Pomorze w lutym

15.02.11, 19:13
Na wstepie i przede wszstkim pozdrawiam Bluesa z jej rodzinnego miasta i CJ-ta, ktory umozliwil moj pierwszy ilustrowany reportarz na forumie:

https://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/if/vi/crb4/nlboOo3BqgDy1y09sX.jpg

Dla Bluesa mam jeszcze zwierzaki. Nie dysponuje co prawda jak Fedo czy Luiza futrzakami, zdobylam za to Gdanskie (a raczej Sopockie) pierzaki i Piranhe wlasnej produkcji :):

https://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/if/vi/crb4/uM6EwvW13tvXuoUHRX.jpg

A tera sprawozdanie z krainy nieodleglej i niecieplej, ale czasem rownie egzotycznej co Afryki, Japonie czy tez inne Brazylie:
Czesc Nr 1: Lot
Z Zurychu do Wa-wy dolecielismy bezproblemowo i w miare bezturbulencyjnie. Pogoda byla az po Sudety rewelacyjna, wiec malownicze Alpy w pelnej snieznej krasie. A nad Sudetami chmury i wielka dziura nad jedna wielka gora, naprawde piekne. Chmury nad Wa-wa byly klebisto szaro bure a pod nimi takowaz pogoda. Troche sie szwendalismy, ogaldalismy, w sume relaks w oczekiwaniu na podrozy czesc dalsza.
W poniedzialek zas, ten sam zreszta w ktory to Doroty swietowaly, Pyton raczyl je swiatowymi anegdotami a Fedo widokiem cmokajacych w jej mankiet promimencji, udalismy sie na lotnisko w celu odbycia reszty podrozy do Gdanska.
I tutaj przerywajac reportarzu nurt glowny pragne zlozyc spoznione zyczenia Dorocie Znanej i Dorocie NIeznanej zalaczajac bukiet kwiatow rowniez Gdanksich, sfotografowanych na tamtejszej... wystawie tulipanow :).

https://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/if/vi/crb4/sPCh3qiypVOZliQbaX.jpg

