Watek o namolniakach

22.05.11, 17:52
kopiuje moj wpis z Pierdul:

"Wnerwia mnie ostatnio moja jedna kolezanka ktora wydzwania do mnie po pare razy dziennie z roznymi pierdulami i za kazdym razem trzyma dlugo przy telefonie. Dzisiaj na przyklad dzwoni i od razu zaczyna "mialas mi przyslac (mailem) to i to, kiedy mi to przyslesz?"
Czy ja do cholery jestem jej sekratrka dyspozycyjna nawet w weekendy czy co? "
    • jutka1 Re: Watek o namolniakach 22.05.11, 23:45
      Jutro się dopiszę, a mam do dopisania! :-)
      Teraz idę spać, dobranoc. :-)
    • blues28 Re: Watek o namolniakach 24.05.11, 09:58
      No i co z tymi namolniakami?
      Ja nie lubie ludzi namolnych czy upierdliwych. To jakby wkraczanie w moja przestrzen bez mojego zaproszenia.

      Odezwala sie kolezanka ze studiów. A wlasciwie znajoma, bo o ile kojarze twarz i nazwisko o tyle nie przypominam zadnej rozmowy, zadnego kontaktu poza zdawkowym "czesc"! W koncu bylo nas 80 osób na roku.
      Teraz X mieszka w Kaliforni i podrózowala do Europy przez Madryt. Znajomi znajomych podali jej mój telefon. I zaczelo sie!
      Dzwonienie póznymi wieczorami, bo róznica czasowa. Nie pomagaly tlumaczenia, ze jestem chora, mam terapie, zle ja znosze. X uprzejmie informowala mnie, ze w jej rodzinie tez byli chorzy, wyszli z tego, bedzie dobrze i musimy sie spotkac. Dlaczego ja nie rzucilam telefonem za pierwszym razem? Kindersztuba, slabosc, mdlosci? Wszystkiego po trochu.
      Oczywiscie nie spotkalam sie, ale znioslam jeszcze jeden telefon z Madrytu, wciaz nalegajacy na spotkanie. Grzecznie acz stanowczo odmówilam.
      • ewa553 Re: Watek o namolniakach 24.05.11, 10:07
        Niebu chwala, ze potrafilas odmowic. Wmuszanie komus swojej osoby to cos strasznego.
        U mnie na szczescie skonczyly sie "naloty". Ale jeszcze 2-3 lata temu ktos zaproponowal mi odwiedziny "po drodze" i jak wyjasnilam, ze akurat tego lata mamy remont generalny domu,
        z calkowitym przerabianiem lazienki i innymi atrakcjami (opisywalam wtedy na forum)
        i powiedzialam ze tym razem moze nie, to...kontakt sie urwal. Moze przypadek, ale tak jakby....
        Mam natomiast taka ciagle jeszcze molestujaca naprawde dobra kolezanke w Polsce.
        Nie mamy sobie zywcem nic do powiedzenia i mam jakies wewnetrzne opory w dzwonieniu do niej. Nie wiem dlaczego, musialabym isc na psychoterapie zeby to rozwiazac:)))) Ale nie ide. A wiec zdaza (zdarza?) sie, ze dluzszy czas nie dzwonie, wtedy ona sie nagrywa i truje zebym zadzwonila. I wtedy to juz sie u mnie zapala czerwone swiatlo, hamulce piszcza i nie da rady, nie potrafie oporu przelamac. No i zdarzylo (chyba jednak "RZ":)) sie, ze chcac zmusic mnie do rozmowy zadzwonila tu do mojej kolezanki, ktora widziala raz krotko 20 lat temu, no i wtedy okolicznosci byly takie, ze musialam jej dac ten nr tel. Popatrz pani, skrzetnie trzymala nr tyle lat! Kolezanka wogole nie mogla zrozumiec kto do niej dzwoni i co chce.... Brrrrr!
      • jutka1 Re: Watek o namolniakach 24.05.11, 11:21
        Niniejszy tydzień nie należy do mnie, tylko do małpiego gaju, więc proszę o usprawiedliwienie... Bo na opisanie mojego aktualnego namolniaka potrzeba trochę skupienia i czasu. W weekend się sprężę.

