jutka1 17.01.08, 19:00 Funkcja "Szukaj" w pierdalu GW sie zbiesila i nie dziala. Trudno, nie moge dopisac do starego kacika poezji, to zaloze nowy. Wzielo mnie dzis na Swietlickiego (czesto mnie na niego bierze :-D) Zaraz zapodam kilka. :-) Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
jutka1 Falstart 17.01.08, 19:01 FALSTART Tym tylko jestem, co powiedzieć zechcę. (pomiędzy Starym i Nowym Testamentem jest szczelina, tam mieści się sens) (nie chciałem tego mówić) Okrutny poniedziałku! Neil Young z Crazy Horse grają piosenkę Like A Hurricane w ciemnościach. Zawsze trzeba zostawić jakiś dobry numer na koniec. Odpowiedz Link
jutka1 Manifestowanie 17.01.08, 19:01 Manifestowanie - Gazetę na twarz świata - i jazda! Odpowiedz Link
jutka1 Juz bylo --- Druga polowa 17.01.08, 19:04 Druga połowa Człowiek, który wydrapał słowo HUJ na ścianie, przecież jest lepszym poetą od ciebie - w rozpiętej i rozdartej aż do krwi koszuli, pali wietnamskie papierosy, z braku innych w kiosku, śmierdzi tym samym potem, co i ty, ukryty za swoim biurkiem, ty - pielęgnujący drobnomieszczańskie cnoty, idealny wzorku, wkomponowany we wszechświat, ty symetrio, ty... Człowiek, który wydrapał słowo HUJ na ścianie, gwiżdże - i w jednej chwili należy do niego wszystko, o co zabiegasz w swych krągłych petycjach. Odpowiedz Link
jutka1 Frojdy 17.01.08, 19:06 Frojdy Ostatecznie się okazało nienajgorsze. Dziurawe, ale nienajgorsze. Poprzez dziury wygląda oko opatrzności, ono wygląda jak oko rosołu. Życie. - Idę do domu - przejęzyczył się - i wszedł do wanny. Odpowiedz Link
iwannabesedated a kompańja ment 17.01.08, 19:08 pisze zapijaczony świetlicki, a z tyłu usmażony dragami neil young zawodzi www.youtube.com/watch?v=w1onkOGT8LU yeeeer like a hurricaaaaane jyiiiii.... Odpowiedz Link
jutka1 Re: a kompańja ment 17.01.08, 19:15 Masz jakas flaszke, Stokrotko? To odbij ;-))) Odpowiedz Link
iwannabesedated Re: a kompańja ment 17.01.08, 19:37 Flaszkem? Tutej na poetyckim wątgu najjobliwszego Forum? Przebuk Pytunie, jakiś Dybuk Cię opęcił (opętocił?opętanił?otumanił?)! Odpowiedz Link
jutka1 Swietlicki: Bolenie 26.01.08, 16:01 Bolenie Zdrowy mężczyzna, piękny czwartek. Chociaż z przyszłości spoglądają raki. Zdrowy mężczyzna. Wypoczęty. Chociaż nie spał tej nocy. W ścianę patrzył, jakby chcąc jakiś ekran w ścianie umiejscowić. On nie jest w miejscu, w którym dzisiaj miał być. Patrzy przez okno, jakby chcąc za oknem zobaczyć rozwiązanie, zanim wszystko się samo rozwiąże. Rozwiązuje się bezustannie. Rozwiązane armie. I rozwiązane związki krwi. Zdrowy mężczyzna, piękny czwartek. Nie jestem w miejscu, w którym obiecałem być, bowiem boli. Niewypowiedzianie niewypowiedzianie boli. Nigdzie nie pojadę, bo boli. I nie o szesnastej, ani godzinę później. Bowiem boli. Nie odeślę i nie odbędę. Gdyż boli. Będę zajęty czym innym - boleniem. Bowiem boli. Nie przestanie i ja nie przestanę. Bo nakręcam się. I przeciwbóle gromadzę na później. Odpowiedz Link
jutka1 Swietlicki: Pora smierci choinek 26.01.08, 16:09 Pora śmierci choinek Styczeń, pora śmierci choinek. Trupy rozebrane z łańcuchów i ozdóbek. Mnóstwo bohaterów porzuconych w śniegu. Zapomniana gwiazda pozostawiona, zaplątana między łysiejące gałązki. Bez blasku. Trzej królowie już w drodze powrotnej i nic ich nie prowadzi. Wracają do swoich rzezi. Dziś ostatni okruch ze świątecznego ciasta dostał się pod nogi i dzioby ptaków. To olbrzymie zwierzę, które wchodzi w takich momentach rycząc: ZAMYKAMY! KONIEC! KONIEC! być może jest podłe i godne nienawiści, ale przecież kiedyś, gdy będziemy zmęczeni zachodami - wschodami, lewą i prawą ręką, kocham cię - nie kocham, będziemy je przyzywać - i gdy wreszcie przyjdzie - przyjmiemy je z wdzięcznością. (1992) Odpowiedz Link
jutka1 Swietlicki -- Magnetyzm 01.04.08, 00:12 Marcin Świetlicki - Magnetyzm Iskrzy się noc i iskrzy. Motyle są jak mosty skonstruowane. Mnóstwo cekinów nocą. Mówi się "kocham", bo chce się odezwu. i "śmierć" się odpowiada, choć trzeba inaczej. Dotyka się łagodnie. Każdy dotyk ma echo. I oczy się odwraca z delikatnością zwierząt. Odpowiedz Link
jutka1 Swietlicki -- Pierwszy dzien wiecznosci 01.04.08, 00:16 Marcin Świetlicki - Pierwszy dzień wieczności Nie było mnie i teraz też nie jestem w stanie stwierdzić wyraźnie, że wyraźnie jestem. Ten samobójczy tydzień oto owocuje. Ty zaprzyj jaźni się ze mną. Nie było mnie i martwa powłoka zasiadła za stołem, wodę sobie puściła do kąpieli. Trzeba wymienić szyfry, już zbyt wiele razy klucz wymieniałem. Zaprzyj jaźni się. Wyspa się nie nazywa, nie ma flory, fauny, słodkiej i gorzkiej wody, żadnych właściwości, żadnej własności. W środek wbiłem patyk, tu centrum, tam obrzeża, wschodzę i zachodzę, żywię i bronię, może jest wzburzone, wzmożona czujność, nocą, dniem, nigdy już i dotąd dotąd. Odpowiedz Link
jutka1 Swietlicki -- Ty 01.04.08, 00:20 Marcin Świetlicki - Ty Byłaś jedynym miejscem tego miasta, mozliwym do dotknięcia, ale zdrewniałaś i zniknęłaś -nie jesteś warta tego wiersza, a i ten wiersz niewarty ciebie. Znalazłem dzisiaj słaby puls, tłukący się czasami pod podłogą -przywarłem całym ciałem. Odpowiedz Link
jutka1 Dzwonienie :-) 01.04.08, 23:11 Marcin Świetlicki - Dzwonienie W pewnym wieku nie ma po co dzwonić. W pewnym wieku raczej dzwonią oni i one dzwonią, bo nie są w tym wieku. Nie pamiętam, że obiecałem. Żądają, żebym znów obiecał. Obiecuję i zapominam. Chyba że dzieje się to po pijaku. Wtedy inna taryfa. Sam na sam z sercem dzwonu. Odpowiedz Link
jutka1 Parasolki 01.04.08, 23:16 Marcin Świetlicki - Parasolki Mówię coś. Wolałbym, żeby samo się mówiło. Żeby samo się grało. Mówię coś, a w głowie mam stare numery telefonów, nieaktualne adresy, mnóstwo BARDZO wulgarnych wyrazów. NIE WYCHODŹ BEZ PARASOLKI, NIE WYCHODŻ BEZ PAROSOLKI. Aaaa wszystko to jest identycznie trwałe jaaaak numer telefonu na pudełku zapałek, aaa wszystko to jest identycznie trwałe jaaaaak numer telefonu na pudełku zapałek aaa... Odpowiedz Link
iwannabesedated dla Pajtona 02.04.08, 13:43 MARYSIA Cieszę się, a myślę sobie, że ci bedzie, siostro, żal. PANNA MŁODA Czego żal- MARYSIA Jakeś do pola ganiała krasą i siemieniatke; jageś jesce była mała i ty, i Hanusia, i ja, byłyśmy razem doma; że ci sie zacnie bez stajnie; żeś kole niej wyrosła zwycajnie i bez cały ty wsioski roboty, bez tego harowanio; że jak ty bedzies panią, ciesze sie, a myślę sobie, że ci bedzie, siostro, żal. PANNA MŁODA Czego żal - - ? MARYSIA Że ci sie bedzie cnieło bez tatusia, bez nos, bez tych płotów, bez ogroda; że choć sie chłopem uciesys, jesce tu płacząca przylecis, bo tutok duszę mos, bo tu sie serce przyjeło, a tam ci bedzie samotno i bez to ci bedzie markotno, i bez to ci bedzie żal. PANNA MŁODA Mało szkoda, krótki żal. MARYSIA A teraz ty sobie chwal, rumień się teraz i pal; ale tutok dusza sie ostanie i tutok twoje kochanie, a tam ci bedzie samotno i bez to ci bedzie markotno, i bez to ci bedzie żal. Odpowiedz Link
jutka1 Re: dla Pajtona 02.04.08, 13:59 Matt.cobosco! Nigdy nie myslalam, ze "Wesele" w czymkolwiek, kiedykolwiek, moze przystac do mej kaprawej osoby :-))))))))) Refleksja nachodzi mnie taka: taki mi sie trafil los, los nomada, ze zawsze czegos zal, i zawsze ciagnie do czegos nowego czy innego. Nomadyzm pospolity. :-) Na szczescie oplotki i pola zostawiam bez zmian, i bede mogla od czasu do czasu przyjezdzac zaczerpnac wioskowego oddechu. A cala reszta problemow czy muszow czy trzebow czy hepow niech sie idzie pasc na lonce razem z Krasula soltysa. O! :-)))) Odpowiedz Link
jutka1 Tomasz Jastrun 03.04.08, 12:02 Brwi Dotknąłem pękniętą wargą jej ust i nic się nie stało nie uderzyła mnie w twarz jej oczy nie zmieniły koloru tylko brwi uniosły się jak skrzydłą ptaka, który nie wie zostać czy odlecieć Odpowiedz Link
jutka1 Zbigniew Herbert 03.04.08, 12:10 Czułość Cóż ja z tobą czułości w końcu począć mam czułości do kamieni do ptaków i ludzi powinnaś spać we wnętrzu dłoni na dnie oka tam twoje miejsce niech cię nikt nie budzi Psujesz wszystko zamieniasz na opak streszczasz tragedię na romans kuchenny idei lot wysokopienny zmieniasz w stękania eksklamacje szlochy Opisać to jest zabić bo przecież twoja rola siedzieć w ciemności pustej chłodnej sali samotnie siedzieć gdy rozum spokojnie gwarzy w oku marmurów mgła i krople toczą się po twarzy Odpowiedz Link
jutka1 Zbigniew Herbert 2 03.04.08, 12:20 Pijacy Pijacy są to ludzie, którzy piją do dna i duszkiem. Ale krzywią się, bo na dnie widzą znów siebie. Przez szyjkę butelki obserwują dalekie światy. Gdyby mieli silniejszą głowę i więcej smaku, byliby astronomami. Odpowiedz Link
jutka1 Zbigniew Herbert 3 03.04.08, 12:23 Zobacz Błękit zimny jak kamień o który ostrzą skrzydła aniołowie wyniośli i bardzo nieziemscy idąc po szczeblach blasku i po głazach cienia zapadają się z wolna w urojone niebo lecz po chwili wychodzą jeszcze bardziej bladzi po tamtej stronie nieba po tamtej stronie oczu Nie mów że to nieprawda że nie ma aniołów pogrążona w sadzawce leniwego ciała ty która widzisz wszystko w kolorze swych oczu i stajesz syta świata - na granicy rzęs Odpowiedz Link
jutka1 Swietlicki - Odciski 05.04.08, 09:43 Odciski (jedna z wielu wersji) Nno. Proszę sobie wyobrazić: druga połowa lat osiemdziesiątych. (Dlaczegóż by nie druga połowa lat osiemdziesiątych? Dlaczegóż by nie?) Miesiąc -- Odpowiedz Link
jutka1 Swietlicki - Lezenie 05.04.08, 11:29 Leżenie A może jestem po prostu potworem, potworem na wakacjach? Na plaży leżę w ciemnych okularach, w praniebo patrzę. * W praniebo patrzę, jego majowego prablasku byłbym nie zniósł, gdyby nie wakacje. Nie zniósłbym blasku, kryje się zazwyczaj przed nagonką w ciemnicach. * Tu jest najjaśniej. Tu, pod pralatarnią. Jestem potworem na wakacjach. Całuję jasne widziadło w prasłońcu. Uszczypnij mnie, uszczypnij- mruczę do widziadła. Odpowiedz Link
jutka1 Swietlicki - Kluczenie, kwiecien 05.04.08, 11:41 Marcin Świetlicki - Kluczenie, kwiecień Pętam się, kluczę. Nie zacieram śladów. Znów całkiem niepotrzebny klucz w kieszeni. Nie mam zamiaru ani możliwości mieszkania na dworcu, na ulicy, pod mostem, w samochodzie, w hotelu. Nie chcę się tam. Daleko wysunięta placówka liryczna. Nikt mnie nie ściga, nikt nie idzie za mną. To ja sam ten cień rzucam. Pętam się pałętam, kluczę pomiędzy miejscem, gdzie mnie teraz już nie ma a miejscem gdzie mnie nie ma jeszcze - i nie do końca wiadomo, czy w ogóle. Kluczę. Moja kurtka została w domu, co go nie ma. Dzisiaj spałem w tym domu, co go nie ma jeszcze. Dała mi rano – tuż przed wyjściem w ten deszcz – klucze do tego domu, będzie jeszcze śmieszniej. Więc jak się czujesz? W porządku. Dziękuję. Powoli się przestawiam. Sam sobie wybrałem. Pętanie się po deszczu z dwoma kompletami bezużytecznych kluczy. Tak żałośnie, że aż nie na wiersz. Pętam się, pałętam, snuję się kluczę. Sam. Bezużyteczny. Nigdzie, z kluczami, w deszczu, w mokrym swetrze, brak formy, złamany język. Odpowiedz Link
jutka1 Swietlicki 10.04.08, 11:33 TAK POWIEDZIAŁ ALKOHOL Nocą rozszedlem sie we wszystkie strony, Aby się zbudzić w wielu różnych łóżkach, by nie pamiętać, że umarłem. Noszę przy sobie od niedawna zapasową parę skarpetek i koszulkę na zmianę, szczoteczkę do zębów, wszystko po to, żeby nie pamiętać, że umarłem, a także by mieć dom gdziekolwiek. Ona znienacka objęła mnie przez sen, dwukrotnie wymówiła obce imię, tak czule, że nieomal się zdecydowałem przyjąć to imię, wziąć sobie tę czułość. Ale umarłem i wyszedłem stamtąd, i nadal idę poprzez wietrzną próżnię. Ale umarłem - i jeśli znajduję miejsce na sen - to mocno przytulam poduszkę, krzyczę w poduszkę swoje imię martwe, krzyczę w poduszkę swoje imię martwe. Odpowiedz Link
jutka1 Swietlicki 2 10.04.08, 11:37 Marcin Świetlicki - Pogo Na podstawie piosenki o tym samym tytule ...z płyty "Ogród Koncentracyjny" Spałem źle. Ona spała źle. Pełne porozumienie. Spało nam się źle. W tym kraju.. ..w którym wciąż więcej, więcej palantów nosi przy sobie broń. Zażartowałem sobie, że są to dla nich namiastki penisów.. ..choć chodzi o coś groźniejszego. Źle spałem! Spałem źle. W tym kraju.. ..w którym wzorcem mężczyzny jest ksiądz albo handlarz. Spałem źle. W tym kraju.. ..w którym znów ojczyznę a nie wiosnę zobaczą. Jak ci się nie podoba - to wypierdalaj! Źle spałem. Chociaż się zdarzają jakieś jaśniejsze momenty.. na przykład.. czarne oliwki, wino Sophia-Riesling.. Dwudziesty drugi grudnia 91' oraz efekty owej rewolucji seksualnej, z których skorzystałem wyjątkowo skwapliwie. Ponadto Ty jesteś a Ciebie nikt mi nie zabroni. Źle spałem! Spałem źle..i przyśniła mi się idea. Przyśnił mi się działacz. Przyśniły mi się obowiązki i konieczność skruchy. Kolaboruję z pismem katolickim nie mając nawet kościelnego ślubu. Nawet nie będąc bierzmowany. Jakaż perwersja! Zawsze zdradzam. W tym szczególnie pozostaję sobie wierny. I przelatuję przez te muzea, biblioteki, banki.. ..a one ścian już niemal nie mają. Nie warto się skupiać na tych obcych detalach. Mam w sobie gorący detal i teraz Cię muszę znaleźć. Przejdziemy przez siebie w lepsze, gorące kraje. Bo istnieją. Skoro Ty zaistniałaś, ja już istnieję... ... I co? I pożar. To bardzo powoli się zaczynało. Najpierw mnóstwo blasków, zapachów, drobnych świateł. Teraz płonie. Poważnie. Ogień stawia swoje stopy ostrożnie. Ja to sobie tańczę.. ..siedząc przed lustrem, nieruchomy, z zamkniętymi oczami. Tańczę to sobie, ja to sobie tańczę. Wyjąc bezgłośnie, postępując tuż za ogniem, powoli.. ..powoli, powoli.. ..tańczę to sobie. Odpowiedz Link
jutka1 Stanislaw Grochowiak 12.04.08, 13:38 * * * [Odeszli od siebie z powodu nieustalen...] Odeszli od siebie z powodu nieustaleń Zgubili adresy i zapomnieli twarzy Wracali do wspomnień co najwyżej z uśmiechem Po którejś tam wódce kiedy robi się gorzko Nie - ani ich pociąg ani też katastrofa Ani deszcz też nie złączył To było bezpowrotne To że bardzo kiedyś z powodu nieustaleń Odeszli od siebie na dwa bieguny mostu Odpowiedz Link
jutka1 Stanislaw Misakowski 12.04.08, 13:45 * * * [W tobie zostawiam moją twarz] W tobie zostawiam moją twarz - wyczulenie na Boską, na ludzką komedię. Gdy rozpoznasz - źdźbło czasu objawi się moim śmiechem. Komizm naszego życia jest tragedią wzajemnych zmagań w poznawaniu się. Odpowiedz Link
jutka1 Ernest Bryll 12.04.08, 13:56 Cóż Cóż, mężczyzna nie płacze. Tego się uczyłem Od samego dzieciństwa. Coraz bardziej sucho Miałem pod powiekami. I wzrok był ostrzejszy I oddech spokojniejszy i świat jakby mniejszy I mój głos w świecie nie brzęczał tak krucho Cóż, mężczyzna nie płacze - bo zna swą bezsiłę Uczy się milknąć i w ciemność odchodzić Przyjaciół nie mieć, z wrogami się godzić I tęsknić za łzą jedną co by z bożą łaską Popłynęła mu z oczu zamiast ziaren piasku. Odpowiedz Link
jutka1 Julian Przybos 12.04.08, 17:29 Do Ciebie o mnie Zapatrzony, że samymi rzęsami zmiótłbym śnieg z twojej ścieżki, chwytam w zachwyt ruch twój - i gubię: Krokiem tak zalotnie lekkim, jakbyś wiodła ptaszka na promieniu, szłaś przede mną - przed sobą, przed wszystkim! Poderwany spod nóg przez wróble twój cień w krzewie się zazielenił, pojaśniał w drobne listki. I zniknęłaś - w swoim śpiewie. Zamilkliśmy. Ale odtąd zasłuchany, gdy pytam o mnie, od rośliny do słowa każdy pąk się wyraża kwieciście; kwiat rozkwita nagiej, ogromniej we wszechkwiat. (Gałąź wiśniowa przewinęła się do kwiatów od liści zwinniej, niż wiewiórka zdążyłaby się domyślić.) Odpowiedz Link
jutka1 Slowo na niedziele -- Grochowiak 13.04.08, 13:17 Do S... Bunt nie przemija, bunt się ustatecznia; Jest teraz w locie: dojrzałym, dokolnym, Jakim kołują doświadczone orły. Bunt się uskrzydla tak - jak udorzecznia. Bo wpierw to było jakby piaskiem w oczy, Turniejem chłopców na słonecznej plaży; A teraz ciężki; teraz więcej waży. Bunt się uskrzydla tak - jak w kamień toczy. I pomyśl: czułość, ta świetlista kula, Teraz dopiero w mym pobliżu płonie, Luzując szczęki, łagodząc me dłonie. Bunt się uskrzydla tak - jak się uczula. Odpowiedz Link
jutka1 Slowo na niedziele -- Jerzy Harasymowicz 13.04.08, 13:28 Grzech Taki zrobiliśmy grzech że Grzech wołający o pomstę do nieba wszystkimi jej rozwianymi włosami Taki wspaniały fruwający po niebie i skrzydlaty w dodatku grzech że Bóg rzekł ee no niech Odpowiedz Link
jutka1 Swietlicki 15.04.08, 16:55 Ciągle, ciągle ta sama historia Styczeń w mieście, kałuże z zimną wodą, zmierzch się rozpoczął w południe. Kilka kłótni, co stały się poważne dopiero w czasie ciszy po nich. Oddzieleni od nieba dachami, strychami, piętrami, sufitami- siedzą i monotonnie wspominają albo planują następne zaggraniczne podróże. Ofiara już została wyznaczona, już wie, już jest z głowy, już nie ma, nie jest, nie chce, nie kocha, przgrywa i spada. A pod nogami są podłogi, piętra i piwnice. W piwnicach ogień. Odpowiedz Link
jutka1 Swietlicki 2 15.04.08, 17:01 M-Czarny Poniedziałek Moment, kiedy się zapalają jednocześnie wszystkie lampy uliczne w mieście. Moment, kiedy mówisz to niepojęte "nie" i nagle nie wiem co z tym robić dalej: umrzeć? wyjechać? nie zareagować? Moment w słońcu, kiedy cię obserwuję z okna autobusu, masz inną twarz niż w chwilach, kiedy wiesz, że patrzę -a teraz mnie nie widzisz, patrzysz w nic, w błyszczącą szybę, za którą niby jestem. Już nie ja, nie ze mną, nie ten sposób, nie tutaj. Może zdarzyć się wszystko, bo wszystko się wydarza. Wszystko określają trzy podstawowe pozycje: mężczyzna na kobiece, kobieta na mężczyżnie albo to, co teraz -kobieta i mężczyzna przedzieleni światem. Odpowiedz Link
jutka1 Swietlicki 3 -- piosenka o marnowaniu :-) 16.04.08, 07:44 Marnowanie - love in vain - (Robert Johnson) Rozpierdoliłaś mi wakacje. Na stacji stoję sam. Rozpierdoliłaś mi wakacje. Na stacji stoję sam. Być może miałaś jakieś racje. Lecz cała miłość na marne. Na marne. Kiedy pociąg wjeżdża na stację, pracownik kolejnictwa mi w oczy patrzy. Ma wyraz oczu taki jak ty. Lecz ty rozpierdoliłaś mi wakacje. Cała miłość na marne. Na marne. Jest tylko jedno światło dla mnie. Światło jest czerwone. Rozpierdoliłaś mi wakacje. Odjeżdżam w swoją stronę. I zanim znów się łudzić zacznę, wiem: cała miłość na marne. Miłość na marne. Odpowiedz Link
asia.sthm Re: Swietliki, Sliwoniki, Rozyki, Szymborskie (i 15.04.08, 23:37 TADEUSZ RÓŻEWICZ – BIEDNY POETA STACHURA niedaleko brudnego koryta rzeki Wisły pasło się stado świń i wieprzy pospołu z dziećmi Apollina do tej stołówki przywędrował z dalekiej krainy Janko muzykant chłopiec opętany poezją rzucał perły przed wieprze śpiewał grał na złotym grzebieniu aż usłyszał głosy i oszalał był jak motyl w pajęczynie rozmawiałem z nim raz w życiu w jakimś domu pracy twórczej stanął w drzwiach mojego pokoju i poprosił o kartkę papieru powiedziałem że mam tylko papier z makulatury w kratkę uśmiechnął się grzecznie podziękował odszedł z trzema kartkami czasem myślę że chodziło mu o coś innego że chodziło o jego i moje o nasze życie (wrzesień 2003 r.) ------------------------------------------------ Wiersz pochodzi z tomiku Wyjście, Wydawnictwo Dolnośląskie Odpowiedz Link
iwannabesedated zataczanie kół i przechodzenie usz... 20.04.08, 21:29 Przypowieść Raz tylko przez igielne ucho przechodzi wielbłąd jeden raz i tam skąd przyszedł nie powraca– jest droga jego tak jak czas. Chociaż weselej było w stadzie chłodniejsza woda dawnych rzek lecz siła jakaś go prowadzi przed siebie, dalej, w dalszy bieg… I pewnie nęcą go powroty oazy wśród piaskowych burz/ lecz przeszedł przez igielne ucho… … i drugi raz nie przejdzie już.“ Anna Frajlich Odpowiedz Link
maria421 Nic gornolotnego ale do smiechu 21.04.08, 21:43 Na fotelu siedzi Donek Nic nie robi cały dzionek O wypraszam to sobie! Jak to , ja nic nie robię? A kto się w lustrze przegląda I twierdzi, że pięknie wygląda? A kto dziś zgubił długopis I zwalił wszystko na PIS? A kto sprawdził, czy Stefan nie warczy? Czy to nie wystarczy? Na fotelu siedzi Donek Nic nie robi cały dzionek. Przepraszam, a nie uścisnąłem Bronka? A nie usłyszałem dzwonka? A nie powiedziałem „dzień dobry”? A nie skrytykowałem Ziobry? A TVN-u nie oglądałem? A znów nie obiecałem? A nie zadbałem o ciało? To dla Was ciągle jest mało? Na fotelu siedzi Donek Nic nie robi cały dzionek Nie poleciał do Davos, bo mu się nie chciało Nie spotkał się z Prezydentem, bo czasu miał za mało Nie obniżył podatków, bo nie miał ochoty Nie pomógł emerytom, bo z tym za dużo roboty Z przepracowania przyszła mu ochota na spanie A śniło mu się …..tanie latanie. Odpowiedz Link
jutka1 Frank O'Hara 22.04.08, 08:46 Wiersz Światło... przejrzystość... poranna sałatka z avocado po wszystkich okropnościach, które robię jakież to niezwykłe zaznać wybaczenia i miłości, nie nawet wybaczenia bo co się stało to się stało i wybaczenie to nie miłość a miłość jest miłością nic nigdy sie nie może popsuć mimo ze to i owo może być irytujące nudne i zbyteczne (w wyobraźni) ale naprawdę nie dla miłości chociaż już o przecznicę dalej czujesz oddalenie sama obecność zmienia wszystko jak kropla chemii upuszczona na papier i wszystkie myśli giną w dziwnie spokojnym podnieceniu niczego nie jestem pewien oprócz tego, i oddech to wzmaga (tłum. Piotr Sommer) Odpowiedz Link
jutka1 Samuel Beckett 22.04.08, 08:59 *** (Przychodzą) przychodzą inne i takie same z każdą jest inaczej i tak samo z każdą nie ma miłości inaczej z każdą nie ma miłości tak samo [tlum.? A. Libera? - nie jestem pewna, brak informacji - J1] Odpowiedz Link
jutka1 Re: Samuel Beckett -- znalazlam tlumacza! 28.04.08, 08:27 Dreczylo mnie to, i szperalam, szperalam, az wyszperalam: z francuskiego i angielskiego Przemysław Sitkiewicz Ufff :-) Odpowiedz Link
jutka1 Rafal Muszer 22.04.08, 09:04 O Pomyłkach Przyszedłem wcześniej i spóźniłem się na miejsce, z którego odszedłem. Odpowiedz Link
jutka1 Elzbieta Michalska 22.04.08, 09:06 Meteor Kuba Rozpruwacz z Tykocina to był element co się zowie. Wpadał do tancbudy w gumofilcach... ... Piźnie jednego, drugiego, dziesiątego w dziób a po chwili ze zdławionym gardłem – Dziewczynki, to już moja ostatnia zabawa za tydzień wyjeżdżam do USA, a że mam od urodzenia zasrane szczęście z góry wiem: samolot ze mną się rozpierdzieli w drzazgi nad Atlantykiem, wieloryby będą mnie całowały nie wy. Odpowiedz Link
jutka1 Zbigniew Joachimiak 23.04.08, 07:49 * * * w słowach miłosnych jest wiele o miłości lecz jeszcze więcej o jasności która jest w każdym z nas nawet gdy szepczemy pojedynczo Odpowiedz Link
jutka1 Roman Sliwonik 24.04.08, 09:03 Jeden z moich ulubionych jego wierszy: Kobieta, która już tak jest mną Kobieta już tak jest mną że moim gestem posługuje się na co dzień w jej śmiechu poznaję mój śmiech pali papierosa tak jak ja narzuca płasz podobnie wszystko to jest trochę mniejsze lub z jakimś obcym ornamentem lecz moje kolor tych wspólnych lat upodobnił nas dopasowaliśmy czynności Część należy do niej Nasze gesty mieszczą się w określonej godzinie lub potrzebie nie potrącają się niezręcznie jak to bywa w okresie pierwszej miłości która zmieniła się w celowość również rozkoszy I snu spokojnego i teraz patrzę jak codziennie ta kobieta wykonuje wokół siebie tysiąc upiększających gestów czesze się Maluje Wchodzi i wychodzi twarzą z lustra upiększa się również czynnościami robi to już nie dla mnie codziennie dla kogoś innego i codziennie warstwy czynności nakładają się na nią znużeniem coraz wolniej wykonuje ruchy aż kiedyś znieruchomiała zobaczyłem w lustrze odbitą z jej oczu pustkę umilkła krzątanina jej palców i w ciszy w napięciu Pochylone do przodu jej ciało mówiło dookoła że przecież chciałaby czynić siebie dla kogoś trwale przez wszystkie kształty i czynności zmienne do dnia ostatecznego i kształtu i ciekawe Myślałem czy kiedyś kiedy spotka mnie w miejscu obojętnym i będzie z kimś innym czy wtedy mój gest który został u niej schowa speszona do torebki Odpowiedz Link
jutka1 Erna Rosenstein 26.04.08, 10:14 Szczęście Mieszkać. Mówić światłem. Budować kryształ. Chodzić promieniem i mlekiem. Otwierać słońce. Świecić w przejrzystości. Mieć ziemię i niebo. Zbliżać skinieniem dalekość. Odpowiedz Link
jutka1 Rafał Muszer 26.04.08, 10:20 o Nas Łagodne przejścia. Wody w parę, wiosny w zimę. Zaczynam dokładnie w miejscu, w którym wczoraj przerwałem. Wmawiam to sobie, żeby nie stracić równowagi. Podczas mojej nieobecności przesuwają się wskazówki. Zachody zmieniają się na wschody, linie okrężne w linie nocne, ja w ciebie, ty odchodzisz. Odpowiedz Link
jutka1 Dorota Koman 26.04.08, 11:00 * * * uwierzyłam w miłość poety zapominając o licentia poetica = WM nie mówię, że to musi być poemat ale czemu graffiti zamiast haiku Odpowiedz Link
jutka1 Świetlicki -- Po nocy 28.04.08, 08:33 PO NOCY Tej nocy niebo miało się rozświetlić resztką ogona umarłej komety. Ale mgła była, nic nie było widać. Noc rozświetlały mdłe supermarketu światła. I tyle. Coś wszystko ostatnio tak się rozmywa. Koniec świata przyjdzie, westchnie i wyjdzie. Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Wiersz na lato 28.04.08, 09:08 Podgrzewam sie tego zimnego jesiennego dnia czytajac wiersze ustawione wreszcie na polce tak, ze je widze... Moj ulubiony letni wiersz - "Na plaży" Tadeusza Peipera, calosc tutaj: www.gazeta.razem.pl/index.php?id=5&t=2&page=22 W godzinach kiedy duch jest mięsożerny sierpień powinien leżeć w Gdyni, Piasek powinien buchać parą, morze powinno kipieć jak nigdy, Nad wodą niech sterczy pierś kobiety, nad wybrzeżem niech Pieści niebo las tak pusty Jak raj gdy Adam ujrzał jaką ścieżką opasana jest Ewy stopa, A w lecie niech nad posłaniem z ciszy wysoka pieśń czuwa. Kawałami czerwonego słońca biła Gdynia w oczy, Gdy nagle wśród ciał które dźwigał piasek i wśród ciał które Dźwigały łokcie Dwie szklanki srebrnego blasku bieg słońca zmściły. Brunatne były ich podpory, brunatne gołe i bose, Bo nad brzegiem stoi kobieta i cieszy się sama sobą; Duma gęstnieje nad jej biodrem, a gdy wchodzi w wodę, Wśród trzepotu złotych sekund imię jej zdrabnia jej uda. Przed mężczyzną, który ją ściąga i jej ucieczka się zżyma, Ucieczką, bo plecami dotyka myśli rozległej jak to pod nią morze. Lecz chmura skropliła się słońcem i, gdy z wody wybiegli, Jego płaszcz wydał mu się szczupły, tak jej śmiech był tkliwy. Biali poszli oboje w las gdzie cisza usłała posłanie Z puszystej miki i otoczyła je strażą wysokich pieśni; Jego słowa, jak jego uda, z boku szersze niż z przodu, A jej śmiech, nim niebo draśnie, na jej bokach się oprze. Pod pniem sosny stanął i srebrnym łukiem urągał niebu bez żalu A gdy ona na jednym ze wzgórz położyła się niczym owoc na talerzu i pogrążyła się we wszystko i wszystkiego stała się cząstką, on w to się pogrążył, z czego w swe dzieło wyskoczy. W ciała swe wsunięci, kąpać się będą w sobie dwie różnice, To co jest w mięsie, nie tylko jako mięso się ceni. W rozgrzanym czerwienią dachów powietrzu Gdyni, Które niesie myśl portu aż tam gdzie woda krzepnie Gdańskiem, Wsypane w piasek nagie pułki Wyczekują wieści o swych ciałach, które sierpień płuka. Morze jest tu masażem a słońce kosmetykiem, Dlatego przeważają tu kobiety i dlatego nie są wiotkie, Że zaś są nagie, ręce ich opadają zbyt nisko, A nogi, uderzając o wspomnienie sukni kroczą jakby i tu uderzały o suknię Gdy kładą się by słońcem cucić twarz, są płaski i płytkie, Gdy zaś twarz wesprą na łokciach, bucha piekło Z ich ciał wysmażonych w olejku, z migocącej bruzdy ich pleców Z ich piersi, które niczym upadające lampy rzucają żar w męskie palce Patrzą w swe czcze ręce nadzy ich towarzysze z ramionami odstającemi, Mężczyźni, tym piękniejsi, im silniejsi stoja na ziemi. Nagle dzień drgnął, światła zadygotały, ludzie poszerzeli Cieniem rozgnieceni To piersi tej kobiety nad brzegiem zmąciły bieg słońca. Dwie szklanki blasku, szklanki niewyczerpanego blasku, Hojne szklanki których żadne nie zamkną skoble Świeca w powietrzu, srebro w westchnieniu. Omotana oczyma widzów, nim zmieni dla morza pociecha, Brutalna jak wodorosty, gdy fale na piasek je zniosą, Cieszy się swą skórą, jakby cieszyła się najlepszą swą suknią. Między lędźwinami krzyżowiną pycha ją wydrąża, Cień, jak duma, gęstnieje nad biodrem, na biodrze taje w dół zdążą I w fałd trykotu u szczytu nogi niesie pas swej głośnej czerni, A wzdęte pośladki błyszczą nad nim, granatowe pomarańcze. Złote sekundy trzepocą pod jej kolana gdy stopą wodę bada, Udo zdrabnia się dźwięcznie jak jej imię, gdyby sama się wołała Za chwile łydki, nie grubsze od ramion, obejmą wodę w modłach. Biel widnokręgu pchała fale w ląd, a słońce zapaliwszy im czoła, Pędziło je by udanymi obelgami szumu brzeg obrzucały. Na brzegu leżał mężczyzna, pod dymem który wiał z jego skóry. Krwi karmin, kości klejnot, mięsa krasa, I podczas gdy obracał oczy od miejsca gdzie pływaczka Poddawała się dotykom wody, na męskie dłonie nie czekała, Obsypywał nogi piaskiem, potem ślepo ścierał z nich grudy, Lecz ile razy spojrzał na nią, przekładał papierosa wargami z jednego kąta ust w drugi. Kiedy zaś nad srebrną woda ukazały się jej piersi, Wymówione głośno mokrym trykotem, przetłumaczone słońcem na sierpień wstał, pobiegł ku niej, a z ruchu kolan widać, że był jej mężem. Uciekała od niego, lecz każdym rzutem ramion ściskała tyle Morza Ile wynosiła grubość kadłuba, który ją ścigał i który kochała; Czuła swe ciało, swe gołe ciało, niezdmuchnięte w łachy, Swe ciasne, swe piękne ciało, w słonych woni osadzone w chmurze; Chciała być sama, sama z wodą, z powietrzem, z światłem, z szumem. On biegnie za nią, okrzykuje ją prośba, ochlapuje sprośnym żartem; nie słyszy, Choć głos ten ma na uszach i za godzinę dosłyszy. Tymczasem idzie falom naprzeciw i niosąc nad wodą ramiona, Jakby nie broniąc się przed wodnistych dłoni płochymi ranami, Uważnym skokiem i pomocnym kwikiem unika zalewu. Teraz cofa się; skokom i kwikom nie ufając za wiele, Zawraca, zsuwa trykot z bark, kładzie się na fali niskiej, A temu który ją ściga ani rzęsa nie skinie, Bo właśnie plecyma dotyka myłsi rozległej jak to morze Pod nią. Gdy zerwie się, trykot przygładzi i guziki dopnie; Stopy jej pieszcząc piasek, pokochają ziemię nowym uczuciem; Nadymanymi policzkami i dzióbem ust woda i hymn ciecze I o ciele poprzez które dusza wyciąga swe łapki i łapy O ciele poprzez które można stać się lepszym niż było. Szorstkie na trykocie światła porują jej pierś tylko do sutek Pod którymi ukrywa się cień i jego czarna sztuka, Okrągłościom dając wypukłość, w pełnię wynosząc szkice; Ona czuje to, oddycha głębiej, i o piersiach swych myśli "cycki"! A on już z daleka wykonywa palcami miłosne chwyty, nuci, I w takt swej pieśni noga prostokątnie gięta wodę wrogo rozcian. O, nie, tu, nie sama być chciała, tu jej nie dosięgnie, Sama byś chciała, tu sama, jego dotyku nie zniesie. Pędzi ku brzegowi, on za nią, staje na brzegu, on za nią w tyle. O chmuro, skraplająca się słońcem: z uciekającej twarzy błysnął uśmiech tak tkliwy Że gdy zdejmowali trykoty pod osłoną kąpielowych płaszczy, Szeroki biały płaszcz wydał mu się dla jej biódr za szczupły. Lecz lekko mu jest, pod swym zmienionym rozmiarem nie jęczy; Oboje czują ciało na sobie, wewnątrz ciała nie czują Nie czują wnętrzności, ani żołądka ani kiszek ani serca, Czują na sobie ciało, wełnę płaszcza i wiatr który im uda ściera I słońce które im drapie czaszki i piasek który drapie im stopy; Czują na sobie swe sztywne spojrzenia i luźne szepty Które uderzają tu w pachwiny, a w duszę przyzywają tu w oczy; Kochają się wzajemnie mowa mięśni i ich przedmową Tłuszczową. Niedaleko wybrzeża jest ścieżka, niby w trawę strącona brunatna nitka. A dalej na lewo jest las, gdzie wiatr ogryzany tylko psa szczekaniem, pod rozpiętą ciszą pieści niebo sosnami i świerkami, gdzie traw poziomie liście błyszczą, na pościel usłana mika, gdzie na okrągłych wzgórzach wrzosy układają swą pieśń w wysokie stożki. Te lasy, te ciche lasy, jakżeż te schowki miłości kuszą. W zielone ściany, w zielone światła i w zielone mroki Szli w swych białych płaszczach biali, dwa kremy. A może nigdy tego męża nie kochała ta żona tak mocno, tak mocno, jak wtedy gdy wśród woni które niósł las i które morze niosło, wśród drzew rozsuwanych szeroko najgęstszym słońcem, stanął pod sosną, płaszcz rozwinął jak zuchwały anioł, i pień drzewa, patrząc Bogu w twarz, srebrem moczu ściemniał. Wytrząsnęła się z płaszcza, zaszła go od tyłu, pod jego płaszcz zapuściła ramiona, Objęła go, policzki wcisnęła mu w plecy tam gdzie oświetla je Znamię, Potem całego ściskała pocałunkami, bo kochała go całego Tak jak tu pod pniem sosny stał przed nią rozkraczony i goły, Z ramionami na biodrach, z głową do góry zadartą, Łaciatymi cieniami guzowany, a błyszczący, śliski i twardy. Odpowiedz Link
maria421 Perla dla Jutki 28.04.08, 22:16 Pearl, to delight a prince's day, Flawlessly set in gold so fair In all the East, I dare to say, I have not found one to compare. So round, so radiant in array, So small, so smooth her contours were, Wherever I judged jewels gay I set her worth as truly rare. I lost her in a garden where Through grass she fell to earthen plot; Wounded by love beyond repair I mourn that pearl without a spot. Since from that spot it fled that day I waited oft, in hope to see What once could drive my gloom away And charge my very soul with glee; But heavy on my heart it lay And filled my breast with misery. Yet no song ever seemed so gay As that quiet hour let steal to me Though in my heart one thought ran free, Her fresh face wrapped in earthly clot; Earth, you have marred her purity, My secret pearl without a spot. Odpowiedz Link
jutka1 Swielicki na niedziele 04.05.08, 09:04 Skwer im. Pierwszych Słupszczan Nie było mnie tak długo, że aż akcja serialu wenezuelskiego posunęła się znacznie: mnóstwo dzieci się urodziło, wielu bohaterów wymarło, kobiety zbrzydły. Boże oko bardziej zmęczone się stało, na listach przebojów wiele zmian, skarb wykopany, na nic przyda się mój plan kurczowo zaciskany w dłoni. Zemsta polega na wypiciu kawy i popatrzeniu w okno. Takim samym wzrokiem jak przed laty. A potem na ławce słońcu się dać oślepiać, mieć obok, rozmawiać z, chcieć dotknąć, nie dotykać, ślicznie, mądrze, w tym czadzie słońca, w tym życiu. Odpowiedz Link
jutka1 Re: Swielicki na niedziele -- 2 04.05.08, 09:13 Upiór Minęło kilka dni. Od kilku dni jeżdżę na drugi koniec miasta. Pamiętałem po co jeszcze przedwczoraj. Dzisiaj nie pamiętam. Przez park, po wielkich wyświechtanych liściach, pod drzwi. Zadzwonić, zapukać, postać, pomedytować, odwrócić się, odejść. To już nie jest cierpliwość, to jest religia. To już nie jest religia - dzisiaj ktoś poruszył się wewnątrz. Jutro będzie wiosna i będę dłużej pukać. Odpowiedz Link
jutka1 Re: Swielicki na niedziele -- 3 04.05.08, 09:15 Uwodzenie sto razy prościej byłoby na pewno, gdybym się mylił. ale się nie mylę: jesteś najlepszym miejscem tego miasta, centralnym punktem. kiedy wracam do miasta - to do ciebie wracam. miasto po prostu nie istnieje, kiedy nie ma w nim ciebie. rozpadają się dekoracje. są zgliszcza. rumowisko jest. nocą na moście ze zgubionych kluczy, piór wiecznych, dokumentow - odnajdujesz się miasto istnieje, jeśli ty zachcesz. miato odpływa, jeśli chcesz. Odpowiedz Link
jutka1 Swietlicki na poniedzialek 05.05.08, 09:51 W przeddzień schizmy -Co wolisz? Budzić się obok kogoś czy budzić się sam? Już ubrany podchodzę do czegoś, do magnetofonu? zmieniam kasetę? nie wiem, może robię głośniej, może przyciszam, odczekuję, szukam czegoś być może, po prostu - przez chwilę muszę być odwrócony, podchodzę do nie wiem, wieszka? szukam czegoś w kieszeni kurtki, papierosów? tak, powiedzmy, że być może papierosów, odczekuję jeszcze trochę i wzdycham, i udzielam jakiejś niedobrej odpowiedzi. Coraz bardziej nie wiem: wrócić do niej? Teraz jest. I będzie jeszcze jutro. O tym, że w sobotę przebudzę się samotnie, staram się nie myśleć. Rozebrać się i wrócić jeszcze do niej? Czwartek. Powoli się rozdzielam w niej na ja i ______ Odpowiedz Link
jutka1 Re: Swietlicki na poniedzialek -- 2 05.05.08, 10:19 W dobrym starym stylu Kopce byłego śniegu. Były dzień byłego życia. Jutro się zmienią dekoracje. Dzisiaj krążyć i kluczyć po krótkim odcinku ulicy, drzwi otwierać, wchodzić, tonąć, na klamce brzytwa, pić gdzie indziej, szybciej, nierozsądnej. O końcu wiem, nie wiem co pomiędzy. Odpowiedz Link
jutka1 Re: Swietlicki na poniedzialek -- 3ci i ostatni 05.05.08, 10:28 Stary, a na ucieczce Stary, a na ucieczce, niedojrzale, aż się pokrzywiają i patrzą z wyrazem odrazy, stary, a na ucieczce, szatan mu pościelił w piwnicy, arcybiskup aż sporządził donos na niego, stary, a tak lekceważny, rozprzestrzeniony, rozwiany, który płynie płonąc. Odpowiedz Link
jutka1 Swietlicki na wtorek 06.05.08, 09:21 Pieśń profana telefonu, żetonów i brata bliźniaka, ojca i matki, bezpretensjonalnej oraz ślicznej i mądrej żony, łóżka i kościoła, dzieci, kuchni, wakacji, wanny i przeszłości, przyszłości oraz wyrzutów sumienia - miłość nie ma. Odpowiedz Link
jutka1 Re: Swietlicki na wtorek -- 2 06.05.08, 09:34 Olifant Zobaczyłem światło więc przyszedłem. Zadzwoniłem i otworzyłaś. Nie przyszedłem rozmawiać, nie przyszedłem się kłócić, nie przyszedłem prowadzić odwiecznej wojny. Ja przyszedłem się kochać. Mam już jeden nóż w plecach i nie ma tam miejsca na następne. Odpada dylemat: kawa - herbata? Przyszedłem się kochać. Zobaczyłem światło więc przyszedłem. Zadzwoniłem i otworzyłaś. Nie przyszedłem rozmawiać. Nie przyszedłem namawiać. Nie przyszedłem zbierać podpisów. Nie przyszedłem pić wódki. Ja przyszedłem się kochać. Odpowiedz Link
jutka1 Re: Swietlicki na wtorek -- 3 06.05.08, 16:51 Magnetyzm Iskrzy się noc i iskrzy. Motyle są jak mosty skonstruowane. Mnóstwo cekinów nocą. Mówi się "kocham", bo chce się odezwu. i "śmierć" się odpowiada, choć trzeba inaczej. Dotyka się łagodnie. Każdy dotyk ma echo. I oczy się odwraca z delikatnością zwierząt. Odpowiedz Link
jutka1 Re: Swietlicki na wtorek -- 4 06.05.08, 16:59 Casablanca Niekochany nie zdradza. Niekochany chodzi dzwoniąc w kieszeni niepotrzebnym kluczem. Z bramy wychyla się staruszek niepokojąco podobny do Bogarta. ”Celuję prosto w twoje serce, synu!” ”Przecież wiesz, że to najmniej czuły we mnie punkt.” W sąsiedniej bramie znaleziono siedemdziesięcioletnią Marilyn Monroe. Potrafiła wykrztusić jedynie: PU PU PI DU. ”Jaka jest pańska narodowość?” ”Jestem pijakiem. Jestem nieślubnym dzieckiem Bogarta i Marilyn Monroe. To ja zabiłem Laurę Palmer.” To wszystko na ten temat. Odpowiedz Link
jutka1 Swietlicki na czwartek 08.05.08, 08:50 ...ska Dlaczego twój niepokój tak obraca się wokół wyrazów: niepodległość - wolność - równość - braterstwo - Polska od morza do morza - bezrobocie - podatki - Gazeta Wyborcza? Czy nie wiedziałeś, że są to małe wyrazy? Czy nie wiedziałeś, że są to wyrazy najmniejsze? Dlaczego właśnie o nie zahacza twój język? Czy nie wiedziałeś, że tym wszystkim rządzi ta szczupła dziwka, ta którą kochasz a raczej masz na nią ochotę? która wybiera sobie tego, którego akurat ty nienawidzisz? Który znęca się nad nią i wbija w nią gwoździe? Przez nią siedzisz w więzieniu! Przez nią jesteś głodny! Przez nią!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link
jutka1 Re: Swietlicki na czwartek -- 2 08.05.08, 17:54 Aha Aha, gotuję z miłości, sieję popiół wszędzie dokoła, gotuję niezdarnie ten, który śpiewa, jest tym, który kocha i to, że smutno śpiewa, wcale nie jest ważne ten, który śpiewa, ciągle zmartwychwstaje? Odpowiedz Link
jutka1 Swietlicki na sobote 10.05.08, 08:36 79´ "Tekst pochodzi z piosenki o tym samym tytule ...z płyty "Perły przed Wieprze" Oczywiście, że nie ma miłości.. Nie ma i nigdy nie było. Nawet to cośmy robili. W żadnym calu nie zahacza o miłość. Oczywiście, że nie ma miłości.. Pomyliłem się, pomyliłem się.. Oczywiście, że nie ma miłości.. Można już odetchnąć, można wetchnąć.. resztki swojego ciepła.. ..w resztki ciepła świata. Odpowiedz Link
jutka1 Swietlicki na sobote -- 2 10.05.08, 08:48 Ludzie Kochają się i są zameldowani. Wszystkie papiery w zupełnym porządku. Mają swoje choroby, pomagają sobie lekarstwami i literaturą. Oni żyją, a ja piszę o nich wiersze, odnajduję kolejne klocki ich historii. To nie jest zdrada, jeśli ją ujawniam. Niekochany nie zdradza. Niekochany chodzi dzwoniąc w kieszeni niepotrzebnym kluczem. (87) Odpowiedz Link
jutka1 Swietlicki na sobote -- 3 10.05.08, 08:56 Różaniec, młynek, wiatraczek Nie opiekuję się twoim mężczyzną pod twoją nieobecność, nie odżywiam go właściwie, odprowadzam go do obcych kobiet, a on je krzywdzi, obiecując to, co obiecał już tobie; Nie opiekuję się twoim mężczyzną, to jakiś byt, którego nie powinno tu być, trzymam go w płytkim, wciąż otwartym grobie, śpiewa stamtąd króciutką pijacką piosenkę. Odpowiedz Link