Dodaj do ulubionych

Czy bylibyscie szczesliwi teraz w Polsce?

22.01.07, 23:46
Wezwana przez Ertesa kopiuje pytanie z forum Polonia:

Autor: lymeryk
Data: 21.01.07, 04:14 + dodaj do ulubionych wątków

gdybyscie nigdy nie wyjechali, czy bylibyscie tak szczesliwi jak tutaj,
gdziekolwiek to jest: USA, Canada, AU, EU?

Hipotetyczne i moze dziwne pytanie, ale takie mysli czasami wpadaja same do
glowy

Chyba nie, chyba niemozliwe, chyba szczescie takie jak tutaj nigdy nie dane
nam bylo doczekac w Polsce. Wszystko od czego mentalnie i fizycznie uciekalo
sie 10 czy 20 i wiecej lat temu, ciagle w Polsce istnieje
Czas zatrzymal sie w Polsce od polamanych chodnikow po ciemno szare budynki z
odpadajacym tynkiem i smierdzacych moczem dworcow, bram i klatek schodowych.
Ludzie nie zmienili sie na lepsze, wrecz przeciwnie, postarzeli sie, zrobili
sie bardziej zgorzkniali i zawzieci, bieda ich zniszczyla, walka o byt zabila
w nich radosc z zycia.
Nadzieja, ze wszystko sie zmieni, ze wystarczy tylko zmienic system, partie
polityczna, rzad i juz bedzie lepiej, beda szklane domy dla wszystkich i
spelnia sie oczekiwania i marzenia mlodych i starych.
Niestety to nie nastapilo i chyba jest teraz oczywiste, ze cudu nie bedzie, ze
obietnice tych przy wladzy to klamstwo i oszustwo, puste szyderstwo
niezniszczalnych mafijnych ukladowcow, ktorzy przetrwali wojny, zmiane ustroju
i maja sie lepiej niz kiedykolwiek pasozytujac na spoleczenstwie.
In meantime, tuz za granica Polski, zaczyna sie inny swiat, swiat innych
ludzi, swiat innych wartosci, innej terazniejszosci i przyszlosci, tuz za
granica ulice sa wybrukowane mozliwosciami, ktorych w Polsce nigdy nie bylo,
nie ma i nie bedzie, przynajmniej za naszego zycia...
--
Obserwuj wątek
    • swiatlo Re: Czy bylibyscie szczesliwi teraz w Polsce? 23.01.07, 05:12
      Piekielnie tendencyjnie piszesz. Jest to absolutnie nieprawda.
      W Polsce są tacy sami ludzie jak wszędzie. Bydlaki, cwaniaki i ludzie o złotych
      sercach. Nie mówiąc że naprawdę są tam piękne dziewczyny. Faceci rzeczywiście
      golą się za bardzo łyso i twarze mają jakby ktoś z grubsza pniak tępą siekierą
      obciosał, ale w środku pod przykrywką obcesowości kryją się dobre serca.
      A możliwości? Takie same jak wszędzie. U nas w Ameryce to niby nie ma
      przegranych? A to że ludzie się nauczyli że nikt im szklanych domów im nie
      zamierza wybudować? A tobie w Australi ktoś taki dom zbudował?
      Bardzo dobrze że ludzie spadli ze swoich wygórowanych ideałów na bruk. Bardzo
      dobrze, nauczyło ich to że sami mają sobie ten normalny świat zbudować. I
      starają się jak mogą...

      Jednego mnie emigracja nauczyła - dokonałem bardzo trudnego i nieoczywistego
      odkrycia że ludzie wszędzie są tacy sami.

      Wierzę w Polaków i tyle.
      • maria421 Re: Czy bylibyscie szczesliwi teraz w Polsce? 23.01.07, 09:44
        Nie wiem czy ja bylabym szczesliwa gdybym nie wyjechala z Polski bo nie wiem
        jakby sie tam moje zycie ulozylo. Wiem jednak, ze gdybym teraz wrocila na stale
        do Polski, nie bylabym szczesliwa. Dlaczego? Bo wyobrazam sobie ze byloby to
        tak jak na poczatku mojej emigracji z Polski- rozdarcie miedzy tu i tam,
        tesknota do tego, co zostawilam, przyzwyczajanie sie do nowego. A moze
        wlasciwie byloby nawet gorzej, bo teraz mam 25 lat wiecej, mniej energii, mniej
        zapalu, nie musze juz niczego nowego tworzyc ani udowadniac.

        Wiem jednak, ze i w Polsce sa szczesliwi ludzie, spotykam ich tam. Sa
        zadowoleni z tego co maja, sa przyzwyczajeni i nie zauwazaja tego co my
        zauwazamy, tzn. tych klatek, bram, chodnikow.
      • lucja7 Re: Czy bylibyscie szczesliwi teraz w Polsce? 23.01.07, 10:23
        Na tak postawione pytanie nie da sie chyba odpowiedziec.
        Kazdy z nas wyjechal z Polski dawno i z jakichs osobistych powodow. Polska dla
        mnie to wspomnienia i rzadkie wyrywki prasowe. W Warszawie mam jednak brata i
        dwu znajomych ze studiow z ktorymi jestem w stalym kontakcie.

        Nie zgadzam sie z teoria ze ludzie w Polsce sa bezczynni i wyczekujacy. I w
        czasach komunistycznych tez tak bylo. Wielu partyjnych wykazywalo duzo
        inicjatywy w celach poprawienia bytu ich rodzinom (z zagranicznymi studiami
        dzieciatek wlacznie) uzywajac "oficjalnej linii partii" jako pretekstu.
        Wielu "przeciwnych" liniom oficjalnym tez uzywalo swoja bezpartyjnosc jako
        pretekst do celow podobnych. Pokrzywdzeni byli w koncu ci ktorzy nie mogli
        polapac sie w rozdanych wtedy kartach oraz w zasadach gry. Jakby nie bylo,
        zycie rownolegle kwitlo, co jest dla mnie zaprzeczeniem tezy o wyczekiwaniu.

        Poruszone tu pojecie chamstwa tez jest dla mnie rzecza mglista. Bo mowimy tu o
        klocacych sie w tramwaju, o babie w papilotach stojacej w kolejce po kielbase
        do upieczenia na ruszcie, o warczacej kasjerce, o zabijaniu karpi mlotkiem w
        wannie, o zupach pomidorowych z ryzem, o chlaniu wodki i sikaniu na trotuarze?
        Mysle ze to o czym mowie wynikalo wylacznie z warunkow w jakich ludzie kiedys w
        Polsce zyli. Z tego co slysze, to cos znika, a moze juz zniklo.
        Jesli chamstwem nazywamy oszustwa podatkowe, kradzieze mienia publicznego, to
        nie sadze by Polacy specjalnie wyrozniali sie na tym polu dzialania od innych,
        nawet "najznakomitszych nacji".

        Zgadzam sie natomiast z teoria ze Polacy nie potrafili utrwalic swych sukcesow
        w historii i stworzyc jakiegos "kapitalu wyjsciowego" i ze ta historia jest
        ciagle przerywana i jakas poszarpana i jakby tworzona prowizorycznie i
        nienaprawde.
        Moim zdaniem wynika to z braku doswiadczenia kadr politycznych i z braku
        kultury demokracji. I tego, niestety, nie wychodzi sie ani w 40sci ani w 13scie
        lat, kolego Swiatlo.
        Polacy ciagle czekaja jeszcze na jakiegos wyimaginowanego "meza
        opatrznosciowego" ktory rozwiaze wszystkie polskie problemy, zamiast zajac sie
        wzmocnieniem ich wiedzy o demokracji i jej praktykowania.

        Uwazam ze Polakom bardzo pomoze wlaczenie sie do Europy, pomoze chociazby w
        ksztaltowaniu kadr i politycznych i administracyjnych. Poki co, czesto
        kompromituja sie w parlamencie europejskim pokrzykiwaniem a nie inteligencja w
        negocjacjach, czego najbardziej znanym przykladem byla publiczna manifestacja
        polskich parlamentarzystow europejskich, z zorganizowaniem "dzikiej" wystawy i
        konferencji w korytarzach nawolujacej do walki z przerywaniem ciazy.

        Moje dzieci o Polsce wiedza niewiele, po polsku nie mowia wcale.
        Oprocz "jaksiemasz" i "dziekuje" ktorego nauczyly sie ogladajac film "Borat" ;-)
        Mialy jednak mozliwosc pojechac do Polski na tydzien (osobno i kazde ze swoim
        narzeczonym), z ich inicjatywy, co w pewnym sensie sprawilo mi przyjemnosc.
        Polecialy same, bez kontaktu z rodzina na miejscu, zwiedzily troche Warszawe na
        bazie bardzo skroconego "przewodnika" ktory im sama przygotowalam.
        Wrocily zachwycone, i jedno i drugie! Ogromnym miastem, dynamika miasta,
        restauracjami, barami, zyciem w nocy, wszystkim. Zdziwione byly ogromnymi
        wymiarami warszawskich ulic (jak autostrady), ogromnymi wymiarami posilkow,
        godzinami posilkow. Prawda jest ze spedzily tam niecaly tydzien i nie ma
        przeciez mowy zeby do Polski mialy jechac zyc.
        Z kolei dwoje dzieci mojego brata zyja jedna noga w Polsce (pracuja w wielkich
        firmach zagranicznych), czyli maja oficjalny adres w Warszawie, przebywajac za
        granica ich czas pracy (wlasciwie na swiecie). Szkoly robily w Polsce, douczyly
        sie za granica, prace znalazly w Polsce, adres maja w Polsce i sadze ze sa
        szczesliwe. Bratanek ktory spedzil rok we Francji w INSEAD, odpowiedzial
        jednemu z moich znajomych na jego pytanie czy nie zamierza opuscic Polski:
        dlaczego? nie rozumiem pytania...

