kan_z_oz
11.07.06, 03:01
A wlasciwie tylko bardzo malego wycinka.
Cuudna i przepiekna kraina. Zdjecia wlasciwie beda mowily same za siebie i
obiecuje zamiescic tak szybko jak rozpracuje 'jak' (wiem, wiem; Ertes
przesylal linki tysiace razy - ale Kan jest komputerowym baranem i basta).
Bezposredni lot z Sydney do gorskiego miasteczka Queenstown, dostarcza
niezapomnianych wrazen. Z uwagi na otaczajace gory najwiekszy ladujacy tutaj
samolot, to stu kikudziesieciu pasazerow.
Samolot podchodzi do ladowania lecac caly czas nad jeziorem. Z obydwu stron
ciagna sie osniezone, alpejskiego typu gory, ktore zwiekszaja sie w miare jak
samolot obniza lot.
Ostatni odcinek przy ladowaniu, to okrazenia gory, ktora wyrasta na samym
srodku jeziora. Nagle zza winkla wylania sie lotnisko, ktore przypomina mi
sceny z filmow z odleglej polnocy Kanady.
Miedzynarodowy lot, ktory z Australii nalezy rezerwowac z pol-rocznym
wyprzedzeniem, konczy sie wyjsciem po schodkach na plyte lotniska.
Oficerowie celni sa przesmieszni; uwielbiam ten akcent.
Mamy wiec zrobic; "chiken in", czyli " check in", czyli zglosic sie do
odprawy.
Umieramy wiec ze smiechu za kazdym razem gdy slyszymy nowozelandczykow
zachecajacych nas do "kurczakowania".
11-to osobowy autobus czeka a kierowca zaprasza. Oprocz naszej trojki, jest
jeszcze dwoch na wpol zywych brytyjczykow. Spia po locie z Londynu via
Auckland.
Jestesmy w drodze do Wanaki - czyli nastepnego gorskiego miasteczka odleglego
od Queenstown o 60-110 km, w zaleznosci, ktora droge sie wybierze.
Nasz kierowca jedzie na skroty, przez przelecz. Po trzech 180 stopniowych
zakretach zauwazam, ze pobocze to zaledwie metr szarej drogi, gdzie nie ma
juz asfaltu. Kilka nastepnych zakretow 180 stopniowych zapewnia
nieograniczone widoki oraz moje przekonanie, ze jednak mam lek wysokosci.
Przelecz jest osniezona, za to nareszcie skonczyly sie zygzaki.
Wanaka jest polozona nad polodowcowym jeziorem. Centrum ma zaledwie 6 ulic i
swietne zaplecze jesli chodzi o zakwaterowanie i gastronomie.
Mozna znalesc zakwaterowanie od kilkudziesieciu dolarow na noc, co w pelni
sezonu narciarskiego jest tanio. 160 NZ dolarow/noc, zapewnia dobrej klasy
lodge ze sniadaniami, nieograniczona iloscia kawy i herbaty, codziennym
sprzataniem pokoju, recznikami zmianianymi codziennie oraz goraca balia na
zewnatrz.
My akurat zwiedzilismy glownie stoki narciarskie, ale
w okolicy sa dziesiatki szlakow do spacerowania, winiarni oraz innych
atrakcji.
Pelnia sezonu w Wanace oznacza wciaz zupelny brak tlumow lub ruchu ulicznego.
Wyprawa na stok narciarski w Treble Cone, oznacza, ze moje poprzednie zdanie
na temat stromosci i jakosci drogi z Queenstown do Wanaki zmienia sie. Nagle
okazuje sie, ze tamta droga to byla luksusowa autostrada.
Osrodki narciarskie nie maja zakwaterowania na stoku - nie ma na to miejsca.
Drogi, to utwardzona nawierzchnia, codziennie zeskrobywana i posypywana
gruboziarnistym zwirem. Lancuchy sa praktycznie zakladane codziennie, bo
naprawde nie ma na tych drogach miejsca na niekontrolowany poslizg. Do bazy
narciarskiej dociera sie srednio po pokonaniu 15-20 takich 180 stopniowych
zakretow.
Widoki sa niesamowite.
Na gorze wita nas lokalna papuga Kea, ktora brnac w sniegu patrzy gdzie moze
dostac jakis kasek do zjedzenia. W miedzyczasie, zdarza sie tez tym papugom
powyrywac uszczelki z okien samochodu - uwaga jesli samochod wynajety.
Warunki narciarskie w Treble Cone sa odpowiednie nawet dla wymagajacych i
zaawansowanych narciarzy. Jest to osrodek na 'koncu swiata' do ktorego
prowadzi tylko jedna droga. Reszta to bezkresny widok na wierzcholki Alp
Nowozelandzkich, ktore swoja powierzchnia dorownuja tym europejskim.
Drugi osrodek narciarski - Cadrona jest bardziej odpowiedni dla
poczatkujacych. Rownie malowniczy, za to bardziej wietrzny i zimny.
Patrzac na przelicznik $ NZ w stosunku do $ AU - dla europejczykow, US,
Kanady to tanio jak za barszcz - polecam.
Kiwi sa swietnie zorganizowani i przyjazni a wakacje sa bez stresu.
Kan