Watek retro

05.07.11, 22:05
czyli tu mozna wspominac stare czasy, stare przeboje i stare przezycia. Tak mnie naszlo jak uslyszalam dzisiaj to :

www.youtube.com/watch?v=BVgM7qeAlko
Boze, co to byl za hit! To byl doslownie hymn dyskotekowy przy ktorym nie mozna bylo nie tanczyc. Mialam wtedy mniej wiecej tyle lat co teraz moja corka, mialam talie osy (no, powiedzmy ... ) nosilam 12 cm szpilki , szerokie spodnice , mocny makijaz i bardzo duza fryzure. I kochalam tanczyc.
Teraz przybylo lat i kilogramow, talie osy diabli wzieli ale reakcja na ta muzyke jest ciagle taka sama- nie moge tego sluchac bez ruchu, cialo samo zaczyna plasac.
    • fedorczyk4 Re: Watek retro 06.07.11, 09:02
      Taak 1979 rok, piękny rok!!!
    • xurek @ Basia & CJ 16.07.11, 15:13
      Widzisz, CJ, jak to dobrze cos napisac . Bo ja myslalam, ze jestem jedyna na swiecie, ktorej sie wydaje, ze zyje w czwartym z kolei wcieleniu i to bez reinkarnacji a tu prosze, Ty masz tak samo. Ja zylam zyciem „do przeprowadzki do domu na wsi“ potem zyciem „do wyjazdu z Polski“ potem zyciem „do zajscia w ciaze“ i teraz tym czwartym, ktore pewnie zakonczy sie z dorosloscia Piranhii i zakoczeniem pracy zawodowej przechodzac w zycie nr. piec.

      Ja mam rzeczywiscie rewelacyjna pamiec do stanow emocjonalnych towarzszacych sytuacjom (co bardzo przydaje sie w ich opisywaniu), dobra pamiec do twarzy, zdarzen, czesciowo nazw i imion, o dziwo zupelnie nie mam pamieci do dat. Z poczuciem ciaglosci jest u mnie jednak tak samo jak u Ciebie, albo nawet jeszcze gorzej, poniewaz to diskontinuum czasowe laczy sie u mnie niejako z diskontinuum fizycznym, gdyz ja do ciazy i ja po ciazy to fizycznie zupelnie rozne osoby i to na dodatek w ten sposob, ze gdyby ta z przed ciazy zobaczyla ta po ciazy to odwrocilamy sie z niesmakiem (wiem co mowie, bo w koncu to ja ).

      W Portugalii bylam w roku 86, w 87 wrocilam do Polski, skonczylam studia i wyjechalam pozniej na stale poznajac nastepna czesc sasiadow, o ktorej bedzie w nastepnym odcinku.

      Basiu, w 75 to mojaj mama rzeczywiscie chadzala w szpilkach aczkolwiek nieco innych niz dzisiaj, bo takich nizszych i z pieta zaokraglona tak jak nie przymierzajac afrykanska pupa i nie nazywala ich szpilkami, tylko czolenkami . Czolenka zreszta byly moim zdaniem znacznie piekniejsze, niz dzisiejsze pumpsy, aczkolwiek czasami takie podobnie dzisiaj widuje. Ja zas w tym czasie chodzilam w mundurku szkonym i granatowych butach ze sznurowkami, tudziez bialych sandalach i kolanowkach w lecie i gdyby ktos byl mi wtedy pokazal moj obraz z przyszlosci w martensach, z cala pewnoscia bylabym sie powaznie przerazila i rozplakala (tez wiem, co mowie, bo w koncu to ja ). Pozniejsze martensy tez byly marki „no name“, ale nazwalam je t tutaj martensami, bo wygladaly dokladnie tak samo a chcialam, by forum wiedzialo, o co chodzi. Dopiero bedac w NIemchech odkrylam swiat prawdziwym martensow z calym jego bogactwem i chociaz juz nie bylam punkiem zakupilam ich kilkanascie par. Za najwspanialsczy lup uwazam fioletowe „metallic“ tudziez „dalmatynczyki“ .
      • ewa553 Re: @ Basia & CJ 16.07.11, 15:25
        ja mam pamiec dobra ale krotka (cytat z mojego szefa:))
        Moja przeszlosc pamietam bardzo dokladnie, ale bez ciaglosci. Pamietam niektore zdarzenia, niektore odcinki zycia, pamietam bardzo dobrze zapachy, co sie wiaze z roznymi przezyciami pozniej. Tak np. bedac na urlopie na Kerkyrze (czyli w Grecji) dostalam kiedys na deser
        jablka pieczone z cynamonem. Ogolnie cynamonu nie lubie, ale w tym momencie po prostu rozplakalam sie nad zapachem tych jablek, w jasny dzien, na tarasie lokalu przy Exerzierplatz.
        No bo przeciez jedna z nielicznych rzeczy ktore moja Mama dobrze robila (prace domowe jej nie lezaly, wyzywala sie w pracy zawodowej), to byly tzw. jablka w szlafrokach, czyli w ciescie w calosci zapiekane, z dodatkiem cynamonu. I moj biedny maz zupelnie zaskoczony tym moim placzem nie wiedzial czym mnie uspokoic, ale to bylo tylko nagle przypomnienie dziecinstwa i domu rodzinnego. Ten zapach, aromat.
        I tak czesto bywam zaskoczona jakimis zapachami i przenosze sie wtedy w zupelnie inny swiat, inne czasy. To takie smutne a zarazem piekne.
        • xurek @ Basia 16.07.11, 15:44
          Basiu,praktyki zalatwiala organisazcja uczelni ekonomicznych AIESEC, gdzie mozna sie bylo o taka praktyke ubiegac. Mozesz sobie jednak wyobrazic ilu w PRL-u bylo kandydatow i ile miejsc, wiec poprzeczka byla bardzo wysoka. Ja dowiedzialam sie o tej mozliwosci pod koniec pierwszego roku ale mialam tak fatalne oceny, ze nie bylo o czym marzyc, a oni chcieli srednia z co najmniej trzech semestrow. Mnie do tego momentu oceny byly wsio ryba, bo przeca bylam juz na studiach i troje zupelnie wystarczaly, by je skonczyc. Jak dowiedzialam sie o mozliwosci praktyki, to wzielam sie do roboty w celu wyprodukowania lepszych ocen i po trzecim roku dostalam miejsce na praktyce. Chlopaki mowily po francusku, ja tez, ale w ciagu tego roku nauczylam sie calkiem niezle portugalskiego.

          Praktyka miala zreszta skutek uboczny znacznie wazniejszy, niz ona sama a mianowice te wlasnie oceny tudziez wplyw pracy w zachodniej firmie na moja psyche, majacy kluczowy wplyw na to jak podeszlam do pracy magisterskiej. Koniec koncow zakonczylam studia ze srednia ocen 4.8 i praca / obrona na 5. Nie wzruszylo mnie to specjalnie, bo podejscie do ocen i ambicji mam takie jak Piranha, ale w Niemczech oceny te okazaly sie bardzo istotne, gdyz nostryfikacja dyplomu zawarla przeliczenie tych ocen na niemiecki system na ktorym to wyszla mi srednia 1.2 badz 1.4 (nie pamietam a nie chce mi sie teraz szukac tego swicha). Ta z kolej doslownie uratowala mi moje zawodowe zycie, gdyz w NIemczech ocena na dyplomie okazala sie byc bardzo waznym czynnikiem dostania pierwszej pracy.

          Jak to mawiala moja babcia, nidgdy niy wiadomo, na co sie to moze przidac :)
          • ewa553 Re: @ Basia 16.07.11, 15:53
            Tak, cale Twoje ciekawe dzieje przypadaja na lata o ktorych nie mam zielonego pojecia.
            Ale popatrz, postawienie mlodemu czlowiekowi jakiegos celu moze go bez wiekszego przekonywania motywowac, sam sie mobilizuje, jesli ma konkretny cel.
            Czy mozesz zdradzic z jakiego rocznika jest Twoja Mama?
        • maria421 Re: @ Basia & CJ 16.07.11, 16:12
          Ja tez dziele zycie na etapy. Etap przedemigracyjny i etap na emigracji, etap przedmacierzynski i etap po urodzeniu Ani, etap malzenski i etap po smierci meza.

          Jako zodiakalny Wodnik jestem osoba ktora raczej wybiega myslami w przyszlosc niz zyje przeszloscia, stad moze moja dziurawa pamiec z ktorej ulecialo wiele twarzy , nazwisk , zdarzen, ale zostal sentyment do miejsc. Niektore miejsca staja sie dla mnie sanktuarium i zaluje ze nie moge ich miec tylko dla siebie, a nawet gdybym miala je tylko dla siebie to przeciez i tak nie moglabym im przywrocic tamtego zycia, bo te sanktuaria nigdy nie byly puste, przewijaly sie przez nie rozne postacie.

          Na przyklad nasze lodzkie mieszkanie. Znajdowalo sie na pierwszym pietrze , wiec nigdy nie jezdzilam winda, chodzilam po schodach i wierzcie mi, do tej pory mam te schody jakos w nogach.

          Pamietam jak zamykalam drzwi tamtego mieszkania przeczuwajac ze moze wiele lat uplynac zanim wroce. Pamietam jak po 9 latach wbieglam pedem po schodach z bukietem kwiatow i naciskalam dzwonek jakby sie palilo í ze lzami rzucilam sie w ramiona Rodzicow. Pamietam jak kilka lat pozniej wchodzilam bardzo wolnoi po tych schodach wiedzac, ze Taty juz w mieszkaniu nie zastane.

          Zamkneli mi moje sanktuarium , zalozyli brame i teraz nawet sobie nie moge wejsc i zejsc po MOICH schodach.

Pełna wersja