        A ja w tym wszystkim? Istnieje wiele miejsc na ziemi gdzie nie moglabym zyc i,
        niestety, Polska nalezy do tych miejsc.
        Uwazam ze wplyw kosciola na zycie w kazdym jego fragmencie, jest dla mnie nie
        do przyjecia. Kosciol wyznacza droge moralnosci w kazdej dziedzinie zycia i ma
        wplyw na absolutnie wszystkich obywateli tego kraju, z roznymi skutkami.
        Skutkiem tego jest np wypowiedz durnia z min. oswiaty przytoczona tu na tym
        forum. Kosciol wywolal bardzo wiele zla w polskiej swiadomosci, rowniez
        politycznej. "Historyczna rola polskiego kosciola" powinna byc solidnie i
        powaznie przeanalizowana, z wyciagnieciem solidnych i powaznych wnioskow.

        Jacys tam np Kaczynscy mi osobiscie by chyba nie przeszkadzali...gdybym tam
        zyla.
        Przeszkadzalaby mi jednak ta polska strona "prowincjonalnosci".
        Pewno przeszkadzalyby mi "problemy techniczne", ze cos wysiada, ze nie dziala
        (posty Jutki).

        No ale chyba najbardziej kompetentne w tym temacie sa osoby ktore po dlugich
        pobytach zagranicznych do Polski wrocily i tam zyja.
    • szfedka Szczescie... 23.01.07, 13:36
      To takie abstrakcyjne pojecie. W roznych momentach zycia rozne rzeczy robia nas
      szczesliwych.To co robilo nas szczesliwych gdysmy mieli 20 lat dzis nie jest
      takie wazne...wrecz moze niewazne albo i nieszczesliwym robi.
      Czytalam gdzies ze do szczescia czlowiek sie przyzwyczaja i to pewnie fakt bo
      wyobrazmy sobie ze marzymy o domu z ogrodem, piekna fura i kieszeni wypchanej i
      wygrywamy nagle mase pieniedzy. Kupujemy sobie to co marzylismy, jestesmy
      szczesliwi dwa, trzy latka po czym zaczynamy odczuwac mniejszy komfort,
      mniejsze zadowaoleni, zaczynamy marzyc o czyms innym. przyzwyczajamy sie po
      prostu.
      Sa ludzie ktorzy wogole nawet nie probuja cokolwiek zmienic gdyz stwierdzili ze
      nie ma sensu sie wysilac gdyz i tak bedzie dobrze pare lat a potem znudzi sie i
      to, bo wszystko kiedys sie znudzi.
      Akurat dzis pewnie bym byla szczesliwa gdybym byla w Polsce ale pod warunkiem
      ze nie musialabym pracowac. Mam cala liste archiwow, bibliotek do odwiedzenia,
      mase ludzi z ktorymi chcialabym sie spotkac i pociagnac za jezyk.
      Tak pewnie z roczek bylabym szczesliwa...

      Jak to kiedys mialam w sygnaturce
      "Lepiej byc szczesliwym przez chwile niz nigdy"
      • kan_z_oz Re: Szczescie... 24.01.07, 03:27
        Napisałam już gdzieś wcześniej - nie czułam się nieszczęśliwa gdy mieszkałam w
        Polsce. Raczej zmęczona i znużona ciągłą walką dnia codziennego, oraz ogólnym
        brakiem perspektyw i marazmem.

        Pytanie czy byłabym szczęśliwa teraz w Polsce? - nigdy do mnie w takiej formie
        nie wróciło. Nigdy nie tęskniłam za Polską. Moje sporadyczne wizyty są tego
        chyba najlepszym dowodem. Nie mam potrzeby.

        Wróciło do mnie natomiast jakiś czas pytanie; czy chcielibyśmy/moglibyśmy
        obecnie wrócić do Polski.
        Zdecydowanie nie. Zdecydowanie nie po tym, co wydarzyło się Nam tutaj. Mam na
        myśli spirytualizm męża oraz własne 'budzenie się'.
        Wiem, że nikt by Nam tam za to głowy nie ukręcił w dosłownym tego słowa
        znaczeniu ale nie sądzę abym miała chęć na życie 'trędowatej'. Obiektywnie
        patrząc, Polska nie jest jedynym krajem gdzie Nasz spirytualizm mógłby budzić
        poważniejsze kłopoty. Nie widzę się z tego powodu jeszcze w kilku innych.
        W Australia zdecydowanie nie wyróźniamy się i nie bulwersujemy nikogo.

        Przynajmniej mam odpowiedź po latach, dlaczego pewnego dnia obudziłam się i
        postanowiłam wyjachać do Australii. Nic nie dzieje się bez powodu.

        Kan

        • lucja7 Tragedia 25.01.07, 10:46
          Nieco wyzej napisalam o szczerym zachwycie moich dzieci Warszawa podczas ich
          krotkiego tam pobytu i mowilam ze zaskoczylo ich kilka rzeczy jak szerokosci
          ulic, wielkosci posilkow....
          Zapomnialam natomiast czegos co je i zaskoczylo i bardzo niepodobalo, a
          mianowicie lektor czytajacy teksty filmow niepolskich w tv, co nie pozwala nie
          znajacym polskiego na ogladanie tychze filmow i zasmradza dzwiek i atmosfere
          filmow.
          A ja myslalam ze to cos juz dawno sie skonczylo!
          Jeszcze jeden powod ktory dodaje sie do innych: zycie w Polsce jest niemozliwe!

          ;-)))
          • fedorczyk4 Re: Tragedia 25.01.07, 15:46
            Co kto lubi. Wole lektora niz fatalny dubing, przynajmniej mam pojecie jakim
            glosem i z jaka intonacja mowia aktorzy. Ale uczciwie przyznaje ze, moj maz
            Francuz tego nie znosi. Nadal, mimo kolejnej zimy ktora zaskoczyla drogowcow,
            lubie tu byc i zyc.
            • fedorczyk4 PS. 25.01.07, 15:51
              Uwielbiam warszawskie teatry, filharmonie i do zeszlego roku co raz bardziej
              lubilam Opere, ale juz znowu nie lubie. Uwielbiam galerie i sceny offowe,
              biblioteki, czytelnie i muzea, bazary i szmateksy. Brzeg Wisly i most
              Poniatowskiego i czerniakowskich meneli. Nic na to nie poradze tu jestem w
              domu. Pasjami uwielbialam Francje i swietnie sie tam czulam, ale wole byc tutaj.
            • blues28 Re: Tragedia 25.01.07, 16:09
              Nie lubie ani lektorów ani dubingów. Najbardziej odpowiada mi wersja oryginalna
              z napisami, ale zdaje sobie sprawe, ze w TV to trudno wykonalne. Z dwojga zlego
              wybieram wiec lektora. I to wlasnie lubie w polskich kinach. Filmy w wersji
              oryginalnej z napisami. W Hiszpanii filmy sa dubingowane i jest naprawde malo
              kin z filmami w wersji originalnej i czesto stajesz przed wyborem: albo
              zobaczyc film dubingowany, albo czekac az wyjdzie na DVD i wtedy obejrzec go w
              wersji oryginalnej.
            • lucja7 Re: Tragedia 25.01.07, 17:20
              hehe,
              Osobiscie w tv oraz w kinach ogladam wylacznie wersje oryginalne z napisami.
              Wylacznie. Nie znosze zasmradzania oryginalnego dziela. Podobnie jak
              przemalowanych obrazow. Nie wiem kto tu pisal o dubbingach, nie ja.
              hehe
              • lucja7 Re: Tragedia 25.01.07, 17:37
                A przy okazji, nic to nie ma wspolnego z zyciem w Polsce, ale istnieje tez
                szkola amerykanska. Ani dubbingi, ani napisy ani lektorzy, a zrzynanie filmow
                zagranicznych z dialogami po amerykansku, z amerykanskimi aktorami,
                amerykanskimi dekoracjami, wszystkim co amerykanskie, tak by widz amerykanski
                zrozumial. Przeciez nie musi wiedziec ze istnieje inny film niz amerykanski.
                Ach, to nieamerykanskie zawracanie glowy! I coz za arogancja krecic filmy nie
                po amerykansku!
          • pawel_z_melb Tragedia i logika... 05.02.07, 19:44
            lucja7 napisała:
            ...
            > Zapomnialam natomiast czegos co je i zaskoczylo i bardzo niepodobalo, a
            > mianowicie lektor czytajacy teksty filmow niepolskich w tv, co nie pozwala nie
            > znajacym polskiego na ogladanie tychze filmow i zasmradza dzwiek i atmosfere
            > filmow.
            > A ja myslalam ze to cos juz dawno sie skonczylo!
            > Jeszcze jeden powod ktory dodaje sie do innych: zycie w Polsce jest niemozliwe!

            ciekawe -
            1. wyminilas cala liste plusow, potem jeden minus - i wniosek - zycie niemozliwe

            2. zapewnie Ci uszlo uwagi, ze telewizja w Polsce nastawiona jest na lokalnych
            odbiorcow (99.99% a nie na przyjezdnych ktorzy nie znaja polskiego

            pzdr

            Pawel
            mezczyzna - luksus w sam razzzz
          • nevergiveup Re: Tragedia 16.04.07, 11:10
            Lucjo7,
            Ten powód jest śmieszny. Przez lektora filmowego miałbym gzieś nie mieszkać??
            Zresztą sama wcześniej napisałaś, że twoje dzieći nie znają języka polskiego.

            PS.
            W Niemczech wszystkie filmy zagraniczne są z dubbingiem, nie powiesz chyba, że
            to byłoby lepsze?!
            Co do ulic, to nie zgadzam się, bo nie są wcale takie szerokie jak autostrady,
            ale skoro takie są opinie amerykanów, to powinniśmy się cieszyć :-)
                  • kan_z_oz Re: Niesmiale pytanie :-) 16.04.07, 14:17
                    nevergiveup napisał:

                    > Jutko, sorrki wielki, ale właśnie czytałem post Lizy... :-)

                    ODP: A tutaj się serduszko zakumflowałeś. Tak właśnie otwieram sobie Forum i
                    patrzę czemu mi się w oczach mieni, chociaż beztrunkowo sobie siedzę?
                    Czytaj, czytaj i napisz więcej.

                    Pozdrawiam
                    Kan
                        • ertes Re: Niesmiale pytanie :-) 16.04.07, 17:07
                          Jutko, to to przylazlo za mna niestety.
                          Juz taka moja dola ze jak komus przepier**le to nie moze spac i lazi potem za mna
                          jak wiesz co. Kolejny ktory bedzie chcial udowodnic to co juz tylu probowalo.
                          Vide ostatni post na tym watke hehe

                          Juz nawet emaile dostaje po tym jak studiowal moje posty.
                          A ma co studiowac. Byndzie tego z 15 tysiecy :)
                          Zobaczymy co moj nowy fan club wymysli.
                          • nevergiveup Re: Niesmiale pytanie :-) 16.04.07, 19:05
                            ertes napisał:

                            > Jutko, to to przylazlo za mna niestety.
                            > Juz taka moja dola ze jak komus przepier**le to nie moze spac i lazi potem za
                            m
                            > na
                            > jak wiesz co. Kolejny ktory bedzie chcial udowodnic to co juz tylu probowalo.
                            > Vide ostatni post na tym watke hehe
                            >
                            > Juz nawet emaile dostaje po tym jak studiowal moje posty.
                            > A ma co studiowac. Byndzie tego z 15 tysiecy :)
                            > Zobaczymy co moj nowy fan club wymysli.

                            Wysokie mniemanie masz o sobie....
                            • ertes Mniemanie i ostrzezenie 16.04.07, 20:01
                              Wyobraz sobie ze mam co potwierdza twoj przypadek.
                              Zostales zbesztany przeze mnie na jednym z for po czym zaczales pogryzac mi
                              kostki na kilku watkach jak szczeniak.
                              Teraz przywlokles sie za mna na to forum gdzie zaczynasz od nieudolnej proby
                              wyplakania sie i pozalenia na mnie. Nie wspominajac o placzliwym email-u jaki do
                              mnie wyslales.

                              W kazdym razie witam cie w moim Fun Club.
                              Tylko pamietaj: zabawa z ogniem z reguly konczy sie zle...
                          • nevergiveup Re: Niesmiale pytanie :-) 16.04.07, 21:11
                            ertes napisał:

                            > Jutko, to to przylazlo za mna niestety.
                            > Juz taka moja dola ze jak komus przepier**le to nie moze spac i lazi potem za
                            mna jak wiesz co.

                            *** "toto" lekcew. «o kimś lub o czymś mało ważnym»
                            i jeśli już mnie obrażasz, to pisz poprawnie czyli RAZEM, no i chyba powinno
                            być przypier****
                            No i "toto" nie przylazło tutaj za tobą, nie pochlebiaj sobie.

                            > Kolejny ktory bedzie chcial udowodnic to co juz tylu probowalo.
                            > Vide ostatni post na tym watke hehe

                            ****A to już są twoje przypuszczenia i zostawiam Cię z nimi.

                            > Juz nawet emaile dostaje po tym jak studiowal moje posty.
                            > A ma co studiowac. Byndzie tego z 15 tysiecy :)
                            > Zobaczymy co moj nowy fan club wymysli.

                            ****Jeden mail (i to dlatego, żeby na forum nie robić Ci obciachu), to chyba
                            jeszcze nie liczba mnoga??
                            A na fan-club chyba za wcześnie jeszcze, bo przecież fan-cluby zakłada się
                            idolom - czyż nie?

                            PS.
                            Wnoszę zatem, że bardzo Cię aprobuje moja osoba, skoro tak usilnie to okazujesz.
                            • maja92 Re: Niesmiale pytanie :-) 26.04.07, 15:36
                              nevergiveup - widac zes nowy....
                              Trafiles do fan-clubu ustanowionego pare lat temu i nic tu nie zmienisz...
                              Jutka przywalila mi juz jakies 3 lata temu z zazdrosci torebka_przez_leb za
                              podszczypywanie Ertesowych golych lydek.... blizne na czole mam do teraz....

                              ...Wiec pocaluj Ertesa w wlochate kolanko, albo siedz cicho jak Ci fan club nie
                              odpowiada...

                              Milego!!
            • lucja7 Re: Tragedia 16.04.07, 18:52
              nevergiveup napisał:
              "Lucjo7,
              Ten powód jest śmieszny. Przez lektora filmowego miałbym gzieś nie mieszkać??
              Zresztą sama wcześniej napisałaś, że twoje dzieći nie znają języka polskiego.
              PS.
              W Niemczech wszystkie filmy zagraniczne są z dubbingiem, nie powiesz chyba, że
              to byłoby lepsze?!
              Co do ulic, to nie zgadzam się, bo nie są wcale takie szerokie jak autostrady,
              ale skoro takie są opinie amerykanów, to powinniśmy się cieszyć :-)"

              Wyraznie mam problem z tym lektorem dialogow w Polsce. A raczej z problemem
              lektora.
              Uprzejmie wyjasniam po raz ktorysdziesiaty:
              Jest film inny niz polski. Aktorzy mowia w tym filmie po innemu niz polskiemu.
              Jest w tym samym czasie oprocz dialogow tlo dzwiekowe, muzyka, wpisywanie sie
              osob trzecich, piatych.....
              Na to wszystko co czyni film, nakladaja w Polsce monotonny glos lektora
              mowiacego za wszystkich, jak gadzinowka.
              Przeszkadza to w lekturze oryginalnego dzwieku filmu.
              Jest to po prostu masakra dziela ktorego dzwiek zostal zniszczony, z dialogami
              oryginalnymi wlacznie.
              Widz niepolski i nierozumiejacy polskiego nie moze w Polsce ogladac filmow z
              powodow dwu: nie rozumie co mowia oraz ma na dokladke zmasakrowany dzwiek z
              muzyka wlacznie.

              Wypowiadalam sie juz tez ze chodze osobiscie wylacznie na filmy
              niezmasakrowane, czyli w wersji oryginalnej, z tekstowym tlumaczeniem dialogow,
              jak sto lat temu. Podobnie zreszta jak sie to robi w cywilizowanych teatrach.
              Wyobraz sobie teatr, aktorow mowiacych w jakims jezyku, oraz stojacego w kacie
              ponurego typa czytajacego z zeszytu role aktorki, aktora, choru, wszystkiego co
              sie da. Chyba niewyobrazalne!
              Powod jest bardzo serio i nie wiem co do tego maja Niemcy.

              Wiele arterii warszawskich jest szerszych niz wiele autostrad, rowniez
              amerykanskich, ale tez nie wiem co ma do tego Ameryka.
              Te arterie rozpieprzaja miasto zamiast zblizac i ulatwiac jego uzywanie.

              Mam nadzieje ze co do kina i lektora to juz wystarczy? Darujcie ;-)))
    • pawel_z_melb Re: Czy bylibyscie szczesliwi teraz w Polsce? 25.01.07, 20:43
      nie jest latwo odpowiedziec na takie pytanie;

      'lymeryk' jest oczywiscie potwornie tendencyjny.

      Sporo sie zmienilo, sporo sie zmienia.

      Mozliwosci zrobienia kariery w Polsce dla wielu z nas byly i sa lepsze;

      obserwuje co moi znajomi zrobili i wiekszosc - mam wrazenie - wyszla na tym lepiej.
      Naszlo mnie niedawno sposrzezenie - z Solidanosciowej emigracji (ogromna
      wiekszosc to ludzie wyksztalceni) nie znam ani jednego przypadku by ktos zostal
      tu w Australii profesorem... (nie twierdze, ze nie ma, ale to musi byc paskudna
      rzadkosc...)

      Inna sprawa, ze moja zona nie wytrzymywala juz mieszkania z tesciami
      (wyjechalismy w 1994), a jako ze odsetki bankowe byly na poziome 64% to nie
      dawalo sie wziac kredytu.

      Nawet proste pytania nie zawsze maja proste odpowiedzi.
    • bella-donna Re: Czy bylibyscie szczesliwi teraz w Polsce? 27.01.07, 21:15
      Ostatnio sledze wydarzenia w Polsce i to co widze/slysze, przeraza mnie.
      korupcja, lapowki, znajomosci, bez tego w tym "raju" zyc sie nie da.
      Wczoraj w dzienniku bylo o zadluzeniach szpitali. Na operacje kolana,
      czy stawu biodrowego czeka sie 2-5 LAT w zaleznosci od miejscowosci.
      Pacjenci ze w lzami w oczach opowiadaja...nie, ja juz tego nie
      odbieram, ale mysle ze nie zmyslali.

      Luiza, czy slyszalas o IRUKONGI (mysle, ze tak sie pisze).
      • luiza-w-ogrodzie Re: Czy bylibyscie szczesliwi teraz w Polsce? 29.01.07, 00:50
        Bellu, masz na mysli meduzy Irukanji z rodziny box jellyfish? Poltora roku temu
        zostalam poparzona przez malenka meduze z tej samej rodziny (ale nie Irukanji,
        tylko Jimble Jellyfish). Slady wygladaly i czulo sie je jak oparzenia
        przylozonym rozzarzonym drutem, nie goily sie przez trzy tygodnie a blizny
        widac jeszcze dzis, choc juz slabo.
        Na Irukanji nie ma lekarstwa.
        Polecam sydnejskie plaze, tu Irukanji nie ma :o[+]
        Pozdrawiam
        Luiza-w-Ogrodzie
        .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
        Australia-uzyteczne linki
        • bella-donna Re: Czy bylibyscie szczesliwi teraz w Polsce? 03.02.07, 13:30
          L. obawiam sie ze jestes w bledzie, slady jakie zauwazylas
          na swoim ciele to pozostalosci po kontakcie wlasnie z irukandji.
          Obejrzalam doc. film na discovery i do tej pory jestem pod wrazeniem.
          Kto by przypuszczal , ze to przezroczyste malenstwo, wielkosci
          paznokcia moze byc tak niebezpieczne. Masz racje, glosno zrobilo
          sie dopiero w 2005 roku, wczesniej nie chciano robic paniki
          jak rowniez tracic milionow dolarow przez zamykanie plaz,
          siatki, niestety nie sa wystarczajace kiedy pojawia sie irukandji.
          a kiedy sie pojawia ? badania trwaja.
          Czy odczuwalas jakis bol ???, podobno jest niewyobrazalny, moze
          utrzymywac sie do 2 tyg. jesli masz na tyle "szczescia" i
          nie utopisz sie w panice, gdzie lekarz stwierdzi tylko zgon
          oczywiscie przez utoniecie. Nikt nie zna prawdziwej liczby
          zgonow z udzialem irukondji.
          wyobraz sobie, ze divers, ktorzy mieli na sobie wet suit
          i rekawiczki rowniez zostali poparzeni przez irukandji,
          zapomnieli bowiem o twarzy...facet z kalifornii wreszcie
          wybral sie na wymarzone ausralijskie rafy, zona przywiozla
          go w pudelku, rozpacz olbrzymia...

          Box jellyfish jest przepiekna, czy udalo ci sie zobaczyc ?

    • jutka1 Re: Czy bylibyscie szczesliwi teraz w Polsce? 29.01.07, 10:32
      Jako jedna z nielicznych tutaj osob sprawdzilam te teze w praktyce. :-)
      Wrocilam swiadomie, do powrotu szykowalam sie co najmniej rok, wszystko bylo "z
      premedytacja" zaplanowane. Wszystko oprocz spraw zawodowych, bo - tez swiadomie
      - dawalam sobie 6-12 miesiecy odpoczynku od zycia zawodowego. Po pol roku bylam
      juz gotowa i wypoczeta. ;-D

      Czy jest tak, jak oczekiwalam? I tak, i nie.

      Na plus: jestem u siebie, nie mam szefa, tzn. sama jestem swoim szefem, sama
      planuje moj czas, jestem blisko rodziny i mam komfort, ze jest tu silna "siec
      wsparcia". Juz wroslam w zycie tutaj, zarowno zawodowo jak i pozazawodowo. Lubie
      tu wracac z podrozy. Mam swiety spokoj i czyste powietrze (to dzieki wsi, nie
      dzieki PL ;-D). Bialy ser i ogorki kiszone, oczywiscie ;-)))))

      Na minus: Chaos i brak przewidywalnosci w wielu dziedzinach.
      Krypto-faszo-kreatury u i blisko wladzy. Koszty zycia. Oddalenie geograficzne od
      tzw. kultury, ktora wczesniej mialam na wyciagniecie reki. Zimy. Ochrona (sic!)
      zdrowia. Stan drog. Problemy z kupieniem _naprawde_ swiezej ryby morskiej (nawet
      wycieczka do Wroclawia nie gwarantuje). Ludzie sie nie usmiechaja, i sa
      negatywnie nastawieni (choc tez rozumiem, ze wiele osob ma ciezkie zycie, wiec
      do czego tu szczerzyc zeby).

      W obu kategoriach moglabym mnozyc...
      Bilans?
      Jest mi tu dobrze. Juz mi przeszly mysli o powtornym wyjezdzie. Niedlugo,
      odpukac, zajme sie nowa, duza rzecza, ktora nie tylko bedzie dobrym stalym
      zrodlem utrzymania, ale tez da mi satysfakcje robienia czegos, co ma naprawde
      znaczenie dla innych.
      Moze sie naucze jezdzic na nartach w ramach zaprzyjazniania sie z zima? :-D

      I mimo tego, ze na aktualna ekipe w wladzy noz mi sie otwiera, i dostarczaja mi
      niezawodnej codziennej dawki irytacji, wole ten bajzel od innego, bo to moj
      bajzel, i juz.

      :-)))
        • lucja7 Re: Czy bylibyscie szczesliwi teraz w Polsce? 29.01.07, 11:20
          Natomiast atutem dla zycia w Polsce "z powrotem", po dluzszym zyciorysie
          zagranicznym (dobrym, nie jakims tam np tureckim) moze byc ta "przyjemna aura"
          czlowieka ktory zrozumial jak sie swiat kreci i "wie", co moze byc w pewnym
          sensie pomocne w stworzeniu sobie autorytetu "na kredyt".

          ;-))
          • jutka1 Re: Czy bylibyscie szczesliwi teraz w Polsce? 29.01.07, 11:43
            lucja7 napisała:

            > Natomiast atutem dla zycia w Polsce "z powrotem", po dluzszym zyciorysie
            > zagranicznym (dobrym, nie jakims tam np tureckim) moze byc ta "przyjemna aura"
            > czlowieka ktory zrozumial jak sie swiat kreci i "wie", co moze byc w pewnym
            > sensie pomocne w stworzeniu sobie autorytetu "na kredyt".
            **********
            Moze tak, nie wiem. :-)))
            Nie dotknelo mnie to, a nawet czasem wrecz przeciwnie, spotkalam sie z
            nastawieniem: "taaaa, wrocila z zagranicy, to pewnie wszystkie rozumy pozjadala,
            ale my jej tu pokazemy". ;-)))
        • jutka1 Re: Czy bylibyscie szczesliwi teraz w Polsce? 29.01.07, 11:31
          lucja7 napisała:

          > Pragne zauwazyc ze "nieposiadanie szefa" nie jest, tak jak zycie nawsi,
          > specyfika zycia w Polsce. Skreslam wiec to z listy plusow ;-)))
          ***********
          Alez ja pisalam o "plusach" dla mnie, nie o plusach Polski. :-)))
          A moj powrot do Polski jest zwiazany z uprzednia decyzja "nieposiadania szefa". :-D
      • bella-donna Re: Czy bylibyscie szczesliwi teraz w Polsce? 03.02.07, 14:09
        jutka1 napisała:
        >Wrocilam swiadomie, do powrotu szykowalam sie co najmniej rok, wszystko bylo "z
        > premedytacja" zaplanowane. Wszystko oprocz spraw zawodowych,(...)
        >Bilans
        > Jest mi tu dobrze. Juz mi przeszly mysli o powtornym wyjezdzie(... )

        Nie czepiam sie ! ale...
        Jesli dobrze pamietam, nie jest to twoj pierwszy powrot do kraju,
        zreszta wyjezdzajac z niego nie planowalas wiazac sobie zycia
        na obcej ziemi. Pozniejsze zamozpojscie wywialo cie ponownie z kraju.
        Nastepnie rozwod, uwazam ze to wlasnie on jest glowna przyczyna powrotu.
        Zaczynanie zycia po raz kolejny nie jest z pewnoscia latwe,
        a tulac sie, ilez mozna. Rozpatrywanie zakupu mieszkania w centrum
        Paryza kosztowaloby wiele wyrzeczen, a domek POD, przypuszczam ze rowniez
        dla samotnej osoby bylby duzym wyzwaniem. Ceny w Polsce bardziej
        przystepne...tak widze Twoja "premedytacje"...
        • jutka1 Re: Czy bylibyscie szczesliwi teraz w Polsce? 03.02.07, 14:31
          bella-donna napisała:

          > Nie czepiam sie ! ale...
          > Jesli dobrze pamietam, nie jest to twoj pierwszy powrot do kraju,
          > zreszta wyjezdzajac z niego nie planowalas wiazac sobie zycia
          > na obcej ziemi. Pozniejsze zamozpojscie wywialo cie ponownie z kraju.
          > Nastepnie rozwod, uwazam ze to wlasnie on jest glowna przyczyna powrotu.
          > Zaczynanie zycia po raz kolejny nie jest z pewnoscia latwe,
          > a tulac sie, ilez mozna. Rozpatrywanie zakupu mieszkania w centrum
          > Paryza kosztowaloby wiele wyrzeczen, a domek POD, przypuszczam ze rowniez
          > dla samotnej osoby bylby duzym wyzwaniem. Ceny w Polsce bardziej
          > przystepne...tak widze Twoja "premedytacje"...
          **********
          Bella-Donno, nie traktuje tego jako "czepianie sie", tylko, hmmm... wysnuwanie
          wnioskow na podstawie niepelnych informacji.

          Oczywiscie, rozwod przyspieszyl moja decyzje powrotu, ale przyspieszyl ja tylko
          o rok - powrot byl planowany na koniec 2005 r. Dom kupilam dwa lata przed
          rozwodem, a w planie byl moj powrot - a bylego meza przyjazd do Polski ze mna.
          Nigdy nie rozwazalam wiec zakupu mieszkania w Paryzu czy domku w podparyskich
          suburbiach.

          "Wrocilam" po raz pierwszy we wczesnych latach 90., zeby popracowac w nowej
          administracji, fakt. Aczkolwiek byl to powrot tymczasowy, caly czas trzymalam
          moje mieszkanie w Los Angeles, bylam na przedluzonym "urlopie naukowym". Bilet
          powrotny do LA (juz taki naprawde powrotny) mialam w kieszeni, kiedy poznalam
          mojego przyszlego meza i w stanie pomrocznosci jasnej spozytkowalam ow bilet na
          wyjazd do LA... w celu spakowania sie i wyjazdu miesiac pozniej do Paryza. Tak
          sie tez przypadkiem zdarzylo, ze w czsie kiedy to wszystko sie rozgrywalo
          (bardzo szybko, wiem), dowiedzialam sie o konkursie na prace w Paryzu w mojej
          specjalnosci, zlozylam aplikacje i te prace dostalam. Szczesliwy zbieg okolicznosci.

          Wreszcie, kiedy wyjezdzalam z Polski w latach 80., w mojej glowie jak
          najbardziej wyjezdzalam na zawsze. A ze z czasem to sie zmienilo, to zupelnie
          inna historia - bo i Historia zmienila swoj bieg, jesli moge sie tak wyrazic.
          • ertes Re: Czy bylibyscie szczesliwi teraz w Polsce? 03.02.07, 15:43
            Moj syn rok temu pojechal do Polski, zakochal sie, wrocil do Kanady zlikwidowac
            swoje sprawy i czerwcu znow znalazl sie w Polsce. Po pol roku stwierdzil ze on
            jednak nie potrafi zyc wsrod tych ludzi i postanowil wrocic.
            Co zreszta bardzo mnie ucieszylo.
            Niestety wlasnie przyjeli go do pracy za jakies jak na polskie warunki swietne
            pieniadze wiec stwierdzil ze pomieszka sobie jeszcze rok.
            Najwiekszym dla niego porblemem jako dla Kanadyjczyka jest polska mentalnosc
            ciagle skrzywionego i niezadowolonego czlowieka ktory jak moze byc zlosliwy to
            zrobi to bezintereswnie. Twierdzi ze nie moze przyzwyczaic sie do tego jak sie
            ludzie traktuja, ciagle skrzywionych i przygnebionych.
            Jestem ciekaw jak i czy mu sie zmienia zapatrywania teraz gdyz bedzie pracowal w
            firmie gdzie sa Wlosi, Amerykanie i Kanadyjczycy a on jest teoretycznie
            pierwszym Polakiem.
            I co to te kobiety potrafia zrobic czlowiekowi...
          • bella-donna Re: Czy bylibyscie szczesliwi teraz w Polsce? 03.02.07, 16:40
            Masz racje, wnioski wysnulam na podstawie tylko tego
            co od czasu do czasu przeczytalam na forum, wiem,
            ze sa to tylko szczatkowe informacje, ale nie mniej jednak
            dobrze zapamietalam kilka twoich postow. Jeden dotyczyl
            TYMCZASOWEGO (nie krzycze) pobytu w LA, w ktorym wyjasnialas,
            ze NIE CHCIALAS ubiegac sie o green card (czy staly pobyt,
            tutaj nie pamietam jakich slow uzylas). W tej chwili
            natomiast piszesz odwrotnie, ze jak najbardziej, na stale.
            zdecyduj sie wiec...

            Kolejny post dotyczyl powrotu do kraju. Pisalas,
            ze WROCILAS, teraz natomiast ujmujesz "powrot"
            w cudzyslow i dodajesz slowo tymczasowy, nie czepiam sie,
            ale ma to rozne znaczenie, przynajmniej dla mnie.

            cyt.: "caly czas trzymalam moje mieszkanie w Los Angeles"
            i
            cyt.:"(...)w celu spakowania sie i wyjazdu (...)

            mozna by sadzic po tym poscie, ze bylas wlascicielka
            "trzymanego" mieszkania w LA, a to tylko wynajmowany "kat"
            (czyt. a z kreska) u przyjaciol lub uczelnii...
            przechowywanie rzeczy czy ponowne wynajecie jakiegos lokum
            nie jest skomplikowane w USA

            Czy Tobie sie lata przypadkiem nie pomylily ? wczesniej
            wspomnialas, ze do powrotu szykowalas sie rok, teraz natomiast,
            piszesz:
            cyt. "Dom kupilam dwa lata przed rozwodem(...)"
            ????? dla mnie, osoby niewtajemniczonej troche niezrozumiale

            Zabralam glos tylko dlatego, poniewaz zawsze mialam swiadomosc,
            ze tymczasowo traktowalas opuszczenie ojczyzny, wiec decyzja o
            "powrocie" byla tylko kwestia czasu..

            Z moich znajomych nikt nie wrocil i nie zamierza, od poczatku
            kazdy wiedzial czego chcial..poza tym maja dzieci, wiec to
            zupelnie inna historia..to ze sa swietnie wszyscy urzadzeni
            nie musze juz wspominac.
            • jutka1 Re: Czy bylibyscie szczesliwi teraz w Polsce? 03.02.07, 18:06
              Napisalam dlugi wpis i mi zezarlo. No nic, napisze jeszcze raz.

              OK, po kolei:

              bella-donna napisała:

              > Masz racje, wnioski wysnulam na podstawie tylko tego
              > co od czasu do czasu przeczytalam na forum, wiem,
              > ze sa to tylko szczatkowe informacje, ale nie mniej jednak
              > dobrze zapamietalam kilka twoich postow. Jeden dotyczyl
              > TYMCZASOWEGO (nie krzycze) pobytu w LA, w ktorym wyjasnialas,
              > ze NIE CHCIALAS ubiegac sie o green card (czy staly pobyt,
              > tutaj nie pamietam jakich slow uzylas). W tej chwili
              > natomiast piszesz odwrotnie, ze jak najbardziej, na stale.
              > zdecyduj sie wiec...
              *************
              Rzeczywiscie czytalas wyrywkowo.
              Pojechalam do USA w latach 80. na wizie turystycznej, ale w mojej glowie juz na
              stale. Po przyjezdzie (Waszyngton) zlozylam podanie o przyjecie na studia
              doktoranckie, przyjeli mnie i dali stypendium, INS zmienil mi wize na studencka
              (poniewaz amerykanski konsul wydajacy mi wize turystyczna wiedzial, ze chce sie
              dostac tam na studia a nawet napisal mi list rekomendacyjny, nie zlamalam prawa
              i wize studencka dostalam bez problemow). Po 2 latach na uczelni w Waszyngtonie
              przenioslam sie do Los Angeles, bo i program byl lepszy, i wyzsze stypendium.
              Ciagle mialam wize studencka. Na poczatku bardzo chcialam zostac na stale,
              dostac green card, nawet rozwazalam "biale malzenstwo". Ale nie bylo to latwe.
              Potem, juz jak bylam w LA, zaczelam latac do Europy (poczatek lat 90.), i
              stopniowo ochota do pozostania w Stanach mi odchodzila, ciagnelo mnie do Europy.
              Stad ta "tymczasowosc" w LA: bylam zawsze na wizie studenckiej, nie wiedzialam,
              gdzie mnie wiatry po studiach zaniosa, a i na sile zostawac tez mi sie juz nie
              chcialo.

              > Kolejny post dotyczyl powrotu do kraju. Pisalas,
              > ze WROCILAS, teraz natomiast ujmujesz "powrot"
              > w cudzyslow i dodajesz slowo tymczasowy, nie czepiam sie,
              > ale ma to rozne znaczenie, przynajmniej dla mnie.
              **********
              Przeczytaj jeszcze raz moj poprzedni wpis, prosze.
              Pod "powrotem" w cudzyslowie mialam na mysli "sabbatical" z Los Angeles i ok. 2+
              lat, z paromiesieczna przerwa z powrotem w LA, spedzonych w Warszawie na
              poczatku lat dziewiecdziesiatych, pracujac w polskiej administracji. Kiedy pisze
              "wrocilam" bez cudzyslowia, mam na mysli powrot do Polski na stale dwa lata temu.

              > cyt.: "caly czas trzymalam moje mieszkanie w Los Angeles"
              > i
              > cyt.:"(...)w celu spakowania sie i wyjazdu (...)
              >
              > mozna by sadzic po tym poscie, ze bylas wlascicielka
              > "trzymanego" mieszkania w LA, a to tylko wynajmowany "kat"
              > (czyt. a z kreska) u przyjaciol lub uczelnii...
              > przechowywanie rzeczy czy ponowne wynajecie jakiegos lokum
              > nie jest skomplikowane w USA
              ***********
              Tego, ze przechowywanie rzeczy w storage nie jest trudne, nie musisz mi
              tlumaczyc. :-) Natomiast znalezienie fajnego i taniego mieszkania w LA, gdzie
              czynsz rosnie tylko 5% rocznie, jest nielatwe. Na czas moich pobytow w PL po
              prostu to mieszkanie podnajmowalam (sublet) innym studentom z mojego kierunku, i
              mialam szczescie, ze za kazdym razem ktos akurat potrzebowal lokum.

              > Czy Tobie sie lata przypadkiem nie pomylily ? wczesniej
              > wspomnialas, ze do powrotu szykowalas sie rok, teraz natomiast,
              > piszesz:
              > cyt. "Dom kupilam dwa lata przed rozwodem(...)"
              > ????? dla mnie, osoby niewtajemniczonej troche niezrozumiale
              ***********
              Nie, nie pomylily mi sie lata. Napisalam wyzej ws "powrotu" w cudzyslowie, i
              bez. Dom kupilam mieszkajac juz w Paryzu, w planie byla wspolna z owczesnym
              mezem przeprowadzka w 2005r. i wspolne mieszkanie w moja siostra i siostrzencem
              (jak wiele osob tutaj wie, dom ma dwie quasi-niezalezne przestrzenie zyciowe).
              Zycie napisalo wlasny scenariusz, siostra po roku mieszkania tutaj (ja jeszcze w
              Paryzu) spotkala mezczyzne swego zycia, wyszla za maz i przeprowadzila sie do
              meza; ja sie rozwiodlam; w pracy w Paryzu przeprowadzali reorganizacje, ja
              poprosilam o zreorganizowanie, wzielam kase i wrocilam na stale rok wczesniej
              niz bylo planowane.

              > Zabralam glos tylko dlatego, poniewaz zawsze mialam swiadomosc,
              > ze tymczasowo traktowalas opuszczenie ojczyzny, wiec decyzja o
              > "powrocie" byla tylko kwestia czasu..
              **********
              Twoja swiadomosc byla bledna. Wyjezdzalam z Polski w zamysle "na zawsze". A ze z
              czasem mi sie odmienilo, coz... tak to w zyciu bywa.

              Mam nadzieje, ze teraz wyjasnilam.

              Pozdrawiam.
              J. :-)
    • pawel_z_melb post jutki 05.02.07, 18:25
      zaciekawil mnie

      - moze dlatego, ze sam rozwazam taka opcje.

      Wbrew jednemu z komentarzy, mysle ze posiadania wlasnego biznesu jest isttnym
      punktem.

      Oczywiscie jest tak, ze pewne biznesy zakladane przez emigrantow latwiej odniosa
      sukcesy na zachodzie (np. firmy budowlane czy sprzatajace) a inne po powrocie;

      nie znam zadnej polskiej firmy agencji nieruchomosci w Au, a jest kilka
      zalozonych przez re-emirgantow.

