Dlaczego podróżować NIE jest bosko, czyli zalety..

17.10.12, 12:00
... zalety siedzenia z dupą bezpiecznie przyspawaną do kanapy, tak jak czyni to większość normalnej ludności. Podróżowanie zostawiając nielicznej garstce z nas, którym się jednak tego chce bardziej, niż nie chce.

Bo podróżować oczywiście jest bosko. Ale też jest to męczące, irytujące, upierdliwe, nieprzewidywalne, niepokojące oraz kosztowne. Po pierwsze primo, rosnąca w zastraszającym tempie upierdliwość lotnisk. Gdzie przy bramkach jest się poddanym striptizowi, macaniu, gmeraniu przyrządami które robią biiip, gmeraniu w bagażu, musi się człowiek poddać jakimś absurdalnym wymogom prezentowania kremów pod oczy w foliowej torbie (?), wszystko jest kompletnie absurdalne, do ekstremum głupie, przeprowadzane przez jakieś morderczo poważne indywidua. Poddając się tym debilnym szykanom należy także zachować szacobliwą powagę, inaczej przyrząd który robi biip wyląduje wewnątrz naszego tyłka, jak to się stało pewnej babci gdzieś w Kolorado czycoś.

Myśli te, które będę kontynuować, naszły mnie, tak jak pisałam, gdy skonstatowałam że nie chce mi się po prostu jechać do Afryki. Znowu. Gdzie siedzi cała moja rodzina, oczywiście dupami przyrośnięta do stołów, stołków i innych mebli, jojcząc, że się nie może wyrwać ;) Mało tego, jak się z tą decyzją jechać/niejechać nosiłam, to jakaś plaga ludzi (co ciekawe, nie jacyś bliscy przyjaciele, lecz znajomi dalsi, raczej z którymi gadam od przypadku do przypadku), zaczęła mnie namolniakować KIEDY jadę do Afryki. I KIEDY i KIEDY... po cztery, pięć razy... Wtedy zaczęłam się serio zastanawiać, czemu tak ich frapuje i ekscytuje ten fakt i dlaczego wogóle ich obchodzi KIEDY? Tak jak bym była umówionym na wykończenie ich kibla glazurnikiem. Podczas gdy realnie gadają ze mną tylko skajpem, więc skąd do nich rozmawiam powinno być im gancegal.

Pomyślałam więc sobie, że tutaj jakąś osobistą pieczeń muszą przy moim ogniu (haha) piec. A są to wszystko osoby, które NIGDY raczej nigdzie nie jeżdżą, lecz gromką twierdzą, żeby jeździły, ale... Doszłam w tym zakresie do pewnych wniosków, którymi się podzielę w tym wątku.

Tymczasem, ponieważ grono tutaj jest generalnie "rozjeżdżone" to proszę się podzielić uwagami w temacie dlaczego podróżować NIE jest bosko. Bo dlaczego jest, to sobie bez przerwy mówimy :)
    • luiza-w-ogrodzie Dlaczego podróżować NIE jest bosko? 17.10.12, 12:47
      Generalnie co do podrozowania jestem w stanie idealnej rownowagi, czyli mam tylez entuzjazmu do podrozowania co mam do pozostania w domu. Dopiero stany zaklocajace harmonie wywoluja u mnie wyrazna chec albo niechec do podrozy.

      Otoz podrozowanie nie jest boskie gdy sie jest wkorzenionym w cos, w moim przypadku w ogrod. Juz siedzac na lotnisku w Sydney w dniu wylotu do PL zastanawialam sie co i kiedy w ogrodzie zakwitnie i zaowocuje. W miare oddalania sie z szybkoscia 1000km/h od Sydney moje korzenie rosly w podobnym tempie. Ech. Gdyby nie czyhajace na koncu podrozy osoby oraz rozrywki, zapewne zawrocilabym w Bangkoku.

      Upierdliwosci podrozne mnie nie ruszaja, jestem osoba malo irytujaca sie w drodze i nigdy nie poddano mnie indywidualnej kontroli (z wyjatkiem sciagania butow w obstawie pocacego sie celnika i dwoch komandosow pod bronia ale to bylo w USA dwa miesiace po 11 wrzesnia roku pamietnego). Pakuje sie w domu wedlug rutyny: kosmetyki w przezroczystej torebce plastikowej, komputer luzem w torbie podrecznej, tamze zatyczki do uszu, maska na oczy i poduszka pod szyje oraz pizama, dodatkowa bluzka, skarpetki i 2 pary gaci na zmiane i moge leciec chocby i kilka dni.

      Wynika z tego ze gdy juz zdecyduje sie na podroz, to lubie stan "bycie w tranzycie". No ale mialo byc o tym dlaczego NIE jest bosko podrozowac, wiec zamilkne.

      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>¸¸.
      Jak gadać z królikami
      • iwannabesedated Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko? 17.10.12, 14:46
        No i plaga tego foruma...
        To samo, jak się pytałam, kto się NIE czuje "młodo" tylko w swoim wieku, i co to w ogóle znaczy "czuć młodo" - to wpadła chmara i pieniście oznajmiła że się czuje młodo :)))
        To teraz przylatuje Luiza i opowiada jak to cudownie jest pakować kosmetyki do foliowej torby. I że osobista kontrola, to tylko raz, a to też w innym milenium i w innym kraju, a kontrolujący dawno umarł, zresztą i tak był sierotą czyteż molestowanym dzieckiem. A zdejmowanie butów i pasków to dla osobistej higieny i wygody, żeby stopy i talia odpoczęły. Przyrząd który robi biip zaś przyjemnie masuje...
        Czyli mi sprzedaje "oficjałkę" dla zgłodniałej ludności, podczas gdy ja zapytuję nie o to czym zwykle epatujecie zasiedziałą publikę, lecz o szczere odczucia które się miewa w trakcie podróży czasem. Jeśli ktoś nie miewa, no to super, ale ten wątek nie o tym.
        • maria421 Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko? 17.10.12, 14:51
          Podrozowac nie jest bosko, bo pomimo najbardziej starannego pakowania walizki po jej rozpakowaniu wiekszosc ciuchow jest pognieciona a na miejscu zelazka na ogol brak.

    • roseanne Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko, czyli zal 17.10.12, 15:44
      nie cierpie tego, ze przez garstke idiotow wszyscy maja utrudnione zycie

      pakowanie kosmetykow,
      lekow z karteczka od lekarza, by udowodnic, ze to nie przemyt
      laptopa itd

      upychania wszystkiego w coraz to mniejsze bagaze, bo przeciez czlowiekowi karta kredytowa i ID powinno wystarczyc


      obsluga lotniskowa czesto udzielna arystokracja z humorami

      kretynskie obowiazkowe pojawianie sie na iles tam godzin przed lotem i snucie sie przed odlotem

      brak mleka migdalowego w kafejkach, juz nie wymagam by mieli produkty bezglut.
      fakt, ze lazienki na stacjach docelowych sa zawsze tak zapchane, ze nie ma jak sie pozadnie odswiezyc i czesto czlek sie musi prezrntowac wymemlany, o dostepie do lazienki w samolocie najlepiej od razu zapomniec


      ale i tak lubie podrozowac, a najbardziej moment, gdy samolot odrywa sie od ziemi :-)
    • jutka1 Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko, czyli zal 17.10.12, 16:13
      A ja uszy po sobie i siedzę cicho na tym wątku. :-)))
      • iwannabesedated Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko, czyli zal 17.10.12, 18:07
        Jasne jasne .... :)
        Bo jak KTOŚ zamieszczając rajskie zdjęcia z Bergamutów gorzko łkał, że pogryzły do krwi moskity, lepka parność umożliwia oddychanie i hotel się okazał całkowicie niepalący oraz że zginął cały bagaż i KTOŚ musiał kupować desusy w przydrożnym butiku za kwotę równą miesięcznemu czynszowi, to nie był Pyton. To był jakiś inny KTOŚ ...

        HAHAHA!
        • iwannabesedated ...sorry... "lepka parność uniemo... " 17.10.12, 18:26
          ...żliwia".

          No właśnie, bardzo trudno jest pisać o tym co jest nieprzyjemnego w podróżowaniu. Jak ktoś już coś bzdnie, to zaraz prędziutko się czuję w obowiązku powiedzieć, że mimo to KOFA KOFA podróże...

          Moim zdaniem, wynika to z tego, iż owa immobilna większość, jakoś od nas, podróżujących wymaga malowania im tych obrazków sielskich. Żeby niejako zdalnie, za naszą pomocą, mogli sobie realizować swoje podróżne rojenia. Tak jak na przykład oczekują od gwiazd rocka, że będą balangować, rozrabiać i spotykać się z modelkami. Czytałam kiedyś taki wywiad z muzykiem rockowym, któremu się w chwili szczerości wypsło, że dosyć tego ma, po koncercie jest zmęczony i marzy o chwili ciszy w pokoju hotelowym, w samotności najlepiej, i w ten alkohol oraz dupczenie dup ma w dupie oraz wychodzi mu bokiem. W tym więc sensie dostosowujemy nasze opowieści do oczekiwań publiki, ja raz pewnemu chłopu powiedziałam że w Margate w Afryce gdzie jeżdżę jest na promenadzie pub Larry's z tarasem i widokiem na ocean. I ówże zaraz rozsnuł sobie już sam pajęczynę rojeń, że siedzieć w takim pubie, gapić w ocean i sączyć kolorowe drinki z parasolką. A to wszystko g... prawda, bo w Larry's się pije tylko piwo albo lokalne wino, o które się trzeba dopominać długo i głośno, bo obsługa jest - hm lokalna i raczej mało efektywna. Aa dodatkowo, wychodząc trzeba dobrze uważać żeby nie dostać w mordę lub nie stracić portfela, zwłaszcza po zachodzie słońca. No ale jak ktoś się nam tak w oparciu o naszą opowieść wymaśli swoimi rojeniami o drinkach z parasolką, smukłych egzotycznych pięknościach masujących stopy biustami przy dźwięku hawajskich gitar - no to jak tu sikać na paradę, opowiadając jak dwie murzynki zlały chudego murzyna bo się upił - na oczach rozbawionej gawiedzi. A ten, z wrażenia zasikał spodnie... Ja myślę, że nawet jak bym to komuś próbowała powiedzieć to by nie usłyszał, albo by mu nagle zaczął gwizdać na gazie czajnik. Bo ludzie niejeżdżący nie chcą tak naprawdę słuchać, jak to jest podróżować. Ich to w ogóle nie obchodzi.
          • roseanne Re: ...sorry... "lepka parność uniemo... " 17.10.12, 18:33
            ok, no to sru
            nie cierpie sie przemieszczac
            uwielbiam byc w nowych miejscach

            kiedy w koncu wymysla teleportacje? !
            • iwannabesedated Re: ...sorry... "lepka parność uniemo... " 17.10.12, 19:13
              ... hahaha!

              Dokładnie chyba to samo mam!

