Metoda na chłopa lub babę...

07.04.13, 15:06
Odnośnie syndromu "bufetowej" co podniosła Fed, to urodziła mi się idea takiego wątku. Skoro już zabełtałyśmy w mętnych wodach damsko-męskich relacji.

Ktoś opowiadał mi historię takiego właśnie faceta, czy profesor on był, czy dziennikarz, jednostka dość intelektualnie wysublimowana. Posiadał on wyrafinowaną, piękną i posągową małżonkę. Posiadał on też potrzebę aby raz na kilka miesięcy znaleźć sobie jakąś spelunę, koniecznie aby tam była taka właśnie z rozmachem, przytupem i przysiadem bufetowa, mogła być też kelnerka. I spędzał upojne chwile emablując ową, i stawiając tamtejszym bywalcom, dusząc się z lubością w tym zawiesistym sosie matczyno-ludowego erotyzmu, amikoszonerii i gastronomii. Królował tam i władał, śpiewając, rozstawiając po kątach i brylując. Po pewnym czasie w drzwiach stawała wyrafinowana, posągowa małżonka i palcem wskazywała po prostu wyjście. On cichł, potulniał, i szemrząc "już już duszko" jak ten górski strumyczek spływał ku wyjściu. Element entre posągowej żony, był absolutnie niezbędny, jeśli się za długo nie pojawiała, zerkał na drzwi niespokojnie, po czym cichł, milkł, a potem na długie miesiące dostawał strasznej depresji.


I inne są takie kuriozalne systemata pielęgnowania związków. Oczywiście są rutynowe, tendencyjne i nudne systemata, pt. na przykład branie na zazdrość, znikalstwo, czy praktykowane z upodobaniem przez co bardziej pozbawione wyobraźni kobiety - zabranie dziecka i wyjechanie do mamy.

Zgłaszam się tutaj do foruma, o opis ciekawszych z tych systemów :) Lub w ogóle, jakie znacie. A jak się kto odważy, to niech napisze co sam stosuje, lub co wobec niego stosowano co działało a co usiłowano - a nie działało.
    • fedorczyk4 Re: Metoda na chłopa lub babę... 07.04.13, 15:48
      W jednej z moich ulubionych ksiazek "Od siodmej rano" Erica Malpassa jedna z glowych bohaterek tak opisuje swoja metode na meza: przez szesc dni w tygodniu, rzadze nim, pomiatam i wmawiam ze jest do niczego. Siodmego dnia daje do zrozumienia ze jest najwspanialszy na swiecie i ze nie moglabym nigdy przenigdy bez niego zyc". To nie jest "cycat" to jet moje o nim wspomnienie, bo ksiazke czytalam w 1982, ale slowo daje, ze ja zdobede i wtedy skoryguje.
      Osobiscie ignoruje wszelkie dzwiekowe oznaki zycia mojego le Meza, odnoszace sie do codziennosci. Robie swoje. Natomiast jesli widze, ze sie nosi jak kura z jajkiem i probuje wyslowic w jakims ogolnym temaci, nawet swoim wlasnym osobistym, to zebym nie wiem jak miala to kajsi, zasiadam i wysluchuje zyczliwie zadajac pytania wspomagajace. Ponaddto dokladam wszelkich wysilkow zeby przy okazji wspolnych wyjsc mial dostarczone "kobiety, wino i spiew". W czasie imprez nie trzymam na smyczy, odwrotnie zachecam do zywiolowej zabawy ("coponiektora" miala przyjemnosc obserwowac go w akcji ;-)), niemniej daje do zrozumienia, ze doceniam jego nieodparty meski urok i mam na niego oko. Czasami wrecz udaje zazdrosc, z natury jestem pozbawiona tego uczucia i nie tylko w stosunku do le Meza, po prostu moj organizm nie produjkuje serotoniny i zazdrosci i uprzedzam lojalnie, ze pierwsza ktora mi palnie, ze widocznie nigdy nikogo nie kochalam naprawde oberwie ;) Musi te proste dzialania przynosza jekies pozytywne efekty bo od 27 lat jestesmy razem.
      • iwannabesedated Re: Metoda na chłopa lub babę... 07.04.13, 19:02
        Hah! Metoda 6 na 1 mnie się skuteczna wydaje, znaczy tak, obiektywnie, to może działać. Mnie czas jakiś temu jeden "kolega" usiłował brać na coś takiego, że skryty dość będąc, nagle się mnie wywnętrzał z jakiejś wstydliwej intymności, potem twierdził, że tego nie rozumie czemu mi to w ogóle mówi, bo on tego nie mówi NIGDY i NIKOMU. Po czym znikał na kilka dni i mnie ignorował, po czym się do mnie odnosił chłodno i z dystansem. Myślę, że to jakaś łagodniejsza odmiana 6 na 1 i Wam powiem, że mimo bycia starą sekciarą, marketingowcem w stanie spoczynku oraz weteranką podchodów mojej rodziny, jednym słowem manipulatorem/manipulowanym z ogromnym stażem - to się na ten jego hyc dałam naciąć dwa razy. Hahaha....
        • maria421 Re: Metoda na chłopa lub babę... 08.04.13, 13:01
          Najlepsza chyba metoda to bycie soba i akceptowanie faceta takim, jakim jest, bez usilowania go zmienic, bez oczekiwania ze on powinien to czy owo, bo im wieksze oczekiwania tym wiekszy zawod.
          Z moim s.p. malzonkiem rozwiazywalismy konflikty metoda trzech dni ciszy, przez ktore on zapominal o co chodzilo, a po ktorych ja znajdowalam okazje zeby mu delikatnie, przy kolacji i kieliszku wina wylozyc wlasne racje, wiec i tak zawsze wychodzilo na moje :)


          • fedorczyk4 Re: Metoda na chłopa lub babę... 08.04.13, 13:55
            Bardzo ladna metoda :-) Niestety dziala tylko w przypadku dobrego wyboru. Czasami zeby pozostac soba trzeba ciut, ciut faceta zmienic. A o ile sie orientuje faceci sami z siebie tego nie robia ;-)
            • iwannabesedated Re: Metoda na chłopa lub babę... 08.04.13, 14:44
              No tak, metoda "na upartego" zakrapiana kieliszkiem wina. Niektóre to jeszcze tak wykręcą, że facet myśli, że w ogóle to był jego pomysł, i się zaczynają kłócić i udowadniać że racja jest ich, ku wewnętrznemu chichotowi kobiety która im ów pomysł zaimplantowała :)

              Moim zdaniem, to faceta się nie da zmienić. Ale, zauważyłam, że faceci dość chętnie zmieniają różne swoje zachowania, lub robią różne rzeczy w celu zadowolenia lub zaimponowania kobiecie, o ile jest to im przekazane w odpowiedni sposób. To nazywam właściwie "metodą na". Jeden mój były, co to ja uważałam, że ja będę sobą, a on sobą, a to co ja bym ewentualnie chciała, to on się domyśli, to mi po latach wyznał, że najbardziej to on lubi i potrzebuje żeby mu raz na jakiś czas zrobić awanturę. To wtedy on dokładnie wie, co się kobiecie podoba, a co nie. I jest szczęśliwy bo wie o co chodzi. I co ma robić w ogóle ze sobą i ze światem :)
              • maria421 Re: Metoda na chłopa lub babę... 08.04.13, 16:37
                Moja babska metoda bylo motto ze muchy chetniej leca na miod niz na ocet :)
                • iwannabesedated Re: Metoda na chłopa lub babę... 08.04.13, 18:31
                  Muchy, jak to muchy. Są różne, jedne lubią miód, inne g... ;)

                  Ciekawi mnie natomiast, czy panowie też mają jakieś swoje systemy "na babę".
                  • maria421 Re: Metoda na chłopa lub babę... 08.04.13, 19:11
                    Moze sie panowie wypowiedza, ale panowie tu rzadko zagladaja:)

                    To g... co na nie niektore muchy siadaja to jest zawsze ta trzecia, ladacznica, kochanka co naszego bezwolnego mezczyzne sila uwiodla i w swych szponach trzyma :)
                    • iwannabesedated Re: Metoda na chłopa lub babę... 08.04.13, 19:16
                      Ha!
                      Może mgli od samego mniodu? A znacie taki wierszyk, że

                      pada deszczyk pada,
                      pada sobie równo,
                      raz padnie na kwiatek,
                      drugi raz na .... bratek


                      :)))


                      I jeszcze było:

                      żeby życie mniało smaczek
                      raz dziewczynka
                      raz chłopaczek :)))
                      • maria421 Re: Metoda na chłopa lub babę... 08.04.13, 19:27
                        Znamy wierszyki, znamy :)

                        Znamy tez powiedzonko ze popatrzec i narobic sobie apetytu to wszedzie mozna, ale kolacje je sie w domu:)

                        Tylko co facet ma zrobic jak kobita mu ciagle to samo serwuje?

                        Jeszcze jeden dowcip mi sie przypomnial:

                        Dwoch szkolnych kolegow spotyka sie po latach. Jeden szczuply, drugi gruby. Pyta sie gruby szczuplego
                        "jak ty to robisz ze masz taka figure"?
                        "A wiesz, wracam do domu, ide do lodowki, nic w niej nie znajduje, ide do lozka"
                        Na to gruby
                        "a ja odwrotnie- wracam do domu, ide do lozka, nic w nim nie znajduje, ide do lodowki...."
                        • iwannabesedated Re: Metoda na chłopa lub babę... 08.04.13, 19:47
                          Apropos tego, ja mam historię o metodzie "na chłopa" właśnie dotyczącej kulinariów.
                          Było to otóż za komuny, facet, jakiś inżynier, czyteż archtekt, albo też nawet architekt inżynier, kończył pracę o 14. Dokładnie o 14.30, pół miasta dalej, w jego własnym domu, jego własna małżonka serwowała obiad. Czekała dokładnie 10 minut, po czym, jeśli się w tym czasie nie pojawił, z niezmąconym spokojem spuszczała jego porcję w kiblu. Gotowała - przepysznie. Produkty - prima sort. Mięsko spod lady, warzywa z działki, jajeczka, masełko - od chłopa ze wsi. Była przy tym urocza i słodka jak mniód. Obiad był nieodmiennie i codziennie. Żona nigdy się nie spóźniła, nigdy nic nie przypaliła, nie rozgotowała, nie przesoliła, nie chorowała, nie łamała nóg i rąk, nie spóźniał jej się zegarek, pociąg ani tramwaj. Nieodmiennie też o 14.10 jego porcja lądowała w klopie, jeśli zdarzyło mu się spóźnić. Nie pomagały prośby o serwowanie obiadu o 15. Groźby, płacze, tłumaczenia - nie skutkowało. Żona, poza tym jednym, nie stosowała żadnych szykan. Po prostu o tej powiedzmy 14 minut 12 zastawał uśmiechniętą, odrężoną żonę, spożywającą ze smakiem gulaszyk z kluseczkami francuskimi, do tego suróweczka z ogóreczka z cebulką, lub wątróbeczkę cielęcą z jabłuszkiem, młode ziemniaczki z koperkiem, lub krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym, a potem dewolaj.... swoją porcję. Bo jego porcja pogrążyła się minutę wcześniej w odmętach miejskiej kanalizacji.

                          I cóż to za postać przerażająca swoją konsekwencją, nieugietością, nerwami jak postronki, i jakich ten facet skoków adrenaliny codziennie musiał doświadczać, bo zdąży czy nie zdąży, ile emocji, jaka okropna kara, a jaka słodka i cudowna nagroda, no wiecie, moim zdaniem to jest majstersztyk perwersji i wyrafinowania. I proszę zważyć - bez użycia genitalij ;)
                          • kielbie_we_lbie_30 Re: Metoda na chłopa lub babę... 09.04.13, 08:21
                            No chwlunia, czegos ja tu nie rozumie. Serwowala obiad 14.30 ale juz o 14.10 spuszczala jego porcje do klopa? To perfidna totalna i jeslibym byla tym facetem to spuscilabym babe do klopa. I niechby sobie gowno zarla bo jak rozumiem to on zarabial na rodzine.
                            • blues28 Re: Metoda na chłopa lub babę... 09.04.13, 09:04
                              Kielbiu kochany, z ust mi to wyjelas! :-)
                              Jedyny wniosek jaki mi sie nasuwa to taki, ze chlop byl dupa! Architekt czy nie, kochal zone czy nie, ale dupa wolowa byl!
                              A ja, osobiscie, dup wolowych nie lubie. Zal mi ich, itd. ale lubic nie lubie!
                              • maria421 Re: Metoda na chłopa lub babę... 09.04.13, 09:19
                                Oczywiscie ze facet byl pantoflarz a tacy nie maja u mnie szacunku.
                                Kobiety marnujace dobre jedzenie tez nie maja u mnie szacunku.
                                • iwannabesedated Re: Metoda na chłopa lub babę... 09.04.13, 12:59
                                  E tam, machnęłam się :) O 14.42....

                                  Hahaha! Widzę, że Was ta opowieść ruszyła ;) Też uważam, że jest zabawna. Nie, nie zgadzam się z Kiełbiem, że rządzi ten co przynosi pieniądze, a druga strona ma lizać buty. Chociaż takie jest popularne dość przekonanie. Że kobiety praca, czyli tej pani zdobycie tych produktów (co za komuny było nie lada wyczynem), i ugotowanie pysznego obiadu - jest gówno warta, bo nie dostaje ona za to kasy. Więc i na szacunek żaden nie zasługuje, ma sterczeć słupka pod drzwiami dopóki ON nie raczy wrócić. Może to być nawet na drugi dzień, na bani i bez wypłaty.... Taki niestety w owych czasach (a często także nawet teraz) panował standard, dlatego opowieść ta była przekazywana z ust do ust szeptem zarazem zgorszonym jak i pełnym podziwu ;) Jak jakaś szczególnie zuchwała akcja pod nosem okupanta...

                                  A pomyślały, że facet po prostu lubiał ten rys charakteru u swojej ogólnie rzecz biorąc słodkiej i łagodnej żony? W końcu czekanie z gotowym obiadem nie jest niczym szczególnym, wszystkie żony w owym czasie tak robiły. Spuszczanie zaś go w klopie jest czynem oryginalnym :)

                                  Jeśli zaś chodzi o marnowanie jedzenia, to moim zdaniem dawanie takiego wypieszczonego obiadu osobnikowi co się spóźnia, i tego jedzenia w ogóle nie ceni - to jest właśnie marnowanie. To już chyba lepiej w kiblu spuścić, przynajmniej rozrywka jakaś...
                                  • maria421 Re: Metoda na chłopa lub babę... 09.04.13, 13:15
                                    Dorotko, gdyby ten facet mial jaja, to by za pierwszym razem kiedy mu zona jedzenie do kibla spuscila poszedl do restauracji. Wtedy moze zona by sie zastanowila czy jej sie takie wyrzucanie obiadu, efektu wlasnej pracy, oplaci.
                                    Juz pomijam fakt, ze tylko w PRLu mozna bylo zwinac w biurze manatki na piec minut przed fajrantem, zeby w pracy nie zostac ani minuty dluzej niz przepisowe 8 godzin. Dzisiaj jest to niemozliwe.

                                    Oczywiscie ze praca domowa sie liczy, ale czy dzisiaj jakis maz trzyma zone w domu i zabrania jej pracowac? W PRLu tez wiekszosc kobiet pracowala, i po godzinach pracy wystawala w kolejkach i obiady gotowala podczas gdy maz czesto po godzinach dorabial na drugim etacie.
                                    Jezeli kobieta nie pracuje, to jest to jej wybor i wobec tego ona sama godzi sie na podzial rol ze maz pracuje na dom, a ona w domu.
                                    • fedorczyk4 Re: Metoda na chłopa lub babę... 09.04.13, 13:43
                                      maria421 napisała:

                                      > gdyby ten facet mial jaja, to by za pierwszym razem kiedy mu zona jedz
                                      > enie do kibla spuscila poszedl do restauracji. Wtedy moze zona by sie zastanowi
                                      > la czy jej sie takie wyrzucanie obiadu, efektu wlasnej pracy, oplaci.

                                      Dziwny sposob na udowodnienie posiadania jaj. Innych nie ma? Dla mnie rejterada i pojscie po najmniejszej linii oporu nie jest tozsame z posiadaniem nabialu ;-)

                                      > Jezeli kobieta nie pracuje, to jest to jej wybor i wobec tego ona sama godzi si
                                      > e na podzial rol ze maz pracuje na dom, a ona w domu.

                                      Nie koniecznie. Od bardzo wielu lat nie pracuje "na etacie". Czasami nie mam fuchy przez kilka (nawet kilkanascie) tygodni. I w najmniejszym stopniu nie zwalnia to w tych okresach mojego "etatowego" meza z raz na zawsze ustalonych obowiazkow domowych.

                                      Co do "przynoszenia pieniedzy" i prawa posiadania do nich, mialam kilka lat bezpracowych, bo zwyczajnie doplacalibysmy do tej przyjemnosc jaka jest praca. Starannie podliczone podatki dodane do kosztow opieki nad dziecmi, czasem spedzonym poza domem, kosztem "osoby sprzatacej sprawily ze moja praca "na zewnatrz" stala sie w moim przypadku nieoplacalna. I w niczym nie zmienialo to faktu, ze to co bylo na wspolnym koncie bylo tak samo moje jak le Meza. Za to pieniadze ktore panstwo placilo mi co miesiac za fakt rozmnozenia sie, szly na moje konto i byly wylacznie moje ;-)

                                      Zgadzam sie ze facet z anegdoty "musial lubiec" takie a nie inne postepowanie zony. Widac dostaraczalo mu adrenaliny. Moze zastepowalo pokera i ruletke?

                                      Natomiast subiektywnie trzacha mnie wywalanie zarcia i zona sympatii nie wzbudza. Zreszta ideologicznie trzacha mnie marnowanie pozywienia. Np. szlag mnie trafia jak czytam co roku o tarzaniu sie i obrzucaniu tonami pomidorow w bodaj w Hiszpanii.
                                      • maria421 Re: Metoda na chłopa lub babę... 09.04.13, 16:56
                                        Oczywiscie ze sa tez inne sposoby na udowodnienie posiadania jaj, ale ten facet ewidentnie ich nie mial, wiec nie mial co udowadniac.

                                        Ja nigdy nie pracowalam na etacie, ale wspolzarabialam razem z mezem. Konta bankowe byly zawsze wspolne, stalego, ustalonego podzialu obowiazkow domowych nigdy nie bylo. Zgodnie z mottem, ze jak sie ludzie zgadzaja, to naczynia same sie zmywaja. Ja nigdy nie uwazalam ze mi korona z glowy spadnie jak poczekam na jego powrot (czasem pozny) i podam mu ciepla kolacje, chociaz ja z corka kolacje juz dawno zjadlysmy.
                                        • iwannabesedated Re: Metoda na chłopa lub babę... 09.04.13, 19:18
                                          Hah, miał jaja czy nie, nie dojdziemy tutaj. Natomiast z całokształtu wyłania się jedna bezwątpliwa prawda. Marysia osiągnęła kobiecy ideał. Czyli to co babiny z przekąsem twierdzą, iż się od nich wymaga, a co jest (jak się okazuje tylko ich zdaniem) - niemożliwe. Otóż jest to jak najbardziej możliwe, bo Maria to zrealizowała. Mianowicie będąc kobietą domową bez etatu - zarabiała pieniądze. W niczym nie ujmując mężowi jaj, męskości, i prestiżu - dokładała się cichcem do wspólnej kasy. Realizując ideał kinder kuche kirche była znawczynią Kamasutry. Czekała po nocy z obiadem - a jakoś swoją godność zachowała. Na dodatek - i to jest już moje ulubionie - będąc kobietą mądrą skutecznie rżnie głupa. Więc żaden facet się nie musi czuć gorszy... Po prostu ideał, co to mówią ludzie, że coś takiego być nie może - to jednak jest. Jak kwiat paproci, albo jednorożec, lub skrzydlata małpa, czyco.... Miejże więc litość w sercu i zrozumienie Marysiu, dla nas niebóg co tego ideału się dobić nie mogą... I muszą sobie brać takich pantoflarzy, bez jaj, ani honoru, te odpadki ludzkie, co Ty byś ich czubkiem pantofla nie tknęła :)))

                                          HAHAHA.... polałam się. Dlatego to forum uwielbiam, bo tu takie kwiaty zakwitają, o!
                                      • blues28 Re: Metoda na chłopa lub babę... 09.04.13, 19:32
                                        A owszem Fedo, w Hiszpanii, Levante, valenciajnska miescina Buñol.

                                        https://www.google.es/url?sa=i&source=images&cd=&docid=03avMuZvjyUUDM&tbnid=LUECOcadEw_76M:&ved=0CAgQjRwwAA&url=http%3A%2F%2Fwww.lovevalencia.com%2Fcomo-ir-vestido-tomatina.html&ei=q1BkUdeUDO3n7AahtYH4DA&psig=AFQjCNH6NCYKw0w-9J-C3tEGQSBVSm7SYQ&ust=1365615147226456
                                        Zwyczaj idiotyczny, zenujacy, tym bardziej ze kraj ledwie zipie. A cos mi sie zdaje ze we wrzesniu tego roku znowu beda sie tluki. To juz nawet nie folklor, to idiotyczne marmotrastwo :-(

                                        A Ty Stokrociu szalenie ideologiczne podchodzisz do opisanej przez Cie sprawy :-)
                                        Baba hetera i juz. A chlop dupa wolowa! Moze go to i rajcowalo, ale tak czy owak duzy zadatek na dupe wolowa i nim jest/byl :-) Sorry Winnetou! Jak sie z kims umawiam na jakis uklad i jestem regularnie robiona w bambuko to wymiksowuje sie z ukladu w trybie pilnym. Tak zeby to robienie w bambuko nie bylo zbyt "regularne". Nie wykluczam dobitne poinformowanie dlaczego sie wymiksowuje.

                                        A w ogóle to przed chwila wrócilam z miasta i padam na pysk. Ide z ksiazka na kanape.
                                        • iwannabesedated Re: Metoda na chłopa lub babę... 09.04.13, 19:46
                                          E tam Bluesik, ja się bawię świetnie Waszym towarzystwem i żywiołową dyskusją. Faceta nie znam, może on i był dupa, a bo to takich mało? Z drugiej strony, moja wyobraźnia dla rozyrwki podsuwa mi obraz takiej obopólnej gry, no po przecież słuchaj, ona też musiała sobie nerwów naszarpać. Ten obiad własnoręcznie zrobiony, wychuchany - przecież nie było łatwo spuścić w klopie. A skoro ktoś tutaj słusznie powiedział, że za PRL urwać się wcześniej z pracy, to nie był problem, to skąd wiesz, że facet się nie bawił świetnie stojąc pod drzwiami do powiedzmy 14.40 i pół i wpadając dosłownie w ostatniej chwili, kiedy ona gryząc wargi już stała nad kiblem? Pewnie, prostsze rozwiązanie, że on dupek, a ona zołza jest prawidłowe, ale mnie bardziej bawi jednak moja wersja ;)
                                          • kielbie_we_lbie_30 Re: Metoda na chłopa lub babę... 09.04.13, 21:11
                                            Wcale a wcale nie uwazam ze on jest panem i wladca bo pieniadze do domu przynosi ale ...kurcze...jesli je przynosi a baba nie pracuje zawodowo to chyba jest ok ze ona obiad zrobi. Czeka z obiadem? Niech nie czeka. Niechby zrobila ze pol godziny pozniej...ale ona chyba z tyuch zazdrosnych byla i bala sie ze jesli on rozejrzy sie boki po drodze z pracy to moze cus zobaczy zer w ogole do chalupy nie przyjdzie np. jaka dobra restauracje gdzie do klopa obiadu nie wyzucaja hahaha
                                            Diabli czy facet pantoflarz czy nie...napisalam o sobie ze gdyby mi tak facet zrobil to ciezkie by mial zycie.
                                            W moich mlodych latach chodzilamm wieczorem do szkoly i kiedys gdy wrociulam pietnascie minut pozniej mialam straszne wypytywanie czemu... bo gdybym wrocila dwie godziny pozniej to by zrozumial bo moze wtedy na kawe z kumpela poszlam ale pietnascie minut?
                                            Wiec sobie wyobrazal ze ja gdzies po katach z facetem z klasy sie migdalilam hahaha
                                            No zale zarcia mi nie wyrzucil do klopa bo on zarcia nie robil :)
                                            • blues28 Re: Metoda na chłopa lub babę... 10.04.13, 09:23
                                              Hehehe... popuscilam wodzy wyobrazni i widze jak ten facet stoi przed dzwiami, nogami przebiera i dywaguje: juz wyrzuca czy nie? Po czy slyszac szum wody z klopa (uwaga: to byly czasy cysterny u góry i ciagania za lañcuszek :-)) wpada do chalupy i patrzy jak malzonka spokojnie zajada swój obiad a jego juz w kanalizacji :-) Czysty perwers! Facet mi sie widzi przejmujaco chudy, bo wiecznie glodny. Albo i nie, bo zeby zabic glód kupowal takie wielkie bulki po 50 gr i tych bulek jadl straszliwa ilosc!
                                              • maria421 Re: Metoda na chłopa lub babę... 10.04.13, 10:34
                                                Jezeli ten facet stal pod drzwiami i podsluchiwal czy zona juz zarcie do klopa spuscila, to znaczy tylko jedno- wolal chodzic glodny niz jesc to co zona gotowala :)

                                                Dorota, jezeli uwazasz za ideal zone ktora czeka na wieczorny powrot meza z podrozy zeby mu cipela kolacje podac , to znaczy ze sie ideal bardzo zdewaluowal :)

                                                Nie pracowalam na etacie, pracowalam w spolce z mezem, gdybys koniecznie chciala wiedziec jak moglam nie pracujac na etacie wspolzarabiac.
    • ewa553 Re: Metoda na chłopa lub babę... 10.04.13, 10:31
      dopiero terazt przeczytalam caly watek: mam od wielu dni problemy z logowaniem sie tutaj.
      Ale do rzeczy: w przesmiesznej historii opisanej przez Dorotke i przedyskutowanej przez szanowne grono, tylko ja na pierwszy rzut oka rozpoznalam: ta zona od klopa, to byla prawdziwa Slazaczka!! Otoz Slazaczka, taka prawdziwa a nie ja, wychowana na Slasku, ale jednak z rodzicow "naplywowych", taka Slazaczka wie co sie nalezy. Pracowalam z jedna taka ktora z cala powaga opowiadala, ze jej bratzowa to wspanala zona: jak jej maz wraca do domu, to ona juz czeka z jego pantoflami pod drzwiami, a na stole dymi sie z talerza swiezo nalana zupka... A tu skolei pracowalam z przemilym mlody Grekiem, ktory sie zakochal w Polce tu mieszkajacej. Ozenil sie z nia wbrew swojej greckiej rodzinie, ktora na znak protestu zerwala z nim, ale milosc byla silniejsza. I kiedys skarzyl mi sie, ze jego Danusia jest naprawde kochana itd., ale robi rzecz straszna: jak on wraca do domu, to ona natychmiast serwuje mu obiad... On by chcial po pracy, po prawie godzinnej jezdzie do domu, odpoczac, wywalic sie na kanapke i jsc za pol godziny. A ona nie, zaraz goraca zupe serwuje... Dziwilam sie bardzo, znalam jego zone ale z jego powodu rozmawialysmy zawsze po niemiecku. Az tu ktoregos dnia on zachorowal a ja podjechalam pod ich dom zeby od niej odebrac zwolnienie lekarskie. Bylysmy same, wiec odezwalam sie do niej po polsku. A ona....najczystszym slaskim jezykiem, niezrozumialym dla nikogo spoza slaska. Polskiego literackiego wogole nie znala! No i wtedy zrozumialam ta zupe, ktora serwowala po wejsciu Mizo do mieszkania:))))
      • maria421 Re: Metoda na chłopa lub babę... 10.04.13, 13:04
        A czemu ten Grek nie powiedzial zonie ze lubi wypoczac przed zupa?
        Z jedzeniem jak z seksem, trzeba mowic partnerowi co sie lubi :)
        • ewa553 Re: Metoda na chłopa lub babę... 10.04.13, 13:13
          probowal, ale ona to witanie obiadkiem miala we krwi: Slazaczka! :)))
          • iwannabesedated Re: Metoda na chłopa lub babę... 10.04.13, 22:51
            No tak myślę, że to mogła być Ślązaczka. Ten typ tak ma.

            A ta tutaj, no co Wy? Chłop nie od tego, żeby z nim gadać. Chłopu trzeba dać obiad, w niedziele ma być to rosół i rolady z modrą kapustą. Remonty ma robić chłop, oraz meble na świńskich skórach przesuwać. A nie - gadać coś. A jeszcze z takim, Greka by udawał tylko...
            • ewa553 Re: Metoda na chłopa lub babę... 11.04.13, 09:05
              a ty popatrz, tyle lat go znam i nie zauwazylam, ze on udaje Greka! cudne:))))
              • iwannabesedated Re: Metoda na chłopa lub babę... 17.04.13, 01:17
                No widzisz, a jego mądra żona to wiedziała. Nie żaden Grek, tylko zwykły chłop to był. Chłopu się po pracy należy gorąca zupa na stole. A nie jakieś farmazony, kombinacje alpejskie, hop przez nogę...

                Natomiast "na babę" to ja o jednym tylko systemacie słyszałam, mianowicie znajomy znajomej miał taki system na żonę, że jak żona zaczynała nadmiernie (jego zdaniem) jakieś roszczenia i wymogi rozwijać, to on znikał. Na dwa tygodnie. Ani telefonicznie nie był osiągalny, ani nijak. Potem się pojawiał z bukietem kwiatów, wciskał jej jakąś idiotyczną opowieść, bzykał ją i był szarmancki. Oczywiście żona, uszczęśliwiona, że on w ogóle żyje, jest zdrowy, ma wszystkie ręce, nogi, tudzież inne przyległości, i ją nadal (powiedzmy) kocha, i w ogóle istnieje i jest, to zapominała o jakichkolwiek roszczeniach byłych czy obecnych. Oczywiście, powiecie, że on był świnią, a ona idiotką. No pewnie tak. HAHAHA...
                • fedorczyk4 Re: Metoda na chłopa lub babę... 17.04.13, 18:21
                  Kurcze, zastanawiam sie i zastanawiam i nie znam zadnej cenzuralnej i pozytywnaj metody na babe. Czesc znanych mi chlopow, albo siedzi pod pantoflem, czasami na wysokim obcasie i niezwykle sexi ale jednak, a czesc uzywa metod za ktore walilabym tych "panow" po ryju gdy to byla w jakimkolwiek stopniu "moja" brocha. Na mnie dziala mieszanka szacunku, humoru, nizezaleznosci, zachwytu i silnej woli, ale szczegolow receptury nie podam ;-)
                  • iwannabesedated Re: Metoda na chłopa lub babę... 17.04.13, 21:33
                    Bah! No wiesz, jak ja bym znała na siebie metodę, no na co by mi chłop był???
                    Myślę w ogóle, że wymyślenie "metody na", jakkolwiek naganną ona nam by się mogła wydawać, jest jednak jakimś miernikiem zaangażowania. Bo trzeba naprawdę poznać tę osobę, aby wiedzieć co na nią działa. No chyba, że ktoś po prostu ma jedną metodę którą stosuje do wszystkich i się w końcu ostaje z osobniczką, na którą ta metoda działa długotrwale, podczas gdy inne, znudzone, od galopowały w kierunku gdzie trawa jest soczystsza i bardziej zielona. Niedawno czytałam że Kolski miał taką metodę na żonę, że się co i raz to zakochiwał w kimśtam i jej o tym opowiadał. A niedawno wręcz książkę o tym napisał że jakaś muszelka panie, co się w nim zakochała w wieku lat 12, a teraz jakieś dzikie bzykanie i go nadal kocha i w ogóle szał ciał goli pierdoli, niepotrzebne - skreślić. No i Błęcka Kolska od galopowała. Too much of a good thing, etc.... facet się przerzucił no i został ... z ręką w muszelce.
                    • maria421 Re: Metoda na chłopa lub babę... 18.04.13, 09:23
                      Nie wiem jaka metoda na mnie dziala, wiem czego bym nie zniosla i nie tolerowala. Ale to i tak juz niewazne :)
                    • jutka1 Re: Metoda na chłopa lub babę... 18.04.13, 10:45
                      Nie wiem, kto to ten Kolski, ani Błęcka Kolska, ale opis mnie ubawił setnie, gracias! :-)))
                      No i "od galopowała" kradnę niniejszym. :-)

                      Co do adremu, to czytam z wielkim zainteresowaniem, ale dodać nic nie mogę: ani ja nie mam metody na chłopa, ani nie znam metody na mnie, ani historii żadnych innych nie przypominam sobie. :-(
                      Ale fakt, wiele razy od galopowałam i to z furkotem skrzydeł husarskich. :-)))
                      • iwannabesedated Re: Metoda na chłopa lub babę... 18.04.13, 12:05
                        Przebóg .... Pytonie...

                        pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Jakub_Kolski

                        Idź schowaj głowę w klozecie.... No nie...

                        :)))
                        • jutka1 Re: Metoda na chłopa lub babę... 18.04.13, 12:30
                          Nie no... Stokrociu... Kolskiego reżysera znam, Jasminum bardzobardzobardzo lubię, ale skąd miałam wiedzieć, że Tobie o tego Kolskiego chodziło?? Nie znam jego perypetii z nieletnimi, ani faktu że książkę wydał, ani nic nie wiem o jego żonie.
                          Tak więc (zam.) chyba usprawiedliwiona jestem. :-)
                          • iwannabesedated Re: Metoda na chłopa lub babę... 18.04.13, 12:48
                            Nie! Nigdy w życi.... Jest jeden Kolski, z żoną Błęcką Kolską...

                            A Błęcka-Kolska jest aktorką, w Jasminium też grała.... Bosz.... Więc wiadomo, że wiesz o kogo chodzi, tylko tutaj Pytonisz dla jaj z człowieka.

                            Natomiast perypetuy z nieletnimi i opisywanie tego potem w książkach, to chyba jakaś moda wśród lekko przechodzonych reżyserów polskich, vide Żuławski obrabiający dupy małej Rosatti....
                            • fedorczyk4 Re: Metoda na chłopa lub babę... 18.04.13, 14:50
                              Mario, calkiem, calkowicie sie mylisz. Moja tesciowa ma 83 lata (chyba, ze ciut wiecej) i w zeszlym roku przezyla mega podryw. Emerytowany wlasciciel kilku wiejsich aptek polecial na nia jak szafa na trzech nogach. I to niezwykle energicznie. Jak mi cala historie, z dobieraniem sie wlacznie, na wyscigi z siostrzencem le Meza opowiadali, to o malo co nie posiusialam sie ze smiechu!!!!! Cos przepieknego :-)
                              Co do Kolskiego i malzonki to wcale, a wcale, jej sie nie dziwie. Wszystko ma swoje granice ;-)
                              • maria421 Re: Metoda na chłopa lub babę... 18.04.13, 15:31
                                Fedoro, ale my tu chyba nie mowimy o metodzie na podryw tylko o metodach stosowanych w stalych zwiazkach, a takiemu ja mowie zdecydowanie NIE :)
                                Jestem sama sobie sterem, zeglarzem, okretem i bardzo to sobie cenie.
                                • iwannabesedated Re: Metoda na chłopa lub babę... 18.04.13, 15:50
                                  Ha! No to bym ja chciała koniecznie usłyszeć, historia Twej teściowej podrywanej "na szafę" zafrapowała mój umysł :)

                                  Kolskiej to ja się owszem, i dziwię.... Że ją dopiero teraz ów od-galop wziął. Kolski, niby reżyser, a na swoją żonę taki debilny, redundantny i oklepany scenariusz miał, no dno.... HAHAHA :)

                                  Hm, a może powinnam tutaj była założyć wątek o metodach na podryw? Niby wszyscy tutaj sobie cenimy bycie sterem, żaglem i do szycia tego żagla - szydłem ;), ale, jak mawiał mój Dziadek, na wszelki wypadek i ksiądz w portkach nosi HAHAHA :))) Nigdy to nie wiadomo kiedy coś przydać się może...
                                  • maria421 Re: Metoda na chłopa lub babę... 18.04.13, 16:23
                                    Zaloz, Dorotko, watek o metodach na podryw, moze sie jeszcze czegos naucze :)
                                    • fedorczyk4 Re: Metoda na chłopa lub babę... 18.04.13, 17:19
                                      Ja nie jestem sama sobie cala ta plywajaca maszyneria. I jestem w pelni tego swiadoma. Zbyt duzo danych sklada sie na wzor mojego zycia zeby mozna bylo wyabstrahowac z niego czysty pierwiastek pod nazwa "zwiazek" jako taki. Dzieci ktore jeszcze nie byly laskawe w caloksztalcie opuscic domu rodzinnego, wspolna praca a wlasciwie dwie w dodatku jedna w formie rodzinnego biznesu, wspolna opieka nad najstarszym i najmlodszym pokoleniem..... chyba tylko szczoteczek do zebow nie mam wspolnych. Moge sobie posterowac ale tylko pod warunkiem ze inne jednostki plywajace ustawia sie we wlasciwy sposob w naszej miednicy :-) I dlatego musze miec metode, albo raczej metody, na le Meza, inaczej dawno bym pekla, albo zadeptalibysmy sie na smierc!!!
                                      • maria421 Re: Metoda na chłopa lub babę... 18.04.13, 19:23
                                        Fedoro, jasne ze w zwiazku nie da sie i nie powinno sie byc sobie samemu sterem, zeglarzem, okretem. W zwiazku razem sie ciagnie wozek i trzeba uwazac zeby go ciagnac w te sama strone.
                                        • fedorczyk4 Re: Metoda na chłopa lub babę... 18.04.13, 19:57
                                          A co z metoda na...?
                                          • iwannabesedated Re: Metoda na chłopa lub babę... 18.04.13, 20:06
                                            No, Fed, to jest metoda. "Na rolnika" - rolnik bierze żonę, żona bierze dziecko, dziecko bierze świnię, kota, co tam było, no i to wszystko się ładuje na ten wózek. Strasznie nudna ale, hm, no uświęcona tradycją metoda. Jeszcze jest metoda na wspólne niesienie krzyża, czyli męczeńska. Też popularna.
                                            • maria421 Re: Metoda na chłopa lub babę... 18.04.13, 20:57
                                              "Metoda na" jest po to, zeby chlop rowno wozek ciagnal :)

                                              Dorota, na nude w ciagnieciu wozka dobrze robi zmiana pozycji- jedno ciagnie, a drugie popycha :) Byle by tylko nie bylo ze raz jedno na wozie, a raz pod wozem.

                                              Poniewaz to funkcjonuje to - niech zyje tradycja ! :)

                                              • iwannabesedated Re: Metoda na chłopa lub babę... 18.04.13, 21:39
                                                To funkcjonuje? Jakoś nie widzę...
                                                Na naszym forum kupa luźnych i wesołych kółek się kotłuje. Żadna za bardzo się doczepić dać do wózka nie kwapi.
                                                • maria421 Re: Metoda na chłopa lub babę... 18.04.13, 21:48
                                                  Kazdy ciagnie swoj wozek. Ja go ciagne sama, a kto w parze to go ciagnie wespol w zespol z partnerem. A jak partner nie chce ciagnac, to chlop z wozu, babie lzej :)

                                                  A jezeli Ty nie zauwazasz ze tez wozek ciagniesz, to znaczy ze albo masz lekkie zycie, albo silnego partnera :)
                                                  • blues28 Re: Metoda na chłopa lub babę... 19.04.13, 15:56
                                                    Tak sobie czytam ten watek z zaciekawieniem wielkim, ale wlasnych historii nie dorzucam, bo jakichs bardzo oszalamiajcych sukcesów to na tej niwie nie odnioslam. A Fedo jest my hirol, absolutnie, jednak obiektywnie, na dzien dzisiejszy to ja sie nie nadaje na stadlo i ten indywidualny ster, okret itd bardzo mi pasi:-)
                                                    Zas w dalszej rodzine mam kuzynke poderwana na poledwice z Baltony! Oczywista, byly to czasy przasno-siermieznne, z kartkami na mieso i slawetnym: za czym kolejka ta stoi??? Absztyfikant przynoszacy luksusowe wedliny i platy miesa byl wart zlota. Nawiasem mówiac, Baltona chyba padla a stadlo trwa dalej i ma sie jak najlepiej.
                                                  • iwannabesedated Re: Metoda na chłopa lub babę... 20.04.13, 12:14
                                                    Wiecie, ja wyczyny zespołowe podziwiam nadzwyczaj, sama jak raz z chłopem usiłowaliśmy kajaka spożytkować na rzece Krutyni, to najpierw się ciągle zahaczaliśmy wiosłami. Potem się za bardzo rozpędzaliśmy i nie wyrabialiśmy na zakrętach, więc co i raz to z szuwarów się musieliśmy wydobywać. Potem chłop wiosłował za szybko, to mnie ręce bolały. To wiosłowaliśmy wolno, to jego bolały bo, pedział, że od wolnego wiosłowania go bardziej bolą niż od szybkiego. To potem mi zarzucił, że skoro siedzę z tyłu to jak on nie widzi, to ja go robię w konia i wcale nie wiosłuję (miał rację). To się przesiedliśmy. I w pewnym momencie czuję, mi jakoś się płynie wolno chociaż macham, patrzę, a tu - on nie wiosłuje!

                                                    Przedsięwzięcie w większej grupie rodzinnej, to pamiętam wyjazd do Poczdamu z moimi wujami i siostrą cioteczną poprzedniego lata. Chyba to już tutaj opisywałam, ale działy się rzeczy straszne, i to że się w ogóle udało dotrzeć do tego Poczdamu (ze Szczecina, więc wcale żaden dystans jakiś) to cud nad cudami.... Cierpliwość, tolerancja i dyplomacja jaka jest wymagana jest czymś naprawdę godnym podziwu i kultywowania. A wycieczka, w końcu, okazała się nadzwyczaj udana :)))
    • ewa553 Re: Metoda na chłopa lub babę... 19.04.13, 12:06
      przelecialam watek w pospiechu miedzy odkurzaniem roznych czesci mieszkania i tylko jedno moge dodac: wszystko Wam sie popieprzylo, bo dziuadek z babka, wnuczka i kotem to ciagneli nie wozek, ale RZEPKE!!!!!! Riepku, jak sie to w odpowiednim wierszyku rosyjskim zwalo. O!
      • blues28 Re: Metoda na chłopa lub babę... 19.04.13, 15:51
        O,toto Basienko :-))) Wielebne forum dalo plame z tuwimowskiej klasyki :-))) One tylko chlop i baba, a gdzie caly wielopokoleniowy zestaw i zywina wszelka?
        • iwannabesedated Re: Metoda na chłopa lub babę... 19.04.13, 19:50
          Eeeee, no dziewczynki.... Taki Azheimer okropny, to już się kwalifikuje do leczenia. Żaden Tuwim, tylko zabawa przedszkolna co się nazywa "Rolnik sam w dolinie" - w kółeczku się dzieci w to bawią. Na litość boską. Toż ja do przedszkola nie chodziłam a "Rolnika" znam.

          Osobnego wątka nie będę zakładać, bo "Metoda na..." to również pasuje do metody na podryw. Podryw "na wędlinę" mnie się podoba. Mnie ostatnio usiłował poderwać w sklepie z kaboszonami pan metodą "na tyrpanie". Otóż oglądałam sobie ja, Wasza Stokrotka, w sklepie duży regał na którym były wystawione tace z kaboszonami. Tymczasem za, obok, a wydawało się też że pod i nade mną się kłębił jakiś osobnik, i a to mi rękę wsadzał przed nosem, a to mnie połą płaszczy zahaczał, no więc ja się kilka razy odsunęłam, ale w końcu mu uwagę grzecznie zwróciłam, iż jeżeli ma taki imperatyw aby akurat obejrzeć coś do czego ja mu dostęp blokuję - to niech powie, to ja się przesunę, BOWIEM NIE CIERPIĘ JAK MNIE DOTYKAJĄ OBCY LUDZIE. To ostatnie, dla kontrastu wygłosiłam stanowczo i głośno. Osobnik zaś ku mojemu osłupieniu się puścił w jakieś lansady i prysiudy, przepraszać zaczął, w uśmiechach się rozpłynął, udzielił obfitych wyjaśnień, czym mnie tak zaniepokoił i zdumiał, że potem zaraz dwa razy sprawdziłam, czy mi aby portfela nie zapier... I dopiero jak w swoim osłupieniu zreferowałam sprawę Fed, to ona mnie wyjaśniła, że byłam obiektem podrywu. Bah!
          • blues28 Re: Metoda na chłopa lub babę... 20.04.13, 10:42
            Jak bonie dydy nie znam zabawy w Rolnika!! A moze to regionalne bylo?

            Ani chybi bylas podrywana metoda na wkraczanie w przestrzen osobista :-)

            A propos wedlin i przestrzeni osobistej, to przypomniala mi sie moja osobista histeria/historia :-)
            Mlodym dziewczeciem bedac, ostatniej kartkowej soboty bohatersko udalam sie po mieso, na dodatek proponujac sasiadom, ze skoro ide....
            Nie myslalam, ze trafie na malpi gaj, na sto osób w kolejce, upal nieznosny w sklepiku (kto tam wtedy mial klimatyzacje?), duszenie i deptanie, ladowanie sie na plecy i w ogóle nacieranie na moja przestrzen osobista. Gdybym ofiarnie nie wziela sasiedzkich kartek, to machnelabym reka i poszla precz, ale mialam w reku dwa ludzkie miesieczne przydzialy wiec stac trzeba bylo.
            W miare stania rosla moja histeria a ubywalo miesa, wedlin; zostawaly same ochlapy, zreszta coraz ich mniej. Spocona, omdlala, zdruzgotana dotarlam do lady i wzielam co dawali (jakies okropne kielbasy zwyczajne i zylaste resztki miesa) zaladowalam kosz wiklinowy, który wazyl chyba z 5-6 kilo i niemal placzac z ulgi i rozczarowania ruszylam do domu. W parkowej alejce zagadnal mnie mlodzieniec jakis, nieswiadom mojego wyczerpania psychicznego. Bo oto ja, w gruncie rzeczy dobrze ulozona panienka, odwrócilam sie, zamachnelam sie koszem i ryknelam: spdajaj stad, bo jak ci przypierdole tym koszem to leb z plucami urwe!! Mlodzian zdebial, po czym splynal bezszelestnie. Pamietam to zdarzenie do dzis :-)
            • jutka1 Re: Metoda na chłopa lub babę... 20.04.13, 10:57
              Blues Ty świnio! Posikałam się! :-)))))))
              • iwannabesedated Re: Metoda na chłopa lub babę... 20.04.13, 11:53
                Ojezuojezuojezu! Łeb z płucami!!! Nieno... Popłakałam się ....

                Tak tak, jest takie powiedzenie, nie ruszaj lwa jak lew s...a.... Jak widać to samo się odnosi do panienki z koszem mięsa...
                • maria421 Re: Metoda na chłopa lub babę... 20.04.13, 13:11
                  Nie spodziewalam sie ze w Bluesie taka bestia drzemie :)
                  • blues28 Re: Metoda na chłopa lub babę... 21.04.13, 09:54
                    maria421 napisała:
                    > Nie spodziewalam sie ze w Bluesie taka bestia drzemie :)

                    Ja tez nie, Marysiu :-) Taki wybuch nie lezy w mojej naturze dlatego tak dokladnie go pamietam :-)
    • iwannabesedated .... na udzielenie mylnej informacji 20.04.13, 18:35
      Słuchajcie, wracając wczoraj z lotniska byłam świadkiem próby podrywu na udzielenie mylnej informacji. Otóż stałam ja na przystanku, podeszło dwóch młodzieńców w typie południowym, całkiem apetycznych, i się spytało który autobus do centrum. W tym momencie między nas, czyli mnie i ich, wbił się energiczny wypięty biust, a przynależna doń głowa w łamanej angielszczyźnie zaczęła coś gadać. Więc ja się usunęłam dając biustowi, głowie oraz reszcie pole do działań. Okazało się, że biust młodzieńcom doradził bus, który w ogóle nie jechał do centrum. Ale, był to jednak ten, którym jechał biust (maj maj, co za zdumiewający zbieg okoliczności!) co się okazało gdy ów bus nadjechał bo wsiedli do niego zarówno młodzieńcy dwaj, jak i biust a właściwie to dwa biusty, czyli po jednym na głowę...

      HAHAHA!
      • kielbie_we_lbie_30 Re: .... na udzielenie mylnej informacji 20.04.13, 19:47
        Amoze to nie podryw ale biznes?
        • iwannabesedated Re: .... na udzielenie mylnej informacji 20.04.13, 20:18
          Mówisz? Czyli przyjemne z pożytecznym? No, mogło tak być, czemu nie ;)
          • blues28 Re: .... na udzielenie mylnej informacji 21.04.13, 09:57
            Zastanawiam sie, czy majac np. dzien dobroci dla zwierzat, nie wtracilabym grzecznie acz autorytatywnie, ze biust udziela mylnej informacji. Ciekawe co by na to zrobil biust ?? :-)
            • fedorczyk4 Re: .... na udzielenie mylnej informacji 21.04.13, 17:47
              Zafalowal?
              • iwannabesedated Re: .... na udzielenie mylnej informacji 21.04.13, 19:43
                Nieno, co Wy? Między biusty a brzeg puchara mam się pchać? Młodzieńcy nie wyglądali na nie-zainteresowanych, a ostatecznie z tego busa można dokonać przesiadki na metro do centrum. Więc może trochę na obkoło, do tego Centrum na pewno dotrą. W końcu... ;)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja