Dodaj do ulubionych

Okropna kuchnia polska

13.05.04, 22:38
Czy wyobrażacie sobie że kuchnia polska jest jedną z najbardziej cuchnących
na świecie?
Dla nas, wychowanych na bigosach, kapustach, kalafiorach i flakach, kuchniami
najbardziej cuchnącymi są kuchnie hinduskie i arabskie.
A gdzież tam! Wśród amerykanów żaden zapach hinduskiej curry bądż chińskiej
soi nie równa się siłą i przenikliwością ze smrodem gotowanych kalafiorów
bądż kapusty.
Mdły zapach gotowania galaretki mięsnej jest w stanie przyprawić niejedno
sąsiedztwo gdzie mieszkają Polonusi o eksplozję.
Nam się zawsze wydawało że hinduska kuchnia śmierdzi. Kochani, ona w ogóle
nie śmierdzi w porównianiu z polską! Tylko że my tego nie czujemy!
Oto zestawienie:
Przeciętny Amerykanin, i w ogóle przeciętny mieszkaniec globu, prędzej zje
ryż z ostrym curry (który notabene ja uwielbiam), a nie tknie za to flaków za
żadne skarby świata.
Gararetka mięsna jest w stanie przyprawić przeciętnego mieszkańca globu o
wymioty, daleko pod tym względem wyprzedzając w wymiotności nawet ślimaki.
Świeża polska kiełbasa przewożona ze sklepu, nawet zapakowana w kilka warstw
papieru i torebek plastykowych i włożona głęboko do bagażnika, jest w stanie
zaśmierdzić cały samochód na parę tygodni. I żadne wietrzenie nie pomoże.
Przyniesienie do biura na lunch porcji gotowanej kapusty lub kalafiora jest w
stanie wyrządzić parę razy większy popłoch i panikę wśród amerykańskich
współpracowników, niż cała armia gospodyń hinduskich.

Tak więc uważajcie moje polskie gospodynie zanim coś weźmiecie z domu do
pracy. Hindusi i arabowie nawet się do naszych smrodów nie umywają!
Obserwuj wątek
    • swiatlo Jedyne dobre produkty: pierogi i pączki 13.05.04, 23:08
      Zapomniałem dodać, że jedynym, powtarzam: JEDYNYM, produktem polskiej kuchni
      atrakcyjnym dla ogólnoświatowej publiki sa pierogi.
      Są one do tej pory jedynym produktem polskiej kuchni jaki zrobił karierę.

      W swoim czasie usiłowałem reklamować wśród tubylców polskie pączki. Niestety
      jedynym wyrobnikiem polskich pączków w mojej okolicy jest pewna polska rodzina,
      która nie robi tego tak dobrze jak warszawskie cukiernie, więc nie miałem zbyt
      dużej siły przebicia. Tak więc nadal amerykańskie donuty są lepsze. Są słodkie
      jak cholera i nie porównują się głębią smaku z prawdziwym polskim pączkiem.
      Sęk w tym, że trzeba właściwej receptury na nasz pączek.
      Czy ktoś ma taką?
      Dodam że produktem ma być pączek lekki, puchowy, o lekko słodkim smaku z winnym
      głębokim podsmaczkiem. Takie, jakie jadłem w jednej cukierence koło SGPiS-u.
    • jutka1 Re: Okropna kuchnia polska 13.05.04, 23:19
      Swiatlo Drogi,

      mam zupelnie inne doswiadczenia.. Jak w Hameryce robilam bigos to cale
      sasiedztwo sie zlatywalo, i bynajmniej nie po to, zeby wymiotowac na progu.

      nozek w galarecie nigdy nie popelnilam, to prawda...

      czy masz dzis dzien wkurwienia i nawet polskie zarcie Cie drazni??

      z patriotyczno-kulinarnym pozdrowieniem,
      Jutka kucharka, najczesciej nie-z-Bozej-laski :))))))))))
      • swiatlo Re: Okropna kuchnia polska 13.05.04, 23:55
        jutka1 napisała:

        > Swiatlo Drogi,
        > czy masz dzis dzien wkurwienia i nawet polskie zarcie Cie drazni??

        Nic z tych rzeczy Jutko. Mam się dzisiaj wyjątkowo świetnie i pogodnie.
        Niestety zapomniało mi się i przyniosłem do pracy gotowane kalafiory. Z
        masełkiem i zasmażką, wiesz jak się je robiło. No i teraz całe biuro
        zacuchnione i wszyscy mają ochotę przez okna wyskakiwać. Nawet nie wiedziałem
        że kalafiory tak niemiło pachną.
        A jak Hindus przynosi swoje curry, to wszyscy się tylko ze smaku oblizują.

        Ech, myślałem że mnie ktoś poprze, a tu wszyscy huzia że krytykuję polską
        kuchnię... Ech...
        • ertes Re: Okropna kuchnia polska 14.05.04, 00:00
          Kalafior smierdzi jak sie gotuje.
          Curry ladnie pachnie jesli nie jest tego w za duzych ilosciach.

          > Ech, myślałem że mnie ktoś poprze, a tu wszyscy huzia że krytykuję polską
          > kuchnię... Ech...

          hmm a co robisz? Chwalisz?
        • chris-joe Re: Okropna kuchnia polska 14.05.04, 00:00
          a ja od razu zauwazylem, ze swiatlo jest w szampanskim nastroju i caly swiat
          chcialby do lona przytulic: czy nikt z was nie zauwazyl, ze on postponuje
          kuchnie polska na korzysc hindusko/arabskiej? Toz to prawdziwa wolta, prawie
          gorna! Ze tez umykaja wam te drobne, ale jakze znaczace niuanse :)
          • swiatlo Kuchnia hinduska 14.05.04, 00:08
            chris-joe napisał:

            > a ja od razu zauwazylem, ze swiatlo jest w szampanskim nastroju i caly swiat
            > chcialby do lona przytulic: czy nikt z was nie zauwazyl, ze on postponuje
            > kuchnie polska na korzysc hindusko/arabskiej? Toz to prawdziwa wolta, prawie
            > gorna! Ze tez umykaja wam te drobne, ale jakze znaczace niuanse :)

            Kuchnię hinduską odkryłem niedawno. To znaczy mam na myśli kuchnię hinduską
            serwowaną tutaj w Ameryce. Choć musi być ona podobna do autentycznej, bo mój
            bardzo bliski kolega Hindus zaprowadził mnie do indyjskiej restauracji Swagat i
            bardzo ją wychwalał jako bardzo typową dla jego kuchni.
            A jedzenie było tam wyborne.
            Wybieram się teraz na lunch na jedzenie hinduskie co najmniej raz w tygodniu.
            Poza tym chińskie, czasami greckie, włoskie itd.
            Tak naprawdę to polskie jedzenie jemy nie częściej niż raz na dwa tygodnie.
            To być może dlatego że się odzwyczajam to zaczynam mieć tzw. zewnętrzne i
            niezależne spojrzenie na kuchnię polską.

            Kuchni arabskiej nie znam, wiem jedynie jak pachnie. A pachnie cudownie. Muszę
            się kiedyś wybrać do restauracji libańskiej która jest niedaleko ode mnie.
              • swiatlo Re: Kuchnia hinduska 14.05.04, 00:19
                ertes napisał:

                > Swiatlo sprobuj tajska kuchnie. Wysmienita.
                > Zwlaszcza Pad Thai mmmmm palce lizac.

                Aaaa, kuchnię tajską znam i zachwalam..
                Coś jakby łagodniejsza i bardziej zachodnia wersja kuchni hinduskiej.
            • chris-joe Re: Kuchnia hinduska 14.05.04, 00:17
              ja natomiast w Vancouver bardzo sie kulinarnie orientalizowalem (duh!!!), tu
              natomiast wplywy orientu sa znacznie slabsze, z wyjatkiem kuchni wietnamskiej i
              tajskiej- tych jest sporo(wietnamska stala sie moja ulubiona). Sporo jest tez
              knajp arabskich, glownie libanskich, ale nie tylko. Wloskich jest na kazdym
              rogu po 3-4. Generalnie unikam z powodu przesytu.
              Ale, ale! Znam tez jedna knajpe polska, gdzie ostatnio sie delektowalismy
              absolutnie mistrzowskimi flakami i zurem. Niestety, schaboszczak i chicken
              kiev do kitu.
        • jutka1 kalafior i przyleglosci 14.05.04, 00:15
          swiatlo napisał:

          >> Niestety zapomniało mi się i przyniosłem do pracy gotowane kalafiory. Z
          > masełkiem i zasmażką, wiesz jak się je robiło. No i teraz całe biuro
          > zacuchnione i wszyscy mają ochotę przez okna wyskakiwać. Nawet nie wiedziałem
          > że kalafiory tak niemiło pachną.
          ********
          jak gotujesz kalafior wlej do wody troszke mleka. podobno zabija zapach.

          ja nie mowie, ze krytykujesz, sadze, ze dbasz o olfaktorowe (zna sie te...;)
          uczucia wspolpracownikow, co jest godne pochwaly. Ale w wypadku kalafiora z
          bulka tarta, powiem w krotkich i zolnierskich, i kij w oko: pierdol ich i
          zajadaj sie az Ci sie uszy beda trzesly!! narobiles mi smaka i zrobie w sobote
          na kolacje dla grona polskiego :))).

          cmok kulinarny, bynajmniej aseksualny (to dla pleciuchow ;))))))))
          • ertes Re: kalafior i przyleglosci 14.05.04, 00:24
            Jutus, ja znalazlem w miescie gdzie mieszkam farme gdzie sprzedaja organic warzywa.
            Jakiez to jest pyszne. Ostatnio wlasnie kupilem sobie kalafiora. Ojejejej ale
            smakowal. Sklepowy sie nie umywa. A jakie maja rzodkiewki!
            Moja gruba zona wpiernicza ichniejsze truskawki. Nawet ja czasem sie skusze tak
            pachna.
            Ale kalafior byl po prosty wspanialy.
            • swiatlo Re: kalafior i przyleglosci 14.05.04, 00:27
              ertes napisał:

              > Jutus, ja znalazlem w miescie gdzie mieszkam farme gdzie sprzedaja organic
              > warzywa.
              > Jakiez to jest pyszne. Ostatnio wlasnie kupilem sobie kalafiora. Ojejejej ale
              > smakowal. Sklepowy sie nie umywa. A jakie maja rzodkiewki!
              > Moja gruba zona wpiernicza ichniejsze truskawki. Nawet ja czasem sie skusze
              > tak pachna.
              > Ale kalafior byl po prosty wspanialy.

              Jakbyś se kupił pare akrów ziemi i zmusił grubą żonę aby sama uprawiała warzywa
              organiczne, to by się zmieniła z grubej w czerstwą. A i tobie by to na zdrowie
              wyszło.
            • jutka1 Re: kalafior i przyleglosci -- Ertesie 14.05.04, 00:30
              ertes napisał:

              > Jutus, ja znalazlem w miescie gdzie mieszkam farme gdzie sprzedaja organic
              warzywa.
              > Jakiez to jest pyszne. Ostatnio wlasnie kupilem sobie kalafiora. Ojejejej ale
              > smakowal. Sklepowy sie nie umywa. A jakie maja rzodkiewki!
              > Moja gruba zona wpiernicza ichniejsze truskawki. Nawet ja czasem sie skusze
              tak pachna.
              > Ale kalafior byl po prosty wspanialy.
              *******
              kalafior kupuje na marche d'Alma-Iena w takim stoisku, gdzie maja tylko
              organiczne oraz starodawne warzywa.. nie umywa sie do sklepowego.

              pozdrow gruba zone ;))))))))))))))))))
      • chris-joe Re: ps. 14.05.04, 00:03
        on jedynie jeszcze nie potrafi ganic X nie wywyzszajac Y, chwalic A nie
        dopier**lajac Z. On tak ma. Ale pracuje nad soba chlop. Trzymamy kciuki,
        Swiatlo :)))
        • swiatlo Dop...dalanie 14.05.04, 00:12
          chris-joe napisał:

          > on jedynie jeszcze nie potrafi ganic X nie wywyzszajac Y, chwalic A nie
          > dopier**lajac Z. On tak ma. Ale pracuje nad soba chlop. Trzymamy kciuki,
          > Swiatlo :)))

          Dopierdalanie jest solą i pieprzem wyrażania poglądów.
          Bez tego to jest tylko small talk, wzajemne kadzenie i pieprzenie młotka.
          Sam wychwalałeś pikantne słowa parę wątków temu. Z dopierdalaniem jest podobnie.
      • chris-joe Re: Pieprzenie młotka kotkiem 14.05.04, 00:26
        no, chyba powaznie nie liczysz na moja pomoc w rzeczonym temacie. Ach, sklep
        Wawel, o 5 krokow ode mnie, gdzie zaopatruje sie w kielbasy (vide: "Paczka z
        kielbasa"), sledzie, oraz napoje z Tymbarka, sprzedaje rowniez paczki. Bardzo
        dobre, tylko ze ja nie jadam.
      • ani-ta Re: Pieprzenie młotka kotkiem 14.05.04, 10:05
        zima 2003 roku na bisie podalam przepis na babcine paczki z roza... pod wpisem
        owym pojawil sie potem wpis karelii na paczki z wisniami... obydwa
        przetestowane! obydwa pyszne! prawdziwe! idz i poszukaj se! o tego jest
        archiwum:)
        slodko pozdrawiam
        a.:)
    • sabba swiatlo mam niejasne wrazenie 14.05.04, 08:38
      ze jakis artykul przeczytales:) na forum kuchnia byla wlasnie chyba dyskusja ze gdzies tak we Francji na jakis targach zapromowala sie polska kuchnia i ze wanialo barem mlecznym. w szyscy byli oburzeni:)bo smierdzi jedzeniem. ajak do kurki wodnej ma smierdziec w kuchni moze chemia???? nie wiem do czego pijesz. Ja zapachu kalafioru nie lubie tez, ale kapusta pachnie wybornie. Kluski zwane pierogami jasne ze sa ulubiona potrawa amerykanow bo oni lubia tluste i miekkie:) jak sie zle bigos przyrzadzi i za dlugo go je to tez mozna dostac niestrawnosci. KUchnia hinduska zas to gama zapachow korzennych, nie moge powiedziec zeby smierdziala. Ale kuchnia azjatycka! Fuj te algi, te stueltnie jaja w zalewie...ale podobno dobre.
      A przepisu na paczki nie mam. Babcia robila kiedys ale wolalam te sklepowe...choc babcia miala dzem z rozy o niebo lepsze niz w cukierni....
      • kan_z_oz Re: swiatlo mam niejasne wrazenie 14.05.04, 13:16
        Swiatlo zgadzam sie, ze czesc kuchni polskiej smierdzi. Kapusta smierdzi
        przeokropnie, ale przeciez nie jadasz tego na codzien. Gotujemy tylko od czasu
        do czasu; bigos lub golobki wlasnie z tego wzgledu. Na temat flaczkow; kupuje
        gotowe, nie ma sily ktora by zmusila mnie lub druga polowe do gotowania.
        Rosol nie smierdzi wiec mozesz gotowac spokojnie. Kielbasy i wyroby polskie
        pachna i nikt mnie nie przekona,ze jest inaczej.
        Na temat kuchni hinduskiej, nie czaruj sie stary curry smierdzi przeokropnie.
        Sydney jest przepelnione Hindusami i zapach curry w powietrzu i w pracy jest
        nie do zniesienia. Curry jest natomiast doskonalym posilkiem ale tylko od czasu
        do czasu.
        Poniewaz pracuje w nieruchomociach to zdradze ci sekret. Wartosc domu z
        gotowanym regularnie curry jest znacznie nizsza niz innych. Wchodzi w sciany,
        zaslony, nie mozna usunac nawet po 3 miesiacach. 6 warstw farby potrzeba by
        odnowic sufit w kuchni.
        Podobnie jest Thai, gotowanym regularnie w jednym pomieszczeniu. Wydaje mi sie,
        ze urozmaicenie jest rozwiazaniem; troche polskiej, hinduskiej, thai czy
        chinskiej.
        Nie mam recepty na paczki.
        Pzd
        • tortugo Re: swiatlo mam niejasne wrazenie 14.05.04, 16:48
          czyli, jak to mowia septyczni hamerykanie, one man's stink is another man's
          aroma (czy cos kolo tego). co kto lubi. powiem jeno, ze bez zapachu nie ma
          smaku :) podchodzic bez uprzedzenia, skosztowac, skosztowac raz drugi (popic
          odpowiednio dobranym trunkiem
          • tortugo Re: swiatlo mam niejasne wrazenie 14.05.04, 17:39
            ale jak zwykle sie rozpamietalem, no i chce wam strasznie opowiedziec o tej
            snake alley w Taipei, bo to slynne i ciekawe.

            otoz "snake alley" to nocny rynek w centrum Taipei. zaczyna sie o 23:00 i trwa
            chyba do 4:00. ulokowany jest nie na jakims placu, jak to zwykle rynki, ale w
            waskiej alejce miedzy domami, na dlugosci 2 przecznic, czyli jakies moze 100m.
            nazwa "snake alley" pochodzi od pewnego rytualu, ktory tam sie regularnie
            odbywa (choc od kilkunastu lat jest zakazany). otoz pan straganiarz wyciaga z
            koszyka 2-3 kobry okularniki, kladzie je na straganie, i zaczyna paplac jak
            najety. mozna sie z grubsza domyslec ze zachwala towar. od czasu do czasu
            klap! reka kobre w leb, dla efektu, a te kobry juz stoja i gotowe do walki. i
            tak przez dobre 5 min papla i klapsy kobrom daje, az w koncu spod straganu
            wyciaga worek a z worka wielkiego jakiegos weza, 3 razy wiekszy od tych kobr.
            weza na taki kij z petelka na koncu, na drugi taki sam kij jedna kobre, i
            podjudzac zaczyna. po paru chwilach duzy waz cap! kobre za leb i trzyma.
            wtedy pan straganiarz weza na deske i ciach! leb mu ucial :)
            a naokolo tego wszystkiego tlum chinczykow, my z kolesiem gdzies w 4-tej
            warstwie z tylu, ale sie dzielnie przepychamy. wychodzi zza parawanika pani
            straganiarka, weza wiesza na haku i doi krew do miseczki. pozniej odziera ze
            skory i znika z tym dobytkiem za parawanikiem. a pan straganiarz w
            miedzyczasie wyciaga z innego worka rzulwia (O HORROR!) o miekiej skorupie,
            jakis taki wielkosci frisbee. caly czas japa mu sie nie zamyka, 100 mil na
            godzine nadaje, a bractwo jak urzeczone. w koncu i tego rzulwika pan an deske
            i ciach mu leb ucial i pokazuje wszystkim jak krew z szyjki jeszcze pulsuje.
            ale zeby nie zmarnowac, szybko podaje do reki co sie zza parawanika wlasnie
            wysunela. teraz pan straganiarz wyciaga flaszke jakiegos trunku i miesza go z
            krwia tego wielkiego weza, i mieszanke owa podaje za parawanik. 5 minutek i
            zza parawanika wyjezdza pani z ogromna taca, a na tacy miseczki parujacej zupy
            z rzulwika oraz kielonki (ot takie ok 100-ki) tego trunku z krwi i czegos tam
            jeszcze, chyba bimbru. w tym momencie pospolite ruszenie do tej tacy, w tym i
            my z kolesiem, ja za zupke, on za kielonek i w 5 sekund juz po wszystkim i
            spokoj, jeno siorbanie i mlaskamnie slychac:)) zupka byla pyszna, mimo ze
            wystawaly z miseczki jakies kikuty rzulwikowe, ale przemoglem. trunek
            natomiast ohydny, ale ze mocny i jako nieodlaczna czesc rytualu, zostal spozyty
            z odpowiednim namaszczeniem.

            a o co w tym wszystkim chodzi: podobno ten zestaw to mocny afrodyzjak, i
            miejscowe chinczyki spozywaja go przed wizyta do ktoregos z licznych burdeli w
            labiryncie malenkich zaulkow tuz obok. ten dlugi rytual, paplanina, walki
            wezy, to na wyzwolenie ich adrenaliny, podobno wzmacnia potencje zupki i
            trunku ;)

            no wiec poszlismy z kolesiem w te czerwone zaulki, zeby zobaczyc jak to tam
            wyglada. male chinki piszczaly z uciechy na nasz widok, bo my raczej duzi, i
            piora wtedy dlugie, i w ogole egzotyczni cudzoziemcy. obejrzelismy,
            poszlismy. bidota tam w sumie i jakos zupelnie pozbawione tego elementu co to
            ma uchodzic za erotyzm (o ile w ogole mozna o tym mowic w kontekscie seksu za
            pieniadze). ot, stoja takie mizerotki w dzwiach, pod czerwona zarowka,
            szlafroczkiem opatulone, jakies futerkowe klapki na bosych stopkach, nawet nie
            staraja sie reklamowac towaru, jakos tak... pasuje do tego jarmarku, jakby i to
            byly stragany. pomyslalem, ze trudno byloby lepiej to zaprojektowac jesli
            celem mialo by byc wywolanie uczucia podlosci u klienta. no, ale ja z zachodu
            i tamtych ichniejszych subtelnosci nie kumam ni w zab. w kazdym razie, nie
            bylo nam potrzeby odwiedzac kliniki chorob wenerycznych tuz po drugiej stronie
            ulicy ;))

            ~:O:=o
            • kan_z_oz Re: swiatlo mam niejasne wrazenie 15.05.04, 12:08
              czytajac twoje wspomnienia, przypomniala mi sie moja wizyta na trydycyjnym
              przyjeciu chinskim w Sydney.
              Jedna z wielu potraw byla ryba, podana w calosci. Kelner nalozyl do miseczek;
              dostal mi sie kawalek z kostkami, ktore pieczolowicie powbijalam w glowe
              zostawiona na polmisku na srodku 11 osobowego stolu. Po naszpricowaniu glowy;
              dostalam wiadomosc od mojej sasiadki z lewa ku uciesze calego stolu; TO BYL
              NAJWIEKSZY PRZYSMAK zastawiony na koniec. Oznajmiono mi, iz teraz musze zjesc
              glowe ryby. Patrzac kochajaco w oczy mojego meza i rybiej glowy;
              zapytalam "kochanie czy masz chec na rybe", nie mial wyjscia, zjadl oczy...
              Milczenie trwalo w domu przez pare dni...
              Pzd
              • chris-joe kulinarne dziwactwa 15.05.04, 12:30
                swego czasu spedzilem trzy miesiace na japonskim statku na samym srodku
                polnocnego Pacyfiku, karmiono mnie tam wieloma roznymi specjalami w tym salatka
                suto okraszona malymi bialymi korzonkami. Znacznie pozniej dowiedzialem sie,
                iz nie byly to zadne korzonki, lecz robaki-glisty-pasozyty wydobyte z rybich
                zoladkow.

                W Grecjii natomiast raz tylko zamowilismy pieczona owcza glowe- podawano ja na
                duzej kuchennej desce, po czym sprawnym ciosem topora platano ja na pol przed
                twoim nosem. Po mozgu przychodzila kolej na smakolyk- oczy, ktore nalezalo
                samemu wydlubac lyzka z owczego czerepa.
                • morsa Re: kulinarne dziwactwa 15.05.04, 13:15
                  Zamowiliscie, ale czy skosztowales? Oczy?
                  Bylam kiedys w malej tawernie pod Atenami,
                  goscie tylko miejscowi, oprocz nas.
                  Na stolik naszych sasiadow tez wjechal barani
                  leb. Towarzystwo bylo widac zadowolone z wyboru
                  dania.
                  Ja zmienilam krzeselko, usiadlam tylem do smakoszy.
                  brrrr
                  • chris-joe Re: kulinarne dziwactwa 15.05.04, 14:31
                    w tawernie wszystkie oczy zwrocily sie na nas, gdy zamowilismy ow specjal,
                    wlasciciel musial sie az upewnic, ze rzeczywiscie o to nam chodzi. Owczy
                    czerep jest tam specjalem, ale jakby troche sekretnym, "tylko dla nas
                    Grekow", "Turistes sa na to zbyt delikatni" (cos jak japonska podpsuta i
                    slimaczaca sie fasola "natto").
                    Wiekszosc mozgu zjedlismy prawie bez problemu, jesli chodzi o oczy... no coz,
                    spojrzenia i usmiechy politowania innych klientow nie pozostawialy nam wyboru,
                    a kilka lufek ouzo dodaly kurazu. Wydlubalismy, wzielismy do buzi... szybki
                    pojedynczy przegryz (to byla najgorsza czesc przedsiewziecia) i natychmiastowe
                    polkniecie niemal calej galki... I spory lyk ouzo. Nigdy wiecej!
                        • don2 Re: kulinarne dziwactwa 15.05.04, 20:55

                          CANGREJOS DE LA RIBERA (kraby po hiszpansku ) bierzesz: cebula,2 marchewki,
                          troche natki pietruszki,wino biale,5 lyzek smalcu (czystego)pokroic wszystkie
                          skladniki,wrzucic do rozgrzanego szmalcu,dolac wina ,wrzucic kraby i delikatnie
                          od czasu do czasu mieszac.PS Uwaga !!! kraby myjesz dokladnie przed wrzuceniem
                          w ZIMNEJ WODZIE .Smacznego.
                          • chris-joe Re: kulinarne dziwactwa 15.05.04, 21:38
                            na razie wlozyl zywe do lodowki (ponoc zgodnie z zaleceniami sprzedawcy!) by
                            je "zalatwic" tuz przed spozyciem- a to dopiero wieczorem. Zamieszana ma w to
                            byc cytryna, piwo i jakies inne skladniki. Sie nie wtracam z wyjatkiem
                            protestow, ze nie chce zadnych zywych zwierzat w lodowce. Udaje, ze nic nie
                            wiem, poki ich nie zobacze na talerzu.
                            Teraz wybieramy sie na pchli targ i diabli wiedza gdzie jeszcze.
                            Niewykluczone, ze zawleczemy tez jego siostre do polskiej restauracji (wraca do
                            Brazylii za 3 tygodnie).
    • ani-ta Re: Okropna kuchnia polska 15.05.04, 21:09
      wczoraj okropny polski obiad:
      mlode ziemniaczki obsmazane w koperku, watrobka drobiowa (w jabluszkach) i
      mloda kapustka:)
      dzisiaj okropny polski obiad:
      w miejsce kapustki, ktora niespodzianie zniknela (myszka zjadla?) pojawila sie
      mizeria ze szczypiorkiem:)

      uwielbiam wschodnie wynalazki, malo tego mam zgode na doswiadczenia kuchenno-
      kulinarne w domu (jak to Jedyny powiedzial..."najwyzej bedzie niezjadliwe:P"),
      ale jak tylko slonko przygrzeje... pojawia sie chec wieksza od pokus
      innych... "musze to zrobic!!!"... i wtedy mloda kapustka z mlodymi
      ziemniaczkami... sama wchodzi do gara... a potem sama znajduje droge do otworow
      paszczowych:)

      sa ludzie ktorzy powietrzem zyja i do takich przyziemnosci jak dobre jedzenie
      sie nie przyznaja... ja uwielbiam jesc!
      <to byla spowiedz lasucha!>

      a.:)

      P.S.
      w ramach zycia w unijnym kraju... jadlam hiszpanskie pomidory i greckie
      ziemniaki:)
      <to sie nazywa wytlumaczyc czynnik ekonomiczny:P cena greckich do polskich
      ziemniaczkow 1:2>

      P.P.S.
      co do smrodow wszelakich... mimo, ze w zasciankowie zyje... posiadam garnki z
      pokrywkami oraz okap kuchenny... siakos nie smierdzi:P
    • basia553 Anito, 15.05.04, 21:47
      pewnych rzeczy nawet przykrywac nie wolno, bo to ujemnie na ich smak wplywa.
      W tej chwili przypominam sobie tylko kalafior, a to juz wystarczy.
      Poza tym: i ja mam okap i pokrywki, ale jak gotuje kapuste, to niestety pare
      dni mieszkanie ma zapach. Z tym sie nalezy pogodzic i basta.
      • ertes Re: Anito, 15.05.04, 21:58
        I wlasnie o to chodzi. Co tu sie przejmowac zapachem.

        A co do mlodych ziemniakow to jest to tylko polskie.
        Bodajze Wlosi zasmazaja zeimniaki w bazylii czy czyms podobnym. I to jest tez
        pyszne.
        • ani-ta ertes:)))) i znowu zgoda;) <zapisana! w kajecie!> 15.05.04, 22:06
          ja robie tak na prawde pol na pol z natka pietruszki:)
          ale musze ukrywac ow fakt przed rodzina... ktora koperek uwielbia... a natke
          zdecydowanie mniej:) co nie przeszkadza jej palaszowac... ;)))

          generalnie mlode ziemniaczki smakuja milion razy lepiej jak sie je obsmazy... i
          w nosie mam cholesterol! grunt to orgazm podniebienia!:)


          a.:))
      • ani-ta Re: Anito, 15.05.04, 22:01
        basienko:)
        wiem, ze cos czuc... ale zapewniam cie, ze podobnie ty jak i ja doskonale znamy
        pare duuuuzo mniej przyjemnych zapachow;)
        ja zdecydowanie wole odwiedzac domy, gdzie czuc gotowane jedzenie (nadzieja na
        poczestunek rzecz jasna zawsze jest:P), niz te gdzie czuc "cos innego".

        wspomnienia z lat studenckich... i koszmarne zapachy wydobywajace sie z kuchni
        w akademiku... boszzzz... jak ja wspolczulam znajomym, ze musza znosic
        pichcenie wietnamczykow!!!!... do momentu.... az zostalam ugoszczona... wtedy
        te smrody zamienilam na zapachy:)))))

        dobrze, ze mi o kalafiorku przypomnialas... w poniedzialek, jak Bog da a partia
        pozwoli, udam sie na bazar w celu nabycia:))))

        a.:) ktorej kuchnia kojarzy sie li tylko z przyjemnoscia;)
        • basia553 Re: Anito, 15.05.04, 22:10
          Ja dopiero dzis wieczorem wröcilam z Wloch i mam nowe ziemniaczki wypröbowane:
          podsmazone w oleju i z...rozmarynem! Pycha! Z tym ze ja w domu podsmaze mniej
          zdrowo, na maselku..
          • ani-ta Re: Anito, 15.05.04, 22:16
            noooooo nieeeee
            albo oliwa (najlepiej z jakimis ziolkami w srodku) albo maselko!
            zwykly olej jest zbyt prozaiczny!

            basienko... juz pisalam... do diabla ze zdrowiem! grunt zeby PRZYJEMNOSC
            byla!:)))))))))))

            czego i tobie zycze!:)

            a.:)

            P.S.
            ide sprawdzac na mapie jak daleko jade na konferencje od ciebie.... moze nie az
            tak... jak mi sie wydaje?:)

            P.P.S.
            lepiej napisz co dobrego jadlas na urlopie? opalona? odprezona? szczesliwa?:)
          • ertes Ziemniaki z rozmarynem 16.05.04, 18:03
            Wlasnie o te ziemniaki mnie chiodzilo. Nie z bazylia a z rozmarynem.
            Pychotka.

            Mozna jeszcze dodac Olive Bread maczany w mieszance oleju z oliwek, parmezanu i
            octu.

            A z bazylia to najlepsza jest biala mozzzarella, z pomidorem i rowniez octem.
    • jan.kran Re: Kalfior i inne. 15.05.04, 23:07
      Od kiedy kalafior jest typowo polska potrawa?
      Ja wiem , ze te kilka nacji co je spotkalm wsuwaja polski bialy ser i kielbase
      az im sie wszystko trzesie.
      Oscypek tyz jest niezly.
      nie wiem czy kapusta to typowo polski przysmak ale Niemiec a zwlaszcza
      Alzatczyk wsuwa rowno to smierdzace warzywo.
      Ja bym tam kilinariow nie uogolniala :-)) K.
      • kan_z_oz Re: Kalfior i inne. 16.05.04, 08:51
        Po przeczytaniu wszystkich postow; znowu jestem glodna. 20 min temu zjadlam
        obiad; marynowane 'eye filets' czyli polwdwica z krowy na BBQ w czerwonym winie.
        Utylam 5 kg od czasu korespondencji internetowej!!
        Prosze, nie podawajcie zadnych innych przepisow; kapusta i kalafior moze
        smierdza ale jakze smakuja...mniam.

        Pzd
        • lucja7 Re: Slownictwo 16.05.04, 12:59
          Mnie w kuchni polskiej najbardziej drazni slownictwo. Nie wiem dlaczego Polacy
          jedza chlebek z maselkiem, popijaja herbatka albo kawka, troche kielbaski,
          sledzika, flaczkow, i tak mozna w nieskonczonosc.
          Dlaczego te zdrobniale dziwolagi? Nie moga przy stole poprosic o maslo a nie
          maselko? Albo troszeczke zupki? Bleeeeeeeeeeeee
          lucja7.
          • don2 Re: Slownictwo 16.05.04, 13:16

            to nie w kuchni polskiej :)))))))) to taki maniakalny serwilizm kelnerski:
            " a moze szanowny pan mecenas kaze podac poledwiczke na grzaneczce i bulionik
            i mamy swiezutka rybke z wody " niestety pozostalosc prowincjonalnej kultury
            gastronomicznej.A jak ci sie podoba pytanie : a ryba swieza? i co kelner ma
            powiedziec? A w domu jak mama mowi do coreczki? wypijesz mleczko i zjesz
            buleczke z serkiem-potem pojdziemy na spacerek . Uklonki D.
            • jutka1 Re: Slownictwo -- Don :) 16.05.04, 15:44
              don2 napisał:

              > A w domu jak mama mowi do coreczki? wypijesz mleczko i zjesz
              > buleczke z serkiem-potem pojdziemy na spacerek . Uklonki D.
              **********
              nienienienienienie!! ................ :))))))
              MamUSIA mowi do corKI:
              dopij mleko, zjedz bule zesrem, i wynocha na podworECZKO ;)))))))))))
                • jutka1 Re: Slownictwo -- Don :) 16.05.04, 18:54
                  don2 napisał:

                  > wypij mleko,zjedz bulke z kielbasa ( nie wydlubuj tluszczu ) potem pojdziesz
                  > na spacer...i masz wrocic przed 22.00 .wrocisz pozniej to Ci ojciec nogi z
                  dupy powyrywa.
                  **********
                  hehehehe

                  yes daddy, wroce po czwartej rano a jak sie nie podoba to sie wyprowadz,
                  hihi ;)))))))))))))
          • jutka1 Re: Slownictwo 16.05.04, 15:42
            Lucjo, zgadzam sie w calej rozpelznosci. ;)
            Tez mnie to drazni/irytuje, niepotrzebne skreslic. Jak mi ktos proponuje
            herbatke, to mam ochote powiedziec nie dziekuje, ale herbate poprosze.

            Nie wiem, skad sie bierze maniera.

            Jutka - nieznajka aka nieumialek
    • basia553 Re: Okropna kuchnia polska 17.05.04, 08:17
      TAK! Ziutek masz racje, o to Orzesze chodzi. A w Czerwionce mialam znajoimego,
      ale wtedy jeszcze o tym nie wiedzialam :)))))))))))
      Swiatlo, z tym barszczem w ciagu roku..... Tez kiedys dorwalam karpia
      wspanialego chyba w lutym i nic, ale to nic mi nie smakowal!
      To zreszta tak jak z röznymi potrawami na urlopie. Pilismy w Grecji wspaniale
      winko, zachwycalismy sie, zabralismy pare butelek do domu. Zrobilismy przyjatko
      powitalne, moussaka jak trza, winko otwieram. a tu nic, zachwytu nie ma :((((
      Bo brakowalo dodatköw: tego greckiego ambiente, zapachu powietrza, muzyczki zza
      rogu, usmiechnietego wlasciciela knajpy, co nas juz z daleka wital itd.
      Kompletne rozczarowanie.
      • emre_baran polska szkola i Basia. 17.05.04, 08:26
        I tutuja znajduje potwierdzenie mojej tezy na temat chujowosci polandzkiego
        szkolnictwa, orzesze lerzy w samym sercu pieknej ziemi gorno slaskiej i nie w
        kierunku Bielska, bo to raczej Bielsko lerzy na kierunku Sosnica-Orzesze a o
        zworcie mozemy dyskutowac, pomijama "SEKMOWYM MULCZENIEM" fakt pomylenia Orzesza
        z Orzyszem.

        Ale! Basia i Orzesze pobudzaja u mnie czesc mozgo odpowiedzialnego za
        wspolnienie. Oboz pionierski w CSSR i Basia z Orzesa starsza odemnie chyba o lat
        5. slodkie mlodociane zauroczenie absolutnie platoniczne, jak wszystkie niestety
        moje zwiazki dotad.
    • xurek Zapach rzecz wzgledna 17.05.04, 12:01
      Niemcom kapusta nie smierdziala, bo gotuja / jedza tez. Szwajcarom smierdzi.
      Niemcy na widok flakow robili sie jacys tacy bladzi – Szwajcarzy nie, bo jedza
      tez. Na temat kalafiora jeszcze nikt sie do mnie nie wyrazil, wiec nie wiem.
      Wszystkie znane mi nacje wykazuja na widok zoladkow ugotowanych w zurku albo na
      gesto te sama reakcje, ktora jest chec szybkiej ucieczki polaczna z checia
      zostania i zobaczenia na wlasne oczy, ze ja naprawde to zjem.
      Polskie wedliny dla wszystkich mi znanych pachna i wszystkim smakuja.
      Marynowane grzyby uwazane sa za powazny i dosc niesmaczny dziwolag – ogorki
      malosolne za przysmak. Bigos jak dotad smakowal wszystkim mi znanym
      innostrancom. Kapusta kiszona z suszonymi grzybami uwazana jest w pierwszym
      momencie za powazny mezalians – potem wszystkim smakuje. Gotowanie nerek (jak
      rowniez ich spozywanie) przyprawia wszystkich mi znanych lacznie ze mna o
      mdlace skrety zoladka.

      Curry niby nie smierdzi, ale powoduje w wiekszym stezeniu, przynajmniej u
      mnie, uczucie stechlizny i nieswiezosci. Poza tym curry zupelnie mi nie
      smakuje – ryz zreszta tez nie w kazdej postaci. Niektore nacje afrykanskie (np.
      Etiopczycy) uzywaja zjelczalego masla z jakimis ziolami jako przyprawy do
      gotowania. To jest najgorsze, co mi sie dotad udalo wachac. Zaraz po tym ida
      wszelkie rodzaje suszonych ryb i krewetek, na ktorych widok, zapach i smak robi
      mi sie rownie niedobrze – moja siostra natomiast wszstkie te elementy uwielbia.
      Ryba ogolnie jak jest przyrzadzana do przynajmniej dla mnie zawsze smierdzi –
      oprocz marynowanych badz innych surowych, ktore nie smierdza, ale za to mi nie
      smakuja.
      Wielu tubylcom zdecydowanie nie smakuje polaczenie miesa z owocami – ja bardzo
      lubie. Ja z kolei nie znosze ani miesza z mieta (kolega Anglik) ani z czekolada
      (kolega Meksykanin) ani z ryba (koledzy z Nigerii).

      Moje odczucie w czasie urlopu w Hameryce: amerykanskie zarcie nie ma ani
      zapachu, ani smaku, za to bardzo ladny wyglad :))).

      Piwo ma dla mnie dosc potworny zapach.

      A poza tym chwilowo zarcie kojarzy mi sie tylko i wylacznie z garem, ktory
      potem trzeba wyszorowac :)))).

      Xurek
      • swiatlo Jedzenie hamerykańskie 17.05.04, 18:48
        xurek napisała:
        >
        > Moje odczucie w czasie urlopu w Hameryce: amerykanskie zarcie nie ma ani
        > zapachu, ani smaku, za to bardzo ladny wyglad :))).

        Musisz sprecyzować jakie jedzenie masz dokładnie na myśli. To prawda jedzenie w
        supermarkecie nie pachnie w ogóle bo jest wszystko popakowane w plastyki i w
        większości samo jest też plastykowe.
        A jeśli chodzi o restaurację to zależy w jakiej restauracji.
        Masz zresztą rację w dużej mierze. Nawet jedzenie etniczne w Ameryce jest
        przyrządzane pod gusta amerykanów, więc kuchnia chińska nie jest kuchnią
        chińską, ale kuchnią chińską dla Amerykanów. Podobnie z hinduską, włoską itd.
        Amerykanie w większości nie lubią ostrych zapachów i smaków. A jeśli się
        deklarują że lubią, to mają na myśli zamerykanizowane, czyli złagodnione wersje
        tych smaków.
        Podobnie piwa. Oczywiście piwa amerykańskie to takie lekko alkoholizowane siki.
        Bardziej słodkie i wodniste niż gorzkie. Nawet piwa importowane są też
        produkowane pod kątem gustów amerykańskich i są inne i łagodniejsze niż jakby
        kupić te piwa w krajach oryginalnych.
        No ale tacy są ci hamerykanie. Co kraj to obyczaj..
        • jutka1 Re: Jedzenie hamerykańskie 17.05.04, 19:05
          swiatlo napisał:

          > Nawet piwa importowane są też
          > produkowane pod kątem gustów amerykańskich i są inne i łagodniejsze niż jakby
          > kupić te piwa w krajach oryginalnych.
          > No ale tacy są ci hamerykanie. Co kraj to obyczaj..
          *******
          Nie gusta ale przepisy. Mocniejszych nie mozna importowac, bo jest gdzies
          napisane, ze piwo zeby sie nazywalo beer musi miec mniej niz ilestam procent.

          To prawda, siki okrutne, ale sa tez dobre piwa, Sam Adams, Anchor Steam, Sierra
          Nevada, plus setki lokalnych z micro-breweries.
            • swiatlo Re: Jedzenie hamerykańskie 17.05.04, 19:40
              ertes napisał:

              > I jeszcze w kwestii piwa: mnie te siki smakuja.
              > Moje ulubione to Corona Light a kiedys kanadyjski Carslberg czy Molson
              Canadian
              > Choc czasami nie pogardze Sam Adams :)

              Corona jest okropna, ale czy to nie jest meksykańskie piwo?
              Natomiast Molson Canadian jest dobre i to wcale nie siki. Podobnie bardzo lubię
              Labatt Blue. Pod warunkiej jednak że są butelkowe. Puszka zabija piwo.
              Zresztą kanadyjskie piwa w USA są tańsze.
          • maria421 Re: Jedzenie hamerykańskie 17.05.04, 19:42
            Noszzzz kurka wodna, Swiatlo, juz ci nawet polski bigos smierdzi?
            Ty w tej Hameryce zupelnie wech straciles, bo przeciez narzad nieuzywany
            obumiera, a gdzie Ty w Hameryce miales co wachac? Zarcie opakowane, gotowe,
            podgrzane w mikrofalowce nie pachnie niczym. A jak tu juz przede mna
            powiedziano, amerykanskie jedzenie jest bez smaku i zapachu. A jedzenie bez
            samku i zapachu jest po prostu sztuczne.
            Kazde pozywienie ma swoj zapach. Pamietasz jak pachnie jablko zerwane z
            jablonki? Albo swiezy pomidor czy ogorek?
            Kazda kuchnia musi pachniec w czasie obiadu. A to przysmazana cebulka, a to
            gotowanymi warzywami, a to smazonym czy prazonym miesem, a to ryba.
            Przyjezdzasz na obiad do domu i juz z daleka czujesz co zona gotuje...
            A od czasu do czasu dom musi pachniec pieczonym ciastem, plackiem drozdzowym
            albo jakim innym kolaczem. I tylko taki dom, Swiatlo, to dom, w ktorym sie chce
            zyc i mieszkac, tylko taki dom zyje.


            • basia553 Re: Jedzenie hamerykańskie 17.05.04, 19:54
              Mieszkam w paropietrowym domu i jak stoje na parterze przy windzie to sie
              zloszcze albo na tych z lewej, co robia z cala pewnoscia pyszne podsmazane
              ziemniaki (ten zapach!!!), albo na tych z prawej, co ciagle cos wspanialego
              pieka. Cudowne zapachy! A ja lece wtedy do mieszkania i natychmiast musze cos
              wkuszac!
            • swiatlo Re: Jedzenie hamerykańskie 17.05.04, 19:55
              Mario, w 100%, co ja mówię, w 200% się z tobą zgadzam.
              Kalafior z zasmażką jest wspaniały. Jedynym problemem jest że jak go przyniosę
              do pracy, to wszyscy chcą przez okna wyskakiwać. Podobnie z gołąbkami.
              Curry uwielbiam, ale jak wchodzę do pokoju mojego hinduskiego kolegi w pracy,
              to chcę od razu wyjść.
              Tak więc lepiej jeść smakołyki w domu przy włączonym wentylatorze, ale do pracy
              przynosić plastykowe produkty.
                  • don2 Re: Jedzenie hamerykańskie 17.05.04, 21:10
                    Swiatlo ,w europejskich miejscach pracy sa odpowiednie pomieszczenia do
                    spozywania posilkow itd.Musialbym na leb upasc ,by jesc w pomieszczeniu
                    biurowym lub na hali fabrycznej.Przypomniales mi PRL i kraje komunizmu.Panienki
                    przy biurku z kanapka i szklanka herbaty.Do dupy macie socjalne warunki i
                    zw.zawodowe.Juz nie bede Cie meczyl procentem pracownikow jadajacych w
                    kantynach i barach okolicznych.Z jednym sie zgodze i znam to z
                    autopsji:pracownicy jak ty to nazywasz "etniczni "jaja by se dali wyrznac a nie
                    zaplaca w kantynie lub w barze " na miescie" kazdy ma jedzenie z domu.Nic w tym
                    zlego ale maja odpowiednie warunki do jedzenia,naswt na budowach itp. A na
                    filmach to wy hamerykancy jadacie albo w restauracjach albo w parku albo
                    siedzac na 89 pietrze budowanego wiezowca na tej najbardziej odstajacej belce i
                    pijecie cole :))
                    • swiatlo Lunche w hameryce 17.05.04, 21:21
                      Sa następujące możliwości w biurach:
                      - wychodzenie 'out'. Jest to bodajże najpopularniejsza metoda. Kosztuje jednak
                      więcej. Bo jak pomnożysz $6 razy 25 dni otrzymasz $150 miesięcznie. Niby nie
                      dużo, ale to już rata za niedrogi samochód. Albo miesięczne ubezpieczenie
                      samochodu.
                      - przynoszenie jedzenia z domu. Jest to tańsze. Nie mówiąc że jest też
                      naturalne branie do pracy resztek z wczorajszego obiadu. Ma się zmarnować?
                      A jeść można w ogólnym pomieszczeniu lunchowym, jeśli takie jest. Są takie w
                      dużych korporacjach, jednak w mniejszych firmach są one zwykle za małe aby
                      pomieścić wszystkich. Zresztą jest przyjemnie przynieść sobie lunch do własnego
                      biurka i jedząc łazić sobie po internecie. Co zresztą właśnie teraz robię.
                      - jeździć na lunch do domu. Trzeba jednak niedaleko mieszkać. Ja mieszkam 5 mil
                      od mojej pracy, więc to jest moja standardowa metoda. Jednak w czasie lata
                      jeżdżę do pracy rowerem, więc na lato ta możliwość dla mnie odpada.
            • chris-joe Re: Jedzenie hamerykańskie 17.05.04, 21:01
              Noszzzz kurka wodna, Mario, nie robze z Ameryki takiego kompletnego dziwolaga!
              Mozna tu (tam) bardzo porzadnie zjesc, moda na zdrowe zarcie pewnie tu (tam)
              silniejsza niz w Europie, restaurcji z calego swiata wybor tu (tam) rowniez nie
              mniejszy, niz na starym kontynencie, a byc moze nawet bogatszy.
              Jasne, ze sa tacy, co poza cola i burgerem nic w gebie nie mieli, ale i w
              Europie nie kazdy taki znow kulinarnie wyrafinowany. Prawdaz?
              • ertes Re: Jedzenie hamerykańskie 17.05.04, 21:03
                > Jasne, ze sa tacy, co poza cola i burgerem nic w gebie nie mieli, ale i w
                > Europie nie kazdy taki znow kulinarnie wyrafinowany. Prawdaz?

                pytanie raczej retoryczne. Gdziekowliek w Europie nie trezba jezdzic godzinami w
                poszukiwaniu McDonald's czy Burger King albo KFC.
              • maria421 Re: Jedzenie hamerykańskie 18.05.04, 20:09
                chris-joe napisał:

                > Jasne, ze sa tacy, co poza cola i burgerem nic w gebie nie mieli, ale i w
                > Europie nie kazdy taki znow kulinarnie wyrafinowany. Prawdaz?

                Prawdaz, Chris, najprawdziwsza prawda-z :-)

                W Europie co kraj to obyczaj, ale smialo moge zaryzykowac twierdzenie, ze u nas
                jada sie wiecej swiezej zywnosci. Niektore nacje (Wlosi, Francuzi, Polacy)
                chetnie kupuja swieze produkty na rynku, w tych krajach jeszcze sie ostaly male
                sklepiki sprzedajace swieza zywnosc.
                W USA ludzie zaopatruja sie glownie w supermarketach, do ktorych czesto musza
                przemierzyc iles tam mil, wiec sila rzeczy robia zakupy na zapas i kupuja
                produkty o dlugiej konserwacji.
                Jezeli chodzi o gastronomie, to stwierdzam, ze USA maja wiele do nadrobienia.
                W Europie (chocby nawet w Niemczech) znajdziesz mase barow sprzedajacych swieze
                kanapki, bagietki przekladade czym dusza zapragnie, salatki, zupki etc. To
                wszysto jako szybki lunch.
                A nasze kawiarnie i kawiarenki z pysznymi tortami albo lodami? Macie cos
                takiego?
                No a potem oczywiscie jest cala plejada restauracji roznych kategorii
                serwujacych dania roznych kuchnii, ale na ogol nie trzeba brac zyranta po to,
                zeby nawet do najlepszej pojsc, nie trzeba wait to be seated, porcyjki sa
                odpowiednie do mozliwosci zoladka i nikt nie zabiera ze soba doggy bag...

                Ej, Chris, Ty pewno dawno w Europie nie byles...
                • ertes Re: Jedzenie hamerykańskie 18.05.04, 20:15
                  Oj Mario, Mario jak Ty nie znasz Ameryki... a tyle o niej piszesz.

                  hehe az ciezko taka niewiedze skomentowac hehe
                  Operujesz jakims stereotypami ktore rzadko mozna znalezc.

                  Masz jak zwykle problemy ze zrozumieniem ze inne nie znaczy gorsze ani lepsze.
                  Po prostu jest INNE.
                  • maria421 Re: Jedzenie hamerykańskie 18.05.04, 23:16
                    ertes napisał:

                    > Oj Mario, Mario jak Ty nie znasz Ameryki... a tyle o niej piszesz.
                    >
                    > hehe az ciezko taka niewiedze skomentowac hehe
                    > Operujesz jakims stereotypami ktore rzadko mozna znalezc.

                    Oj, Ertesie, tylko mi nie mow, ze Twoja zona w LA codziennie na ryneczek albo
                    do sklepiku za rogiem biegnie po swieza salate i wiejski serek...

                    > Masz jak zwykle problemy ze zrozumieniem ze inne nie znaczy gorsze ani lepsze.
                    > Po prostu jest INNE.

                    INNE oznacza dla mnie zroznicowanie miedzy kuchnia polska, wegierska, tajska,
                    wloska, francuska, chinska, japonska itp.
                    Kryteria GORSZE lub LEPSZE stosuje sie do jakosci zywnosci, a na te jakosc
                    sklada sie glownie swiezosc, czystosc, roznorodnosc i wartosci odzywcze.

                    Sam przyznasz chyba, ze fast food nie tylko jest INNA ale i gorsza od modnej
                    teraz slow food, czyli od potraw jakie gotowaly nasze mamy czy babcie, ktore
                    same zagniataly makaron, a rosol z kury gotowaly pare godzin na malym ogniu.
                    • ertes Re: Jedzenie hamerykańskie 18.05.04, 23:58
                      > Oj, Ertesie, tylko mi nie mow, ze Twoja zona w LA codziennie na ryneczek albo
                      > do sklepiku za rogiem biegnie po swieza salate i wiejski serek...

                      Akurat u mnie jest troche inaczej gdyz to ja kucharze. Ale to na marginesie.
                      Smiem twierdzic ze do swiezej salaty mam duzo lepszy dostep niz Ty gdyz mam
                      farme w ogleglosci 5 minut od domu.

                      Operujesz jakims wydumanymi stereotypami ktore maja sie nijak do rzeczywistosci.

                      Co ma do tego wszystkiego fast food tez nie rozumiem.

                      Masz zupelnie wypaczony obraz zycia w Ameryce Polnocnej.
                      • don2 Re: Jedzenie hamerykańskie 19.05.04, 00:11

                        Maria ma racje !! i do tego jedzenie nozem i widelcem jest niedoscigniona
                        umiejentnoscia dla przecietnego hamerykanina.No bo kto to widzial by najpierw
                        odkroic kawalek kotleta potem przelozyc widelec do prawej reki odkladajac noz i
                        zaczac jesc.:))))))))
                          • swiatlo Re: Jedzenie hamerykańskie 19.05.04, 01:08
                            ertes napisał:

                            > Co to jest widelec? Noz to wiem bo odkraiwamy platy miesa z cielca.
                            > Czasami wrzucimy pare ziemniakow do ognia i tyz sie zezre ale rece sa czarne.

                            Ja nic nie odkrawam, jeno pazurami odrywam. A czasami żrę zębami bezpośrednio z
                            cielca.
          • tortugo Re: Jedzenie hamerykańskie 20.05.04, 17:57
            sierra nevada z beczki to najlepsze piwo na swiecie, howgh!
            a cienkie zarcie znajdziesz wszedzie. (tu nie bede sie rozpisywal o naszej
            ojczyznie zeby patriotow nie urazic.) natomiast zeby nie bylo miskonsepszyn,
            ze w niby hameryce jest kiepskie zarcie... w san diego, np., jest zatrzesienie
            autentycznych meksykanskich knajpek, milion meksykanczykow niczego innego by
            nie tolerowalo. a na sushi chodze do knajpki gdzie rezerwacje musze robic co
            najmniej tydzien wczesniej, bo zapchane japonczykami, w tym japonskimi
            biznesmenami w delegacji. dalej, juz pomijajac autentyczna kuchnie etniczna,
            kuchnia amerykanska, ktora przyswoila sobie rozmaite aspekty i niuanse innych
            kuchni, wytworzyla wlasny charakter i jest bomba! tu powstaly m.in. Pacific
            Rim i nouvelle cuisine. California cuisine, oparta na potrawach morza i
            produktach lokalnej agrykultury jest niesamowita: urozmaicona, smaczna i
            zdrowa. w ogole amerykanska sztuka sztuka kulinarna nie rozni sie od innych
            dziedzin zycia w ameryce, zycia ktore jest unikalne pod wzgledem bogactwa
            zasobow, podloza kulturalnego, i idacej z tym reka w reke roznorodnosci i
            inwencji. Dlatego zawsze jak slysze uogolnienia na temat ameryki, chce mi sie
            z nimi dysputowac :))
            a za pierogami mojej siostry i tak tesknie ;)))
            ~:O:=o
            • don2 Re: Jedzenie hamerykańskie 20.05.04, 18:04
              No no no kolego czerepacha,hamuj !! nouvelle cousin wynalazek czysto francuski
              glowny Bog i ojciec monsieur B. podal by cie za to do sadu i bys sie nie
              wyplacil.A tak to na forum oswiadczam ,ze znasz sie na temacie jak ja na
              basetli.nie obraz sie ale widac na tobie wplywy " urban legend "
      • swiatlo Żarcie najważniejsze 19.05.04, 01:22
        ertes napisał:

        > dla szanownego kolegi Swiatlo za najdluzszy watek na P2.
        >
        > Gratulacje.

        Zawsze wiedziałem że ludzie najbardziej lubią o żarciu.
        Nawet bardziej niż o dupczeniu.
            • maria421 Re: Żarcie najważniejsze 19.05.04, 14:37
              don2 napisał:

              >
              > Szanowni wspolmieszkancy naszego forum Ertes i Swiatlo. Bardzo sie dziwie
              > waszej reakcji na moj post-Panowie! Ja to pisalem o Amerykanach nie o Was.:))

              He, he , he...)))

              Ertes do tej pory nie ma innej odpowiedzi niz ta, ze my (ja) stereoptypami sie
              poslugujemy. Tylko z czegoz one sie biora te stereotypy? Ano na przyklad z
              opowiesci mojej corki, ktora przez 4 tygodnie pobytu w Huntington Beach
              (okolice Ertesa) , czyli nad morzem (!) rybe jadla tylko jeden jedyny raz i to
              w postaci jakiekosc fish burgera u McDonalda.
              W tym samym czasie ja z malzonkiem, na wakacjach nad francuskim Atlantykiem
              wcinalismy swiezutkie ryby i wszelkie dary morza dwa razy dziennie.
              Te stereoptypy biora sie stad, ze moje kolezanki w Chicago jezdza po chleb do
              polskich delikatesow, zamias kupowac amerykanski chleb gdzies w supermarkecie.

              itp itd.....
    • basia553 Re: Okropna kuchnia polska 19.05.04, 14:44
      Nie kcem ale muszem obgadac moja amerykanska kolezanke tutaj. Otöz jak jej
      cöreczka byla mala, to sie kolezanka raz skarzyla, ze od meza nie dostaje
      regularnie na zycie i jej cöreczka raz plakala z glodu, to ona, kolezanka
      pozbierala wszystkie grosiki w domu, aby jej kupic hamburgera!!!! Chyba juz o
      tym pisalam. Na mysl jej nie przyszlo, zeby obgotowac pare ziemniaczköw czy
      nudli.
      • don2 Re: Okropna kuchnia polska 19.05.04, 15:20
        he he he ,coreczka plakala z glodu !! serce mi peka i w gardle
        sciska.popierwsze to mogla zgasic tego papierosa-paczka fajek =3 mleka albo itd.
        a moze nie pali? egal.a pracowac nie miala?i ten "burger" !!!
          • lucja7 Re: Okropna kuchnia amerykanska 19.05.04, 16:08
            Kilka razy w zyciu wyszlam z kina przed koncem filmu ktory mi sie nie podobal.
            Raz tylko wyszlam z restauracji w trakcie dania zachwalanego i polecanego przez
            hotelarzy. To bylo w San Diego, w La Jolla, langusty zupelnie bez smaku.
            Fast food chyba lepszy. Przykre wspomnienie.
            lucja7.
        • ertes Re: No to żeście sobie ulżyli... 19.05.04, 16:37
          Bym cos napisal ale musze leciez z dzieckiem na sniadanie do McDonalds. Moja
          gruba zona zabrala mi wszystkie pieniadze ale znalazlem jakies grosiki i na Big
          Maca wystarczy a potem jade trzy dni swiniamy i jeden w zaprzegu chomikow kupic
          jakies groceries.
          • maria421 Eeee tam, chlopaki... 19.05.04, 18:49
            Ertes, Swiatlo! Z pewnoscia w pierwszych latach Waszego pobytu w Ameryce Pn.
            tez Wam uszami wychodzil amerykanski chleb i amerykanskie jedzenie. No, moze za
            wyjatkiem miesa, bo zeberka czy jakis steak z grilla sa calkiem dobre.
            Z pewnoscia snily Wam sie po nocach polskie smakolyki i kombinowaliscie gdzie
            by je kupic. Myle sie?
            • don2 Re: Eeee tam, chlopaki... 19.05.04, 18:58
              hi hi ,po pirwszy ch 3 latach w svenssonii gornej.calowalem polski chleb.
              potem kupowalem niemiecki potrojna cena.Potem bylem zmuszony ozenic sie z polka
              bo powiedziala ,ze umi piec chleb.I td. Za tydzien jade do PL kupie maszynke do
              pieczenia chleba-taniej jak znowu zenic sie z polka.no i maszynka tansza w Pl.
              O innym zarciu w tym kraju sie wypowiadalem nieraz-Juz wiem co bede jadal w
              piekle :)))
            • ertes Re: Eeee tam, chlopaki... 19.05.04, 19:05
              Najwiekszym problem braku polskich potraw, wedlin smakolykow mialem zaraz po
              wyjezdzie z Polski. A mieszkalem w Niemczech. I to tam powstalo powiedzenie o
              "plastikowym" chlebie. Warzywa bez zapachu itp.

              Cale szczescie w Toronto bylo pod dostatkiem polskich sklepow ze swojskim zarciem.
              Jedynie co w Niemczech dobre to male, swiezutkie buleczki na sniadanie. Tyle ze
              tez plastikowe.

              Teraz i tak chleba nie jadam wiec nie mam problemu w Niemczech, USA , Polsce czy
              w jakimkolwiek kraju na swiecie.

              A jesli chodzi o ryby to najlepsze jadlem na Kubie. Prosto z morza, swierzutkie,
              pyszne. Wszystkie inne moga sie schowac. Zreszta na Kubie zarcie wogole jest
              doskonale.
              • don2 Re: Eeee tam, chlopaki... 19.05.04, 19:35
                moj ranking piekarnictwa :niemcy,polska,francja i wlosi balkany i hiszpanie po
                rowno
                wyroby wedliniarskie: polska potem dlugo dlugo nikt i hiszpania z jednym
                produktem-szynka serrano= parma wloska.Reszta nadaje sie do wyzucenia w chwili
                kupna.
                • ertes Re: Eeee tam, chlopaki... 19.05.04, 19:42
                  To mogloby sie zgadzac gdyz moi znajomi zaopatruja sie w chleb w pobliskim
                  niemieckim sklepie :)
                  Czasami kolega Wietnamczyk przynosi bulki z wietnamskiego sklepu i musze
                  przyznac ze tak dobrych bulek jak te jeszcze nie jadlem.

                • basia553 Re: Eeee tam, chlopaki... 19.05.04, 19:43
                  Faktycznie u nas w Niemczech wieksza ilosc wspanialych chleböw. Ale jesli
                  chodzi o Wlochy, to pewnie od regionu do regionu inne chleby sa dobre i trzeba
                  sie znac. W Toskanie stwaiaja zaraz na stole tak wspanialy chleb, ze najpierw
                  wacham go dluzszy czas upajajc sie zapachem, a potem jem bez niczego, bo
                  smakuje jak najlepsze ciasto. A w Ligurii juz byla dupa blada, chlebek suchawy
                  i bez smaku, ze o zapachu nie wspomne.:(((((
            • swiatlo Eeee tam, Mario! 19.05.04, 19:48
              Oczywiście że się mylisz :)
              Dodam, że nie byłem wyjątkiem od reguły i zajęło mi parę lat aby się
              zasymilować. Jednak nie miało to nic wspólnego z kuchnią.
              To raczej w Polsce masz do wyboru w zasadzie jeden rodzaj jedzenia i musisz się
              nieźle napocić jeśli na przykład jesteś Hindusem, Chińczykiem czy Grekiem.
              Niezależnie od tego jak dobra jest kapusta i kotlety mielone, jeśli ktoś
              pochodzi z innej kultury i ma raczej ochotę na korzenie z glistami, to w Polsce
              ma dość ciężko. I dopiero on może się nawściekać na Polaków!
              W Hameryce nie masz przymusu kupować watowego chleba, plastykowych wędlin bądź
              chemicznie kolorowanych pomidorów o smaku wody. Jeżeli w czasie waszego pobytu
              w tym kraju tylko to kupowaliście, to tylko o was źle to świadczy.
              Masz tutaj do wyboru całą gamę produktów farmerskich, naturalnych bądź
              etnicznych i w ogóle co tylko ci przyjdzie do głowy.
              Muszę powiedzieć także że przeciętny Amerykanin ma dietę znacznie bardziej
              urozmaiconą, lżejszą i zdrowszą, niź przeciętny Polak. Bardziej opartą na
              warzywach, róźnorodności i równowadze, niż jednostronna i cięzka kuchnia polska
              oparta właściwie na tym samym: kapuście, kartoflach i ciężkim tłuszczu.
              Zdarzają się tutaj rednecki którzy jedzą tylko frytki i colę, i tak zresztą też
              wyglądają, podobnie jak na polskich wsiach jedynie co się je to smalec, kapustę
              i wódkę. I też nie lepiej wyglądają. Na zdrowie!

              No ale fajnie jest naigrywać się z hamerykanów, tak było od zarania dziejów,
              jednak cóż, takie jest ryzyko bycia ogólno-światowym mocarstwem w dziedzinach
              od militarno-politycznej, poprzez ekonomiczną do kulturowej i medialnej.
              Nastawiasz się na zakompleksione reakcje. Takie jest życie...:)
              Najlepszą miarą jest ta, że Europejczycy tak uwielbiają się naśmiewać z
              hamerykanów, natomiast hamerykanie nawet głowy sobie nie zaprzątają
              Europejczykami.

              A moja w tym pozycja? Muszę szczerze powiedzieć że watowanego chleba nie jem,
              hamburgerów nie cierpię, no może raz na pół roku, jem warzywa z farmy, chleb z
              piekarni i wędlinę ze sklepu niemieckiego, a poza tym też mnie męczy ta
              mocarstwowość Ameryki i sam bym jej życzył większej pokory.
              No ale taka hameryka jest. Europa zresztą też nie lepsza....
              • ertes Re: Eeee tam, Mario! 19.05.04, 19:54
                chemicznie kolorowanych pomidorów o smaku wody. Jeżeli w czasie waszego pobytu
                > w tym kraju tylko to kupowaliście, to tylko o was źle to świadczy.

                Swieta prawda kolego. Smiac mi sie chce jak czytam te glupoty na temat tego co
                my tu jemy od ludzi ktorzy byli pare dni na wakacjach i jedyny wysilek jaki
                zrobili to pojsc do MC.
              • don2 Re: Eeee tam, Mario! 19.05.04, 20:16
                wiesz co swiatlo,ja bym chcial mieszkac w kraju bogatym silnym i aroganckim-
                pokora to dobre w kosciele.w zyciu silny zawsze wygrywa( jak by nie bylo )a
                zycie jest krotkie.
                • don2 Re: Eeee tam, Mario! 19.05.04, 20:22
                  kolego swiatlo .przyjm do wiadomosci .ze te twoje opowiadania o restauracjach
                  i produktach # etnicznych " jak to pieknie nazywasz datuja sie do dawno
                  zapomnianych czasow.Nawet w polsce juz nie ma GDZIE ZJESC PO POLSKU.
                  A w sklepach tych etnicznych " robakow" ile kto chce.oczywiscie nie w Zagraju
                  Dolnym.polazil bys po miastach europy to bys oczka otworzyl.egzotow ile kto chce
              • ertes Oregon 19.05.04, 20:28
                Swialto zapomnialem gdzie Ty mieszkasz.
                Wyglada na to ze bede w Oregonie w lipcu, chce podjechac do Creater Lake.
                Jestes gdzies w poblizu?
                • swiatlo Re: Oregon 19.05.04, 20:42
                  ertes napisał:

                  > Swialto zapomnialem gdzie Ty mieszkasz.
                  > Wyglada na to ze bede w Oregonie w lipcu, chce podjechac do Creater Lake.
                  > Jestes gdzies w poblizu?

                  Hehe, to jeszcze jakieś cztery godziny na północ. Ja jestem w Portlandzie.
                  Kiedy w lipcu?