re: 11.1.11 11.01.11, 19:37
            To naprawde wnerwiajace - czy da sie czynsz z niego jakos sciagnac? I czy mozesz wynajac mieszkanie ponownie, czy tez on nadal ma "prawa lokatora"? Mieszkanie to mniemam nie ZD tylko inna posiadlosc :)?
          • ewa553 Re: 11.1.11 11.01.11, 19:39
            po pierwsze pobieraj - jak wszyscy - czynsz na miesiac z gory. a wynajmujac mieszkanie
            bierz kaucje w wysokosci 2 czynszow na takie wlasnie wypadki lub zdemolowanie mieszkania.
            europejka, kurde, a nie wie!
            • jutka1 Re: 11.1.11 11.01.11, 20:09
              Pobierałam na miesiąc z góry, zwiał nie płacąc czynszu za styczeń (z którym był kilka dni spóźniony). Wyjechał też z pieniędzmi współlokatora, który nie ma na czynsz bo tamten mu zabrał pieniądze. Kaucję pobrałam, ale miała być na pomalowanie na nowo ścian, bo mi walnął (ten co zwiał) czekoladę w salonie i wściekły fiolet z kwiatowymi freskami w jednej z sypialni.

              Tak że Basieńko, nie ucz ojca dzieci robić, po prostu trafiłam na oszusta. :-(
              • pierdoklecja_prutka Re: 11.1.11 11.01.11, 20:50
                Poszłam w banku ustanowić dostęp do konta ojca na które mam upoważnienie. Bo sobie zablokował pieniądze na koncie i został bez kasy. W banku (w oddziale w którym to upoważnienie załatwialiśmy) powiedzieli, że nie mogą znaleźć. Ojca, jego kont, ani mojego upoważnienia. Za to znaleźli i zaczęli mnie międlić o jakieś konto które w latach '90 miałam z mamą. : [

                --
                wasza pierdo
                  • kan_z_oz Re: 11.1.11 12.01.11, 01:44
                    E, tam - raz to normalne. Tez mi sie kiedys przytafila para, ktora zwiala agentowi z zalegloscia za miesiac. Byle czesto sie nie zdarzalo...tfu, tfu.
                    Czekolade w salonie moze nastepny lubic...hihi, a fiolet w sypialni mozna dac pozwolenie aby nastepny sobie zmienil, jesli nie pasuje.

                    Kan
                    • ewa553 Re: 11.1.11 12.01.11, 08:33
                      co sie tak zaraz na mnie pienisz, Jutka? "Daruje" Ci, bos wkurzona sytuacja.
                      Teraz pozostaje jeszcze pytanie, jak szybko uda Ci sie pozbyc wspollokatora?
                      Chyba jednak musisz sprzedac to mieszkanie i przejesc pieniadze, bo to mniej wkurzajace:)))
                      • jutka1 Re: 11.1.11 12.01.11, 08:42
                        Wcale się nie pieniłam. OK, trochę mnie zirytowało, że potraktowałaś mnie jak idiotkę, która nie wie co robi, wynajmując mieszkanie. :-)
                        Coraz bardziej mi się podoba wizja sprzedaży tego w cholerę. Tylko rynek teraz jest do kitu.
                        • pierdoklecja_prutka Re: 11.1.11 12.01.11, 12:09
                          Pytko nie lubi jak się kto wymądrza, Ewciu. Nie dotyczy to Ciebie, ale wszystkich atlardż.A to tak trochę zabrzmiało mentorsko :)))

                          Rynek jaki jest, zależy od punktu widzenia. Czytałam artykuł, że akurat na mieszkania nieduże w tym momencie jest dobry. Mieszkania poszły deczko w górę, za to domy w dół. Ja to obserwuję, z wiadomych względów. Po prostu wystaw na sprzedaż, i się nastaw że sprzedasz korzystnie.


                          --
                          wasza pierdo
                          • ewa553 Re: 11.1.11 12.01.11, 12:44
                            nic nie napisala o kaucji, wiec ze zdziwieniem przyjelam do wiadomosci, ze w Polsce nie ma takiego zwyczaju:)))) U nas jest jeszcze jedna mozliwosc, ktorej ja padlam ofiara. Salvadorische Klausel. Znajomy chcial w poblizu wynajac mieszkanie, zalatwialam mu to.
                            Mialam absolutne zaufanie (dzis pytam sie zdziwiona, na jakiej podstawie?) i zeby nie musial placic kaucji, zareczylam za niego podpisujac wlasnie ta klausel, a ktora zobowiazywala mnie w razie czego do zaplaty dwoch czynszoiw w razie czego. No i "w razie czego nastapilo",
                            facet sie wyniosl i czynszu nie zaplacil. Mimo ze nie wyjechal, przeprowadzil sie pod solidny adres do narzeczonej, wynajemca sie nie fatygowal, tylko mnie poprosil do kasy. Moglam sie sadzic, ale facet okazal sie byc nieobliczalny, wiec ze strachu nic nie zrobilam....
                            • jutka1 Re: 11.1.11 12.01.11, 20:21
                              W Polsce rynek wynajmu jest regulowany prawnie (wynajmu legalnego, od którego odprowadza się podatki, ajk w moim przypadku), więc oczywiście jest kaucja. Tak oczywiste, że się o tym nie pisze bo po co. :-)
                              • chris-joe Re: 11.1.11 13.01.11, 03:33
                                Troche spokoju, panstwo szanowni.
                                Dziewczyna z Niemiec radzi/dopytuje dziewczynie z Polski/Francji na temat. A tego sluchaja sluchacze takze spoza PL/D/F. Z definicji. I sa ciekawi. Bo, np. w CA (nie mylic z Kalifornia), takie numery roznia sie z prowincji na prowincje (jako jednostki kanadyjskiego podzialu administracyjnego, by nie mylic nas z prowincjuszami, a juz na pewno nie z Prowansalczykami).
                                Wiec dziewczyna z pewnego landu niemieckiego ma prawo zadac pytanie/rade dziewczynie z pewnego arrondissement francuskiego, badz polskiego powiatu. I tony stanowcze i opryskliwe... oh, well.. kazdy miewa humory...

                                Tak radzi chlopak z prowincji kanadyjskiej, gdzie omawiane reguly sa inne i narodowo, i kontynentalnie, i miedzyoceanicznie.
                                • jutka1 Re: 11.1.11 13.01.11, 08:59
                                  To jest "uprzejmie radzi/dopytuje"?

                                  "ewa553 11.01.11, 19:39 Odpowiedz
                                  po pierwsze pobieraj - jak wszyscy - czynsz na miesiac z gory. a wynajmujac mieszkanie
                                  bierz kaucje w wysokosci 2 czynszow na takie wlasnie wypadki lub zdemolowanie mieszkania.
                                  europejka, kurde, a nie wie!"

                                  Sorry, SiDżej, ale nawet teraz czytając ten wpis odbieram go jako protekcjonalny, mentorski i niemiły. Mogłam się zirytować, i nie miało to nic wspólnego z "miewaniem humorów".

                                  Tyle ode mnie w tym temacie. Było, minęło, i miłego dnia życzę.
                                  • ewa553 Re: 11.1.11 13.01.11, 11:59
                                    Jutka, znamy sie wiele lat wiec bylam pewna ze sformulowanie "europejka, kurna, a nie wie"
                                    odczytasz wlasciwie, czyli jako zartobliwe stwierdzenie. Przykro mi, ze nie zrozumialas.
                                    Jestem przeszczesliwa ze postanowilas mi wybaczyc.
                      • maria421 Re: 11.1.11 12.01.11, 09:13
                        Pierwszy lokator mojego brata ( w mieszkaniu po naszej mamie), nie zaplacil dwoch czynszow po czym zwinal sie zabierajac ze soba pare roznych przedmiotow , jak zegar ze sciany, telefony itp., pozostawiajac po sobie wypalone dziury na tapicerce i ogolny syf.
                        Kiedy moj brat poslal mu wymowienie z powodu nieplaconych czynszow, ten sie spokojnie umowil na oddanie kluczy po czym w ostatnim momencie zadzwonil ze cos mu pilnego wypadlo i ze klucze zostawia w skrzynce pocztowej.
                        I slad po nim zaginal.

                      • kan_z_oz Re: 12.1.11 12.01.11, 09:13
                        Happy birthday to me...
                        Mielismy dzisiaj swietowac w restauracji czy gdzies, ale odwolalam. Jakos tak nastroj ogolnie lekko 'spicznial' przy powodzi w Brisbane. Wyglam przez okno i widze ciezkie deszczowe chmury przewalajace sie nad Sydney. Trudno sie oderwac jakos od deszczu i powodzi.
                        Brisbane czeka na glowna fale gdzies wczesnym ranem - z nimi cala Australia.
                        Ogladalam wlasnie jak znana restauracja "Oxley's" na pontanach na rzece zostala wciagnieta po most i przemilona w kupe zlomu...tfuj.
                        U nas koniec swiata.

                        Kan
                            • chris-joe Re: 12.1.11 12.01.11, 22:49
                              Tez sie przylaczam kanie.
                              I ze wspolczuciem patrze na australijskie zawieruchy.