        Chwała Ci Bluesie, że odparłaś napory. :-)
      • fedorczyk4 Re: Watek o namolniakach 09.06.11, 22:50
        Bluesie, trojka z plusem. Tylko trojka bo wczesniej trzeba bylo dac odpor! A tak naprawde to wielkie BRAWO i usciski calkiem niezalezne od tamatu:-)
    • jutka1 Re: Watek o namolniakach 07.06.11, 08:06
      Tak Cię Marysiu wypuściłam na ten wątek, a w międzyczasie - poza małpim gajem i brakiem czasu - nabrałam podejrzeń, że mój główny namolniak zaczął mnie namolniakować i namierzać w sieci. :-/ Zostałam już namierzona na portalu obok, i tylko kwestia czasu. :-/

      Tak więc uszy po sobie i morda w beczkę po śledziach. :-(
      • maria421 Re: Watek o namolniakach 07.06.11, 09:16
        Jutka, to moze nie zwykly namolniak a rasowy stalker jest?
        • fedorczyk4 Re: Watek o namolniakach 09.06.11, 22:47
          Dla mnie watek dokladnie trafiony w dziesiatke! Od przedwczoraj jestem u U.P. we Francji i dzisiaj bylam swiadkiem ataku namolniaka i bohaterskiej riposty.
          Siedzialysmy sobie rozkosznie we trzy na balkonie. U.P. Gaudia i ja, zadzwonil telefon i jedna taka zapowiedziala U.P. ze przychodzi do niej na mecz Polska/Francja. U.P. jak wiadomo jest ciezko chora, a ta Wraza Pinda nie zapytala czy moze, ona zadzwonila i oswiadczyla ze! Gaudia, Syn U.P i ja oswiadczylismy, ze w takim razie my sie stleniamy na miasto bo z ta pania to my po prostu nie.
          Po czem zadzwonila raz jeszcze i tym razem wyrwalysmy U.P. sluchawke i odpowiedziala Gaudia. Powiedziala namolniakowi, ze U.P. spi, ze bardzo zle sie czuje, ze trzy ostatnie noce nie spala. Na co namolniak powiedzial, ze nic nie szkodzi i ona i tak przyjdzie i obejrzy sobie mecz. Gaudia na to, ze to nie jest najlepszy pomysl (lod i jad splywal z kazdej wypowiedzianej przez nia zgloski). A namolniak, ze chciala cos U.P. podrzucic, jak dotad podrzucala listy do wyslania i rzeczy do zawiezienia do Polski. Gaudia spokojna jak kamien, ze moze innego dnia... Namolniak, ze ona jednak wpadnie Gaudia, ze moze jednak nie. Bujaly sie tak przez duzsza chwile. U.P. jej Syn i ja po prostu zawislismy na Gaudiencyjnych ust koralach, w koncu od tego zalezal los naszego wieczoru, a walka byla ostra. W koncu Gaudia znaczaco powiedziala: "no to do nastepnego razu" i odlozyla sluchawke. Nieco gwaltownie zreszta. Obawialismy sie ze namolniak mimo wszysto przylezie i do drzwi zadzwoni, ale postanowilismy konsekwentnie udawac ze nas nie ma. Nie przylazla. Zycie jest piekne, mecz calkiem niezly:-)
          • ewa553 Re: Watek o namolniakach 10.06.11, 07:35
            niesamowita historia, Fedoro! Co za gruboskorna osoba. Tak sie upierac przy przyjsciu. Obled.

            Ja mialam taka namolna osobe w dniu mojego slubu:))) Bylo po USC, siedzielismy z goscmi
            zajadajac jakies drobnostki i czekajac na wieczor, kiedy to mielismy zamowiony lokal. No i dzwoni telefon. Siostra mojej kolezanki szkolnej, widziana przeze mnie tylko raz, przelotnie w Polsce. Dzwopni bo ma problem, przyjechala do Niemiec i trzeba to i tamto zalatwic itd.
            Mowie jej jaka sytuacja, a ona nic, dalej nawija, prosi o adresy, telefony itd. Mowie, ze bez zgody tych osob nie moge niczego podac, a ona mi opowiada rozwlekle o jakichs swoich sprawach itd. Ktos mi zrobil zdjecie jak stoje tak resztka sil przy tel. i probuje sie odczepic.
            Widac po mojej minie, jak cierpie. Dlaczego jestesmy tak wychowane ze nie potrafimy w takim wypadku powiedziec czesc i polozyc sluchawke? W koncu na chamstwo powinno sie chamstwem odpowiadac i cham tylko taka forme zrozumie....
            • maria421 Re: Watek o namolniakach 10.06.11, 13:07
              Moje drogie, Wy sie cieszcie ze bylyscie tylko nagabywane przez telefon. Ja mialam kiedys najazd mojej dawnej kolezanki z jej mezem i dwojka dzieci, juz o tym tu kiedys pisalam.

              Bez zadnego uprzedzenia zadzwonili o 20.00 do moich drzwi bo byli w drodze na wakacje do Hiszpanii i potrzebowali noclegu. No i co mialam zrobic oprocz dobrej miny do zlej gry, oprocz upichcenia napredce jakiejs kolacji dla zglodnialej sfory i poscielenia im lozek?
              • ewa553 Re: Watek o namolniakach 11.06.11, 06:56
                no to prawie Cie przebije: w czasach kiedy potrzebne byly wizy, wprosili sie do nas na chama znajomi z Katowic "w drodze do Francji". Pytali, czy moga przenocowac i nijak im bylo odmowic. Czekalam caly wieczor cala w nerwach, a oni zadzwonili okolo 22-giej ze sa na granicy, ale bardzo zmeczeni, wiec przenocuja w aucie i przyjada rano. I ze maja dobra wiadomosc, ze wize przejazdowa udalo im sie zamienic na pobytowa i zostana pare dni......
                Dom mialam akurat pelen, bo byl brat z dorosla corka. A maz w tym czasie pracowal na noc i potrzebny mu byl spokoj w domu. A ja pracowalam caly dzien poza domem....To byl horror!!!!
                • pierdoklecja_prutka Meganamolniak 13.06.11, 13:29
                  Moim jedynym właściwie namolniakiem jest mój pies.
                  Pies jest namolniakiem klasy super-extra, jest po prostu meganamolny. Namolniakowanie właściwie się nigdy nie kończy, jest tego szeroka gama, od wpychania na kolana mordy i łap, poprzez ciężkie westchnienia, tęskne spojrzenia, dreptanie z kąta w kąt, bykowanie (patrzenie bykiem), borsuczenie (tarzanie na plecach z prezentacją brzucha i przyległości), siadanie tyłem w pozycji zgarbionej (właściwie nie można tego opisać, ale jest to supernamolne), aż po bekanie i puszczanie znaczących bąków. Oczekiwany efekt to zwracanie uwagi na psa, drapanie za uszami, mówienie do psa, a najchętniej wychodzenie na spacer oraz dawanie żarcia.
                  Pies jest tak namolny, że wykańcza wszyskich gości, więc musi być w trakcie odwiedzin zamykany w sypialni lub kiblu. Wykończył kompletnie mojego ojca, który po dwóch tygodniach bycia namolniakowanym przez psa, oświadczył że mój pies to kompletny szmergiel po czym z wybałuszonymi gałami wyjechał. Raz także wypuściliśmy psa w trakcie sylwestrowej balangi i znamolniakował chyba ze 40 gości, których tu mieliśmy po czym się psychicznie wykończył i spał przez 3 dni nonstop.

                  Poza tym, innych namolniaków nie doświadczam, z wyjątkiem tego który mi się śnił przedwczoraj, ale to może na Snulum opiszę.
                  --
                  wasza pierdo
Inne wątki na temat:
Pełna wersja