Zataczanie kola,nie da sie dwa razy do tej samej..

20.04.08, 16:51
... rzeki, etc.
Czy to jest zawsze negatywne? Niemozliwe?

Tak mi przyszlo do glowy, jak myslalam o trzech rzeczach.
Zataczam kolo. Wracam do Paryza to po pierwsze. Do tego samego pracodawcy,
choc o stopien wyzej i w troche innym temacie.
Bede mieszkac w mieszkaniu, ktore znam od 11 lat to po drugie. Najpierw
mieszkala tam moja byla szefowa a potem przyjaciolka. 5 lat pozniej znajomi
wlasnie wynajeli mieszkanie, zaprosili mnie na kolacje, patrze wchodze wchodze
patrze: znam przeciez. :-) A teraz ze wszystkich mieszkan wlasnie to sie
zwalnia i wlasnie tam zamieszkam. Zataczam kolo?
Po trzecie wreszcie: haslo "dajmy temu/daj mi jeszcze jedna szanse". Czy to
wchodzenie do tej samej rzeki? Czy to pozytywne czy negatywne? Pewnie zalezy
od przypadku?
I czy mozna dwa razy przekroczyc Rubikon? Wteiwewte? He?

Z drugiej strony kolo to przeciez absolut, doskonalosc, tajemnica.
Pi i te rzeczy. Taka sama dla mnie doskonalosc jak asymptota. Zataczac.
Zblizac sie i nigdy nie dotknac, nigdy - do nieskonczonosci.
Piekno?

Watek dupiasty, ale i mysli mam dzis dupiaste.
Taksepopieprzam.
:-)
    • maria421 Re: Zataczanie kola,nie da sie dwa razy do tej sa 20.04.08, 17:14
      Watek iscie filozoficzny, Jutka:-)

      Po namysle stwierdzam ze to jednak wcale nie kolo, tylko spirala. Ty idziesz do
      gory po spirali, niby zataczasz krag, ale nie znajdujesz sie w tym samym
      miejscu tylko wyzej.

    • kielbie_we_lbie_30 Re: Zataczanie kola,nie da sie dwa razy do tej sa 20.04.08, 17:25
      jutka1 napisała:

      > ... rzeki, etc.
      > Czy to jest zawsze negatywne? Niemozliwe?

      Eeeee taaaaaammmm. Nie wierze w takie przesady. To bzdura.
      Jest rownie duzo przypadkow gdy sie dalo jak ze sie nie dalo.
      Nie demonizuj bo to nie ma sensu. Ze masz tego samego pracodawce to
      dlatego ze to znalas i tam szukalas, to nie przypadek Tak samo z
      mieszkaniem.
      Po prostu, wypoczelas od tego miejsca a teraz z nowymi silam, z nowa
      ochota jewdziesz znow w dluga...Sa ludzie ktorzy z powodzeniem robia
      tak co kilka la´t.
      Nie nastawiaj sie ze bedzie tak samo bo "nic dwa razy sie nie zdarza
      i nie zdarzy.." bedzie inacze, moze lepiej moze gorzej...napewno
      nowi ludzie, nowe wrazenia i zlecenia. Wiec patrz do przodu. Bedzie
      dobrze a my Cie ze Stkrotka bedziemy odwiedzac...nie mysl ze ci
      podarujemy hahaha
      • jutka1 Re: Zataczanie kola,nie da sie dwa razy do tej sa 20.04.08, 18:08
        Oj chyba Szfedziu nie zrozumialas o co mi chodzilo.
        Nie szkodzi.
        :-)
        • jutka1 Re: Zataczanie kola,nie da sie dwa razy do tej sa 20.04.08, 18:14
          A wlasciwie robie hau hau. czesciowo zrozumialas. :-D

          Pa. :-)
        • kielbie_we_lbie_30 Re: Zataczanie kola,nie da sie dwa razy do tej sa 20.04.08, 23:46
          jutka1 napisała:

          > Oj chyba Szfedziu nie zrozumialas o co mi chodzilo.
          > Nie szkodzi.
          > :-)
          >

          ????
          No coz, poetka nie jestem :(
          • jutka1 Re: Zataczanie kola,nie da sie dwa razy do tej sa 20.04.08, 23:48
            Przeca napisalam potem, ze odszczekuje czesciowo :-)))
    • maria421 Re: Zataczanie kola,nie da sie dwa razy do tej sa 20.04.08, 17:37
      Jutka, co dla Ciebie:

      www.youtube.com/watch?v=4gXOdvhuZDw&feature=related
      • jutka1 Re: Zataczanie kola,nie da sie dwa razy do tej sa 20.04.08, 18:12
        Kto to kiedys spiewal? Umer?

        Ide robic strawe dla gosci. :-)
        • maria421 Re: Zataczanie kola,nie da sie dwa razy do tej sa 20.04.08, 18:30
          jutka1 napisała:

          > Kto to kiedys spiewal? Umer?

          Tez mi to do Umer pasuje ale nie jestem pewna.

          • jutka1 Re: Zataczanie kola,nie da sie dwa razy do tej sa 20.04.08, 18:57
            Albo Lucja Prus.

            W adremie jednak: d;aczego powiedzenie "wejsc jeszcze raz do tej samej rzeki" ma
            pejpratywny wydzwiek?
            Czy mi sie tylko tak wydaje?
            • iwannabesedated Re: Zataczanie kola,nie da sie dwa razy do tej sa 20.04.08, 21:27
              Najpierw trzeba zdefiniować słowo "rzeka" oraz podmiot "ja".
              Jeśli mamy na myśli koryto i nazwę to pewnie. Można wchodzić tam i
              sto razy. Jeśli zaś chodzi o strumień wody tym korytem płynący - no
              to się nie da. Koryto to samo, most nad, brzeg obok, nazwa - mogą
              być te same. Woda już po sekundzie nie jest tą samą wodą.
              "Ja" też niby tak samo się nazywa i ogólnie podobnie wygląda, lecz
              proszę zważyć, iż na przykład komórki wszyskie ciała wymieniamy w
              ciągu 7 lat, można też zmienić nazwisko, kolor włosów, długość
              penisa, można stracić pamięć, można zostać oświeconym i to się tyż
              dzieje z sekundy na sekundę.
              Więc powiedzmy tak można w jednej płaszczyźnie, a w innej jest to
              niemożliwe.
              W tym też temacie załączam Ci cycat na wątku świetlickim.
              • jutka1 Dziekuje, Stokrotko ntxt 20.04.08, 23:33

            • maria421 Re: Zataczanie kola,nie da sie dwa razy do tej sa 20.04.08, 21:48
              jutka1 napisała:


              > W adremie jednak: d;aczego powiedzenie "wejsc jeszcze raz do tej samej rzeki" m
              > a
              > pejpratywny wydzwiek?
              > Czy mi sie tylko tak wydaje?

              To nie jest pejoratywny wydzwiek tylko proste stwierdzenie ze zadna sytuacja sie
              nie powtarza , ze kazda jest inna, ze nawet jezeli wejdziemy w tym samym miejscu
              do tej samej rzeki, to bedzie w niej plynela swieza woda. I wlasnie w tej
              swiezej wodzie plynacej w tym samym miejscu rzeki widze przeblysk optymizmu.

              I tak wlasnie wszystko plynie, jak powiedzial Pan Tarej.
              • jutka1 Re: Zataczanie kola,nie da sie dwa razy do tej sa 20.04.08, 23:35
                Mario, czyli "daj mi jeszcze jedna szanse" to bulszyt.
                Tak czulam i myslalam.
                Dzieki.
                :-)
              • jutka1 Madrosci Pana Tareja, czyli drugie szanse 21.04.08, 08:28
                Czy dawanie drugiej (trzeciej, czwartej) szansy ma sens? Czy rzeczywiscie
                czlowiek rok wczesniej a czlowiek dzisiaj to inne osoby? Swieza woda, jak to
                Maria ujela?
                Zapewne kazdy z nas ma inne podejscie do ryzyka, inne podejscie do wybaczania, i
                inne podejscie do "znanego" vs. "nowego". Strach przed nowym, innym, czasem
                sprawia, ze trzymamy sie starego, dajemy (ludziom, zwiazkom, sytuacjom) nastepne
                szanse.
                Z drugiej strony, czasem zamkniecie drzwi i otworzenie nowych jest odczuwane
                jako mniejsze ryzyko od pozostania w starej konfiguracji.
                Badz tu madry i pisz wiersze.

                Wasz grafomanski korespondent wioskowy. :-)
                • maria421 Re: Madrosci Pana Tareja, czyli drugie szanse 21.04.08, 09:35
                  Jutka, SOBIE zawsze warto dac druga, trzecia i pietnasta szanse.
                  Co do dawania kolejnych szans innym to moj licznik zatrzymuje sie przy napisie
                  "Szansa nr.3". Ale to jest kwestia indywidualnego nastawienia licznika.
                  • jutka1 Licznik 21.04.08, 09:50
                    Kazdy ma inny, to prawda.
                    U mnie to zalezy od sytuacji. Zdarzalo mi sie ustawienie na jedynce, czasem na
                    trojce, choc tez ze dwa razy bylo wyzsze i nie powiem, zebym to ostatnie mile
                    wspominala.

                    Zgadzam sie, ze w stosunku do siebie licznika nie powinno sie nastawiac. Kochaj
                    blizniego jak siebie samego - warunek sine qua non to kochanie siebie samego.
                    Jak ktos siebie nie kocha, nie lubi, to skad ma wziac to samo w stosunku do innych?
                    • maria421 Re: Licznik 21.04.08, 09:58
                      jutka1 napisała:

                      > Jak ktos siebie nie kocha, nie lubi, to skad ma wziac to samo w stosunku do inn
                      > ych?

                      Swieta prawda.
                      • lucja7 Re: Licznik 21.04.08, 10:59
                        Licznik, Rubikon, zamkniecie kola, druga
                        szansa...........siebiekochanie, niekochanie..
                        Brzmi to wszystko groznie, powaznie i jakos wrogo. Historyczne
                        decyzje, o rany!!!
                        Nie wiem ile decyzji podejmuje sie dziennie, a kazda z nich moze
                        zawarzyc na wielu rzeczach i na zyciu, i wazy na zyciu. I nic o tym
                        sie nie pisze.
                        Zycie jest ciagloscia a fakt np mozliwosci jezdzenia po Paryzu
                        rowerem z tej wyzszej perspektywy napawalby mnie conajmniej
                        entuzjazmem, moze nie historycznym, ani po przejsciu Rubikonu, ale
                        normalnym.
                        Wiedz Jutka ze nie podjelas zadnej decyzji, przeciez wiedzialas ze
                        tak mialo byc :-)))
                        No i wiesz, kto jak kto, ze przypadki decyduja o zyciu a nie zadne
                        tam przemyslenia duzej wagi.

                        :-)))
                        • kan_z_oz Re: Licznik 21.04.08, 12:59
                          Lucja ma rację - nie ma co anlizować. Koło, rzeka, powrót nawrót -
                          zaczynasz czuć więcej, więc zaczynasz dostrzegać 'przebicia'.

                          Przebicia w obwodzie są najnormalniejszą rzeczą w życiu - oczywiście
                          moim. Tak więc siedzę sobie np. na kanapie obok siedzi stary i
                          zaczynamy dyskusję na jakiś temat - po minucie przysięgam, że już tą
                          rozmowę kiedyś odbyłam...tych przykładów są tysiące, jakbym naprawdę
                          chciała koncentrować się...


                          Żyj, korzystaj i nie przejmuj się 'zwarciami świadomości'.
                          Technicznie są to przeskoki naszej świadomości w innej przestrzenie -
                          jako, że podobno czasu nie ma. Będzie tego więcej i bardziej
                          intensywnie, przyzwyczaj się i nie marudź.hihihihihi

                          Kan
                          • jutka1 Re: Licznik 21.04.08, 13:42
                            A czy ja marudze? Wrecz przeciwnie, jestem kontenta i szczesliwa, a pewne
                            nieco-negatywne rzeczy dziejace sie aktualnie przekuwam na pozytywy i ide dalej.
                            :-)))
                            Chcialam pogadac w tym watku nie o sobie, tylko o tzw. tematach, a swoje
                            historie dalam jedynie jako ilustracje.
                            I to wlasnie mialam na mysli, kiedy napisalam Szfedzi, ze nie zrozumiala. Za co
                            oczywiscie bardzo przepraszam. Moge jeszcze raz odszczekac. Hauhauhau. :-)

                            I wreszcie: Ty mi sie tu Kan nie chichraj z czlowieka grafomana, tylko pochyl
                            nade mna glowe z troska.;-))))))))))))))))))))))
                          • lucja7 Re: Licznik 21.04.08, 13:53
                            Bardzo, bardzo sie ciesze ze moja opinia dostala naukowa pieczatke
                            kana.
                            Ale ja zapomnialam jeszcze napisac o dwu rzeczach, dla mnie waznych:

                            - Trzymanie dystansu do samego siebie, do podejmowanych w zwiazku z
                            tym decyzji i wydarzen zycia, po prostu podtrzymywanie tego ciaglego
                            stanu relatywizacji i problemow, i calosci zycia. To dokladnie tak
                            jak z przegranym meczem tenisowym: koniec kariery, koniec swiata,
                            nieprzespane noce, depresje...i moc sobie powiedziec ze to tylko
                            mecz, jeden mecz. Co znaczy przegranie jednego meczu w zyciu? Gowno!
                            Ale przyznaje skromnie ze pomoglo mi w tym moje otarcie sie o
                            smierc "dzieki" mojej powaznej chorobie.
                            - Stwarzanie sytuacji, by wiekszosc rzeczy ktore robie, sprawialy mi
                            przyjemnosc. Mowie o rzeczach we wszystkich skalach. Od "decyzji" do
                            wejscia do wanny z goraca woda, do profilu zajec zawodowych.
                            Przyjemnosc na codzien, bez myslenia o historzycznych krokach zycia.

                            Ja nie wiem co to jest "zaciagniecie dlugu na dom na 20cia
                            lat", "odchowanie dzieci do 25go roku zycia". Gdybym tak myslala,
                            chybabym umarla ze strachu i musiala podejmowac jakies
                            nieodpowiedzialne decyzje.

                            Dla mnie to jest to :-)
                            • xurek Re: Licznik 21.04.08, 14:13
                              Zataczanie kola nie jest mozliwe, chociazby dlatego, iz czas nie
                              stoi w miejscu, wiec powrot w identyczna „czasoprzestrzen“ nie
                              istnieje.

                              Powrot to tego samego pracodawcy badz miasta badz nawet mieszkania
                              nie rozni sie dla mnie specjalnie od generalnej zmiany pracy /
                              miejsca / mieszkania. Jest to nastepny etap rozwoju, nasteepna
                              zyciowa stacja, ktorej wybor podyktowany jest indywidualna historia
                              i indywidualna osobowoscia.

                              Dla mnie osobiscie pwrot (jedyny jak dotad) do tego samego
                              pracodawcy byl jedna z najwiekszych zmian, gdyz musialam niejako „w
                              nowmy wcieleniu“ zdobyc sobie miejsce w rzeczywistosci, w ktorej
                              wciaz jeszcze zylo widmo mnie „na poprzednim stanowisku i z
                              poprzednidm zawodowo – zyciowym doswiadczeniem“.

                              Nie bardzo tez rozumiem to dawanie sobie szans albo nie – mnie sie
                              wydaje, ze ludzie generalnie daja sobie samemu szanse bez limitu
                              (pomijajac znikomy procent samobojcow badz podobnych), nawet, jezeli
                              siebie nie kochaja badz nawet nie lubia.

                              Z czym sie zgadzam to „program zyciowy“ Lucji:

                              „Stwarzanie sytuacji, by wiekszosc rzeczy ktore robie, sprawialy mi
                              przyjemnosc. Mowie o rzeczach we wszystkich skalach. Od "decyzji" do
                              wejscia do wanny z goraca woda, do profilu zajec zawodowych.
                              Przyjemnosc na codzien, bez myslenia o historzycznych krokach zycia.“

                              Ja tak funkcjonowalam przez bardzo dlugi okres czasu i z przykroscia
                              stwierdzam, ze gdzies mi sie zagubila ta umiejetnosc i ze od dobrych
                              paru miesiecy zyje w sposob dokladnie odwrotny, czyli robiac prawie
                              wylacznie rzeczy, ktorych albo nie lubie albo mnie przerastaja albo
                              mnie przytlaczaja swym rozmiarem.

                              Przyswieca mi przy tym wlasnie owa mysl o „splaceniu mieszkania i
                              odchowaniu dziecka“ (w sensie przenosnym), czyli robienie
                              wszystkiego pod katem „lepszej przyszlosci“ (niekoniecznie
                              materialnie, tylko jakosciowo). Z jednej strony widze, jak bardzo
                              zatruwa to moja terazniejszosc, z drugiej nie potrafie sie od tego
                              odciac, bo mam wrazenie, ze zalowalabym tego w owej przyszlosci,
                              ktora byc moze bez tego terazniejszego dola nie doszlaby do skutku.
                              • kan_z_oz Re: Licznik 21.04.08, 14:41
                                Xurek napisała;...Zataczanie kola nie jest mozliwe, chociazby
                                dlatego, iz czas nie
                                stoi w miejscu, wiec powrot w identyczna „czasoprzestrzen“ nie
                                istnieje.

                                ODP: Fizyka nie jest w tym punkcie aż taka pewna;

                                www.economist.com/research/articlesBySubject/displaystory.cfm?subjectid=894660&story_id=10804075

                                Artykuł nawiązuje do przeskoków w przestrzeni statków kosmicznych.
                                Winiąc zresztą grawitacje za całe zamiesznie. Zjawosko znane od 30
                                lat.
                                Statki te przyszpieszją z jakiegoś powodu w przestrzeni. Wzór na
                                przyspieszenie składa się w całości z czasu i drogi.
                                Mamy więc w 100% czas i przestrzeń...

                                Grawitacja jest pochodną...ta jest jednakże eksplorowana.

                                Może tak, może nie - nie mam zamiaru się kłócić, bo tą dyskusję już
                                odbyłam w 2005 roku.
                                Fizycy nadal szukają, wejście więc i 'gołe' swierdzenia, że czaso-
                                przestrzeń nie istnieje obraża kilku obecnych noblistów w zakresie
                                fizyki stringowej. heheheh

                                Mam nadzieje chociaż na link???

                                Kan
                                • xurek Re: Licznik 21.04.08, 14:55
                                  Linka nie bedzie – mnie fizyka nie interesuje na tyle, by sledzic
                                  dyskusje noblistow, z ktorych i tak bardzo niewiele bym zrozumiala,
                                  wiec nie sledze i linkow nie kolekcjonuje. Nie upieram sie rowniez,
                                  iz z punktu widzenia fizyki na poziomie nagrody Nobla nie napisalam
                                  totalnej bzdury.

                                  Pojecia czasoprzestrzeni uzylam tutaj raczej „po chlopsku“ i
                                  stwierdzic moge jedynie, iz nie poznalam jeszcze nikogo jak rowniez
                                  nie zdarzylo sie mnie osobiscie zatoczenie kola, czyli powrot
                                  do „dawnego miejsca“ w tym samymy czasie, w ktorym bylo sie w nim
                                  wczesniej. W dostepnym moim zmyslom i szarym komorkom wszechswiecie
                                  czas toczy sie „w praktyce“ jedynie do przodu. Z gory uprzedzam, ze
                                  zaden link mnie nie przekona, iz jest inaczej i na naszym padole
                                  poza moimi plecami nagminnie praktykowane – do tego potrzebna bylaby
                                  mi demonstracja live :), ktora to z kolei zaiteresowana bylabym
                                  bardzo.

                                  PS: tych noblistow, ktorych niechcaco obrazilam i poczuli sie
                                  urazeni oczywiscie przepraszam. Tych, ktorzy poczuli sie urazeni
                                  chociaz nie maja nagrody Nobla rowniez.
                                  • kan_z_oz Re: Licznik 21.04.08, 15:12
                                    Mnie fizyka też nie interesuje. Koła zataczam regularnie, bez
                                    większego zainteresowania, że takowe robię.
                                    Miło mi, że fizyka też je zatacza - link wpadł mi w oko kilkanaście
                                    tygodni temu. Miło mi, że ktoś też podziela.

                                    Nie mam zamiaru przekonywać.

                                    Jutka spytała, więc się 'podzieliłam'.

                                    Noblistów w sumie też ignoruję, oraz wszystkich innych z
                                    pretensjami...
                                    Napisałaś tak autorytatywnie, że mi się wyrwało...

                                    Kan
                                    • xurek Re: Licznik 21.04.08, 15:44
                                      ja bynajmniej za autorytet w dziedzinie "czasu fizycznego" sie nie
                                      uwazam i nie wydaje mi sie, by ktokolwiek (oprocz Ciebie?) tak moja
                                      odpowiedz odebral. Dlatego bardzo zdziwilo mine Twoje pouczenie i
                                      stad moja ironiczna odpowiedz.

                                      Jak juz mowilam ja nie zataczam i nie zdazylo mi sie empirycznie
                                      czegos takiego doswiadczyc badz zauwazyc u innych osob. Ale na
                                      postawie empirycznego doswiadczenia bardzo chetnie dam sie
                                      przekonac, bo jezeli cos takiego (w praktyce) jest mozliwe to widze
                                      nieograniczone mozlowsci poprawy bytu :).

                                      Mam nadzieje, ze Cie nie uraze, bo nie jest to moim zamiarem, ale:
                                      takie "ja doswiadczam ale nie mam zamiaru nikogo przekonywac" brzmi
                                      nieco " bezdowodowo"...
                                      • kan_z_oz Re: Licznik 22.04.08, 17:16
                                        xurek napisała:

                                        > ja bynajmniej za autorytet w dziedzinie "czasu fizycznego" sie nie
                                        > uwazam i nie wydaje mi sie, by ktokolwiek (oprocz Ciebie?) tak
                                        moja
                                        > odpowiedz odebral. Dlatego bardzo zdziwilo mine Twoje pouczenie i
                                        > stad moja ironiczna odpowiedz.
                                        >
                                        > Jak juz mowilam ja nie zataczam i nie zdazylo mi sie empirycznie
                                        > czegos takiego doswiadczyc badz zauwazyc u innych osob. Ale na
                                        > postawie empirycznego doswiadczenia bardzo chetnie dam sie
                                        > przekonac, bo jezeli cos takiego (w praktyce) jest mozliwe to
                                        widze
                                        > nieograniczone mozlowsci poprawy bytu :).
                                        >
                                        > Mam nadzieje, ze Cie nie uraze, bo nie jest to moim zamiarem, ale:
                                        > takie "ja doswiadczam ale nie mam zamiaru nikogo przekonywac"
                                        brzmi
                                        > nieco " bezdowodowo"...
                                        >
                                        ODP: Nie czuję się urażona.
                                        Brzmi bezdowodowo, bo dowodu nie ma.
                                        Jeśli Jutka czuje przeskoki, czy koło - to wchodzi to w definicje
                                        tego co opisałam.
                                        Co napisałam to uczucie powrotu w to samo miejsce czy sytuacje.
                                        W innych przypadkach to uczucie skracającego/wydłużającego się czasu
                                        podczas wykonywanych rutynowach działań. Poczucie, że miejsce czy
                                        ludzie, których napotykamy pierwszy raz w życiu znamy od lat itp. To
                                        są wszystko przykłady przebić. Te wychodzą oczywiście poza
                                        udowodniony eksperyment ze statkami kosmicznymi - tam są tylko
                                        udowodnione przeskoki w czasie.

                                        Przebicia te są tak oczywiste dla odczuwającego, że są wyłapywane
                                        natychmiastowo. Zbieg tzw; okoliczności jest zbyt wysoki,
                                        skrócony/przedłużony czas radykalnie dłuższy/krótszy. Nie ma więc
                                        wątpliwości, że coś się dzieje innego.

                                        Jeśli ktoś nie czuje tego - to nie ma w tym nic złego/dobrego. Nie
                                        należy się stresować czy ustawiać aby czuć. Zasada zero stresu
                                        obowiązuje - nie ma tych przebić - nie ma potrzeby... Nie czyni to
                                        nikogo lepszym/gorszym. Bardziej zaawansowanym czy mądrym.

                                        Poprostu - czujesz je lub nie. Koniec, kropka, nie ma nic dalej.

                                        Założyłam kiedyś wątek na temat tych przeskoków w czasie na tym
                                        Forum. Zrobiłam to zresztą przed znalezieniem artykułu czyli
                                        znalezieniu informacji, że takie zjawisko występuje w fizyce.

                                        Jeśli nie masz przeskaków i nie znasz ludźmi z nimi...ufff, tak ma
                                        być...
                                        Całe szczęście, bo całe piękno jest w różnorodności...

                                        Pozdrawiam
                                        Kan

                                        Pozdrawiam
                                        Kan


                                        • xurek Re: Licznik 22.04.08, 20:05
                                          « Poprostu - czujesz je lub nie. Koniec, kropka, nie ma nic dalej.“

                                          Nie wydaje mi sie to byc jedyna opcja. Sytuacje déja vu miewam dosyc
                                          czesto, ale bardzo skokowo, czyli sa takie etapy, ze zdarzaja mi sie
                                          one bardzo czesto a potem takie, ze nie zdarzaja sie prawie ze wcale
                                          calymi latami. Raz to mi sie nawet zdarzylo, ze
                                          dokladnie „przewidzialam“ (albo „przewiedzialam“?) co facet za
                                          chwile powie i to dokladnie z dobre trzy zdania jedno po drugim bez
                                          najmniejszego odchylu. Ja jednak tlumacze to sobie natezeniem /
                                          zmaleniem mojej wrazliwosci i pamieci na sytuacje – w podobnych
                                          sytuacjach ludzie po prostu zachowuja sie podobnie i bedac wrazliwym
                                          i w dobrej formie mozna to po czesci przewidziec.

                                          Uczucie, ze dopiero co poznana osobe znam od lat tlumacze
                                          sobie „wyjatkowo dobrze pasujaca chemia“ – z ludzimi tak poznanymi
                                          utrzymuje nieraz dlugotrwale zwiazki w czasie ktorych bynajmniej nie
                                          pojawiaja sie jakies „wspolne wspomnienia z przeszlosci“, istneje za
                                          to bardzo gleboka i „latawa do utrzymania“ wiez, bo mamy podobne
                                          zaiteresowania, podobny tok myslenia, podobna hierarhie wartosci itp
                                          itd.

                                          Do tego dochodza czasem tzw. “prorocze sny”, czyli dosc dokladne
                                          przewidzenie we snie czegos, co sie stanie, ktore rowniez tlumacze
                                          sobie wlasciwa podswiadoma interpretacja zwiastunow takiej sytuacji
                                          manifestujaca sie we snie.

                                          Z tego wynikaloby, ze to, co sie czuje, ma mniejsze znaczenie niz
                                          to, jak sie to interpretuje badz w jakie „moce sprawcze“ danych
                                          zdarzen sie wierzy….

                                          A wracajac do czasu, to chyba widzimy to z roznych perspektyw.
                                          Zakladajac nawet, ze to co mowisz jest prawda i istnieja
                                          jakies “paralelne rzeczywistosci” miedzy ktorymi nastepuja jakies
                                          przecieki, to jednak nawet Ty nie wracasz “na dobre” do jakiegos
                                          punktu w przeszlosci i zaczynasz swoje zycie w tym punkcie, tylko
                                          wciaz posuwasz sie “do przodu”, czyli jezeli odwiedzasz te same
                                          miejsca, to jednak coraz to starsza, jezeli wracasz w jakichs sposob
                                          do przeszlosci, to tylko myslowo a nie fizycznie, natomiast
                                          Twoje “tu i teraz” skladajace sie z pracy, miejsca zamieszkania,
                                          rodziny, kontaktow z przyjaciolmi itp, czyli wszystkiego tego, co
                                          dla mnie w tym kontekscie ma znaczenie, posuwa sie tak
                                          samo “nieuchronnie do przodu” jak moje. Czy tez sie myle?
                                          • kan_z_oz Re: Licznik 23.04.08, 04:08
                                            Zacznę po koleji;
                                            Przede wszystkim - przepraszam za obcesowe rzucenie się w pierwszym
                                            wpisie. Był to rzut głodnego na temat, czyli mój na czas.
                                            Wyszło jakbym chciała 'dowalić'?

                                            Chyba rzeczywiście patrzymy z różnych persektyw, co dokładnie
                                            oznacza, że Twoje wytłumaczenia są tak samo prwdziwe jak moje jak
                                            również wszystkich innych.
                                            A na koniec, Jutka zapewne sama i tak zdecyduje jak spojrzy na coś
                                            co się Jej skojarzyło z 'kołem'...

                                            Wracam od czasu do czasu do fizyki tylko dlatego, że daje mi pewnien
                                            punkt odniesienia. W głównej mierze chodzi o pewne bardzo ogólne
                                            analogie. Oczywiście jestem świadoma, że moja wiedza w tej
                                            dziedzinie to poziom żłobka.
                                            Podam przykład, bo chyba lepiej mi wychodzi na przykładach.

                                            Doczytałam, że gdy zaczęto kojarzyć te 'problemy' z przyspieszeniem
                                            statków kosmicznych, to w tym momncie powstała nowa fizyka. Mam
                                            myśli odłam fizyki 'stringowej'. Zdano sobie bowiem sprawę, że każda
                                            z fizyk znanych działa ale opisuje tylko jakiś wyrywek naszej
                                            rzeczywistości.
                                            Po pewnym czasie okazało się, że zamiast jednej spójnej teorii czyli
                                            uniwersalnej fizyki na temat której możnaby było powedzieć, że
                                            odnosi się do całego wszechświata - powstało 5 odłamów fizyki
                                            stryngowej.


                                            • kan_z_oz Re: Licznik - wysłałam przed czasem 23.04.08, 04:24
                                              sorry - i do tego 'brudnopis'.

                                              Po pewnym czasie okazało się, że zamiast jednej spójnej teorii czyli
                                              > uniwersalnej fizyki na temat której możnaby było powedzieć, że
                                              > odnosi się do całego wszechświata - powstało 5 odłamów fizyki
                                              > strunowej. I znowu musiała powstać nowa fizyka, która aby połączyć
                                              te 5.
                                              Okazało, że ta piątka nowych odłamów to spojrzenie na jedno
                                              zagadnienie z różnych perspektyw.!!!

                                              Chodzi mi o to w tym może nieco zawiłym wywodzie że; zawsze
                                              podchodzę do wpisów na necie jako postrzeganie rzeczywistości z
                                              punktu jakiejś tam perspektywy. Co oznacza, że moje prawdy opisywane
                                              są oczywiście prawdziwe dla mnie - nie muszą być dla innych - i to
                                              jest moje wytłumaczenie dlaczego w pełni zgadzam się w Twoimi
                                              wypowiedziami, czy wrażeniami w temacie. Twoje obserwacje są jak
                                              najbrdziej prawidłowe.
                                              W ten sposób więc udało mi się chyba zatoczyć jeszcze większe koło
                                              niż to Jutkowe. hehehe

                                              Stąd wziął się mój wpis na początku - nie ma co analizować...

                                              W tym wszystkim jest chyba tylko jedna ważna sprawa - pamiętanie i
                                              koncentrowanie własnej uwagi na TERAZ. Nie oznacza to oczywiście, że
                                              nie można planować lub należy zaniedbać inne obowiązki, dzieci,
                                              partnerów. Chodzi bardziej o wytworzenie nawyku myślowego aby
                                              większość czasu jednak spędzać w momencie teraźniejszości...i
                                              rozpoznawać każdą chwilę jako największy cud na świecie.
                                              Zresztą, Lucja jakoś to już chyba skomentowała.
                                              Więc marudzę.

                                              Pozdrawiam
                                              Kan
                                            • jutka1 Re: Licznik 23.04.08, 07:28
                                              Niezle sie nascurvialo... :-)

                                              Kanie, ten artykul w the Economist czytalam tutaj w wersji papierowej, i
                                              pomyslalam o Tobie podczas czytania :-)

                                              Co do zycia tu i teraz, usmiechnelam sie, kiedy przeczytalam Twoj komentarz do
                                              wpisu Lulu. I z tym cieplym usmiechem odpelzam kroczonc, coby sie przygotowac do
                                              wyjscia. :-)
                        • jutka1 Re: Licznik 21.04.08, 13:37
                          Eeee tam od razu groznie, powaznie i wrogo, przeciez napisalam, ze tak sobie
                          popieprzam. ;-))))))
                          A ze moj mozg czasem sobie funduje pentelki i zapentlenia, to taka moja uroda i
                          juz. :-))) I czasem sie z tego robi jakis Marcel P. albo jeszcze ktos czy cos, i
                          tyle. :-)

                          Wiem, ze tak mialo byc, Lulu. Jestem tego swiadoma. :-)
                          • lucja7 Re: Licznik 21.04.08, 14:56
                            Prosze zauwazyc ze pozostawiam slowo "licznik" w tytule, bo wlasnie
                            ono obudzilo we mnie obecny stan wzburzenia. Jaki kurcze kolejny
                            licznik znow zaczyna bic? Fakt ze moze to wywolac stan stresu u
                            wielu osobnikow do ktorych np zaliczam sie ja.
                            Bo niektorzy tzw "odpowiedzialni" w zyciu potrafia sie wyspowiadac z
                            ich zycia jedynie wobec wlasnie "licznikow", czyli czegos
                            wymiernego, ale to przeciez nie moze byc zadnym parametrem zycia.
                            W slowniku uzytych tu pojec zabraklo chyba jedynie "sad ostateczny"
                            (oprocz Rubikonow, rzek, nurtow, plynacej wodzie i innych
                            historycznych decyzji wejscia do wanny).

                            Zapytalam cie tu Pitou pewnego dnia czy "la vie est belle", bo nie
                            wiedzialam jak czytac twoj opis twego ducha z wtedy, z jakiegos tam
                            popoludnia. Powiedzialas tak, "la vie est belle".

                            Moje rozpoczecie rozmow o "hipokryzji" zamykam, bo nie chce tu wyjsc
                            na tzw "zle wychowana". Niemniej jednak zaluje, bo uwazam ze
                            ruszylam strune wazna, a wlasnie obecna tu hipokryzja nie pozwala na
                            rozwiniecie tego watku. Jest dobrze, nie ruszac!
                            I gdy np Szwedka pisze ze sie cieszy, bo bedzie mogla jezdzic do
                            Paryza, to ja tez sie ciesze, bo jej odpowiedz jest wlasnie
                            pozbawiona hipokryzji, jest szczera. Co bowiem oznacza "ah, awans, w
                            Paryzu, bravo, gratuluje", oprocz znakomitej pustki?

                            Jestem tu z tych ktorzy ci nie gratulowali, bo nie wiem czego.
                            Przeciez nie bede ci gratulowala rozstania z kotem! Pomimo tego ze
                            ta kurewa zwichnela ci kolano!

                            ;-))))
                            • jutka1 Re: Licznik 21.04.08, 15:14
                              Lulu, kochanie, nie irytuj sie :-)
                              "Licznik" byl o podtemacie pt. "dawanie innym ludziom drugiej szansy". Czy
                              trzeciej czy czwartej.
                              Przyznaje sie bez bicia, ze temat dawania szansy wzial sie z mojego wlasnego
                              prywatnego dylematu, czy dac komus jeszcze jedna szanse, czy dac sobie spokoj i
                              pojsc dalej. Wszystkie inne skrety tematu byly po prostu przeniesieniem rozmowy
                              na inne rzeczy. :-)

                              Tak naprawde to to, ze czasem dywaguje, komplikuje i pieprze glupoty wcale nie
                              musi oznaczac, ze jest mi zle, ze marudze czy jojcze.
                              La vie EST belle.

                              I juz Ci napisalam: ciesze sie tez dlatego, ze bedziemy prawie sasiadkami.
                              Zadnych gratulacji nie oczekiwalam, wiec przestan juz wreszcie o tym. Lepiej
                              odkladaj eurosy na honoraria za prywatne sesje. ;-)))

                              NIO. Mozemy sie przestac klocic, Lulu, bo jakos nie umiem sie z Toba klocic? ;-)
                              • maria421 Re: Licznik 21.04.08, 15:41
                                jutka1 napisała:

                                > Tak naprawde to to, ze czasem dywaguje, komplikuje i pieprze glupoty wcale nie
                                > musi oznaczac, ze jest mi zle, ze marudze czy jojcze.
                                > La vie EST belle.

                                No i dobrze. Swiadczy to tylko o Twojej wrazliwosci, wiec dywaguj, komplikuj i
                                pieprz dalej, jezeli akurat masz na to ochote.
                • xurek Re: Madrosci Pana Tareja, czyli drugie szanse 21.04.08, 15:49
                  jezeli chodzi o dawanie x-tej szansy konkretnym osobom, to ja raczej
                  rzadko. Nie dlatego, ze jestem zlosliwa badz pamietliwa, tylko
                  dlatego, iz jestem zdania, ze ludzie bardzo rzadko i w bardzo
                  niewielkim stopniu sa w stanie sie zmienic. Wiec jezeli tacy jacy sa
                  nie pasuja do mnie i ranimy sie na wzajem, to najprawdopodobniej juz
                  tak pozostanie i wiara w to, ze bedzie inaczej rzadko przeradza sie
                  w rzeczywistosc.
                  • go.ga Re: Madrosci Pana Tareja, czyli drugie szanse 21.04.08, 16:50
                    xurek napisała:

                    > jezeli chodzi o dawanie x-tej szansy konkretnym osobom, to ja raczej
                    > rzadko. Nie dlatego, ze jestem zlosliwa badz pamietliwa, tylko
                    > dlatego, iz jestem zdania, ze ludzie bardzo rzadko i w bardzo
                    > niewielkim stopniu sa w stanie sie zmienic. Wiec jezeli tacy jacy sa
                    > nie pasuja do mnie i ranimy sie na wzajem, to najprawdopodobniej juz
                    > tak pozostanie i wiara w to, ze bedzie inaczej rzadko przeradza sie
                    > w rzeczywistosc.

                    Moje dotychczasowe doswiadczenia to potwierdzaja. W sferze prywatnej wejscie po raz drugi do tej samej rzeki zawsze konczylo sie zle. Po pewnym czasie wkurzaly mnie te same rzeczy co zawsze. Wiecej doswiadczen w tej dziedzinie miec nie zamierzam.
                    • iwannabesedated Re: Madrosci Pana Tareja, czyli drugie szanse 21.04.08, 17:00
                      Jestem za dawaniem niezliczonej liczby szans - sobie. Jeśli ja się
                      zmieniłam na tyle, że potrafię coś zrobić inaczej w odniesieniu do
                      relacji w której kiedyś poniosłam porażkę, a z jakiegoś względu to
                      dla mnie ważne (bo na przykład owa osoba pięknie mereszkuje lub gra
                      na oboju) - to trzeba spróbować.
                      Kolejne szansy w oczekiwaniu że ten ktoś się zmienił - pomyłka i
                      strata czasu i atłasu. Lepiej samemu się tej jebanej mereszki
                      nauczyć.
                      • tortugo czyli na chlopski rozum ;) 21.04.08, 21:12
                        Jutus, do tej samej rzeki dwa razy nie wleziesz, mozna ja
                        przekroczyc tylko raz. Sens Rubikonu jest ciut inny - przekroczenie
                        go ma skutki nieodwracalne (vide Cezar na czele armii rzymskiej). W
                        pewnym sensie jednak, jesli spojrzec na zycie sensu stricto jako
                        lancuch przyczyn i rezultatow, to kazda rzeka jest Rubikonem. Z tym,
                        ze sa rzeki i rzeczulki. Ty masz wg. mnie szczescie, ze stanelas
                        przed (i zdecydowalas sie przekroczyc) wielka rzeka. Good for you! A
                        poza tym,. przeciez nie palisz za soba mostow! (Mon Dieu, te
                        metafory mnie kreca! ;)

                        Masz jakies lekko egzystencjalne zmagania z ujeciem tego kroku
                        zyciowego? Druga szansa? Na co? Zalujesz powrotu do Polski, kupna
                        chalupy na wsi, kilku lat zupelnie innego zycia? Czy moze
                        pozostawilas ongi w Paryzu jakis niedokonczony biznes? Z twoich
                        postow w ostatnich latach tego nie wyczytalem. Ja to widze jako
                        koniunkture, ktora sama sobie tak nakrecilas, ze ci sprzyja!
                        Ponadto, wiem, ze nic sie tu nie zmieni.

                        Howgh!
                        ~:O:=o
                        • jutka1 Re: czyli na chlopski rozum ;) 21.04.08, 21:26
                          Nie, niczego nie zaluje, nic nie zostawilam niezalatwionego, posluchalam po
                          prostu glosu i za nim ide. :-)
                          A Niebiosa pomogly :-)
                          • maria421 Geometria zycia 22.04.08, 09:45
                            No wiec juz wiemy ze zycie Jutki to zataczanie kol. Moze to spirala (nalezaloby
                            jednak ustalic czy ustawiona jak stozek czy jak lejek), a moze to lancuch gdzie
                            jedno kolo zahacza o drugie i jedno drugie ciagnie.
                            Moje zycie to sinusoida o nieregularnej czestotliwosci i malejacej amplitudzie.
                            Czyli fala...

                            "Like as the waves towards the pebbled shore,
                            So do our minutes hasten to their end;
                            Each changimg place with that which goes before,
                            In sequent toil all forwards do contend".

                            Oh, jak mi dzisiaj filozoficznie sie zrobilo od samego rana :-))
                            • lucja7 Re: Geometria zycia 22.04.08, 10:07
                              Ciekawe co sie dzieje na definitywnym szczycie stozka albo w
                              definitywnej dziurze lejka oprocz tego ze nie ma juz wyboru?
                              Ale to po ustaleniu czy lejek czy stozek.
                              • lucja7 Poezja zycia 22.04.08, 10:10
                                Zapomnialam zmienic tytul z geometrii lejka/stozka na ironiczna
                                poezje lejka i stozka.
                                ;-)))))
                              • jutka1 Re: Geometria zycia 22.04.08, 10:24
                                Mozna zatoczyc kolo i z lejka przejsc w stozek lub naabarot. ;-)))))
                                • iwannabesedated Re: Geometria zycia 22.04.08, 12:00
                                  Lejek i stożek czyli wielka powietrzna tromba oraz palec boży...
                                  Tak mnie się skojarzyło.
                                  Apropos kół, spiral i lejków, to na przykład ludzie Xhosa mają
                                  bańkową koncepcję czasu. Pisałam już tutaj o tym. Więc są różne
                                  czasy, jak bańki mydlane unoszące się w powietrzu. Czas porannego
                                  brzasku, czas wielkiego deszczu, czas Dziadka, etc.
                                  Z tego punktu widzenia, można wiele razy wejść do tej samej wody.
                                  Jedyne co się zmienia to my, wchodzący, i nasze tego czasu
                                  postrzeganie.
                                  • xurek Re: Geometria zycia 22.04.08, 13:27
                                    Jezeli my sie zmieniamy, to zmienia sie rowniez nasz „czas“ badz
                                    ujmujac inaczej to, co sie w naszej, niby stalej, bance czasowej
                                    miesci. W ten sposob banka ta przestaje byc stala, bo jej zawartosc
                                    ulega zmianie, wiec nie mozna do niej powrocic w takiej formie, w
                                    jakiej odwiedzilo sie ja kiedys, gdyz ta forma (badz dziadek)
                                    zastapiona zostala inna, zmieniona. Tak to przynajmniej widzi moj
                                    chlopski rozum – czy mozesz mi wytlumaczyc, jak to dziala, by
                                    koncept byl w sobie spojny (bo ja naprawde nie pojmuje).

                                    PS: mialam ostatnio przyjemnosc sluchac pani Xosa spiewajacej i
                                    opowiadajacej we wlasnym jezyku. Te „klik-klaki“
                                    miedzy „normalnymi“ (czyli dla mnie wypowiadalnymi zgloskami) sa
                                    niesamowite.
                                    • maria421 Re: Geometria zycia 22.04.08, 13:50
                                      xurek napisała:

                                      > Jezeli my sie zmieniamy, to zmienia sie rowniez nasz „czas“ badz
                                      > ujmujac inaczej to, co sie w naszej, niby stalej, bance czasowej
                                      > miesci. W ten sposob banka ta przestaje byc stala, bo jej zawartosc
                                      > ulega zmianie, wiec nie mozna do niej powrocic w takiej formie, w
                                      > jakiej odwiedzilo sie ja kiedys, gdyz ta forma (badz dziadek)
                                      > zastapiona zostala inna, zmieniona. Tak to przynajmniej widzi moj
                                      > chlopski rozum – czy mozesz mi wytlumaczyc, jak to dziala, by
                                      > koncept byl w sobie spojny (bo ja naprawde nie pojmuje).

                                      Tez nie rozumiem jak mozna byc ciagle na tej samej banii, pardon, w tej samej
                                      bance:-)
                              • tortugo Re: Geometria zycia 22.04.08, 16:51
                                lucja7 napisała:

                                > Ciekawe co sie dzieje na definitywnym szczycie stozka albo w
                                > definitywnej dziurze lejka oprocz tego ze nie ma juz wyboru?
                                > Ale to po ustaleniu czy lejek czy stozek.

                                SMIERC
                                • iwannabesedated Re: Geometria zycia 22.04.08, 19:52
                                  E tam. Śmierć srerć. Pieprzycie wszyscy jak potłuczeni. O bańki się
                                  spytajta Xhosów, jak Was to interesuje.
                                  Pajtonie, beka wina potrzebna na tym wątku.
                                  Plus chleb ze szmalcem i ostrygi z cytrynom.
                                  • jutka1 Re: Geometria zycia 22.04.08, 20:03
                                    Beka wina raz.
                                    Chleb ze szmalcem raz.
                                    Ostrygi z cytrynom dwanascie.
                                    :-)

                                    PS. Moja porcje rozdysponujcie, bo jestem bezwinna, bezchlebna i bezsmalcowa w
                                    ramach wiosennego oczyszczania organizmu. A za ostrygami nie przepadam. :-)
Pełna wersja