ewa553
31.03.08, 17:47
bo sie dzis po raz kolejny wkurzylam na moja psipsiole niemiecka, co
to sie na wszystkim zna, a szczegolnie na sprawach polskich. Ona ma
dom kolo Szczecina czy co, wiec czesto tam jezdzi. Nie ma zadnych
zwiazkow z Polska, po prostu przed laty jej brat przelecial jakas
Polke i stad te wiezy z Polska. No wiec jezdzi do tej wsi od lat,
ma cieply kontakt z rodziona rzeczonej polki, choc jeden Pan Bog
wie, jak sie porozumiewaja. Chyba bardziej na migi. W kazdym razie
wyrazila ostatnio ubolewanie, ze mlodzi tam nie ucza sie
niemieckiego. No wiec dzis opowiada mi o ostatniej wizycie na wsi, o
tym ze "oni tam w Polsce" wogole nie znaja gier towarzyskich, ze
malemu jakas gre kupila, ale nie chcial w nia grac itd. No i zaczela
sie wymadrzac. Ze to rodzice winni, bo sie wogole dziecmi nie
zajmuja, nie ma wogole pracy pedagogicznej w rodzinie, nie to co w
Niemczech. Ona jest socjologiem i pedagogiem. Pewnie sie wiec zna w
Niemczech. Ale powiedzialam jej, ze przeciez na podstawie jednej
rodziny ze wsi, nawet jesli jest liczna, nie moze sobie przeciez
wyrobic zdania na temat polskich rodzin. Byla dluzsza rozmowa i
chyba nie bardzo ja przekonalam. Czeka mnie ciezka robota, bo
przyjedzie tu w maju.
Juz raz mialam taki z nia numer, jak moj pomocnik w ogrodzie,
niejaki pan krzysieniek, za bardzo sie rzadzil "Oni tacy sa, ci z
Polski" powiedziala psipsiola, "daj im palec, to chca reki".
No mowie Wam, lubie takich, co to Polske i Polakow tak dobrze znaja.
Dlatego z rezerwa podchodze do takich znawcow. Czy to tutaj w
Niemczech Polakow obracajacych sie glownie w polskim towearzystwie,
bo "Niemcy, to..." i tu nastepuja jakies mundrosci przeczytane w
jakims Swierszczyku czy co.
A ja sobie na przyjazd psipsioly przygotuje kupe tekstow na temat
tego "jacy ci Niemcy sa".
Dziekuje Wam za uwage, ulzylo mi.