O pierdulach -- Odc. 26 :-))))

04.04.08, 19:03
Zanim zleca sie czarownice na wieczorny sabat, otwieram nowe pierduly.

Link do poprzednich:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14420&w=77612225
Ciekawe dyskusje o waleniu Araba i roznych masci innych koni :-))))
    • iwannabesedated Re: O pierdulach -- Odc. 26 :-)))) 04.04.08, 19:09
      Chciałam zauważyć, że poprzednie "pierdulu" przelało się w
      rekordowym czasie - znaczy iż w forum zaczynają już krążyć soki i
      fermenta. Wiosna.
      Powtórzę samą siebie, ale dzisiaj mój forumowy numberłan to czujny
      Zyt przeciw rozsiewającym zarazki i kurz muzułmankom na siłowni oraz
      obieraczka z odzysku z kanalizy. What next??
      • jutka1 Re: O pierdulach -- Odc. 26 :-)))) 04.04.08, 19:16
        What next indeed. Strach sie bac :-))))))
        Juz wiem.
        Next to ja wyjawie najjebliwszemu forumowi, ze wszystko to jednak nieprawda
        wirtualna, i ze przysiegam, ze jestem - jurnym bo jurnym, ale - emerytem z Barda
        Slaskiego nadajacym z biblioteki publicznej. A wszyscy, ktorzy mnie poznali to
        potem potwierdza. ;-D

        Po czym wyznam, ze naprawde jestem docentem teologii, i dlatego w penych
        dyskusjach nie uczestnicze bom za mundra na takowe. Bo duzo czytam, wicie
        rozumicie. Hehehehehehe. :-)
    • maria421 Re: O pierdulach -- Odc. 26 :-)))) 04.04.08, 19:33
      Cos mi sie widzi, kobitki, ze Wy znowu chcecie kogos zrobic w konia.
      Albo w "Nasza szkape" :-)
      • jutka1 Re: O pierdulach -- Odc. 26 :-)))) 04.04.08, 22:55
        W "Anielke", Mario, w "Anielke" :-))))
    • jutka1 Po czarownicach... 04.04.08, 23:45
      A teraz slucham Ojos de Brujo i mysle. Przede mna intensywne i "logistically
      challenged" ;-) dwa miesiace. Ale podchodze do tego z usmiechem. W stanie prawie
      alfa, jak to nazwal ktos nie tak dawno: "Eyes wide shut". Boskosc, Inc. :-)))

      Mam jednak dziwne uczucie, ze rzeczy mnie dotyczace dzieja sie juz bez mojego
      udzialu. Wszystko sie zaczelo skladac w jedna spojna calosc, w jakis dziwny
      sposob samo z siebie "sie robi". Zieloni maja mnie w opiece i pod skrzydlami,
      nie widze inaczej. :-)

      I tym optymistycznym akcentem - koniec pierdul na dzis. :-)


      Jutro i pojutrze bede pisac (z przerwa na jutrzejszy obiad u siostry).
    • jutka1 Sobotnio, slonecznie 05.04.08, 09:09
      Slonce sie pokazalo - jaka mila niespodzianka. :-)

      Plany na dzis bardzo proste. Posprzatac po czarownicach, wydrukowac dwie rzeczy
      i poczytac, pojechac z rodzicielka do siostry, wrocic i czytac/pisac. Spokojny
      dzien, w sumie.
      • maria421 Re: Sobotnio, slonecznie 05.04.08, 10:04
        Mialobyc tak- zamykamy chalupe i jedziemy do miasta oprozniac sklepy. W przerwie
        jakies sushi.
        Tymczasem corcia ledwo wczoraj przyjechala, juz od progu zakomunikowala, ze sie
        musi uczyc i na glupoty czasu nie ma.
        No wiec zamiast sushi bedzie obiad domowy-risotto z szynka parmenska i zielonym
        groszkiem i relaks w domowych pieleszach.
        Pogoda pod psem.
      • iwannabesedated Re: Sobotnio, slonecznie 05.04.08, 11:38
        Jestem w nastroju ambiwalentnym. Spotkałam ostatnio dwóch dawno nie
        widzianych kolegów. Obaj akurat "uwolnili" się od wykonywanych do
        tej pory prac, są ok. 40-stki i nie mają bladawca co teraz będą
        robić dalej. Z jednej strony zachłyśnięcie wolnością, z drugiej
        strach.
        Jakbym sama siebie widziała te 5 czy też może już 6 lat temu. I z
        jednej strony cieszę się. Bo ja to już mam za sobą. Z drugiej
        strony - żal. Bo czemu to musiało być aż tak ciężko. Aż tak długo. W
        owym czasie wypisywano w prasie kolorowej że po okresie morderczo
        szybkich awansów nastąpiła fala wypaleń. I - ludzie biorą 2-3
        miesiące wolnego i odnajdują siebie! Zaczynają lepić anioły z gliny
        i wysyłać do Niemiec, wynoszą w Bieszczady i prowadzą pensjonat, lub
        wracają do pracy z nowo-odnalezioną zajadłością.
        Przeczytałam gdzieś, że Junga kryzys trwał 5 lat, a okres
        kulminacyjnie chujowy spędził w szpitalu w stanie katatonii. I to
        jest bardziej bajmi prawdziwe. Z tym że może dodam - część nigdy się
        nie podnosi. Więc chwała nam wszystkim, którzy jednak się podnoszą i
        nie ważne jak długo to zajmuje.
        A teraz idę nauczać, bo prowadzę dziś zajęcia biżuteryjne i muszę
        przyszykować to i tamto a nie wypisywać pojebstwa na forumie.
        • jutka1 Re: Sobotnio, slonecznie 05.04.08, 11:49
          Wcale nie pojebstwa, Stokrotko. Wcale a wcale.

          Natomiast ja z tego tu miejsca ;-) ide sie ochedozyc przed wyjazdem po
          rodzicielke i do siostry na obiad. Jeszcze trza po drodze kwiaty kupic.
          Ciagle swieci slonce, a magnolie u sasiadow zaczynaja kwitnac. Niesmialo na
          razie, ale im przejdzie bo wszystko przechodzi, nespa.

          Baj. :-)
        • kielbie_we_lbie_30 Re: Sobotnio, slonecznie 05.04.08, 11:58
          iwannabesedated napisała:

          > Jakbym sama siebie widziała te 5 czy też może już 6 lat temu. I z
          > jednej strony cieszę się. Bo ja to już mam za sobą. Z drugiej
          > strony - żal. Bo czemu to musiało być aż tak ciężko. Aż tak długo.

          Wlasnie, czemu tak ciezko i tak dlugo? Ponoc okres leczenia,
          rehabilitacji jest tak dlugi jak okres ktory doprowadzil do
          wypalenia. Nie zycze nikomu tego co ja przechodzilam, 90% mam chyba
          za soba...ale chyba juz nigdy nie dojde do topu :(
          Nic tam, nie ma co biadac i narzekac...czasu nie ma bo wlasnie
          mlodsze dziecko zadzwonilo ze za godzine przyjdzie na luncz razem ze
          swoja dziewczyna ktorej jeszcze nigdy nie widzialam...
          A wiec do sklepu mi pedzic trza, ochedozyc siebie i chalupe, robic
          jedzenie...
          Bye
        • maria421 Mid-life crisis 05.04.08, 13:38
          Stokrotko, z tego sie nie trzeba dzwigac, to samo przechodzi, jak koklusz, tylko
          ze dluzej trwa.

          Czasami mysle sobie ze jak sie przez to nie przejdzie w odpowiednim wieku, to
          dopada jako post-midlife crisis.

          Dzieci odchowane, raty splacone, zabezpieczenie finansowe jest, nie ma
          specjalnie o co walczyc ani nie ma do czego dazyc...
          Mozna by popodrozowac, ale z kim?

          Ech, lepiej pojde kwiatki podlac. Te w domu, bo te nazewnatrz deszcz rosi.
          • kielbie_we_lbie_30 Re: Mid-life crisis 05.04.08, 17:35
            maria421 napisała:

            > Stokrotko, z tego sie nie trzeba dzwigac, to samo przechodzi, jak
            koklusz, tylk
            > o
            > ze dluzej trwa.

            Qe?!
          • jutka1 Re: Mid-life crisis 05.04.08, 18:50
            Mario, wybacz, ale syndrom wypalenia zawodowego ma tyle wspolnego z kokluszem
            czy kryzysem sredniego wieku co gruszka i pietruszka.
            Jest to jednostka chorobowa, grozna dla zdrowia i - w przypadkach skrajnych -
            dla zycia.
            www.pip.gov.pl/html/pl/stress/oip_opole_halina_pajor.pdf
            • jutka1 Re: Mid-life crisis - poprawny link 05.04.08, 18:51
              www.pip.gov.pl/html/pl/stress/oip_opole_halina_pajor.pdf
            • maria421 Re: Mid-life crisis 05.04.08, 20:25
              jutka1 napisała:

              > Mario, wybacz, ale syndrom wypalenia zawodowego ma tyle wspolnego z kokluszem
              > czy kryzysem sredniego wieku co gruszka i pietruszka.
              > Jest to jednostka chorobowa, grozna dla zdrowia i - w przypadkach skrajnych -
              > dla zycia.
              > www.pip.gov.pl/html/pl/stress/oip_opole_halina_pajor.pdf
              >
              Wybacz, Jutka, ale z postu Stokrotki trudno domyslec sie ze pisze ona o
              syndromie wypalenia zawodowego.
              Wy sie znacie, wiec wiecie o co biega, postronnemu trudno zrozumiec.
              A w ogole to burn out syndrom nie musi byc wcale zawodowy, moze dopasc kazdego
              przeciazonego jakimikolwiek obowiazkami. A wspolnego z mid-life crisis ma chocby
              objawy.
              • jutka1 Re: Mid-life crisis 05.04.08, 20:47
                maria421 napisała:

                > Wybacz, Jutka, ale z postu Stokrotki trudno domyslec sie ze pisze ona o
                syndromie wypalenia zawodowego.
                > Wy sie znacie, wiec wiecie o co biega, postronnemu trudno zrozumiec.
                *************
                Mario, czytaj uwaznie! Stokrotka napisala:
                "Jakbym sama siebie widziała te 5 czy też może już 6 lat temu. I z
                jednej strony cieszę się. Bo ja to już mam za sobą. Z drugiej
                strony - żal. Bo czemu to musiało być aż tak ciężko. Aż tak długo. W
                owym czasie wypisywano w prasie kolorowej że po okresie morderczo
                szybkich awansów nastąpiła fala wypaleń."

                > A w ogole to burn out syndrom nie musi byc wcale zawodowy, moze
                > dopasc kazdego przeciazonego jakimikolwiek obowiazkami. A wspolnego
                > z mid-life crisis ma chocby objawy.
                ***********
                Kryzys sredniego wieku moze ma podobne _niektore_ objawy, ale nie ma objawow
                fizjologicznych, i to takich zagrazajacych zdrowiu i zyciu. Mid-life crisis nie
                jest jednostka chorobowa, a burnt-out syndrome: tak. Wypalenie moze doprowadzic
                do smierci, a fizjologiczne wyjscie z tej choroby jest dlugie, skomplikowane i
                wymaga powaznej rekonwalescencji oraz dobrej opieki lekarskiej.
                Szfedka przez to przeszla (pisala o tym), ja bylam niegdys na skraju (szczescie,
                ze zlapalam w pore), znam wiele osob, ktore ten syndrom dopadl, i naprawde,
                bardzo Cie prosze: nie bagatelizuj i nie umniejszaj porownujac z kryzysem
                sredniego wieku.
                • maria421 Re: Mid-life crisis 05.04.08, 22:42
                  Jutka, Stokrotka tylko pisze, ze w prasie pisali o fali wypalen.
                  Trudno z tego wnioskowac ze akurat ja i tych facetow to dopadlo.

                  Powtarzam- Wy wiecie o sobie nawzajem duzo, wiec latwo Wam zrozumiec o czym
                  kazda z Was pisze, dla postronnych nie jest to takie jasne.

                  Bagatelizowanie czyichkolwiek dolegliwosci nie lezy w moim stylu, Jutka. O czym
                  powinnas juz chyba wiedziec....
                  • jutka1 Re: Mid-life crisis 05.04.08, 22:54
                    Mario, jesli Stokrotka w swoim wpisie uzywa slowa "wypalenie", to powinnas wiedziec, po tylu latach jej czytania, ze o to chodzilo. Nie ma nic wspolnego ze znaniem kogos, nieznaniem kogos, czymkolwiek.

                    Wiem, ze nie lezy. I wlasnie dlatego prosze o poczytanie w temacie.
                    Naprawde, porownanie wypalenia do mid-life crisis ubodlo mnie i zabolalo.
                    Bo burnt-out jest ciezka i bolesna choroba.
                    • maria421 Mea culpa 06.04.08, 11:07
                      powinnam byla zrozumiec, powinnam byla wiedziec, powinnam byla sie nie wtracac....

                    • blues28 Re: Mid-life crisis 06.04.08, 12:11
                      W ogóle trzeba byc bardzo ostroznym w ocenie jakichkolwiek kryzysów
                      psychicznych. Jedni przechodza to latwiej, inni walcza latami z
                      bolem; zalezy od tysiaca uwarunkowan, okolicznosci zyciowych kazdego
                      czlowieka, stopnia wrazliwosci, odpornosci. Nie mówiac juz o
                      chorobach jak burnt-out czy depresja.
                      Dlaczego jak boli zab, to od razu idzie sie do dentysty a jak boli
                      dusza to czlowiek sie kuli w sobie i czeka az przejdzie?
                      Temat niestety bardzo obecny, choc nie pasuje na pierduly. Jest zbyt
                      wielu ludzi cierpiacych i wlasnie czekajacych az "samo minie", wciaz
                      za malo naprawde dobrych specjalistów-psychologów i wciaz za duzo
                      sasiadów, pseudokolegów, znajomych gotowych przygladac sie
                      podejrzanie za samo pójscie do psychologa.;-(
                      • jutka1 Depresja 06.04.08, 14:47
                        Sfinte slowa, Blues.
                        Mialam okazje - bo nie nazwe tego przyjemnoscia - byc dobrych kilka lat z osoba,
                        wychodzaca z klinicznej depresji. Proces dluuuugi, bolesny i wycienczajacy dla
                        chorego i dla otoczenia tez.
                        Nikomu nie zycze byc ani w jednej, ani w drugiej roli.

                        W Poslce nareszcie zaczeto mowic o depresji, i powoli, powoli, choroba ta czy
                        szukanie pomocy lekarskiej przestaja niesc ze soba stygme.
                        • maria421 Re: Depresja 06.04.08, 14:57
                          Mam w Polsce kolezanke dwubiegunowa, maniako-depresyjana.
                          Jej choroba to naprawde tragedia dla niej i dla jej otoczenia.

                          Ale depresja endogenna to raczej rzadka forma depresji, najczestsza forma to
                          depresja sytuacyjna. I ta najczesciej przechodzi bez pomocy psychologa czy
                          psychiatry jezeli chcemy sami przez nia swiadomie przejsc.
                          • jutka1 Re: Depresja 06.04.08, 15:09
                            maria421 napisała:

                            > Ale depresja endogenna to raczej rzadka forma depresji, najczestsza forma to
                            depresja sytuacyjna. I ta najczesciej przechodzi bez pomocy psychologa czy
                            psychiatry jezeli chcemy sami przez nia swiadomie przejsc.
                            ***********
                            Czytalam duzo na ten temat, zylam z osoba, ktora sytuacyjna depresje przeszla,
                            rozmawialam z wieloma osobami o ich doswiadczeniach. I pozwole sobie sie nie
                            zgodzic. Czasem przechodzi samo bez pomocy lekarza. Czesto nie przechodzi, tylko
                            sie poglebia. Potrafi sie skonczyc samobojstwem, bo istnienie jest tak bolesne,
                            ze smierc po prostu lagodzi bol istnienia.

                            Nie znam osoby, ktora _chcialaby_ _swiadomie_ przejsc przez depresje bez pomocy
                            lekarza. Igranie z ogniem.
                            • maria421 Re: Depresja 06.04.08, 15:13
                              jutka1 napisała:

                              Czytalam duzo na ten temat, zylam z osoba, ktora sytuacyjna depresje przeszla,
                              > rozmawialam z wieloma osobami o ich doswiadczeniach. I pozwole sobie sie nie
                              > zgodzic. Czasem przechodzi samo bez pomocy lekarza. Czesto nie przechodzi, tylk
                              > o
                              > sie poglebia. Potrafi sie skonczyc samobojstwem, bo istnienie jest tak bolesne,
                              > ze smierc po prostu lagodzi bol istnienia.
                              >
                              > Nie znam osoby, ktora _chcialaby_ _swiadomie_ przejsc przez depresje bez pomocy
                              > lekarza. Igranie z ogniem.
                              >
                              Znasz jedna. Choc tylko wirtualnie.
                              • iwannabesedated ideologiczna wszczepa domózgowa 06.04.08, 16:03
                                Pewnie jest sporo osób które sobie same radzą. Bez niczyjej pomocy.
                                Ja się pytam - tylko po co? Po co mieć trudniej, skoro można mieć
                                łatwiej? Po co samemu się męczyć skoro pomoc jest dostępna?
                                Nie akceptuję polskiej (i nie tylko) filozofii cierpiętnictwa.
                                Bezużyteczna udręka jest - bezużyteczna.
                                Nie jest niczym pozytywnym, nie jest niczyją zasługą, ani jakimś
                                dobrem, ani nie jest absolutnie nikomu potrzebna, ani w żaden sposób
                                nie uszlachetnia - to jest tylko jakiś kulturowy glut bzdur który
                                się szczególnie kobietom i w Polsce (lecz nie tylko) usiłuje
                                wszczepić w mózg.
                                • blues28 Re: ideologiczna wszczepa domózgowa 06.04.08, 16:15
                                  Stokroc!!! Nie krasc mi tu mysli!!! Ja to napisalam minute
                                  wczesniej ;-)
                                  Ale wlasnie: w imie czego cierpiec??? Jakie dobro osiagamy w
                                  cierpieniu? Obnoszac cierpietnicza mine?
                                  • maria421 Re: ideologiczna wszczepa domózgowa 06.04.08, 17:30
                                    Zycie to nie je bajka, moje drogie. Zycie sklada sie z momentow szczesliwych ,
                                    mniej szczesliwych i nieszczesliwych.
                                    Problem tkwi w tym, ze obecnie wiele ludzi uwaza ze musza byc szczesliwi od rana
                                    do wieczora, chocby za pomoca Prozaca. A jezeli nie sa szczesliwi, to z tego
                                    powodu popadaja w depresje.

                                    (prosze sie nie czepiac- celowo przesadzam)

                                    Ja chce moje zycie przezyc z calym jego bagazem wydarzen szczesliwych i
                                    nieszczesliwych. Na trzezwo.
                                    Depresja sytuacyjna jest calkiem NORMALNA reakcja psychiczna czlowieka na
                                    konkretna traume. I nie da sie przed nia uciec, bo i tak wczesniej czy pozniej
                                    dogoni.

                                    Wlasnie zrozumienie tego podstawowego faktu ze popadajac w depresje na skutek
                                    konkretnej traumy reagujemy NORMALNIE jest warunkiem do poradzenia sobie z depresja.
                                    • iwannabesedated Re: ideologiczna wszczepa domózgowa 06.04.08, 18:38
                                      Hm, sugerujesz iż ci którzy decydują się leczyć, przeżywają swoje
                                      życie na "nietrzeźwo"?
                                      Tutaj w Polandii do tej pory namolniakuje się baby aby rodziły na
                                      żywca. Bo naturalniej, i na trzeźwo...
                                      No czemuby nie? Można też na trzeźwo poddawać się innym zabiegom,
                                      ucięciu nogi, operacji na otwartym sercu, etc.
                                      • maria421 Re: ideologiczna wszczepa domózgowa 06.04.08, 18:43
                                        iwannabesedated napisała:

                                        > Hm, sugerujesz iż ci którzy decydują się leczyć, przeżywają swoje
                                        > życie na "nietrzeźwo"?

                                        Nic nie sugeruje oprocz tego, ze depresja sytuacyjna da sie pokonac bez chemii i
                                        bez rozmow na kanapie.

                                        > Tutaj w Polandii do tej pory namolniakuje się baby aby rodziły na
                                        > żywca. Bo naturalniej, i na trzeźwo...

                                        Jako rodzaca przez cesarskie ciecie zgadzam sie ze porod "na zywca" jest
                                        bardziej naturalny i zaluje ze nie bylo mi to dane.

                                        > No czemuby nie? Można też na trzeźwo poddawać się innym zabiegom,
                                        > ucięciu nogi, operacji na otwartym sercu, etc.

                                        Nie da sie.
                                    • kielbie_we_lbie_30 Re: ideologiczna wszczepa domózgowa 06.04.08, 18:44
                                      Problem jest w tym ze depresja dzis nazywa sie wszystko, nawet
                                      zwykla chandre.
                                      Pozwolisz ze wkleje..
                                      "Smutek i przygnębienie to emocje, które dotykają każdego człowieka.
                                      Pojawiają się, ale zanikają, przeplatają się z radością i uśmiechem.
                                      Negatywne uczucia zazwyczaj są krótkotrwałe, występują u zdrowego
                                      człowieka przez kilka godzin lub dni. Jednak, gdy stanom obniżonego
                                      nastroju towarzyszą ponadto inne objawy: poczucie braku energii do
                                      życia, niemożność przeżywania radości, niska samoocena oraz gdy taki
                                      stan trwa nadmiernie długo można rozpoznać depresję."



                                      • maria421 Re: ideologiczna wszczepa domózgowa 06.04.08, 18:46
                                        kielbie_we_lbie_30 napisała:

                                        " Jednak, gdy stanom obniżonego
                                        > nastroju towarzyszą ponadto inne objawy: poczucie braku energii do
                                        > życia, niemożność przeżywania radości, niska samoocena oraz gdy taki
                                        > stan trwa nadmiernie długo można rozpoznać depresję."

                                        O tym wlasnie mowie.
                                        >
                                        >
                                        >
                                        >
                                        >
                          • kielbie_we_lbie_30 Re: Depresja 06.04.08, 18:38
                            maria421 napisała:

                            > Mam w Polsce kolezanke dwubiegunowa, maniako-depresyjana.
                            > Jej choroba to naprawde tragedia dla niej i dla jej otoczenia.

                            Mario! Nie mieszaj pojec...syndrom o ktorym piszesz to nieuleczalna
                            choroba psychiczna i nijak ma sie to do wypalenia, depresji czy
                            kryzysu wieku sredniego. Jest mozliwe normalne zycie o ile bierze
                            sie codziennie tabletki, kontroluje poziom lithium we krwi.
                            Nieleczona lub zle leczona moze spowodowac niesamowite skutki...
                            • maria421 Re: Depresja 06.04.08, 18:45
                              kielbie_we_lbie_30 napisała:

                              > maria421 napisała:
                              >
                              > > Mam w Polsce kolezanke dwubiegunowa, maniako-depresyjana.
                              > > Jej choroba to naprawde tragedia dla niej i dla jej otoczenia.
                              >
                              > Mario! Nie mieszaj pojec...syndrom o ktorym piszesz to nieuleczalna
                              > choroba psychiczna i nijak ma sie to do wypalenia, depresji czy
                              > kryzysu wieku sredniego. Jest mozliwe normalne zycie o ile bierze
                              > sie codziennie tabletki, kontroluje poziom lithium we krwi.
                              > Nieleczona lub zle leczona moze spowodowac niesamowite skutki...
                              >
                              Alez ja nie pisalam o chorobie dwubiegunowej w kontekscie wypalenia czy kryzysu
                              wieku sredniego.
                              W kontekscie depresji owszem, bo chorona ta ma fazy ciezkiej, endogennej depresji.
                      • iwannabesedated Re: Mid-life crisis 06.04.08, 14:52
                        W moim przypadku najwięcej szkody zrobiły chyba te głupie prasowe
                        artykuły. Bo wynikało z nich, że po pierwsze to mija szast-prast po
                        kilku miesiącach, samo z siebie niejako. Wystarczy albo przeczekać
                        albo znaleźć sobie inne zajęcie/miejsce zamieszkania/partnera/nowego
                        psa/zmienić orientację/wymienić płytki w klopie. I już człek jest
                        jak nowy, ba, nawet lepszy...
                        Myślę, że w moim przypadku za sukces uznam jeśli uda mi się powrócić
                        do punktu wyjścia zawodowo - jednocześnie zachowując obecną
                        równowagę między życiem zawodowym i prywatynym. I rozwijając
                        przyjaźnie, pasje, związki, i wszystko to co zdobyłam w tak zwanym
                        międzyczasie. Wtedy doświadczenie to uznam za udane i - być może -
                        warte swej dzikiej upierdliwości.
                        • blues28 Re: Mid-life crisis 06.04.08, 16:02
                          Stokrotko, szczerze zycze (i wierze), ze Ci sie uda. Tak trzymac!
                          A w temacie poruszonym przez Jutke i Marie mysle, ze nalezy
                          rozróznic stany spowodowane bezposrednio dramatem czy tragedia
                          przezyta. Po kazdym zyciowym ciosie (smierc kogos bliskiego, bolesny
                          rozwód, zerwanie wiezów rodzinnych) nastepuje okres zaloby, którego
                          nie mozna ani przyspieszyc, ani skrócic, trzeba go odbyc aby powoli
                          wrócic do zycia.

                          Ale sa tez depresje sytuacyjne, moze na oko nie tak ewidentne jak
                          utrata kogos bliskiego; kiedy sutuacja zyciowa przerasta czlowieka i
                          nie widzi swiatla w tunelu. I z kazdym dniem pograza sie coraz
                          bardziej. Wówczas pomoc specjalisty jest niezbedna, bo oczekiwanie
                          ze "samo minie" moze skonczyc sie tragedia.
                          Zreszta, dlaczego nie chcemy "pielegnowac" bólu fizycznego – zeba,
                          ucha, brzucha; jak boli to do specjalisty, a ból psychiczny znosic w
                          milczeniu? W imie czego?
                          • iwannabesedated igóralska muzyka a proces rehabilitacji 06.04.08, 16:16
                            Dzięki blues, powoli się trajdam w obranym kierunku, i też wierzę i
                            mam nadzieję że mi się uda. Przynajmniej już wiem o co mi chodzi :)
                            Jak najbardziej się zgadzam, że traumatyczne przeżycia wymagają
                            odpowiedniego czasu oraz uwagi. Drogi na skróty raczej nie ma, ale
                            można się zawsze zaopatrzyć w parasol, wałówkę i odpowiednie
                            towarzystwo na drogę.
                            Kilka lat temu wybrałyśmy się ze Szfedzią wiosennego dnia na Morskie
                            Oko. Mnie się potrajdało i myślałam że to nie jest daleko. A okazało
                            się OKROPNIE daleko. Szłyśmy i szłyśmy, bo trzeba było dojśc.
                            Chociaż w pewnym momencie zaczął padać mokry śnieg. Ale miałyśmy
                            ciepłe kurtki, kawałek sera i swoje towarzystwo. Więc dolazłyśmy,
                            wypiły herbatę, ogrzały na kaloryferach mokre nogi i ruszyły w
                            powrotną drogę - która mimo że wcale nie krótsza, to jedna była już
                            z górki a w połowie czekała góralska bryka z derką a na końcu tej
                            drogi ciepły pensjonat i perspektywa wieczoru w góralskiej knajpie,
                            ze smażonym oscypkiem, michą pierogów, dużą ilością wina, góralską
                            muzyką i przystojną góralską obsłgą męską, hej...
                            • blues28 Re: igóralska muzyka a proces rehabilitacji 06.04.08, 16:26
                              Piekna ci to ilustracja tezy, ze warto i trzeba korzystac z pomocy.
                              Przypomnialas mi jak (sto lat temu, w innym zyciu) bylam po raz
                              ostatni - up to date- w polskich Tatrach.
                              Jezdzilam wtedy bardzo zle na nartach i z dzikim wrzaskiem
                              uprzedzalam, ze wlasnie nadjezdzam i narty jada gdzie chca...
                              Chudy absztyfikant recytowal Yeatsa przy ognisku...
                              I wieczorem, pod niesamowicie rozgwiezdzonym niebem, patrzylam
                              oczarowana na góralski orszak weselny. Z pochodniami, kapela,
                              piórkami na kapeluszach... ech, piekne to bylo.
    • ewa553 Re: O pierdulach -- Odc. 26 :-)))) 05.04.08, 12:48
      patrz szfedziu, to i mlodszy juz ubabiony.... Jak ten czas leci....
      czy on mieszka juz sam, czy u taty?