No wiec zrelaksowani, powolnym krokiem i niczego nie przeczwajac przeszlismy przez kontrole paszportow, toreb i paskow od spodni do czesci lotniska prowadzacej do gates. Nr. gate nie sprawdzilismy, bo po co, skoro mielismy juz boarding cards wystawione w Zurychu z podaniem nr. owej. Dopiero po kontroli sprawdzilismy na tablicy lotow, czy aby na pewno sie zgadza. No i zgadzalo sie, z drobna poprawka, ze lot odwolany. Od razu przyspieszyly mi sie kroki, puls i oddech. Pan mundurowy zapytany co tera powiedzial, ze trzeba bylo patrzec zanim sie tutaj wlazlo i ze tera to on nie wie, ale biuro LOT-u napewno wie. Gdzie jest, to on tez nie wie. Na tym zakonczyl, odwrocil sie ostentacyjnie szerokimi plecami i zajal obserwacja otoczenia. Wpadlam na genialny pomysl, by poszukac innego lotu LOTu i zapytac pan sprawdzajacych boarding cards gdzie to ich biuro, co to wszstko wie, sie miesci. Panie wiedzialy: nalezalo wylezc z powrotem i udac sie do oddzialu reklamacj bagazow (nie, nie dowiedzialam sie, dlaczego wlasnie tam) i tam zapytac, kiedy i czym dostaniemy sie do Gdanska. Pani uspokoila nas, ze napewno czyms i kiedys polecimy i zaniepokoila mowiac, ze ten mudnurowy musi nas teraz odpowiednio naprowadzic i wypuscic.
Mundurowy, aczkolwiek niechetnie i naburmuszenie, ale doprowadzil nas tam, gdzie trzeba. Tam paniom w biurze wyjasnilam, o co chodzi, one gdzies zadzwonily, dziwnie na mnie popatrzyly, zawowaly pana, ktory pewnie byl ich kierownikiem, poszeptaly cos miedzy soba, usiechnely sie (moim zdaniem) z poblazaniem, po czym jedna podeszla i (moim zdaniem) impertynenckim tonem wyjasnila mi, ze ona nie wie, o co mi chodzi, bo ow lot planowo odleci i niepotrzebne to cale zamieszanie. Zbaranialam, oslupialam, wybakalam glupawo, czy aby napewno jest pewna, na co pani (moim zdaniem) jeszcze bardziej poblazliwie i impertynencko odpowiedziala, ze jezeli jej nie wierze, to mam spojrzec na tablice odlotow. A tam, prosze panstwa, odwolanie odwolane czyli wzmianki wszelkiej brak.
I tutaj niby historia moglaby sie pozytywnie zakonczyc, ale dla mnie to ona dopiero sie zaczela. Bladzac opetanym wzrokiem miedzy pania i tablica czulam jak tornado uczuc i mysli klebi sie w moich trzewiach i zwojach podszeptujac mi “Xur, nie z Toba takie numery”. Moi panowie chyba tez wyczuli zblizajace sie trzesienie ziemi, bo usilowali mi wmowic, ze w sumie to niewazne, czy na tablicy ten lot byl odwolany czy tez nam sie to tylko przywidzialo: wazne, ze lecimy, wiec powinnismy udac sie do ponownej kontroli butow i zegarkow i zapomniec o tej calej drace. I w tym momencie Bog jeden (a moze Szatan jeden?) raczy wiedziec dlaczego, wpadlam w amok jakowys. Odwracajac sie do poblazliwej pani powiedzialam, iz nie pozwole robic z siebie idiotki i nie zamierzam opuscic tego lokalu, dopoki ona nie przyzna, ze na tablicy lot byl przedtem odwolany i mnie za przezyte turbulencje nie przeprosi miast sie durnie usmiechac i mnie insynuowac, iz sobie cus wyimaginowalam. Barani stupor i syndrom rozdziawionej geby przeszedl teraz na nia lacznie z glupawym bakaniem, ze ona nie rozumie i ze przeciez wyjasnione i ze prosze sie uspokoic i ze nic sie nie stalo. No to ja zaczelam wrzeszczec, ze jak sie nic nie stalo, stalo sie oczywiscie i to z ich winy i ja mam swiadkow nie tylko w postaci rodziny ale rowniez mrukliwego mundurowego, ktorego natychmiast maja znalezc coby potwierdzil, ze lot na tablicy BYL odwolany. W miedzyczasie przybiegl pan (domniemany) kierownik pytajac pania, o co chodzi a maz rowniez zbaranialy pytal mnie o to samo. To zadziwiajace pytanie zbilo mnie z tropu i wybilo z huraganowego rytmu i zupelnie zbaraniala zapytalam sama siebie, czemu ja sie tak wsciekam i co chce osiagnac.
Moj napad (no wlasnie, czego?) zaniepokoil chyba pana kierownika, ktory zlapal za sluchawke i gdzies zadzwonil po czym przemiawiajac do mnie slodko jak do niebezpiecznego wariata wyjasnil mi, ze i owszem lot byl odwolany , ale nie ten moj. Bo te loty do Gdanska to taka trojca w jednem, czyli Lufthansa + LOT + Swiss = Star Alliance w jednym samolocie i odwolano tylko Lufthanse a Swiss i LOT dalej tym samolotem leca a tablicy sie pomerdalo, bo na loty trojcy nie jest przygotowana. Popatrzylam z satysfakcja na pania (moim zdaniem) impertynencka, zarzucilam do tylu wlos, zadarlam nos i zadowolna, iz udowodnilam co udowidnic chcialam udalam sie do kontroli plaszczy i komorek.
Jak juz siedzielismy w samolocie popijajac herbatke maz niesmialo zapytal, czy moge mu wyjasnic a) o co sie tak wscieklam i b) dlaczego odwolali jeden lot a dwa inne nie skoro wszstkie leca tym samamy samolotem i dlaczego w ogole sa to trzy loty w jednym miast jednego w jednym. Po dlugim zastanowieniu trwajcym do konca kubka herbaty stwierdzilam, iz nie umiem odpowiedziec na ani jedno z tych pytan.
    • chris-joe Re: Pomorze w lutym 15.02.11, 21:21
      Wkleja ci sie swietnie, xur. (Alez drobiazg! :)
      I foty odlotowe. Pytanie natychmiastowe: ta laska na Dlugim Targu, to ty?! Jesli tak, to wygladasz swietnie! (Nie ma za co.)

      Co do sedna: tez mam taka chorobe, ze jak mnie w konia robia, to zwykle nie popuszcze, takze na lotniskach... Ale to naprawde niebiezpieczna choroba. Lepiej ministra zbesztac na miescie, niz janitora na lotnisku...

      Tak podpadlem juz na CharlesDeGaullu babsku, co mi wmawialo, ze nie jest w bramce X do Londynu, mimo ze tablice oglosily, ze ona jest wlasnie X, a co gorzej, wlasnie wywiesili jej pod pasem tabliczke X, czego nie zauwazyla drapiac sie pod pacha. A ze tlum pasazerow do Londynu biegal w panice od bramki do bramki w poszukiwaniu Londynu, kazalem jej sie wyczolgac ze stanowiska i tabliczke zlustrowac.
      Po odpraweniu wiec wreszcie londynskich pasazerow, babsko jadowite i ponizone w swym majestacie pokwapilo sie do bezpieczniakow niuchajacyh bagaz podreczny i wskazalo na mnie zza szyby paluchem judaszowym arcybezpieczniakowi i oni przetrzebili mnie, jak sie patrzy...

      Podobnie stroilem bezczelne fochy, gdy raz wracajac solo z Urugwaju do Brazylii ustawilem sie w imigrze w kolejce dla Brazylijczykow Z WINY LOTNISKA, bo kierunkowskazy umiescili na wysokosci pasa w gestej cizbie i tylko po portugalsku. Sukinsyny mierzyly mnie wzrokiem w nie mojej cizbie przez calych 30 minut, odczekali az do nich dotre i tam mnie z usmiechem wrednym i zlosliwym odeslali na koniec innej cizby. Gdy znow odstalem swoje i stanalem przed tymi samymi drabami, i gdy usilowalem wyjasnic po angielsku przyczyny mojej pomylki, odparli ze tu jest Brazylia i sie mowi po portugalsku!!! Z moim polskim paszportem w lapach (do BR wjezdzam jako Polak, bo jako Kanadyjczyk musialbym bulic za wize) pytali skad jestem, wiec im odpowiedzialem, ze z RZECZPOSPOLITEJ POLSKIEJ, oraz juz po angielsku, ze w Polsce nikt nie bedzie od nich wymagal znajomosci polskiego, jesli tam zawitaja.
      Jeden z nich wstal ze stanowiska, kazal mi za nim isc -wstecz, a nie ku wyjsciu, wiec sie autentycznie wystraszylem, ze albo teraz mi pysk skatuja, albo odstawia do strefy tranzytowej- i pokazal mi owa tabliczke po portugalsku, teraz juz widoczna swietnie, bo nikogo juz w kolejce do imigry nie bylo, bylem tam samiuski i te draby. Ale wtedy juz milczalem. I po polsku, po angielsku i po portugalsku.
      Wstemplowali wize w paszport i pozegnali bez slowa.

      Kilka dni pozniej dopiero, gdy wykupowalismy z Brazem pakiet podrozny do kurortu w Bahii, travel agentka zauwazyla, ze moja wiza wygasa... nastepnego bodaj dnia, wiec pakietu mi nie moze sprzedac. Skurwysyny sie na mnie odegrali wstemplowujac mi wize kilkudniowa tylko, miast zwyczajowej 3-miesiecznej! Musielismy gwaltem biegac z Brazem na policje i zalatwiac przedluzenie wizy.

      Moral taki: pyskowac, klocic sie, dochodzic swojego, ale NIE NA LOTNISKACH...
      • xurek Re: Pomorze w lutym 15.02.11, 21:34
        tak, na tym zdjeciu to ja i zrobilam go specjalnie dla Bluesa. Wklejanie nie idzie mi niestety az tak dobrze jak myslisz, bo na zdjeciu specjalnie dla Bluesa macham lapka, ale mi ja jakos przy wklejaniu odcielo :))). Ja w plaszczach, szczegolnie szerokich, wygladam zdecydowanie korzystniej niz w bikini. ha ha ha ha
        • chris-joe Re: Pomorze w lutym 15.02.11, 21:45
          Lape ci odcielo, bo fota pewnie za duza/niewymiarowa. Mi tak scielo panorame z Hawany. Zdjecia musza byc w dosc standartowym wymiarze, i nie za duze w pixelach (swoje zmniejszam do ok. 500kb).
          • chris-joe Re: Pomorze w lutym 15.02.11, 21:52
            Ale jaja! Skopiowalem twoja fote na pulpit i teraz u mnie sie otwiera w calej krasie, czyli z lapa! Ma 129kb.
            • chris-joe Re: Pomorze w lutym 15.02.11, 21:53
              Test:
              https://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/cd/kj/u2vx/xQNEKDt7x8SZh3WYxB.jpg
              • xurek Re: Pomorze w lutym 15.02.11, 21:56
                no to teraz moge pomachac Bluesowi zgodnie z planem :) Ty to jednak jestes Spec przez duze S :)
              • chris-joe Re: Pomorze w lutym 15.02.11, 21:56
                Moja wersja wydarzen: zaladowalas zdjecie w duzym formacie, gazeta automatycznie je zmniejszyla ucinajac przy tym wyswietlane pole zdjecia. Ja skopiowalem juz automatycznie zmniejszone zdjecie, wiec sie miesci cale.
                • pierdoklecja_prutka Re: Pomorze w lutym 15.02.11, 22:24
                  Ditto pod komplementami dla Xurka :)
                  Co do foty, to powiem więcej. Mnie się rano otwierała wersja obszmyrgolona, a teraz oba zdjęcia górne się otwierają w całości tyle że w rozmiarze ogromnym bo mi zajmują cały panoramiczny ekran tak, że ten pasek po prawej z jakimiś forumowymi info, jest na wierzchu, a zdjecie - od ściany do ściany. Czary, man...
                  • blues28 Re: Pomorze w lutym- Xurku!! 16.02.11, 07:32
                    Nosz kurnia, wzruszylam sie!!
                    Pozdrawiam sloneczna dziewczyne z ulicy Dlugiej. Wygladasz super!
                    Zdjecia naprawde swietne, bo i Piranha na plazy, sopockie labadki, ale tez koloryt tulipanów - no, mamy nastepnego artyste forumowego:)

                    Widze, ze podróz zaczela sie jak nalezy, czyli z zadyma. Ja jestem niespotykanie spokojny czlowiek, ale czasami tez dostaje amoku, tylko ze u mnie jest to rodzaj lodowatej furii, no zamieniam wroga w sopel lodu samym wzrokiem. Jak mnie porzucili zima o pólnocy na lotnisku w Wiedniu, to opierniczalam wszystko co nosilo czerwona marynarke Austrian Airlines. Solidarnie i jak w starym dowcipie: Wania, pa wsiech, pa wsiech..
                    I dopielam swego, bo wyrwalam z bebechów lotniska mój bagaz zasadniczy i choc zostaly mi raptem 2 godziny snu, to nastepnego dnia rano dolecialam do Madrytu z kompletnym bagazem - nie zamierzalam ryzykowac gubienia w tym cyrku.

                    Teraz musze klusowac na kolejne badanie krwi, mam je co tydzien, i czekam na ciag dalszy. Chetnie ze zdjeciami. Pisz co tam z Twoja posiadloscia!

                    :)
                    • maria421 Re: Pomorze w lutym- Xurku!! 16.02.11, 09:08
                      Prosze o wiecej.
                      • xurek Czesc Nr 2: dokupowanie gruntu-noratiusz: 16.02.11, 20:24
                        Jako ze gmina plan zagospodarowania przestrzennego wporwadzila taki, ze trzeba miec teren wielkosci lotniska by wybudowac troche wiekszy szalas (no troche przesadzam i w zasadzie to dobrze, bo nie bedzie wies betonem i cegla zapchana) udalo nam sie (a w zasadzie malzonkowi) po dlugich negocjacjach przekonac tego gospodarza, co z nami graniczy, by nam troszku gruntu dosprzedal. Najpierw nie chcial a potem zaczelo mu sie ze sprzedaza na maxa spieszyc, wiec dlatego to zimowa pora gnalismy do Gdanska, by sie nie rozmyslil albo komu innemu gruntu nie sprzedal. Termin u notariusza zamowiony byl na srode godzine 11-ta.
                        W piatek kopnieta w zad wrodzona i okrzepla w Szwajcarskim Ordnungu zapobiegliwoscia zadzwonilam biurowa pora do pani notariusz by zapytac, czy wszystko jest, czy niczego nie potrzebuje i czy nic nie stoi na przeszkodzie. Dotarlam jednak tylko do sekretarki, ktora to tonem oburzenie – dotknietym mnie poinformowala, ze ona sie na rzeczy zna i pani notariusz przeszkadzac nie musi w sprawie tak blahej jak poinformowanie mnie o tym, co jeszcze dostaraczyc musze. Informacje zaiscie trywialne byly, bo procz pesela, nr. dowodu osobistego i nr. ksiegi wieczystej zasiedzialej przez nabyte wczesniej dzialki pani nie potrzebowala nic. W pesel i nr. dowodu bylam uzbrojona, ale ta ksiega to mine zaskoczyla, wiec powiedzialam, ze zadzwonie w poniedzialek (juz z Polski), co tez uczynilam.
                        Przedstawilam sie, wyjasnilam o co chodzi i juz chcialam dyktowac numer ksiegii a tu mi pani sekretarka glosem nabrzmialym niepewnoscia baka, ze ona ten numer juz znalazla i ze mnie polaczy z pania noratiusz bo „wystapily komplikacje“. Moj puls natychmiast sie podwoil. Pani norariusz potwierdzila moje zle przeczucia mowiac, ze ta ksiega to na moje pojedyncze nazwisko a teraz to ja mam podwojne i tak byc nie moze, wiec albo ja jej dostarcze do wtorku swich z USC, ze jestem ta sama osoba, ktora z powodu zawarcia zwiazku zmienila nazwisko albo trzeba bedzie otworzyc nowa ksiege wieczysta na te dokupione dzialki. Tutaj puls wrocil do normy i zalala mnie minichwila blogosci, bo sobie pomyslalam, ze mnie wsio ryba, ile ksiag figurowalo bedzie w rejestrze i ze jezeli to ma byc ta komplikacja, to ja na nia leje i mnie ona zwisa. Tak tez, aczkolwiek nie takimi slowy, odpowiedzialam pani notariusz na co owa z poblazliwym usmiechem wyczuwalnym przez sluchawke mnie objasnila, ze ja sobie z konsekwencji nadmiaru ksiag za cala pewnoscia nie zdaje sprawy. Bo prosze Pani dzialki zawarte w osobnych ksiegach wieczystych nie daja sie scalic chocby jedna wlazila na druga i w kwestii pozwolen budowlanych traktowane beda jako dwie osobne jednostki terenowe z wszstkimi tego konsekwencjami takimi jak 6 metrow wolnej przestrzeni miedzy nimi i niemoznoscia dostania jednego pozwolenie na budowe. W tym momencie dotarlam rownoczesnie do przedproza zawalu, zapasci nerwowej, histerii pospolitej i checi popelniena samobojstwa. A poniewaz psycha moja nadwyrezona juz byla poteznie zajsciem samolotowym to lzy stanely mi w oczach, wyszeptalam jak skazaniec idacy na sciecie ze trudo i ze jakos to kiedys w te jedna ksiege wpakuje i juz tylko jak przez wate slyszalam pania notariusz mowiaca cos o podaniach, sadach, zakladanych sprawach i innych dantyjskich kregach (badz ksiegach) piekielnych. Maz widzac, ze za chwile sie rozbecze przytulil, pogladzil po glowie i zapytal, coz tym razem za kleska mnie spotkala. Jak mu prawie juz lkajac wyluszczylam mowiac, ze odpisy z USC mam…. w domu. Nie mialam juz nawet sily nazwac tej idiotycznej sekretarki k…a czy ci….a jakas. Maz zas zapytal co to USC a po wyjasnieniu powiedzial zdziwiony, ze przeciez jest poniedzialek wczesnym popoludniem, wiec moja mama moze pojsc do tego urzedu, wziac owego swicha i wyslac go do notariuszki DHLem czy tez innym UPSem. Chyba w calym moim zyciu nie uslyszalam czegos rownie genialnego. Zlapalam za telefon i w tepie karabinu maszynowego wyluszczalam mamie, co ma zrobic, bojac sie, ze jak bede mowic wolniej, to ona nie zdazy.
                        Mama rzucila tymi wszystkimi k…mi i c…mi i ch….mi, na ktore ja juz nie mialam sily po czym powiedziala, ze juz wskakuje w takse i wali do urzedu. PIerypalek mamy spowodowanych tym, ze ona to nie ja a upowaznienie przez sluchawke wystawic trudno opisywac nie bede. Mama robiac cos na ksztalt rejtana tudziez grozac powtorna wizyta z kalasznikowem w reku dostala swich i znalazla DHLa, ktory obiecal, ze swich najpozniej wtorkowym poludniem u pani notariusz sie znajdzie.
                        Tutaj nastepuje ponad 24-godzinna przerwa na froncie papierowym zakonczona telefonem pani notariusz o 18-tej we wtorek, ze swich nie dotarl i w takim razie terminu na srode rano zrobic sie nie da i trzeba przesunac o… tydzien, czyli trzy dni po moim powrocie do Szwajca! Jako ze mialam duzo czasu by ochlonac no i powrocil moj instynkt samozachowawczy wyblagalam plaszczac sie i przymilajac od pani notariusz termin na srode po poludniu obiecujac solennie, ze swich przyniose ranna pora chociazby w zebach. Po czym zadzwonilam do mamy, ktora dala mi numer DHLa i zaczelysmy ich bombardowac z dwoch stron. Mama nadala przesylke w Bytomiu, Centrala od reklamacji jest w Lodzi, Terminal gdzie przesylka zniknela z powierzchni ziemi w Koszalinie, numeru Terminalu badz Kuriera dostac nie mozna, bo nie podaja a panie od reklamacji trzymaly mnie kilka razy po kilkanascie minut w petli tragicznej muzyki by mnie potem wywalic z sieci. Od czasu do czasu twierdzily zas, ze Kurier juz jest w drodze. Ok. 22-giej nie osiagnawszy nic nie bylysmy sie w stanie wiecej polaczyc. Nastepnego dnia zaczelysmy te sama zabawe od osmej rana. Dopiero jak mama zagrozila, ze jedzie do Lodzi a ja, ze znajde ten Terminal chocby nie wiem co i sie w nim osobiscie zjawie ktoras z kolei Pani od reklamacji powiedziala, ze pan Kurier rzeczywiscie nie dostarczyl z …. przyczyn technicznych i ze jezeli tak mi spieszno to moge sobie sama odebrac na Terminalu, ale musze miec upowaznienie od owej notariuszki, bo to dla niej ta przesylka. Wtedy nie wytrzymalam i te wszystkie cholery lacznie z bezmozdzami, niekompetentna banda debili i organizacja firmy i pracy ponizej poziomu przedszkolaka wylaly sie ze mnie na raz. Zakonczylam szantazem, ze albo za pol godziny zjawi sie ten kurier u notariuszki albo ja ich do sadow wszelkich lacznie z Boskim o strate moznosci zakupu dzialki i zrobienia biznesu, doznania uszczerbku na zdrowiu, spowodowaniu powodzi w Australii i zalamania rynku nieruchomosciami w Stanach zaskarze jak rowniez osobiscie znajde tego Kuriera i napuszcze na niego ruskich najemnikow. Jak juz mi tchu i energii zabraklo to opadlam na siedzenie jak taki przekluty balonik i zapanowala cisza, przerwana po dluzszej chwili przez moje dziecko slowami „wow, mum, I didn’t know that you are sooo coool“
                        Nie wiem czy ktoras z tych grozb poskutkowala czy tez Kurier po prostu juz sie wyspal, nazarl, napil i bylo mu po drodze, ale przesylka dotarla przed dwunasta. Tak wiec jedna z klod zostala usunieta, pozostal jedynie problem zaplaty, ale o tym w nastepnym odcinku.
                        A w ramach ilustracji plaza w „mojej“ wiosce latem i lutym tudzie z montura, w ktorej moj maz na owa udaje sie lentia i lutowa pora :). Nie musze chyba dodawac, iz nie plywa on w wodach o takich temperaturach w ogole :).

                        lato:
                        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/if/vi/crb4/MHhDbw690bSc2WRaWX.jpg

                        luty:
                        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/if/vi/crb4/Nb0SPUHsebLCfEoXVX.jpg

                        lato:
                        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/if/vi/crb4/tP6m89k7G9AbpyctMX.jpg

                        luty:
                        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/if/vi/crb4/5Zh7lORbP2SUrpZGVX.jpg
                        • maria421 Re: Czesc Nr 2: dokupowanie gruntu-noratiusz: 16.02.11, 22:42
                          Fajne zdjecia, czekam na ciag dalszy.
    • roseanne Re: Pomorze w lutym 16.02.11, 23:14
      sliczne zdjecia a opis jeszcze ciekawszy :)
    • luiza-w-ogrodzie Re: Pomorze w lutym 17.02.11, 00:20
      Xurku, jak zwykle powalilas mnie swoimi zdolnosciami narracyjnymi. łaaał! Tresc historii tez mnie powalila - jestem pelna podziwu dla Twojej odpornosci na zawilosci urzednicze. Pisz wiecej, prosze.

      BTW, kto tutaj proponowal ze zbierze teksty Xurka i wyda w formie ksiazki?

      Czekam na ciag dalszy!
      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>¸¸.
      Jak gadać z królikami
      • kan_z_oz Re: Pomorze w lutym 17.02.11, 01:44
        Haha, mnie sie bardzo podoba 'koszula' meza...opowiesc tez...chociaz raczej mnie 'smutkiem' napawa, ze sprawy nieruchomosci w RP wciaz w PRL-u funkcjonuja, bez zmian od lat 20-tu paru.

        Kan
        • blues28 Re: Pomorze w lutym 17.02.11, 10:17
          Popieram przedpiszczynie. Bylam bardzo ciekawa “zformalizowania formalnosci” wlasnie z uwagi na machine biurokratyczna. Polskie urzedy tkwia gleboko korzeniami w PRL-u i wyrwanie tego, to jak wykorzenienie starego drzewa. Obserwowalam ten stan latem jak bylam na dluzej:(
          Naturalnie, czekam na ciaag dalszy :)
          • pierdoklecja_prutka Re: Pomorze w lutym 17.02.11, 11:40
            Cudna plaża! W zimie wygląda o niebo lepiej, tyle że pewnie odczuwalnie jest mniej przyjemnie!
            Historia mnie raczej podnosi włosy łydach niż bawi, bo niestety za bliska jest ta - hm... koszula to nie jest, raczej włosiennica? czyco? - ciału. Ja tam zdecydowaną przeciwniczką zmiany nazwisk będąc mam ciągle i uparcie to samo. Niemniej zawsze powoduję oburzenie i bulwersację urzędników śmiąc się posługiwać drugim (legalnym zresztą niby w Polsce) imieniem miast pierwszego.



            --
            wasza pierdo
            • xurek nazwisko 17.02.11, 12:39
              ja zmienilam po pierwszym slubie ze wzgledow pragmatyczno - estetycznych: moje nazwisko bylo dla Niemcow wiecznym problemem an nazwisko meza nie, a poza tym bardziej mi sie podobalo :). Potem sie rozwiodlam, ale byl to czas, gdzie odpowiedzialna bylam za PR agencji i potrzebne mi bylo moje juz troche "znane" w prasie nazwisko, wiec zdecydowalam sie przy nim pozostac, poza tym przez 10 lat malzenstwa sie do niego przyzwyczailam. A potem znow wyszlam za maz i chcialam wlasciwie pozostac przy tym "pierwszomalzenskim", ale jakos nieswojo sie czulam majac dziecko nazywajace sie zupelnie inaczej niz ja. No to dokooptowalam do nazwiska ex-meza nazwisko meza i stalam sie kolekcjonerka mezowych nazwisk. Teraz to juz tradycja, wiec gybym miala sie rozwiezc i ponownie wyjsc za maz to z cala pewnoscia dodam sobie to trzecie :).

              Mnie najbardziej podobaja sie opcje, w ktorych oboje malzonkow nosi to samo podwojne nazwisko.
              • sabba Re: nazwisko 17.02.11, 21:49
                o matko, ty to masz przygody. az sie boje co bedzie dalej;) nie no, mam nadzieje ze wszystko dobrze pojdzie. trzymam kciuki!!!! fajne zdjecia i PIranhia wielki!!!!!
    • chris-joe Rewal w styczniu- od Ewy 18.02.11, 18:47
      Ewka mnie tu molestuje, bym jej zdjecia wkleil, bo sama nie potrafi, jelopa. Powtarzam: NIE-PO-TRA-FI! :))
      Wiec sluze.

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/cd/kj/u2vx/j85ciefa37L3sEWm8B.jpg

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/cd/kj/u2vx/P7EuNEI0b3xVBdzxWB.jpg

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/cd/kj/u2vx/B8akRWYMMz2Mtl6rVB.jpg

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/cd/kj/u2vx/MmTjuciIEVK42EWlDB.jpg
      • ewa553 Re: Rewal w styczniu- od Ewy 19.02.11, 08:43
        dziekuje c-j i nawet Ci tego jelopa wybaczam:))) i mam zamiar dalej molestowac, bo chce czasami tez cos pokazac. Np. te zdjecia, przyslane mi przez brata, uwazam za ciekawe. Moze dlatego, ze nigdy nad Baltykiem w zimie nie bylam i widok tej zamarznietej piany morskiej pokrywajacej plaze, zafascynowal mnie. Was tez, czy widzieliscie juz cos takiego?
        • blues28 Re: Rewal w styczniu- od Ewy 19.02.11, 09:51
          Owszem, widzielismy zimowe morze :)) No ale ja spedzilam mlodosc nad Baltykiem :)
          Nawet jesli najczesciej od strony spokojniejszej zatoki, to i tak bywaly olbrzymie grzywy.
          Bardzo lubie morze zima.
          • pierdoklecja_prutka Re: Rewal w styczniu- od Ewy 19.02.11, 13:41
            Fantastyczne zdjęcia - naprawdę baśniowe!

            --
            wasza pierdo
            • chris-joe Re: Rewal w styczniu- od Ewy 19.02.11, 14:34
              Sleczymy nad ostatnia rezerwacja w Brazylii, wiec inne widoki marynistyczne nam migaja przed oczami. Brazowi wlasnie pokazalem ewczyne foty, zajelo mu dobra chwile, zeby sie polapac o co na nich chodzi :)))
              • ewa553 Re: Rewal w styczniu- od Ewy 19.02.11, 14:48
                haha, wyobrazam sobie Braza nad polskim morzem:)))) nawet w lecie bylby to ciekawy widok
                drzacego z zimna chlopaka
                • maria421 Re: Rewal w styczniu- od Ewy 19.02.11, 15:40
                  Genialne zdjecia. Nigdy nie bylam zima nad Baltykiem.
                  • xurek Re: Rewal w styczniu- od Ewy 20.02.11, 10:39
                    zdjecia sa super i pokazuja naprawde unikalne zjawisko. Ja myslalam, ze to snieg i sie dziwilam, dlaczego na jego wierzchu jest piasek, teraz jest jasne, skoro to piana. Ja juz bylam kilka razy w zimie nad morzem ale nigdy nie mialam szczescia ujrzec plazy pokrytej sniegiem a czegos takiego juz w ogole nie. Basiu, zapytaj brata, czy da sie po tym chodzic a jezeli tak, to jakie jest to wrazenie.

                    PS: w jakim jedyzku pokazuja Ci sie wszystkie opisy foruma? Wyjasnienia CJ-ta byly do angielskiego menu, moze Twoje jest jak moje i bede Ci w stanie wyjasnic ten dodatkowy knif, coby foty mozna bylo wkleic :)
                    • ewa553 Re: Rewal w styczniu- od Ewy 20.02.11, 16:10
                      wyslalam Ci na priva dodatkowe zdjecie, ktorego tu nie chcialam zamiescic, bo jes moja bratowa na nim. Z tego zdjecia mi wynika, ze to jest na tyle twarde, ze mozna chodzic.
                      Ale jeszcze przy okazji zapytam. Ale to troche potrwa: wczoraj z nimi rozmawialam i musialam wysluchac relacji ze "wzruszajacej" uroczystosci 50-cio lecia kariery Violetty Villas, ktorej nigdy nie trawilam. W tej rozmowie wyczerpalam tygodniowy zapas wyrozumienia dla mojego brata:)))
Inne wątki na temat:
Pełna wersja