wkrasnicki
16.03.05, 21:10
Mam pewien problem i to przy wszystkich swoich talentach jak choćby mistrzowskie opanowanie
wiolonczeli, skok o tyczce na wysokości niedostępne dla Bubki, taniec nowoszesny, czy wykonywanie
bluesów na takim spinie, że sam przy nich płaczę.
Nie piszę już o takich duperelach jak poskramianie dzikich zwierząt gołymi rękami, nurkowanie na
dużych głębokościach bez tlenu, bądź chodzenie po rozżarzonych węglach, co akurat robię dla
zabicia nudy.
Nie muszę dodawać, że wszystkie te czynności wykonuję z jedną ręką związaną i zamkniętymi
oczami.
Obraz ten mógłby się wydać nieco naciągany, gdybym nie przyznał się do jednej słabości.
Otóż za cholerę nie potrafię się nauczyć robienia na drutach. Ba po wielu próbach zakończonych
przebiciem tchawicy, osierdzia, oraz innych części ciała ze szczęśliwym ominięciem aorty-
spasowałem.
Bardzo nad tym ubolewam, bo zostałem pozbawiony przez naturę czegoś ważnego. To tak jak
puzzle w których brakuje jednego elemantu.
Ileż to nocy nieprzespanych, gdy szloch rozrywał mi piersi w bezsilnej rozpaczy.
Desperacki odruch buntu kazał mi ogryzać paznokcie aż do łokci, co uczyniło ze mnie żałosną
karykaturę Wenus z Milo.
Przysłowie o głowie i murze poznałem aż nadto dobitnie, a tabletki od bólu głowy stały się moim
podstawowym pożywieniem.
Ech, cóż ja wam tu będę pisał- nie jest lekko.