Dodaj do ulubionych

"Polnisch verboten"

30.10.07, 22:27
Wlasnie obejrzalam wstrzasajacy dokument. W Niemczech zabraniaja Polakom
mowic ze swymi dziecmi (ze zwiazkow polsko-niemieckich) po polsku. PO
rozwodzie rodzic Niemiec/Niemka zabrania eksowi uzywania jezyka polskiego i
sady niemieckie stoja po stronie rodzica Niemca. Polak musi podpisac
zobowiazanie ze nie bedzie uzywac polskiego pod grozba ze nie pozwola mu/jej
widywac sie z dziecmi.
I nie pomaga odwolywanie sie do wyzszych instancji.
Niesamowite dla mnie ktora zyje w kraju gdzie byloby raczej odwrotnie...Gdyby
Szwed/ka zabronil mowic w jezyku drugiego rodzica mialby powazne klopoty.
Obserwuj wątek
      • lucja7 Re: "Polnisch verboten" 31.10.07, 00:47
        Jest to wstrzasajace i oburzajace.
        Wydaje mi sie ze mowilismy juz o tym dokumencie kilka miesiecy temu.

        Natomiast nasi tutejsi przyjaciele z Niemiec odkrecili kota ogonem
        krytykujac jakosc reportazu oraz miernego trzeciorzednego aktorzyne
        ktory okazal sie Francuzem. I, o ile pamietam, dalsza dyskusja
        potoczyla sie na temat aktorow (francuskich miedzy innymi) i ich
        chalturach.

        Tez jestem tym wstrzasnieta. Normalny nazizm.
        Po wojnie podzielili sobie narod na tych kilkudziesieciu do
        powieszenia oraz na reszte ktora nic nie wiedziala i spokoj. Bawic
        mozna sie dalej spokojnie.
        Wstrzasnieta jestem rowniez tym ze Europa nic do tej pory z tym
        nazizmem na codzien nie zrobila. Napewno zrobi, ale kiedy?
    • ewa553 Re: "Polnisch verboten" 31.10.07, 09:11
      efektowny temat ktory pojawia sie co pare miesiecy jak sie nie ma o
      czym pisac i jak sie chce forumowiczami wstrzasnac. Przypomne moze w
      skrocie o co chodzi: jak swiat swiatem a rozwody rozwodami, rodzice
      uzywaja w walce z soba dzieci jako broni. Tak m.in. niemieckie
      matki/ojcowie majac problemy malzenskie twierdzi w Jugendamcie, ze
      matka/ojciec rozwiedziony podpuszcza dziecko na drugiego rodzica,
      szkodzac nie tylko rodzicowi, ale i dziecku wciagnietemu w ta
      nieczysta walke. Jezeli uzklady rozwiedzionych sa normalne (a tak
      szfedziu bywa u Ciebie, gdzie problem "rozwiedzionych" dzieci jest
      wspaniale uregulowany), to odwiedzajacy rodzic zabiera dziecko do
      siebie, czy na spacer czytepe i nikogo nie interesuje w jakim jezyku
      porozumiewa sie ze swoim dzieckiem. Jesli natomiast uklady sa zle i
      takie odwiedziny odbywaja sie pod okiem Jugendamtu, to jak maja
      kontrolowac przebieg rozmowy (makabra zreszta, takie kontrolowane
      odwiedziny), skoro nie znaja jezyka? Nie emocjonujmy sie, nie
      podniecajmy sie, sprobujmy spojrzec na to trzezwo. Sa to nieliczne
      przypadki i rozdmuchiwanie ich jest bez sensu.
      A Ty Droga Lucjo powiedz mi prosze co to wszystko ma wspolnego z
      Narodowym Socjalizmem (nazi)? Bo strzelilas chyba z armaty na wrobla?
      • fedorczyk4 Re: "Polnisch verboten" 31.10.07, 09:44
        Widzialam ten film juz jakis czas temu. Strasznie jest tendencyjny.
        Sklada sie z polprawd i jedynie jedna strona przedstawia swoje
        racje. To zwyczajna propaganda. Na podstawie doswiadczen moich
        rozwiedzionych w Polsce obcokrajowcow moglabym z latwoscia zrobic
        lustrzane odbicie tego pseudo dokumentu. Z zakazem uzywania jezyka
        obcego podczas wizyt kontrolowanych wlacznie.
        Calkiem zgadzam sie z opinia Ewy ze to jest temat do podniecania sie
        w sezonie ogorkowym.
        P.S. Mathieu Carriere, nie jest aktorem francuskim wbrew pozorom, a
        niemieckim, w kazdym razie wedlug Wikipedi.
      • kielbie_we_lbie_30 Re: "Polnisch verboten" 31.10.07, 09:58
        Nie kupuje Twojego rozumowania Ewa. Tyle lat sie znamy ze wiem iz
        jestes stronnicza Niemcom na plus. Zyjesz tam bardzo dlugo, lubisz
        Niemcow i mnie to nie przeszkadza jednak...uwazam ze jednak
        logicznie trzeba na to patrzec a nie z sentymentem.
        Nie rozumiem ze oskarzasz kogos (mnie) o efektywizm, ze chce kims
        wstrzasnac co kilka miesiecy. Dla mnie to temat nowy...jakos mi to
        uszlo ze pisano o tym na forum.
        Nie zgadzam sie z Twoimi wytlumaczeniami ze nie mozna kontrolowac
        rozmowy (i dlaczego ta rozmowa miala by byc kontrolowana?) w innym
        jezyku. W koncu tlumaczy polskiego nie brakuje, tym bardziej w
        Niemczech musi byc ich bez liku.
        Nawet jak to sa nieliczne przypadki to nalezy o nich mowich tym
        bardziej ze widocznie nikt nic nie robi dla tych ludzi. Ani rzad
        niemiecki ani polski. Kazde dziecko ma prawo do obojga rodzicow, do
        ich rodzin, do ich kultury i zabranianie tego jest dyskryminacja.
        Dzieci cierpia na tym najbardziej.
        • lucja7 Re: "Polnisch verboten" 31.10.07, 13:02
          Ewa napisala:
          "A Ty Droga Lucjo powiedz mi prosze co to wszystko ma wspolnego z
          Narodowym Socjalizmem (nazi)? Bo strzelilas chyba z armaty na
          wrobla?"

          Jesli ty nazywasz zakaz rozmowy rodzicow z dzieckiem (niezaleznie od
          okolicznosci) w ich matczynym jezyku problemem wielkosci
          wrobla....., to wybacz, nie bede sie wiecej wypowiadala. Zgodzisz
          sie oczywiscie, jak zwykle z wiekszoscia, ze to bylo nie do
          przyjecia. Ale dopiero wtedy gdy to zniknie.

          Co do zwiazkow z nazizmem, odpowiem ci pozniej, moze dzisiaj.
          Odpowiedz nie jest bowiem trudna, ale chce ja skonstruowac i miec
          wiecej czasu.

          A jesli chodzi o "efektywizm" to bylo to chyba raczej do mnie nie do
          ciebie, kielbiuwelbiu ;-)))
          • ewa553 Re: "Polnisch verboten" 31.10.07, 13:44
            "efektywizm" nie byl do zadnej z Was, lecz do prasy i mediow, ktore
            ten temat od czasu do czasu podnosza.
            Dziekuje Ci szfedziu, ze wspanialomyslnie wybaczasz mi moja
            niemieckosc:))))
            Wydaje mi sie, ze wybierajac ten kraj i zyjac tu 33 lata, mam psi
            obowiazek do pewnej lojalnosci. A conajmniej do bardziej
            obiektywnego spojrzenia na pewne sprawy. Tak, uwazam te rozmowy
            kontrolowane za okropnosc, ale to nie sa Niemcy, Chinczycy czy kto
            winien, lecz ludzie ktorym brak zupelnie kultury i odpowiedzialnosci
            w stosunku do dzieci, ktore kiedys tam w imie milosci splodzili.
            Uzywaja tych dzieci jako broni i TO jest okropne, a nie
            konsekwencje, ktore z tego wyplywaja. Opowiadalas mi kiedys
            dokladnie szfedziu jak to u Was wyglada i jestem pelna podziwu.
            Skoro jest to mozliwe u Was, to przeciez co w koncu stoi na
            przeszkodzie, aby i inne panstwa przejely dobry przyklad Szwecji?
            Z drugiej strony: to co opowiadalas, to byly wypadki "normalne", gdy
            kulturalni ludzie w kulturalny sposob sie rozchodza. Od paru lat mam
            staly kontakt z kims w Szwecji, kto NIE w normalny sposob, NIE z
            normalnym facetem sie rozszedl i ta historia daleko odbiega od
            opisywanej przez Ciebie sielanki. I jak mnie zapewniono, takich
            wypadkow w Szwecji jest wiecej. Wiec moze przyjmiemy, ze te
            drastyczne historie z Niemiec sa tez tylko jedna strona medalu? Oby.
            Co do pana Cahrier (kurcze, zapomnialam jak sie pisze) to i on i
            jego siostra, rowniez aktorka, sa pochoidzenia francuskiego i zyja
            miedzy oboma krajami. On sam byl zonaty z Angielka i ma za soba
            straszliwa walke o dziecko, wiec moze dlatego angazuje sie w te
            sprawy. Filmiku zalaczonego nie moglam obejrzec, bo od miesiecy nie
            mam mozliwosci ogladac, wysylac itd.
            • kielbie_we_lbie_30 Re: "Polnisch verboten" 31.10.07, 15:12
              Ewciu, zrozum, nie o to chodzi. Ja nie pisze ze Szwedzi sie tak
              kulturalnie rozwodza a Niemcy nie. Podejrzewam ze i w Niemczech jest
              wiele ludzi ktorzy sie nie mszcza na bylym partnerze wlasnymi
              pociechami tak samo jak i w Szwecji sa tacy ktorzy sie mszcza,
              ktorzy nie potrafia sie porozumiec. Mnie chodzi o podejscie sadow,
              panstwa do problemu. Gdyby jakikolwiek sad zakazal tu komus
              rozmawiac z dziecmi w jego jezyku to by byl wrzask na cala Szwecje.
              A zakazac widzenia sie z dzieckiem to sobie wogole nie wyobrazam...
              To dziecko musialo by byc maltretowane lub wykorzystywane seksualnie
              a nawet wtedy pozwala sie spotykac ale w obecnosci osob trzecich.

              "efektowny temat ktory pojawia sie co pare miesiecy jak sie nie ma o
              czym pisac i jak sie chce forumowiczami wstrzasnac"
              moze sie myle ale tu raczej piszesz o forumie i forumowiczach. Jak
              mam tego nie brac do siebie?

              Niewazne czy to jeden przypadek, czy sto, czy miljon w roku. Jezeli
              nic sie nie zmienilo od ostatniego to trzeba wygrzebywac na nowo.

              Co do nazizmu. Nie wierze ze wszyscy Niemcy ktorzy wychowani zostali
              przez Hitlerjugend, byli w SS albo wychowani w duchu nazizmu tak sie
              otrzepali i po wojnie nagle przestawili sie i sa otwarci na swiat,
              na podludzi i innych. Ten duch jeszcze zyje, w starszych najbardziej
              ale w najmlodszych pokoleniach napewno mniej.
              Ewa, i w Szwecji sa ludzie z nazistowskimi sympatiami nadal wiec tym
              bardziej musza byc w Niemczech.
              • ewa553 Re: "Polnisch verboten" 31.10.07, 17:14
                szfedziu, co do nazizmu, ktory NIE jest tematem tego watku i tylko
                dlatego zwrocilam uwage Lucji. Bo ten przypadek nie ma NIC wspolnego
                z nazizmem. A wiec: dzieci bedace w HJ musialy miec w 1939 roku
                conajmniej 8 lat, mialyby - najmlodsze, dzisiaj 76 lat. Ilu ich
                jest`? Tyle o fizycznej stronie zjawiska. Jesli chodzi o ideowa, to
                sama wiesz, ze neo nazisci sa w niemalze kazdym kraju europejskim,
                najwiecej ich w bylej komunie, czyli w DDR.
                A wracajac do tematu: wlasnie dostalam maila od znajomego z innego
                forum, ktory nas podczytuje, ale nie jest tu czynny. Wiec napisal do
                mnie prywatnie. Kopiuje:
                zauważyłem właśnie, że na Forum Polonia 2 otwartą kolejną rundę w
                walce przeciw germanizacji polskich dzieciątek w Niemczech. Nie
                jestem członkiem Waszego forum, ale często Was podczytuję i tą drogą
                włączam się do dyskusji.

                W przypadku Wojciecha Pomorskiego rozstrzygnięcie już dawno padło.
                Jugendamt przyznał się do błędu jaki było niezatrudnienie tłumacza.
                Ale pan Pomorski dalej rozrabia, bo inaczej nie potrafi. Uparł się,
                że nie będzie rozmawiał z dzieckiem po niemiecku i w tym uporze jest
                konsekwentny. Nie rozmawiał z dzieckiem w tym języku nawet w
                czasach, gdy byli jeszcze zgodną rodziną. Przez swój upór stracił
                wszelki kontakt z dziećmi i stał się dla nich obcym człowiekiem.

                Pomorski to zwykły pieniacz. Te pozostałe przypadki z tego video są
                już dawno załatwione.

                Google jest pełen informacji o haśle "Wojciech Pomorski".

                Tutak dla odmiany niemiecki link:
                zeus.zeit.de/text/2004/43/Ehestreit
                Ode mnie: Nie wiem czy niemieckie prawodastwo jest w tym wzgledzie
                az tak straszne - po prostu nie mam pojecia. Brak mi tu Lucji, ktora
                w takich wypadkach byla nieoceniona w wyszukiwaniu faktow, a nie
                plotek.
                Jezeli ten ojciec upiera sie, aby - zdecydowany na zycie w
                Niemczech - z dziecmi wylacznie rozmawiac po polsku, to jest po
                prostzu glupcem, Dzieci nie mozna do niczego zmusic. Dzieci
                niekoniecznie chca byc inne od ich rowiesnikow. To one zadecyduja
                kiedy jest ten moment, ze beda chcialy rozmawiac i po polsku.
                Mam wsrod znajomych dwa malzenstwa mieszane i bylo rzecza naturalna
                zainteresowanie sie dzieci jezykiem polskim. W obu wypadkach dzieci
                sa dwujezyczne, w obu mowia gorzej po polsku jak po niemiecku. I w
                obu wypadkach nikt rak ani nog nie zalamuje nad tym stanem.
                Mysle o tym prawodastwie, szfedziu: przeciez to nie jest tak, ze tym
                dzieciom nie wolno rozmawiac po polsku. Jestem pewna, ze nie ma ni
                jednego wypadku zakazu uzywania tego jezyka. Sa tylko sytuacje, w
                ktorych dla przejrzystosci sprawy, dla wyjasnienia sytuacji taki
                zakaz wydano. Temu panu przeciez najwyrazniej nie zalezy na tym, aby
                utrzymywac kontakt z dziecmi. Jemu chodzi o pokazanie kto ma
                racje, "kto tu rzadzi". Gdyby utrzymywal normalne stosunki z rodzina
                to moglby z czasem normalnie spotykac dzieci, a wtedy pies z kulawa
                noga by sie nie interesowal czy rozmawiaja po chinsku czy po rusku.
                • tos.ka Re: "Polnisch verboten" 02.11.07, 22:32
                  baska szczerze to mnie "zatkala" twoja argumentacja.
                  toz nawet red. dreischner z podrzuconego przez Ciebie (znajomego?) linku jest
                  bardziej obiektywny.


                  > Jezeli ten ojciec upiera sie, aby - zdecydowany na zycie w
                  > Niemczech - z dziecmi wylacznie rozmawiac po polsku, to jest po
                  > prostzu glupcem, Dzieci nie mozna do niczego zmusic. Dzieci
                  > niekoniecznie chca byc inne od ich rowiesnikow. To one zadecyduja
                  > kiedy jest ten moment, ze beda chcialy rozmawiac i po polsku.

                  ?
                  po pierwsze, dzieci ucza sie mowic zupelnie inaczej niz dorosli. nie tylko na
                  poziomie psychologicznym, ale rowniez na poziomie biologicznym. jezyk, ktorego
                  naczylas sie jako dziecko- jest "zmagazynowany" w zupelnie innym regionie mozgu,
                  niz jezyk, ktorego naczylas sie jako dorosly (nawiasem, mialam niedawno
                  pacjentke, z rosji, ktora po udarze przestala mowic po rosyjsku, ale mowila po
                  niemiecku:)) . jesli naczylas sie dwoch, trzech jezykow- to wszystkie zostana
                  zapisane- w regionie jezyka ojczystego.
                  takze, dziecko nie moze sie "zdecydowac" czy i kiedy bedzie chcialo mowic w
                  drugim jezyku. albo sie go nauczylo w pewnym wieku i jest to dla niego "jeden z
                  jezykow ojczystych", albo nie nauczy sie go juz- na pewnym poziomie emocjonalnym
                  prznajmniej - nigdy.

                  piszesz, ze sprawy z filmu "sa juz zalatwione"- byc moze. ale nie uwazasz, ze
                  sam fakt ze musialy byc "zalatwiane" jest czyms przerazajacym? czy uwazasz, ze
                  te mamy na filmie to "pieniaczki"? nie zrobily na mnie takiego
                  wrazenia....zreszta, co to za okreslenie? czy maja odebrane prawa rodzicielskie?
                  jelsi nie - to wara wszystkim urzedom swiata od tago jak sie z dziecmi
                  porozumiewaja.

                  jesli chodzi o pomorskiego- to z linku (bardzo tendencyjnie napisany artykul,
                  ale mniejsza)
                  zeus.zeit.de/text/2007/01/LS-Sprachverbot
                  wynika, ze sprawe wygral, ale jego dzieci znikly, i dopiero przez policje
                  odnalazl je w austrii. ?. moze i pieniacz. no ale.

                  Als er endlich vor Gericht das Recht zum Umgang mit seinen Töchtern erkämpft
                  hatte, waren diese nicht mehr auffindbar. Monatelang hielt das Jugendamt ihn
                  hin; erst eine Anzeige bei der Polizei ergab, dass seine Frau sich mittlerweile
                  nach Österreich abgesetzt hatte.

                  Ist das nicht Kindesentziehung, also strafbar? Im Prinzip schon; allein bei
                  einem Vater, der mit seinen Kindern polnisch zu sprechen wünscht, sich mithin,
                  wie die Hamburger Staatsanwaltschaft anmerkte, nicht an die »Spielregeln« halte,
                  liegen die Dinge anders. »Ein »öffentliches Interesse an der Verfolgung ist bei
                  der vorliegenden Sachlage nicht zu erkennen«, bescheinigte sie dem Vater auf
                  dessen Anzeige hin.
                  • ewa553 Re: "Polnisch verboten" 03.11.07, 09:42
                    mowiac szczerze, wiedzialam ze sie wlaczysz. To przeciez woda na
                    Twoj mlyn? Poniewaz znam i Ciebie i Twoje nastawienie do Niemiec i
                    Niemcow, przeczytalam tylko poczatek Twojego wpisu. Bo jakakolwiek
                    rozmowa z Toba nie ma najmniejszego sensu. Ustosunkuje sie tylko do
                    poczatku Twojego wpisu: nie podalam linka tylko zacytowalam maila
                    pewnego pana ktorego znam z innego forum i ktory nagle do mnie
                    napisal, bo jak mowi: podczytuje nas, ale nie jest czlonkiem P2.
                    Bardzo mnie jego mail ucieszyl, bo nie wiedzialam tego, co mi
                    napisal. A teraz zegnam Cie ozieble, wypisuj sobie co chcesz, ja jak
                    karawana: nie zwracam uwagi na szczekajace psy:))))
                    • tos.ka Re: "Polnisch verboten" 03.11.07, 10:59
                      :)))

                      jesets obiektywna?

                      akrytkul z 2004, podrzuony przez Twojego znajomego jest wlasnie obiektywny.
                      myslalam, ze przeczytalas, i wiesz do czego sie odnosze. chodzi mi o ten ustep

                      "Kann man einem solchen Mann abnehmen, dass es ihm nur um das Wohl seiner Kinder
                      zu tun sei?

                      Andererseits: Kann man das der Behörde abnehmen? »Aus pädagogisch-fachlicher
                      Sicht«, teilt die Amtsleiterin mit, sei es »im Interesse der Kinder nicht
                      nachvollziehbar, dass die Zeit des begleiteten Umgangs in polnischer Sprache
                      erfolgen soll. Für die Kinder kann die Förderung in der deutschen Sprache nur
                      vorteilhaft sein, da diese in diesem Land aufwachsen, hier die Schulen besuchen
                      oder besuchen werden.«

                      Natürlich ist das Unfug. Kinder, die fließend Deutsch sprechen, verlernen das
                      nicht durch kurze Gespräche in einer anderen Sprache. Und jeder Ratgeber für
                      zweisprachige Familien empfiehlt beiden Eltern, sich im Umgang mit ihren Kindern
                      ihrer jeweiligen Muttersprache zu bedienen. Es half P. nicht, dass zwei
                      Psychologinnen des Verbands binationaler Familien und Partnerschaften sich für
                      ihn einsetzten. Beim Jugendamt, sagt P., »haben sie in mir bloß den Polacken
                      gesehen«.

                      Die Begründung, mit der P.s Widerspruch zurückgewiesen wurde, ist womöglich noch
                      bizarrer als die Entscheidung selbst: Da das Familiengericht nicht festgelegt
                      habe, in welcher Sprache der Pole mit seinen Töchtern reden solle, müsse »der
                      für die Bundesrepublik Deutschland zu verzeichnende Normalfall gelten« – eine
                      andere Regelung zu treffen liege nicht im Ermessen des Jugendamts."

                      w krotce- jest z korzyscia dla dzieci wychowywanie ich dwujezycznie. decyzja i
                      argumentacja (ze dla dobra dzieci, ze mieszkaj w niemczech dlatego powninny
                      mowic po niemiecku itp) jugendamtu jest w tym artykule okreslana jako dziwny
                      "bizzare".

                      czyli basiu. dokladnie nie to co Ty pieszesz.
                      artykul z 2007 roku - juz obiektywny nie jest. probuje sie w nim przedstawic
                      pomorskeigo wlasnie jako pieniacza. moim zdaniem przesadzaja w "kwiecistosci
                      opisu" i efekt jest dokladnie odwrotny- to artykul nie opisywana osoba robi
                      takie wrazeni. ale mniejsza. moze i jest pieniaczem mze i nie. jego sprawa. to
                      nie jest przestepstwo.
                      poza fakty nie jest w stanie nawet ten artykul wyjsc. czyli- przyznanie racji
                      w.p. i uprowadzenie dzieci.
                    • tos.ka Re: "Polnisch verboten" 03.11.07, 11:12
                      tak tylko dla ordnungu :)

                      artykul podrzucony przez baske/znajomego, die zeit 2004, autor drieschner.
                      artykul jest wywazony i obiektywny,

                      zeus.zeit.de/text/2004/43/Ehestreit
                      artykul na ktory trafilam przez googla, die zeit 2007, autor nie podany, nieco
                      mniej obiektywny.

                      zeus.zeit.de/text/2007/01/LS-Sprachverbot
              • fedorczyk4 Re: "Polnisch verboten" 31.10.07, 17:20
                Nie do mnie ten post, ale mysle ze gdybym byla taitanka, a moj "zle
                rozwiedziony" maz np. Norwegiem i mial w wyniku ostrego sporu o
                dzieci, przyznane prawo jedynie do widzen kontrolowanych, to
                wydawalo by mi sie logiczne ze rozmowa musi odbywac sie w jezyku
                zrozumialym dla kontrolujacego, bo w innym razie na czym polegala by
                kontrola? Wylacznie na tym ze ich w trakcie nie szarpie albo nie
                przekarmia? Sama bedac we Francji mialam ex meza w Polsce i w wyniku
                jego dziwnych podchodow (widzenia sie z dzieckiem wcale nie
                uniemozliwialam) zglosilam dziecie do prokuratury i na prefekture
                policji, zeby jego nazwisko plus moj zakaz wywozu dziecka beze mnie
                zaistanialy na przejsciach granicznych, bo mialam podejrzenia o
                ewentualna wywozke potomka. Dawno to bylo, ale bylo. Znam tez
                sytuacje odwrotna, moj bardzo serdeczny kumpel "zle rozwiedziony" z
                Niemka, ustalil w czasie takiego spotkania z dziecmi jak i gdzie je
                spotka i wywiezie. I wywiozl. Bardzo go lubie, jego zony calkiem
                nie, ale i tak uwazam ze to nie bylo normalne. Dzieci oczywiscie
                myslaly ze to bedzie taka tam, tajemnicza wyprawa. Oczywiscie ze
                gdyby sad jakims cudem wydal zakaz, nie do wyegzekwowania zreszta,
                ze rodzicowi z Polski, czy Turcji, czy jakiego kolwiek innekgo
                kraju, generalnie nie wolno z dziecmi rozmawiac po swojemu to juz
                inna sprawa.
                Co do nazizmu nie bede sie wypowiadala, paczkuje co jakis czas
                wszedzie i nie jest wylacznym apanazem Niemiec, Szwecji czy
                Argentyny, o nie.
                Jak wspomnialam widzialam ten fim juz dosyc dawno, ale najwyrazniej
                budzi duze emocje i jest ciagle programowany "cztotu cztotam". A dla
                mnie to jest bledne stawianie sprawy. Uwazam ze nieumotywowane
                solidnymi racjami uniemozliwianie kontaktow dzieci, z ktorymkolwiek
                z rodzicow jest w czambol godne potepienia. Tak jak drzewiej z
                automatu przyznawano dzieci ojcu, tak teraz matce. Jedno i drugie
                jest dowodem bezmyslnosci i nieporadnosci wymiaru sprawiedliwosci.
                Co do tlumaczy przysieglych, ktorych oczywiscie jest w Niemczech
                multum to mam tylko jedno pytanie: Kto by za nich placil, bo stawki
                maja niezle, a takich spotkan musieliby odwalic sporo.
                • kielbie_we_lbie_30 Re: "Polnisch verboten" 31.10.07, 18:11
                  fedorczyk4 napisała:

                  > Nie do mnie ten post, ale mysle ze gdybym byla taitanka, a moj "zle
                  > rozwiedziony" maz np. Norwegiem i mial w wyniku ostrego sporu o
                  > dzieci, przyznane prawo jedynie do widzen kontrolowanych, to
                  > wydawalo by mi sie logiczne ze rozmowa musi odbywac sie w jezyku
                  > zrozumialym dla kontrolujacego, bo w innym razie na czym polegala by
                  > kontrola?

                  Widzenia kontrolowane ze wzgledu na "ostry spor"?
                  Czy nie za daleko mialaby ingerencja panstwa wchodzic?


                  Wylacznie na tym ze ich w trakcie nie szarpie albo nie
                  > przekarmia? Sama bedac we Francji mialam ex meza w Polsce i w wyniku
                  > jego dziwnych podchodow (widzenia sie z dzieckiem wcale nie
                  > uniemozliwialam) zglosilam dziecie do prokuratury i na prefekture
                  > policji, zeby jego nazwisko plus moj zakaz wywozu dziecka beze mnie
                  > zaistanialy na przejsciach granicznych, bo mialam podejrzenia o
                  > ewentualna wywozke potomka. Dawno to bylo, ale bylo. Znam tez
                  > sytuacje odwrotna, moj bardzo serdeczny kumpel "zle rozwiedziony" z
                  > Niemka, ustalil w czasie takiego spotkania z dziecmi jak i gdzie je
                  > spotka i wywiezie. I wywiozl. Bardzo go lubie, jego zony calkiem
                  > nie, ale i tak uwazam ze to nie bylo normalne. Dzieci oczywiscie
                  > myslaly ze to bedzie taka tam, tajemnicza wyprawa. Oczywiscie ze
                  > gdyby sad jakims cudem wydal zakaz, nie do wyegzekwowania zreszta,
                  > ze rodzicowi z Polski, czy Turcji, czy jakiego kolwiek innekgo
                  > kraju, generalnie nie wolno z dziecmi rozmawiac po swojemu to juz
                  > inna sprawa.
                  > Co do nazizmu nie bede sie wypowiadala, paczkuje co jakis czas
                  > wszedzie i nie jest wylacznym apanazem Niemiec, Szwecji czy
                  > Argentyny, o nie.
                  > Jak wspomnialam widzialam ten fim juz dosyc dawno, ale najwyrazniej
                  > budzi duze emocje i jest ciagle programowany "cztotu cztotam". A dla
                  > mnie to jest bledne stawianie sprawy. Uwazam ze nieumotywowane
                  > solidnymi racjami uniemozliwianie kontaktow dzieci, z ktorymkolwiek
                  > z rodzicow jest w czambol godne potepienia. Tak jak drzewiej z
                  > automatu przyznawano dzieci ojcu, tak teraz matce. Jedno i drugie
                  > jest dowodem bezmyslnosci i nieporadnosci wymiaru sprawiedliwosci.
                  > Co do tlumaczy przysieglych, ktorych oczywiscie jest w Niemczech
                  > multum to mam tylko jedno pytanie: Kto by za nich placil, bo stawki
                  > maja niezle, a takich spotkan musieliby odwalic sporo.

                  Jezeli mialoby ich stac na "widzenia kontrolowane" z powodu "ostrego sporu" to
                  dlaczego by nie na tlumacza? Przeciez mta sama osoba moze byc i jednym i drugim.
                  Z po drugie: jezeli Szwedow stac na tlumaczy czemu nie Niemcow? Przeciez nie
                  maja gorszej ekonomiim i...to o dobro dziecka przeciez chodzi ;)
                  • fedorczyk4 Re: "Polnisch verboten" 31.10.07, 18:34
                    kielbie_we_lbie_30 napisała:

                    > fedorczyk4 napisała:

                    >
                    > Widzenia kontrolowane ze wzgledu na "ostry spor"?
                    > Czy nie za daleko mialaby ingerencja panstwa wchodzic?
                    >
                    Wydaje mi sie ze jesli dopuszczamy do ingerencji sadownictwa w
                    sprawy rodzinne to musimy to robic ze swiadomoscia wszelkich
                    konsekwencji legalnych. I niestety ponosic je. Deskusja teoretyczna
                    na temat granic ingerencji wyg=daje mi sie tematem godnym osobnego
                    watku
                    >
                    > Z po drugie: jezeli Szwedow stac na tlumaczy czemu nie Niemcow?
                    Przeciez nie
                    > maja gorszej ekonomiim i...to o dobro dziecka przeciez chodzi ;)
                    >
                    To akurat jest problem calkiem uboczny. Nie wiem kogo stac, a kogo
                    nie. Zreszta Ewa napisala ze sad sie wycofal i przeprosil. Ja znajac
                    upierdliwosc administracji francuskiej, po prostu pomyslalam o
                    kolejnych trudnosciach wynikajacych z kosztow i innych etceter. Juz
                    widzialam te terminy z czapy, nie biorace pod uwage pracy rodzicow,
                    to ustalanie jaki resort ma za to placic i czy np. nie nalezalo by
                    obciazyc oplata rodzica ktory odmawia.
                    Ale to wszystko nie zmienia mojego ogolnego pogladu na "rzeczystan".
                    O pieniactwie wspomnianym prze Ewe nie wiedzialam i ono w sumie nie
                    wplywa na moj poglad.
                    • tos.ka Re: "Polnisch verboten" 03.11.07, 11:31
                      > Wydaje mi sie ze jesli dopuszczamy do ingerencji sadownictwa w
                      > sprawy rodzinne to musimy to robic ze swiadomoscia wszelkich
                      > konsekwencji legalnych. I niestety ponosic je. Deskusja teoretyczna
                      > na temat granic ingerencji wyg=daje mi sie tematem godnym osobnego
                      > watku


                      a mi sie wydaje, ze ustalenie tej granicy byloby o wiele latwiejsze, jesli sie
                      pamieta o jednej zasadzie- to urzad (panstwo, prawo itp) jest dla mnie/dzieci
                      (dla czlowieka) nie na odwrot.

                      zadaniem urzednikow jugendamtu (czy jakiegokolwiek odpowiednika gdziekolwiek na
                      swiecie) jest ochrona dziecka przed agresja rodzicow, a nie kontrolowanie rozmow
                      rodzic - dziecko. wystarczy kamera wideo, nawet tlumacza nie trzeba.

                      czy gdyby rodzic nie mowil wogole po niemiecku (w jezyku autochtonow) - nie
                      wolno by sie mu bylo wogole spotykac z dzieckiem?

    • kielbie_we_lbie_30 Re: "Polnisch verboten" 03.11.07, 13:01
      Wrzucilam sobie tego Pomorskiego do wyszukiwarki, poczytalam, niestety jedynie
      po polsku moge. Sa pewne fakty ktore zastanawiaja, dlaczego zona ktora od
      poczatku zachowywala sie bardzo pozytywnie do jego pochodzenia (nauczyla sie
      polskiego, reagowala na zle traktowanie jego przez rodzine) zamiast zwyklego,
      normalnego rozwodu uciekla z dziecmi do matki? A gdy dostal zezwolenie na
      spotkanie z dziecmi to schowala sie w Austrii...Hmmm... zadziwiajace. Czyzby
      jedynie wplyw rodzin? Znajac naszych kochanow panow Polakow jak despotyczni (nie
      tylko) potrafia byc nie sadze ze on byl aniolem. Nie bede sie wglebiac bo nie
      mam mozliwosci no i na tyle mnie to nie interesuje abym miala czas na to poswiecac.
      Ale...nie o to tu chodzi bo to nie byl jedyny przypadek, takich przypadkow
      okazuje sie jest wiecej. Jaki by nie byl powod: glupota urzednikow, przepisy z
      czasow Hitlera, niechec do cudziemcow czy ciagly nadal istniejacy duch "narodu
      Panow" nalezy walczyc aby takie rzeczy sie nie zdarzaly wiecej. Nie znam Niemcow
      wcale wiec nie moge powiedziec czy faktycznie ten duch "narodu Panow" nadal
      istnieje w mlodszych generacjach. Prazki w praniu nie schodza a wychowanie wiele
      robi. Ale...jesli w Szwedach jest wiele nieufnosci, niecheci do
      cudzoziemcow..jesli w szwecji sie zdarzaja przypadki ze gorzej traktuje sie
      emigranta (oczywiscie spowodowane niechecia urzednika, jego osobistymi
      pogladami) to jak mam wierzyc ze w Niemczech cos takiego nie wystepuje? Mnie sie
      tez zdarzylo ze jakas urzedniczka probowala mnie splawic co jej nie wyszlo na
      zdrowie hahaha.
      Pomorski (jaki sam on nie jest) i inni cudzoziemcy ma prawo do rozmawiania ze
      swymi dziecmi nawet w swhili jesli tego sobie zycza.
      Czas w ktorym nie spotykal dzieci musial byc i dla dzieci i dla niego bardzo
      traumatyczny. To musi byc okropne aby z dnia na dzien, nagle nie widziec dzieci,
      nie miec mozliwosci do spotkania. Kazdy kto choc stracil jedna osobe w zyciu wie
      jakie to pieklo.
      Byc moze nadal nie potrafi sie pogodzic z tym co go spotkalo (trauma trzyma
      dlugie lata), byc moze chce zmienic cos w tych niemieckich urzedach, w
      swiadomosci aby uchronic innych od podobnego piekla to plus dla niego. Uwazam ze
      nalezy mu sie potezne odszkodowanie ktore pownien przeznaczyc na terapie swoja i
      dzieci (sadze ze i one ucierpialy solidnie) oraz dla dzieci nauke polskiego
      W kazdym badz razie nie rozumiem Was ze tak negatywnie na niego patrzycie i
      nazywacie go pieniaczem. Napewno jest to woda na mlyn tym wszystkim urzedasom
      ktorzy faktycznie dyskryminuja emigrantow.
      • zyta2003 Re: "Polnisch verboten" 08.11.07, 05:15
        Niezaleznie od calej otoczki tej sprawy - ojciec nie pozbawiony
        praw rodzicielskich ma prawo (chociaz widac, ze w Niemczech nie ma
        takiego) rozmawiac z dzieckiem w jezyku w jakim chce. To wszystko
        niezaleznie od tego ktore z rodzicow jest wiekszym pieniaczem, czy
        kretaczem. Co ma zrobic ojciec, ktory nie mowi w niemieckim jezyku,
        niewazne, ze akurat ten ojciec mowi? Bzdury- to opowiadanie, ze
        tlumacz bylby potrzebny w razie spotkan pod nadzorem i kto za niego
        ma placic. Pierwsza sprawa jest, czy ma ojciec prawo, a potem
        dopiero wykonawstwo prawa. Moze sluzby zajmujace sie dzieckiem, z
        moze rodzic. Skad forumowiczki wiedza, ze ojciec nie zaplacilby
        za tlumacza?
        Kilka lat temu w tv amerykanskiej byl program o dwojce dzieci z
        malzenstwa amerykansko- niemieckiego. Ojciec Amerykanin, matka
        Niemka. Obydwoje dzieci urodzilo sie w Kalifornii, ale matce nie
        podobal sie maz, czy Kalifornia, czy wszytko razem i wyjechala, za
        zgodz meza, do Niemiec. Wkrotce znudzila sie jej opieka nad
        dziecmi i znalazly sie one w sierocincu (zapewne nazywa sie to
        eleganciej). W tej sytuacji ojciec chce zabrac dzieci do Stanow.
        Niemiecki sad nie wydaje zgody bo....dzieci nie znaja jezyka
        angielskiego. U dzieci byla amerykanska babka, porozumiewaly sie z
        pomoca tlumacza i to zostalo koronnym argumentem przeciw. Nawet
        matka wspolpracuje z ojcem i podpisala zgode na wyjazd dzieci do
        Ameryki, coz z tego, nie wolno. Rozmowa z wysokim urzednikiem
        niemieckim to powtorzenie argumentu, ze dzieci nie znaja jezyka i
        jak beda sie porozumiewac z ojcem i w szkole. Co tu komentowac.
        Czasem ktos jest pieniaczem, a czasem dochodzi swoich niezbywalnych
        praw, a kibice, ktorzy akurat nie czuja sprawy nazywaja go
        pieniaczem, a tez czasem dobry jest pieniacz, bo przetrze szlaki
        innym.
        • lucja7 Re: "Polnisch verboten" 08.11.07, 09:51
          Mowilo sie we Francji duzo o problemach rozwiedzionych malzenstw
          francusko-niemieckich kilka lat temu, przy okazji manifestacji ludzi
          uplatanych w afery z niemieckim prawem i bezradne wobec
          sytuacji "uniemczenia" dzieci. Nie jest to wiec wylacznie problem
          Polakow, co zreszta tu juz pisalismy niejednokrotnie.
          Byl to rowniez jeden z pilnych problemow do uregulowania ktory byl
          przedstawiany Merkel w momencie jej dojscia do wladzy przez wladze
          francuskie, uwrazliwione przez te liczne dramaty rodzinne.

          Ale w tym wszystkim zastanawiajace jest to ze problemy te znane sa w
          szerokim swiecie i szerokiej publicznosci, ale nie w Niemczech.
          Dlaczego nie chca wiedziec?
        • ewa553 moj wierny korespondent donosi, 08.11.07, 14:10
          a ja znowu kopiuje:
          ... ze panu Pomorskiemu odmowiono tlumacza dlatego ze jest on
          obywatelem niemieckim, a takiemu tlumacz nie przysluguje.
          Czyli- jak sie powie A, to trzeba powiedziec tez B. Albo ma sie
          status cudzoziemca i prawo do tlumacza (jest normalna sprawa ze
          szkola zatrudnia tlumaczy na wywiadowke aby rodzice cudzoziemskich
          dzieci niemowiacy po niemiecku tez zrozumieli), albo jest sie
          Niemcem ze wszystkimi konsekwencjami tego wyboru.
          Pomorski zreszta wcale nie proponowal ze sam zaplaci za tlumacza,
          tylko od razu zrezygnowal ze spotkania z dziecmi bez tlumacza.
          • kielbie_we_lbie_30 Re: moj wierny korespondent donosi, 08.11.07, 17:11


            ewa553 napisała:

            > a ja znowu kopiuje:
            > ... ze panu Pomorskiemu odmowiono tlumacza dlatego ze jest on
            > obywatelem niemieckim, a takiemu tlumacz nie przysluguje.

            A ja znowu sie pytam. jesli obywatelowi niemieckiemu sie nie
            przysluguje to jak mogli dojsc do wniosku ze to byl blad aby nie
            przyznac mu tlumacza?
            To jedno.

            Po drugie. Jeszcze nigdy nie slyszalam o takim prawie gdzie
            obywatelstwo decyduje o przyznawaniu tlumacza. Przeciez to moglby
            byc ktos urodzony w Nambuko osobnik z obojga rodzicow Niemcow z
            niemieckim obywatestwem od urodzenia ale nie umiejacy po Niemiecku.
            I co wtedy?
            • ewa553 szfedziu: 08.11.07, 20:34
              "A ja znowu sie pytam. jesli obywatelowi niemieckiemu sie nie
              przysluguje to jak mogli dojsc do wniosku ze to byl blad aby nie
              przyznac mu tlumacza?
              To jedno."

              Odp. Bo Niemcy sa gotowi przyznac sie nawet do niepopelnionego
              bledu, jezeli tylko glosno zaczniesz ich nazistami nazywac.


              "Po drugie. Jeszcze nigdy nie slyszalam o takim prawie gdzie
              obywatelstwo decyduje o przyznawaniu tlumacza. Przeciez to moglby
              byc ktos urodzony w Nambuko osobnik z obojga rodzicow Niemcow z
              niemieckim obywatestwem od urodzenia ale nie umiejacy po Niemiecku.
              I co wtedy?"

              Odp.Niemiecki repatriant z Nambuko po 10 latach pobytu w Niemczech
              tez powinien znac niemiecki. Jezeli nie zna, to nie ma prawa wymagac
              zeby panstwo placilo mu tlumacza.
              • kielbie_we_lbie_30 Re: ewo 08.11.07, 20:54
                Teraz z palca wysysasz chyba info jak to ze przyznaja sie do wina jak tej winy
                nie maja.
                I jedno chcialabym Ci przypomniec. To nie Pomorski potrzebowal tlumacza tylko
                urzednicy tylko ci ktorzy mieli dozorowac widzenie.
                Pomorski chcial, i wedlg prawa to jego prawo, rozmawiac ze swoim dzieckiem w
                swoim ojczystym jezyku!!!
                Ewo! Nie rob z nas durniow, wez to do siebie ze wedlug prawa miedzynarodowego,
                ktore podobno i Niemcy uznaja, Pomorski mial prawo uzywac swego ojczystego
                jezyka na spokaniach z dziecmi a urzedu obowiazkiem bylo uzycie tlumacza. I basta.
                • ewa553 szfedziu, 08.11.07, 21:27
                  dlaczego tak agresywnie i niegrzecznie? Czy nie mozemy normalnie
                  rozmawiac? Jak juz pare razy wspomnialam, kopiuje tu wypowiedzi
                  dwojki moich korespondentow. Ale kopiuje tylko to, pod czym sie sama
                  podpisac moge.
                  Durniow z nikogo nie robie. Lata ich dostatecznie duzo po swiecie i
                  nie widze powodu aby ich grono powiekszac.
                  Od siebie moglabym jeszcze pare slow napisac do Zyty, az mnie korci,
                  ale nie bede sobie po tak slicznym kinowym wieczorze psuc nastroju.
                  Moze sie jutro zmobilizuje. Pa, robaczki - jak zwyklas mowic.
                  • kielbie_we_lbie_30 ewo 08.11.07, 21:55
                    Nie przesadzaj z agresja i niegrzecznoscia...bo z wielka lupa bys musiala
                    patrzec aby cos tam dojrzec.

                    No umknelo mi ze wkleilas wypowiedzi Twoich "anonimowych" rozmowcow bo
                    napisalabym tak.
                    Ewo, nie interesuja mnie odpowiedzi jakichstam "anonimowych" rozmowcow. Jezeli
                    chca rozmawiac to niech pisza tu sami a jak nie potrafia sie podpisac sami
                    nikiem wiec niech nie pisza wcale. A Ty nie powinnas tego tu wklejac. W takim
                    razie traktuje Twoj wpis jako nieby i odwoluja swoj wlasny tez.

                    Pozdrawiam Cie robaczku a "anonimom" mowie "won".
                    • ewa553 szfedziu, 08.11.07, 22:13
                      anonimy sa z innego forum i mowia ze nas podczytuja, ale nie naleza
                      do grona. Ale zapomnijmy o nich, skoro pisze ze sie pod tym
                      podpisuje, to mozesz faktycznie traktowac jako moje wypowiedzi. Nie
                      chcialam tylko "podkradac" autorom tekstu, jakies mi to bylo
                      smieszne. No wiec od dzis cytujac bede pisala, ze to moje:))))
                      I co jestes taka niegoscinna? Zamiast "won!" powinnas ze staropolska
                      goscinnoscia zaprosic na lamy! (uamy)
                      • kielbie_we_lbie_30 ewo 08.11.07, 22:27
                        Jezeli chca tylko podczytywac to prosze bardzo ale jak chca zabierac glos w
                        dyskusji to moga zglosic chec udzialu i pisac sami.
                        A jak nie to "won"
          • tos.ka Re: moj wierny korespondent donosi, 08.11.07, 23:28
            > Pomorski zreszta wcale nie proponowal ze sam zaplaci za tlumacza,
            > tylko od razu zrezygnowal ze spotkania z dziecmi bez tlumacza.

            owszem. nawet sam znalazl tlumacza, czy pedagoga mowiacego oboma jezykami, ktory
            nie zostal zaakceptowany przez jugendamt/sad czy co tam jeszcze.
            dopiero po tym jak wygral sprawe przed ktoras tam instancja- przyznano mu tlumacza.

            jego mlodsza corka w miedzyczasie zapomniala mowic po polsku. rozmawia z nia po
            niemiecku.
            jego zona uprowadzila dzieci do austrii- bez widzy ojca. czyli powinna stracic
            opieke nad dziecmi?
          • zyta2003 Re: "Polnisch verboten" 09.11.07, 03:15
            Ewo, wszelkie Twoje wypowiedzi to pochodne od pytania
            zasadniczego ... " co by bylo ,gdyby".
            Odpowiedz jednym slowem "tak", lub "nie" na pytanie: Czy ojciec
            rodzony, nie pozbawiony praw rodzicielskich powinien miec prawo
            decydowac w jakim jezyku chce rozmawiac z dziecmi?
            Jesli prawo niemieckie mowi - nie, nie powinien miec prawa, to
            wybacz, ale traci mi to nazizmem. Chyba nie potrzebuje wyjasniac
            dlaczego,
            W Stanach Zjednoczopnych w kazdej sytuacji w urzedach, a takze w
            szpitalach istnieje obowiazek tych instytucji zapewnienia tlumacza,
            niezaleznie od statusu obywatelskiego. Oczywiscie w sadach czy tp.
            schodzi to czasem dluzej, ale w szpitalach staje sie na glowie, zeby
            zapewnic to pacjentom natychmiast tlumacza. To prawo wisi omal na
            kazdej scianie w szpitalach. Kazdy cudzoziemska osoba pracujaca w
            szpitalu, czy to sprzatacz, czy ordynator jest wciagniety na liste
            osob mowiacych jakims jezykiem. Ocena po ilu latach nalezy mowic
            wystarczajacio biegle w jezyku, azeby moc wyrazic wszystko w
            rozmowie z dzieckiem nie jest latwa. Wg mnie jesli dziecko wzrastala
            z nami w jakims jezyku, a jest to nasz pierwszy jezyk, to nigdy nie
            oddamy tego zabarwienia, niuansow, emocji, milosci w jezyku, w
            ktorym zaczelismy mowic jako dorosli. Zapewne sa wspaniale wyjatki,
            ale swiat sklada sie glownie z niewyjatkow. Dlatego mowienie, ze dla
            dziecka nauczylabym sie po chinsku to bzdura. Na ile po tym chinsku,
            zeby wydawac komsndy idz spac, umyj rece...czy azeby wyrazic to, co
            czujemy w naszym oryginalnym jezyku.
            Strasznie bezgledne to prawo niemieckie w sprawach
            narodowosciowych.
    • ewa553 Re: "Polnisch verboten" 09.11.07, 09:07
      nie uwierza niektorzy, ale dzis napisala do mnie trzecia osoba z
      forum Polonii Niemieckiej..... Dziekuje ta droga. Ale nie bede juz
      na ten temat pisac, nie chce mi sie po prostu rozmawiac z ludzmi,
      ktorzy i tak wiedza wszystko lepiej. Zeby Wam zapewnic zer na jakis
      czas, podaje link do naszej rozmowy na PN. Ma 70 wpisow, wiec macie
      lektury ze hoho! Ja sie z tego watku wylaczam. "Ich habe fertig":)))
      jak powiedzial znany wloski trener.
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10001&w=63931673
      • kan_z_oz Re: "Polnisch verboten" 09.11.07, 09:17
        Dla mnie z boku czytającej jest to proste; Ewa nie chce, czy nie
        może lub nie musi być odpowiedzialna za "Niemców".
        Nie ma co Jej zmuszać - dlaczego? wyjaśniła w którymś z wątków.

        Obejrzałam film; jest w nim wszystko - od niewydolności urzędów,
        trącających o rasizm, do rozpoczy rodziców rozdartych walką z
        partnerem o dzieci...do wyboru i koloru.


        Wsadzanie tego na Ewę i tak nic nie da.
        Wsadzanie na Niemcy? mają system wg kryteriów innych krajów do
        doopy. Ok. Tylko, że te inne kraje też mają inne rzeczy do
        rozwiązania. Dla mnie 1;1 - jak by nie patrzył.

        Życzę udanego weekendu.
        Owszem; zauawżam nieprawidłowości ale przy tym nie można 'zabijać'
        konkretnej osoby czy osób.


        Pozdrawiam
        Kan
        • kielbie_we_lbie_30 Re: "Polnisch verboten" 09.11.07, 10:34
          A kto wsadza cokolwiek na Ewe?
          Ja napisalam watek a nasi i nienasi "Niemcy" wyskoczyli z zarzutami
          ze ogladamy glupie,tendencyjne, antyniemieckie programy gdzie jakcys
          polscy pieniacze chca oczernic niemiecki system.
          Mnie nie interesuje rozmawiac z calymi Niemcami, z ludzmi piszacymi
          na innych forach ani z ludzmi z innych forow ktorzy wybieraja aby
          zabierac glos przez osoby trzecie.
          Jak juz kilka lat pisalam. Forum widze jako kafejke gdzie grono
          znajomych osob siedzi i pytluje jezykiem na rozne tematy.
          Czy ktokolwiek by akceptowal ze ktos z innego stolika podejdzie i
          zacznie sie mieszac do rozmowy nawet jakby byl jaknajbardziej
          kompetentny?
          Ewa pisze ze nie ma sensu z nami rozmawiac bo co by nie napisala to
          i tak mamy racje. To nie tak...Po prostu ona argumentuje (za pomoca
          anonimow) i my argumentujemy.
          Prawo jest prawem...i nawet Pomorski ktory okazuje sie (nie
          kwestionuje tego) nie jest aniolkiem ma swoje prawa. Niemcy
          podpisali porozumienia z innymi krajami i powinni stosowac te
          porozumienia.
          No ale fakt...uwazam ze ta rozmowa to jak grochem...
          Puenta? Wszyscy Niemcy sa aniolami ;)

          I tym optymistycznym akcentem pucio, pucio.
        • chris-joe Re: "Polnisch verboten" 09.11.07, 11:27
          Filmik obejrzalem dawno i jego rzetelnosc wcale mnie nie zachwycila. Co nie
          zmienia faktu, ze -wyglada na to- iz niektore przepisy niemieckie sa bzdurne,
          krzywdzace i okrutne.

          Z drugiej strony nie dziwie sie zachnieciom Ewy, gdy byle chochlik
          biurokratycznej machiny Niemiec zostaje nazwany "nazizmem". Troche ostrozniej z
          tym epitetem. Podobne niedociagniecie w Holandii, Czechach, czy Portugalii
          byloby jedynie "bzdura", badz wlasnie "niedociagnieciem", w Niemczech zas z
          pewnoscia musi to byc "nazizm"...
          • lucja7 Re: "Polnisch verboten" 09.11.07, 16:02
            Moznaby to nazwac chochlikiem w wypadku gdyby to cos bylo uznane za
            blad, pomylke latwa do wyprostowania.
            Niestety, pozycja sadu niemieckiego aplikuje niemieckie prawo od
            lat, bez cienia watpliwosci, pomimo interwencji i osob prywatnych i
            prawnikow i instancji kompetentnych roznych krajow.
            Chochlikiem to przestalo byc juz dawno.

            Mowa tu w koncu o prawie niemieckim a nie prawie Ewy. Nikt wiec Ewy
            nie atakuje, to Ewa czuje sie w zagadkowym obowiazku bronic
            rasistowskie prawo.

            Nie lubie tez tego ciaglego zrownywania: nazizm jest wszedzie, wiec
            gdzie problem? Chochlik jest wszedzie, wiec gdzie problem?
            "Niedociagniecia" sa wszedzie, wiec mozemy juz nie reagowac?
            Uwazam to za bardzo powazny blad w ocenie obywatelskiej naszego
            kontekstu zycia.
          • tos.ka Re: "Polnisch verboten" 09.11.07, 22:18
            > Filmik obejrzalem dawno i jego rzetelnosc wcale mnie nie zachwycila. Co nie
            > zmienia faktu, ze -wyglada na to- iz niektore przepisy niemieckie sa bzdurne,
            > krzywdzace i okrutne.

            dla ordnungu, czyli porzadku. nie tylko filmik.
            na watku obok podrzucilam:

            a. Sitzungsprotokoll des EU-Petitionsausschusses vom 7. Juni 2007
            presseblog.blogger.de/stories/903318
            Einige Petitionen, wie die der sog. "zehn Eltern" (die in Wirklichkeit viel
            zahlreicher sind), stammen von Verfassern verschiedener Nationalitäten
            (französisch, polnisch, englisch, belgisch, österreichisch oder aus Drittländern),

            niektore petycje, jak sprawa tzw grupy 10 rodzicow, (ktora w rzeczywistosci jest
            o wiele liczniejsza) pochodza od skarzacych roznych narodowosci (francuskich,
            polskoch...itd, dalej rozumiecie).


            b.EU-Kommission beschäftigt sich mit deutschen Jugendämtern

            presseblog.blogger.de/stories/819483
            "Mehrere Petenten, Rechtsanwälte und Fachleute berichteten von Verstößen gegen
            Deutsches Recht, gegen die UN-Konvention über die Rechte des Kindes, gegen die
            Europäische Konvention zum Schutz der Menschenrechte und Grundfreiheiten, von
            grausamen, brutalen Kindesentziehungen und wiesen auch auf die zahlreichen
            Verurteilungen der Bundesrepublik Deutschland durch den Europäischen Gerichtshof
            für Menschenrechte hin. Bisher ignorieren deutsche Gerichte diese Urteile."

            Wielu petentow, adwokatow i fachowcow donosilo o wykroczeniach przeciwko prawu
            niemieckiemi, Komwencji UN, KOnwencji europejsike, o przerazajacym i brutalnym
            odbieraniu dzieci i wielokorotnych wyrokach przeciwko republice niemiec. jak
            dotej pory niemieckie sady ignorowaly te wyroki.


            czyli od tego momentu, ucuestnicy dyskusji na tym watku nie musza sie odwolywac
            do filmu! moga do dokumentu z posiedzenia eu oraz do opini komsji EU nt
            (niemieckich) jugendamtow.

            dla porzadku (2)
            ja tez jetem hmm, "niemcem". ja tylko nie rozumiem dlaczego z tym faktem ma byc
            zwiazana slepa lojallnosc i popieranie wszytskiego co sie tu dzieje i co sie w
            gazetach wypisauje. a jeszcze mniej rozumiem dlaczego a priori musze jako
            "niemiec" zakladac, ze to na pewno polacy sa winni bo na pewno
            pieniacze/niedostosowani i diabli wiedza.

            a wogole polacy (nie wiem jak inni, ale rosjanom tez to sie sugeruje) jesli
            mieszkaja w niemczech to powinni mowic po niemiecku nawet
            z wlasna prababka a jesli ona nie umie- to jej wina.

            pytano sie mnie na rozmowie kwalifikacynej o prace czy mowie w domu po
            niemiecku! zreszta pytal sie o to tez- "przyjacielsko" szef a raz na jakis czas
            pytaja- w ramach "przyjacielskich" rozmow (przewaznie starsi) pacjenci. a
            dlaczegoz mialabym mowic? i co to kogo obchodzi???....)

            tu mam pytanie- czy w innych krajach tez spotykacie sie z takimi pytaniami,
            sugestiami? ze w domu POWINNO sie mowic w jezyku kraju- nawet gdy dla nikogo w
            rodzinie nie jest to jezyk ojczysty?
            czy jest to znowu zjawisko specyficznie niemieckie?

            (ewa i maria raz na jakis czas sugeruja- ze jesli mieszka w niemczech, ze jesli
            ma obywatestwo niemieckie, to MA mowic po niemiecku)
            • maria421 Re: "Polnisch verboten" 10.11.07, 10:07
              Toska, czy Ty sie kiedys interesowalas tym, jakie problemy maja niektore
              niemieckie malzenstwa po rozwodzie? Czy interesowalas sie tym ilu niemieckim
              ojcom odebrano mozliwosc widzenia sie z dziecmi? Lub ilu niemieckich ojcow nie
              ma kontaktu z dziecmi bo ex-malzonka na to nie zezwala a od sprawy sadowej do
              sprawy mijaja miesiace i lata?

              Czy interesowalas sie jak jest dla porownania w innych krajach?
              Zadna matka/ojciec nie zabraniaja/utrudniaja po rozwodzie kontaktow dziecka z
              ex- malzonkiem?

              Piszesz ze niektore przepisy niemiecke sa krzywdzace i okrutne. KTORE, Tosiu, ktore?

              Kiedys, mieszkalam wtedy jeszcze w polsce, przyszla do mnie zaplakana kolezanka.
              Byla po rozwodzie, jej syn mial wtedy jakies 5 lat. W umowiony dzien jej ex
              malzonek przyszedl po dziecko , zabral je i mial wieczorem przyprowadzic. Ale
              nie przyprowadzil, a za jakis czas zadzwonil "Zabieramy (on i jego nowa
              kobieta) synka na 2 tygodnie do Bulgarii".

              Toska, gdyby w Niemczech istnialo prawo ktore zakazuje uzywania jezyka polskiego
              w kontaktach z dziecmi, to sama pierwsza wyszlabym na barykady. Ale takiego
              prawa NIE MA!!!!
              Moja corka 2 lata temu zdala egzamin certyfikatowy z jezyka polskiego w
              Berlinie, kursow polskiego jest masa.

              Nie zarzucaj wiec nam (mnie i Ewie) slepej lojalnosci wobec Niemiec.

              I co z tego, ze ktos Ci sie zapytal po jakiemu mowisz w domu? Ja w Polsce
              spotkalam sie kiedys z uwaga (wypowiedziana przy mnie i mojej , wtedy 6 letniej
              corce) : "jak tu przy dziecku mowic po niemiecku", choc madrzy ludzie ktorzy to
              zdanie wypowiedzieli wiedzieli ze moja corka mowi po polsku tak samo jak polskie
              dzieci, wiec jakas moja zasluga tez w tym chyba byla.

              Co do Twojej ostatniej uwagi- tak, uwazam ze jezeli ktos z wlasnej
              nieprzymuszonej woli przyjezdza do Niemiec i bierze obywatelstwo niemieckie to
              MA rozmawiac po niemiecku z urzedami, sadami, szkola, lekarzem itd. Inaczej sam
              sie osmiesza. To , jakim jezykiem mowi w domu to jego sprawa. Jezeli jednak jest
              z dzieckiem u lekarza, czy w szkole czy w urzedzie to tez MA rozmawiac po
              niemiecku, chocby ze wzgledow dobrego wychowania, aby lekarz/nauczyciel/urzednik
              tez rozumieli.

              Jest to zasada, ktora odnosi sie do wszystkich krajow, nie tylko do Niemiec.
              Uwazam, ze tak samo osoba ktora przyjela obywatelstwo Francji, USA czy Hiszpani
              MA porozumiewac sie z urzedami/szkolami/lekarzami itd w ICH jezyku. Tego samego
              oczekuje od imigrantow w Polsce ktorzy przyjeli polskie obywatelstwo.

              I jeszcze jedna rada, Tosiu- nie bierz sobie wszystkiego tak do serca. Ludzie sa
              tylko ludzmi i jezeli ktos Cie spyta skad pochodzisz, to jest to tylko wyrazem
              jego ciekawosci czy wscibskosci i nie ma zadnego podtekstu.
              Ja znam z widzenia jedno czarnoskore malzenstwo, wydaja mi sie bardzo porzadni-
              jak myslisz, powinnam zagadnac ich i zapytac z jakiego kraju pochodza? A jak
              zapytam o ich jezyk i cze sie nim w domu posluguja, to czy bedzie to przejawem
              rasizmu?
              • tos.ka Re: "Polnisch verboten" 10.11.07, 15:16
                > Toska, czy Ty sie kiedys interesowalas tym, jakie problemy maja niektore
                > niemieckie malzenstwa po rozwodzie? Czy interesowalas sie tym ilu
                > niemieckim ojcom odebrano mozliwosc widzenia sie z dziecmi?

                nie zebym sie ineteresowala, ale spotkalam sie z tym problemem. probelm jest
                wszedzie ten sam, choc w niemczech wyglada to nieco lepiej niz w polsce.

                > Piszesz ze niektore przepisy niemiecke sa krzywdzace i okrutne. KTORE, Tosiu, k
                > tore?

                nie, nie napisalam, ze "przepisy sa krzywdzace". pisze ze nie wszytsko tutaj mi
                sie podoba.z reguly pisze konkretnie co. ostatnio- artykul w faz.

                > Toska, gdyby w Niemczech istnialo prawo ktore zakazuje uzywania jezyka polskieg
                > o
                > w kontaktach z dziecmi, to sama pierwsza wyszlabym na barykady. Ale takiego
                > prawa NIE MA!!!!


                mario. ja nie wiem. ogladnelam sobie film (wczesniej go niewidzialam),
                pogrzebalam po necie- i znalazlam dokumenty z komisji eu. znasz niemiecki.
                mozesz se je przeczytac.
                no i ja wciaz nie moge zrozumiec, dlaczego przyznano widzenia 2 godziny co drugi
                tydzien pod dozorem. takie ograniczenie moznaby wytlumaczyc chyba tylko
                alkoholizmem, uzaleznieniem od narkotykow, pobytem w wiezieniu,itp.

                zwraca natomiast moja uwage- ze dla Ciebie i ewy - automatycznie- polacy
                powinnie sie zgodzic, bo inaczej sa "pieniaczami". jakos ten sad zosteja wydany
                z gory. taka postawa jest dosc czesta wsrod polakow- i nie bardzo rozumiem skad
                sie bierze.

                > I co z tego, ze ktos Ci sie zapytal po jakiemu mowisz w domu?

                jesli jest to rozmowa o prace? (wygladalo to tak "nie powinno nas to
                ineteresowc, ale...."i tu pytanie o narodowosc i jezyk w domu)
                prace dostalam. ale poczulam sie dziwnie. no i nie wiem- dlatego pytam sie. czy
                cos takiego zdarza sie wszedzie?

                zwykle pytania towarzyskie o to skad pochodze i jakim sie jezykiem mowi w domu-
                to oczywiscie zaden problem. ale sugerowanie ze skoro mieszkam w niemczech to
                rowniez w domu (nie w urzedach) powinnam mowic po niemiecku- odbieram jako
                "dziwne". nie bylo takich sugestii wiele, ale byly. dwa razy rowniez ze strony
                30-parolatkow.
        • ewa553 c-j, 09.11.07, 15:56
          jestem Twoja dozgonna dluzniczka. Tylko Ty zrozumiales. To rzucanie
          nazizmem to straszna maniera. Dlatego wysylalam kogos do slownika
          aby sprawdzil, co to slowo znaczy. Bo tacy to nawet jak im kaza
          sikac na siedzaco, to nazywaja to nazizmem. Za uzycie tego slowa
          jako obelgi jest sie tu zreszta karanym. Jesli wiec kogos w zlosci
          nazwie sie nazista, to trzeba mu ten nazizm udowodnic, co jest
          raczej niemozliwe.
          Anegdotka: znany mi osobiscie Jugoslowian w klotni nazwal Niemca
          "du deutscher Schwein", czyli: ty niemiecka swinio. Musial zaplacic
          kare i jak mu pan sedzia wytlumaczyl, nie jest to kara za swinie,
          tylko za niemiecka.
              • kielbie_we_lbie_30 Re: szfedziu, 09.11.07, 19:42
                Czy ewo nie pisalas ze odpuszczasz sobie ten watek?
                A jednak piszesz bo nie mozesz dopuscic sobie zlosliwosci w sensie ze wszyscy
                tacy durnie tutaj i Ciebie nie rozumija i w drugim wpisie sugerujesz ze jestesmy
                tacy durnie ze nie rozumiemy slowa "nazizm".

                Wiec i ja sobie pozwole na zlosliwosc
                Moze jednak najmij sobie takiego ktory Ci wytlumaczy co slowo "prawo" znaczy.

                I to by bylo na dzisiaj ;)
          • tos.ka Re: c-j, 09.11.07, 22:29
            > Anegdotka: znany mi osobiscie Jugoslowian w klotni nazwal Niemca
            > "du deutscher Schwein", czyli: ty niemiecka swinio. Musial zaplacic
            > kare i jak mu pan sedzia wytlumaczyl, nie jest to kara za swinie,
            > tylko za niemiecka.

            a za "pollacken Affe" tez powinno sie zaplacic? a za "polnische witze"?
            oczywiscie nie za affe ani witze , ale z "pollacken" i "polskie" ?
            • zyta2003 Re: c-j, 09.11.07, 23:42
              Tez nie rozumiem jak Tos.ka i inni , dlaczego Ewa czuje sie w
              obowiazku bronic bardzo zlego w tym wypadku prawa niemieckiego.
              Moze i nieslusznie w tym kontekscie i ja uzylam slowa nazizm, to
              inne bedzie wlasciwsze. W XX wieku byly dwa totalitaryzmy jeden
              nazywalsie faszyzm, drugi komunizm. Totalitaryzm polega m. in. na
              tym, ze panstwo chce zawladnac cala prywatnoscia swoich obywateli.
              Troszke to przerazajace, ze panstwo niemieckie ma resztki czegos
              takiego w swoim prawie, a obywatele w swojej mentalnosci.
              Pytanie w jakim jezyku mowisz w domu kosztowaloby w Ameryce szefa
              przegrany na grube pieniadze proces o dyskryminacje ze wzgledu na
              pochodzenie. Bo pytanie pada w czasie rozmowy kwalifikacyjnej i w
              tym wypadku nie jest obojetne. 40% mieszkancow miasta Nowy Jork nie
              mowi w domu po angielsku, a moja dzielnica - 2,5 mil mieszkancow
              moze sie pochwalic mieszkancami z omal stu krajow. Jedynie w
              szkolach z przyczyn oczywistych pytaja w jakim jezyku mowia w
              dzieci w domu, zeby miasto mialo jednak te dane, zeby odpowiednio
              ustawic polityke publiczna, pomoc. Miasto jest dumne z
              roznorodnosci, a w zasadniczych jezykach jak chinski - mandarynski i
              katalonski, rosyjski, koreanski...o hiszpanskim nie wspominajac
              wydawanych jest nie tylko wiele pism urzedowych, ankiet, ale nawet
              materialow do glosowania. Drugie pokolenie nie tylko juz jako
              pierwszy jezyk uznaje angielski, ale nawet lubi juz ukochane przez
              Amerykanow gry zespolowe.
              • ewa553 zyta 10.11.07, 08:45
                to sliczne ze mieszkasz w tak wspanialym kraju jak Ameryka. Mowie to
                bez ironii, mam wielki respekt przed tym krajem. Ale Twoje
                porownanie nie jest w porzadku, porownujesz jablka do gruszek.
                Ameryka jest od stuleci krajem przyjmujacym emigrantow, wlasciwie
                sklada sie - poza Indianami, wylacznie z emigrantow. Natomiast
                Niemcy< nie sa takim krajem. Historia naplywu emigrantow jest tu
                nowa, nie ma ani tradycji ani doswiadczenia. Natomiast jest wielkie
                obciazenie historyczne, bo jak sie komus cokolwiek nie podoba, to
                wyciaga slowo "nazizm" i juz stoi panstwo po przegranej stronie.
                Poza niewielka iloscia uchodzcow politycznych z roznych krajow,
                ktorzy mniej albo wiecej zmuszeni byli tu osiasc, wieksza czesc
                emigrantow tutaj to ludzie ktorzy tu DOBROWOLNIE osiedli,
                dobrowolnie wybrali to a nie inne panstwo i zyjac w demokracji w
                kazdej chwili moga wyemigrowac do innego, wspanialego panstwa, gdzie
                bedzie im z cala pewnoscia lepiej. Dlaczego tego nie robia? Co ich
                tu trzyma? Prywatnie nie rozumiem osob - jak niektore tu na forum,
                ktore nie bedac Niemcem, majac meza tez nie-Niemca, siedza tu od
                lat, narzekaja, bruzdza (brurzdrzom), zamiast albo wrocic do swoich
                wolnych ojczyzn, lub sprobowac cos zmienic w swoim zyciu. Przeciez w
                takiej sytuacji dawno powinien ten lub ow cos w swoim zyciu zmienic,
                a nie tylko siac defetyzm i czarnowidzenie. Z takim nastawieniem
                mozna sie tylko jednego dorobic: duzego wrzoda na zoladku.

                A Ty mnie szfedziu nie gon stad, bo Ci odpowiem jak powiedzial
                kiedys Adenauer: "was kümmert mich mein dummes Geschwätz von
                gestern", czyli: co mnie obchodzi moje glupie wczorajsze gadanie.
                • maria421 Re: zyta 10.11.07, 09:35
                  No i tak propaganda odniosla sukces. Zyta uwierzyla, ze w Niemczech jest prawo
                  ktore zabrania rodzicom mowienia do dzieci po polsku.

                  Tymczasem takiego zakazu prawnego nie ma. NIE MA!

                  Ale kto tu tego, oprocz Fedorczyka i CJ chce sluchac? Inni przeciez juz wiedza
                  ze w Niemczech jest "Polnisch verboten".
                  Nawet Lucja , ktora kiedys napisala ze nie uznala za konieczne czy potrzebne
                  nauczenia wlasnych dzieci polskiego (co jest oczywiscie jej sprawa i nam nic do
                  tego), teraz zaangazowala sie wirtualnie w walke przeciw
                  rasistowsko-nazistowskiemu prawu germanizujacemu polskie dziatki.
                  • kielbie_we_lbie_30 Re: zyta 10.11.07, 09:52
                    "propaganda odniosla sukces", "kto tu tego chce sluchac"...itp itd znow te
                    aroganckie frazy ...brrrrrr

                    Odwdziecze sie za te slowa. Ty jestes dowodem Mario ze indoktrynacja niemiecka
                    odniosla sukces. Bo jak mozna to odbierac jesli uwazasz za idiote czlowieka
                    ktory chce rozmawiac z dzieckiem w swoim jezyku?
                    • maria421 Re: zyta 10.11.07, 10:13
                      kielbie_we_lbie_30 napisała:

                      > "propaganda odniosla sukces", "kto tu tego chce sluchac"...itp itd znow te
                      > aroganckie frazy ...brrrrrr
                      >
                      > Odwdziecze sie za te slowa. Ty jestes dowodem Mario ze indoktrynacja niemiecka
                      > odniosla sukces. Bo jak mozna to odbierac jesli uwazasz za idiote czlowieka
                      > ktory chce rozmawiac z dzieckiem w swoim jezyku?
                      >
                      >
                      Szfedziu, od jak dawna ja pisze ze moja corka zna polski? Wiec gdybym uznawala
                      za idiote kogos, kto chce mowic z dzieckiem po polsku, to musialabym w pierwszym
                      rzedzie siebie sama za idiotke uznac.

                      Ja uznaja za idiote czlowieka dla ktorego jezyk polski jest wazniejszy niz
                      kontakt z dziecmi, czlowieka ktory woli nie miec kontaktu z dziecmi niz w czasie
                      spotkania rozmawiac z nimi po niemiecku.

                      Gdzie Ty tu widzisz niemiecka indoktrynacje?
                      • kielbie_we_lbie_30 Re: zyta 10.11.07, 10:33
                        Uogolniam tak jak Ty oczywiscie.
                        Drugi dowod na indoktrynacje to godzenie sie z werdyktem urzedu...Twoje wlasne
                        slowa: jezeli tak urzad zarzadzil to powinien usluchac i basta.
                        Moze co jeszcze? W raczke pocalowac i wycofac sie klaniajac? Czysto niemieckie
                        podejscie do sprawy.
                        To przeciez znane w calym swiecie: niemiecki "ordnung".
                        I widocznie przeszliscie to pranie mozgow tez jesli tego nie zauwazacie.

                        Od dwoch lat mamy firme niemiecka wykonujaca projekt. To jest po prostu kabaret.
                        Pracuje ponad 15 lat w firmie, mielismy wiele projektow w tym czasie, wiele
                        wspolpracy z roznymi firmami i czegos podobnego nie widzialam. O wspolpracy nie
                        ma mowy, o wszystko wielkie dyskuje ktore ktore pochlaniaja wiele czasu i sil.
                        Kazda najmniejsza rzecz musza z gora przedyskutowac. Zapisuja kazda najmniejsza
                        rzecz i wystawiaja natychmiast rachunki ale nie chca placic jesli to dla nich
                        sie coskolwiek zrobilo...No i oczywiscie to oni zawsze maja racje.
                        Niedawno bylismy w innym zakladzie gdzie tez niemiecka firma budowala i mieli te
                        same problemy. PIEKLO po prostu!!!
                        • maria421 Re: zyta 10.11.07, 12:49
                          kielbie_we_lbie_30 napisała:

                          > Uogolniam tak jak Ty oczywiscie.
                          > Drugi dowod na indoktrynacje to godzenie sie z werdyktem urzedu...Twoje wlasne
                          > slowa: jezeli tak urzad zarzadzil to powinien usluchac i basta.

                          Zacytuj mi te moje wlasne slowa, prosze.
                          I, zdaje sie, nie zauwazylas, ze nazwalam ten werdykt "glupim".

                          > Moze co jeszcze? W raczke pocalowac i wycofac sie klaniajac? Czysto niemieckie
                          > podejscie do sprawy.
                          > To przeciez znane w calym swiecie: niemiecki "ordnung".
                          > I widocznie przeszliscie to pranie mozgow tez jesli tego nie zauwazacie.


                          Tak tak Szfedziu, masz racje. Mamy sprane mozgi. Szczegolnie jak nazywamy
                          werdykt "glupim".

                          > Od dwoch lat mamy firme niemiecka wykonujaca projekt. To jest po prostu kabaret
                          > .
                          > Pracuje ponad 15 lat w firmie, mielismy wiele projektow w tym czasie, wiele
                          > wspolpracy z roznymi firmami i czegos podobnego nie widzialam. O wspolpracy nie
                          > ma mowy, o wszystko wielkie dyskuje ktore ktore pochlaniaja wiele czasu i sil.
                          > Kazda najmniejsza rzecz musza z gora przedyskutowac. Zapisuja kazda najmniejsza
                          > rzecz i wystawiaja natychmiast rachunki ale nie chca placic jesli to dla nich
                          > sie coskolwiek zrobilo...No i oczywiscie to oni zawsze maja racje.
                          > Niedawno bylismy w innym zakladzie gdzie tez niemiecka firma budowala i mieli t
                          > e
                          > same problemy. PIEKLO po prostu!!!

                          No i widzisz, jak my sie tu strasznie musimy meczyc :-)
                          • kielbie_we_lbie_30 Re: zyta 10.11.07, 17:02
                            maria421 napisała:


                            > Zacytuj mi te moje wlasne slowa, prosze.
                            > I, zdaje sie, nie zauwazylas, ze nazwalam ten werdykt "glupim".
                            >

                            Tak, faktycznie nie zauwazylam. Jezeli tak jest to o co Ci chodzi?
                            Nie wystarczy wtedy napisac ze urzedy podjely zle decyzje w takich przypadkach
                            (bo nie chodzi tu jedynie o Pomorskiego). Ze to niezgodne z prawem. Ze Pomorski
                            i inni nie byli pieniaczami jedymie walczyli o swoje prawa Czy nie o to chodzi w
                            tym watku?
                            Jakos tak krecicie w ta i wewta. Ewa najpierw napisala ze przyznano mu racje bo
                            jak slysza slowo "nazizm" to przyznaja racje a pozniej pisze ze za to slowo
                            rzucane placi sie kare. No to jak w koncu? Przyznaja racje za to slowo czy karaja?

                            > No i widzisz, jak my sie tu strasznie musimy meczyc :-)

                            No jasne ze sie nie meczycie, bo juz sami w tych trybach jestescie. Mecza sie Ci
                            ktorzy w tym nie potrafia sie znalesc hahaha
                            No i my bo nam takie postawy sa zupelnie obce.
                            • ewa553 Kobito, 10.11.07, 17:17
                              przestan czytac po lebkach. Napisalam (cytujac), ze w Niemczech
                              czesto przyznaja racje jak tylko uslysza slowo nazizm, tak sa
                              uczuleni. Ta uwaga nie miala bezposredniego zwiazku z faktem od
                              ktorego ten watek sie zaczal.
                              Coraz bardziej przypomina mi ten watek pana Jasia, syna mojej
                              podopiecznej. Zyje tu od lat za niemieckie pieniadze, ale umie dwa
                              slowa na krzyz. Jak sie upije i bije swoja ponad 90-letnia matke, to
                              musze nieraz wzywac policje. Wtedy pan Jasio jako pierwsze drze ryj
                              na policjanta, zeby ten mowil po polsku (a jak!). Nastepnie jak mu
                              pan policjant grzecznie tlumaczy zeby sie uspokoil itd.itd., to pan
                              Jasiu - po polsku, drze sie dalej: no co, no co, moze mnie do Dachau
                              albo Auschwitz wywieziecie? Bo on, pan Jasiu wie: jemu sie cos od
                              narodu niemieckiego nalezy, bo jego kraj zostal przez
                              Niemcow...itd.itd. Pan Jasiu czuje sie w kazdej sytuacji wazniejszy,
                              lepszy od Niemcow. Pan Jasiu krytykuje, ma lepszy pomysl na to
                              panstwo. Co tu duzo mowic...Pan Jasiu to pan Jasiu.
                              • kielbie_we_lbie_30 ewo 10.11.07, 17:44
                                Przestan pierdolic glupoty...tu nikt nie chce naprawiac Niemcy, jedynie o co
                                chodzi czy dotrzymuja tego pod czym sie podpisali tzn. prawo kazdego czlowieka
                                do rozmawiania ze swoim dzieckiem we wlasnym ojczystym jezyku...
                                Rozumiesz?
                                • maria421 Re: ewo 10.11.07, 18:11
                                  kielbie_we_lbie_30 napisała:

                                  > Przestan pierdolic glupoty...tu nikt nie chce naprawiac Niemcy, jedynie o co
                                  > chodzi czy dotrzymuja tego pod czym sie podpisali tzn. prawo kazdego czlowieka
                                  > do rozmawiania ze swoim dzieckiem we wlasnym ojczystym jezyku...
                                  > Rozumiesz?
                                  >
                                  Szfedziu, zrozum na litosc, ze Niemcy NIKOMU takiego prawa nie odbieraja!
                                  I prosze, przeczytaj tekst jaki minute temu zamiescilam, jest on skopiowany z
                                  forum niemieckiego, tam pisze ktos, kto takie sprawy zna lepiej niz ja czy Ty.
                                  • kielbie_we_lbie_30 Re: ewo 10.11.07, 18:26
                                    To nie bylo do Ciebie Mario tylko do ewy ktora nie ma zadnych hamulcow i
                                    porownuje nas do swego znajomka pijaczyne ciagnac sedno tego watku na ciagle
                                    rozne sciezki nie majace nic wspolnego z tym o czym ja pisze.
                                    • maria421 Re: ewo 10.11.07, 19:59
                                      kielbie_we_lbie_30 napisała:

                                      > To nie bylo do Ciebie Mario tylko do ewy ktora nie ma zadnych hamulcow i
                                      > porownuje nas do swego znajomka pijaczyne ciagnac sedno tego watku na ciagle
                                      > rozne sciezki nie majace nic wspolnego z tym o czym ja pisze.
                                      >
                                      Nie wiem dlaczego uznalas, ze Ewa porownuje Was do owego pijaczka.
                                      Zupelnie inaczej to odebralam.
                            • maria421 Re: zyta 10.11.07, 17:57
                              kielbie_we_lbie_30 napisała:

                              > maria421 napisała:
                              >
                              >
                              > > Zacytuj mi te moje wlasne slowa, prosze.
                              > > I, zdaje sie, nie zauwazylas, ze nazwalam ten werdykt "glupim".
                              > >
                              >
                              > Tak, faktycznie nie zauwazylam. Jezeli tak jest to o co Ci chodzi?

                              O to, o czym juz pisalam, ale tez nie zauwazylas, bo wolalas od razu mnie "ustawic".
                              Pisalam ze uparty ojciec trafil na upartego urzedasa. I dla kazdego jego upor
                              byl wazniejszy niz dobro dzieci. Oni sie upierali przy wlasnych pozycjach, a
                              dzieci kontaktu z ojcem nie mieli.
                              Urzad powinien dbac glownie o dobro dzieci i dla nich niekiedy pojsc na ustepstwa.

                              > Nie wystarczy wtedy napisac ze urzedy podjely zle decyzje w takich przypadkach
                              > (bo nie chodzi tu jedynie o Pomorskiego).

                              A o kogo jeszcze z tego filmu, konkretnie?
                              Przypominam, ze w sprawie Kraszwskiego zalecono ze byloby rozsadniej zrezygnowac
                              z dwujezycznego wychowania dziecka na skutek jego zahamowan w rozwoju mowy.
                              Slucznie? Nie slusznie? Nie wiem. Zeby moc sobie wyrobic wlasne zdanie trzeba
                              wiedziec o wiele wiecej.

                              > Ze to niezgodne z prawem.

                              Co konkretnie i z jakim prawem jest niezgodne?

                              Ze Pomorski
                              > i inni nie byli pieniaczami jedymie walczyli o swoje prawa Czy nie o to chodzi
                              > w
                              > tym watku?

                              Prawa do czego? Do spotkan z dziecmi? (to w wypadku Pomorskiego mialo sie odbyc
                              pod nadzorem Jugendamtu) Czy prawa do korzystania tlumacza? To przysluguje tylko
                              osobom nieznajacym niemieckiego.

                              Szfedziu, znamy bardzo malo szczegolow. Na przyklad nie wiemy dlaczego przed
                              planowanym spotkaniem z dziecmi Pomorski powiedzial w urzedzie ze rozmawia z
                              nimi po polsku. Ale zalozmy ze bylo tak:
                              Urzad:" W jakim jezyku porozumiewa sie pan z dziecmi?"
                              W.P. : "Po polsku"
                              Urzad: "Ale w czasie spotkania nadzorowanego bedzie pan musial rozmawiac po
                              niemiecku, zeby nasz pracownik tez zrozumial"

                              Moglo tak byc? Jezeli tak bylo, to dlaczego Pomorski sie nie zgodzil?

                              > Jakos tak krecicie w ta i wewta. Ewa najpierw napisala ze przyznano mu racje bo
                              > jak slysza slowo "nazizm" to przyznaja racje a pozniej pisze ze za to slowo
                              > rzucane placi sie kare. No to jak w koncu? Przyznaja racje za to slowo czy kara
                              > ja?

                              Szfedziu, to nie ja krece, tylko Ty czytasz po lebkach.

                              > > No i widzisz, jak my sie tu strasznie musimy meczyc :-)
                              >
                              > No jasne ze sie nie meczycie, bo juz sami w tych trybach jestescie. Mecza sie C
                              > i
                              > ktorzy w tym nie potrafia sie znalesc hahaha
                              > No i my bo nam takie postawy sa zupelnie obce.

                              Jakie postawy?
                              >
                        • tos.ka Re: zyta 10.11.07, 15:26
                          > Drugi dowod na indoktrynacje to godzenie sie z werdyktem urzedu...Twoje wlasne
                          > slowa: jezeli tak urzad zarzadzil to powinien usluchac i basta.
                          > Moze co jeszcze? W raczke pocalowac i wycofac sie klaniajac? Czysto niemieckie
                          podejscie do sprawy.

                          oj, zgadza sie :)))

                          O wspolpracy nie
                          > ma mowy, o wszystko wielkie dyskuje ktore ktore pochlaniaja wiele czasu i sil.
                          > Kazda najmniejsza rzecz musza z gora przedyskutowac.

                          skad ja to znam?????
                          :))))))))

                          no i cos, co mi sie naprawde nie podoba- to donoszenie. mozna sie spodziewac od
                          kazdego, nawet najsympatyczniejszego kolegi, ze to co mu powiesz dotrze do
                          zwierzchnika. i co dziwi (bo ok, donosicielstwo moze zdarzyc sie wszedzie) nie
                          spotyka sie to z ogolnym potepieniem.
                          • kielbie_we_lbie_30 Re: zyta 10.11.07, 16:52
                            tos.ka napisała:

                            > no i cos, co mi sie naprawde nie podoba- to donoszenie. mozna sie spodziewac od
                            > kazdego, nawet najsympatyczniejszego kolegi, ze to co mu powiesz dotrze do
                            > zwierzchnika. i co dziwi (bo ok, donosicielstwo moze zdarzyc sie wszedzie) nie
                            > spotyka sie to z ogolnym potepieniem.

                            Fantastyczna rzecz mnie wczoraj sie przydarzyla. W ramach kontraktu ta firma ma
                            przeprowadzic tygodniowy kurs dla 12 osob ktory odbedzie w najblizszym tygodniu.
                            Najgorsze jest ze chetnych jest 14. Nauczycielem bedzie Polak z polskiej firmy
                            ktora jest podwykonawca. Wczoraj przygotowywal materialy, ja mu w czyms tam
                            pomoglam przy czym napomknelam ze jest 14 ludzi na liscie i jest problem kogo
                            skreslic.
                            Ja poszlam do swojego pokoju pracowac, nie minelo pol godziny dostaje mail ze
                            szef projektu niemieckiej firmy zadzwonil do niego wzburzony ze na kursie bedzie
                            14 osob.
                            a wiec:
                            1. my nie trzymamy sie kontraktu
                            2. oswiadczamy to nauczycielowi zamiast zapytac sie najpierw ich...
                            3. absolutnie sie nie zgadzaja aby bylo wiecej osob.

                            Ja za telefon, dzwonie do Polaka, pytam sie o co chodzi przeciez ja mowilam o
                            naszych rozterkach a on mi na to ze dla niego to obojetnie ile osob bedzie wiec
                            powiedzial tamtym ze mamy takie rozterki i wedlug niego to ok. Chcial po prostu
                            sam pomoc. A oni z igly widly zrobili.
                            No nie powiem, ulzelismy sobie rzucajac konkretne wiazanki pod ich kierunkiem.
                            Oczywiscie miedzy soba hahaha
                            Tak jest ciagle. Pieklo.
                          • maria421 Re: zyta 10.11.07, 17:59
                            Tosiu, wybacz, ale Ty to chyba masochistka jestes :-)
                            Nie rozumiem dlaczego jeszcze tak bardzo sie w tych Niemczech meczysz.
                            • maria421 Toska, Szfedzia 10.11.07, 18:08
                              skopiowalam z forum niemieckiego, prosze zebyscie przeczytaly:

                              "Pracuję w urzędzie o nazwie Jugendamt i wystawiam, po przeprowadzeniu rozmów i
                              zapoznaniu się z sytuacją dzieci wśród "wojujących" z sobą rodziców owe opinie
                              i zalecenia do sądu w sprawie przyznawania lub odbierania praw rodzicielskich
                              na rzecz lub też niekorzyść jednego z nich.
                              W jednym z tych, raczej smutnych przypadków (rodzina: matka Niemka, ojciec
                              Marokańczyk, dwie córki w wieku 6 i 2 lat) zaleciłem odebranie ojcu tych praw i
                              przekazanie ich matce zur alleinigen Ausübung, jak również regulację prawną
                              widywania dzieci przez ojca (sytuacja prawna w Niemczech jest taka, że nie
                              tylko ojciec ma prawo do utrzymywania kontaktu i widywania swoich dzieci,ale i
                              one są tutaj równouprawnione, co się praktykuje nawet w przypadkach, w których
                              to mamuśkom nie za bardzo sprzyja, no...bo nie płaci, bo jest taki a taki, bo
                              jest agresywny, bo pije, bo nadużywa, podważa decyzje matki...itd...).
                              Podstawą mojego zalecenia i opartej na tym decyzji sądu był wynik
                              przeprowadzonej poprzednio diagnostyki w Kinderschutzambulanz, którą zaleciłem
                              dla zbadania psychicznych obciążeń dzieci znajdujących się w tym, z mojego
                              punktu widzenia chorym związku rodziców, i tym skazanych na jak najbardziej
                              niekorzystny rozwój, trwając w pozycji między "młotem a kowadłem" (za zgodą
                              rodziców, a gdyby któreś z nich nie wyraziło zgody, musiałbym ja się starać o
                              odebranie temuż rodzicowi praw rodzicielskich w przyspieszonym tempie i
                              zastąpienie go opiekunem prawnym), gdzie psycholodzy pracując z rodzicami i ich
                              6-letnią córką zajęli się badaniem owych obciążeń dziecka będącego świadkiem
                              agresywnych nadużyć taty w stosunku do mamy w formie przemocy, gwałtu...(jeden
                              z podanych prze mamę faktów wzajemnych "niezrozumień" się z mężem: mąż gwałcił
                              ją w sypialni trzymając jej nóż na szyji..córka...dlaczego, nie wiem, ale chcąc
                              niechcąc była świadkiem zajścia....).
                              Treścią wyroku była wyżej już podana regulacja praw rodzicielskich. W sprawie
                              widywania dzieci sąd zawiesił prawo ojca na trzy lata i zalecił leczenie
                              psychologiczne...a dalej, po upływie tego czasu ojciec (bo chciał a i też
                              prawnie musiał) mógł widywać swoje dzieci początkowo tylko i wyłącznie pod
                              nadzorem, którego ja sam z ramienia urzędu nie sprawuję ale przy którym mogę
                              uczestniczyć na życzenie jednego z rodziców ("Betreuter Umgang", gdzie rozmowy
                              rodzica z dzieckiem odbywają się oczywiście w języku niemieckim a tylko czasami
                              osoby towarzyszące mogą udzielać się jako siła fachowa i tłumacz).
                              W takiej sytuacji nie można mówić o bardzo tutaj rozdmuchanym zakazie rozmowy
                              ojca z dzieckiem po....w tym przypadku po arabsku i...ciągnąc dalej,
                              o....dyskryminacji, faszyźmie...itd.
                              A gdyby ten ojciec był Polakiem?
                              Jestem w stanie zrozumieć, że każdy przypadek jest inny i na pewno są to bardzo
                              smutne i wszystkie strony obciążające historie o bardzo trwałym odcieniu
                              traumatycznym....
                              Ale ludzie,
                              ehhhh....uogólniacie i piszecie naprawdę dużo bzdur, sugerując się...no, nie
                              wiem czym...(każdy coś sobie tam znajdzie)nie znając szczegółów i przebiegu
                              historii...
                              Szkoda.

                              Pozdrawiam
                              w.r
                              • kielbie_we_lbie_30 Re: Toska, Szfedzia 10.11.07, 18:39
                                Czemu do mnie kierujesz ten wpis? Czy kiedykolwiek sugerowalam, napisalam ze za
                                tym lezy nazizm?
                                Dyskryminacja owszem, kazdy przypadek gdzie zabrania sie rodzicowi uzywania
                                wlasnego jezyka jest dyskryminacja.
                                • ewa553 Re: Toska, Szfedzia 10.11.07, 18:50
                                  szfedziu, ale moze ten tekst uswiadomi - nie tylko Tobie, ze sa
                                  jeszcze inne powody takiego czy innego postepowania urzedu i sa
                                  to powody o ktorych sie w skrojonych na sensacje filmikach czy
                                  wiadomosciach nie mowi. Czyli to co mowi iksinski czy ygrekowski
                                  nalezaloby - przed ferowaniem wyroku, moze jeszcze poznac od drugiej
                                  strony? A poniewaz nikt z nas nie ma dostepu do rozszerzonych akt
                                  tych wypadkow, to moze damy sobie spokoj z wymadrzaniem sie na temat
                                  prawa czy bezprawia niemieckiego?
                                  I sie nie wyrazaj:))))
                                  • kielbie_we_lbie_30 Re: Toska, Szfedzia 10.11.07, 18:56

                                    A Ty swoje!!! "skrojonych na sensacje filmikach"

                                    Jednak nie byl to tak "skrojony na sensacje" filmik jesli dopiero po interwencji
                                    w mediach zmieniono postanowienie wiec KOBITO!!! Nie pierdol glupot.
                                    I przestan zwracac sie do mnie w tym aroganckim stylu bo sie wkurwie i tak sie
                                    po Tobie przejade ze popamietasz mnie na cale zycie!
                                    Zrozumiano???????
                                    • maria421 Re: Toska, Szfedzia 10.11.07, 20:06
                                      kielbie_we_lbie_30 napisała:

                                      >
                                      > A Ty swoje!!! "skrojonych na sensacje filmikach"
                                      >
                                      > Jednak nie byl to tak "skrojony na sensacje" filmik jesli dopiero po interwencj
                                      > i
                                      > w mediach zmieniono postanowienie wiec KOBITO!!! Nie pierdol glupot.
                                      > I przestan zwracac sie do mnie w tym aroganckim stylu bo sie wkurwie i tak sie
                                      > po Tobie przejade ze popamietasz mnie na cale zycie!
                                      > Zrozumiano???????
                                      >
                                      >
                                      >
                                      Cos mi sie widzi , Szfedziu, ze Tobie wlasnie na "przejechaniu sie" zalezy...
                                      Masz zly dzien dzisiaj, czy co?
                                • maria421 Re: Toska, Szfedzia 10.11.07, 20:04
                                  kielbie_we_lbie_30 napisała:

                                  > Czemu do mnie kierujesz ten wpis? Czy kiedykolwiek sugerowalam, napisalam ze za
                                  > tym lezy nazizm?
                                  > Dyskryminacja owszem, kazdy przypadek gdzie zabrania sie rodzicowi uzywania
                                  > wlasnego jezyka jest dyskryminacja.
                                  >
                                  Kieruje ten wpis do Ciebie, zebys mogla lepiej zrozumiec jak sie takie spotkania
                                  nadzorowane odbywaja i dlaczego.
                                  Ten wpis pochodzi sprzed kilku miesiecy kiedy nad tym filmikiem dyskutowalismy
                                  na forum niemieckim, ja sie z niego pare rzeczy wtedy dowiedzialam, wiec
                                  proponuje i innym do przeczytania.
                                  • kielbie_we_lbie_30 Re: Toska, Szfedzia 10.11.07, 23:04
                                    Sluchaj Mario, czy wyscie obydwie na glowy poupadaly? Obydwie piszecie jakbyscie
                                    tylko wy na tym swiecie zyly i tylko wy dwie dokladnie wszysko wiecie.
                                    Oczywiscie tylko wy dwie wszystko rozumiecie a ci ktorzy maja odmnienne zdanie
                                    to sa durnie i dlatego musicie im podrzucac teksty aby zrozumieli, aby ich
                                    uswiadomic itp itd. W tym przypadku sugerujecie ze tylko wy wiecie co to jest
                                    rozmowa dozorowana i dlatego nam glupolom musicie to uswiadomic.
                                    W innym pijaczkow przypominamy...W tym watku juz przedtem zwrocilam ewie na to
                                    uwage.
                                    To uwazam jest arogancja..totalny brak uszanowania rozmowcy. Nietaktowne,
                                    niekulturalne. OT...
                                    Tak...czerwono widze jak ktos sie w ten sposob do mnie zwraca.


                                    TA to co napisalas Lucji "Tylko ze w takiej sytuacji Twoj patetyzm na temat
                                    jezyka polskiego nikogo nieprzekonuje" wrecz wredne. I krotkowzroczne. Moze
                                    wlasnie rodzic ktorego dziecko nie mowi po polsku (z roznych powodow) rozumie
                                    najlepiej innego rodzica ktory nie chce dopuscic do takiej sytuacji? Co Ty
                                    mozesz rozumiec z Twoim perfekcyjnym zyciem, z Twoim perfekcyjnym gniazdem
                                    rodzinnym, Twoja perfekcyjna matka i wszsytkim innym perfekcyjnym? No co?
                                    • maria421 Re: Toska, Szfedzia 11.11.07, 17:21
                                      Szfedziu, moze bys jednak troche wyhamowala? Tylko troche,co?

                                      Wczoraj napisalas Ewie ze "tak sie po niej przejedziesz ze popamieta", dzisiaj
                                      ja jestem wredna, a obie z Ewa jestesmy aroganckie, nietaktowne, niekultralne,
                                      nie szanujemy rozmowcy itd.

                                      Popatrz jak Ty sama traktujesz rozmowce.

                                      Nie widze sensu kontynuowania tej rozmowy. Ty i tak juz swoje wiesz, a my i tak
                                      mamy "sprane mozgi".

                                      Mysle zreszta, ze i Ty nie jestes zainteresowana dalsza rozmowa z kims o
                                      "spranym mozgu".
                                      • kielbie_we_lbie_30 Re: Toska, Szfedzia 11.11.07, 19:26
                                        Nie dzis a wczoraj i nie napisalam ze jestes wredna tylko ze to co skierowalas
                                        do Lucji jest wredne. Wytlumaczyc roznice?
                                        Napisalam tez ze robienie ze mnie durnia wkurza mnie.

                                        Mario, nie badz niwiniatkiem. Pod tym swoim plaszczykiem niby grzecznosci
                                        potrafisz sie konkretnie po kims przejechac.
                                        Rowniez Ewa hmmm...czy nazwanie toski szczekajacym psem byle grzeczne i
                                        kulturalne? Na dokladke nie sprowokowane. Wystarczylo ze Toska sie tu pokazala.

                                        Nie mam zamiaru z Toba wiecej rozmawiac na ten temat. Jest skonczony dla mnie.
                                        Dzieki Toski linkom dowiedzialam sie co chcialam wiedziec. A Komisja Parlamentu
                                        EU jest dla faktycznie najbardziej wiarygodnym zrodlem.
                                        Nie interesowalo mnie i nie interesuje rozdrabnianie tematu czy Pomorski bil
                                        zone i czy kogos innego dziecko sie jaka...jedynie czy to pojedyncze wypadki czy
                                        nie. Odpowiedz znam.

                                        Bye
                                        • ewa553 no masz, szfedka! 11.11.07, 22:03
                                          znowu powiesz ze jestem arogancka, ale przeciez Tobie trzeba
                                          najprostsze rzeczy tlumaczyc: nie nazwalam Toski szczekajacym psem.
                                          Uzylam powiedzenia ze ja jak karawana ide choc psy szczekaja, z
                                          czego by wynikalo - po Twojej interpretacji, ze sama siebie nazwalam
                                          karawana? No pomysl.....
                                          • kielbie_we_lbie_30 Re: no masz, szfedka! 11.11.07, 22:37
                                            No mam, znow nie zrozumialam ja glupia, przeciez to byl bardzo mily post w
                                            ktorym przwitalas tosie z radoscia i lzach w oczach ze szczescia ze znow
                                            zawitala na naszym forum.
                                            Ciesze sie ze mi to wytlumaczylas. Jak moge sie Tobie odwdzieczyc?
                                            A jeszcze bardziej sie ciesze ze teraz z satysfakcja mozesz umyc zabki, zmowic
                                            paciorek, isc spac z uczuciem ulgi, bo nie ma nic gorszego jak isc spac gdy
                                            jakis robak gryzie. Jak chcesz to mozesz mi jeszcze potlumaczyc troche. Prosze
                                            bardzo. Co sie nie robi zeby uszczesliwic innych, prawda?

                                            Dobranoc
                              • lucja7 Osobista szufladka 10.11.07, 18:45
                                Wiec tak.
                                - Jakis madrala tu twierdzi ze w Niemczech nie ma prawa
                                rasistowskiego zabraniajacego rozmawiac rodzicowi jezykiem matczynym
                                z dzieckiem.
                                - Tenze sam madrala klamie mowiac ze byl sobie jeden taki glupi
                                wyrok, ale to wobec czlowieka niegodnego rozmawiac z dzieckiem innym
                                jezykiem niz niemiecki.
                                - Widzac duza ilosc takich wyrokow podjetych bezprawnie (no bo prawa
                                nie ma), nalezy wyciagnac wniosek ze Niemcy sa krajem bezprawnym,
                                uprawiajacym rasizm na wolna reke kazdego komu sie to podoba.

                                Ten sam madrala, ze znanym mu nietaktem, poniewaz czepia sie zycia
                                prywatnego, mowi ze ja nie nauczylam dzieci po polsku wiec niech sie
                                nie wypowiadam. Rozumiem wiec ze madrala uwaza ze prawny niemiecki
                                rasizm ma zwiazek z moim zyciem prywatnym.

                                Czujac sie dotknieta, odpowiadam:

                                - moje dzieci nie mialy polskiej nianki ani babci,
                                - moje dzieci nie chodzily nigdy do polskiej szkoly,
                                - moje dzieci mowia po polsku nieudolnie ale potrafia
                                spiewac "miasteczko belz",
                                - w domu mowimy po francusku, po polsku i ostatnio (od 13tu
                                miesiecy) po angielsku poniewaz syn sprowadzil sobie narzeczona z
                                Londynu ktora mieszka z nami.

                                Nie ma to oczywiscie nic wspolnego z niemieckim rasizmem, ale
                                odpowiadam, i stwierdzam ze musialam zdrowo zaznaczyc sie w
                                lepetynie Mari ktora zalozyla sobie w niej szufladke z moim imieniem
                                i ciagle ja otwiera ;-))))

                                Wracam jeszcze do 1ej czesci mojego tekstu i nawoluje do Marie do
                                uspokojenia sie i uporzadkowania jej sposobu myslenia i argumentacji.

                                ;-))))
                                • maria421 Re: Osobista szufladka 10.11.07, 20:17
                                  Lucjo, poniewaz do tej pory nic nie zrozumialas z tego co tu bylo pisane,
                                  cytowane, tlumaczone to nie widze zadnego sensu zeby cokolwiek dalej Ci
                                  tlumaczyc, bo i tak pozostaniesz przy swoim przekonaniu ze w Niemczech panuje
                                  rasistowskie prawo. Nie moj interes, zeby Cie z tego przekonania wyciagac.

                                  Napisalam tez ze nic mi do tego, czy ktos uczy wlasne dzieci polskiego czy nie.
                                  Ja nauczylam pomimo ze moja corka tez nie miala ani polskiej niani ani polskiej
                                  szkoly. Inne kobiety nie nauczyly- ich sprawa. Ty nie nauczylas- Twoja sprawa.
                                  Tylko ze w takiej sytuacji Twoj patetyzm na temat jezyka polskiego nikogo nie
                                  przekonuje.

                                  A zreszta, przeciez i tak Ci chodzilo o to, zeby tu i owdzie pare szpil wbic,
                                  wyciagnac Goebbelsa, "Deutschland über alles", nazim itd.

                                  • lucja7 Re: Osobista szufladka 10.11.07, 20:49
                                    Ja cie nie prosze zebys mi cokolwiek tlumaczyla, pomyslala logicznie.

                                    Twierdzisz ze rasistowskie prawo nieistnieje. Pytam cie wiec w imie
                                    jakiego prawa wydawane sa rasistowskie decyzje przez rasistowskich
                                    urzednikow. Teoretycznie moglabys sie zdecydowac na wybor, bo wiem
                                    ze nie mozesz, a niestety, trzecia odpowiedz nie jest mozliwa.
                                    Wolisz jednak pisac o wychowaniu moich dzieci, co jak pisalam jest
                                    duzym nietaktem.

                                    Piszesz wiec, by uciec od niewygodnego ci tematu, o wszystkim czym
                                    sie da jak na pchlim targu, jakbys conajmniej klocila sie o cene
                                    jakiegos ciucha.

                                    Beurk
                                  • kielbie_we_lbie_30 Re: Osobista szufladka 10.11.07, 21:14
                                    maria421 napisała:

                                    > Tylko ze w takiej sytuacji Twoj patetyzm na temat jezyka polskiego nikogo nie
                                    > przekonuje.


                                    "Nikogo"? Nie powinno byc "mnie"? Czyzby ktokolwiek tutaj dal Ci Mario
                                    pozwolenie pisania w jego imieniu?

                                    Myslac w ten sposob powinnas tez napisac ze bezdzietni nie powinni odzywac sie w
                                    tym watku bo coz oni moga miec do powiedzenia na temat wychowania dzieci czy
                                    rozmawiania z nimi w takim czy innym jezyku.
                              • tos.ka Re: Toska, Szfedzia 10.11.07, 21:14
                                maria ewa. dlaczego wy odwolujecie sie tylko do filmu?
                                przeciez znalazlam i skopiowalam rowniez tutaj dokumenty?
                                dlaczego je ognosrujecie? przeciez znacie niemiecki?
                                ale- przetlumaczylam fragmenty. skarzy sie w nich jugendamty nie prawo
                                niemieckie. no i ze sady niemiecki ignoruja wyroki sadu eu.
                                czyli ze problem lezy bardziej w samowolnosci urzedow i biernosci (bierne
                                przyzwolenie? - w takilch sytuacjach przychodza jednak takie skojarzenia) - w
                                tych sytuacjach niemieckich sadow.

                                jesli chodzi o kraszewskiego- to decyzja " o szkodliwosci dwujezycznesci" byla
                                wlasnie decyzja jugendamtu. kraszewski o tym wlsnie mowil, ze niegdzie nie
                                przedstawiono opinii lekarza. oczywiscie jest to bzdura. kraszewski -sam lekarz-
                                zacytowal gdzies opinie jakies p. profesor na temat tej opinii- bardzo ciekawa
                                sama w sobie:
                                dwujezycznosc jest raczej norma nie wyjatkiem. polowa ludzi na swiecie jest
                                dwujezyczna.

                                • maria421 Re: Toska, Szfedzia 11.11.07, 16:56
                                  tos.ka napisała:

                                  > maria ewa. dlaczego wy odwolujecie sie tylko do filmu?

                                  Tosiu, nie odwoluje sie tylko do filmiku , przeciez sama tu cytowalam watki z
                                  innych zrodel.

                                  > przeciez znalazlam i skopiowalam rowniez tutaj dokumenty?
                                  > dlaczego je ognosrujecie? przeciez znacie niemiecki?
                                  > ale- przetlumaczylam fragmenty. skarzy sie w nich jugendamty nie prawo
                                  > niemieckie. no i ze sady niemiecki ignoruja wyroki sadu eu.
                                  > czyli ze problem lezy bardziej w samowolnosci urzedow i biernosci (bierne
                                  > przyzwolenie? - w takilch sytuacjach przychodza jednak takie skojarzenia) - w
                                  > tych sytuacjach niemieckich sadow.

                                  Do jakich wyrokow konkretnie sie odnosisz i czy dotycza one zakazu rozmawiania
                                  w jezyku polskim?

                                  > jesli chodzi o kraszewskiego- to decyzja " o szkodliwosci dwujezycznesci" byla
                                  > wlasnie decyzja jugendamtu. kraszewski o tym wlsnie mowil, ze niegdzie nie
                                  > przedstawiono opinii lekarza. oczywiscie jest to bzdura. kraszewski -sam lekarz
                                  > -
                                  > zacytowal gdzies opinie jakies p. profesor na temat tej opinii- bardzo ciekawa
                                  > sama w sobie:
                                  > dwujezycznosc jest raczej norma nie wyjatkiem. polowa ludzi na swiecie jest
                                  > dwujezyczna.
                                  >
                                  Kraszewski jest radiologiem, nie psychologiem. Zacytowal opinie kogos, kto
                                  dziecka nie widzial. Chcesz oceniac slusznosc opinii wydanej przez niemieckiego
                                  bieglego na podstawie ktorej sad wydal zalecenie ze "byloby rozsadniej"
                                  zrezygnowac z wychowania dwujezycznego dziecka? Ja nie, bo nie znam sie na tym.
                                  Istotne w kazdym razie jest, ze bylo to zalecenie wydane przez bieglego , nie
                                  nakaz sadowy.
                                  • tos.ka Re: Toska, Szfedzia 11.11.07, 17:36
                                    > Do jakich wyrokow konkretnie sie odnosisz i czy dotycza one zakazu rozmawiania
                                    > w jezyku polskim?

                                    o jakim wyroku ja pisze? nawet zacytowalas mnie:) ani razu nie ma slowa "wyrok" :)

                                    > Kraszewski jest radiologiem, nie psychologiem. Zacytowal opinie kogos, kto
                                    > dziecka nie widzial. Chcesz oceniac slusznosc opinii wydanej przez niemieckiego
                                    > bieglego na podstawie ktorej sad wydal zalecenie ze "byloby rozsadniej"
                                    > zrezygnowac z wychowania dwujezycznego dziecka?
                                    Ja nie, bo nie znam sie na tym.
                                    > Istotne w kazdym razie jest, ze bylo to zalecenie wydane przez bieglego , nie
                                    > nakaz sadowy.

                                    no wlasnie to skarzy kraszewski, i na tentemat jest skarga. ze judendamty
                                    samowolnie ferwuja opinie, ze nie podlegaja kontroli itp.
                                    ze sad jest narzedziem do wykonywania ich decyzji--

                                    jak sie przypatrzec historiom- to sie zgadza.
                                    i co z tego ze jest radiologiem?
                                    pracuje, czyli najwidoczniej nie jest sadzony. nawet ryzyko ze wyjedzie z
                                    niemiec z dzieckiem nie istneje.
                                    a ograniczenie widzenia z dzieckiem dostal jak kryminalista.


                                  • tos.ka Re: Toska, Szfedzia 11.11.07, 18:02
                                    . Chcesz oceniac slusznosc opinii wydanej przez niemieckiego
                                    > bieglego na podstawie ktorej sad wydal zalecenie ze "byloby rozsadniej"
                                    > zrezygnowac z wychowania dwujezycznego dziecka? Ja nie, bo nie znam sie na tym.
                                    > Istotne w kazdym razie jest, ze bylo to zalecenie wydane przez bieglego , nie
                                    > nakaz sadowy.


                                    dokladnie tak mario.
                                    jeslie jakis urzad, urzednik czy nawet sad wydaje tak kuriozany wyrok- komus-
                                    kto wg wszelkich oznak jest jak najbardziej normalnym obywatelem-jak widzenia z
                                    wlasnym dzieckiem 2 godziny co drugi tydzien pod kontrola- to temu urzedowi CHCE
                                    sie przyjrzec.
                                    (jak to niby jest uzasadnione - pod kontrola, zeby "dla dobra dziecka" nie
                                    rozmawial z nim po polsku, bo ktos - z tegoz jugendamtu- stwierdzil, ze dla
                                    dziecka szkodliwa jest dwujezycznosc?)
                                    a nie stwarzac dziwne konstrukcje myslowe- ze skoro urzad tak zadecydowal to wie
                                    co robi, o obywatel na pewno jest winny.
                                    a tych historii jest przeciez wiecej.
                                    ty i ewa macie faktycznie czolobitne podejscie do "instancji panstwowych". to
                                    jest cos typowego dla niemcow i rosjan.
                            • tos.ka Re: zyta 10.11.07, 19:26

                              takie zycie mario :) pewnych zachowan trzeba sie nauczyc. trzeba zrozumiec czego
                              sie spodziewac. i jakos sie da.

                              ale to co szfedka pisze to prawda. oni uwielbiaja wszystko obdyskutowywac, i
                              robic z kazdego drobiazgu wielki probelm. ale sa tutaj rowniez przesympatyczne
                              osoby. jak wszedzie na swiecie.


                              • maria421 Re: zyta 10.11.07, 20:28
                                tos.ka napisała:

                                >
                                > takie zycie mario :) pewnych zachowan trzeba sie nauczyc. trzeba zrozumiec czeg
                                > o
                                > sie spodziewac. i jakos sie da.

                                No jasne ze sie da! Mnie sie juz udaje od 24 lat.

                                > ale to co szfedka pisze to prawda. oni uwielbiaja wszystko obdyskutowywac, i
                                > robic z kazdego drobiazgu wielki probelm. ale sa tutaj rowniez przesympatyczne
                                > osoby. jak wszedzie na swiecie.

                                Jasne ze Niemcy lubia wszystko obdyskutowac i ze wszystkiego robia problem.
                                Pamietam jak wilam sie z nudow na ciagnacych sie pare godzin wywiadowkach w
                                ktorych wlasciwie nie bylo nic do powiedzenia oprocz omowienia drobnych
                                szczegolow. Pamietam wszystkie wybory do rady klasowe, protokolowane itd.
                                Juz tacy sa drobiazgowi, precyzyjni , szukajacy dziury w calym. Ale z drugiej
                                strony ma to swoje ogromne plusy, jest porzadek, wiesz czego masz sie od kogo
                                spodziewac itd.
                                Bardzo lubie zatrudniac Niemcow do roznych robot w domu, bo wiem, ze przyjda
                                punktualnie, beda pracowac bez popijania piwka i innego obijania sie i wykonaja
                                precyzyjnie robote.
                                >
    • tos.ka Re: "Polnisch verboten" 10.11.07, 22:08
      troche zrodel:

      www.vafk-schwaben.de/petition_JA.html
      patycja rodzicow oddzielonych od dzieci przeciwko niemickim jugendamtom (dot.
      rodzicaw nieniemieckich i ojcow; o ojcach nie tlumaczylam)

      18. Beim begleiteten bzw. betreuten Umgang, in Pflegefamilien und Kinderheimen
      sind den Kindern die Gespräche in der Sprache des nichtdeutschen Elternteils
      verboten und die Bildung in Sprachen (außer Englisch und Französisch) wird
      behindert.
      -------
      utrudnia sie rozmowy w jezyku nieniemieckiego rodzica i nauke tego jezyka (z
      wyjatkiem angielskiego o francuskigo)

      19. Jeder der polnischen Eltern oder solcher mit anderen Nationalitäten wird als
      ein potenzieller Verbrecher behandelt, weil er das eigene Kind in eigene Heimat
      außerhalb Deutschlands entführen könnte. Aus diesem Grund werden durch die
      Jugendämter eigene Datenbanken geführt. Das Einwohnermeldeamt hat die Pflicht,
      das Jugendamt über alles umgehend zu informieren.

      -------
      polscy, rowniez innych narodowsoci, rodzice sa traktowani jako potencjalni
      przestepcy, poniewaz moga wywiezc dziecko do swojego kraju. z tego powodu
      jugendamty prowadza wlasne bazy danych. urzad meldunkowy ma obowiazek informowac
      o wszystkim jugendamty.

      20. In den binationalen, z.B. deutsch-polnischen Ehen fängt der Eingriff der
      Jugendämter mit dem Verbot der polnischen Sprache an, dann folgt die Überwachung
      der Gespräche und Kappung der Umgangs der polnischen Kinder mit ihren Eltern.
      Das gleiche gilt für getrennte/geschiedene Väter.

      --------
      w dwunarodowych, np polsko- niemieckich malzenstwach jugendamty zabraniaja
      rozmowy po polsku, po czym kontroluja to zarzadzenia.

      21. Die Jugendämter machen den polnischen Kindern aus den geschiedenen Familien
      mit allen Mitteln unmöglich, die polnische Sprache zu erlernen, mit der
      Begründung, die Kinder seien Deutsche und sollen in Deutschland wohnen. Bei
      deutschen Vätern wird gesagt, das Kind gehört der/zur Mutter.
      ---------
      jugendamty utrudniaja polskim dzieciom przy pomocy wszystich mozliwach sordkow
      nauke jezyka, tlumaczac, ze dzieci sa niemcami i powinny mieszkac w niemczech.

      22. Das Ziel der Jugendämter ist die Zwangsintegration. Sie blockieren
      ausländischen Eltern oder meist deutschen Vätern die Kontakte mit den eigenen
      Kindern so lange - 2 Jahre reichen aus, bis die Kinder „von alleine“ auf den
      Gebrauch und das Erlernen der nichtdeutschen Sprache, auf den Besuch der
      ausgegrenzten Familie sowie auf Umgang mit eigenen Eltern oder deutschem Vater
      verzichten.
      -----------
      j-a. blokuja kontak z dzieckiem tak dlugo (najczesciej dwa lata) az dziecko
      "same z siebie" rezygnuje z drugiego jezyka i z kontaktow z druga rodzina
      (niemieckim ojcem).

      23. Die Jugendämter respektieren weder die Urteile der deutschen Gerichte noch
      die des Europäischen Gerichtshofes (zum Beispiel Fälle Görgülü und Haase und
      Elsholz).
      -------------
      j.a. nie respektuja wyrokow ani niemieckich ani europejskich sadow.

      24. Die gezielte und planmäßige Entwurzelung der wehrlosen, minderjährigen
      polnischen Staatsbürger aus den nationalen sowie familiären Bindungen, das
      Auslöschen der polnischen Identität durch Verbote der polnischen Sprache, Kultur
      sowie die Kappung des Umgangs mit polnischen Eltern wird durch die Jugendämter
      als die Notwendigkeit der Integration mit dem deutschen Volk verstanden.
      ----------
      celowe i planowe wykorzenianie bezbronnych maloletnich polskich obywateli ze
      zwiazkow z krajem i rodzina oraz zabranianie kontaktow z polskim jezykiem i
      kultura jak rowniez kontrola kontaktow polskich rodzicow tlumaczy sie
      koniecznoscia integracji z narodem niemieckim.

      b. Bei Umgangsausschluss mit der deutschen Familie oder des Vaters wird genauso
      argumentiert, weil das Kind „zur Ruhe kommen müsse“. Das Parental Alienation
      Syndrome (PAS) wird in Kauf genommen. Behandlungen von ADHS explodieren.
      -------
      tlumaczy sie to tym , ze dziecko musi sie uspokoic (dot. tez niemickich ojcow)


      25. Die Jugendämter stellen die Schädlichkeit der polnischen Sprache und Kultur
      auf die Kindesentwicklung in Deutschland fest. Wenn polnische Eltern die
      nationale Säuberung kritisieren oder nicht akzeptieren wollen, wird ihnen das
      Sorgerecht entzogen mit der Begründung, sie seien gegenüber dem Jugendamt nicht
      kooperativ, was ihre Fähigkeiten als Erzieher und Eltern in Frage stellt. Wenn
      deutsche Familien oder Väter ihre Kinder öfter sehen wollen, wird genau so
      verfahren.
      ---------
      szkodliwosc jezyka polskiego i polskiej kultury na rozwoj dziecka w niemczech
      jest stwierdzana przez jugendamt. jesli polscy rodzice nie akceptuja tego,
      odbiera im sie prawa rodzicielskie, uzasadniajac brakiem kooperacji z
      jugendamtami, co stawia ich zdolnosc rodzicielskie i wychowawcze w watpliwosc.
      • tos.ka Re: "Polnisch verboten" 10.11.07, 22:18
        moze jeszcze ten punkt:

        16. Den Familiengerichten ist gesetzlich untersagt, Entscheidungen in
        Kindschaftssachen ohne vorherige Beteiligung des Jugendamtes vorzunehmen.
        Deswegen ist die Unabhängigkeit der deutschen Familiengerichte der Abhängigkeit
        von den örtlichen Jugendämtern unterworfen und macht die Gerichte gewissermaßen
        zu deren Erfüllungsgehilfen.

        jest prawnie zabronione sadom rodzinnym podejmowanie decyzji w sprawie dzieci
        bez uprzedniego udzialu j-a. z tego powodiu sady rodzinny sa zalezne od
        lokalnych j-a i sa w pewnym sensie narzedziem do wykonowania decyzji j-a.
        • zyta2003 Re: "Polnisch verboten" 11.11.07, 03:11
          Gazeta.plPocztaBlogiCzat




          Gazeta.pl Forum Prywatne Polska i świat Polonia
          Szukaj na forum 5052 forów 71.566.572 postów
          Polonia ☼ 2 ☼

          Autor:zyta2003@NOSPAM.gazeta.pl Temat: Treść: W koncu od marii
          uslyszalam odpowiedz typu "tak lub nie. Dowiedzialam sie, ze prawo
          niemieckie nie zabrania rodzicowi mowic z dzieckiem w jezyku
          ojczystym rodzica.
          W zwiazku z tym nie rozumiem:
          - czy urzednik niemiecki moze sie upierac i nie przestrzegac prawa,
          zawsze myslalam ze narod niemiecki szanuje obowiazujace praw.
          - Czy sa wyszczegolnione w przepisie prawnym wyjatki, kiedy nie
          mozna w takim jezyku rozmawiac. Wyglada, ze nie ma, bo przeciez
          uparty urzednik (jak go nazywaja tu niektorzy) natychmiast by je
          przytoczyl
          - skoro nie ma uwzglednionych wyjatkow, tzn. o czym tu dyskusja? Ma
          prawo rozmawiac po polsku i obowiazkiem sluzb socjalnych jest
          rozwiazac problem tlumacza do posluchiwania, moze nawet pokrycie
          kosztow przez zamoznego rodzica, albo przez fundusze socjalne.
          - Jesli uwazasz Mario, ze latwiej jest w Ameryce, bo tam w koncu
          wszyscy sa emigrantami, to nie wdajac sie w dyskusje, ze nie do
          konca z tego powodu, to dlaczego Niemcy nie moga wziac odrobiny
          przykladu, z kraju, gdzie nie ma takiego problemu absolutnie. Dodam,
          ze Ameryka ma problemy z afroamerykanami, bo ciagle poczuwa sie
          winna, chociaz niewolnictwo nie bylo specjalnoscia amerykanska i w
          owych czasach bylo akceptowane. Na dodatek, to nie swiat byl
          oburzony, to swiatli amerykanie z Polnocy byli przeciw i sami
          zniesli niewolnictwo. I do dzisiaj Ameryce sie to wypomina i
          Ameryka czuje sie w 10-tym pokoleniu winna. A tu juz w 60 lat po
          faszyzmie nie wolno wypomniec Niemcom? Mysle, ze szczegolnie
          Niemcy powinny byc wyczulone na ewntualne dyskryminacje
          narodowosciowe, a tu okazuje sie, ze pewna podswiadomosc tkwi dalej
          w spoleczenstwie. Niedobrze.
          - Nie rozumiem tez obrazy na temat prania mozgow. Kazdemu, w kraju
          gdzie mieszkamy robia takie pranie. Przeciez to oczywiste, ze
          jesli akceptujemy ten kraj, jest nam w nim dobrze, tak bardzo go
          bronimy - to znaczy, ze mamy uprany mozg. Juz wolimy to czy tamto
          niemieckie, czy amerykanskie - a nie polskie. A kiedys bylo inaczej
          - Brednie powtarzane tu za jakims kolejnym urzednikiem z magistratu
          niemieckiego, ze lepiej zeby dziecko wzrastalo w jednym jezyku, bo
          szybciej mowi. To prawda, ze dzieci dwujezyczne pozniej zaczynaja
          mowic. I co z tego. Za to bez wykuwania czasow, slowek i przypadkow,
          i co bardzo wazne bez akcentu, ktorego w pozniejszym wieku nigdy sie
          nie pozbeda naucza sie dwoch jezykow. W Ameryce nikt nie smialby
          opowiadac takich bredni. Ogromna ilosc dzieci emigranckich idacych
          do kindergarden zna jezykow mowiony w domu i troche, naogol z tv
          angierlski. I po kilku miesiacach mowi biegle po angielsku.
          Uwagi, ze jesli czyjes dzieci nie mowia po polsku to nie powinien
          tu zabierac glosu sa dla mnie dziwne. Przeciez cala sprawa toczy
          sie o to, ze w wolnym, demokratycznym, nie totalitarnym kraju to
          rodzice, a nie panstwo, czy sasiedzi maja decydowac w jakim jezyku
          rodzice chca rozmawiac z dziecmi.

          • maria421 Re: "Polnisch verboten" 11.11.07, 17:11
            zyta2003 napisała:

            W koncu od marii
            > uslyszalam odpowiedz typu "tak lub nie. Dowiedzialam sie, ze prawo
            > niemieckie nie zabrania rodzicowi mowic z dzieckiem w jezyku
            > ojczystym rodzica.
            > W zwiazku z tym nie rozumiem:
            > - czy urzednik niemiecki moze sie upierac i nie przestrzegac prawa,
            > zawsze myslalam ze narod niemiecki szanuje obowiazujace praw.

            W pewnych sytuacjach, opisanych w zacytowanym przeze mnie tekscie autorstwa
            "Wild Romance", Jugendamt (urzad d.s.mlodocianych) organizuje spotkania
            nadzorowane z jednego z rodzicow z dziecmi. Oczywiscie w czasie takiego
            spotkania urzednik musi rozumiec rozmowe rodzica z dziecmi, inaczej spotkanie
            nie ma sensu. W sytuacji kiedy rodzic i dzieci lub tylko rodzic nie znaja
            niemieckiego, urzad sprowadza tlumacza.
            Pan Pomorski z filmiku jednak nie spelnial warunkow do przyznania mu tlumacza
            gdyz juz wtedy posiadal obywatelstwo niemieckie i bardzo dobrze znal niemiecki.
            Pomorski sie uparl, ze chce z dziecmi rozmawiac tylko po polsku, urzednik sie
            uparl ze mu tlumacz nie przysluguje, do spotkania z dziecmi nie doszlo i zrobila
            sie afera.
            e.
            > - Jesli uwazasz Mario, ze latwiej jest w Ameryce, bo tam w koncu
            > wszyscy sa emigrantami, to nie wdajac sie w dyskusje, ze nie do
            > konca z tego powodu, to dlaczego Niemcy nie moga wziac odrobiny
            > przykladu, z kraju, gdzie nie ma takiego problemu absolutnie.

            To chyba odnosi sie do Ewy, nie do mnie, bo ja nic o USA nie pisalam:-)
            • ewa553 zyta, 11.11.07, 17:17
              - Jesli uwazasz Mario, ze latwiej jest w Ameryce, bo tam w koncu
              > wszyscy sa emigrantami, to nie wdajac sie w dyskusje, ze nie do
              > konca z tego powodu, to dlaczego Niemcy nie moga wziac odrobiny
              > przykladu, z kraju, gdzie nie ma takiego problemu absolutnie.

              To chyba odnosi sie do Ewy, nie do mnie, bo ja nic o USA nie
              pisalam:-)

              Tak Mario, to do mnie.
              Uwazam, ze ani mnie ani Tobie Zyto nie przysluguje prawo dawania rad
              rzadowi niemieckiemu jak ma postepowac i z kogo brac przyklad.
              Pewnie jak beda . jak Amerykanie, przez 400 lat juz krajem
              emigracyjnym, to beda mialy takie samo doswiadczenie:))))
              A ze rzad jest sklonny do nauki niech swiadczy fakt, ze z okazji
              ostatnio rocznicy polaczenia obu panstw niemieckich byla mowa o tym,
              co rzad przejal z dawnych wschodnio-niemieckich landow, czego sie
              nauczyl, co zaakceptowal. Byla to niezla lista!
              • tos.ka Re: zyta, 11.11.07, 17:50
                > Uwazam, ze ani mnie ani Tobie Zyto nie przysluguje prawo dawania rad
                > rzadowi niemieckiemu jak ma postepowac i z kogo brac przyklad.

                oooo, to jest to myslenie.
                to rzad - wszedzie na swiecie, nie tylko w niemczech- sluzy obywatelom, nie na
                odwrot. to rzad nie obywatel- jest na cenzurowanym.
                to urzedy maja byc dla obywateli nie na odwrot. nie ma takiego zarzadzenia
                urzedu ktore byloby "swiete".
                zaden "rzad" i zaden "urzad" nie ma prawa nigdzie ograniczac praw rodzicow.


                • maria421 Re: zyta, 11.11.07, 17:53
                  tos.ka napisała:

                  > zaden "rzad" i zaden "urzad" nie ma prawa nigdzie ograniczac praw rodzicow.

                  W kazdym kraju sad ma prawo ograniczyc lub nawet odebrac prawa rodzicielskie.
                  >
        • kielbie_we_lbie_30 Re: "Polnisch verboten" 11.11.07, 10:52
          Dzieki toska za te linki, bardzo interesujaca lektura.
          Niestety, dokumenty te potwierdzaja ze sprawa Pomorskiego nie byla jedynym
          faktem dyskryminowania cudziemskiego rodzica. W tamtym roku wplynelo "jedynie" 7
          petycji od polskich rodzicow a rowniez jedna petycja z CEED (Europejska Rada ds.
          Dzieci z Malzenstw Rozwiedzionych) podpisana przez obywateli francuskich,
          brytjskich, belgijskich, polskich, austriackich, poludniowoafrykanskich,
          amerykanskich, australijskich.
          A wiec, mozna sobie wyobrazic ile faktycznych takich przypadkow jest. Jesli sie
          wezmie pod uwage ze taki Pomorski czy inny polski "pieniacz" zdarza sie raz
          na...no wlasnie ile? 100? 1000? przypadkow... Bo pewnym jest fakt ze wiekszosc
          pokrzywdzonych grzecznie (jak to Maria sugerowala) podporzadkuje sie urzedowi
          nie chcac narazac sie na niespotykanie dzieci. No wiec ilu z tych przypadkow
          wogole nie protestuje bo nie zna swoich praw, bo moze naprawde ma na sumieniu ze
          dal klapsa dzieciakowi albo w ryja zonie? 90%? Z tych pozostalych ile sie
          odwoluje? A jezeli dostana odmowe to ilu idzie dalej? A ile idzie tak daleko ze
          az petycje pisze do EU Parlamentu? To nie jest nawet 1%!!! Matematyka jest
          prosta, prawdopodobienstwo ze takich przypadkow jest nawet kilkadziesiat tysiecy
          jest bardzo duze.
          Nawet przewodniczacy komisji ktora byla w Berlinie (lipiec 2007) stwierdzil ze
          liczba wnioskow wskazuje "ze problem wydaje sie wychodzic poza ramy przypadkow
          indywidualnych". Takie stwierdzenie w ustach dyplomatow wskazuje na jedno": nie
          gadajcie mi tu glupot, dobrze zdajemy sobie sprawe ze to nie indywidualne przypadki.
          Jeszcze jedno dyplomatyczne stwierdzenie "wladze niemieckie mogly naruszyc art.
          12 oraz 14 Traktatu WE a takze Europejska Konwencje Praw Czlowieka". No wiem
          zaraz "mogly". W tym gronie tylko Jutka zna dobrze jezyk dyplomatow ale mozna
          sie domyslic co stoi za tym slowem "mogly". To raczej mowi stwierdzenie "komisja
          chcialaby zagwarantowac
          ze zabraniajace dyskryminacji prawo EU jest przestrzegane w kazdym przypadku
          indywidualnym".
          Na koniec wyrazono nadzieje ze niemieckie wladze zechca wspolpracowac w celu
          rozwiazania spraw poruszonych...

          Druga rzecz to czy urzednik Jugedampt moze czy nie zabronic rodzicowi rozmow w
          ojczystym jezyku. Otoz ambasador niemiecki w EU dr Wilhem Schönfelder w skrocie
          przedstawil jak wyglada prawo jesli chodzi o kontakt dozorowany. W jednym tylko
          przypadku moga odmowic kontaktu dozorowanego w obcym jezyku, jesli "koszty sa
          nieproporcjonalne"!!!!
          Wiecx pytanie: czy mozna nazwac ze zalatwienia osoby trzeciej rozumiejacej jezyk
          polski w Niemczech gdzie jest kilka milionow polskojezycznych to koszta
          "nieproporcjonalne"? Najprawdopodobniej nie kosztuje to ani 1 euro wiecej niz
          niemieckojezycznego tym bardziej ze osoba trzecia moze byc nawet znajomy
          rodzicow jezeli maja do niego zaufanie.
          A jednak nagminnie Jugendamt nie przestrzega prawa. Malo tego, nie pomagaja
          odwolania bo i w innych instancjach tez odmawiaja!!!
          W przypadku Pomorskiego dopiero sad przyznal mu racje ale to trwalo 1 1/2 roku.
          No wiec: dlaczego Jugendamt nagminnie nie przestrzega prawa niemieckiego
          dyskryminujac tym rodzicow pochodzenia nieniemieckiego?
    • chris-joe Re: "Polnisch verboten" 11.11.07, 04:05
      Juz przestalem sie wczytywac w powtorki wpisow i dopisow w temacie. Powtorze
      sie jednak tez raz jeszcze: nie wnikajac w odpowiedni przepis (badz jego brak) w
      ustawodastwie niemieckim, doskonalosci badz niedoskonalosci tegoz, widze iz
      gdyby podobna nie/doskonalosc zaistniala w przepisach, czy nawykach
      biurokratyczno-sadowych Holandii, Szwecji, badz Wloch, pewnie bysmy sie o tym na
      forum nie dowiedzieli (a pewnie jakies podobne nie/doskonalosci w tych krajach
      takze funkcjonuja; o Quebecu nie wspomne, by sie nie czerwienic po uszy). Temat
      by nie zaistnial.
      Ten zaistnial jednak, bo sprawa dzieje sie w Niemczech. A zwlaszcza, ze
      zamieszani sa w nia Polacy. A Niemcy sa ciagle -tu i owdzie- pod specjalna
      lupa. Niemcow nadal wpycha sie pod sciane nazizmu. Niemcy (juz 3 pokolenia po
      wojnie) musza sie jakos specjalnie i wyjatkowo wykazywac, nadal podlegac
      denazyfikacji, ciagle i na nowo sie udowadniac. Mimo, ze od 60 lat wykazuja sie
      demokracja pewnie bardziej egzemplarna, niz np. Francuzi.
      Basta, gente! :)
      • blues28 Re: "Polnisch verboten" 11.11.07, 11:10
        Podpisuje sie pod Chrisem.
        Mieszkam (tak jak wiekszosc z nas) w kraju, ktory w tej chwili jest
        multikulturalny i multirasowy. Jest bardzo duzo malzenstw/rodzin
        mieszanych. I ogromna ilosc dramatow i sprzecznych punktow widzenia
        na wychowanie dzieci. Dzieci zabranych na wakacje czy odwiedziny i
        zatrzymanych w krajach pochodzenia jednego z rodzicow, najczesciej
        ojca. I bariery kulturowe i prawodawcze, ktore utrudniaja pokojowe i
        szybkie rozwiazanie problemu i ktore owocuja tragedia dziecka nie
        mogacego kontaktowac sie z jednym z rodzicow (najczesciej matka) i
        tragedia matki. Odpowiednie urzedy i dyplomacja hiszpanska jest
        wprost zasypana tego typu sprawami, a kazda z nich to geboki dramat
        dziecka, rodzicow.
        I jedna sprawa jest niekompetencja, zla wola urzednikow czy nawet
        zle sprecyzowane prawodawstwo, ktore nalezy krytykowac, a inna
        oskarzenia generalne i natychmiastowe o nazim, rasizm, hymny i
        ogolne potepienie narodu jako takiego.
        Kilka miesiecy temu bardzo glosna w mediach hiszpanskich byla
        nastepujaca sprawa:
        -Pod koniec lat dziewiecdziesiatych hiszpanka wychodzi za maz za
        anerykanina. Slub w Hiszpanii w Walencji.
        -Wyjezdzaja do USA (stan New Jersey) i w 2000 rodzi im sie corka.
        -Od 2001 kobieta sklada kilkakrotnie oskarzenie o przemoc domowa.
        -Okazuje sie, ze malzonek nie tylko nie jest wpolwlascicielm firmy
        reklamowej (jak deklarowal) ale po prostu nie pracuje.
        -Kobieta (Maria Jose) zaczyna chorowac, choc choroby nie za
        zdiagnozowane.
        -2004: speraracja. Malzonek nie kontaktuje sie z dzieckiem, nie
        placi alimentow.
        -Grudzien 2004: Maria Jose wracaja z corka do Hiszpanii. Maria jest
        operowana, ma uszkoszone organy wewnetrzne, usuniety woreczek
        zolciowy wskazuje jednoznacznie na zatrucie pestycydami.
        -Maria Jose wnosi o rozwod do sadu w Walencji. Otrzymuje zarowno
        rozwod jak i opieke nad dzieckiem.
        -W roku 2006 byly malzonek wnosi do sadu w New Jersey sprawe o
        porwanie corki. Sad przyjmuje wniosek. Pod koniec roku 2006 Maria
        Jose, majac wyrok sadu w Walencji jak i calkowita kustodie corki,
        przekonana, ze sprawe mozna latwo wyjasnic, staje przed sadem w New
        Jersey. Zostaje aresztowana i wtracona do wiezienia. Podstawa:
        porwanie obywatela USA. Grozi jej do 40 lat wiezienia. Z tego co
        wiem, do dzis wysilki adwokatow i dyplomatyczne nie daly resultatu.

        Dlaczego to opisuje? Otoz we wszystkich mediach sprawa ta byla
        naswietlona jako historia kobiety, ktora trafila na "szczegolny
        egzemplarz" amerykanina, poza tym wyrazano zdziwienie nozrozumiala
        postawa sedziego. I oburzenie. Ale nigdzie nie pisano o
        imperializmie amerykanskim ani nie kwestionowano narodu jako takiego.
        Nawet jak adwokat wspomnial o szykanach jakim poddawane sa
        wiezniarki obcego pochodzenia (przyklad krzesla elektrycznego:
        sadzanie wiezniarki na specjanlym czarnym krzesle, zakladanie jej
        kaptura na glowe ... i jednak nie podlaczenie pradu. Ot, taka
        zabawa), nikt nigdzie absolutnie nie wspomnial o Abu Ghraib. Nikt
        nie zalozyl, ze skoro tam katowano wiezniow obcokrajowcow, ergo
        wszyscy obcokrajowcy we wszystkich wiezienach USA sa katowani.
        Lubie mieszkac w Hiszpanii ;)






        • tos.ka Re: "Polnisch verboten" 11.11.07, 11:21
          a jednak. to ze sie w stanach gorzej, zwlaszcza w sadach, traktuje
          cidzoziemcow, zwlaszcza kolorowych jest wiadome i powinno sie o tym mowic.
          stany sa daleko, a niemcy sa tutaj za oknem. i interesuja mnie jednak bardziej.
          zdaje sie jednak, ze - przyjamniej na rnyku europelskim, jugendamty, jako
          zupelnie niezalezna od nikogo instytucja (nawiasem- zalozone 1922 w celu
          wychowywania dobrych obywateli rzeszy; oraz- m. in germanizacji czystych rasowo
          dzieci) sa jednak wyjatkiem.
          i maja mozliwosci do naduzyc. nawez jesli jest to tylko niewielki procent
          jugendamtow- takiej mozliwosci miec nie powinny.

          w petycji zada sie, by byly one zalezne od ministerstwa zdrowia, oswiaty,
          rodziny itp.
          bardzo rozsadne zadania.
        • kielbie_we_lbie_30 Re: "Polnisch verboten" 11.11.07, 11:23
          Kobieta popelnila ewidentny blad. O opieke nad dzieckiem i pozwolenie na wyjazd
          z USA powinna sie starac przed wyjazdem. Takie sa uzgodnienia miedzynarodowe.
          A jeszcze raz o co w tym watku chodzi: czy wladze niemieckie dyskryminuja
          rodzicow nieniemieckich?
          Wedlug Komisji Parlamentu EU takie rzeczy sie dzieja!
          • blues28 Re: "Polnisch verboten" 11.11.07, 11:29
            Szfedziu,
            Jak najbardziej nalezy krtytykowac to co jest niezgodne z
            elementarnymi prawami czlowieka, obojetnie jakiej jest narodowosci.
            I, jak mowi Tosca, wysnuwac konkretne zadania.
            To, czemu jestem przeciwna, to uogolnianie, wytaczanie dzial nazizmu
            i potepianoie w czambul calego narodu.
            • kielbie_we_lbie_30 Re: "Polnisch verboten" 11.11.07, 11:57
              Co stoi za dyskryminacyjnym dzialaniem Jugendamt nie wiem. Troche trudno
              uwierzyc, przypadkow jest za wiele, aby to byla tylko glupota poszczegolnych
              urzednikow. Sadze ze w wywodach Toski moze byc duzo prawdy ze urzad ten powstaly
              w 1938 nie tyle ze pracuje w nazistowskim duchu, czy ze ma urzednikow o
              pogladach faszystowskich ale ze po prostu za malo sie zreformowal, ma zbyt silna
              wladze i moze bezkrytycznie przeprowadzac swoje bezmyslne akcje.
              Tez nie lubie aby bezmyslnie rzucac slowami rasista, nazista, faszysta. Nie
              wszystko jest tez dyskryminacja.
              Trudno sie jednak dziwic rodzicom gdy bezsilnie walcza o mozliwosc spotkania sie
              z dzieckiem ze rzuca takim ciezkim oskarzeniem. Trauma, bol w polaczeniu z
              bezsilnoscia moze doprowadzic czlowieka do o wiele gorszych czynow.
            • lucja7 Re: "Polnisch verboten" 11.11.07, 23:37
              Widze ze caly WE odbywalo sie tutaj ganianie rozszalalej baby w
              papilotach tylko dlatego ze w Niemczech zakazuja rozmawiac rodzicom
              z dziecmi w jezyku innym niz niemiecki. Przeciez zabraniaja, wiec
              proponuje wznowic rozmowe gdy juz nareszcie skoncza z tym zatechlym
              juz rasizmem.

              ;-)))))
      • kielbie_we_lbie_30 Re: "Polnisch verboten" 11.11.07, 11:11
        Oczywiscie ze w kazdym systemie sa niedoskonalosci i jesli dojdzie do krytyki
        Szwecji nie bede bezmyslnie bronila tego kraju.
        Tu akurat rozmawiamy o dyskryminacji rodzicow o pochodzeniu nieniemieckim przez
        niemieckie wladze ktore w przypadku kontaktow dozorowanych zabraniaja mowic w
        jezyku ojczystym a nie innych o innych dyskryminacjach czy "niedoskonalosciach".
        Byc moze ze znajdziesz jakis przypadek i w Szwecji ale ja nigdy o tym nie
        slyszalam a mieszkam w Szwecji prawie cwierc wieku. Owszem, o innego rodzaju
        dyskryminacjach slyszalam.
        Na temat korzysci plynacych z dwujezycznosci nie tylko tu sie mowi ale wrecz
        trabi! Gdy przyjechalam do Szwecji z moim piecioletnim synem z wielu stron
        slyszalam ze nie mam przejmowac sie szwedzkim u dziecka bo tego on sie nauczy w
        koncu to tutaj mieszka, bedzie chodzil do przedszkola pozniej do szkoly. Ja mam
        skoncentrowac sie jedynie na polskim gdyz dziecko latwo traci jezyk.
        • tos.ka Re: "Polnisch verboten" 11.11.07, 11:58
          a jesli chodzi o histeorie "Pani z bielefeld"- czyli beaty pokrzeptowicz-meyer.
          to wyszla za swojego studenta, urodzila dziecko, po roku ojciec ja zostawil-
          przez piec lat wychowywala - dwujezycznie -sama syna. ojciec nie placil. w
          miedzyczasie ex ozenil sie powtornie i przypomnial sobie o dziecku. jako
          pretekst wykorzystano to, ze b.p-m. po stracie pracy wyjechala do polski (ona
          twierdzi ze poinformowala o tym ojca dziecka) oskarzono ja o uprowadzenie
          dziecka, odebrano prawa rodzicielskie i zabroniono rozmawiac po polsku.

          na filmie-faktycznie- ona mowi po polsku- ale dziecko odpowiada po niemiecku.
          (zona pomorskiego dwa razy uprowadzila dzieci, musial je szukac przez policje)

          faktem jest ze- "polscy pieniacze" podaja swoje imie nazwisko, adres do
          publicznej wiadomosci. i informuja publicznie o swoich hitosriach z podaniem
          numerow dokumentow, dat itp.
          "drugi punkt widzenia" jest w seici nie do znalezienia, nie mowiac o danych
          osobowych.
          • lucja7 Re: "Polnisch verboten" 11.11.07, 12:57
            Blues, piszesz by nie ougolniac. Czymzesz jest jak nie uogolnieniem
            to co robisz, czyli chec relatywizowania konkretnego problemu,
            zdefiniowanego i okreslonego? Bo w Hiszpanii...i nie wiem co jeszcze?

            Czym jest jak nie checia uogolnienia i relatywizacji konkretnego
            problemu propozycja "porownywan demokracji" przez Chrisa? Ze Niemcy
            bardziej przykladni niz np Francuzi itd? Prosze otworzyc watek jesli
            to kogos bawi.

            Jesli ktos chce mowic o rasizmie we Francji, prosze bardzo, niech
            pisze. Jesli ktos chce sie czerwienic za Quebec w dyskusji o
            niemieckim rasizmie, niech sie czerwieni. Albo otworzy watek jesli
            go to bawi albo ma ochote.

            Tu, na tym watku, mowa jest o istnieniu rasizmu usankcjonowanego
            przez niemieckie prawo, w srodku Europy w 21szym wieku!
            Czy nie jest to dla was problem powazny, by machac nan reka i mowic
            aaaaaa, wszedzie to samo, albo gorzej?

            Jesli widzicie podobnie skandaliczne interpretacje prawa (lub
            bezprawie) gdzikolwiek indziej, uwazam ze powinnismy je denuncjowac.
            Uwazam ze jest to naszym obowiazkiem.
            • wild.romance Re: "Polnisch verboten" 11.11.07, 14:10
              lucja7 napisała:

              > Blues, piszesz by nie ougolniac. Czymzesz jest jak nie
              uogolnieniem
              > to co robisz, czyli chec relatywizowania konkretnego problemu,
              > zdefiniowanego i okreslonego? Bo w Hiszpanii...i nie wiem co
              jeszcze?
              >
              > Czym jest jak nie checia uogolnienia i relatywizacji konkretnego
              > problemu propozycja "porownywan demokracji" przez Chrisa? Ze
              Niemcy
              > bardziej przykladni niz np Francuzi itd? Prosze otworzyc watek
              jesli
              > to kogos bawi.
              >
              > Jesli ktos chce mowic o rasizmie we Francji, prosze bardzo, niech
              > pisze. Jesli ktos chce sie czerwienic za Quebec w dyskusji o
              > niemieckim rasizmie, niech sie czerwieni. Albo otworzy watek jesli
              > go to bawi albo ma ochote.
              >
              > Tu, na tym watku, mowa jest o istnieniu rasizmu usankcjonowanego
              > przez niemieckie prawo, w srodku Europy w 21szym wieku!
              > Czy nie jest to dla was problem powazny, by machac nan reka i
              mowic
              > aaaaaa, wszedzie to samo, albo gorzej?
              >
              > Jesli widzicie podobnie skandaliczne interpretacje prawa (lub
              > bezprawie) gdzikolwiek indziej, uwazam ze powinnismy je
              denuncjowac.
              > Uwazam ze jest to naszym obowiazkiem.
              >

              O czym Ty piszesz....
              Jaka skandaliczna interpretacja prawa?
              Wiesz co mówią wyroki sądowe w sprawach wystosowanych petycji?
              Ludzie czują się bardzo dotknięci swiomi sytuacjami i odwołują się
              mając do tego prawo i co jest jak najbardziej
              zrozumiałe....zarzucając sądom wiele i twierdząc niesamowite
              rzeczy....Na filmie jakiś pan twierdził, że sąd zabronił jemu
              kontaktować się ze swoim dzieckiem w języku polskim tylko dlatego że
              jest Polakiem....wybacz, ale...to jest po prostu żenada...
              • tos.ka Re: "Polnisch verboten" 11.11.07, 14:42
                Na filmie jakiś pan twierdził, że sąd zabronił jemu
                > kontaktować się ze swoim dzieckiem w języku polskim tylko dlatego że
                > jest Polakiem....wybacz, ale...to jest po prostu żenada...


                ta pani to b. pokrzeptowicz. historie napisalam powyzej. jesli dziecko nie
                odpowiada, to jest to posredni dowod, ze faktycznie nie miala z dzieckiem
                kontaktu przez dluzszy czas.
                • tos.ka Re: "Polnisch verboten" 11.11.07, 17:29
                  jesli dziecko nie
                  > odpowiada, to jest to posredni dowod, ze faktycznie nie miala z dzieckiem
                  > kontaktu przez dluzszy czas.

                  tzn,
                  jelsi dziecko odpowiada po niemiecku, kiedy ona mowi po polsku.
                • wild.romance Re: "Polnisch verboten" 11.11.07, 19:13
                  tos.ka napisała:

                  > Na filmie jakiś pan twierdził, że sąd zabronił jemu
                  > > kontaktować się ze swoim dzieckiem w języku polskim tylko
                  dlatego że
                  > > jest Polakiem....wybacz, ale...to jest po prostu żenada...
                  >
                  >
                  > ta pani to b. pokrzeptowicz. historie napisalam powyzej. jesli
                  dziecko nie
                  > odpowiada, to jest to posredni dowod, ze faktycznie nie miala z
                  dzieckiem
                  > kontaktu przez dluzszy czas.

                  Tak...nie miała kontaktu i nie jest to żadną rewelacją że sytuacja
                  przedstawia się jak widać...i zgadzam się z tym, że jest to
                  pośrednim dowodem, że faktycznie nie miała z dzieckiem kontaktu
                  przez dłuższy czas, tylko....
                  jak ma się to do w/w twierdzenia.....?
                  w filmie...czas: 12:42
                  pani twierdzi, że "ponieważ moje dziecko jest Polakiem a ja jestem
                  Polką ja nie mogę z nim odrabiać zadań domowych, to jest z kolei
                  wyrok drugiej instancji sądu w Duesseldorfie.......
                  ale dlatego, że jestem Polką nie wolno mi...."
                  Wyrok sądowy...
                  hmmm...jeżeli sąd podejmuje decyzje o ograniczeniu obojętnie
                  czegożby nawet zawartego w kontekście sprawy to na pewno nie
                  dlatego, że dziecko tej pani i ona są Polakami lub że ona jest Polką
                  i dlatego jej nie wolno, tylko przypuszczalnie z powodu innych
                  faktów, o których ta pani w ogóle nie wspomina....

                  w filmie....czas: 12:07
                  "w Niemczech każdy może się nauczyć języka polskiego......ale jest
                  jedna osoba, która nie może się uczyć. To jest moje własne dziecko,
                  ponieważ jest Polakiem."
                  Kolejne niczym nie udokumentowane twierdzenie ograniczenia
                  działalności na tle rasistowskim....
                  Ciekawiłaby mnie treść wyroku.....

                  w filmie.....czas: 13:26
                  Wspomniany już pan z...Guetersloh
                  "Nie chciałem podpisać umowy ażeby...........
                  tylko i wyłącznie z tego powodu, że dziecko jest Polakiem i tylko i
                  wyłącznie z tego powodu, że ojciec jest Polakiem. Innego powodu nie
                  było, nie został podany w żadnym dokumencie sądowym."
                  Rozporządzenia sądowe wydawane są zawsze na podstawie jakichś
                  powodów i bardzo w to wątpię, że w treści wyroku istnieje jedynie
                  wzmianka o tym, że on jest Polakiem i....i dlatego nie....
                  Nie mam zamiaru nikogo urażać, ale takie twierdzenia są po prostu
                  śmieszne.....
                  • tos.ka Re: "Polnisch verboten" 11.11.07, 20:05
                    a cos ty sie tak do filmu przykleil? film zostal przez kogos tam nakrecony i
                    skrojony.

                    juz pisalam- powtorze sie- nazwiska, adresy i historie tych osob sa do
                    zanlezienia w internecie. mozesz do nich napisac, zadzwonic. pojsc do sadu
                    sprawdzic.
                    wyglada to wszystko prawdopodobnie.
                    • wild.romance Re: "Polnisch verboten" 11.11.07, 20:33
                      tos.ka napisała:

                      > a cos ty sie tak do filmu przykleil? film zostal przez kogos tam
                      nakrecony i
                      > skrojony.
                      >
                      > juz pisalam- powtorze sie- nazwiska, adresy i historie tych osob
                      sa do
                      > zanlezienia w internecie. mozesz do nich napisac, zadzwonic. pojsc
                      do sadu
                      > sprawdzic.
                      > wyglada to wszystko prawdopodobnie.

                      Nie, nie przykleiłem się do filmu.
                      Ale wybacz....tam istnieją autentyczne wypowiedzi petentów
                      sugerujące niesłychany stan rzeczy, co w wątku zdaje się nabierać
                      formatu wyroczni.....
                        • wild.romance Re: "Polnisch verboten" 11.11.07, 21:25
                          tos.ka napisała:

                          > jak dla mnie wyjasnienie ministerstwa - blabla -pokazuje
                          nieslychany stan rzecz
                          > y
                          > i sprawia ze wypowiedzi wszytskich osob z filmu sa tym bardziej
                          prawopodobne.

                          No tak...jeśli tak uważasz...
                          a gdzie podkłady tej prawdopodobności...?
                          Może podasz jakiś link odnośnie treści wyroków?
                          • tos.ka Re: "Polnisch verboten" 11.11.07, 21:39
                            > No tak...jeśli tak uważasz...
                            > a gdzie podkłady tej prawdopodobności...?
                            > Może podasz jakiś link odnośnie treści wyroków?

                            facet! podalam linki i skopiowalam a - tam gdzie po niemiecku przetlumaczylam
                            fragmemnty! wszystko tu w tym watku!
                            • maria421 Re: "Polnisch verboten" 11.11.07, 22:11
                              tos.ka napisała:


                              > facet! podalam linki i skopiowalam a - tam gdzie po niemiecku przetlumaczylam
                              > fragmemnty! wszystko tu w tym watku!

                              Tosiu, ja znajduje rozne petycje itd. ale tresci wyrokow tez nie. Badz uprzejma
                              podac je jeszcze raz.
                              • tos.ka Re: "Polnisch verboten" 11.11.07, 22:16
                                > Tosiu, ja znajduje rozne petycje itd. ale tresci wyrokow tez nie. Badz uprzejma
                                > podac je jeszcze raz.


                                co ty masz z tym wyrokiem mario? nigdzie nie pisalam o zadnym wyroku. nawet tego
                                slowa nie uzylam :))
                                • maria421 Re: "Polnisch verboten" 11.11.07, 22:28
                                  tos.ka napisała:

                                  >
                                  > co ty masz z tym wyrokiem mario? nigdzie nie pisalam o zadnym wyroku. nawet teg
                                  > o
                                  > slowa nie uzylam :))

                                  W.R. pytal o wyroki, a Ty mu na to, ze wszystko jest w linkach jakie zamiescilas.

                                  Tosiu, zeby naprawde moc ocenic sprawe trzeba znac wyrok. Nie wystraczy napisac
                                  ze jest iles tam petycji, iles tam skarg, ze ktos cos na jakims blogu napisal.
                                  Trzeba wiedziec jaki sad wydal wyroki w sprawie osob wystepujacych w tym filmie
                                  i z jakim uzasadnieniem.

                                  No i oczywiscie trzeba by znac troche prawa.
                                  • tos.ka Re: "Polnisch verboten" 11.11.07, 23:14
                                    > Tosiu, zeby naprawde moc ocenic sprawe trzeba znac wyrok. Nie wystraczy napisac
                                    > ze jest iles tam petycji, iles tam skarg, ze ktos cos na jakims blogu napisal.

                                    nie marysiu.
                                    zobaczylam film, poszukalam troche i przeczytala historie poszczegolnych ludzi
                                    (a jest ich w necie- wiecej niz tylko w tym filmie),przeczatalam petycje,
                                    przeczytalm skarge zbiorowa rodzicow, przeczytalam co pisze nt jugendamtow
                                    (broniac je!) ministerstwo-blabla i stwierdzam, ze te klocki pasuja do siebie.
                                    na wszelki wypadek wszystko ladnie kopiuje i tlumacze, zeby kazdy se mogl
                                    zobaczyc dlaczego uwazam tak a nie inaczej
                                    jakos- konsekwentnie- nie odpowiadasz na te moje konkretne posty.

                                    wciaz mi nie wytlumaczylas np- dlaczego lekarz - dostaje ograniczenie jak
                                    kryminalista, choc zapytalam o to (powtarzajac sie) kilka razy. nie potrafie
                                    znalezc zadnego- nawet teoretycznego- rozsadnego wytlumaczenia. pozostaje
                                    nierozsadne- dyskryminacja (z preteskstem- "zahamowanie mowy"; dziecko bylo
                                    przeciez wychowywane dwujezycznie przez iles tam lat! ono znalo juz polski!)
                                    nie komentujesz- fragmentow z opini ministerstwa-blabla, nie odnosisz sie do
                                    petycji (pod nia podpisal sie nazwiskiem, adresem, numerem telefonu, faxu,
                                    mailem, strona w internecie - prawnik - czyli on pewnie prawo zna) - tylko nagle
                                    ni z tego ni z owego wyskakujesz z "wyrokiem". wyrok to jest rzecz wtorna. tez
                                    mozna sie z nim zgdzic albo nie.
                                    prawo tez jest dla ludzi! nie na odwrot! a w sadach tez siedza "zwykli" ludzie.
                                    • maria421 Re: "Polnisch verboten" 12.11.07, 10:33
                                      tos.ka napisała:


                                      > nie marysiu.
                                      > zobaczylam film, poszukalam troche i przeczytala historie poszczegolnych ludzi
                                      > (a jest ich w necie- wiecej niz tylko w tym filmie),przeczatalam petycje,
                                      > przeczytalm skarge zbiorowa rodzicow, przeczytalam co pisze nt jugendamtow
                                      > (broniac je!) ministerstwo-blabla i stwierdzam, ze te klocki pasuja do siebie.
                                      > na wszelki wypadek wszystko ladnie kopiuje i tlumacze, zeby kazdy se mogl
                                      > zobaczyc dlaczego uwazam tak a nie inaczej
                                      > jakos- konsekwentnie- nie odpowiadasz na te moje konkretne posty.

                                      Tosiu, watek ma nazwe "Polnisch verboten" i skupia sie glownie na zakazie
                                      rozmowy w jezyku polskim miedzy rodzicami polskiego pochodzenia a ich dziecmi.
                                      Ty, kopiujac mase zrodel co wlasciwie chcesz udowodnic? Ze Jugendamt uprawia
                                      samowole? Ze germanizuje? Bo chyba tylko w tym celu podaje sie do wiadomosci
                                      rok zalozenia tej instytucji, prawda? Ze w Niemczech jest masa rodzicow ktorzy
                                      czuja sie pokrzywdzeni wyrokiem sadu?

                                      > wciaz mi nie wytlumaczylas np- dlaczego lekarz - dostaje ograniczenie jak
                                      > kryminalista, choc zapytalam o to (powtarzajac sie) kilka razy. nie potrafie
                                      > znalezc zadnego- nawet teoretycznego- rozsadnego wytlumaczenia. pozostaje
                                      > nierozsadne- dyskryminacja (z preteskstem- "zahamowanie mowy"; dziecko bylo
                                      > przeciez wychowywane dwujezycznie przez iles tam lat! ono znalo juz polski!)

                                      Nie chce wcale insynuuowac ze pan Kraszewski jest kryminalista, jednakze pragne
                                      zwrocic uwage, ze bycie lekarzem nic w tej sprawie nie znaczy.
                                      Cytowalam fragment, z ktorego wynikalo, ze pan Kraszewski, w obecnosci syna,
                                      pchnal zone tak, ze upadla.To oczywiscie kryminalisty z niego nie robi, ale daje
                                      jego zonie duzy atut do ograniczenia mu praw widzenia sie z dzieckiem.
                                      Tosiu, nie mozna wyrobic sobie obiektywnej opinii po wysluchaniu tylko jednej
                                      strony. Warto byloby posluchac, co ma druga strona do powiedzenia, co maja do
                                      powiedzenia swiadkowie.
                                      W sprawie orzeczenia bieglego ktore zaleca rezygnacje z dwujezycznego
                                      wychowania dziecka tez nalezaloby najpierw poznac to orzeczenie, zeby moc je
                                      skomentowac. Ty tego orzeczenia nie znasz, ale juz wiesz, ze to pretekst, ze
                                      dyskryminacja.

                                      > nie komentujesz- fragmentow z opini ministerstwa-blabla, nie odnosisz sie do
                                      > petycji (pod nia podpisal sie nazwiskiem, adresem, numerem telefonu, faxu,
                                      > mailem, strona w internecie - prawnik - czyli on pewnie prawo zna) - tylko nagl
                                      > e
                                      > ni z tego ni z owego wyskakujesz z "wyrokiem". wyrok to jest rzecz wtorna. tez
                                      > mozna sie z nim zgdzic albo nie.

                                      Oczywiscie, tylko zeby sie z wyrokiem zgodzic albo nie, nalezy go najpierw
                                      poznac, przeczytac motywacje a takze poznac powod dla ktorego wyrok jest poddany
                                      rewizji. I przy kazdym wyroku powody rewizji moga byc przerozne.

                                      > prawo tez jest dla ludzi! nie na odwrot! a w sadach tez siedza "zwykli" ludzie.

                                      Jasne ze prawo jest dla ludzi. W tym wypadku dla obojga rodzicow. A my znamy
                                      tylko wersje jednej strony.
                                • wild.romance Re: "Polnisch verboten" 13.11.07, 21:11
                                  tos.ka napisała:

                                  > > Tosiu, ja znajduje rozne petycje itd. ale tresci wyrokow tez
                                  nie. Badz up
                                  > rzejma
                                  > > podac je jeszcze raz.
                                  >
                                  >
                                  > co ty masz z tym wyrokiem mario? nigdzie nie pisalam o zadnym
                                  wyroku. nawet teg
                                  > o
                                  > slowa nie uzylam :))

                                  Ehhhhh, ja przykleiłem się do filmu, który został przez kogoś tam
                                  nakręcony i....z tego jak to napisałaó wydaje się on być absolutnie
                                  nieważnym...
                                  maria ma coś z tym wyrokiem...brzmi również jakby to było całkiem
                                  zbędne.....
                                  Ale nie dyskutujemy tutaj chyba o zbieraniu grzybów lub kiszeniu
                                  ogórków.
                                  Co ma z tym wyrokiem....?
                                  myślę, że chyba to samo co i inni włącznie ze mną, a mianowicie że
                                  ten wyrok...może dokładniej te wyroki a konkretnie ich kwestionowane
                                  treść stanowią główny przedmoit zarzutów i są tym samym sednem
                                  sprawy.
                                  Piszesz, że nigdzie o żadnym wyroku nie pisałaś i że nawet tego
                                  słowa nie użyłaś....Może tak też i jest, i może też nawet nie
                                  myślałaś o nich w ogóle. Trochę szkoda....ponieważ uważam, że
                                  ujmując się za słusznością oskarżeń (we wszystkich przypadkach)
                                  należałoby w ramach objektywności przynajmniej zapoznać się z
                                  treścią monitowanych rozporządzeń i....
                                  i chyba to i tyle ma z tym wyrokiem...
                                  Odnośnie Twojej wypowiedzi z 11.11.07 o czasie 21.05 prosiłbym o
                                  podanie przykładu niesłychanego stanu rzeczy w wyjaśnieniu
                                  ministerstwa--blabla--
                        • maria421 Re: "Polnisch verboten" 12.11.07, 11:01
                          tos.ka napisała:

                          > przyklajac sie do filmu-
                          > juz na samym poczatku kraszewski podaje numer wyroku sadowego. wiec o co chodzi
                          > ?
                          > to jest do sprawdzenia.

                          Nie znalazlam. W internecie jest x-razy ta sama petycja, jest artykul ktory
                          mowi ze w wyroku napiosano ze Kraszewski obrazil urzednikow, grozil im i
                          zachowywal sie wobec nich agresywnie. No i o tym, ze pchnal zone w obecnosci
                          syna tak, ze upadla.
                          Wyroku nie ma.
                          • tos.ka Re: "Polnisch verboten" 14.11.07, 18:46
                            > Nie znalazlam. W internecie jest x-razy ta sama petycja, jest artykul ktory
                            > mowi ze w wyroku napiosano ze Kraszewski obrazil urzednikow, grozil im i
                            > zachowywal sie wobec nich agresywnie. No i o tym, ze pchnal zone w obecnosci
                            > syna tak, ze upadla.

                            gdzie?


                            no , zwlaszcza to o obrazaniu urzednikow. poniewaz obrazil urzednikow zabroniono
                            mu kontaktow z dzieckiem.
                            marysiu, litosci.
                            a petycja- zostala napisana przez prawnika, chyba mozna zalozyc ze zapoznal sie
                            z tematem. to jak tlumaczy sie ministerswo z postepowania j-a- pasuje jak awers
                            i rewers.
                        • wild.romance Re: "Polnisch verboten" 13.11.07, 21:47
                          tos.ka napisała:

                          > przyklajac sie do filmu-
                          > juz na samym poczatku kraszewski podaje numer wyroku sadowego.
                          wiec o co chodzi
                          > ?
                          > to jest do sprawdzenia.
                          >

                          Tak...podaje numer wyroku sądowego i dodaje coś tam jeszcze, co nie
                          ma nic wspólnego z prawdą....ale o tym pisałem już w czerwcu na
                          sąsiednim wątku "Polonia w Niemczech"......
                • kan_z_oz Re: "Polnisch verboten" 12.11.07, 03:17
                  Ale się wątek rozrósł???!!!

                  Pozwolę sobie zamieścić wypowiedź prawnika niemieckiego z filmu. Dla
                  mnie osobiście jako bardzo reprezentatywna wypowiedź oraz
                  wyjaśnienie 'problemu' - po angielsku - niemieckiego nie znam.

                  Ingo Alberti;

                  “German courts or Judendaments
                  Organizations in defence of children’s rights
                  have a ‘problem’ how
                  to justify their decisions
                  to a parent’s disadvantage
                  who’s a foreigner.
                  I have a feeling
                  they try hard to make
                  to parents defence
                  impossible due to
                  loopholes in German law
                  To the best of my knowledge
                  all that is a crime against children
                  as they deprive them of their national identity
                  And a tactic permission to violate human rights.
                  Germans have already lost many such cases
                  before European Tribunal.
                  So for only Germans without parental rights
                  have won in courts.
                  What they do to children here;
                  I’d call a crime against humanity..."

                  Nie będę komentować, bo z wypowiedzi wynika jasno, że problem jednak
                  istnieje - chociaż nie z prawem niemieckim bezpośrednio, tylko z
                  dziurami w prawie. Istnieje też problem z urzędnikami, którzy z
                  jakiś powodów mają trudności z uzasadnieniem wyroków obcokrajowcom.

                  Jeśli założymy wiarygodnośc tej wypowiedzi - a zakładam, gdyż
                  prawnik jest karnie odpowiedzialny za swoje wypowiedzi w każdym
                  kraju;
                  Decyzje urzędnika niemieckiego i loopholes w prawie są
                  interpretowane ogólnie jako "PRAWO" - chociaż można dyskutować, że
                  to nie prawo tylko urzędnik i nie zapis tylko wykorzystywanie
                  loopholes - w celu spychania odpowiedzialności.

                  Poza tym nie mam zupełnie nic do dodania.

                  Kan
                  • kielbie_we_lbie_30 Re: "Polnisch verboten" 12.11.07, 07:53
                    Ach kanie, jak moglas dojsc do takich konkluzji?
                    Zle zrozumialas, adwokat falszywy. Ale badz dobrej mysli, mamy tu specjalistow
                    od rozumienia wiec jak tylko wstana to zaraz dokladnie ci wszystko wytlumacza,
                    slowo po slowie i bedziesz uswiadomiona
                    Pamietaj, nie mysl sama bo to moze zaszkodzic ;)
                    • ewa553 szfedziu, 12.11.07, 09:20
                      nie tylko dawno wstalam, ale i bylam juz we wsi. Tak bardzo
                      chcialabym sie posmiac z Twoich drobnych zlosliwosci, ale wzbudzaja
                      we mnie zaledwie usmiech politowania. Brak im kompletnie esprit.
                      Widzialam Cie juz w lepszej formie. Moze w tym tygodniu bedziesz
                      lepsza?
                    • kan_z_oz Re: "Polnisch verboten" 12.11.07, 11:12
                      kielbie_we_lbie_30 napisała:

                      > Ach kanie, jak moglas dojsc do takich konkluzji?
                      > Zle zrozumialas, adwokat falszywy. Ale badz dobrej mysli, mamy tu
                      specjalistow
                      > od rozumienia wiec jak tylko wstana to zaraz dokladnie ci wszystko
                      wytlumacza,
                      > slowo po slowie i bedziesz uswiadomiona
                      > Pamietaj, nie mysl sama bo to moze zaszkodzic ;)

                      ODP Kiełbiu żadne konkluzje. Zadałam sobie trud. Facet w filmie jest
                      tłumaczony na angielski. Spisałam tylko - nie ma nic w moim imieniu.
                      Nawet jeśli wyrzucę histerię prawniczą, to i tak pozostaje Trybunał
                      Europejski oraz rodzice Niemcy, którzy odzyskują prawa poprzez
                      Niemieckie sądy oraz rodzice - nie Niemcy, którym do tego pory się
                      to jeszcze nie udało.
                      Wg mnie to ten prawnik zamieszał, więc walić po mordzie Jego należy.

                      A poza tym; w Australii, każdy facet w sądzie rodzinnym ma
                      przechlapane z racji bycia facetem. Prawo jest po stronie kobiet - i
                      to też jest rasizm, lub dyskryminacja, która mnie osobiście się mało
                      podoba. Dyskryminacji jednakże względem facetów nie dotrzegam w tym
                      kraju w innych dziedzinach życia - jest więc, czy nie???

                      Luzu trochę - systemy dają się we znaki wszędzie.

                      Kan
                      >
      • jan.kran Re: "Polnisch verboten" 14.11.07, 10:16
        chris-joe napisał:

        > Juz przestalem sie wczytywac w powtorki wpisow i dopisow w
        temacie. Powtorze
        > sie jednak tez raz jeszcze: nie wnikajac w odpowiedni przepis
        (badz jego brak)
        > w
        > ustawodastwie niemieckim, doskonalosci badz niedoskonalosci tegoz,
        widze iz
        > gdyby podobna nie/doskonalosc zaistniala w przepisach, czy nawykach
        > biurokratyczno-sadowych Holandii, Szwecji, badz Wloch, pewnie
        bysmy sie o tym n
        > a
        > forum nie dowiedzieli (a pewnie jakies podobne nie/doskonalosci w
        tych krajach
        > takze funkcjonuja; o Quebecu nie wspomne, by sie nie czerwienic po
        uszy). Tema
        > t
        > by nie zaistnial.
        > Ten zaistnial jednak, bo sprawa dzieje sie w Niemczech. A
        zwlaszcza, ze
        > zamieszani sa w nia Polacy. A Niemcy sa ciagle -tu i owdzie- pod
        specjalna
        > lupa. Niemcow nadal wpycha sie pod sciane nazizmu. Niemcy (juz 3
        pokolenia po
        > wojnie) musza sie jakos specjalnie i wyjatkowo wykazywac, nadal
        podlegac
        > denazyfikacji, ciagle i na nowo sie udowadniac. Mimo, ze od 60
        lat wykazuja si
        > e
        > demokracja pewnie bardziej egzemplarna, niz np. Francuzi.
        > Basta, gente! :)


        ----------> Bardzo ci dziekuje CJ za ten glos rozsadku. Nie chce Ci
        sie podlizywac:PPPP ale jak zwykle krotko i precyzyjnie trafiles w
        dziesiatke.
        Uwazam ze ten watek rozwinal sie tylko dlatego ze chodzi o DE i
        uwazam za niemoralne i niemadre ze osoby ktore jezyk niemiecki ,
        kulture i historie znaja tylko ze slyszenia najglosniej krzycza na
        temat nazizmu i glupoty Niemiec.
        Niemcom sie nalezy patrzenie na palce , oczywiscie. Ale tak jak
        napisales niemiecka demokracja istnieje i ma sie calkiem niezle.
        Bardzo mi pzrykro ze na forum polonijnym istnieje brak szacunku dla
        osob dla ktorych Niemcy sa krajem bliskim i kochanym.
        Ja moglabym niejedno cieple slowo ;) napisac na temat moralnosci
        pracy i pracowitosci Skandynawow czy niektorych przywar Francuzow.
        Ale po co ? Kazdy ma swoja czaste Ziemi ktora kocha i gdzie sie
        dobrze czuje ...
        Pozdrawiam
        Kran

        Kran


        • tos.ka Re: "Polnisch verboten" 14.11.07, 18:40
          > Uwazam ze ten watek rozwinal sie tylko dlatego ze chodzi o DE i
          > uwazam za niemoralne i niemadre ze osoby ktore jezyk niemiecki ,
          > kulture i historie znaja tylko ze slyszenia najglosniej krzycza na
          > temat nazizmu i glupoty Niemiec.

          kranie, mysle, ze gdy by podobne historie zdazyly (-aly) sie we francji lub
          anglii- tak samo by o nich bylo glosno- zwlaszcza w angli biorac pod uwage
          liczna emigracje w ostatnich latach. nie mowiono by o "nazizmie" tylko o
          frankofonskiej/anglosaskiej arogancji (a zjawisko takie de fakto istnieje:)))).
          ale walka rodzicow bylaby wszydzie tak samo rozpaczliwa.
          nie mozna tez doprowadzac do sytuacji, gdy niemcy sa "nietykalni" a ich hitsoria
          jest tematem tabu.


          ps. mario- ty znowu przekrecasz:)
          kraszewski zostal potraktowany JAK kryminalista. takie ograniczenia kontaktu z
          dzieckiem - moge sobie wyobrazic- tylko w przypadku alkoholika, narkomana itp a
          i to po to , by "chronic rodzica" ktory nie ma nad soba kontroli, zeby np nie
          przyszedl pijany na spotkanie z dzieckiem. powodow dla ograniczenia w
          porozumiewaniu sie w jezyku ojczystym- nie jestem w stanie zrozumiec- ZADNYCH.
          • maria421 Toska, 14.11.07, 22:23
            w odpowiedzi na Twoje dwa posty posylam Ci link:

            www.vaeter-aktuell.de/erfahrungsberichte/Miroslaw-Kraszewski-2003/welcome.htm
            w ktorym Kraszewski sam przyznaje ze w obecnosci syna pchnal zone tak, ze upadla.

            Potrafisz sobie wyobrazic ciag dalszy?
            Bo ja tak go sobie wyobrazam- zona ma dowod na to, ze maz jest agresywny i ze
            nie mozna mu powierzyc opieki nad dzieckiem.

            Kraszewski dostarcza kolejnego dowodu na to obrazajac urzednikow, zachowujac sie
            wobec nich agresywnie i grozac im (to tez jest w linku).

            Czyli- dostraczyl powody dla ktorych mozna bylo przypuszczac ze nie ma nad soba
            kontroli.
            • tos.ka Re: Toska, 14.11.07, 23:43
              >
              > www.vaeter-aktuell.de/erfahrungsberichte/Miroslaw-Kraszewski-2003/welcome.htm
              > w ktorym Kraszewski sam przyznaje ze w obecnosci syna pchnal zone tak, ze upadl
              > a.

              chwileczke, marysiu
              po tym jak matka uderzyla syna w twarz, poniewaz chcial mowic po polsku.
              to juz brzmi inaczej.
              matka zneca sie nad dzieckim (a dla scislowsci- matka zneca sie bo dziecko chce
              rozmawiac w jezyku ojczstym...) i ojciec stanal w jego obronie?
              nie podoba Ci sie taka interpretacja?

              ograniczenie widzenia ojca z tego powodu do dwoch godzin co drugi tydzien, pod
              kontrola i w obcym jezyku jest ewidentnym lamaniem praw czlowieka.


              sp. a nt "nazimzmi"- bedzie z odrobina zlosclowosci- co sie niemcy dziwia?
              przeciez- jezli wogole wspomniec cokolwiek w latach 39-45- to pojawia sie tylko
              nazi i nazi. czy to dziene m ze zaczyna sie slowan "nazi" uzywac zamiennie ze
              slowem niemiec?
              • tos.ka Re: Toska, 15.11.07, 00:05
                o jeszcze lepiej, matka zneca sie nad dzieckiem fizycznie i psychicznie.
                psychiczne znecanie jest wielopoziomowe- samo bicie po twarzy, do tego
                zabranianie rozmawiania sie w ojczystym jezyku dziecka oraz odebranie dzieku ojca.
                pelen wachlarz, wystarczy do odebrania praw rodzicielskich.
                z kontrolowanym widzieniem, czyz nie?
              • tos.ka Re: Toska, 15.11.07, 00:20
                hmm, mario a zastanawialas sie (lub grono"fachowcow" j-a) jaki wplyw ma bicie po
                twarzy dziecka na jego rozwoj ? nie tylko mowy?
                a jesli - ona sie nie powstrzymala przy ojcu- to pewnie zdarza jej sie to czesciej -
                zupelnie rozumiem kraszewskiego.... jakie to jednak wazne, poznac caly kontekst....