                              W naszym zakatku tej zimy z kolei Nowej Anglii sie po raz kolejny dostaje, a nie -jak zwykle- nam. W koncu my mamy i plugi, i uszatki, i walonki, i miasto podziemne, zwarci i gotowi- a oni calkiem niezwyczajni. Tej zimy, poki co, ni jednej porzadnej sniezycy jeszcze nie uraczylismy i dopiero dzis temperatury spadly ledwo w okolice -20.
                              (Co mowiac, skopuje odnozami niemalowane drzewo...)
    • jutka1 Czwartek 13.01.11, 08:53
      Pogoda prawie wiosenna, ma być dziś 12-13 C.
      Dzień wypełniony po brzegi, ale do przerobienia. Odpukać.
      Układam sobie "klocki wyjazdowe", czyli następne cztery delegacje. Zaczynam już dostawać gęsiej skórki na hasła "lotnisko", "samolot", "różnica czasu". :-/

      No i tyle pierduł. Miłego dnia :-)
      • maria421 Re: Czwartek 13.01.11, 09:47
        Pada od wczoraj i jest okolo plus siedem. Poniewaz nie jestem zagrozona powodzia, wiec narzekac na to ze jest szaro, mokro i ponuro nie bede. Inni maja gorzej.
        • xurek Re: Czwartek 13.01.11, 11:48


          patrzac przez biurowe okno stwierdzam ponownie, ze pogoda w okolicach gorskich bywa czesto bardzo malownicza: gore okna wypelnia ciemnoszara balwaniasta chmura, nizej jest jasnoszara zwarta, nizej biala z niebieskimi wyrwami, pod nia niebieskie bezchmurne niebo z promieniami slonca jak na obrazkach, ktore kredkowalismy na religii a ponizej gory w kolorach bieli, czerni, szarosci i ciemnej zieleni. Robi wrazenie i nadaje sie na foto.

          Wczoraj bylismy na wywiadowce, na ktorej to Piranha dostal pierwsze swiadectwo z ocenami w swoim zyciu i nowej szkole jak rowniez czwarty z kolei "psychologiczny atest" trzeciego z kolei psychologa, do ktorych to szkola wysyla go z uporem zaiscie maniackim. Ze swiadectwa wynika, ze Piranha klasyfikuje sie na przejscie do klasy piatej i ma srednia ocen wystarczajaca na "realschule", czyli najnizszy szczebel szwajcarskich szkol srednich (potem juz jest tylko specjalna). W atescie Piranhe przekwalifikowano z "Hochbegabt" na " Höchstbegabt" i dodano nowe punkty wyjasniajace, dla czego "geniusz jest szkolnym matolem i nic za to nie moze" takie jak np. roznica wieku intelektualnego i emocjonalnego (wyliczona przez najnowszego pana psychologa na 20 lat!!!!) badz tez "stopien wychowawczej zdatnosci rodzicow" (zdalismy, ale nie za dobrze) albo "sukcesy motywacyjne szkoly i srodowiska" itd. W sumie dostalismy szesc gesto zapisanych stron, ktore ja skomentowalam jednym zdaniem mowiac dziecku, ze jezeli nadal zuzywalo bedzie cala te swoja yntelygencje na wymigiwanie sie od wysilku wszelkiego i mydlenie psychologom oczu, to ma duza szanse na bycie najyntelygentniejszym zamiataczem ulic w calym Szwajcu z certytyfikatem psychologicznym potwierdzajacym, ze to nie jego wina. No i zastanawiam sie, co by pan psycholog zrobil, gdyby mu wyszlo, ze jako rodzice Piranhiii jestesmy nieprzydatni. Cus mnie sie wydaje, ze tez na ten zgryz wpadl i dlageto mu wyszlo, ze sie jednak nadajemy :)
          • ewa553 Re: Czwartek 13.01.11, 12:02
            na pewno nie jest latwo byc rodzicem geniusza, a juz bycie geniuszem jest strasznie meczace - tak mysle. Pewnie juz opowiadalam, ale powtorze: wsrod znajomych mielismy taki przypadek, ze chlopak doslownie za uszy zostal dowleczony do matury, potem poszedl na chemie i okazal sie byc geniuszem w tej dziedzinie. Zrobil zawrotna kariere naukowa.
            Wiec moze to pocieszenie dla Ciebie, ze jeszcze tylko 7-8 lat do matury????
            • xurek matury? 14.01.11, 08:14
              Basiu, moze nieprecyzyjnie sie wyrazilam, ale swiadectwo Piranhii wystarcza na odpowiednik zawodowki a nie mature! Ale, "Dein Wort in Gottes Ohr" - moze mu sie jeszcze odmieni i zacznie cos robic :)?
              • ewa553 Re: matury? 14.01.11, 08:53
                ja tez sie nieprecyzyjnie wyrazilam: tego chlopaka tez posylali do "zawodowki" i trzeba bylo wielkiej walki zanim go do odpowiedniej szkoly przyjeli, a tam byla dalsza walka z roku na rok przeciaganie za uszy i te rzeczy. A wiec nie dajcie sie, walczcie, my wiemy przeciez jaki potencjal w Piranii siedzi!!! Kiedys bede mogla z duma opowiadac ze obserwowalam jego dokonania od dziecinstwa:)))))
                • xurek Re: matury? 14.01.11, 09:18
                  No to dla dodania materialu do opowiesci jeden z (wielu) wyczynow szkolnych Piranhii z ostatnich miesiecy.

                  Pirahna przyszedl ze szkoly bardzo zadowolony mowiac, ze byl test z gramatyki i ze on ma bardzo dobry „feeling“, ze dostanie z testu 6 (skala ocen od 1 do 6). Troche o tescie rozmawialismy i Piranha powiedzial, ze bylo latwe, ze wszystko wiedzial i ze nawet masa czasu mu zostala.

                  Po tygodniu obuzony przynosni wyniki: dostal 2,3!!!!. Wrzeszczy: przeciez prawie wszystko mialem dobrze! To niesprawiedliwe! Kilka dni pozniej test przychodzi do podpisu: jest na nim owa dwoja i komentarz pani nauczycielki „S, ich verstehe nicht, wieso Du mitten im Test aufgehört hast, Du hast Dir eine grosse Chance verbaut!“. Patrze na test: w nim jest piec sekcji, w kazdej 10 czasownikow w bezokoliczniku plus podana forma, w ktorej nalezy je odmienic i wpisac. W pierwszej sekcji wszystkie rozwiazane sa dobrze, w drugiej tez, ale jeden ma ortograficzny blad. Sekcje 3,4 i 5 sa puste. Gapie sie jak sroka w gnat, czytam komentarz jeszcze raz, pytam dziecko, czy mialo za malo czasu a Piranha ze nie, czasu mial az za duzo i ze przeciez widze, ze wszytsko ma dobrze! Ja zaczynam wrzeszczec ze jakie dobrze, ze przeciez on nic tam nie wpisal! Pirana na to, ze mam sie DOBRZE przyjrzec tym zadaniom. Przygladam sie, nic nie odkrywam, Piranha przewraca oczami i mowi, ze przeciez kazdy glupi widzi, ze w tych trzech nastepnych jest dokaldnie to samo co w tych dwoch: te same czasy i nawet czasowniki sie czesto powtarzaja, wiec skoro on w dwoch UDOWODNIL, ze to umie, to po co ma w trzech nastepnych udowadniac cos, co juz udowodnione zostalo? Pani przeciez wyraznie powiedziala, ze ten test to SPRAWDZIAN, czy oni umieja odmieniac i z jego sprawdzianu wynika, ze on umie bardzo dobrze, wiec nalezy mu sie szesc. Mnie opada szczeka, rece, nogi i cycki i tlumacze, ze nie ma racji, bo przeciez w tych nastepnych trzech mogl wszystko poodmieniac zle i wtedy konkluzja ze sprawdzianu bylaby zupelnie inna. Piranha patrzy na mnie z wielkim zdziwieniem i pyta, czy ja naprawde uwazam taki scenariusz za PRAWDOPODOBNY???? Czy mnie sie naprawde wydaje LOGICZNE, ze ktos rozwiaze dwie sekcje bezblednie a do trzeciej, w ktorej jest dokladnie to samo, bedzie robil same bledy????

                  Ja w walce z ta „zelazna logika“ powoli sie wykanczam i nie wiem, czy starczy mi sil „do matury“
                    • xurek Re: matury? 14.01.11, 09:39
                      nieee, nie pojde do pani, bo i tak juz tam jestem wystarczajaco czesto :). Co do pouczania i wymadrzania: cus mam wrazenie ze znakomita wiekszosc mojego otoczenia (lacznie ze mna) wciaz sie "wymadrza" uwazajac to za konwersacje, wiec zupelnie mi nie robi :). Kazdy ma inna Achillesowa piete i ta akurat moja nie jest :).
                • ewa553 Re: matury? 14.01.11, 09:27
                  rany boskie, wlasnie oprzytomnialam i pomyslalam, ze moj wpis mozesz uznac za wymadrzanie sie i pouczanie!!! Mam nadzieje ze tak nie jest, to po prostu "robienie konwersacji" jak moj kolega mawial.
                  • maria421 Re: matury? 14.01.11, 09:58
                    No to ja sie wymadrze jako matka-Polka ze stazem, chociaz nie powiem nic nowego czego by Xurek nie wiedzial.

                    Szkola to oprocz instytucji gdzie sie nabywa nauke i dostaje swiadectwo, jest rowniez miejscem socjalizacji dzieci i mlodziezy. Zawodowka nie zablokuje Piranhi dalszego ksztalcenia, zrobienia matury czy skonczenia studiow, ale moze go , w jego bardzo delikatnym wieku dojrzewania, poddac bardzo roznym wplywom kolegow ktorzy maja polowe IQ Piranhi ale za to talent do innych rzeczy.

                    Piranha jest bystry, jest indywidualista, ale musi zrozumiec ze dla wlasnego dobra musi sie podporzadkowac wymaganiom szkoly, czyli jezeli wszystkie dzieci (rowniez te ktore dostaly szostke z tekstu) wypelniaja caly tekst, to on tez musi.

                    On mi troche przypomina starsza wnuczke mojego brata, niedlugo 9 letnia, ktora tez trzeba sprowadzac na ziemie, bo dla niej wszystko jest "laaaatwe" wiec "nuuudne", bo ona przeciez juz wszystko dobrze wie i nie musi robic tego co inni robia.
                    • xurek Re: matury? 14.01.11, 10:10
                      zupelnie sie zgadzam Mario i co najbardziej mnie w owej zawodowce przeraza, to "pozostala klientela" owej. Wydaje mi sie, ze Piranha bardzo podatny jest na wiele negatywnych wplywow, wiec do "panstwowej zawodowki" pojedzie "po moim trupie". Moj plan jest taki, ze jezeli Piranha do konca piatej klasy nie zrozumie "koniecznosci robienia rzeczy nielogicznych bo system tego wymaga" to w szostej pojdzie do prywatnej podstawowki z internatem, ktora wyczailam: wstaja o szostej rano, ida spac o 22-giej, w miedzyczasie jest tylko nauka, praca i sport, nie ma telewizji, nie ma gier, nie ma wyjsc do miasta a za grube wykroczenie skreslany jest weekend u rodzicow. Serce mi sie kroi na sama mysl, ale jezelie nie damy sobie rady, to ten internat jest z pewnoscia lepsza alternatywa niz "asocjalna zawodowka".

                      A sytstem swoja droga z jedenej strony wymaga rygorystycznego wpasowania sie a z drugiej wysyla tych niedopasowanych do psychologow dajacych im tysiace "alibis" w postaci wyjasnien, dlaczego sa jacy sa i sie dopasowac po prostu nie moga miast raz potrzasnac, postawic w kacie, kazac wymyc toalety badz posprzatac szkolne podworko. Tomy o szkolnej niekonsekwencji i bezladzie pisac by mozna. Jak Piranha ze szkoly wyrosnie i ja nie bede musiala juz sie z nia borykac, to napisze o niej ksiazke :)
                      • ewa553 Re: matury? 14.01.11, 10:14
                        tylko zaloz juz teraz archiwum z wszystkim o P. Znam taka co wiele na forach pisala, a jak chciala cos z tego sklecic, to biedula niczego nie znalazla:((((
                      • maria421 Re: matury? 14.01.11, 10:21
                        Swietny pomysl z tym prywatnym internatem, Xurku!

                        I zupelnie sie zgadzam z Twoimi uwagami na temat systemu ktory kaleczy dzieci nadmiernie je rozpieszczajac i jednoczesnie spodziewajac sie ze dziecko samo z siebie bedzie zdyscyplinowane.
                      • kielbie_we_lbie_30 Internat? 14.01.11, 10:35
                        Xurek, ze wzgledu na nasza wspolna "niesympatie" staram sie nie pisac do Ciebie ale tym pomyslem mnie zbulwersowalas.
                        Rozumiem ze czasem przychodza rozne mysli gdy sie ma problemy z dzieckiem ale ten pomysl jest naprawde niezbyt dobry. Naprawde! Nie radze. Taki internat go nie zlamie a raczej moze wypaczyc. Albo jeszcze bardziej hardy sie stanie. On tego nie zrozumie a bedzie mial zal do Was cale zycie. Ma zbyt silna osobowosc na internat.
                        On jest jeszcze tylko dzieckiem.
                        • xurek Re: Internat? 14.01.11, 10:44
                          no to co innego mamy zrobic? Szkola z jednej strony wyslala go do tych psychologow, ktorzy zgodnie twierdza, ze jego problem polega na roznicy miedzy emocjonalnym i intelektualnym rozwojem i ze w wieku nastoletnim to sie wyrowna a do tego czasu nalezy go "kierowac malymi krokami i nie naciskac" i ze powinien isc ze wzgledu na swoj "intelektualny profil" do liceum, bo w "gorszej" szkole bedzie sie jeszcze bardziej nidzil, mniej robil i gorzej zachowywal. Z drugiej strony szkola upiea sie przy tym, ze pojdzie to takiej szkoly sredniej, na jaka wystarczaja jego oceny, niezaleznie od tego, co psycholog mowi. A to na dzien dzisiejszy jest zawodowka. Nie wiem jak takie zawodowki wygladaja u was, ale u nas jest to "przedsionek do kryminalu". Jak sie kolo takiej szkoly przejdziesz w poludnie, to juz czujesz sie zagrozona (naprawde nie przesadzam). Ja boje sie go poslac do takiej szkoly, z jednej strony boje sie o niego z drugie o to, kim on sie w takim towarzystwie stanie. Wiec co mam zrobic, zeby go od takiej szkoly uratowac, jezeli on nadal nie bedzie gotowy lepiej sie uczyc? Masz jakis pomysl (pytam powaznie?)
                          • fedorczyk4 Re: Internat? 14.01.11, 11:02
                            Xur, przerabiałam to z obydwoma synami. Starszy miał iść do zawodóki z automatu, czyli takiej która wynikała ze stopni. A stopnie miała takie że padło na budowlankę. Le Mąż powściągnął moja histerię i znalazł dla niego prywatne szkołę prowadzoną przez organizację która zwie sie La fondation des orphelins apprentis d'Auteuil, która ma szkoły z internatami i proponuje naukę na różnych poziomach i różnych kierunkach. Mają bardzo "ludzkie" podejście do indywidualności poszczególnych gości i uczęszczanie do szkoły całkiem całkowicie nie wyklucza matury zawodowej która otwiera jak każda inna, drogę na studia wyższe. Mój syn tam się nie sprawdził, ale kilku jego kolegów z klasy owszem i po 2 latach w zawodówce, zaczeło technika, zrobiło matury i poszło na studia. Syn natomiast doszedł do siebie i matury wyjatkowo pokrętną i skomplkowaną drogą
                            Drugi syn został przez mojego męża arbitralnie i wbrew mnie, wysłany do internatu we Francji (kiedy już jako rodzina wróciłiśmy do Polski) i to system internatowy tym razem nie sprawdził się, a Synuś pogrążył w maraźmie i poczuciu porażki. Pojechał do internatu (zaliczył 3 różne) jako 14 latek, wrócił do domu jako 20 latek i mogę spokojnie powiedzieć że ma ten czas wyjęty z życiorysu. Dopiero teraz wraca do siebie psychicznie i zaczyna dostrzegać własne możliwości intelektualne oraz luki w wykształceniu które sobie zafundował.
                            Na Twoim miejscu szukałabym od strony szkolnictwa alternatywnego, które zajmuje się dziećmi nadmiernie inteligentnymi z drobnym niedopasowaniem do schematu. Muszą takie istnieć i psychologowie powinni je znać.
                          • kielbie_we_lbie_30 Re: Internat? 14.01.11, 11:06
                            Rozumiem ze pytasz powaznie. To jest naprawde duzy problem dla kazdego rodzica.
                            Tutaj jest system inny, na szczescie. Trudniej sie dostac do szkoly fryzjerskiej niz na najtrudniejszy program på ktorym ma sie wejscie na kazdy kierunek studiow.
                            Trudno mi cokolwiek radzic. Nie jestem ani psychologiem ani pedagogiem.
                            Psycholodzy maja racje. Chlopak jest inteligentny i potrzebuje wyzwania bardziej niz zmuszania. Musisz po prostu wpasc na jakas metode aby go zmotywowac aby przynajmniej przepchnac go do tej "intelektualnej" szkoly. Albo walczyc ze szkola.
                            Wiem napewno ze taki internat nie pomoze a stracisz jedynie kontrole.
                            Moj mlodszy tez jest takim silnym charakterem i nie wyobrazam sobie aby go do czegos zmusic...wszelkie proby zmuszania konczyly sie totalnym fiaskiem i raczej wieksza buta i protestem.
                            Dziwie sie ze szkola ma takie podejscie. O ile wiedza ze ma intelektualne mozliwosci to nie powinni mu zamykac drogi. Walcz Xurek!
                            • ewa553 Re: Internat? 14.01.11, 11:32
                              jako osoba absolutnie bez doswiadczenia wyobrazam sobie, ze sa prywatne szkoly, ktorym na uczniach naprawde zalezy, a wiec nie beda go od razu wysylac do zawodowki.
                              Jadac do centrum przejezdzam kolo takiej szkoly z "gorszymi" uczniami. A poniewaz jest to skrzyzowanie i czesto czerwone swiatlo, wiec moge tych mlodych obserwowac. Dlugi czas myslalam, ze to szkola specjalna....Dopiero kolezanki nauczycielki mnie uswiadomily. Nie wyobrazam sobie w takiej szkole normalnego, inteligentnego dziecka.
                            • kielbie_we_lbie_30 Re: Internat? 14.01.11, 11:48
                              Myslalam o tym podczas lunczu...
                              Kiedys w Polsce bralo sie po prostu studentow do pomocy. Tzw korepetycje nie zawsze mialy na celu wytlumaczyc ale byl to sposob na lenistwo, wygodnictwo.
                              Nie wiem czy to mozliwe w Szwajcarii ale wyobraz sobie jakiegos nastoletniego chlopaka ktory spedza troche czasu z pirania, ktory jest troche bohaterem. Gra z nim zarowno gre komputerowa i przerabia z nim lekcje....
                              • maria421 Re: Internat? 14.01.11, 13:03
                                Nie straszcie internatem bo internat internatowi nie rowny.

                                Jakby nie bylo najlepsze angielskie szkoly to sa szkoly z internatem i strasznie wysokim czesnym i ludzie poczytuja sobie za zaszczyt ze moga tam dzieci umiescic a absolwenci poczytuja sobie za zaszczyt ze skonczyly wlasnie taka szkole a nie inna.
                                Bardzo bogaci Niemcy ktorym niemieckim system szkolnictwa nie odpowiada, umieszczaja wlasne dzieci najchetniej w angielskich szkolach z internatami, bo te niemieckie internaty tez sa zbyt "alternatywne".

