xurek
18.11.11, 00:13
Luty 2011: naczalstwo przyjezdza niezapowiedziane na moja wies, blaga o przejecie jeszcze jednego klienta, prosi o podniesienie czasu pracy z 80% na 100% i proponuje zaplate wszystkich nadgodzin mnie i zalodze.
Marzec 2011: naczalstwo chwali pod niebiosa i wyplaca bonus. Zatrudniam nowonabyta wegierska zone mojego najwazniejszego astystenta, zeby mu zrobic przysluge, bo dziewczyna co prawda calkiem nieglupia, ale niemiecki w powijakach, angielskiego zero, z kasa u nich cienko a siedzac u wegierskiej mamusi szansa na poprawienie niemieckiego niewielka. Umawiamy sie, ze tylko na rok, coby stanela na nogi i mogla pojsc dalej w swiat.
Maj 2011: headquater przeprowadza audyt departamentu w naczalstwie i na wsi, dostaje czesc raportu, moja wies wychwalana jest pod niebiosa.
Czerwiec 2011: naczalstwo przyjezdza niezapowiedziane, roztrzesione, zdesperowane i mowi, ze tak dalej byc nie moze, ze team w naczalstwie calkiem do dupy i ze caly service department trzeba przeniesc na wies: dostaje od razu trzech dodatkowych ludzi, mam szukac wiekszego biura, napisac koncept, jak krok po kroku przeniesc caly bajzel. Umawiamy sie na prace na 100% do konca lutego 2012 a potem sie zobaczy. Robie co kaza i wyjezdzam na 3-tygodniowy urlop.
Sierpien 2011: wracam do domu, chce kupic cos do zaracia, ide do automatu po kase, a tutaj wielki minus na koncie. Szukam przyczyny i znajduje: otrzymalam mnw. 30% normalnej pensji. Mysle ze pomylka, pisze zartobliwy mail do personalnego, ze chyba wyplacil mi pensje mojego trainee, przez tydzieni nie otrzymuje zadnej odpowiedzi na kolejne maile, personalny telefonicznie nie do osiagniecia, w koncu dostaje zaproszenie na rozmowe z naczalstwie. W rozmowie naczalstwo wyjasnia, ze odtracilo z lipcowej pensji to, co wyplacilo mi przez ostatnie miesiace za duzo, bo przeciez pracuje na 80% a oni wyplacili mi 100%. W rozmowie naczalstwo twierdzi, ze ani nie bylo umowy o prace na 100% do 2012, ani nie kazali mi szukac biura ani tez nie ma mowy o przeniesieniu calego bajzlu na wies: zdaniem naczastwa wszystko ma pozostac po staremu oprocz jednego drobnego szczegolu: mam przejac dodatkowo dwoch klientow bez dodatkowej zalogi i bez podniesienia ilosci mojej pracy. Naczalstwo twierdzi, ze tak sie umowilismy. Na pytania, dlaczego wyplacali mi te 100% tudziej jakim sposobem mam wyrobic 50% wiecej w 20% mniej czasu nie ma odpowiedzi.
Wrzesien 2011: zona zartudniona z racji przyslugi dla najwazniejszego astystenta pisze list do personalnego, w ktorym skarzy sie na nieludzkie traktowanie przez swoja bezposrednia przelozona i prosi o interwencje. Robi to w piatek, w ktory ja nie pracuje. Zapytana w poniedzialek, dlaczego nie zwrocila sie do mnie twierdzi, ze ja i tak stoje po stronie owej „przesladowczyni“ i ona nie ma co liczyc na moja pomoc. O nieludzkim traktowani rowniez jej bezposrednia przelozona dowiedziala sie dopiero z tego maila, jej maz (czyli najwazniejszy astytent), ktory napisal jej tego maila (co wykrylam w czasie rozmowy z nia) zapytany dlaczego w ten sposob napada na kolezanke, z ktora pracuje od 5 lat odpowiada „moja zona ma prawo zwracac sie do kogo zechce“.
1 pazdziernik 2011: dwoch astystentow prosi mnie o rozmowe, mowia, ze powinnam cos zrobic, bo „zona z laski“ rozpowiada o swojej bezposredniej przelozonej niestworzone rzeczy niszczac jej opinie w firmie i ze oni siedza z obiema paniami w jednym biurze i nigdy nie zaobserwowali zadnej z opisywanych przez zone sytuacji. Wzywam do siebie zone, bezposrednia przelozona, najwazniejszego asystenta jak rowniez Behemota, poniewaz po poprzedniej rozmowie zona twierdzila ze nie powiedziala, co powiedziala i ze ja powiedzialam, czego nie powiedzialam, wiec chce miec neutralnego swiadka, co wszytkim zgromadzonym wyluszczam. Rozmowa na poziomie najlepszego Kafki konczy sie tym, ze najwazniejszy asystent prawie wrzeszczy, ze on nie pozwoli w ten sposob traktowac ani siebie ani zony i ma tego dosyc i w ogole to sie 30. Wrzesnia zwolnil i odchodzi z firmy koncem listopada i jego zona rowniez. Zwolnienie zlozyl bezposrednio u naczalstwa, w czasie, kiedy wzial urlop. Zapytany przez Behemota dlaczego, odpowiedzial, ze ma prawo u kogo chce i kiedy chce itd itp. Pisze od razu mail do naczastwa ze prosze o rozmowe, bo a) chce sie dowiedziec, co on im napopowiadal i jaki podal powod zwolnienia i b) musimy natychmiastowo omowic plan zalatania dziry, ob odejscie koncem listopada najepszego pracownika rowne jest malej apokalipsie. Rownoczesnie informuje reszte zalogi, bo dwie osoby i tak juz byly przy tym, jak sie wgadal, wiec lepiej nie ryzykowac plot. Zaloga reaguje totalnym szokiem .
Nastepny tydzien: naczalstwo nie odpowiada na moje maile, najwazniejszy pracownik trzy razy bierze pol dnia urlopu twierdzac, ze prowadzi rozmowy na temat pracy w innych firmach, rownoczesnie w ogole nie chce ode mnie swiadectwa pracy. Dedukujemy z Behemotem, ze on cos knuje z naczastwem i typujemy, ze ma zamiar przeniesc sie do Zurychu i wygryzc ze stolkow siedacych tam kierownikow grup. Z tymi samymi obawami przychodzi jeden z astytentow. Zwiekszam nacisk na naczastwo, pisze kilka maili dziennie, nagrywam sie na sekretarkach i prosze od odpowiedz. W koncu dostaje odpowiedz, ze nie mam sie czym martwic, bo oni w Zurychu maja wystarczajaca ilosc swietnych specjalistow, ktorzy w kazdym momencie moza zastapic najwazniejszego astytenta, wiec w odpowiednim czasie sie zamelduja z propozycja. Odpowiedz jest tak absurdalna, iz dochodzimy z Behemotem do wniosku, ze najwazniejszy astystent nie tyklo ma zamiar przeniesc sie do Zurychu, lecz rowniez zabrac ze soba jednego z klientow. Dochodzimy rowniez do wniosku, ze jest to niedobry rozwoj wydarzen, ale nie jestesmy chwilowo w stanie nic zmienic, wiec trzeba przeczekac, bo nie takie rzeczy juz sie przeczekalo. Naczalstwo naciskane przeze mnie obiecuje rozmowe po moim i ich urlopie koncem pazdziernika. Wracajac z urlopu nie ma propozycji terminu, wiec znow zaczynam naciskac, w koncu dostaje termin na 29 pazdziernika.
27 pazdziernik. Naczastwo oznajmia mi, ze opracowuja wlasnie „case“ na podstawie jednego klienta, ktory to ma byc przykladowy dla restrukturyzacji wszystkich departametow i ze dopoki ow proces nie jest zakonczony nie sa mi w stanie powiedziec, ilu klientow bedzie umiejscowionych w Zurychu a ilu na wsi i jak w przyszosci bedzie wygladala nowa struktura. Zapytani bezposrednio, czy najwazniejszy astytent zostaj przejety w Zurychu przyznaja w koncu ze tak, zaptytani, czy maja zamiar zabrac ze wsi jakichs klientow odpowiadaja, ze jeszcze nic nie wiadomo powolujac sie na ow „case“ , ktory jest jeszcze w obrobce. Potwierdzaja r owzniez ,ze zona rowniez przenosi sie do Zurychu. Wracam do pracy, informuje zaloge, ktora czeka jak na rozzazonych weglach pomijajac owo malzenstwo, ktorego nie bylo juz o czym informowac. Szok jest totalny, ogolny tenor taki, ze zachowali sie troche nie fair, bo powinni mnie jako ich przelozona jako pierwsza poinformowac. Dwoch asystentow mowi malzenstwu wprost, co o tym mysli.
28 pazdziernik: zona melduje sie chora, najwazniejszy astytent melduje, ze ma rozmowe w Zurychu, wiec nie bedzie go w biurze.
31 pazdziernik: najwazniejszy astystent spedza wiekszosc dnia zadajac mi pytania na temat wykonywania wielu zadan, ktore wykonuje tylko ja i nie leza w zakresie jego obowiazkow. Odpowiadam na wiekszosc, aczkolwiek bez entuzjazmu. O 17 dostaje prikaz od naczastwa, ze 2. Listopada z rana mam sie zjawic na rozmowe. Mail z zapytaniem o czym ma byc owa rozmowa pozostaje bez odpowiedzi. (1. Listopada jest u nas wolny).