              Znaczy, pewne momenty w podróży lubię, dokładnie ten moment oderwania samolotu od ziemii. Albo niektóre lotniska, np. w Amsterdamie - gdzie wystawiają rzeźby, a w ubiegłym roku przedświąteczne dekoracje były naprawdę przepiękne... Natomiast ogólnie, proces przemieszczania, jest uciążliwy. Dlatego pewnie, jak już po 3 dniach (efektywnie) podróży się dotrajdam do tego Larry's, i mi podadzą wykłócone piwo Castel i koszyk owoców morza i mogę się gapić w ocean - to mi egal czyjeś zasikane spodnie, a portfela i tak nie biorę tylko drobne w kieszeni. Ponadto, jako podróżnik, chyba roztaczam wokół siebie jakąś aurę specyficzną bo jednak te napaści, mordobicia, uprowadzenia portfela lub desusów mnie nie spotykają :)))
        • jutka1 Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko, czyli zal 17.10.12, 21:15
          Słuszna słuszność 100Krocie, ALE.
          (przeczytałam Twój wpis kilka godzin temu i po namyśle...)
          Zważ, że to były podróże służbowe, hahaha. :-) Moje podróże prywatne są BOSKIE. :-)))
    • ewa553 Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko, czyli zal 17.10.12, 19:42
      nawet mi nie mowcie o rozkoszach podrozowania, bo w piatek jade na trzy dni wedrowek i nie mam zielonego pojecia co zabrac i jeszcze Edda przedtem zadzwonila ze mam jej koniecznie powiedziec co zabrac bo sie nie moze zdecydowac i tak bedziemy jutro w trojke rozwazac co zabrac, a na miejscu okaze sie ze pogoda nie taka jak zapowiadali i albo bedziemy mialy za malo cieplych, albo za malo letnich, albo za malo nieprzemakalnych rzeczy i trzeba bedzie trzy dni w lozkach spedzic, na szczescie mieszkac bedziemy na winnicy, wiec wina bedzie dosc. Nota bene rok temu tez tam mieszkalismy i jak wrocilismy po polnocy totalnie schlani z innej knajpy, to nam w nocy zabraklo wina i kolega w totalnych ciemnosciach zsszedl z naszego pieterka do piwnicy (ze sie nie zabil na stromych schodach!!) i przyniosl wymacane w ciemnosci wino: wymacal ze butelka, wiec dobrze, ale po wybiciu korka okazalo sie ze wino jest za slodkie i musielismy je pic z najwyzszym obrzydzeniem, tak wiec widzicie z jak wielka niechecia wybieram sie w ta podroz.
      • iwannabesedated Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko, czyli zal 17.10.12, 21:48
        W takim razie wiadomo co zabrać... latarkę! :)))

        Prócz upierdliwości lotnisk, opóźnionych lub odwołanych lotów, nieprzyjemności lotów transatlantyckich siedząc obok bardzo dużej osoby (albo gadatliwej, albo nadużywającej, albo z problemem z pęcherzem, niepotrzebne skreślić), jest też duża ilość nieprzyjemności "przybywalczych". Na przykład nocleg. Przybyć późną nocą, po długiej podróży i dowiedzieć się że : nie mają naszej rezerwacji, ciepłej wody, restauracja jest zamknięta, więc nici z kolacji, łóżko jest niewygodne, sąsiedzi się uporczywie i głośno dupczą (kłócą, biją, mają małe ale głośne dzieci).
    • blues28 Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko, czyli zal 18.10.12, 13:36
      Czy u was tez pojawia sie jasno-granatowo-niebieskie okienko nagabujac: ciekawy watek? Nie bede prowadzic dyskusji z okienkiem, ale watek potraktuje z cala powaga i z cala powaga sie wypowiem.
      Podróze wlasne SA boskie, mimo upierdliwosci na lotniskach, szukania bomby w obcasach, biiipów, wyrzucania butelek z woda, zeby za moment nabyc nastepne za cene czterokrotnie wyzsza (producenci wód mineralnych zacieraja raczki), czy zaswiadczen lekarskich, ze leki sa dla mnie a nie na przemyt.
      Teraz podrózuje duzo mniej z przyczyn prozaicznych (np watpliwej zdrowotnosci), zatem rezerwuje sobie prawo do zyczliwego zazdraszczania akurat podrózujacym w fajne miejsca.

      Ale sa podróze, które (moim, uwaga! tylko i wylacznie moim zdaniem!) NIE SA boskie.
      - krótkie podróze sluzbowe (Jutka wczesniej przyuwazyla gatunek podrózy sluzbowej), czyli samolot docelowy, sala zebran, samolot powrotny. Niby podróze a jaka upierdliwosc!
      - Wielce obecnie modne w PL wyjazdy do kurortów tzw “all inclusive”. Czyli tlum czarterem gdzies do Grecji, Turcji cz Egiptu, poczym raaaaaazem sniadania, obiady,kolacje i raaaazem lezymy na plazy. O ile jakas wycieczka, to razem, biegiem na prawo most, na lewo most...
      - Wycieczki autokarowe np po Europie. 30-40 godzin docelowo autobusem a potem tluczemy sie dalej tym samym autobusem od atrakcji do atrakcji. Kwestia gustu, ale ja, nigdy nie skorzystawszy z takiej oferty a priori uznaje wyzszosc mojej kanapy nad siedzeniem autobusowym.
      - Wyjazdy na wlasna reke ale do zmasowanych kurortów. Taki Benidorm na przyklad, to jak Ursynów polozony tuz przy plazy. Ponoc byla to przepiekna miejscowosc nad Morzem Sródziemnym z wyjatkowa plaza, a teraz zza betonu niewiele widac. Wylano dziecko z kapiela i ogromne hotele i apartamentowce zastapily cudowne widoki. Ale, tam zawsze ale to zawsze sa tysiace ludzi. Znaczy tak lubia. Wiec znowu kwestia gustu. I takich kurortów jest masa i w Hiszpanii i na swiecie.
      - No i w ten sposób mozna kontynuowac wymyslajac przerózne podróze, które absolutnie nie sa boskie. I przegrywaja z kanapa!
      • fedorczyk4 Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko, czyli zal 18.10.12, 18:48
        Dla mnie przez wiele lqt podrozowanie bylo koszmarem, bo jezdzielam z trojka upierdliwych dzieci, mendliwym mezem i najpierw z psem, pozniej z kotem. I dodatkowe przypadki tylko sie dodawaly do tego. Np: sraczka psa polaczona z zyganiem dzieci w samochodzie i na nowych butach le Meza, kontrola celna torby z kotem czyli wydobycie kota i oczywiscie jego ucieczka na lotnisku Charles de Gaule. Dzieci w bek, maz w ryk, ja w dluga za kotem, pol obslugi lotniska sie przylaczyla do walki o kota, druga gapi z obledem w oku. Kot zlapany rozciaga sie w plaszczyzne metr kwadratowy i zaladuj tu czlowieku cos takiego do torby na koty. Koty, a nie skory tygrysie w dodatku stosujace metode biernego oporu. I tak za kazdym razem. Jak pociagiem to okazalo sie ze ruskim sypialnym ogrzewanym weglem, w ktorym przezylismy powtorke z ZSRR z zabranymi paszportami, podarta poscila i klejacymi sie do podeszw (z brudu) dywaniczkami. Jak samochodem to komplet dostawal choroby lokomocyjnej, z tym ze pies w odmianie tylnej z meteoryzmem (oczywiscie na nowe buty le Meza). I tak za kazdym razem inne rozrywki mialam zapewnione. Do tego kontrole, spoznienie, odwolane rezerwacje i inne etcetery..... Teraz to ja ze spiewem na ustach daje sie rozbierac na lotniskach, czekam godzinami, siedze poldupkiem na starponteniku, bo tylko soba mam sie zajac a ja siebie nie bede opieprzac za usterke w samolocie Lufthansy co kiedys zrobil jednoglosnie moj ukochany rodzinny kierdel. Tak mi zaszli za skore, ze jeszcze przez lata sam fakt podrozowania solo bedzie niwelowal mi wiekszosc niedogodnosci.
        • ewa553 Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko, czyli zal 18.10.12, 19:23
          Fedoro, oczyma duszy widze Cie w podrozy o ktorej piszesz i mimo "powagi sytuacji" pekam ze smiechu z powodu kota. Ale sama w takiej sytuacji bym chyba zwariowala!!! Moje koty przy wsadzaniu do klatki rozkladaja wlasnie tak rece i nogi, ze wygladaja jak zdjeta skora z lwa:)))
          • fedorczyk4 Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko, czyli zal 18.10.12, 20:49
            Ba, pies tez byl niezly:-) Polski Owczarek Nizinny skladajacy sie z futra i indywidualnosci, ktory podrozowal w bagazniku naszgo combi. Niestety byl psem nerwowym, nie mylic z histerycznym, inetrioryzujacym swoje stany ducha, co rzucalo mu sie na zoladek. Zwlaszcza w samochodzie bo jasne jest ze niecierpial jezdzic. Na chwile przed "zrucaniem" przedzieral sie przez oparcie tylnego siedzenia na ktorym siedzialo troje dzieci i na nich usilowal pozbyc sie stersu z ..... psa.
            • blues28 Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko, czyli zal 19.10.12, 09:55
              Fedo, powalily mnie Twoje historie :-))) Wreczam Ci moje osobiste Grand Prix!
              Tylko dlaczego le maz nie wkladal gumiaków znajac upodobanie towarzystwa do "zrucania" na jego wlasnie obuwie? No, co by Freud na to powiedzial?
    • jutka1 Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko, czyli zal 19.10.12, 12:49
      Nie lubię podróżować lotami, które zmuszają mnie do zarwania nocy. Dzisiaj spałam niecałe trzy godziny. Błeee. :-/
      • iwannabesedated Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko, czyli zal 19.10.12, 14:08
        Biedny Pytko... ale wyobraź sobie, że teraz cierpisz za siedzące w domu i jojczące, że nie mogą podróżować miliony :))) Nie wiem, czy to ulgę Ci sprawia, pewnie nie....

        No tak, na Fed zawsze można liczyć, że soczyście i dosadnie powie rzecz najbardziej politycznie niepoprawną :))) Już w jej wydaniu słyszałam, że rodzina to nie jest szczęście najwyższe, tylko ostatni krąg piekielny, rozmnażanie to idiotyzm, celem dzieci jest wykańczanie rodziców, więc mnie kompletnie nie dziwi, że i w temacie podróży absolutnie bez zahamowań się odważa powiedzieć szczerą i nagą prawdę :))) Przy okazji w sposób zmuszający do uszczuplenia zasobu trzymanych na wszelki wypadek pod szafą pampersów.
        • kan_z_oz Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko, czyli zal 19.10.12, 15:27
          100-kroc, to idzie tak. Czleka zachodu zabija komfort zwiazany z wiekszosci z 'siedzeniem w fotelu'. Podroze, przekopywanie ogrodu, czy wariackie narty to powrot do korzeni, czyli ruchu, niewygody czyli zycia normalnego. Oczywiscie, ze loty ekonomia wychodzace ponad 8 godzien to masochizm oczywisty ale jak pozniej jest milo usiasc znowu w tym fotelu...hahaha
          Zreszta, nie wiem ale loty ekonomia, biznes czy 1 wdychajaca i wypierdujaca to samo, co jest wciagane w calym samolocie...? koncept obrzydliwy jak pomyslec. Ten punkt mnie zawsze ubezwlasnowalnia i mam wrazenie sarynki w puszce...czesto pozytywne...haha
          Ludzie lubia sie wiec meczyc aby pozniej lepiej funkcjonowac ?

          Kan
    • chris-joe Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko, czyli zal 19.10.12, 20:14
      Watek omijalem kregiem, bo regulamin wanny wstepu mi zabrania. Jednak poczulem sie zmuszony do napisania druzgoczacej filipiki po adresem bluesa druzgoczacego koncept all-inclusivow. Swietna byla filipika, lecz przy wysylaniu mi ja zzarlo.
      W skrocie jednak i tresciwie: sa miejsca i okolicznosci, w ktorych ten rodzaj wczasowania jest rozwiazaniem idealnym. Zas dla Kanadyjczyka na przyklad, ktory chce uciec na tydzien do tropikalnego never-never-land, to po prostu mus i mus na rany.
      • blues28 Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko, czyli zal 20.10.12, 09:31
        Nosz wzion i pojechal pod te swoje palmy, zostawiajac mnie ze slowem sprzeciwu na ustach, na dodatek z chorym kompem, którego musze oszczedzac.
        A ja mówilam, nawet uzywajac negrity, ze to ja, JA, nie gustuje w takich podrózach. Oblana morzem prawie dookola, z zatrzesieniem palm na odleglosc 2 godz samochodem, z 350 dniami slonecznymi, z czego jakies 180 upalnymi, ja nie gustuje wyjazdami pod palmy. Zwlaszca zbiorowymi.
        Pewnie jakbym miala snieg i mróz przez pól roku, to tez bym lubila palmy, tropiki itp.
        Acha, jestem absolutnie swiadoma, ze podróze autobusem sa dla wielu ludzi jedyna mozliwoscia zwiedzenia kawalka swiata, ale – znowuz ja – nie cierpie podrózy autobusami.
        Co wypisuje sobie a muzom, bo Wy juz pewnie w samolocie.
        Enjoy :-)
        • chris-joe Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko, czyli zal 21.10.12, 03:19
          Nie wzion i pojechal, bo tkwi i czyta. W samolocie bedzie w niedziele z grubsza o 3pm twojego czasu. Pierwsza napotkana palme natychmiast zborsucze, a na gwizdek karnie pobiegne z menazka na posilek :)
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/cd/kj/u2vx/dKZJgadDIgnYqVybwB.jpg
          • jutka1 Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko, czyli zal 21.10.12, 10:41
            Tylko żeby z tego borsuczenia palemek nie było! ;-D
            • blues28 Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko, czyli zal 21.10.12, 14:23
              O wlasnie! :-) Prosze sie przystojnie zachowywac pod temi palmami!
              :-)
              • iwannabesedated ... apropos palm 21.10.12, 15:14
                ... oraz głębin malkontenctwa ludzkiego.

                Raz się moi rodzice spytali ciotki w Afryce czemu z domu właściwie wcale nie wychodzi. Choćby do ogrodu posiedzieć pod palmą. A ciotka na to, że plam nie lubi.

                Oczywiście, nie ma obowiązku lubić palm. Ani niczego innego. Tylko zastanawiam się, czemuż wybierając miejsce docelowe emigracji, właśnie się udano tam gdzie owe palmy są w dużej ilości. Można przecież było się kopnąć do przysłowiowej Mississaguy lub do Calgary. Odwrotnie, można też spytać Krisa, czemu zimy nie cierpiąc sobie wybrał miejsce gdzie owa zima uporczywie jest i jest... Czy to jakaś wewnętrzna potrzeba jojczenia potrzebowała stosownego spustu, a może po prostu jak ta Natalia w Brooklynie, co to "ona po prostu tu trafiła i tutaj chyba będzie żyła".

                Zaciekawił mnie też post Kana, post-ulujący iż podróżami człowiek musi sobie po prostu dopieprzyć, tak aby po powrocie do domu móc docenić jego komforty. No też to jest interesujący punkt widzenia :))) W takim wypadku, aby efekt zmaksymalizować, należałoby zadbać o maksymalnie upierdliwe miejsce i sposób spędzania takich wakacji. Ja bym proponowała na przykład autobusową wycieczkę z grupą dzieci z ADHD oraz ich rodziców.
          • jutka1 SiDżej, mam nadzieję, że Was nie dotknęło! 25.10.12, 09:00
            wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114881,12735510,Tropikalny_huragan__Sandy__przybiera_na_sile__Z_Jamajki.html
            Daj znać, jeśli możesz, że wszystko u Was OK.
            • chris-joe Re: SiDżej, mam nadzieję, że Was nie dotknęło! 30.10.12, 19:48
              Z lekkim poslizgiem, ale odpowiadam. Owszem, dotknelo i owszem, wszystko OK :)
      • ertes Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko, czyli zal 23.10.12, 00:43
        Gdy bylem Kanadolem to trafilo mi sie byc w All Inclusive na Kubie. Calkiem przyjemnie. Nie narzekalem. Za miesiac jade z dzieciakami na wyspe Cozumel i tez all inclusive.
        Wiosna tego roku bylismy na Francuskiej Polinezji ale nie allinclusive i dobrze bo ja sie zywilem francuska bulka z maslem i szynka na sniadanie, obiad i kolacje.

        A nie cierpie latac do Polski: za dlugo. 11 godzin gdzies do Niemiec potem przesiadka i 90 minut do Polski. brrr Ostatnio coprawda, wzialem tabletki nasenne plus szklaneczka whisky i spalem az do ladowania w Katowicach. Przesiadki we FRA nawet nie pamietam.

        A palmy lubie, chociaz mniej w moim ogrodzie bo jak kwitna to smieca okropnie, maja korzenie jak macki osmiornicy i wogole jest kolo nich za duzo roboty.
    • kielbie_we_lbie_30 Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko, czyli zal 21.10.12, 22:03
      No jizus jak Wy narzekacie na przemieszczanie sie samolotami bo kontrola bo wyczekiwanie etcetera...
      A ja q... co roku musze przezyc to cholerne przmieszczanie sie kurewskim polskim promem na ktorym mozna zanudzic sie na smierc. Kabiny kosztuja jak luksusowy hotel a sa w standarcie slabego hostelu. Zajmuje to mi czasu jak Luizie przelotu z Australii a na dokladke musze znosic mase mlodych polskich rodzin z ichnimi dzieciarami. I uwazam ze te bachory sa gorsze niz jiedykolwiek szwdzkie byly. Totalnie. Zadnych granic... Wrzask, krzyk... Straszne po prostu...
      Zapraszam za prom...kazdemu sie odechce podrozowania---
      Ale jak juz jestem w kraju to miodzio ;)
      • jutka1 Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko, czyli zal 22.10.12, 11:03
        Promem też nie lubię, chyba że... jest to katamaran przewożący mnie z jednej wyspy greckiej na drugą. :-)))
        • iwannabesedated Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko, czyli zal 22.10.12, 16:17
          Tylko raz płynęłam promem, z Majorki na Ibizę, i istotnie jest to dość uciążliwe przeżycie. W hiszpańskim promie wykończyły nas wiszące w salach z fotelami telewizory, ryczące ma maksimum, emitujące seriale. Nie można było ani tam wysiedzieć, ani się zdrzemnąć, nic. Na zewnątrz zaś nie było w ogóle miejsc do siedzenia. Można było stać wisząc na barierce. Lub w półkucznej formie na własnym bagażu przycupnąć. W końcu się udało znaleźć kilka plastykowych krzeseł ogrodowych :)))
          Co do odzieconych polskich rodzin, no to nie wiem co to jest za fenomen, ale faktycznie rośnie jakoś strasznie ich nie-znośność. IMHO to właśnie nie dzieci są głównym problemem, ale rodzice. Na koncercie Skrzyżowanie Kultur przybyły nagle ni stąd ni zowąd takie stada - na jeden szczególny koncert, bo na innych nie. I wiecie, dzieci na przykład się darły ale wyłącznie w przerwach. Natomiast rodzice W TRAKCIE koncertu głośno gadali, pokrzykiwali, łomotali o podłogę wyrzucanymi z plecaka zabawkami i parafenaliami. Niestety, powiedzieć można, że ludzie z dziećmi w Polsce, pewnie nie wszyscy, ale duża część są całkiem wprost i bez srania po krzakach agresywni i toksyczni dla otoczenia. Rozmyślałam długo nad powodem tego, i myślę, że jest tutaj jakiś dysonans poznawczy który produkuje nasze społeczeństwo. Z jednej strony wynosząc rodzicielstwo pod niebiosa i odsądzając od czci i wiary ludzi, którzy dzieci nie mają - a z drugiej strony produkując maksymalnie nieprzyjazne dla rodziców oraz dzieci środowisko. No i tym ludziom z dziećmi szajba wali, bo z jednej strony im się mówi, że są solą ziemii i nasieniem narodu, więc oczekują jakiegoś super-specjalnego traktowania. No a post factum zderzają się z rzeczywistością, która ich memła. Takie moje luźne dywagacje niepodróżne.
          • ewa553 koszmarki 22.10.12, 17:50

            byly zawsze i sa dalej. Na szczescie nie wszystkie dzieci sa koszmarkami, ale wiekszosc jest.
            Moglabym sypac przykladami znad Wisly i Renu. Makabra. Co ciekawe, dzieci hiszpanskie sa fajne, potrafia sie nawet w poznych godzinach w restauracji cicho zachowywac (potwierdzasz Bluesie?). A w Portugalii obserwowalam wiele angielskich, wielodzietnych rodzin i bylam zachwycona brakiem wrzaskow i innych takich. Moim najkoszmarniejszym przezyciem byl lot z Portugalii z dzieckiem na siedzeniu za mna....Odchorowalam to.
            • fedorczyk4 Re: koszmarki 22.10.12, 18:52
              O taaak, malo co tak potrafi dac czlowiekowi w dupe jak cudze dzieci. I calkowicie zgadzam sie z analiza Stokroci. Aktualnie w Polsce mamy cos w rodzaju zmartwychwsatania wszechobecnego dzieciora. Rodziny z najbardziej przeciwsztawnych opcji kulturowo politycznych podstawiaja dziecinca dupe pod nos czlowiekowi z wdziekiem i nienachalnoscia od ktorych osobiscie noz mi sie otwiera w kieszeni. W Operze Narodowej na Latajacym Holendrze Wagnera poprosilam o usuniecie rodziny z czworgiem dzieci miedzy szostym miesiacem i szostym rokiem zycia. Sorry ale mamlanie maierzystego cyca pod arie wanerowskie to dla mnie absolutne naddto zwlaszcza ze w tym samym czasie tatus tlumaczyl akcje sceniczna najstarszemu i jednoczesnie poil i karmil srednie. Ja wiem, mam absolutna swiedomosc, ze moje wlasne tez zalazly za skore niejednemu, ale slowo daje, ze staralam sie je maksymalnie tlamsic i kisic prywatnie i w intymnosci lokali wlasnych.
              • maria421 Re: koszmarki 22.10.12, 19:25
                Nie mowcie o dzieciach-koszmarkach tylko o koszmarnych rodzicach ktorzy wlasnych dzieci wychowac nie potrafia a to z lenistwa, a to z nadopiekunczosci, nadgorliwosci (dzieciaki na operze Wagnera!) czy bojazni zeby tylko nie popelnic jakiegos bledu wychowawczego.

                Nigdy nie potrafilam zrozumiec co ma "pozytywny rozwoj dziecka" wspolnego z tym, ze sie dziecku pozwala z butami na kanape wlazic i na tejze skakac.

                Osobiscie zapadl mi jeden przyklad namolnego dzieciaka, w podrozy, a dokladnie w pociagu ICE do ktorego wsiadlam na frankfurckim lotnisku. Dzieciak byl plci meskiej , mial moze 5 lat i podrozowal z rodzicami ktorzy tez wsiedli do ICE na lotnisku, a pochodzili z jakiegos arabskiego kraju. Matka w chustce z oczami wbitymi w podloge, ojciec ciagle glosno gadajacy przez komorke. Chlopak biegal po calym wagonie , az w koncu upatrzyl sobie dwoch pasazerow -policjantow w mundurach i z bronia. Chlopak zaczal sie dobierac do pistoletu policjanta siedzacego przy przejsciu , policjant grzecznie mu na to ze on tej zabawki dostac nie moze, chlopka gada cos po arabsku, nalega , zlosci sie, policjant rozglada sie gdzie sa rodzice dziecka, ale ci zachowuja sie jakby nic sie nie dzialo. Matka pewnie boi sie odezwac, a ojciec nadal gada przez komorke.
                Na szczescie po chyba 10 minutak chlopakowi sie znudzilo molestowac policjanta.
                • blues28 Re: koszmarki 23.10.12, 11:25
                  Ewciu, no, jakby tu rzec, no nie popre Cie :-)), bo jestem zdania ze dzieci grzeczne i niegrzeczne znajduja sie pod kazda szerokoscia geograficzna. Zalezy to indywidualnie od dziecka i wydolnosci wychowawczej jego rodziców. Oraz ogólnego klimatu “wszystkie dzieci sa nasze”.
                  Chociaz hardkorów opisanych przez Fedore tu nie napotkalam, to wcale nie mysle, ze one nie moga sie tu zdarzyc. Wszak to jest kraj bardzo prorodzinny :-)
                  Cos czego tu nie spotkalam to traktowania kobiet w ciazy w kategorii swietosci wielkiej. Ani kas uprzywilejowanych, ani wywieszek na drzwiach “kobiety w ciazy poza kolejnoscia”, ani innych takich rzeczy. Normalne jest ustapienie miejsca, przepuszczenie w kolejce kobiety na tzw ostatnich nogach, ale tak samo i inwalidy i staruszki i kogos – niezaleznie od wieku i kondycji – naprawde zle wygladajacego, z oznakami zlego samopoczucia.
                  Nie zauwazylam tez ciezarnej, szorujacej od razu na poczatek kolejki, która z jakichs tam wzgledów sie ustawila. Onegdaj przeczytalam, oczywiscie w gazecie.pl, oburzenie pewnej pani, która godzinami stala po jakis karnet do filharmonii a tuz przed otwarciem kasy pojawila sie kobieta w zaawansowanej ciazy i od razu ruszyla do przodu celem zakupu bez kolejki. Wrzawa ponoc byla okropna, ale przyszla mama uparla sie, wyegzekwowala pierwszenstwo i karnet nabyla. Mimo, ze ilosc karnetów byla ograniczona i nie starczylo dla wszystkich, nawet dla tych stojacych godzinami.
                  • kielbie_we_lbie_30 Re: koszmarki - moje domniemania... 24.10.12, 00:11
                    Hmmm ...
                    Gdy przyjechalam do Szwecji byl tu koszmar z dzieciakami, wlazily rodzicom na plecy, glowe i nie tylko sraly ale rowniez gowno im na glowach potrafily rozmazac. Widoc dzieciara wrzeszczacego, wyzywajacego rodzicow od glupich czy plujacych na nich bylo widowiskiem codziennym. W sklepach dzieci mogly bawic sie zabawkami z polki, i naokolo tych polek bylo pelne rozsypanych zabawek i pelno rozdartch opakowan.
                    dzisiaj nie ma takich widokow...
                    A moje domysly sa takie. Zakaz cielesnego karania dzieci wszedl w zycie tutaj w 78 roku. Wielu chyba zle pojmowalo wychowanie bez kary a inni nie dawali sobie rady bez prania (dzieciaka) i dlatego dzieciaki robily co chcialy. Teraz nauczyli sie wychowywac dzieci innymi metodami a dzieci sa pogodne, nie bija sie, nie pluja, nie wyzywaja rodzicow...
                    W sklepach zabawki stoja grzecznie na polkach bo dzieci w wiekszych sklepach maja kaciki do zabawy a tych z polek nie wolno im ruszac
                    No ale wiecie, dorosli Szwedzi tez nie wrzeszcza...zachowuja sie bardziej dyskretnie niz nasi kochani rodacy.
                    Siedze sobie w kawiarni na promie i czytam. Przy barku (samoobsluga) stoi w kolejce facet i glosno zbiera zamowienie od swoich wspolpasazerow siedzacych 10 metrow dalej... zamordowalabym chetnie takiego...brrrr
                    ;)
                    • maria421 Re: koszmarki - moje domniemania... 24.10.12, 09:23
                      Oczywiscie ze moda na antyautorytarne wychowanie produkowala dzieci-koszmarki ktorym bylo wszystko wolno , na szczescie ta moda juz minela, czy tez mija, teraz znow sie mowi ze dzieci potrzebuja dokladnie wyznaczonych granic. Z biciem to nie ma nic wspolnego.
    • ewa553 Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko, czyli zal 23.10.12, 11:44
      u nas tez nie ma ekstrasow dla ciezarnych. Ale opisany przez Ciebie przypadek Bluesie jest swietny. Ciezarne uwazaja sie czesto za swiete krowy. Rozumiem gdyby sie wepchnela po bulki czy inne niezbedne do zycia produkty. Ale bilkety na koncert? Powinni ja byli kolejkowicze pogonic.
    • xurek Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko, czyli zal 30.10.12, 16:13
      Podrozowac nie jest bosko, bo mozna na ten przyklad jechac do psiapsiolki z mysla o milusim wypoczynku i ozywczych pogawedkach tudziez eskcytuajcym obgadywaniu wspolnych znajomych przy smakowitym zarelku i przednich trunkach po czym sie z nia poklocic i obrazonym odpelznac spac, by nagle zostac obudzonym strasznym lomotem i wypelzajac z wyra w srodku nocy znalezc nieprzytomna psiapsolke u podnoza schodow z ktorych to spadla w pijanym z powodu klotniowej frustracji widzie.

      I miast snic sny cudowne mozna sie usilowac dodzwonic w obcym kraju do pogotowia rownoczesnie tamujac krwotok z ucha i rozcietego czola a potem tlumaczyc wscieklym ratownikom, ze te na glanc wypolerowane schody bez poreczy tudziez jakiegokolwiek uchwytu to nie wlasne tylko tej nieprzytomnej i ze w tym wypadku oskarzenie o fahrlässige Körperverletzung jest nie na miejscu, szczegolne nad ranem.

      Tudziez miast zlotojesiennych spacerow po Vogelsbergu mozna sie tluc od szpitala 1 do szpitala 2 i na stacji intensywnej opieki lzec ile wlezie ze sie jest rodzina po to tylko, by sie dowiedziec, ze poszly trzy zebra, lopatka, w czaszce jest rysa a w mozgu maly wylew i umierac ze strachu przez niewiadomoilegodzin az nieprzytomna dojdzie do przytomnosci a doktor stwierdzi, ze kryzys minal i jezeli w najblizszym czasie psiapsiolka nie spadnie np. ze szpitalnego lozka, to ma duze szanse na wyjscie z ambarasu bez uszczerbku (procz oczywiscie tej blizny na czole).

      No i mozna tez na ten przyklad w tym obcym domostwie nie znalezc powodu dlaczego ogrzewanie przestalo dzialac ani sposobu, by stan ow zmienic i przezebic sie tak, ze dostapi sie watpliwej przyjemnosci przezycia po raz pierwszy w zyciu zapalenia zatok i pecherza naraz.

      No i miast niezapomnianych wrazen mozna wrocic z urlopu z niezapomnianymi wyrzutami sumienia, ze gyby sie nie bylo wyklocalo i obrazalo i spalo, to moze lot ze schodow nie mialby byl miejsca.

      No ale ja oczywiscie tez i wciaz podroze kocham i uwielbiam i doczekac sie nie moge, az znow gdzies pojade, pod warunkiem, ze nie bedzie to Genewa, bo tam juz bylam cztery razy w ciagu ostatniego miesiaca i obojetnie o ktorej godzinie i ktora klasa bym nie jechala, to zawsze jakis garniturowiec rownie gruby jak ja umosci obok mnie swoj obszerny tylek i bedzie mnie popychal lokciem wstukujac cos do swojego laptopa, ktory na dodatek bedzie mi migal przed oczami i uniemozliwial koncentracje na lekturze.
      • ewa553 Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko, czyli zal 30.10.12, 17:28
        a poza tym co u Ciebie slychac? Zawodowo, jesli wolno spytac, bo mnie tu za szpiega juz ostemplowano....
      • kan_z_oz Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko, czyli zal 31.10.12, 14:37
        Haha - Xurku, ale sie obsmialam czytajac Twoj wpis. Jak to dobrze sobie przypomiec, ze forum moze tez sluzyc do wypisania sie.
        Poza tym - co u Ciebie slychac?

        Moje dywagacje wakacyjne ostanio kraza wokol wyjazdow na narty do Japonii. Ile razy bedac juz w takowej, starajac jakos sie zmiescic w lozko, ktore dla mnie zwykle bywa o jakies pare cm za krotkie, dla chlopa o kilkanascie, zastanawialam sie - co ja tutaj tak wlasciwie robie??
        Ok, narty...ufff
        Lozka tez takowe, nie dosc ze zupelnie nie do naszego rozmiaru dobrane, to o twardosci kamienia. Wszystko jedno, czyby czlek kimnal sobie gdzies na lace, czy na takim lozku. Po paru dniach sie spi ale cene sie placi. Narty i wysilek fizyczny swoje swoje robia jako pugulka nasenna ale kregoslup jakos glupio ma swoje upodobania. Z lozkiem takowym zgadzac sie nie chce. W ramach pol- srodka czlek sie wiec stara i przeprowadza jakies proby cwiczen korygujacych lozko i kregoslup. Rozciaga i naciaga, a kregoslup wciaz nawala.

        Do tego zawsze w cene wakacji jest wkalkolowane prawdopodobienstwo trzesienia ziemi. I to jakos nigdy mnie nie ruszalo, az do czasu zeszlorocznego trzesienia polaczonego ze skazeniem radioatywnym. Man, tak sobie pomyslalam, naprawde? to teraz czlowiekowi radioaktywne wakacje sie ino ostaly?
        W tym roku wiec jakos wizja tych wakacji radioaktywnych mnie zastanowila. Ale, pojechalismy. O ile do dnia dzisiejszego mi nic dodatkowego nie uroslo/odpadlo to kto wie? moze w ramach mojego wlasnego meczenia wakacyjnego w przyszlym roku znowu cykne to samo?
        Radioaktywne wakacje z mozliwoscia przezycia trzesiania oraz dlugotrwalej terapii kregoslupa?

        Kan
    • jutka1 Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko, czyli zal 19.12.12, 20:36
      Siedząc sobie w domu i grzejąc się przy kominku, czyli napawając się zaletami siedzenia w domu, wspominam wczorajszy koszmar (nie)lądowania we Wrocławiu i masakrycznej drogi do domu.
      I w takich sytuacjach stwierdzam kategorycznie, że podróżowanie jest do dupy. :-) Ejment. :-)
      • iwannabesedated Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko, czyli zal 19.12.12, 22:45
        Współczuwam Pytonie Twych perypytonii. Dotrzeć jednak do dom, zawsze jest bosko :)))
        • jutka1 Re: Dlaczego podróżować NIE jest bosko, czyli zal 20.12.12, 08:35
          "Perypytonije" - bezcenne! Stealin' :-)))))))))
          I, fakt, fajnie jest być w domu. :-)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja