xurek
15.02.11, 19:13
Na wstepie i przede wszstkim pozdrawiam Bluesa z jej rodzinnego miasta i CJ-ta, ktory umozliwil moj pierwszy ilustrowany reportarz na forumie:
Dla Bluesa mam jeszcze zwierzaki. Nie dysponuje co prawda jak Fedo czy Luiza futrzakami, zdobylam za to Gdanskie (a raczej Sopockie) pierzaki i Piranhe wlasnej produkcji :):
A tera sprawozdanie z krainy nieodleglej i niecieplej, ale czasem rownie egzotycznej co Afryki, Japonie czy tez inne Brazylie:
Czesc Nr 1: Lot
Z Zurychu do Wa-wy dolecielismy bezproblemowo i w miare bezturbulencyjnie. Pogoda byla az po Sudety rewelacyjna, wiec malownicze Alpy w pelnej snieznej krasie. A nad Sudetami chmury i wielka dziura nad jedna wielka gora, naprawde piekne. Chmury nad Wa-wa byly klebisto szaro bure a pod nimi takowaz pogoda. Troche sie szwendalismy, ogaldalismy, w sume relaks w oczekiwaniu na podrozy czesc dalsza.
W poniedzialek zas, ten sam zreszta w ktory to Doroty swietowaly, Pyton raczyl je swiatowymi anegdotami a Fedo widokiem cmokajacych w jej mankiet promimencji, udalismy sie na lotnisko w celu odbycia reszty podrozy do Gdanska.
I tutaj przerywajac reportarzu nurt glowny pragne zlozyc spoznione zyczenia Dorocie Znanej i Dorocie NIeznanej zalaczajac bukiet kwiatow rowniez Gdanksich, sfotografowanych na tamtejszej... wystawie tulipanow :).
No wiec zrelaksowani, powolnym krokiem i niczego nie przeczwajac przeszlismy przez kontrole paszportow, toreb i paskow od spodni do czesci lotniska prowadzacej do gates. Nr. gate nie sprawdzilismy, bo po co, skoro mielismy juz boarding cards wystawione w Zurychu z podaniem nr. owej. Dopiero po kontroli sprawdzilismy na tablicy lotow, czy aby na pewno sie zgadza. No i zgadzalo sie, z drobna poprawka, ze lot odwolany. Od razu przyspieszyly mi sie kroki, puls i oddech. Pan mundurowy zapytany co tera powiedzial, ze trzeba bylo patrzec zanim sie tutaj wlazlo i ze tera to on nie wie, ale biuro LOT-u napewno wie. Gdzie jest, to on tez nie wie. Na tym zakonczyl, odwrocil sie ostentacyjnie szerokimi plecami i zajal obserwacja otoczenia. Wpadlam na genialny pomysl, by poszukac innego lotu LOTu i zapytac pan sprawdzajacych boarding cards gdzie to ich biuro, co to wszstko wie, sie miesci. Panie wiedzialy: nalezalo wylezc z powrotem i udac sie do oddzialu reklamacj bagazow (nie, nie dowiedzialam sie, dlaczego wlasnie tam) i tam zapytac, kiedy i czym dostaniemy sie do Gdanska. Pani uspokoila nas, ze napewno czyms i kiedys polecimy i zaniepokoila mowiac, ze ten mudnurowy musi nas teraz odpowiednio naprowadzic i wypuscic.
Mundurowy, aczkolwiek niechetnie i naburmuszenie, ale doprowadzil nas tam, gdzie trzeba. Tam paniom w biurze wyjasnilam, o co chodzi, one gdzies zadzwonily, dziwnie na mnie popatrzyly, zawowaly pana, ktory pewnie byl ich kierownikiem, poszeptaly cos miedzy soba, usiechnely sie (moim zdaniem) z poblazaniem, po czym jedna podeszla i (moim zdaniem) impertynenckim tonem wyjasnila mi, ze ona nie wie, o co mi chodzi, bo ow lot planowo odleci i niepotrzebne to cale zamieszanie. Zbaranialam, oslupialam, wybakalam glupawo, czy aby napewno jest pewna, na co pani (moim zdaniem) jeszcze bardziej poblazliwie i impertynencko odpowiedziala, ze jezeli jej nie wierze, to mam spojrzec na tablice odlotow. A tam, prosze panstwa, odwolanie odwolane czyli wzmianki wszelkiej brak.
I tutaj niby historia moglaby sie pozytywnie zakonczyc, ale dla mnie to ona dopiero sie zaczela. Bladzac opetanym wzrokiem miedzy pania i tablica czulam jak tornado uczuc i mysli klebi sie w moich trzewiach i zwojach podszeptujac mi “Xur, nie z Toba takie numery”. Moi panowie chyba tez wyczuli zblizajace sie trzesienie ziemi, bo usilowali mi wmowic, ze w sumie to niewazne, czy na tablicy ten lot byl odwolany czy tez nam sie to tylko przywidzialo: wazne, ze lecimy, wiec powinnismy udac sie do ponownej kontroli butow i zegarkow i zapomniec o tej calej drace. I w tym momencie Bog jeden (a moze Szatan jeden?) raczy wiedziec dlaczego, wpadlam w amok jakowys. Odwracajac sie do poblazliwej pani powiedzialam, iz nie pozwole robic z siebie idiotki i nie zamierzam opuscic tego lokalu, dopoki ona nie przyzna, ze na tablicy lot byl przedtem odwolany i mnie za przezyte turbulencje nie przeprosi miast sie durnie usmiechac i mnie insynuowac, iz sobie cus wyimaginowalam. Barani stupor i syndrom rozdziawionej geby przeszedl teraz na nia lacznie z glupawym bakaniem, ze ona nie rozumie i ze przeciez wyjasnione i ze prosze sie uspokoic i ze nic sie nie stalo. No to ja zaczelam wrzeszczec, ze jak sie nic nie stalo, stalo sie oczywiscie i to z ich winy i ja mam swiadkow nie tylko w postaci rodziny ale rowniez mrukliwego mundurowego, ktorego natychmiast maja znalezc coby potwierdzil, ze lot na tablicy BYL odwolany. W miedzyczasie przybiegl pan (domniemany) kierownik pytajac pania, o co chodzi a maz rowniez zbaranialy pytal mnie o to samo. To zadziwiajace pytanie zbilo mnie z tropu i wybilo z huraganowego rytmu i zupelnie zbaraniala zapytalam sama siebie, czemu ja sie tak wsciekam i co chce osiagnac.
Moj napad (no wlasnie, czego?) zaniepokoil chyba pana kierownika, ktory zlapal za sluchawke i gdzies zadzwonil po czym przemiawiajac do mnie slodko jak do niebezpiecznego wariata wyjasnil mi, ze i owszem lot byl odwolany , ale nie ten moj. Bo te loty do Gdanska to taka trojca w jednem, czyli Lufthansa + LOT + Swiss = Star Alliance w jednym samolocie i odwolano tylko Lufthanse a Swiss i LOT dalej tym samolotem leca a tablicy sie pomerdalo, bo na loty trojcy nie jest przygotowana. Popatrzylam z satysfakcja na pania (moim zdaniem) impertynencka, zarzucilam do tylu wlos, zadarlam nos i zadowolna, iz udowodnilam co udowidnic chcialam udalam sie do kontroli plaszczy i komorek.
Jak juz siedzielismy w samolocie popijajac herbatke maz niesmialo zapytal, czy moge mu wyjasnic a) o co sie tak wscieklam i b) dlaczego odwolali jeden lot a dwa inne nie skoro wszstkie leca tym samamy samolotem i dlaczego w ogole sa to trzy loty w jednym miast jednego w jednym. Po dlugim zastanowieniu trwajcym do konca kubka herbaty stwierdzilam, iz nie umiem odpowiedziec na ani jedno z tych pytan.