                                Mam znajomych ktorzy oboje byli w Atlantic College i ten czas kiedy musieli wstawac o 6 rano i zaliczac basen przed lekcjami, a program mieli wypelniony do wieczora bardzo dobrze wspominaja.

                                Ja wierze ze Xurek sam potrafi ocenic wybrany internat.

                                Co jest jeszcze wazne to odpowiednie ustawienie Piranhi. Jezeli bedzie straszony ze jak sie nie wezmie w garsc to skonczy w zawodowce, to - jezeliby mial naprawde wyladowac w zawodowce ,bedzie traktowal ja jako wlasna kleske. Podobnie z internatem, on nie moze tego traktowac jako kolonii karnej, tylko jako szanse, wyroznienie.
          • kan_z_oz Re: Czwartek 13.01.11, 13:00
            Dziekuje za zyczenia. Na chwile pokoj wypelnil sie goscmi urodzinowymi, czyli Waszymi osobami...haha
            Dzisiaj bieganie od rana...no prawie, od rana.
            Na shoppingu tlumy - o rany boskie. Czegos takiego jeszcze nie widzialam. Trwaja oczywiscie szkolne wakacje ale domyslam sie, ze kto Queenslanderzy zjachali do rodzin/krewnych/znajomych blizszych lub dalszych.

            Brisbane jest praktycznie dalej unieruchomione...w centrum cbd niemalze nic nie operuje. Mosty sa otwierane i zamykane w zaleznosci od przeplywajacych smieci zagrazajacych ich naruszeniem. Spore czesci miasta sa bez pradu, inne sa odciete zalanymi drogami od innych.

            Nie dziwie sie, ze kto mogl, kupil bilet i przylecial m.in do Sydney. Przeciez czesc nie ma gdzie mieszkac, a inna czesc gdzie pracowac...
            Dobre wiadomosci - woda zaczyna opadac.
            Sprzatanie zajmie chyba 2 lata...

            Kan
    • ewa553 Jak Wam sie podoba? 13.01.11, 15:13
      moj "Prof" z lekcji wloskiego, nagral nowa CD. Posluchajcie. Akurat ta jedna piosenka mniej mi sie podoba, ale akurat ta prezentowali w TV, skad to nagranie pochodzi. Ale niezaleznie od piosenki: oblednie erotyczny glos......

      Auftritt im RNF

      www.youtube.com/watch?v=Gz-O8jB8MGk




        • ewa553 Re: Jak Wam sie podoba? 13.01.11, 17:16
          Nie Marysiu, Domenico (Rubino) muzyke skomponowal sam, do wszystkich utworow na CD. I sam slowa napisal. Cholernie zdolny facet. Multitalent. Sycylijczyk, urodzony we Francji wychowany w Niemczech.
            • ewa553 Re: Jak Wam sie podoba? 13.01.11, 22:00
              slusznie zauwazylas, ze jestem kochliwa, ale to mi nie grozi. facet jest naprawde mlody w stosunku do mnie. ale nie uwierzysz jaki jest mily, dowcipny i nawet - bo taki zdolny, mowi pare slow po polsku. Ma bowiem wielu polskich znajomych. Nie wiem czy wspomnialam, dlaczego jestem z nim nagle znowu w kontakcie. Otoz psipsiola ktora ze mna ten kurs robila, ma urodziny. Wiec jej kupilam jego nowa CD i napisalam do niego maila, czy zechcialby w prezencie tej psipsiole dac autogramm na krazku. Natychmiast sie zgodzil, jestesmy w poniedzialek umowieni. Ale co bylo fajne, na mojego maila odpisal po polsku robiac niewiele bledow. Lubie takich ludzi.
              A pilot od wielu miesiecy zastapiony innym modelem:))))
              • xurek Re: Jak Wam sie podoba? 13.01.11, 22:13
                a nowy model jakie ma zalety :)? Opisz prosze nieco bardziej detalicznie. Youtuba wlaczyc nie moge, bo pan od computera sknocil dzwiek jak podlaczal na zyczenie meza jakas tania telefonie i teraz czekamy az przyjdzie i naprawi, bo computerowe osly jestesmy.
                • fedorczyk4 Re: Jak Wam sie podoba? 14.01.11, 00:41
                  No proszę bardzo, ale u Ciebie Ewa, dziejesię (ort zam):-)
                  Kochliwość piękną rzeczą jest!! Bardzo bym chciała się zakochać, ale tylko teoretycznie, bo jako racjonalistka wiem czym to się zawsze u mnie kończy:-( Strasznym katzem.
                  Odbyłam dzisiaj ostre ukulturalnianie czyli Trojan Berioza i było bosko, tylko od pewnego momentu musiałam zamknąć oczy, bo nadmiar środków techniczo/inscenizacyjnych nadto mnie rozrpraszał i zagłuszał mi muzykę. A byla warta grzechu, bo orkiestra była poprowadzona z prawdziwą maestrią i (zwłaszcza partie damskie) zaśpiewane były konkursowo! A ponieważ nie pojechałam swoim samochodem to w przerwach strzeliłam sobie kielona (a były dwie jako, że całość trwała 4 i pół godziny) i po wszystkim poszłam na wizytację do pracy Syna Średniego i zostałam uraczona rewelacyjnym winem. Na dodatek miałam komplet doznań skrajnych, bo w tej eleganckiej knajpie trafiłam na uroczy moment w którym kompletnie urąbany gość zglebował i rozwalił sobie dokumentnie łeb. Nawet się nie dziwię, bo według obsługi obalili w czterch sześc flaszek wódki. Fajnie było, krew się lała, obsługa panikowała, a ja jako siostra Czerwonego Krzyża ( mam nawet papiery na to) pokierowałam akcją ratunkową. A Synuś, dobre dziecko, powiedział mi - Mamusiu jak ty ślicznie wyglądasz- Tak więc idę spać syta wszystkiego. Doznań artystycznych, towarzyskich, i dowarościowana pod każdym względem;-)
                  • maria421 Re: Jak Wam sie podoba? 14.01.11, 09:38
                    Widzialam w polskiej TV migawki z "Trojan" Berlioza, strasznie futurystycznie to wygladalo, ale poniewaz dziela nie znam to nie wiem czy to moglo wspolmoc muzyke czy jej zaszkodzic.
                    Ty jak uwazasz?

                    W kazdym razie wczoraj mialas najpierw cyrk a potem opere :)
                    • ewa553 Re: Jak Wam sie podoba? 14.01.11, 09:43
                      ta nowoczesna scenografia powoduje, ze nie lubie chodzic na opery, ktore kiedys uwielbialam. Nie lubie faraona w garniturze itd. To juz lepiej posluchac muzyki z zamknietymi oczami (oczyma?). Fedoro, jak bede znowu w Wawie to musisz mi koniecznie zdradzic gdzie urzeduje Syn Sredni!
                        • xurek pytanie podatkowe 14.01.11, 09:53
                          musze na "szybko i powierzchownie" wyliczyc obciazenie podatkowe na ewentualnym przyszlosciowym polu campingowym. Cz ktoras z was moze mi podac jakas linke, gdzie zgromadzone sa stopy podatkowe? Ja nic sensownego nie umiem na polskich stronach znalezc...
                          • xurek jezusiemaryjoswieta! 14.01.11, 10:29
                            znalazlam podatek dochodowy od zarowno osob prywatnych jak i prawnych (czyli firm?):

                            do 37'000 PZL rocznie 16%
                            od 37 do 74'000 PLZ rocznie 16% do 37 i 30% od reszty
                            od 74'000 w gore 40%!!!!!

                            Czy to sa aktualne dane? (dla porownania najwyzsza stopa podatkowa w moim kantonie zaczynajaca sie od 250'000 CHF wynosi 20%!!!!).

                            Prosze, jezeli ktos wie, to potwierdzcie mi te (deprymujace) informacje!
                        • ewa553 Re: a opis narzeczonego gdzie :)? nxtx 14.01.11, 10:12
                          nic o nim nie bedzie:))) Jestesmy od wrzesnia razem i mam nadzieje ze tak zostanie jak najdluzej, ze to bedzie moj ostatni "narzeczony". Moze tym razem mam szczescie? Bo jak do tej pory to jak u Fedory, po kazdym zostaje kac.
                          Powiem tylko tyle, ze w niesamowity sposob przypomina mi mojegop meza, ma ta sama sylwetke. Z wad moge wymienic wiele, ale powiem tylko ze trudno z nim powaznie rozmawiac, ciagle ma glupie pomysly ktore mnie doprowadzaja do smiechu. To dobrze, nie lubie nudziarzy. A wiec wada czy nie? Sama nie wiem.
                      • fedorczyk4 Re: Jak Wam sie podoba? 14.01.11, 10:45
                        Ja nie mam specjalnych "ansów" do faraona w garniturze, ale w tym konkretnym przypadku dostawałam oczopląsu i miałam wrażenie że małpie dali lusterko. Zresztą trudno jest teraz trafić na operę wystawiana w "klasyczny" sposób, a ja za bardzo lubię żeby rezygnować. Wszystko zależy od tego czy reżyser zaszaleje całkiem zapominając co wystawia, czy nie. Tu jakoś dziwnie było, ale muzyce nie zaszkodziło bo nie reżyser o jej jakości decydował a dyrygent który był rewelacyjny.
                        Oczywiście, że jak przyjedziesz to nie tylko wyjawię, ale i Cię zaproszę do Synusiów. Będzie mi bardzo miło:-))))

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka