iwannabesedated
07.04.13, 15:06
Odnośnie syndromu "bufetowej" co podniosła Fed, to urodziła mi się idea takiego wątku. Skoro już zabełtałyśmy w mętnych wodach damsko-męskich relacji.
Ktoś opowiadał mi historię takiego właśnie faceta, czy profesor on był, czy dziennikarz, jednostka dość intelektualnie wysublimowana. Posiadał on wyrafinowaną, piękną i posągową małżonkę. Posiadał on też potrzebę aby raz na kilka miesięcy znaleźć sobie jakąś spelunę, koniecznie aby tam była taka właśnie z rozmachem, przytupem i przysiadem bufetowa, mogła być też kelnerka. I spędzał upojne chwile emablując ową, i stawiając tamtejszym bywalcom, dusząc się z lubością w tym zawiesistym sosie matczyno-ludowego erotyzmu, amikoszonerii i gastronomii. Królował tam i władał, śpiewając, rozstawiając po kątach i brylując. Po pewnym czasie w drzwiach stawała wyrafinowana, posągowa małżonka i palcem wskazywała po prostu wyjście. On cichł, potulniał, i szemrząc "już już duszko" jak ten górski strumyczek spływał ku wyjściu. Element entre posągowej żony, był absolutnie niezbędny, jeśli się za długo nie pojawiała, zerkał na drzwi niespokojnie, po czym cichł, milkł, a potem na długie miesiące dostawał strasznej depresji.
I inne są takie kuriozalne systemata pielęgnowania związków. Oczywiście są rutynowe, tendencyjne i nudne systemata, pt. na przykład branie na zazdrość, znikalstwo, czy praktykowane z upodobaniem przez co bardziej pozbawione wyobraźni kobiety - zabranie dziecka i wyjechanie do mamy.
Zgłaszam się tutaj do foruma, o opis ciekawszych z tych systemów :) Lub w ogóle, jakie znacie. A jak się kto odważy, to niech napisze co sam stosuje, lub co wobec niego stosowano co działało a co usiłowano - a nie działało.