Lost & Found (albo nie)

27.04.08, 13:38
Niedawno Pajton szukał i znalazł dokumenty kocie.
Ostatnio Wasza Stokrotka przeglądała w sieci strony z biżuterią
starożytną.
Cuzament do kupy mnie to natchnęło takim wątkiem o
rzeczach/miejscach/ludziach utraconych i znalezionych lub nie.
Ostatnio za mną chodzi rzecz cudownej urody i wartości
sentymentalnej utracona przeze mnie jak narazie bezpowrotnie.
Chciałabym aby ta rzecz wróciła do mnie choćby nie wiem jak
nieprawdopodobne się to wydawało. Rzecz ową i towarzyszącą jej
historię opiszę w dalszej części tego wątku i pewnie będzie to
musiało być w odcinkach.
Zarazem proszę i namolniakuję szacobliwe forum, żeby tu ku
pokrzepieniu serc wpisywać historię odnalezionych zgub, a zarazem
zapraszam do zapraszania zgub nieodnalezionych (na razie) żeby się
znalazły.
    • maria421 Re: Lost & Found (albo nie) 27.04.08, 14:00
      Moja opowiesc malo romantyczna bedzie. Niedawno pisalam ze zgubilam PINy do kart
      bankowych. Jeden tylko pamietalam. Nie znalazlszy ich nigdzie, musialam udac sie
      po nowe karty. I potem te PINy same sie znalazly. W torebce ktorej od kilku
      miesiecy nie uzywalam.
      • jan.kran Re: Lost & Found (albo nie) 27.04.08, 14:15
        Po kilkunastu latach znalazlam siebie i na razie sie przywyczajam:)

        Po dwudziestu latach znalazlam dzieki netowi moja duchowa siostre i spedzam
        noce na rozmowach telefonicznych oraz ogladam loty za ocean i mape Kanady:)
        Po siedmiu latach znalazla mnie moja niemiecka przyjacioleczka i gadamy
        telefonicznie czasami bo nam sie godziny kontaktow nie zgadzaja i ogladam loty
        do Bawarii :)))) Mapy nie ogladam bo znam na pamiec;)
        Ogolnie ogladam rzeczywistosc z pozytywnym zaskoczeniem:))))))

        Bilans znalezione versus zgubione wraca do rownowagi:)


        Kran
      • jan.kran Re: Lost & Found (albo nie) 27.04.08, 14:23
        Co do PIN - ow to ja jestem totalna porazka.
        Uzywamy z Juniorem naszych kart bankowych na zmiane i oboje jestesmy zakreceni
        jak sloik twist.
        Ja swoj PIN pamietam jak stoje przed maszyna , mam pamiec wzrokowa. Cyferek
        nie pamietam.
        Ostatnio J. mial wyjac pieniadze przy pomocy mojej karty i musialam dzwonic do
        DE do Mlodej wyciagajac Ja z waznego spotkania na temat Jej przyszlosci na uni
        zeby sie dowiedziec jaki mam PIN do karty bo J. stal przed maszyna a nie ja.....
        Macie jakis sposob zeby te kody tak zapisac w kolonotatniku zeby osoba obca ich
        nie odcyfrowala ?
        Kran
    • maria421 Re: Lost & Found (albo nie) 27.04.08, 18:02
      Wiesz , Stokrotko, mam jedna taka rzecz, o ktorej, jak pomysle zebym mogla ja
      zgubic, to mnie zimny pot oblewa.
      Jest to para kolczykow, dla mnie bardzo specjalnych, bardzo szeczegolnych i
      wyjatkowych. Dla mnie drogocennych. Od dluzszego czasu innych zreszta nie
      zakladam, tylko te. Inne poszly w kat, jak chca moga ginac. Ale nie te. Taka
      zguba oznaczalaby dla mnie nieprzespane noce i obsesyjne przeszukiwanie z lupa
      kazdego miejsca po uprzednim przewroceniu chalupy do gory nogami.
      Wiec jezeli czegos tak szukasz, jak ja sobie wyobrazam ze bym szukala moich
      kolczykow, to moge tylko wspolczuc.
      • fedorczyk4 Re: Lost & Found (albo nie) 27.04.08, 20:51
        Kiedys grajac w tenisa zdjelam i powiesilam na sedziawskim krzesle,
        zloty krzyzyk, ktory moja babcia zamowila na pierwsza komunie mojej
        mamy. Ze swojej i swojego niezyjacego meza. Potem dostalam ten
        krzyzyk ja. Nie ze wzgledow religijnych, ale sentymentalnych nigdy
        sie z nim nie rozstawalam. Tamata partia tenisa odbywala sie upalnym
        latem nad Atlantykiem i krzyzyk podskakiwal jak szalony na
        przydlugim lancuszku walac mnie w zeby. Dlatego go zdjelam. I
        oczywiscie zapomnialam o nim w euforii wygranego meczu.
        Przypomnialam sobie wieczorem. Oczywiscie juz go nie bylo.
        Rozwiesilam karteczki, szukalam i nic. Trzy miesiece pozniej
        zadzwonila moja tescowa u ktorej wtedy bylismy. Szefowa klubu
        odniosla krzyzyk. Znalazly go dzieci graacych ostatnia wakacyjna
        partyje, rodzicow. Rodzice zauwazyli go u latorosli po dluzszym
        czasie. Przprowadzili sledztwo i odeslali krzyzyk z prosba o
        nieujawnianie ich danych, bo okropnie wstydzili sie za dzieci ktore
        go zabraly!!
        • iwannabesedated Przedewszystkim zapraszam Luizę... 28.04.08, 12:39
          żeby tu przyszła i zasadziła jakieś krzaki czycoś...

          Moja historia jest podobna do historii Feda - minus (na razie, mam
          nadzieję) szczęśliwe zakończenie.
          A zaczęło się tak...
          • jutka1 Re: Przedewszystkim zapraszam Luizę... 28.04.08, 13:16
            ... bo nawoz juz jest od wczoraj. :-/

            Jedna z rzeczy, ktore od wielu juz lat gubie i znajduje jest moje ulubione
            pioro. Pierwszy raz kiedy mi zginelo wpadlam w prawie-czarna-rozpacz, po czym po
            kilku dniach powiedzialam sobie "to tylko przedmiot"... Po dwoch miesiacach
            polecialam na Lotwe i w drodze powrotnej w duty-free kupilam sobie takie samo.
            Przylatuje do Warszawy, wchodze do przyjaciol (mieszkalam u nich czas jakis), a
            gospodarz w drzwiach pyta: "Sluchaj, czy to twoje pioro, bo znalazlem?". Mialam
            wiec dwa, wiec pare miesiecy pozniej drugie oddalam Zoltej Linie.

