blues28 Piatek mgliscie pracowity :) 04.11.11, 07:16 Ranno ptaszkuje piatkowo :) Cos nie moglam spac, wiec zmeczona przewracaniem sie z boku na bok powstalam. Obejde lukiem tematy okolomortalne, ale pochyle sie nad perypetiami domowo-kuchenno-lazienkowymi Stokroci, Jutki i Fedo. Wspólczuwam. U Fedo sledze z uwaga wzrost zageszczenia na cm kwadratowy. No bo jeszcze klosz Krowisi tez swoje zajmuje! Od paru dni mam power, co jest dziwne, bo wirus mnie oslabil, ale wpedzil w jakas paranoje sprzatacza. Wszystko zaczelo sie od dziewczyn, które przybyly umyc okna. Bardzo mile mlode dziewczyny, sprzatajace nasza posesje, co jakis czas myja mi okna, bo moje okna to nie zarty a i jest ich niemalo. Po zdjeciu firan do prania, nagle stwierdzilam, ze umyje kuchnie od sufitu do podlogi, nie, nie posprzatam tylko umyje na blysk calutenka. Potem przyszla kolej na lazienke, tez od sufitu do podlogi, wyrzucajac mase dupereli. Czy ja mam syndrom Diogenesa, ze zawsze nagromadze tyle pierdul? Wczoraj wystartowalam z selekcja ksiazek, po raz pierwszy pozbywajac sie czytadel kupowanych na lotniskach, zeby przetrwac loty i innych wydan kieszonkowych, do których nie wróce, bo nigdy nie byly tego warte. Mój nabozny stosunek do slowa drukowanego nie pozwolil mi zrobic tego wczesniej, ale wczoraj dostalam szalu i wystawilam przyz zbiornikach Humany cale stosy powiescidel, które zawalaly wszystkie dostepne katy. Poza tym dostala wilczy bilet moja filmoteka na tasmach VHS. Mialam tego napewno ponad 200 pozycji. Zawsze mi bylo szkoda, bo to historia kina wrecz, ale od paru lat tylko zbieraja kurz. Troche wzial portier, a reszte, w kilku podrózach wyniósl. Jak wieczorem wynioslam stare numery National Geographic to juz ani ksiazek ani tasm nie bylo. Czeka mnie jeszcze solidne przetrzebienie garderoby i obuwia, oraz (tu czuje panike) selekcja dokumentów, bo nie robilam tego od lat. I bedzie dokonany feng shui i przeplyw pozytywnej energii. W miedzyczasie sledzilam losy przyjaciól, którzy próbowali wydostac sie z Okecia (pardon: Chopina) po awaryjnym ladowaniu boeinga z NY. Jak juz usunieto boeinga i wyczyszczono pasy startowe, to w sukurs zamieszaniu przyszla mgla i moi biedni przyjacielie zostali udupieni na lotnisku do póznego wieczora. Ale mgla sie podniosla i, siurpryza, wylecieli i dolecieli. Dzis paranoi fengszujowatej ciag dalszy. Zyczac milego dnia wszystkim ide robic kawe! Odpowiedz Link
jutka1 Re: Piatek mgliscie pracowity :) 04.11.11, 10:07 Bluesie, daj trochę tego powera, przydałby mi się. :-) U mnie piątek może nie mglisty, ale też pracowity. Właśnie dogotowuję nóżki, tak nieszczęśnie poległe na polu bitwy podczas eksplozji szybkowaru: tym razem już tradycyjnie w normalnym garze, niech się pichcą te swoje przypisane 2.5 godziny. Szykuję też obejście na przyjazd gości. Trza będzie też wyskoczyć do sklepu po jakieś prowianty, ubrać się po człowieczemu (a raczej kobiecemu), i w ogóle doprowadzić się do stanu używalności... I fizycznie, i mentalno-emocjonalnie. Tak więc idę się stawiać do pionu, a Wam miłego piątku życzę. Odpowiedz Link
kielbie_we_lbie_30 Re: Piatek mgliscie pracowity :) 04.11.11, 10:52 Oj blusiku, az Ci zazdroszcze tego oczyszczonego mieszkanka...patrze na swoje i tez bym potrzebowala zrobic remanent ale niestety teraz musze zajac sie mieszkaniem rodzicielki :( Na szczescie znajoma jej zadeklarowala sie mi pomoc i juz pracowalysmy ciezko w tym tygodniu. Przy pracy sie rozmawia i wyszlo ze jej syn przeprowadza sie z zona i dzieckiem do wiekszego mieszkania (maja tylko jeden pokoj teraz) i potrzbuja zarowno meble, lampy i kuchenne rozne rzeczy. Mlodzi ludzie, ona z dfzieckiem w domu, on z dorywcza praca, nie posiadaja srodkow na zakup wiec ich zaprosilam dzis aby wybrali sobie co chca...dobrze ze pojdzie do potrzebujacych. Sama nie mam zamiaru brac do siebie wiele. Mam wszystko co potrzebuje i nie ma sensu zagracac sobie mieszkania... Tylko ze ta robota wydaje mi sie taka syzyfowa :( Masa wysilku a u mnie chaos :( Trzymajcie sie robaczki Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Piatek mgliscie pracowity :) 04.11.11, 11:03 Bluesie, muszę koniecznie zrobić to samo. Zalegaja mi jakieś czytadła wszędzie łącznie ze sraczykiem osonoludzkim. Inna sprawa, że tam zrobiłam specjalnie półkę na literaturę "miejscową" czyli do konsumpcji w trakcie;-) Ale ponieważ dostapiłam zaszczytu otrzymania ośmiotomowej antologi poezji farncuskiej ze zbiorów Wiktora Woroszylskiego, to muszę gdzieś zrobić miejsce, a czego jak czego, ale tego mi ostatnio blekko brak:-) Kłębi się to całe moje towarzystwo po domu jak oszalałe. Z tym, że żal mi tylko le Męża pracujacego w salonie. Reszta radzi sobie znakomicie. Odpowiedz Link