Dodaj do ulubionych

obiady (po przerywniku hamburgerow)

12.10.05, 15:06
U Weplera na placu Clichy:
- szklanka szampana :)
- 6 ostryg polanych cytryna :)
- maslo na czarnym chlebie :)
- ryba gotowana w jarzynach :)
- do tego male Chablis :)
- zlopka,

I do robki :(
Obserwuj wątek
      • maria421 Re: obiady (po przerywniku hamburgerow) 12.10.05, 15:42
        basia553 napisała:

        > zapomnialas dodac: obrus byl snieznobialy, sztucce srebrne. a ja to olewam:
        > postawilas poprzeczke tak wysoko, ze kto jak kto, ale ja tu nie mam co szukac.
        > PS co to jest zlopka?

        Bsiu, czy u Was w Manheim nie ma Nordsee? Mam na mysli te, gdzie po jednej
        stronie sprzedaja ryby a po drugiej mozesz cos zjesc na miejscu, np. wlasnie
        ostrygi popijajac chablis?

        A poza tym, masz niedaleko do lotniska we Frankfurcie. Tam dziala "Sylt", jest
        to taki barek urzadzony w stylowanym amerykanskim krazowniku szos z epoki
        wczesnej Marlin Monroe i tam wlasnie podaja ostrygi z szampanem.

        A czy my to moze sroce spod ogona, czy co? ...))))
        • basia553 Re: obiady (po przerywniku hamburgerow) 12.10.05, 15:47
          dobrze, dobrze, ale w Nodsee nie ma bialych obrusow, nie ma wogole obrusow!!!!
          A swoja droga wiem juz dlaczego Lucja nie osiagnela slawy jako architekt: jak
          moze wygladac jej praca, skoro sobie w przerwie obiadowej tu szampanik, tu
          winko popija:))))))
          • maria421 Re: obiady (po przerywniku hamburgerow) 12.10.05, 16:06
            basia553 napisała:

            > dobrze, dobrze, ale w Nodsee nie ma bialych obrusow, nie ma wogole obrusow!!!!
            > A swoja droga wiem juz dlaczego Lucja nie osiagnela slawy jako architekt: jak
            > moze wygladac jej praca, skoro sobie w przerwie obiadowej tu szampanik, tu
            > winko popija:))))))

            To z pewnoscia moze byc bardzo stymulujace. Ostrygi to ponoc afrodyzjak,
            zreszta...

            Ale ta "zlopka" to co? Moze to jakis digestif? Absinth na rozjasnienie jazni i
            lepsza wyobraznie?

            P.S. Francuzi z tego slyna, ze przerwy obiadowe nie tylko na obiad
            wykorzystuja:-)
            Dlatego dzierza rekord czestotliwosci....
            • lucja7 Re: obiady (po przerywniku hamburgerow) 12.10.05, 16:25
              Basiu, slawna nie slawna, problem nie lezy w tym.
              Napisz mi nazwiska architektow ktore sa ci znane na tym naszym swiatowym
              padole, pozwoli mi to cie jakos tam usytoowac i odpowiedziec. Gdy wymienisz mi
              5ciu (oczywiscie bez sciagawek) to bedzie juz bardzo dobrze. No i to pozwoli mi
              odpowiedziec czy jestem w tych pieciu czy nie...
              Chcesz moze powiedziec rowniez ze zamiast tutaj wypisywac powinnam zasuwac bez
              przerwy?
              A obrus byl bardzo bialy a sztucce inox.
              Ale to byl jednak Wepler, ktorego polecam tym ktorzy lubia ryby, ostrygi i inne
              morskie pokarmy.
              Basiu, otrzasnij sie i przestan marudzic.

              No i tak jak mowi Maria, obiad to rzecz swieta. Cala historia Francji toczy sie
              dookola stolu i pod ;)
                • ertes Re: obiady (po przerywniku hamburgerow) 12.10.05, 18:59
                  Czasami masz nawet niezle teksty, musze przyznac.

                  Zapomiansz jednak ze wiele osob szika takiego uznania na Forum gdyz to jest
                  jedyne co uznanie jakie znajda. Stad sie biera te wszelkie przechwalki na temat
                  sukcesow zawodowych, ilosci kobiet itp itd.
                  Lucja i bir_man to sztandarowe przyklady ludzi szukajacych za wszelka cene
                  uznaniaw oczach Kolka Rozancowego.
                    • ertes Big Mac 12.10.05, 19:52
                      W zasadzie zdecydowalem sie zjesc na lunch Big Mac'a z frytkami i duzym kubkiem
                      Coca-Coli w ktory wloze delikatnie plastikowe rurkie coby ciugnac cudowny plyn.
                      (jezyk z Hozej).

                      Pojade na South Coast Plaza: tam smakuja najlepiej a Ertes latem lubi zryc
                      (jezyk z Nowolipek).
                    • maria421 Re: obiady (po przerywniku hamburgerow) 12.10.05, 20:05
                      Mnie tam takie paryskie menu z ostrygami, nie powiem , podoba sie.

                      Ostrygi lubie, szampana tez. Za rybami przepadam, chablis wydaje mi sie jednak
                      ciut za ciezkie na poludniowa przerwe w pracy.

                      Acha, Lucjo, szampana nie pije sie w szklankach tylko w kieliszkach.
                      Specjalnych oczywiscie.


                      Tak sie zastanawiam tylko nad samym pojeciem luksusu i jakie to wszystko
                      relatywne jest. Oraz nad tym, ze osoby zyjace w luksusie wcale nie dostrzegaja
                      ze zyja w luksusie, to tez najczesciej wcale o nim nie opowiadaja, bo uwazaja,
                      ze nie ma o czym.
                      • don2 Re: obiady (po przerywniku hamburgerow) 12.10.05, 20:13
                        jedni pija szampana w lampkach o ksztalcie klosa,inni znowy proste waskie
                        (bomble nie uciekaja szybko) inni znowu w szerokich plaskich (wiocha ) Rosjanie
                        w szklankach 50/50 z wodka.Amerykanie w takich jak do bialego wina i rurka !
                        Znam takich co lody polewali szampanem.ja nie pije w zaden sposob-nie znosze
                        musujacych win.jest kilka koktaili z szampanem jak kto lubi.
                    • drapieznik Re: obiady (po przerywniku hamburgerow) 13.10.05, 01:31
                      dodam jeszcze Ralf Modjeski, syn Heleney Modrzejewskiej.

                      don2 napisał:

                      > Duszona watrobka,ziemniaki puree,salatka z swiezej kapusty,woda z kranu i na
                      > koniec zlopka (herbata)
                      > znani architekci:
                      > Hausmann
                      > Le Corbusier
                      > Corazzi
                      > Finkelstein
                      > Goldman
                      > Spychalski
                      >
                      >
                      >
                      >
                      >
          • jutka1 Re: obiady (po przerywniku hamburgerow) 12.10.05, 16:19
            Basiu, po pierwsze nie masz podstaw by sadzic, ze Lucja nie osiagnela slawy jako
            architekt :-)
            Po drugie, we Francji pija sie wino do posilkow, ale to nie oznacza, ze trzeba
            sie urznac i nie moc po obiedzie pracowac.
            Nio.
            :-))))))))))))))))
            • drapieznik Re: obiady (po przerywniku hamburgerow) 13.10.05, 01:37
              jak sie ma mozliwosc urzniecia w czasie lunchu to nie widze w tym problemu zeby
              tego nie zrobic.

              Sa prace, np na tasmie, ze wyjscie do toalety wiecej niz 2x dziennie jest
              niemozliwe ale sa pracy z tak zw nienormowanym czasem gdzie taka sprawa inaczej
              wyglada. O ile wiem to srodowisko artystow ma swoje wlasne prawa, zwyczaje i
              przywileje ktore zwyklym smiertelnikom sa trudne do zrozumienia. Dlatego np
              absynt zostal spopularyzowany wlasnie przez artystow.
              Ja popularyzuje Courvoisier VSOP wlasnej roboty i nie do odroznienia.
    • xurek Re: obiady (po przerywniku hamburgerow) 12.10.05, 16:23
      Lucjo,

      z mojego czysto subiektywnego punktu widzenia ten obiad to po prostu
      koszmar :)))

      Oprocz jak dotad niezidentyfikowanej „zlopki“ wszystkie te dania sa dla mnie
      albo pozbawione smaku (ostrygi, no chyba ze mowimy o smaku cytryny) badz prawie
      niejadalne (gotowana ryba i czarny chleb). Od szampana (w szklance????)
      dostalabym bolu glowy, od Chablis ogolnego przymulenia i nie bylabym w stanie
      nawet na forum czegos skrobnac, nie mowiac juz o jakiejkolwiek pracy.

      Tym niemniej cieszy mnie Twoj post, bo jak widac Tobie smakowalo tak
      wysmienicie, ze az warto bylo o tym napisac :)). Lubie, jak wszyscy wokol sa
      zadowoleni.

      PS: nie bede opisywac moich obiadow, bo mogloby Cie wykrzywic i wspomnienia
      kulinarne zepsuc.

      Xurek, staly fun obiadowych reportarzy (kolacyjnych oczywiscie tez).
      • lucja7 Re: obiady (po przerywniku hamburgerow) 12.10.05, 18:25
        Xurek: Jak sie mowi po polsku szklanka do szampana? po polsku, nie wyjezdzac mi
        tu z jakimis flutes, albo czyms takim,
        zlopka (Z z kropka) to kawa, nie znacie? Zlopnelabym sobie.......(zrodlo to
        samo, 200m Foksal miedzy dwoma klubami),
        wszystko moze byc niejadalne, zawsze mozna sie zalac, ale tu nie o tym mowa,
        juz napisz o tej kielbasie w kapuscie po ktorej posuwasz robote ze az hej;)

        Basia: ani genialne ani do dupy, nie wiesz o czym piszesz, troche sie czepiasz,
        nie wiem po co ;)

        Uposledzonym nie odpowiadam, chyba ze oficjalnie zaswiadcza tu ich stan.
    • basia553 Re: obiady (po przerywniku hamburgerow) 12.10.05, 17:15
      Lucjo, znalam tylko jednego paryskiego architekta, a i ten pare lat temu
      wyzional ducha:(((((( Podpuscilam Cie z ta slawa, nie naburmuszaj sie zaraz.
      Jestem pewna, ze mimo stanu pewnej ociezalosci po wypitym w poludnie alkoholu,
      produkujesz najpiekniejsze projekty jakie sie moga takiemu neptkowi jak ja,
      przysnic:))))) Tyle, ze pewnie przed poludniem:)))))))
    • basia553 alez Lucjo, 12.10.05, 20:42
      czyzby Cie poczucie humoru opuscilo? Zartuje caly czas, bo nie uwazalam ze jest
      to smiertelnie powazny wontek. Jesli jednak oczekujesz powagi to Ci calkiem
      powaznie powiem, ze rybe w jarzynach moglabym trzy razy dziennie jesc...ups,
      znowu zazartowalam, pardon! Chcialam przez to powiedziec, ze lubie rybe na
      jarzynkach.
      • lucja7 alez basiu 12.10.05, 23:27
        Swoiste masz poczucie humoru.
        Watek nie jest smiertelnie powazny, jest o czyms co moze byc przyjemne. Ale
        moze tez byc, okazuje sie, o wartosci czyjejs pracy, w tym wypadku mojej, bez
        zadnych danych. Ale to podobno zart...
          • ertes Re: ostrygi 13.10.05, 00:31
            hahaha spodobalo mi sie porownanie choc moze nie sa takie zle. Coprawda nie
            przypominam sobie probowania smarkow ;).
            Jakos strasznie dawno temu bedac z Jutka i Tortugo w knajpie ten ostatni dal mi
            kilka do sprobowania. Byly calkiem dobre.
            • kan_z_oz Re: ostrygi 13.10.05, 02:50
              Obawiam sie, ze do ostryg nalezy dorosnac. Sprobowanie ich raz czy dwa razy w
              zyciu to jak pierwsze podejcie do tom-yum, sushi, sushami czy yumcha.
              Ostrygi nabieraja smaku w miare jedzenia.
              Surowe, najlepsze sa w malych ilosciach, wiecej niz 6 jest tylko dla wybitnego
              ich zwolennika.
              Za to ostrygi kilpatrick sa wysmienite i smialo mozna zajadac w dowolnych
              ilosciach.
              Lubie takie egzotyczne jedzenie i mam go duzo we wlasnej kuchni. Nie mam tez
              nic przeciwko tradycyjnemu bigosowi, schabowemu itp, chociaz pojawiaja sie na
              naszym stole tylko kilka razy w roku.
              Moim ulubionym daniem(ostatnio), sa krewetki pieczone na BBQ. Palce lizac!

              Lucjo, szampan koniecznie z truskawka. Narobilas mi smaku tymi ostrygami.

              Pzd
              Kan
              • ania_2000 Re: ostrygi 13.10.05, 03:55
                Nie zgodze sie - roznie ludzie reaguja na tzw "smaki" inne od tych w ktorych
                sie wyroslo. Dla nas - polakow - jedzenie bigosu, pierogow przychodzi prosto i
                latwo. Ostrygi - sa dla nas potrawa egzotyczna. Tak samo jak sushi. Tak samo
                jak np/"specjaly" wietnamskie typu smazone karaluchy. CZy tez powiesz ze do
                karaluchow trzeba dorosnac? Wg mnie - mojego smaku - dania powinny nie tylko
                smakowac ale i ladnie wygladac. Ostrygi dla mnie sa przykladem glutu. Sliskiego
                glutu. Zgadzam sie, ze byc moze to komus smakuje (zaznaczam, ze caly czas mowie
                o nas - polakach, wyrosnietych na schabowych) - ale nie jest to popularna
                potrawa. Ja wole skisnieta kapuste, kiszone ogorki i smalec ze skwarkami
                popijane piwem zywcem.
                • drapieznik Re: ostrygi 13.10.05, 04:27
                  wiesz, aniu, z ostrygami to jak z wodka, dawniej nie pilem wodki a teraz chleje
                  na umor miedzy przerwami w pracy.


                  ania_2000 napisała:

                  > Nie zgodze sie - roznie ludzie reaguja na tzw "smaki" inne od tych w ktorych
                  > sie wyroslo. Dla nas - polakow - jedzenie bigosu, pierogow przychodzi prosto i
                  > latwo. Ostrygi - sa dla nas potrawa egzotyczna. Tak samo jak sushi. Tak samo
                  > jak np/"specjaly" wietnamskie typu smazone karaluchy. CZy tez powiesz ze do
                  > karaluchow trzeba dorosnac? Wg mnie - mojego smaku - dania powinny nie tylko
                  > smakowac ale i ladnie wygladac. Ostrygi dla mnie sa przykladem glutu. Sliskiego
                  >
                  > glutu. Zgadzam sie, ze byc moze to komus smakuje (zaznaczam, ze caly czas mowie
                  >
                  > o nas - polakach, wyrosnietych na schabowych) - ale nie jest to popularna
                  > potrawa. Ja wole skisnieta kapuste, kiszone ogorki i smalec ze skwarkami
                  > popijane piwem zywcem.


                  • maria421 Re: ostrygi 13.10.05, 09:01
                    Faktem jest, ze istnieja zywnosciowe kody kulturowe i ze Polak wzdryga sie w
                    pierwszym kontakcie z wszystkimi muszlami, krewetkami itp. Potem jednak Polak
                    zaczyna myslec ze jezeli inni cywilizowani ludzie, czyli Francuzi itepe jadaja
                    te dziwactwa, to moze by sprobowac?
                    Ja we Francji, a bylo to juz lat temu trzydziesci, probowalam slimakow i udek
                    zabich (zaznaczam, ze po kilku porzadnych aperitivach....), i stwierdzilam, ze
                    jednak NIE. Szybciej jednak pokonalam opory wzgledem malz, ostryg, krewetek i
                    je naprawde polubilam.

                    Lucjo, ostrygi polane cytryna? Ja we Francji jadalam je zawsze podawane z
                    rozcienczonym octem (vinaigre de cidre) i z siekana echalotte.

                    Kto tu pisal o szampanie z truskawka? Do ostryg???

                    Podobno najlepsze wino do ostryg to "Entres deux Mers". A moze to tylko chwyt
                    reklamowy? "Entes deux huitres-Entres deux Mers"?
                    • xurek Re: ostrygi 13.10.05, 09:22
                      Ja tam nie mam zadnych zahamowan w probowaniu „niepolskiego jedzenia“. Mimo
                      wszystko i po wielu latach plus kilkunastu probach ostrygi sa dla mnie bez
                      smaku. Lubie krewetki, lubie zgrilowane duze ryby morskie, lubie wszystkie
                      miesa zrobione na slodko badz kokosowo, lubie osmiornice a udka zabie lubie
                      nawet bardzo. Nie lubie slimakow – ani tych francuskich winniczkow ani tych
                      wielkich z Nigerii ani karaibskiego przysmaku „Ambilles“ (jezeli sobie zaswe
                      dobrze przypominam), nie znosze prawie wszystkich ryb slodkowodnych a juz
                      szczegolnie, jezeli sa ugotowane badz uduszone.

                      Kielbasa z kapusta tez brzmi dosyc obrzydliwie, szczegolnie jako cos na lunch.
                      Gdybym miala zjesc lunch (czego prawie nigdy nie robie) to raczej cos w stylu
                      ruccoli z orzechami i drobno posiekanym parmezanem albo jakas grzanke i jakims
                      dobrym pasztecikiem albo takowaz grzanke z odrobina tataru z lososia albo zupe
                      z dyni z krewetkami albo zupe z prawdziwkow albo w lecie jakies gazpaccio.

                      Szampana zas, jezeli w ogole, to poprosilabym w lapmce miast szklanki i z
                      pewnoscia nie w porze obiadowej. Na mnie alkohol o takim czasie, obojetnie w
                      jakiej dawce, dziala usypiajaco i rozleniwiajaco, co polaczone z moim wrodzonym
                      lenistwem daje straszne rezultaty :). Naleze raczej do tych, co to pija dopiero
                      po zachodzie slonca :).

                      Xurek
                      • don2 Re: ostrygi 13.10.05, 12:30
                        Prawidlowa nazwa gazpacho,najbardziej znane to gazpacho andaluz i estremeno.
                        zalezy od prowincji.To najprostsza zupa z jarzyn i chleba na zimno ,bez
                        gotowania.Nie nalezy demonizowac wielu potraw ktore wydaja sie byc niesamowicie
                        egzotyczne,znane najczesciej ze slyszenia.Po zetknieciu sie z nimi na
                        stole,najczesciej stwierdzamy:oooo! myslalem/am ,ze to jakies dziwo a to tylko
                        kawalki kurczaka w jakims lokalnym sosie lub jarzynach np.
                        • jutka1 Re: ostrygi 13.10.05, 12:40
                          Ostrygom dalam szanse pare razy, i wrazenia byly nijakie.
                          Slimaki lubie.
                          Gazpacho andaluz nawet bardzo.
                          Wlasciwie wiekszosc rzeczy lubie, moze za wyjatkiem gotowanej marchewki, ryby
                          rouget i muli (moules).
                          I mam uczulenie na MSG.
                          Wiecej grzechow nie pamietam.
                          :-)
                    • lucja7 Re: ostrygi 13.10.05, 12:46
                      Do ostryg albo vinaigre z echalotte, jak piszesz, albo cytryna.
                      Od jakiegos czasu wyciskam cytryne, ostatnio tak wole.
                      Piszesz chyba o cienkim bialym winie z regionu Nantes. Dobre daje sie pic, ale
                      zdazylo mi sie wpasc na naprawde zle deux mers.

                      Ogolnie, jesli chodzi o moje wczorajsze menu obiadowe, chce dorzucic male
                      wyjasnienie.
                      Otoz we Francji ogolnie rozpowszechnionym zwyczajem jes obiadowanie w
                      restauracjach, zlych, dobrych, roznych, tanszych, drozszych. Tylko duze (bardzo
                      duze) przedsiebiorstwa proponuja swoim pracownikom stolowki.
                      Nie istnieje absolutnie fenomen jedzenia w miejscu pracy, po zsunieciu ze stolu
                      papierow na bok i spozywanie smazonej w kacie biura kielbasy i innych brudasow.

                      Roznica miedzy moim wczorajszym obiadem a wiekszoscia obiadow polega na tym ze
                      Wepler jest jedna z lepszych restauracji paryskich proponujacych ten rodzaj
                      kuchni. Polecam ja wszystkim tym ktorzy odwiedza kiedys to miasto i nie kojarza
                      ostryg z glutami.
                      Staramy sie zawsze isc do dobrej restauracji gdy mamy gdzies jakies spotkanie
                      zawodowe.
                      I mylnie ktos interpretuje mowiac tu o jakichs luksusach czy innych pierdolach.

                      I jeszcze male sprostowanie dla Xurka: to nie ostrygi nie maja smaku, to ty nie
                      masz smaku ;)

                      A jesli chodzi o luksus, to wydaje mi sie ze w dzisiejszych czasach wiekszym
                      luksusem jest kupowanie i spalanie benzyny niz jedzenie na bialym obrusie.

                      Po czym ide na obiad.
                      • don2 Re: ostrygi 13.10.05, 13:04
                        Pozwole sobie skierowac wielce interesujaca dyskusje na wlasciwe tory.
                        Pierwszym warunkiem by spozywac dobre obiady i w dobrych restauracjach jest:
                        Posiadanie mozliwosci sfinansowania obiadu. To najwazniejsze !!!
                        Dobor potraw i napojow zalezne jest od tego.Wszelkie wymadrzanie sie co do
                        lubie nie lubie,to dalszy etap. Najczesciej kultura kulinarna wzrasta wraz z
                        mozliwosciami finansowymi,nasza pozycja zawodowo -socjalna,otoczeniem w ktorym
                        przebywamy i zwyczajami tegoz.Bedac robotnikiem budowlanym lub sprzedawczynia w
                        supermarkecie nie odwiedzam restauracji typu o ktorym pisze Lucja i nie
                        spozywam takich obiadow/lunch oraz nie pijam takich win.Bez przesady.Amen.
                        • drapieznik Re: ostrygi 13.10.05, 13:32
                          druga strona medalu decyzji o jedzeniu w lepszej restauracji bo mamy pieniadze
                          np na koszt firmy, to ze przybiera sie szybko na wadze i zdobywa dyrektorski
                          brzuszek- bo za darmo.

                          W ogole, to ludzie patrza dookola i widza 'o, ten ma piekny samochod i ja tez
                          taki chce' albo 'jak on moze tak jesc to ja tez' nie zauwazajac ze dana osoba ma
                          samochod na koszt firmy, mieszka w sluzbowym domu i wszystko inne lacznie ze
                          szkola dla dzieci tez jest za darmo.
                          • don2 Re: ostrygi 13.10.05, 13:57
                            W Europie na koszt firmy to raczej zaczyna sie na tych wyzszych pietrach.I
                            coraz mniej firm ma takie mozliwosci o jakich ty piszesz.
                      • maria421 Re: ostrygi 13.10.05, 14:13
                        Prawda jest, ze narody takie jak Francuzi, Wlosi czy Hiszpanie wydaja chetniej
                        pieniadze na jedzenie niz np. Niemcy czy Szwedzi; prawda jest ze w ich kulturze
                        jest jadanie poza domem, czego nie ma w kulturze polskiej, gdzie na obiad
                        zaprasza sie do domu, a nie do restauracji.

                        Prawda tez jest, ze obiadek o jakim pisze Lucja to latwiutko 40-50 € , czyli
                        jakies 200-250 € na tydziem, czyli jakies 800-1000 € na miesiac osobe. I prawda
                        jest tez, ze z przecietnej pensji nie da sie tego zaplacic.
                      • maria421 Re: ostrygi 13.10.05, 14:29
                        lucja7 napisała:

                        > Do ostryg albo vinaigre z echalotte, jak piszesz, albo cytryna.
                        > Od jakiegos czasu wyciskam cytryne, ostatnio tak wole.
                        > Piszesz chyba o cienkim bialym winie z regionu Nantes. Dobre daje sie pic,
                        ale
                        > zdazylo mi sie wpasc na naprawde zle deux mers.

                        Lekkie wino nie musi byc koniecznie "cienkim winem", a w kazdym (prawie kazdym)
                        gatunku znajdzie sie sikacz i dobre wino.
                        Dwa lata temu w Bretagnii pijalismy Muscadet do ostryg, bardzo mi to
                        odpowiadalo...

                        Ech... pomarzyc...
                        • lucja7 Re: ostrygi i muscadet 13.10.05, 16:30
                          Muscadet lubie i bez ostryg.
                          Ale ostrygi naprawde uwielbiam. Od czasu do czasu zamawiamy do pracowni ogromna
                          tace, z maslem, chlebem i winem, winogronami na deser, o boze....
                          Obiad bez wina kosztowal 15€ na osobe, z winem 25.
                      • xurek Re: ostrygi 13.10.05, 14:32
                        Wiec ja ani w wytwornej restauracji, ani w kacie biurka, ani innych brudasow
                        nie uskuteczniam - zazwyczaj nie jadam lunchu, bo mi sie o tej porze jesc nie
                        chce. Dzisiaj wyjatkowo bylam, bo Behemot marudzil, ze glodny i ze nie chce isc
                        sam. Behemot wciagnal jakies makarony z czymstam, ja zas carpaccio (tez pewnie
                        zle napisane) z ruccola, surowymi pieczarkami i parmezanem. Popilysmy woda,
                        zapilysmy „latte macchiato“ (albo tak jak sie to pisac powinno). Wszystko na
                        zewnatrz, bo jest slonecznie i cieplo, koloru obrusa nie pamietam.

                        Wszystko co zjadlam mialo smak, wiec chyba nie moze byc tak, jak twierdzi
                        Lucja, czyli ze ja smaku nie mam. Ale byc moze mam mniej delikatny albo
                        wrazliwy? To pewnie od tych kielbas...

                        Xurek
    • ani-ta Re: obiady (po przerywniku hamburgerow) 13.10.05, 09:19
      udzce kurczaka, ktore przy kupnie udawaly piersi kurczaka a przy preparowaniu
      schabowe;)
      bo chcialo mi sie schabowych, a w lodowce byly tylko te "podrobki":)
      do tego ziemniaki na zielono - czyli z tona kopru - bo tak mi smakuja i juz:)
      do tego do wyboru lub witajcie wszyscy razem - buraczki, szpinak i marchewka:)
      wszystko na cieplo, bo tak nam sie chcialo, a z trzech osob stolujacych sie,
      trzy wersje powstaly:) ja zjem pewnie wszystko:P bo mnie dzisiaj wazyc maja, a
      niedowaga sie wkradla:)))

      ostrygi bym zjadla, ale nie moge, wiec ciepliwie czekam:)
      podobnie jak na krewety, ktore ogladam sobie w sklepie rybnym, podobnie jak
      lososia i pare innych sztuk z z morza, ktore lubie a nie moge:(

      szampana tez bym chlupnela, ale po pierwsze do schabowego , nawet podrabianego,
      nie pasuje, po drugie autko zabrania, po trzecie nie moge:(

      za to kawe bede musiala wypic coby cisnienie sobie podniesc i lekarza po
      poludniu nie wystraszyc:)))

      do tego dorzuce jakis kilogram jablek - bo pyszne sa!:))
      i nie mowcie mi ze antonowki to tylko do szarlotki:P mi one w tej chwili
      najbardziej smakuja! a jak chrupia cudnie!:))) az milo posluchac!:)))))

      a wieczorem... jak dostane bure za niedowage - kupie sobie na pocieszenie wielka
      kremowke, albo trumne (eklerka polana czekolada:P)... albo przynajmniej wciagne
      serniczek:)
    • maria421 Moze z ostryg na trufle? 13.10.05, 17:35
      Czyli lekka zmiana tematu.

      Kto jada i jakie ma wrazenia?

      Ja od jakiegos czasu oszalalam na punkcie kanapek truflowych. Chleb typu
      ciabata nalezy cienko pokroic i podgrzac w piekarniku. Posmarowac pasta
      truflowa uprzednio rozprowadzona odrobina majonezu. Pasta do nabycia w roznych
      delikatesach za ok 5-6 € sloiczek. Na to cieniutenki platek parmezana i
      cieniutenki platek trufla. Moze byc tez sam platek parmezana, albo sam platek
      trufla.

      Niebo w gebie:-)

      Widzialam kiedys program w telewizji, jak to w Prowansji trufle zbieraja i
      jadza kilogramami. np. omlet z truflami. No, na omlet to by mi bylo trufli
      szkoda...
      • ertes Hamburgery 13.10.05, 17:54
        U nas nie ma takich rzeczy.
        My tu ziemniaki i hamburgery a szampan to niestety nie ze szklanki tylko prosto
        z butelki.
        A jak ide na obiad to najwiecej wydaje $4 bo na wiecej nie stac.

        Tyle co sobie poczytam wasze salonowe opowiesci.
      • lucja7 Re: Moze z ostryg na trufle? 13.10.05, 17:56
        Do szukania trufli najlepsze sa swinie. Ale najbardziej truflowym regionem jest
        poludniowy zachod: Dordogne, Gers, Landes, nie Prowansja. W regionach o ktorych
        pisze, kazdy chlop posiada specjalna swinie do szukania trufli. Prawdziwe
        trufle (nie przerobione na pasty) sa rzeczywiscie bardzo drogie i sa bardziej
        dekoracja i perfuma niz czyms do zjedzenia. Ale sa tez jednym z podstawowych
        skladnikow kuchni francuskiej poludniowo-wschodniej ;) A co dopiero z jakims
        winem z tamtych regionow, uh la la!!
        • jutka1 Re: Moze z ostryg na trufle? 13.10.05, 18:14
          Najwiecej trufli spozywalam w Slowenii...
          Oczywiscie, w makaronach czyli pascie, ale tez z miesiwami wszelakimi.

          Najcudowniejszy "deser" mojego zycia, w Gostimna As w Ljubljanie: ser - chyba
          szwajcarski, nazwy nie pomne - z nozykiem obrotowym wbitym w srodek,
          wykrawajacym z sera delikatna "rozetke", ktora macza sie w miodzie i na to
          swiezo starte trufle. Lekka pikantnosc sera, slodycz miodu i smak trufli, ach!!.....
      • ertes trufle biale a czarne 13.10.05, 18:52
        Najwyrazniej jadasz trufle wloskie, tzw biale ktorych nie trzeba gotowac. Wlosi
        oczywiscie uwazaja ze ich biale truffle sa lepsze od francuskich czarnych.
        Zreszta na to wskazywalaby cena gdyz biale sa z reguly drozsze.
        Poniewaz nie trzeba ich gotowac to mozna wlasnie jadac z serem, risotto,
        makaronem itp.
        Francuskie czarne natomiast je sie troche inaczej: omlety, jajecznice czy watrobki.

        Trzeba rowniez pamietac ze niektorzy uwazaja trufle za afrodyzjak.
      • xurek No wreszcie 14.10.05, 10:51
        jakis luxus, ktory rowniez mojemu nieczulemu podniebieniu odpowiada. Trufle na
        surowo (czyli pewnie te biale) – taki cieniutki plasterek na jakims „canapee“
        (tak tutaj mowia na takie malutenkie sliczniutkie grzanki) bardzo lubie – z
        makaronami nie bardzo, bo makaronow nie cierpie (ryzu zreszta tez).

        No to teraz mozecie przejsc na kawior, ten co prawda ma rowniez dla mnie smak,
        ale okropny :))). Takie to slono-jakiestam, ze az mnie otrzasa :)).

        Jak po przerobieniu kawioru watek dojdzie do gesich watrobek i homarow, to znow
        sie zamelduje :))

        Xurek
    • basia553 Re: obiady (po przerywniku hamburgerow) 13.10.05, 18:18
      mam taki ulubiony imbiss wloski, gdziepan z pania sami robia makarony,
      tagliatelle, spaghetti i co tam jeszcze daje kuchnia wloska. Ale najwieksza
      atrakcja tego imbisu sa sosy: jest lista conajmniej 30 sosöw, wybierasz ktory
      chcesz i pan robi na twoich oczach ten przysmak. na koncu podchodzi do
      wielkiego parmezanu, odkrawa (nitka, a jak!) kawalek i uciera go nad twoim
      daniem. obled absolutny! i zeby porownac ceny w Paryzu i w Mannheim: takie
      danie z woda niegazowana zamiast wina kosztuje od 11 euro wzwyz. i jesz nie na
      bialym obrusie, lecz stojac przy stolikach ustawionych dosc ciasno. ale i tak
      chadzam tam jak tylko jestem w poludnie w miescie.
      • lucja7 Re: obiady (po przerywniku hamburgerow) 13.10.05, 18:26
        Mysle ze daja wiecej do jedzenia. Bo nas tutaj w Paryzu glodza. Dania sa
        naprawde male.
        Kiedys ludzie z Polski pytali o dobre restauracje w Paryzu. Dalam kilka
        namiarow, ale zostalam ochrzaniona bo skarzyli sie ze i drogo i ze wyszli za
        kazdym razem glodni :)
        Usmialam sie.
        • lucja7 Re: obiady (po przerywniku hamburgerow) 13.10.05, 18:31
          Ktos tu wyzej pisal ze my z Polski, mamy wiec kulture schabowego i siad na
          tylek! I ze nie wolno nam lubic jakichs smarkow...
          I przypomnial mi sie jedyny Chinczyk na Marszalkowskiej sprzed laty, ktory jako
          glowne danie proponowal schabowego z ryzem!
          Cos wiec z tego jest.
          • basia553 Re: obiady (po przerywniku hamburgerow) 13.10.05, 18:53
            i ja pamietam chinczyka warszawskiego sprzed wielu, wielu lat, nie pamietam jak
            sie ta mala, kreta uliczka (i do tego spadzista) nazywa, chinczyk siedzial w
            zakrecie, byl podobno elegancki i podobno zamiast ryzu podawal kasze, bo ludzie
            jakos ryzu nie lubieli (podobno!).
              • lucja7 Dania chinskie w komunistycznej Warszawie 14.10.05, 09:01
                Don, to nie bylo zupelnie tak. Restauracja byla panstwowa bo tylko takie byly,
                to prawda.
                Natomiast Chinczyk, czyli pan dyrektor, nie byl sprowadzony, jak mowisz, lecz
                byl autentycznym imigrantem z Chin. Przyjechal w latach 30tych, zakochal sie w
                Warszawiance, zalozyli rodzine. Mieli troje pieknych dzieci chinsko-polskich,
                dwu chlopcow i jedna dziewczynke.
                Bylam bliska tej przeuroczej rodzinie, o duzej kulturze, mieszkali po
                sasiedzku, jeden z synow byl mi bliskim przyjacielem, byl rowniez architektem,
                ktory umarl na raka w mlodym wieku. Troche bylam przez nich przycholubiona.

                Historie o schabowym na ryzu opowiadal sam ojciec skarzac sie na niemozliwosc
                sprowadzania prowiantu do chinskiej kuchni. Umarl w latach 80tych, sam, juz bez
                zmarlej zony i bez dzieci, za granicami Polski.

                A jesli chodzi o chinskie jedzenie w Warszawie tamtych lat, to byl jeden,
                jedyny adres: ambasada chinska.
                Otoz bedac przyjaciolka przyjaciela, ten zapraszal mnie na uroczystosci
                oficjalne w ambasadzie, ktore byly zawsze do siebie podobne: przemowienie
                ambasadora, film agitka walczacej klasy robotniczo-chlopskiej, aktualnosci
                chinskie ktore mialy czolowke podobna do produkcji Columbii, czyli postac
                promieniejaca na tle pejzazu z tym ze byl to Mao, no i kolacja.
                I kolacja naprawde znakomitej chinskiej kuchni. Zapraszani na te uroczyste
                swieta byli chinscy imigranci w Polsce (kilkadziesiat osob) i bliskie im osoby.

                Oczywiscie nalezalo wchodzic i wychodzic z ambasady przecierajac twarz, by nie
                byc rozpoznanym przez pilnujacych ambasade milicjantow, dlatedo ze Brezniew
                klocil sie z Mao i Mao byl wrogiem Polakow.
                • lucja7 ps Dania chinskie w komunistycznej Warszawie 14.10.05, 09:15
                  Dodam jeszcze ze o ile ktos sie obracal w kolkach warszawskiego zycia nocnego,
                  z pewnoscia spotkal mojego nieodzalowanego przyjaciela.
                  O boze! ile mysmy zlopek wyzlopali i szlugow obciagneli i "specjalnych"
                  szklanek szampana wychylili.
                  Chyba sobie przypominam ze nazywalo sie to szampanowy, po prostu.
                  • lucja7 Re: Dania chinskie w komunistycznej Warszawie 14.10.05, 10:24
                    Przyznam ze nie wiem czy Wiech o nim pisal. Ale postac byla znana.
                    A o polskim murzynie tez mam historie.
                    Juz tutaj, we Francji, zgadalo sie w restauracji o rasizmie, antysemityzmie i
                    takie tam. No i pytaja mnie ilu czarnych zyje w Polsce ze rasizm "az taki"?!
                    Wiec mowie ze jeden (to bylo chyba w koncu lat siedemdziesiatych).
                    Odebrali to za tak znakomity dowcip, panie sie posiusialy, panowie rechotali.
                    A zapewniajac ich ze to naprawde jeden, poglebilam ich niemoznosc zrozumienia
                    duszy polskiej.
      • maria421 Re: obiady (po przerywniku hamburgerow) 13.10.05, 19:32
        basia553 napisała:

        > zeby porownac ceny w Paryzu i w Mannheim: takie
        > danie z woda niegazowana zamiast wina kosztuje od 11 euro wzwyz. i jesz nie
        na
        > bialym obrusie, lecz stojac przy stolikach ustawionych dosc ciasno. ale i tak
        > chadzam tam jak tylko jestem w poludnie w miescie.


        Cos mi sie wydaje, ze Lucja zanizyla cene...
        Przypominam sobie ceny jakie placilismy we Francji (nie w Paryzu, nie na placu
        Clichy) i nie wyobrazam sobie rachunku w wysokosci jedyne € 25,- na osobe za
        taki obiad.
          • don2 Re: obiady (po przerywniku hamburgerow) 13.10.05, 20:33
            Uwazam ,ze zanizyla i to bardzo,tez to zauwazylem.mam pecha do roznych
            rekomendacji w rodzaju:tam bardzo dobrze gotuja ,atmosfera taka przyjemna itp.
            jak tylko wchodze do takiego miejsca to.........I najczesciej pozniej
            slysze.ze napewno wlasciciel sie zmienil,kucharz pewnie utopil sie w
            zupie.Albo: jak to nie istnieje przeciez 15 lat temu jak przechodzilem ta ulica
            to bylo.Albo:powolaj sie na mnie ,tam mnie wszyscy znaja.
            • kan_z_oz Re: obiady (po przerywniku hamburgerow) 14.10.05, 04:17
              Restauracje gdzie nie mozna sie najesc - omijam. Wiem, ze jest to malo salonowe
              stwierdzenie ale rodzina Kanow ma 'konski' apetyt.

              Co do ostryg - w Sydnejskich restauracja sa bardzo drogie. Mysle, ze wynika to
              glownie z faktu, ze nie mogac ich przechowywac licza klientowi za zakupiony
              tuzin + nastepne dwa, ktore musza wyrzucic bo zostaly niesprzedane. Nie
              ryzykowalabym ostryg w tanich restauracjach, glownie z tego powodu.
              Ostrygi sa za to tanie i latwo dostepne we wszystkich sklepach rybackich na
              wybrzezu. Mozna wiec w tej samej cenie wybierac miedzy hamburgerem a tuzinem
              swiezych pachnacych ostryg. Bialy obrus i srebrne sztucce nalezy przywiezc ze
              soba, oczywiscie w Eski, wraz ze schlodzonym napojem dowolnego wyboru.

              Wielu milosnikow schabowego ugoscilam juz wiele razy ostrygami Kilpatrick,
              wszyscy zajadali sie;
              Przepis; posypac ostrygi tartym zoltym serem, pokrojonym w drobniutka kostke
              boczekiem, polac sosem sojowym, wlozyc do grila na 10 min, az ser sie
              zarumieni. Serwowac od razu z zielona salata, pomidorem, awocado;sol, pieprz
              olej z oliwek do smaku. Ostrygi pokropic sokiem z cytryny tuz przed jedzeniem.
              Smacznego

              Kan
        • lucja7 Cena 14.10.05, 09:09
          Mario, wiem o czym pisze, wybacz.
          Mozesz wydac u Weplera tyle ile piszesz, mozesz duzo wiecej, ale mozesz rowniez
          tyle ile ci mowie.
          Otoz w poludnie ta brasserie proponuje (jak zreszta wszystkie paryskie) dania à
          la carte, drozsze, pelniejsze, wieksze, oraz kombinowane menu (najczesciej
          zlozone z entrée i dania albo dania i deseru, i nieraz, ale nie u Weplera, z
          wybranym juz winem). Cena "menu" jest nieporownywalnie nizsza od cen "à la
          carte".
          Wiec zeby wyjsc bez nerwow z tej bzdurnej potyczki o ceny, proponuje ci uklad:
          ty wiesz lepiej i masz racje, a ja zaplacilam tyle ile mowie, z dowodem w
          reku ;)
          • lucja7 Re: Cena 14.10.05, 10:32
            Jest u mnie dziesiata trzydziesci, przyjemnie, nie pracuje dzisiaj.
            Umowilam sie w domu architekta na Porte Dorée ze starym kolega z ktorym dawno
            juz temu zrealizowalismy dwie operacje mieszkan. Zobaczymy wystawe (nie wiem
            jaka tam teraz jest), a potem? Zaprosil mnie na obiad, zobaczymy jak mu sie
            zyje na emeryturce, powspominamy, moze sie przejedziemy zobaczyc cos jeszcze.
            No wiec o obiedzie napisze z pewnoscia. Cene tez podam.
        • don2 Re: obiady (po przerywniku hamburgerow) 14.10.05, 11:54
          Jestes slaska wiocha :))) kawiar odegral w moim zyciu wielka role.A bylo to tak:
          bedac swiezo urodzonym mieszkancem szachtlagru na dalekiej Syberii,musialem cos
          spozywac by przezyc.jak glosi rodzinna opowiesc,moja matka nie majac
          wystarczajacej ilosci pokarmu zmuszona byla mnie oddac pod cycek Galiny
          Iwanownej.Galina tez miala noworodka i olbrzymie cyce pelne mleka.Oczywiscie
          nie za darmo mnie karmila.Jedyne wyzywienie jakie moj ojciec dostawal za prace
          to byl minimalny przydzial chleba i kawaly mrozonego kawioru.Czesc kawioru
          oddawali Galinie a reszte wymieniali na cos innego.PS moj ojciec nigdy nie
          jadal kawioru.I tak astrachanski kawior uratowal zycie Donowi.Potem byly
          amerykanskie paczki z UNRRY ale to dalsza historia.Kawior jadam chetnie,jak
          mam.Czerwony lososiowy potrafie zrobic sam.
              • jutka1 ! 14.10.05, 12:37
                Mozesz sie zapisac do Zwiazku Sybirakow, a sybirak zwiazkowy to z definicji
                kombatant :-)))
                A wywlaszczyli ciebie i twoja rodzine z kawioru, i to sie liczy!
                • don2 Re: ! 14.10.05, 12:47
                  W PL wszystko mozliwe.Pani Katarzyna tez zalicza sie do kombatantow-bedac
                  jeszcze Kasia,nosila bimber dla partyzantow w las (tych wlasciwych)Pocieszala
                  ich na swoj sposob ( stad jej syn ma przydomek Lesny )i kto wie ,moze by byla
                  pod porucznikiem,gdyby wojna sie przedluzyla.
                    • lucja7 Obiad 14.10.05, 18:28
                      No wiec tak:

                      Menu (a nie à la carte, zeby niebylo), za 20€:
                      - na poczatek w malym spodku letni rozpuszczony i rozrzedzony kremem ser plynny
                      ze zmielonymi grzybami, zmilona w kawalki jakas jeszcze jarzyna, w sumie bylo
                      tego ze 4 male lyzeczki, z bialym chlebem, naprawde pycha :),
                      - ugotowane pokrojone na kawalki pory, grzyby (wyraznie sezon), ugotowane
                      plynne ale stojace jajko, gruba sol(?) na boku, kilka zdziebkow konfitury na
                      boku, galazki pietruszki (wszystko to ale w ilosciach znikomych, oprocz jajka
                      sila rzeczy, naprawde pycha :),
                      - 2 male kawalki ryby (mulet) i losos, pieczone, drobno pokrojona zielona
                      salata, pokrojone w kawalki gotowana marchew, burak, cykoria, szczypior,
                      pietrucha, wszystko w ilosciach minimalnych, naprawde pycha :),
                      - zlopka z malenkim ciasteczkiem ponczowym wielkosci naparstka, lyzeczka
                      chantilly i kropka soku z czerwonych owocow, naprawde pycha, dodatkowe 2,5 €.

                      Pilismy St Nicolas de Bourgueil (Loara), czerwone ale chlodne, butelka 30€
                      oraz wode kranowe.

                      Po tym wszystkim czulam sie dobrze, bo bylo tego wiele ale w malych ilosciach.

                      Dla porownania, ceny à la carte: wejscie miedzy 10 a 20€, danie od 20 do 40€,
                      kawa i wina tyle samo co w menu.

                      Potem, przy pieknej pogodzie, poszlismy na spacer ogladac ogromne zmiany jakie
                      zaistnialy w calym sektorze miedzy dworcem Austerlitz a nowa biblioteka. Sa tam
                      bardzo ladne nowe rzeczy oraz duzo rehabilitacji i przerobek bylych budynkow
                      przemyslowych.

                      Potem przyszlam do domu, wzielam prysznic i pisze.

                      • ertes jezyk 14.10.05, 18:59
                        "Szampan w szklance, perfuma, zaistnialy zmiany, zdziebki konfitury (?!?!), woda
                        kranowa, zlopki"

                        Rany boskie! Co to za jezyk?!
                        Lucja!

                        Jak juz przebrnac przez ta swoista polszczyzne to obiad calkiem niezly.
                      • don2 Re: Obiad 14.10.05, 19:04
                        Dzesus ale zawracanie tylka z takim obiadem.troche tego i troche tamtego i
                        lyzeczka jeszcze czegos innego.jak ja sie ciesze ,ze jestem prostakiem
                        nieokrzesanym i wole jako starters sledzik w oleju albo marynowany oraz 100
                        gram zimnej wodki.Potem kawal kotleta z grilla,malosolny ogorek i kartofle
                        podpieczone.Piwo i na koniec kawa cygaro.
                      • jutka1 Re: Obiad 14.10.05, 19:54
                        Brzmi smakowicie.
                        Zlopka z chantilly i sokiem z czerwonych owocow - razem? W jednej filizance? Czy
                        chantilly i sok osobno?..
    • ertes Szampan i kieliszki 14.10.05, 19:08
      Do szampana i innych win musujących stosuje się wysokie, wąskie kieliszki
      o pojemności 150ml. Do picia szampana coraz rzadziej używa się
      szklaneczek-szampanek i kielichów o szerokiej, płytkiej czarce na wysokiej
      nóżce, gdyż jak wykazuje praktyka, z naczyń tych zbyt szybko ulatnia się
      dwutlenek węgla i dlatego obecnie uznaje się za najlepsze wysokie, smukłe
      kieliszki, delikatnie rozszerzające się ku górze, zwane także kłosami.
      • don2 Re: Szampan i kieliszki 14.10.05, 19:17
        o czym juz pisalem-jak mozna zauwazyc na obrazach z 18 wieku lub starych
        zdjeciach,juz wtedy nalewano w klosy i kazdy wiedzial o babelkach-to wlasnie
        ostatnio czyli od czasow inwazji amerykanow na europe po 1 wojnie swiatowej
        zaczeto pijac szampana we wszystkim mozliwym.
            • ertes Re: Szampan i kieliszki 14.10.05, 19:32
              Nie badz len i zaloz nowy topic bo lucje szlag znowu trafi a udalo mi sie ja
              ustawic ostatnio.

              A w temacie:

              "sformułowanego w Kioto w 1997 roku, na mocy którego państwa-sygnatariusze
              zobowiązały się do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych"

              Ciekawe ze nikomu z tych co podpisali nie udalo sie zmniejszyc tego wyziewaja.
              Dlaczego? A dlatego ze Kioto wyraznie wymierzone w amerykanska gospodarke.
              Ale sie nie udalo a Gore to balwan.
      • drapieznik tkniety niedobrym przeczuciem 14.10.05, 20:38
        sprawdzilem hahahahaha...www.restaurants.pl/ciekawostki/kieliszki.htm
        hahahaha

        albo tu: www.puellanova.pl/index.php?showart=106

        tu juz slowo w slowo: "Do szampana i innych win musujących stosuje się wysokie,
        wąskie kieliszki o pojemności 150ml. Do picia szampana coraz rzadziej używa się
        szklaneczek-szampanek i kielichów o szerokie, płytkiej czarce na wysokiej nóżce,
        gdyż jak wykazuje praktyka, z naczyń tych zbyt szybko ulatnia się dwutlenek
        węgla i dlatego obecnie uznaje się za najlepsze wysokie, smukłe kieliszki,
        delikatnie rozszerzające się ku górze, zwane także kłosami."

        wyraznie dostales powiew wiedzy z internetu. Na zdarowie!


        ertes napisał:

        > Do szampana i innych win musujących stosuje się wysokie, wąskie kieliszki
        > o pojemności 150ml. Do picia szampana coraz rzadziej używa się
        > szklaneczek-szampanek i kielichów o szerokiej, płytkiej czarce na wysokiej
        > nóżce, gdyż jak wykazuje praktyka, z naczyń tych zbyt szybko ulatnia się
        > dwutlenek węgla i dlatego obecnie uznaje się za najlepsze wysokie, smukłe
        > kieliszki, delikatnie rozszerzające się ku górze, zwane także kłosami.
        • ertes Walmarciak, nie popisales sie 14.10.05, 21:04
          Gdybys byl spostrzegawczy to zauwazylbys ze w moim tekscie sa polskie ogonki co
          wyraznie wskazuje ze tekst jest kopiowany gdyz ja nigdy nie pisze z ogonkami.

          > tu juz slowo w slowo: www.puellanova.pl/index.php?showart=106

          hehe bo dokladnie stad wziety, ech... Walmarciak, postaraj sie lepiej.
          Poki co te twoje odkrycia conajmniej sa smieszne.

          Acha, nadal czekam na kompleksowy post na temat Detroit ktorym mnie osmieszysz.


            • morsa Re: podales jakos swoje slowa 15.10.05, 00:02
              Dlugi ten watek, jak spaghetti, ,,
              Nie mam na tyle wytrwalosci, zeby przebrnac przez wszystkie
              wypowiedzi /opisy : malo/srednio/bardzo wyszukanych potraw;-))
              Ja zre (zrem) wszystko oprocz kaszy gryczanej, kukurydzy, platkow owsianych,
              i jeszcze kilku innych rzeczy.
              najwazniejsze dla mnie zeby wypelnic kabze i nie czuc glodu......
              Smietnik jestem czy Wam sie to podoba, czy nie ;-D
            • ertes Re: podales jakos swoje slowa 15.10.05, 00:03
              " podales jakos swoje slowa"
              Nie denerwuj sie chlopie bo zaczynasz pisac bez sensu.

              A ja, walmarciak, zapraszam gdyz ja NAPRAWDE CHCE zebys napisal:
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14420&w=29995183&a=30235089
              Nie moge sie doczekac jak mnie osmieszysz.

              Tylko, wiesz, walmarciak, musi byc cos inteligentniejszego niz odkrycie typu
              "dom mozna zbudowac tylko trzeba miec pieniadze".

              Jak na razie zaczynasz zamieniac sie w kolejna osobe z fobia na moim punkcie.
              Uwazaj bo to powazna choroba.
              Wyglupiles sie dzis niezle. Nie pij tyle.
              • drapieznik nie odwracaj kota ogonem 15.10.05, 02:29
                bo masz tendencje do mataczenia i probujesz podstawowych zagrywek podworkowych
                odwracania uwagi od tematu.

                Zlodziej tez mowi jak go zlapia za reke, ze sie pomylil i myslal, ze to jego
                kieszen. Ty nie podales informacji jako cytat wiec popelniles plagiat czyli
                pospolita kradziez.

                • ertes Re: nie odwracaj kota ogonem 15.10.05, 03:01
                  Widze ze masz psychike belfra. Nie placz juz synku bo lepsi od ciebie probowali
                  i polamali sobie zeby.

                  Zajmij sie tym:
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14420&w=29995183&a=30235089
                  Osmiesz mnie, zmieszja z blotem moja wiedze na temat detroit.
                  Czekam juz 3 dzien. Boje sie i spac po nocach nie moge ty tytanie mysli.

                  • lucja7 drapieznik 15.10.05, 14:31
                    Juz kiedys dawalam ci rady i precyzowalam ze ertesowska niedojrzalosc
                    intelektualna wymaga opieki.
                    Jesli nie bedziesz odpowiadal na zaczepki, bedzie ci przypominal ze czeka,
                    jesli odpowiesz, napisze ci ze masz hyzia na jego punkcie. Jego horyzont
                    intelektualny nie przewiduje trzeciej mozliwosci, no moze krztuszenie sie gdy
                    go ogarnia wscieklosc.
                    Ale to wszystko, nie warto grac ;)
                    • ertes Re: drapieznik 15.10.05, 16:41
                      Raz: przemysl to:
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14420&w=29995183&a=30268612
                      A dwa to nie odpowiedzialas na pytanie skad ten okropny jezyk polski?

                      • lucja7 Re: drapieznik 15.10.05, 23:13
                        Jestes Ertes tragicznie glupim czlowiekiem.
                        Moge tlumaczyc to jedynie uposledzeniem i gdybym wiedziala ze tak jest, recze
                        ze zmienilabym ton, powiem wiecej zaopiekowalabym sie kawalkiem nieszczescia.
                        Zreszta juz cos podobnego pisalam.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka