Dodaj do ulubionych

Specjalnie dla Marii: kuchnia amerykańska

21.05.04, 00:19
Na początek, parę dań z amerykańskiego Southwest, bardzo bogatego w tradycje
kulinarne rejonu USA.

1. Potato Casserole: danie bazowane na ziemniakach, śmietanie, mleku,
siekanym szczypiorku i przyprawach.

2. Chiles Rellenos Casserole: kombinacja chleba kukurydzianego, sera Czedar i
Monterey Jack, siekanej ostrej papryki, jajek, mleka i przypraw.

3. Ryż zapiekany z kurczakiem: kurczak w specjalnym południowym sosie,
selerami, groszkiem, serem czedar, ryżem oraz przyprawami.

4. Chicken Rice Divan Bake: zapiekany ryż z kurczakiem, serem czedar,
broccoli i przyprawami.

5. Scalloped Chicken Casserole: kurczak pieczony w małżu, grzyby, migdały,
ryż gotowany oraz południowy sos. Podawany z rosołem zaprawianym mąką i
masłem.

6. Grilled Hamburger Steaks with Sauce: grillowane kotlety mielone ze
specjalnym keczupem, sosem chili i ziołami.

To tylko przykłady. Następnym razem więcej dań z innych amerykańskich kuchni:
- kuchni amerykańskich murzynów z Południa
- kuchnia Cajun
- kuchnia Kentucky
- kuchnia teksańska
oraz wielu innych


--
Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
Obserwuj wątek
    • basia553 Re: Specjalnie dla Marii: kuchnia amerykańska 21.05.04, 10:19
      Lucjo, a co to jest "prawdziwa, amerykanska kuchnia"? Poza Indianami, ktörych
      kuchni niekoniecznie chcialabym wypröbowac, to przeciez zlepek röznych
      narodowosi. Röwniez my, Polacy mamy swöj udzial w tej "prawdziwej amerykanskiej
      kuchni". I möwiac szczerze, ta röznorodnosc bardzo mi sie podoba.
    • emre_baran niestety 21.05.04, 13:22
      Niskiej jakosci jewropejskie pol-produkty nie nadaja sie gotowania w
      imperialmnym stylu.

      W zasadzie to Ertes ma racje temat nigdy nie cieszyl sie zainteresowaniem i
      mozna sprawdzic w archiwach polonii ze pojecie swiatlych jewropejczykow na
      temat amerykanskiego zarcia to hamburgery z najlepszej szkockiej restaruacji
      swiata, krzyzyk na droge.

      --
      www.beztrabek.prv.pl/
    • maria421 Re: Specjalnie dla Marii: kuchnia amerykańska 21.05.04, 18:10
      Swiatlo, pare dan to jeszcze nie jest "kuchnia narodowa".
      Anglicy tez maja swoja baranine w sosie mietowym, i porridge i plum pudding ale
      pies z kulawa noga poza nimi o tym wie i to jada.
      W zeszlym roku przywiozlam sobie z USA ksiazeczke z przepisami kuchni
      Tennessee, ale tam naprawde nie ma nic, co by te dania w jakis sposob
      wyroznialo, nic, co by bylo oryginalne.

      Nie wiem, dlaczego moje stwierdzenie, ze kuchnia amerykanska wlasciwie nie
      istnieje (czyli wlasciwie sie nie liczy) tak Ciebie i Ertesa urazilo. Niemiecka
      tez sie w swiecie nie liczy, a w Niemczech jest chyba wiecej restauracji
      serwujacych dania obcej kuchni niz typowe niemieckie dania. Niemieckie dania sa
      gotowane glownie w domu, ale tez coraz mniej, bo coraz mniej gospodyn ma ochote
      na gotowanie. Czy to jest uszczerbek dla Niemiec? Nie!
      Maja tu dobry chleb i piwo, niezle mieso i podroby, ale niemieckie restauracja
      za granica otwiera sie glownie dla niemieckich turystow w Hiszpanii, ktorzy
      zamiast paella wola Sauerkraut.

      W USA jest niezle mieso, Amerykanie robia dobre BBQ, ale niewiele poza tym, bo
      naprawde kurczak na iles tam sposobow ( ach, pardon, i indyk na Swieto
      Dziekczynnienia) to nie jest jeszcze Kuchnia.

      Chwalcie sie tym, czym mozecie sie chwalic, chocby whisky czy osiagnieciami
      kalifornijskich winiarzy...
      • tortugo Re: Specjalnie dla Marii: kuchnia amerykańska 21.05.04, 18:46
        dochodze do wniosku, ze ta "narodowa" kuchnia amerykanska rzeczywiscie nie
        istnieje. i zaczynam sie zastanawiac nad prawdziwym znaczeniem
        slowa "narodowosc". usa jest unikalne jako stopek wielu narodowosci, kultur
        i... kuchni. jasne, nie ma tu tak glebokiej i starej tradycji jak w innych
        krajach, bo sam kraj jest stosunkowo mlody, ale uwazam, ze istnieje niezwykle
        silny charakter "narodowy" (bez wzgledu na to czy dobry, czy zly, czy jak sie
        on komu podoba za granica). w sumie mozna sobie pitolic do bolu na te tematy,
        bo w sumie nie istnieje odpowiedz uniwersalnie prawdziwa, szczegolnie wlasnie
        dlatego, ze nie istnieje jednolita "narodowosc", w pojeciu do ktorego jestesmy
        przyzwyczajeni my, pitolacy, wyrosli w kraju tysiacletnim i tak narodowosciowo
        homogenicznym jak malo. nawet jesli intelektualnie to wszystko pojmujemy i
        uznajemy, to emocjonalnie nadal jestesmy do tylu i mimo wszystko dziwujemy sie
        i mierzymy wlasna miarka. a przystawianie starych, utartych pojec do ameryki
        mija sie z celem. to jest kraj, ktory tworzy wlasne pojecia, tworzy rzeczy
        nowe w kazdej dziedzinie zycia, zmienia wiele z tych starych, utartych pojec,
        niweluje nawet, i mocno podejrzewam, ze gdyby stany zjednoczone przemowily
        ludzkim glosem, to powiedzialyby, w dupie mamy kuchnie narodowa, byle jedzenie
        bylo smaczne, a smaczne to takie, co nam smakuje. a nasza kuchnia narodowa moze
        i istnieje, ale my nic o tym oficjalnie nie wiemy.
        a ja sie i tak zaprosilem na zrazy do mojej partnerki do brydza, jak tylko bede
        w Warszawie :))

      • chris-joe Re: Specjalnie dla Marii: kuchnia amerykańska 21.05.04, 19:10
        nikt rowniez nigdzie nie zamierzal nikomu mowic o "amerykanskiej kuchni
        narodowej". Nie to -zdaje mi sie- bylo tematem pogawedki. Nie to rowniez
        oburzylo swiatlo, ertesa, czy mnie. Co nas wszystkich ubawilo, a takze nieco
        zirytowalo, to twierdzenia o ubostwie amerykanskiego menu oraz powtarzanie
        bzdurnych -wybacz- ogolnikow o hamburgerach i innych fastfoodach.

        To prawda- nikt na naszym kontynencie nie zajmowal sie wymyslaniem pachnacej
        kielbasy, a to z tego prostego powodu, ze gdy rodzily sie pln.amerykanskie
        panstwowosci i narody, pachnaca kielbasa byla juz dawno wymyslona i -co wiecej-
        bylo jej w Ameryce pelno.
        Tak, uczylismy sie gotowac od Europy (sami bedac Europejczykami), lecz takze od
        tutejszych autochtonow oraz imigrantow ze wszystkich innych kontynentow.
        Nikt sie tutaj tego nie wstydzi. Tak jak i Wlosi nie zamierzaja udawac, ze
        sami wymyslili makarony; Niemcy i Polacy, ze ziemniakow, kukurydzy, pomidorow
        itp. nie zapozyczyli z... Ameryki (odbiez Wlochom makaron i pomidory, a
        niewiele z kuchni wloskiej zostanie...); Francuzi i reszta, ze niemal
        wszystkich przypraw nie sprowadzili z Azji i Bliskiego Wschodu.

        Dodam, ze wielki miedzynarodowy sukces kuchni wloskiej, czy francuskiej ma
        pewnie swe korzenie w Ameryce. Tutaj je lansowano, niekiedy z nieco
        snobistycznym zacieciem, i tu najprzypuszczalniej powstaly
        pierwsze "wloskie", "francuskie" itp. restauracje.

        Wiekszosc Amerykanow korzysta z fastfood'ow w sposob identyczny jak robia to
        Wlosi i Francuzi- na miescie, miedzy zakupami i zalatwianiem innych spraw, gdy
        na restauracje nie ma czasu. Poza tym jemy tu niegorzej niz Europejczycy.

        Tak mi sie przynajmniej zdaje. Chyba, ze jestem juz na
        tyle "zamerykanizowany", ze nie mam pojecia, o czym mowie :)))
    • swiatlo No to proszę Mario! 21.05.04, 19:08
      Mario, więc z tego punktu widzenia nie istnieje żadna kuchnia.
      Nawet kuchnia polska. A to z tego powodu że poza Polakami, nikt, ale to nikt na
      całym bożym świecie nie je polskiego jedzenia. Może czasami na wielki dzwon z
      okazji Polskiego Festiwalu w Chicago lub Toronto przypadkowi przechodnie
      załapią się na trochę bigosu. I tyle.
      Podobnie dalej ciągnąc to rozumowanie, to polskie jedzenie wcale nie jest
      polskie. Na przykład pierogi tak naprawdę pochodzą podajże z Ukrainy, więc nie
      można tego traktować jak polskie. Flaki bynajmniej nie są wyłącznie polskie,
      flaki się je w całej Europie Wschodniej. Gulasz też nie jest polski. Kotlety
      schabowe są tak samo jedzone w Polsce, jak i w Niemczech i w Ameryce. Po prostu
      każda krowa ma schab i zasmażanie w bułce tartej bynajmniej nie jest polską
      specjalnością.
      Powiem ci że jeśli chodzi o unikalność jedzenia, to jedzenie jakie zjesz w
      przeciętnej rodzinnej restauracji w Oregonie, British Columbii, Luizjany bądź
      Teksasu jest nawet bardziej unikalne niż jedzenie jakie zjesz we Franfurcie czy
      Londynie.
      Mario, napisałaś że nie istnieje kuchnia amerykańska. Mario, owszem, nie
      istnieje kuchnia ogólno-amerykańska. Tak jak napisał C-J, podobnie jak nie
      istnieje kuchnia ogólno-europejska.
      Jednak istnieje, co więcej jest ona bardzo unikalna, kuchnia cajun, kuchnia New
      England, kuchnia teksańska, kuchnia Southwest, kuchnia Northwest. To jest to co
      gotują gospodynie na obiad w domach, to jest to co zjesz tylko w tym miejscu i
      nigdzie indziej.
      Na przykład Ceasar Salad, czy instnieje ona poza Northwest? Jest to kombinacja
      sałaty, proszkowanego sera, przypraw i proszkowanego czosnku. Wyborna!
      Grille wzięły swój początek na amerykańskim południu, urosły one tam do
      rozmiaru kultu, etnicznego ewenementu. Amerykańskie Południe jest światowym
      sercem grilla, i z tego pochodzi wręcz cała ogromna gałąź kulinarna. Bardzo
      specyficzna tylko dla tego rejonu.
      Dania oparte na kombinacji klopsików (meatballs) w sosie pomidorowym,
      ziemniaków puree, kukurydzy, brukselki to Amerykański Środek.
      Cała technika nadziewania indyka to specjalność amerykańska.
      Kuchnia teksańska jest sama w sobie całym ogromnym unikalnym światem. Jest ona
      oparta na fasoli i sosie chili i różnych ich kombinacjach z innymi składnikami.

      Wiele jest też specjalności które wzięły początek gdzie indziej, ale się tak
      przyjęły w Ameryce, że się zupełnie od swych korzeni usamodzielniły i stworzyły
      ich zupełnie osobny amerykański unikalny odpowiednik. Na przykład wszelkie
      rodzaje spagetti i fetuccini w przeróżnych kombinacjach nie mających nic
      wspólnego z ich włoskimi odpowiednikami. Na przykład wolę sto razy spagetti z
      krewetkami, kawałkami kurczaka, ośmiornicami i krabami w cudownym serowo-
      pomidorowym sosie i mocno przyprawiane czosnkiem jakie jest serwowane w ABC
      Family Restaurant, niż prawdziwe i oryginalne spagetti podawane we typowych
      włoskich restauracjach.
      Podobnie takie teriyaki jest obecnie bardziej amerykańskie niż japońskie. To
      następny lokalny kult.

      Ameryka to także cała gama różnych kanapek. Subway jest rzeczywiście bardzo
      standardowy i nie różniący się podejrzewam od europejskich kanapek, jednak na
      przykłąd taki TOGO's działający w Northwest, to już absolutny ewenement. Jego
      gorące sandwicze z turkey pastrami, meatballs, grilled chicken i ich połącznie
      z jalapeno, różnymi musztardami i warzywami to jest coś czego nie zjesz w
      żadnym innym miejscu.

      No i oczywiście koronna specjalność Ameryki: hamburgery. Jeśli ograniczyć
      hamburgery do McDonalda, to nie mamy rzeczywiście o czym mówić. Jednak w
      większości restauracji amerykańskich dostaniesz całą gamę hamburgerow o jakich
      ci się nie śniło nigdzie indziej na świecie. Porównanie hamburgerów McDonalda
      do na przykład takich hamburgerów Red Robin to jak porónanie gówna krowiego do
      pizzy.
      W tych hamburgerach bułki są duże rodzaju Keiser. Sa albo z nasionami
      sezamkowymi albo makiem. Są też lekko zapiekane i chrupiące. Potem są warstwy
      majonezu, jalapeno, i potem cokolwiek sobie zażyczysz. Możesz mieć zwykła
      wołowinę, możesz mieć kurczak w sosie teriyaki, możesz mieć kurczaka w sosie
      serowym, możesz dodatkowo chcieć warstwę jajka smażonego, różne grzyby, boczek,
      całą dwucentymetrową warstwę różnych warzyw, możesz mieć pastrami, możesz to
      poprzekładać krewetkami, możesz położyć tam jeszcze pieczeń w sosie grillowym,
      zasmażaną szynkę w syropie klonowym (maple syrup), a do tego dochodzi jeszcze
      plasterek ananasa.
      Na boku masz zasmażaną fasolę, sałatkę cesarska z czosnkiem, zupę minestroni
      (następną zamerykanizowaną specjalność), albo gęstą zupę z małżów.

      Ech, uwielbiam ten temat Mario. Swoimi chybionymi tezami wyuczonymi podczas
      krótkiej i powierzchownej wycieczki po USA zainspirowałaś mnie.

      Następnym razem: kuchnia teksańska.

      --
      Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu
      • ertes Ale zmylasz!!! 21.05.04, 19:23
        W jednej z najwiekszych turystycznych miejscowosci w zachodnim wybrzezu do
        ktorej sciagaja tysiace turystow, o plazy ponad 20-sto milowej mozna zjesc tylko
        fishburgera.
        A Ty tu jakies wymyslone, z ksiezyca sciagniete potrawy.
        • swiatlo Re: Ale zmylasz!!! 21.05.04, 19:29
          Nic nie zmyślam, to moje ulubione rzeczywiste potrawy!
          O jakiej miejscowości mówisz?
          No rzeczywiście jak rednecki w tej dziurze są tacy głupi że nie pomyślą o
          porządnej restauracji dla turystów, to już jest ich wina.
          Ale coś w tym jest. Nie wiem czy ci ludzie naprawdę sa tak ograniczeni?
          W Cannon Beach, położonej nad cudową kamienistą malowniczą plażą nad otwartym
          Pacyfikiem, mekce lokalnych turystów, rzeczywiście poza jedna kiepską pizzerią
          nic innego nie ma.

          --
          Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
            • chris-joe Re: Ale zmylasz!!! 21.05.04, 19:33
              starypierdola napisał:

              > Ja tez mysle ze zmyslasz. Na wlasnej skorze sie przekonalem ze w Oregonie nic
              > tylko "Fish & Chips". Moze to zreszta byly "Freedom Fries"??
              >
              no i mcdonaldsy...
                • maria421 Re: Zmysla, zmysla!! Maria wie lepiej! 21.05.04, 21:08
                  Poniewaz kocham wszelkie tematy kuchenno -restauracyjne to sobie jeszcze troche
                  popisze.