      W wielu przypadkach ludzie moga odniesc sukces po powrocie bazujac na pomyslach
      ktorze podpatrzyli na zachodzie i moga dalej po swojemu rozwinac...

      pzdr
        • kan_z_oz Re: post jutki 06.02.07, 00:21
          Paweł napisał;

          nie znam zadnej polskiej firmy agencji nieruchomosci w Au, a jest kilka
          zalozonych przez re-emirgantow.


          ODP: Też nie znam i też jakiś czas temu zastanawiało mnie. Myślałam nawet o
          otworzeniu - po to przecież pracowałam parę lat w nieruchomościach. W tym też
          czasie przeszło mi.
          Agencja nieruchomości - zdecydowanie nie. Własny biznes - tak.

          Kan
          • pawel_z_melb zdecydowanie nie 06.02.07, 07:20
            'horses for courses' - czyli dla kazdego cos milego

            jak mowisz ze agencja nieruchomosci nie dla Ciebie, to nie dla Ciebie (dla mnie
            tez nie), ale na Marszalkowskiej kangur z Sydni :) ma takom

            inna kangurzyca (tyz z Sydni) ma firme szkoleniowa w W-wie...

            jest oczywiscie tego wiencyj...
          • pawel_z_melb a dlaczego tak... 06.02.07, 07:23
            mysle, ze koszty finasowe wejscia na wiele 'inteligentnych' rynkow sa w Polsce
            nizsze, a pozatym sa to rynki ciagle sie rozwijajace, w przeciwienstwie do np.
            Au gdzie sa generalnie rzecz biorac nasycone
            (choc innowacyjne firmy znajduja sobie miejsce)
            • kan_z_oz Re: a dlaczego tak... 07.02.07, 03:42
              pawel_z_melb napisał:

              > mysle, ze koszty finasowe wejscia na wiele 'inteligentnych' rynkow sa w Polsce
              > nizsze, a pozatym sa to rynki ciagle sie rozwijajace, w przeciwienstwie do np.
              > Au gdzie sa generalnie rzecz biorac nasycone
              > (choc innowacyjne firmy znajduja sobie miejsce)


              ODP: Osobiście nie widzę takich przeszkód. Nie uważam też rynku np w Warszawie
              za łatwiejszy - też kwestia gustu.
              Zawsze jest miejsce, jeśli masz pomysł i jesteś do tego dobry.

              Kan
              • pawel_z_melb Re: a dlaczego tak... 11.02.07, 19:40
                > ODP: Osobiście nie widzę takich przeszkód. Nie uważam też rynku np w Warszawie
                > za łatwiejszy - też kwestia gustu.
                > Zawsze jest miejsce, jeśli masz pomysł i jesteś do tego dobry.
                >
                > Kan

                prawie...
                tez napisalem powyzej cos podobnego, ale to nie do konca tak.

                w niektorych branzach - np. professional services kluczowe sa osobiste kontakty
                ktore masz - lub nie. I w tym przypadku emigranci sa ciezko 'do tylu'

                to nie jest przypadek zbiorowego nieudacznictwa ze
                - 50% emigrantow z 'Non_English Speaking Background' 'zadko lub wcale nie uzywa
                swych najwyzszych kwalifikacji
                - ze tylu kierowcow taksowek to inzynierowie, architekci, lekarze...

                'dobry' to nie jest 0-1; to cala gama (dokl. krzywa Gaussa) a dotego jest cala
                masa czynnikow zewnetrzych...

                pzdr
                • kan_z_oz Re: a dlaczego tak... 18.02.07, 11:45
                  pawel_z_melb napisał:
                  > prawie...
                  > tez napisalem powyzej cos podobnego, ale to nie do konca tak.
                  >
                  > w niektorych branzach - np. professional services kluczowe sa osobiste
                  kontakty
                  > ktore masz - lub nie. I w tym przypadku emigranci sa ciezko 'do tylu'
                  >
                  > to nie jest przypadek zbiorowego nieudacznictwa ze
                  > - 50% emigrantow z 'Non_English Speaking Background' 'zadko lub wcale nie
                  uzywa
                  > swych najwyzszych kwalifikacji
                  > - ze tylu kierowcow taksowek to inzynierowie, architekci, lekarze...
                  >
                  > 'dobry' to nie jest 0-1; to cala gama (dokl. krzywa Gaussa) a dotego jest cala
                  > masa czynnikow zewnetrzych...
                  >
                  ODP: Pawle, nigdzie nie powiedziałam, że jest łatwo.
                  Mogę Ci tez wymienić ciężkie branże. Takie gdzie nie ma nawet jednego emigranta.
                  Zawsze w takowych funkcjonowaliśmy.
                  Nie było to łatwe, tylko satysfaskcjonujące, oraz do cholery stresujące.
                  Nigdzie też nie powiedziałam, że tak powinno być.

                  Jest agencja nieruchomości prowadzona przez Polaka z Australii - w Krakowie.
                  Jeśli więc masz takowe plany, masz też dowód, że można.

                  Pozdrawiam
                  Kan
      • jutka1 Re: post jutki 06.02.07, 12:42
        Jest sporo nisz na rynku, gdzie mozna wejsc i zaistniec z mniejszymi lub
        wiekszymi sukcesami.
        Ale tez trzeba byc przygotowanym na "specyfike" funkcjonowania tutaj, jest wiele
        administracyjnych przeszkod czy utrudnien, kontrahenci nie zawsze uczciwi,
        istnieje lancusze "nieplacenia" (bo mnie ktos nie zaplacil, to z uregulowaniem
        pani faktury sie tez spoznie), etc.
        Ale absolutnie jest do zrobienia.
        • bella-donna Re: post jutki 17.02.07, 14:30
          pamietam, mialas jakies biuro we wroclawiu, co sie stalo ?

          Cytat z polskiej gazety:
          "Nigdy bym nie przypuszczal, ze na stare lata zamieszkam za granica
          - mowi 45-letni adam, stomatolog z..
          Zarabiam prawie dziesiec razy tyle co w Polsce. Anglia dala mi to,
          czego nie byla w stanie dac mi moja kochana ojczyzna. Niech wiec
          prezydent Kaczynski nie mysli, ze przyjade po kilku latach z pomyslami,
          doswiadczeniem i pieniedzmi. Moze o mnie zapomniec."
          (2 lata za granica)

          Przypomnial mi sie post jutki, ktora uporczywie trzyma sie tezy,
          twierdzac, ze jednak na stale, nie robiac przy tym absolutnie
          nic aby zostac. Fajnie byloby rowniez przeczytac, jak sobie takie
          pozostanie na stale wyobrazala..ot,ciekawa jestem, bo ja tez na
          stale i wiele osob z tego forum tez na stale, kazdy jednak pobyt
          ZALATWIL, zostal, nie wraca..wiec..
          Po 4-latach (koniec nauki)jest juz szybciutko z powrotem w ojczyznie,
          i to jej "ze jak budowac to tylko u siebie" jakos dziwnie brzmi z ust
          osoby ktora oczywiscie na "stale".
          O siostrze czytalam wczesniej, o mezu dowiaduje sie dopiero teraz.

          Dwie osoby w tym samym wieku, rozne powody wyjazdu z Polski, rozne opinie
          i co najwazniejsze, jedna osoba jak najbardziej na stale, a druga nie
          miala zupelnie zamiaru opuszczac Polski.

          Pytasz sie o mnie, wiec ci odpowiem, wyjezdzalam z Polski z mysla ze
          na stale, ze wszystkimi konsekwencjami, decyzja nie byla latwa i wiem
          ze nie kazdego na nia stac. Twoje zapewnienia wydaja mi sie wiec dziwne.
          Duzo osob wyjezdza tylko do pracy, czy na studia, ale to nie jest przeciez
          emigracja ani zaden powrot !!!

          Czy ty tak naprawde wierzylas, ze maz wroci razem z toba i dziecmi do
          Polski ?

          aha, i jeszcze jedno, dom pewnie kupowalas sama, nie wspolnie z mezem ?
          to by duzo wyjasnilo.


          Jutka pisze:
          1. "Na poczatku bardzo chcialam zostac na stale,
          dostac green card, nawet rozwazalam "biale malzenstwo".
          Ale nie bylo to latwe." (USA)
          (w latach 80-tych ??? - zartujesz! )

          2. nieudane malzenstwo-rozwod(Francja)

          = powrot do kraju
          (czyli podtrzymuje to co napisalam na poczatku)

          Ps. zawsze mnie ciekawilo dlaczego niektorzy wracaja...wychodzi
          na to, ze to co opowiadaja ma sie nijak do rzeczywistosci.
          • ertes Re: post jutki 17.02.07, 15:52
            Co cie do qrwy nedzy tak obchodzi cie Jutki zycie?
            I tak wykazala wystarczajaco cierpliwosci odpowiadajac na twoje
            prostacko-ciekawskie pytania i te prymitywne komentarze.
            Juz chyba prosciej ci wytlumaczyc nie mozna a ty ciagle, jak zwykle nie
            rozumiesz. Wsadz glowe w TV Polonia. Bedzie lepszy efekt i porzytek.
            • bella-donna Re: post jutki 17.02.07, 16:43
              ertes napisał:

              > Co cie do qrwy nedzy tak obchodzi cie Jutki zycie?
              > I tak wykazala wystarczajaco cierpliwosci odpowiadajac na twoje
              > prostacko-ciekawskie pytania i te prymitywne komentarze.
              > Juz chyba prosciej ci wytlumaczyc nie mozna a ty ciagle, jak zwykle nie
              > rozumiesz. Wsadz glowe w TV Polonia. Bedzie lepszy efekt i porzytek.
              >
            • bella-donna Re: post jutki 17.02.07, 16:47
              ertes napisał:

              > Co cie do qrwy nedzy tak obchodzi cie Jutki zycie?
              > Bedzie lepszy efekt i porzytek.

              tobie nie tylko slowniczek ortograficzny sie przyda..
              (to tylko dlatego, ze innym zlosliwie proponowales)

          • jutka1 Re: post jutki 18.02.07, 01:08
            Ostatni raz odpisuje rzeczowo, bo rzeczywiscie chyba masz problem ze
            zrozumieniem slowa pisanego.

            Wyjezdzalam na wizie turystycznej, myslalam, ze na stale. Po studiach i
            sabbatical w Polsce pracowalam 9.5 roku w Paryzu. Naucz sie matematyki. I
            czytania ze zrozumieniem tekstu.

            Tak, moj malzonek mial wrocic ze mna do Polski. Jego dzieci byly juz wtedy z
            powrotem w Kanadzie i praktycznie samodzielne/dorosle.

            Dom kupilam za swoje pieniadze.
            None of your business why.

            Reasumujac. Wiecej do Ciebie pisac nie bede, bo szkoda mojego czasu. Staralam
            sie byc uprzejma, ale widze, ze jestes typem, ktory uprzejmosci nie docenia.
            Na szczescie wystarczajaco osob tutaj mnie zna od lat, i wie, ze pisze prawde, a
            to ze Ty sie czepiasz to coz. Karawana idzie dalej.

            Wiele o swoim zyciu nie napisalas, co?
            Tez nie zrozumialas, o co prosilam?

            No wlasnie. Zrozumienie slowa pisanego.

            Nie odpowiadaj, nie musisz, juz mnie kompletnie nie interesuje kim jestes, co
            robisz, i inne detale. Zegnam.
            • bella-donna Re: post jutki 18.02.07, 17:50
              jutka1 napisała:
              >Ostatni raz odpisuje rzeczowo, bo rzeczywiscie chyba masz problem ze
              >zrozumieniem slowa pisanego.
              >Wyjezdzalam na wizie turystycznej, myslalam, ze na stale. Po studiach i
              >sabbatical w Polsce pracowalam 9.5 roku w Paryzu. Naucz sie matematyki. I
              >czytania ze zrozumieniem tekstu.

              rzeczywiscie, ty jestes jak zwykle bardzo uprzejma, uklony...

              >Dom kupilam za swoje pieniadze.

              tak mi sie wydawalo...

              >Reasumujac. Wiecej do Ciebie pisac nie bede, bo szkoda mojego czasu. Staralam
              >sie byc uprzejma, ale widze, ze jestes typem, ktory uprzejmosci nie docenia.

              czy tzn. ze mam wszystko przyjac tak jak ty piszesz, jezeli nie, staje sie
              od razu nieuprzejma ? Przeciez cie nigdzie nie obrazilam, wrecz przeciwnie...

              >Na szczescie wystarczajaco osob tutaj mnie zna od lat, i wie, ze pisze prawde,

              nie interesuje mnie jaka prawde opowiadasz ludziom i w co ci
              ludzie wierza czy nie wierza, czy moze sa oni tylko uprzejmi..
              ja tylko pytam sie po raz kolejny jak sobie wyobrazalas pozostanie
              w ameryce na stale, nic nie czyniac w tym zakresie, ot co. Pytanie latwe
              ale jak widze jest wiele trudnosci z odpowiedzia.
              (masz racje, w tym momencie sie juz czepiam))

              >a to ze Ty sie czepiasz to coz. Karawana idzie dalej.

              ...i wszyscy wokol tancza...

              >Wiele o swoim zyciu nie napisalas, co?
              >Tez nie zrozumialas, o co prosilam?
              >No wlasnie. Zrozumienie slowa pisanego.

              pachnie mi to nie czym innym tylko szantazem

              >Zegnam.

              czy policzylas ilu osobom na forum rzucilas chlodno juz, "ZEGNAM " ??

              ja tylko zrobilam analize tego o czym pisalas, ot co.
              nie wszystko mi sie zgadzalo, wiec postanowilam drazyc temat.
              TWIERDZIC a MYSLEC, czy nie uwazasz ze jest to istotna roznica ?
              • jutka1 Re: post jutki 18.02.07, 21:58
                Bella-Donno,
                odpowiadam z uprzjmosci, ale juz ostatni raz.

                Prosze poczytaj moje wpisy w odpowiedzi na Twoje pytania. Przeczytaj rowniez
                wpis mowiacy o tym, ze jestesmy na forum publicznym, wiec wiecej szczegolow z
                mojego zycia podawac nie bede, i chyba powinnas to zrozumiec. Kto jak kto.

                Natomiast to forum akurat jest nie do konca anonimowe ze wzgledu na dlugi okres
                czasu, od kiedy razem pisujemy, i tak - wiele osob tutaj sie poznalo, czy
                osobiscie, czy telefonicznie, czy listownie. Pomagamy sobie jesli jest taka
                potrzeba, wspieramy sie nawzajem jesli jest taka potrzeba, nie wszyscy sie
                lubia, jak to w zyciu, ale anonimowi? Nie.

                Wyciagasz wnioski pochopne, bazujac na nie-doczytaniu, czy czym tam jeszcze.
                Nie wiesz, co zrobilam, zeby w Stanach zostac, jakie proby czynilam i jakimi
                kanalami, wiec nie pisz prosze, ze nic nie zrobilam bo po prostu tego nie wiesz,
                bo skad?

                Mysle na koniec, ze tak jak ja nie oceniam czyichs decyzji o emigracji lub nie,
                pozostania lub powrotu, miesca osiedlenia, tak samo mysle, ze moja decyzja
                powrotu tez powinna byc szanowana, bo to moja decyzja i tyle. A robienie
                osobistych wycieczek typu "wrocilas, bo ci sie rozwalilo malzenstwo", czy inne
                uwagi poczynione przez Ciebie w moim kierunku, sa uwagami personalnymi, nie na
                miejscu i graniczace z lamaniem netykiety, o braku kultury nie wspomne. Gdyby na
                przyklad naprawde powodem mojego powrotu byl rozwod (a nie byl, jak juz pisalam
                wyzej), czyli w pewnym sensie "porazka osobista", to bylabys takim wpisem
                zrobila mi wielka przykrosc, dotykajac - jak sobie potrafie wyobrazic - jakiegos
                czulego punktu. Nick jutka, szmutka czy homutka nie jest anonimowym bytem
                wirtualnym, tylko prawdziwytm czlowiekiem. I takiego prawdziwego czlowieka
                bylabys zupelnie realnie zranila, i w imie czego? W moim przypadku to jest
                hipotetyczne, akurat slabej strony nie dotknelas wiec mi to kalafiorem. Ale na
                moim miejscu moglby byc ktos inny.

                Jesli zlosliwosc w stosunku do innych jest Ci w jakikolwiek sposob potrzebna do
                lepszego samopoczucia, to prosze bardzo jesli o mnie chodzi. Tylko moja
                uprzejmosc sie skonczyla, i bede tego typu uwagi/wpisy ignorowac.

                I tyle.
                  • amaroola a mnie to wyglada na... 19.02.07, 09:10
                    jakes stara, zaszla niechec osoby o nicku bella-donna wobec jutki

                    pewnie pisywala dawniej spod innego nicka :)

                    jutko podziwiam ze cierpiliwoscwobec chamstwa i napastliwosci
                    bo we mnie krew zawrzala, mimo z nie mniedotyczy ta jawna napastliwosc

                    nysle ze to osobowosc "intimidatora" - spotkalam takich ludzi, znajda sobie
                    kogos sympatycznego, by po nim jezdzic i odreagowywac wlasne problemy

                    nie nie, to tez nie jest osobisty atak bella donno, to taka ogolna uwaga na
                    temat osobowosci typu "bully" jak w tym watki zaprezentowalas

                    no coz rzadko sie odzywam na tym forum, ale chamstwo na forum czy nie miejsca
                    miec nie powinno
                    w mysl maksymy:
                    "
                    • amaroola a skoro juz sie wypowiedzialamwtym watku... 19.02.07, 10:05
                      to wypada zajac stanowisko wobec glownego tematu:

                      nie wiem,czy bylabym szczesliwa w Polsce, wiem, ze tu nigdy chyba nie bede u
                      siebie - mimo dobrej pracy i korzystnej tzw. sytuacji ogolnej...

                      mysle, ze w gdyby nie warunki klimatyczne (troche sie boje tych zim, pluch i
                      jesieni) to juz dosc dawno podjelabym decyzje o powrocie....


                      bo szczczesliwosc to gdzies w srodku jest... albo jej nie ma:)

                      njapierw jednak na krotko wroce i... siem zobaczy ;)
                • bella-donna Re: post jutki 04.03.07, 17:06
                  jutka1 napisala:
                  >O azyl w US tez nie poprosilam, bo bardziej represjonowani zaslugiwali na to.

                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14420&w=19894325&a=19948510
                  Ps. kiedy przestalas lubic ameryke ????
                  • jutka1 Re: post jutki 04.03.07, 17:51
                    Uprzejmie odpowiadam, ze nie potrafie podac daty.

                    Za wiele rzeczy Ameryke cenie, wiele rzeczy w Ameryce mi nie odpowiada. Wiele
                    rzeczy mnie ani ziebi, ani grzeje. Nie traktuje swoich wypowiedzi o Stanach,
                    Francji czy Polsce (czy innych miejscach na ziemi) jako konkurs pieknosci, gdzie
                    lepiej i gdzie ladniej. Kazde miejsce ma plusy i minusy. Ty - czy inne osoby -
                    wybraly Stany, i chwala Wam za to jesli Wam tam dobrze. Ja wybralam inaczej,
                    ktos inny jeszcze inaczej. I fajnie. Kazdy ma prawo do swoich wyborow.
    • ewa553 Re: Czy bylibyscie szczesliwi teraz w Polsce? 17.02.07, 15:05
      dopiero dzis przeczytalam wiekszosc wpisow. Jutka, nie czujesz sie jak na
      przesluchaniu? Jakim prawem ktos zadaje takie detaliczne pytania i to
      upierdliwie, raz po raz, udzielajac o sobie jaknajogolniejszej, jednozdaniowej
      informacji? Wyzsza szkola KGB?? no szczyt, mowie Wam....

      Co do kangurow w Warszawie: czy to sa kangury polskiego pochodzenia, czy tez
      innego? Bo jesli polskiego, to moge zrozumiec powodzenie interesu, przy innych
      jestem zaskoczona.

      Czysto teoretycznie, bo ze wzgledu na wiek na pewno nie bede niczego w Polsce
      otwierac: no wiec jak uwazacie, co by mialo w tej chwili w Polsce powodzenie?
      Czym zajelibyscie sie (teoretycznie) wracajac w tej chwili do Polski? Juz wiem
      ze wylacznie samodzielnie, na wlasny rachunek. Ale co konkretnie?
      • maria421 Re: Czy bylibyscie szczesliwi teraz w Polsce? 17.02.07, 15:29
        Gdybym byla Jutka tez bym sie czula jak na przesluchaniu. I to na takim, kiedy
        swiatlo lampy kierowany jest na przesluchiwanego, zeby on sam nie mogl widziec
        kto go przesluchuje.

        Co do motywow powrotu do Polski z pewnoscia jest ich tyle, ile powracajacych
        osob, wiec nie da sie znalezs jakiegos wspolnego dla wszystkich powodu.

        Gdybym (calkiem teoretycznie) miala teraz wrocic do Polski to zajelabym sie tym,
        czym sie zajmuje teraz, czyli sama soba.

      • bella-donna Re: Czy bylibyscie szczesliwi teraz w Polsce? 17.02.07, 16:41
        w zasadzie, to sie juz nie dziwie, ze tylko takie wnioski
        potrafisz wyciagac. To ze wiernie wierzysz w to co ktos pragnie
        ci przekazac twoja sprawa.
        Poza tym dla mnie nie jest wazne jakim nickiem osoba sie podpisuje,
        moze to byc np. ewa553, maria, ertes itd.. reakcja bylaby identyczna,
        wazne co post zawiera.
        • maria421 Bella, 17.02.07, 17:34
          Faktem jest, ze wypytywalas Jutke o sprawy, ktore, moim zdaniem sa dosyc
          prywatne, i ona na nie grzecznie i cierpliwie Ci odpowiedziala.
          Uwazam, ze powinnas jej sie odwzajemnic i opowiedziec cos wiecej o sobie.
          Bo tak, to widzisz, przy okazji Twoich pytan cale forum poznalo zyciorys Jutki, a
          Ty natomiast dalej pozostajesz "Bella-nieznajoma". Jedyne co o Tobie wiemy, to
          ze piszesz z USA, ale nie wiemy ani skad w USA, ani jak dlugo tam jestes. Nic,
          kompletnie nic.
          Oczywiscie masz prawo do takiego stopnia anonimowosci, jakiego sobie sama
          zyczysz. Ale, czy wobec tego, masz prawo wypytywac innych o ich zyciorys?
          • chris-joe Re: Bella, 17.02.07, 19:47
            Ciesze sie, ze Maria zwrocila ci, bella, uwage, wyprzedzajac mnie. Wlasnie sie
            zbieralem.
            Pytan do jutki masz caly skoroszyt, i to dosc detalicznych, jakbys kartoteke jej
            zakladala czyco.
            Jesli koniecznie chcesz wypytac jutke o szczegoly jej zycia prywatnego- zwroc
            sie moze do niej grzecznie na privie.
            Jutke podziwiam za cierpliwosc i uprzejmosc.
            • bella-donna Re: Bella, 18.02.07, 17:42
              Do wszystkich nerwowo reagujacych

              Zapomnieliscie zapewne, ze to forum jest anonimowe.
              Wszyscy znacie sie osobiscie lub mailowo, ale prosze nie zapominac
              ze JA NIE ZNAM nikogo z was.
              Jezeli jakas nieznajoma osoba zaczyna opowiadac troche chaotycznie,
              na jakikolwiek temat, a ja, jezeli zauwaze jakies sprzecznosci,
              po prostu , reaguje .
              JA jutki1 nie znam, a temat potraktowalam jak kazdy inny.
              Rozumiem wasze oburzenie, ale dla mnie jest to tylko kolejna nieznajoma,
              sorry.
      • pawel_z_melb Re: Czy bylibyscie szczesliwi teraz w Polsce? 18.02.07, 16:57
        > Co do kangurow w Warszawie: czy to sa kangury polskiego pochodzenia, czy tez
        > innego? Bo jesli polskiego, to moge zrozumiec powodzenie interesu, przy innych
        > jestem zaskoczona.

        tak, oczywiscie mowimy o polonusach z kangurowa;
        firmy zalozone przez oryginalych anglosasow pewnie sa rzadkoscia. Choc znam - z
        internetu - jedna taka w Krakowie (Kody Kreskowe)
        • lucja7 Re: Czy bylibyscie szczesliwi teraz w Polsce? 19.02.07, 11:34
          Bylabym bardzo bardzo nieszczesliwa.
          Raz, z powodu koniecznosci znoszenia lektorow nalozonych na dzwiekowa tasme
          oryginalna filmow niepolskich,
          dwa, z powodu glebokiej niewiedzy restauratorow w dziedzinie podawania win w
          odpowiednich temperaturach.

          Chociazby tylko te dwa powody przekreslaja definitywnie moje mozliwosci wyjazdu
          do Polski, uwazam bowiem ze bez kina i wina zycie nie jest mozliwe.
          • maja92 Re: Czy bylibyscie szczesliwi teraz w Polsce? 04.04.07, 16:44
            lucja7 napisała:

            > Bylabym bardzo bardzo nieszczesliwa.
            > Raz, z powodu koniecznosci znoszenia lektorow nalozonych na dzwiekowa tasme
            > oryginalna filmow niepolskich,
            >%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%>

            Moj maz w tamtym roku przywiozl z Polski troche filmow erotyczno-
            pronograficznych, jako ze tutaj to toral reglamentowany i drogi.....
            .....i wywalil je do kosza po paru tygodniach
            - stwierdzil, ze nie moze sie podniecic jak rektor meskim glosem za kobiete
            gada....

            A powroty do Polski - moze kiedys, ale nie zeby pracowac;-))) Na razie mi
            dobrze tu gdzie jestem i troche tez nosi inne miejsca wyprobowac tylko musze
            poczekac, az sie dzieci odczepia...
            • lucja7 Re: Czy bylibyscie szczesliwi teraz w Polsce? 05.04.07, 08:35
              "Moj maz w tamtym roku przywiozl z Polski troche filmow erotyczno-
              pronograficznych, jako ze tutaj to toral reglamentowany i drogi.....
              .....i wywalil je do kosza po paru tygodniach
              - stwierdzil, ze nie moze sie podniecic jak rektor meskim glosem za kobiete
              gada...."

              Doskonale.
              Nie wiedzialam natomiast ze potrzebni sa lektorzy by tlumaczyc niebogate
              slownictwo filmow porno: "oj" i "aj".

              :-))))
              • maja92 Re: Czy bylibyscie szczesliwi teraz w Polsce? 05.04.07, 12:05
                lucja7 napisała:

                > "Moj maz w tamtym roku przywiozl z Polski troche filmow erotyczno-
                > pronograficznych, jako ze tutaj to toral reglamentowany i drogi.....
                > .....i wywalil je do kosza po paru tygodniach
                > - stwierdzil, ze nie moze sie podniecic jak rektor meskim glosem za kobiete
                > gada...."
                >
                > Doskonale.
                > Nie wiedzialam natomiast ze potrzebni sa lektorzy by tlumaczyc niebogate
                > slownictwo filmow porno: "oj" i "aj".
                >
                > :-))))
                >
                %%%%%%%%%%%%%%%

                A widzisz - bogatosc polskiej kinematografii moze zaskoczyc kazdego;-)))
                Lektor zawsze potrzebny...
                    • maja92 Lucjo, 05.04.07, 14:52
                      a Ty wiesz jak sie odpisuje na codze posty???
                      Widac ze nie i sie teraz mnie czepiasz o swoj blad...

                      Odpisalam na Twoj post...
                      Zle wkleilas moj i teraz sie mnie czepiasz, ze to niby zle wyglada...

                      A goowno mnie obchodzi gdzie sie Twoj maz szlaja i co kupuje - facet jest
                      facetem i musi w zyciu chociaz jednego pornola nabyc....inaczej nie jest
                      facetem tylko kobieta i masz partnerke a nie partnera, czyli jestes lesbijka...

                      To tez teraz postaraj sie odkrecic jakimis ogloszeniami na pol gwizdka....

                      I nie placz - to tylko rece Ci odpadly...
    • pawel_z_melb Re: Czy bylibyscie szczesliwi teraz w Polsce? 07.04.07, 00:37
      zawsze sa plusy i minusy: na pewnych rzeczach na pewno bym zyskal, na innch bym
      stracil (chyba, ze wymyslibym jakies super-rozwiazanie, na co nie mialem pomyslu)
      wiec - nigdy nic nie wiadomo...

      ale zamierzam wrocic i byc szczesliwy :))

      mam znajomych, ktorzy tam sa - i sa szczesliwi;
      mam znajomych, ktorzy tu sa i raczej nie sa szczesliwi..
      (na odrot oczywiscie tez)
    • nevergiveup Co się dzieje ??????? 16.04.07, 12:12
      Kiedyś ktoś (nie powiem kto), napisał na podobnym forum, że wszyscy Polacy to
      banda idiotów, nieuków i jedyne co umieją, to kłócić się, użalać nad sobą i są
      poprostu "głupimi polaczkami"
      Czytając te posty, niektórzy pomimo wieloletniej emigracji i życiu z dala od
      Polski zachowują się właśnie tak, jak ów forumowicz to określił.
      Proste pytanie w zadanym wątku, przeradza się w kłótnię i typową pyskówkę - NIE
      DAWAJCIE MU SATYSFAKCJI, ZE MIAŁ RACJĘ !!!

      Wracając do pytania LUIZY:

      Pytanie bardzo trudne, bowiem każdy z nas inaczej pojmuje szczęście i inne będą
      jego odczucia. Wszystko zależy też od tego, co będziemy porównywać, kiedy ktoś
      wyemigrował, jak odnalazł się na emigracji, jak ułożył sobie życie itd. itp.
      Zdania będą różne i każdy będzie miał swoje powody.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka