Przemoc w rodzinie a wychowanie

16.02.05, 01:21
Wyrośliśmy w czasach, gdy przemoc fizyczna wobec dzieci jako środek
wychowawczy był szeroko akceptowalną metodą stosowaną prawie w każdej
rodzinie.
Czasy się zmieniły, nawet mi, forumowemu redneckowi i dewocie, wydaje się że
bicie dzieci jest po prostu niedopuszczalne. Nawet jak czasami własne dziecko
kompletnie traci kontrolę nad własnym zachowaniem i wiem że porządny klaps na
zasadzie szoku szybko go sprowadzi na ziemię, to moja ręka nie jest w stanie
tego wykonać.
Jednak w raporcie gazety:
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2554545.html
mowa także o tzw przemocy psychicznej. Co to jest przemoc psychiczna?

Czy nakazy i zakazy, kary w rodzaju ograniczenia korzystania z przyjemności,
albo ostry i perswazyjny ton, czy niedługo i to będzie klasyfikowane jako
przemoc? Jeżeli tak, to czy jest inna i skuteczna metoda wychowawcza?
Mówi się szeroko o tzw. pozytywnym wychowaniu. Ale jest to nie zawsze
skuteczne. W połowie przypadków jest to wręcz zupełnie nieskuteczne.
Negatywne metody czasami są koniecznością.

Jest psychologicznie udowodnione, że dziecko czuje się najbardziej bezpieczne
i najlepiej się wychowuje w świecie bardzo szczegółowo zdefiniowanym, gdzie
białe jest zawsze białe, czarne zawsze czarne, gdzie wykroczenie poza
zdefiniowane ramy zawsze spotyka się konsekwencjami. Gdzie ściśle
zdefiniowane ramy są niezmienne w czasie i są także podparte osobistym
przykładem rodziców.
Jednak po pierwsze, jak egzekwować przestrzeganie tych ram wyłącznie
pozytywnymi metodami wychowania?
Po drugie, rodzice też nie są idealni i sami albo nie potrafią tych ram
stworzyć czy przestrzegać, albo też te ramy się zmieniają pod wpływem różnych
czynników. Dorosły to zrozumie, dziecko jednak nie. Dla niego rama została
przekroczona przez dorosłego, więc logicznie wszystkie ramy też są możliwe do
przekroczenia. Konsekwencją jest tzw. wychowanie szarpane, z luźną
konsekwencją i luźnymi ramami, gdzie interpretacja ram zależy od chwili i
jest dla dziecka niezrozumiała.
Podejrzewam że w większości rodzin mamy do czynienia z elementami wychowania
szarpanego. Rodzic chce podświadomie jak najlepiej, ale sam nie wie jak
konsekwentnie do tego doprowadzić. Tego po prostu nie da się uniknąć! W
związku z tym negatywne metody perswazji jako element wymuszania
przestrzegania zmieniających się ram jest po prostu konieczny. Alternatywą
jest kompletny chaos!
A przecież według coraz bardziej ewoluujących standardów wychowawczych, coraz
więcej negatywnych metod nacisku kwalifikuje się jako przemoc psychiczna.

Pytanie: czy można wychować dziecko wyłącznie metodami pozytywnymi? Czy można
wychować dziecko nadaktywne metodami wyłącznie pozytywnymi?
Jeżeli nie, to jakie metody wychowania negatywnego są dopuszczalne i nie
klasyfikują się jako przemoc psychiczna?

Proszę mamy i tatusie o opinie.

    • maria421 Re: Przemoc w rodzinie a wychowanie 16.02.05, 10:01
      Moi rodzice nigdy nie stosowali wobec mnie czy mojego brata kar cielesnych.
      Oznaczam, ze smigniecie scierka przez plecy nie zaliczam do kar cielesnych.
      Nigdy tez nie stosowali kar upokarzajacych.

      Podobnie ja, nigdy nie stosowalam ani kar cielesnych (nie licze klapsa), ani
      kar upokarzajacych. Kary jakie stosowalam to bylo postawienie do kata "az sie
      uspokoisz" - nastawialam wtedy zegarek kuchenny i corcia miala stac tak dlugo,
      az zadzwoni. Mowilam 10 minut, a nastawialam na 4-5 minut..))
      Inna kara bylo "marsz do pokoiku", z ktorego corcia wychodzila po kwadransie i
      podrzucala mi katreczke z namalowanym kwiatkiem albo serduszkiem, co oczywiscie
      powodowalo ze mieklam i wszystko wracalo do normy.
      Kiedy mnie pytala:"kochasz mnie jeszcze?" odpowiadalam "zawsze cie kocham,
      tylko sie gniewam jak jestes niegrzeczna".

      Tak wiec, Swiatlo, absolutnie odrzucam przemoc fizyczna i psychiczna , wszystko
      to, co upokarza dziecko. Jestem natomiast absolutna zwolenniczka konsekwencji i
      ustalenia konkretnych granic tego, co wolno, a co nie.
      "Nie" znaczy NIE! Tak znaczy tak . Kazda dana obietnica musi byc dotrzymana.
      Wazna sprawa jest tez dawanie przykladu, bo tylko w ten sposob mozna sobie
      wyrobic autorytet. Jezeli sie uczy dziecko, ze nie wolno smiecic, to i samemu
      sie nie smieci. Dzieci sa najbardziej krytycznymi sedziami wlasnych rodzicow.
      Poza tym z dziecmi nalezy rozmawiac, nalezy dac im pewnosc, ze moga nam zaufac,
      cokolwiek by sie nie stalo.
      Ja mojej corce zawsze mowilam, ze nawet jak cos przeskrobie, to ma mi o tym
      powiedziec. Uprzedzilam ja, ze najpierw jej zmyje glowe, a potem bede starala
      sie jej pomoc.

      Ach, wychowanie dzieci to wcale nie jest taka trudna sprawa.
      • sabba mario 16.02.05, 10:14
        stawianie do kata tez moze byc upokarzajace. Jesli patrzysz z perspektywy
        skrzywdzonego dziecka. Bo dziecko nie zawsze rozumie dlaczego.
        • lalka_01 Re: mario 16.02.05, 10:36
          to co nie jest upokarzajace? Zakaz grania na kompie? Ogladania tv? Zawieszenie
          kieszonkowego? To stosuje bo cos musze stosowac.
          Starsze czasami maja do mnie pretensje - "Ty sie wsciekasz za zle stopnie, a
          inne mamy mowia- nie martw sie, nastepnym razem bedzie lepiej...". No ale ja to
          wlasnie mam mowic do matolka, ktory nawet nie otworzyl ksiazki przed
          klasowka "bo myslalem, ze ja wszystko umiem"? Albo do pannicy calymi dniami
          czytajacej brawo i ogladajacej vive?
          Nie zgodze sie Mario, ze wychwawnie dzieci jest proste, o nie....
          • sabba Re: mario 16.02.05, 10:39
            dziecko musi zrozumiec dlaczego kara nastepuje tak mi sie wydaje. MOwie z mojego
            doswiadczenia jako dziecka bo wlasnych nie mam
            • lalka_01 Re: mario 16.02.05, 10:43
              Moje starsze to stare konie, dobrze wiedza, za co. Ale inni (tzn. koledzy) za
              to samo nie sa karceni - wiec pojawia sie poczucie krzywdy. I tak wychodze na
              konserwatywna czarwonice w morzu liberalnych anielic.
        • lucja7 trudne 16.02.05, 10:43
          Wychowanie dzieci uwazam za rzecz bardzo trudna.
          Uwazam ze dzisiejszy swiat jest bardzo trudny, wymagajacy, z wieloma
          niewiadomymi. Znalezc swoje miejsce, zdefiniowac siebie samego nie jest rzecza
          prosta. A co dopiero praca nad dziecmi, ich wychowaniem, uczeniem.....
          Jest to dla mnie cos przeogromnego, wymagajacego duzo czasu i sil.
          My obydwoje rodzicow jestesmy oddani zupelnie naszej pracy i to oraz dzieci sa
          sensem naszego zycia. Jak pogodzic?
          My ulatwiamy sobie w pewnym sensie ten problem dajac zdecydowane pierwszenstwo
          jakosci edukacji. Najlepsze szkoly z wymogiem najlepszych rezultatow.
          I wszystko sie kreci wokol tego watka.
          Jak narazie, odpukac, jestem bardzo zadowolona z rezultatow.

          Ale padlo tu slowo ktore bardzo mi sie podoba: upokorzenie.
          I zgadzam sie w zupelnosci z tym ze nie wolno stworzyc sytuacji zeby dziecko
          czulo sie upokorzone. Zawsze powinno miec mozliwosc wyjscia z podniesionym
          czolem z kazdej sytuacji.

          I zreszta nie tylko dzieciom sie to nalezy lecz wszystkim w normalnych
          relacjach miedzyludzkich.

          lucja
        • maria421 Sabciu, 16.02.05, 11:17
          Kazda kara musi byc dostosowana do wieku.
          Duzego dziecka nie stawia sie do kata, bo to mogloby byc dla niego
          upokarzajace, malemu dziecku sluzy to natomiast do uspokojenia sie .
          Karanie malego dziecka musi sie odbywac na zasadzie akcja-reakcja, zeby
          kojarzylo klapsa czy postawienie do kata z tym, co zrobilo. Niewlasciwe jest
          odsuwanie kary" Zobaczysz, przyjdzie tata, to ci wleje", bo dziecko potem
          zapomina dlaczego ma byc ukarane.

          Uwazam wiec, ze jezeli male dziecko wie, za co idzie do kata i wie, kiedy z
          niego wyjdzie, a takze jezeli wie, ze i inne dzieci ida do kata, to wcale nie
          czuje sie upokorzone.

          • don2 Re: Niedzielny Ojciec ma glos 16.02.05, 11:38
            Wychowanie dzieci uwazam ,za najtrudniejsza prace (zadanie).Bic nie ma sensu.
            karac tak by zrozumialy a nie przyzwyczajaly sie i wyrobily sobie instynkt
            prawnika.za przekroczenie okreslona kara.Na to sobie dzis moge pozwolic....
            Sposob w jaki moje dziecko wychowale jego matka ,a ja dolozylem tez swoje 5
            groszy,doprowadzil do zadania ,bym na corki slub odzial sie w smoking.Dziecko
            nie moze byc przemadrzalom ksiezniczka a ojciec prywatnym bankiem.
            no coa,jest tysiace przepisow na wychowanie i miliony mlodych niewychowanych.
            czasami nieodpowiedzialni rodzice powinni pomyslec nad starym powiedzeniem:
            Nie chcesz by cie oddaly do Domu Starcow ,oddaj je do Domu Dziecka.
            • ani-ta Re: Niedzielny Ojciec ma glos 16.02.05, 11:48
              > Nie chcesz by cie oddaly do Domu Starcow ,oddaj je do Domu Dziecka.

              ja znam:
              zemsta dziecka za zlobek - dom starcow dla rodzicow:)

              a.:))
      • ani-ta Re: Przemoc w rodzinie a wychowanie 16.02.05, 10:40
        podpisuje sie pod maria poki co wszystkimi konczynami - wraz z metodami
        wychowawczymi wzgledem latorosli:)

        moje dziecko moze 3 razy w zyciu mialo dostac "legalne" lanie za super-hiper-
        przewinienie i za kazdym razem "cos" sie wydarzylo, ze z lania robila parodia a
        potem trzeba bylo szybko ratowac sytuacje - czyli ratowac swoj autorytet i
        koniecznie dokonac edukacji srodkami zastepczymi:)
        ostatnim razem zdarzyla w przerazeniu wrzasnac "mama nie!!! znowu sobie palec
        wybijesz!!!!":)))))))))

        ale z drugiej strony mam to szczescie, ze dziecko zdrowo-dziewczynkowo-
        emocjonalne, wiec tlumaczenie na kolanach wraz z przykladami z zycia wzietymi
        (no czasem lekko naciaganymi, swiadomie dramatyzowanymi:P) dziala lepiej niz
        ganianie po domu z kontrolowanymi pacnieciami w powietrze (badz meble - stad
        palce powybijane):))))

        ale...
        obracajac sie w srodowisku szkolniakow mlodszych mam obraz dzieci - kompletnie
        rozpieszczonych (to stare, zle kreslenie), rozwydrzonych, nie kontrolujacych
        sytuacji, nie nauczonych minimalnych nawet zasad dobrego zachowania.
        juz kiedys pewnie mowilam... znajoma zwrocila mi uwage, ze teraz mlodziez nie
        schodzi z drogi ustepujac miejsca komus starszemu, predzej przewroci i pojdzie
        dalej... i tak jest! mlode od poczatku maja swiadomosc swojej wagi i...
        przewagi nad doroslymi. moda na wychowanie na wzor szwedzki (jak to zwykle w
        PL - troche przejaskrawiony) zagniezdzila sie w PL i powoli zaczyna przynosic
        efekty - niestety te negatywne.
        dziecko jest swietoscia, cale zycie podporzadkowuje sie dziecku, rezygnuje sie
        z pracy, wlasnych ambicji itp. albo tez wynagradza mu sie na milion sposobow (i
        w zaden wlasciwy) nieobecnosc rodzicow ... nie tlumaczy sie, nie karze sie,
        ustepuje sie i czeka "az dorosnie do zrozumienia sytuacji".
        efekt - w szkole lepiej isc przy scianie, bo na wielkim korytarzu w sytuacji
        jeden na jeden z dziesieciolatkiem... NIE MAM SZANS! malo tego, tlumaczenie, ze
        powinien mi zejsc z drogi jest jakby "nierozsadne"... bo mlodzieniec czym
        predzej pyta, a czemu to ja tego nie zrobilam?!
        kolejny przyklad - wypchniecie rozhisteryzowanej 7latki z domu...
        po zakonczonej zabawie goscie wychodza.
        dla mnie to jest jasne... i nie raz czekam z utesknieniem tej wlasnie godziny:)
        ale... musze doliczyc malutki, czesto godzinny!, margines na samo wyjscie! bo
        niby wszyscy znaja zasady, ale czesc dzieci wie, ze krzykiem-placzem-tupaniem-
        (wyzywaniem!) moga cos jeszcze osiagnac. dla mnie jest to znak - trza kontakty
        ukrocic i tyle... bo skoro wlasna matka nie jest w stanie wyegzekwowac od
        dziecka posluszenstwa... to kto to zrobi?
        itp.
        itd.

        moim zdaniem kij o biciu i niebiciu na dwa konce... dobrze jest znalezc srodek
        i trzymac sie go twardo. o znecaniu psychicznym mowic nie chce, bo juz sam
        temat wydaje mi sie obrzydliwy... a polaczony ze slowem "dziecko" - absolutnie
        nie do przyjecia.

        a na koniec...
        mnie rodzice nie bili... ale mieli w zwyczaju "omawiac problem"... i tak sobie
        wtedy przy kuchennym stole marzylam...:
        a inni to maja..."jeszcze tylko wpierdol... i wakacje":))))))))))

        a.:))))
    • basia553 Re: Przemoc w rodzinie a wychowanie 16.02.05, 17:24
      I ja pozwalam sobie cos dodac z perspektywy bylej cörki, bo dzieci nie mam.
      Otöz sa faktycznie kary duzo gorsze od bicia. Ja dostalam tylko raz w sköre,
      jak Mama dowiedziala sie, ze kolejny raz bylam na wagarach - akurat wieszala
      cos w szafie i trzepnela mnie wieszakiem, bo go akurat miala w rece. Tato na to
      rzucil sie ze lzami w oczach tulac mnie i jenczonc "moja biedna cöreczka". To
      byla teraz czesc rozrywkowa. A czesc powazna: moja Mama karala milczeniem. Czy
      wiecie jak straszne jest milczenie matki? To bylo straszne! Nie odpowiadala,
      nic nie möwila, tylko palcem pokazywala np. co trzeba sprzatnac, albo ze
      sniadanie na stole. Nie pamietam jak dlugo tak milczala, ale mozecie mi
      wierzyc, ze snie o tym jeszcze teraz czasami. Tez marzylam wtedy, zeby mi pasem
      przylozyla czy czym tam. Mam nadzieje, ze nikt tak okrutnej broni jak milczenie
      nie stosuje.
      • don2 Re: Przemoc w rodzinie a wychowanie 16.02.05, 17:29
        ja stosuje: nie rozmawialem z corka prawie 10 lat,Tylko czy ona wiedziala ,ze
        to kara .najprawdopodobniej nie zwrocila nawet na to uwage.sa rozne dzieci.
        • basia553 Re: Przemoc w rodzinie a wychowanie 16.02.05, 18:00
          Don, Ty kpiarzu - z cörka nie mieszkales przez te 10 lat pod jednym dachem,
          nie patrzala w Twoje smutne oczy zbitego psa....
          • don2 Re: Przemoc w rodzinie a wychowanie 16.02.05, 18:15
            ja cie bardzo pardon ,ale nie mam oczow smutnych zbitego psa a tylko
            kurewskie ,jak to powiedziala kiedys taka jedna.
            • basia553 Re: Przemoc w rodzinie a wychowanie 16.02.05, 18:18
              sluchaj, ona pewnie miala na mysli Twöj charakter a nie Twoje oczy:))))
    • ertes Re: Przemoc w rodzinie a wychowanie 16.02.05, 18:26
      Jeszcze nikomu porzadny klaps w de nie zaszkodzil.
      Tak samo kary o ktorych pisze lalka.
      • don2 Re: Przemoc w rodzinie a wychowanie 16.02.05, 18:30
        Oczy miala na mysli,gleboko w nie zagladajac przed zaczeciem udawania.
        • bella-donna Re: corka.... 18.02.05, 06:08
          Zawsze staralam sie postepowac tak, aby nie sprawic PRZYKROSCI rodzicom.
          Nie byly do tego potrzebne ani nakazy, zakazy, kary, czy krzyki, to ja
          dziecko, wiedzialam jak daleko moge sie posunac w swoim postepowaniu.
          Nikt mnie tego nie uczyl...

          Ps. oczywiscie, godzina policyjna byla...o;
          • lalka_01 Re: corka.... 18.02.05, 10:27
            "Nikt mnie tego nie uczyl...".
            Urodzilas sie dorosla?
            • ani-ta Re: corka.... 18.02.05, 10:32
              lalka,
              dzieci rodza sie z postanowieniem w mozgu:
              moje mlode np. od urodzenia mialo - "testowac matke do upadlego na okolicznosc
              wytrzymalosci wszelakiej":)))
              twoje pewnie mialy tez cos w tym stylu....
              a wybrancy dostali dzieci z "nie sprawiac przykrosci":))))

              a.:)))
              • lalka_01 Re: corka.... 18.02.05, 10:55
                Kazdemu wedlug zaslug :-)
                • lucja7 Re: corka.... 18.02.05, 11:07
                  "Nikt mnie tego nie uczyl"

                  Nie masz wrazenia ze przeszlas obok czegos?
                  Przeciez wychowanie jest sila rzeczy nauka. Przeciez "dobre" wychowanie nie
                  jest jednoznaczne z nieprzeszkadzaniem.

                  lucja
                  • bella-donna Re: corka.... 19.02.05, 01:37
                    lucja7 napisała:
                    > Nie masz wrazenia ze przeszlas obok czegos?

                    nie... lubie ryzyko, ale madre i rozsadne...

                    > Przeciez wychowanie jest sila rzeczy nauka.

                    tak, ale jeden uczy sie szybko, drugiemu zycia nie starczy
                    aby pewne zasady wdrozyc w swoje postepowanie a inny jeszcze
                    obdarzony jest intuicja ze po prostu WIE, co nalezy i wypada,
                    a czego nie mozna...



                    > Przeciez "dobre" wychowanie nie
                    > jest jednoznaczne z nieprzeszkadzaniem.

                    np. dobre wychowanie nigdy nie pozwoli
                    matce przeszkadzac w odpoczynku.
                    • lalka_01 Re: corka.... 19.02.05, 09:42
                      Bella nie bron zdania, ktore Ci sie lapsnelo. Nie ma dzieci, ktorych nikt nie
                      uczyl, a same wiedza co to dobro a co zlo, co wypada a czego nie. Twoi rodzice
                      mieli po prostu talent i przekazali Ci to tak sprawnie, ze nawet nie zauwazylas
                      kiedy.
                      I jeszcze jedna uwaga - naturalnie dzieci, ktore nie chca sprawiac klopotow
                      rodzicom sa "latwiejsze w obsludze", ale dzieci "wieczni buntownicy" tez maja
                      swoj urok. Z ktorych wyrastaja wartosciowsi dorosli - nie podejmuje sie
                      odpowiedziec...A Ty?
                      • bella-donna Re: corka.... 19.02.05, 18:33
                        lalka napisala:
                        "Nie zgodze sie Mario, ze wychwawnie dzieci jest proste, o nie...."

                        ...temat rzeka, prawda...?


                        lalka_01 napisała:

                        >Bella nie bron zdania, ktore Ci sie lapsnelo. Nie ma dzieci, ktorych nikt nie
                        >uczyl, a same wiedza co to dobro a co zlo, co wypada a czego nie. Twoi rodzice
                        >mieli po prostu talent i przekazali Ci to tak sprawnie, ze nawet nie zauwazylas
                        >kiedy.
                        **a czyz nie o to wlasnie chodzi ? podobno dziecko "uczy" sie do 4-ego roku
                        zycia a potem to juz ma pewne cechy zakodowane i o zmiane trudniej...


                        >I jeszcze jedna uwaga - naturalnie dzieci, ktore nie chca sprawiac klopotow
                        >rodzicom sa "latwiejsze w obsludze", ale dzieci "wieczni buntownicy" tez maja
                        >swoj urok. Z ktorych wyrastaja wartosciowsi dorosli - nie podejmuje sie
                        >odpowiedziec...A Ty?

                        to jest przeciez oczywiste. wazne jest w tym wszystkim to, aby Ci "wieczni
                        buntownicy" nie ranili, nie krzywdzili, nie udawali glupcow, byli po prostu
                        nieszkodliwi dla spoleczenstwa...
                        zapewniam Cie, ze zwariowanych pomyslow na zycie mi nie brakuje, czyli mozna
                        jednoczesnie nie sprawiac klopotow i miec fantazje...

                        pozdrawiam
                        • ani-ta Re: corka.... 19.02.05, 18:51
                          zaraz moment!
                          bellka,
                          ty mowisz caly czas z punktu widzenia "dziecka"? prawda?
                          sadzac po tonie - raczej juz doroslego dziecka?
                          myslisz, ze jestes obiektywna?
                          ze wszystko swietnie pamietasz?
                          ze znasz mysli swoich rodzicow?

                          z punktu widzenia twojej mamy - zadalabym sobie teraz pytanie - "po cholere ja
                          temu dziewczeciu bylam?!... skoro ono samo z siebie idealem juz sie
                          urodzilo:)":)))))

                          a.:)))
                          • bella-donna Re: corka.... 19.02.05, 19:24
                            ani-ta napisała:

                            > zaraz moment!
                            > bellka,

                            mysle , ze rodzice zlosliwosci Cie jednak nie uczyli, nauczylas sie sama ,
                            czy moze sie myle ?

                            > ty mowisz caly czas z punktu widzenia "dziecka"? prawda?
                            > sadzac po tonie - raczej juz doroslego dziecka?
                            > myslisz, ze jestes obiektywna?
                            > ze wszystko swietnie pamietasz?
                            > ze znasz mysli swoich rodzicow?

                            W podsumowaniu wychodzi mi, ze jestem juz dorosla, ale czy tak naprawde
                            nie jestesmy , nie chcemy byc dziecmi do konca zycia ?

                            Jesli rodzic nigdy nie narzeka, jest usmiechniety i zadowolony,
                            nie krzyczy, nie bije, nie podnosi glosu, czy nie mam prawa tak
                            sadzic ? Rozumialysmy sie bez ZBEDNYCH slow i to bylo fantastyczne...
                            tato natomiast byl bardzo stanowczy, taki autorytet o jakich jest
                            juz dzisiaj trudno, potrafilam go jednak zawsze wyprzedzic, zanim
                            powiedzial, juz bylo zrobione, real, to bylo dla mnie takie przedluzenie
                            gry w szachy , w ktore strasznie z nim lubilam grywac jeszcze w
                            wieku przedszkolnym


                            >z punktu widzenia twojej mamy - zadalabym sobie teraz pytanie - "po cholere ja
                            > temu dziewczeciu bylam?!... skoro ono samo z siebie idealem juz sie
                            > urodzilo:)":)))))

                            dzieci sie ma po to aby je kochac i cieszyc z tego ze sa...

                            Rodzice czesto popelniaja zasadniczy blad, mysla , ze maja dzieci dla siebie,
                            spodziewaja sie , ze kiedys od dziecka beda miec to czy tamto, no bo przeciez
                            sie tak poswiecili, wychowali, zrezygnowali tam z czegos, aby to dzieciecie
                            mialo... nie ma gorszej rzeczy dla mnie jak slysze takie biadolenia, jakies
                            wyimagowane oczekiwania, wymagania, czesto przerastajace latorosl i
                            poglebiajace je we frustracji...

                            a Ty nie marzysz o idealnym dziecku ? demolcia mi sie wlasnie takim widzi
                            • ani-ta Re: corka.... 20.02.05, 16:09
                              mam jednak dziwne wrazenie ze silnie teoretyzujesz.
                              pieknie brzmi opis twoich stosunkow z rodzicami - wrecz bajkowo... no wlasnie
                              bajkowo!
                              z dziecinstwa wiekszosci ludzi pozostaja cudowne wspomnienia beztroski,
                              milosci, bezpieczenstwa, spokoju - stad opis twoich rodzicow nie jest niczym
                              nowym czy szokujacym. jednak sa to tylko wspomnienia, ktore zostaly tak
                              uksztaltowane aby zakryc to co zle a wyolbrzymic to co dobre.
                              zupelnie inaczej wygladalyby one gdybys pochodzila z domu o patologicznym
                              stosunku rodzice-dzieci, czy gdyby w twoim dziecinstwie wydarzylo sie cos co by
                              wstrzasnelo twoim glebokim zaufaniem do rodzicow i przyjaznie nastawionego do
                              dziecka swiata.
                              warto poczytac troche o psychologii dzieciecej, o wieku dorastania do kolejnych
                              etapow doroslosci:) niekoniecznie polecam Freuda... ale Piaget ma sporo madrego
                              do powiedzenia;)
                              probowalam cie ukierunkowac na tor... rodzic -dziecko z punktu widzenia
                              rodzica, a nie na tor dziecko-rodzic z punktu widzenia dziecka;)
                              w czerwcu minie 7lat odkad jestem mama i jak do tej pory 99% moich genialnych
                              (!) teorii na temat wychowania dzieci padlo w gruzach. to co wydawalo mi sie
                              zle i niedopuszczalne w dzialaniach moich rodzicow nabralo zupelnie innego
                              wymiaru wraz z pojawieniem sie Demolci:) patologiczny wrecz strach mojej mamy o
                              mnie, ktory bylam sklonna w wieku lat 15-17 leczyc psychiatrycznie na oddziale
                              zamknietym, stal sie moim strachem, nad ktorym musze kazdego dnia pracowac:)
                              itp. itd.
                              a jednak staram sie wychowywac dziecko tak by ustrzec je przed najwiekszymi
                              bledami i nie zapobiegac mniejszym - niech sie uczy ze gorace parzy - ale pod
                              moja kontrola;) mimo to dziecko wiecej niz ciekawe swiata wymyka sie spod
                              kontroli, bo jest ciekawe, bo chce wszystko wiedziec, dotknac, doswiadczyc, bo
                              miliony pytan ktore legna sie w blond glowce sa nie do ogarniecia umyslem
                              brunetki:) i wtedy trzeba dzialac, wsciekac sie, ganiac za organizmem po domu i
                              probowac wydzielac sprawiedliwosc:) i wtedy trzeba szybko przeliczyc sily na
                              zamiary i wybrac droge najskuteczniejsza edukacji zycia!
                              i wlasnie tej najskuteczniejszej metody dotyczyl watek swiatla:)

                              co do zlosliwosci:)
                              masz racje:) nauczylam sie jej od rodzicow;)
                              nie masz racji:) nie bylam wobec ciebie zlosliwa;)

                              pozdrawiam
                              a.:)
                              • basia553 ja znowu jako cörka powiem, 20.02.05, 16:15
                                ze o wychowaniu moznaby w nieskonczonosc....
                                nieraz mysle o tym w odniesieniu do mojej rodziny. bylo nas troje rodzenstwa,
                                wychowywali nas ci sami rodzice, w ten sam sposöb, a jak rözne byly efekty tego
                                wychowania, jak rözne byly ich radosci i smutki z nami..
                                • don2 Re: ja znowu jako cörka powiem, 20.02.05, 20:54
                                  No to na PTV ogladalem dyskusje o przemocy w rodzinie.Pani Posel mowila o nowej
                                  ustawie ,na co pan wybitny prawnik ,powiedzial ,ze to najwiekszy bzdet
                                  prawny ,i ze to wszystko dawno jest w prawodawstwie ,tylko poslowie pojecia nie
                                  maja o zawartosci prawa PL.Potem ta pani stwierdzila ,ze w PL dzieci sie kara
                                  do dzis a np we Francji lub Hiszpanii to jest niespotykane.Co utwierdzilo
                                  mnie ,ze Pani posel nie odbiega poziomem wiedzy " w temacie " od wiekszosci
                                  polskich parlamentarzystow.Zaznaczam,ze moge przytaczac setki przypadkow ,gdzie
                                  na moich oczach ,matka strzelala w buzie dzieciaka( w hiszpanii) nazywajac go
                                  takimi wyrazami ,ze dusza sie radowala.Co nie znaczy ,ze jestem przesadnym
                                  przeciwnikiem dawania w dupe " Pan Bog rozeczka dzieci karac karze ) czy jak to
                                  bylo :))))))))))))))))
                              • bella-donna Re: corka.... 20.02.05, 21:09

                                jedno z pytan swiatla brzmialo:
                                "Pytanie: czy można wychować dziecko wyłącznie metodami pozytywnymi? "

                                Moja odpowiedz , jako corki, brzmiala TAK .

                                Jak sama slusznie zauwazylas, zadne teorie, zadne ksiazki nie zdaly w Twoim
                                przypadku egzaminu, sama musisz szukac jakiegos elixiru co jest bardzo
                                sluszne, bo kazde dziecko jest inne. Nieraz zastanawiam sie jak jednym
                                rodzicom sie udaje, a innym mimo najszczerszych checi jest zawsze pod gorke.
                                Mowilam o sobie bo to wlasnie JA, STARALAM sie aby nie robic rodzicom
                                przykrosci swoim postepowaniem.
                                Zdawalam sobie doskonale sprawe co ich ucieszy, a co nie. Potrafilam
                                wyposrodkowac, tak aby obie strony byly zadowolone.

                                ani-ta napisała:
                                "probowalam cie ukierunkowac na tor... rodzic -dziecko z punktu widzenia
                                rodzica, a nie na tor dziecko-rodzic z punktu widzenia dziecka;)"

                                a przeciez do dziecka nalezy decyzja, czy wejdzie z buciorami na dywan czy
                                jednak zalozy te papcie...Czy znajdziesz dla niego jakies usprawiedliwienie ?


                                "w czerwcu minie 7lat odkad jestem mama i jak do tej pory 99% moich genialnych
                                (!) teorii na temat wychowania dzieci padlo w gruzach....
                                ...i wybrac droge najskuteczniejsza edukacji zycia!"

                                niektorym zycia brakuje na znalezienie wlasciwej drogi...
                                Moim rodzicom sie udalo, ale ja tez sie do tego przyczynilam
                                i swoich zaslug nie pomniejsze...o;


                                ani-ta napisała:
                                "co do zlosliwosci:)
                                masz racje:) nauczylam sie jej od rodzicow;)"

                                Dobrze, ze zdajesz sobie z tego sprawe...
                                Moi rodzice nie byli zlosliwi, moze to byl ten klucz
                                ktory otwieral wszystkie drzwi...?
                                • ani-ta Re: corka.... 20.02.05, 21:16
                                  > a przeciez do dziecka nalezy decyzja, czy wejdzie z buciorami na dywan czy
                                  > jednak zalozy te papcie...Czy znajdziesz dla niego jakies usprawiedliwienie ?
                                  >

                                  moja corka wchodzi na dywan w BUCIORACH - sztywna podeszwa, wysoko za kostke
                                  zapinane, twarde skorzane buciory:) a "papci" to ona w zyciu na oczy nie
                                  widziala i poki ja jestem jej matka - nie zobaczy!

                                  a teraz pozwol, ze skopiuje czesc twojego postu do twojego watku:) nie moge sie
                                  powstrzymac!:)))))))))))))))

                                  a.:)))))
                                  • bella-donna Re: corka.... 20.02.05, 21:25
                                    ani-ta napisała:
                                    > moja corka wchodzi na dywan w BUCIORACH - sztywna podeszwa, wysoko za kostke
                                    > zapinane, twarde skorzane buciory:) a "papci" to ona w zyciu na oczy nie
                                    > widziala i poki ja jestem jej matka - nie zobaczy!

                                    nalezy sie cieszyc , ze tylko na Twoj...

                                    ps. nie zapomnij jednak o tym "kluczu"...
                                    • don2 Re: corka.... 20.02.05, 21:35
                                      Z tym persem ,to mozesz sie pozegnac :)))))))))))))))))))))))))))))))
                                      • ani-ta Re: corka.... 20.02.05, 21:41
                                        don,
                                        przeciez wiesz - pers za zycia jutki jest jutki i tylko jutki:)
                                        natomiast testament forumowy stanowi, ze... jestem jej corka adoptowana, ktora
                                        jedyne co z tego wyniesie to pers!
                                        co prawda jutka napisala tylko slowo pers i jak trafie przebieglego prawnika to
                                        mi kota w worku wcisnie i nawet jeknac nie bede mogla....
                                        ale licze na uczciwosc ludzka!:)
                                        plus jutka wie, ze ja mam sprzet i srodki i zapal do pielegnacji dywanow
                                        szczegolnych!:) wiec... moze z czasem slowko "dywan" dopisze?:)
                                        a poza tym.... to ona mnie KOCHA i skrzywdzic nawet po smierci nie da!
                                        <i tej wersji sie trzymam jak tonacy brzytwy!! i nie popuszcze!!!>

                                        a.:))))))))))))))))))))
                                        • don2 Re: corka.... 20.02.05, 21:44
                                          jezeli jest to podyktowane kwestia medyczna ,czy jak to nazwac ,to nie ma
                                          rady.Pers mozna naiwyzej zwinac i czekac na lepsze czasy.Usprawiedliwiona :)))
                                          • ani-ta Re: corka.... 20.02.05, 21:54
                                            don,
                                            moje mieszkanie (najwieksze z dotychczasowych ale z pewnoscia nie ostatnie:P)
                                            ma dokladnie 53,5m^2. poloze persa na srodku i otocze barierkami z bialo-
                                            czerwona tasma;) przeszkole kundla zeby nie wchodzil nan (akurat psa mam
                                            pojetnego... albo tylko metody wychowawcze do ssakow nizszego rzedu wlasciwe?)
                                            i bedziemy rodzinnie na niego patrzec! (na dywan! nie psa!)
                                            jak juz nam sie lekko opatrzy.... to zaczniemy wzywac sasiadow (mamy ich
                                            sporo!) i za wykupieniem biletu tez beda mogli sobie oczy prawdziwa sztuka
                                            pocieszyc a nie tylko na te miernoty ikeowskie za 9,99zl sie gapia i chamieja!
                                            <swoja droga mam taka "sztuke" z ikei... sztuka jest piekna i nieodgadniona...
                                            powiesilismy sztuke na scianie nie bez watpliwosci czy aby wisiec ona powinna?
                                            wzbudza sztuka owa nieklamane zdezorientowanie gosci... i niezmiennie zadawane
                                            pytanie "a cio to?! sami robiliscie?"... po dluzszym wywodzie pochodzeniowym
                                            sztuki... slyszymy "nooo w koncu nic innego by tutaj nie pasowalo... nooo...
                                            jest to interesujace... nooo... wy oryginaly... sztuka oryginal... pasujecie do
                                            siebie z ta sztuka.... nooo... dobrze ze to tylko 9,99zl
                                            kosztowalo!!!!":)))))))))))))))))))))))))))))))))>

                                            a.:)

                                            P.S.
                                            persa zawsze mozna powiesic na scianie!:PPPPP (dywan! nie kota!)
                                            • don2 Re: corka.... 20.02.05, 22:05
                                              Mozna powiesic a na nim ryngraf dziadka z podziemia i dwie skrzyzowane karabele
                                              pradziadka z powstania styczniowego ,oraz obrazek z pielgrzymki:))))
                                              • ani-ta Re: corka.... 20.02.05, 22:13
                                                mam portret "przodka", tzn. taty, ale jeszcze do niego nie dorosl:))))) poki co
                                                portret lezy u rodzicow w szafie w zakamarku pt. "tutaj trzymamy rzeczy ktore
                                                nas bawia ale nie nadaja sie do publikacji":))))) moze przekupie brata,
                                                zeby "przodka" wykradl?
                                                z szabelkami moze byc problem, ale mam "pistolet"-zapalniczke i granat-
                                                zapalniczke (bajery skads dostane okupujace pudelko pt. "bajery do niczego
                                                niepotrzebne").
                                                co do obrazkow z pielgrzymki... to akurat tych mam ZATRZESIENIE! juz ledwo sie
                                                mieszcza w pudelku pt. "dary tesciowej".... wybiore najciekawsze okazy!:)))))
                                                ryngraf prapradziadka albo jeszcze bardziej pra... ponoc pol wawy sobie u niego
                                                orla w koronie robilo... chyba ma tesciowa w sejfie... klucz do sejfu trzyma
                                                tam gdzie zawsze! hmm........ i nie ma jej w domu!!!
                                                ty masz leb don! jak kon!!!!!!!!!!!
                                                cmoooooooooook
                                                lece kompletowac!:))))))))))

                                                a.:)))))
                                              • bella-donna Re: corka.... 20.02.05, 22:15
                                                don2 napisał:

                                                >Mozna powiesic a na nim ryngraf dziadka z podziemia i dwie skrzyzowane karabele
                                                >pradziadka z powstania styczniowego ,oraz obrazek z pielgrzymki:))))

                                                PUDLO......
                                                ps. a niby taki "mundry" ...o;
                                                • ani-ta Re: corka.... 20.02.05, 22:22
                                                  czy cos chcialas do mojej i dona rozmowy wtracic?
                                                  a.
                                                  • bella-donna Re: corka.... 20.02.05, 22:25
                                                    ani-ta napisała:

                                                    > czy cos chcialas do mojej i dona rozmowy wtracic?

                                                    juz to przeciez zrobilam...
                                                  • ani-ta to bylo pyt. retoryczne. n/t 20.02.05, 22:28
                                                  • bella-donna Re: n/t 20.02.05, 22:31

                                                  • lucja7 Re: n/t 20.02.05, 23:17
                                                    Donna napisala:

                                                    jedno z pytan swiatla brzmialo:
                                                    "Pytanie: czy można wychować dziecko wyłącznie metodami pozytywnymi? "
                                                    Moja odpowiedz , jako corki, brzmiala TAK .

                                                    Twoja odpowiedz byla inna i to wywolalo tutaj troche zamieszania.
                                                    Napisalas mianowicie ze nikt nie musial cie uczyc.
                                                    Rozumiem wiec ze jestes nie (albo zle) wychowana skoro ta praca cie ominela.
                                                    Ale zastrzegam ze to tylko logiczny wniosek z tego co napisalas a nie zadne
                                                    insynuacje.
                                                    A jesli chodzi o klucz, to jakie drzwi juz nim otworzylas?

                                                    lucja :))
                                    • ani-ta Re: corka.... 20.02.05, 21:36
                                      poczytaj sobie dokladnie moje posty na temat Demolki.
                                      a potem jak juz bedziesz gotowa sie wypowiedziec - to najpierw przeczytaj to
                                      sobie glosno! i zastanow sie czy aby warto?

                                      a jezeli braknie intelektu - to mala wskazowka - sa dzieci ktore nosza buciory
                                      zawsze i wszedzie. sa dzieci ktore nawet w nich spia. i sa matki dla ktorych
                                      dywan jest ostatnia swietoscia w domu! bo pierwsza jest ZDROWIE dziecka.

                                      a jak juz bedziesz gotowa cokolwiek odpisac - to napisz to sobie na czole -
                                      "nie jestem najmadrzejsza! i gowno wiem o zyciu!"

                                      dziekuje
                                      a.
                                      • bella-donna Re: corka.... 20.02.05, 21:53
                                        alez ja pisalam tylko o sobie, nie rozumiem skad ten atak...

                                        ty swoja matke chcialas leczyc, ja nie musialam...

                                        ps. jak demolcia nie wparuje z BUCIORAMI do sasiadki
                                        to przeciez jest wszystko w porzadku...ale ja o tym juz
                                        wczesniej wspominalam...
                                        • sabba bello 21.02.05, 08:30
                                          corka anity nosi buty ortopedyczne i dlatego nigdy nie widziala kapci i nie
                                          sciaga tych butow od razu wchodzac na dywan. To nie wynika ze zlego wychowania,
                                          o czym Anita nie napisala dosc jasno na samym poczatku wywodu o chodzenia w butach.
                                          A co do wychowania: fakt twoje doswiadczenia z dziecinstwa wydaja sie bajkowe
                                          ale prawdziwosci przynajmniej ja ci nie odmawiam. MOze bylas wrazliwym, madrym
                                          inteligentynm dzieckiem. Ja nie pamietam wiele z dziecinstwa ale wiem ze
                                          grzeczna nie bylam. I cos takiego jak nie robic przykrosci rodzicom to byla dla
                                          mnie abstrakcja bo co to jest przykrosc dla mnie a co dla rodzicow?
              • bella-donna Re: corka.... 19.02.05, 01:32
                ani-ta napisała:

                > lalka,
                > dzieci rodza sie z postanowieniem w mozgu:
                > moje mlode np. od urodzenia mialo - "testowac matke do upadlego na
                > okolicznosc wytrzymalosci wszelakiej":)))

                jezeli dziecko testuje rodzicow to jeszcze pol biedy, gorzej,
                jak zaczyna testowac spoleczenstwo a rodzicow albo to bawi,
                albo nie przejawiaja zadnej reakcji...na jedno wychodzi

            • bella-donna Re: corka.... 19.02.05, 01:26
              niby nie...a czy w twojej klasie/szkole wszyscy byli na jednakowym poziomie ...?
              • lucja7 Re: corka.... 19.02.05, 11:39
                Najlepsi uczniowie, najinteligentniejsi, najgrzeczniejsi oraz zli, niegrzeczni
                i niewychowani.
                Jakze zycie moze byc proste...

                lucja
                • bella-donna Re: corka.... 19.02.05, 18:25
                  lucja7 napisała:

                  >Najlepsi uczniowie, najinteligentniejsi, najgrzeczniejsi oraz zli, niegrzeczni
                  >i niewychowani.
                  >Jakze zycie moze byc proste...

                  Oczywiscie, ze moze byc proste, ale nie znaczy, ze nudne, chyba sie zgodzisz,
                  ze niektorzy posiadaja szczegolny dar do komplikowania sobie zycia
                  jak rowniez i innym . Nigdy nie potrafie wyjsc z "podziwu" dla nich, jak oni
                  to robia i jak to w ogole jest mozliwe, aby samemu sobie zakladac petle na
                  szyje. Przyznaje sie, ze az takich "talentow" nie posiadam a i swietnie mi sie
                  bez nich zyje.
                  Zawsze jednak winie rodzicow i nie znajduje dla nich usprawiedliwienia... jak
                  sobie wychowaja, takie maja...
    • basia553 Re: Przemoc w rodzinie a wychowanie 21.02.05, 07:56
      möwilam od poczatku, ze bella-? niczego poza zamieszaniem na forum nie wnosi.
      Czyli potwierdza sie to co Lucja napisala, ze takie sa skutki braku wychowania
      (wolna interpretacja Lucji, pardon):)))))
      Anita, moge zostac ciotka Twoja (ciem lubiem) i wtedy dostaniesz do tego persa
      pjenkne dwie szabelki, ktöre posiadam. Obawiam sie jednak, ze przy
      przebieglosci Jutki Pers moze sie okazac jej bylym panem od sprzatania,
      wiec kaz sobie faktycznie dopisac slowo dywan, do testamentu:)))))
      PS Mam nadzieje, ze nie poszlas dzis do pracy?
      • jutka1 Prywata do Basi :-)) 21.02.05, 08:03
        Baska, jak jo cie pizna gizdzie jedyn bez tyn bezpysk.... ;-))))
        Pers to nie POS. Kropka.
        Pers siem dobrze podobno miewa, doniesiono z Dolnego Slunska. Poza tym --
        wszyscy zdrowi, chyba.
        :-)
        • basia553 Re: Prywata do Basi :-)) 21.02.05, 08:08
          Udowodnij! Dopisz "dywan" w testamencie:))))))) Ja Cie dawno podejrzewam, ze
          POS wzielas z soba:))))))) Dziekuje za poprawienie humoru:)))))))
          Patrz, co sie dzieki Tobie nasmialam:)))))) Idz spac, kurde!
          • jutka1 Re: Prywata do Basi :-)) 21.02.05, 08:20
            ok, ok. napiszem "pers 18-wieczny=dywan a nie 18-wieczny pan od sprzatania" ;-)))
            moze byc?? :-)

            Nie chce mi sie spac bo mam chandre :-(
            Sorry.......
            • ani-ta Re: Prywata do Basi :-)) 21.02.05, 12:15
              hmm...
              dzieki!!!!!!!!!!!!!!
              jestes wielka!
              teraz to juz nikt mi kota w worku nie wcisnie!:)))))))
              moge spac przez najblizsze 50lat spokojnie;))))))

              POS tez moglabys dorzucic... mam juz POBa przydalby sie i POS dla rownowagi:))))

              a.:)

              P.S.
              a w leb chcesz?! wybij se ta chandre z glowy! bo jak nie... to ja ci ja wybije!
              OTPYMIZM towarzyszko! to jedno nas przy zyciu w zasciankowie trzyma!:)))))))
      • lucja7 brak wychowania 21.02.05, 11:10
        Basia napisala:
        "...möwilam od poczatku, ze bella-? niczego poza zamieszaniem na forum nie
        wnosi.
        Czyli potwierdza sie to co Lucja napisala, ze takie sa skutki braku wychowania
        > (wolna interpretacja Lucji, pardon):)))))..."

        Basiu, prosze nie zwalac na mnie. Zastrzegalam ze napisalam to wyciagajac
        logiczny wniosek z pisania Donny i byla to uwaga tzw generalna a nie osobista.
        Ktos kto nie widzi potrzeby byc wychowanym i nie byl wychowywanym (podobno za
        obopolna zgoda rodzicow i corki) jest dla mnie niewychowanym, sila rzeczy.

        lucja

      • ani-ta Re: Przemoc w rodzinie a wychowanie 21.02.05, 12:13
        basienko:)
        oczywiscie, ze poszlam dzis do pracy:)
        w koncu tydzien chorowania to okres absolutnie wystarczajacy do zaawansowania
        sie klaustrofobii we wlasnym domu:))))

        juz zaluje, bo w pracy jak to w pracy... nie tak dobrze jak domu:))))

        a.:))))))
        • lalka_01 Re: Przemoc w rodzinie a wychowanie 21.02.05, 12:51
          zarazilas mnie, caly weekend lezalam. Widocznie tegoroczna grypa to kara dla
          zlych matek :-)))))
          • ani-ta Re: Przemoc w rodzinie a wychowanie 21.02.05, 13:03
            no to mamy test na uczucia macierzynskie...
            ty lezalas tylko 2 dni!
            ja - 5!
            ide sie biczowac!!!:)))))))))))))

            caluski bez zarazkow!:)))

            a.:))))
    • basia553 Przestan Jutka! 21.02.05, 12:48
      Odmawiam Ci prawa do chandry! Czy musze Ci przypominac, ze jestes w trakcie
      wspanialego urlopu, masz ertesika pod renkom, pjenkne spotkanie wczoraj,
      jestes na pieknym kawalku ziemi - co Ty chcesz jeszcze??? Pewnie masz chandre
      bo w Kaliforni cieplo i nie mozesz nosic swojego jesiotra:))))))) To by
      wszystko tlumaczylo.
      • ani-ta Re: Przestan Jutka! 21.02.05, 13:04
        futro z jesiotra?!
        hmm...
        to ja popracuje nad wyobraznia!:))))))))))))))))))))))))))))))))))

        a.:)))))))
        • magdalena18 czy znacie te tytuly?? 21.02.05, 13:21
          Justyny Dabrowskiej "Bez stresu z dziecmi"-nie ma dzieci sa ludzie
          Hubertus von Schoenebeck "ANTYPEDAGOGIKA byc i wspierac zamiast wychowywac"
          Podtytuly mowia same za siebie.

          • ani-ta Re: czy znacie te tytuly?? 21.02.05, 13:35
            Hubertus von Schoenebeck "ANTYPEDAGOGIKA byc i wspierac zamiast wychowywac"
            znam. piekna idea... tyle tylko, ze jak kazda teoria srednio sprawdza sie w
            zyciu:)
            pan H.S. zdaje sie wychowal czesc swoich dzieci w sposob tradycyjny, a przy
            drugim rzucie w/g teorii antypedagogiki, twierdzil potem, ze te drugie dzieci
            wyszly na tym lepiej...
            czyzby?
            a moze trafil ciekawsze mieszanki genowe?:)
            antypedagogika jest obecnie wiecej niz modna w PL:)
            moje zdanie jest - jakby anty do anty:) podobnie jak anty do metod
            tradycyjnych:) kazdy szuka swego zlotego srodka, a dzieciom potrzebne tak samo
            sa swoboda w poznawaniu otaczajacego ich swiata jak i rygory ustanawiane przez
            doroslych:)
            jak sie spreze w sobie to znajde pudelko z napisem "psychologia dziecieca i
            pedagogika" i pocytuje co ciekawsze kawalki:)
            <nawiasem mowiac - uczylam sie tego wszystkiego juz majac Demolcie i na zmiane
            popadalam w samouwielbienie i depresje z powodu bledow nie- i popelnianych w
            procesie;)))))) a dziecko... jak to dziecko... roslo sobie dalej!:))))>
            a.:)))
    • xurek Re: Przemoc w rodzinie a wychowanie 23.02.05, 14:20
      Ja jako dziecko: dziadkowie nigdy mnie nie bili, tylko karali konsekwencjami -
      wiadomo bylo, czego nie wolno i wiadomo bylo, co sie stanie, jak sie to zrobi.
      Bez zbednych slow i emocji. Tata mnie nie wychowywal, bo wolal sie ze mna
      bawic. Jak bylam dzieckiem mielismy super uklad, jak wydoroslalam, to sie
      okazalo, iz jestem zupelnie kims innym, niz jego wymarzony obraz corki. Mama
      jest egocentryczka i choleryczka co w roli matki wyraza sie w niekontrolowanych
      atakach werbalnych i cielesnych na wlasne dzieci. Do momentu, az mialam chyba z
      18 lat i powiedzialam, ze tym razem jej oddam.
      Co z tego wyszlo? Daje sobie rade w zyciu, jestem raczej lubiana i nie mam
      specjalnych psychicznych problemow. Juz niezyjacych dziackow wciaz jeszcze
      bardzo kocham, z tata i mama znalazlam ponownie wspolny jezyk ok 30-ki – teraz
      ich rozumiem i lubie, za powtorka z “dziecinstwa z moja mama” jednakoz nie
      tesknie.

      Moje wlasne dziecko? W teorii jestem tego zdania co Maria, na dzienna praktyke
      jest ono w moim wypadku czesto nieprzetlumaczalne. Jak maly byl jeszcze
      mniejszy to wszystko bylo przejzyste, zrozumiale, latwe do manipulowania w
      kierunku “madrych kar i konsekwentnej linii”. Z czterolatkiem zadajacym pytania
      typu “mamus, czy jak ty jestes zla na tatusia to go tez kochasz” albo “mamusiu,
      kto stworzyl boga” tudziez wylkadajacym mamusi krok po kroku, iz nie umyje
      zebow i mamusia go nie zmusi bo jak “ja zamkne buzie a ty mnie i tak nie
      zbijesz, bo sama mowilas, ze dzieci sie nie bije i ze ty nigdy nie klamiesz”
      sprawy przestaja byc az tak oczywiste i granice miedzy “dobrym a zlym”
      wychowaniem staja sie bardzo plynne.

      Czasami mam wrazenie, ze albo ja jestem za glupia na moje dziecko albo ono jest
      na mnie za cwane. Ale ono ma jeszcze tatusia i szkole i “ciocie” i przedszkole
      i jak trzeba to rowniez psychologa. Wszyscy sie staramy jak potrafimy i jako
      zaloga nie polenilismy chyba jak dotad zbyt wielu bledow, sadzac po ostatnim
      szkolnym swiadectwie (zawiera rowniez psychologiczna ocene dziecka) i
      relacjach “postronnych”.

      Jedynym mottem mojego wychowania, ktore jak dotad przeszlo wszystkie “proby
      ognia” jest: zanim cos zrobisz to postaw sie w jego sytuacji, spojrz na ile sie
      da z tej perspektywy i jeszcze raz zastanow”. Poza tym wiem, ze jedyne pewne to
      to, ze wychowanie wymaga ciaglej napietej uwagi i czestego nad nim myslenia.

      PS: sprawe mycia zebow rozwiazalam “gwaltem” pokazujac dziecku, w jaki sposob
      potrafie mu otworzyc zamknieta buzie i informujac, iz potrafie rowniez “na
      sile” wsadzic do niej szczoteczke. Jak dotak nie musialam wcielic w zycie –
      myje zeby z wlasnej woli. Nie wiem, czy bylo to pedagogicznie wartosciowe
      tudziez nieponizajace – bylo z pewnoscia skuteczne i chyba nie lamiace
      psychiki, bo maly wciaz jeszcze mnie kocha na dobranoc :).

      PS 2: jak dotad udalo mi sie nie uderzyc mojego syna ani raz ale nieraz bylam
      bardzo blisko takiego “srodka wychowawczego”.

      Xurek
Pełna wersja