            Mialam tez ukochana czarna perle z Tahiti, z ktora sie nie rozstawalam. Pewnego
            dnia latem szlam do pracy, i po przejsciu przez Pola zauwazylam, ze perly nimo.
            Ostal sie jeno sznurek. Wrocilam, szukalam, nic. Mialam na sobie letnia
            sukienke, i na ulicy sprawdzalam, czy gdzies tam sie pod nia nie zapodziala, ale
            gdzie tam.
            Poszlam do pracy, wyszlam na lunch, wracam z lunchu, a perla lezy na kaloryferze
            przy schodach.

            Poltora roku temu zginela mi w wiktorianskim domu w Apallachach. Jeszczer sie
            nie znalazla, ale kto wie?
            • iwannabesedated Perła 28.04.08, 21:32
              No właśnie, Pajtonie, pamiętałam Twoją historę z perłą - tyle że nie
              wiedziałam że zgubiłaś ją w trakcie owych, że tak powiem z braku
              innego słowa - wakacji...
              Namolniakuj i przyzywaj, bo inaczej trzeba będzie na te Thaiti się
              kopnąć po drugą taką. Lub ewętłalnie na Majorkę bo tam też mają
              cudnej piękności perłowości - a już Stokrotka Ci pięknie tę perłę
              oprawi bo właśnie noszę się z zamiarem sporządzania mini-warsztaciku
              jubilerskiego gdyż gotowe komponenty przestają mi wystarczać i
              zapragłam tworzyć wzory inspirowane starożytną biżuterią taką o
              www.ancienttouch.com/627.jpg
              • jutka1 Re: Perła 28.04.08, 22:01
                Jak to sie stalo? Odpisywalam tutaj, a wkleilo mi sie tam? He?
                Czy to Stokrotka pisala w innej bance, a wkleilo sie gdzie indziej?
                Calogupiojezde....
                :-)))
                • maria421 Re: Perła 28.04.08, 22:05
                  jutka1 napisała:

                  > Jak to sie stalo? Odpisywalam tutaj, a wkleilo mi sie tam? He?
                  > Czy to Stokrotka pisala w innej bance, a wkleilo sie gdzie indziej?
                  > Calogupiojezde....
                  > :-)))
                  >
                  Widac magia czarnej perly dziala.
                  Na to pomaga tylko perlisty smiech:-)
                  • jutka1 Re: Perła 28.04.08, 22:10
                    Perlisty smiech jak z horroru z poczernialym uzebieniem? ;-))))

                    Juz wiem, co sie stalo. Temat perly sie wzion i rozpelznon po 2 watkach.
                    Skonczmy ten temat w takim razie, bo apartment stokrotkowy yzonfajer, a ja
                    wstrzymuje oddech i juz mi sie facjata robi niebieska... :-)
                • iwannabesedated Re: Perła 28.04.08, 22:07
                  To
                  czasoprzesztrzeń dokonuje przesunięć i zapętleń, bo idzie już tutaj
                  ten jamioł z trąbą obfitości a w niej ma Twoją perłę, moją monetę, i
                  tak na oko 6 miliardów zaginionych skarpet nie od pary...
          • maria421 Re: Przedewszystkim zapraszam Luizę... 28.04.08, 14:20
            iwannabesedated napisała:

            > żeby tu przyszła i zasadziła jakieś krzaki czycoś...
            >
            > Moja historia jest podobna do historii Feda - minus (na razie, mam
            > nadzieję) szczęśliwe zakończenie.
            > A zaczęło się tak...

            No wreszcie napisz jak sie zaczelo i jak sie skonczylo, bo suspance juz do
            punktu kulminacyjnego dochodzi.
            • iwannabesedated Re: Przedewszystkim zapraszam Luizę... 28.04.08, 21:12
              Było to tak, że 4 września 1622 wyładowana skarbami do granic
              niemożliwości hiszpańska flota handlowa ruszyła w drogę powrotną z
              Nowego Świata na Stary Kontynent. Dwadzieścia osiem statków srebra,
              złota, szlachetnych kamieni i wsiakich jakich bogactw Ameryki
              Południowej i Wysp Karaibskich ruszyło poprzez ocean szalejących
              huraganów, piratów i bógwie jakich jeszcze niebezpieczeństw, na
              przykład gigantycznych mątw, latających holendrów i statków widmów.

              W innej zaś bańce czasowej Wasza Stokrotka siedziała w właśnie w
              kantorku "szapy" swojego Ojca na Williamsburgu oddając się
              beznadziejnej czynności porządkowania spisów magazynowych czycoś.
              Był paskudny nowojorski grudzień, zbliżały się nielubiane przez
              Stokrotkę SS (straszne święta) i ogólnie życie wydawało się odarte z
              jakiegokolwiek szarmu, o przygodach wzburzonych południowych mórz
              nie wspomniając...
              • maria421 Cliffhanger... 28.04.08, 21:58
                Nasza Stokrotka w mzysta pogode w starym kantorze grzebie w zakurzonych
                dokumentach. Nagle wyraz jej twarzy ze znudzonego zmienia sie w zdziwiony,
                zarazem ucieszony jak i przerazony...

                Klaps.

                Suspance pozostaje. Punkt kulminacyjny w nastepnym odcinku. Albo i nie.
                • iwannabesedated Re: Cliffhanger... 28.04.08, 22:03
                  No jakbyś zgadła Marysiu. Odejmij tylko tę uciechę. Więc nagle wyraz
                  jej twarzy ze znudzonego zmienia się w zdziwiony i przerażony bowiem
                  właśnie odebrała telefon z informacją iż zamieszkiwany przez
                  Stokrotną familię apajtmęt belding iząfoje czyli fajczy się chata...
                  • maria421 Re: Cliffhanger... 28.04.08, 22:07
                    iwannabesedated napisała:

                    > No jakbyś zgadła Marysiu. Odejmij tylko tę uciechę. Więc nagle wyraz
                    > jej twarzy ze znudzonego zmienia się w zdziwiony i przerażony bowiem
                    > właśnie odebrała telefon z informacją iż zamieszkiwany przez
                    > Stokrotną familię apajtmęt belding iząfoje czyli fajczy się chata...

                    Ja sie przekrece, ale akcja!
                    A to znalezisko? W zgliszczach ?
                    • iwannabesedated Re: Cliffhanger... 28.04.08, 22:13
                      A tymczasem "znalezisko" znajduje się w bańce obok, pod pokładem
                      wojennego galeonu Nuestra Seniora de Atocha, wraz z około steką
                      znamienitych hidalgo pogrążonych w modlitwie, panice i morskiej
                      chorobie gdyż sunąca pod pełnymi żaglami armada ściga się z
                      nadciągającym straszliwym huraganem...
                      • maria421 Re: Cliffhanger... 28.04.08, 22:20
                        O Madre de Dios, tu pozar, tam huragan! A nasza biedna Stokrotka miedzy
                        zywiolami....
                        • fedorczyk4 Re: Cliffhanger... 29.04.08, 11:36
                          Dalej, dalej!!!!!Co dalej????
                          • iwannabesedated Re: Cliffhanger... 29.04.08, 16:45
                            Tymczasem Stokrotka z Ojcem mkną przez miasto ryczącym czerwonym
                            Sonnetem rocznik 1969, na wyścigi z szalejącym w chacie pożarem. I
                            rychło w czas bo chata dymi jak dzik, pod chatą kłębią się strażacy,
                            policjanci i okoliczna ludność, a na balkonie pierwszego piętra jak
                            na bocianim oku hiszpańskiego galeonu tkwi z rozwianym włosem
                            nieustraszona Stokrotkowa Matka z (ofkoz) petem w ustach, rękami
                            obejmując poły sterczącego dziwnie błękitnego szlafroka pod którym
                            skrywa...
                            • xurek Re: Cliffhanger... 29.04.08, 17:18
                              Stokrotko, pisz troche szybciej albo wiecej albo czesciej bo
                              strasznie dlugo trzeba czekac na nastepna czesc i przerywasz jeszcze
                              lepiej niz telewizornia w najciekawszych momentach :))
                              • iwannabesedated Re: Cliffhanger... 29.04.08, 21:58
                                Ludzie, nie mogę szybciej/częściej/więcej - co ja królik jezdem?
                                Pisałam przecież, że historia w odcinkach.
                                • iwannabesedated Re: Cliffhanger... 29.04.08, 22:09
                                  Madre de Dios! chciał zakrzyknąć nieustraszony majtek z rozwianym
                                  włosem i (ofkoz) petem w ustach tkwiący na bocianim gnieździe
                                  Nuestra Senora de Atocha. Lecz w tej samej chwili monstrualna fala
                                  gigant połknęła cały statek wraz z masztem, osadzonym na nim
                                  bocianim gniazdem, majtkiem w niebieskim szlafroku, stoma na
                                  przemian modlącymi na przemian rzygającymi hidalgami,
                                  sześćdziesięcioma pięcioma uzbrojonymi po zęby żołnierzami, jednym
                                  kapitanem, dwudziestoma działami, całą załogą, oraz niewyobrażalną
                                  ilością skrzyń wypełnionych szmaragdami, złotem, i innym bogactwem
                                  oraz jedną srebrną wielce specjalną monetą...
          • luiza-w-ogrodzie Re: Przedewszystkim zapraszam Luizę... 07.05.08, 04:48
            Skoro wolasz, to sie wskrzeszam. Krzakow nie bede sadzic bo nie mam
            nastroju, ale moge zwalic na srodek foruma metr szescienny kompostu.
            Slownego.
            A propos tematu, zgubilam sie i jeszcze nie znalazlam, prosze po
            mnie wyslac jakis wysoki statek.
            Sciele sie i nozki podejmuje
            Luiza-w-Ogrodzie
            .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
            Australia-uzyteczne linki
    • tortugo Re: Lost & Found (albo nie) 30.04.08, 00:01
      Mam tez historie dla foruma. Jest slodko-gorzka.

      Moj s.p. wujek Leszek, rzezbiarz, zrobil w latach 50tych trzy
      identyczne egzemplarze medalionu "Sniegodar", ze srebra. Sniegodar
      to postac z basni tatrzanskich, i w stylu ludowo-tatrzanskim
      rzezbione byly te medaliony. Sliczne byly. Jednym z nich obdarowany
      zostal moj tato, drugim ciocia, trzeci zatrzymal wuj rzezbiarz.
      Pewnego dnia (lata 60te) okradziono nas, m.in. i ze Sniegodara.
      Dobre kilkanascie lat pozniej, gdy wuj Leszek zmarl, ciocia kazala
      wkuc jej sniegodara w kamien grobowy wujka, jej ukochanego "malego
      braciszka". Sniegodar znikl z grobu po kilku dniach, wydlubany. Nie
      wiem jakie losy spotkaly trzeciego Sniegodara, ktorego zatrzymal wuj.
      W 1976 roku natknalem sie na Sniegodara w antykwariacie w Poznaniu --
      niesamowity przypadek! Kupilem go i zabralem ze soba do Stanow,
      gdzie w 1986r ponownie mi go skradziono (wraz z telewizorem i
      kilkoma innymi rzeczami). Powstalo mi w umysle zartobliwe
      pojecie "klatwa Sniegodara". Dla mnie ta druga kradziez przebija
      wspanialy przypadek poznanski...

      ~:O:=o

      • iwannabesedated Re: Lost & Found (albo nie) 30.04.08, 11:26
        Przykra historia. Tylko chyba raczej nadaje się na odrębny wątek
        pt. "Złodziejstwa i oszustwa" lub "Kradzieże i rozboje" czycoś.

        Tutaj chodziło mi raczej o rzeczy zagubione/utracone na skutek
        naszej własnej nieuwagi, zapominalskości czyteż braku uważności.
        • maria421 Re: Lost & Found (albo nie) 30.04.08, 13:32
          iwannabesedated napisała:

          > Przykra historia. Tylko chyba raczej nadaje się na odrębny wątek
          > pt. "Złodziejstwa i oszustwa" lub "Kradzieże i rozboje" czycoś.
          >
          > Tutaj chodziło mi raczej o rzeczy zagubione/utracone na skutek
          > naszej własnej nieuwagi, zapominalskości czyteż braku uważności.

          Wydawalo mi sie ze w temacie "Found" Twojego watku pierwsza role zagra przypadek.
          Historia Tortugo jest doskonala ilustracja jak dziala przypadek. Tortugo jest w
          Poznaniu, wchodzi akurat do TEGO antykwariatu, akurat w TYM czasie kiedy tam
          jest ow medal i zauwaza go wsrod masy innych eksponatow.

          Cud jak z bajki, nadaje sie do telenoweli.
          • iwannabesedated Re: Lost & Found (albo nie) 30.04.08, 15:25
            Z pewnością jest to cud jak z bajki, niemniej w historii Tortugoe
            (Tortugoea? Tortugu?) główną rolę przebijającą wszystko inne
            odgrywają kradzieże - tak jak sam to zaznaczył na końcu swojej
            opowieści. Więc stąd bajmi historia raczej nie pasuje do wątku o
            cudach tylko do wątku o padaniu ofiarą złodziejstw. A to przyznasz
            całkowicie inna historia.
            Co do słowa przypadek, to wolę raczej pojęcie "zbiegów
            okoliczności". Bardziej wielowarstwowe, tajemnicze i daje pole
            wyobraźni... A taki przypadek, no coż, mało inspirujące - przyznasz?
            • maria421 Re: Lost & Found (albo nie) 30.04.08, 15:43
              iwannabesedated napisała:

              > Co do słowa przypadek, to wolę raczej pojęcie "zbiegów
              > okoliczności". Bardziej wielowarstwowe, tajemnicze i daje pole
              > wyobraźni... A taki przypadek, no coż, mało inspirujące - przyznasz?
              >
              Ok, niewazne jak go zwal, niewazne czy ludzie chodza po przypadkach czy
              przypadki po ludziach, wazne ze ja chce poznac koniec Twojej story w odcinkach a
              Ty se tutaj przerwy dlugasne robisz nawet bez wstawek reklamowych.

              Siadam w fotelu, biore pop corn i coca cole i czekam na dalszy ciag filmu.
              • iwannabesedated Koniec 30.04.08, 18:52
                No skoro chcesz poznać od razu koniec, to koniec (na razie) był taki
                że moneta zaginęła w pociągu PKP gdzieś pod koniec lat 90 XX
                wieku :)))
                • maria421 Re: Koniec 30.04.08, 18:58
                  iwannabesedated napisała:

                  > No skoro chcesz poznać od razu koniec, to koniec (na razie) był taki
                  > że moneta zaginęła w pociągu PKP gdzieś pod koniec lat 90 XX
                  > wieku :)))
                  >
                  Rewind.Do momentu pozaru.
                  • jutka1 Re: Koniec 30.04.08, 18:59
                    No wlasnie. No cheating. Fast rewind. NOW!
                    :-)
                  • iwannabesedated Pauza 30.04.08, 19:09
                    Na razie jest pauza na siku. Bo w jednej bańce Nuestra Seniora
                    spoczęła właśnie na dnie oceanu na głębokości około 55 metrów i
                    będzie tam leżeć przez następne 350 lat. W drugiej bańce Stokrotkowa
                    familia, jest właśie w drodze na Florydę a konkretnie na Key West
                    gdyż w wyniku pożaru stała się właśnie hołmles a lepiej zdecydowanie
                    jest być hołmlesem na Florydzie bo ciepło niż w Nowym Jorku bo
                    zimno. I będą tak jechać dwie doby.
                    Ponieważ w trzeciej bańce młody porucznik marynarki Jacques Couseau
                    potrzebuje jeszcze odrobinę czasu aby dopracować swój wiekopomny
                    wynalazek - self contained underwater breathing aparatus czyli
                    SKUBĘ. Nie chodzi tutaj oczywiście o chytrego szewczyka który
                    doprowadził do wyginięcia gatunku smoków wawelskich ale o gizmo
                    umożliwiające eksporację dna morskiego bez potrzeby co chwila
                    wypływania na wierzch.
                    Bez czego nie może być mowy o odnalezieniu zaginionego galeonu.
                    • iwannabesedated Ku... ku.. Cousteau.. no, Kusto. n/txt 30.04.08, 19:11

        • tortugo Re: Lost & Found (albo nie) 30.04.08, 18:03
          To moze zmien tytul watka na "glupota wymierna w mieniu utraconym"?

          > Tutaj chodziło mi raczej o rzeczy zagubione/utracone na skutek
          > naszej własnej nieuwagi, zapominalskości czyteż braku uważności.
          • iwannabesedated Re: Lost & Found (albo nie) 30.04.08, 18:59
            Głupota to jeszcze inna para kaloszy. Do takiego wątka pasowałby mój
            Wujek usiłujący powiesić się na haku od żryrandola wskutek
            przepipczenia masywnej ilości mamony na giełdzie usiłując się
            odegrać, wraz pewnie z tą ciocią co wmontowała srebrny medalion w
            płytę pomnikową. Na razie jednak pozwolisz będę rozwijać mój
            pierwotny wątek rzeczy zagubionych.
            • tortugo Re: Lost & Found (albo nie) 30.04.08, 19:24
              Co do twego wujka nie mam opinii. Co do mojej cioci... hmm... jako
              bliski, widze w jej uczynku brak cyniki (cynicyzmu?), zdrowa doze
              naiwnosci, ale nie glupote. Gesty serca nie powinny byc w ten sposob
              ujmowane.

              Juz nie przeszkadzam,

              ~:O:=o
              • iwannabesedated Re: Lost & Found (albo nie) 30.04.08, 19:53
                Zgadzam się w całokształcie. Dlatego wolę otwierać wątki o zgubach,
                niż o okradzionych i/lub głupkach.
                • fedorczyk4 Re: Lost & Found (albo nie) 30.04.08, 20:41
                  Dalej, dalej, co dalej!!!!!. Glupote, naiwnosc, brak cynizmu, jak go
                  zwal, to znamy z codziennego zycia. Doswiadczamy i jestesmy
                  autorami. Galeonow nam trzeba!!!!
                  • iwannabesedated Re: Lost & Found (albo nie) 30.04.08, 21:07
                    Galeonów nam trzeba!!! zakrzyknął zdesperowany właściciel kurzej
                    fermy, Mel Fisher, bo życie wśród bezustannego harmidru, pomorów,
                    kurzych kup, dup i dziobów wydawało się totalnie odarte z szarmu - o
                    przygodach wzburzonych mórz południowych, tajemnicach, huraganach,
                    piraci, stu rzygających hidalgach, cudnych Dolores rzucających
                    powłóczyste spojrzenia zza/spod koronkowych mantylek, nie
                    wspominając. Otarł czoło spracowaną dłonią zostawiając na nim smugę
                    kurzych odchodów i już miał popaść w totalną prostrację gdy nagle
                    poprzez huk oceanów, natłok wieków i dużą ilość baniek czasowych
                    dźgnęło go w sam środek serca jak szydło w gadupę powłóczyste
                    spojrzenie i nagle vortex wyrzucił wsam środek kalifornijskiej fermy
                    kurzej - Deo...
                    • jutka1 Re: Lost & Found (albo nie) 30.04.08, 21:42
                      Trzecia banka.
                      A nie, czwarta.
                      Dawaj dawaj. Getting curioser and curioser. :-)))
                      • fedorczyk4 Re: Lost & Found (albo nie) 01.05.08, 09:10
                        Yes, yes, yes!!
                        • blues28 Re: Lost & Found (albo nie) 01.05.08, 09:22
                          Mialabym i ja pare historyjek w rodzaju "lost and found", zwlaszcza
                          dwie zwiazane z wyjatkowymi pierscionkami. Jedna dosc banalna,
                          zakonczona szczesliwie found-em, a druga bez happy endu w postaci
                          znalezienia, ale za to jak palec bozy czy kamien milowy w wejsciu na
                          calkiem inne koleiny zycia (zerwanie malo fortunnych zrekowin).
                          Ale nijak to sie ma do galeonów, hidalgów i mantylek, które
                          zawlaszczam forumowo z wiadmomych wzgledów. Ja, mieszkanaka
                          wynioslej Kastylii.
                          Wiec tez upraszam Stokrotke, alias Arturo Pérez Reverte o dalej.
                          A o Pérez Reverte napisze jak tylko wylowie ksiazkowy watek.
    • iwannabesedated Re: Lost & Found (albo nie) 01.05.08, 10:56
      Tymczasem młody porucznik marynarki Jacques Cousteau usilnie
      pracował nad SKUBĄ, lecz SKUBA nie chciał współpracować. Albo
      dmuchał tlenem pod wielkim ciśnieniem niemal zamienając
      oddychającego w wielki balon - albo nie. I już. Kolejni
      nieszczęśnicy wydelegowani przez dowódstwo do pomocy Jacues'owi albo
      zostawali nadmuchani tlenem jak wielkie balony albo się podduszali.
      Zdesperowany Jacuques patrzył jak któryś z rzędu pomagier z rurą w
      ustach robi się czerwony i nadęty. Nagle ni stąd ni z owąd poprzez
      wielowiecza wielobaniek wieloczasowych opadł Jacuques'a straszny
      furor, krew go zalała i ze strasznym krzykiem "Merde!" kopnął z
      całej siły pomagiera w dupę!!! SKUBA zachrzęścił, pomagier
      zacharczał i nagle zaczął oddychać normalnie, miarowo i powoli...
      I rychło w czas bo Stokrotkowa familia już dojeżdża do Florydy, a na
      morskim dnie Nuestra Seniora przemieściła się powoli z boku na bok
      szeleszcząc swoim cennym cargo...
      • morsa Re: Lost & Found (albo nie) 01.05.08, 23:51
        Doprawdy, ciekawa opowiesc.
        Ja wracam do "Lost and not found":
        --Lata siedemdziesiate: spacer z psem (terier...)
        -pierscionek Babci albo Prababci, juz nie pamietam.
        Stary - z brylantem, dosc duzym. Moj pies "wdaje sie" w dyskusje
        z innym, wiekszym jakims - ja chce ich rozdzielic, dzialam,
        brylant z pierscionka wypada - nie zauwazam. Dopiero w domu
        widze, ze kamien wypadl. Bezowocne poszukiwania.
        --Lata dwutysieczne: obraczka zareczynowa: nie uzywam
        w pracy, wiec zdejmuje. Zdejmuje takze inny pierscionek
        i wisior. Wkladam gdzies, chyba do plecaka.
        Po powrocie do domu szukam - nie ma. To znaczy jest wszystko,
        oprocz obraczki. Do dzisiaj nie ma:-((
        Oprocz tego "znikly" zlote kolczyki mojej corki, pamiatka po
        prababci, wisior zloty z czterolistna koniczynka, tez prezent
        dla mojej corki od chrzestnej; no i pare wyrobow ze zlota,
        moze nie drogocenne ale afekcyjne....
        Ki czort?
        • iwannabesedated Re: Lost & Found (albo nie) 02.05.08, 13:23
          No właśnie, apropos zaginiętych pierścionków, wisiorków i innych precjozów.
          Często znikają w sposób całkowicie zdumiewający i dopiero wtedy zdajemy sobie
          sprawę jak drogie nam były. Bo tak, to podchodzimy do nich nonszalancko -
          upychamy w plecaku, wieszamy na oparciu krzesła, deponujemy na brzegu umywalki w
          publicznym klozecie. Z drugiej strony, gdybyśmy trzymali zamknięte w sejfie to
          też nie ma gwarancji na nic. Vide historia Tortugu o skradzionym z domu Śniegodarze.
          Rok temu ja odnalazłam takie zaginięte komuś precjozum, a właściwie to zostałam
          przez nie odnaleziona. Wysiadając bladym świtem z autobusu 301 zdążając do
          paskudnej roboty kątem oka zobaczyłam na krawężniku kawałek folii od paczki po
          papierosach. Nie wiem czemu pochyliłam się żeby to podnieść i gdzieś w tak
          zwanym pomiędzy folia zamieniła się w srebrny medalionik intarsjowany masą
          perłową i wysadzany maleńkimi markazytami. Leżał sobie tak ot, i naprawdę nie
          wiadomo jak się tam znalazł bo pewnie ktoś go miał na łańcuszku, więc powinien
          być też łańcuszek, a nie było. Niemożlwe też żeby od tego łańcuszka odpadł
          samoistnie bo kółeczko całe i solidne...
          • jutka1 Re: Lost & Found (albo nie) 03.05.08, 10:29
            2 x Found, 2 x Lost:
            W pudlach znalazlam 2 zeliwne patelnie, kupione jeszcze w Los Angeles. Wlasnie
            je wypalam, i cos sobie na nich (jednej z) zrobie na obiad - placki
            ziemniaczane? Tortilla de patatas? Czycus? (mam przerwe w detoksie :-D)

            Zaginely mi, donosze uprzejmie, dwa garnki. Komplet sie skladal z 3 garnkow i
            patelni. Jest najwiekszy garnek, jest patelnia, reszty nimo. Hmmm.

            Bilans wychodzi na zero, dwa znaleziska, dwie zguby. Niech bedzie. :-)
            • lucja7 Re: Lost & Found (albo nie) 03.05.08, 23:30
              Zgubilam bezpowrotnie jezyk w ktorym sie urodzilam. Jezyk ktory dal
              mi jakies spojrzenie na swiat, ktory dal mi wszystko.
              Jezyki nabyte sa utylitarne, sa grzecznie poprawne, sa niepelne.
              Niektorzy mowia ze sa to jezyki hipokryzji.

              Sa jak pokoje hotelowe, te nasze demokratyczne ojczyzny do
              wynajecia, goscinne, ale anonimowe, puste i bez wyrazu.

              Mamy inne twarze, inaczej mowimy i inaczej sie poruszamy gdy
              jedziemy do Polski i prosimy o pokoj w hotelu.

              Cos nie do odnalezienia.
              • jutka1 Re: Lost & Found (albo nie) 04.05.08, 08:14
                45 minut korepetycji = flaszka chablis. Moze byc? ;-))))))
                • lucja7 Re: Lost & Found (albo nie) 04.05.08, 10:19
                  Mowimy o czym innym ;-)))))
                  Ty tez uzywasz jezyka hipokrytow, Pitou, a chablis to co innego:-)
                  • maria421 Re: Lost & Found (albo nie) 04.05.08, 10:56
                    Zgubilam 2 kg.
                    Znalazca proszony o nieoddawanie:-)
                    • sabba Re: Lost & Found (albo nie) 04.05.08, 12:29
                      mario, jak ja ci tej zguby zazdroszcze:)
                  • jutka1 Re: Lost & Found (albo nie) 04.05.08, 13:22
                    lucja7 napisała:

                    > Mowimy o czym innym ;-)))))
                    > Ty tez uzywasz jezyka hipokrytow, Pitou, a chablis to co innego:-)
                    ***********
                    Wiem, wiem, draznilam sie ;-)))

                    Swoja droga, zapomnialam dodac, ze ladnie to opisalas. Ladnie = trafnie. Nie
                    zgodze sie tylko, ze to jest nieodwracalne. :-)
                    • tortugo Re: Lost & Found (albo nie) 07.05.08, 20:51
                      Ano, ano. Tez sie zgadzam z Lucy, za wyjatkiem tego co pisze Jutka,
                      bo wtedy z nia sie zgadzam. Jasne? ;)

                      Fajnie o tym zjawisku napisal Nabokov w Prologu do "Lolity", w
                      kontekscie rozwazan o pisaniu powiesci w jezyku nieojczystym
                      (napisal ja po angielsku). Utkwil mi w pamieci jego zwrot "rodzimy
                      idiom", z calym swoim zapleczem historyczno-kulturowym.

                      Salut!
                      ~:O:=o
                      • tortugo Re: Lost & Found (albo nie) 07.05.08, 20:53
                        Sorry, w Epilogu.
                      • jutka1 Re: Lost & Found (albo nie) 08.05.08, 08:00
                        Sznycel, a czytales "Lost in Translation" Ewy Hoffman?
                        Bardzo warto. :-)
                        www.pil.net/~freehill/evalostq.htm
                        • tortugo Re: Lost & Found (albo nie) 08.05.08, 16:43
                          nie czytalem, ale cos mi dzwoni... czy nie bylo z tego filmu czasem?

                          W kazdym razie, dzieki za cynk, Jutus, przeczytam.
                          ~:O:=o
                          • jutka1 Re: Lost & Found (albo nie) 08.05.08, 17:43
                            Film - swoja droga swietny! - o tym samym tytule nic nie ma z ksiazka wspolnego.
                            Napisana przez polska Zydowke, ktora o ile mnie pamiec nie myli w 1968 r.
                            wyjechala z Polski z rodzicami, ktorzy zostali stad wykopani.
                            I jest wlasnie o jezyku polskim, o kulturze, o poznawaniu angielskiego i Stanow,
                            i wlasnie o niemoznosci czucia w jezyku innym niz polski.

                            Polecam. Serdecznie.
                            • tortugo Re: Lost & Found (albo nie) 08.05.08, 22:04
                              Merci bien. Polazlem na fajna stronke, ktorej link podalas, i
                              poczytalem. Ksiazka juz zamowiona przez Amazon. Buziaki.
                              ~:O:=o
                            • chris-joe Re: Lost & Found (albo nie) 08.05.08, 22:29
                              Stany byly pozniej, jesli moge sie czepnac. E.H. wyladowala w Kanadzie
                              wpierwej, i to w Vancouver. Do Stanow przeniosla sie pozniej, tam studiowala.
                              Ksiazka swietna- czytalem tuz po jej publikacji, juz pare ladnych lat temu.
                              • jan.kran Re: Lost & Found (albo nie) 09.05.08, 00:34
                                CJ , znalazles sie :))))

                                Dlugo Cie nie bylo...
                                Pozdrawiam
                                Kran

                                • chris-joe Re: Lost & Found (albo nie) 09.05.08, 01:37
                                  Odchorowuje (psychicznie) wizyte na Zach. Wybrzezu. A raczej- powrot do Montrealu.
                                  Za najwyzej rok planujemy mieszkac juz w Vancouver.

                                  Pozdrawiam wzajemnie :)
                                  • jan.kran Re: Lost & Found (albo nie) 09.05.08, 02:33
                                    Rok minie jak z bicza:)

                                    Trzymam kciuki zebyscie jak najszybciej zamieszkali tam gdzie jest Wasze
                                    miejsce:)))
                                    Kran
    • iwannabesedated Re: Lost 09.05.08, 16:47
      ...wena twórcza i dziejopisarski furor. Uczciwego znalazcę, eksetera...
      Nieuczciwego niech szlag trafi i mu stanie kością w gadupie...
      Niech go klątwa Śnegodara trafi, alboco.
      • jutka1 Re: Lost 09.05.08, 17:42
        iwannabesedated napisała:

        > ...wena twórcza i dziejopisarski furor. Uczciwego znalazcę, eksetera...
        > Nieuczciwego niech szlag trafi i mu stanie kością w gadupie...
        > Niech go klątwa Śnegodara trafi, alboco.
        ***************
        Nieuczciwy niestety sie rozpelznal.
        Do gadupy proponuje jeza z wlosem, zeby wyjmowac trza bylo pod wlos.
        Z tego czosnku, co go za chwile bede obierac i siekac, odloze czesc - razem z
        osikowym kolkiem. Apage.
      • tortugo Re: Lost 09.05.08, 17:53
        To ciebie wlasnie trafila klatwa Sniegodara. (I uwazaj na pisiownie.)
        Ty tej klatwy rzucac nie masz ani mocy ani prawa, szczegolnie po
        wypedzeniu Sniegodara z watka. HOWGH!

        ~:O:=o

        PiEs: Tortugo sie nie odmienia.
        • iwannabesedated Re: Lost 09.05.08, 19:35
          He he he... Dobry człowieku.
          a) nie Ty będziesz tutaj ani nigdzie rozstrzygał co mnie trafiło lub nie
          b) będę uważać jak mnie się zachce na pisownię lub cokolwiek
          c) mam moc i prawo rzucać takie klątwy jakie mi się podobają
          d) z wątka nie wypędzam Sniegodaru, a Tobie z Twą fiksacją
          złodziejsko/oszukańczą zasugerowałam jedynie jakieś ustronne miejsce do
          kultowywania owjeż, Ty natomiast jesteś jaknajbardziej mile tutaj widziany co
          nas prowadzi do:
          e) pozwalam sobie zacytować Pytona prośbę do pewnej osoby tutaj o "niewłażenie"
          i się podpisać pod nią (prośbą) oboma rękoma i nogą
          • jutka1 Re: Lost -- prosba cycat 1720 09.05.08, 22:08
            iwannabesedated napisała:

            > e) pozwalam sobie zacytować Pytona prośbę do pewnej osoby tutaj o "niewłażenie"
            > i się podpisać pod nią (prośbą) oboma rękoma i nogą
            ************
            Na wszelki wypadek, coby zostalo zrozumiane, wklejam punkt "e".
            I gdybym nie byla osoba o wpojonej od dziecinstwa surowej kindersztubie, to bym
            byla napisala: "odpierdol sie" i "spierdalaj". No ale takich rzeczy z reguly nie
            pisuje, tylko po jutkowemu daje do zrozumienia.

            Rozumiem Stokrotko, ze to tez mialas na mysli.
            • jutka1 Sznycel 09.05.08, 23:04
              Powyzsze nie bylo do Ciebie
          • tortugo Re: Lost 10.05.08, 00:35
            Kolczasta stokrotko :)
    • jutka1 Lost recently :-/// 10.05.08, 07:59
      Wlasnie odkrylam, ze zaginelo (po raz kolejny) moje ulubione pioro. Bylo wpiete
      do notesu, a teraz nimo.
      Coz. Przyjdzie mi znow poczekac, az sie samo znajdzie. Tylko, psiakosc, jest mi
      teraz potrzebne. :-/
      • jutka1 Found recently :-D 10.05.08, 08:08
        Z innej manki.
        Dziecieciem bedac, Pytoniontko pasjami oddawalo sie epistolografii.
        Korespondowalam z roznymi dziecmi z roznych miejsc, oczywiscie z 99% nie mam
        zadnego kontaktu i nie mam pojecia, co z nimi zycie zrobilo.
        Jedna z moich korespondentek byla corka niemieckich przyjaciol moich rodzicow,
        do ktorej pisalam po polsku (ktos jej to tlumaczyl na niemiecki), a ona do mnie
        po niemiecku (rodzice mi tlumaczyli). Widywalysmy sie czasem przy okazji spotkan
        "starszyzny". Potem kontakt "mlodziezy" sie urwal, choc rodzice ciagle sie
        przyjaznili.
        Po latach zobaczylysmy sie w Paryzu, wtedy juz konwersowalysmy po angielsku.

        Enihu. Rodzicielka wlasnie wrocila z wizyty u jej mamy, i przywiozla mi prezent
        od niej: kserokopie moich listow z czasow, gdy mialam 9 i 10 lat.
        Szok.
        Czytajac te listy poczulam sie troche jak podgladacz wlazacy z butami w zycie
        jakiejs dziewczynki. Z drugiej strony staram sie pamietac, ze ta dziewczynka to
        ja przeciez.
        Dalo mi do myslenia.
        Cenny prezent.
        • jutka1 Re: Found recently :-D 14.05.08, 07:06
          Wczoraj wieczorem lazilam po necie szukajac informacji o jednej z bylych
          republik cccp. Przypomnial mi sie dobry znajomy, z ktorym stracilam kontakt.
          Google rulz - znalazlam go w Austrii. :-)))

          Pewnie sie zdziwi, jak zobaczy mail od ducha z przeszlosci :-)))
      • jutka1 Re: Lost recently :-/// 13.05.08, 09:48
        Pioro sie znalazlo. W miejscu, w ktorym nie mialo prawa go byc. Klaus...
        Znalazly sie tez klucze od bramy i od garazu.
        :-)

        Teraz pora na znikanie nastepnych? ;-)
        • lucja7 Re: Lost recently :-/// 13.05.08, 23:11
          Jutka napisala nieco wyzej:
          "I jest wlasnie o jezyku polskim, o kulturze, o poznawaniu
          angielskiego i Stanow,i wlasnie o niemoznosci czucia w jezyku innym
          niz polski."

          Zaproponuj jej korepetycje ;-)))))
          Nawet za podwojne chablis ;-)))))

          A ja bylam w Berlinie i trawie...
          • jutka1 Re: Lost recently :-/// 13.05.08, 23:32
            Oj, czepialska. Przeciez wtedy sie tylko z Toba draznilam. :-)))))

            Jak przetrawisz, to mam nadzieje, ze sie podzielisz. Bardzom ciekawa.
            • lucja7 Re: Lost recently :-/// 14.05.08, 14:15
              Wole trawic dlugo, bo jest co.
              I zastanawiam sie jaka zalozyc maske:
              - zla: i pisac o kielbasie i salcesonie z ogorkami kiszonymi na
              sniadanie, zakrapianymi kuflem kawska z mlekiem,
              - czy tez przyjemna: i pisac o tym ze byla nie tylko kielbasa ale
              rowniez inne rzeczy, bardzo piekne.

              Wole wiec poczekac i, jak mowie, porzadnie strawic.

              Ja tez zartuje z tymi korepetycjami ;-)
              • jutka1 Re: Lost recently :-/// 14.05.08, 15:36
                Straw, ja poczekam. A masek nie zakladaj, tylko zrob melange. Tak jest zawsze
                najbardziej interesujaco. :-)

                A teraz wracam na taras, uzbrojona w lampke chlodnego chenin blanc Made in RPA
                oraz ksiazke "The Secret". Life is good. :-)))
    • luiza-w-ogrodzie Re: Lost & Found (albo nie) 14.05.08, 07:12
      Nadal sie nie znalazlam.
      Jakby ktos znalazl, prosze powiadomic.
      EOT

      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • jutka1 Re: Lost & Found (albo nie) 14.05.08, 23:16
        Luizo, Rhonda Byrne: "The Secret".
        Wszystko to, co Zieloni gadaja, innymi slowy opowiedziane.
        Prosze, poczytaj, jesli jeszcze nie czytalas.
        Wrocisz predzej, niz Ci sie wydaje :-)
      • iwannabesedated Re: Lost & Found (albo nie) 15.05.08, 15:00
        Dołączam do Pytuna. Przeczytaj Sekret. A ponieważ lubisz też podejście naukowe
        oraz mieszkasz w Australii to przeczytaj Siłę Ciszy. I resztę co polecam na
        wątku książkowym.
    • iwannabesedated Re: Lost & Found (albo nie) 15.05.08, 14:20
      A tymczasem Mel Fiszer pojął za żonę piękną Dolores, córkę wszawego grubego
      hidalga co od niego kupił za bezcen kurzą fermę, lecz i tak wyszedł na tym ryjem
      do przodu bo Dolores prócz powłóczystego spojrzenia i mantylki otrzymała od
      Matki skrzynię a w niej map starych kupę i pojechali nad morze i tam siedząc w
      barze Mel spotkał Jacquesa Cousteau który mu namieszał w głowie podwodnymi
      wojażami oraz odstąpił mu za parę drinków kilku SKUBÓW całkiem dobrych jeszcze,
      po czym kopnął barmana w dupę bo mu to weszło w krew - i sobie poszedł.
      Mel zaś natychmiast otworzył z tymi SKUBAMI sklep i je sprzedał korzystnie, a
      nawet bardzo, i zarobił trochę kasy, i się musiał spieszyć, bo tam już na dnie
      się przewala niecierpliwie Nuestra Seniora budząc po kilkuset latach podwodnej
      drzemki szeleszcząc srebrem, monetami, i zębami zatopionych hidalgów i ten
      szelest w nocy Mel słyszy bo go on (szelest) wabi i woła, a tam w bańce obok już
      Stokrotka wlazła do małej galeryjki na Key West gdzie wystawione są na sprzedaż
      stare srebrne monety, więc spieszyć się, spieszyć trzeba...
      • jutka1 Re: Lost & Found (albo nie) 16.05.08, 12:46
        Czekam cierpliwie na c.d.
        :-)
        • iwannabesedated c.d. 16.05.08, 16:04
          Mel szybko naraił mięszaninę poszukiwaczy skarbów, krypę, stosowny ładunek
          prowiantu, chwycił pierwszą lepszą z brzegu starą mapę z kufra i odpowiedział na
          szelestu zew.
          I tutaj nastąpiło coś, co można nazwać połączeniem dwóch czasowych baniek.
          Bowiem Mel odnalazł galeon Nuestra Seniora dokładnie tam gdzie raportowano iż
          zatonął w owym roku 1622. Tylko, że w tym miejscu dokładnie szukano go już wiele
          wiele razy - i nigdy go tam nie było!!! Więc tu złączyły się nagle dwie bańki,
          Mel odnalazł galeon i skarb i wydobył go w ostatniej chwili chwytając jedną taką
          monetę co sobie leżała całkiem (zupełnie nie wiadomo jak) obok, i ten skarb
          oczywiście zabrali mu piraci (czyli rząd) ale zdołał jednak przed grabieżcami
          ochronić trochę i udostępnił to ludności sprzedając w małej galeryjce którą
          sobie otworzył na Key West na Florydzie dlatego że tam mu odpowiadało i właśnie
          do tej galeryjki wpadł niosąc taką jedną monetę co znowu się gdzieś zawieruszyła
          mu między deskami skrzyni a w tym momencie zderzyły się bańki bo do galeryjki
          wkroczyła jakaś dziwna trójka śmierdząca dymem i gruby hidalgo z cygarem w
          szparze po przednim zębie kupił tę właśnie monetę dla swojej wypłoszowatej córki
          o zmęczonym spojrzeniu za pomocą koperty czyteż dwóch z zielonymi śmierdzącymi
          dymem dolarami które wydobyła spod sterczącego dziwne niebieskiego szlafroka
          osoba o rozwianych dziko wiatrem włosach.
          • jutka1 Re: c.d. - more pls. NOW!!! :-) ntxt 16.05.08, 16:12

            • iwannabesedated Re: c.d. - more pls. NOW!!! :-) ntxt 16.05.08, 16:56
              E, no dalej tylko to, że ja wypłoszowata Stokrotka dałam sobie tę monetę oprawić
              w złoto i nosiłam stale dopóki raz jadąc pociągiem PKP w kuszetce nie powiesiłam
              jej na haczyku obok mojej głowy. A moneta korzystając z okazji - zgubiła się. I
              jej szukam teraz...
              • jutka1 Re: c.d. - more pls. NOW!!! :-) ntxt 16.05.08, 17:03
                I juz?... Kuniec? Nie bedzie juz o bankach?
                :-(
                • iwannabesedated Re: c.d. - more pls. NOW!!! :-) ntxt 16.05.08, 17:17
                  A co z bankami? Myślisz że banki hobzdnęły mi monetę???
                  • jutka1 Re: c.d. - more pls. NOW!!! :-) ntxt 16.05.08, 17:33
                    Monete w woulcie ma SritiBank. Dlatego takie hopsztosy Ci urzadzal.
                    Trzecie oko mi sie otworzylo, kur... ja pierd....
                    ................................................
                    (gdzie jest tato?)
                    • jutka1 Joke alert, ofkorz :-))))))) ntxt 16.05.08, 17:38

                      • iwannabesedated Re: Joke alert, ofkorz :-))))))) ntxt 16.05.08, 17:50
                        Madre de Dios!!!!
                        Wiedziałam!!!
                        Dziurkacze więc w dłoń piracka załogo i szykować się do abordażu!!!
                        Już zbiera się nasza armada, już rozwarcholona zapijaczona załoga stawia się do
                        pionu, już toczą na pokłady beki wina i armatnie kule, a żagle niecierpliwie
                        łopoczą pośpiesznie będąc szyte grubymi nićmi...
                        Drżyj i rżyj przegniła Sruturo, bo zaraz nasza bańka rozwali twoją ohydną bańkę
                        uwalniając moją monetę, kupy skarpet nie od pary, zęby hidalgów, wisiory, pióra,
                        twórcze weny i w ogóle!!!!
                        • jutka1 Obecna nieusprawiedliwiona :-))))))) ntxt 16.05.08, 17:55

    • jutka1 Found 16.05.08, 20:11
      Znalazlam miejsce, z ktorego moge zrobic potencjalne zdjecie kwintesencji wiosny
      w moich okolicach. Nieregularna geometria poletek kwitnacego rzepaku i poletek
      pszenicy, i gory na horyzoncie. Najbardziej mnie zakrecil jeden detal, ktory -
      jesli jutro zrobie zdjecie i jesli aparat zobaczy cos zblizonego do tego, co
      widza moje oczy i serce - poznacie.
      • maria421 Lost 17.05.08, 17:47
        Stokrotki opowiesc o monecie przypomniala mi moja dawna zgube.
        W wieku licealnym nosilam srebrny pierscionek ktory byl zrobiony z francuskiej
        monety 50 centimes .Roku nie pamietam ale pamietam jakas damska postac na tej
        monecie i napis lieberte´, egalite´ fraternite´, ta moneta byla tak wygieta ze
        ladnie lezala na palcu i nigdy sie z tym pierscionkiem nie rozstawalam. Poniewaz
        byl dosyc duzy, nosilam go na srodkowym palcu, ale i tak byl troche za duzy.
        Nie wiem tez skad sie ten pierscionek wzial w naszym domu, ale ze rodzine we
        Francji od zawsze mielismy, wiec pewno moze to jakas pamiatka z podrozy czy prezent.
        Pierscionek byl , jak mowilam, ciut za duzy, wiec czesto mi z palca zlatywal,
        ale raz zlecial i sie nie odnalazl.
        Do tej pory.
        • jutka1 Re: Lost 18.05.08, 11:17
          Ta "damska postac" to Marianna, symbol Republiki :-)

          W temacie zgubionych pierscionkow. Kiedy wracalam do Paryza z pogrzebu mojego
          ojca mialam w Warszawie dwie godziny. Chodzilam lekko polprzytomna po lotnisku,
          stanelam przed jakas wystawa jubilera, z ktorej zawolal mnie pierscionek:
          obraczka zloto-platyna-zloto, a w srodku platyny niewielki brylant. Uslyszalam w
          glowie glos taty: "Kup go, to ode mnie dla ciebie". I kupilam.
          Nie rozstawalam sie z nim.
          Fast forward: 8 lat pozniej na tym samym lotnisku, podczas przesiadki na trasie
          Paryz-Wroclaw, spadl mi z palca. I mimo natychmiastowego powrotu w miejsce
          zdarzenia juz go nie znalazlam.
          Moze chroni teraz kogos innego.
      • jutka1 Czekanie na slonce, albo chociaz... 18.05.08, 10:36
        ... na pojscie sobie mgly. Gor nimo. Rzepak z chlodu nie otworzyl wszystkich
        kwiatow. Zdjecie musi poczekac, moze jutro...
    • iwannabesedated Re: Lost & Found (albo nie) 19.06.08, 12:04
      Telefun Pytuna.
      • jutka1 Re: Lost & Found (albo nie) 19.06.08, 13:54
        Nimo. Lost.
      • jutka1 Re: Lost & Found (albo nie) 19.06.08, 23:22
        Nimo podwojnie.
        Poszlam do knajpy, a wlasciwie dwoch. NIKNICNIEWI.

        Jutro w czasie lunchu kupie nowy telefon, wloze polska karte, i mam nadzieje, ze
        zobacze telefony-kontakty-pierduly. Cala reszta? - mam komorke sluzbowa.

        FOUND: spokoj duszy, ciepla wode, oddychanie; wiadomosc, ze stad moge dzwonic za
        darmo po calym swiecie. Oraz to, ze jutro rano dam im popalic. :-)))))))))))
        • jutka1 K J A P !!!!!!!!! 29.06.08, 21:18
          Podrzucili mi telefon ...
          Kjap ...
          Takiego czegos to jeszcze nie mialam.
          A rozne rzeczy mi Klaus i inni robili.
          :-/
Pełna wersja