jutka1 Re: Dzisiejsze wpisy 30.03.13, 14:54 Tutaj też nie lubią, jak się od nich odchodzi, ale np. przeniesienie komórki (razem z dotychczasowym numerem) do innego operatora załatwia ten nowy operator. A że resztę to wszystko na piśmie, listem poleconym z potwierdzeniem odbioru, w czasie określonym przez umowę - to insza inszość, i też mnie to wkur... Ja dzisiaj też myślę myśli. Przede wszystkim cieszę się, że mnie wreszcie zdiagnozowali na te przeguby: syndrom de Quervaina. Hmmm. Dobrze, że wiadomo co to, to przynajmniej wiadomo, co z tym zrobić. Choć długa droga przede mną, zanim doprowadzimy przeguby do stanu 100% sprawności. :-/ Odpowiedz Link
ewa553 Re: Dzisiejsze wpisy 30.03.13, 17:07 przeczytalam wszystko o Twojej chorobie na guglu, zamiast Cie wypytywac. Oczekuje pochwaly:)))) Wiec to co Ty masz to jest to samo, co ja mialam w prawym barku. I tez mi leczono konserwatywnie i dopiero jak to nie pomoglo, to ruck-zuck zabieg w ktorym poszerzono kanal w ktorym znajduje sie nerw. I jest super. Miejmy nadzieje, ze u Ciebie wystarczy leczenie bezoperacyjne. Pisza, ze prognoza jest bardzo dobra. Ubawilo mnie to, ze choroba ta zanim nazwano ja imieniem szwajcarskiego lekarza, byla zwana choroba praczek:))) Brzmi smiesznie, ale wyobrazam sobie ze wieczne pranie rencoma (zam) moze doprowadzic do przeciazenia i stalych stanow zapalnych. A wiec Jutus, zamiast nadetej nazwy choroby mozesz uzywac "choroby praczek":))) Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: Dzisiejsze wpisy 30.03.13, 17:13 Nooo, Ewa... jestem pod wrażeniem. Guglujesz jak.... stara :) HAHAHA. Ja też zguglowałam chorobę Pytona i tam napisali, że najlepiej chlast i już. Jak wrzoda. Nie pierdolić się. Prowadzi do natychmiastowego wyzdrowienia. Odpowiedz Link
ewa553 Re: Dzisiejsze wpisy 30.03.13, 17:48 a co sie bede opierdalac (cytat), Dorotko:))) Oczywiscie o operacji decyduje lekarz, ale jak ja sobie przypomne jak miesiacami nawet stanika nie moglam zapiac, takie bole znosilam ze hej i stale chodzilam na zabiegi, zastrzyki, lykalam tabletki i dopiero na moje szczescie dostalam sie w rece innego ortopedy, ktory zarzadzil natychmiastowa rzez. I mam spokoj. Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: Dzisiejsze wpisy 30.03.13, 18:00 No otóż w tym artykule, co zamieściłam, właśnie o tym piszą! Pyton powinien iść do lekarza żądając natychmiastowego zabiegu, posiłkując się naszą (moją i Twoją) poradą :))) Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Dzisiejsze wpisy 30.03.13, 18:28 A w artykule ktory ja czytalam pisza ze najpierw robi sie infiltracje kortikoidow i ze przewaznie to pomaga po pierwszym gora, drugim razie :-) Moze wszystko zalezy w jakim jezyku szuka wujcio Googel. W kazdym razie ciesze sie Jutek, ze juz wiadomo co Ci jest i jak Cie leczyc. Odpowiedz Link
ewa553 Re: Dzisiejsze wpisy 30.03.13, 18:33 opowiedz Fedoro ile godzin byczylas sie dzis na sloncu i co pysznego jadlas? Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: Dzisiejsze wpisy 30.03.13, 18:38 Ale ja nie piszę o artykule o chorobie, tylko o tym poniżej, że pacjenci się samodiagnozują i agresują lekarzy :) To żart był na litość boską! Odpowiedz Link
jutka1 Re: Dzisiejsze wpisy 30.03.13, 20:15 No to Fedo zguglowała to, co ja. :-) Że najpierw kortykoidy wstrzyknąć, a operacja w ostateczności. No to we wtorek najpierw lekarza opierdolę (pardon ;-) ), że mi wcześniej odmówił skierowania na USG ( a prosiłam już na pierwszej wizycie!!!), a potem zażądam: 1) hiper przeciwbólowych najchętniej z morfiny ;-))) do wzięcia na mój urlop w ciepłych krajach; 2) skierowania na zastrzyki z kortyzonu, na które udam się natentychmiast po powrocie z urlopu (a zapiszę się przed wyjazdem). Co do choroby praczek ;-), to ta choroba też jest nazywana syndromem młodych matek. :-))) Ze względu na moją obsesyjną niechęć do dzieci wszelkiego rodzaju :-)))) - wybieram praczki. :-D Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: Dzisiejsze wpisy 30.03.13, 20:44 Tia, od ukręcania głów bachorom, ehem, znaczy od wykręcania pieluch. Moja Mama to miała. Od pieluch... HAHAHA! Biedny Pyton, chorobę żeśmy mu tu rozwółczyli na kiju po całym forumie. Zero prywatności, dyskrecji... nic. Szacunku żadnego. Bierze każdy i gugluje, jak swoje. Wymądrza się. Dyryguje. Okropność! Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Dzisiejsze wpisy 30.03.13, 21:06 Nooo, to prawda, zmemlalysmuy Jutce nadgarstki;-) Ewa jadlam salate bez sosu pojutrze szykuja sie szalenstwa a nie ma mowy zebym odzyskala choc gram z pietnastu straconych kilogramow;-) Co do byczenia sie na sloncu to: po raz pierwszy w zyciu samochod padl mi w szczerym polu w drodze do sklepu. Oczywiscie okazalo sie , ze nie bylo benzyny. Nie moje autko, prymitywne niezwykle, nic czerwono sie nie palilo. Pulsuje jakies takie maciupenkie dla slepego (jak ja) niewidoczne. I rozkraczylam sie na zakrecie z ktorego musialam sie zepchnac pod grozba zrobienia mi z bagaznika garazu. Swietnie mi to pchanie zrobilo na miejsce po pecherzyku zolciowym :-( teraz mnie qva boli. Do tego ok 4 km. do stacji benzynowej i 4 na abarot z kanistrem pod pacha. Tez mi dobrze zrobilo. Po czym finis coronat opus. Jak juz dotarlam do sklepu, zakupilam i wyszlam, lunelo jak z cebra i zanim dotarlam do samochodu przemokly mi nawet mysli ;-) W sumie jesli mam byc szczera to caloksztal serdecznie mnie rozbawil. Niemniej jak dotarlam do domu to nie odwazylam sie juz dzisiaj na wycieczki, strzezonego ..... Odpowiedz Link
jutka1 Re: Dzisiejsze wpisy 30.03.13, 21:15 Oj tam oj tam, memłajta i włóczta na zdrowie. Po to diagnozę zapodałam, żebyśta się pobawiły. :-))) Basieńko, gratuluję i doceniam! :-))) Fedo, przepraszam, że się obśmiałam. Pardon, prdon, pardon... :-) Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Dzisiejsze wpisy 30.03.13, 21:42 Nosztosz przeca napisalam, ze sama sie z siebie obsmialam, to co innym bede zabraniala? Musi takie jak ja glownie po to zyje. Zeby sie brechtac i innym dostarczac po temu okazji :-) I wcale mnie to nie uraza, ani nie obraza, a nawet wprost przeciwnie :-) Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: O pierdułach -- Odc. 214 :-))) 30.03.13, 14:58 Kurwa! CYBERIADA! Walki robotów! Po 20 minutach bycia przerzucaną przez automat, gdzie w międzyczasie odsłuchałam 10 reklam (koszt połączenia dla mnie to 2 złote minuta), w końcu i tak mi powiedział - człowiek, że muszę do punktu iść. Po co? Bo moja karta kredytowa nie jest akceptowana przez system. Znowu casus oliwek, gdzie aby doznać tego niebiańskiego przywileju ZAPŁACENIA rachunku, ja zostałam zmuszona do przeskakiwania przez płonące obręcze, jak ten pudel w cyrku. No i jeszcze za to beknę, jakieś circa 40 zeta... Za ODSŁUCHANIE reklam.... Gawd... Bosze... To chyba tylko na chichot złośliwy zasługuje. No bo qva, to tak jakby na własne nasze życzenie takie coś, nikt w końcu nie zmusza... Ja PIERDOLĘ. Odpowiedz Link
ewa553 Re: O pierdułach -- Odc. 214 :-))) 30.03.13, 15:34 rozumiem Twoje wkurwienie. Wysluchanie reklam to tylko jedna z przyjemnosci. Ja uwielbiam wprost takie numery pod ktorymi odzywa sie automat i prosi cie zebys przycisnela odpowiedni numerek w zaleznosci od tego co chcesz. wtedy odzywa sie nastepny automacik i wylicza znowu mozliwosci do przycisniecia. i tak potrafia do czterech razy nekac czlowieka tym wyliczaniem. u nas byla taka reklama-krytyka, gdzie pan na targu jak automat mowi do klientki: dziendobry. dziekuje ze pani do mojego stoiska podeszla. czy zyczy pani sobie dwa banany i jedno jablko? klientka mowi: jedna pomarancze. a pan automat na to, dziekuje, pani zyczy sobie dwie cebule i jednego kartofla. i pokazana jest mina oglupialej klientki. to bylo bardzo zabawne, ale tylko dla kogos, kto nie byl nekany przez pieprzone automaty telefoniczne. Co do wypowiedzenia tel. to z nieznanych mi przyczyn moj staly tel.i internet zostal wypowiedziany przez nowego, ale komore musialam sama. wlasnie poleconym, za potwierdzeniem odbioru. I na to dostalam to pieprzone potwierdzenie sms.em. Q.... PS Mowilyscie z Jutka Dorotko, ze "ja pierdole" juz sie nie mowi! Ja Ci tylko pzypominam, ze nie jestes na topie. Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: O pierdułach -- Odc. 214 :-))) 30.03.13, 16:41 No Pyton, ale przynajmniej brzmi imponująco... No, no... Nie byle co. Apropos chorób i doktorów, to przeczytałam artykuł ten, o: Lekarze boją się pacjentów ... kto chce niech przeczyta, ale chodzi o to, że rodziny pacjentów lekarzy nagrywają, robią im zdjęcia, potem sprawdzają w internecie, dopytują o leki, diagnozy, a pacjenci (horrendum) przychodzą z autodiagnozami na smartfonach i odpowiadać na pytania lekarzy nie chcą! No bieeedni.... HAHAHA! Trochę rozumiem żal medyków strąconych nagle z piedestałów, no ale na litość boską! Przecież tutaj chodzi o zdrowie i życie tych ludzi, czemu to jest dziwne, że się tak angażują? Biorąc pod uwagę karygodne zaniedbania, niedouctwo, złą wolę, arogancję, i olewanie pacjentów przez całokształt systemu służby zdrowia i wielu jej przestawicieli, to chyba przejaw rozsądku jest jedynie. Szkoda, że przy okazji cierpią na tym dobrzy i rzetelni medycy, ale przecież tak jest zawsze. Za błędy większości odpowiadają wszyscy, niestety. Jest to także wina samych lekarzy, gdzie obowiązuje od lat zmowa milczenia i chronienie nieudaczników w ramach opacznie rozumianej solidarności zawodowej. A wkurw, nie, tak sobie tutaj się wywnętrzam. Na końcu porozmawiałam sobie miło z panem, co mnie pochwalił, że od tak dawna jestem klientką i rachunki płacę, a ja przyznałam, że tak, NIECHĘTNIE, ale to robię. Na to pan mi mówi, "ależ proszę Panią, a kto w dzisiejszych czasach to robi chętnie???" Odpowiedz Link
xurek Re: O pierdułach -- Odc. 214 :-))) 30.03.13, 23:51 ciuchy i zarcie do jutrzejszego kosciola przygotowane, stol nakryty, jagnie na jutrzejsza kolacje zamarynowane, dekoracje ukonczone, dziecko spi, maz w wychodach, wlos w papilotach, pizamka rozowa i puszyste skarpety wdziane, drink czeka na stoliku przedtelewizornym, w telewizorze horrory jakies straszne. Krotko mowiac: sielanka na calego. Czego i Wam wielkanocno zycze. Zara wypije za Blusowe zdrowie, Jutkowe przeguby, Fedorczykowe straty wagi, Stokrotne powodzenie w walkach biuroktratycznych wszelkich, natyczmiastowe zakonczenie zimy i pogodna Wielkanoc dla calego foruma i nie tylko. no do dobranoc :) Odpowiedz Link
blues28 Niedziela Wielkanocna 31.03.13, 14:26 Wesolych Swiat!! Spóznione ale serdeczne. A wlasciwie to tutaj te swieta sa tak inne niz w Polsce, nie ma nawet zwyczaju skladania sobie zyczen (na Boze Narodzenie ten zwyczaj jest mocno zakorzeniony). Atmosfera jest luzna i wyjazdowa, nieswiateczna, sklepy otwarte we wszystkie dni, rodzinnych zebran przy stole tez sie nie celebruje. Nie ma nawet specjalnych potraw wielkanocnych. Za to sa procesje. Semana Santa to procesje wieksze i mniejsze, slynniejsze i mniej slynne. I tlumy turystów obserwujacych te obrzedy. A procesje nie sa typowym przemarszem wiernych, tylko wielkim przedsiewzieciem ze specjalnie dobrananymi cofradías, z cala inscenizacja i rozmachem teatralnym i defiladowym. Jak ktos zyczy, podrzucam jedna z wielu procesji z tegorocznej Semana Santa w Maladze. Video slabej jakosci ale wiernie oddaje ducha Semana Santa w Hiszpanii. multimedia.laopiniondemalaga.es/videos/semana-santa/20130328/legion-entona-novio-muerte-calle-granada-194293.shtml Ja wlasnie wrócilam z mojej Semana Santa w pobliskich górach. Poniewaz jutro juz dzien roboczy jest, po poludniu na drogach i autostradach beda korki i dantejskie sceny. A tak w równe 40 minut pokonalismy trase Guadarrama – Madrid. A Madryt jeszcze pustawy i senny, na razie w promieniach slonca, ale po poludniu ma sie otworzyc niebo i lunac. Spedzilismy cztery urocze dni walesajac sie po górskich pueblos, które sa malownicze bardzo, zahaczajac o Mercado Artesanal (czyli rynek chalupnictwa) i uczestniczac w Feria de Tapas, która ta feria objete byly wszystkie okoliczne bary i restauracje i kazdy przescigal sie w pomyslowosci i smakowitosci tapas. Pogoda byla mocno w kratke, sporo padalo (deszczu mamy juz po kokarde a konca nie widac!!), ale juz nie jest zimno i zielen zaczyna pojawiac sie nawet wyzej. Na wycieczki po wyzszych szlakach nie wybralismy sie, bo wczesniejsze ogromne opady sniegu i obecne lagodne temperatury skutkuja lawinami nawet na przetartych szlakach. Tutejszy GOPR ma pelne rece roboty, bo mimo ostrzezen ludzie ida w góry Xurkowi serdeczne dzieki za zyczenia zdrowia (przyda sie bardzo!), Jutce zycze jak najszybszego wyleczenia sciegien, Fedo relaksu na chrancuskim lonie, a wszystkich pozdrawiam i zdrowia i pogody zycze :-) Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: Niedziela Wielkanocna 31.03.13, 15:56 Czas letni! Hahahaha! Za oknem od rana zamieć śnieżna! Jest to coś nieprawdopodobnego po prostu, takie ogromne płaty są miotane wiatrem... Dobrze siedzieć w cieple w domu, słuchać muzyki i się lenić. Cicho jak zasiał, psy (w liczbie jeden) się uśpiły i nic nie klaszcze pod borem....hahahaha! Odpowiedz Link
jutka1 Re: Niedziela Wielkanocna 31.03.13, 19:13 Niesamowite! Strasznie mi Was szkoda. I bocianów mi szkoda - zawróciły na południe jak zobaczyły te śniegi. :-((( Tutaj chłodno, ale grzechem byłoby narzekać: nie ma śniegu, 7 stopni na plusie, OK - w nocy jest zero albo poniżej, ale to pikuś w porównaniu z Polską. Byczę się dzisiaj. Należy mi się. :-))) Odpowiedz Link
xurek Re: Niedziela Wielkanocna 31.03.13, 22:20 byl to przemily dzien. Pojechalismy do ewentualnego nowego kosciola meza, prawie godzina w jedna strone, ale warto bylo. Ja niebardzo wierzaca jestem, ale atmosfere afrykanskiego kosciola z prawdziwego zdarzenia bardzo lubie. Kosciol tak sie wydluzyl, ze plany jagniece musialy byc zrewidowane i zastapione szybsza kolacja kurczakowa, ktora to juz sie byla zakonczyla. Jako iz jutro zamierzam sie wyspac a goscie zaproszeni juz na dwunasta dalismy sobie wewnetrznego kopa, posrzprzatali a ja przygotowalam stol wielkanocny numer dwa. Teraz sie zastanawiam, czy to jagnie z piekarnika nada sie na brunch zamiast kurczaka :). Zaplanowanego mam wedzonego lososia, salatke z krewetek z palmitos, guacamole, marynowane cukinie i balkazany, polmisek serow, gotowana szynke, paste jajeczna no i mial byc ten kurczak, ktorejgo juz nie ma :). To jagnie nadziane czosnkiem i sliwkami i upieczone w piekarniku jakos mi sie kloci, ale gdzies w ten swiateczny program musze je wcisnac :). Ide zrobic sobie i mezowi drinka, przy ktorym to zastanowimy sie nad partycypacja jagniecia na brunchowym stole, ktory wyglada tak: [/i] Odpowiedz Link
jutka1 Re: Niedziela Wielkanocna 01.04.13, 01:09 Ale Ci włosy urosły! :-) Stół zacny, a jagnięcina jak najbardziej pasuje do menu. Tutaj udziec jagnięcy jest tradycyjną wielkanocna potrawą. :-) Tylko może nazwij ten posiłek lunchem, nie brunchem, i z głowy. :-) Bawcie się dobrze, i ukłony dla S. seniora. :-) Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Niedziela Wielkanocna 01.04.13, 08:15 Wedlug niektorych jagnie jest dobre na kazda okazje i do wszystkiego. Moj maz jadlby je naWielkanoc, Wniebowstapienie, Zielone Swiatki, 11Listopada oraz kazdego innego dnia. W kazdym mozliwym zestawie nawet z dzemem truskawkowym :-) Fakt, ze plereze masz juz prawie gotowa do numeru Lady Godivy :-) ja przygotowalam wczoraj jajka faszerowane i kawior baklazanowy, owoce morza maja przyjechac, a rostbeef dla sercowca z zakazem jedzenia zyjatek morskich juz czeka w piekarniku. --- - Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot. Wino jest dla ludzi dobrych, woda dla złych, potop jest najlepszym na to dowodem. Ja jestem dobrym człowiekiem! Odpowiedz Link
jutka1 Re: Niedziela Wielkanocna 01.04.13, 11:02 Fedo, zaintrygowałaś mnie: co mają owoce morza do problemów sercowych, pierwsze słyszę? I że rostbeef jest zdrowszy? Hmmm? :-) Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Niedziela Wielkanocna 01.04.13, 11:49 Slone sa :-) Tez sie zdziwilam ale bratanek tesciowej tak twierdzi a to jego zawal a nie moj ;-) Rostbeef bedzie pieczony bez tluszczu i soli wiec wedlug niego to samo zdrowie:-) Jakby Ci powiedziec, uparty jest jak mul i nie mam zamiaru sie z nim kopac. I tak mam problem zeby go nie znielubic i zachowac poprawne stosunki bo jest mysliwym i aficionado corridy. Do tego lubuje sie w zartach z dzikiej poleczki. Typu: a to u was znaja..... mikrofalowki? O to u was jest opera i co tam robicie hodujecia krowy? Nie jest kompletnym "con" i bywa bardzo zabawny, bo jest mimo wszystko wybitnie inteligentny, ale potrafi doprowadzic mnie na skraj mordu na lordzie. No ale przywozi owoce morza prosto z basenu Arcachon, wiec dzisiaj mu jeszcze raz odpuszcze ;-) Tka ze mnie altruistka Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: Niedziela Wielkanocna 01.04.13, 15:39 No no, imponujący stół oraz autorka. Na jagniach się nie znam, więc nie będę zabierać głosu. Natomiast czytałam, że krewetki (ale pewnie też dotyczy innych nie-ryb) są superniezdrowe, mają mnóstwo cholesterolu, kalorii i na dodatek są ciężko-strawne. Zważywszy, że to samo pisali przez dziesięciolecia o jajkach, które teraz się okazują być cudownym pacaneum, to pewnie tak samo prawdy objawione o krewetkach można między bajki a papier toaletowy włożyć. Natomiast co do upierdliwego krewnego, to ludziom inteligentnym i z poczuciem humoru ja osobiście jestem w stanie bardzo wiele wybaczyć. Można wyrazić też subtelny podziw, że a) wie że jest coś takiego jak Polska, b) ilość wiedzy o Polsce i Polakach jak widać wzrasta, od czasów sławnego cytatu z podręcznika francuskiego ( "un pays marecageux, ou habitent les Juifs" ) - lecz ilość ta niestety nijak się ma do poprawności. I lepiej o czymś wiedzieć, mało, albo zgoła nic, aniżeli epatować tabunami głupot, a jeśli się już te tabuny głupot posiada, to lepiej już je pominąć milczeniem przy eleganckim obiedzie, bo jeśli już się ma taką potrzebę aby powietrze spsuć, to lepiej w takim razie pierdnąć do czego są wszyscy przyzwyczajeni, bo pies pierdzi non stop. Trzeba tylko ostrzec, że się będzie pierdziało to wszyscy zatkają nos, albo gazmaski włożą :) Po co zraz mordować człeka przy stole, skoro można z niego korzyść jakąś odnieść pt. dostarczanie owoców morza, których sam nie może jeść. Dzwoniła do mnie przed chwilą kumpela, co to mnię lubością epatuje posiadaniem licznej rodziny pochodzenia (czyli rodziciele i przydatki, wuje, ciotki), raportując jakiś odbyty wczoraj horror przy stole a potem makabryczny powrót na przejedzeniu jajami i pieczoną wieprzowiną z kapustą, w gigantycznym korku i opadach śniegu. Na dodatek rodzina ją na zmianę ignorowała lub jej dogryzała. Złośliwa z pewnością jestem, ale ja wczoraj sama ze sobą miałam dzień rozkoszny, i się poczułam wdzięczna za to że mam tak jak mam a nie tak jak ona ma. Odpowiedz Link
jutka1 Poniedziałek wielkanocny 01.04.13, 16:35 Z tymi krewetkami to zaiste. Natomiast owoce morza to też inne gady, co do których nie ma takich wątów. Ostrygi - mega zdrowe. Inne mule - też. Nie wiem, czy z tą solą to prawda, czy miejska legenda. No ale jeśli osobnik tak twierdzi i w to wierzy, to proszę bardzo. :-))) Moja niedziela wielkanocna też była moszcząca się i boska, tak zresztą jak i dzień dzisiejszy. Żadnych zobowiązań, żadnych potencjalnych kłótni przy stole, zero stresu, nawet słońce świeci. O !!! :-D Odpowiedz Link
ewa553 Re: Poniedziałek wielkanocny 01.04.13, 17:47 od wielu dni mam problemy z meldowaniem sie tutaj. Czytac moge, ale jak tylko chce cos dopisac, ergo, melduje sie, to sie internet zawiesza i musze wszystko odmeldowywac itd. Ki diabel? Dzis byl u nas przepiekny dzien. Slonce full, tylko zimny wiatr. Wlasciwie mialysmy zamiar z Edda isc na walking celem poprawienia sobie kon´dycji, ale wstapilysmy na chwile do ogrodu i tam zawislysmy na kilka godzin. Najpierw przez 2,5 (!) godziny cielysmy drzewo, czyli galezie pozostale po jesiennym przycinaniu drzew. Grubsze kawalki E. zabiera zawsze do kominka, cienkie tniemy na mniejsze. latwiejsze do transportu. Wywoze je na wysypisko zieleni. To jest firma. ktora to wszystko przemiela i kompostuje. Po tej pracy wyciagnelysmy lezaki, a jakze, wymoscilysmy materacykami i byczylysmy sie przez godzine na sloncu. Bylo po prostu bosko! Ani jednej chmurki na horyzoncie, ukryte z boku domku nie bylysmy przez wiatr nekane, wiec bylo prawie tak pieknie, jak u poniektorych w pld.Francji:)))) Tylko owocow morza nikt nie serwowal. Za to na moich laczkach kwitna fiolki i stokrotki, w ilosciach wielkich! Po powrocie do domu stwierdzilam, ze najmlodsza kuleje na jedna lapke i jeczy. Ani chybi Charly napastowal ja brutalnie podczas mojej nieobecnosci. Zawsze sie cos takiego dzieje, jak nie mam czasu: jutro cale przedpoludnie mam terminowe sprawy, a po poludniu zebranie. Moze uda mi sie lekarza tel.przekonac, zeby nas przyjal w poludnie? Nie moge patrzec, jak to moje malenstwo cierpi.... Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: Poniedziałek wielkanocny 01.04.13, 17:56 ... jeden z Twoich kotów usiłował wyrwać nogę z dupy drugiemu w trakcie Twojej nieobecności??? Ależ to POTWORNE! A Ty nam jakieś sielanki nam roztaczasz o wspólnym leżeniu na kanapie... Bosz... Odpowiedz Link
jutka1 Re: Poniedziałek wielkanocny 01.04.13, 17:57 Ewciu, spróbuj pozbyć się ciastek (cookies). Zadzwoń do Twojego kolegi od kompa, i w 15 sekund Ci powie, co masz zrobić w tym celu. :-) Odpowiedz Link
ewa553 Re: Poniedziałek wielkanocny 01.04.13, 18:01 nie uwierzaysz Jutka, ale ciasteczka to ja od lat sama "pozeram":))))) Pare dni temu przeprowadziulam akcje czyszczenia compa (mam trzy propgramy zainstalowane), ale chyba powtorze to znowu. Gdzie podczas wedrowek po internecie moglo sie faktycznie os zalapac... Odpowiedz Link
xurek Re: Poniedziałek wielkanocny 01.04.13, 18:14 no to koniec zabawy :). Brunch pozarty, jagnie wyszlo calkiem ok i nikt sie na niego nie skarzyl, krewetki wg. mojej pani od TCM nie maja ani tluszczu ani nic niezdrowego, wrecz przeciwnie, sia czescia mojej diety, ale moze najnowsze prawdy do Chin jeszcze nie do darly? Po brunchu ucielismy sobie godzinna drzemke, ktora nasze dziecko wykorzystalo do wydania party na tarasie. Teraz siedzi tam tabun dzieci, opycha sie wieklanocnymi slodyczami i wrzeszczy wnieboglosy. Na stole i w kuchni pobojowisko, ale maz obiecal, ze posprzata, wiec zasiadlam z herbatka przed compem, dziele sie wrazeniami i wezme zaraz do roboty. Jutro skoro swit nastepny termin w sprawie poszukiwania domu, moze tym razem nam wypali. Byloby fajnie. A propos wlosow: w czwartek mam superwazna zawodowa gale z "dresscodem" i zastanawialam sie, czy nie skoczyc do fryzjera i nie skorcic nieco. Ale kosztowaloby mnie to dotatkowy czas, ktorego nie mam, poza tym za dwa tygodnie jedziemy do Polski, wiec moze lepiej jakos udrapuje, upnie i bedzie. Odpowiedz Link
jutka1 Re: Poniedziałek wielkanocny 01.04.13, 18:18 Coś przegapiłam z tym poszukiwaniem domu? Cogdziejak? Odpowiedz Link
xurek Re: Poniedziałek wielkanocny 01.04.13, 18:33 nie przegapilas, bo nie pisalam, a poszukujemy perpetuum mobile, i dlatego idzie nam jak krew z nosa :). Ma to byc wielki dom z dusza do odnowienia, miec wystaraczajco miejsca na nasze mieszkanie, pracownie i galerie dla S, biuro dla mnie i naljepiej jeszcze jedno mieszkanie do wynajecia, coby pokrywalo biezace koszty. No i kosztowac ma oczywiscie grosze :). No i ma byc w jednym konkretnym miejscu w Szwajcarii + max. 8 km. Najnowsze podejscie to to: Odpowiedz Link
jutka1 Re: Poniedziałek wielkanocny 01.04.13, 18:40 Aaaaaaa... no to trzymam kciuki! :-))) Odpowiedz Link
xurek Re: Poniedziałek wielkanocny 01.04.13, 19:01 a co myslisz (albo jaki masz feeling) na temat tej chalupy? Odpowiedz Link
jutka1 Re: Poniedziałek wielkanocny 01.04.13, 19:36 To jest ta sama chałupa na obu zdjęciach? Bo nijak na drugim nie kojarzę chałupy z pierwszego? I czy na pierwszym to niskie z lewej to sąsiedzi? Czy część tej chałupy typu pomieszczenia gospodarcze? Odpowiedz Link
xurek Re: Poniedziałek wielkanocny 01.04.13, 20:00 tota sama chalupa. Raz z przodu (ale tej niskiej czesci z lewej strony brakuje, jest tylko kawalek), raz z tylu w calosci. Ta niska czesc (na pierwszym kawalek z lewej, na drugim prawa strona) to byl kiedys rzeznik. Obecny wlasciciel probowal to przerobic na.... trudno okreslic co, bo wszedzie cos zaczal a nigdzie nic nie skonczyl, w naszej koncepcji to ma byc pracownia, galeria i moje biuro w jednem :). Sasiad zaczyna sie na pierwszym zdjeciu z prawej, tam gdzie konczy sie zdjecie i chlewik a zaczyna sasiad :). Odpowiedz Link
jutka1 Re: Poniedziałek wielkanocny 01.04.13, 20:12 Aha. Już widzę. :-) Czyli chałupa to są dwie chałupy. :-) Ogród jest jakiś? Odpowiedz Link
xurek Re: Poniedziałek wielkanocny 01.04.13, 20:32 tak, chalupa to chalupa mala (rzeznik) i chalupa duza (dom i stodola i chlew). Ogrod jest, ale maly, z jakies 300 m2, za ta rzeznia, za domem jest tylko drozka i inny sasiad. Brak ogrodu (wiekszego) przeszkadza nam w sumie malo, bo planujemy spedzac lata nad polskim morzem, wiec ogrod bylby tylko balastem. No i jaki feeling? Dobry czy zly? Odpowiedz Link
ewa553 Re: Poniedziałek wielkanocny 01.04.13, 20:36 moj ogrod ma 320qm i jest w nim dostatecznie duzo roboty, wiec sobie nie mysl, ze sie nie narobisz:))) Odpowiedz Link
jutka1 Re: Poniedziałek wielkanocny 01.04.13, 20:42 W sumie z tych 2 zdjęć to nie mam feelingu. :-))) Ani fte ani wefte. :-) Tylko tych sąsiadów jakoś strasznie blisko byście mieli? Czy to w Szwajcu czy w Waszym kantonie normalne? Odpowiedz Link
xurek Re: Poniedziałek wielkanocny 01.04.13, 22:36 w tym domu nic nie jest normalne, lacznie z odlegloscia do sasiada :). To musialo byc kiedys duze gospodarstwo, ktore wlasciciel podzielil chyba na maksymalna ilosc mniejszych jednostek by uzyskac przy sprzedazy jak najwiekszy zysk. Cala ta miejscowosc sklada sie z podobnych ulkadow, wiele z nich odnowionych w bardzo niekonwencjonalny sposob, niektore bardzo mi sie podobaja, niektore sa przedziwaczne. Plusem tego rozwoju jest, ze autochtonow w miejsowosci juz prawie niet, za to wielu takich "alternatywnych" jak my. Sasiad blisko, ale blisko jest relatywne, w porownaniu do sasiada ktorego mam teraz po przeciwnej stronie klatki schodowej ten nowy bylby co najmniej trzy razy dalej :). Poza tym na pierwszy rzut oka fajni ludzie: on z zawodu stolarz, pracuje na miejscowej poczcie, ktorej jest kierownikiem, w stodole trzyma 30-letniego campera, ktorego odnawia, najwieksza duma jest piec do wypalania ceramiki, bo tym para sie w czasie wolnym, S. przypadl mu chyba bardzo do gustu. Ona nie pracuje, ma "hobby-fryzjerstwo" w domu, dwojke dzieci mnw. w wieku Pirahnii, bardzo otwarta i przystepna. Wydaje mi sie, ze mozna gorzej trafic. Ale zobaczymy, co sie jutro okaze :). Robota zakonczona, miesiac tez, wiec idem teraz pisac rachunki. Ta czesc roboty podoba mi sie najbardziej :). Jeszcze nigdy w niczym nie mialam takiego porzadku jak w rachunkach, ktore KTOS ma MNIE do zaplacenia :) Odpowiedz Link
jutka1 Re: Poniedziałek wielkanocny 02.04.13, 00:30 Trzymam kciuki więc. Coby wszystko poszło tak, żeby było dla Was dobrze. :-))) Odpowiedz Link
xurek Re: Poniedziałek wielkanocny 02.04.13, 15:16 Bylismy w chalupie i wyszlismy zupelnie skolowani. Chalupa jest zarowno znacznie wieksza niz nam sie wydawalo jak i w znacznie gorszym stanie. Mozna by ja tak odpicowac, ze stalaby sie cudenkiem z kominkami, starymi belami potrzymujacymi sufit, oknami z polmetrowymi parapetami, przeszklonymi tarasami itp itd. Gdybysmy mieli wiecej kasy niz mamy, chalupa bylaby idealnym miejscem, bo mozna w niej zrobic trzy mieszkania, super galerie i biuro dla mnie. Majac jednak tyle kasy ile mamy, ryzyko, ze nie uda sie tego zrealizowac jest powazne. Z drugiej strony argument meza, ze przeciez nie musimy odnowic wszystkiego i czesc chalupy moze zostac taka, jaka jest, Pirahna moze sie na niej wyzyc jak bedzie dorosly, tez nie jest pozbawiony racji. Ta mala chalupa z tylu byla kiedys rzeznikiem, ma powierzchnie ok 160 m2, dwa duze tarasy plus z tylu ogrod – moglaby sie stac naszym mieszkaniem. W chalupie duzej mozna by zrobic dwa mieszkania plus pracownie i galerie da meza, pomieszczenie laczace obie chalupy mogloby byc moim biurem. Chalupa z cala pewnoscia miala kiedys dusze, ale jej obecny wlasciciel zadusil dusze wykladzinami dywanowymi, warstwami farby na starym drewnie, oknami pasujaycymi do chalupy jak suknia balowa do obory itd. Mysle jednak, ze dusze daloby sie odgrzebac spod tej rupieciarni i reanimowac. Stan na dzisiaj jest taki, ze maz kupilby od razu a ja mam powazne obiekcje. No i cena zbyt wysoka, podalismy maklerowi nasz limit, jezeli wlasciciel sie na niego zgodzi bede miala powazny dylemat :). Odpowiedz Link
jutka1 Re: Poniedziałek wielkanocny 02.04.13, 23:29 Xurku, powiem Ci jedną rzecz z własnego doświadczenia z remontem starej chałupy: koszty remontu, podane szacunkowo przez inspektora/inżyniera budowlanego, przemnóż przez 2 co najmniej. U mnie wyszło 2.5-3 razy tyle, ile początkowo szacowali, i doświadczenia innych osób to potwierdzają. Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: Poniedziałek wielkanocny 01.04.13, 19:00 Tak, te sielanki... Ja pamiętam mój szok kiedy nowa rybka dokupiona do rybek które hodowałam w takim ogromnym słoju - no więc ta nowa rybka odgryzła moim rybkom GŁOWY! Tak to ze zwierzątkami jest... Wiecie co, wczoraj na spacerze w nocy zaobserwowałam zdumiewający fenomen. Otóż ponieważ był świeży, dopiero co spadnięty śnieg, to jakiś człowiek na maskach kolejnych zaparkowanych samochodów pozostawił odcisk swojej twarzy! Zdumiewająco to wyglądało, bo odcisk był bardzo dokładny! Ciekawe, czy po takim odcisku by gębę rozpoznał? I co kierowało tą osobą? Włosy zostawić, dobrze Ci w takim artystycznym nieładzie, Xurze, a w na potrzeby dreskodzie - upiąć zawsze można. Odpowiedz Link
ewa553 czas leci jak szalony, 01.04.13, 20:03 przekonalam sie o tym po sugestii Jutki, zeby ciasteczka wywalic. przeszlam przez wszystkie oczyszczajace programy i okazalo sie ze ostatni raz robilam to...22,lutego, a nie "dopiero co". No i chyba teraz wszystko jest OK, za co Ci Jutencjo dziekuje. Tak, Dorotko, zwierzeta sa czasami straszne. Ja mam tego maluszka juz chyba ze 4 lata, a ciagle jest jeszcze przez Karola przesladowany. Dobrze ze jest wesolym kotkiem, ktory sie na codzien szykanami nie przejmuje. A i ja z moim litosciwym sercem tez go troche wyrozniam, choc kocham oczywiscie cala trojke... Xurku, ja stracilam u Ciebie Überblick: dopiero co wygladalo na to ze bedziecie zyli z zasilku:))), ze na Polske Wam nie starczy, a tu kupujecie dom? No, nie musze überblickowac, ciesze sie, ze to byla tylko przejsciowa panika. I tak jak Jutka nie kojarze domu z pierwszego zdjecia z tymi domami z drugiego. A poza tym, widzialabym Cie raczej w bardziej otwartej przestrzeni, domek otoczony natura a nie sasiadami:)))) Taki mam obraz Xura z Rodzina. Odpowiedz Link
xurek Re: czas leci jak szalony, 01.04.13, 20:38 Basiu, ja otoczona natura bez ludzia i knajpy to horror czysty jest :). Nie lubie specjalnie wielgachnych miast, ale takie 20-tysieczne i to najlepiej w centrumie to dla mnie jest to. Jedynie ostatnie 10 lat spedzilam "wiejsko" i to jedynie ze wzgledu na dziecko, ktore na szczescie doroslo do wieku "bardziej miejskiego" :). Poza tym wszystko sie zgadza, oprocz tego, czego chyba nie doczytalas :). Smierc glodowa stala juz na progu, kasy na Polske nadal nie ma, pech nadal od nas nie stroni ale zrobil wyjatek w jednej dziedzinie: zarabinania kasy. To udaje nam sie ostatnimi czasy calkiem dobrze :). Kupno domu jest sposobem na uwolnienie kasy na Polske, ale formu nie jest miejscem na opisywanie calego skomplikowanego mechanizmu :). Odpowiedz Link
ewa553 Re: czas leci jak szalony, 01.04.13, 20:44 meinetwegen nie musisz opisywac:)))) ciesze sie ze wszystko leci jak leci i ze jeszcze raz potwierdzilas, ze nie ma mocnych na Ciebie:)))) za Ciebie to nawet kciukow nie trzeba trzymac:))) Odpowiedz Link
maria421 Re: czas leci jak szalony, 02.04.13, 09:26 Faktycznie, czas leci i jak szalony, nie bylo mnie tu przez Swieta i widze ze przez ten czas zdrowo sie napracowaliscie na forum. W wolnym czasie moze przeczytam wszytskie wpisy. U nas ciagle mrozno ale slonecznie, nadal czekamy na wiosne. Milego dnia. Odpowiedz Link
jutka1 Wtorek, zimno ale słonecznie 02.04.13, 11:48 Tak to jest po wolnych poniedziałkach, że wtorek wydaje się poniedziałkiem, i nagle tydzień roboczy jest krótszy a obrobić trzeba normalnie i jak zwykle. Beurk, cytując klasyka. :-D Sen miałam przerywany i męczący, jak ten coitus iterruptus. Ale o tym na Snulum. Za oknem świeci słońce, prawie jak wiosną, tyle że pozory mylą, bo są tylko cztery stopnie. Brrrr. Idę dziś do lekarza. Znowu. Z wynikami USG pieprzonych przegubów. Pardon. Grrr... W kamienicy gdzieś jakiś remont, i dźwięk wierteł wierci mi dziurę w mózgu. Grrr... Tak sobie myślę, co by tu pozytywnego dzisiaj znaleźć. Hmmm. Już wiem. Na tarasie: dwa rozkwitnięte kwiaty kamelii; hortensja ma pąki, kwitnie pieris i też ma pąki nowych liści; choisja ternata chyba w końcu zakwitnie po raz pierwszy, nandina po mrozach i zrzuceniu części liści wypuszcza nowe liściaste wypustki, a białokwiatowa skimia też dochodzi do siebie po mrozach. No i mutant-maciejka, która w zimie kwitła, znowu wypuściła kwiaty. Mutant jeden. No i tyle pierduł dzisiejszych. Idę pracować, tylko jeszcze na Snulum na chwilę zawitam. Miłego dnia :-) Odpowiedz Link
ewa553 Re: Wtorek, zimno ale słonecznie 02.04.13, 12:39 U nas tez pieknie, slonecznie, ale tylko 7 stopni, ktore na dodatek wspomagane przez lodowaty wiaterek odczuwalne sa jak 2 stopnie:((( Udalo mi sie dzis odwalic wazna wizyte u okulisty, dostalam skierowanie do kliniki na ambulatoryjna zmiane soczewki w lewym oku (zacma). Musze tam isc najpierw na badania wstepne i na te badania idzie sie juz o 7.30 po to zeby wyciagnac jakis numerek powiedzmy 100. Ja sie nigdy nie moglam dowiedziec kto sobie te pierwsze numerki i kiedy pocuagnal... W kazdym razie trzeba tam nieraz do 6 godzin czekac, wiec wezme walowke, napoje i duuuzo czytania! Druga, jeszcze wazniejsza sprawa ktora dzis zalatwilam, to sprawa urzedowa ktora schrzanilam i moja podopieczna mogla nie dostac na czas pieniedzy. O dziwo trafilam na bardzo fajna urzedniczke ktora moj blad zauwazyla, pieniadze przekazala a ja tylko musze wyprostowac co schrzanilam. Az mi sie wierzyc ne chce, ze jakas urzedniczka uzywala glowy zamiast paragrafow:)))) Maryska, chyba cos przegapilam, bo nie wiedzialam ze bylas wyjechana. Wolno spytac gdzie bylas i czy bylo fajnie? Jutka, powiedz z reka na sercu: czy Ty naprawde masz w glowie te wszystkie egzotyczne nazwy Twoich kwiatow, czy podoczepialas do nich karteczki? Ja takich rzeczy nie pamietam:(((( Z przyjemnoscia obejrze znowu kiedys zdjecia Twojej botaniki. U mnie narazie pokoj goscinny pelen wszelakich hortensji kwitnacych jak oszalale. Nie moge ich na mroz wystawic:((( Zakwitl rowniez przezimowany na klatce schodowej Hibiscus. Wiosno!! Przychodz!!! Odpowiedz Link
jutka1 Re: Wtorek, zimno ale słonecznie 02.04.13, 13:19 Basiu, na początku zaglądałam na karteczki doczepione do roślin, ale po 2.5 roku znam je już na pamięć. Zdjęcia zamieszczę niebawem. :-) Odpowiedz Link
maria421 Re: Wtorek, zimno ale słonecznie 02.04.13, 16:04 Ewa, nigdzie nie wyjezdzalam, mialam dzieciaki w domu. W sobote bylismy na "Cosi fan tutte", to byl od nich prezent pocieszenia za niedoszla La Scale :) Pojutrze jade do Kolonii i do Düsseldorfu, tylko na jeden dzien. Odpowiedz Link
maria421 Skarbiec madrosci zyciowych 02.04.13, 16:18 1. Podawanie pensji brutto to jak podawanie długości członka wraz z kręgosłupem. 2. Mamo, co to znaczy orgazm? -Ja nie wiem, zapytaj taty. 3. Najlepszym dowodem na to, że w kosmosie istnieje inteligencja, jest to, że się z nami nie kontaktują. 4. Seks jest jak skok na bungee - dodaje adrenaliny, a gdy pęknie guma, masz przerąbane. 5. Nimfomanka - kobieta, która pragnie seksu tak często jak przeciętny mężczyzna. 6. Feminizm kończy się, gdy trzeba wnieść szafę na 8. piętro. 7. Okres i wypłata - jedno i drugie jest co miesiąc, a jak nie ma, to znaczy, że ktoś was zdrowo wyruchał. 8. Łacina - jedyny język, w którym nawet "gówno" brzmi mądrze. 9. Polska - tutaj nawet kryzys się nie udał. Odpowiedz Link
iwannabesedated ... zalety niemania dowodu osobistego 02.04.13, 21:35 Słuchajcie, dzisiaj poszedłszy do salonu firmowego mojego operatora komórki, celem wyjaśnienia czegoś, od razu postanowiłam zbadać sprawę zmiany umowy. I, tylko dzięki faktowi nieposiadania dowodu osobistego, udało mi się uniknąć wciśnięcia mi umowy na dwa lata, na dwa razy tyle minut ile mi w najbardziej rozgadanych fazach potrzeba, za dwa razy tyle pieniędzy niż zamierzam na to wydawać, i plus za dodatkową opłatą - super-duper-smartfona, którego z pewnością NIGDY by mi się nie udało nauczyć obsługować! Ledwo, dzięki brakowi tego cholernego dowodu, udało mi się stamtąd wyrwać, z wybałuszonymi gałami, zmierzwionym włosem i z wypiekami na twarzy. Tak mnię tam jak barana obsztorcowali, ogłupili, obrobili i prawie - ogolili. Alem się wymskła, i przerażona wpadłam do domu, po drodze kupując malutkie piwo Łomża żeby jakoś do siebie dojść.... Piwo bowiem odstawiłam chwilowo jak i inne ekscesy, coby się pozbyć dwóch butelek Mazowszanki co mi przylepiła do dupy bazyliszkowym wzrokiem moja kumpela, wmawiając mi (skutecznie) przytycie. Pozbyłam się już około jednej z hakiem, więc jedno piwo gwoli zaświętowania oraz ukojenia zszarganych nerw - sobie dozwalam. Odpowiedz Link
xurek Re: ... zalety niemania dowodu osobistego 02.04.13, 22:29 ja po mnw. roku posiadania smartfona bylam w stanie uzyc mnw 1/3 jego funkcji. I dziecko mi go zgubilo, lacznie z wszystkimi zapamietanymi numerami telefonow. Tak sie wkurzylam, ze walnelam w dziecko butem, ale nie trafilam. Maz dal mi nowego smartfona innej marki, bo moj bez kontraktu kosztowalby 680 CHF, wiec postanowilam czekac rok, az sie kontrakt skonczy. Nowy smartfon przyprawil mnie o napasci szalu, palpitacje serca i prawie doprowadzil do rozwodu, kiedy oznajmilam, ze ja chromole 680 CHFow i chce mojego smartfona. Odzyskalam go po dwoch miesiacach, odetchnelam pelna piersia a dzisiaj nawet jak widac udalo mi sie uaktywnic nowa funkcje czytania i pisania forumowego :) Jak pomysle o nowym kontrakcie, nowym telefonie, nowej telewizorni czy innym nowym ustrojstwie to na sama mysl potrzebuje drinka :) Odpowiedz Link
maria421 Re: ... zalety niemania dowodu osobistego 02.04.13, 22:47 Musze sie pochwalic ze ja, techniczny glab, opanowalam obsluge mojego Iphona. A jak ja sie nauczylam, to i kazdy inny sie nauczy :) Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: O pierdułach -- Odc. 214 :-))) 03.04.13, 19:45 Ludzieeeee... Co to za pomór na forumie, tego nie było jeszcze. Żeby od rana, nikt nic... Żyje tam kto??? Ja odpokutowałam srodze, bo wczoraj zdecydowałam upiec dwa udka kurzęce i zjeść. Wbrew trawożernej tendencji. Smakowało - owszem. Popite na dodatek piwem Łomża... Tyle, że noc była koszmarem, a dzień od rana, to chyba można nazwać delirium. Omój boże, czułam jakby mi się stado białych myszek kotłowało po flakach wygryzając w nich dziury.... Na dodatek omamy senne, i jakieś mgły mentalne. Ledwo się teraz na czworakach nadludzkim wysiłkiem wywlekłam, wzięłam prysznic i zrobiłam zielonej herbaty... Siedzę tu teraz i rejestruję za oknem fenomen niebywały, mianowicie zmierzch o 7 wieczorem, z masą śniegu na zewnątrz. Zwykle taki śnieg na zewnątrz i zmierzch to oznacza raczej gdzieś pomiędzy godziną powiedzmy 14 a 16... Odpowiedz Link
kielbie_we_lbie_30 Re: O pierdułach -- Odc. 214 :-))) 03.04.13, 20:02 No zyje ktus, zyje :) Ale wam dalo w tym roku, sniegu znaczy. To nawet tu u mnie sniegu nie ma prawie. Dzis wiosne sie czulo bo sloneczko przygrzewalo ze nawet bez kurtki sie przeszlam zdziebko. Z tym zarciem to ci wspolczuje. Bylam w Londynie w Wielkanoc i w sobotni wieczor bylismy w polskiej restauracji i nazarlam sie ze spac nie moglam...ble... A tak w ogole i szczegole to zarobionam po pachy bo dali mi na glowe troche nowych rzeczy... No fajnie jest ale zarobionam... A tak w ogole to zarobionam po uszy Odpowiedz Link
jutka1 Re: O pierdułach -- Odc. 214 :-))) 03.04.13, 20:13 No właśnie, pomór jakowyś nastąpił... Jezde jezde :-) Tylko pracowałam jak głupia. Oj to przykra przykrość Cię spotkała, Stokrotku! Może organismus stwierdził, że na kurczaki jednak nie ma ochoty? Mój mi właśnie zapowiedział, że jutro mam mu na obiad zapodać couscous. No to zapodam, co zrobić. :-) A teraz mogę wreszcie wyłączyć się zawodowo i odsapnąć. Ufff. :-D Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: O pierdułach -- Odc. 214 :-))) 03.04.13, 21:08 Oj dziewczątka, jak to dobrze, że jesteście... Bo już się czułam jakbym była jedynym jeszcze żyjącym niedobitkiem jakiejś czarnej zarazy czyco... Tylko ja, ten śnieg i gryzonie w moim brzuchu. Poza tym chciałam powiedzieć, że hawira Xurka mnie zafascynowała, ale też przeraziła.... no chyba żeby faktycznie taką pracę by na pokolenia rozłożyć. Po kawałku realizować... Ja tu się ledwo uporałam z montażem klapy kiblowej i się czuję jak bohaterka, no ale... Duże projekty się w końcu składają z małych elementów. Organizmus de facto chciał wątróbek - no ale nie było, więc myślałam, że udka mogą być. Widać nie mogą. Bo piwo przecież jest warzywne ;) samo zdrowie więc. No nic, już mi lepiej, obuję się i przejdę na spacer ze psem w takim razie. Dzień tak czy owak w plecy... Odpowiedz Link
jutka1 Re: O pierdułach -- Odc. 214 :-))) 03.04.13, 21:35 No dlatego pozwoliłam sobie na uwagę ws. kosztów remontu, bo mnie kubatura też trochę przeraziła jako poligon restaurowania starego i przywracania dawnej świetności. :-) Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: O pierdułach -- Odc. 214 :-))) 03.04.13, 23:21 Psiamać, ludzie, jak usłyszę jeszcze raz gdziekolwiek słowo "prorodzinny" lub utyskiwania na za niską "dzietność kobiet" to się zes.... cienkim śrutem i pójdę mordować.... Jakaś reprodukcyjna histeria tutaj w PL zapanowała, gdzie rząd pospołu z kościołem agresują ludzi do rozmnażania. Co powoduje z jednej strony rosnący opór społeczeństwa, a z drugiej rozchełstaną roszczeniowość "rozmnożonych". Nie dziwię się jeśli wybuchną zamieszki skutkujące przerobieniem tych ostatnich oraz owoców ich memłonów tudzież lędźwi na kiełbasy, bo to jest jakieś kompletnie nie do wytrzymania. Jeśli chodzi o rozmnażanie, to jak Wałęsa, jestem za, tylko niech robią swoje w kącie gdzieś i po cichu. Notabene myślałam aby Wałęsę podać do sądu w ogóle, bo przez całe lata musiałam oglądać jego ostentacyjne pokazy mocy reprodukcyjnych w postaci tysiąca potomków i bezustannie brzuchatej całymi latami żony jak również uczestniczyć w jego życiu religijnym obnoszonym na klapie w sposób bezwstydny. Mnie takie uczestniczenie w intymnym życiu obcych zupełnie ludzi opresjonuje, krępuje, żenuje i zawstydza i sobie nie życzę. Tak samo nie życzę sobie oglądać w kawiarni gołych biustów i dżyzdania pokarmem po ścianach, jak sobie bym nie życzyła aby ktoś nagle poczuwszy potrzebę odbycia stosunku oralnego w lokalu publicznym wywalił kutasa na stół między ciastko a latte dla partnerki do obróbki między jednym łykiem kawy a drugim - nie dlatego że uważam to za obrzydliwe czy coś. Skąd. Tylko jest to sprawa prywatna i intymna i nie mam ochoty partycypować ani w rozmnażaniu, ani religii ani seksie innych ludzi. No proszę, to chyba nie jest jakieś wymaganie wygórowane. Odpowiedz Link
xurek Re: O pierdułach -- Odc. 214 :-))) 04.04.13, 13:27 Ja karmilam Piranhe piersia do 8-go miesiaca, tak dlugo mnw nosilam go rowniez w takim nosidelku zawieszonym z przodu. Z tylu zas mialam plecak z pampersami I ciuchami do przebrania Piranhii na wypadek wypadku. Nigdy przedtem I nigdy potem nie czulam sie tak “niezalezna i wolna od skrepowan wszelkich” jak w tym okresie. NIgdy przedtem i nigdy potem nie zwiedzilam mojej okolicy tak doglebnie, szeroko i w czasie godzin pracy :). Nie musialam sie “zrobic”, bo przeciez wszem i wobec wiadomo, ze swiezo upieczona mama moze a nawet powinna wygladac byle jak. Nie musialam sie nigdzie spieszyc, nie mialam zadnych waznych terminow od ktorych wiele zalezy, pozbylam sie na czas pewien mojego normalnego balastu i zobiwiazan. Nowe upierdliwe zobowianania zas jeszcze nie nadeszly, bo dziecko jeszcze nie umialo chodzic, wiec nie moglo nic zbroic a noszone siedzialo cicho i przewaznie spalo, oprocz gdy bylo glodne (co dzieki karmieniu piersia nigdy nie stanowilo problemu, bo bufet byl zawsze swiezy i pod reka) lub pampers bylo mokry. Tak wiec nie musialam ani pracowac, ani dziecku gotowac, ani sie z nim bawic, ani go wychowywac, moglam sobie po prostu wyjsc kiedy i dokad dusza zapragnie.¨ Pampersa zmienic zaden problem, w Szwajcu kazda publiczna toaleta ma taki rozklapywany stolik w tym celu. Poza tym dzieco wytrzymuje z mokrym pampersem czas pewien, zanim zacznie sie drzec jak syrena alarmowa. Z karmieniem gorzej, bo karmienie w toalecie nieapetyczne jakies takie, poza tym glodne dziecko zaczyna drzec sie natychmiast i na pelny regulator. Wiec albo za kazdym razem, obojetnie gdzie bylam, musialabym pedem i w ryku udac sie do domu, badz alternatywnie….. klapnac w najblizszym kawiarnianym kaciuku i nakarmic dziecie ukazujac goly biust :), co zdarzalo mi sie prawie codziennie do mnw maja, kiedy to pogoda zrobila sie na tyle ciepla, ze mozna bylo nakarmic Piranhe siedzac na przyjeziornej lace badz parkowej laweczce, co jest znacznie przyjemniejsze. Karamienie w miejscu publicznym nie bylo latwe, czlek musi sie przelamac i jest bardzo wieczny, jak nikt na niego nie zwraca uwagi. Nigdy zas nie zdarzylo mi sie siknac porakmem na sciane, nie zdarzylo mi sie tez nigdy zaobserwowac takiej sytuacji :). No i ciesze sie, ze post Stokrotki przeczytalam w wieku, w ktorym karmienie piersia juz mi nie grozi, bo mialabym tera straszny dylemat: karmic w kawiarni czy siedziec w domu jak taka niewolnica dziecka i cyca. No I cale boze szczescie, ze Storkotka w tych latach z cala pewnoscia nie byla w Szwajcu a ja w Hameryce, Afryce badz stolycy, bo nie musze miec wyrzutow sumienia :). Jak teraz widze mamy karmiace w kawiarni to nie uwazam, ze jest to jakis estetyczny upgrade owej, ale rozumiem bol i koniecznosci i kieruje moja uwage na cos / kogos innego. Mysle, ze widok kutasa miedzy ciastkiem a kawa wparwil by mnie w totalne oslupienie, obcalowujace sie nastolaty nie ruszaja mine za to wcale. Nie lubie zas z kolei bardzo, jak ktos piluje pazury lub robi makeupy w publicznym miejscu albo glosno wysmarkuje nos a potem nieraz jeszcze zaglada do chusteczki, sama nie wiem dlaczego :). Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: O pierdułach -- Odc. 214 :-))) 04.04.13, 14:31 No cieszę się, że Xurek nie miał dyskomfortu, za to ja niestety mam dyskomfort. Dlatego o tym mówię. Bo dojrzałam do pomysłu (horrendum!) mój komfort jest równie ważny jak komfort innych ludzi :) Moja wolność - równie ważna jak czyjaś, a moje preferencje są równoważne z preferencjami innych. Tak mnie się na starość porobiło, okropność jakaś... Ja na przykład mam psa i lubię w towarzystwie tego psa przebywać. Tym niemniej z tym psem nie jestem mile widziana prawie nigdzie, no może jest jedna kawiarnia co ją lubię, gdzie można z psem. Ale ta kawiarnia jest daleko. Mój pies nie wrzeszczy jak opętany, nie rzuca przedmiotami ani też nie sra i nie leje pod siebie. Nie puszcza śluzów, nie beka, nie womituje. Owszem, za to się sierści i od czasu do czasu przydarza mu się psia erekcja. Nie dupczy ludzkich nóg. Albo więc ja żądam prawa dla siebie wstępu z psem wszędzie tam gdzie żądają prawa wstępu dla siebie ludzie z dziećmi, (restauracje, dyskoteki, parki publiczne, kina, teatry i koncerty) albo poczynimy na swoją rzecz jakieś ustępstwa. Co do karmienia i zmieniania pieluch - no dobra, ale pod warunkiem że ja w tych miejscach będę wtedy czyścić psu uszy oraz odtykać zatkane gruczoły około-odbytowe co się robi przez wsadzenie palca w dupę i ściśnięcie ;) Mogłabym to robić oczywiście w klozecie ale mi się to jakoś nieapetyczne wydaje. Jeśli się tak więc możemy umówić - no to dobra :) Musimy się przecież jakoś dzielić tą przestrzenią, na zasadach równoważnych, prawda ;) ??? A dzisiaj miałam sny BOSKIE, natomiast co dziwne, to że ok 9 rano się obudziłam z jakimś takim niepokojem w sobie. Strachem właściwie. Przysnęłam na godzinę jeszcze i minęło... Zupełnie oderwana od czegokolwiek emocja. Macie tak czasem, strach przed niewiadomo-czym? Odpowiedz Link
xurek o Boze ! 04.04.13, 14:53 Stokrotko, przerazilas mnie totalnie. Co to sa te gruczoly? I czy to maja tez psy zenskie? I od kiedy one sie zatykaja i trzeba je czyscic? Jezeli ja mam cos takiego robic, to wole oddac psa do przytulku no i zupelnie sie nie zgadzam na to, by ktokolwiek kiedykolwiek gdziekolwiek czyscil psu taki gruczol w mojej obecnosci. To juz wole karmic dziecko w klopie albo tego kutasa na ciastku ale takie cos to nigdy i nigdzie i zdecydowanie nie nie nie, bo ja sie przy tym pozygam prosto na gruczol psa i palec wlasciciela. O-KRO-PNOSC-O-RKO-PNA-TO-JEST Tak mna to wstrzasnelo, ze az przerwalam pisanie mojego milowego postu o wczorajszym potwornym dniu. Nie wiem, czy w ogole bede sie teraz w stanie skoncentrowac. Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: o Boze ! 04.04.13, 14:59 Ojtam ojtam, moja droga.... Bułka z masłem to jest, nic takiego. Zwykła kosmetyka psia ;) Delikatność Twoja się odezwała. Ale przynajmniej uwagę oderwałaś od potworności dnia poprzedniego. Tym niemniej, przynajmniej wyślij to co już masz, ja uwielbiam opisy Twych perypetii. Zapasy z kurczakiem w sukni koloru ecru sobie zawsze wspominam jak mam doła. Pomaga za każdym razem... Odpowiedz Link
iwannabesedated Wspominki 04.04.13, 15:26 Przypomniało mi się apropos, że w odmętach komuny funkcjonowało słowo "jarosz" i dla tych jaroszy były "potrawy jarskie". Wyjątkowej ohydy, zwykle było to jakieś jajo pierdolnięte na siekankę warzyw z mrożonki. Kiedy się pojawiło słowo "wegetarianin"? I czy wegetarianin i jarosz to jest to samo? Odpowiedz Link
xurek Yesterday 04.04.13, 15:45 To byl jeden z tych dni, ktore spokojnie dalyby sie rozlozyc na trzy i wciaz jeszcze nie byloby nudno. Pan Maz musial na swoja bernenska wystawe, coby zawiezc dziela, zawiesic pod dyktando pani kurator i odbyc obowiazkowy meeting przedvernisazowy. Musialo sie to oczywiscie zdarzyc w srode, w ktora Piranha po poludniu nie ma szkoly i w terminie, w ktorym ja mialam prawie calodzienny workshop a pies zostal zameldowany u fryzjera. Po dlugim kobinowaniu jak kon pod gore worcilismy do wstepnej konkluzji, ze nie da sie inaczej, Piranha jest juz duza i musi przejac odpowiedzialnosc a pies przekiblowac dopoludnie sam w domu. Piranha ucieszyla sie niesamowicie wrecz, zaklela na wszystkie moce niebianskie I piekielnie, ze zrobi wszystko jak trzeba a nawet jeszcze lepiej. Rano spedzilam pol godziny na polodzeniu planu „co kiedy i jak” i nastepne pol na tlumaczeniu Piranhi koniecznosci trzymania sie owego. Dzieki temu musialam sie pindrzyc w autobusie, co jak juz napisalam uwazam za jeden z grzechow smiertelnych i wstydow najglebszych. Piranha mial przyjsc ze szkoly, pojsc z psem na spacer, kupic w restauracji pizze na wynos i zjesc owa w domu, zrobic zadanie domowe, spakowac ciuchy na training, zabrac psa i pojechac do sklepu w celu zakupu nowej obrozy i smyczy, ktore pies byl zezarl i malo sie nadawaly, ze sklepu zawiezc psa do fryzjera, zagrozic fryzjerce, ze ja oskalpujemy, jezeli obetnie psa na cos innego niz bedlington terriera, zapytac kiedy bedzie gotowy i przekazac to mamusi, klapnac na pozostala godzine w macdonaldzie z ksiazka i pojechac na training. Ja mialam po pracy odebrac psa od fryzjera i Piranhe z trainingu i pojechac z nimi do domu. Nie ufajac dziecku od dwunastej co godzine wykonywalam telefon kontrolny i dowialdywalam sie, ze wszystko idzie zodgnie ze planem a nawet jeszcze jepiej. W tej wierze przetrwalam az do godziny 16:30, kiedy to nagle Piranha z kumplem P zjawili sie w moim biurze. Piranha oznajmila, ze P. nie mial gdzie sie podziac po lekcjach, bo u niego w domu dzisiaj nikogo nie ma, a poza tym chce isc z Piranha na trainig poparzyc na jego wyczyny. W biurze sie zjawili, bo na macdonalda nie mieli kasy (te 150 CHF co dalam rano Pirahni poszly cale na obroze, smycz i jedna pizze na wynos, bo „mamo ja przysiegam, tam naprawde nie bylo tanszej obrozy a P. naprawde nie jadl pizzy bo nie byl glodny i naprawde na nic innego nie wydalem kasy”) a u mnie sa przeciez wolne komputery to oni moga az do trainingu sobie pograc. No i poza tym sie stesknil i chcial mi powiedziec, ze jestem najlepsza mama na swiecie i ze bardzo mnie kocha, wreczajac mi przy tym bukiet tulipanow, ktore specjalnie dla mnie zakupil. Juz otwarlam gebe, by ryknac jak lew na pustyni, ale przypomnialo mi sie, ze jestem obserwowana przez uczestnikow workshopa, ktorzy to w miedzyczasie oniemieli z podziwu dla moich rezulatow wychowawczych, gdyz po wreczeniu kwiatow i palnieciu mowy Piraha i P. sciskali wszystkim lapy, pytali o sampoczucie i wyrazali nadzieje, ze workshop sie podoba i wszyscy czuja sie dobrze, po czym nie czekajac na jakakolwiek reakcje z mojej strony udali sie do mojego biura i zamkneli za soba drzwi. Jako, iz goscie workshopowi wciaz jeszcze sobie nie poszli, zrezygnowalam zarowno ze sledztwa jak i z wrzaskow, wyslalam moje dziecko i kolege P. na trainig (dajac dodtakowa kase na bilet, no bo „mamo, ja przysiegam.... itd”). W drzwiach syknelam jeszcze tylko, ze „porozmawiamy w atuobusie do domu”. Po odprawieniu worshopowcow pognalam odebrac psa. To, co zobaczylam, nie mialo jednak nic wspolnego z psem, ktorego zostawilam rano w domu. Fakt, iz nie jest to moj pies potwierdzilo jego zachowanie: Fame zupelnie mnie zignorowala, skamlala, trzesla sie i rwala na zewnatrz. Z wygladu przypominala znacznie bardziej szczura zaglodzonego w Oscwiecimiu niz cokolwiek innego: najdluzszy wlos na koncowkach uszu mial gora 5 mm. W szoku nie bylam w stanie nawe baby opieprzyc, zapytalam tylko placzliwie, co sie stalo, na co pani odpowiedziala, ze Piranha ja poinstruowal, iz ma byc krotko, zeby starczylo na dluzej, bo musismy oszczedzac i nie mozemy jej tak czesto obcinac. A poniewaz widac bylo po Fame, ze juz dlugo nie byla w salonie, pani postanowila obciac ja tak, by dlugo sie nie skudlila i nie musiala przy czesaniu cierpiec. Wszystko to pani powiedziala tak pogardliwym glosem, ze az sie skulilam w sobie. Probowalam wyjakac, ze i owszem, nie obcinalismy, ale nie z oszczednosci, tylko troski o psa, bo zima taka dluga i mrozna byla, i ze sami kapalismy i czesalismy, ale widac bylo, ze pani wiedziala swoje, czyli to, co przekazala Piranha: z kasa u nas krucho i tyle. Nastepnym szokiem byla wreczona mi przez pania smycz i obroza (a raczej taki rodzaj „szelek”) w postaci najobrzydliwszych, najtandetniejszych i najczarniejszych okazow swego rodzaju. Zapytalam, czy pani jest pewna, ze to nasze, pani potwierdzila, ze w tym rynsztunku Piranha przyprowadzil Fame dodajac tonem jeszcze bardziej pogardliwym, ze bardzo sie zdziwila, bo zawsze mialam wszystko dopasowane do jasnoszarej siersci a teraz takie „kontrastrowe” i „marnej jakosci” zapodalam.... Odmawiajac wewnetrznie uspokajajace mantry zakupilam nowa smycz i szelki w odpowiednim kolorze i jakosci, placac za wszystko 65 CHF w sklepie znacznie drozszym, niz ten, do ktorego wyslalam Piranhe. Z zaglodzonym i trzesasym sie szczurem na smyczy pognalam na autobus. Na przystanku nie bylo ani jednego czlowieka, ktory nie zworcilby na nas uwagi. By unicestwic mnie ostatecznie starszy nie calkiem normalny pan podszedl calkiem blisko, spojrzal na nas jak przez lupe i powiedzial „aber Sieee, so einen Huend und so einen Mantel händ nieeemer ! Im ganzen Kanton need”. Przyznac musze uczciwie, ze Piranha odebrany z trainingu byl rownie zszokowany widokiem psa j i ze uczciwie bylo mu przykro, ze jego „troska o nasze finanse” doprowadzila Fame do stanu notorycznej trzesawki z zimna. Zaptyany o to, gdzie podziala sie jego troska o nasze finanse wtedy, kiedy bezsensownie unicestwial powierzone mu 150 CHFow Piranha zapalal swietym oburzeniem twierdzac, ze mnie sie cos przysnilo i pomerdalo, bo zostawilam mu tylko 50 a nie 150 i dlageto musial kupic taka tania obroze i smycz i najmniejsza pizze margarita w calej okolicy. Zapytany, gdzie jest P. powiedzial, ze pojechal wczesniej do domu z powodu tej zapowiedzianej przeze mnie rozmowy. Jako iz nie czulam sie na silach podjac tej walki, odroczylam ja na pozniej i wysadzilam Piranhe z psem jeden przystanek wczesniej, coby pies sie przespacerowal. Tym to sposobem wrocilam do domu sama i wczesniej. Wkladajac klucz do drzwi stwierdzilam, iz czynie to niepotrzebnie, gdyz wcale nie byly zamkniete. Wchodzac do mieszkania stwierdzilam, ze czuje sie tak, jakbym wciaz byla na zewnatrz, gdyz hula w nim wiatr i panuje mroz. Zaraza tez znalazlam przyczyne: drzwi balkonowe otwarte na osciez. W pierwszym momencie pomyslalam, ze znow sie do nas wlamano i nas obrabowano, widzac jednak moj zegarek, zloty pierscionek i kolczyki na stoliku przy owych otwartych drzwiach zarzucilam te opcje i rozejrzalam sie wokolo. Przed telewizorem i play station staly przyciagniete na srodek pokoju dwa fotele, na kazdym lezal jeden joystick. W kuchni na stole stay dwie szlkanki i cztery kartony po pizzy, kazdy rozmiarow mlynskiego kola. Na komputerze wciaz wlaczona byla gra pod tytulem „soul killer”. Pokoj Piranhi z rozwalona szkolna teczka, porozrzucanymi ubraniami i wszedzie walajacymi sie grami do play station wygladal jak pobojowisko. Zanim zdecydowalam sie, czy sie rozplakac, czy zadzwonic do meza, czy moze jednak lepiej do opieki spolecznej, by zabrala to dziecko i zajela sie jego wychowaniem, czy tez moze poprosic moja mame by przyjechala i zrobila tutaj porzadek, zjawila sie Piranha, komentujac widok mnie stojacej na sro Odpowiedz Link
xurek reszta 04.04.13, 15:46 Zanim zdecydowalam sie, czy sie rozplakac, czy zadzwonic do meza, czy moze jednak lepiej do opieki spolecznej, by zabrala to dziecko i zajela sie jego wychowaniem, czy tez moze poprosic moja mame by przyjechala i zrobila tutaj porzadek, zjawila sie Piranha, komentujac widok mnie stojacej na srodku pokoju niesamowicie wrecz coolskim „oooo shit”. Ten shit zadzialal na mnie jak porzadny doping: wpadlam w szal. Zatarmosilam Piranhe do jego pokoju, nawyzywalam od pasozytow, bezmozgowcow, debili, lgarzy i dopustow bozych i zabronilam pokazywac mi sie na oczy przed uplywem co najmniej 12 godzin. Po czym zadzwonilam do meza, by sie wzajemnie w swietym oburzeniu wesprzec. Miast wsparcia i obuzenia bezuzyteczny maz wysluchal z wkurzajacym mnie spokojem i stwierdzil z jeszcze bardziej wpieniajaca flegma, ze no coz, plan nie wypalil i na przyszlosc musimy zorganizowac takie dni inaczej. Dopiero zezarcie glowy czekoladowego zajaca nieco mnie uspokoilo i poszlam pogadac z dzieckiem. No wiec dziecko absolutnie nie jest nieodpowiedzialne, bo to, co bylo naprawde wazne, czyli pies u fryzjera i dziecko na trainingu zostalo wykonane. Otwarte mieszkanie to „o boze, mamo, jedna malutenka rzecz, co sie nie udala”, no i musial ustalic priorytety, w momencie, kiedy zauwazyl, ze ma za malo czasu na szukanie klucza i zamkniecie mieszkania i zlapanie autobusu. Zdecydowal, ze autobus jest wazniejszy, a czemu te balkonowe drzwi sie „same znow otwarly” to on juz zupelnie nie rozumie. No i w koncu przeciez nic sie nie stalo, no nie? A z ta kasa to bylo tak: P. Przyszedl i tez byl glodny to co on mial zrobic? Sam jesc a P. nic nie dac? Przeciez zawsze mu mowie, ze trzeba sie z innymi dzielic. A czemu cztery? No bo po dwoch wciaz jeszcze byli glodni. No i on probowal to „zbalansowac” kupujac najtansza smycz i obroze i oszczedzajac na fryzjerze Fame. I jeszcze kwiatki mi kupil i byl bardzo grzeczny dla moich gosci a ja go za to tylko naobrazalam, nawrzeszczalam, a on i tak ma przechlapane w szkole, bo wszyscy na niego wrzeszcza i go dyskryminuja i w ogole nikt go nie docenia i nie lubi i jemu w ogole juz nie chce sie zyc i wolalby, zebym ja go nigdy nie byla urodzila. Ostanie slowa mowil glosem tak placzliwym, ze az sama sie o malo nie rozryczalam, wiec przytulilam, przeprosilam i zaproponowalam, ze porozmawiamy o tej dyskryminacji w szkole, na co dziecko prawie ze szlochajac powiedzialo, ze nie wazne, on jakos sam da sobie rade, a teraz to wolalby poogladac telewizje albo przynajmniej poczytac e-booka i ze on tez ma ohote na czekoladowego zajaca. Widzac, ze sztywnieje i purpurowieje dodal „no doobra, to nie musze czytac i zajac tez nie musi byc i bardzo cie kocham i dobranoc”, odwrocil sie plecami i zakryl glowe koldra. Jedynie odgryzienie czekoladowemu zajacowi dupy uratowalo mnie przed zawalem serca i innymi palpitacjami. Wieczor zakonczylysmy z Fame przy drinku i kosci z szynki parmenskiej trzesac sie wspolnie pod grubym pledem przed telewizornia. A dzisiaj juz nieco bardziej uzyteczny maz zrewidowal plany: ja moglam spokojnie udac sie na akupunkture, do pracy i bede mogla pojsc na swoje party. Piranza zas zostala przez meza zarbrana ze szkoly o 11tej i wspolnie z szczuropsem pojechali do Berna na konferencje prasowa. Amen. Odpowiedz Link
jutka1 Re: reszta 04.04.13, 16:37 Omatko. Xurek, myślałam, że to ja mam zły dzień, ale teraz wiem że mam w tym moim złym dniu towarzystwo. :-/ Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: reszta 04.04.13, 17:19 Hm, wiesz, ja bym się raczej odniosła pozytywnie do dokonań Twojej progenitury. Myślę, że gdybym ja miała tak szczegółowy i bogaty plan, to pewnie by mi gorzej poszło. Człowiek młody myśli, priorytetyzuje, decyduje, ekonomizuje, jest elastyczny, minimalizuje straty, maksymalizuje zyski i robi dobry PR. Nie oddawaj do przytułku tylko pomyśl jakby spieniężyć. Odpowiedz Link
blues28 Re: reszta 04.04.13, 20:09 Xurku, mlodzian zrobil co mógl biorac pod uwage napiete plany. Ale szczuropsa Fame mi zal! Bidula, kiedy jej siersc odrosnie? Baw sie dobrze na dzisiejszym party! Odpowiedz Link
jutka1 Re: Wspominki 04.04.13, 19:37 Różne są wytłumaczenia, czy się różnią. Jedni nawet mówią, że niczym. Inni - że jarosz je ryby a wege nie. Kij wie. Jajko sadzone na mieszance warzywnej też pamiętam i beurk, cytując klasyka. :-) A najlepsze były "Dania wegetariańskie" w Restauracji Polskiej na KrakPrzedmieściu, gdzie na poczytnym miejscu były pierogi ruskie. Ze skwarkami. Hehehe. :-) Kiedys miałam rok jaroszowania, i pamiętam jak wprawiałam oficjalnych kucharzy w lekki popłoch. Bardzo często dawali mi jajko sadzone, albo smażony ser żółty w panierce. :-))) Odpowiedz Link
blues28 Re: Wspominki 04.04.13, 20:10 Danie jarskie? Kotlet jajeczny! Klasyka wszelkich kolonii, obozów i stolówek wszelakich :-) Odpowiedz Link
kielbie_we_lbie_30 Re: Wspominki 04.04.13, 20:59 Danie jarskie... jest jak mowicie. Ludzie palpitacji serca dostaja na sama mysl. Bylam na Mazurach u znajomych ktorzy mieli wegetarianke ktora sprawila im problemy i dziewczyna opowiadala mi jakie problemy spotyka gdy mowi ze jest wegetarianka. Dziwne bo polska kuchnia jest bardzo bogata w danie jarskie. Pamietam sama dzieckiem bedac u rodziny na podkarpackiej mieszkalam nawet i wtedy mieso bylo jedynie w niedziele gdy kura jakas musiala sie poddac. W tygodniu chopy dostali moze kawalek miesa bo ciezko pracowali. Zreszta babcia (wlasciwie babci siostra) miesa w ogole oporzadzac nie potrafila nawet. jedynie rosol z kury jej wychodzil ;) Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Wspominki 05.04.13, 08:32 O matko, kotlet z jajka i inne wariacje. Pamietam, pamietam. Wydaje mi sie ze jarosz po prostu wraz z otwarciem na zachod stal sie wegetarianinem ;-) Xur czuje sie absolutnie ogluszona. Domem z zagroda, rozmiarem robot pokoleniowych przy nim i dniem ktory opisalas. Ogluszona! Stokrotna, jak czlowiek miesa nie jadl czas jakis to potem powinien pomalutku organizmu dawac, a nie tak bez leb dwoma nogami! Wspolczuje Ci serdecznie nocnych i nastepnodziennych sensacji. Mnie UP, do ktorej przedwczoraj pojechalam, a ktora sama nic juz nie je dopaszczowo tylko bezposrednio do zoladka, uraczyla specjalnie na moja czesc przygotowana kolacja. Przygotowana per procura. Z salonu wydawala polecenia pani pomagajacej ktora w oslupieniiu (jak mniemam, po efektach) relizowala. Dostalam jakas forme pasztetoidalna, ktorej glownymi skladnikami byl tluszcz i zle a chwilami wcale nie przemielone miecho. W dodatku bez soli, pieprzu, ani zadnej innej rzeczy ktora jego jest. Na deser (nie jadam slodyczy) mazurek z kajmakiem ktory mial konsystencje zageszczanego mleka w ktorym nurzaly sie rodzynki (nie cierpie). Mam nieodparte wrazenie ze jeszcze ciagle jakas czesc mnie je te kolacje. Odpowiedz Link
xurek Re: Wspominki 05.04.13, 12:28 Fedo, kolacja brzmi gorzej niz najgorsze zarcie w barze mlecznym :). Jak udalo Ci sie to przelknac i przede wszystkim dlaczego? Jakis dlug wdziecznosci do UP czy li tylko z grzecznosci :)? A mnie slowo Jarosz podoba sie znacznie bardziej niz wegetarianin. Szkoda, ze zniklo. Natomiast sama instytucja nie podoba mi sie wcale a wcale. Ja jestem miesozerna z natury i to bardzo, teraz ograniczylam z racji diety, ale i tak zjadam codziennie z jakies 50 do 100 g. miesa. Zycie bez miesa zupelnie jest do niczego :) Jarzyny lubie tez i to nawet bardzo, nie lubie za to zapychaczy wszelkich, oprocz ziemniakow. Ryz, makarony, pizzowe ciasta i inne takie moga spokojnie zniknac z tego padolu. Couscous moze ewentualnie zostac i yam tez. Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: Wspominki 05.04.13, 14:18 Ależ chodzi o to, że ja też jestem mięsożerna, ale mi się zborsuczył organizmus jakieś dwa miesiące temu i po prostu przestał mięso tolerować. No i efekt powstał taki, wiecie, jak jakiś produkt raz zaszkodzi, to się potem ma do niego absmak... I na litość, to nie były jakieś uda wielkie, dwa malutkie podudzia, nosz kurwa... mniej to by chyba smaku nie poczuł wcale. E.... pieprzyć to, trawę będę żreć... jeśli w końcu wyrośnie... Odpowiedz Link
jutka1 TGIF :-) 05.04.13, 10:16 O matko, znowu piątek. :-/ A ja w poniedziałek lecę i w kompletnym lesie jestem. :-/ Dzisiaj fryzjerka od koloru i jeśli zdążę to prezent dla gospodarzy. Jutro paznokcie górne i dolne, pranie, szykowanie letnich ciuchów i butów na podróż, prezent jeśli nie zdążę dzisiaj, w niedzielę pakowanie i organizacja przedwyjazdowa podlewania roślin etc. Zanim wsiądę do samolotu to rzeczywiście będę już gotowa na mega-odpoczynek. :-))) No ale. TGIF. :-) Miłego dnia :-) Odpowiedz Link
blues28 Re: TGIF :-) 05.04.13, 11:16 Jutka, wspanialych wojazy!! :-) Fedo, brrr, jak przezylas ta kolacje? Mnie robi sie niedobrze na samo czytanie. A Kielbia to ja witam po dlugiej nieobecnosci i gratuluje - jak mniemam - awansu. Od poniedzialku do wczoraj goscilam niespodziewana ale mila wizyte i robilam za cicerone po Madrycie. Co i rusz wyciagajac parasolke albo naciagajac kaptur. Mamy po kokarde deszczu i depozyty wodne na lato zapelnione po brzegi. To ostatnie to akurat dobra wiadomosc. Zaraz smigam do onkologa na przeglad i mam nadzieje, ze da mi dobre wiesci. Przez caly marzec wywracali mnie na lewo to nalezy mi sie jak psu zupa. W tutejszej TV pokazano obrazki z zasniezonej Polski, nastroszonych, zrozpaczonych bocianów i plakac sie chce na ten widok. Mam nadzieje, ze wiosna dotrze do macierzy juz, juz, no bo ilez mozna? Trzymajcie sie zatem cieplutko! Odpowiedz Link
maria421 Re: TGIF :-) 05.04.13, 11:38 Znow mnie pare dni nie bylo i znow nie nadazam z lektura postow. Widze, ze Xurek, jak zwykle, tryska energia i pomyslami na zycie. Tak trzymac. Podoba mi sie tez, ze Xurek karmil piersia przez 8 miesiecy, ja nie karmilam bo nie mialam czym. To znaczy , piers mialam i mam, ale mleka nie mialam. To znaczy mleko mialam, ale nie w piersi tylko w proszku i takim instant mlekiem z butelki karmilam moje dziecie. Pomimo bardzo wczesnego odstawienia corki od cyca, bardzo milo wspominam moje wczesne macierzynstwo. To byl chyba najspokojniejszy okres w moim zyciu, czas w ktorym nie musialam nic innego niz po prostu byc z dzieckiem i zajmowac sie dzieckiem. Ja pilnowalam domowego ogniska, maz dbal zeby na tym ognisku bylo co do garnka wlozyc i bylo mi w tej roli bardzo dobrze i zastanawialam sie co za idiota wymyslil ze kobieta powinna sie zawodowo realizowac bo jak sie nie realizuje to jest kura domowa. Widok ,bardzo rzadki zreszta , karmiacej piersia matki napawa mnie zawsze cieplem i czuloscia wiec prosze mi tu karmiacych publicznie matek nie dyskryminowac i wysublinowanym zmyslem estetycznym nie wymachiwac. Ani dzieci z psami nie porownywac. Pies to pies, a dziecko to dziecko, choc wiadomo ze dobrze wychowany pies sprawia mniej klopotu niz zle wychowane, rozwydrzone dziecko. A poza tym, wczoraj bylam w Kolonii i w Düsseldorfie gdzie pogoda byla na tyle znosna, ze nawet na spacer wzdluz Renu dalo sie pojsc. A tam, na trawnikach juz krokusy kwitna. Tu natomiast znow zimno i ponuro. Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: TGIF :-) 05.04.13, 14:13 Fed horrorystycznych przeżyć kulinarnych współczuwam.... Takie coś potrafi zostawić trwały ślad :(( Pytonu zaś życzę łatwych szybkich i przyjemnych przygotowań do podróży ... I zazdraszczam Wam obu przebywania w cieplejszych klimatach obecnie lub in spe, bo tutaj stan tymczasowy przybiera wymiar coraz bardziej trwały. Śnieg i śnieg.... Że Marysię napawa ciepłem i czułością to się cieszę. Mnie nie napawa. I będę wymachiwać moim zmysłem, skoro ktoś ma ochotę wymachiwać cycem, a co. Jak pies się nie podoba, bo nie człowiek, to dobra. To ja sobie będę w takim razie publicznie wyciskać pryszcze i depilować łydy ;) Oczywiście, moje wypowiedzi proszę traktować z przymrużeniem oka. Tak naprawdę to znowu chodzi o "ludzi pozbawionych oporów" czyli zachowujących w sposób chamski - mogą to być szczujące swoimi cycami matki, nie sprzątający gówien swoich psów właściciele, oraz inne osoby zakłócające spokój i estetykę otoczenia w sposób rażący. Na moim osiedlu często ludzie z psami posiadają także dzieci, wiec tworzenie jakiejś pozornej animozji między tymi a tamtymi jest głupie :) Gołych jednak cycek z przyssanym oseskiem, lub bekania oseska na swoje okryte pieluchą ramię, czy zmieniania mu przy stoliku pieluch, lub w ogóle zesranego w pieluchę osobnika sobie w mojej okoliczności nie życzę. Sory Winnetou. Tak mam :) Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: TGIF :-) 05.04.13, 15:14 Jutek, najlepszych i najcieplejszych "wakancji" zycze :-) Co do matek z piersia na ramieniu, to pomimo odkarmienia i odchowania wlasnej trojcy, mam odczucia dokladnie takie same jak Stokrotna. Jasne, ze widok przyssanego oseska i mnie jest w stanie wzruszyc w konkretnych okolicznosciach, ale nie w restauracji przy stoliku obok. Nie zycze sobie zeby mi ktos narzucal swoja macierzynska fizjologie. Nawet najpiekniejsza. Sama potrafilam poradzic sobie dyskretnie i tylko tego oczekuje. Zeby nie zamieniac karmienia w epatowanie. Tak jak szlag mnie trafia na zaplodnione od tygodnia i wymagajace ustepowania miejsca w zbiorkomie (oczywiscie przerysowuje), albo tak jak kategorycznie zazadalam usuniecia rodziny z 4 dzieci, najstarsze 6 lat, najmlodsze na oko 6 miesiecy ze Latajacego Holendra Wagnera w Operze Narodowej. Tatus tlumaczyl glosnym szeptem akcje, mamusia karmila, a to piersia, a to orzeszkamo, poila soczkami, dzieci sie wiercipiecily, reagowaly, rzecz naturalna. Tylko, ze ja zaplacilam kupe kasy za bilet i nie mialam najmniejszej szansy na korzystanie ze spektaklu innego niz ten w lozy obok :-( W Polsce panuje aktualnie bezpardonowy terror rozmnozeniowy. Odpowiedz Link
blues28 Re: TGIF :-) 05.04.13, 15:57 A wiecie, mnie zastanawia dlaczego sprawy tak prywatne, intymne stanowia nieprzerwana debate publiczna w Polsce? Czy to problem mlodej demokracji? No i ile jeszcze ona bedzie taka mloda? Skonczyla juz 20 lat, nie? Tu gdzie mieszkam sprawy prywatne nie nabieraja znamion debaty narodowej. Ciaza i posiadanie dzieci sa sprawa rodziców i nie ma nagminnego exodusu na L4 od pierwszego miesiaca, nie ma kas preferencyjnych (ergo nie ma napierdalanki kto pierwszy czy inwalida z laska, czy matka z dzieckiem czy ciezarna), na gabinacie lekarskim nie ma tabliczki: kobiety w ciazy i matki z dziecmi maja pierszenstwo. Slowo honoru ze takowa nie wisi! I wszyscy sa zalatwiani zgodnie z kolejnoscia zapisu do lekarza. Autobusy maja znizany stopine zeby matka z wózkiem czy inwalida mogli wsiasc do pojazdu, a w kazdej (tak mysle, ze w kazdej) toalecie jest specjalna wneka z rozkladanym stolem do przewijania jak i kosz na brudne pampersy. Nie ma zakazu karmienia piersia, ale dalibóg, nie pamietam abym trafila na matke karmiaca w kawiarni. A mieszkam tu ponad 20 lat. Wiecej powiem, niektóre (ale tylko niektóre) kawiarnie dysponuja pokoikiem dla karmiacych. Nawet nie wiem czy widok karmiacej by mi przeszkadzal. Mozliwe, ze nie, ale nie mam zdania, bo na to tu nie trafilam. Istnieja prawnie ustalone kryteria zezwalajace na aborcje i nie zdarzylo mi sie slyszec o spolecznej nagonce na kogos kto zdecydowal sie na aborcje. A do dzis pamietam o glosnej sprawie dziewczynki z Lublina, której odmówiono aborcji – legalnie przyslugujacej – i naglosniono sprawe upubliczniajac dane nastolatki az tak, ze kraj rajcowal sie tym faktem z pól roku. Zdaje mi sie, ze sprawa oparla sie o Strasburg z korzystnym rozstrzygnieciem dla dziewczynki. Tyle ze stygmatu srodowiskowego nikt z jej nie zdejmie. A i apteki sprzedaja wszystkie leki jakie tylko zaordynuje lekarz. Nie slyszalam o odmowie sprzedazy leku z uwagi na klauzule sumienia. Tak ze o tym: czy i w co sie wierzy, z kim sie spi, czy posiada sie dzieci czy nie, czy stosuje antykoncepcje czy nie, czy podejmuje sie terminacji ciazy czy nie, decyduja bezposredni zainteresowani, ew lekarz ale nigdy aptekarz, sasiedzi, pleban czy spóldzielnia mieszkaniowa. Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: TGIF :-) 05.04.13, 16:48 Podpisuję się pod Bluesem i Fed ręcyma i nogami..... Nie wiem, nie rozumiem, i nie życzę sobie. Publicznych dywagacji, demonstracji na temat dlaczego ktoś ma dzieci, a dlaczego nie ma, czemu siedzi z dzieckiem w domu, a czemu wraca do pracy, czym i kiedy karmi, w co wierzy, i jak swoją wiarę praktykuje, i dlaczego, jak i z kim współżyje i na jakich zasadach, i w jakich konfiguracjach. Jednym słowem, nie życzę sobie ani wpierdalania innych ludzi w moje sprawy intymne, ani aby inni ludzie ze swoją rozrodczością, seksem czy wiarą się wpierdalali w moje. Żadnych krzyży, cycek, kroczy, procesji, pieluch z lub bez zawartości nie życzę oglądać w publicznej przestrzeni, w tym na ścianach urzędów, na billboardach, na ulicach, szkołach czy w innych publicznych lokalach. Tak samo nie będę dłużej tolerować opłat, ograniczeń, nakazów, zakazów i innych regulacji ingerujących w jakąkolwiek z tych stref. Nie życzę sobie finansować jakiegokolwiek kościoła, nie będę płacić podatku od nierozmnożenia, nie uznaję nakazu rodzenia, ani też nie uznaję ograniczeń sposobów zachodzenia w ciążę, nie uznaję nagród ani kar za rodzenie dzieci, księży mogę oglądać i słuchać w jednym miejscu - w kościele, nie uznaję preferencyjnego traktowania ludzi z uwagi na jakąkolwiek orientację, ani też żadnych szykanów ze względu na takową. Ja nie wiem, może się to komuś wydać fanaberią, ale tak ja mam i tego ja wymagam. Odpowiedz Link
maria421 Re: TGIF :-) 05.04.13, 17:00 Dorotko, zawsze czyjes "zyczenie sobie/niezyczenie sobie" bedzie wkraczalo w czyjas sfere, bo nikt nie jest otoczony kordonem ochronnym przepuszczajacym tylko to, co kto sobie zyczy. Twoje "niezyczenie sobie" tez wkracza w sfere tych, ktorzy sobie zycza :) Bez kompromisu sie nie da. Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: TGIF :-) 05.04.13, 17:18 Nie, moje nieżyczenie nigdzie nie wkracza. Wkroczy to dopiero MOJE publiczne praktykowanie mojej spirytualności (co się objawia wykonywaniem niekontrolowanych dziwnych ruchów połączonych z odgłosami, czasem jest to buczenie, a czasem wrzaski). Moje publiczne pielęgnowanie bliskich relacji - np. gromadne bicie kuzyna po gołej dupie po pijaku lub czyszczenie tych gruczołów memu psu, i różne inne sposoby na które ja się przejawiam prywatnie i się mogę zacząć przejawiać publicznie. Bo na razie jest tak, że ja się powstrzymuję, a inni demonstrują. No to mogę ja zacząć demonstrować, a wtedy, obiecuję kapcie spadną. HAHAHAHA! Odpowiedz Link
maria421 Re: TGIF :-) 05.04.13, 16:54 Bluesie, w Polsce tez ludzie sami dycyduja z kim spia:) Jednakze- jezeli jest sie VIPem, to to z kim sie spi nie jest prywatna sprawa, lecz sprawa medialna. Jezeli VIP jest zonaty, to zona najczesciej z mediow sie dowiaduje ze maz ja zdradza. Przypuszczam ze i w Hiszpanii nie jest inaczej. Poza tym, jezeli ludzie ze soba sypiajacy chca fakt ten zalegalizowac, to nie jest juz tylko ich sprawa, ale tez sprawa panstwa , a wiec i spoleczenstwa. Co do rodzenia dzieci, to europejskie statystyki mizernie wygladaja, a panstwa i spoleczenstwa maja klopot kto na nasze renty bedzie lozyl. Stad polityki prorodzinne itd. ktore i tak nic nie daja, bo dzieci nie rodzi sie dla panstwa przeciez. Wiecej, polityki prorodzinne typu wyplacanie becikowych, czy innych zasilkow powoduja ze najwiecej dzieci rodzi sie w najubozszych, najmniej wyksztalconych rodzinach. W Niemczech dla niektorych kobiet rodzenie dzieci to jest sposob na zycie bez pracy. Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: TGIF :-) 05.04.13, 17:13 I tu się zgadzam z Marysią. Bulwersuje mnie kuszenie ludzi pieniędzmi do rodzenia dzieci. To jest całkowicie moralnie naganne. Bulwersuje mnie też, że rząd zamiast usiąść z ołówkiem w ręku i zaplanować budżet tak aby uwzględniał tendencje demograficzne społeczeństwa - usiłuje ludzi pieniędzmi i strachem zmusić do dostosowania się do obecnej państwowej struktury! To jest CHORE. Przecież jasne jest, że skoro jest mniej dzieci, to i mniej będzie wydatków na szkoły i służby zdrowia. I te zaoszczędzone i odpowiednio zagospodarowane środki mogą z łatwością zbilansować przyszłe wydatki na renty - na które ten niż demograficzny bezpośredni nie będzie mógł zapracować. Ponadto, co się kurwa stało z ideą, że na swoją emeryturę każdy zapracowuje sam??? Ponadto, na podatki a w tym na emerytury, łożą tylko ci którzy pracują. Co z tego, że się narobi ludzi, jak potem dla tych ludzi nie ma pracy? Tacy ludzie nie łożą na system tylko go obciążają... Skoro zaś będzie mniej dzieci, to można je lepiej wykształcić i przygotować do rynku pracy. Bo ważne przecież jest nie tylko to, że ktoś w ogóle zarabia, ale ile zarabia... Ja kurwa, no nie rozumiem, nie rozumiem, jako można być takim glutem i tego nie pojmować? Pieprzyć tylko coś o złośliwej niskiej dzietności kobiet.... Ja nie wiem, czy to umysłowy prymitywizm, czy zła wola czy nabijanie ludzi w balona... Odpowiedz Link
maria421 Re: TGIF :-) 05.04.13, 17:24 No wlasnie- gdzie sa nasze skladki emerytalne? Ida na ratowanie Euro? Na walke z wiatrakami w Afganistanie? Na placenie odsetkow bankom? Co do przyrostu naturalnego jeszcze, to dwa-trzy lata temu jeden berlinski senator od finansow stwierdzil ze problem polega nie na tym, ze za malo dzieci sie rodzi, lecz na tym, ze najmniej plodza najbardziej wyksztalceni ludzie. Czyli ze najlepsze geny i najlepsze warunki sa najrzadziej przekazywane. Oczywiscie politycznie poprawni zmieszali go z blotem, bo oni jeszcze tkwia w przekonaniu, ze genetyka to tylko opinia i ze kazde dziecko jest potencjalnym Einsteinem jak mu panstwo odpowiednie warunki zaoferuje. Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: TGIF :-) 05.04.13, 17:33 To także Marysiu mnie się nie podoba. Rząd nie od tego jest aby decydował kto się powinien rozmnażać a kto nie. I kto ma lepsze albo gorsze geny. Rząd ma zapewnić optymalne możliwości dla obywateli do wykorzystania swego potencjału. Tak ja to widzę. A nie sterowania tymi obywatelami wg. własnego widzimisię. Odpowiedz Link
maria421 Re: TGIF :-) 05.04.13, 19:05 Dorotko, nie bierz kazdej opinii za decyzje rzadu, nawet jezeli te opinie wyraza jakis byly stoleczny polityk powolujac sie na badania , czy tez teorie ze inteligencja jest w 50-80% dziedziczona. Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: TGIF :-) 05.04.13, 19:18 Ależ nie biorę, Marysiu. Natomiast jest faktem, że rządy sobie zaczynają rościć takie prawa, co jest ostatnio bardzo w PL irytujące. Natomiast wracając do baranów, czyli kto przekazuje geny, a kto nie - to trudno stwierdzić. Bo są przypadki, kiedy właśnie te wyższe, bardziej wykształcone warstwy mają dużo dzieci. Ponoć we Francji tak teraz jest, ale statystyk nie mam. Natomiast w antropologii, wzorując się na zachowaniach zwierząt, wyróżnia się strategię A i strategię B. Kiedy jest mało osobników a dużo przestrzeni to zwierzęta mają dużo potomstwa ale o nie nie dbają. Kiedy jest mało przestrzeni a dużo osobników, to wtedy zwierzęta mają mało młodych, ale bardzo troskliwie się nimi zajmują. Jeśli spojrzymy na ludzi, to wygląda jakby osobniki wykształcone już zrozumiały że jest duże zagęszczenie i trzeba się przestawić na strategię B, a osobniki mniej kumate jeszcze tkwią w strategii A czyli obfitego i pochopnego rozrodu :) Odpowiedz Link
maria421 Re: TGIF :-) 05.04.13, 19:30 W Niemczech najmniej dzieci rodza kobiety z tytulem akademickim. Bierze sie to z konfliktu miedzy kariera a wychowaniem dzieci, a takze z tego, ze takie kobiety, odkladajac plany zalozenia rodziny na potem (czyli jak sie ustawia, urzadza itp.) czesto maja problemy ze znalezieniem partnera bo oprocz tego, ze maja bardzo wygorowane wymagania, to dzialaja oniesmielajaco na facetow. Odpowiedz Link
roseanne Re: O pierdułach -- Odc. 214 :-))) 05.04.13, 14:51 jest szaro i cos puszy, ale rownoczesnie dwa na plusie, wiec tylko mokro zagubilam sie troche, w jakim wieku jest Pirania? opis sytuacji wskazuje mi jakos pomiedzy 12-15 :-) i jest bardzo trafny do tego co mozna sie spodziewac kileki tulipanow przed domem maja 3 cm i powoli rozwijaja sie liscie Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: O pierdułach -- Odc. 214 :-))) 05.04.13, 16:56 Ano, ano. Na dzieciach się nie znam, ale tak mi się widzi, że to dość rutynowe i regulaminowe zachowanie było :) Natomiast Xurkowy opis bomba.... Ja nieśmiało w takim razie może zaoferuję wymianę zdań dwóch babć (nie licząc psa) co wczoraj podsłuchałam. "To co, wojna jutro, czyco?" "Ano, wojna. Trawę żrą, a bomby mają. Widział to kto." "Jak im Ameryka pierdzielnie to się kapciami nakryją." "Prawda, prawda. To jak ja, na tym śniegu. Już dwa razy leżałam. Ze spódnicą na głowie. Tylko, pani, wstyd z tego." "No tak, to jak mój Pimpek. Rzuca się na duże psy. Dlatego go na smyczy trzymam. Bo dziamdzia i dziamdzia jak tylko coś większego zobaczy." Pimpek (wyjątkowo pokraczny, niski przysadzisty jebik z wybałuszonymi oczami): "Dziam, dziam dziam". ;) Odpowiedz Link
maria421 Re: O pierdułach -- Odc. 214 :-))) 05.04.13, 17:02 Kopiuje to jako motto dnia : "To co, wojna jutro, czyco?" "Ano, wojna. Trawę żrą, a bomby mają. Widział to kto." "Jak im Ameryka pierdzielnie to się kapciami nakryją." "Prawda, prawda." :) Odpowiedz Link
ewa553 Re: O pierdułach -- Odc. 214 :-))) 05.04.13, 18:09 od rana chce sie dopisac do Dorotki i Xura, ale ciagle mi sie internet zawiesza i nie jest to niestety problem cookies, tylko cholera wie jaki. Musze wezwac specjaliste. Xurku, bylam pelna podziwu dla Piranii z jaka brawura wszystko pozalatwial. Przeciez to jeszcze dziecko!!!! A jak psina jest lysa, to i u Was w Szwajcarii sa na pewno sliczne ubranka dla psow, wiec ne badz skapa, tylko ubierz psa. Widzialam ostatnio boksera w dresie treningowym i o malo sie nie posikalam. Od rana chce sie obiema rekami podpisac pod Dorotka. Ciesze sie ze ludzie ktorzy lubia dzieci i chca je miec, moga swoje marzenie zrealizowac. Ale czy naprawde nie moga dziecka nakarmic i przewinac przed lub po wizycie w kawiarni czy tepe? Czy musza koniecznie w godzinach karmienia/przewijania siedziec wsrod ludzi jak ja, ktorych mdli widzac cyc w roli innej jak erotyczna? Kazdy ma prawo do pewnej wolnosci, ale tylko wtedy, gdy ta swoja wolnoscia nie ograniczaja wolnosci innych. Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: O pierdułach -- Odc. 214 :-))) 05.04.13, 18:35 Ja skrycie żywię takie przekonanie, że ludzie co naprawdę marzyli o dzieciach i je mają bo tego chcieli - to się potem nie zachowują w sposób manifestacyjnie upierdliwy. Myślę, że tak się zachowują ludzie, którzy jakoś się dali wmanewrować w rodzicielstwo a tak naprawdę nie byli na to gotowi i nie za bardzo chcą akceptować zmiany swojego stylu życia, ograniczenia oraz konsekwencje jakie rodzicielstwo za sobą pociąga. Stąd ich frustracja i chęć wymuszenia na otoczeniu jakichś rekompensat za coś co oni sami uważają za męczące.... Ponadto, już bardzo lokalnie, to uważam, że w Polsce, wbrew temu co się oficjalnie mówi - to się nie za bardzo lubi dzieci. Bo na przykład Włosi uwielbiają "bambini" i to widać. Polacy natomiast jedynie lubią swoje własne dzieci. Bo cudzych, to nie bardzo. A właściwie - wcale. Takie jest moje zdanie, oczywiście. Odpowiedz Link
maria421 Re: O pierdułach -- Odc. 214 :-))) 05.04.13, 19:17 Ja w moim wczesnym macierzynstwie, poza tym ze nie mialam problemu obnazania piersi do karmienia, nie czulam zadnej potrzeby bywania z dzieckiem w kawiarniach, restauracjach czy innych miejscach publicznych. Zamiast tego wolalam spacer z wozkiem po naszej wsi i po okolicznych drozkach. Jak mi sie zachcialo wyjscia na zakupy, to zostawialam corke w domu pod opieka meza. Nie mialam tez zadnej potrzeby wyjezdzania na urlop z malenkim dzieckiem, bo co to za urlop z ktorego dziecko i tak nic nie ma, a rodzice tez nie wiele? Nigdy nad tym sie nie zastanawialam, ale teraz mysle, ze gdybym karmila piersia, to raczej unikalabym robienia tego w miejscu publicznym, chyba ze nie mialabym innego wyjscia. Odpowiedz Link
maria421 Jestem zmeczona 05.04.13, 19:35 po wczorajszej podrozy. Wyjechalam o 6.30 z domu, wrocilam o 20.30. Niby nic, dawniej to byla normalka, ale teraz 600 km z wjazdem do dwoch obcych miast daje sie we znaki, dzis mi sie nic a nic nie chcialo i nawet musialam sie zdrzemnac po poludniu. Starzeje sie, czy co? Odpowiedz Link