ciagle powracajacy temat wsrod emigrantow.

02.01.08, 22:13
Moj ziec - niePolak przywital mnie wczoraj zmoczeniem mi
delikatnie glowki woda. Pamietal, ze polewamy sie woda, ale
zapomnial, w zwiazku z jakimi swietami. Bo to tez trzeba wyssac z
mlekiem matki, a dla niego jest to martwe, najwyzej do wyuczenia,
czy zapamietania, ale czy nawet wtedy bedzie to mialo dla niego
jakis wdziek?
Dla Polakow, i nie tylko dla nich, baseball, czy tez football i
cala do nich oprawa sa martwe. Nie wyssalismy tego z mlekiem matki,
(oczywiscie zaden szanujacy Polak nie powie, ze to roznice kulturowe
utrudniaja nam wciagniecie sie w te sporty, tylko kazdy wie, ze to
idiotyczne, nudne gry.)
Roznice kulturowe zauwazaja wszystkie nacje, grupy etniczne i nie
tylko my uwazamy sie za jednak nieco lepszych. Dzisiaj siedzac po
plywaniu w saunie, czyli w dosyc ciemnosciach uczestniczylam w
takiej scence: Jedna Azjatka wytrzasala wode z klapek, druga -
poprawna, chociaz z akcentem angielszczyzna z oburzeniem zwrocila
jej na to uwage, tamta odwarknela okropna angielszczyzna....i po
minutowej wymianie "uprzejmosci" wyszla. Zostalysmy we dwie, no i ta
pierwsza Azjatka stwierdzila, zaznaczywszy na wstepie ze ona w
ogolnosci nie ma nic do Koreanczykow, chociaz sama jest Chinka z
Tajwanu, ale u nich nikt takiego obrzydlistwa nigdy by nie zrobil.
Wtracilam tez swoje trzy grosze, zeby nie wygladalo, ze jej nie
popieram jak zwykle zastanawiajac sie jak "oni" sie odrozniaja,
jeszcze w takim mroku. I ze oczywiscie wszedzie wszystkie narody,
zwlaszcza sasiedzi sie nie lubia. Koreansko- chinskie anse znam
doskonale.
Takich roznych scenek , nieporozumien itd znam setki. To dobrze,
ze tak sie roznimy. Niech nie biadola antyglobalisci, czy tez
alterglobalisci, ze sie unifikujemy, bo jadamy - wroga ludzkosci
McDonalda, oprocz tego i kilku innych "gadzetow", jak elektryka,
biezaca woda, czy szczepienia ochronne ciagle bardzo sie roznimy i
lubimy przynalezec do swojej grupy i nic nie wskazuje, ze to sie
zmieni.
    • tortugo Re: ciagle powracajacy temat wsrod emigrantow. 02.01.08, 22:23
      a ja myslalem, ze to bedzie o boomerangu :(

      ale podoba mi sie ten ziec, dla niego nie wazne czy to BN czy
      Wielkanoc, on po prostu swietuje sobie radosnie. Chyba cos o tym
      ostatnio czytalem...

      dosiego wsiem :)
      ~:O:=o
    • kielbie_we_lbie_30 Re: ciagle powracajacy temat wsrod emigrantow. 02.01.08, 22:48
      Tutaj jest latwiej...mowi sie po prostu: tak sie w Szwecji nie robi.
      Ot co.
      • kan_z_oz Re: ciagle powracajacy temat wsrod emigrantow. 03.01.08, 09:58
        Piękno jest w różnorodności, oraz akceptowaniu tych różnic.

        O czy więc jest ten wątek????

        Kan
        • jutka1 Ejment :-))) ntxt 04.01.08, 10:23

        • fedorczyk4 Re: ciagle powracajacy temat wsrod emigrantow. 04.01.08, 18:33
          kan_z_oz napisała:

          > Piękno jest w różnorodności, oraz akceptowaniu tych różnic.


          I z tym się całkowicie zgadzam.
      • fedorczyk4 Re: ciagle powracajacy temat wsrod emigrantow. 03.01.08, 11:49
        kielbie_we_lbie_30 napisała:

        > Tutaj jest latwiej...mowi sie po prostu: tak sie w Szwecji nie
        robi.
        > Ot co.
        >
        Czy tymi slowy zwroci sie u was Wietnamczyk do Koreanczyka? Rany to
        dopiero integrujacy kraj ta Szwecja;-))
        A na powaznie, zgadzam sie calkowicie z Kanem. Cale szczescie ze
        zupelnie inne rzeczy wyssalismy z mlekiem matki. I cale szczescie ze
        mozna to poznawac, szanowac, a czasem zwalczac.
        • lucja7 Re: ciagle powracajacy temat wsrod emigrantow. 04.01.08, 17:00
          Temat o saunie tematem emigrantow?
          Duszno i potliwie....
        • maly.ksiaze Re: ciagle powracajacy temat wsrod emigrantow. 04.01.08, 17:07
          > A na powaznie, zgadzam sie calkowicie z Kanem.
          To znaczy z czym sie zgadzasz, konkretnie? Przeczytalem ow post, ten
          o roznorodnosci - i za nic nie moge zrozumiec, o co chodzi. Moglabys
          mi pomoc?

          Pozdrawiam,

          mk.
          • zyta2003 Re: ciagle powracajacy temat wsrod emigrantow. 05.01.08, 04:43
            Poniewaz jeszcze jakies dwa miesiace temu, a moze nieco wiecej
            nigdy nie wchodzilam na to forum w dalszym ciagu mam problem z
            usystematyzowaniem. Cos wspominanl ktos, ze to jakies odgalezienie,
            wiec jak wyglada drzewo genealogiczne tego forum, kto go urodzil i z
            jakiego ojca. Kiedy kto i od kogo sie odlaczyl i z jakich powodow i
            utworzyla sie nowa frakcja. Kto z kim trzyma. Wrod osob stale tu
            piszacych - to juz wiem. Ale jesli ktos wpadnie tylko na moment, to
            moge sie mylic. Powolutku to rozgryze.
            Kielbie we lbie - owe azjatki nie wypominaly sobie pochodzenia,
            tylko podobnie jak w Szwecji jedna zwrocila drugiej uwage, a ta
            druga jej "odwarknela", ale tez nie wymachujac jej narodowoscia. Nie
            wiem, czy to norma, wiem tylko, ze norma jest, ze sie nie lubia te
            dwa narody od setek i setek lat.
            M. in. za to lubie Nowy Jork, ze majac oczy i uszy otwarte mozna
            uczestniczyc sie w nieustajacym spektaklu wlasnie roznych zderzen
            kulturowych.
            Maly ksiaze, nie wiem czy to do mnie, czy do kogo innego sie
            odnosi, ze "za nic nie mozesz zrozumiec o co chodzi w poscie".
            Przykro mi z tego powodu, ale ja tez nie rozumiem ziliona rzeczy i
            mowie sobie - trudno....
            No, chyba, ze to nie o moje pisanie chodzilo, to nie wtracam sie
            miedzy wodke a zakaske.
            • kielbie_we_lbie_30 Re: ciagle powracajacy temat wsrod emigrantow. 05.01.08, 17:16
              zyta2003 napisała:

              > Kielbie we lbie - owe azjatki nie wypominaly sobie pochodzenia,
              > tylko podobnie jak w Szwecji jedna zwrocila drugiej uwage, a ta
              > druga jej "odwarknela", ale tez nie wymachujac jej narodowoscia. Nie
              > wiem, czy to norma, wiem tylko, ze norma jest, ze sie nie lubia te
              > dwa narody od setek i setek lat.

              No dobra ale...dlaczego ty mi to tlumaczysz?
            • maly.ksiaze Re: ciagle powracajacy temat wsrod emigrantow. 06.01.08, 06:41
              > No, chyba, ze to nie o moje pisanie chodzilo, to nie wtracam sie
              > miedzy wodke a zakaske.
              Nie o Twoje pisanie chodzilo. I, jak 'kielbie' nie mam pojecia, po co mi
              cokolwiek tlumaczysz.

              Pozdrawiam,

              mk.
    • luiza-w-ogrodzie Mnie ten temat ani nie powraca, ani nie... 05.01.08, 09:11
      ... odbija sie czkawka. Roznice kulturowe, plciowe, osobowosciowe
      byly, sa i beda co jest dla mnie oczywiste, wrecz ich oczekuje,
      inaczej swiat bylby nudny.

      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • zyta2003 Re: Mnie ten temat ani nie powraca, ani nie... 05.01.08, 14:11
        No i wlasnie o tym pisalam, ze te roznice ubarwiaja, przynajmniej
        moje, zycie. Ale chyba nie tylko moje. Ile filmow, ksiazek na ten
        temat powstalo. Zarowno w konwencji komediowej, czy powaznej, a
        takze dokumentalnej.

      • amaroola Re: Mnie ten temat ani nie powraca, ani nie... 06.01.08, 00:01
        przy tej okazji zapytam, Luizo, (sorry, pytanie z tych
        trywialnych;DD)czy Australijczycy, wsrod ktorych Ty sie obracasz,
        tez nie plucza naczyn po umyciu ich w detergencie??

        jest to chyba jedyna rzecz, ktora mnie tu wciaz drazni
        niepomiernie...choc teraz juz mniej, bo coraz wiecej zmywarek w
        domach....ale w pracy.. zdziebko mnie to wkurza
        • luiza-w-ogrodzie Re: Mnie ten temat ani nie powraca, ani nie... 06.01.08, 05:59
          amaroola napisała:

          > przy tej okazji zapytam, Luizo, (sorry, pytanie z tych
          > trywialnych;DD)czy Australijczycy, wsrod ktorych Ty sie obracasz,
          > tez nie plucza naczyn po umyciu ich w detergencie??

          > jest to chyba jedyna rzecz, ktora mnie tu wciaz drazni
          > niepomiernie...choc teraz juz mniej, bo coraz wiecej zmywarek w
          > domach....ale w pracy.. zdziebko mnie to wkurza

          Nie mam o tym pojecia. W firmowej kuchence nie ma naczyn
          powszechnego uzytku, kto chce, przynosi swoje i zazwyczaj sam je
          myje. W domach, ktore odwiedzam sa zmywarki, ale nie zdarzylo mi sie
          posmakowac detergentu z talerza czy szklanki :o)

          Luiza-w-Ogrodzie
          .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
          Australia-uzyteczne linki
          • kan_z_oz Re: Mnie ten temat ani nie powraca, ani nie... 06.01.08, 09:49
            Amaroola napisała;przy tej okazji zapytam, Luizo, (sorry, pytanie z
            tych
            trywialnych;DD)czy Australijczycy, wsrod ktorych Ty sie obracasz,
            tez nie plucza naczyn po umyciu ich w detergencie??

            jest to chyba jedyna rzecz, ktora mnie tu wciaz drazni
            niepomiernie...choc teraz juz mniej, bo coraz wiecej zmywarek w
            domach....ale w pracy.. zdziebko mnie to wkurza

            ODP: Nie do mnie pytanie ale akurat też mnie kiedyś zastanawiało,
            więc pozwolę sobie.
            Pilnuję aby moje naczynie było wypłukane, bo przysięgam, że czuję
            detergent na naczyniu gdy widzę to mycie.
            Nie przeszkadza mi natomiast, że ktoś tak myje i z takich naczyń
            konsumuje.

            Dodam tylko, że w procesie mycia i płukania 'normlanego' udało mi
            się zdegustować jakimś cudem detergent. Nie rekomenduję ale
            oświadczam, iż wciąż żyję...

            Kan
            • amaroola moje pytanie bylo naprawde z tych niewinnych .. 07.01.08, 04:21
              nie po to, by sie czepiac...

              zastanawialam sie jak nagminne jest to zjawisko
              wszak ani mnie to ziebi ani parzy, z jakich talerzy jedza ludzie w
              swoich domach - niech sobie jedza

              o co do obawy przed podtruciem: - gorsze rzeczy moga sie trafic niz
              detergent na talerzu ;)) wiec sie nie bojam :D

              ot, chce po prostu wiedziec, czy nieplukanie naczyn przez Auzzies
              jest powszechne, czy regionalne, ponadklasowe czy uzasadnione
              spolecznie - taka sobie (socjologiczna;))ciekawosc

              podejrzewam, ze wiem skad ten zwyczaj - bo teraz, to juz jestem
              przekonana na mur, ze jest to zwyczaj, taki sam jak np. szorowanie
              domow przez Niemki w kazda sobote:)

              ale na uspokojenie dodam, ze nie mam i nigdy nie mialam zamiaru
              odsadzac przez to Aussies od czci i wiary...

              a
              • kan_z_oz Re: moje pytanie bylo naprawde z tych niewinnych 09.01.08, 10:54
                amaroola napisała:

                > nie po to, by sie czepiac...
                >
                > zastanawialam sie jak nagminne jest to zjawisko
                > wszak ani mnie to ziebi ani parzy, z jakich talerzy jedza ludzie w
                > swoich domach - niech sobie jedza
                >
                > o co do obawy przed podtruciem: - gorsze rzeczy moga sie trafic
                niz
                > detergent na talerzu ;)) wiec sie nie bojam :D
                >
                > ot, chce po prostu wiedziec, czy nieplukanie naczyn przez Auzzies
                > jest powszechne, czy regionalne, ponadklasowe czy uzasadnione
                > spolecznie - taka sobie (socjologiczna;))ciekawosc
                >
                > podejrzewam, ze wiem skad ten zwyczaj - bo teraz, to juz jestem
                > przekonana na mur, ze jest to zwyczaj, taki sam jak np. szorowanie
                > domow przez Niemki w kazda sobote:)
                >
                > ale na uspokojenie dodam, ze nie mam i nigdy nie mialam zamiaru
                > odsadzac przez to Aussies od czci i wiary...
                >
                ODP: No co Ty? przecież odebrałam pytanie zupełnie niewinnie.
                Zwyczaj mycia zaobserwowany w kantorku nauczycielskim WF.
                Z tegoż kantora - jak wiesz nory najgorszej zarazy, to najgorszy był
                zapach wierzonych w przerwie nóg. Zmienianych przemoczonych skarpet
                i butów.
                Do tego, zostawiana notorycznie niedopita herbata w kubkach(dzwonek
                zawsze zaskakiwał), która 'kwitła' po kilku dniach. Też nie miałam
                żadnych sensacji!
                Hehehhe.

                Kan
                • amaroola Re: moje pytanie bylo naprawde z tych niewinnych 09.01.08, 11:33
                  > ODP: No co Ty? przecież odebrałam pytanie zupełnie niewinnie.
                  > Zwyczaj mycia zaobserwowany w kantorku nauczycielskim WF.

                  ja siem tam z WF-istami nie zadaje ;DD - "jezykowcem" jestem (albo
                  raczej onie ze mna) -Wiedsz chyba Kanie, jakie sa priorytety w
                  australijskich szkolach ;)

                  Dlaczego juz nie pracujesz w szkole? - jako WF-ista nalezalas chyba
                  do nauczycielskiej 'elity' ...?? :D

                  co do pytania, wiem ze Ty je odebralas niewinnie, nie jestem jednak
                  pewna czy Luizy odpowiedz nie byla troche 'defensive' :) ale to moze
                  tylko takie moje wrazenie
                  • kan_z_oz Re: moje pytanie bylo naprawde z tych niewinnych 11.01.08, 02:00
                    amaroola napisała:
                    > ja siem tam z WF-istami nie zadaje ;DD - "jezykowcem" jestem (albo
                    > raczej onie ze mna) -Wiedsz chyba Kanie, jakie sa priorytety w
                    > australijskich szkolach ;)
                    >
                    > Dlaczego juz nie pracujesz w szkole? - jako WF-ista nalezalas
                    chyba
                    > do nauczycielskiej 'elity' ...?? :D

                    ODP: Elity? elity w oczach reszty ciała, pochwał na apelu - tak,
                    tego zawsze było sporo. Oprócz tego, WF nie odróżniał się od reszty.

                    Dlaczego zrezygnowałam; było kilka powodów.
                    1. Praca na zewnątrz, czyli w słońcu australijskim - jak długo
                    można, bez poważniejszych konsekwencji???

                    2. Załamanie systemu wartości. Moje własne rozterki na temat; na ile
                    będąc częścią tego dosyć nieudolnie pracującego systemu czyli
                    popierając go, robię szkodę sama sobie oraz młodzieży.?
                    W mojej percepcji biurokratyzowanie szkoły na potrzeby depertamentu
                    zaczęło w znaczący sposób wpływać na wolność nauczycieli, ich
                    kreatywność. Zaczęło mi to przypominać taśmę w fabryce, gdzie na
                    konieć miał z foremki wypaść 'produkt'. Odpady, czyli dzieciaki
                    niedostosowane miałam więc upychać na siłę i tutaj pękło...nie
                    mogłam.

                    3. Zrobiono mnie 'organizatorem sportu', czyli etlita szkoły i WF
                    całkowita. Naprawdę, to nie chciałam tej funkcji ale i tak mi ją
                    powierzono - więc wypchnęło mnie jeszcze bardziej poza.

                    4. Dostałam piłką tenisową w głowę,(celny strzał - minus w jednym
                    oku, plus w drugim na czas nieokreślony) heheh - omen, znak z nieba.
                    Hurrrra, po tym już nie miałam żadnych wątpliwości co robić.

                    Kan


    • maria421 Re: ciagle powracajacy temat wsrod emigrantow. 07.01.08, 12:02
      Roznice kulturowe to ciagly temat nowych imigrantow. Starzy juz ich po prostu
      nie dostrzegaja.
      • lucja7 fetor kuchenny w miejscu pracy oraz imigranci 07.01.08, 17:05
        Przy okazji czytania wypowiedzi na temat plukania albo nieplukania
        detergentami naczyn odkrylam, ku mojemu zdumieniu, ze istnieja w
        Australii kuchenki firmowe.

        Dlaczeo zaskoczenie?

        Gdy bylam mala, moj wujo zabieral mnie z soba od czasu do czasu do
        swojej pracy do Wwskiego Biura Projektow na Krolewskiej, naprzeciwko
        Ogrodu Saskiego. I tam, w kazdej praktycznie sali (mieszczacej kilka
        osob) poustawiane byly po katach kuchenki elektryczne na ktorych bez
        przerwy ktos pitrasil jakies kielbasy albo jajecznice i inne kawy.
        Nadawalo to swoisty i niezapomniany fetor temu ludowemu pejzazowi
        pracy. Pamietam ze wujo pracowal wtedy nad projektem warszawskiej
        szkoly muzycznej ktory pamietam mniej niz kuchenne zapachy.
        W stolowce ktora byla usytuowana na parterze mozna bylo natomiast
        zjesc obiad zlozony z zupy (pomidorowa z ryzem, hehehe) oraz rowniez
        kielbasy, oraz ogromnego kawska z ciastkami, ale to juz co innego.

        I myslalam ze te kuchenki do pichcenia postawione chwiejnie na
        kupach papieru to obraz nierozerwalnie zlaczony z miejscem pracy
        PRL, bo nigdy i nigdzie juz czegos takiego (nawet podobnego) nie
        widzialam :-)))

        Notuje tez, rowniez z zaskoczeniem, ze Maria (stara imigrantka) nie
        dostrzega juz roznic kulturowych miedzy imigrantami z Turcji
        zyjacymi w Niemczech, oraz ich niemieckimi sasiadami, autochtonami,
        gdyz pisze:

        "Roznice kulturowe to ciagly temat nowych imigrantow. Starzy juz ich
        po prostu nie dostrzegaja."

        W pierwszym momencie pomyslalam ze to dobrze, zrobilo mi sie nawet
        cieplej na duszy, ale po zastanowieniu mysle ze jest to po prostu
        zobojetnienie. Niedobrze, powiedzialam sobie;-)))
        • amaroola Re: fetor kuchenny w miejscu pracy oraz imigranci 08.01.08, 00:31
          Lucjo,
          nie bede sie rozwodzic nad zabawnym tonem twego postu i meandrami
          Twojej wyobrazni :)

          wole uspokoic Twoje estetyczne rozterki owocujace przerazajacymi
          wizjami rozwalajacych sie australijskich kuchenek i smrodu kielbasy
          z kapusta tu i teraz

          chyba sie domyslam, co probujesz zasugerowac - w wielkim swiecie
          chadza sie na 'lancze' do bajecznie przytulnych kawiarenek i
          restauracji... a tu k.. w tej Australi... no patrzcie wciaz za
          Murzynami

          otoz i as a matter of factly:

          1.pracuje w duzej szkole - 1200 uczniow, 80-ciu nauczycieli,
          zajmujacej teren kilku hektarow - wychodzenie na lancz to prawie
          wyprawa, i nie wystarczy na to godzina, a 2 przerwy trwaja tylko po
          45 minut

          2. mamy tzw kantyne, gdzie mozna kupic pizze, kanapki, salatki
          napoje itd - to dobre od czasu do czasu, ale jak kazde zywienie
          zbiorowe nie jest najwyzszych lotow, szybko sie znudzi

          3. kuchenka obok naszego pokoju nauczycieskiego (do pracy),
          przeznaczona dla 6-ciu osob to: lodowka, mikrofalowka, szafka na
          naczynia, naczynia i sztucce,czajnik, zlewozmywak, i terzeczy (w
          mniejszych szkolach maja jedna taka kuchnie dla calego'grona' i
          zmywarke do naczyn)
          Jest takich kuchenek ponad 10 w naszej szkole

          4. Co nam to daje? wygode przynoszenia wlasnego sniadania bez
          koniecznosci jedzenia go z plastikowych slicznych pudeleczek,
          nieograniczanie sie do lokalnego jedzenia, ktore poza wielkimi
          osrodkami miejskimi jest raczej kiepskie


          ot mam nadziele ze ten krotki zarys z dziedziny socjalnych
          udogodnien pracowniczych uspokoi Twoje, Lucjo, skolatane nerwy i
          oszczedzi ci koszmarow sennych


          • zyta2003 Re: fetor kuchenny w miejscu pracy oraz imigranci 08.01.08, 02:03
            Jezeli Mario do zderzenia kulturowego ma sie jeden narod, zreszta z
            tej samego kregu cywilizacyjnego, czy nawet kilka to rzeczywiscie
            obraz po jakims czasie moze sie znudzic. Ale w Ameryce, a
            przynajmniej w NY mowi sie w domach w przeszlo 150 jezykach, a
            samych parad etnicznych jest kilkadziesiat. Przybywaja nowe, wiec
            trudno to ogarnac. Stad moje ciagle od nowa zaskoczenia i
            zainteresowania.
            Chociazby moj ziec nie wywodzacy sie z kregow kultury europejskiej
            jest wielce interesujacym "odkryciem", zwlaszcza, ze ma
            inteligentna, wyksztalcona rodzine, ktora pamieta o swoich
            korzeniach. Ciekawe jest nie tylko, co jedza, ale jak traktuja
            zwiazki rodzinne, co szanuja, i jak oni oceniaja innych....
            A moj najstarszy wnuk, ktory juz drugi rok jak wtopil sie w
            srodowisko koreanskie. Bo takich kolegow poznal w nowej szkole i z
            nimi odbywa daleka trase i z nimi ma wspolne zainteresowania (akurat
            nieazjatyckie), nawet na zebraniu Klubu Koreranczykow w szkole
            zostal wybrany Koreanczykiem Roku. Obserwuje tych chlopcow,
            dowiaduje sie od niego i jego matki wiele rzeczy o Koreanczykach i
            ich historii, nawet obejrzalam jakis serial koreanski, przeprosty,
            ale chcialam poczuc ten "smak". (Z tekstem angielskim oczywiscie.)
            Takich przykladow spotkan z "innymi" moge przytaczac w
            nieskonczonosc i nigdy nie nastapi taki moment, ze mnie to znudzi.
            Ale oczywiscie nie kazdy musi sie tym fascynowac.
            • maria421 Re: fetor kuchenny w miejscu pracy oraz imigranci 08.01.08, 08:34
              Zyta, z pewnoscia latwosc integrowania sie z kultura kraju imigracji zalezy od
              tego na ile ta kultura jest bliska naszej wlasnej.
              Sytuacja jaka opisujesz- czyli ziec pochodzacy spoza kultury europejskiej
              moglaby Ci sie przydarzyc rowniez w Polsce, a sytuacja gdzie wnuk jest w szkole
              w ktorej uczniowie mowia w kilkunastu jezykach moze sie latwo zdarzyc w kazdym
              kraju starej UE.
              Imigrant jednak musi sie integrowac do "kultury przewodniej" nowego kraju, a
              taka istnieje rowniez w USA.
          • lucja7 Re: fetor kuchenny w miejscu pracy oraz imigranci 09.01.08, 10:21
            Amaroola, pisalam jedynie o moich dziecinnych skojarzeniach
            zwiazanych z kuchnia w miejscu pracy, nie majac zamiaru nic
            sugerowac :-)
            A co dopiero jakies tam "bajecznie przytulne kawiarenki".....albo
            inne "wielkie swiaty", czy Australie.
            Odrzucam wiec zarzuty o pretensjonalnosc i mowie ze rzeczywiscie
            kultura walowy pracowniczej we Francji nie istnieje, albo badzmy
            maniakalnie precyzyjni i powiedzmy ze jest bardzo marginesowa.
            I gdybys zobaczyla pelne restauracje, te banalne, tanie, codziennie
            wypelniajace sie w poludnie "ludzmi swiata pracy", gdzie sie je
            salceson, stek i frytki, polewane tanim winem, zrozumialabys o czym
            ewentualnie moglam powiedziec. Po prostu nie je sie w pracy, a idzie
            sie na obiad i to wsio.
            A kantyny istnieja rowniez, ale jedynie w duzych firmach, szkolach,
            szpitalach, itd, gdzie jesz...obiad.

            "Proletariusze wszystkich krajow, wybaczcie mi", powiedzial Marks:
            ostatni dowcip jaki slyszalam wczoraj, przy obiedzie zreszta.
            • amaroola Re: fetor kuchenny w miejscu pracy oraz imigranci 09.01.08, 11:15
              OK, moze i nie sugerowalas, tego czego mowisz ze nie sugerowalas :)

              ja nie zarzucalam Ci pretensjonalnosci - jedynie uogolnianie i
              wyciaganie przedwczesnych wnioskow o australijskiej kulturze
              pracownichych obiadow (lanczow)

              specyfika mojej pracy nie pozwala mi na zerwanie z wlowkowa kultura
              poza kilkoma dniami w kazdym semestrze, gdy mozna zjesc dosc
              eleganckie obiady przygotowywane przez 'hospitality' students, lub w
              dni wolne od nauczania kirdy mozna z kolegami wyjsc na miasto


              zreszta w moim przypadku kultura walowkowa jest raczej ucieczka od
              knajpowego zywienia, ktore poza Sydney, Melbourne i paru innymi
              osrodkami opanowanymi przez IMMIGRANCKA KULTURE KULINARNA jest ze
              sie tak wyraze DO D.U.P.Y...

              no coz nie przychylam sie do mariowego paradygmatu, ze trzeba sie
              przystosowac do dominujacej kultury, bo musialabym wcinac na okraglo
              steak and kidney pie, zupe z dyni, fish and chips albo KFC, MC Dona,
              i pare innych Pizza Hutow

              tak wiec z przyjemnoscia zabieram z soba do roboty walowe skladajaca
              sie z dobrego zdomowego jedzenia - tajskich salatek, dobrych curry,
              a innym pozostawiam lokalne "super duper tryndy" knajpy w stylu
              Coffee Club - gdzie jada caly lokalny high lifowy swiat - zrac
              kiepskie, niesmaczne ale 'ponazywane' zarcie za potrojna cene

              no coz, z prowincji jestem

              ale nawet gdybym w metropoliach mieszkala, to znalezienie dobrej
              knajpy byloby dla mnie wyzwaniem nie lada, bo nie lubie kulinarnego
              bullshitu, lubie zarcie azjatyckie ale nie podrabiane pod lokalny
              gust, miejscowa 'dominujaca' kultura kulinarna (niemodyfikowana
              przez imigranckie trendy) jest, za przeproszeniem, marna wersja
              kuchni angielskiej (na boga czyz moze byc cos gorszego) ...zatem
              chwale sobie moje walowy nie tylko ze wzgledu na niemozliwosc
              wyskoczenia na lunch do knajpy

              ot taki kulturowy rys australijskiej rzeczywistosci knajpowo
              kulinarnej z punktu widzenia prowincjonalnej nauczycielki, ktora nie
              podporzadkuje sie za boga 'dominujacej kulturze' - raczej wroci do
              kraju :)
              • maria421 Re: fetor kuchenny w miejscu pracy oraz imigranci 09.01.08, 11:39
                amaroola napisała:


                > no coz nie przychylam sie do mariowego paradygmatu, ze trzeba sie
                > przystosowac do dominujacej kultury, bo musialabym wcinac na okraglo
                > steak and kidney pie, zupe z dyni, fish and chips albo KFC, MC Dona,
                > i pare innych Pizza Hutow


                Kuchnia to tez kultura, ale kultura to nie tylko kuchnia :-)
                • amaroola Re: fetor kuchenny w miejscu pracy oraz imigranci 09.01.08, 12:10
                  > Kuchnia to tez kultura, ale kultura to nie tylko kuchnia :-)

                  jasne, zgadzam sie w zupelnosci

                  zakladam tez, ze nie mowimy tu o kulurze tzw. 'wyzszej'
                  (literatura,sztuka, muzyka itd) , bo do niej sie przystosowac nie
                  mozna, mozna ja jedynie konsumowac (albo tworzyc - ale w koncu nie
                  kazdy jest, czy chce byc Josephem Conradem i jescze: istota
                  tworczosci jest (....) ...itd itp zdecydowanie nie
                  podporzadkowywanie sie )

                  a zatem wracajac do obszarow kultury do ktorych immigranci powinni
                  sie przystosowac: gdyby moi poprzednicy tak uwazali to nie bylo by
                  tzw. Soccer (fussball) w Australii, wiekszosc populacji polowalaby
                  na krokodyle lub grala w 'bowling' w samo poludnie w najgorsze
                  upaly, lub po 40-tce w bingo. Organizowane by tez byly 'bale
                  debiutantek' oraz gdybym ja chciala zorganizowac BBQ (grilla)dla
                  znajomych musialabym oczekiwac od nich by koniecznie
                  przyniesli 'plate' (czyli skladkowe danie). Musialabym tez pogodzic
                  sie z faktem, ze przynosza swoje drinki i bron boze nie oferowac im
                  wlasnych, bo moge sie spotkac z podejrzeniem, ze ' co ja bede musial
                  (a) za ten drink zrobic...

                  nie mowie tutraj o kulturze wielkich miast, lecz raczej
                  australijskiej prowincji

                  z drugiej zas strony, ciesze, ze nikt mnie nie pyta, czym katolik,
                  muzulmanin, czy buddysta, i nawet gdybym byla sprzataczka toalet to
                  traktowana bylabym na codzien z taka sama (powierzchowna, ale
                  zawsze) uprzejmoscia jak profesor uniwersytecki lub dyrektor banku.

                  ta druga czesc dominujacej kultury odpowiada moim osobistym
                  przekonaniom wiec przystosuje sie do niej ... ale nie uwazam
                  ze "musze' przystosowac sie do dominujacej kultury, tylko dlatego ze
                  jest dominujaca.


                  zreszta, jest to temat rzeka
                  • maria421 Re: fetor kuchenny w miejscu pracy oraz imigranci 09.01.08, 13:17
                    amaroola napisała:

                    > ta druga czesc dominujacej kultury odpowiada moim osobistym
                    > przekonaniom wiec przystosuje sie do niej ... ale nie uwazam
                    > ze "musze' przystosowac sie do dominujacej kultury, tylko dlatego ze
                    > jest dominujaca.

                    Zgadzam sie ze imigrant powinien najpierw zadac sobie pytanie czy mu
                    "dominujaca kultura" odpowiada czy nie i od tego uzaleznic decyzje pozostania na
                    stale w danym kraju.
                    Jezeli zdecyduje , czyli jezeli powie A, to powinien tez powiedziec B i
                    przystosowac sie do "dominujacej kultury" ktora sklada sie z o wiele bardziej
                    istotnych spraw niz kuchnia, moda, czy regionalny sport, bo jest to jakis system
                    wartosci, tradycji i norm moralnych panujacych w spoleczenstwie, jest to
                    porzadek spoleczny panstwa, jego prawa itd.

                    >
                    > zreszta, jest to temat rzeka

                    oczywiscie.
                    • amaroola Re: fetor kuchenny w miejscu pracy oraz imigranci 09.01.08, 13:37
                      > Jezeli zdecyduje , czyli jezeli powie A, to powinien tez
                      powiedziec B i
                      > przystosowac sie do "dominujacej kultury" ktora sklada sie z o
                      wiele bardziej
                      > istotnych spraw niz kuchnia, moda, czy regionalny sport, bo jest
                      to jakis syste
                      > m
                      > wartosci, tradycji i norm moralnych panujacych w spoleczenstwie,
                      jest to
                      > porzadek spoleczny panstwa, jego prawa itd.

                      czy to znazczy, ze mam wieszac skarpetke na kominku w pierwszy dzien
                      swiat, nie jesc karpia w wigilie, spiewac christmas carols zamiast
                      koled, przejsc z katolicyzmu na anglikanizm czy jeszcze moze cos
                      innego?

                      czy mam tez zakceptowac poczucie humoru polegajace na bekaniu po
                      piwie i 'pierdzeniu' w towarzystwie jako cos do zrywania bokow, czy
                      tez, jesli mi to nie odpowiada powinnam wrocic do PL?

                      doprawdy nie wiem o jakie aspekty w dominujacych kulturach
                      panstw'emigranckich' moze tu chodzic?

                      obracam sie w przeroznych kregach emigranckich i od wlochow, przez
                      Indyjczykow, po Niemcow kazda z tych grup czegfos tu nie akceptuje
                      i przybywa do australii ze swoimi nawykami kulturowymi i jakos nie
                      zauwazylam by chcieli to zmnieniac

                      wiec w jakich to dziedzinach , mario, mamy sie, my, emigranci
                      przystosowac do dominujacej kultury?

                      i wlasciwie, czy tylko zaakceptowac, czy tez przystosowac i jak
                      dalece, czy moze zasymilowac...

                      jakos zupelnie nie rozumiem o czym mowisz?

                      Czy mamy tez prawo do swojej tozsamosci kulturowej/narodowej, czy
                      tez nie??
                      musze przyznac, ze prezentujesz tu koncept zupelnie dla mnie nie do
                      zaakceptowania, ale chetnie uslysze o jake to aspekty kultury
                      (wlasne,ktore mamy odrzucic, i zastane, ktore mamy przejac) chodzi?
                      • maria421 Re: fetor kuchenny w miejscu pracy oraz imigranci 09.01.08, 14:05
                        To jeszcze raz, postaram sie wyrazniej.

                        Napisalam ze kultura to tez:

                        " jakis system wartosci, tradycji i norm moralnych panujacych w spoleczenstwie,
                        jest to porzadek spoleczny panstwa, jego prawa itd."

                        Imigrant swoje obserwacje dotyczace roznic kulturowych czesto zaweza do zwyklych
                        obyczajow towarzysko- obyczajowych nie zadajac sobie pytania nad wazniejszymi
                        sprawami takimi jak te, ktore wyzej wymienilam.
                        To z pewnoscia zalezy od tego skad, dokad, kiedy i w jakim celu emigrant
                        wyemigrowal. Ludzie ktorzy emigruja teraz z Polski do Irlandii w celach
                        ekonomicznych to nie to samo co dawna emigracja ktora wyjezdzala z komunizmu do
                        Wolnego Swiata
                        To nie to samo co emigracja na tle politycznym.

                        My tu wszyscy piszemy z kregu zachodniej cywilizacji, ktora opiera sie na tych
                        samych wartosciach jakimi sa indywidulana wolnosc czlowieka, poszanowanie jego
                        godnosci, rownouprawnienie , demokracja itd- ciekawe byloby posluchac kogos, kto
                        wyemigrowal do Chin, Japonii czy do Iranu...
                        • zyta2003 Re: fetor kuchenny w miejscu pracy oraz imigranci 10.01.08, 06:26
                          Jak zawsze zarysowuje sie roznica miedzy Europejczykami, a "reszta
                          swiata". Ta reszta jest po prostu bardziej otwarta na inne
                          spolecznosci, lub - bardziej obojetna. Mniej ocenia, ja obserwuje,
                          ale inni zapewne tego nie robia tak namietnie. Ta "reszta swiata"
                          nie zastanawia sie kto do kogo i czego powinien sie dostosowac i
                          czy chodzi o roznice kulturowe z wyzszej, czy nizszej polki. Roznice
                          norm moralnych nie sa tak wielkie w spoleczenstwach otwartych, nie
                          przeceniajmy judeo - chrzescijanskich korzeni, bo chyba o to
                          chodzilo? PO prostu wszystko jakos samo sie uklada, raz lepiej raz
                          gorzej. I nikt nikogo nie zmusza do wtapiania sie, kiedy to nie
                          przeszkadza innym. "Samo sie stopi", na ile bedzie chcialo, albo i
                          nie stopi - i tez dobrze. W czym problem? Klasycznym przykladem sa
                          slynne chusty, ani w USA, ani zapewne w Australii, czy Kanadzie nie
                          stanowi to zadnego problemu, nie ma zadnych ukazow. Nos - nie nos w
                          szkole, pracy, milicji. Ale gdyby np. otworzyl mi sie pod nosem
                          chinski sklep z owocami morza to mialabym "ale", ale sie nie
                          otworzy, nie wiem na ile z niepisanych zasad wspolzycia, a na ile z
                          przepisow pisanych. Otworzy sie w Chinatown, a u mnie owszem jest
                          duzy supermarket chinski, gdzie jedna alejka ma tablice: zywnosc
                          polska i japonska. I przysiegam, ze nie gryza sie ze soba te towary,
                          a rozne landrynki i herbatniczki japonskie, to omal jedyne czym moge
                          jeszcze "zaskoczyc" w Polsce. Z polskiej strony alejki najlepiej
                          lubie dzemy firmy Materna.
                          • maria421 Re: fetor kuchenny w miejscu pracy oraz imigranci 10.01.08, 18:04
                            Zyta, roznice kulturowe to naprawde cos wiecej niz kuchnia i sklepy chinskie,
                            polskie czy tureckie.
                            To podejscie np. do tego jak kto rozumie wolnosci obywatelskie- to co w USA jest
                            czy do niedawna bylo uwazane za podstawe wolnosci obywatelskiej, np. brak
                            obowiazku meldunkowego, brak dowodu osobistego, latwy dostep do broni, pojecie
                            "nation", jest przez Europejczykow inaczej widziane. Amerykanin moze w Europie
                            czuc sie ograniczony w swej wolnosci z powodu pozwolenia na bron, Europejczyk
                            moze sie czuc ograniczony z powodu niemozliwosci kapieli topless, czy
                            zamowienia piwa w barze w wieku lat 18.

                            Itd. Itp.

                            Nie przeceniaj tez "reszty swiata" w jej otwartosci na inne kultury, bo tu
                            moznaby znalezc mase przykladow zaprzeczajacych tej tezie.
                            • lucja7 Re: fetor kuchenny w miejscu pracy oraz imigranci 11.01.08, 10:57
                              Integracja jest wielkim slowem, ale czym ona sie dokladnie wyraza?
                              Czy np imigrant posiadajacy konto w banku, wysylajacy dziecko do
                              szkoly i mieszkajacy wsrod autochtonow i nie robiacy halasu moze byc
                              uznany za pozytywny przyklad integracji? Czy to wystarczy?
                              Czy imigrant z Wietnamu gotujacy u siebie pachnace "inaczej" dania
                              wietnamskie w paryskim domu, czy pakistanczyk w londynskim, nie
                              sa "zintegrowani"? Czy trzepiacy na ulicy nowojorskiej bezdomny
                              autochton jest "zintegrowany"? itd, itd........

                              Czy zeby byc uznanym za "zintegrowanego" musze sie pozbyc mojej
                              osobowosci i innej kultury? zupelnie? troche? mniej? wiecej? ile?
                              A moze nie musze?

                              Spojrzmy na taki przyklad:
                              Zydzi mieszkajacy w malym miasteczku polsko-ukrainskim, galicyjskim,
                              byli znakomicie "zintegrowani" w Austro-wegrach Franciszka Jozefa do
                              pierwszej wojny, juz mniej, w tym samym miasteczku polskim, ale z
                              tymi samymi sasiadami do roku 39go, jeszcze mniej w radzieckim do
                              41go, a w niemieckim, miedzy 41 a 43 zostali wrzuceni do wspolnej
                              fosy i zakopani, albo wywiezieni do Belzca. Mieszkajac ciagle obok
                              tych samych sasiadow i bedac ciagle tymi samymi handlarzami.

                              Jakie sa wiec limity integracji?

                              Nie wierze w zadne integracje i inne bajki tego typu.
                              I to wszedzie, niezaleznie od granic geograficznych.
                              A stwierdzenie ze u mnie nie ma problemu, a u ciebie jest, jest
                              niepowazne i dziecinne.
                              • amaroola Re: fetor kuchenny w miejscu pracy oraz imigranci 11.01.08, 11:12
                                > Spojrzmy na taki przyklad:
                                > Zydzi mieszkajacy w malym miasteczku polsko-ukrainskim,
                                galicyjskim,
                                > byli znakomicie "zintegrowani" w Austro-wegrach Franciszka Jozefa
                                do
                                > pierwszej wojny, juz mniej, w tym samym miasteczku polskim, ale z
                                > tymi samymi sasiadami do roku 39go, jeszcze mniej w radzieckim do
                                > 41go, a w niemieckim, miedzy 41 a 43 zostali wrzuceni do wspolnej
                                > fosy i zakopani, albo wywiezieni do Belzca. Mieszkajac ciagle obok
                                > tych samych sasiadow i bedac ciagle tymi samymi handlarzami.

                                a Indusi w Australii w ciagu ostatnich paru tygodni sa PRAWIE
                                opluwani na ulicach wzrokiem (dirty looks) a to wszystko z powodu
                                Wojny Krykietowej :)

                                a wydawalo sie juz, ze sa tak zintegrowani, ba, zassymilowani, jak
                                to Indusi ;) - jeden przegrany mecz, jeden wygrany, jeden glupi
                                sedzia i wszystko sie wali :)
                                >
                                • kan_z_oz Re: fetor kuchenny w miejscu pracy oraz imigranci 14.01.08, 07:43
                                  amaroola napisała:
                                  > a Indusi w Australii w ciagu ostatnich paru tygodni sa PRAWIE
                                  > opluwani na ulicach wzrokiem (dirty looks) a to wszystko z powodu
                                  > Wojny Krykietowej :)
                                  >
                                  > a wydawalo sie juz, ze sa tak zintegrowani, ba, zassymilowani, jak
                                  > to Indusi ;) - jeden przegrany mecz, jeden wygrany, jeden glupi
                                  > sedzia i wszystko sie wali :)

                                  ODP: Jedną rzeczą jaką nauczyłam się w życiu - przestałam na
                                  podstawie domysłów własnych projektować dlaczego ktoś patrzy na mnie
                                  krzywo.

                                  Jeśli patrzy, to jego problem a powód może być tak lakoniczny jak
                                  bolący wrzód na pupie, powodujący stałe wykrzywienie i
                                  niezadowolenie z życia.
                                  Uogólnienie więc, że wzrokowo ktoś jest opluwany na ulicy jest
                                  prawdziwe - tak założyłaś.

                                  Kan
                            • amaroola Re: fetor kuchenny w miejscu pracy oraz imigranci 11.01.08, 11:25
                              mario, w naiwnosci swojej zalozylam, ze wiekszosc immigrantow w tym
                              ja sama, te podstawowe kulturowe prerogatywy kraju emigracji
                              akceptuja, podporzadkowuja sie im czasami okazujac sie bardziej
                              papieskimi od papieza

                              (nie mowie tu o nielegalnyc , bo to zupelnie inny problem)

                              roznice kulturowe, ktore wyplywaja po jakims czasie, to wlasnie
                              roznice obyczajowe, to one wystawiaja na probe nasza ludzka
                              tolerancje

                              sa one kontestowane po obu stronach, tak przyjezdnych jak i "locals"
                              powody tego moga byc rozne - np przegrany/wygrany mecz w krykieta ;))


                              co do otwartosci na inna kulture - zdarza sie jedynie wsrod ludzi,
                              ktorzy swoja kulture waza sobie lekce..;))

                              • maria421 Re: fetor kuchenny w miejscu pracy oraz imigranci 11.01.08, 11:50
                                amaroola napisała:

                                > mario, w naiwnosci swojej zalozylam, ze wiekszosc immigrantow w tym
                                > ja sama, te podstawowe kulturowe prerogatywy kraju emigracji
                                > akceptuja, podporzadkowuja sie im czasami okazujac sie bardziej
                                > papieskimi od papieza

                                Gdyby tak bylo, nie mielibysmy dzisiaj debat na temat "nieudanej imigracji" w
                                Niemczech i w innych europejskiech krajach.
                                • amaroola Re: fetor kuchenny w miejscu pracy oraz imigranci 11.01.08, 11:58
                                  > Gdyby tak bylo, nie mielibysmy dzisiaj debat na temat "nieudanej
                                  imigracji" w
                                  > Niemczech i w innych europejskiech krajach.

                                  nieudana immigracja, to glownie niemoznosc przystoswoania sie do
                                  nowych warunkow wyplywajaca z uwarunkowac osobowosciowych, moim
                                  zdaniem

                                  na tym wg mnie syndrom nieudanej immigracji polega - wiem o czym
                                  mowie ;))


                                  • lucja7 Re: fetor kuchenny w miejscu pracy oraz imigranci 11.01.08, 13:34
                                    Pojecie "nieudanej imigracji" jest uzywany przez manipulujacych
                                    autochtonow chcacych utrzymac odpowiedni dystans wobec spolecznosci
                                    imigranckich w celu ich dominowania oraz jako towar i argument
                                    wyborczy (w wypadku politykow). Dlaczego ci sami nie mowia np
                                    o "nieudanym zyciu"?, bez wskazywania adresu?
                                    Dlatego ze obecnosc kozla ofiarnego, latwego i potulnego
                                    pomaga "rozwiazac" wiele problemow wewnetrznych i mydlic oczy
                                    glupcom.
                                  • maria421 Re: fetor kuchenny w miejscu pracy oraz imigranci 11.01.08, 14:02
                                    amaroola napisała:

                                    > nieudana immigracja, to glownie niemoznosc przystoswoania sie do
                                    > nowych warunkow wyplywajaca z uwarunkowac osobowosciowych, moim
                                    > zdaniem
                                    > na tym wg mnie syndrom nieudanej immigracji polega - wiem o czym
                                    > mowie ;))

                                    Jest na ten temat kilka teorii. Na przyklad polityczna lewica, chociaz przyznaje
                                    ze "multi-kulti" sie nie sprawdzilo, nadal twierdzi ze to panstwo powinno zadbac
                                    o integracje, ze jezeli imigrant sie nie integruje to panstwo zawilnilo i
                                    powinno bardziej dopiescic imigranta.
                                    Przedwczoraj w niemieckiej TV panstwowej byl program nt. przestepczosci mlodych
                                    imigrantow. Temat bardzo aktualny po tym, jak niemiecki emeryt zostal ciezko
                                    skopany przez dwoch mlodziencow- Turka i Greka za to, ze im zwrocil uwage zeby
                                    nie palili w metrze. Owi mlodziankowie, pomimo mlodego wieku mieli juz na swoim
                                    koncie kilkadziesiat(!) roznych spraw za rozboj, pobicie itd.

                                    Wsrod zaposzonych do studia gosci (m.inn. pani minister sprawiedliwosci (SPD) i
                                    jednego posla Zielonych, Turka z pochodzenia), byl tez mlody turecki imigrant,
                                    ktory wlasnie postanowil porzucic przemoc i zajac sie czyms bardziej sensownym.
                                    Zapytano go: "Co panstwo niemieckie moglo bylo lepiej zrobic dla ciebie".
                                    Odpowiedzial "Wlasciwie nic, tu jest wystarczajaco duzo mozliwosci, nalezy je
                                    tylko samemu poszukac". Na co Zielony poslel szeptem do pani minister spraw
                                    wewnetrznych. "Czy on nie byl przygotowany?" na co ona "Oczywiscie!".
                                    Pomimo ze ta wymiana zdan odbyla sie szeptem, to i tak zostala zarejestrowana i
                                    zrobil sie wielki skandal w Niemczech ze politycy manipuluja dla swych wlasnych
                                    celow...
                                    Co z tego wyjdzie, nie wiadomo. Nie sadze jednak aby pani minister czy Zielony
                                    posel wyciagneli z tego konsekwencje i podali sie do dymisji.

                                    Zdolnosc do integracji jest uzalezniona od wielu czynnikow- od osobowosci, od
                                    kultury kraju pochodzenia, od rodziny, od panstwa do ktorego sie imigruje.
                                    Imigrant integrujac sie nie musi wcale stawac sie taki sam, jak rdzenna ludnosc
                                    kraju do ktorego przybyl, nikt mu nie kaze porzucac wlasnych tradycji jezeli
                                    tylko te nie wykraczaja przeciw panujacym w kraju imigracji prawom. Musi sobie
                                    jednak zawsze zdawac sprawe z tego gdzie jest i jakie zwyczaje tu panowaly zanim
                                    on sie tu pojawil.
                                    • zyta2003 Re: fetor kuchenny w miejscu pracy oraz imigranci 12.01.08, 02:24
                                      I tu jest roznica podejscia do imgrantow. Informacja skad byli owi
                                      bandyci, i czy wogole by sie pojawila, bylaby w Stanach jako
                                      ostatnia, albo tez wogole by jej nie bylo. Tu byliby tylko mlodymi
                                      bandziorami bez etykietki pochodzenia. Ogladam duzo programow
                                      publicystycznych i nigdy nie bylo o przestepczosci wsrod
                                      jakichkolwiek imigrantow. To bardzo daleki plan problemow
                                      spolecznych, pierwszy plan imigrancki to od lat legalizacja 12mil.
                                      nielegalnych, ktorym nielegalnosc wielce utrudnia zycie w kraju,
                                      gdzie sie juz zadomowili, pozenili, porodzili - jak to ugryzc.
                                      Natomiast problem przestepczosci, wynikajacej tez z braku
                                      peryspektyw i niecheci wyrwania sie z inner city, jest z wsrod
                                      czarnych, rodowitych Amerykanow. To o tym sie mowi.
                                      Uwazam jak Lucja, ze okreslenie "nieudana imigracja" jest
                                      nieuczciwe. W Ameryce tylko slyszy sie przyklady - udanej. Jak to
                                      grupy etniczne awansuja, dobrze pracuja, bogaca sie szybciej niz
                                      rdzenni Amerykanie, mniej oglaszaja bankructw, o pedzie do nauki juz
                                      nie wspominajac. Bo na emigracje jednak udaja sie ludzie bardziej
                                      odwazni, zdeterminowani, to wlasnie z takich powstalo panstwo USA,
                                      czy sie nam podoba obecna Ameryka, czy nie.
                                      Rodowity mieszkaniec, ktory mieszka na ulicy jest po prostu
                                      nieprzystosowany, czy mial pecha, a emigrant, po prostu ma nieudana
                                      emigracje?
                                      Zawsze mowimy tutaj o tych setkach tysiecy Polakow (i nie tylko),
                                      ktorzy przyjechali do USA, gluchoniemi i analfabeci (bo bez jezyka),
                                      czesto bez papierow i naprawde niewielki % jest "nieudana
                                      emigracja." Glownie za sprawa alkoholu, ktory to nawyk przywiozl
                                      juz ze soba ten nieudany emigrant.
                                      • maria421 Re: fetor kuchenny w miejscu pracy oraz imigranci 12.01.08, 10:19
                                        zyta2003 napisała:

                                        > I tu jest roznica podejscia do imgrantow. Informacja skad byli owi
                                        > bandyci, i czy wogole by sie pojawila, bylaby w Stanach jako
                                        > ostatnia, albo tez wogole by jej nie bylo. Tu byliby tylko mlodymi
                                        > bandziorami bez etykietki pochodzenia. Ogladam duzo programow
                                        > publicystycznych i nigdy nie bylo o przestepczosci wsrod
                                        > jakichkolwiek imigrantow.

                                        Czyzby?

                                        64.233.183.104/search?q=cache:X4CTfZ7_yS4J:findarticles.com/p/articles/mi_qn4155/is_20040925/ai_n12561601+polish+accused+texas&hl=de&ct=clnk&cd=1&gl=de&client=firefox-a

                                      • maria421 Jeszcze raz 12.01.08, 10:28
                                        zyta2003 napisała:

                                        > I tu jest roznica podejscia do imgrantow. Informacja skad byli owi
                                        > bandyci, i czy wogole by sie pojawila, bylaby w Stanach jako
                                        > ostatnia, albo tez wogole by jej nie bylo. Tu byliby tylko mlodymi
                                        > bandziorami bez etykietki pochodzenia.

                                        Wstawiam tylko fragment newsa, ktory wczesniej zalinkowalam:

                                        "Jozwiak, a 45-year-old Polish national from Daytona Beach, Fla., is charged
                                        with 10 counts of criminally negligent homicide."

                                        Ogladam duzo programow
                                        > publicystycznych i nigdy nie bylo o przestepczosci wsrod
                                        > jakichkolwiek imigrantow. To bardzo daleki plan problemow
                                        > spolecznych, pierwszy plan imigrancki to od lat legalizacja 12mil.
                                        > nielegalnych, ktorym nielegalnosc wielce utrudnia zycie w kraju,
                                        > gdzie sie juz zadomowili, pozenili, porodzili - jak to ugryzc.
                                        > Natomiast problem przestepczosci, wynikajacej tez z braku
                                        > peryspektyw i niecheci wyrwania sie z inner city, jest z wsrod
                                        > czarnych, rodowitych Amerykanow. To o tym sie mowi.

                                        No widzisz- Wy dzielicie na kolory, my na nacje :-)

                                        > Uwazam jak Lucja, ze okreslenie "nieudana imigracja" jest
                                        > nieuczciwe. W Ameryce tylko slyszy sie przyklady - udanej. Jak to
                                        > grupy etniczne awansuja, dobrze pracuja, bogaca sie szybciej niz
                                        > rdzenni Amerykanie, mniej oglaszaja bankructw, o pedzie do nauki juz
                                        > nie wspominajac. Bo na emigracje jednak udaja sie ludzie bardziej
                                        > odwazni, zdeterminowani, to wlasnie z takich powstalo panstwo USA,
                                        > czy sie nam podoba obecna Ameryka, czy nie.
                                        > Rodowity mieszkaniec, ktory mieszka na ulicy jest po prostu
                                        > nieprzystosowany, czy mial pecha, a emigrant, po prostu ma nieudana
                                        > emigracje?
                                        > Zawsze mowimy tutaj o tych setkach tysiecy Polakow (i nie tylko),
                                        > ktorzy przyjechali do USA, gluchoniemi i analfabeci (bo bez jezyka),
                                        > czesto bez papierow i naprawde niewielki % jest "nieudana
                                        > emigracja." Glownie za sprawa alkoholu, ktory to nawyk przywiozl
                                        > juz ze soba ten nieudany emigrant.

                                        Tu masz przyklady nieudanej imigracji w USA:
                                        www.danielpipes.org/blog/538
                                        • zyta2003 Re: Jeszcze raz 14.01.08, 16:31
                                          Mario. Przyklady jak najbardziej sluszne. Jednak w dalszym ciagu sa
                                          to pojedyncze przyklady. W dalszym ciagu nie zmieniam zdania, ze
                                          problemem, mysle, ze znacznie powazniejszym niz problemy emigracji w
                                          Europie, jest tu problem obywateli pochodzenia afro -
                                          amerykanskiego, a nie przestepstw i nieprzystosowania sie emigrantow
                                          do zycia w USA.
                                          Problem czarnych na moje oko jest nie do rozwiazania. Slyszalas, ze
                                          tym razem Clinton wyrazila sie w sposob niewystarczajaco
                                          potwierdzajacy zaslugi Martina Lutera Kinga. Za tydzien jest swieto
                                          panstwowe jego imienia, toz to ja za.....
                                          Czarni co rusz sie obrazaja, np. ze policja nieslusznie zastrzelila
                                          w poscigu. Policja jest brutalna, ale poniewaz jest narazona ze
                                          strony przestepcow, to strzela, bo inaczej obawia sie, ze bedzie
                                          sama zastrzelona, co sie niejednokrotnie zdarza. I jak to
                                          rozwiazac? A to komentator odezwal sie niezbyt elegancko o szkolnych
                                          koszykarkach, z ktorych wiekszosc byla czarna....
                                          Ostatnie zamieszki emigranckie - miedzy czarnymi i Koreanczykami-
                                          oczywiscie wywolane przez grupe nieemigranckich w koncu czarnych
                                          polegaly na niszczeniu skromniutkich sklepikow, pralni itd
                                          przerazonych Koreanczykow byly jakies 30 lat temu w L.A. Zreszta
                                          wykorzystano to w filmie, chyba z Douglasem. Dwukrotnie pamietam
                                          sprawe wyzyskiwanych Chinczykow, oczywiscie przez innych Chinczykow
                                          we wszelkich fabryczkach, czy Meksykanow gluchoniemych wyzyskiwanych
                                          przdez rodakow.
                                          Nielegalna emigracja, to jest problem. Na ta okolicznosc byly
                                          organizowane demonstracje, tez pod Bialym Domem. Probowano tez
                                          zorganizowac protest ogolnokrajowy, ze w tym dniu nielegalni nie
                                          beda pracowac. Oczywiscie sie nie udal. Gdybym byla nielegalna tez
                                          nie mialabym odwagi. Niestety sprawy wygladaja coraz gorzej dla
                                          nielegalnych.
                                          W niejednej ksiazce o Ameryce pisza autorzy, ze w Europie wydaje
                                          sie, ze skoro Ameryka ma korzenie Europejskie (uogolniam, bo zaraz
                                          ktos mi doda o wymordowanych Indianach i 20 omal juz procentach
                                          kolorowych) to tamtejszy bialy jest taki sam jak ten po drugiej
                                          stronie oceanu. I tu lezy nieporozumienie - przykladanie
                                          europejskiej miary. A to spolecznenstwo jest inne, poczawszy od
                                          systemu politycznego... Prawie nie ma "niezrozumien spolecznych" na
                                          linii z Kanada, czy Australia, bo zasadnicze idee sa takie same.
                                          No wiec niech kazda z nas zostanie przy swoim stanowisku.
                                          • jutka1 Re: Jeszcze raz 14.01.08, 16:41
                                            Mieszkalam w LA w 1992, kiedy byly zamieszki, i raczej to nie bylo 30 lat temu. :-D
                                          • maria421 Re: Jeszcze raz 14.01.08, 17:00
                                            Zyta, nie mam absolutnie zamiaru dokonywac jakichkolwiek porownan miedzy
                                            problemami rasowymi w USA a problemami integracji imigrantow w EU bo byloby to
                                            porownywanie jablek z gruszkami.

                                            Powtarzam tylko jedno- imigrant musi sie dostosowac do praw i zwyczajow jakie
                                            zastal w kraju imigracji. Wracajac do przykladu ktory Ci zalinkowalam- jezeli
                                            chce byc taksowkarzem w USA, to musi sie dostosowac do gosci jakich wozi, a nie
                                            zadac zeby sie goscie dostosowywali do jego "kultury".

                                            Ostatecznie, przeciez nikt takiego nie zmusza do bycia taksowkarzem w USA, prawda?
                                            • zyta2003 Re: zagubione w tlumaczeniu 25.01.08, 15:54
                                              Moze tylko dla siebie, ale chce "wyprostowac" watek na taki jaki
                                              go widzialam zakladajac. Zainspirowala mnie wczoraj ksiazka, ktora
                                              zobaczylam w ksiegarni. Mam ja po polsku - Eva Hoffman "Zagubione w
                                              tlumaczeniu". Napisana ze 30 lat temu, juz wtedy przetlumaczona na
                                              angielski, miala podobno cieple tutaj przyjecie tutaj. (Nawiasem
                                              mowiac, ciekawe, czy sie procesuje z rezyserka Capollo o swiadome,
                                              czy nieswiadome podebranie tytulu). Autorka byla i jest genialna w
                                              swoich obserwacjach. Przynajmniej dla mnie.
                                              Kilkunastoletnia dziewczynka z Krakowa, pochodzenia zydowskiego,
                                              wychowana w inteligenckiej rodzinie krakowskiej,zasymilowanej pod
                                              koniec lat 50-tych wyjezdza z rodzina do Kanady do przepieknego
                                              miasta Vancouver. Najpierw w ksiazce jest opis lat, jakie spedzila w
                                              Krakowie. Jej przyjaznie, fascynacje, ksiazki, jest rozbudzona
                                              intelektualnie w starym, dobrym europejskim stylu, tak to wygladalo
                                              w inteligenckich rodzinach. Przyjezdza do tej Kanady i wlasnie
                                              dostaje szoku kulturowego, nie tylko ze wzgledu na miernote i
                                              nieustabilizowanie zycia rodziny emigranckiej. Piekno polozenia
                                              miasta nie zaspakaja jej potrzeb intelektualnych. Jej
                                              trzynastoletnie rowiesnice sa wymalowanymi, "doroslymi" pannicami,
                                              ktore maja zupelnie inne potrzeby niz ona. jest zagubiona i
                                              nieszczesliwa. Po latach oczywiscie jakos sie uklada, mieszka w
                                              Ameryce, obecnie chyba na stale w Londynie. Jak mowi tytul, problem
                                              zderzenia kulturowego pozostaje zawsze. Cytacik z obwoluty wydania
                                              angielskiego: "- Mysle po angielsku: Czy wyjsc za niego za maz?
                                              odpowiadam sobie - tak. - Mysle po polsku: Czy wyjsc za niego za
                                              maz? odpowiadam sobie - nie".
Inne wątki na temat:
Pełna wersja