zyta2003
02.03.08, 03:00
Kilka dni temu w Polsce zdarzyl sie straszny wypadek samochodowy.
Sledzacy wiadomosci z Polski znaja to. Auto ferrari jadace po jakis
warszawskich alejach z szybkoscia 200km/h wypadlo z trasy,
oczywiscie zostal z niego zlom, stanelo w plomieniach. Jedna osoba
zginela na miejscu, druga w stanie straszliwie ciezkim. Byli to
znani dziennikarze - wlasnie od samochodow. Tragiczne, zapewne
wszyscy to znaja wiec po co pisze? Ano komentarze w dostepnej mi
TVN 24 zlekka mnie sfrustrowaly.
To nie 200km/h, ale pofalowana nawierzchnia winna. Pan z milicji
mowi, ze zglaszali to juz dawno, to wprawdzie ostrzegawczy znak
postawili , ale drogi nie naprawili. No wlasnie. Potem redakcyjni
koledzy mowili jaka to niebezpieczna praca dziennikarza od
motoryzacji, no bo wlasnie te predkosci, zeby zrobic ladne ujecia
dla widzow. (Oni jechali prywatnie, zreszta jakie ujecia szybkosci
po ulicach Warszawy nie wylaczonych z ruchu). Kiedy okazalo sie, ze
zginal mniej wazny dzinnikarz, a uratowal sie syn waznego taty
dziennikarza - raidowca, to okazuje sie, ze nie wiadomo wlasciwie
kto prowadzil auto. Na wszelki wypadek.
Tragiczny wypadek. Jesli na razie nie chce sie mowic o
bezmyslnosci, 9bo to juz nie brawura), narazaniu zycia
wspoluzytkownikow drogi, braku profesjonalizmu - bo kto jak nie
dziennikarze motoryzacyjni powinni propagowac bezpieczna jazde to
wypada zamilknac z takimi komentarzami. A dlaczego mi sie tak
wydaje? Przeciez to republika kolesiow i rownych i rowniejszych.