the end

18.11.11, 00:13
Luty 2011: naczalstwo przyjezdza niezapowiedziane na moja wies, blaga o przejecie jeszcze jednego klienta, prosi o podniesienie czasu pracy z 80% na 100% i proponuje zaplate wszystkich nadgodzin mnie i zalodze.

Marzec 2011: naczalstwo chwali pod niebiosa i wyplaca bonus. Zatrudniam nowonabyta wegierska zone mojego najwazniejszego astystenta, zeby mu zrobic przysluge, bo dziewczyna co prawda calkiem nieglupia, ale niemiecki w powijakach, angielskiego zero, z kasa u nich cienko a siedzac u wegierskiej mamusi szansa na poprawienie niemieckiego niewielka. Umawiamy sie, ze tylko na rok, coby stanela na nogi i mogla pojsc dalej w swiat.

Maj 2011: headquater przeprowadza audyt departamentu w naczalstwie i na wsi, dostaje czesc raportu, moja wies wychwalana jest pod niebiosa.

Czerwiec 2011: naczalstwo przyjezdza niezapowiedziane, roztrzesione, zdesperowane i mowi, ze tak dalej byc nie moze, ze team w naczalstwie calkiem do dupy i ze caly service department trzeba przeniesc na wies: dostaje od razu trzech dodatkowych ludzi, mam szukac wiekszego biura, napisac koncept, jak krok po kroku przeniesc caly bajzel. Umawiamy sie na prace na 100% do konca lutego 2012 a potem sie zobaczy. Robie co kaza i wyjezdzam na 3-tygodniowy urlop.

Sierpien 2011: wracam do domu, chce kupic cos do zaracia, ide do automatu po kase, a tutaj wielki minus na koncie. Szukam przyczyny i znajduje: otrzymalam mnw. 30% normalnej pensji. Mysle ze pomylka, pisze zartobliwy mail do personalnego, ze chyba wyplacil mi pensje mojego trainee, przez tydzieni nie otrzymuje zadnej odpowiedzi na kolejne maile, personalny telefonicznie nie do osiagniecia, w koncu dostaje zaproszenie na rozmowe z naczalstwie. W rozmowie naczalstwo wyjasnia, ze odtracilo z lipcowej pensji to, co wyplacilo mi przez ostatnie miesiace za duzo, bo przeciez pracuje na 80% a oni wyplacili mi 100%. W rozmowie naczalstwo twierdzi, ze ani nie bylo umowy o prace na 100% do 2012, ani nie kazali mi szukac biura ani tez nie ma mowy o przeniesieniu calego bajzlu na wies: zdaniem naczastwa wszystko ma pozostac po staremu oprocz jednego drobnego szczegolu: mam przejac dodatkowo dwoch klientow bez dodatkowej zalogi i bez podniesienia ilosci mojej pracy. Naczalstwo twierdzi, ze tak sie umowilismy. Na pytania, dlaczego wyplacali mi te 100% tudziej jakim sposobem mam wyrobic 50% wiecej w 20% mniej czasu nie ma odpowiedzi.

Wrzesien 2011: zona zartudniona z racji przyslugi dla najwazniejszego astystenta pisze list do personalnego, w ktorym skarzy sie na nieludzkie traktowanie przez swoja bezposrednia przelozona i prosi o interwencje. Robi to w piatek, w ktory ja nie pracuje. Zapytana w poniedzialek, dlaczego nie zwrocila sie do mnie twierdzi, ze ja i tak stoje po stronie owej „przesladowczyni“ i ona nie ma co liczyc na moja pomoc. O nieludzkim traktowani rowniez jej bezposrednia przelozona dowiedziala sie dopiero z tego maila, jej maz (czyli najwazniejszy astytent), ktory napisal jej tego maila (co wykrylam w czasie rozmowy z nia) zapytany dlaczego w ten sposob napada na kolezanke, z ktora pracuje od 5 lat odpowiada „moja zona ma prawo zwracac sie do kogo zechce“.

1 pazdziernik 2011: dwoch astystentow prosi mnie o rozmowe, mowia, ze powinnam cos zrobic, bo „zona z laski“ rozpowiada o swojej bezposredniej przelozonej niestworzone rzeczy niszczac jej opinie w firmie i ze oni siedza z obiema paniami w jednym biurze i nigdy nie zaobserwowali zadnej z opisywanych przez zone sytuacji. Wzywam do siebie zone, bezposrednia przelozona, najwazniejszego asystenta jak rowniez Behemota, poniewaz po poprzedniej rozmowie zona twierdzila ze nie powiedziala, co powiedziala i ze ja powiedzialam, czego nie powiedzialam, wiec chce miec neutralnego swiadka, co wszytkim zgromadzonym wyluszczam. Rozmowa na poziomie najlepszego Kafki konczy sie tym, ze najwazniejszy asystent prawie wrzeszczy, ze on nie pozwoli w ten sposob traktowac ani siebie ani zony i ma tego dosyc i w ogole to sie 30. Wrzesnia zwolnil i odchodzi z firmy koncem listopada i jego zona rowniez. Zwolnienie zlozyl bezposrednio u naczalstwa, w czasie, kiedy wzial urlop. Zapytany przez Behemota dlaczego, odpowiedzial, ze ma prawo u kogo chce i kiedy chce itd itp. Pisze od razu mail do naczastwa ze prosze o rozmowe, bo a) chce sie dowiedziec, co on im napopowiadal i jaki podal powod zwolnienia i b) musimy natychmiastowo omowic plan zalatania dziry, ob odejscie koncem listopada najepszego pracownika rowne jest malej apokalipsie. Rownoczesnie informuje reszte zalogi, bo dwie osoby i tak juz byly przy tym, jak sie wgadal, wiec lepiej nie ryzykowac plot. Zaloga reaguje totalnym szokiem .

Nastepny tydzien: naczalstwo nie odpowiada na moje maile, najwazniejszy pracownik trzy razy bierze pol dnia urlopu twierdzac, ze prowadzi rozmowy na temat pracy w innych firmach, rownoczesnie w ogole nie chce ode mnie swiadectwa pracy. Dedukujemy z Behemotem, ze on cos knuje z naczastwem i typujemy, ze ma zamiar przeniesc sie do Zurychu i wygryzc ze stolkow siedacych tam kierownikow grup. Z tymi samymi obawami przychodzi jeden z astytentow. Zwiekszam nacisk na naczastwo, pisze kilka maili dziennie, nagrywam sie na sekretarkach i prosze od odpowiedz. W koncu dostaje odpowiedz, ze nie mam sie czym martwic, bo oni w Zurychu maja wystarczajaca ilosc swietnych specjalistow, ktorzy w kazdym momencie moza zastapic najwazniejszego astytenta, wiec w odpowiednim czasie sie zamelduja z propozycja. Odpowiedz jest tak absurdalna, iz dochodzimy z Behemotem do wniosku, ze najwazniejszy astystent nie tyklo ma zamiar przeniesc sie do Zurychu, lecz rowniez zabrac ze soba jednego z klientow. Dochodzimy rowniez do wniosku, ze jest to niedobry rozwoj wydarzen, ale nie jestesmy chwilowo w stanie nic zmienic, wiec trzeba przeczekac, bo nie takie rzeczy juz sie przeczekalo. Naczalstwo naciskane przeze mnie obiecuje rozmowe po moim i ich urlopie koncem pazdziernika. Wracajac z urlopu nie ma propozycji terminu, wiec znow zaczynam naciskac, w koncu dostaje termin na 29 pazdziernika.

27 pazdziernik. Naczastwo oznajmia mi, ze opracowuja wlasnie „case“ na podstawie jednego klienta, ktory to ma byc przykladowy dla restrukturyzacji wszystkich departametow i ze dopoki ow proces nie jest zakonczony nie sa mi w stanie powiedziec, ilu klientow bedzie umiejscowionych w Zurychu a ilu na wsi i jak w przyszosci bedzie wygladala nowa struktura. Zapytani bezposrednio, czy najwazniejszy astytent zostaj przejety w Zurychu przyznaja w koncu ze tak, zaptytani, czy maja zamiar zabrac ze wsi jakichs klientow odpowiadaja, ze jeszcze nic nie wiadomo powolujac sie na ow „case“ , ktory jest jeszcze w obrobce. Potwierdzaja r owzniez ,ze zona rowniez przenosi sie do Zurychu. Wracam do pracy, informuje zaloge, ktora czeka jak na rozzazonych weglach pomijajac owo malzenstwo, ktorego nie bylo juz o czym informowac. Szok jest totalny, ogolny tenor taki, ze zachowali sie troche nie fair, bo powinni mnie jako ich przelozona jako pierwsza poinformowac. Dwoch asystentow mowi malzenstwu wprost, co o tym mysli.

28 pazdziernik: zona melduje sie chora, najwazniejszy astytent melduje, ze ma rozmowe w Zurychu, wiec nie bedzie go w biurze.

31 pazdziernik: najwazniejszy astystent spedza wiekszosc dnia zadajac mi pytania na temat wykonywania wielu zadan, ktore wykonuje tylko ja i nie leza w zakresie jego obowiazkow. Odpowiadam na wiekszosc, aczkolwiek bez entuzjazmu. O 17 dostaje prikaz od naczastwa, ze 2. Listopada z rana mam sie zjawic na rozmowe. Mail z zapytaniem o czym ma byc owa rozmowa pozostaje bez odpowiedzi. (1. Listopada jest u nas wolny).

    • xurek Re: the end 18.11.11, 00:14
      2. listopad: naczalstwo informuje mnie, ze zakonczylo wlasnie owa ewaluacje, ktora to miala trwac do konca listopada i postanowilo co nastepuje: dwoch klientow i prawie cala moja zaloga zostaja przeniesione do Zurychu 14 listopada, ci, ktorzy nie chca sie przeniesc, zostana zwolnieni, bo w ich kontraktach nie ma gwarancji co do miejsca pracy. Najwazniejszy a stysten zostaje w trybie natychmiastowym ich nowym szefem jak rowniez szefem zalogi pracujacej w Zurychu. Ja i jedna asystentka, ktora podobnie jak ja ma zagwarantowane w kontrakcie miejsce pracy na wsi pozostajemy do konca marca na wsi, od kwietnia filia zostaje zamknieta na zyczenie headquater. Moje nowe zadania do pomoc to zastapienie drugiej astystentki u tego klienta, ktory zostaje na wsi jak rownie wspomaganie nowego szefa i nauczenie go tego wszystkiego, czego jeszcze nie umie. Na pytanie, jaka ma byc moja dalsza rola w firmie otrzymuje odpowiedz, ze proces ewaluacji nie zostal jezszcze zakonczony, wiec nie sa mi jeszcze w stanie powiedziec, ale napewno znajdziemy rozwiazanie zadowalajace wszystkich. Moje podsumowanie, ze znaczysie, mam pomoc najwazniejszemu asystentowi wygryzc mnie ze stolka zanim minie zwolnia skwitowane zostaje swietym oburzeniem i solennym przyrzeczeniem, ze jak tylko ewaluacje zakoncza to odpwiednia propozycje mi zrobia. Wewnetrznie rozbita na kawalki pytam, jak oni sobie wyobrazaja, ze ja mam przekazac moim ludziom, ze w ciagu dwoch tygodni podwoi im sie czas dojazdu, zmieni miejsce i zakres pracy jak rowniez szef i otrzymuje odpowiedz, iz jest to absolutnie niekonieczne bo w czasie, kiedy oni przeprowadzaja ze mna te rozmowe personalny jest juz na wsi i informuje (juz nie moja) zaloge o zaplanowanych zmianach. Nastepuje piec minut ciszy, przez ktore nikt nie mowi nic, ja patrze raz na CEO raz na CFO, oni glupio sie usimechaja az w koncu mowia, ze przeciez wszyscy mamy kupe roboty, wiec czas najwyzszy, sie za nia wziac. Zegnaja sie z usmiechem, zyczac mi milego dnia.

      Wracam do biura, personalny nie zdazyl uciec przed moim powrotem ale poproszony o rozmowe mowi, ze strasznie sie spieszy, wiec innym razem. Zaloga jest w zupelnym szoku, prosza o zebranie. Zbieramy sie wszyscy lacznie z Behemotem, od ktorego wynajmujemy wiekszosc biura jak rowniez systemy planistyczne, ktory wiec straci wazne zrodlo dochodu ale poinformowany nie zostal o niczym. Zaloga relacjonuje, ze personalny zawezwal ich wyzstkich, usiadl obok najwazniejszego asystenta, usmiechniety powiedzial, ze ma dla nich wazne nowiny, zaczal od poklepania NA i powiedzenia „H. nie jest juz wasza szefowa, teraz C jest waszym szefem“, dodania, ze za tydzien pakuja manatki i komu sie nie podoba, moze odejsc i zeby sobie nie mysleli, ze im zapalaca za dodatkowe koszty dojazdu do pracy i ze oczekuje dyscypliny, subordynacji i calkowitego poparcia dla nowego szefa, ktory jest superpracownikiem i ze w ogole bedzie teraz super i cool i beda w duzym miescie a nie na tym zadupiu.

      3 listpad: poszlam do lekarza i od tego czasu jestem na zwolnieniu. Dostalam 5 sms ow od naczastwa, co wszytsko koniecznie I niezbednie musze zrobic, wyslalam mailem zeskanowanie zwolnienie I nie otworzylam wieciej pracowego kompa.

      15 listpada: spanikowana asystentka, ktora miala zostac na wsi napisala smsa, ze przyjechala ekipa przeprowadzajaca I powiedziala jej, ze ona rowniez musi do Zurychu I poprosila o rade. Pogadalysmy, rowzazylysmy opcje, poradzilam je, zeby sie bronila I po jednym dniu w Zurychu jest z powrotem na wsi. Reszta jest teraz w Zurychu, usytuowana w naprawde fajnej i megacool suterenie. W biurze, w ktorym w pazdzierniku pracowalo jeszcze 11 osob pozostal Behemot, owa asystentka I moje jak na razie osierocone biurko. Behemot zadzownil z placzem, ze nie moze patrzec na te przeprowadzke, wiec spotkalysmy sie na miescie I pobeczaly sobie wspolnie.

      To nie jest ani bajka, ani zle zrobiony serial ani zly sen, aczkolwiek samej trudni mi uwierzyc w to, ze to rzeczywistoc.

      Teraz czas na tabletke nasenna I probe spedzenia nocy w lozku a nie na patrolowaniu okolicy.

      dobranoc
      • jutka1 Re: the end 18.11.11, 00:47
        Ja pierdolę, Xurku. Kafka, albo i gorzej. :-(((

        Siedź na zwolnieniu jak długo możesz. Weź długotrwałe zwolnienie na depresję czycuś w podobie. Pogadaj z prawnikiem.

        Ręce mi opadły. :-(
        • kan_z_oz Re: the end 18.11.11, 07:24
          Nie wiem czy to kogos pocieszy ale moj Kafka wygladal pi razy drzwi podobnie.

          Moja kariere nauczyciela zakonczylam w momencie gdy jakis koziolek-matolek z klasy 10-tej walnal mnie pilka tenisowa w potylice. Po odzyskaniu przytomnosci oraz paro-miesiecznych klopotach z jednym okiem na +1 drugim na - 1 oraz chwilowym zanikiem pamieci, wkopalam sie w bagno pracy w malym biznesie.
          Po niemalze utopieniu tam calego naszego funduszu emerytalnego i wygrzebaniu sie po 8-miu miesiacach dzieki dobremu prawnikowi, pieniadze odzyskalam...a prace stracilam.

          Nastepnie byl serial juz w innym zawodzie, gdzie w koncu z ostatniego odcinka wyszlam, bo juz mi sil zabraklo...haha

          Moj chlop, zakonczyl swoja kariere nauczyciela po wypadku gdzie go jakis narkotyki upychanacy w szkolnym kiblu wyrostek ciachnal brzytwa przez gembe. Wyrostek nie byl uczniem, o czym chlop nie wiedzial, bo byl nowym nauczycielem. Szkola byla podla wiec wrobili go, ze symuluje zeby byc na zwolnieniu, bo generalnie im nie pasowal. Zostal wiec zawieszony, a nastepnie zawieszony bez $$$...haha
          Nastepnie zostal wydalony do innej szkoly gdzie jako czarna owca naznaczona wykazal sie byc nadzwyczajnym i dobrym nauczycielem...za pozno...

          Chlop zmienil profesje i poszedl do firmy farmaceutycznej. Departament Edukacji podal do sadu, gdzie rzad zwrocil nam zalegla mamone. Prawnik poradzil aby maz juz nigdy w zyciu do zawodu nie wracal, bo tak zesranego personalnego foldera to w zyciu nie widzial.

          Pozniej byly; mergery, wyrzutki, stresy, nastepna firma i znowu to samo, nastepna i jeszcze glebsza dziura, nastepna...znowu to samo, ktore sie szczesliwie zakonczylo zwolniem tydzien przed swietami bozegonarodzenia dwa lata temu...po tym otworzylismy wlasny biznes i mamy moze mniej ale tez i uklady w doopie.
          Amen

          Kan
    • maria421 Re: the end 18.11.11, 09:42
      O rany, Xurek, wspolczuje.

      Okazuje sie ze chyba jednak nie da sie przejsc przez zycie zawodowe bez guzow i siniakow .

      Ja do tej pory czekam na € 39.000 od jednego dluznika. Sprawe wygralam (wygralismy) w 2005 roku, ale klient zdazyl splajtowac ....
    • ewa553 Re: the end 18.11.11, 10:04
      rany Boskie, Xurku, nawet nie ma jak Cie pocieszyc.... Jaka jest szansa na inna prace?
      Co do asystenta: sprawdza sie, ze podlosc ludzka nie zna granic, a morale to slowo dla wielu zupelnie nieznane. I ze dobre uczynki mszcza sie na czlowieku.
    • blues28 Re: the end 18.11.11, 10:52
      Xurku, wspólczuje ogromnie. Koszmarna sytuacja :((
      Tak mi sie kojarzy z okresu burz i zawirowan w mojej korporejszyn, ze za przeproszeniem w spienionych wodach gówno i szumowiny zawsze wyplywaja na góre. To apropos etyki bylego asystenta.

      Teraz na dlugie zwolnienie. Wystarczajaco dlugie az poczujesz ulge, poczujesz sie lepiej i bedziesz w stanie ulozyc sobie plan dzialania. Dopóki czujesz sie rozbita badz na zwolnieniu, bo potrzebujesz srodki do zycia zanim podejmiesz jakakolwiek decyzje. A korporacja niech sie caluje w nos!
    • kielbie_we_lbie_30 Re: the end 18.11.11, 11:07
      Ale jazdy..wspolczuje. Dobrzes zrobila ze przeszlas na chorobowe.
      I glowa do gory! Jeszcze nigdy nie bylo zeby jakos nie bylo. Czesto sie zdarza ze takie cos z czasem wyjdzie to na dobre.
      ale na razie szok i jazda.

      Pozdrawiam
    • chris-joe Re: the end 18.11.11, 11:51
      O kurcze, ale historia! Snic mi sie bedzie po nocach. Sciskam kciuki, xurze.
      Moze wpasc do Szwajca i kilka mord obic?
    • pierdoklecja_prutka Re: the end 18.11.11, 12:58
      Xurku, współczuwam! Co za horror.
      Mordy obijać jak najbardziej. Jestem za. Lub przynajmniej możemy urządzić forumową akcję wysyłania kup w paczce na nowy adres zajebistego biura korporejszyn.

      --
      wasza pierdo
      • janek_z_sydney Re: the end 19.11.11, 09:04
        Nie mam zamiaru nikomu kadzić.
        Tak samo jak Ty możesz się zwolnić, zmienić swoje miejsce pracy, przenieść się gdzie indziej, TO TAK SAMO może i druga strona: Pracodawca lub Dyrekcja w jego imieniu.
        Tak to jest jak piszesz w Twoim kontrakcie, w Twojej Umowie o pracę.
        To nie jest tak, że tylko Ciebie wolno, wolno też i drugiej stronie. Warto o tym pamiętać.
        Wydawało Ci się (piszę OGÓLNIE do wszystkich a nie konkretnie do Ciebie) że tylko politycy w Polsce i nie tylko są przyspawani do krzesła? Jak widać nie tylko oni.
        Wielu trudno odejść od korytka, czytaj dotychczasowego, stałego źródła dochodu. Zrobią oni wszystko, żeby nadal przy nim być. I jak widać nie jest to tylko domena tych jakże niedobrych i złych polityków. Ty jestes przecież inny/ inna?
        Ha, ha, wcale nie. Lewe, prawe czy inne zwolnienie. Nie ma sprawy. Jak widać człowiek zrobi wszystko, żeby nadal kasa wpływała na konto.
        Proszę Ciebie, wcale się nie obrażaj, gdyż piszę to ogólnie a nie konkretnie do Ciebie.
        To jest Twoja, osobista, subiektywna wersja. Znając zycie prawdopodobnie inna wersja, uzasadnienie takiej czy innej decyzji jest po stronie Pracodawcy/Dyrekcji.
        Różnie w życiu bywało. Raz bywało się na wozie, a innym razem należało ten wóz opuścić.
        Ale ZAWSZE przyjmowałem to ze zrozumieniem i o dziwo zawsze rację przyznawałem pracodawcy. Że to jego (Dyrekcji, Pracodawcy) suwerenna zgodna i z prawem decyzja, że tak chce sobie zorganizowac sposób działania, prace, ilość stanowisk OGÓLNIE działalność firmy.
        Jeżeli tego nie zrozumiesz teraz czy kiedykolwiek indziej to zawsze jeżeli znajdziesz się kiedyś lub ponownie w takiej sytuacji będziesz tak to odczuwał/odczuwała a nie inaczej, poprostu będziesz się czuła totalnie zdołowana.
        Ja nigdyy w takiej sytuacji nie czułem się tak jak Ty, a wręcz przeciwnie, czułem się wtenczas... "wolnym". Mogłem robić co innego, mieć wolne i wtenczas dopiero korzystać z życia! ZAWSZE podchodziłem do tego ze zrozumieniem i za to... serdecznie im dziękowłem. I wcale nie jest to żart.
        Praca za pieniądze to nie wszystko. I nie powinien być to sens życia. Ale bardzo wielu życie właśnie tak postrzega.
        • maria421 Re: the end 19.11.11, 09:24
          Janku, nie miales zamiaru kadzic ale jednak pokadziles:)

          Praca za pieniadze to nie wszystko, jasne, liczy sie wolnosc, satysfakcja itp. Tylko ze wolnoscia i satysfakcja nie da sie rodziny utrzymac, do tego jest potrzebna kasa.

          Zwolnienia sa oczywiscie bardzo powszechna sprawa i rozne sa ich przyczyny, ale z tego co Xurek opisuje, to ja najwyrazniej wyrolowano i to ja chyba bardziej boli niz samo zwolnienie.
          • janek_z_sydney Re: the end 19.11.11, 10:49
            Sorry,
            do utrzymania rodziny nie jest ptrzebna kasa.
            Założenie rodziny to odpowiedzialnośc. I to rodzice muszą wziązc za nią odpowiedzialnośc na całe życie, a nie Dyrekcja /Pracodawca.
            Wiesz skąd wziął się ten cały obecny, światowy "kryzys" ?
            Właśnie z tej niepohamowanej żądzy bogacenia się.
            Kiedyś normalne było; zarobiłaś tyle i tyle, wydałaś tyle, zostało Ci te kilkaset lub kilka tysięcy.
            A teraz nie, te kilkaset/kilka tysięcy, pazerny człowiek chce BARDZO szybko powiekszyc, i kupuje sobie... fikcje: shares, cyferki, jakieś tam jednostki funduszy inwestycyjnych itp itd. Nie te kilka procent na koncie to za mało! Trzeba się wzbogacic o wiele bardziej! Taki jest cel życia. Bogadzic się coraz to bardziej.
            Brac kredyt, pożyczki, stawac się POSIADACZAMI domów, mieszkań, nieruchomości za wszelką cenę!
            Ta chęc bycia właścicielem, POSIADACZEM mieszkania lub domu i w związku z tym zapożyczac się, praktycznie na całe życie jest odrażająca i nie ma NIC wspólnego z utrzymaniem rodziny. MUSIMY kupic dom, mieszkanie to jest priorytet i cel rodziny od samego początku jej powstawania. Najpierw kupimy mieszkanie, dom, czytaj MUSIMY tak jak inni byc właścicielami, POSIADACZAMI, czytaj wezmiemy pożyczkę na wiele, wiele lat, a dopiero pózniej może za kilka lat zdecydujemy sie na dzieci. Dzieci są dodatkiem do kupionego Domu, mieszkania, do... rodziny. Czy tak ma wygladac rodzina i odpowiedzialnośc?
            Z tego wziął sie ten cały kryzys, z ludzkiej pazerności.
            Wszystko jest dobrze i cacy, jeżeli jest stały dochód na spłatę kredytów na zakup domu czy mieszkania. Problem jest wtedy gdy go nagle nie ma.
            Jezeli stracisz pracę, to państwo, czytaj reszta społeczeństwa Ci pomoże utrzymac rodzinę. Dostaniesz zapomogę - róznie w róznych krajach bywa: dostaniesz zasiłki, talony na zakup żywności itp, itd. I rodzinę w trudnym okresie utrzymasz.
            Ale sorry, kasy na spłatę pożyczki to nie dostaniesz!
            Taka jest smutna prawda większości sytuacji po zwolnieniu z pracy. Właśnie z ludzkiej nieodpowiedzialności za rodzinę!
            • maria421 Re: the end 19.11.11, 11:20
              Jurku, jezeli do utrzymania rodziny nie jest potrzebna kasa, tylko odpowiedzialnosc rodzicow, to wyjasnij jak mozna sama odpowiedzialnoscia rodzine utrzymac.

              Odpowiedzialnosc rodzicow polagala od zarania dziejow na tym, ze ojciec szedl na lowy, uprawial role po to zeby moc nakarmic wlasne potomstwo, w pozniejszych czasach jezeli nie mial majatku, to zamiast na lowy zwierza szedl szukac pracy najemnej i tak juz do tej pory zostalo, zmienilo sie tylko to ze dzisiaj oboje rodzice wspolnie na rodzine zarabiaja.

              Odpowiedzialnosc rodzicow polega rowniez na tym, zeby nie obciazac panstwa pobieraniem zasilkow a takze zeby sie nie zadluzyc powyzej mozliwosci.

              To co napisalam to tez sa komunaly, oczywiste oczywistosc i nie przypuszczalam ze trzeba je komukolwiek wyjasniac.
              • maria421 Poprawka 19.11.11, 11:21
                mialo byc "Janku" nie "Jurku"
              • janek_z_sydney Re: the end 19.11.11, 11:28
                Maria,
                zgadzam się z Tobą.
                Chciałbym tylko zmodyfikowac Twoje:
                >dzisiaj oboje rodzice wspolnie na rodzine zarabiaja.
                na:
                dzisiaj oboje rodzice wspólnie zarabiają na spłatę pożyczki kolejnego mieszkania/domu/nieruchomości
                • maria421 Re: the end 19.11.11, 11:36
                  janek_z_sydney napisał:

                  > dzisiaj oboje rodzice wspólnie zarabiają na spłatę pożyczki kolejnego mieszkani
                  > a/domu/nieruchomości

                  Niektorzy tak, przeogromna wiekszosc nie, wiec nie uogolniaj.
                  • janek_z_sydney Re: the end 19.11.11, 11:51
                    Mnie się wydaje, że między innymi właśnie z tej przeogromnej większości, która nie była w stanie spłacac zaciągniętych pożyczek wziął się właśnie ten przeogromny, ogólno globalny obecny "kryzys" .
                    Takie jest moje zdanie i można się z tym nie zgadzac.
                    • maria421 Re: the end 19.11.11, 12:05
                      janek_z_sydney napisał:

                      > Mnie się wydaje, że między innymi właśnie z tej przeogromnej większości, która
                      > nie była w stanie spłacac zaciągniętych pożyczek wziął się właśnie ten przeogro
                      > mny, ogólno globalny obecny "kryzys" .
                      > Takie jest moje zdanie i można się z tym nie zgadzac.

                      Nie znam sie na swiatowych finansach wiec nie bede pisac skad sie wzial kryzys, wydaje mi sie ze jego przyczyny sa o wiele bardziej zlozone.

                      Po drugie, polityka kredydowa w USA (nie wiem jak u Was w Australii) jest , czy byla, zupelnie inna niz w Europie. W Niemczech nikt nie dostanie kredytu na dom jezeli nie wniesie ok. 30% kapitalu i nie ma odpowiednich gwarancji ze jest w stanie udzwignac kredyt. Oczywiscie wszystko sie moze zdarzyc i zdarza sie ze z powodu utraty pracy, rozwodu, choroby ktos nie jest w stanie splacic kredytu, wiekszosc jednak kredyt splaca.
                      Dlatego Europa nie ma problemu zadluzenia prywatnego , ma problem zadluzenia publicznego.
                      • janek_z_sydney Re: the end 19.11.11, 13:07
                        Oczywiście, że jest bardziej złozone.
                        Zastanawiam się tylko, nad tym co głoszą ci, którzy twierdzą, że za te całe zło, które płaci 99% społeczeństwa, są tylko odpowiedzialni ci zli bankierzy, którzy stanowią 1%.
                        A co z odpowiedzialnością tych z 99%, którzy brali kredyty i pożyczki, a którzy nie byli / nie są w stanie spłacac swoich zobowiązań ???
                        Wydawac by się mogło, że oni są też pośrednio a może i nawet bezpośrednio odpowiedzialni za to bagno, które mamy teraz i które nas wszystkich dotyka na całym świecie. Ich zupełny brak odpowiedzialności.
                        To takie male spostrzeżenie.
                        • maria421 Re: the end 19.11.11, 13:11
                          janek_z_sydney napisał:


                          > A co z odpowiedzialnością tych z 99%, którzy brali kredyty i pożyczki, a którz
                          > y nie byli / nie są w stanie spłacac swoich zobowiązań ???

                          Co ma byc? Bank odbiera dom i wychodzi na swoje, moze tylko troche odsetek traci.
                          • janek_z_sydney Re: the end 19.11.11, 13:35
                            Ale nie na tak dużą skalę jak to było w USA i gdzie się od tego wszystko zaczęło.
                            W obecnych czasach banki, instytucje finansowe są ze sobą bardzo, bardzo połączone. To co dotyka jednego ma zaraz bezpośrednie przełożenie na innych, w innych krajach i na innych kontynentach.
                            Ale nie o tym jest ten wątek.
                            • janek_z_sydney Re: the end 19.11.11, 13:48
                              sorry,
                              coś mi przerwało a chciałem dokończyc.
                              Bank nie potrzebuje tego domu, on jest dla niego jak kula u nogi.
                              Bank potzrebuje cyferek, które mu brakują w rachunkowości, które miały regularnie wpływac a które kredytobiorca nie jest juz w stanie się wywiązac.
                              I jeszcze jak było to w tak dużej skali, to całe to domino zaczyna się walic, pociągając kolejno nastepnych
        • blues28 Re: the end 19.11.11, 10:47
          Obawiam sie, ze nie przeczytales postów Xurka, natomiast poczules ogromna potrzebe dowartosciowania sie w sytuacji gdy ktos jest obolaly, ale TY masz zdroworozsadkowy, uczciwy dystans do sprawy i zycia i masz potrzebe natychmiastowego ogloszenia tego wszemwobec. Och, Janku krynico madrosci i czystosci!
          Gdybys rzetelnie przeczytal zestawienie faktów i znal wczesniejsze sygnaly, nie splodzilbys takiego zbioru komunalów.

          Xurku, mam nadzieje, ze zachowujesz wszystkie komunikaty w obie strony. Moga byc potrzebne.
          • janek_z_sydney Re: the end 19.11.11, 10:57
            > Gdybys rzetelnie przeczytal zestawienie faktów i znal wczesniejsze sygnaly, nie
            splodzilbys takiego zbioru komunalów

            Odpowiedz:

            Gdybyś rzetelnie przeczytała zestawienie faktów i znała wczesniejsze sygnały, rację
            (drugiej strony: Dyrekcji/Pracodawcy),
            nie spłodziłabyś takiego zbioru komunałów
          • pierdoklecja_prutka Re: the end 19.11.11, 12:45
            Bluese, musisz wybaczyć Jankowi. Będąc na tym forum kompletnie zielony, nie rozumie zupełnie panującej tu konwencji.

            Otóż Janku. Na tym forum zbędna jest dla nas znajomość wersji drugiej strony. Bowiem to forum nie rości sobie pretensji do bycia jakimś sądem, który ma ferować wyroki - kto ma a kto nie ma racji.

            To forum jest zbiorem osób, które są w większości przyjaciółmi. I nadrzędną funkcją jest udzielanie sobie wsparcia w kryzysowych sytuacjach. Co też czyniliśmy, czynimy i czynić będziemy :)))


            --
            wasza pierdo
            • jutka1 Re: the end 19.11.11, 13:15
              Janku, przeczytaj uważnie post, na który teraz odpisuję, i przyjmij do wiadomości, że ten wątek nie jest od dyskusji w temacie kryzysu, kredytów na nieruchomości, czy odpowiedzialności za owe.

              To jest bardzo osobisty wątek Xurka o Jej sytuacji, i my tu Xurka wspieramy. Nie znasz Xurkowej historii o biznesie, nie wiesz co i jak, więc jeśli chcesz podyskutować o stosunkach pracownik-pracodawca, o kryzysie, o korporacjach etc. - załóż do tego osobny wątek.

              Dzięki.
            • janek_z_sydney Re: the end 19.11.11, 13:25
              Wybacz, ja mam zupełnie inne podejście. Zawsze się staram zrozumiec racje drugiej strony:
              np. Dyrekcji/Pracodwcy.
              I jeżeli tylko je zrozumiesz to napewno wtenczas poczujesz się i lepiej. I zamiast kadzic i pocieszac nieraz jest lepiej właśnie tak zrobic, starac się zrozumiec.
              Oczywiście, że i mnie jest przykro.
              Dlatego też wkurza mnie jak ktoś sugeruje mi jakieś:
              >dowartościowanie
              >krynicę mądrości i czystości
              >komunały
              i próbuje mnie obrażac.

              Napisałem bardzo wyraznie:
              >piszę OGÓLNIE do wszystkich a nie konkretnie do Ciebie
              i tak też Xurek staraj się zrozumiec to co napisalem i podejśc do tego trochę z boku z innej strony.

              Głowa do góry !
              Don't worry, mate !
              Poprostu nie lubię... kadzic. Taki już jestem...
              • blues28 Re: the end 19.11.11, 18:44
                Bosz, czlowieku dobry! Nikt nie próbuje Cie obrazac!
                Napisales stek oczywistych oczywistosci i z uporem wywazasz dawno otwarte dzrzwi!
                Na tym forum ludzie znaja prawa rynku, pracowali lub pracuja (wielu w duzych korporacjach) i znaja prawa i obowiazki pracownika i pracodawcy. Nie musisz spieszyc z kagankiem oswiaty!
                Tu problem jest w tym JAK w ramach obowiazujacego prawa zachowuje sie pracodawca. Nieetycznie, zrywajac niepisana umowe, nieetycznie, próbujac wykorzystac wiedze i doswiadczenie pracownika (Xurka) by przeszkolil i przygotowal mlodszego i TANSZEGO pracownika, który juz zajal Xurkowe mejsce. Same zyski dla korporacji, same straty dla wykolegowanego Xurka. Którego przyszlosc nie zostala wyjasniona.
                Zwolnienie z pracy zgodnie z prawem i przyslugujacym odszkodowaniem bywa bolesne, ale jest do zaakceptowania. Bo takie jest zycie. Ale zabawa w kotka i myszke jak w firmie Xura jest wrecz niemoralna.
                Twoja “empatia” dla korporacji jest wzruszajaca i swiadczy albo o przerazliwie mlodym wieku, albo (co gorzej) o calkowitej nieprzemakalnosci na realia zycia i doswiadczenia z niego wynikajace.
                Troche wiecej pokory i troche mniej zadecia i mniej “nie lubie kadzic”, “taki juz jestem”.
                • kielbie_we_lbie_30 Re: the end 19.11.11, 19:41
                  Lubie to!!!

                  nic ujac nic dodac blusiku ;)
        • kielbie_we_lbie_30 Re: the end 19.11.11, 17:52
          Jasne ze kazdy pracodawca ma prawo przeniesc swoja siedzibe nawet na ksiezyc
          Ma wypowiedziec pracownikow, zmienic szefow, zmienic kierunek. Powinno jednak stac sie to z zachowaniem pewnej kultury i etyki.
          Jezeli firma zachowala sie tak jak xurek pisze o tym: miala pracowac 100% (dowodem jest ze placili 100% pewien czas), rozszerzenie dzialalnosci na wsi to jest niemoralne aby odwracac kota ogonem i nie przyznawac sie ze takowa rozmowa byla kiedykolwiek.
          To jest po prostu skurwysynstwo i nie wyobrazam sobie ze mozna takie cos zaakceptowac.
          Umowa, nawet slowna jest wazna!
        • maria421 Re: the end 20.11.11, 09:58
          Xurku, jedyna rada jaka Ci moge dac to zebys sie nie ogladala za siebie a bogatsza w nowe, choc negatywne doswiadczenia, wyciagnela z nich wnioski na przyszlosc.
          Na przyklad zeby nastepny kontrakt o zatrudnienie negocjowac tak, zeby po jego zakonczeniu wyciagnac dla siebie najwieksze korzysci. Czyli juz w momencie rozpoczecia pracy myslec o tym jak to bedzie jak ona sie kiedys skonczy. Oczywiscie jezeli taka opcja jest mozliwa.

          Czy myslalas juz o tym, zeby to co robilas dla firmy, robic na wlasny rachunek? Czyli zeby zalozyc wlasny firme wykorzystujac, poki jeszcze cieple , kontakty z klientami? Czy taka opcja jest mozliwa?

          Trzymaj sie i nie trac wiary w ludzi!
          • fedorczyk4 Re: the end 20.11.11, 14:54
            Xurku, przyjmij ode mnie najszczersze. Mój le Mąż podobne przchodził. Trzymam kciuki nie za Twoją przyszłość bo co do niej nie mam wątpliwości, że będzie jasna i wspaniała, ale za Twoje nerwy i radość zycia, żeby się nic a nic nie zużyły po drodze!!!!
    • ewa553 Re: the end 19.11.11, 17:57
      najgorszy rodzaj kadzenia, to kadzenie samemu sobie. to tak na marginesie.
      chyba ze slowo "kadzenie" rozumiemy inaczej?
      Xurku, co dalej? Masz jakies sygnaly z zewnatrz???
      • xurek Re: the end 20.11.11, 00:45
        Wersja oficjalna, ktora przedstawiono jednemu z naszych biznesowych partnerow: otorz zatrudniony przez naczalstwo niezalezny audit, ktory (slowa naczalstwa do partnera) kosztowal kupe kasy wykazal, ze odleglosc miedzy wsia a centrala powoduje gorsza jakosc pracy. Partner zadzwonil do mnie, powiedzial ze wiekszej bzdury jeszcze nigdy nie slyszal (rownolegly do nas service department w centrali funkcjonowal tak beznadziejnie, ze musielismy przejmowac ich klientow), wyrazil wspolczucie i zaproponwal wszelka pomoc, jezeli takowej bede potrzebowala, lacznie z nowym miejscem pracy. O zaistnieniu takiego autdytu uslyszalam po raz pierwszy, zaptyni koledzy z centrali rowniez.

        Behemot zostal zaproszony na rozmowe z naczalstwem, w ktorej to owo zamierza „poinformowac go z pierwszej reki o przebiegu zdarzen i omowic przyszlosciowa wspolprace“. Wydedukowalysmy, ze naczalstwo zamierza zaproponowac Behemotowi freelace latajac w ten sposob dziure, ktora zostawilam. Behemot powiedzial, ze nie ma najmniejszego zamiaru przyjac takiej propozycji, ale nauczona przebiegiem najnowszych wydarzen uwierze jak zobacze. Zebranie w przyszly piatek, po zebraniu spotykam sie z Behemotem.

        Ploty doniosly, ze szef innego service departamentu w naczalstwie „odszedl za obopolnym porozumieniem“ (oficjalny mail) rzucajac w drzwiach do CEO „du bist echt eine blöde Schlampe“ (doniesienie donosiciela, ktory ponoc slyszal to osobiscie obserwujac przedtem zazarta dyskusje przez oszklone sciany konferencyjnego).

        Najwazniejszy asystent nie tylko przeskoczyl mnie, lecz rowniez dwoch rezydujacych w naczalstwie szefow dwoch innych service departments (tych, co to nie dzialaly i musielismy przejmowac ich klientow) powodujac rezygnacje z pracy jednego i udanie sie na chorobowe drugiej. Moj „najmlodszy asystent“ , przeniesiony tydzien temu do centrali, zwierzyl mi sie, ze negocjuje o prace z inna firma.

        Juz nie pamietam kto przy ktorej rozmowie o tym calym bagnie podsumowal calosc tytulem „grounding“. Zdaje sie sprawdzac, tylko ze mnie osobiscie to juz nie da nic.

        I tutaj wracam do siebie i mojej obecnej sytuacji. Nie wiem skad sie tu ten Filip z Konopii, tudziez Janko z Sydnej z ta swoja (pardon, jego zdaniem moja) pazernoscia, gora kredytow do splacenia tudziez lwia czescia odpowiedzialnosci za swiatowy kryzys zjawil, ale na wszelki wypadek pragne uspokoic szanowne forum, ze prawdziwe finansowe klopoty to mi sie zaczna, jezeli wyrzuca mnie juz jutro I nie znajde pracy przez nastepne dwa lata, coby nie martwilo sie na zapas.

        Moj problem jest zupelnie innej natury: moja cala percepcja struktury socjalnej legla w gruzach, moje przekonanie, ze potrafie wlasciwie ocenic ludzi przestalo istniec, moja wiara w to, ze ktokolwiek komukolwiek dobrze zyczy badz jest sklonny pomoc uleglo trzesieniu ziemi najwyzszej kategorii przez co stracilam calkowicie wszystkie punkty oparacia I orientacje w terenie. W kadzym wietrze wroga, we wszystkim podstep, kazde slowo wydaje mi sie falszem a kazdy gest teartrem. Tak nie da sie funkcjonowac, ale chwilowo nie potrafie inaczej, przez co nie nadaje sie mnw. do niczego. Ma to rowniez taki efekt, ze coraz niechetniej odbieram telefony przyjaznych mi ludzi, z coraz wiekszym oporem spotykam sie z przyjaciolmi (????) i rozmawiam na jatrzace mnie tematy rownoczesnie wiedzac, ze takie zachowanie to zupelny zaulek i nie mogac zrobic nic innego, niz nadal w niego brnac. Przy tym to nie naczalstwo tak mnie rozlozylo, gdyz nie spodziewalam sie po nim niczego dobrego. Nie spodziewalam sie rowniez az takiej podlosci i zaklamania, ale przynajmniej kierunek sie zgadza. Natomiast ten najwazniejszy asystent to najwiekszy zawod mojego zycia. I rowniez zycia Behemota. Moge spokojnie powiedziec, ze zrobilysmy dla niego wiecej, niz jakikolwiek znany mi pracodawca dla jakiegokolwiek znanego mi pracownika a on zrujnowal moja pozycje w tej firmie jak rowniez powaznie zatrzasl egzystencja Behemota. I najgorsze w tym jest to, ze reke bym sobie dala za jego lojalnosc i uczciwy charakter odciac. On tymczasem (relacja mojej bylej a jego obecnej zalogi) zupelnie nie uwaza, ze zrobil cokolwiek nie fair. To nie tylko boli, ale rozwala na kawalki, rozpieprza cala wewnetrzna orientacje i wprowadza totalna niepewnosc i neufnosc.

        W jendym jednak Janko z Konopii mial racje: przywiazanie do stolka. To biuro wynajelysmy z Behemotem latem 97, zaczynajac z niczym, oprocz przechodzonych mebli, brudnej wykladziny i kopiarki tudziez faxa z odzysku. Obrastajac powoli w sadlo zamienilysmy wykladzine na piekny prawie czarny parkiet, kupilysmy sytlowe nowoczesne meble, piekne kwiaty, nietuzinkowe lampy, pomalowaly sciany w kolorach firmowych, powiesily dziela meza i plakaty klientow. Jak Behemot sie rozlozyl po tej przeprowadzce twierdzac, ze najbardziej rozwalilo ja to, jak teraz wyglada biuro, zdecydowalam sie tam pojsc dzisiaj rano. Biuro wyglada juz z pewnoscia duzo lepiej niz w dniu przeprowadzki, bo Behemot zlecil sprzatanie i zatarcie sladow, ale zieje pustkami, na podlodze stoi siedem nikomu niepotrzebnych telefonow, w kacie pietrza sie stosy koszy na smieci i na papiery a w moim biurze zladowano wszystkie akta, ktorych jeszcze nie zdazono zabrac, ktore glownie zdeponowano na moim skorzanym blekintym fotelu, ktory sto lat temu znalazlysmy w takim absolutnie nienormalnym sklepie meblowym i na kotry ja sie uparlam a Behemot sie uparl, ze po jego trupie, wiec ja go kupilam za prywatna kase i postawilam u siebie. Jak zobaczylam ten bajzel na moim ulubionym meblu to najpierw szlag mnie trafil, potem wpadlam w panike, ze zabiora go do centrali i naczalstwo posadzi na nim swoje znienawidzone dupsko, potem przypomnialam sobie, ze jest on moj prywatny a potem doprzypomnialam, ze od kwietnia nie bedzie juz tego biura i ze ja nie mam na niego miejsca w domu i ze zupelnie tam nie pasuje i wtedy zjawil mi sie przed oczami obraz szklano-chromowo-szaro-czarnych biur bez duszy w centrali, polozylam akta na podlodze, usiadlam w moim fotelu i siedzialam tam bog wie jak dlugo chcac w zaszadzie sie rozryczec, ale jakos nie bylam w stanie, wiec tylko siedzialam, az przyjechal po mnie maz.

        Co do Jankowego faut pas wypowiadac sie nie bede, bo najprawdopodobniej i tak nie zrozumie, gdyz gdyby byl w stanie zrozumiec, to by go nie popelnil. Poza tym jak powiedzial moj lekarz mam sie chwilowo odciac od wszystkiego, co odczuwam negatywnie, wiec odstawie posty Janka tam, gdzie stoi moj pracowy komp, nie uzywany od 3.11.2011.

        Reszczie dziekuje za slowa otuchy i empatii.
        • kan_z_oz Re: the end - kwestia wystawania 20.11.11, 02:37
          Ogolnie to zauwazylam juz dosyc dwno, ze im bardziej sie wystaje to tym wiecej zbiera sie po doopie. Wystawanie tez wcale nie musi charakteryzowac sie zadnym posiadaniem wartosci najmiernych czy szczegolnym wyksztalceniem, osiagnieciami itp.

          Poprostu jak sie wystaje to sie wystaje...wchodzi sie do pokoju w ktorym jest 20 nieznanych osob i natychmiastowo 15 jest ustawiony na nie zdecydowanie i wrogo. Skad sie to kruna bierze??? a skadze niby mam wiedzec, zauwazam bierze sie i tyle.
          Nastepne 5 kocha w sposb niesamowity.
          Szklanka jest wiec do polowy pusta czy do polowy pelna?

          Dokladnie tak samo ma sie to tez w naszym ukladzie do znajomych, przyjaciol czy kontaktow biznesowych. Sa moze dwie czy trzy osoby wokol mojej osoby, ktorych zachowania sa w miare przewidywalne i to tylko w jednej gora dwoch dziedzinach zycia...cala reszta to zestaw nieprzewidywalnych zachowan, wobec czego posiadanie jakichkolwik oczekiwan wzgledem wdziecznosci, lojalnosci to budowanie zamkow na piasku.

          Przykladow mam tak duzo, z przestaje byc to zabawne. Przyklady tzw 'przyjaciol', ktorzy zjechali nam przez lata doope tak, ze nawet nad najgorszym wrogiem zastaowilabym sie dwa razy, bo byloby zbyt wiele. Ludzi, ktorym naprawde pomoglismy...
          Parnerow w biznesie, gdzie rozmiar pracy wykonanej nagrodzony zostal wypieciem sie w najwazniejszym dla nas punkcie...itp.

          Jedyna rzecz jaka z tego dla mnie wyniknela to: nie mam ZADNYCH oczekiwan i wobec nikogo. Jest to jedyna 'space' obecnie w ktorej mozna funkcjonowac, gdzyz w momencie gdy zaczynaja wychodzic takie kwiatki jak Xurku opisalas, to czlowiek nie jest rozczarowany, zaskoczony ani rozbity. Kazda oznaka wdziecznosci czy uprzejmosci jest tylko milym zaskczeniem i tego jest ogolnie tak malo, ze jakbym chciala wazyc to tyle co kot naplakal.

          W tym wszystkim malo tez rusza juz po pewnym czasie, bo wszystko co jest robione, jest wykonywane z przyjemnosci dla samej przyjemnosci robienia. Jesli cos nie sprawia mi przyjemnosci to nie robie, by po tym nie oczekiwac pozniej w zamian czyjes wdziecznosci.

          Jest to wszystko czescia rozwoju duchowego czy tzw dochodzenia do milosci bezwarunkowej...jak z tego powstac? normalnie, nic nie jest osobiste, bo nikt tak naprawde nie robi nam czegos. To my dajemy innym i sobie pozwolenie aby czuc sie zranionymi. Latwe nie jest ale mnie ulatwilo funkcjonowanie i moje rozbicia doznawane przez moja matke.

          I mowiac to, zaraz mi przychodzi, ze MUSZE juz do niej zadzwonic dzisiaj...damn, it.
          Haha

          Glowa do gory...Xurku.

          Kan
        • akawill Re: the end 20.11.11, 03:13
          Xurek, współczuję, takie sprawy ciężko sie przechodzi.
          Jeżeli dojdziesz kiedyś do chęci analizy sytuacji (bo może nie bedziesz chciała i ja to rozumiem) to zwróć uwagę że w sednie tego wszystkiego, Ty utraciłaś zaufanie naczalstwa, jakkolwiek się to stało i kto i w jaki sposób maczał w tym palce. Ja nie piszę czy tak powinno być czy nie i kto miał rację, kto postapił prawomocnie i/lub etycznie a kto nie. Wydaje mi sie że jest to jądro sprawy. Powodzenia!
        • blues28 Re: the end 20.11.11, 09:15
          Xurku, to normalne, ze czujesz sie zawiedziona, rozczarowana i rozbita. To jest 18 lat Twojego zycia! Sposób w jaki ten szmat czasu sie konczy ma ogromny wplyw na Twoje samopoczucie. Gdyby to bylo czyste ciecie, bolaloby (bo zwolnienia z pracy bola), ale nie jatrzyloby sie tak jak teraz. Duzo nieuczciwosci i brudu w tym calym kretactwie.
          Dlatego potrzebujesz czasu. Bez forsowania maquiny! Masz prawo czuc sie zle i dopóki czujesz sie zle badz w domu i na zwolnieniu. Jak poczujesz sie silniejsza to staniesz na nogi i zobaczysz co zrobisz dalej z Twoim zycie zawodowym. Masz duzo kontaktów i one zaowocuja.
          Bedzie dobrze!
          Poukladasz tez sobie rozsypane klocki z zaufaniem do ludzi. Ale do tego najpierw musisz nabrac sily i dystansu.
          Jankiem z Konopi sie nie przejmuj, bo ktos kto myli tak odlegle pojecia jak empatia i kadzenie winien wziac sie za studiowanie slownika a nie za robienie chlupniczej ekspertyzy na forumowe tematy wszelakie.
          Co do wniosku Akawilla: moze byc tak, ze ktos maczal palce, moze byc tak, ze Twoja asertywnosc i wiedza komus przeszkadzala, a moze byc po prostu tak jak najczesciej bywa teraz w kryzysowej Europie: doswiadczony pracownik z dlugim stazem jest nagle za drogi, wymieniamy go na model tanszy, ekonomiczniejszy.
          Trzymaj sie dzielnie!
        • janek_z_sydney Re: the end 20.11.11, 09:18
          Xurek o czym Ty piszesz?
          To o rodzinie, kredytach, i całym tym światowym kryzysie nie było skierowane do Ciebie !
          Pociągniety przez Marii stwierdzeniem: >Tylko ze wolnoscia i satysfakcja nie da sie rodziny utrzymac, do tego jest potrzebna kasa.
          napisałem właśnie o... rodzinie, kredytach itp, ale wcale nie było to skierowane do Ciebie !

          Ogólnie miało to dotyczyc nas wszystkich, także i mnie. Ja też jestem częścią społeczeństwa i mnie też to dotyczy i też ja mam brac za to odpowiedzialnośc. Pisząc ja: mówię o sobie.
          Jaka: pazernośc, góra kredytów do spłacenia itp ma Ciebie dotyczyc ???
          O czym Ty piszesz?

          Przywiązanie do stołka i stałego zródła dochodu to nic złego. Każdy z nas to lubi i każdy z nas czuje się niezastąpiony.
          Chodzi o to,żeby uzmysłowic sobie, że jak mnie nie będzie w tej czy innej firmie, na tym czy innym stanowisku, to firma, życie nadal bedzie sie toczyło bez mego udziału.
          Ja już dawno to zrozumiałem i jak przychodził czas że trzeba było odejśc to było mi zawsze łatwiej. A do tego jak jeszcze zrozumiałem rację drugiej strony (restrukturyzacji, redukcji stanowisk, przeniesienia miejsca pracy) to samopoczucie w takiej sytuacji miałem dobre.
          Taki jest właśnie mój message odnośnie takich sytuacjach . Oczywiście nie jest łatwo, i różnie z tym bywa. Ale dobrze jest chociaż spróbowac.

          Wcale nie było moim zamiarem Ciebie atakowac. Szkoda, że tak to przyjełaś.
          • janek_z_sydney Re: the end 21.11.11, 07:26
            Nastąpiła długa cisza, a więc czas jest się może zastanowic, „zreflektowac” i odpisac?
            Jest długie, a więc tych którzy nie czują się że to ich dotyczy nie muszą wcale tego czytac.

            > Twoja “empatia” dla korporacji jest wzruszajaca i swiadczy albo o przerazliwie mlodym wieku, albo (co gorzej) o calkowitej nieprzemakalnosci na realia zycia i doswiadczenia z niego wynikajace.
            Wszystko to jest sterta bzdur. I świadczy właśnie ze znajomości realii życia i zdobytego doświadczenia
            Jak można miec: > “empatię” dla korporacji jeżeli doznało się na własnej skórze takich właśnie doswiadczeń?
            Zrozumienie i uznanie racji korporacji: Tak,
            >“empatii”: Nie, nie czuję

            >Troche wiecej pokory i troche mniej zadecia i mniej “nie lubie kadzic”, “taki juz jestem”.
            Bardzo dobrze pasuje to do tego/tych, którz wysuwają takie stwierdzenia.
            Moje jednorazowe: “taki juz jestem” ze słowem: “empatia”, które padało tutaj już tyle razy to jest pikuś.

            Czy jest mi przykro?
            Napisalem już: Tak
            Czy czuję empatię przez internet?
            Nie
            Jak można czuc empatię jeżeli nie zna się osoby bezpośredno, a tylko przez komputer?
            Dla mnie w TAKIM przypadku: > “empatia” to fałsz. A ja fałszywym staram się nie byc.
            Jasne rozumiem tych, którzy znają bezpośrednio tę osobę. Ja jej nie znam i sorry, >empatii nie czuję. Ale wcale nie jestem jej wrogiem i jest mi przykro. I staram się jej pomóc tak jak umiem.

            Pisząc:> nie lubię kadzic, mialem na myśli siebie! A nie tych, którzy wyrażali swoją empatię.
            Odczuwanie empatii jest bardzo szlachetne i nie mam nic przeciwko temu.

            >najgorszy rodzaj kadzenia, to kadzenie samemu sobie. to tak na marginesie.
            Zgadzam się z tym zupełnie

            A na koniec już zupełnie czytając:
            >Na tym forum zbędna jest dla nas znajomość wersji drugiej strony.
            Przetarłem oczy ze zdumienia i o mało co się nie... pożygałem.
            Forum w internecie takie czy inne kojażylo mi się dotychczas zupełnie z czymś innym, z wymianą poglądów i właśnie z poznaniem racji, wersji drugiej strony.

            >Bowiem to forum nie rości sobie pretensji do bycia jakimś sądem, który ma ferować wyroki - kto ma a kto nie ma racji.
            Zgadzam się zupełnie. Żadne forum nie powinno byc: > sądem, który ma ferować wyroki

            Z: janek_z _sydney można zrobic: >Janek z Konopii, > Janko z Konopii, ba:> Filip z Konopii
            Bawi mnie to i śmieszy. A nawet mi się... podoba i nie czuję wcale żadnej urazy.

            A co można zrobic z nick-ami?:
            >blues
            >pierdoklecja_prutka
            >Xurek
            itp itd
            ???

            Nie, nie napiszę.
            Ja tego nie zrobię to nie mój poziom, mój styl i mój język

            Chyba się zrozumieliśmy?
            > Troche wiecej pokory i troche mniej zadecia
            Bardzo pasuje co do niektórych.

            Jezeli ktoś czuje się urażony?
            Przepraszam nie było to moim zamiarem.
            • janek_z_sydney Re: the end 21.11.11, 08:00
              Pisząc nie czuję "empatii" dla korporacji, przez internet, miałem na myśli: nie czuję empatii emocjonalnej, a w związku z tym: bliskiej więzi. Bo poprostu jej takiej nie ma. To mialem na myśli. Jest tylko zwykłe: zrozumienie, bez uczucia, a więc nie traktuję tego jako empatii.
              To tak na marginesie
            • maria421 Re: the end 21.11.11, 08:50
              Strasznie sie placzesz, Janku.

              Wiekszosc z nas tutaj zna sie tylko przez internet , ale za to od wielu lat. Ja Xurka nigdy nie widzialam, ale znam ja z forum , lubie , wiem ze jest otwarta, prawdomowna, dlatego wierze w jej wersje , serdecznie jej wspolczuje i szczerze zycze zeby jak najpredzej znalazla nowa prace.

              Jezeli Ty uwazasz ze nie mozna czuc empatii wobec osob ktorych sie nie zna, to tym bardziej wypadaloby zebys nie zabieral glosu w tak osobistym watku jak ten.
              • jutka1 Re: the end 21.11.11, 09:49
                Do wpisu Marii dodam tylko:

                Już nadmieniałam we wpisie sprzed paru dni, że wiele osób na tym forum zna się osobiście. Nawet jeśli nie osobiście, to mailowo/telefonicznie/z reputacji. A piszemy ze sobą na forum już ponad 7 lat. Znamy swoje historie, swoją codzienność, poglądy (choć niekoniecznie się zgadzamy i często się spieramy), wzloty i upadki, dylematy.

                Ty Janku wszedłeś na to forum i chyba nie zadałeś sobie trudu, żeby poczytać wstecz. Nie jest to forum Polonia, gdzie jak widzę z wyszukiwarki trochę pisywałeś. Tam jest anonimowo, tutaj nie do końca.

                Stąd też pewnie wyszło jak słoniowi w składzie porcelany. Nie dziw się więc reakcjom na Twoje wpisy w tym wątku, które - biorąc pod uwagę specyfikę naszej grupy - miały prawo urazić, i to nie tylko Xurka.

                Jeśli mogę cokolwiek poradzić, to zanim coś napiszesz, zastanów się, czy ten wpis pasuje do tematu. I tak, tak: pamiętaj, że każde z nas to nie tylko nicki, ale żywe osoby, znane sobie nawzajem od wielu lat, które tu wchodzą nie po to, żeby się pomądrować anonimowo, ale żeby pogadać. I tak, tak: mamy tu wobec siebie wielką dożę empatii, zarówno emocjonalnej, jak i poznawczej.

                O&O
                • janek_z_sydney Re: the end 21.11.11, 10:13
                  E tam, zaraz plączesz.
                  Zgadzam się z Wami jak najbardziej.
                  Tylko nie mogę zrozumiec że nie ma zrozumienia, do tego, że, ktoś ma inne podejście jak się znalezc, odnalezc konkretnie w takiej sytuacji. I to tyle.

                  PS.
                  Zapchała mi się rura kanalizacyjna i z nią walczę. Nie mam nikogo w tej chwili kto by mi kręcił sprężyną toteż wróciłem do komputera. Nie czuję zupełnie żadnej empatii do osoby, która przyczyniła się do zapchania tej rury. Wina oczywiście nie leży po mojej stronie. Wiinna jest jak zawsze: baba.
                  Żartuje tak jak zawsze. Pa, na razie, idę walczyc z tą... rurą
                • janek_z_sydney Re: the end 21.11.11, 10:37
                  Nic sam nie zrobię z tą rurą.
                  Jutka, nie przypominam sobie żebym pisał na forum: Polonia. Ale znalazłem ten wpis jakiegoś:
                  Gość: janek z Sydney z dnia 19 Grudnia 2004. To o ten wpis Ci chodzi? Rzeczywiście bardzo chamski, ale to nie mój. Nie jest tak do końca, że ktoś jest anonimowy w internecie. Jest IP adres tego wpisu: IP: *.an3.nyc41.da.uu.net. Jeżeli o ten wpis Ci chodzi. Nie wiem skąd pisane? Nie mam pojęcia. Sorry, ale to nie mój wpis
                  • jutka1 Re: the end 21.11.11, 10:43
                    Sorry, nie o ten wpis i nie o to forum mi chodziło, a o forum "Australia". Pomerdało mi się.
                    • kan_z_oz Re: the end 21.11.11, 12:38
                      Na Forum Australia tez malo kto jest anonimowy, bo albo sie znamy osobiscie albo w przedziale od paru miesiecy do wielu lat, z wpisow stalych osob.

                      Generalnie to z ta empatia to tez nie bardzo rozumiem. Jasiu tlumaczy od samego poczatku, ze wyjasnienia nie bylo do Xurka...i gdyby nie wyjatkowo kiepski stan Xurka, toby kwestii zadnej nie bylo.

                      Wedle powyzszego jest wiec tylko to, ze w danym momencie najlepiej dla autorki watku byloby aby zejsc z niej, watku i sobie gaworzyc gdzie indziej.

                      Kapujesz Jasiu teraz uklad?

                      Kan
                      • jutka1 Re: the end 21.11.11, 12:51
                        Co też Jasiowi sugerowałam kilka dni temu - założyć osobny wątek o korporacjach, zadłużeniu i innych kryzysach.
    • starypierdola Strasznie to zagmatwalas! 22.11.11, 00:13
      Prawdy oczywiste:
      (Prawie) nikt nie lubi szefow; i Ty jak widac nie jestes inna
      (Prawie) kazdy mysli ze jest najmadrzejszy; i Ty nie jestes inna
      (Prawie) kazdy uwaza ze to co on/ona robi jest jedynie sluszne; i Ty nie jestes inna
      ................................
      (Prawie) wszyscy mysla ze znaja sie na ludziach; i Ty nie jestes inna :(

      Tak wiec "get real" i "step down to earth". Bylas z ta firma o duzo za dlugo. Zappomnialas ze sczesliwosc za Twej mlodosci budowano w odcinkach piecioletnich (plany 5-cio letnie)? A sama pisalas ze bylas szczesliwa.

      No wiec nie roztlkiwiaj sie tylko zakasaj rekawy i do roboty.

      Liczacy Twoje dochody
      SP


    • swiatlo Re: the end 06.12.11, 20:27
      O, a ja myślałem że chodzi Tobie o ten The End:
      https://www.youtube.com/watch?v=wRwwUZLV-IE
    • jutka1 Xurku, co u Ciebie? ntxt 07.12.11, 10:14

      • fedorczyk4 Re: Xurku, co u Ciebie? ntxt 12.12.11, 10:06
        No własnie!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja