jutka1 Sobota, już w Polsce 15.10.11, 09:08 Spałam jak zabita, i jeszcze bym spała gdyby nie budzik - niedługo jadę "do miasta". Śniło mi się dużo, i znowu zapomniałam. Oh well. Rano trawa i drzewa były pokryte szronem... Jeszcze tydzień i owoce pigwowca można będzie zerwać i włożyć do zamrażarki. Zimą zrobię nalewkę. Ale za oknem słońce i niebieskie niebo. Po południu, po zakupach spożywczych zjadę do domu, rozpalę w kominku, będę pichcić i się wygrzewać. I tyle pierduł. Miłej soboty życzę. :-) Odpowiedz Link
maria421 Re: Sobota, już w Polsce 15.10.11, 10:03 Slonce swieci na bezchmurnym niebie i juz zniknal poranny szron. Termometrn pokazywal dzisiaj zaledwie 2 stopnie. Po poludniu przyjezdza corka i wieczorem idziemy do teatru na "Cabaret". Jutka, kciuki trzymam. Odpowiedz Link
maria421 Re: O pierdułach -- Odcinek 157 :-))) 16.10.11, 09:31 Pamietacie jak kiedys pisalam ze pomylilam restauracje i poszlam do Hiszpana zamiast do Wlocha gdzie czekali wszyscy znajomi? Wczoraj pomylilam teatry. A wlasciwie dwie sale naszego teatru miejskiego. Zakladalam, nie wiem dlaczego, ze "Cabaret" graja na duzej scenie. Poszlysmy z corka, odadlysmy okrycia do szatni, pani bileterka nas wpuscila na sale (tez nie zerknela na bilety) , usiadlysmy oczekujac rozpoczecia spektaklu, kiedy przyszla jedna dziewczyna z biletem na moje miejce. Odeslalysmy ja do bileterki zeby wyjasnila sprawe, ale potem ktos siedzacy obok sie wtracil i zapytal na jaka sztuke my czekamy i okazalo sie ze to ja siedze na nie swoim miejscu! A do spektaklu jeszcze tylko 3 minuty! Wybieglysmy pedem i pobieglysmy na druga strone budynku, do malej sali, zdazylysmy w ostatniej chwili. Oczywiscie czasu na odebranie nakryc z tamtej szatni nie mialysmy. Po spektaklu wyszlysmy wiec na dwor i pobieglysmy do tamtej szatni, a tam juz dtzwi zamkniete. Wrocilysmy wiec do malej sali gdzie jeszcze zlapalysmy szatniarke, ta zadzwonila na tamta strone teatru, poslala nas na zaplecze i tam odebralysmy nasze rzeczy. Co do samego spektaklu, coz , zaden spektakl nie dorowna filmowej wersji "Cabaret", ale calkiem niezle im to wyszlo. Po "Tomorrow belongs to me" konczacym pierwszy akt, z tylu sceny zostala spuszczona wielka flaga ze swastyka. Publicznosc wstrzymala oddech i wstrzymala sie z oklaskami, mnie przeszly ciarki po plecach, choc wiedzialam ze to tylko rekwizyt majacy swe miejsce w sztuce. Dopiero po wylaczeniu reflektorow, kiedy juz flaga byla niewidoczna, publicznosc zaczela oklaskiwac artystow. Odpowiedz Link
jutka1 Słoneczna niedziela 16.10.11, 10:08 Piękny dzień. Słońce, niebieskie niebo. Zaraz jadę "do miasta", potem się zobaczy. Miłego dnia życzę. :-) Odpowiedz Link
ewa553 Re: Słoneczna niedziela 16.10.11, 11:03 u ns tez wczorajsza sloneczna pogoda z blekitnym niebem sie trzyma. Tyle ze ciagle jeszcze 12 stopni. Ubieram sie cieplo i wyfruwamy gdziekolwiek, byle na sloncu, byle na powietrzu! Musimy jeszcze tylko zajrzec do ogrodu, bo zapomnialam zabrac resztki z wczorajszego grillowania i boje sie, ze szczury juz to wykumaly:((((( Odpowiedz Link
maria421 Re: Słoneczna niedziela 16.10.11, 16:50 Pogoda cudowna. Po obiedzie poszlysmy na dlugi spacer , a przed chwila Ania pojechala znow do siebie. Odpowiedz Link
jutka1 Poniedziałek, słonecznie, zimno 17.10.11, 10:03 Wstałam o 7:00, brrr. Ale przy okazji zobaczyłam prawie wschód słońca i migoczący szron na wszystkim. :-) Czas zerwać owoce pigwowca i włożyć do zamrażarki. Zimą zrobię nalewkę. Znalazłam po znajomości cudną panią od sprzątania, z doświadczeniem "w zawodzie" z Francji, i właśnie sprząta kuchnię. Wszystko czyści do dna i od podszewki, nawet mój paryski PoS nie jest tak dokładny. Jestem pod mega-wrażeniem... Już się cieszę na efekt końcowy w całym domu. :-) Do mamy jadę dopiero późnym popołudniem, bo tak sobie dziś rano zażyczyła. OK, więc nagle mam cały dzień bez wyjeżdżania "do miasta". Ugotuję rosół, poczytam, przyjmę dostawę oleju opałowego. Spokój i relaks. Wieczór u przyjaciółki na pogaduchach przy kolacji. I tak to sobie płynie powoli. Lubię tu być. Chociaż moje paryskie mieszkanie też lubię. :-) Miłego dnia życzę. :-) Odpowiedz Link
maria421 Re: Poniedziałek, słonecznie, zimno 17.10.11, 19:13 Bylo dzisiaj 12 stopni, niezbyt slonecznie ale spokojnie. Zajelam sie ziolami w ogrodzie zeby mi nie zmarzly, pieruszke zamrozilam, mieta i szalwia sie susza. Odpowiedz Link
pierdoklecja_prutka Re: Poniedziałek, słonecznie, zimno 17.10.11, 19:20 Ja też lubię Twoje paryskie mieszkanie Pytonie, właśnie spełzłam wieczornie wyprawiwszy kiełbia na lotnisko z Gare du Nord. Gdzie walczyłyśmy chwilę z automatycznym schowkiem na bagaż który nie chciał oddać kiełbia torby. Przedtem spacer po Montmartre, kawa w kafejce z poczynioną wielce trafną obserwacją iż "co to za gospodarz co nie ma chałupy, co to za kelner co nie ma - dupy". Tu się trochę zasromałyśmy, bo przecież kelner mógł być Polakiem, ale na szczęście nie był. Sądzę, iż codzienne długie spacery doprowadziły mnie do szoku tlenowego, który się objawia gadaniem (i myśleniem) głupot. W tym sensie, tlen wydaje się być równie groźny jak dyskutowana na wątku o krzyżu i chuście marijuana. Odpowiedz Link
jutka1 Re: Poniedziałek, słonecznie, zimno 17.10.11, 23:44 Przyślij mi mailem godzinę Twojego wylotu pliz. Tutaj zaczyna być jesiennie. Od jutra zachmurzenia, najpierw częściowe, a za kilka dni kompletna amba. :-/ Jutro przychodzi Pan od Laptopów. Mam nadzieję, że naprawi cocza. Kurnia, czy ja kiedyś odpocznę? Odpowiedz Link
kan_z_oz Re: Poniedziałek, słonecznie, zimno 18.10.11, 01:45 Wiosna w Sydney. Lubie ta pore roku, bo nie ma jeszcze wscieklych upalow. W niedziele zachodzilismy sie doslownie i bez prznosni. Weszlismy na 'historyczna' trase na samym dole doliny Jamison w Gorach Blekitnych. Historyczna oznacza w takim ukladzie, ze jest ale nikt jej juz praktycznie nie odnawia. Bylo wiec bush bushing, czyli przedzieranie sie waska sciezka. Pieknie jest na takich szlakach. Nie sa znaczone dla turystow - i slusznie, bo gubia sie jak 5 centowki. Nie ma wiec tez na nich ludzi wiele, a jak juz sa to sporadycznie. Mozna wiec spedzic 8 godzin spotykajac jedna osobe lub wcale. W sumie to kazda wolna chwile spedzamy albo wlasnie na lazeniu albo na jezdzeniu na rowerze. Musze przyznac, ze intensywny wysilek fizyczny sluzy mi i czuje sie po nim wysmienicie. Najgorsze mentalne spizdniecie to u mnie zachodzi przy braku ruchu...haha Pozdrawiam Kan Odpowiedz Link
maria421 Re: O pierdułach -- Odcinek 157 :-))) 18.10.11, 11:48 Jest slonecznie, rano bylo 10 stopni, ale zaczyna wiac silny wiatr ktory pewno przywieje zapowiadane ochlodzenie. Bylam dzisiaj na ostatniej fizjoterapii, czyli oficjalnie jestem chyba juz wyleczona:) Odpowiedz Link
ewa553 Re: O pierdułach -- Odcinek 157 :-))) 18.10.11, 15:47 tak dlugo Twoja terapia trwala???? A czujesz jeszcze cokolwiek na minus? U nas jak jechalam rano do domu tez tylko bylo 10 stopni. Teraz jest 19 i wiatr ustal. Sloneczko bylo caly dzien, a mialo dzis i jutro padac. Lube jak sie takie prognozy nie sprawdzaja... Odpowiedz Link
maria421 Re: O pierdułach -- Odcinek 157 :-))) 18.10.11, 16:18 Ewa, ja sie jeszcze lewa reka po plecach podrapac nie moge, ale i tak jestem zadowolona ze jest jak jest. Z wyjmowaniem sruby jeszcze poczekam, moze nawet do wiosny. U nas wlasnie zaczelo padac. Odpowiedz Link
morsa Re: O pierdułach -- Odcinek 157 :-))) 18.10.11, 22:52 Bylam w Polsce, Warszawie, a wlasciwie pod.. Konstancin... Jestem juz w domu. Odpowiedz Link
ewa553 Re: O pierdułach -- Odcinek 157 :-))) 19.10.11, 08:12 Dawno Cie tu nie bylo - bylas tak dlugo w K.? Napisz cos o pobycie. Odpowiedz Link
morsa Re: O pierdułach -- Odcinek 157 :-))) 21.10.11, 23:09 No coz pisac? Jestem urodzona i wychowalam sie w tym miescie. Mozna je kochac albo nie. Ja miasta juz nie kocham - to juz nie te klimaty. Jeden wielki balagan - architektoniczny, komunikacyjny, mentalny; miasto to mnie meczy, wyssysa energie, czuje agresywnosc - ludzi, urzedow itp. Przepraszam, wielu z was moze byc urazonym takim subiektywnym podejsciem. To moje osobiste uczucia - jade do Warszawy jedynie z obowiazku - zeby zadbac o groby bliskich, zeby odwiedzic rodzine. Odpowiedz Link
jutka1 Re: O pierdułach -- Odcinek 157 :-))) 22.10.11, 12:24 Morsuniu, znam wielu warszawiaków podzielających Twoje zdanie. Ale też wielu takich, którzy są bardzo do Warszawy przywiązani. :-) Ostatni raz czy dwa w Warszawie to byłam przelotem i jak po ogień, w drodze na Kaukaz. Teraz te 3.5 dnia, które sobie zafundowałam to czysta przyjemność, bo i parazawodowo się spokojnie pospotykam, i towarzysko, bez zadyszki i stresu. A Warszawę lubię. Mam dużo wspomnień z czasów studiów i później, z wczesnego okresu zawodowego. Wspomnień jeszcze późniejszych, kiedy z Paryża jeździłam do Warszawy zawodowo i prywatnie. I prawdę mówiąc trochę wbrew sobie rozważam powrót, może. Tak na pół gwizdka. :-) Odpowiedz Link
ewa553 Re: O pierdułach -- Odcinek 157 :-))) 19.10.11, 08:14 Podraüac sie biedactwo nie mozesz, oj, co to za zycie:)))) Ale powaznie: nie wiedzialam ze te sruby sa kiedys tam wyjmowane, myslalam ze zostaja na dluzej. Ciekawe jak to bedzie u mojej Marion, ktora ma wieksza ilosc srub i jakies plytki. No, ale jej wypadek jest nowszy, to bylo zaledwie 2 miesiace temu. Odpowiedz Link
ewa553 Pogoda : 19.10.11, 08:17 u nas dzis pada. Dobrze, podleje mi co trzeba, bo skosilam w poniedzialek po raz ostatni trawe. Zle, bo mam zamowione drzewko, jutro je odbieram i chcialam zaraz zasadzic. Ale drzewko jest w donicy, wiec jakos wytrzyma pare dni. Beda pyszne jablka, nie wiem czy znacie Rondo. Mam juz jedno takie drzewko i chce wiecej jablek, dlatego dokupilam. Fajne sa te male drzewa, wreszcie nie trzeba drabiny, zeby zebrac owoce. Odpowiedz Link
jutka1 Re: Pogoda : 19.10.11, 10:03 U nas też pada. Jest ciemno, mokro, chmurno i durno. Błe. Wreszcie się trochę wyspałam, chwała niech będzie niebiosom. Wczoraj miałam dzień takiego kociokwiku, że momentami myślałam, że się rozsypię albo zwariuję. Oby jak najmniej takich dni. Tak czy siak. Pan komputerowiec wyczyścił i uporządkował mi dysk w laptoku, ale problemów z wifi nie potrafił rozwiązać. Stwierdził, że to może być uszkodzenie mechaniczne i wysłał do znajomego serwisu. Może jutro zaniosę bidoka do diagnozy. Tylko że po moim powrocie wczoraj wieczorem zastałam zniknięcie 1/2 problemu, a dzisiaj rano pozostała część problemu też okazała się naprawiona. Hmmm. No nic, i tak zaniosę do serwisu, niech trzewia obejrzą i jakby co: naprawią co trzeba. No, lecę. Przede mną następny zapchany dzień. Miłego! :-) Odpowiedz Link
maria421 Re: Pogoda : 19.10.11, 12:45 Pogoda ladna, troche slonca, troche chmur, ale spokojnie i 12 stopni. Niech tak sie dalej utrzyma bo w piatek jade do Poznania. Odpowiedz Link
ewa553 Re: Pogoda : 19.10.11, 14:00 zostajesz do 1.11.? Ja wrocilam zmachana z ogrodu, zlikwidowalam krzaki pomidorow, galezie z zielonymi powiesilam w slonecznym miejscu. Przekopalam grzadke, Ufff! A potem mialam buty ogrodowe jak slynne buty cementowe Cosa Nostry:)))) Ledwo doszlam do tarasu, gdzie staly czyste na zmiane. Odpowiedz Link
maria421 Re: Pogoda : 19.10.11, 15:37 Nie, nie zostane w Polsce do 1.11, bo wtedy chce byc tutaj. Wracam juz w poniedzialek. Odpowiedz Link
maria421 Re: O pierdułach -- Odcinek 157 :-))) 20.10.11, 15:59 Jutro jade do Polski i mam nadzieje ze tak spokojna pogoda jak dzis sie utrzyma. Jak zwykle przed wyjazdem zawalaja mnie rozne maile i sprawy do zalatwienia ktore mialy tyle czasu zeby przyjsc wczesniej, ale sie uparly przyjsc wszystkie razem akurat dzisiaj. Jeszcze do tego Swiadkowie Jehowy wlasnie u drzwi byli i sie napraszali zeby ze mna o Bogu rozmawiac, ale ich splawilam. A troche wczesniej huk na ulicy i uciekajacy z piskiem i smiechem moze 10-12 letni smarkacze. Wyszlam i pozbieralam rozwalona butelke z jakas jakby swieca zapalna w srodku. Mini koktajl Molotowa??? Co sie kurcze dzieje, az strach wyjechac. Odpowiedz Link
blues28 Hola! Hello!! 20.10.11, 19:28 Wraz z jesienia wychynam na powierzchnie. Dziekuje za mile slowa powitania w watku o normalniejacej Polsce. Lato bylo ohydne zdrowotnie i klimatycznie. Dostalismy po kosciach, ze az ha! Jeszcze tydzien temu temperatury nie spadaly ponizej 30 stopni co wykanczalo nawet najodporniejszych. Ba! Natura zglupiala i niedawno zakwitly znowu bzy! Ale juz dzis jest inaczej, nawet wleze na drabinke i zdejme koldre! Co za frajda! Dzis mialam mily lunch w centrum i ubralam marynarke! Pierwszy raz tej jesieni. Pierwszy raz tez obulam zakryte sandaly. Ciagle jeszcze mam duzo wizyt szpitalnych, ale mysle, ze wszystko na dobrej drodze. Z innej beczki. Wczoraj bylam na ekspozycji Yves Saint Laurenta. 150 kreacji wybranych z calej jego kariery. Glówna mysl jaka caly czas tlukla mi sie po glowie to ta, ze jego kreacje sa ponadczasowe. A juz stroje wieczorowe to absolutnie tak! Widzialam cuda np. z lat 60 które zalozylabym teraz, zaraz, juz! Chocby mala czarna z kolekcji trapezu z 1958 roku! A jaki pret a porter! Jest okres kiedy marynarki maja przesadne ramiona, ogromne poduchy, ale poza tym (koniec lat 80tych) to nic tylko zakladac i zadawac szyku. Bomba! Odpowiedz Link
jutka1 Re: Hola! Hello!! 21.10.11, 09:55 Hola! :-) Cieszę się, że Cię widzę, querida. :-) Wystawa brzmi arcyciekawie. U mnie na tapecie, jak już zjadę z Polski, 3 wystawy: Diane Arbus, Edward Munch i boski Cezanne. Już się cieszę. :-) Odpowiedz Link
jutka1 TGIF !!! + Warsaw by night :-) 21.10.11, 10:21 Dawno już TGIF nie pisałam, ale dziś pozwolę sobie napisać. Gdyż (jak mawiał taki jeden poeta). Ciężki tydzień za mną, ale dałam radę jakoś. A dzisiaj za oknem słońce, ptaszki świergolą, nic nie muszę. Obiad jem u mamy (która btw dochodzi do siebie w ekspresowym tempie), po obiedzie zafunduję sobie luksus w postaci czytania prasy polityczno-kobiecej ;-) przy kominku i z lampką lub dwiema boskiego Carmenere, upolowanego cudem w powiecie. Do tego temyrencyma zrobiony bigos, dzisiaj pyrkający trzeci dzień, więc pod wieczór będzie bardziej niż zdatny do spożycia. No i w ramach stawiania czoła nowej rzeczywistości kupiłam sobie rano bilet ErFrancą do Warszawy w listopadzie, na całe 3.5 dnia. W celach parazawodowych, ale też towarzyskich. No i ch. :-) Tyle pierduł na dziś. Miłego piątku życzę. Odpowiedz Link
blues28 Re: TGIF !!! + Warsaw by night :-) 21.10.11, 13:13 Dzienks Jutka za dobre slowo :) Kiedy bedziecie miec konkretne wyniki? Na wszelki wypadek trzymam kciuki za rezultat negatywny. Jesien ociagala sie, ale jak przyszla to od razu z buta. Rzesko nad wyraz jest, zimno wrecz. Jak powstalam z loza bolesci to na ogól lunchowalam na miescie, bo radosc z opuszczenia domowych pieleszy byla wielka. I tak do srody wlacznie biegalam bosonoga i bezrekawowa. A tu taki szok termiczny :) Co za radosc! Zatem dzien chowania klapek, snadalów, wielkie pranie rzeczy letnich i zaduma nad szafami co tez ja mam na jesien? Nosz zapomnialam przez te miesiace jakie konfiguracje i zestawy moge sobie porobic na chlodne dni. Ach i parasole! Od niedzieli, po wielu miesiacach suszy spadna deszcze. Cieszymy sie jak szczaw na wiosne :) ETA, banda terrorystyczna z Kraju Basków oglosila zakonczenie agresji. Nie rozwiazanie bandy, nie zlozenie broni, ale zaprzestanie ataków, bomb i egzekucji. Jesli chociaz to sie sprawdzi, to wielki dzien mamy w Hiszpanii. Po 40 latach terroru i rozlewu krwi, pokój. Oby! Dzis odkurze telewizor (tak mam, ze nie trawie TV) i obejrze wreczanie nagród Príncipe de Asturias. Jest kilku nagrodzonych, których darze szacunkiem. Chocby Cohen. Albo bohaterowie Fukujimy, którzy uratowali centrale (czytaj Japonie i swiat) przed tragedia nuklearna o niewyobrazalnym rozmiarze. A obiad dzis w domu. Mam lentejas czyli soczewice :) Lubie jesien :) Odpowiedz Link
kan_z_oz Re: TGIF !!! + Warsaw by night :-) 21.10.11, 14:41 Co beda robili ETA czlonkowie po zaprzestaniu atakow? Beda robic na drutach? czy oprowadzac dzieci po muzeach terroryzmu? haha Swiat sie zmienia i to szybko. I bardzo dobrze. Piatek sie juz skonczyl. Wrocilismy z kina oraz sushi. Te ostatnie dwa uprawiamy z taka sama maniakalnoscia co rowerowanie (przedwczoraj) lub lazenie po gorach (wczoraj). Jest juz dosyc cieplo i widac, ze coraz blizej lata. Rozmnozyly sie mi mszyce w ogrodku i zezarly starannie pielegnowane selery...buuu Chlop trul je jakims wywarem z cytryny oraz sody. Nie wiem czy wywar byl skuteczny, bo glownie musialam pilnowac aby nie wyzlopac mikstury w nocy siegajac po dzbanek z filtrowana woda. Ciezkie jest zycie rolnika...haha...bo nigdy nie wiadomo co wyrosnie a co zdechnie. Udala sie nam za to salatka (rocket), a na nia zupelnie nie liczylam. W ramach osobistej walki z bankowa zachlannoscia dzisiaj sie tez wyhanryczylam o zwrot naliczonej nam bezczelnie jakiejs kary. Wyjscia nie mieli, przeprosili i oddali. Oczy trzeba miec dookolo glowy jak slowo daje, bo wszystkie grabie korporacyjne to mi sie ostatnio hurtem myla i przysylaja zawyzone rachunki...haha Poszaleli zbiorowo? cyco? Kan Odpowiedz Link
jutka1 Re: TGIF !!! + Warsaw by night :-) 22.10.11, 12:18 Bluesie, wynik w 90% OK, czekamy na potwierdzenie na piśmie od histopatologów. Dzięki. Mam nadzieję, że dzień wczoraj spędziłaś miło i zgodnie z planem. :-) Jak robisz lentejas? I jakiej soczewicy używasz? Ja przepadam za zieloną z regionu Puy. Czerwonej używam do zagęszczania zup. :-) Odpowiedz Link
ewa553 dzien dobry i do widzenia! 22.10.11, 09:56 Spalam dzis w gorkach i mam za swoje: rano trzeba bylo auto skrobac:(((( Poranna gimnastyka. Na dodatek kolega musial wybiec w pizamie do swojego auta, zeby mi pozyczyc narzedzia, bo jeszcze nie jestem nastawiona na zime:))) A teraz wychodze, a raczej wyjezdzam na dwudniowa wycieczke, ktora bedzie wspaniala. Bedziemy w malym, prastarym miasteczku upajac sie winem oraz wedrowac: dzis jeszcze po winnicach, jutro po pobliskich gorkach. Wszystkim zycze rownie pieknego weekendu! Odpowiedz Link
jutka1 Sobota, słonecznie, chłodno 22.10.11, 12:41 Sobotni poranek powitał mnie słońcem i szronem. Szkoda, że nie wzięłam aparatu do Polski. Plany na dziś? Urlop od życia czyli brak planów. Stos prasy do przeczytania, stos drewna do spalenia w kominku, pełna lodówka i luz. Oprócz kupienia chleba w sklepiku wiejskim nie przewiduję wypadów z domu. Lubię sobie podarować takie dni od czasu do czasu. Siostra zastępuje mnie w ten weekend przy mamie, takie było ustalenie od dawna, więc mam troszkę oddechu (brzmi egoistycznie, wiem, ale trudno...). Wyjdę tylko do ogrodu zebrać owoce pigwowca. Zrobiłam miejsce w zamrażarce, poczekają do zimy, kiedy to trafią w kompot spirytusowy na nalewkę. :-) A mentalnie zauważyłam, że już zaczynam wyjeżdżać (czy też wracać, zależy jak się patrzy :-) ): już zaczął powstawać stosik "rzeczy do zabrania". Jutro przyjdą na bigos para przyjaciół i Maniek ("no i ch"). To moja jedyna kolacja wydawana podczas tego pobytu. Cieszę się, że ich zobaczę. No i tyle pierduł na dziś. Miłej soboty życzę. :-) Odpowiedz Link
jutka1 Pi Es 22.10.11, 17:27 No to tak: wszystko zgodnie z planem. :-) Zebrałam 3 kilo owoców pigwowca, włożyłam do zamrażarki. Pięknie pachną. :-) Oczyściłam też drzewo orzecha włoskiego z suchych gałęzi - pozostałości po majowej śnieżycy. W poczuciu dobrze spełnionego obowiązku kitłaszę się więc przy kominku. O. :-) Odpowiedz Link
blues28 Re: Pi Es 22.10.11, 19:31 Dzis dzien chlodny, bardzo rzeski i sloneczny taki jak lubie. Ale samopoczucie/zdrowie siadlo wiec w domu i tylko z doskoku do komputera. Bardzo zachecajaco brzmi ten kominek :) Jakim drewnem palisz? Tak sobie dumam i staram sie przypomniec z dziecinstwa czy drewno trzskajace w koninku/piecu pachnie? Np sosna, pachnie igliwiem? Ja jeszcze nie grzeje, bo nie ma potrzeby, ale moje ogrzewanie jest malo romantyczne, bo zaleznie od pory roku ustawiam air conditioner albo na chlodzenie albo na grzanie. Sprawa ze soczewica ma sie tak: Uzywam wylacznie lentejas pardiñas, czyli jak sama nazwa wskazuje sa brazowe (pardo). O tu jest ich Denominación de Origen, choc tylko po hiszpansku: www.lentejapardinatierradecampos.es/v2/index.php Kilka garsci namaczam wieczorem przed dniem gotowania. Nie jest to konieczna procedura, ale tak sa lzejsze i takie bardzie miekkie, troche rozdziabdziane, ale ja tak lubie. - kosc z wdzonka ( w tradycyjnym przepisie jest chorizo –typ specjalny do gotowania, ale ja nie lubie chorizo. - Spora cebula w calosci, jesli pamietam to szpikuje 3-4 gozdzikami - Dwie duze marchwie pokrojone w kostke lub grube plastry - Jedna duza paapryka zielona pokrojona w paski. - Sól, pieprz do smaku - Mozna dodac kilka zarenek kminku, jest wtedy lzej strawna (kminek neutralizuje wlasciwosci wzdymajace straczkowych) Zalewam duza iloscia wody, zagotowuje, a potem zmniejszam ogien i pozwalam zeby tak sie wolno gotowalo jakas godzinke. Zawsze jest smaczna, raz mniej raz wiecej, ale jeszcze nie bylo zeby sie nie udala. Wychodzi duza ilosc, wiec zamrazam dwie trzy porcje i mam zawsze na zas w zamrazalniku. A gdzie Stokrotka? Odpowiedz Link
jutka1 Re: Pi Es 22.10.11, 19:50 Bluesie, dobrze zrobiłaś: w domu człek się dobrze kitłasi na wypadek spadku formy. Drewno mam różne, w większości buczynę. Kominek jest zamknięty z szybami, więc zapachu zbytnio nie czuć, tyle co przy otwieraniu drzwiczek. Iglakami nie palę, bo strasznie smalą i te olejki "eteryczne" osadzają się w kominie. Fajny przepis na soczewicę. Robię podobną z tej zielonej du Puy. :-) Odpowiedz Link
jutka1 Niedziela, mgły 23.10.11, 10:46 Niedziela zasnuta mgłami, nie widać horyzontu. W sumie ładne to, jesienne takie. A ponieważ nie muszę prowadzić samochodu, ani też nigdzie jeździć dzisiaj, to i mogę sobie powolić na traktowanie mgły z czysto estetycznego punktu widzenia. :-) Niedziela dość leniwa. Wieczorem mam gości na bigosie, ale do wieczora mam wolne. Poczytam, popiszę, podumam. Takie tam niedzielne pierduły. Miłego dnia życzę. :-) Odpowiedz Link
jutka1 Black Monday 24.10.11, 23:00 Cały dzień była mgła jak mleko. :-( Ciemno, pochmurno. Jesień. :-/ Dzień zaczął się od czarnej śmierci mojego laptopa - ekran czarny i zero reakcji na cokolwiek. Zawiozłam do serwisu: 6 godzin i dwieście złotych później (ekspres) znowu działa. Pan powiedział, że był "zmasakrowany mechanicznie". Tylko od czego? Nigdy nie upadł, ani nic... No, najważniejsze, że naprawili. Poza tym załatwiałam sprawy, płaciłam rachunki i zajmowałam się tzw. codziennością. Po południu wpadł na chwilę warszawski kumpel w drodze do Czech, wieczór w domu przy kominku. Jutro ostatni wypad "na miasto", a potem pakowanie. Szybko zleciało... Po prawdzie cieszę się z powrotu do Paryża. Ten pobyt tutaj był dość ciężki i trudny emocjonalnie. Cieszę się, że z mamą są dobre nowiny: teraz będę mogła się odstresować i odreagować tygodnie strachu. Reszta stresów jakoś się uładzi, fteczywefte (zam.). Za forumowe kciuki i pozytywne fluidy dziękuję. :-) Aha, a Pan od Ogrodu zawiadomił mnie dzisiaj, że jebany (pardon) traktor się znowu zepsuł. To znaczy zdechł akumulator, czyli trzeba nabyć nowy akumulator i następne kilkaset zetów z mojej kieszeni do kieszeni Husqvarny. Qrv. Aha numer 2. W temacie wymiany dachówki na dachu wiosną. Wczoraj się okazało, że to co mi mówili w sierpniu to nie cena całej roboty, tylko cena dachówki. Drugie tyle za robociznę. KJAP. Nie wydolę. KJAP. :-( Aha numer 3. Last but not least. Właśnie mi zadzwoniono, że odszedł przyjaciel artysta, którego dwie prace wiszą na ścianach przede mną... KJAP. Młody chłopak, miał 38 lat. Ech. No to co? Pochlastać się? Morda w beczkę po zepsutej kapuście? Dopić resztę Glenfiddich 12 yo., osieroconych z powodu XYZ? Pierdolę. Ja chcę DoopaRyża. Kurtyna. Odpowiedz Link
jutka1 Wtorek, przedostatni dzień w PL 25.10.11, 08:54 Za oknem jak wczoraj. Mgła, szaro, ciemno. Lista rzeczy do załatwienia dzisiaj ma ze dwa kilometry. Kosmetyczka, fryzjerka, pralnia chemiczna, pozostałe rachunki do zapłacenia, coś tam do odebrania dla siostry, zakupy dla mamy, zakupy dla mnie. Na samą myśl zaczyna mnie boleć głowa. No nic to. Dam radę. Ryjem do przodu. Ciągle myślę o Brianie. Jasny gwint, młody facet. :-( Z rzeczy pozytywnych, laptok hula jak strzała. Odpukać. No i tyle pierduł wtorkowo-porannych. Miłego dnia życzę. :-) Odpowiedz Link
blues28 Re: Wtorek, przedostatni dzień w PL 25.10.11, 09:01 No to Cie sie przetoczyl walec, Jutka :( Niemniej jednak, ciesze sie ze z mama coraz lepiej i bedzie jeszcze lepiej :) A w Paryzu odsapniesz. U mnie niedziela byla nadzwyczaj piekna, krystaliczna, sloneczna, ale rzeska. Przyodziana w sweter i pikowana kamizelke spedzilam ja w parku sportowym. To bardzo fajny obiekt niedaleko mojego domu, pelen kwiatów, krzewów i dzrzew, ale tez i z miejscem na mini golf, tenis, padel i futbol. Taka ogromna oaza zieleni w miescie.Ludzi bylo mnogo, grajacych w golfa, w tenisa, w pilke, biegajacych po tartanie, spacerujacych gromadnie z dziatwa lub bez, z psami rasy i masci wszelakiej albo cwiczacych na aparatach tzw sciezki zdrowia. Mnogo tez w sloncu lagodnym, na lawkach wród jesiennego kwiecia, czytajacych niedzielna prase. Piekny dzien. A w poniedzialek otworzyly sie niebiosa i spadl dlugo oczekiwany deszcz. Lalo caly dzien. Ranek i przedpoludnie spedzilam w La Paz (gigantyczny szpital uniwersytecki gdzie sie lecze), przemieszczajac sie z budynku do budynku zmoklam jak kura i nawet jakims cudem przemokly mi buty. Nie powinno sie nosic skóry na skórze w ulewne deszcze. Potem, zmieniwszy buty of course, pogalopowalam na spotkanie z grupa znajomych i na obiad z sobremesa, która przeciagnela sie do 18.00. Do domu zwloklam sie przed siódma, pól zywa i mokra. A dzis znowu piekne slonce i rzeski dzien. Tyle tylko, ze zaraz ide na konieczny zabieg i spedze w szpitalu prawie caly dzien. Zabieram ze soba “Three men in a boat” Jerome K.Jerome i mam nadzieje, ze lektura rozerwie mnie jak kiedys, gdy czytalam to po raz pierwszy. Milego dnia wszystkim! Odpowiedz Link
jutka1 Re: Wtorek, przedostatni dzień w PL 25.10.11, 09:21 "Trzech panów w łódce" uwielbiam. :-) Trzymaj się na zabiegu, Bluesie. Odpowiedz Link
maria421 Re: Wtorek, przedostatni dzień w PL 25.10.11, 09:42 Wczoraj wrocilam z Polski, podroz jak zwykle udana, tym razem bylam tez w mojej rodzinnej Lodzi, w sobote, krotko ale starczylo czasu zeby powachac moje stare katy. Pogoda byla sliczna. Ciesze sie ze Jutka ma pozytywne wiesci, ciesze sie tez ze Blues znow tu regularnie pisze. Odpowiedz Link
kan_z_oz Re: Wtorek, przedostatni dzień w PL 25.10.11, 15:48 Siedze i pisze. Oczywiscie ta ksiazke, ktora zaczelam 5 lat temu. Ale jak mawial sp szwagier pospiech jest oznaka niskiego pochodzenia...haha A tak na serio, to mi sie nie chcialo. Postanowialam, ze zalatwie metoda ulansko-studencka i jak bedzie czas to sklece w trzy noce...hiihi Ok, mam do dokonczenia ostatni rozdzial - jutro. I zrobione. Chlop bedzie mial pozniej prace poprawek na jakies dwa miesiace jak znam tempo... Wygrzebalam tez stare nagranie ze stycznia 2006 roku gdzie mam zapisane jak wol, ze w ramach tego budzenia w pozniejszym juz chyba okresie bedziemy sie nieco zmieniac fizycznie...hihi w nieco bardziej gazowo-wodne wygladajace formy... Szybko wiec zakupilam butelke dobrego armaniaku i wlasnie chyba sobie zaraz poleje...no bo w jakas gazowo-wodna forme wlewac taki trunek? no i najwazniejsze pytanie jak? Byle wiec nie dac sie teraz wyeliminowac specjalistom, fachowcom, bankom, szpitalom - niepotrzebne skresl, bo za pare lat moze rzeczywiscie???fruu Kan Odpowiedz Link
jutka1 Re: Wtorek, przedostatni dzień w PL 25.10.11, 16:01 HAHAHAHAHAAAAAAA........ :-))) Odpowiedz Link
kan_z_oz Re: Wtorek, przedostatni dzień w PL 26.10.11, 07:52 Zakoczylam wlasnie CALA ksiazke...haha Umylam tez lodowke. Z jednego i z drugiem jestem blado-rozowo zadowolona. Kan Odpowiedz Link
jutka1 Środa, pakowanie, wyjazd/powrót 26.10.11, 08:21 No i nadszedł D-day. Tyszpiknie. Mam kilka godzin na spakowanie walizek, zdążę bez problemu. Za oknem szaro i deszczowo, ale wreszcie mgła odpuściła. To i dobrze, bo dzięki temu wyloty powinny być o czasie (o ile nic innego się nie wydarzy, ofkors). Cisza, spokój, i oby tak trwało. Miłego dnia życzę. :-) Odpowiedz Link
kan_z_oz Re: Środa 26.10.11, 14:01 Dziekuje za gratulacje. Czy macie jakies pratyczne wskazowki pt: drukowanie ksiazki??? Bo, przyznam sie, ze teren jest to mi zupelnie obcy. Gdzie sie zaczyna i co? Kan Odpowiedz Link
blues28 Re: Środa 26.10.11, 18:25 Kanie, równiez gratuluje! Nie bardzo znam sie na swiatku wydawniczym, ale mysle, ze opcje sa dwie: - wyslanie ksiazki do kilku wydawnictw. Mysle, ze latwiejsze do czytania jest druk z printera w formacie A4 niz plytki CD. Duzo zalezy od tematyki ksiazki, bo wydawnictwa miewaja okreslone profile i sadze, ze lepiej wyslac mniej kopii ale do scisle wybranych wydawnictw - zalatwienie druku na wlasny koszt (wysoki!), ale wtedy jest problem z dystrybucja. Osobiscie, zycze powodzenia z wydawnictwami. Tam pracuja ludzie zatrudnieni do czytania nowych propozycji i Twoja przesylka trafi do ich rak :) A potem czekac na werdykt :) Dzis do kitu po wczorajszej kroplówce, zatem nic wiecej nie mam do napisania. Odpowiedz Link
kan_z_oz Re: Środa 27.10.11, 13:34 Dzieki Bluesie - dalej sie rozgladam i za roznymi sposobami. Dam znac, co i jak. Trzymaj sie zdrowo. Kan Odpowiedz Link
maria421 Re: O pierdułach -- Odcinek 157 :-))) 27.10.11, 09:12 Pogoda cudna, ma byc nadal cieplo, ale juz juz dzisiaj jade zmienic opony na zimowe. Odpowiedz Link
jutka1 Czwartek powrotny 27.10.11, 10:42 Spałam tylko 6 godzin, bo mi monstra z góry znów bladym świtem tupały nad głową. Błe. Czuję się wymiąchana, wyrypszlona i zrumchana. :-/ No nic, trza walizkę rozpakować i obejście ochędożyć, pójść po mleko i bułkę, stawić czoła czemu trzeba, i wykonać te wszystkie czynności powrotne, które wykonane być muszą - a przynajmniej powinny. No ale. Za oknem jasna szarość i do popołudnia bez deszczu; jest 8 C a podobno ma być w porywach 17 stopni, nie jest źle. W radio FIP Terez Montcalm śpiewa "How am I to know", wprowadza spokój i kontent w dzisiejszy dzień. Popołudnie spędzam w miłym towarzystwie, może się uda jeszcze posiedzieć na balkonie? No i tyle pierduł powrotnych. Miłego dnia życzę. :-) Odpowiedz Link
pierdoklecja_prutka Re: Czwartek powrotny 27.10.11, 11:15 Tutaj też dzień prawie tarasowy - poziomki w ogródku nie przyjmują do wiadomości, że już prawie listopad i plenią się bujnie. Zjadłam dzisiaj trzy - smak jakiś cudownie intensywny i poziomkowo wytrawny. Poza tym kotłowałam się w nocy do 5 rano, zupełnie nie wiadomo czemu nie mogąc zasnąć. Na szczęście jasno robi się dopiero po 6, więc ominęła mnie niezmiernie irytująca okoliczność kotłowania się w łóżku obserwując jak zaczyna się dzień. Od razu przyznam, że nawet jak śpię normalnie to coś takiego jak radość ze wstającego dnia jest mi uczuciem całkowicie obcym. Nie cierpię rano wstawać, a już szczególnie nie cierpię rano wstawać i musieć coś robić lub dokądś iść. -- wasza pierdo Odpowiedz Link
jutka1 TGIF :-) 28.10.11, 10:21 Odespałam zaległości, czuję się już lepiej. Za oknem szaro, ale dość ciepło, nie ma padać - więc w końcu przyjemnie. Dzisiejsza lista "do zrobienia" jest dość nudna, ale trzeba wykonać: spacer do rzeźnika coby zamówić nóżki cielęce na środę, podcięcie hortensji (i zrobienie suchego bukietu :-D ), trochę porządków, pranie. Jutka w domu i zagrodzie. No i tyle. Więcej pierduł nie pamiętam, ejment. Miłego piątku :-) Odpowiedz Link
blues28 Re: TGIF :-) 28.10.11, 13:43 Po wczorajszych deszczach niebo i miasto wstaly umyte, czysciutkie, lsniace w sloncu. A temperatury od razu smigaja w góre. Dzis tylko 18 st, ale w poniedzialek juz az 22. I wszystkie te dni pelne slonca do 1 listopada wlacznie. Od minionego wtorku jestem zdechla i nie wiem czy to skutek uboczny kroplçowki czy trafil mi sie wirus grypy zoladkowej, w kazdym razie bleee, blee i jeszcze raz blee. Tak pieknie za oknem, mozna tyle rzeczy zrobic ale czlek przykuty i zdechly. Zatem biore nowa Donne Leon, “Drawing Conclusions” (swiezutkie, prosto z pieca, wyd. I, rok 2011) i chyc pod kocyk na kanape. Ona ma tak cudowny jezyk, ze choc przeklady na hiszpanski sa naprawde dobre to czytanie w oryginale jest czysta rozkosza. A mój angielski potrzebuje stymulacji, bo nie uzywam go aktywnie od paru lat, wlasciwie tylko czytam i slucham. A to jest zaledwie pasywne praktykowanie. Wydaje mi sie, ze uzywanie aktywne (mówienie, pisanie) o wiele bardziej sluzy podtrzymaniu znajomosci jezyka. Haniebnie zanidbalam mój rosyjski i jakos nie moge don wrócic. A tak lubie proze rosyjska. No to kanapa mnioe wzywa, herbata rumiankowa tez :( Milego dnia dla wsiech :) Odpowiedz Link
maria421 Re: TGIF :-) 28.10.11, 14:07 Pogoda przecudna. Slonce swieci na blekitnym niebie, jest bezwietrznie przy temperaturze 18 stopni. Bylam u kardiologa , wszystko OK, wiec uczcilam to porzadna porcja sushi na obiad, pokrecilam sie po miescie i wlasnie wrocilam do domu. Bluesie, tez jestem wielbicielka Donny Leon. Czytalam ja w niemieckim przekladzie. Niemiecka TV sfilmowala kilka jej powiesci, ogladam kazdy po kilka razy bo tak pieknie tam Wenecje pokazuja. Nawet commissario Brunetti, zwykly policjant mieszka w palazzo z tarasem nad Canal Grande :) Zycze Ci powrotu do sil i duzo wytrwalosci. Odpowiedz Link
blues28 Re: TGIF :-) 29.10.11, 10:08 Tak, Donna Leon wyjatkowo pieknie i plastycznie opisuje Wenecje. Ja wrecz za nia chadzam w myslach.:) Odpowiedz Link
blues28 Sobota sloneczna 29.10.11, 10:11 Wstaje piekny, sloneczny dzien! Dzis jakby lepiej ale nie bede “chwalic dnia przed zachodem slonca”, niemniej jednak zaryzykuje wyprawe w miasto. Calkiem przypadkiem trafilam na to na youtube: www.youtube.com/watch?v=u_aJoVPWO-s&feature=related I nagle znowu mam 20 lat, klub Wysepka zapchany po kokarde i Marek i Janek Kondrat spiewaja Steda. A potem zawsze dlugie polaków rozmowy i spiewy do rana. Wyjazdy do Olecka na spotkania milosników Steda... Musze sobie odswiezyc jego poezje. “Gzie nas powiedze skrajem dróg gzygzakowaty zycia sznur ?” www.youtube.com/watch?v=9WV7igLYygM&feature=list_related&playnext=1&list=AVCA6S6xf1nO0PTQT9UWeVn2yieDKD6sVrsFfftmiMdF4HxNgVh0iLQC2ykNysBeGD Odpowiedz Link
maria421 Re: Sobota sloneczna 29.10.11, 10:22 Pogoda jakby sie zepsula, niebo jest zachmurzone, ale nadal jest bezwietrznie i dosyc cieplo. Zaprosilam dwie zaprzyjaznione pary na kolacje, wiec cale popoludnie spedze w kuchni. Odpowiedz Link
kan_z_oz Niedziele i ciag dalszy 'jaj' 30.10.11, 01:49 W sobote popoludniu Qantas CEO zawiesil wszystkie loty krajowe i miedzynarodowe z powodu niemoznoznosci dogadania sie ze strajkujacymi od paru miesiecy zwiazkami zawodowymi. W wyniku tejze akcji krajowy przewoznik Jetstar, przestal tez latac odcinajac setki krajowych polaczen, gdzie jest JEDYNYM przewoznikiem. Odcieto wiec kopalnie...haha i dziesiatki ich miasteczek. Zawieszenie dotyczny ok. 70 tys unieruchomionych pasazerow na calym swiecie. Qantas obsluguje odcinki dla 7-miu innych swiatowych przewozniakow jak British Air, Cathy Pacific, Singapour Air, Finn Air etc, etc, Najsmieszniejsze, ze rzad dostal 3 godzinne ostrzezenie...i PM zalatwia obecnie wojskowy transport aby wydostac 17-tu swiatowych liderow z Perth, ktorzy utkneli z nia na Commonwealth spotkaniu... Oj, a piatek byl taki sloneczny i taki spokojny...az tu CEO szajba strzelila...haha Przewiduje, ze CEO zostanie powieszony za 'jaja'w poniedzialek chyba? Kan Odpowiedz Link
jutka1 Re: Niedziele i ciag dalszy 'jaj' 30.10.11, 09:52 Polska prasa też o tym pisze... Myślisz, że CEO poleci? Tutaj inne afery i skandale się przewalają, staram się nie zwracać uwagi i skupiać się na szykowaniu swojego prywatnego "frontu robót". Będę więc w domu, za wyjątkiem przysłowiowego wyjścia po bagietkę. Ostatni dzień pyrkolenia bigosu, marynowanie mięsa na wtorkowy gulasz, dalsze odgruzowywanie gabinetu, wieszanie zasłon etc. Mam nadzieję skończyć dzisiaj, najpóźniej jutro. Bardzo domowo mam od przyjazdu. To i dobrze. Miłej niedzieli. :-) Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Niedziele i ciag dalszy 'jaj' 30.10.11, 15:08 A u mnie jaja prywatne. Jutro wraca pod skrzydła rodziców Syn Średni, a Dziecinka właśnie mi oznajmiła, że ona też. Ma zamiar zerwać zaręczyny i wrócić. Pewnie w przyszłym tygodniu. Biorąc pod uwagę, że Syn Podstawowy z Rodziną nie wyprowadzą się przed samym końcem listopada, czeka nas chwilowo spore zagęszczenie. 7 sztuk plus pies w kloszu i dwa koty. Ciekawe czy Dziecinka zabierze ze sobą do domu Kniaziunia, czyli kota rosyjskiego błękitnego, czy zostawi go z Kijankiem. Ale jaja będą;-) Odpowiedz Link
jutka1 Pyton :-) 30.10.11, 18:03 deser.pl/deser/1,111857,10562506,Wielki_pyton_zjadl_jelenia_w_parku_narodowym_na_Florydzie_.html Hahahahahaaaaa!!!! :-D Jelenia! Hahahahaaaaaa :-) Odpowiedz Link
kan_z_oz Re: Niedziele i ciag dalszy 'jaj' 31.10.11, 03:18 Nie mam pojecia czy 'poleci'. Mysle, ze sam na najlepszym wyjsciem bedzie jak sam na ochotnika spakuje siebie i rodzine, i wroci do domu, czyli do Irlandii. Rzad musial w niedziele skierowac sprawe do trybunalu pracy i wlasnie ogloszono dzisiaj, ze nakazal zawieszenie wszystkich akcji strakowych z jednej i drugiej strony, i powrot natychmiastowy samolotow w powietrze. Generalnie to to, co kazdy i tak wiedzial. Mozna bylo zagrozic lock-down linii lotniczej z wyprzedzeniem kilku-dniowym, po to aby ludzie mogli zorganizowac sobie alternatywne srodki transportu a rzad mial czas na interwencje itp. Wkoorwil tak australijczykow, ktorzy sa z natury spokojni i wyrozumiali wobec wszelkich niedogodnosci majac ciekawa historie starajkow za soba, ze hej. Wlasnie rozmawialam z chlopem. Siedzi w sali na Bondi w hotelu i czeka az 2 osoby doleca z Adelaide, jedna z Perth - a leca od niedzieli... Wyslal pozostale 5 osob na plaze...haha a pozniej beda przebierac uszami w nadgodzinach kazdego dnia az do srody wieczorem...zeby nadrobic. CEO bedzie chyba musial znalesc jakies medyczne usprawiedliwienie chwilowej niepoczytalnosci...chociaz i tak widac, ze sie tylko wkoorwil i zadzialal impulsywnie bo wyszedl z ego. Ciekawe, ze zrobil to z'... board'. Tego Australijczyk mu nie pusci plazem, bo czasy kierowania ludzmi twarda reka tyrana absolutnego w korporacji tutaj minely. Obecnie sie z ludzmi rozmawia. Moze wiec, ze w ciagu najblizszych miesiecy moga miec problemy aby utrzymac pewna ilosci sprzedawanych biletow, ktora pojdzie do kompetycji - z zasady, ze u steru Qanats jest obecnie 'mad man'? Kan Odpowiedz Link
maria421 Re: O pierdułach -- Odcinek 157 :-))) 31.10.11, 12:16 Jest piekna pogoda, przygotowalam ogrod do zimy, "wysadzilam" skrzynki balkonowe , a teraz mysle co by tu zjesc na lunch, a wlasciwie na brunch, bo rano wypilam tylko kawe z mlekiem. Odpowiedz Link
jutka1 Poniedziałek, ciepło i kulinarnie 31.10.11, 14:21 Ostatni dzień października, i jest 17 stopni, słonecznie, przepięknie. Rano wstałam w panice, że już dziesiąta, a tymczasem po prostu zapomniałam przestawić budzik w weekend. Dzień mi upływa do tej pory kulinarnie, bo gotuję gulasz wołowy na jutrzejsze spotkanie pt. "Dziady". :-) Kroiłam więc i szkliłam cebulę (dużo), kroiłam i podsmażałam mięso, moczyłam i kroiłam grzyby suszone. Etc. Teraz wszystko pyrkoli na małym ogniu, ze 3 godziny trzeba będzie. Doprawię majerankiem i tymiankiem (liść laurowy, pieprz, ziele angielskie i owoce jałowca + 2 ząbki czosnku już pyrkolą razem z resztą), i już. Za chwilę przyjdzie gość na popołudniową lampkę wina i pogaduchy, wieczór spędzę z "24". Jutro skończę gabinet, posprzątam mieszkanie, a potem będziemy w pięć osób wieczorem "dziadować". :-) No i już zaczynam organizować program mojego wypadu do Warszawy. To jeszcze niecałe dwa tygodnie... Cieszę się, dawno nie byłam dłużej niż przejazdem w drodze na Kaukaz, a teraz gratka: całe 3.5 dnia. :-))) Tak więc nie poddaję się dołkom i dołom, stawiam czoła siłom i godnościom osobistom, i generalnie staram się ryjem do przodu. Ejment. Miłego popołudnia. :-) Odpowiedz Link
kan_z_oz Swieto Konia 31.10.11, 23:57 czyli dzien w ktorym caly narod obstawia wygrana 'trojce swieta' - konska oczywiscie. Na pol godziny stanie wiec wszystko - o czym chyba nie wiedzial ten lepricorn irlandzki i dlatego wszyscy byli wkurzeni, bo czesc o malo nie dolecialaby na wyscigi...haha U mnie biurwowo dzisiaj. Kan Odpowiedz Link
jutka1 Re: Swieto Konia 01.11.11, 12:04 ... a u mnie dzień pod znakiem wieczornych "Dziadów". Kurdebalans, gotowałam wczoraj gulasz na dzisiejszy wieczór... Kilo mięsa, dużo cebuli, pół gara tego było. Potem mięso się skurczyło, sos zredukował i - po konsultacji z sąsiadką - wyszło że ni huhu nie nakarmię tym pięciu osób, w tym dwójki chłopa prosto po treningu. Hahaha. No tom poszła znów do rzeźnika i dokupiła mięsa, no i teraz od początku gotuję gulasz namber'tu. :-))) Poza tym leje deszcz, jest ciemno, a i nastrój nieco minorowy jak na datę przystało. Myślę o różnych nieobecnych, a brakujących. Normalne. No to idę się dzielić mym jestestwem między mieszaniem gulaszu i sprzątaniem. Baj. :-) Odpowiedz Link
ewa553 Re: Swieto 01.11.11, 12:33 a u nas promienne slonce, czyste niebo, cieplo (15 stopni). Bylam juz na cmentarzach wspominajac i zmarlych tutejszych i tych, ktorych odwiedzic z powodu odleglosci nie moge. I wspominalam 1.listopada z mojego dziecinstwa, gdzie jezdzilismy z moja starsza siostra na groby. Bylo zawsze piekielnie zimno, ale i dla nas dzieci bardzo atrakcyjnie z tymi budami w ktorych kupowalo sie sliczne ozdobki na grob - pamietacie takie kwiaty robione z wnetrza sitowia? To byly male dziela sztuki. A potem, po cmentarzu dostawalismy z tychze bud wspaniale lizaki, takie czerwone kogutki na patyku:)))) Bardzo lubialam ten dzien, nie mialam jeszcze skojarzen, strat jeszcze nie rejestrowalam.... a abstrahujac od tematu: ten gulasz mnie Jutencjo zastanowil. U jakiego rzeznika kupilas mieso? Bo i chyba zylaste, skoro tyle czasu potrzebowalo i naszpikowane woda, skoro sie tak skurczylo. Opowiadal mi znajomy, ktory sprzedawal maszyny rzeznicze. Pytalam co to maszyna do masowania i tlumaczyl mi, ze wrzuca sie do niej mieso (lub szynke), wlewa wode i maszyna wiruje tak dlugo, az sie mieso "nasyci" woda. I wtedy sprzedajesz tania wode za duze pieniadze, powiedzial. I juz to chyba tu opowiadalam. W kazdym razie radze zmienic rzeznika. Poza tym: czy Ty masz grzyby suszone z Polski? Bo moje, z Dolomitow, sa tak cieniutko krojone/suszone, ze nie macza sie ich przed gotowaniem. Sa najwspanialsze na swiecie. A ja zaraz bede sobie robic soczewice (ciemna, gorska z Kanady) z mielonym miesem, cebulka, czosnkiem. Pycha. Do tego wspaniala salatka z drobno krojonych pomidorow, ogorkow, cebuli, pietruszki, czosnku. No i oliwa. A w czwartek przychodza dziewczyny i robimy Falafel. Mozecie juz zaczac zazdraszczac:))) Odpowiedz Link
jutka1 Re: Swieto 01.11.11, 12:52 Basiu, wołowina się zawsze kurczy, tylko ja o tym zapomniałam. Gdyby była nasączona wodą, to by to było widać przy podsmażaniu przed wrzuceniem do gara, a żadnej wody nie stwierdziłam. :-) Mięso jest poprzerastane taką żelatynowa niby-chrząstką (nie znam polskiego słowa), takie wybrałam specjalnie bo żelatyna zagęszcza sos i daje mięsu delikatność i miękkość, tylko trzeba je długo pyrkolić. No i cebula się musi rozgotować zupełnie, bo też zagęszcza sos - nie uznaję dodawania mąki do gulaszu. A mój rzeźnik jest najlepszy w okolicy. :-) Grzyby mam z Polski, zbierane przez mamę. Odpowiedz Link
maria421 Re: Swieto 01.11.11, 12:57 Ja dla sobotnich gosci ugotowalam bitki wolowe w sosie grzybowym, tez sie skurczyly, ale wystarczylo dla wszystkich i jeszcze nawet zostalo. Podobnie jak Jutka, nie uznaje sosow sztucznie zageszczanych, sos ma sie sam zagescic, a na to potrzeba jakies 3 godziny pyrkania, wtedy mieso sie rozplywa w ustach a sos jest taki jak trzeba. Uzylam polskich grzybow suszonych, ale ich tez nie trzeba moczyc. Odpowiedz Link
jutka1 Re: Swieto 01.11.11, 13:02 Grzyby namoczyłam, żeby potem tę wodę zużyć do zalania gulaszu. :-) Odpowiedz Link
ewa553 Re: Swieto 01.11.11, 13:22 Tez kupuje to mieso z "galaretkowym" szlaczkiem, jest zawsze delikatne i smaczne. Odpowiedz Link
maria421 Re: Swieto 01.11.11, 14:32 ewa553 napisała: > Tez kupuje to mieso z "galaretkowym" szlaczkiem, jest zawsze delikatne i smaczn > e. Po niemiecku mowia ze mieso ma "Marmorstruktur" czyli marmurkowa strukture. Odpowiedz Link
jutka1 Re: Swieto 01.11.11, 15:11 No, gulasz gotowy. Oba garnki w jednym, przyprawione, doprawione, dobre jakniewiemco. :-) A teraz jest go za dużo, hahahahahahahaaaaaa....... Odpowiedz Link
maria421 Re: Swieto 01.11.11, 14:30 jutka1 napisała: > Grzyby namoczyłam, żeby potem tę wodę zużyć do zalania gulaszu. :-) > ja tez tylko w tym celu namoczylam. Ale kiedy sobie czasem gotuje soso grzybowy np. do kaszy gryczanej, to nie mocze grzybow przed. Odpowiedz Link
maria421 Re: Swieto 01.11.11, 12:53 Bylam juz na cmentarzu, ale tutaj nie ma tej atmosfery jaka panuje dzisiaj na polskich cmentarzach. Wieczorem pojde do kosciola, tam zapale swieczki za moich zmarlych na ktorych grobach byc dzisiaj nie moge. Odpowiedz Link
ewa553 Mario, 01.11.11, 16:09 w pierwszym "rzucie" niewlasciwie skopiowalam zdjecia. Teraz wyslalam poprawke. Mozesz wkleic na "Balkonach"? Dzieki! Odpowiedz Link
pierdoklecja_prutka Re: O pierdułach -- Odcinek 157 :-))) 01.11.11, 17:33 Boszzzzz.... pierwsze od ponad miesiąca dwa wolne dni w domu. Co za błogość niebiańska. Najpierw runda po ogródku w szlafroku z kawą - chyba ostania jednak w tym roku. Wyobraźcie sobie, jeszcze udało się spożyć 4 poziomki! Potem obserwowanie ogródka przez otwarte drzwi tarasu, dłubanie w necie, gmeranie w youtubie, śniadanie, wyleiwanie w łóżku z herbatą, książką i śmietankowym ptasim mleczkiem. Drzemka. A teraz siedzę oglądając "Alicję w Krainie Czarów" Burtona... Ach, życie jest piękne a ukochani zmarli na pewno wybaczą, że nie tłoczę się teraz na cmentarzach. -- wasza pierdo Odpowiedz Link
jutka1 KJAP !!! :-((( 02.11.11, 18:28 A miało być tak przyjemnie... Gotowanie nóżek cielęcych, miłe chwile w kuchni i na balkonie, leniwe sączenie dobrego wina, rozmowy. EHEM. Najpierw z szybkowaru zamiast pary zaczął pod ciśnieniem wychodzić bulion od nóżek... Zafajdał wszystko, co PoS dziś rano wysprzątał: biała powódź na blatach, na podłodze, na przyprawach, na szafkach. Na kuźwa wszystkim. Następnie wysiadła elektryka. Gmerając przy korkach dało się przywrócić, ale kuchenka witroceramiczna zaczęła dymić, i znowu było zwarcie, i znowu, i znowu, kuchenki nie da się wyłączyć bo jest podłączona bezpośrednio do tych "kostek" na końcu 4 kabli wystających ze ściany. Żeby znaleźć, gdzie kuchenka jest podłączona trzeba było wyciągnąć zmywarkę spod blatu (nic nie dało) i fizycznie wyjąć płytę z blatu. Telefon do elektryka, robienie zdjęcia skrzynce z korkami i wysyłanie mailem. Elektryk się za głowę złapał, że cała skrzynka wbrew aktualnym przepisom i do wymiany, a w ogóle płytę kuchenną nową trza kupić, a w ogóle w ogóle to te wtyczki są niebezpieczne etc. Ja pierdolę. Pardon. Wyjęłam bezpiecznik od kuchni, dzięki czemu żadne gniazdko w kuchni nie działa, lodówkę przekierowałam do przedpokoju za pomocą przedłużacza, czajnika nie mam gdzie podpiąć, więc na poranną kawę (rozpuszczalną!) będę musiała odłączyć lodówkę a włączyć do przedłużacza czajnik. Baj baj poranne espresso... No i jutro muszę iść i kupić nową płytę, kilkaset euro w plecy. Czy mogę już pójść się pochlastać i domestosem polać, podpalić i wyskoczyć płomiennie z balkonu? KJAP. :-( Odpowiedz Link
pierdoklecja_prutka Re: KJAP !!! :-((( 03.11.11, 16:23 Pytonie! Współczuwam! Co za masakra tępą piłą mechaniczną... Ale wiesz, może dobrze, że to wyszło. Bo jak podłączone niewłaściwie, to może mógł z tego gorszy problem wyniknąć. Nie ma żartów z tym. Na pocieszenie (wątpliwe) dodam, że u mnie z powodu robót gazowniczych odcięli gaz na 3 dni. Więc rano zamiast espresso kawa plujka (tfu). I o pysku zimnym oraz suchym razem ze psem musimy trwać. -- wasza pierdo Odpowiedz Link
jutka1 Re: KJAP !!! :-((( 03.11.11, 16:33 No tak, pocieszam się tym jak mogę. Ale portfel boli, oj boli. Pięć stów eurowych, kurdebalans... Wspołczuwam braku gazu. I plujki też nie znoszę... Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: KJAP !!! :-((( 03.11.11, 20:24 U mnie też kjap. Szlag trafił prysznic w "ludzkiej" łazience. A ponadto nastroje są raczej ponure. Synusiostwu remont sie oczywiście przedłuża, Synuś Średni i Dziecinka cierpia po zerwaniach i zagęszczaja smutkiem i obecnością podłogę, Syn Podstawowy przgrał proces który wytoczyła mu Instytucja Państwowa za przekręty tatuśka (Synuś przez pewien czas był słupem tatusiowym). A ja szczerzę zęby radośnie udając, że wcale mi nie przeszkadza ilość żywiny na metr kwadratowy. Trzymajmy się! Odpowiedz Link
ewa553 Re: O pierdułach -- Odcinek 157 :-))) 02.11.11, 08:25 9 stopni i mgla. Ale mieszkam pare metrow od Renu, wiec czesto mam mgle, podczas gdy inne dzielnice maja juz slonce. Tak czy siak orawdziwa pogoda pokaze sie dopiero pozniej. Mam mnostwo zadan na dzis, oby choc polowe wykonac zanim sie kolega zjawi.... Odpowiedz Link
maria421 Re: O pierdułach -- Odcinek 157 :-))) 02.11.11, 09:35 U nas nie ma mgly, ale jest ponuro. Moze po poludniu zgrabie liscie ktora spadaja milionami. Odpowiedz Link
ewa553 CHRIS, 02.11.11, 11:32 kopiuje Marii lekcje z balkonow, zeby tam dalej nie zasmiecac: Lekcja nr. 2 Otworz to zdjecie ktore zaladowalas w "Zdjecia" i kliknij w nie prawym klawiszem myszy. Otworzy sie okienko z napisami, kliknij w "Grafikadresse kopieren" Wejdz na forum i otworz okienko do pisania tekstu, klinij w nie tak jakbys chciala napisac tekst. Potem kliknij w "IMG" ktore jest nad okienkiem do pisania tekstu, otworzy sie okienko z napisem "adres obrazka". Najpierw usun to " http " w ramce , potem kliknij prawym klawiszem myszy, otworzy sie okienko, kliknij w "Einfügen" i w OK. Jest problem. Probowalysmy przez tel. sprawe wyjasnic, ale nam nie wyszlo. Poniewaz Maria uczyla sie od Ciebie, to moze Ty masz pomysl? Otoz u mnie jak nacisne prawom myszom to sie nie pokazuje zadne haslo z "grafikom". Rozne inne, ale przeczytalam je Marii i nie wie co dalej. Masz Ty pomysl? Pracuje w WindowsXP. Odpowiedz Link
maria421 Ewa 02.11.11, 12:49 posylam Ci link o katastrofie w Cinqueterre: 5-terre.milano24ore.de/katastrophe2011.php Odpowiedz Link
ewa553 5T 02.11.11, 13:11 Matko Boska, nie wiedzialam ze to bylo tak straszne. Pamietam ta glowna ulice w Vernazza: pionowo prowadzaca w strone morza, bardzo stroma. Istne koryto rzeki, jakim sie stala... Dzieki Mario. Mysle ze nasz majowy wyjazd bedziemy mogly z E. zapomniec.... Chyba zeby tam pomoc w odbudowie, moze jeszcze beda potrzebowali? Ja jestem gotowa... A zreszta: moze wlasnie po tej katastrofie nie powinno sie urlopu skreslac, bo kazdy grosz im bedzie potrzebny! Musze to przemyslec. Odpowiedz Link
ewa553 burdel na kolkach.... 03.11.11, 08:12 nic nie mowcie o polskiej organizacji sluzby zdrowia itepe. Jest taki szpital w Mannheim, gdzie jest taki burdel, ze - za namowa zreszta kapelana szpitalnego - juz raz zlozylam skarge na pismie. Moglabym zreszta bez przerwy pisac, stale cos sie tam dzieje. Moja podopieczna chorowala ostatnio wiele i bywala tam stalym gosciem. W zeszly piatek bylam ja odwiedzic, ale byla nieprzytomna: iles dni wczesniej miala wylew, teraz przyplatalo sie zapalenie pluc - czeste nastepstwo wylewu. No wiec porozmawialam z lekarka, dowiedzialam sie ze rokowanie jest jak najgorsze. Wczoraj dzwonie po poludniu zeby sie dowiedziec jak sie pacjentka czuje. Nie bede Wam opisywac szczegolow, powiem tylko ze musialam 4 razy (!!) dzwonic, zanim zlapalam odpowiedzialnego lekarza. Powiem tylko, ze lekarza dostalam do telefonu dopiero po tym, jak rozdarlam sie na pielegniarza, ktory mi powiedzial, ze nie wyczaruje mi pacjentki, skoro jej nie ma. Rozpuscila sie w powietrzu. Z lekarzem rozmawialam juz spokojnie, nie mogl znalezc ani pacjentki, ani akt, ani informacji w compie. Wiec mowie niesmialo, ze moze umarla? No i co? Faktycznie, umarla z niedzieli na poniedzialek, odlozyli ja do lodowki i NIKOGO nie zawiadomili. Rozumiecie? Nie ma pogrzebu, bo nikt nie wie co i jak. Lekarka wpisem zakonczyla akta i oddala je gdzie trzeba. Mysle, ze gdybym wczoraj nie zrobila burdy, to by pania znalezli przy inwentaryzacji na koniec roku.... Zaraz tam jade, zeby odebrac akt zgonu. Moja opieka wygasa w chwili smierci, ale jest jeszcze mnostwo pracy: raporty, zawiadomienie conajmniej 15 urzedow itd. Jade po ten akt zgonu i ciekawa jestem, czy zgopdnie z wczorajsza obietnica jest przygotowany. Jesli nie, to ide do dyrektora szpitala i zrobie taka awanture, jakiej jeszcze nie mieli. Trzymajcie kciuki, prosze. Odpowiedz Link
maria421 Re: burdel na kolkach.... 03.11.11, 09:02 W aktach pacjenta przy przyjeciu do szpitala powinien byc wpisany numer telefonu osoby ktora nalezy powiadomic w razie roznych przypadkow, rowniez w razie zgonu. Jezeli pacjentka byla przyjeta nieprzytomna po wylewie i nie bylo nikogo przy niej, to ta rubryka w aktach zostala pusta. Czy Ty zglaszalas zeby dzwonili do Ciebie? Odpowiedz Link
ewa553 Re: burdel na kolkach.... 03.11.11, 12:29 Mario, w aktach lezal moj Ausweis wystawiony przez sad rodzinny i wiadomo bylo, ze to ja jestem glowna osoba w tej sprawie. Dlatego czesto do mnie dzwonili, ja tam bywalam - ostatni raz w piatek. Ale niechby chociaz dom opieki zawiadomili! A tu nic: pani do lodowki i servus! Wlasnie wrocilam ze szpitala, gdzie mialam odebrac akt zgonu. Mial byc zlozony na portierni. Nie bylo nic, kazali isc do pokoju X. Tam tez nic nie mieli i jeszcze sie wymadrzali. Pojechalam wiec na gore do lekarza z ktorym wczoraj rozmawialam. Najpierw twierdzil, ze ktos z rodziny odebral. Jak mu "udowodnilam", ze nie mieli kontaktu z nikim z rodziny, to kazal mi isc do USC po akt zgonu. Jak odmowilam, to dzwonil gdzies, a nastepnie kazal isc do sekretariatu. Wyjasnil dokladnie: mam zejsc na parter i na prawo od schodow jest sekretariat. W rzeczywistosci na prawo od schodow byly dalsze schody do piwnicy a za nimi klopy. Na lewo kantyna. Poszlam na wyczucie najpierw dlugim korytarzem do innego budynku, a nastepnie na pierwsze pietro, gdzie sie wpieprzylam w jakis sekretariat i musialam juz zrobic niezle wrazenie wejsciem, bo od razu - niemalze glaszczac, poprosili o zajecie miejsca i opowiedzenia o co chodzi. Dlugie byly jeszcze rozmowy, a na koncu dowiedzialam sie, ze corka nieboszczki musi odebrac dokumenty i od niej dostane (albo nie, bo wariatka) akt. Glowa boli mnie jak cholera, przy takiej wspolpracy ze szpitalem nie dziwi mnie, ze tak malo jest ochotnikow do pomocy... Dorota, co do Twoich chorych i umierajacych w okolicy: ja czytam w mojej codziennej gazecie nekrologi i mam uczucie, ze mnie Pan Bog zapomnial: umiera strasznie duzo ludzi mlodszych ode mnie. Cos nie gra. A moze jest tak, jak zakonnica powiedziala do znajomej czuwajacej przy umierajacej i nie mogacej umrzec tesciowej: ona jeszcze pewnie nie zasluzyla na smierc:)))) Odpowiedz Link
maria421 Re: burdel na kolkach.... 03.11.11, 13:10 Faktycznie, Ewa, burdel na kolkach. U nas piekne slonce wiec zaraz chwytam grabie w rece i bede liscie grabic. Odpowiedz Link
pierdoklecja_prutka tematy "mortalne" cd.... 03.11.11, 10:44 ...ostatnio tak się namnożyło rozlicznych zgonów, że niemal strach pójść do klozetu, ze strachu że spod klapy wychynie jakiś nieboszczyk. To wszystko tragiczne, ale każdy nadmiar w pewnym momencie staje się absurdalny, a zaraz potem śmieszny. Wczoraj rozmawiałam z koleżanką, która spędziła dzień z rodziną w ten sposób, że nad głowami latał im ten Boeing który się jakimś cudem nie rozbił (co śledzili słuchając wiadomości), a od szpitala do szpitala krążyła karetka z babcią w stanie agonalnym. Krążyła, ponieważ wszystkie szpitale postawione w stan gotowości oczekując ofiar lotniczej katastrofy - nie widziały powodu aby się zajmować jakąś tam prozaiczną babcią. Mnie na dodatek prześladują nowotwory, nie osobiście, lecz w otoczeniu. Co i raz to ktoś albo ma nowotwór, albo umiera na nowotwór, czytałam też książkę Terzaniego jak poszukuje pacaneum na swój nowotwór, a w najnowszym numerze Elle jest sesja z pacjentkami w trakcie chemii. Co gorsza jedną z pacjentek okazuje się redaktorka, która w owym ponurym tygodniku ekonomicznym najbardziej miała ochotę dokonać tego mordu na mnie. No wredziła się okrutnie, ale żeby sobie od razu raka fundować, to przesada. Więc pomyślałam sobie, ze to jakiś znak, i pewnie już na mnie jakiś nowotwór czyha, i podejrzliwie obejrzałam sobie wszystkie pypcie co to mi jeszcze latem Dado wytknęła. Skonstatowawszy, że co najmniej kilka, a właściwie wszystkie, się kwalifikują na złośliwe raki (wg. klasyfikacji zamieszczanych przez tygodniki kolorowe, no bo na litość boską wszystkie ludzkie pypcie mają "nieregularne brzegi", co kurwa w człowieku w ogóle ma coś regularnego?) - oddałam się chwili refleksji nad swoim mijającym szczęśliwym życiem mającym się za chwilę zamienić w medyczny horror. Z drugiej jednak strony, pomyślałam sobie, że człek rozsądny nie powinien tak bezwolnie ulegać modom i postanowiłam że mam jednak inne pomysły na przygody niż mainstream w tym sezonie lansujący modę nowotworową. Co do spraw mortalnych, to też może się chwilowo wstrzymam, bowiem miałam tak naprawdę zupełnie inne plany. HAHAHA! -- wasza pierdo Odpowiedz Link
kan_z_oz Re: tematy "mortalne" cd.... 03.11.11, 12:48 Apropo's wmawiania sobie rzeczy roznych...ktoregos razu, gdy chodzilismy sobie ze starym po gorach bylam tak okrutnie zmeczona, ze zaczelam sie zastanawiac co sie ze mna dzieje. Moj komputer wyrzucil mi, ze z cala pewnoscia musi to byc brak ruchu. Ten wydruk natychmiastowo zostal zaprzeczony przez nastepny; jesli czegos mi brakuje to z cala pewnoscia nie ruchu. Nastepnie wyrzucalo i odwalalo mi; diete, wiek, pogode. Na koniec wyszlo mi, ze musze miec z cala pewnoscia jakas ukryta wade serca lub przynajmniej jego zastawki, bo to niemozliwe aby czlowiek cwiczacy regularnie tak sie zadyszal. Bylam juz prawie gotowa przystac, zgodzic i pewnie zagrzebac polewajac Jutki domestosem, gdy nie chlop, ktory wyczytal z tablicy, ze wlezlismy kurna mac na szlak calodniowy a przebieglismy go truchtem w niecale pol. Ufff ulzylo mi i zarazem upewnilo, ze wszystko mozna nakrecic... Kan Odpowiedz Link
maria421 Re: tematy "mortalne" cd.... 03.11.11, 13:13 Przed godzina zadzwonila znajoma, nie slyszalysmy sie juz dawno, powiedziala mi ze pod koniec maja zmarla jej 82-letnia matka, opowiedziala jak i co i zakonczyla ze teraz to juz my sie w kolejce ustawiamy, na co ja ze mnie sie nie spieszy i ze ja moge jeszcze poczekac i ze jak to mawial moj Tata, mnie na zyciu nie zalezy, moge zyc i sto lat. Odpowiedz Link