fedorczyk4 Re: O pierdułach -- Odcinek 155 :-))) 14.09.11, 19:14 Dziękuję za kciuki. Krowisia w domu i ma się jako tako. Trochę skołowana, ale wyraźnie szczęśliwa, że już jest z nami:-) Odpowiedz Link
ewa553 Re: O pierdułach -- Odcinek 155 :-))) 14.09.11, 19:19 ciesze sie z Wami, Fedoro! Odpowiedz Link
maria421 Re: O pierdułach -- Odcinek 155 :-))) 14.09.11, 19:27 To dobra wiadomosc, Fedoro. Odpowiedz Link
ewa553 najpiekniejsze z Rzymu: 14.09.11, 19:18 poznalysmy osobiscie slynnego amerykanskiego fotografa (z wloskimi korzeniami): Tony Vacccaro. W internecie znalazlam wszedzie, ze pisze sie przez dwa "c", ale on nam podkreslil, ze pisze sie przez trzy i tak tez podpisal dedykacje na podarowanym nam , niestety jednym, swoim albumie. Co to za fascynujacy czlowiek!!! W zyciu byscie nie poznali, ze ma 89 lat. W momencie kiedy zaczyna opowiadac, jest caly w ruchu, ekspresja niesamowita. A ma co opowiadac! Jesli nie chce Wam sie przeczytac o nim w internecie, to chetnie troche opowiem. Teraz dodam tylko, ze jak opowiadal o swojej znajomosci z Szostakowiczem, o powstaniu piatej symfonii, jak ja opisywal! to choc za Szostakowiczem nie szaleje, "uslyszalam" ta muzyke zupelnie inaczej, interesujaca i oczywiscie zaraz ja sobie nabede. Piata symfonia poswiecona jest Stalingradowi. I jeszcze powiem to, czego w internecie nie ma: ten album ktory nampodarowal, jest poswiecony 10-tej rocznicy WTC. Pokazal nam zdjecia na ktorych wyraznie widac to, co w tekscie mowi architekt, Amerykanin z japonskimi korzeniami: przy projektowaniu wykorzystal swoja fascynacje pewnym palacem w Wenecji, tak wiec i forma zewnetrzna i budowa "podstawy" WTC jest oparta na architekturze tego palacu. A palac w Wenecji zostal zbudowany przez architekta zafascynowanego....architektura arabska. Tak wiec mowil Tony (a jak, jestesmy jak to z amerykaninami, per Tony/Eva) o ironii losu....Arabowie zniszczyli cos, co ich uwiecznialo. Boszszsz, jaka szkoda ze poznalysmy go ostatniego dnia.... Mozna bylo jeszcze wiele ciekawych rozmow przeprowadzic, jego wystawe zwiedzic, nacieszac sie tym czlowiekiem.... Odpowiedz Link
jutka1 Dzień ze sztuką w roli głównej 15.09.11, 00:56 Poszłyśmy dziś z Ukochaną Kuzynką Fedo do Musee d'Orsay i napawałyśmy się impresjonizmem (jak i pre- i post-). Mniódmalyna. A i kolejki prawie nie było, miałyśmy szczęście. Był piękny dzień, dość ciepły ale nie gorący, idealny na łażenie po mieście. Jutro jedziemy do Giverny. O. Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Dzień ze sztuką w roli głównej 15.09.11, 09:20 Ewa, piękna sprawa:-) Jutka i Dado pozdrówcie ode mnie Moneta. Zazdroszczę Wam tam jest przepięknie!!!! Odpowiedz Link
pierdoklecja_prutka Re: O pierdułach -- Odcinek 155 :-))) 15.09.11, 10:20 Buuuu... ochłodziło się. I nie ma słońca. Cieszę się Fed, że tymczasem z Krowisią jako tako. Ach te stworzenia nasze. Dziwne jest obserwować całokształt czyjegoś życia, od szczenięctwa aż do starości. Niedawno mój Tofik był jeszcze niedorostkiem na pajęczych nogach posikującym Szfedce na buty z radości, a teraz z siwą całą mordą dostojnie sobie liże jaja. Nadal oczywiście szaleje na spacerach, ale kiedyś był bardzo interaktywny, podlatywał do każdego psa, z niewyobrażalnym zainteresowaniem i checią zabawy. Teraz zaś galopuje raczej pochłonięty sobą i mało zwraca uwagi na inne stwory. Musi go jakiś taki psi ktoś szczególnie zafrapować aby zechciał podejść i łaskawie powąchać odbyt. -- wasza pierdo Odpowiedz Link
kielbie_we_lbie_30 Re: O pierdułach -- Odcinek 155 :-))) 15.09.11, 11:54 No coz, wszyscy sie starzejemy. A ja tez na byle kogo oka nie zawiesze ;) A ze w mlodosci uczylam sie roznych ugibugi tanecznych wiec od jutra zaczynam uczyc sie tango argetynskie ;) Pa robaczki Odpowiedz Link
kan_z_oz Re: O pierdułach -- Odcinek 155 :-))) 15.09.11, 13:54 Hahaha - Kielbiu, zazdraszczam Ci...tez mam na liscie nauczyc sie jakos oficjalnie jakiegos tanga. Poki co to szlifuje sciezki rowerowe i zaczynam sie przygladac nowemu rowerowi, bo temu staremu chyba przerzutek brakuje albo mnie sil przybywa...haha A ogolnie to sie zajezdzil. Kan Odpowiedz Link
pierdoklecja_prutka Re: O pierdułach -- Odcinek 155 :-))) 16.09.11, 10:23 Kanie zajeździłaś rower! No nie mogę! Tutaj schładza się, ale nadal jest bajkowo. Nieśmiałe słoneczko wylazło. Wczoraj kolacja była jesienno rozgrzewająca - zupa grzybowa, curry z kurczaka i na deser świeże laskowe orzechy. Kieliszek czerwonego jeszcze z biedronkowych zasobów nabytych z Dado. No ok, trzy śmietankowe ptasie mleczka. Wiem, wiem. JA nie jem słodyczy. To wszystko przez Kana. Przyjechał tu i mnie wpędził w nałóg pielenia oraz spożywania właśnie tego mleczka śmietankowego. Może na odwyk muszę iść... -- wasza pierdo Odpowiedz Link
kan_z_oz Re: O pierdułach -- Odcinek 155 :-))) 16.09.11, 16:31 100-krotko, ptasiego mleczka w Australii raczej nie ma. To znaczy kiedys mozna bylo kupic w nielicznych polskich sklepach ale poniewaz dostawa takowego odbywa sie droga morska to takie raczej onegdaj wysuszone bywalo. Obecnie nie wiem... W Polsce bywajac konsumuje wiec na zapas, podobnie jak jagodzianki, maliny swieze, napoleonki - te ostatnio wraz z innymi wyrobami podobno nabyc mozna pod kosciolem polskim....haha ale tylko w niedziele rano po mszy. A w niedziele rano to ja spie...i nie ma szans zadnych na wyprawy po zakupy. Pielenie wiec dobrze, za mleczko przepraszamy...haha Z tym pieleniem to mam maniakalnie. U Pytona zaczelam ale troche sie wstydzilam... U siostry pare lat temu obrobilam chyba 1000m2. U Ciebie byl mus, bo przez kilkanascie dni nie mielismy okazji nic pielic...hihi Moj trawnik wokol domu nie ma chwastow zadnych, bo poprostu nie maja szansy wyrosnac, pomimo tego, ze sasiad obok ma jedno wielkie chwastowisko rozsiewajace setki nasion. Poza tym - dzisiaj uskutecznilismy chodzenie po gorach blekitnych. Mam tam pare ulubionych sciezek. Gory Blekitne maja tak niesamowite widoki, ze przyjezdzaj tutaj turysci z calego swiata je ogladac. Jest to seria roznej szerokosci dolin, kanionow z pionowo oadajacymi scianami piaskowca z roznymi odcieniami z wyskosci 1000m n.p.m w dol do 200-300m. To wszystko jest porosniete nieslychanie bujna roslinnoscia, az do gatunkow lasu tropikalnego w dolnych partiach. Sciezki sa czesto wykute prosto w skale, wybudowane sa mostki, kladki aby mozna bylo przejsc. Z gory leja sie wodospady wody lub jakies takie dzikie strumyki, ktore nawadniaja roslinnosc zamieszkujaca gole skaly. Z latami buduje ona wiszace ogrody, ktore po pewnym czasie sie obrywaja i na ich miejsce wyrastaja nowe. Do tego pachnie, sa rozne ptaki i zyjatka. Dzisiaj w basenie u podnozna wodospadow ogladalam ogromnego raka, wielkosci dwa razy rak normalny i w kolorze czerwonym. Musze poszukac czym sie te czerwone roznia od tych brazowych ktore plywaly w strumykach gor snieznych. Czesc tych dolin na dole przypomina kraine dinozaurow zywcem wziete z filmow Spielberga. No chyba, ze ten ww wzorowal sie na takowych. Poniewaz dostep swiatla jest tam bardzo watly, to dobre zdjecia wychodza zazwyczaj tylko latem. Mam ich w sumie sporo i zadne nie oddaje tego piekna i egzotyki. Widok na to co nazywam - studnia. Ma ona wysokosc ok. 100-150m. Jest tez w kszlatcie polokraglym z idealna akustyka. Z gory leje sie woda, zraszajaca rosliny na skalach. Miejsce jest worteksem energetycznym, ktory od lat wykorzystujemy do podladowywania sie. Inna czesc - sucha. Roslinnosc buja wokol ale sporo okazow ktore wody nie lubia Widok ogolny na sciezke Widok na 1/3 wodospadu gdy jest pelny Kan Odpowiedz Link
jutka1 Re: O pierdułach -- Odcinek 155 :-))) 16.09.11, 18:02 Pieliłaś u mnie? Paczpani, nie pamiętam. :-) Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Skalny amfiteatr w Jamieson Valley 19.09.11, 11:11 Kan, przypomnialas mi o skalnym amfiteatrze w Jamieson Valley - mam chyba kilkanascie zdjec z tego miejsca. Lubie ten szlak, od sliskiego zejscia kolo Empress Falls do przejscia sucha polka wzdluz krawedzi klifow... Chyba czas sie znowu tam wybrac. Luiza-w-Ogrodzie Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród... Odpowiedz Link
jutka1 Schładza się też... 16.09.11, 18:13 Dzisiaj chyba ostatni ciepły dzień... :-( Byłyśmy wczoraj w Giverny, i było przepięknie. Pogoda idealna: słońce, ale nie za gorąco. Wrześniowe światło, babie lato, lekki wiatr; drzewa zaczynają zmieniać kolory. Mrumrumru. Dzisiaj ja się motałam z biurokratycznymi papierami, a Dado była w parku Bercy. Zaraz siądziemy do smażenia siekanych steków posypanych świeżą czubrycą, do tego sałata romańska i roszponka z winegretem, bagietka i wino. Na koniec jakieś sery. Prosto, przaśnie i smacznie. ;-) A jutro robi wrum wrum i jedzie na Berlin, a potem na Warszawę. Buuu.... Odpowiedz Link
maria421 Re: Schładza się też... 16.09.11, 19:38 U nas tez byl dzisiaj piekny dzien, sloneczny i spokojny, wieczor natomiast juz chlodny. Jutka, steki siekane, (steak hache´) toc to hamburgery, no nie? Odpowiedz Link
ewa553 Re: Schładza się też... 17.09.11, 08:26 troche sie zdziwilam, ze Francuzi siekaja, a n ie miela:))) U nas sloneczko troche wychodzi, jest 18 stopni, ale na balkonie czuje sie chlodniej. Bedziemy dzis grilowac. W ogrodzie jest mnostwo pracy, ale tez bardzo ladnie. Szczegolnie roze kwitna wspaniale, szczesliwe ze upaly minely. Odpowiedz Link
jutka1 Re: Schładza się też... 17.09.11, 08:49 Różnica jest dość subtelna, i ile jest :-) Hamburgery są w bułce, i są z mielonego mięsa (chyba nie tylko wołowego?). Nasze były z siekanej chudej wołowiny, bez buły. :-) Odpowiedz Link
ewa553 Re: Schładza się też... 17.09.11, 09:24 roznica jest zasadnicza, powiedzialabym:))) Czy to siekane kupuje sie czy tez siekasz sama? I jak drobno? Czy do stanu "prawie-mielone"? Co dodajesz do tego siekanego, zeby sie trzymalo kupy? Odpowiedz Link
jutka1 Re: Schładza się też... 17.09.11, 09:34 Kupuje się. :-) Posiekane toto jest dość drobno, ale gdybym sama miała siekać to bym robiła grubiej. Już wiem, za PRLu na to się chyba mówiło "bryzol". Albo "rumsztyk". Nie wiem, zawsze je ze sobą myliłam. :-) Odpowiedz Link
maria421 Re: Schładza się też... 17.09.11, 09:39 Bryzol jest ponoc rozbity a nie siekany: pl.wikipedia.org/wiki/Bryzol a Rumpsteak jest ani rozbijany ani siekany: de.wikipedia.org/wiki/Rumpsteak Swoja droga, bardzo dawno nie jadlam wolowiny, a na taki Rumpsteak mialabym ochote. Odpowiedz Link
jutka1 Re: Schładza się też... 17.09.11, 09:45 Masz rację. No to nie wiem do czego porównać steki siekane. :-) Odpowiedz Link
maria421 Re: Schładza się też... 17.09.11, 09:59 jutka1 napisała: > Masz rację. No to nie wiem do czego porównać steki siekane. :-) > No do hamburgera w wersji de luxe bez buly :) Odpowiedz Link
ewa553 Re: Schładza się też... 17.09.11, 10:03 nie wiem Mario jak sie tutaj nazywa bryzol. Wiesz Ty? Rumsztyki jadam niemalze regularnie, bo bardzo lubie. Sama nie robie, ale na wszelakich wyjsciach zamawiam. Lubie zarowno z cebulka jak i z maslem czosnkowym. Nie zamowilabym rumsztyka w jakims byle jakim lokalu. Ale cala nasza piatka wedrowkowa lubi dobra kuchnie, wiec po wedrowkach ladujemy czesto w dobrych lokalach, gdzie wlasnie moje rumsztyki sa przednie. Na szczescie zmieniamy sie autami, jestem co cztery wedrowki kierowca, wiec na pozostalych wyjsciach moge pic dobre wino. Ostatnim moim faworytem jest wytrawny Dornfelder. Rewelacja! Mam tez winnice gdzie po to wino raz w roku jezdze. Komu podeslac buteleczke? Odpowiedz Link
jutka1 Re: Schładza się też... 17.09.11, 10:20 W sumie rzadko jem mięso, zdałam sobie sprawę. :-) A wina ci u nas dostatek, dzięki! :-))) Odpowiedz Link
maria421 Re: Schładza się też... 17.09.11, 10:36 Tez nie wiem jak sie nazywa tutaj bryzol. Stek siekany to tutaj Hacksteak, pospolicie Frikadelle zwany. A propos, dostalam z Polski stempel do miesa ktory zastepuje tluczek. Znacie to ustrojstwo? Odpowiedz Link
ewa553 Re: Schładza się też... 17.09.11, 11:02 pewnie to samo co dotychczasowy mlotek, tyle ze bez raczki (ronczki). Uderzasz wiec w mieso od gory? Moze byc, w koncu nie trzeba walic miesa calom silom. A taki stempel zajmuje mniej miejsca w szufladzie. Nie jezdze wprawdziejuz do Polski, ale moze kaze sobie przywiezc? Odpowiedz Link
maria421 Re: Schładza się też... 17.09.11, 11:41 To sie wlasciwie nazywa "siekacz do miesa" Odpowiedz Link
maria421 Re: Schładza się też... 17.09.11, 12:27 Jak kiedys wyprobuje to Ci powiem co to warte. Odpowiedz Link
maria421 Re: Schładza się też... 17.09.11, 09:36 Mialam na mysli to co jest w bulce:) Oczywiscie wyobrazalam sobie ze nie podalas tych siekanych stekow w bulce tylko bez bulki. U nas dzisiaj juz jakos jesiennie. Odpowiedz Link
ewa553 Re: Schładza się też... 17.09.11, 09:38 I bryzol i rumsztyk sa w calosci. Na pewno sa z roznych czesci wolowiny, ale nie wiem dokladnie. Bryzol sie tak rozbija mocno, ze wyglada jak siekane, ale nie jest. Odpowiedz Link
pierdoklecja_prutka Re: Schładza się też... 17.09.11, 18:20 O przepraszam. Prawdziwy hamburger jest siekany, z najprzedniejszej wołowiny. Nic wspólnego niemając z produktem pod tą nazwą serwowanym w fastfoodach. Z tym że buła tutaj stanowi, bo dlatego to jest hamburger że jest w tej bule. Natomiast rumpsteak i polski rumsztyk to mniej wiecej tak samo jak polski barszcz ukraiński i to co na Ukrainie funkcjonuje jako barszcz. A to ustrojstwo do klepania mięsa jest conajmniej dziwaczne. Nie tak jednak dziwaczne jak pomysł mojej matki, która niemając tłuczka klepała kotlety pustą butelką po piwie. I świetnie jej to wychodziło. -- wasza pierdo Odpowiedz Link
jutka1 Niedziela na Głównym 18.09.11, 09:25 Gościa wczoraj wyprawiłam, a sama spędziłam leniwe popołudnie i wieczór oscylując między balkonem, kuchnią i TV. :-) Dzisiaj wczesnym wieczorem mam gościa z noclegiem: koleżankę z rodzinnych stron, wizytującą Paryż z jakąś grupą chóralną. Oderwie się od grupy na jeden wieczór. Grand Central Station się zrobiła. :-))) Dzień za to planuję spokojnie i leniwie, z jednym wyjątkiem napisania biurokratycznego listu w języku bla bla (cycat) i wydrukowania tegoż, bo jutro go w zębach zanoszę do kasy chorych (dobrze się składa, że w zębach, bo chodzi o zwrot kosztów dentysty). Gra radio FIP, za oknem słońce, ale jest chłodno. Meteoparis zapowiada max. 16-18 C i popołudniowy deszcz. Jesień. Tyle pierduł. Miłej niedzieli! :-) Odpowiedz Link
ewa553 Re: Niedziela na Głównym 18.09.11, 20:30 mimo niepewnej pogody wybralismy sie w pobliskie gorki. Faktycznie, padalo, ale najwyzej godzine. Za to szlismy nowymi sciezlami, wsrod bajkowej roslinnosci, dzikie jeziorko i te rzeczy. Boskich 20 km, ktore czuje w kosciach, mimo ze najwyzsze wzniesienie mialo 497 metrow. Nie mam wogole kondycji, zaniedbalam ostatnio walking i to odczuwam. No, ale nabralam sil na tydzien pelen terminow. Dzien w dzien cos mam, kalendarzyk pelen terminow, a ti jeszcze prosba o to czy tamto. I tak do niedzieli, przy czym niedziela zapowiada sie bardziej relaksowo, kolega malarz ma wernisaz, na ktory sie wybieramy. Jutro zaczyna sie lagodnie, jednym terminem w poludnie, ale jakim! Dentysta:((((( usuwanie kamienia z zebow, ale ponizej dziasel, jesli rozumiecie o co chodzi. A to u mnie zwiazane z bardzo bolesnymi zastrzykami. No, ale moze przezyje? Odpowiedz Link
maria421 Re: Niedziela na Głównym 19.09.11, 09:14 Dzisiaj juz tylko 12 stopni na termometrze, w nastepnych dniach ma sie ocieplic. Najgorzej ze w domu zaczyna byc chlodno, a nie chcialabym jeszcze wlaczac ogrzewania. Odpowiedz Link
ewa553 Re: Niedziela na Głównym 19.09.11, 10:18 w polowie wrzesnia wracalam co roku z Dolomitow i natychmiast musialam wlaczac ogrzewanie. Odkad dwa lata temu ocieplono nasz dom, nie ma takiej potrzeby. Zastanow sie, czy nie warto Twojego domu ocieplic. Mialo to tez zalety w lecie, bo juz nie musze wlaczac duzego wentylatora, wystarczy opuszczac rolety i w domu jest znosnie. A teraz ide jeszcze raz umyc zeby i niestety, do dentysty:(((( Te cholerne zastrzyki, zeby one tak nie bolaly! Z kolei bez nich nie wytrzymalabym czyszczenia..... Odpowiedz Link
maria421 Re: Niedziela na Głównym 19.09.11, 10:39 Ewa, dom jest odpowiednio ocieplony i jeszcze w dzien trzyma 20 stopni bez ogrzewania, ale rano w lazience juz sie czuje chlod. Trzymaj sie dzielnie u dentysty. Nie wiem dlaczego te zastrzyki tak Cie bola, ja mialam tez niedawno takie czyszczenie, owszem, zastrzyki w podniebienie sa nieprzyjemne, ale to chwilka. Odpowiedz Link
pierdoklecja_prutka Poniedziałek 19.09.11, 10:24 Buuu... zaziębiłam gardło. Prowadziłam w sobotę i niedzielę naprawdę ekscytujące szkolenie, trochę krzyczeliśmy (ja też!), po czym wypadliśmy aby przejść przez dziedziniec do restauracji i bum! Jeszcze w restauracji było dość chłodno i niestety już w niedzielę gardło jak tarka. A dzisiaj jest jak jest. No nic, najważniejsze że się wypoczwarzyłam ze szkoleń stricte komunikacyjnych na marketingowe. Co mnie cieszy szalenie bo to lubię. Poza tym koleżanka koordynująca projekt wynalazła hotel konferencyjny cud malina w Konstancinie, że aż się chciało być tam. Przepiękny, kameralny kompleks niewysokich budynków w przepięknym dużym ogrodzie, gustownie w środku, włącznie z basenem i jacuzzi, no i jedzenie dobre. Dodatkowo jeszcze zapewniłam sobie w te dwa dni możliwość półgodzinnej pogawędki z Fed co rano, bo w rozbestwieniu swojem poprosiłam ją o podwiezienie mnie tam rano - no a Fed, jak to Fed, zgodziła się :))) Na dodatek dzisiaj dotarły absolutnie odlotowe lampy które znalazłam w internecie i niepomna mizerii mojego budżetu w tym miesiącu, a może w ramach tańca rytualnego sprowadzającego deszcz pieniędzy - nabyłam je. Więc lampy są, ja nie mam na żarówki do nich, ani też właściwie na nic, za to mam podpisane umowy na szkolenia do końca następnego miesiąca. Ponadto jest dzisiaj absolutnie niesamowite światło, rozproszone leciutkimi snującymi się mgiełkami. -- wasza pierdo Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Ogrod mnie nie lubi i paskudny poniedzialek 19.09.11, 11:31 Od dwoch tygodni cierpie z powodu ogrodu. Najpierw kopaniem znowu nadwerezylam sobie gleboki miesien wzdluz kregoslupa - boli jak cholera, dopiero dzisiejsza akupunktura pomogla. "Goscinne" male kurki wykopaly szesc krzaczkow truskawek a jedna z naszych duzych kwok kilkoma drapnieciami zniszczyla cwierc posadzonego bukszpanowego zywoplotu. Kopiac grzadki pod ziemniaki niechacy dotknelam kwiatu grevillii co sie skonczylo ohydnie swedzaca wysypka, palaca jak ogien, ktora swedzi do dzis. I jako ze od ponad tygodnia mamy letnie upaly, dostalam katar sienny. Juz myslalam ze wyjde na prosta, ale nastroj mi padl, gdy Buszmen dostal wstepne testy CD57 i okazalo sie ze ma borelioze. Jest zalamany, bo test pokazuje oslabienie ukladu immunologicznego niemalze jak u chorego na AIDS. Za tydzien biedak wysle krew do USA na reszte badan, w sumie 2,000 AUD. A potem bedzie dluga, moze nawet kilkuletnia kuracja antybiotykami... Ech, ide spac, zyczac wszystkim zdrowia... Luiza-w-Ogrodzie Pour vivre heureux vivons cachés - By żyć szczęśliwie, żyjmy w ukryciu. Odpowiedz Link
maria421 Re: Ogrod mnie nie lubi i paskudny poniedzialek 19.09.11, 12:34 Luizo, przykro mi z powodu boreliozy Buszmena, jednoczesnie chce Cie pocieszyc ze przy odpowiedniej kuracji da sie z tego wyjsc. Syn mojej kolezanki to zlapal zaraz po maturze, kosztowalo go to rok chorobsk i terapii, z biegiem czasu bylo lepiej, skonczyl studia w USA, teraz pracuje i urlopy najchetniej spedza na deskach surfingowych. Kuruj kregoslup! Odpowiedz Link
pierdoklecja_prutka Re: Ogrod mnie nie lubi i paskudny poniedzialek 19.09.11, 22:30 Niezmiernie współczuwam Luizo, kręgosłupa i Buszmena. Kurom powiedz niech się zachowują bo inaczej skończą jako rosół. Ja się też jakaś wymęczona czuję, zaraz się łupsnę spać. Lampy rozpakowałam i ustawiłam, są niebywałe. -- wasza pierdo Odpowiedz Link
ewa553 Re: O pierdułach -- Odcinek 155 :-))) 20.09.11, 08:55 Borelioza rzecz paskudna. Moja bratowa ma. Dlugo trwalo zanim lekarze - po wskazowkach jej corki-laika zorientowali sie co ma i zaczeli wlasciwe leczenie. Przedtem stosowali rozne zabiegi, ktore jeszcze jej bole pogarszaly. Teraz od roku nie ma dolegliwosci (to na pocieszenie, Luizo), tyle ze podobno do konca zycia toto "drzemie" w organizmie i trzeba sie liczyc z nawrotem choroby. Mario, moje zastrzyki sa bolesne, bo to nie te w podniebienie, tylko naokolo zebow, powyzej dziasel. Wieksza ilosc. Najgorszy jest ten w rzuchwe (zuchwe?), bo tam przebiega nerw w ktory zastrzyk zawsze jakos trafia i to sie odczuwa tak jak uderzenie pradu w jezyk i warge. Srednio przyjemne. No, ale mam to za soba, w piatek jeszcze tylko raz pedzlowanie i znowu na rok mam spokoj. Zaraz ide na zakupy, zeby nagotowac polamanej psipsiole na zapas dania, ktore moze jesc bez noza - wychodzi dzis ze szpitala, ale prawej reki jeszcze przez 3 tygodnie nie moze uzywac. A wiec gesta zupa jarzynowa z wolowina pokrajana jak dla bezzebnej staruszki no i zapas gulaszu, drobno posiekanego. Do tego musze uwazac, bo ja gulaszu bez cebuli "nie uwazam", a ona na sama mysl o cebuli robi sie zielona.... A po poludniu bardzo fajnie, bo mamy spotkanie naszego klubu literackiego, bedziemy omawiac ksiazke o ktorej tu kiedys wspominalam. Zycze wszystkim milego dnia. Odpowiedz Link
jutka1 Wtorek... 20.09.11, 09:30 Poniedziałek spędziłam na lekturze. Skończyłam "Dwanaście" Świetlickiego, przeczytałam "Trzynaście" i zaczęłam "Jedenaście". :-) Zauważyłam przy tym, że wcięło mi "Czternaście" oraz kilka tomików jego poezji. :-( Dzisiaj dalej czytam, porządkuję gabinet, a w ramach południowego posiłku spotykam się z byłą (daaaaaawno temu) szefową a teraz przyjaciółką, znaną tu z opowiadań Malarią. Meteoparis zapowiada 20-21 C, pochmurno ale bez deszczu. Tyszpiknie. Miłego dnia życzę. :-) Odpowiedz Link
pierdoklecja_prutka Środa... 21.09.11, 09:21 Środa. Środa a od wczoraj ran na forum wszyscy morda w elementarz i nic. Rzaden nawet słowa nie bałaknie. Pogoda całkiem ładna, a ja jestem zła, bo gardło mi się rzuciło na oskrzela. No i zaglutowało mnie, poddusza i chechłam. A potrzebuję być pełna energii i hop do przodu. Ale nic, dzisiejszy dzień więc spędzę w łóżku, co też jest chyba pewną potrzebą. Czyco. Śniło mi się, że w kiosku chcę sobie kupić stos pism do czytania. Więc mówię Pani jakie chcę pisma, a ona to pisze na kartce. Po czym okazuje się że wiekszości tego nie ma, Pani więc w dobroci czyteż zidioceniu swoim mi daje jakieś inne wg. własnego widzimisię a kartkę gubi. I ja już sama nie wiem co chciałam, ale na pewno nie chciałam pisma "Mały faszysta", które mi Pani usiłuje wtrynić, zwłaszcza że tym piśmie jest wywiad z Danielem Olbrychskim. Kupiłam wczoraj żarówki z małym gwintem i wkręciłam do stojącej lampy i wiecie co, to rozkosz boska jest. Z tym że w obecności cudownej piękności lampy moja kanapa wygląda jeszcze obleśniej niż zwykle, więc teraz jest potrzebna oczywiście nowa. To się chyba nazywa spirala potrzeb. Ale między bogiem a prawdą (skądinąd ciekawa jestem skąd się wzięło i co właściwie oznacza to powiedzenie), to niektóre z moich mebli wymagają wymiany bo mają już swoje lata i się wysłużyły. -- wasza pierdo Odpowiedz Link
jutka1 Re: Środa... 21.09.11, 10:11 Nie byłam wczoraj za bardzo w nastroju piszącym, Stokrotko. Przykre, że się przeziębiłaś. Wygrzewaj się w łóżku, herbatę z sokiem malinowym pij, rosół jakiś z kuraka ugotuj czycuś. Dobra nowina - przy odgruzowywaniu gabinetu znalazłam tomiki Świetlickiego, więc teraz tylko "Czternaście" jest MIA (albo AWOL, jak kto woli). Odpowiedz Link
pierdoklecja_prutka Re: Środa... 21.09.11, 11:01 A no jasne, Pytuniu. Wygrzewam się, soku nie mam, ale zeżarłam koszyk malin. Co do rosołu to poczekam aż mi Luiza podeśle jakichś z tych nieznośnych kur :) Natchnęłaś mnie Świetlickim i sobie przeczytałam swoje ulubionone. Rozważania też takie snuję, czy jest jakieś powiązanie między byciem zapijaczoną mędą i półgłówkiem a byciem poetą genialnym i dochodzę do wniosku że jednak nie ma żadnego. Bo są przykłady i bycia poetą genialnym sans element mędzio-półgłowiaty, i też mrowia się półgłówków przetaczają i może nawet oni i coś piszą ale do geniuszu im niezmiernie daleko. -- wasza pierdo Odpowiedz Link
jutka1 Re: Środa... 21.09.11, 11:34 Związku nie ma, ale taki na przykład Wojaczek z premedytacją został pijakiem i rzygającym po kątach obrzydliwcem, coby dodać do swej genialności odpowiedni image. I co z tym fantem. :-) A czytając te wszystkie "...naście" zauważam pewne wspólne cechy głównego bohatera... Sans brudu i abnegacji, a wręcz przeciwnie. Hmmm........ Odpowiedz Link
jutka1 Pierwszy dzień jesieni 21.09.11, 09:43 To już oficjalne. Jesień. No i tyszpiknie. :-) Meteoparis zapowiada na dziś, o dziwo, 21-23 stopnie i nawet po południu ma być słonecznie (w miarę). No to sobie tak ustawię dzień, żeby po południu móc czytać na balkonie. :-) Poza tym same pierduły, nic takiego się nie dzieje, dzień jak dzień. No news is good news. Odpowiedz Link
pierdoklecja_prutka Re: Pierwszy dzień jesieni 21.09.11, 13:13 Wylęgłam się na chwilę z domu w celu poczynienia niezbędnych zakupów i wymiękłam. Jakiż piękny i spokojny dzień jest dzisiaj! Lud pracujący w robocie, dziecka w szkole, snują się jedynie sami emeryci, leserzy i powsinogi oraz ja. Cicho, ptaszki świergolą, świeci leniwe słoneczko, na straganie przekomarzają się z babcią co wydziwia że jej się jajco z dwoma żółtkami trafiło, i jest bosko, bosko po prostu. Nastawiłam zgodnie z Pytona przykazem rosół, nie wiadomo jak pół bagietki się jakoś tak zjadło samo z siebie (no bo po co sprzedają takie chrupiące i gorące skoro wiadomo, że to ludziom szkodzi?), i będę owinięta pledem niebiańskim utkanym przez ojca przyjaciółki Pytona i podarowanym mi przez Pytona (pledem, nie ojcem) leżeć na tarasie w słońcu jak kuracjusz w sanatorium i trawić. -- wasza pierdo Odpowiedz Link
xurek Re: Pierwszy dzień jesieni 21.09.11, 14:46 Stokrotko, wspolczuje wprawdzie zracji darpiacego gardla, ale rowniez zazdroszcze Tobie i Pytonowi milego spedzania czasu. Od samego czytania o waszych tarasowo / balkonowych wyleganiach czlowiek odpoczywa :). Luizie zas wspolczuje i zupelnie nie zazdroszcze nawalu roboty, nieznosnosci kur jak i choroby Buszmena, ktoremu zycze wyzdrowienia i powrotu do formy. U mnie ciag dalszy bleeeeee na wszystkich frontach, az sie pisac ani gadac ani w ogole nic nie chce. Odpowiedz Link
kan_z_oz Re: Pierwszy dzień jesieni 21.09.11, 15:19 U mnie wiosna kalendarzowa juz od 1-go wrzesnia. Za oknem natomiast lato. Dzien byl dzisiaj zaiscie cudowny i spokojny. Jezdzilismy na rowerach dopoludnia na rzeka i znowu w Homebush - czyli wszystko po staremu, nic nowego. Dzisiaj wysluchalam w TV, ze w parlamentcie na Tasmanii przeszla ustawa majaca na celu wprowadzenie slubow dla par gejowskich. Jest to pierwszy stan w Australii, gdzie parlament wyrazil zgode. Wszyscy teraz drapia sie po glowie i zastanawiaja co sie na tej Tasmanii dzieje? Homoseksualizm byla na niej nielegalny az do 1997 roku... Kampanie prowadzi m.in wielki drwal tasmanski, ktory dzisiaj wyglosil piekna mowe o milosci...i koniecznosci akceptacj wszystkich. Malo trupem nie padlam, z radosci oczywiscie. Kan Odpowiedz Link
ewa553 relacja z wczoraj 21.09.11, 17:39 po poludniu spotkanie w klubie literackim. Jest nas 18 pan, 14 bylo obecnych. Omawiamy francuska autobiografie pana, ktory urodzil sie po wojnie, ale pisze tez o losach swoich zydowskich rodzicow w czasie wojny. I nagle sie okazuje, ze moje panie, poza mna wszystkie z wyzszym wyksztalceniem, pojecia nie maja o tym, co sie w czasie wojny dzialo we francji. Vichy? Petain? de Gaulle jako opozycjonista? zartujesz.... Ktoras z uznaniem powiedziala, ze dzieki ksiazce dowiedziala sie czegos o tych czasach....Kochane, tam byl zaledwie promil tego, co kazda z nas wie. I zaczely mowic o tym, ze do 1981 w szkolach historia Niemiec konczyla sie na Bismarcku i ani kroku dalej!!! Niesamowite. Kazda z nas moze zaproponowac jakas ksiazke, ktora nastepnie kazdy czyta dla siebie, a na spotkaniach omawiamy je. I teraz moje pytanie do Was: Jaka ksiazke zaproponowac, aby im choc odrobine naprawde przyblizyc ta historie, ktorej nie mialy w szkole? Macie jakis pomysl? Nie chce ich szokowac, wiec moze jakas mniej drastyczna? Ja mialam wczoraj ochote walic je po tepych lbach i boje sie, ze tego rodzaju ksiazka moze mi przyjas na mysl. Bylam zszokowana, bo nawet jesli nie uczyly sie tego w szkole, to przeciez na Boga, nasze wiadomosci sa nie tylko ze szkoly, ale i ksiazki i film sie do tego przyczynily. A one milosniczki literatury...... Moja pamiec jest kiepska, ale poszukam wsrod moich ksiazek takiej ktora napisal wegierski noblista, dzieje sie w Budapeszcie, a nastepnie w obozie koncentracyjnym. A moze to juz bedzie za duzo dla tych cipek? Mysle tez, ze moje pochodzenie jest jak obciazenie dziedziczne. Nigdy nie znajde tak naprawde wspolnego jezyka w tych sprawach z ludzmi pochodzacym stad, z tutejszych rodzin. Wczoraj jedna z nich palnela cos takiego, ze az podskoczylam. A dla niej to bylo normalne. Nie wiedziala o co mi chodzi i musialam sie rakiem wycofywac..... Odpowiedz Link
ewa553 dzisiaj... 21.09.11, 17:49 kto tu pisze o jesieni? U nas cudowna pogoda, w poludnie termometry pokazywaly 27 stopni. "Poswiecilam" dzisiejszy dzien mojej Marion, tej z polamana reka i noga. Wczoraj zwolnili ja ze szpitala, trzeba bylo mnostwo zalatwiac, miasto duze, a kazdego lekarza ma w innym zakatku:)))) Zostawialam ja wiec u jednego, bieglam po recepty do drugiego, bylam w jej szpitalu bo jej zapomnieli cos waznego dac, apteka, Ubezpieczenie..... Ale zrobilysmy sobie w samo poludnie fajna przerwe, siadlysmy w sloneczku na tarasie lokalu, zjadlysmy male conieco rozmawiajac i delektujac sie - troche za silnym - sloncem. Chodzilam z nia po miescie spacerkiem, choc tego nienawidze. W Rzymie moja szybka, wysportowana Edda karcila mnie, ze smigam. Ale mnie wolne chodzenie meczy i bola mnie wtedy stawy biodrowe:)))) Obled. No a dzisiaj nic, ja, nerwus i narwaniec bylam lagodnym barankiem pelzajacym z nia gdzie chciala, spelniajacym bez szemrania kazdy jej pomysl. I nic. Fizycznie zmeczona do niemozliwosci (razem 7 godzin), czulam sie psychicznie zrelaksowana. Kolejny raz przekonalam sie, ze powinnam byc albo ogrodniczka, albo opiekunka osob niepelnosprawnych. W obu tych rolach czuje sie znakomicie, czuje ze robie cos sensownego. Jutro mam ze dwie rzeczy do zalatwienia, ale mam nadzieje urwac sie na pare godzin do ogrodu, zeby i tam wypoczac. Chyba bedzie tak samo slonecznie jak dzis. Czego i Wam zycze, niezaleznie od miejsca w ktorym jestescie. Odpowiedz Link
jutka1 Re: dzisiaj... 21.09.11, 18:27 Udało mi się posiedzieć trochę na słońcu, z godzinę. Zapodałam sąsiadce risotto, a poza tym czytałam. Skończyłam "Jedenaście" i wyczaiłam, że kumpel ma na stanie (pardon ;-) ) "Czternaście" i pożyczy mi w sobotę. Fajnie. A do soboty ochłonę z pożarcia trzech Świetlickich w trzy dni, i będę gotowa na czwartego. Poza tym jestem trochę nieprzysiadalna z powodu rodzinnych problemów zdrowotnych, ale nie będę o tym pisać. Con permiso. Odpowiedz Link
pierdoklecja_prutka Re: dzisiaj... 22.09.11, 10:58 Nie wiem co się stało, ale nagle się pojawiło mnóstwo ptaków świergolących. Bo normalnie to ich mało, latają głównie skrzeczące jak siły potępione wronowate. A tu nagle takie trele i wyśpiewywania że się czuję jak w lesie w czasie ptasich godów. Słońca dzisiaj nie ma, ale jest w miarę ciepło i muszę powiedzieć że ta pora roku może słusznie się uważać za cudownie piękną. Przez długie lata miałam uraz do września, bo zaczynał się rok szkolny, a szkoły nie cierpiałam. Ale widać mi już przeszło. Co mi za to nie przeszło to przypadłość oskrzelowa, to znaczy jest lepiej ale nie optymalnie. Więc "udomowienia" dzień 2 i już mnie się zaczyna odrobinę nudzić. Takie tam pierdoły poranne znad kubka kawy. -- wasza pierdo Odpowiedz Link
jutka1 Re: dzisiaj... 22.09.11, 11:21 Tutaj też słonecznie, chłodnawo ale niebo bez jednej chmurki. Swoje ustawowe dwie poranne kawy wypiłam, słuchając tego: www.youtube.com/watch?v=0_sGSqa3oAk i tego: www.youtube.com/watch?v=S3qZUaKgk9I&NR=1 Nie chcę Xurka denerwować, ale planuję dziś sporo balkonowania. Trza wykorzystywać każdą słoneczną chwilę. :-) Poważna decyzja mnie czeka co do wyboru lektury na dziś, hohoho. :-) Poza tym mam kilka spraw do załatwienia, ale to już po południu, kiedy się zachmurzy (jak twierdzi meteoparis). I tyle pierduł, miłego dnia życzę. Odpowiedz Link
xurek Re: dzisiaj... 22.09.11, 12:56 Po wizycie przedstawicieli i obejrzeniu tarilerow 9 stacji telewizyjnych zadaje sobie nastepujace pytanie: - Dlaczego ludzie ogladaja cos takiego ja Big Brother - - Jak krecone sa takie reality shows jak np “home run” w ktorych to niby wypuszczamy grupe ludzi bez kasy ,paszportow i telefonow w jakas dzicz, z ktorej to o wlasnych silach i sprycie maja sie wydostac i rownoczesnie to filmujemy - - Skad ludzie biora czas na przecietnie dziennie ogladanie 3 godzin telewizji (srednia szwajcarska, niska w porownaniu do np Wloch, Francji czy Niemiec), ile tak naprawde ogladaja ci ogladajacy, skoro wszyscy mi znani ogladaja zdecydowanie mniej i przede wszystkim DLACZEGO siedza tyle godzin przed telewizornia Ja ogladalam (przerywane rozmowa) trailer przez cale przedpoludnie i jestem zupelnie tym otumaniona. Czy taki heavy ogladacza tak sie czuje caly czas? Odpowiedz Link
maria421 Re: dzisiaj... 22.09.11, 13:46 Nigdy nie ogladalam Big Brothera ani inynch reality shows, ale widocznie maja widownie skoro jeszcze nie padly. Odpowiedz Link
ewa553 Re: O pierdułach -- Odcinek 155 :-))) 22.09.11, 13:22 mon Dieu, ale szczesciara ze mnie: dostalam maila, ze moge viagre bez recepty zamowic! No, nie mieli u mnie szczescia jak proponowali przedluzenie czlona, ale viagre chyba zamowie, co? Odpowiedz Link
ewa553 moje Panie, 22.09.11, 13:25 jak pisalam o niedouczeniu moich pan z Klubu, to nie pisalam tylko dla podzielenia sie tym spostrzezeniem, ale z prosba o rade. I dalej czekam az mi ktos zaproponuje jakas ksiazke, ktora ja skolei tym paniom zaproponuje zeby wiedzialy, ze po Bismarcku tez jeszcze Niemcy istnialy.... I to jakie:(((((( Nie musi to byc ksiazka historyczna, raczej moze jakies wspomnienia? Jutka, cos z francuskiej literatury? Wysilcie sie prosze. Odpowiedz Link
jutka1 Re: moje Panie, 22.09.11, 13:36 Po co z francuskiej. Zaproponuj im Dzienniki Viktora Klemperera. Oba tomy. Odpowiedz Link
pierdoklecja_prutka Re: moje Panie, 22.09.11, 13:44 I Cabaret niech obejrzą, i przeczytają "Berlin Stories"... i coś z Brechta... A może widziały, tylko nie wiedzą o czym to ? -- wasza pierdo Odpowiedz Link
pierdoklecja_prutka Re: moje Panie, 22.09.11, 13:45 www.youtube.com/watch?v=bs5bnVoZK4Q -- wasza pierdo Odpowiedz Link
maria421 Re: moje Panie, 22.09.11, 13:47 A propos "Cabaret", ide z corka 15 pazdziernika do teatru na to. Odpowiedz Link
pierdoklecja_prutka Re: moje Panie, 22.09.11, 13:41 Wiesz co Ewcia, ja bym zarekomendowała E.M. Remarque - najchętniej kilka rzeczy. To się czyta, i są wątki romansowe, a w tle niesamowite opisy WWI, wielkiego kryzysu z punktu widzenia Niemców właśnie. Potem przejść do biografii samego Remarque'a - nastoletniego żołnierza WWI, potem pisarza wyklętego i prześladowanego przez nazistów. Jego siostrę zgilotynowano (!). Szokujący obraz jak Niemcy krzywdzili sami siebie. Myślę, że od tego trzeba zacząć, bo bliższa koszula ciału. No i to się czyta, nawet będąc cipką, bo czytałam jako 14-latka bucząc w poduszkę, i teraz też jako stara baba nosem siompiem. Odpowiedz Link
kan_z_oz Piatek 22.09.11, 15:54 za pare minut. Dzien biurowy dzisiaj mialam. Zonglowanie sie obecnie odbywa, bo nie mam stalego miejsca na kolorowa drukarke, maszyne do laminowania, gilotyne oraz urzadzenie wiazace papier w ksiazeczki. Stol kuchenny obecnie jest pod obstrzalem oraz lawa na kawe, gdzie ww rezyduja. Chyba czeka nas kolejne przemeblowanie...hihihi Kan Odpowiedz Link
ewa553 Dziewczyny, 22.09.11, 16:34 jestescie swietne!! Wielkie dzieki za pomysly. Jutro spotykamy sie w wiekszym gronie, juz jako Club ogolnie, nie tylko sekcja literacka. Ale postaram sie usiasc kolo tych, o ktore mi chodzi. I troche wypytam. Bo mi Jutencjo przypomnialas, ze wspomnienia Klemperera byly nawet jako kilkuodcinkowy, znakomity film w TV. O francuskiej literaturze wspomnialam dlatego, bo wlasnie wczoraj wykazaly sie absolutna niewiedza na ten temat. W kazdym razie Remarqua zaproponuje, jest faktycznie wielki wybor, zastanowie sie od czego zaczac. Jestem pewna ze cipki nawet nie wiedza ze to Niemiec....... Odpowiedz Link
xurek a ja mam pytanie 22.09.11, 17:30 Basiu, czemu Ty nazywasz te panie z klubu dyskusyjnego "cipki"? Odpowiedz Link
ewa553 Re: a ja mam pytanie 22.09.11, 19:13 gdybys je tak przezyla jak ja, tez by Ci pewnie to slowo na mysl przyszlo. Ale masz racje, piekne to nie jest i juz nie bede. Odpowiedz Link
pierdoklecja_prutka rozważania apropos cipy 22.09.11, 20:23 Ja jakoś słowa "cipki" nie odebrałam jako bardzo pejoratywne. Ot, taka cipka, ktoś dość ograniczony. Z tego co Ewa pisze, może to nawet owym paniom trochę pasować. Tym niemniej samo słowo już rozpędziło u mnie pewną machinę mentalną, która najpierw wyrzuciła z siebie przyśpiewkę biesiadną "wszystkie rybki mają cipki" a potem nakłoniło mnie do wgooglowania słowa cipa i się okazało iż jest ono skrótem od na przykład jakiegoś rozporządzenia mającego chronić dzieci przed (oczywiście) pedofilami a mianowicie Children's Internet Protection Act, a także od Chartered Institute of Patent Attorneys tudzież od Camera & Imaging Products Association a pewnie i wiele innych, jednocześnie też pisząc to mój umysł podrzucił wspomnienie iż jeden kolega (półgłówek zresztą) chętnie zamiast "oczywiście" mówił był "oczywpizdzie" czyli w cipie, a jeśli już mowa o dziwnym zastosowaniu rzeczonej to napatoczyła się (oczywiście) mysia cipa usiłująca zaistnieć jako rajzetasze. I myślę że lepiej chyba tutaj skończę te dywagacje bo widzę że w jakimś kierunku rosochatym i krzaczastym moje rozmyślania zmierzają i kto wie do czego to doprowadzić może. A może nie. -- wasza pierdo Odpowiedz Link
kan_z_oz Re: rozważania apropos cipy 23.09.11, 02:34 A moze doprowadzic, oj moze...mnie sie kojarzy zaraz i natychmiastowo z kupa. Nie wiem jakim cudem czy wyczynem to polaczenie nastepuje. Czesto jadac samochodem mijamy powazna firme swiatowa zajmujaca sie oswietleniem. Piekny budynek, piekny napis - no wlasnie; OSRAM. W tym momencie, ja sie wije ze smiechu za kazdym razem. Zarowki wiec kojarza mi sie nieodzownie w tym kraju z wyrazem osram. Kupuje wiec mirabelki - inny producent lub osramy. Kan Odpowiedz Link
jutka1 Re: rozważania apropos cipy 23.09.11, 07:51 Dzięki, dziewczyny, obśmiałam się - a tego mi było trzeba. Odpowiedz Link
ewa553 Re: rozważania apropos cipy 23.09.11, 09:45 i ja obsmialam sie jak mrowka:)))) Co do firmy OSRAM, zreszta niemieckiej, to zarowki te byly chyba przed wojna i w Polsce, bo moj tatus opowiadal taki stary dowcip: co to jest? wisi i grozi? Zarowka firmy osram. Tak, uzylam tego slowa bo bylam zdegustowana, totalnie rozczarowana niskim poziomem dyskusji. A spodziewalam sie czegos, co mi jest znane z rozmow w mojej rodzinie. A tego pewnie nie da sie na obcym (nie: zagranicznym) gruncie zrekonstruowac.... Odpowiedz Link
jutka1 Piątek 23.09.11, 08:33 Obudziłam się z piosenką w głowie. Po ten kwiat czerwony, pamiętacie toto? KJAP. Kifjute? Mam dziś do załatwienia biurokratyczną zagwozdkę, palcie świeczki coby się udało. A potem przyjmuję na obiedzie Młodego. A potem mam miłe popołudnie w doskonałym towarzystwie. Byle tylko z biurokracją się udało, to będzie znakomity piątek. Tfu przez lewe ramię. Miłego dnia. :-) Odpowiedz Link
ewa553 Re: Piątek 23.09.11, 09:46 przypomnialas mi, byla taka piosenka i jakis chlopak to spiewal. Ale spoko: jak Maryska wygrzebie sie z pieleszy to nam przypomni, ona zawsze takie rzeczy znajduje:)))) Odpowiedz Link
maria421 Re: Piątek 23.09.11, 10:20 Piotr Janczerski sie nazywal: www.youtube.com/watch?v=kf9-ZYctgKE Piekny sloneczny poranek mamy, nastepne dni tez sie pieknie zapowiadaja. Odpowiedz Link
ewa553 Re: Piątek 23.09.11, 10:33 a nie mowilam? Maryska jest niestrudzonym wyszukiwaczem:)))) Dzieki. Odpowiedz Link
ewa553 Re: Piątek 23.09.11, 10:37 przy okazji starych piosenek wysluchalam i inne fajne, np. o franka, frania co bedzi z nami w sprawie kochania:))) Odpowiedz Link
kielbie_we_lbie_30 Re: Piątek 23.09.11, 13:00 Haha, mnie tez chodza po glowie stare polskie utwory. Tym razem piekne tanga w wykonaniu Mieczyslawa Fogga...czy Slawy Przybylskiej. Odpowiedz Link
maria421 Re: Piątek 23.09.11, 13:26 Przy okazji szukania "Po ten kwiat czerwony" natknelam sie m.inn. na "Obozowe tango" i "Bradiaga" w wykonaniu Niemena. Odpowiedz Link
jutka1 Re: Piątek -- Apdejt 23.09.11, 15:18 Jak już wspominałam, od wczorajszego popołudnia miałam przysłowiowy pożar w (biurokratycznym) burdelu. Pardon. Dopiero dzisiaj w południe się wyjaśniło, i chyba jestem na prostej. Ufff. Dziękuję za palenie świeczek. :-) Świeci słońce, bezchmurne niebo, gra radio FIP, zaraz przyjdzie przyjaciel na popołudniową nasiadówkę, jest dobrze. Czego i Wam życzę. :-) Odpowiedz Link
pierdoklecja_prutka Re: Piątek -- Apdejt 23.09.11, 16:47 Jiiiiihaaaa! Hurra! A ja przelałam z jednego konta do drugiego, razem się zrobiło wystarczająco aby wypłacić z bankomatu więc mogę kupić sobie bilet i bułkę. Jutro już dostanę następną kasę, więc my z psem przetrwamy do pierwszego bo w całym oszołomstwie załatwiania kontraktów na zaś zapomniałam że mi się dzisiaj pieniądze skończyły! Debile wszystkich krajów łączcie się. Poza tym świeci cudne słońce, mam wolny weekend, spotykam się z przyjaciółmi, a w poniedziałek idziemy na koncert. Bo liczą się tylko piękne kobiety (i mężczyźni), czerwone wino oraz krwawe zachody słońca a cała reszta powinna zniknąć gdyż jest paskudna (cycat z niewiadomokogo). Ole! -- wasza pierdo Odpowiedz Link
jutka1 Re: Piątek -- Apdejt 23.09.11, 17:51 Stychnerf chyba się lekko upiłam. :-))) Młody, który nota bene jest łasuchem i gourmandem, stwierdził że moje penne al'arrabiata jest najlepsze, jakie jadł wżyciusfem. Hahaha. :-) A teraz idę oglądać filmy. Czego i Wam życzę. :-) Odpowiedz Link
pierdoklecja_prutka Re: Piątek -- Apdejt 23.09.11, 18:38 Urżnęła się! Hahaha! A to, że Twoja pasta arrabiata jest najlepsza, to Ci mogłam powiedzieć ja. Zresztą myślałam że to jest jasne o oczywiste (i dość tego nonsensu cipowego). Ja się wielce zadowolona przytoczyłam do domu, zjadłam obiad, wypiłam kieliszek czerwonego, do tego trzy (no ok, cztery) ptasie mleczka, i garść świeżych laskowych. Teraz w ukontentowaniu swojem będę odpoczywać bo jeszcze się rekonwalescentuję czyteż rekonwalescencę. Miałam też zamiar odworzyć wątek pt. "Pierdzenie jako forma komunikacji" bo się zainspirowałam pewnym zdarzeniem lub też pewnych zdarzeń sekwencją, ale na razie to odkładam. --wasza pierdo Odpowiedz Link
jutka1 Re: Piątek -- Apdejt 23.09.11, 19:03 Jeszcze się nie urżnęłam, ale mam zamiar: w ramach prawie-katastrofy i prawie pandemonium. KJAP. Blablabiokracja to jednak jest pojebana. Pardon. Powlekłam się więc do lokalnego sklepu, coby zrobić zapasy na jutro. Pan w sklepie do mnie mówi, że jakoś tak dzisiaj lepiej wyglądam. Na co ja z oburzeniem: Pardon?!?! A on na to: No, wczoraj była pani smutna a dzisiaj już nie. Miałam ochotę go ucałować, ale się powstrzymałam, bo jednak jednostkowiernojezde (zam.). :-) I tak powiem, szczególnie do 100K i do Kana: czasem nam one zielone dają przedsmak odwrotności tego co chcemy, cobyśmy docenili kurwa jak to co chcemy będzie nam w końcu dane. Ejment i dzięki zielonym ślę ja, Jutka, niewierny Tomasz i córka marnotrawna, ejment. :-))) Odpowiedz Link
pierdoklecja_prutka Re: Piątek -- Apdejt 23.09.11, 19:34 ...prrrrt....prrrrt.....pruk...pruk. 8-) -- wasza pierdo Odpowiedz Link
maria421 Re: Piątek -- Apdejt 23.09.11, 19:55 Penne all´arrabiata- idealnie to oddaje nastroj po biurokratycznej batalii :) Odpowiedz Link
jutka1 Sobota, słonecznie 24.09.11, 11:16 Świeci słońce i tyszpiknie. W ramach niechcieja będę spędzać dzień zgodnie z tradycją. Po południu muszę trochę popisać, chociaż też mi się nie chce. Na obiad zjem resztki penne, pewnie na zimno bo nie chce mi się podgrzewać. :-) Czekam na "Czternaście" Świetlickiego. Więcej pierduł nie pamiętam, ejment. :-) Odpowiedz Link
maria421 Cudna niedziela 25.09.11, 20:20 cieplo i slonecznie jak latem. Zaliczylam dzisiaj Bauernhoffest, czyli takie swieto u Bauera gdzie mozna bylo nabywac przerozne ich plony jak i wyroby, dlugi spacer przez pola, sredniowieczny jarmark (sasiednia wies swietuje tysiaclecie) oraz wizyte u znajomego grzybiarza ktory obdarowal mnie swiezutkimi, dzis rano zbieranymi prawdziwkami . Odpowiedz Link
jutka1 Re: Cudna niedziela 25.09.11, 22:09 Niedziela była dziwna jakaś taka. No, ok, przynajmniej było słonecznie i ciepło, więc kilka godzin spędziłam na balkonie. Ale tak. Najpierw okazało się, że "Czternaście" Świetlickiego NIE ISTNIEJE! Kumpel, który miał mi pożyczyć, zadzwonił i mówi NIMO. Zaczęłam guglować, i rzeczywiście. Chyba mi się kiedyś wyśniło "Czternaście" i byłam święcie przekonana... Ludzi pytałam czy ktoś nie pożyczył, pytałam wokół, irytowałam się na nieznanych sprawców zwinięcia książki. Hahaha. :-) Wzięłam więc "Sny o kobietach pięknych i takich sobie", pierwszą powieść Becketta opublikowaną dopiero po jego śmierci, w 1993 roku (na Becketta życzenie zresztą). Ale Becketta lepiej dozować, poza tym miałam trochę innych rzeczy do zrobienia. Trochę pisałam, trochę skanowałam biurokratyczne dokumenty. Dziwny to był dzień. Ale przynajmniej pokultywowałam piegi, a jutro ma też być słonecznie i 25 stopni. Rano pójdę na pocztę, a potem będę pisać. I wysiadywać na balkonie, ofkorz. Sorry, Xurku. :-) Odpowiedz Link
pierdoklecja_prutka Re: Cudna niedziela 26.09.11, 10:25 Niedziela była niebiańska - najpierw wylegiwaliśmy się na leżakach przed Kawką, potem udaliśmy się do Ogrodu Botanicznego PAN w Powsinie gdzie leżeliśmy tu i ówdzie. Niebywała ruchliwość panowała tego dnia w Warszawie bo biegł, szedł i lazł warszawski maraton, po Lesie Kabackim szaleli rowerzyści, w Powsinie zajadle spacerowano z dziećmi, psami i dziadkami, kupowano żelki, jedzono lody, grano w piłkę oraz w szachy pod brzozami no normalnie nie przepuszczono nikomu! Nawet Murzyn jakiś został wciągnięty do rozgrywek z dziadkami, ledwo się nam udało przemsknąć jakoś do tego botanika aby się tam zaszyć w rozszalałej unikatowej roślinności. A było trudno bo w lasku jeszcze łąpały nas jakieś artystyczne instalacje które ktoś porozmieszczał, na przykład zrobione na szydełku huby i muchomory (z lampką w środku, no less). Dodatkowo cały weekend moi podopieczni z platformy gorączkowo nadrabiali zaległości (nastraszeni swoim szefem), a mój numer telefonu komórkowego jakoś wyciekł do publiczności więc nagabywana byłam coirazto desperackimi sms'ami że się komuś nie odświeża, nie zapisuje, nie może się zalogować, wylogować, na szczęście nikt nie napisał że mu się chce siusiu, ale było blisko. Dzień więc był kreatywny bardzo, z pewnością słoń zrobił kupę w cyrku, na szczęście nie przy mnie ani nie na mnie. --wasza pierdo Odpowiedz Link
kan_z_oz Re: Cudna niedziela 26.09.11, 17:48 Ogladalam dzisiaj wieczorem jakis film w TV. Nic specjalnego, komedia. O parze, ktora sobie zyje i nagle przychodzi im spedzic swieta BN z zupelnie patologicznymi wlasnymi rodzinami. Smieszne scenki, ktore po niesamowitych perypetiach koncza sie rozmowami. Normalnymi, ot takimi poprostu, jak sie czujesz, co sie stalo etc. Ogladam sobie i tak sobie mysle, ze majac doslownie blogoslawione zycie obecnie oraz wszystko o czym kiedykolwiek myslalam, jest jedna rzecz, ktorej z cala pewnoscia nie doswiadcze; wlasnie takiego normalnego zapytania ze strony mojej rodziny...hahah Co za ironia losu. Mamusia postanowila notarialanie zapisac wlasie teraz swoje mieszkanie na siostre. Koorwa, a skad ona wezmie na podatek od darowizny? Moze poprostu nalezy zastrzelic upiora coby wszystkim skrocic cierpienia? Musze chyba kiedys sklecic ksiazke pt; ja osobiscie wolalabym byc wyaborcjonowana od kiedy tylko pamietam, jako bardziej humanitarna wersja do podtrzymywania ciazy za wszekla cene oraz pastwienia sie nad owocem takowe. Sa zli rodzice w najgorszym tego slowa znaczeniu. Nie, nie jestem w dolku. Kan Odpowiedz Link