                  Po pierwsze: "kuchnia narodowa" czy nawet kuchnia regionalna, to jest cos
                  takiego jak sztandar danego narodu czy regionu, to jest cos, po czym sie dany
                  region rozpoznaje kulinarnie.
                  Gdybysmy wiec mieli do sztandarow roznych nacji wpisac ich oryginalne, typowe
                  dania, to co bysmy wpisali do sztandarow USA albo Kanady?

                  Dalej: pomijajac juz caly Nowy Swiat, ktory zaadoptowal kuchnie Starego Swiata,
                  to wsrod kuchni Starego Swiata, chocby wsrod kuchni krajow Europejskich sa
                  przeciez olbrzymie roznice. Porownajcie chocby kuchnie francuska z kuchnia
                  angielska. A przeciez te kraje sa oddzielone od siebie tylko La Manchem.

                  Sa narody, ktore sobie wypracowaly wlasne, oryginalne dania i sa takie, ktore
                  tego nie potrafily zrobic. Sa tez narody, ktore najbardziej cenia sobie wlasna
                  kuchnie i dlatego tez wloscy imigranci otwierali w USA wlasne restauracje.
                  Najpierw dla samych siebie...Zeby mogli sobie po pracy w nowojorskim docku
                  zjesc pizze jak u Mammy pod Neapolem. Podobnie powstaly przeciez polskie sklepy
                  w Chicago z polska kielbasa , twarogiem i chlebem, jak i pierwsze chinskie
                  restauracje.
                  To nie jest tak, ze dzieki USA kuchnia wloska zdobyla swiatowa renome. Ona ja
                  zdobyla dzieki wloskim imigrantom, ktorzy chcieli tylko swoje jesc.

                  Jak juz powiedzialam: ja porownuje rozne kraje z punktu widzenia turysty. I
                  mowcie sobie, co chcecie, w skali porownawczej USA wypada bardzo slabo pod
                  wzgledem kulinarnym i gastronomicznym.
                  Wiem, Ertesie, ze W Huntington Beach rybe mozna zjesc z pewnoscia w lepszych
                  miejscach niz Mc Donalds, ale jezeli cala grupa (chyba 30 osob) niemieckich
                  dzieciakow zakwaterowana u ROZNYCH amerykanskich rodzin dozywia sie nad morzem
                  fishburgerami, to chyba jednak cos w tym musi byc?

                  I jeszcze jedno, Ertesie, pisales wczoraj, ze chyba slabo szukalam w NY. Otoz
                  ja, jako turysta w wielkiej metropolii nie powinnam musiec szukac. Przynajmiej
                  nie musze szukac w zadnym centrum wielkiego europejskiego miasta. Wystarczy
                  spojrzec w lewo czy w prawo i tylko zdecydowac gdzie pojsc, bo oferta jest
                  naprawde wieksza.

                  zreszta, przyjedzcie, zobaczcie sami.

                  • chris-joe Re: Zmysla, zmysla!! Maria wie lepiej! 21.05.04, 21:16
                    slysze wiele o kuchni francuskiej, ale gdy patrze na francuski sztandar nic tam
                    do zarcia nie widze.

                    "To nie jest tak, ze dzieki USA kuchnia wloska zdobyla swiatowa renome. Ona ja
                    zdobyla dzieki wloskim imigrantom, ktorzy chcieli tylko swoje jesc."
                    -a ktoz to ci "wloscy emigranci", Mario, jak nie wlasnie Amerykanie?

                    • maria421 Re: Zmysla, zmysla!! Maria wie lepiej! 21.05.04, 21:30
                      chris-joe napisał:

                      > slysze wiele o kuchni francuskiej, ale gdy patrze na francuski sztandar nic
                      tam
                      >
                      > do zarcia nie widze.

                      Wlosi twierdza ze to dopiero Catarina Medici nauczyla Francuzow gotowac...))

                      Ale, byloby tego sporo, Chris. Zauwaz tylko ile dan ma do tej pory francuskie
                      nazwy : suflet, omlet, beza, krem, tort, zeby zostac tylko przy tych
                      spolszczonych.

                      > "To nie jest tak, ze dzieki USA kuchnia wloska zdobyla swiatowa renome. Ona
                      ja
                      > zdobyla dzieki wloskim imigrantom, ktorzy chcieli tylko swoje jesc."
                      > -a ktoz to ci "wloscy emigranci", Mario, jak nie wlasnie Amerykanie?

                      Chris, Wlosi nie tylko do USA emigrowali, ale do wszystkich innych krajow. I
                      zanim stali sie Amerykanami, Francuzami, Belgami, Australijczykami,
                      Argentynczykami, Kanadyjczykami, minelo chyba pare pokolen.
                      • chris-joe Re: Zmysla, zmysla!! Maria wie lepiej! 21.05.04, 21:57
                        -a wraz z amerykanizacja tychze Wlochow, zamerykanizowala sie wloska kuchnia i
                        dzis jest nieodloczna czescia amerykanskiej sztuki kulinarnej. Proste.
                        -uzywasz pojecia "kuchni narodowej" w czysto europejskim znaczeniu slowa, wg.
                        ktorego, rzeczywiscie, Amerykanie, Kandyjczycy, Australijczycy, Nowozelandczycy
                        odzywiaja sie resztkami z europejskich stolow. Niech i tak bedzie- mi
                        europejskie definicje nie przeszkadzaja dobrze sie najesc :)

                        Zgodnie z podobnymi definicjami "kultury narodowej" Europejczycy lubia
                        udowadniac, ze w Ameryce Pln. nie ma kultury. Fakt, uniwersytetow tu nie
                        wymyslono -podobnie jak owej nieszczesnej kielbasy- mimo to kwiat europejskiej
                        inteligencji lubi wysylac swe pociechy na rozne harvardy :)

                        Mario, dajze spokoj!

                        Od wiekow -czesto slusznie- pohukujesz przeciw amerykocentryzmowi, by nagle
                        popisac sie europocentryzmem , od ktorego Amerykanie moga sie jedynie uczyc.
                    • maria421 Re: Zmysla, zmysla!! Maria wie lepiej! 21.05.04, 21:40
                      chris-joe napisał:

                      > i jeszcze jedno: gdy sie tak zalisz, ze w Nowym Jorku o pustym brzuchu
                      > biegalas, bo nie moglas znalezc sklepiku z kanapkami- to, wybacz, pozostaje
                      > tylko zdrowo sie usmiac.

                      Nie biegalam o pustym brzuchu, Chris. Znalazlam Marlowe Place na Piatej Alei,
                      do ktorego sie dostalam po 15 minutach of waiting to be seated...
                      Znalazlam tez bardzo mily bar na osmym (chyba?) pietrze Saksa..

                      Mowie tylko, ze w Europie (Mediolan, Paryz, Monachium i nie wiem co jeszcze )
                      NIE MUSZE SZUKAC.
                        • maria421 Re: Nec Hercules contra plures ... 21.05.04, 22:21
                          starypierdola napisał:

                          > N/T
                          >
                          > SP

                          SP, no i widzisz co ja biedna moge?

                          Nic mi nie zostalo, jak tylko oznajmic:
                          Nie ma lepszej kuchni niz kuchnia amerykanska! Nie ma lepszej kultury
                          kulinarnej niz amerykanska. Wlosi nauczyli sie piec pizze od Teksanczykow, ale
                          ze sa ubodzy, to robia takie cienkie, cienkie to ciasto...nie takie wieeelkie
                          wysoookie jak w "Original Texan Pizza"...
                          Amerykanie w ogole sa koneserami Haute Cuisine, odzywiaja sie nadzwyczaj
                          zdrowo, maja nawet wode fat free.

                          Amen!

                  • ertes Re: Zmysla, zmysla!! Maria wie lepiej! 21.05.04, 21:25
                    Ja ci juz pisalem o moich poszukiwaniach kawy w Baden-Baden. Tego samego dnia
                    bylem w Strasburgu i za cholere nie moglem znalezc miejsca ze zwykla kanapka a
                    jak juz znalazlem w jakiejs bocznej uliczce to mnie tak oszukali na wymianie
                    marka-frank ze o malo szlag mnie nie trafil.

                    Czy ja wyciagam z tego wnioski ze w Niemczech nie mozna wypic kawy? Albo ze we
                    Francji nie ma gdzie zjesc i kradna?

                    Jestes uparta, masz swoja, bardzo zla wizje Ameryki, i choc tyle osob tutaj ci
                    mowi ze tak nie jest to ty UPIERASZ sie i WMAWIASZ nam ze nie mamy racji.
                    Chcesz to widz sobie ta Ameryke jak ci sie zywnie podoba.
                    Ja wole, korzystajac z kontaktow jakie daje forum po pierwsze czerpac z wiedzy
                    innych a po drugie byc otwartym na to co mowia. Na tej zasadzie nie bede z
                    Waldkiem dyskutowal na temat Bostonu, czy z CJ na temat Montrealu gdyz na pewno
                    ich wiedza lokalna jest wielokrotnie wieksza niz moja.

                    Jesli chodzi o twoja corke to pierwsze co bym zrobil gdyby to spotkalo moje
                    dziecko zastanawilbym sie co za kiepska organizacja jesli osoba ktora mieszka
                    tutaj mowi ze to niemozliwe. A moze Twoja corka jest tak samo nastawiona jak i Ty.

                    Przyjezdzasz tutaj juz z konkretnym nastawieniem i nie starasz sie nic poznac
                    tylko przeleciec, zobaczyc i ponarzekac i probujesz nam wmowic ze jest inaczej
                    niz my to wiemy.

                    Swiatlo juz ci cale epistoly wypisuje, CJ, ja a ty nadal trwasz w swoim: nie
                    widzialam-nie ma. Nie pogniewaj sie za slowo ale jest to strasznie aroganckie.
                    • maria421 Ertes! 21.05.04, 22:01
                      A moze zamiast ataku ze ja arogancka, a corka zle nastawiona zastanowilby sie
                      skad sie biora takie opinie?
                      Dlaczego ja sie "uparlam" i "zle nastawilam" akurat na amerykanska gastronomie,
                      a nie na wloska, francuska, chinska czy jeszcze jakas inna? Pisalam, ze Anglicy
                      tez nie maja wlasciwie zadnej kuchni. To co? Do nich tez jestem zle i arogancko
                      nastawiona?

                      Napisalam juz, czego pewno nie chciales zauwazyc czy zrozumiec, ze z pewnoscia
                      w Huntington Beach mozna zjesc ryby nie tylko w postaci fishburgera w McDonalda.
                      Wydaje mi sie jednak straszliwie dziwne, ze Amerykanie mieszkajacy nad morzem
                      nie uzywaja ryb we wlasnej domowej kuchni, ani na przeroznych beach czy pool
                      parties z grillowaniem. Powtarzam- podobne wrazenie jakie miala moja corka,
                      mieli tez jej kolezanki i koledzy z grupy.

                      I jezeli chcesz wiecej wiedziec- wszyscy skarzyli sie na przewage fast food w
                      domowym jadlospisie, na niedostatek swiezych warzyw i na brak...... wody
                      mineralnej.

                      Wydaje mi sie, ze roznica w ocenie wynika wlasnie z roznicy wymagan.

                      • ertes Re: Ertes! 21.05.04, 22:23
                        > Dlaczego ja sie "uparlam" i "zle nastawilam" akurat na amerykanska gastronomie

                        Tego to ja nie wiem.

                        > I jezeli chcesz wiecej wiedziec- wszyscy skarzyli sie na przewage fast food w
                        > domowym jadlospisie, na niedostatek swiezych warzyw i na brak...... wody
                        > mineralnej.

                        Jak juz napisalem ja bym sie zastanowil ze wyslalalem dziecko na jakis kiepski
                        oboz gdzie nie za bardzo o nich dbano.

                        > Wydaje mi sie jednak straszliwie dziwne, ze Amerykanie mieszkajacy nad morzem
                        > nie uzywaja ryb we wlasnej domowej kuchni, ani na przeroznych beach czy pool
                        > parties z grillowaniem.

                        A to bardzo proste: Amerykanie grilluja miesa a nie ryby. Albo raczej
                        niesamowicie rzadko ryby. Tradycja moja droga, tradycja.
                        INNE i NIEZROZUMIALE nie znaczy gorsze.

                        Zeby zjesc dobra i smaczna rybke idzie sie do knajpy. Chocby ktorejs z CJ-jowego
                        linku. Tylko trzeba chciec.
                        • starypierdola E, Maria, pomoge Ci.... 21.05.04, 22:46
                          Kazdy gdy jedzie do innego kraju czuje sie troche "dziwnie". I "kazdy pan
                          chwali swoj kram".

                          W Ameryce tez "griluja" ryby. Ja jem taka przynajmiej raz na tydzien (lekarz
                          kazal na starosc!!). Ale czesciej griluje sie shrimps (krewetki) a jeszce
                          czesciej mieso. Rozmaite mieso. A gdzieniegdzie nawet jedza rybe bez
                          grilowania, surowa i przyprawiona. Zobacz w jakim slowniku co to jest "seviche".

                          >>ze Anglicy tez nie maja wlasciwie zadnej kuchni. <<

                          Maja, maja. Tylko inna. W odroznieniu od Amerykanskiej ta kuchnia polega
                          glownie na gotowaniu, albo na smarzeniu pod przykryciem. Specjaly: wszelkiego
                          rodzaju roasts (pieczone mieso), Yorkshire pudding, rozne corned beefs, roznie
                          przyrzadana kukurydza (ja wiem, tylko konie jedza kukurydze), rozne "jellies",
                          pies, i inne rozmaitosci. Juz nie wspomne o sniadaniach. Jak nie wierzysz to
                          spojrz na przecietnego Brytyjczyka. Duzo grobszy niz Francuz czy Wloch, wiec
                          nie jest tak zle. Czy to od samego smalcu z kartoflami cukrem??

                          Rozprez sie troche, dzis piatek. Radzilem Ci dolac rumu do tej herbatki!!

                          :-))
                          SP



                        • maria421 Re: Ertes! 21.05.04, 23:27
                          ertes napisał:


                          > Jak juz napisalem ja bym sie zastanowil ze wyslalalem dziecko na jakis kiepski
                          > oboz gdzie nie za bardzo o nich dbano.

                          To nie byl OBOZ. To byl kurs jezykowy z zakwaterowaniem u przecietnych
                          amerykanskiech rodzin, zeby niemieckie dzieciaki poznaly jak zyje przecietna
                          amerykanska rodzina.

                          > A to bardzo proste: Amerykanie grilluja miesa a nie ryby. Albo raczej
                          > niesamowicie rzadko ryby. Tradycja moja droga, tradycja.
                          > INNE i NIEZROZUMIALE nie znaczy gorsze.

                          Ertesie, to moze byc i tradycja, ale jest to tradycja latwizny.
                          Jak rowniez zaprzeczenie podstawom zdrowego zywienia, ktore zalecaja duzo ryb,
                          malo miesa.
                          > Zeby zjesc dobra i smaczna rybke idzie sie do knajpy. Chocby ktorejs z CJ-
                          joweg
                          > o
                          > linku. Tylko trzeba chciec.
          • ertes Swiatlo do cholery! 21.05.04, 21:12
            Ech Swiatlo myslalem ze zalapiesz ironie i drwine.
            W ktoryms z postow Maria napisala ze w Huntinton Beach mozna tylko fishburgera
            zjesc.

            Wiec sie nasmiewam i przesmiewam. Trzeba czytac wszytskie posty.
            • maria421 Re: Swiatlo do cholery! 21.05.04, 21:16
              ertes napisał:

              > Ech Swiatlo myslalem ze zalapiesz ironie i drwine.
              > W ktoryms z postow Maria napisala ze w Huntinton Beach mozna tylko fishburgera
              > zjesc.
              >
              > Wiec sie nasmiewam i przesmiewam. Trzeba czytac wszytskie posty.

              Wlasnie! Rowniez moj ostatni.
              • tortugo Re: Swiatlo do cholery! 21.05.04, 22:01
                Mario, z tym ze w europie nie trzeba szukac, to jeden wielki bajer. nie ma
                restauracji na kazdym rogu i nie wszystkie sa tak super daja jesc, ze z daleka
                cala ameryka blednie. wiem, bo bywalem i naszukalem sie. pamietam uczucie
                niezwyklej ulgi jak wysiadlem kiedys z pociagu w mediolanie o 23:00 i
                zobaczylem zlote luki mcdonalda. a to dlatego, ze bylem glodny i zmeczony i
                nie kusila mnie perspektywa nastepnej wyprawy "odkrywczej" milych knajpek w
                zacisznych zaulkach gdzie pozywic sie moze i cialo i duch. wszystko dobre w
                swoim czasie, a ja jeszcze nie wiedzialem gdzie bede spac. bonusem bylo, ze
                dawali w mcdonaldzie piwo (w usa nie dajo), co, nota bene, sklonny jestem uznac
                za europejskie ulepszenie amerykanskiej narodowej potrawy, bo jak mozna
                hamburgera bez piwa? ;))
                rz.
                • maria421 W Mediolanie 21.05.04, 22:07
                  musiales byc bardzo zmeczony, jezeli widziales tylko swiatlo Mc Donalda...
                  Wokol Stazione Centrale masz mase roznych knajpek, restauracji i barow. Problem
                  w tym, ze one nie sa round the clock, bo Wloch na ogol je o okreslonych
                  godzinach.
                    • maria421 Re: W Mediolanie 21.05.04, 22:25
                      chris-joe napisał:

                      > no ale zeby w duzej europejskiej metropolii trzeba bylo "trafic" na
                      > ta "okreslona godzine", to dziwne :)

                      Chris, w Europie ludzie maja zwyczaj jesc posilki o okreslonej porze. Sniadanie
                      przed 10.00, obiad miedzy 12.00 a 14.00 i kolacje po 19.00.
                      W miedzyczasie mozesz przekasic cos lekkiego.

                      Znow sie naraze, ale dla mnie tak wlasnie powinno byc.
                      • swiatlo Re: W Mediolanie 21.05.04, 22:29
                        maria421 napisała:

                        > chris-joe napisał:
                        >
                        > > no ale zeby w duzej europejskiej metropolii trzeba bylo "trafic" na
                        > > ta "okreslona godzine", to dziwne :)
                        >
                        > Chris, w Europie ludzie maja zwyczaj jesc posilki o okreslonej porze.
                        Sniadanie
                        >
                        > przed 10.00, obiad miedzy 12.00 a 14.00 i kolacje po 19.00.
                        > W miedzyczasie mozesz przekasic cos lekkiego.
                        >
                        > Znow sie naraze, ale dla mnie tak wlasnie powinno byc.

                        Tutaj w Portlandzie tak nie ma, ale pamiętam że w Vancouver w BC było podobnie.
                        Restauracje były zamknięte przed 17.
                        Jest to oczywiste ze względów biznesowych. Po prostu jest mało klienteli przed
                        porą obiadową, a poniewać obsługa ma płacone na godziny, więc nie opłaca się
                        trzymać otwartej pustej restauracji.

                        --
                        Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
                    • starypierdola Godziny 21.05.04, 22:49
                      > no ale zeby w duzej europejskiej metropolii trzeba bylo "trafic" na
                      > ta "okreslona godzine", to dziwne :)

                      EUREKA! To wyjasnia problemy Marri w NY. Inne godziny!! Europa jest 6 godzin do
                      przodu! Pewno chciala lunch o 6:00 rano!!

                      SP
                      • maria421 Re: Godziny 21.05.04, 22:53
                        starypierdola napisał:

                        >
                        > EUREKA! To wyjasnia problemy Marri w NY. Inne godziny!! Europa jest 6 godzin
                        do
                        > przodu! Pewno chciala lunch o 6:00 rano!!

                        W NY na sniadanie o godz 9.00 czasu tamtejszego dostalam cos, co dla mnie
                        mogloby byc lunchem:
                        ogromna jajecznice do tego kope smazonych kartofli, dwie wielkie grzanki ,
                        maslo, marmolade i kawe.
                        Na drugi dzien zamowilam tylko grzanki z maslem i kawe.

                        • starypierdola Sniadanie ... 21.05.04, 23:24
                          ... co kraj to obyczaj! My ciezko pracujemy, wiec jemy duze sniadania. A Ty
                          cienko przedziesz, "continental"...... To dla intelektualistow!

                          Ale tez takie maja. W wiekszosci hoteli "continental breakfast" jest za darmo.
                          Ale ja i tak wole sniadani w niemeckim hotelu, wlaczone w cene pokoju (!!).
                          Naogol maja wspaniale wedliny i chleby. I jaki wybor!!

                          SP
                          • maria421 Re: Sniadanie ... 21.05.04, 23:45
                            starypierdola napisał:

                            > ... co kraj to obyczaj! My ciezko pracujemy, wiec jemy duze sniadania. A Ty
                            > cienko przedziesz, "continental"...... To dla intelektualistow!
                            >
                            > Ale tez takie maja. W wiekszosci hoteli "continental breakfast" jest za
                            darmo.
                            > Ale ja i tak wole sniadani w niemeckim hotelu, wlaczone w cene pokoju (!!).
                            > Naogol maja wspaniale wedliny i chleby. I jaki wybor!!

                            O sniadaniach juz kiedys pisalismy i jak pamietasz, ja lubie we Wloszech
                            wloskie, we Francji francuskie, w Anglii angielskie. W USA bylam zaskoczona
                            iloscia zarcia na talerzu, ktore mialam skonsumowac jako moj pierwszy posilek
                            rano. Ale to skladam na karb "roznic kulturowych". W ogole porcje w USA sa
                            przeogromne jak na nasze zoladki, co prawda Amerykanie tez nie sa w stanie tego
                            spozyc i zabieraja do torebek niby dla pieska.
                            Tak sie zastanawiam, jak taki nadgryziony kotlet moze smakowac na drugi dzien?
                            > SP
                            • swiatlo Re: Sniadanie ... 22.05.04, 00:06
                              maria421 napisała:

                              > W ogole porcje w USA sa przeogromne jak na nasze zoladki, co prawda
                              > Amerykanie tez nie sa w stanie tego spozyc i zabieraja do torebek niby dla
                              > pieska.

                              Nie dla pieska, ale dla siebie samego. Nie po to się płaci $20 za obiad, aby to
                              potem kelnerka do śmieci wyrzuciła. Zwłaszcze jak jest dobre.

                              > Tak sie zastanawiam, jak taki nadgryziony kotlet moze smakowac na drugi dzien?

                              Smakuje bardzo dobrze. Zwykle biorę to sobie do pracy na lunch.
                              W ogóle to trzeba się do tego przyzwyczaić. Na początku trochę się krygowałem z
                              tym zabieraniem resztek. Ale potem to już było naturalne i robię to teraz bez
                              zahamowań.
                              Podobnie jak z kuponami w sklepie. Otóż przychodzą pocztą jako junk mail albo
                              wycinasz z gazety kupony na zniżki w różnych sklepach. Ot, taki rodzaj reklamy
                              sklepu. Na początku bardzo też się z tym krygowałem. Aaa, bo to tylko biedaki
                              tak robią.
                              Guzik prawda! Wszyscy tak robią! Nawet bogaci. Teraz to nawet celowo przeglądam
                              gazety i wycinam masowo te zniżkowe kupony na pizzę, pomarańcze, warzywa, itd.

                              Amerykanie są praktyczni...

                              --
                              Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
                            • ertes Re: Sniadanie ... 22.05.04, 00:39
                              Juz znowu tak nie udawaj ze Ty nigdy niczego nie odgrzewasz.
                              Jesli tak to jestes ewenementem w skali swiatowej.

                              I tu nie ma zadnego "niby". Zarcie bierze sie dla siebie.

                              Co jeszcze wymyslisz?
                              • maria421 Odgrzewane.... dla Ertesa 22.05.04, 15:46
                                ertes napisał:

                                > Juz znowu tak nie udawaj ze Ty nigdy niczego nie odgrzewasz.
                                > Jesli tak to jestes ewenementem w skali swiatowej.

                                Alez oczywiscie ze odgrzewam! Odgrzewam zupe na drugi dzien, odsmazam kartofle,
                                odgrzewam mieso, ktore ZOSTALO W GARNKU, ale nigdy to, co nie zostalo na
                                talerzu.
                                To, co zoslalo na talerzu laduje w smieciach.
                                Taka jest roznica, Ertesie.
                                Jak ide do restauracji, to chce sie przede wszystkim delektowac kompozycja
                                dania, jego swiezoscia i samkiem. I oczekuje ze porcja bedzie dostosowana do
                                mozliwosci przecietnego zoladka. Jezeli jast za duza czy nie bardzo smakuje, to
                                ja nie zjadam i nie ma sprawy.

                                > I tu nie ma zadnego "niby". Zarcie bierze sie dla siebie.

                                No tak, bo przeciez zaplacilo sie za nie "az" $ 20,00-...

                                > Co jeszcze wymyslisz?

                                Nic oprocz jednego pytania: jezeli twierdzicie, ze przecietny Amerykanin
                                odzywia sie nie gorzej niz przecietny Europejczyk, to powiedzcie mi skad sie w
                                USA bierze tyle skrajnie otylych osob i dlaczego organizacje medyczne bija na
                                alarm.

                                I jeszcze jedno , Eretesie. Zarzucasz mi, ze nie potrafie zrozumiec, ze cos
                                jest po prostu inne. Mowisz: "nie lepsze czy gorsze ale INNE".
                                Gdybym nie byla otwarta na innosc, Ertesie, to do tej pory nie wiedzialabym co
                                to sushi, paella czy Döner, czy chocby hamburger.

                                Ale kryterium innosci nie moze zastapic kryterium JAKOSCI.
                                Woda po goleniu "Przemyslawka" czy perfumy "Poemat" to nie jest Dior czy Chanel.
                                Wino marki "Wino" to nie jest Chablis czy Barolo, a Sowieckoje Igristoje to nie
                                Dom Perignon.

                                I to tyle.
                                • starypierdola He, he, he, he ,,,, 22.05.04, 16:29
                                  To jest dobre:

                                  "...przecietny Amerykanin odzywia sie nie gorzej niz przecietny Europejczyk, to
                                  powiedzcie mi skad sie w USA bierze tyle skrajnie otylych osob i dlaczego
                                  organizacje medyczne bija na alarm...."

                                  Tyle ze mozna ten argument odwrocic: "zra tyle bo jedzenie dobe i tanie wiec im
                                  tylki rozwala...."

                                  SP
                                • ertes Re: Odgrzewane.... dla Ertesa 22.05.04, 16:33
                                  WIdzisz wszystko w jakims totalnie skrzywionym zwierciadle. PO pierwsze nie
                                  bardzo rozumiem o czym ma swiadczyc to ze z restauracji mozna wziac ze soba
                                  resztki jedzenia. Szukasz na sile argumentow ktore przekonuja sama siebie ze tu
                                  MUSI byc gorzej.
                                  Jest dla mnie zupelnie nie zrozumiale co moze byc zllego w wynoszeniu torebek.
                                  Zreszta uwazam, ze jest to raczej dosc rzadkie i oczywiscie zalezy od restauracji.

                                  Rowniez do restauracji chodze w troche innym celu. I moze tu jest jakas roznica.
                                  U nas z reguly sie chodzi spotkac ze znajomymi, pogadac przy dobrym zarciu.
                                  Chociaz sa knajpy gdzie trzeba sie ubrac i wogole bon ton. Tyle ze ja nie znosze
                                  takiego sztywniactwa. Sprobuj wziac torebke z takiej knajpy hehehe.

                                  Porcje fakt sa ogromne co i ja uwazam za bezsens tyle ze to nie swiadczy o
                                  wyszosci czegos nad czyms. Z tym ze moj zoladek sam wie kiedy jest najedzony i
                                  nie musze wepchnac w siebie wszystkiego co jest na talerzu. Kwestia wyboru.

                                  >Jezeli jast za duza czy nie bardzo smakuje, to
                                  > ja nie zjadam i nie ma sprawy.
                                  Zreszta jak sama napisalas wiec coz Ci za problem. Czy ktos zmusza cie pod
                                  grozba pistoletu do zabrania resztek? Nie przesadzaj wiec.

                                  > Nic oprocz jednego pytania: jezeli twierdzicie, ze przecietny Amerykanin
                                  > odzywia sie nie gorzej niz przecietny Europejczyk, to powiedzcie mi skad sie w
                                  > USA bierze tyle skrajnie otylych osob i dlaczego organizacje medyczne bija na
                                  > alarm.

                                  Problemem jest nie tylko sposob odzywiania ale styl zycia. Nie jest on tylko
                                  problemem USA czy Kanady. Niedawno czytalem w Wyborczej ze we Francji zaczynaja
                                  bic na alarm bo ostatnie badania stwierdzaja llawinowe tycie spoleczenstwa.
                                  Konkluzja byla taka ze w ciagu bodajze 20 lat moze ta otylosc osiagnac poziom
                                  USA. Rowniez w Polsce przybywa otylych. Jest to choroba rozwinietej cywilizacji.
                                  Styl zycia, siedzenie w domu przed TV, samochod.

                                  Zobacz, tyle postow tutaj od roznych ludzi z roznych miejsc Ameryki Polnocnej
                                  twierdzi ze Twoje osady sa dalekie od rzeczywistosci. My ktorzy mieszkamy tu po
                                  wiele lat i znamy otaczajaca nas rzeczywistosc. Nie sadzisz ze po tylu postach
                                  powinnas zastanowic sie ze moze jednak nie do konca masz racje? Ze moze jednak
                                  masz takie a nie inne nastawienie i ciezko ci zobaczyc rzeczywistosc.
                                  Ty uwazasz ze w Ueropie jest lepiej, ja uwazam ze tu. Roznica jaka ja widze
                                  miedzy nami jest taka ze gdy dzieje mi sie jakies dziwne rzeczy podczas pobytu
                                  tamze winie raczej samego siebie i moj inny styl zycia. A jesli mi cos nie
                                  smakuje to dlatego ze jestem przyzwyczajony do czego innego.
                                  Ja, gdy gdzies wyjezdzam czerpie wlasnie zadowolenie z innosci, ciekawi mnie
                                  styl zycia, jak mozna inaczej.
                                  Nie doszukuje sie na sile jak robisz to Ty samych negatywow i powielania
                                  stereotypow.`Jezeli pojade do Sydney i nie bede mogl znalezc zadnej knajpy to to
                                  na pewno nie bedzie dla mnie warte zapamietania. Moze dlatego tutaj, na tym
                                  watku nie potrafimy sie zrozumiec. Masz negatywne podejscie i nie zamierzasz
                                  wogole zmienic swojego zdania choc raz po raz udowadniamy ci ze albo tak nie
                                  jest albo jest inaczej. Wytworzylas sobie obraz taki jaki ci odpowiada i nie
                                  chcesz przyjac do wiadomosci ze moze byc inaczej.

                                  Twoja sprawa jesli chcesz widziec nasze zycie i nasze kraje w tak negatywny
                                  sposob. Cale szczescie wyglada na to ze wsrod naszej malutkiej grupki jestes jedyna.
    • swiatlo Mario: sprostowanie 21.05.04, 21:53
      No więc po pierwsze tzw. pojęcia "nowy świat" w odniesieniu do USA już nie ma,
      to pojęcie już po prostu nie ma żadnego sensu i nie powinno się go już używać.
      Bardziej on już pasuje w odniesieniu do Polski, która po raz kolejny się
      odradza jak feniks z popiołów szukając swojego nowego miejsca w świecie i po
      raz kolejny usiłując siebie samą zdefiniować.
      Ameryka "nowym światem" już dawno nie jest. To już jest parusetletni kraj z
      wykształconą i dojrzałą kulturą i sporymi tradycjami. Włączając w to także i
      tradycje kulinarne. Co więcej te tradycje i ta kultura dojrzewały w sposób
      ciągły i ewolucyjny, w przeciwieństwie do kultur europejskich które niby to są
      o parę wieków starsze, jednak ostatnie wieki to wieki rewolucji, wojen,
      masowych emigracji, umierania i odrodzania, zastępowania jednego drugim itd.
      Już taka Europa z przed wojny oparta na nacjonalizmach i Europa powojenna
      oparta na myśli lewicowej, to dwie kulturowo różne Europy.

      Tu także nigdy nie było, a przynajmniej nie odgrywały one takiej politycznej i
      kulturowej roli, klasy mieszczańskiej bądż wielkoprzemysłowego proletariatu.
      Klas które odgrywały tak fundamentalne znaczenie kulturowe w Europie.

      Następnym elementem USA była i jest zasada całkowitej asymilacji ludów
      napływowych. Nie izolacji w gettach, ale naprawdę pełnej asymilacji.
      Dodam, że wyjątkiem w tej zasadzie asymilacji była wielka emigracja polska po
      drugiej wojnie. Ludzie ci mają już po 80 lat i wciąż nie są zasymilowani. Dalej
      jedzą swoje bigosy i pierogi, a co to krewetki czy teriyaki, to nigdy nawet o
      tym nie słyszeli, choćby codziennie się gapili w afisze amerykańskich
      restauracji.
      Ich hermetyczność była tak kompletna, że podobnie jak do nich nie dociarały
      kulinarne wpływy amerykańskie, tak i oni nie mieli żadnego wpływu na kuchnie
      amerykańską. Całą ich róznorodność kulinarna to pierogi i gołąbki pod kościołem
      polskim.

      Sprostowanie drugie: Mario, nie wiem jak źle ty trafiłaś że nie mogłaś nic w
      USA zjeść. Przecież wystarczy wejść do pierwszego budynku na którym jest
      napis "RESTAURANT" umieszczony zwykle na fasadzie budynku. Acha, musi to być
      taka restauracja że się siedzi, a kelnerka podchodzi, zamiast stania samemu w
      kolejce do bufetu i kasy jak w McDonaldzie. Po tym się rozróżnia restaurację
      normalną od fast food.
      A tam powinnaś znaleźć naprawdę dużą gamę różnych dań. Włącznie z całą masą
      różnych sałatek, łososiem, krewetkami (shrimp), wątróbka z cebulą, parę
      rodzajów spagetti i fetuccini, klopsiki (meatballs), stek z rożna, no i
      oczywiście cały duży wybór hamburgerów. I to tych dobrych, o których pisałem w
      poprzednim poście. No i też sporo zup i zakąsek.
      To taki standard na zwykłą restaurację tzw. amerykańską.

      Jest to ciutke inne niż w Europie, no ale po to przecież przyjechałaś.

      --
      Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
      • tortugo Re: Mario: sprostowanie 21.05.04, 22:05
        swiatlo napisał:

        > No więc po pierwsze tzw. pojęcia "nowy świat" w odniesieniu do USA już nie
        ma,
        > to pojęcie już po prostu nie ma żadnego sensu i nie powinno się go już używać.
        > Bardziej on już pasuje w odniesieniu do Polski, która po raz kolejny się
        > odradza jak feniks z popiołów szukając swojego nowego miejsca w świecie i po
        > raz kolejny usiłując siebie samą zdefiniować.

        Dokladnie! :)
        • maria421 Re: Mario: sprostowanie 21.05.04, 22:10
          tortugo napisał:

          > swiatlo napisał:
          >
          > > No więc po pierwsze tzw. pojęcia "nowy świat" w odniesieniu do USA już nie
          >
          > ma,
          > > to pojęcie już po prostu nie ma żadnego sensu i nie powinno się go już uży
          > wać.
          > > Bardziej on już pasuje w odniesieniu do Polski, która po raz kolejny się
          > > odradza jak feniks z popiołów szukając swojego nowego miejsca w świecie i
          > po
          > > raz kolejny usiłując siebie samą zdefiniować.
          >
          > Dokladnie! :)

          Ale, czy to sie akurat do gastronomii moze odnosic?
          • swiatlo Re: Mario: sprostowanie 21.05.04, 22:17
            maria421 napisała:

            > tortugo napisał:
            >
            > > swiatlo napisał:
            > >
            > > > No więc po pierwsze tzw. pojęcia "nowy świat" w odniesieniu do USA ju
            > ż nie
            > >
            > > ma,
            > > > to pojęcie już po prostu nie ma żadnego sensu i nie powinno się go ju
            > ż uży
            > > wać.
            > > > Bardziej on już pasuje w odniesieniu do Polski, która po raz kolejny
            > się
            > > > odradza jak feniks z popiołów szukając swojego nowego miejsca w świec
            > ie i
            > > po
            > > > raz kolejny usiłując siebie samą zdefiniować.
            > >
            > > Dokladnie! :)
            >
            > Ale, czy to sie akurat do gastronomii moze odnosic?

            Oczywiście że się odnosi, i to bezpośrednio. Jak bowiem sobie powiesz że
            Ameryka to "nowy świat", to to automatycznie implikuje obraz Ameryki jako
            nowobogackich prymitywów, którzy nawet widelca nie umieją używać.
            Widzisz, jeden stereotyp w podstawach swoich poglądów na zasadzie domina
            implikuje całą masę innych stereotypów w szczegółach.

            --
            Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
            • maria421 Re: Mario: sprostowanie 21.05.04, 22:43
              swiatlo napisał:


              > Oczywiście że się odnosi, i to bezpośrednio. Jak bowiem sobie powiesz że
              > Ameryka to "nowy świat", to to automatycznie implikuje obraz Ameryki jako
              > nowobogackich prymitywów, którzy nawet widelca nie umieją używać.

              Nowy Swiat w zadnym stopniu nie implikuje nowobogactwa.
              Nowy Swiat to rowniez cala Ameryka Poludniowa, Australia, Nowa Zelandia. To
              jest szerokie pojecie geograficzne i kulturowe.

              > Widzisz, jeden stereotyp w podstawach swoich poglądów na zasadzie domina
              > implikuje całą masę innych stereotypów w szczegółach.

              Niekoniecznie. Ja ciagle powtarzam, ze mowimy o KUCHNI.
              • swiatlo Re: Mario: sprostowanie 21.05.04, 22:46
                maria421 napisała:

                > swiatlo napisał:
                >
                >
                > > Oczywiście że się odnosi, i to bezpośrednio. Jak bowiem sobie powiesz że
                > > Ameryka to "nowy świat", to to automatycznie implikuje obraz Ameryki jako
                > > nowobogackich prymitywów, którzy nawet widelca nie umieją używać.
                >
                > Nowy Swiat w zadnym stopniu nie implikuje nowobogactwa.
                > Nowy Swiat to rowniez cala Ameryka Poludniowa, Australia, Nowa Zelandia. To
                > jest szerokie pojecie geograficzne i kulturowe.
                >
                > > Widzisz, jeden stereotyp w podstawach swoich poglądów na zasadzie domina
                > > implikuje całą masę innych stereotypów w szczegółach.
                >
                > Niekoniecznie. Ja ciagle powtarzam, ze mowimy o KUCHNI.

                No właśnie. Stereotyp w ogólnym podejściu do USA implikuje stereotyp w
                podejściu do amerykańskiej kuchni.

                --
                Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
                • maria421 Re: Mario: sprostowanie 21.05.04, 23:17
                  swiatlo napisał:


                  > No właśnie. Stereotyp w ogólnym podejściu do USA implikuje stereotyp w
                  > podejściu do amerykańskiej kuchni.

                  Ale sterotyp w podejsciu do kuchni, nie implikuje stereotypu w podejsciu do
                  innych dziedzin.
      • swiatlo Już wreszcie wiem o co Mari chodzi! 21.05.04, 22:11
        I rzeczywiście Maria ma trochę racji.
        Otóż Maria skarży się że nie mogła znaleźć restauracji. Oczywiście!
        Jest to naturalne jeśli się uwzględni inny rodzaj organizacji miast
        europejskich i amerykańskich. W Europie miasta to po prostu wszystko naraz i po
        trochu. Na jednej ulicy są zarówno domki kilku-rodzinne, bloki, biura, miejsca
        kulturalno-rozrywkowe, sklepy, restauracje itd, itp. Wszystko obok siebie
        nawzajem, jedno na drugim i na kupie.
        W Ameryce jest zupełnie inaczej! I tu leży pogrzebany pies Marii!
        Jak jest dzielnica domków jednorodzinnych, to są tylko domki jednorodzinne, i
        ciągnie się to milami i nie znajdziesz nic innego. Jak jest dzielnica biurowa,
        to są tutaj tylko i wyłącznie biura. Żadnych sklepów, żadnych restauracji,
        żadnych kin.
        Restauracje są zazwyczaj tylko i wyłącznie w tzw. dzielnicach handlowych. Czyli
        wszystko to co człowiek robi po pracy: sklepy, restauracje, kina, dreptaki itd.
        Nic innego.
        Maria do czegoś takiego nie przywykła. Po prostu trafiło się jej np. do takiej
        dzielnicy biurowej, albo domkowej, a tam faktycznie ze świecą szukać
        restauracji!

        --
        Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
    • chris-joe Re: Specjalnie dla Marii: kuchnia amerykańska 21.05.04, 22:23
      (powtarzam post, bo sie zawieruszyl w balaganie)

      "Chris, Wlosi nie tylko do USA emigrowali, ale do wszystkich innych krajow. I
      zanim stali sie Amerykanami, Francuzami, Belgami, Australijczykami,
      Argentynczykami, Kanadyjczykami, minelo chyba pare pokolen."

      -a wraz z amerykanizacja tychze Wlochow, zamerykanizowala sie ich wloska
      kuchnia i dzis jest nieodloczna czescia amerykanskiej sztuki kulinarnej. Proste.
      -uzywasz pojecia "kuchni narodowej" w czysto europejskim znaczeniu slowa, wg.
      ktorego, rzeczywiscie, Amerykanie, Kandyjczycy, Australijczycy, Nowozelandczycy
      odzywiaja sie resztkami z europejskich stolow. Niech i tak bedzie- mi
      europejskie definicje nie przeszkadzaja dobrze sie najesc :)

      Zgodnie z podobnymi definicjami "kultury narodowej" Europejczycy lubia
      udowadniac, ze w Ameryce Pln. nie ma kultury. Fakt, uniwersytetow tu nie
      wymyslono -podobnie jak owej nieszczesnej kielbasy- mimo to kwiat europejskiej
      inteligencji lubi wysylac swe pociechy na rozne harvardy :)

      Mario, dajze spokoj!

      Od wiekow -czesto slusznie- pohukujesz przeciw amerykocentryzmowi, by nagle
      popisac sie europocentryzmem , od ktorego Amerykanie moga sie jedynie uczyc.
      • maria421 Chriiiiis! 21.05.04, 22:30
        My tu tylko o kuchni mowimy! Moj Europocentryzm odnosi sie do kuchni, i jak juz
        chyba zauwazyles Anglikow tez postawilam poza kulinarna Europa.
      • ertes Re: Specjalnie dla Marii: kuchnia amerykańska 21.05.04, 22:33
        Well, Maria, jest po prostu uparta i tyle tym bardziej ze jej sie to kloci z
        czarnym obrazem Ameryki Polnocnej.

        Inna osoba po otrzymaniu tylu argumentow juz dawno by stwierdzila ze nie ma
        racji i rzeczywiscie to moze wygladac inaczej niz mnie sie wydawalo.

        Tak jak twierdzenie o braku wody mineralnej. Gdzie jak gdzie ale na tym
        kontynencie ludzie maja pierdolca na punkcie wody mineralnej. Zdecydowanie
        wiekszego niz gdziekowliek indziej gdzie na spacer po plazy zabieraja butelke z
        woda.
    • chris-joe Re: Specjalnie dla Marii: kuchnia amerykańska 21.05.04, 22:30
      "Nic mi nie zostalo, jak tylko oznajmic:
      Nie ma lepszej kuchni niz kuchnia amerykanska! Nie ma lepszej kultury
      kulinarnej niz amerykanska. Wlosi nauczyli sie piec pizze od Teksanczykow, ale
      ze sa ubodzy, to robia takie cienkie, cienkie to ciasto...nie takie wieeelkie
      wysoookie jak w "Original Texan Pizza"...
      Amerykanie w ogole sa koneserami Haute Cuisine, odzywiaja sie nadzwyczaj
      zdrowo, maja nawet wode fat free.
      Amen!"

      -i widzisz jak kota obracasz, Maryska? Nikt z nas nie bzdurzyl o wyjatkowosci
      amerykanskich kulinariow, "dyskusje" rozpoczely twe komentarze na temat tego,
      jak to w Ameryce nie mozna dobrze zjesc, ze nikt tu dobrze nie jada, i ze
      wogole Ameryka o zarciu nie ma nic do powiedzenia. No i wody mineralnej
      niet :))) (alez mamy francuskie perioty! choc rzeczywiscie malo kto tu pija
      wode gazowana, wolimy bez gazu- nieokrzesancy...)
      • maria421 Re: Specjalnie dla Marii: kuchnia amerykańska 21.05.04, 22:38
        chris-joe napisał:

        > -i widzisz jak kota obracasz, Maryska? Nikt z nas nie bzdurzyl o
        wyjatkowosci
        > amerykanskich kulinariow, "dyskusje" rozpoczely twe komentarze na temat tego,
        > jak to w Ameryce nie mozna dobrze zjesc, ze nikt tu dobrze nie jada, i ze
        > wogole Ameryka o zarciu nie ma nic do powiedzenia. No i wody mineralnej
        > niet :))) (alez mamy francuskie perioty! choc rzeczywiscie malo kto tu pija
        > wode gazowana, wolimy bez gazu- nieokrzesancy...)

        Chris, jak dlugo mam powtarzac, ze pisze to, co widze?
        Kiedy ktorys z Was zauwazy, ze zadne "czepianie sie" nie bierze sie z powietrza?
        Wiem ze macie perioty i eviany, ale wiem ,ze macie tez lodowki podlaczone do
        wody z kranu.
    • starypierdola Chlopaki, wyluzujcie sie! 21.05.04, 22:55
      Mamy tu sytuacje: "gadal dziad do obrazu".

      Maria, jak na drugi raz bedziesz w Ameryce (jakiejkolwiek) to patrz uwazniej.
      Jeszce leopiej przyjedz bez meza a my Ci pokazemy jak tu trudno zyc!!! Az sie
      chce plakac!!

      SP
      • maria421 Re: Chlopaki, wyluzujcie sie! 21.05.04, 23:00
        starypierdola napisał:

        > Mamy tu sytuacje: "gadal dziad do obrazu".
        >
        > Maria, jak na drugi raz bedziesz w Ameryce (jakiejkolwiek) to patrz uwazniej.
        > Jeszce leopiej przyjedz bez meza a my Ci pokazemy jak tu trudno zyc!!! Az sie
        > chce plakac!!

        SP, ja chlopakow do Jewropy zapraszam, ale oni nic a nic...

        • starypierdola Re: Chlopaki, wyluzujcie sie! 21.05.04, 23:04
          Zapros mnie to juz tam bede ....
          Tez lubie bagietki z jambon, wiedenskie ciastka, eisbein mit sauerkraut,
          szarlotki z bita smietana ...

          Tylko nie mow Ertesowi bo zaraz mnie skrytykuje: takie upodobania nie sa zgodne
          z dieta Dr. Atkinsona

          SP
        • ertes Strasburg 21.05.04, 23:05
          Ja bylem nie tak dawno.
          Bedac w Strasburgu zrobilem sie strasznie glodny. Nic, nigdzie nie moglem
          znalezc na szybko do zjedzenia bo czasu malo a do zobaczenia duzo. Wreszcie
          wjakiejs bocznej uliczce bylo otwarte cos dziwnego z jakims szikebob czy cos.
          Kupilem sobie taka bule z miesem ale facet mnie strasznie oszkapil na wymianie z
          marek na franki. O czym zorientowalem sie pozniej jak juz mialem pelny brzuch i
          nie chcialo mi sie wracac.

          Wyobrazacie sobie jacy ci Francuzi to zlodzieje?!?! ;)
          • swiatlo Francuzy 21.05.04, 23:08
            ertes napisał:

            > Wyobrazacie sobie jacy ci Francuzi to zlodzieje?!?! ;)

            Zgadza się! Każdy Francuz to tłuste napuszone bydlę, a każda Francuzka tylko
            czeka aby ją przelecieć..

            --
            Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
          • maria421 Re: Strasburg 21.05.04, 23:11
            ertes napisał:

            > Ja bylem nie tak dawno.
            > Bedac w Strasburgu zrobilem sie strasznie glodny. Nic, nigdzie nie moglem
            > znalezc na szybko do zjedzenia bo czasu malo a do zobaczenia duzo. Wreszcie
            > wjakiejs bocznej uliczce bylo otwarte cos dziwnego z jakims szikebob czy cos.
            > Kupilem sobie taka bule z miesem ale facet mnie strasznie oszkapil na
            wymianie
            > z
            > marek na franki. O czym zorientowalem sie pozniej jak juz mialem pelny brzuch
            i
            > nie chcialo mi sie wracac.
            >
            > Wyobrazacie sobie jacy ci Francuzi to zlodzieje?!?! ;)

            Trafiles na Döner do Turka...))) Bo "Bula z miesem" to nic innego...
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka