Kafka

20.02.08, 12:49

Wiec pan nauczyciel glowny mojego dziecka stwierdzil, ze z dzieckiem
wytrzymac nie moze, wiec nazely mu dac ritaline, bo slyszal od
swojej kolezanki, ktora kiedys studiowala jeden semestr psychologii,
ze to pomaga i dziecko bedzie jak nowe.

Pan nauczyciel napisal sprawozdanie i poprosil o tak
zwany „Abklärung“ co chyba oznacza po polsku cos na ksztalt diagnozy
badz psychologicznego profilu. Jako iz bylam zupelnie pewna, ze
zaden zdrowo myslacy czlowiek (nie mowiac juz o lekarzu) nie zgodzi
sie na podanie siedmiolatkowi psychofarmakow tyko po to, by pan G.
mogl wygodniej plaszczyc swoj tlusty tylek, to sie na owe jaselka
zgodzilam, coby G. sobie nie myslal, ze niekooperatywni jestesmy.
Sprawozdanie poszlo do pediatry a ten stwierdzil, ze na te diagnoze
nie trzeba psychologa badz psychiatry , tylko ze on ma kolezanke
pediatre, co przeszla odpowiednie przeszkolenie i moze test zrobic i
atest wydac
Pani pediatra z licencja na rozdawanie ritaliny najpierw rozmawiala
z nami godzine, potem przez godzine testowala dziecko a potem
spotkala sie z nami i przedstawila nam rezultaty.
Otoz pani bardzo madrze wylozyla nam, ze sprawdzane jest
piec „umiejetnosci zmyslowo – mozgowych“ plus yntelygencja i jak
trzy czynniki sa ponizej normy, to jest ADS badz ADHS (w zaleznosci
ktore). No i jej wyszlo, ze nasze dziecko ma trzy i ze tym samym ma
ADS (o dziwo bez H, czyli hiperaktywnosci, co bylo jedynym z
symptomow, o ktory go ewentualnie podejrzewalam, bo spokojnie na
tylku nigdy usiedziec nie moze, ale wg. testow inni chyba tez nie
moga, wiec jest w normie). Pani wyszlo mianowicie, ze moje dziecko
ma problemy z „Feinmotorik“ (zdolnosci manualne?) co calkiem moze
byc, bo pisze paskudnie, plus problemy ze zmyslem odczuwania (nie
odroznia ponoc, czy sie go dotyka skora czy aksamitem czy tez
jedwabiem i to prosze panstwa powazny handicap jest) plus ma
problemy z orientacja przestrzenna i trojwymiarowym widzeniem. No to
ja sie tutaj rozesmialam i wytlumaczylam pani od ritaliny, ze ma
zupelna racje, dziecko przestrzennie nie widzi i jeszcze nigdy nie
widzialo, bo taka wade wzroku ma (ja zreszta tez) i ze chyba nalezy
to w tym tescie uwzglednic? Pani od ritaliny spojrzala do swoich
notatek, stwierdzila, ze on jest ktotkowzroczny (tak naprawde jest
dalekowzroczny, ale co tam) i ze to z widzeniem przestrzennym nie ma
nic wspolnego i dalej obstawala przy swoim. Jako ze nie moglysmy sie
w teamcie dogadac (bo ja oczywiscie zdaniem pani na temat wady
wzroku, ktora mam od urodzenia nie mam pojecia), zaproponowalam, by
porozumiala sie z jego okulistka zanim ten swoj raport napisze.

Tydzien temu raport przyszedl: dziecko ma ADS (specjalnie
podkreslone, ze bez H), nalezy mu dac ritaline i wszytko bedzie
cacy. Ze ma wynika z tych trzech kryteriow, ktore w godzinnym tescie
nie spelnil. Pani dalej obstaje w raporcie przy krotkowzrocznosci i
poza tym nic. Rownoczesnie pani pisze, ze jak mu sie nie kaze
rozpoznawac trojwymiarowych obrazkow, tylko na przyklad pozwala
czytac badz rozwiazywac testy na inteligencje to dziecko
wspolpracuje i sie bezporblemowo koncentruje przez przepisowe 45
minut z palcem w dupie (jak by kto nie wiedzial, ADS to zaburzenie
koncentracji).

Nie wiem jak udalo mi sie nie dostac ani wylewu ani zawalu, w kazdym
badz razie ze sprawozdaniem udalam sie osobiscie do okulistki.
Okulistka wybaluszyla oczy prawie ze trojwymiarowo, stwierdzila, ze
pani od ritaliny ma chyba aua a z pewnoscia nie ma zielonego pojecia
i napisala nowe sprawozdanie, ze dziecko, co nie ma trojwymiarowego
widzenia z definicji nie widzi trojwymiarowo i orientacji
przestrzennej uczy sie inaczej, gorzej i znacznie dluzej i ze
mowienie o niedorozwoju czegos, co nigdy sie nie rozwinie bo sie
rozwinac nie moze jest zupelnie niedorzeczne.

Ja myslalam, ze pani od ritaliny stuli uszy po sobie, przyzna, ze
tylko dwa kryteria sa niespelnione, odszczeka to ADS i schowa
ritaline do szuflady a panu G. napisze, ze dzieci tak maja, ze
zatruwaja doroslym zycie a tymczasem....

Pani stwierdzila, ze nie wiedziala (moja uwage, ze przeciez mowilam
zbyla zirytowanym machnieciem lapy) i ze sytuacja jest w takim razie
bardzo skomplikowana i ze ona nie ma licencji na wydawanie ritaliny
dzieciom niewidzacym przestrzennie i ze w takim razie..... jednak
trzeba do psychologa.

Pani sie skonsultowala telefonicznie i psycholog powiedzial, ze on
to teraz tez nie wie, jakim testem ten test zastapic i ze musi sie
skonsultowac (ale chyba nie wiedzial z kim) i ze powiadomi. No i
teraz mamy termin z kierowniczka oddzialu dzieciecej psychiatrii w
naszym kantonalnym szpitalu, ktora to ma rozstrzygnac, czy ta
tragikomedia bedzie miala nastepny akt czy tez na oko (badz dwa) jej
sie wydaje, ze ritaline nalezy schowac do szuflady badz
alternatywnie zaproponowac panu G.

Poniewaz ja juz zupelnie stracilam orientacje na tej imprezie to na
wszelki wypadek zapytalam pania glowna psychiatryczke, czy jezeli
ona zadecyduje ze nalezy go nadal testowac i te testy dla jednookich
nadal wykaza, ze on ma ADS i ona napisze, ze nalezy mu podac
ritaline a my sie na to nie zgodzimy, to ritalina zostanie mu podana
(pytalam tak na wszelki wypadek, coby przygotowac nasza potajemna
ucieczke ze Szwajca). Pani psychiatra powiedziala ze.... oczywiscie
nie, bo decyduja rodzice.

No to ja jej powiedzialam, ze w takim razie mozemy juz teraz
zakonczyc te kosztowna szopke, bo ja sie dopiero ewentualnie w
grobie na to zgodze, wiec skoro zakocznecie juz jest znane, to czyba
nie musimy przerabiac srodka?

No i tutaj prosze panstwa sie okazalo, ze nie. Bo ja co prawda moge
sie nie zgodzic na ritaline i nawet na terapie wszelka niezgodzic
sie moge ale na jednoznaczne zakonczenie psychologicznego testowania
i przybicie dziecku pieczatki, to ja sie prosze panstwa niezgodzic
nie moge, jak juz raz sie zgodzilam. W tej materii rien ne va
plus....

PS: pamietacie, jak wam tu wkleilam kawalek mezowej recenzji? Otoz
napisana ona byla jezykiem wrecz prymitywnym w porownaniu z tym
ritalinowym sprawozdaniem. Wy juz slyszeli kiedy
slowo „taktilkinästhetisch“?
    • iwannabesedated Re: Kafka 20.02.08, 13:13
      No ale Xurek, po co to wszystko? Skoro chciałaś tylko stworzyć
      wrażenie kooperatywności, to trzeba było się z mety zgodzić na ten
      ritalin (brzmi groźnie, to jak jakieś psychotropy?)i udawać że
      dzieciaka szprycujesz tym.
      Jeśli natomiast chciałaś im coś udowodnić - to szkoda Twojego czasu
      i atłasu. "Nie wdawaj się w dyskusję z idiotą - sprowadzi Cię do
      swego poziomu, a potem pokona doświadczeniem."
      Idź zrób meakulpę, przyznaj im rację i podziękuj za pomoc. Potem
      głośno przed Herr G. chwal jak dzięki niemu i jego światłej
      interwencji a wbrew Twojemu ciemniackiemu oporowi, pomógł dziecko
      znormalizować i że rzeczywiście teraz jest jak nowe.
      • xurek Re: Kafka 20.02.08, 13:29
        Tylko wrazenia stworzyc nie chcialam. Gdyby kazali dziecku na jakies
        terapie chodzic, to ja bym sie byla na to zgodzila. Gdyby nam
        kazali, to tez :). Ritalin to srodek psychotropowy, podawany tutaj
        coraz czesciej dzieciom (w 90% chlopcom), bo ma dzialanie
        uspokajajace i je “otumania”, rownoczesnie zmieniajac im psyche,
        podnoszac puls i cisnienie krwi, powodujac tycie itd, co juz jednak
        nikogo nie obchodzi, skoro sa “grzeczne”. Uwazam ze podawanie
        dziecku po jednym godzinnym tescie psychotropow dlatego, ze jeden
        nauczyciel nie daje sobie z nim rady to gruba przesada – nie uwazam
        jednak, ze nauczycielowi nie naelzy w jakis sposob pomoc w
        opanowaniu sytuacji.

        Twoj pomysl z udawaniem dawania Ritaliny ma swoje plusy – jako osoba
        raczej bardzo prostolinijna w ogole na to nie wpadlam – teraz chcac
        nie chcac musze przebrnac przez ten caly cyrk, ale jezeli psychiatra
        znow poleci dawanie tego psychotropa to sie powaznie nad
        zastosowaniem Twojej taktyki zastanowie.

        U G jeszcze nic straconego, bo o tym calym cyrku jeszcze nic nie
        wie – dostanie dopiero koncowe sprawozdanie.
        • iwannabesedated Re: Kafka 20.02.08, 14:31
          No tak, ale terapia uskuteczniana przez takie gremium może być
          równie szkodliwa co te dragi, Xurek. Oglądałam wczoraj odcinek
          Millenium gdzie sprytny adwokat psychopata wmówił jakiemuś gościu że
          ten popełnił czyny pedofilne. Ponoć jest takie coś możliwe, nazywa
          się to 'fałszywe wspomnienia'. Siła złego na jednego i dzieciak w
          końcu uwierzy że coś z nim nie tak. Albo go wyszwajcują na swoją
          modłę i wtedy dopieroż będzie strasznie.
      • lucja7 Re: Kafka 20.02.08, 13:31
        Chcialam napisac cos podobnego.
        Dodam moze to, ze "expert" bedzie chcial poznac i zbadac
        indywidualne charakterystyki osobowosci dzieciaka jest grubym
        bledem. Nalezy pamietac ze jest to odwalajacy robote czlowiek
        ktoremu mamusie opowiadaja mnostwo rzeczy prawdziwych i
        nieprawdziwych i ktore w sumie, wg niego zawracaja mu glowe.
        Propozycja by on skontaktowal okuliste jest kolosalnym bledem,
        poniewaz:

        - on wie lepiej co i jak robic (to jego chleb), co jest zrozumiale
        (przeciez dlatego do niego poszlas),
        - jest to proba podwazenia jego autorytetu, z czym on nie moze sie
        zgodzic, i jest to zrozumiale.

        Nalezy wiec pracowac samemu i przygotowywac tego rodzaju expertyzy,
        ktore, niestety, moga miec konsekwencje w rozwoju dzieciaka. Mowie o
        tym ze powinnas pojsc do niego z solidnym dossier okulisty, np.
        To tak jak z bankami o ktorych pisala kiedys Stokrotka: sa gluche na
        wolania ludzi ktorzy nie maja pretensji by na nich zarobic. Po
        prostu gluche.

        Sa tez kraje gdzie psychotropy podaje sie dzieciom (rowniez
        niemowletom) i problemu (podobno!) nie ma. Nie pisze gdzie, bo znow
        bedzie ;-)))
        • jan.kran Re: Kafka 20.02.08, 13:36
          Xurku zajrzyj prosze na poczte GW .
          Pozdrawiam
          Ula
          • xurek Re: Kafka 22.02.08, 12:42
            Kranie, zamelduje sie w przyszlym tygodniu, bo teraz jestem
            strasznie zagoniona
            • jan.kran Re: Kafka 23.02.08, 00:01
              xurek napisała:

              > Kranie, zamelduje sie w przyszlym tygodniu, bo teraz jestem
              > strasznie zagoniona


              Ok , Xurku , zamelduj sie kiedy bedziesz mogla:)

              Dosc mi zalezy zebys sie zglosila ... Na razie napisze to co mysle na poczte GW
              , o ile mi sie uda wejsc, grrrrr!
              Pozdrawiam.
              Kran
        • xurek Re: Kafka 20.02.08, 15:10
          Jezu, dziewczyny, teraz zabilyscie mi nastepnego gwozdzia - macie
          racje, terapia u kogos, kto rozdaje psychotropy jak landrynki tez
          moze byc niebezpieczna. Czyli jedyne dobre wyjscie z sytuacji, to
          zeby pani psychiatryczna kierowniczka napisala opinie, ze dziecku
          nic nie dolega i niczego nie trzeba. Macie jakis pomysl, jak mam to
          osiagnac (termin dopiero za 1.5 tygodnia, wiec troche czasu jest).
          Chyba zaczne sie modlic...
          • iwannabesedated Re: Kafka 20.02.08, 15:28
            Ja mam pomysł.
            Po prostu powołaj się na różnice kulturowe. Wytłumacz, że dziecko
            wychowując się w Szwajcu, nie może jednak tracić swoich korzeni
            kulturowych. A kultury te kładą włąśnie nacisk na odrębność
            (polskie), kwestionowanie reguł (polskie), ekspresję ruchową
            (afryka), inne pojęcie czasu (afryka), oraz respektują hierarchie
            plemienne i rodzinne a nie oficjalno sruturalnie (oba). Wygłoś to
            wszystko z namaszczeniem i poważną miną i wręczając osobom zarazem
            grubaśne opracowania dotyczące socjo/antropologi Waszych szanownych
            kultur. Oświadcz iż wybrałaś ten właśnie szacowny Szwajc coby
            dziecię mogło właśnie rosnąć w duchu kultury europejskiej nie tracąc
            zarazem obfitych i bogatych (oraz dzikich ) korzeni, bo właśnie
            Twoim zdaniem Szwajc takie możliwości Twej latorośli zapewniał, i
            żeby nie dopuścili do tego abyś zdanie swoje na temat Szwajcu
            zmieniła i została roz-czarowaną, howgh. Przyjdź na spotkanie
            najlepiej w kurpiowskiej zapasce i afrykańskim zawoju na głowę.
            • tortugo Re: Kafka 20.02.08, 18:28
              Xurku mily, rzeczywiscie Kafka w czystej postaci to jest. I obawiam
              sie, ze powolywanie sie na roznice kulturowe nie odniesie rezultatu
              poniewaz jest zbyt abstrakcyjne dla zegarkowych szwajcow. Choc kto
              wie. Chyba jednak potrzeba tu myslec bardziej w stylu prawnika,
              proceduralnie bardziej moze. Zaatakowac te ich suche numery.
              Zredukowac one 3 czynniki do 2 i juz po negatywnej diagnozie. Wiec
              nie dawaj za wygrana z ta okulistka, musi byc cos w procedurze co
              pozwoli ci wylaczyc wrodzona "wade" wzrokowa z tego rownania. A
              takze: Majo oni tam w szwajcu cos takiego, co sie nazywa "second
              opinion"?

              ~:O:=o
              • xurek Re: Kafka 20.02.08, 19:46
                Second opinion, zwana tutaj Zwajtmajnungiem oni niby maja, ale z
                moich dotychczasowych w tej materii doswiadczen wynika, iz w wypadku
                Szwajcu rozchodzi sie tutaj nie o opinie alternatywna, tylko o
                opinie wtorna w sensie powtorzona.

                Uzasadnienie podaje w skrocie krocac moich dwanascie rozmow z
                wszystkimi dostetpnymi w naszym i osciennych kantonach psychiatrami
                dzieciecymi do jednego koncentratu:

                Xurek: dzien dobry, jestem Xurek, mam 7 letniego syna i pragnelabym
                zrobic dla niego „Abklärung“, by zasiegnac drugiej opinii.

                Psychiatra: dzien dobry, a dlaczego dziecko ma byc sprofilowane i
                kto wydal te pierwsza opinie?

                Xurek: chetnie podam panu wszystkie dane PO zbadaniu przez pana
                dziecka i wydaniu opinii, gdyz zalezy mi na tym, by ta druga opinia
                powstala zupelnie niezaleznie od pierwszej.

                Psychiatra: alez oczywiscie, powstanie ona zupelnie niezaleznie,
                niczego pani nie musi sie obawiac. Ale w tym celu potrzebne sa
                najpierw: powod, dla ktorego ten profil ma byc zrobiony, konsultacja
                psychiatry z instytucja, ktora poprosila o ten profil, nazwisko
                lekarza, ktory pierwszy profil zrobil plus konsultacja z owym…….

                Xurek: ale czy naprawde to wszystko jest panu konieczne, by zbadac
                dziecko? Czy dziecko samo w tym celu nie wystarczy?

                Psychiatra: dziecko oczywiscie zostanie zbadane ROWNIEZ, ale bez
                wstepnych danych na temat on nie jest w stanie takiego badania
                przeprowadzic. Moze jakis inny psychiatra jest, ale on nie, bo on
                taka procedure ma i juz.

                Biorac pod uwage, iz ten Zwajtmajnung kostzowalby mnie min 3'000 CHF
                (tyle chcial najtanszy psychiatra), ktory musialabym pokryc z
                wlasnej kieszeni (chyba dla kazdego jest jasne, ze kasa chorych
                placi tylko za jeden majnung, za to nawet wtedy, kiedy sie go nie
                chce) a wynik w tych warunkach moze okazac sie dodatkowym gwozdziem
                do trumny miast zbawienia postanowilam odlozyc zastanowienie sie nad
                ta alternatywa na pozniej.
                • ertes Re: Kafka 20.02.08, 20:08
                  A moze oni maja jednak racje?
                  Taka mozliwosc rowniez istnieje.
                  • xurek Re: Kafka 20.02.08, 20:42
                    w czym maja racje? W tym, ze po jednym godzinnym tescie polecaja
                    napychanie 7-latka psychotropami? Naprawde tak myslisz? Jak by to
                    bylo Twoje dziecko to tez bys tak myslal? I aplikowal mu te
                    psychotropy?

                    Czy moze w tym, ze sie upieraja, ze dziecko z wrodzonym
                    astygmatyzmem musi rozpoznawac trojwiarowe obrazki bo jezeli nie, to
                    znaczy ze ma ADS?

                    Ertes, niewykluczonym jest byc moze, ze on ma ADS, co jednak
                    nalezaloby sprawdzic w nieco dluzszym i mniej dyletanckim procesie i
                    zaczac ewentualne leczenie od miliona przeroznych istniejacych
                    nieinwazyjnych terapii, i dopiero jak nie przyniosa rezultatu
                    siegnac po psychotropy?

                    Sprecyzuj prosze to z ta racja.

                    No i jezeli dziecko ma w tej chwili 5 nauczycieli a skarzy sie z
                    tego dokladnie jeden (pomijajac milczeniem fakt, ze w poprzednich
                    trzech latach nie skarzyl sie zaden) to wg. rachunku
                    prawdopodobienstwa cos z ta racja chyba nie tak.....
                    • tortugo Re: Kafka 20.02.08, 23:30
                      Jest to opowiesc napawajaca mnie doza strachu i swoistej nienawisci
                      do swiata. Mowie calkiem serio. Ilustruje ona, jak najlepsze
                      intencje i szczerosc moga sie okazac cyniczna naiwnoscia wobec
                      bezosobowego systemu zaminowanego pulapkami na wlasnie takich. To co
                      z tom cywilizacjom? Xurku, otworz no okno i wsluchaj sie, czy oby to
                      nie dzikie wrzaski Tarzana obijaja sie echem po Alpach. I zycze ci
                      natchnienia w tej walce.

                      ~:O:=o

                      PiEs. I wystrzegaj sie juz takich prostych bledow, jakim bylo
                      przyznanie na wstepie, ze szukasz DRUGIEJ opinii... ;)
                      • xurek Tortugo :)) 20.02.08, 23:45
                        dziekuje za dobra rade. W koncu napewno wszystkich 12-tu mnie nie
                        zapamietalo (chociaz kto wie, po tym jak sie tak jakalam :)) wiec
                        moge zaczac zabawe od nowa, nie mowiac ze szukam drugiej opinii.
                        Masz rowniez pomysl, CO moge im powiedziec (no bo powiedzenie, ze
                        pan G. sobie z nim nie daje rady i zaproponowal ritaline chyba
                        raczej nie jest dobrym pomyslem).

                        Czlek jak widac uczy sie na bledach, pozostaje tylko miec nadzieje,
                        ze to nie maly bedzie musial ponosic ich konsekwencje.
                        • tortugo Re: Tortugo :)) 21.02.08, 20:36
                          Pani pediatra wydala diagnoze o 3 czynnikach, a zaden z nich mi nie
                          wyglada na zrodlo problemow psychologicznych. Ale ja lajkonik
                          jestem, a przepisy przepisami, nawet jesli glupie (my cos o tym
                          wiemy;). Pierwsza porada: Jesli dziecie ma dobre grossmotorik, to
                          pani pediatrze z kopa w jaja.

                          Jak bedziesz gadac z pania kierownik oddzialu dzieciecej
                          psychiatrii, postaraj sie zyzkac jej przychylnosc. Powiedz jej o
                          swoich zastrzezeniach, tylko przypadkiem nie ubliz honorowi
                          zawodowemu
                          jej kolezanki po fachu, pani pediatry. Najlepiej byloby uniewaznic
                          pierwotna diagnoze, wiec nie zaszkodzi zapytac, choc bardzo watpie
                          ze to mozliwe. Ale moze pani kierownik n.p. skieruje cie do
                          jakiegos psychologa ktory jest bardziej wrazliwy na te rzeczy? Bo
                          wiesz, szwajce to tez ludzie, i choc lamanie przepisow to dla nich
                          jak choroba morska, to na pewno sa czasem sklonni do
                          pomocy w ramach. (Zakladam, ze olanie wtornego testu nie pozostaje
                          opcja - musisz kontynuowac proces.) Badz odpowiednio przygotowana na
                          ten wtorny test, uzbrojona w diagnoze okulisty co do wady wzroku
                          dziecka. Mam nadzieje, ze jesli ten czynnik odpadnie, diagnoza ADS
                          tez cala padnie. A jesli nie, zastanow sie porzadnie, czy ta
                          pieczatka bedzie istotnie plama na zyciorysie dziecka. A propos,
                          jest cos w ustawach o re-testowaniu, powiedzmy po dwoch latach, albo
                          po wypelnieniu zalecen lekarza, albo cus?

                          Daj sobie spokoj z lazeniem po innych psychologach i udawaniem, ze
                          to o pierwsza opinie chodzi - sprawy zaszly za daleko (patrz: termin
                          z pania kierownik oddzialu dzieciecej psychiatrii na kanton). Wiec
                          nawet jak ja zdobedziesz, to w momencie wlaczania jej do akt sprawy
                          okaze sie, ze jest nierozwiazany konflikt.

                          Powodzenia
                          ~:O:=o
                          • xurek Re: Tortugo :)) 22.02.08, 12:41
                            Grobmotorik w tym tescie wogole nie byla badana. Za to na
                            podstawie „niedorozwinietej Feinmotorik“ pani od ritaliny wysnula
                            wnioski typu „ogolne problemy z koordynacja ruchow“, ktore jednak
                            niczego nie pogorszyly, bo dotycza tego jednego kryterium, ktore juz
                            i tak bylo stracone (albo zle rozumuje?)

                            Maly plywa, jezdzi na rowerze, na nartach, rolkach, skacze z 5-m
                            trampoliny z saltem, umie stanac na glowie, chodzic na rekach,
                            robic „spiny“ na glowie bez podrzymywania sie rekami (berakdance:)),
                            robi salto ze stania do tylu, wiec „grobmotorisch“ jest moim zdaniem
                            daleko do przodu. Chodzi od roku na breakdance i przyjeli go tam jak
                            mial 6, po tescie na wlasnie koordynacje ruchowa, chociaz normalnie
                            przyjmuja dopiero od 8-miu (wtedy bez testu)..
                            Czy mam rowniez poprosic trenera od breakdanca o ktorkie
                            sprawozdanie (on nie jest expert, nosi gacie z krokiem w kolanach,
                            ma ok. 25 lat i rekord w ksiedze Guinessa w jakims zs tych
                            spinow :)). A jezeli nie, to czy w ogole sie czepiac
                            tej „koordynacji“, skoro nalezy do „Feinmotorik“, ktora i tak jest
                            ponizej i rowniez moim zdaniem nie jest mocna strona S.

                            W tym calym tescie S. w ani jednej testowanej dziedzinie nie byl w
                            normie. Test porownywal jego rozwoj ze sredia grupy wiekowej (S ma 7
                            lat) i wyniki mial takie:

                            Feinmotorik – rozwoj 5-6 latka
                            Räumliche Wahrnehmung (przestrzenne postrzeganie?) – rozwoj 3-4
                            latka (chyba cos udalo mu sie zgadnac :))
                            Taktilkinesthätik (czyli to rozpoznawanie rzeczy przez bycie nimi
                            dotykanym) – rozwoj 5-6 latka
                            Auditive Wahrnehmung (postrzeganie dziwiekowe?) – rozwoj 9-10 latka
                            Visuelle Wahrnehmng (postrzeganie wizualne, tutaj musial
                            interpretowac, co jest przedstawione na obrazkach) – rozwoj 9-10
                            latka

                            Do tego doszedl test na inteligencje, ktory nie za bardzo rozumiem,
                            bo nie ma tam zadnego IQ, ale chyba jest w normie badz powyzej, bo
                            a) pani sie nie czepiala i b) jako osoba yntelygentna ja tak
                            interpretuje te numerki :)):

                            Intelligenz: Maximum = 36, wynik = 31, norma wiekowa = 23

                            Do tego test na koncentracje, z ktorego wynika, ze dopoki nie kaze
                            mu sie robic nic „przestrzennego“ badz dluzej pisac, to maly
                            koncentruje sie bezproblemowo 45 minut, jezeli musi pisac badz np.
                            oceniac odleglosci to sie szybko meczy, wierci, nie uwaza i traci
                            koncentracje.

                            Ja juz pytalam pania, czy to sie jakos nie „sredniuje“, ze skoro tu
                            wyzej a tam nizej to bilans wychodzi na zero, ale ponoc niestety
                            nie. Te „przyspieszenia“ sa po prostu „nice to have“, ale co sie
                            liczy to te opoznienia.


                            Paranoia tej calej szopki polega na nasetpujacym:

                            Nauczyciel twierdzi w zasadzie (przez ogrodki), ze dziecko jest
                            hiperaktywne i dlatego nalezy mu podac ritaline i spacyfikowac.
                            Nauczyciel ma z nim problemy glownie w czasie wolnym, bo maly
                            rozrabia i on nie potrafi dac sobie z nim rady. Natomiast o tym, ze
                            maly nie umie sie skoncentrowac nie ma w sprawozdaniu nauczyciela
                            ani slowa.

                            Wynik zainicjowanego przez niego badania kategorycznie stwierdza, ze
                            maly nie jest hiperaktywny (jest to specjalnie podkreslone), tylko
                            ma “deficyt koncentracji” i na to nalezy mu pdawac ritaline.

                            Ja zas z moich obserwacji jestem znacznie blizej tego, co twierdzi
                            nauczyciel, twierdze jednak, ze na to nie trzeba ritaliny, tylko
                            silnej reki i klarownych i egzekwowanych regul, na co mam rowniez
                            dowody. Z moja mama S. to najgorszy rozbojnik na tej planecie, z
                            nanny, ktora sie nim czasem zajmuje badz trenerem z breakdance
                            niesamowicie wrecz zsubordynowane dziecko.

                            Gdyby kos mi powiedzial, ze nalezy mu zrobic na te Feinmotorik
                            terapie, to bym sie pewnie zgodzila, bo widze, jak ciezko idzie mu
                            pisanie, wycinanie, przylkejanie malych detali, chociaz naprawde
                            staramy sie to czesto robic. Gdyby kazano go terapiwac na “upor i
                            przekore”, ale werbalnie, to najprawdopodobniej tez bym na to
                            przystala.

                            Ale oni chca dziecko, ktore moim zdaniem nie ma zadnych zaburzen
                            napychac psychotropami w wieku 7 lat!!!!!!!

                            Tortugo pytasz, czy to takie straszne, jezeli on te diagnose a
                            przede wszystkim to polecenie dawania ritaliny dostanie. Tak, jest
                            to w miare straszne. Pierwszy raz z ta ritalinowa paranoia zetknelam
                            sie 4 lata temu, kiedy jego najlepszy o 4 lata starszy przyjaciel
                            zostal przez szkole zmuszony do jej brania. C poszedl do panstwowej
                            szkoly, ktora po TYGODNIU!!! nauki wyslala go na te badania z
                            wynikiem takim jak u S (plus Hyperaktivität) po czym po
                            niezgodzieniu sie rodzicow na podawanie ritaliny wydala opinie, ze w
                            takim razie oni nie rokuja zadnej szansy na skonczenie przez C
                            normalnej podstawowki i przeniosla go do szkoly specjalnej!!!!!
                            (inteligencja w jego tescie tez nie byla problemem). Rodzice sie
                            ugieli i C wcina ritaline od 3 lat po to, by moc chodzic do
                            normalnej szkoly. Jego rodzice zainteresowani wtedy tematem odkryli
                            nastepne 2 takie przypadki w naszej miescinie, w ktorej jest byc
                            moze z 10 chlopakow w podstawowce. 3 na dziesieciu to dla mnie
                            przerazajace i wystarczajacy powod, by poslac malego do szkoly
                            prywatnej. C. jest u nas czesto, czasem zostaje na noc i ja musze mu
                            podawac z zegarkiem w reku te prochy. Jezeli zapomnie i spoznie sie
                            o pol godziny, to dluzej napewno nie zapomne, bo jemu wtedy tak
                            odbija, ze nawet slepy nie moglby nie zauwazc roznicy. Kiedy
                            ritalina przestaje dzialac, C zupelnie nie potrafi siebie opanowac –
                            to jest naprawde cos strasznego, czego nigdy u niego nie widzialam,
                            zanim tych prochow nie zaczal brac.

                            Nie mam pojecia, jak prywatna szkola mojego syna zareaguje na nasza
                            niezgode – z tego co wiem, nie moga jak szkola panstwowa przeniesc
                            go automatycznie do szkoly specjalnej, moga go co najwyzej wyrzucic
                            i to tez nie w ciagu roku, tylko po jego zakonczeniu. Nie mam
                            pojecia, czy by tak zrobili czy nie, ale wolalabym nie musiec sie
                            przekonac i miec swich w rece, na ktorym stoi czarno na bialym, iz
                            podanie ritaliny nie jest zalecone.

                            Caly czas mysle o tej czekajacej nas rozmowie i mozliwej taktyce i
                            jak dotad rozwiazanie Stokrotki przekonuje minie coraz bardziej
                            (jezeli nie uda mi sie obalic tej diagnozy albo przynajminej
                            propozycji leczenia).
                            Inna mozliwosc, ktora rozwazam to po prostu sfalszowanie tego
                            raportu….
                            • lucja7 Re: Tortugo :)) 22.02.08, 15:37
                              Xurku, odradzam zdecydowanie falszowanie papieru.
                              Nie wysylaja automatycznie kopii do szkoly?
                            • tortugo Re: Tortugo :)) 22.02.08, 18:00
                              > Tortugo pytasz, czy to takie straszne, jezeli on te diagnose a
                              przede wszystkim to polecenie dawania ritaliny dostanie.
                              • lucja7 Re: Tortugo :)) 22.02.08, 18:27
                                Moznaby tez znalezc jakiegos specjaliste, autorytet zdecydowanie
                                przeciwny przepisywaniu psychotropow dzieciom (z pewnoscia tacy
                                publicznie istnieja) i reagowac wpasowujac sie w jego dialektyke.
                                Nie bylo jakichs procesow przeciw lekarzom-chemikom,
                                rozstrzygnietych na ich niekorzysc?
                                Az trudno wierzyc mi w tak absurdalna sytuacje :-(((
                                • xurek Re: Tortugo :)) 22.02.08, 20:11
                                  Czasem naprawde dobrze cos napisac, potem przeczytac, posluchac rad
                                  i spojrzec na sprawe troche z boku.

                                  Tortugo, masz racje, ja do tego podchodze zbyt emocjonalnie i ze
                                  zbyt duza porcja strachu a podytkowane jest to z pewnoscia historia
                                  C i tym, ze widze, co sie dzieje, jezeli mu tej
                                  ritaliny „zabraknie“ plus przezylam te bezsilnosc wtedy razem z
                                  jego mama.

                                  Ale z S. przeciez wcale nie musi tak byc – to, ze nasza panstwowa
                                  szkola za miedza tak reaguje nie znaczy przeciez, ze szkola malego
                                  tez musi.

                                  Chyba powinnam skoncentrowac sie na spokojnie na tym terminie 3.
                                  marca i najpierw sprobowac obalic te diagnose a jezeli sie nie da to
                                  sprobowac wyeliminowac ten pasaz o podawaniu rytaliny a jezeli to
                                  tez sie nie uda, to sie zastanowic, co dalej.

                                  Ten pomysl porozmawiania juz teraz ze szkola jakos mi wewnetrznie
                                  nie pasuje - wydaje mi sie, ze moze lepiej ich nie uswiadamiac, ze
                                  i tak bym sie na te ritaline nie zgodzila dopoki nie jest pewne, ze
                                  w ogole sie o takiej rekomendacji lekarza dowiedza, bo sprawozdanie
                                  zostanie zmienione?

                                  Lucjo, ten pierwszy raport dali tylko nam mowiac, ze mamy dac kopie
                                  nauczycielowi – nie wiem, czy to przypadek, czy tez taka maja
                                  procedure. Typa „przeciwko ritalinie“ znalazlam teoretycznie –
                                  pernsjonowany psychiatra dzieciecy z Uniklinik Zürich, ktory napisal
                                  pare ksiazek i wystapil pare razy w telewizji w obronie dzieci przed
                                  psychotropami, ale ja zupelnie nie wiem, jak do niego dotrzec, poza
                                  tym mysle, ze sprawa go specjalnie nie zaiteresuje, bo pewnie jest
                                  jedna z bardzo wielu takich samych.

                                  Eh, jak ja bym chciala sie obudzic i stwierdzic, ze byl to tylko
                                  koszmarny sen.
                                  • xurek PS: 22.02.08, 20:20
                                    dla sprecyzowania: zmusisc to podania mu ritaliny nie moze mnie
                                    nikt, rowniez panstwowa szkola nie. Tak tez bylo w przypadku C -
                                    rodzice sie nie zgodzili i nie dostawal. W "odwecie" szkola
                                    zadecydowala na przesuniecie go do szkoly specjalnej i tutaj rodzice
                                    nie mieli juz nic do gadania. Dopiero jak zgodzili sie na podanie
                                    ritaliny C mogl wrocic do normalnej postawowki - stracil na tym rok.

                                    Jako, ze szkola S nie jest panstwowa to z blizej nieznanych mi
                                    przyczyn nie moze decydowac o przesunieciu dziecka do innej szkoly,
                                    moze co najwyzej je wyrzucic po zakonczeniu roku szkolnego, wiec do
                                    konca czerwca tak czy siak nic "konkretnego" mu nie grozi....
                                    • tortugo Re: PS: 22.02.08, 22:11
                                      Dobra nasza, to trzymam kciuki za te konsultacje 3-go Marca. Ale
                                      jesli sie skonczy niepomyslnie, wal do szkoly na rozmowe - musisz
                                      zasiac w ich glowach twoje wlasne ziarenko natychmiast, nawet
                                      uprzedzajac odbior oficjalnego raportu przez nich. Nie czekaj do
                                      czerwca, nie daj im czasu na rozwiniecie samodzielnego myslenia bez
                                      swiadomosci twoich przekonan i uczuc w tej sprawie. Bo jak oni sobie
                                      zaczna wyrabiac wlasne opinie, duzo trudniej bedzie je zawrocic. A
                                      wiesz jakie oni miewaja tendencje... Wiec musisz im "pomoc" od
                                      poczatku. ;)

                                      ~:O:o
                    • ertes Re: Kafka 21.02.08, 00:24
                      Nie znam twojego dziecka wiec nie moge oceniac czy ktos ma racje czy nie wiec ja
                      nic nie twierdze.

                      Czasami jednak lekarze ja jednak maja po krotkich badaniach.
                      Jesli jednak uwazasz ze potrzebujesz drugiej i bardziej szczegolowej opinii to
                      nie warto sie zastanawiac.
                      Nie wydaje mi sie ze w takich przypadkach zasada wiekszosci ma sens.
                      Byc moze ze wlasnie ten jeden nauczyciel nalezy do niewielkiego grona tych co
                      "obchodzi". Inna sprawa ze kiedys nie zwracano uwagi na podobne sprawy a ludzie
                      i tak wyrastali, dorastali bez zadnych prochow.

                      Mam znajomych ktorzy maja dziecko ciezko autystyczne.
                      To jest dopiero tragedia.
                      • iwannabesedated Re: Kafka 21.02.08, 22:49
                        Reasumując Xurka, czy uważasz że jest coś na rzeczy i dzieciakowi
                        przyda się jakaś pomoc w radzeniu sobie ze szwajcką rzeczywistością?
                        Czyteż po prostu jest to jedynie wypadek wpadnięcia w tryby
                        biurokratycznego molochu.
                        • lucja7 Re: Kafka 23.02.08, 13:18
                          Xurek pisze:
                          "Typa „przeciwko ritalinie“ znalazlam teoretycznie –
                          pernsjonowany psychiatra dzieciecy z Uniklinik Zürich, ktory napisal
                          pare ksiazek i wystapil pare razy w telewizji w obronie dzieci przed
                          psychotropami, ale ja zupelnie nie wiem, jak do niego dotrzec, poza
                          tym mysle, ze sprawa go specjalnie nie zaiteresuje, bo pewnie jest
                          jedna z bardzo wielu takich samych."

                          Pisze ksiazki, wiec mozesz dotrzec do niego przez jego wydawce,
                          znasz klinike gdzie praktykuje, wiec wiesz wszystko.
                          Z pewnoscia powinnas nawiazac kontakt z takim typem, bo:

                          - po pierwsze, potrzeba ci takiego parawanu w twoich "negocjacjach"
                          ze szkola i jej specjalistami ktorych odrzucasz, co stanowic moze
                          rowniez niezbedna "gre na czas" ze szkola, mowiac "ze jestes w
                          trakcie", ze nic nie odpuszczasz,
                          - po drugie, potrzebuje twoj syn, bo widzi i obserwuje jakas
                          szarpanine z ktorej moze wyciagnac wnioski negatywne, niepotrzebnie,
                          - po trzecie, potrzebujesz ty, by czegos sie dowiedziec o psychice
                          twego dziecka, twojej i co z tym zrobic by nabrac i wiary i poczucia
                          ze rzeczywiscie starasz sie rozwiazac problem, o ile wogole takowy
                          istnieje. Bo rownie dobrze po kilku rozmowach z typem mozecie
                          stwieric ze problemu nie ma wcale.

                          Nie ma sensu sie chandryczyc z kimkolwiek, z czyimis ambicjami,
                          racjami, czyimis ulatwianiami sobie zycia i nie wiem z czym jeszcze.
                          Ale warto miec jakies rozeznanie w sytuacji.
                          A jak sie z nim i zrozumiesz i dogadasz, to zaswiadczenie tez ci da.
                          Nie mysl o zaswiadczeniu, mysl o dzieciaku.

                          :-)
                          • xurek Update 05.03.08, 13:11
                            Rozmowa poniedzialkowa odbyta, co ze sprawy wyniknie nie wiadomo,
                            ale pierwsze wrazenie pozytywne.

                            Pani glowna psycholog nie skrytykowala co prawda bezposrednio pani
                            pediatry od ritaliny ale powiedziala ze:

                            a) oceny dziecka nie zaczyna sie od testow, bo zadne dziecko w
                            tym wieku nie zachowuje sie w typowy dla siebie sposob przy
                            pierwszym zetknieciu z nowym otoczeniem badz nowa osoba.
                            b)Czy istnieja zaburzenia w zachowaniu dziecka w szkole nie
                            da sie stwierdzic czytajac raport nauczyciela i gadajac z dzieckiem
                            w przychodni
                            c)jedna poltoragodzina sesja z dzieckiem nie wystarcza na
                            stwierdzenie czegokolwiek.

                            Diagnozowanie malego w wydaniu pani glownodowodzacej psycholozki
                            wygladalo bedzie tak:

                            1) rozmowa nr. 1 z rodzicami i dzieckiem razem (odbyla sie)
                            2) rozmowa nr. 1 z rodzicami osobno
                            3) rozmowa i zabawa nr 1 z dzieckiem osobno (2 godziny)
                            4) rozmowa i zabawa nr 2 z dzieckiem osobno (2 godziny)
                            5) wizyta w szkole dziecka podczas lekcji i podczas przerwy
                            6) rozmowa z nauczycielem dziecka
                            7) testowanie dziecka
                            8) wydanie diagnozy i dyskusja z rodzicami


                            PS: w miedzyczasie przyszla „odsiecz z kosmosu“ a mianowicie
                            nieoficjalne i potajemne skontaktowanie sie jednej z nauczycielek
                            (nie uczy malego, ale pracuje w tej szkole razem z moim mezem) z
                            mezem w celu wyjasnienia nam prawdziwej istoty naszego dziecka i
                            zaproszeniu nas do kregu wybranych w celu wspolnej walki z
                            otaczajacym nas ciemnogrodem i wszechogarniajaca glupota. Na
                            podstawie poczynionych przez nia obserwacji nauczycielka jest
                            stuprocentowo pewna, ze nasze dziecko to jest „indigo – child“ i nie
                            ma zadnego ADD, tylko MISJE do spelnienia na tym padole. Wybrancem
                            do ratowania naszej przyszlosci jest on prosze panstwa i jako taki
                            rzecz jasna nie moze i wrecz nie powinien podporzadkowywac sie
                            jakimkolwiek regulom naszego zdegenerowanego spoleczenstwa. Pani
                            zapewnila nas, ze ona to rozpoznala stuprocentowo, bo sama jest
                            posiadaczka aury fioletowej, ktora to co prawda nie czyni jej
                            jeszcze “indigo”, ale daje niejako licencje na rozpoznanie
                            takowych......

                            Teraz nie moge sie przestac hipotetycznie zastanawiac, czy to by
                            bylo dobrze czy tez zle, gdyby taka pani z aura byla nauczycielka
                            naszego syna zamiast pana G., ktory zdecydowanie przedklada prochy
                            nad fluidy....
                            • ewa553 Re: Update 05.03.08, 14:06
                              jedno jest jasne: nawet jesli powiedzonka Piranii nie sa juz tak
                              czesto tu powtarzane to widze, ze zycie u stop misjonarza (czy
                              czlowiek z misja to misjonarz?) zapewni Ci do konca zycia wiele
                              atrakcji. Nam rowniez:))))
                              Jakie to szczescie ze Pani zauwazyla tom aure!
                              • tortugo Re: Update 05.03.08, 19:22
                                mesjasz.

                                Przede wszystkim ciesze sie z Twojego opisu rozmowy z Pania
                                Naczelna. Wyglada na to, ze pani jest trzezwa i wyloni sie
                                nieco "prawdziwszy" obraz dziecka (dla oczu instytucji). Skoro zas
                                jestes pewna, ze dziecko jest w sumie OK, to nie ma sie niby o co
                                martwic, hm?

                                Ale co z ta druga pania nauczycielka? Odpowiedzieliscie jej w ogole
                                cos na te jej kosmiczne zaloty? Ostroznie! ;)

                                ~:O:=o
                                • xurek Re: Update 07.03.08, 13:30
                                  Pani nauczycielka z aura skontaktowala nie mnie, tylko meza,
                                  wciskajac mu rownoczesnie w lape ksiazke niejakiej pani Karoliny
                                  Hehenkamp pt "das Indigo - Phänomen", ktora ten przyjal z
                                  podziekowaniem mowiac, ze sie zaznajomimy, nim cokolwiek wyrazimy,
                                  bo temat jest dla nas rownie nowy co zaskakujacy. Jako bardzo
                                  wierzacy chrzescjanin obawial sie pewnie osobiscie zajrzec do tego
                                  dziela szatana, wiec ksiazke wcisnal mnie i ja jom teraz z glupoty
                                  jakiejs czy innego stuporu czytam, czekajac az wyloni mi sie plan,
                                  jak w sposob bardzo mily i dla dziecka nieszkodliwy pani
                                  nauczycielce wytlumaczyc, ze my sie chyba jednak nie zrzeszymy.

                                  PS: nie macie pojecia co ja sie tutaj dowiaduje: wsrod nas jest tylu
                                  ufoludkow, ze sie po prostu w pale nie miesci! Sa dzieci, co maja
                                  cztery "czlony"? DNA wiecej niz normalny homo sapiens, som takie,
                                  ktore sie urodzily z AIDSEM i z niego samoczynnie wyleczyly i w
                                  ogole zande choroby sie ich nie imaja, som takie, co czytaja aury,
                                  nastroje, mysli, odbieraja kosmiczne przeslania itp itd. i som nawet
                                  takie, co do ktorych istnieje podejrzenie, ze zyly beda jezeli nie
                                  wiecznie, to przynajmniej prawie.

                                  To wszystko jest udokumentowane, naukowo udowodnione i sprawdzone i
                                  trzymane przez nasze rzady oczywiscie pod kluczem.

                                  Zaczynam sie czuc nieswojo, coraz czesciej ogladam sie za siebie na
                                  ulicy i na wszelki wypadek sama cenzoruje moje mysli jezeli w
                                  poblizu jest jakies podejrzanie wygladajace dzieco.
                            • go.ga Re: Update 05.03.08, 19:35
                              Mysle, za pani nauczycielka apowinna Wam dostarczyc na pismie swoja opinie na temat "indigo-child" oraz aury i ta opinia powinna zostac wlaczana do akt sprawy. Na pewno pomoze w diagnozowaniu ;-)
                              • iwannabesedated Re: Update 06.03.08, 17:21
                                No to pojawia się światło w tunelu, że w końcu zdołacie system
                                przekonać, że Wasze dziecko nie jest PKP, ADHD, XTRtrrstrial, ani
                                nie jest żółtą krową, ani nie jest wielbłądem trzygarbnym.Gratuluję
                                wytrwałości, jednocześnie widząc na jaką nawałnice szitu człowieka
                                naraża posiadanie dziecka, gratuluję też sobie - że nie mam.
                                Co do pani od indyga. Popieram. Z dystansem traktować tych co cię
                                mięszają z błotem, lecz prawdziwsie podejrzliwym być wobec tych co
                                wchodzą w dupę bez powodu i bez mydła.
                                Kuraż i naprzód.
                                • zyta2003 Re: Update 07.03.08, 00:03
                                  Rozumiem matko Xurek twoje emocje. Jesli mozna chcialabym zwrocic
                                  uwage na cos, o czym czesto w chwilach emocji zapominamy. Wiec na
                                  wszelki wypadek:
                                  Synek nie moze byc swiadkiem wszelkich rozmow w tej sprawie. Dzieci
                                  sa bystre, uszy maja wieksze niz przypuszczamy. Chlopiec nie
                                  powinien tracic zaufania do doroslych, bo tak naprawde jest wielu
                                  takich co pomagaja dzieciom, a ze rowniez wielu jest idiotow - to
                                  moze sie dowiedziec pozniej. Tez nie musi wiedziec, ze jego sprawa
                                  jest "nadzwyczajna". Bo nie jest - dawniej nie diagnozowano i dzieci
                                  wyrastaly.
                                  Powinnas wykorzystac tez internet odnajdujac grupe matek (czy
                                  ojcow) majacych te same problemy z dziecmi. Wiele mozna sie od ludzi
                                  dowiedziec. Nie tylko jak postepowac,czy czego unikac.
                                  Poszukaj tez w internecie na pewno liczne wypowiedzi o tym
                                  lekarstwie na litere r, zebys sama sie zorientowala i w razie czego
                                  mogla "zastrzelic" specjaliste, ze znasz takie i takie skutki
                                  uboczne.... i nie chcesz i boisz sie...
                                  Nie wiem jak zdiagnozowano by obecnie mojego syna, omal 20 lat
                                  temu w Polsce diagnoza w pierwszych latach szkoly podstawowej byla
                                  krotka:
                                  Jest niemozliwy. Nigdy nie zapomne tych upokarzajacych wywiadowek
                                  (dopiero w Ameryce poznalam wywiadowke w cztery oczy), kiedy pani
                                  ze zgroza i udreka w glosie narzekala na mojego syna. Syn wychodzi z
                                  lawki,odwraca sie, przeszkadza, ma okropne pismo....Pamietam
                                  nowoczesne metody - wywiadowke z dziecmi. Plakalam ja, plakal moj
                                  syn wobec klasy pelnej dzieci i rodzicow. Bo np. na klasowce (jescze
                                  nie bylo testow) z matematyki, mimo, ze pani zakazala wychodzic do
                                  ubikacjiuparl sie, ze musi. Nie wiem, czy musial, moze mu sie
                                  nudzilo, bo nie umial zrobic? Oczywiscie litania byla dluga. Innym
                                  razem w ramach chyba tez nowoczesnych metod zostalam wezwana do
                                  szkoly na pozne popoludnie. Byla pani dyrektorka, wychowawczyni i
                                  pedagog. Iznow litania. Ale wtedy w mniejszym gronie, juz bylam
                                  odwazna i rozdarlam m...e. Ciagle go porownujecie do rodzenstwa,
                                  zeby go zawstydzic. Czy nie mozecie zrozumiec, ze kazdy jest inny i
                                  on ma wielkie zalety. Nie zauwazylyscie, ze on pomaga, organizuje -
                                  jest chetny.... W koncu oczywiscie znow plakalam. Nastepnego dnia
                                  moj L. powiedzial, ze z glosnika w szkole padlo jego wyroznienie, ze
                                  kilka dni wczesniej pieknie przygotowal sale na jakas impreze. I tak
                                  przez wiele lat... kiedy wyjechalismy do Ameryki po miesiacu syn
                                  zapytal - po co tu przyjechalismy, a po trzech zwierzyl sie - ide do
                                  szkoly iserce mi nie bije - co bedzie. A przeciez ciagle nie umial
                                  jeszcze po angielsku. Wkrotce okazalo sie, ze pisze piekne eseje po
                                  angielsku. W Polsce chodzil na korepetycje z polskiego - co polegalo
                                  na pisaniu wypracowan. Moze i wtedy ladnie juz pisal, ale pani nie
                                  chciala tego zauwazyc, bledow ortograficznych w ilosci wymagajacej
                                  korepetycji nie robil.
                                  Teraz jest dorosly, ma nienajgorsza prace, zone - bardzo wartosciowa
                                  dziewczyne, cudnego synka- mojego najmlodszego wnuka. Jest lubiany,
                                  specjalista dla rodziny i znajomych od zalatwian spraw, zwlaszcza
                                  przez telefon. Nigdy nie podniesie glosu i nie uzyje ostrzejszego
                                  sformulowania, nie obrazi - a zmeczy przeciwnika.
                                  Nie denerwuj sie Xurek, tylko spokojnie i nie dac skrzywdzic
                                  dziecka.
                                  • xurek Re: Update 07.03.08, 13:34
                                    dzieki, Zyta. Takie relacje naprawde podtrzymuja na duchu.
                                    • xurek Victory! 20.03.08, 21:56
                                      Albo scislej jak na razie pol wiktorii, bo tylko na gebe a nie
                                      czarno na bialym i z pieczatka.

                                      Wiec dzisiaj nastapilo uroczyste zakonczenie aktu drugiego
                                      trzyaktowej sztuki, czyli zamkniete zostalo maglowanie rodzicow i
                                      testowanie dziecka.

                                      Po zakonczeniu jaselek pani glownodowodzaca kantonalna psycholozka
                                      poprosila nas na „krotki wstepny feedback“ mowiac, iz koncowy raport
                                      dostaniemy po tym, jak odwiedzi ona szkole i przemagluje pana
                                      nauczyciela (co nastapi za jakies trzy tygodnie, bo szkola ma
                                      wlasnie ferie).

                                      Wg pani psycholog Pirahna nie jest nadpobudliwa, nie ma problemow z
                                      koncentracja, jest ogolnie rozwinieta grubo ponad srednia swojego
                                      wieku, ma znacznie gorsze wizualne postrzeganie od postrzegania
                                      audio, ale to pierwsze jest w normie a to drugie znacznie ponad.
                                      Piranha nie wymaga ani terapii ani psychotropow, jego zachowanie
                                      socjalne i emocjonalne miesci sie w ramach wiekowej normy,
                                      aczkolwiek pani rozumie, ze nauczyciela Pirahna moze doprowadzac do
                                      granic, bo ma bardzo silny charakter, jest „manipulatywny“ i uparty
                                      jak osiol.

                                      Jezeli cos w ogole mu dolega, to byc moze legastenia, bo w
                                      porownaniu do tego jak czyta, pisze zbyt zle (to ma sie ponoc
                                      trzymac w jakichs proporcjach). (Ja mam legastenie, wiec moze cos
                                      takiego jest rownie dziedziczne jak wada wzroku?) Poniewaz jednak
                                      sa to dopiero szkolnej kariery poczatki na wydanie takiej diagnozy
                                      jest za wczesnie, mamy zwracac uwage na pisanie i przyjsc za rok
                                      sprawdzic postepy. Jezeli takowych nie bedzie, wskazana bedzie
                                      pomoc w nauce pisania dla legastenikow.

                                      Pani nie wyklucza, ze Piranha stwarza w klasie problemy, ktorych
                                      nauczyciel nie potrafi opanowac i jest zdania, iz obserwacja
                                      zachowania Piranhi w grupie moze pomoc dac nauczycielowi pozyteczne
                                      rady, jak sobie z sytuacja poradzic.

                                      PS: Pirahna jest rzeczywiscie manipulatywna nieslychanie wrecz, bo
                                      na koniec pani psycholog powiedziala, ze posiadanie psa ( o czym
                                      Pirahna medzi od co najmniej dwoch lat) bardzo dobrze wplyneloby na
                                      rozwoj „kompetencji socjalnych“ Pirahni :)))

                                      Mnie spadl nie tylko kamien, ale cala gora z serca. Lepszego
                                      prezentu wielkanocnego zajac nie mogl mi zrobic.
                                      • chris-joe Re: Victory! 20.03.08, 22:45
                                        No to cheers, xur!
                                        Z tej okazji teraz winnas psa piranhii sprawic. :)
                                        • xurek Re: Victory! 20.03.08, 22:59
                                          cheers :)))

                                          i to naprawde, bo wlasnie popijam drugiego mocnego gin-tonic drinka
                                          siedzac samotnie przed compem, bo maz ze lza w oku po szczesliwym
                                          zakonczeniu sprawy wypil dwa guinessy i wlasnie padl :)).

                                          Jezeli zas chodzi o psa, to pewnie zostanie wczesniej czy pozniej
                                          kupiony (tatus ze lza w oku podobnie jak Ty stwierdzil, ze sie
                                          dziecku teraz ten pies nalezy (na pytanie "za co" nie odpowiedzial,
                                          bo juz wlasnie zasnal)). I wtedy zacznie sie Kafki akt durgi pod
                                          tytulem:
                                          "bohaterska matka, broniaca dzieciecia jak lwica przed widmem
                                          rytaliny za swoj bohaterski czyn ukarana zostala wyrokiem lat con
                                          najmniej pietnastu rannego wyprowadzania, smierdzacego futra
                                          wachania, karmienia, czesania, szczepienia, kapania, glaskania i
                                          dogadzania psu, ktorego absolutnie nie pragnela posiadac".

                                          To ja sie chyba juz lepiej zabiore za studium hipnozy i wcisne
                                          Pirahnii w posdwiadomosc, ze kot jest znaaacznie lepszy :)))
                                          • chris-joe Re: Victory! 20.03.08, 23:13
                                            Koty generalnie lepiej pasuja do ludzi statecznych. Mlodz zas kotom dokucza.
                                            Uwazam oba stworzenia za niezbyt kompatybilne.
                                            Ale ja wyrastalem z psami i inaczej dorastania sobie niewyobrazam jak z psem.
                                            Spraw cos niewielkiego z krotka sierscia, to bohaterskiej matce bedzie zycie milsze.
                                            I przestan sie czarowac- chyba nie myslalas powaznie, gdys sie na macierzynstwo
                                            decydowala, ze sie bez psa obejdzie. Pewne sprawy, to package deals :)))

                                            Tym ginem mnie skusilas- wybiegam wiec po six pack, zara wracam.
                                            Braz w robocie, kot spi na stole, przede mna 4 dni wolnego. Yesss!:)
                                            • xurek no to tera 20.03.08, 23:59
                                              juz rozumiem, dlaczego mnie ten pies zarowno w przenosni jak i
                                              doslownie smierdzi: ja siem na macierzynstwo nie decydowalam, tylko
                                              wpadlam :)))))). Moze jak kto kalkuluje i siem decyduje to psa
                                              uwzglednia - ja moja faze psia (tez dorastalam z i to nie jednym,
                                              ale dwoma na raz) mianowicie odfajkowalam.

                                              PS: chyba powoli bede juz tylko czytac, bo pisanie wychodzi mi coraz
                                              t rudniej: legastenia i gin maja sie chyba tak do siebie jak kot i
                                              siedmiolatek :))
                                              • chris-joe Re: no to tera 21.03.08, 00:10
                                                To jak absolutnie nie pies, to niech bedzie kot. Ale ten musi byc duzy i
                                                drapiezny z kolei, zeby mogl przepedzic mlodz, jak dojdzie co-do-czego.
                                                Heheh:) Xur zostal knocked up! :)))
                                              • maly.ksiaze Re: no to tera 21.03.08, 05:36
                                                Jesli dzieciak ma *miec* zwierzaka, to nie moze to byc kot. Jak mowia anglosasi:
                                                dogs have masters, cats have servants.

                                                Czego i Wam zycze,

                                                mk.
                                              • go.ga Re: no to tera 21.03.08, 10:32
                                                A mlody nie zadowolilby sie czyms mniejszym? Swinka morksa, rybkami, zolwiem?
                                                • zyta2003 Re: no to tera 22.03.08, 04:20
                                                  Matko Xurek, no i widzisz? Ale nie mysl, ze Ci sie skonczylo.
                                                  Zycie z dzieckiem "nie pod linijke" nie pozwala sie nudzic.
                                                  A jesli chodzi o zwierze, obojetnie jakiej wielkosci, gatunku i
                                                  rasy - uprzedzam, bedzie to calkowicie Twoj obowiazek, wiec plany
                                                  chlopca koreluj ze swoimi. Czy to bedzie woda dla rybek, czy wymiana
                                                  piasku dla kotka. Pies, zawsze ladnie brzmi. Czy maz bedzie z nim
                                                  wychodzil, czy bedzie to tylko wylacznie twoj obowiazek? Bo nie licz
                                                  na chlopca. Czy macie go w razie wyjazdu z kim zostawic? Na jaka
                                                  wielkosc psa pozwalaja Wasze warunki mieszkaniowe, mieszkasz na
                                                  prowincji, to zapewne pies moze sie wybiegac, bo trzymanie duzego
                                                  psa bez tej mozliwosci, to swinstwo wobec zwierzecia.
                                                  • maria421 Re: no to tera 25.03.08, 11:56
                                                    Ani pies ani kot ani swinka morska. Zapisz go na jazde konna, zaczynajac od
                                                    woltyzerki, oczywiscie. To mu da wiele korzysci razem- sport, kontrola nad
                                                    wlasnym cialem i nad koniem a jednoczesnie opieka nad zwierzeciem tylko w czasie
                                                    przebywania z nim.
                                                  • lucja7 Re: no to tera 25.03.08, 18:08
                                                    Ja polecam zlota rybke ;-)))

                                                    Zartuje !!!

                                                    Bo co zrobic z koniem pozniej.....,juz po emocjach?
                                                    Pisal ktos tu o rozstaniach z koniem, wydaje mi sie...
    • xurek Pisemne sprawozdanie pani psychiatry 03.06.08, 10:47

      Zostalo napisane i wreczone nam i przeslane szkole. Wg pani
      glownodowodzacej psychiatry Piranhii absolutnie nic nie dolega. Nie
      jest nadpobudliwy, nie ma problemow z koncentracja, jest
      ponadprzecietnie inteligentny, zadziwiajaca latwo daje sobie rade z
      trzema jezykami i “poukladaniem sobie” w glowie codziennego wplywu
      trzech roznych kregow kulturowych, jest fizycznie zdrowy i dobrze
      odzywiony :). Po dwukrotniej wizytacji na lekcjach pani zarzucila
      rowniez pomysl o legastenii piszac, ze dziecko, ktore pisania w
      ogole nie cwiczy, bo nikt go do tego nie zmusza a jemu sie nie chce,
      nie bedzie umialo pisac rowniez nie bedac legastenikiem, wiec
      najpierw Piranha ma zaczac cwiczyc a potem mozna bedzie powiedziec,
      na ile dobrze / zle mu to wychodzi i czy legastenie ma czy nie.

      Ku naszemu wielkiemu zdziwieniu pani glownodowodzaca napisala, ze
      Piranha majac bardzo wiele powodow do mienia wysokiego mniemania o
      sobie pokazuje zachowania wskazujace na…. kompleks nizszosci.
      Powodem tego moga byc zbyt wygorowane oczekiwania ze strony rodzicow
      badz szkoly, mobbing w klasie badz jego odmiennosc a tym
      samym “odstawanie od normy” badz wszystko na raz albo kazde po
      troszku. Zachowanie to nie jest jednak (jeszcze?) patologicznie i
      nie wymaga terapii – otaczajacy go dorosli maja sie zastanowic nad
      tym, jak sie z nim obchodza i wprowadzic odpowiednie zmiany. (chyba
      nie musze dodac, ze sie z mezem od razu poklocilosmy o to, czy i
      kto z nas ma w stosunku do niego wygorowane oczekiwania :)).

      I teraz przechodze to najzabawniejszego aktu owej szopki:

      Otoz pani psychiatra po dwukrotnej calodziennej obserwacji klasy
      Piarhni doszla do kilku niesamowicie wrecz zabawnych wnioskow:

      wniosek 1: nie dziwota, ze Piranha nie umie pisac: on pisac nie lubi
      a w tej klasie dzieci nie maja nauczyciela, tylko “konsultanta”,
      ktory sluzy im oczywiscie rada, jezeli takowej potrzebuja
      rownoczesnie nie interesujac sie tym, czy cokolwiek z
      zaproponowanych zadan robia, dopoki siedza cicho.

      Wniosek 2: klasa przeladowana jest wrazeniami (obrazki, ksiazki,
      klocki, zdjecia z roznych zajec, komputery itp itd), dzieci
      usadowione sa w sposob, ktory musi je rozpraszac (kwadratowe stoly
      po 4 dzieci), sposob prowadzenia lekicj jest absolutnie chaotyczny,
      pozbawiony przewodniej linii i wszelkich dyscyplinarnych ram
      pomagajacych malym dzieciom w nauce. Ten sposob nauczania jest
      nieodpowiedni dla Piranhii i jeszcze bardziej nieodpowiedni dla
      kilku innych dzieci w klasie….

      …. tutaj zaczyna mi sie japa usmiechac…..

      wniosek 3: sposob organizacji i prowadzenia lekcji przez pana G.
      powoduje, iz dzieci, majace klopoty z nauka, ale nie zaklocajace
      toku lekcji pozostaja zupelnie niezauwazone, brak pomocy dla tych
      dzieci jest katastrofalny a ich poziom pod koniec 1-szej klasy jest
      ponizej konca zerowki!.

      i wniosek koronujacy sprawozdanie: :)))

      jako iz pani psychiatra odpowiedzialna jest niejako za losy
      wszystkich dzieci w naszym kantonie, to nie moze pozwolic na to, by
      dzieci w jakiejkolwiek, nawet prywatnej i internationalnej szkole,
      tak zle traktowano. Dlatego tez zada ona od szkoly namiarow na
      rodzicow trzech dziewczynek (niestety w moim raportcie nie ma ich
      nazwisk), ktore potrzebuja pilnie pomocy w szkole by sie przekonac,
      czy rodzice w ogole przez szkole o stanie rzeczy zostali
      poinformowani i przedyskutowac z nimi dalsze postepowanie.

      Poza tym pani psychiatra chce sie spotac z dyrekcja szkoly i panem
      G. by przedyskutowac konieczne zmiany w sposobie prowadzienia lekcji
      jak rowniez zastanawia sie nad szersza wizytacja szkoly w innych
      klasach.....

      W osobistej rozmowie pani psychiatra powiedziala mi, ze pojdzie
      razem ze mna do szkoly, nawtyka im, jak maja sie z Prianha
      obchodzic, po polroczu sprawdzimy jego i szkoly postepy a jezeli nie
      bedzie zadych to ona radzi zmiane szkoly i poleci nam jakas, ktora
      odpowiada naszym i Piranhii potrzebom i ze mam sie juz nie martwic,
      tylko przytulac dziecko i mowic mu jak najczesciej, ze bardzo go
      kochamy i bardzo sie cieszymy, zego mamy.
      • iwannabesedated Re: Pisemne sprawozdanie pani psychiatry 03.06.08, 10:54
        Gratuluję!
        Wspaniale przeprowadzona wygrana batalia!
      • jutka1 Re: Pisemne sprawozdanie pani psychiatry 03.06.08, 11:33
        Hehehehehehe..... wiedzialam, ze tak bedzie.
        podp. Jutek Pytun doktor nauk wszelakich :-))))))))))))))))0
        • xurek Re: Pisemne sprawozdanie pani psychiatry 03.06.08, 13:52
          to czego nie mowila od razu? Wczesniej przestalabym sie martwic :))
          • jutka1 Re: Pisemne sprawozdanie pani psychiatry 03.06.08, 14:34
            A co ja sie tam bede przed szereg, inne mundrzejsze som. ;-))))))
            • xurek Re: Pisemne sprawozdanie pani psychiatry 03.06.08, 15:18
              Jutencjo, Ty taka skromna czy jak Piranha kompleksy jakowes masz :)))
              • jutka1 Re: Pisemne sprawozdanie pani psychiatry 03.06.08, 17:04
                Both :-))))))))))))))))
                • maya2006 Re: Pisemne sprawozdanie pani psychiatry 17.06.08, 09:20
                  z ogromnym zainteresowaniem przeczytalam ten watek. moze dlatego, ze mialam
                  bardzo podobna sytuacje. juz w 1. klasie nauczyciel po dwoch tygodniach
                  stwierdzil, ze moj syn jest opozniony w rozwoju. rozmowy, podejrzenie, ze syn
                  jest wybitnie uzdolniony, testy, jest uzdolniony, jednak nauczyciel swoje, wiec
                  przeniesienie syna do klasy prowadzonej w stylu montessori. nastepne 3 lata
                  szkola montessori, czyli teoretycznie "dziecko samo z siebie odczuwa potrzebe
                  uczenia sie"... no moje nie czulo;-)))
                  pod koniec 4 klasy zmiana nauczycielki, nowa nauczycielka po 2 tygodniach prosi
                  na rozmowe, moja syn ma ADS i ona radzi dac mu retaline, "bo jej dzieci tez
                  biora i jest im z tym dobrze". moj szok, kolejne testy, potwierdzenie, ze
                  chlopak jest zdolniejszy od 99 % dzieci w jego wieku. ale oczywiscie
                  nauczycielka swoje. i tak dalej, i tak dalej...

                  nie zgodzilam sie na zadna retaline, na sklasyfikowanie go jako ADS.

                  wiem, ze jesli chlopak sie nudzi, wtedy sie wylacza i nie sluchal, wiec trudno,
                  zeby cos wiedzial.

                  xurek, dobrze, ze uklada sie wszystko dobrze, jedynie szkoda, ze dzieci musza na
                  swej drodze spootykac tylu dyletantow. :-)
                  • xurek Re: Pisemne sprawozdanie pani psychiatry 17.06.08, 16:45
                    Maya,

                    ile syn ma teraz lat i jak tocza sie dalej jego szkolne losy? Wciaz
                    chodzi do tej Montessori - Szkoly? Pani psychiatra nam te szkole
                    odradzila twierdzac, ze dzieci ucza sie w niej mnw. tego, czego chca
                    a to jest wlasnie to, czego S. robic nie powinien, bo juz i tak jest
                    bardzo selektywny i dlatego nie pisze. Ona twierdzi, iz S.
                    potrzebuje bardzo rygorystycznie okreslonych ram plus kontroli tego,
                    co robi.
                    • go.ga Re: Pisemne sprawozdanie pani psychiatry 17.06.08, 18:55
                      U nas w Holandii szkoly wedlug systemu Montessori sa dosc popularne. Znalam dziewczyne, ktora taka szkole skonczyla, wedlug jej wspomniej uczyla sie tego, co chciala i co ja interesowalo, a do nauki tego, co ja interesowalo mniej, nikt jej nie zmuszal. Podejscie to jej zostalo i potem na studiach zdawala egzaminy z przedmiotow mniej dla niej ciekawych (a na kazdych studiach takie sa) po kilka razy, bo nie nauczono jej, ze czasem trzeba zrobic tez cos, co podoba nam sie mniej. Montessori sie ponoc sprawdza w przypadku dzieci, ktore same rwa sie do nauki i maja dosc wszechstronne zainteresowania. Tylko ile takich dzieci jest? ;-)
                      • maya2006 Re: Pisemne sprawozdanie pani psychiatry 18.06.08, 20:11
                        go.ga napisała:

                        Montessori sie ponoc sprawdza w przypadku dzieci, ktore same rwa sie do
                        > nauki i maja dosc wszechstronne zainteresowania. Tylko ile takich dzieci
                        jest?> ;-)

                        zgadzam sie calkowicie, gdyz zasada montessori, jest ze dziecko samo wybiera
                        przedmiot swej nauki, nauczyciel jest po to by mu w tym pomoc. problem polega na
                        tym co napisalas + program szkolny. samo istnienie tego propgramu wymaga od
                        nauczycieli wykladu i pracy dzieci w celu cwiczenia, czyli kloci sie z zasada
                        montessoti. w szkole mego syna wygladalo to tak, ze dostawali na caly tydzien
                        arkusze do wypelnienia. mogli sami ustalac kiedy, koniec koncow, wszystkie te
                        kartki przynosil do domu i w domu je robilismy. ;-)
                    • maya2006 Re: Pisemne sprawozdanie pani psychiatry 18.06.08, 15:04
                      xurek, napisze ci na maila gazetowego odpowiedz;-)
      • sabba Re: Pisemne sprawozdanie pani psychiatry 03.06.08, 12:43
        czyli wychodzi na to ze sami sobie szkody narobili. super ze trafiliscie na
        dobrego psychologa!
        • jakotakot Re: Pisemne sprawozdanie pani psychiatry 18.06.08, 18:52
          Xurku, podczytuje sobie Was ostatnio znowu, i z niejaka (wredna
          troche)ulga dowiedzialam sie wlasnie, ze USA nie ma patentu na
          Kafkowskie koszmary. Opisze Ci moje jak bede miala chwile :)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja