Wspominki, jubileusze...

28.03.08, 18:31
Piec lat temu, to wlasnie dzis to jubileum, polecialam do jednego wielkiego
miasta, potem autobusem do celu, szoste pietro i otwiera drzwi rozesmiany,
piegowaty rudzielec i za chwile siedzialam juz na zielonej kanapie naprzeciw
okna z widokiem na wielka wieza roztryskujaca od czasu do do czasu z wielkim
kielichem czerwonego wina w reku. I od tego czasu widze od czasu do czasu ta
sama morde, popijamy masy czerwonego wina, gadamy, smiejemy sie, milczymy,
jemy...I dzis wlasnie tez jestem z ta rozesmiana morda...dzis gdy piec lat
mija od pierwszego spotkania w Paryzu. Tym razem w zoltym domu, muzyka gra,
pyton robi mniam mniam, stokrotka wygrzewa tylek przy kominku a ja
sentymentalnie mysle o tamtym czasie...i truje wam o tym na forum.
Ide do wina, pa...
    • jutka1 Re: Wspominki, jubileusze... 28.03.08, 18:44
      Mialam na Szfedzie wybitnie zly wplyw. Nauczylam ja spozywac czerwonca.
      Nauczylam mowic "no i ch.j". Poznalam ja z Mankiem. Narazilam na koszty dojazdu
      do Paryza i zoltego domu. Zameczylam w Uppsali pytaniami (stad ksywka
      "Pytajnik") typu: "a dlaczego palac w Uppsali jest pomalowany na rozowo"? :-)

      Dzisiaj swietujemy piata rocznice pierwszego spotkania w Paryzu. Za pol godziny
      jadlo i wino wjada na stol. Po konsumpcji bedziemy dalej konsumowac. Potem
      padniemy w poczuciu dobrze spelnionego obowiazku ;-)))

      Ech, souvenirs, souvenirs...
      • asia.sthm Re: Wspominki, jubileusze... 28.03.08, 19:57
        WIWAT !!!
        Ladnie to wszystko zorganizowane :))
      • iwannabesedated Re: Wspominki, jubileusze... 28.03.08, 20:04
        Ja w ogóle czuję się wyrwana do tablicy i muszę wyglosić tu i teraz karygodne
        demencjum. Nie wystawiam, nie grzeję ani też nic nie robię z moim tylkiem (no
        może z wyjątkiem siedzenia na nim). Tak poza tym to drugie spotkanie z ową
        "mordą" odbylo się dokladnie cztery lata temu gdy wraz ze Szfedką najechalyśmy
        ją w Paryżewie. Ja moglam tylko nosić póltora kilo więc trudna decyzja czy wziąć
        gacie na zmianę czyteż dla dziewczyn pączki. Pączki wygraly a gacie kupilam w
        Monopriksie. Wdeplam zaraz na ulicy we chrancuskie gowno i zadeptalam nim
        Pajtonowi caly przedpokoj, potem mylam buty nad klopem patrząc przez okno na
        paryskie dachy a potem skulam się w czarnoziem i ponoć spalam ze Szfedką ale nic
        nie pamiętam. O pierwszych razach tutaj pisać nie będę bo się nie będę tutaj
        wywnętrzać publicznie.

        wasza stokrotka
        • jutka1 Re: Wspominki, jubileusze... 28.03.08, 21:17
          Przyszedl przed godzina Maniek. Przyniosl butelke jakiegos polwytrawnego
          swinstwa, wiec Maniek pije je sam, a my konsumujemy australijca.
          Gordon Haskell spiewa "Harry's bar". Nie sluchalam tej plyty od zamierzchlych
          czasow jednej z wiekszych pomylek mego sentymentalnego zycia. I nic mi sie nie
          hepie, i znow moge doceniac te plyte i sluchac z przyjemnoscia. Zycie bywa
          piekne. :-)

          A w ogole to: ryba i szpinak byly pyszne, Stokrotka wlasnie mi robi masaz karku
          za pomoca pilki z kolcami, Maniek opowiada przepisy z Cwierciakiewiczowej, na co
          ja zacytowalam "Kucharza warszawskiego" z 1905 r.: "Jak podac gosciom nieswieza
          rybe, zeby sie nie zorientowali". Zostalam oskarzona o podanie ryby drugiej
          swiezosci ;-)))))))))

          Maniek powiedzial, ze nie moze nas wszystkich trzech bzyknac, bo pracowal 14
          godzin. Biednemu to zawsze wiatr w oczy. :-D

          Wiecej juz raportowac nie bede, bo sie porobi Sodomia z Gomoria. ;-))))))))
          • chris-joe Re: Wspominki, jubileusze... 28.03.08, 21:35
            Lykam wiec heinekena za zdrowie Manka. Kolejne heinekeny za baby- po butelce za
            kazda, po kolei.
            Bawta sie :))
    • maria421 Re: Wspominki, jubileusze... 28.03.08, 22:07
      A laurki i przemowy byly?
      Zdjecie grupowe pamiatkowe bedzie?
      • jutka1 Re: Wspominki, jubileusze... 28.03.08, 22:18
        Przemowy byly. Toasty byly, laurek nie bylo. :-)))

        Aktualnie spiewa Paolo Conte. Mniam.

        Chris, odwzajemniamy :-)))
    • a.polonia Re: Wspominki, jubileusze... 28.03.08, 23:23
      no to ja sie dolacze do Was wirtualnie z lampka shiraza, bo jakby
      nie bylo, to dzieki szfedce go pije :), wiec jutencjo twoje nauki
      nie poszly w las :))
      • jutka1 Re: Wspominki, jubileusze... 28.03.08, 23:34
        Czirs, Polu :-)
        • a.polonia Re: proost :) nt. 28.03.08, 23:45
          • morsa Re: proost :) nt. 29.03.08, 03:50
            a u mnie to ile? trzy lata? I kogo ja z kim pomylilam?
            Na zdrowie! Skål? albo "na pohybel"....
            Trojca juz pewnie spi, a ja jakos nie moge.....
            Ciezki dzien dzis mialam w pracy; zasnac jakos nie moge....
            • jutka1 Re: proost :) nt. 29.03.08, 09:42
              21 pazdziernika 2004. Wlasnie sprawedzilam w kalendarzy na 2004. :-)
              Myslalas, ze Szfedzia to ja. A Szfedka byla niespodzianka. :-)
    • jutka1 No i po ptokach 29.03.08, 12:02
      Ajnsztajn zawiozl dziewczyny na dworzec, a ja sie ostalam w opustoszalym domu -
      ale tylko na dwie godziny, bo o 14:00 przyjezdza kumpel z Warszawy z bratem,
      jemy tu cos malego na zomb, i jedziemy dalej, do naszej ukochanej winnicy po
      drugiej stronie gory. Tam bedzie kolacja, pogaduchy, spanie, i jutro bede
      przywieziona nazad.
      Od poniedzialku scisla dieta ;-))))))))))
    • luiza-w-ogrodzie Re: Wspominki, jubileusze... 31.03.08, 01:59
      Ech, milo powspominac... za niecaly miesiac bedzie pierwsza rocznica
      zjazdu w ZD w skladzie wyzej wymienionym plus nizej podpisana. Juz
      rok minal? Niemozliwe!

      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • iwannabesedated Re: Wspominki, jubileusze... 31.03.08, 14:55
        Dokładnie rok, a krzak coście go sadziły - nie rośnie. Obraził się
        bo żadna go nie chciała...
        UŻYŹNIĆ!!!
        hahaha...
        I jeszcze donoszę, iż znowu zdobyłam w pobliskim miasteczku w
        lumpeksie świetne portki, jadłyśmy pstrąga z ulubionym lokalu. Był
        to dokładnie ten sam pstrąg którego wtedy rok temu zabrakło.
        Zaczynam myśleć iż lokalik ten dysponuje dziurą czasoprzestrzenną.
        Co znaczy iż można się z niego przenieść w dowolnie miejsce w czasie
        i przestrzeni. Pajton też to chyba wie i chyba to wykorzystuje, bo
        chociaż tu jeszcze jest to też już jest zupełnie gdzie indziej. A ja
        się strasznie na to Pajtonie gdzie indziej cieszę, projektując sobie
        go tam odwiedzić może następnej wiosny, czyli zaraz ;)
        • kielbie_we_lbie_30 Re: Wspominki, jubileusze... 31.03.08, 15:43
          Bylo super jak zawsze...
          Za to wczorajszy dzien przepetalam na lotnisku gdyz mi lot odwolano
          i na nastepny musialam czekac prawie 5 godzin.
          Rozmowy z napotkanymi pasazerami i wino oslodzilo mi ten czas...a
          potem okazalo sie ze mam biznes klase (o ile mozna mowic o biznes
          klasie w takich samolotach) plus bardzo sympatycznego, wesolego
          goscia obok siebie wiec pletlismy caly czas. Prosze niczego sie nie
          doszukiwac gdyz byl w wieku mojego syna...

          A dzis w kolowrotku znow i czekam do nastepnego lotu...juz
          niedlugo...ino odpoczne chwilke
          • kielbie_we_lbie_30 Re: Wspominki, jubileusze... 31.03.08, 15:47
            Wiec zmywam sie wczesniej bom zmeczona...musze przezuc caly ten
            pobyt, wszystko co sie stalo i nie stalo, wszystkie spotkania.
            Ochlonac..
            Piekna pogoda wiec spacer na dzialke chyba sobie zadam.

            Pa robaczki
        • jutka1 Re: Wspominki, jubileusze... 31.03.08, 19:08
          Lokalik dysponuje vortexem czasoprzestrzennym, fakt. Ostatnio jak byli u mnie
          znajomi z Warszawy, poszlismy tam, i w rozmowie rzucili "ladne knajpy tu u was
          we Wroclawiu maja" :-))))))))

          Co do nastepnej wiosny, czyli juz jutro ;-) - prosze swieczke Hugo Bossa
          zapalic, coby papior ze stemplami i podpisem przypelznal na moj monitor jak
          najszybciej, bo do tego momentu postanowilam nie wykonywac zadnych ruchow
          logistyczno-organizacyjnych.
          Aha, ale mieszkanko, ktore uwielbiam, i w ktorym pare razy stawalam konmi - ma
          byc wolne i do mej dyspozycji na 80%. Wiadomosc ta przypelzla do mnie kroczonc
          godzine temu. Wlasnie rozmawialam z wlascicielka, i jesli ona sie wyploncze
          (zam.) z bardzo klopotliwego lokatora - bedzie meta bardzo przypominajaca Twoja
          Stokrotujko, z dwudziestometrowym odgrodzonym ogrodkiem, jako ten ersatz wioski
          w srodku miasta. Mieszkanie jest male, jakies 60 m2, ale baardzo fajne.
          Chyba jednak zieloni tutaj krencom swe abrakadabry, czycus, bo w zbiegi
          okolicznosci juz przestaje wierzyc. :-D

          Scurvilam wontek, przepraszam. Chociaz.... chyba nie do konca ;-D
    • jutka1 Male kamienie milowe 10.04.08, 23:04
      Zadne tam jubileusze. Ale mi sie przypomnialo.
      Trzy tygodnie temu. Odkrycie bratniej duszy. Kind of.
      Miesiac temu. Bylo inaczej.
      Cztery miesiace temu konczylam x lat i pakowalam sie do Paryza. Podroz, ktora
      mnie odmienila na dlugo.
      Osiem miesiecy temu: prawie podjelam decyzje, ktorej w koncu nie podjelam, i w
      koncu okazalo sie, ze slusznie.
      Itepe.
      Itede.

      W skrocie: kazda rzecz, ktora sie wydarza, lub nie wydarza, decyzja podjeta na
      tak lub nie, okolicznosci takie czy inne... wszystko to przyczynilo sie do tu i
      teraz. Bez tego nie byloby takiego tu i takiego teraz. Przypadki (?). Zbiegi
      okolicznosci (?). Zakrety, skrety, imprezy, flaszki, rozmowy, spotkania, dzien
      dobry obcym osobom.
      Kazdy z tych klockow domina dotyka nas i zmienia. Zostawia slad.
      I za kazdy jestem niniejszym wdzieczna.

      Przepraszam za publiczne wytrzewianie sie.
      :-)
      • lucja7 Re: Male kamienie milowe 11.04.08, 08:59
        La vie est belle? Pitou?
        Bo mozna interpretowac na rozne sposoby...
        • jutka1 Re: Male kamienie milowe 11.04.08, 09:04
          La vie est belle, Lulu. :-)
          • ewa553 Re: Male kamienie milowe 11.04.08, 09:45
            nie zawsze belle, ale zawsze ciekawe:)))
            Czesto mysle o filmie z Linda (za ktorym sie zreszta nie urywam).
            Nazywal sie w niemieckiej TV "przypadek, byc moze". Widzieliscie? I
            mysle wtedy ile takich skrzyzowan bylo w moim zyciu i jak by moje
            zycie wygladalo dzis, gdybym nie poszla w lewo/prawo, tylko np.
            naprzod? Malo jest takich decyzji, ktore bym zalowala. Bo nawet
            jesli to czy tamto nie wypalilo, to jednakze bylabym i tych pieknych
            rzeczy pozbawiona..... Temat na rozmyslania i rozmowy wielogodzinne.
            • maria421 Re: Male kamienie milowe 11.04.08, 10:44
              Nie deprymujcie mnie z tymi kamieniami milowymi- im wiecej ich za nami, tym
              mniej przed nami.
              • ewa553 Re: Male kamienie milowe 11.04.08, 11:05
                naucz sie Mario cieszyc tym, ze szklanka JESZCZE do polowy pelna
                (a nie JUZ polowa wypita):)))))
                • maria421 Re: Male kamienie milowe 11.04.08, 11:11
                  ewa553 napisała:

                  > naucz sie Mario cieszyc tym, ze szklanka JESZCZE do polowy pelna
                  > (a nie JUZ polowa wypita):)))))

                  Ech, Ewa, dobrze ze na tej szklance nie ma kreseczek oznaczajacych poziom:-)
              • jutka1 Re: Male kamienie milowe 11.04.08, 11:08
                Alez Mario, rozumujac w ten sposob sam fakt brania kolejnego oddechu moglby byc
                postrzegany jako deprymujacy. :-)

                Przez "male kamienie milowe" mialam na mysli kazda mala rzecz, kazde male
                zdarzenie, ktore doprowadzilo mnie do "tu i teraz". Ze pewnego dnia - jak Ewa
                napisala - nie skrecilam w prawo tylko poszlam prosto. Ze weszlam do sklepu i
                usmiechnela sie do mnie sprzedawczyni, a ja do niej, i potem usmiechalam sie
                cale popoludnie. I ze przez ten usmiech moja siostra nie poklocila sie z mezem,
                a ja uglaskalam jakos owczesnego pana w moim zyciu. Albo to, ze w grudniu moj
                mozg stanal do gory nogami (pozytywnie), co pociagnelo za soba zmiane myslenia,
                zmiane planow, zmiane patrzenia na swiat. Albo to, ze po czteroletniej luznej
                znajomosci nagle obie strony, w tym samym momencie, poczuly potrzebe odwiedzania
                sie, rozmawiania godzinami, z czego zrodzila sie przyjazn przez duze "P". Czemu
                to sie nie stalo, kiedy sie poznalysmy jeszcze w Paryzu, te lata temu? Czemu
                nasze losy nagle zaczely sie kopiowac? Czemu przydarza sie nam to samo w tym
                samym czasie?
                Albo twarz starszego mezczyzny, ktory siedzial nieopodal na tarasie, kiedy z
                Lulu spozywalysmy wino - twarz wyrazista, zabawna, wygladajaca ormiansko, i ta
                futrzana czapka na glowie... Spojrzelismy na siebie z tym panem, i
                usmiechnelismy sie do siebie, i cieplo bijace z jego twarzy zapadlo mi w pamiec.
                Wiem, ze rozpoznam go na ulicy, jesli sie spotkamy. I ten bezinteresowny usmiech
                mnie odmienil w jakis sposob, dotknal mnie.
                Moje wczorajsze dywagacje byly spojrzeniem wstecz na ostatnie pol roku.
                Zauwazeniem, przypomnieniem sobie ulotnych momentow, w ktorych wlasnie skrecilam
                w prawo czy lewo, czy poszlam prosto, i z tej malej decyzji zrobilo sie domino,
                dzieki ktoremu siedze tutaj i pisze co pisze, ja w postaci takiej, jaka jestem
                dzisiaj.

                I tyle. Az tyle. :-D
                • maria421 Re: Male kamienie milowe 11.04.08, 11:30
                  jutka1 napisała:

                  > Alez Mario, rozumujac w ten sposob sam fakt brania kolejnego >oddechu moglby
                  byc postrzegany jako deprymujacy. :-)

                  I z pwenoscia w pewnych stanach ducha tak jest wlasnie postrzegany.

                  Sa sytuacje w zyciu, w ktorych nagle na drodze zycia przez ktore prowadza nas
                  kamienie milowe staje sciana, albo przepasc.

                  Ale, sorry, Jutka, nie chce Ci psuc nastroju, ciesze sie ze znowu fruwasz jak te
                  bociany o ktorych pisalas.


                  • iwannabesedated Przepaść - przypowiastka zen 11.04.08, 13:03
                    Pewien człowiek szedł swoją drogą i nagle zaczął gonić go tygrys, a
                    kiedy już się wydawało że mu zdoła uciec, otworzyłą się przed nim
                    przepaść i w nią wpadł.
                    Ale udało mu się uchwycić małej gałązki i zawisł, lecz kiedy
                    spojrzał w górę zobaczył, że znad krawędzi przepaści patrzy na niego
                    tygrys który go jednak dogonił, a gałąź na której wisi przegryzają
                    właśnie dwie myszki...
                    Człowiek rozejrzał się, i zobaczył że na gałęzi rośnie dorodna żółta
                    gruszka. Zerwał ją i zjadł.
                    Była pyszna...

                    Od tej pory kiedy mnie lub komuś z mojej rodziny wyrośnie przed
                    nosem na dodatek przepaść, chociaż i tak było już ekstremalnie
                    chujowo - wtedy wrzeszczymy wielkim głosem GDZIE JEST KURWA
                    GRUSZKA!!!
                    I zwykle gruszka gdzieś jest, i zwykle jest ona pyszna.
                    Cherchez la gruszka :)))
                    • maria421 Re: Przepaść - przypowiastka zen 11.04.08, 13:15
                      Stokrotko, stokrotne dzieki :-)
                    • jutka1 Re: Przepaść - przypowiastka zen 11.04.08, 13:38
                      Cherchez la gruszka! Sfintoprawdo. :-)))
                    • blues28 Re: Przepaść - przypowiastka zen 11.04.08, 16:13
                      Piekna przypowiesc Stokrotko! GRUSZKE zakonotowywuje!
                      Mam nadzieje, ze jak mnie dopadnie tygrys, myszy i przepasc, to mi
                      sie ta gruszka przypamni ;)
                      • lucja7 Czern czerni 11.04.08, 16:48
                        Ja naleze, niestety, do tych ktorzy nie lubia gruszek.
                        No i historia musi miec w zwiazku z tym jakis inny dalszy ciag.....,
                        w takich wypadkach ;-)))
                        • jutka1 Re: Czern czerni 11.04.08, 16:53
                          ... zlecisz na leb na szyje?
                          Nic Ci nie bedzie, to nic nie boli :-)))
    • ewa553 Re: Wspominki, jubileusze... 11.04.08, 20:30
      z im wyzszej gory spada sie na dno, tym latwiej jest sie od tego dna
      odbic:)))
Pełna wersja