      Jutus, u nas magnolie juz przekwitly. I patrzac na te brazowe
      pozostalosci wczoraj pomyslalam, ze nie chce takiego krzaczka, co
      przez moment jest piekna jak panna mloda i tak szybko zieje smiercia.

      Dorotko, czy slyszalas kiedys o Idar-Oberstein? To jest u nas
      miasteczko (bardzo fajne zreszta) gdzie jest centrum kamieni
      polszlachetnych. Przed licznymi sklepami stoja kosze w ktorych mozna
      przebierac i wybierac i to za niewielkie pieniadze. Nie wiem ile
      takie kamienie kosztuja w Polsce. Ale moze wybierzesz sie z uczniami
      na wycieczke szkolna tutaj? Zrobicie taka zielona szkole:))) Chetnie
      sluze za przewodnika.
    • ewa553 to nie pierdola, to makabra! 05.04.08, 12:51
      10-letnia wnuczka mojej psipsioly zachowywala sie ostatnio dziwnie,
      jak przychodzily do niej maile. Korzystajac z jej nieuwagi, rodzice
      przejrzeli komorke i malo szoku nie dostali: stosunkowo mlody
      NAUCZYCIEL wysylal jej maile typu "taki jestem smutny i samotny".
      Mozecie sobie wyobrazoc, co sie w rodzinie dzieje? Mnie sciska w
      gardle na mysl o tym.
      • maria421 Re: to nie pierdola, to makabra! 05.04.08, 13:29
        ewa553 napisała:

        > 10-letnia wnuczka mojej psipsioly zachowywala sie ostatnio dziwnie,
        > jak przychodzily do niej maile. Korzystajac z jej nieuwagi, rodzice
        > przejrzeli komorke i malo szoku nie dostali: stosunkowo mlody
        > NAUCZYCIEL wysylal jej maile typu "taki jestem smutny i samotny".
        > Mozecie sobie wyobrazoc, co sie w rodzinie dzieje? Mnie sciska w
        > gardle na mysl o tym.

        Mam nadzieje ze tego tak nie pozostawia tylko pogadaja z nauczycielem i z jego
        przelozonym.
        • ewa553 Re: to nie pierdola, to makabra! 05.04.08, 17:33
          to jasne, MArio. W szkole byli natychmiast. Ale Mala wyjechala dwa
          dni temu na zielona szkole i czeka ich jeszcze rozmowa z nia.
          Obawiam sie ze to bedzie trudniejsze od wyrzucenia tego nauczyciela.
          Nie chcialabym byc w ich skorze.
    • jutka1 Niedziela, slonce zza lekkich chmur 06.04.08, 08:52
      Niebo zasnute zamglonymi chmurami, jakby ktos powiesil cienka warstwe waty.
      Swieci slonce.

      Zepsula mi sie drukarka, i wszyscy, do ktorych dzwonilam, nie maja w swoich
      drukarkach tuszu. :-/// Zadanie na dzis: znalezc kafejke internetowa otwarta w
      niedziele. Kurdebalans, moze byc trudno.

      Swoja droga, moja drukarka jest bardzo dziwnym stworem: dziala kiedy chce, nie
      dziala kiedy nie chce, i nie wiadomo wlasciwie, o co jej chodzi. Wczoraj w
      desperacji robilam nawet twardy reset, i nic. A przez ostatni miesiac dzialala
      jak zloto. Wot, zagadka.

      Tyle niedzielnych pierdul wioskowo-informatycznych.

      Milego dnia :-)
      • jutka1 Apdejt 06.04.08, 14:52
        Myslalam, ze caly dzien bede sie biedzic nad pisaniem, a tu nawet bez drukarki
        zajelo mi 2 godziny. Wyslalam, teraz bede czekac na uwagi szefa in spe.

        Jednym slowem mam niespodziewane wolne popoludnie, bo szef in spe w niedziele
        nie pracuje. :-)))
        Jipppiii.

        Wreszcie moge cos zjesc. Grzanka z kozim serem, pomidorem i bazylia? Brzmi
        dobrze. :-)
    • ewa553 o rany Jutka!!! 06.04.08, 10:10
      ciagle tylko cienkie aluzje.... cos podpisujesz, gdzies wyjezdzasz,
      teraz i tel.zmieniasz. Opuszczasz znowu Zolty Dom? Kiedy sie
      wreszcie dowiemy szczegolow???
      • jutka1 Re: o rany Jutka!!! 06.04.08, 10:20
        Oj Ewciu. Napisalam juz - jak fizycznie podpisze kontrakt, to powiem co i jak. :-)
        Na razie tylko tyle, ze owszem, planuje zmiane miejsca pobytu na czas jakis.
        Dostalam propozycje z takich "nie do odrzucenia", negocjacje mam w 90% za soba,
        teraz "tylko" maszyneria administracyjna musi przerobic, przetrawic, i wypluc
        kontrakt.
        • ewa553 Re: o rany Jutka!!! 06.04.08, 10:47
          ja to wszystko wiem, Jutencjo - tylko cienkie aluzje podsycaja
          ciekawosc:)))) chyba rozumiesz? Zazdraszczam Ci ciekawego zycia
          zawodowego, ktore ja juz mam za soba. Niestety - mysle czasami.
          • jutka1 Re: o rany Jutka!!! 06.04.08, 13:10
            Ewciu, my-Strzelce tak juz mamy, ze co jakis czas potrzebujemy odmiany. :-)
            Propozycja padla akurat w momencie, gdy wpadlam w szpony strzelcowej mobilnosci,
            i wpasowala sie idealnie w to, co zamierzalam.
            Odpukac i tfu przez lewe ramie, to moze byc najciekawsze zajecie, jakie mialam
            do tej pory. :-)

            PS. To nie cienkie aluzje ;-), tylko zajawki nadchodzacych zmian, a nie pisze
            nic wiecej, bo nie chce zapeszyc. Wiesz, jak to bywa, a ja jestem przesadna.
    • blues28 Wiosenno-letnia niedziela 06.04.08, 12:17
      Witam po dluuugiej przerwie, uziemiona w domu zapaleniem ucha.
      Niepojete, zwlaszcze, ze temperatury za oknem letnie a nie wiosenne.
      Od czwartku mamy w Madrycie ok. 27 stopni, a na poludniu i wybrzezu
      sródziemnomorskim ponad 30 (wczoraj w Sevilli termometr zatrzymal
      sie na 37 stopniach).
      Pieknie i zielono mamy od lutego, jakarandy przekwitly juz w marcu,
      teraz szaleja kolorami buganvillas. Rano budzi mnie spiew ptaków,
      trele pelne entuzjazmu, moze gniazda buduja? Mój dom stoi przy
      skwerku, na skwerku drzewa sa (dwie olbrzymie jacarandy) to i
      ptaszyny sie zadomawiaja.

      Widze, ze Ewa wrócila cala i zdrowa, choc zdaje mi sie, ze jak bylas
      to akurat oberwalo sie niebo nad Hiszpania, nie? Zobaczylas Seville
      w strugach deszczu?

      Jutce zycze udanych kontraktów ¿pueda que seamos vecinas?;-)
      A wegetarianom polecam wziecie pod uwage:
      -tortilla de patata clásica albo z "wariacjami warzywnymi"
      -paella z owocami morza
      -paella warzywna
      -berenjena (baklazan? no, to takie fioletowe, owalne warzywo)
      nadziewana miesznka warzywna i zapiekana z warstwa tartego sera.
      Do kazdej z tych wersji idealnie pasuje wino crianza.

      Ide pozdrowic (tzn powkurzac) wiosennie frakcje kanadyjska ;)))




      • jutka1 Re: Wiosenno-letnia niedziela 06.04.08, 13:19
        Witaj, Blues dawno niewidziana (nieczytana). :-)

        Quizás no hoy, quizás no mañana, pero... casi vecinas ;-)))))))
        • blues28 Re: Wiosenno-letnia niedziela 06.04.08, 13:48
          Trzymam kciuki ;-))))))))))))))
    • blues28 Dla wybierajacych sie do Barcelony! -Nie perdula!! 06.04.08, 12:59
      Jean Nouvel (laureat tegorocznego Pritzkera) zainaugurowal wczoraj w
      Barcelonie, zaprojektowany przez siebie Park Centralny Poblenou,
      5,5 hektarów "swiatel i cieni i mikroklimatu akustycznego". Tysiac
      drzew, 5.000 krzewów, 11.000 pnaczy, 35 palm i 5.000 kaktusów...
      Dwie ulice (Espronceda i Cristóbal de Moura), które przecinaja park
      obsadzone sa gliciniami z kwiatami w odcieniach od bialego, poprzez
      lila i blekit az do fioletu. Wedlug architekta, park ma byc rezerwa
      slonca zima, kwiecia wiosna i cienia latem i wlasciwie powinien byc
      zainaugurowany za 5 lat, kiedy drzewa i krzewy wyrosna wystarczajaco
      aby stworzyc ten spektakl swiatel i cieni jaki zostal zalozony w
      projekcie.
      Ten sam architekt zaprojektowal emblematyczna wieze Aigbar w
      Barcelonie i magia swiatel jaka roztacza ta wieza kazdej nocy jest
      niepowtarzalna. Mysle, ze park trzeba koniecznie zobaczyc!
      • iwannabesedated Re: Dla wybierajacych sie do Barcelony! -Nie perd 06.04.08, 15:46
        Ach! Brzmi oszałamiająco! Chyba muszę się zacząć wybierać.
        Apropos. Był kto ostatnio w Berlinie? Coś do polecenia? Ja byłam
        wieki temu, koniec lat 80, ale podobało mi się. Jakaś taka lekkość i
        kosmopolityczność tam była a zarazem schludnie i sympatycznie.
        • blues28 Re: Dla wybierajacych sie do Barcelony! -Nie perd 06.04.08, 16:11
          W temacie Barcelony: jesli sie skrystalizuje plan obowiazkowo
          uprzedzic!!!! ;-)
          W temacie Berlina: bylam strasznie dawno! Pilam kawe w kawiarni
          obrotowej na Alexander Platz i niewiele wiecej bo wtedy byl mur, a
          ja go nie przekroczylam! Pity!

          W temacie ogólnym: z powodu ucha (zapalonego) leze i czytam. Japonce
          juz konstruuja roboty o powierzchownosci (dotyk jest jak ludzka
          skóra) czlowieka. Robot rozmawia (zdolnosc odpowiedzi na 700 pytan),
          obsluguje niepelnosprawnych, jest grzeczy, posluszny, ulegly, ba
          lada moment bedzie leczyl samotnosc nawet w sferze seksualnej. No,
          co Wy na to????
          • chris-joe Re: Dla wybierajacych sie do Barcelony! -Nie perd 06.04.08, 17:06
            Ach, Barcelona w istocie brzmi smakowicie. Trzeba bedzie sie wreszcie pokwapic.
            Moze najblizszej poznej jesieni?

            Berlin zas uwielbiam. Bylem tam dwa razy po upadku muru i, wanna, jedz jak w
            dym! Wy macie tak rozkosznie blisko! 6 godzin intercity z Warszawy. Wjazd do
            miasta okolo poludnia, pociag dobija do stacji Friedriechstrasse w samym
            srodmiesciu, tuz obok Unter Den Linden, wsrod kopul Reichstagu i katedry, przez
            Szprewe.
            Teraz, wczesna wiosna musi byc mniam mniam!
            • chris-joe ps. dla wanny 06.04.08, 17:19
              Zas za mego ostatniego pobytu w komunistycznym Berlinie, tuz przed przejsciem
              -permanentnym, jak sie mialo okazac- na Zachod, taka oto piosnke sobie nucilem.
              Za Tuwimem i Dlugoszem.

              O, smętne, śnieżne nevermore!
              Dni utracone, ukochane!
              Widzę cię znów w Café du Nord
              W mroźny, mglisty poranek.

              Strach, słodki strach od stóp do głów,
              Dygot błękitnych, czułych nerwów,
              I sen był znów, i list był znów:
              Mgła legendarnych perfum.

              Lecz nie ma mnie i nie ma mnie,
              I nigdy w życiu mnie nie będzie.
              Zostanę w liście, zostanę w śnie,
              W tkliwej, śnieżnej legendzie.

              Nic o tym nie wiesz. Czekasz, drżąc.
              Dzień sennie sypie się i szepce.
              Ach, serce moje i młodość mą
              W srebrnej nosisz torebce.

              Wczoraj? A co to było? Tak:
              Carmen, kareta, wino, walce...
              Mignęło w oczach. Nie – to ptak,
              Wyszyty na woalce.

              Pusto i ciepło w tym Café.
              Zima się w oknie szronem perli.
              Nie przyjdę. Idź. Nie spotkasz mnie.
              ...Wielki, wielki jest Berlin.
          • maria421 Re: Dla wybierajacych sie do Barcelony! -Nie perd 06.04.08, 17:34
            blues28 napisała:


            > W temacie ogólnym: z powodu ucha (zapalonego) leze i czytam.

            Epidemia? :-)
            Ja juz jestem po, ale skonczylo sie zabiegiem w szpitalu :(...
            Zycze zebys wyleczyla antybiotykami.
            • ewa553 o nie, Mario! 06.04.08, 17:38
              obawiam sie ze jak wiele ludzi ktorych depresja nie dosiegla, mylisz
              gleboki smutek, niezadowolenie - z depresja. Prawdziwa depresja
              sama sie nie wyleczy. I czesto stara sie wlasnie "usunac" powody,
              podczas gdy w rozmowach kolejnych z terapeuta wychodzi, ze zrodle
              jest cos calkiem innego, czesto cos, co upychalismy przez lata w
              podswiadomosci tak skutecznie, ze juz o tym nawet nie wiemy.
              • jutka1 Re: o nie, Mario! 06.04.08, 17:50
                Zgoda, Ewo.
              • maria421 Re: o nie, Mario! 06.04.08, 17:52
                ewa553 napisała:

                > obawiam sie ze jak wiele ludzi ktorych depresja nie dosiegla, mylisz
                > gleboki smutek, niezadowolenie - z depresja. Prawdziwa depresja
                > sama sie nie wyleczy. I czesto stara sie wlasnie "usunac" powody,
                > podczas gdy w rozmowach kolejnych z terapeuta wychodzi, ze zrodle
                > jest cos calkiem innego, czesto cos, co upychalismy przez lata w
                > podswiadomosci tak skutecznie, ze juz o tym nawet nie wiemy.

                Depresja sytuacyjna, o ktorej mowie, wynika zawsze z konkretnej sytuacji.
                • jutka1 Re: o nie, Mario! 06.04.08, 17:56
                  Znow sie nie zgodze. D. sytuacyjna jak to nazywasz moze wynikac z sytuacji
                  teraz, a moze wynikac z sytuacji w przeszlosci, ktora spychalo sie pod
                  przyslowiowy dywan.

                  Mario, wybacz, nie masz racji. Przeczytaj prosze na przyklad "Czarne slonce"
                  Julii Kristevej.
                  • maria421 Re: o nie, Mario! 06.04.08, 18:02
                    jutka1 napisała:

                    > Znow sie nie zgodze. D. sytuacyjna jak to nazywasz moze wynikac z sytuacji
                    > teraz, a moze wynikac z sytuacji w przeszlosci, ktora spychalo sie pod
                    > przyslowiowy dywan.

                    Depresja sytuacyjna (reactive depression) jest REAKCJA na przezycie
                    traumatyczne. I , owszem, jezeli jakies przezycie zostalo "psychicznie
                    nieprzerobione", czyli zepchniete pod dywan, to moze doganiac pozniej. O czym
                    pisalam.

                    > Mario, wybacz, nie masz racji. Przeczytaj prosze na przyklad "Czarne slonce"
                    > Julii Kristevej.

                    Jutka, sama sobie tych rzeczy nie wymyslilam. Wiem je od lekarza.
                    • jutka1 Re: o nie, Mario! 06.04.08, 18:03
                      Lekarz szt. 1.
                      Niezliczone publikacje.
                      Zasugerowalam przeczytanie jednej z nich. Nie traktuje informacji o lekarzu jako
                      odpowiedz na moja sugestie, przepraszam.

                      Musze sie oddalic.
                      A suivre.
                      • maria421 Re: o nie, Mario! 06.04.08, 18:39
                        jutka1 napisała:

                        > Lekarz szt. 1.
                        > Niezliczone publikacje.
                        > Zasugerowalam przeczytanie jednej z nich. Nie traktuje informacji o lekarzu jak
                        > o
                        > odpowiedz na moja sugestie, przepraszam.

                        Jutka, na temat depresji czytalam pare rzeczy (glownie z internetu) z powodu nie
                        wlasnego lecz mojej dwubiegunowej kolezanki.
                        Z powodu wlasnego bylam u lekarza ktory zna nas od lat i po rozmowie sama
                        zadecydowalam ze sprobuje sama sie z tym uporac. Profilaktycznie wzielam tylko
                        tabletki przeciw wrzodom zoladka zeby nie wyladowac w szpitalu jak w 2003 roku z
                        peknietym wrzodem.




              • blues28 Re: o nie, Mario! 06.04.08, 17:53
                Tu odpowiem.
                Mario, ucho boli od piatku wieczorem. Jutro ide do lekarza. Na razie
                nie wiem co zacz, ale mam nadzieje, ze nie bedzie komlikacji.

                W temacie depresji zgadzam sie z Ewa.
                Wczesniej napisalam, ze sa wydarzenia zyciowe, które powoduja
                zalobe, a ta oznacza przechodzenie kolejnych etapów: wstrzasu,
                powolnej asymilacji, rozumienia i w koncu akceptacji. Tego okresu
                nie da sie pominac ani przyspieszyc. To trzeba przejsc.

                Ale sa depresje sytuacyjne, które wynikaja z nalozenia sie wielu
                sytuacji zyciowych, czasem wrecz traumy z okresu dziecinstwa i wtedy
                pomoc specjalisty jest niezbedna. Bo chory nie jest w stanie
                wyluskac przyczyny depresji i nabrac do niej wlasciwego dystansu. I
                nie chodzi o lykanie Prozacu. Tego typu leki moga pmóc chwilowo,
                ale nie wylecza choroby. Do tego dochodzi sie ciernista droga,
                czesto trwajaca latami, przy pomocy i wsparciu, nie tylko bliskich,
                ale, przede wszystkim specjalistów.
                Wydaje mi sie mylne i gleboko krzywdzace mieszanie powaznej choroby
                z hedonistycznym i wygodnym podejsciem do zycia.
                • jutka1 Re: o nie, Mario! 06.04.08, 18:02
                  Blues, dzieki.
                  To samo chcialam napisac, ale musze sie oddalic, wiec nie mam czasu na dlugie posty.
                • maria421 Re: o nie, Mario! 06.04.08, 18:07
                  blues28 napisała:

                  > Tu odpowiem.
                  > Mario, ucho boli od piatku wieczorem. Jutro ide do lekarza. Na razie
                  > nie wiem co zacz, ale mam nadzieje, ze nie bedzie komlikacji.

                  Oby!
                  Ja sie nabawilam straszliwego przeziebienia w Polsce, w dniu smierci mojej Mamy,
                  przeziebienie ktorego wtedy nie moglam wykurowac. Przeszlo w zapalenie ucha,
                  ktore dopiero po powrocie do domu zaczelam leczyc antybiotykami, ale w koncu
                  skierowano mnie na naciecie blony bebenka i wstawiono mi wentylek, ktory ma sam
                  wypasc po 3-6 miesiacach.

                  > W temacie depresji zgadzam sie z Ewa.
                  > Wczesniej napisalam, ze sa wydarzenia zyciowe, które powoduja
                  > zalobe, a ta oznacza przechodzenie kolejnych etapów: wstrzasu,
                  > powolnej asymilacji, rozumienia i w koncu akceptacji. Tego okresu
                  > nie da sie pominac ani przyspieszyc. To trzeba przejsc.
                  >
                  > Ale sa depresje sytuacyjne, które wynikaja z nalozenia sie wielu
                  > sytuacji zyciowych, czasem wrecz traumy z okresu dziecinstwa i wtedy
                  > pomoc specjalisty jest niezbedna. Bo chory nie jest w stanie
                  > wyluskac przyczyny depresji i nabrac do niej wlasciwego dystansu. I
                  > nie chodzi o lykanie Prozacu. Tego typu leki moga pmóc chwilowo,
                  > ale nie wylecza choroby. Do tego dochodzi sie ciernista droga,
                  > czesto trwajaca latami, przy pomocy i wsparciu, nie tylko bliskich,
                  > ale, przede wszystkim specjalistów.
                  > Wydaje mi sie mylne i gleboko krzywdzace mieszanie powaznej choroby
                  > z hedonistycznym i wygodnym podejsciem do zycia.

                  Jeszcze raz- ja pisze tylko o depresji sytuacyjnej, o zadnej innej. Pisze ze
                  taka depresja nieprzerobiona w odpowiednim czasie wlasnie wraca, dogania
                  czlowiekas i lupie go z podwojna sila.
                  Dlatego wlasnie mowie o tym, ze od depresji SYTUACYJNEJ nie trzeba uciekac,
                  trzeba ja w odpowiednim czasie psychicznie przerobic.

                  Czyli- w sumie pisze to samo :-)
                  • blues28 Re: o nie, Mario! 06.04.08, 18:13
                    Nie strasz;(((
                    Jutro pruje do lekarza!!! Mam nadzieje, ze antybiotyk zdziala cuda.
                    Ja prawie nigdy nie przeziebiam sie i baaardzo rzadko stosuje
                    antybiotyki. Oby okazaly sie skuteczne.
                    ;-)
                    • maria421 Re: o nie, Mario! 06.04.08, 18:21
                      blues28 napisała:

                      > Nie strasz;(((
                      > Jutro pruje do lekarza!!! Mam nadzieje, ze antybiotyk zdziala cuda.
                      > Ja prawie nigdy nie przeziebiam sie i baaardzo rzadko stosuje
                      > antybiotyki. Oby okazaly sie skuteczne.
                      > ;-)

                      Strasze Cie wlasnie po to, zebyc prula do lekarza.
                      Trzymam kciuki.
                  • go.ga Re: o nie, Mario! 06.04.08, 22:13
                    >Jeszcze raz- ja pisze tylko o depresji sytuacyjnej, o zadnej innej. >Pisze ze
                    >taka depresja nieprzerobiona w odpowiednim czasie wlasnie wraca, >dogania
                    >czlowiekas i lupie go z podwojna sila.
                    >Dlatego wlasnie mowie o tym, ze od depresji SYTUACYJNEJ nie trzeba >uciekac,
                    >trzeba ja w odpowiednim czasie psychicznie przerobic.

                    > Czyli- w sumie pisze to samo :-)

                    Na poczatku napisalas, ze taka depresja przechodzi sama, jesli sie tylko chce przez nia swiadomie przejsc. Zabrzmialo to jak troche tak, ze wystarczy "wziac sie w garsc" i przejdzie.
                    • maria421 Re: o nie, Mario! 06.04.08, 22:55
                      go.ga napisała:

                      > Na poczatku napisalas, ze taka depresja przechodzi sama, jesli sie tylko chce p
                      > rzez nia swiadomie przejsc. Zabrzmialo to jak troche tak, ze wystarczy "wziac s
                      > ie w garsc" i przejdzie.

                      Powtarzam ze pisalam tylko o depresji sytuacyjnej powstalej na skutek konkretnej
                      sytuacji, nie o innych typach depresji.

                      Posluze sie przykladem ktory mi posunela Stokrotka- tym o porodzie na zywca.
                      Porod na zywca , wiadomo bolesny jest. Dlatego wiele kobiet wybiera cesarskie
                      ciecie. I co z tego maja? Bezbolesny porod, ale za to mdlosci po narkozie i rane
                      do zagojenia sie po cieciu.
                      Podobnie z depresja sytuacyjna- przez pewien bol psychiczny mozna przejsc "na
                      zywca", albo mozna go znieczulic. Ale bol znieczulony to nie jest bol wygojony.
        • maria421 Re: Dla wybierajacych sie do Barcelony! -Nie perd 06.04.08, 17:57
          iwannabesedated napisała:

          > Ach! Brzmi oszałamiająco! Chyba muszę się zacząć wybierać.
          > Apropos. Był kto ostatnio w Berlinie? Coś do polecenia? Ja byłam
          > wieki temu, koniec lat 80, ale podobało mi się. Jakaś taka lekkość i
          > kosmopolityczność tam była a zarazem schludnie i sympatycznie.
          >
          Po pierwsze, nie wysiadaj na zadnej Friedrichsplatz tylko na Hauptbahnhof. Tam
          dojedza Eurocity z Warszawy. Na wprost dworca masz siedzibe Angeli Merkel
          (Kanzleramt) i niedaleko stamtad Bundestag.

          W kwestii berlinskiej kultury powiedz kiedy chcesz sie wybrac i co Cie interesuje.
          • chris-joe Re: Dla wybierajacych sie do Barcelony! -Nie perd 06.04.08, 18:06
            Po drugie, nie zadna Friedrichsplatz, lecz wlasnie Friedrichstrasse.

            en.wikipedia.org/wiki/Image:Train_station_Berlin_Friedrichstrasse_2.jpg
            Prawda jest jednak -i tu sie w piersi bije- ze za mojej ostatniej wizyty
            Hauptbahnhof byl jeszcze w budowie, wiec pociag z Warszawy tam jeszcze nie
            dojezdzal.
            • maria421 Re: Dla wybierajacych sie do Barcelony! -Nie perd 06.04.08, 18:10
              chris-joe napisał:

              > Po drugie, nie zadna Friedrichsplatz, lecz wlasnie Friedrichstrasse.
              >
              > Masz racje. Friedrichsplatz jest u nas w miescie, dlatego myle.

    • ewa553 Re: O pierdulach -- Odc. 26 :-)))) 06.04.08, 16:56
      mam nadzieje, ze nie przyczepi mi sie do tego wpisu niejaki pijak
      jak plotu, ale zaryzykuje: i ja znalazlam sie pare lat temu w takiej
      sytuacji, ze nie dalam sobie rady. Nie pomagaly mocne lekarstwa
      i wizyty u neurologa. Wreszcie zaniepokojony moim stanem zarzadal
      dla mnie sanatorium psychosomatycznego i to zarzadal takim tonem, ze
      nie musialam jak inni czekac miesiacami na miejsce, lecz dostalam
      miejsce w ciagu tygodnia i dostalam to miejsce nie na przepisowe 3
      tygodnie, lecz na 6. Pisze o tym aby Wam uzmyslowic, w jakiej bylam
      rozsypce. W kazdym razie w tej klinice zaczelam psychoterapie, ktora
      potem kontynuowalam jeszcze przez rok. Mialam szczescie do
      znakomitych psychoterapeutek. I jestem pewna - bez ich pomocy nie
      wygrzebalabym sie. Bylam wtedy przez 5 miesiecy na zwolnieniu
      lekarskim. Kazdemu w takiej sytuacji radze pojsc do specjalisty.
      Zycie jest zbyt piekne i zbyt krotkie, aby je sobie marnowac
      czekaniem na cud. I tu nie zgodze sie z Maryska. Prawdziwa, a nie
      urojona deprecha potrzebuje pomocy z zewnatrz.
      • maria421 Re: O pierdulach -- Odc. 26 :-)))) 06.04.08, 17:46
        ewa553 napisała:

        > mam nadzieje, ze nie przyczepi mi sie do tego wpisu niejaki pijak
        > jak plotu, ale zaryzykuje: i ja znalazlam sie pare lat temu w takiej
        > sytuacji, ze nie dalam sobie rady. Nie pomagaly mocne lekarstwa
        > i wizyty u neurologa. Wreszcie zaniepokojony moim stanem zarzadal
        > dla mnie sanatorium psychosomatycznego i to zarzadal takim tonem, ze
        > nie musialam jak inni czekac miesiacami na miejsce, lecz dostalam
        > miejsce w ciagu tygodnia i dostalam to miejsce nie na przepisowe 3
        > tygodnie, lecz na 6. Pisze o tym aby Wam uzmyslowic, w jakiej bylam
        > rozsypce. W kazdym razie w tej klinice zaczelam psychoterapie, ktora
        > potem kontynuowalam jeszcze przez rok. Mialam szczescie do
        > znakomitych psychoterapeutek. I jestem pewna - bez ich pomocy nie
        > wygrzebalabym sie. Bylam wtedy przez 5 miesiecy na zwolnieniu
        > lekarskim. Kazdemu w takiej sytuacji radze pojsc do specjalisty.
        > Zycie jest zbyt piekne i zbyt krotkie, aby je sobie marnowac
        > czekaniem na cud. I tu nie zgodze sie z Maryska. Prawdziwa, a nie
        > urojona deprecha potrzebuje pomocy z zewnatrz.

        Nigdzie nie twierdzilam ze prawdziwa deprecha nie potrzebuje pomocy z zewnatrz.
        Jezeli zaczynaja sie dolegliwosci psychosomatyczne, czy chocby bezsennosc trzeba
        cos z tym zrobic.
        • jutka1 Re: O pierdulach -- Odc. 26 :-)))) 06.04.08, 17:53
          maria421 napisała:

          > Jezeli zaczynaja sie dolegliwosci psychosomatyczne, czy chocby bezsennosc
          trzeba cos z tym zrobic.
          **********
          Mario, i tu jest pies pogrzebany: jest roznica miedzy smutkiem, rozpacza,
          zaloba, a depresja. Nie ma depresji bez psychosomatycznych. Czy to bezsennosc,
          czy to niejedzenie czy niemozliwosc trawienia i bolesne dlugotrwale zaparcia,
          czy tez nadmierne jedzenie, czy brak popedu seksualnego, zmecZenie chroniczne,
          az po bol calego ciala i duszy, az po proby samobojcze.
          • maria421 Re: O pierdulach -- Odc. 26 :-)))) 06.04.08, 18:20
            jutka1 napisała:

            > Mario, i tu jest pies pogrzebany: jest roznica miedzy smutkiem, rozpacza,
            > zaloba, a depresja. Nie ma depresji bez psychosomatycznych. Czy to bezsennosc,
            > czy to niejedzenie czy niemozliwosc trawienia i bolesne dlugotrwale zaparcia,
            > czy tez nadmierne jedzenie, czy brak popedu seksualnego, zmecZenie chroniczne,
            > az po bol calego ciala i duszy, az po proby samobojcze.
            >
            Jutka, bywa tez odwrotnie. Bywa ze depresja ma przyczyny organiczne albo hormonalne.
            A bywa ze nie ma nic. Moja dwubiegunowa kolezanka w Polsce jest zdrowa jak ryba.
            • jutka1 Re: O pierdulach -- Odc. 26 :-)))) 06.04.08, 19:41
              Bipolarity i depresja to dwie rozne jednostki chorobowe :-//
              • maria421 Re: O pierdulach -- Odc. 26 :-)))) 06.04.08, 19:57
                jutka1 napisała:

                > Bipolarity i depresja to dwie rozne jednostki chorobowe :-//

                Owszem. Ale w fazie depresji mamy do czynienia z autentyczna, endogenna
                depresja. I czesto ponoc jest tak, ze najpierw u pacjenta dwubiegunowego
                stwierdzaja depresje, a potem sie okazuje ze jest tochoroba afektywna
                dwubiegunowa. Jak u mojej kolezanki.
                • jutka1 Re: O pierdulach -- Odc. 26 :-)))) 06.04.08, 20:17
                  Owszem.
                  Tyle, ze leczenie jest inne, z powodu wlasnie epizodow maniakalnych.

                  Sadze, ze w tej rozmowie mozemy stwierdzic "let's agree to disagree". Jestem
                  przekonana (na swoj wlasny, osobisty uzytek), ze usilowanie wyjscia z depresji
                  samemu, bez pomocy lekarskiej, to igranie z ogniem.
                  • maria421 Re: O pierdulach -- Odc. 26 :-)))) 06.04.08, 20:41
                    jutka1 napisała:

                    > Sadze, ze w tej rozmowie mozemy stwierdzic "let's agree to disagree". Jestem
                    > przekonana (na swoj wlasny, osobisty uzytek), ze usilowanie wyjscia z depresji
                    > samemu, bez pomocy lekarskiej, to igranie z ogniem.

                    W moim przypadku nigdy nie wykluczalam pomocy lekarskiej. I z pewnoscia bym z
                    niej skorzystala.
                    Jutka, ja po prostu swiadomie nad soba pracowalam.
                    Z pewnoscia swiadomosc ze lekarz, w razie czego, jest na wyciagniecie reki tez
                    mi pomagala.


                    • jutka1 Re: O pierdulach -- Odc. 26 :-)))) 06.04.08, 22:42
                      Mario, kiedy zaczelas o tym pisac, nie pisalas "ja". Pisalas ogolnie.
                      Gdybys byla napisala od poczatku to, co teraz, temperatura dyskusji bylaby nizsza.
                      • maria421 Re: O pierdulach -- Odc. 26 :-)))) 06.04.08, 23:34
                        jutka1 napisała:

                        > Mario, kiedy zaczelas o tym pisac, nie pisalas "ja". Pisalas ogolnie.
                        > Gdybys byla napisala od poczatku to, co teraz, temperatura dyskusji bylaby nizs
                        > za.

                        Jutka, od pewnego czasu boje sie pisac na tym forum o osobistych przezyciach, bo
                        wtedy mi sie zarzuca ze epatuje zaloba, ze smierc moich bliskich nie upowaznia
                        mnie do "aroganckiego pouczania" itd. itp.
                        Zreszta, sami wiecie jaka jest moja sytuacja- w ciagu poltoraroku stracilam meza
                        i matke, wiec co mam jeszcze tlumaczyc?
                        Ze doskonale wiem co to wypalenie, choc nie zawodowe? Ze wiem co to jest miec
                        poczucie ze wszystko co mialam z siebie dac juz dalam i wiecej do dania nic nie
                        mam? Ze wiem jak to jest stac na brzegu morza i miec ochote isc prosto w strone
                        horyzontu? Ze pewne obrazy staja przed oczami co noc? Ze wiem co to jest
                        poczucie ze wszystko co bylo dobrego juz jest za mna?
                        Jutka, pracowalam nad soba i robilam to dla mojej corki. I kiedy teraz ogladam
                        sie za siebie, sama nie wiem jak dalam rade. Ale dalam rade na tyle ze
                        uslyszalam od mojej corki "Mamo, jak to dobrze ze ty jestes taka silna". Dalam
                        rade na tyle, ze kiedy nadszedl czas, bylam przez 3 tygodnie od rana do wieczora
                        przy mojej umierajacej Mamie. Co mnie oczywiscie znow rzucilo do tylu, ale i z
                        tego sie wygrzebie.
                        Tak wiec, pewne rzeczy mowie z doswiadczenia. Niczego nie bagatelizuje, uchowaj
                        Boze! Mowie ze mozna samemu wyjsc z depresji sytuacyjnej (powtarzam:
                        sytuacyjnej), jezeli jest sie mentalnie do tego przygotowanym, jezeli sie wie ze
                        nie ma drogi na skroty.
                        Pomaga medytacja, trening autogenny, relaksujaca muzyka, przyjaciele.


    • ewa553 wiosna - zagapilam sie:(((( 06.04.08, 17:05
      od wczoraj probuje kupic na ebayu skladak rowerowy. Przegralam
      conajmniej 15 licytacji, bo postawilam sobie limit, ktorego uparlam
      sie nie przekroczyc. Mam pecha, bo wiosna pelna para i wszyscy nagle
      chca rowery:)))) Rowerow na ebay setki, ale jeszcze wiecej chetnych.
      Aktualnie leci mi kolejna licytacja. Za 1,5 godziny sie okaze, czy
      tym razem jestem zwyciesca:)))) Jak nie, to bede znowu w srodku
      tygodnia licytowac, kiedy inni szczesliwcy beda siedziec w pracy:))))
    • ewa553 bluesie, 06.04.08, 17:11
      wydawalo mi sie, ze dziekowalam Ci tu za Andaluzje? Jesli nie, to mi
      wstyd, niedoopisania!!!!!
      Bylo pieknie, choc oczywiscie pogoda pozostawiala wiele do zyczenia.
      Jednak zwiedzalismy dwukrotnie bez deszczu Granade z przydatkami,
      w Sevilli nawet nie kropnelo, lalo po drodze na Gibraltar tak, ze
      musielismy stanac na autostradzie. Ale juz w samym G. kropilo a w
      koncu bylo piekne slonce. Jedynie w Mijas lalo jak z cebra, do tego
      mialam goraczke, wiec nie podobalo mi sie. Za to inne urocze miejsca
      zwiedzilismy tez bez deszczu. Siedzielismy tez pare godzin na plazy,
      Maly sie kapal. Bylo naprawde pieknie - m.in. dzieki Twoim opisom,
      ktorych uzywalam jako przewodnika. Maly powiedzial, ze mu sie ten
      urlop najbardziej z wszystkich naszych wyjazdow podobal. Zranil tym
      moje wloskie serce, ale coz, ma prawo:)))) Pozdrawiam Cie
      najserdeczniej!
      • blues28 Re: bluesie, 06.04.08, 18:02
        No to sie ciesze ;-))))
        Choc mialas troszke pecha z pogoda, bo w koncu tu rzadko pada.
        Pamietam, ze jak tak potwornie lalo, to pomyslalam o Tobie, bo
        kojarzylam, ze akurat teraz zwiedzasz Andaluzje. Fajnie, ze ulewy
        nie pokrzyzowaly calkiem planów.
    • ewa553 Re: O pierdulach -- Odc. 26 :-)))) 06.04.08, 18:06
      Mario, napisalas:
      Depresja sytuacyjna, o ktorej mowie, wynika zawsze z konkretnej
      sytuacji
      Masz racje, problem jednak w tym, ze jak juz mowilam i Jutka mowila,
      czesto nie widzi sie wlasciwego powodu, bo obecna sytuacja
      przyslania nam prawdziwe zrodlo, wiec nie mozemy go "przerobic".
      U mnie np. bylo tak, ze bylam przez kilka lat na liscie plac we
      Francji (Les Plessis), gdzie byla nasza siedziba. Tam tez siedzial
      moj szef. I nagle zazadano ode mnie przeniesienia sie tam. Odmowilam
      i wtedy nastapil miesiacami trwajacy mobbing. I to bylo powodem
      mojej choroby i wyladowania w klinice. I wyobraz sobie, ze juz po
      kilku posiedzeniach wiadomo bylo, ze to w gruncie rzeczy nie jest
      glownym powodem moich dolegliwosci. A potem poszlo juz z gorki.
      Bo jak uporalam sie z glownym powodem, to i mobbng znioslam latwiej
      itd.
      Jak powiedzialam: bez pomocy z zewnatrz, nie dalabym rady. A pomoc
      bynajmniej nie polegala na prozacu, ktory znam tylko ze slyszenia.
      • iwannabesedated Re: O pierdulach -- Odc. 26 :-)))) 06.04.08, 18:53
        Nieno, ja nie mogę!!!
        Teraz mnie wzięło!
        Jak to "trzeba" przerobić??? Jak to "nie trzeba uciekać"???
        Czasem to co się zdarza jest zbyt wielkie do przerobienia od razu.
        Jak byłam gnojkiem, to się pochorowałam ciężko, prawie że nie
        wykitowałam.Ponieważ w tym czasie moja Matka walczyła ze swoją
        własną chorobą a Ojciec walczył o nasz byt, więc nikt się mną nie
        zajął i przejechali się po mnie pojebani "doktorzy". Nie, nie
        przerabiałam tego wtedy. Okazałam się Mario tchorzliwą hedonistką i
        spierdoliłam tak szybko jak tylko mogłam głęboko pod dywan owe
        tragiczne przeżycie upychając.
        • iwannabesedated Re: O pierdulach -- Odc. 26 :-)))) 06.04.08, 18:57
          Mało tego. Jestem widocznie z całego rodu tchórzliwych hedonistów,
          bo mój Dziadek jak w trakcie ucieczki zadźgał własnoręcznie
          niebieskiego policjanta, to też nie usiadł po drzewem i tego nie
          przerabiał. Tchórzliwie upchnął całe zdarzenie pod dywan i zajął się
          tym żeby przetrwać. Niestety mieliśmy z Dziadkiem tego pecha, iż nie
          było tam Mario Ciebie żeby nam wyjaśnić w jakim jesteśmy błędzie i
          powiedzieć co trzeba a czego nie trzeba robić.
          I daruj sobie powiewanie mi przed nosem obrazami Twoich niedawno
          utraconych bliskich. Współczuję. Ale nie daje Ci to prawa nikogo
          tutaj osądzać ani arogancko pouczać.
          • maria421 Re: O pierdulach -- Odc. 26 :-)))) 06.04.08, 20:36
            Dorotko, Ty zawsze tak histerycznie reagujesz???

            Czym jest psychoterapia jezeli nie "przerabianiem" traum psychicznych?
            Przeciez chyba przeciw psychoterapii nic nie masz, prawda? I chyba nie popierasz
            uciekania od niej?

            Tak wiec "przerabianie" traumy na kanapie u psychoterapeuty jest ok, prawda? A
            "przerabianie" traum poprzez indywidualna prace nad soba nie???

            I nie wyjezdzaj mi z traumami z dziecinstwa, bo tu nie o to chodzi. Ja sie w
            wieku lat 9 topilam , traumy nie "przerobilam" , nikt mi jej nie pomogl
            "przerobic" i pozostal mi lek przed gebokoscia do tej pory. Da sie z tym zyc.

            Nie wyjezdzaj mi tez z przeroznymi innymi sytuacjami w ktorych nie da sie traumy
            "przerobic", wiec , z braku innych mozliwosci zamiata sie ja pod dywan spod
            ktorego ona i tak wylazi. A wylazi wlasnie dlatego, ze jest "nieprzerobiona",
            niepokonana.

            Psychiczna trauma to jest rana duszy. I jak kazda rana powinna byc natychmiast
            opatrzona i wyleczona, bo inaczej grozi gangrena.
            Masz cos przeciwko takiemu podejsciu do sprawy?

            I w koncu, prosze mi nie wyjezdzac z moimi niedawno utraconymi bliskimi.
    • ewa553 Berlin 06.04.08, 18:10
      Co koniecznie polecam w Berlinie, to Muzeum Zydowskie. Chyba
      najlepsze po Amsterdamie. Znakomicie urzadzone, swietnie pokazana
      i w opisach i eksponatach i na krotkich filmach, historia Zydowstwa
      w Europie. Piekne eksponaty minionych dni i wstrzasajace dokumenty z
      czasow wojny. Absolutny mus!
      Masz pecha, ze juz nie ma MOMY:)))))
      Naprzeciwko Sony-Centrum jest czerwony budynek z klinkiera, w ktorym
      jest blyskawiczna winda wjezdzajaca na kilkadziesiat pieter. Widok
      na Berlin zapierajacy dech w piuersiach.
      No i Mario: jak nazywaja sie te H.... Höfe? To jest tez warte
      obejrzenia.
      • iwannabesedated Re: Berlin 06.04.08, 19:07
        Ja pamiętam Muzeum Egipskie z cudną Nefretete i knajpki na Kudammie.
        Jak to już dawno!
      • maria421 Re: Berlin 06.04.08, 20:16
        Ewa, masz na mysli to?

        www.berlin.de/orte/sehenswuerdigkeiten/hackesche-hoefe/
    • ewa553 Re: O pierdulach -- Odc. 26 :-)))) 06.04.08, 22:07
      napisalas Mario:
      Tak wiec "przerabianie" traumy na kanapie u psychoterapeuty jest ok,
      prawda? A
      "przerabianie" traum poprzez indywidualna prace nad soba nie???

      Dokladnie tak. Prawdziwej traumy, prawdziwej depresji nie da sie
      samemu przerobic. Ladnie ze sa ludzie pracujacy nad soba. Ale nie
      wierze aby sobie w takiej sytuacji mogli sami pomoc. Chyba ze im sie
      zdawalo ze maja depresje, a to byla glebsza chandra.
      • maria421 Re: O pierdulach -- Odc. 26 :-)))) 06.04.08, 23:00
        ewa553 napisała:

        > Dokladnie tak. Prawdziwej traumy, prawdziwej depresji nie da sie
        > samemu przerobic. Ladnie ze sa ludzie pracujacy nad soba. Ale nie
        > wierze aby sobie w takiej sytuacji mogli sami pomoc. Chyba ze im sie
        > zdawalo ze maja depresje, a to byla glebsza chandra.

        Nie wydaje mi sie zeby na glebsza chandre lekarz antidepressiva proponowal.
    • ewa553 Berlin 06.04.08, 22:11
      Tak Mario, o Hackische Höfe mi chodzilo. Bardzo ciekawe podworce w
      liczbie osmiu, przechodzi sie jakby labiryntem podworek z roznymi
      ciekawymi knajpkami, boutikami, jakims malym kinem itd. Bardzo to
      malownicze, koniecznie sobie tam polaz Dorotko!
      Poza tym jest Nickolaus Viertel czyli dzielnica mikolaja, tam tez sa
      fajne knajpki, np. jedna "Kartoffel". Tam sa rozne specjaly z
      ziemniaka, jadlam jakas rewelacyjna kompozycje z patelnio-kokilki.
      Wystroj wnetrza tez jest fajny, np. lawy pod scianami maja jako
      oparcia koncowki starych, drewnianych lozek:))))
    • ewa553 my tu gadu-gadu, 06.04.08, 22:15
      a w miedfzyczasie wygralam licytacje na ebayu! Mam skladaka. Bardzo
      sie ciesze, bo ja nie umiem jezdzic po ulicy tylko w polu. Bede wiec
      skladak zabierac do auta, wyjezdzac w bezpieczny teren i dalej juz
      na rowerze:)))) Ale sie ciesze!!
      • jutka1 Re: my tu gadu-gadu, 06.04.08, 22:43
        Gratulacje Ewciu. :-)
        Planuje cwiczyc i wprawiac sie w ulicznym rowerowaniu w lipcu-sierpniu.
      • maria421 Re: my tu gadu-gadu, 06.04.08, 23:01
        ewa553 napisała:

        > a w miedfzyczasie wygralam licytacje na ebayu! Mam skladaka. Bardzo
        > sie ciesze, bo ja nie umiem jezdzic po ulicy tylko w polu. Bede wiec
        > skladak zabierac do auta, wyjezdzac w bezpieczny teren i dalej juz
        > na rowerze:)))) Ale sie ciesze!!

        No... jak to mowia, chcialas rower to pedaluj:-)

        Gratuluje!
    • jutka1 Zamykam i ide otwierac nowe ntxt 06.04.08, 23:06

Inne wątki na temat:
Pełna wersja