Co robic?

15.12.07, 15:24
Sytuacja jest taka- od ponad 6 lat zajmuje sie jedna kobieta samotnie
wychowujaca 2 corki, jedna prawie 12, druga prawie 9 lat. Ich ojciec poszedl
sobie w swiat kiedy mlodsza corka miala pol roku.

Matka, prosta i dosyc prymitywna kobieta, bez zadnego wyksztalcenia i zawodu,
od samego poczatku faworyzowala mlodsza corke, cala swoja frustracje zwalala
na starsza, ktora byla coraz bardziej smutna, coraz bardziej zamknieta w
sobie. Kiedy latem matka zaczela pracowac, dziewczynki byly jeszcze bardziej
zaniedbane. Zabieralam czasem do siebie, przy okazji nakarmilam, opralam.
W ubiegla niedziele umowilam sie ze wezme dziewczynki do miasta. Matka
pracowala (jest sprzataczka w hotelu). Przyszla tylko ta mlodsza. Poszlysmy po
starsza, nie chciala nas wpuscic do domu. Kiedy odprowadzilam mlodsza
wieczorem do domu, (matka juz wrocila z pracy), strasza corka zabarykadowala
sie u siebie w pokoju, nie chciala z nikim rozmawiac. Od matki dowiedzialam
sie ze dziewczynka od miesiaca nie byla w szkole i ze szkola juz interweniowala.
W poniedzialek dziecko zostalo sila zaprowadzone do psychologa i mialo miec
regularne sesje.
W srode dziecko mialo kryzys- podobno rzucala przedmiotami, chciala sie
kaleczyc, skoczyc z balkonu. Sasiedzi wezwali pogotowie, ktore ja zabralo do
dzieciecego szpitala psychiatrycznego.
Dziecko nie chce nikogo widziec, szczegolnie matki. Do tej pory zaakceptowala
tylko spotkanie z jedna nauczycielka.
Staram sie o to, aby mnie do niej dopuscili. Jezeli pozwola, chce ja zabrac do
siebie na Swieta.
Wiem, ze psycholog bedzie chcial ze mna rozmawiac. Wiem, ze cokolwiek powiem,
moze zawazyc na losie tego dziecka. Wiem, ze we wlasnym domu to dziecko nie ma
zadnych szans :-(

Macie jakies madre rady?

Bardzo prosze, aby osoby, ktore nie maja nic do powiedzenia nie zabieraly
glosu w tym watku.
    • ewa553 Re: Co robic? 15.12.07, 16:05
      a czujesz sie na silach, aby sprostac takiemu zadaniu? Uwazam, ze
      brak Ci zupelnie przygotowania: jestes z domu w ktorym panowaly i
      panuja idealne stosunki na linii matka-corka i tak samo jest u
      Ciebie i Ani. Staniesz przed bardzo, bardzo trudnym zadaniem I w
      gruncie rzeczy nie chodzi tu tyle o Ciebie, co o ta dziewczynke.
      Nie wyglada na to aby wystarczylo ja przytulic i poglaskac po
      glowie. W tak trudnym momencie chyba potrzebna jej jest bardziej
      profesjonalna pomoc. A Ty mozesz dac "tylko" serce. Ciekawe, co Ci
      powie psycholog.
      • maria421 Re: Co robic? 15.12.07, 16:22
        Ewa, ja chce ja wziac tylko na Swieta, bo juz sie dowiedzialam, ze inne dzieci
        tez sa na Swieta zabierane do domu. Nie chce, zeby tam byla sama.
        Rozmawialam juz z matka, matka sie zgodzi i ma wyrazic te zgode w szpitalu.
        Problem jest- czy szpital ja wypusci.

        Ale najwiekszym problemem jest przyszlosc tego dziecka. W szpitalu ja
        profesjonalnie doprowadza do formy, ale co dalej?
        Co jest dla niej lepsze- powrot do matki, sierociniec, rodzina zastepcza?
        Jezeli psycholog bedzie ze mna rozmawial, to ja musze powiedziec prawde, a
        prawda jest na niekorzysc matki.
        • ewa553 Re: Co robic? 15.12.07, 16:29
          a nie maja jakejs rodziny, ktora by sia dziewczynka zaopiekowala -
          chocby na jakis czas?
          • maria421 Re: Co robic? 15.12.07, 16:37
            ewa553 napisała:

            > a nie maja jakejs rodziny, ktora by sia dziewczynka zaopiekowala -
            > chocby na jakis czas?

            Niestety nie. Wszyscy bardzo daleko stad i skloceni. Tutaj jest tylko jej
            chrzestna, bardzo mila pani ktora tez juz sie pojawila z pomoca (zawiozla
            dziecku pare ciuszkow do szpitala, bo matka nawet o tym nie pomyslala), ale ona
            na swieta zaplanowala wyjazd.
    • ewa553 Re: Co robic? 15.12.07, 17:00
      pytajac o rodzine mialam raczej na mysli nie Swieta, lecz potem, na
      dluzszy czas. Bo same Swieta sprawy nie zalatwia...
      • maria421 Re: Co robic? 15.12.07, 22:08
        ewa553 napisała:

        > pytajac o rodzine mialam raczej na mysli nie Swieta, lecz potem, na
        > dluzszy czas. Bo same Swieta sprawy nie zalatwia...

        No wlasnie to jest problem- co z ta dziewczynka potem sie stanie.
        Gdyby wrocila do domu, to chcialabym zeby przychodzila do mnie codziennie po
        szkole- zjesc obiad, odrobic lekcje. Ale to raczej nie wystarczy.
Pełna wersja