maria421
15.12.07, 15:24
Sytuacja jest taka- od ponad 6 lat zajmuje sie jedna kobieta samotnie
wychowujaca 2 corki, jedna prawie 12, druga prawie 9 lat. Ich ojciec poszedl
sobie w swiat kiedy mlodsza corka miala pol roku.
Matka, prosta i dosyc prymitywna kobieta, bez zadnego wyksztalcenia i zawodu,
od samego poczatku faworyzowala mlodsza corke, cala swoja frustracje zwalala
na starsza, ktora byla coraz bardziej smutna, coraz bardziej zamknieta w
sobie. Kiedy latem matka zaczela pracowac, dziewczynki byly jeszcze bardziej
zaniedbane. Zabieralam czasem do siebie, przy okazji nakarmilam, opralam.
W ubiegla niedziele umowilam sie ze wezme dziewczynki do miasta. Matka
pracowala (jest sprzataczka w hotelu). Przyszla tylko ta mlodsza. Poszlysmy po
starsza, nie chciala nas wpuscic do domu. Kiedy odprowadzilam mlodsza
wieczorem do domu, (matka juz wrocila z pracy), strasza corka zabarykadowala
sie u siebie w pokoju, nie chciala z nikim rozmawiac. Od matki dowiedzialam
sie ze dziewczynka od miesiaca nie byla w szkole i ze szkola juz interweniowala.
W poniedzialek dziecko zostalo sila zaprowadzone do psychologa i mialo miec
regularne sesje.
W srode dziecko mialo kryzys- podobno rzucala przedmiotami, chciala sie
kaleczyc, skoczyc z balkonu. Sasiedzi wezwali pogotowie, ktore ja zabralo do
dzieciecego szpitala psychiatrycznego.
Dziecko nie chce nikogo widziec, szczegolnie matki. Do tej pory zaakceptowala
tylko spotkanie z jedna nauczycielka.
Staram sie o to, aby mnie do niej dopuscili. Jezeli pozwola, chce ja zabrac do
siebie na Swieta.
Wiem, ze psycholog bedzie chcial ze mna rozmawiac. Wiem, ze cokolwiek powiem,
moze zawazyc na losie tego dziecka. Wiem, ze we wlasnym domu to dziecko nie ma
zadnych szans :-(
Macie jakies madre rady?
Bardzo prosze, aby osoby, ktore nie maja nic do powiedzenia nie zabieraly
glosu w tym watku.