O pierdulach -- Odc. 31 :-)

14.05.08, 10:21
Otwieram nowe i spadam do nastepnych zajec. :-)
    • sabba Re: O pierdulach -- Odc. 31 :-) 14.05.08, 10:44
      kurcze, te pierduly to chyba najprzyjemniejsza rzecz w zyciu:) albo jedna z
      przyjemnych, bo duzo ich. moge dorzucic i swoja. zjadlam sniadanie, teraz sie
      zabieram za tlumaczenie. dziecko u wernera, maz w pracy. slonce swieci. bez tez
      pachnie i chetnie bym sobie drzewo w kazdym pokoju postawila, bo kocham ten
      zapach! milego dnia!
      • jutka1 Re: O pierdulach -- Odc. 31 :-) 14.05.08, 17:04
        Mila pierdula z dnia dzisiejszego - testy wykazaly najwyzsza kategorie zdrowia
        ehem. Panow prosze o wyjscie z tego wpisu. ;-)))))))))))
    • jutka1 Sloneczny czwartek :-) 15.05.08, 09:10
      Znow slonecznie. Yessss....
      Jak juz nadmienialam, wczoraj przyszly wyniki takich tam badan i dostalam laurke
      za doskonaly stan zdrowia, co mnie ucieszylo, nie powiem.
      Dzisiaj w planie dentysta, tlumacz przysiegly do tlumaczenia wynikow/opisow
      powyzszych i jeszcze innych badan, telefon do mojej paryskiej pani doktor, bo
      zgubilam daty szczepien na zoltaczke (a potrzebuje do kwestionariusza
      medycznego). Dzien pod znakiem lekarzy, jednym slowem.
      Ale i tak znajde chwile, zeby posiedziec w ogrodzie. :-)))

      Wczoraj nabralam juz pewnosci, ze Zolta Lina chce sie ze mna kumplowac. Szok. Od
      czasu, kiedy sie dowiedzial, ze wracam do Paryza (na co zareagowal z
      niezrozumialym dla mnie entuzjazmem) zasypuje mnie mailami, a wczoraj wieczorem
      to nawet w mailowych wymianach "w czasie realnym" zaczal uzywac "naszego"
      jezyka, tzn. zwrotow, ktore kiedys tam wymyslilismy do prywatnych wymian opinii,
      jak kazda para zapewne. Szok.
      Eeeeee, udaje, ze nie widze i nie rozumiem, odpisuje monosylabami, nie zadaje
      pytan typu "dlaczego wrociles do Paryza", "co sie stalo z Pania Powod" etc. Nie
      daje sie wciagnac, i tutaj nie popuszcze, howgh.
      Zycze mu jak najlepiej, i jestem wdzieczna (naprawde!), ze mnie od siebie
      uwolnil - bo rzadko kto mial na mnie tak toksyczny wplyw. Nie od poczatku
      oczywiscie, prawdziwe barwy wyszly w praniu. :-)))
      Ale do kina z nim chodzic nie bede, na kolacyjki umawiac sie nie bede, i na
      wspolne wyjscia do bylych wspolnych przyjaciol tez zgadzac sie nie bede.
      Wszystkie trzy propozycje juz padly. Szok.
      I kto powiedzial, ze to kobiety sa skomplikowane i ze nas trudno zrozumiec? :-)

      Niom. Tyle pierdul prowincjonalnych na dzis. :-)

      Milego dnia zycze. :-)
      • maria421 Re: Sloneczny czwartek :-) 15.05.08, 10:03
        Tutaj pochmurno i deszcz siapi, co dobrze zrobi majowej roslinnosci.

        Jutka, toksyczni tak maja ze najpierw Cie truja a potem wracaja jakby nigdy nic
        sie nie stalo. Radze odciac sie od Zoltej Liny skalpelem a potem zaopatrzyc sie
        w tarcze antyzoltolinowa, najlepiej w postaci jakiegos silnego meskiego ramienia
        na ktorym moglabys oprzec Twe loki koloru miedzi:-)
        • jutka1 Re: Sloneczny czwartek :-) 15.05.08, 10:31
          Skalpel owszem, tarcza tez, ale czemu od razu w takiej postaci? ;-)
          A jak nastepny toksyczny sie trafi?... eeeee, niekcemisiem. ;-)))))))
          • lucja7 Re: Sloneczny czwartek :-) 15.05.08, 10:40
            Pierwsza czesc dnia minela mi pracowicie, ciesze sie. Nie mam dzis
            zadnych zebran, lubie takie dni.
            Jutka jakie tarcze i sztylety, spojrz inaczej, przeciez czlowiek na
            ciebie cierpliwie czeka ;-))) A tu takie zacietrzewienie.....
            A o ile wedlug ciebie zbyt cierpliwie, to mu po prostu powiedz
            zamiast sie certolic jak ta nastolatka ;-)))
            • jutka1 Eeeee tam, od razu ... 15.05.08, 10:56
              lucja7 napisała:

              > Jutka jakie tarcze i sztylety, spojrz inaczej, przeciez czlowiek na
              > ciebie cierpliwie czeka ;-))) A tu takie zacietrzewienie.....
              **********
              Zacietrzewienie? No co Ty. Po pierwsze, bardzo rzadko sie zacietrzewiam. Po
              drugie, Zolta Lina mnie juz tylko bawi, a czlek sie nie zacietrzewia na zrodlo
              smiechu, he? No i po trzecie, ja sie tylko dziwie, bo mam powody sie dziwic.
              Znam go jak wlasna kieszen, i domyslam sie, skad sie takie nagle zainteresowanie
              bierze, i sie dziwie, ze facet w jego wieku moze miec takie reakcje. :-)))))

              > A o ile wedlug ciebie zbyt cierpliwie, to mu po prostu powiedz
              > zamiast sie certolic jak ta nastolatka ;-)))
              ************
              Lulu, powiem mu w oczy, nie lubie takich rzeczy zalatwiac mailowo. Tak juz mam.
              :-) Przyjdzie odebrac reszte swoich rzeczy, to nad kawa pogadamy, a to moze
              poczekac do lipca przeciez, nespa?
              I jak napisalam wyzej: nie "czeka na mnie cierpliwie", jeno szuka guza z
              powodow, ktorych ja sie domyslam, a o ktorych pisac nie bede. I nie chce miec z
              tym nic wspolnego, a to nie jest "zacietrzewienie" tylko ochrona przed
              toksycznosciami. :-D

              Nio. Bardzo ciekawa dynamika, swoja droga, jak sie wyjdzie z siebie i stanie
              obok, ze sie tak wyraze.

              Tyle barowej psychologii na dzis. ;-)))
              • go.ga Re: Eeeee tam, od razu ... 15.05.08, 11:59
                Jutka, a moze on naprawde chce swoja zolta line odzyskac? ;-)

                • jutka1 Re: Eeeee tam, od razu ... 15.05.08, 16:27
                  go.ga napisała:

                  > Jutka, a moze on naprawde chce swoja zolta line odzyskac? ;-)
                  ***********
                  Znajac ZL, juz dawno zastapil ZL innom linom. Bezpieczenstwo p-poz przede
                  wszystkim ;-))))))
          • lucja7 Nikt mnie nie kocha 15.05.08, 10:46
            Moja corka ma problem nastepujacy. Zerwala w koncu ze swoim Nicolas
            bo juz go nie mogla zniesc, uwazala ze jej zycie socjalne (dosc
            bogate), zubaza sie w tym zakochanym kontekscie. I nazajutrz, placz
            caly dzien, czy ktos bedzie mnie jeszcze tak kochal, czy
            kiedykolwiek, ktokolwiek......? Co ja sama zrobie...?

            Ide pisac o Paris-Berlin, ale ciagle nie wiem w jakiej masce. Ale
            dzisiaj mam dobry humor, wiec maska bedzie raczej usmiechnieta.
            • jutka1 Re: Nikt mnie nie kocha 15.05.08, 10:58
              Pogratuluj corce, ze ma normalne reakcje. ;-)))
              Przejdzie jej. :-)

              Powiedz jej tez, ze kazda milosc wymazuje poprzednie, i wydaje sie najwieksza w
              zyciu, nigdy nikogo tak nie kochalam, nigdy nikt mnnie tak nie kochal, itepe. :-)
          • maria421 Re: Sloneczny czwartek :-) 15.05.08, 10:56
            jutka1 napisała:

            > Skalpel owszem, tarcza tez, ale czemu od razu w takiej postaci? ;-)
            > A jak nastepny toksyczny sie trafi?... eeeee, niekcemisiem. ;-)))))))
            >
            Nie boj sie, toksyczni sa w mniejszosci:-)
            • jutka1 Re: Sloneczny czwartek :-) 15.05.08, 10:59
              W mniejszosci? Optymistka. ;-)))
              • maria421 Re: Sloneczny czwartek :-) 15.05.08, 11:18
                jutka1 napisała:

                > W mniejszosci? Optymistka. ;-)))

                Hmmm... tak sie zastanawiam jakby tu takiego potencjalnego na toksycznosc badac.
                Juz na pierwszym randes-vous.
                Jakis papierek lakmusowy czy cos?
                Jak wpadne na jakis genialny pomysl, to Ci powiem:-)
                • go.ga Re: Sloneczny czwartek :-) 15.05.08, 12:05

                  >
                  > Hmmm... tak sie zastanawiam jakby tu takiego potencjalnego na toksycznosc badac
                  > .
                  > Juz na pierwszym randes-vous.
                  > Jakis papierek lakmusowy czy cos?
                  > Jak wpadne na jakis genialny pomysl, to Ci powiem:-)

                  Toksycznosc mozna wyczuc juz przy pierwszym spotkaniu intuicyjnie, jeno trzeba byc czujnym ;-) I najwazniejsze, posluchac tej ostrzegajacej nas intuicji i nie dac sie wplatac.
                  • maria421 Re: Sloneczny czwartek :-) 15.05.08, 13:02
                    go.ga napisała:

                    > Toksycznosc mozna wyczuc juz przy pierwszym spotkaniu intuicyjnie, jeno trzeba
                    > byc czujnym ;-) I najwazniejsze, posluchac tej ostrzegajacej nas intuicji i nie
                    > dac sie wp

                    Mozliwe, jezeli dysponuje sie taka intuicja i odpowiednia doza zdrowego egoizmu.
                    Ale w czasie pierwszych mesko-damskich spotkan nasze "anteny" nastawione sa na
                    ogol na co innego :-)
                    • jutka1 Toksyczni 15.05.08, 16:24
                      maria421 napisała:

                      > go.ga napisała:
                      >
                      > > Toksycznosc mozna wyczuc juz przy pierwszym spotkaniu intuicyjnie, jeno
                      trzeba byc czujnym ;-) I najwazniejsze, posluchac tej ostrzegajacej nas intuicji
                      i nie dac sie wp
                      >
                      > Mozliwe, jezeli dysponuje sie taka intuicja i odpowiednia doza zdrowego egoizmu.
                      > Ale w czasie pierwszych mesko-damskich spotkan nasze "anteny" nastawione sa na
                      ogol na co innego :-)
                      ***********
                      Upraszczacie, moje Drogie.
                      Po pierwsze primo: toksyczni czesto potrzebuja czasu, by sie ukazac.
                      Niekoniecznie dlatego, ze sie maskuja (choc czasami-owszem), ale dlatego, ze
                      toksycznosc dziala najlepiej, jak sie kogos pozna i ofiare oswoi. Ergo: bez
                      wzgledu na to, czy intuicja, czy anteny, czy gotowosc bojowa i czujnosc
                      rewolucyjna...
                      Po drugie primo: intuicja czesto zawodzi. Taki na przyklad Pytun czyli
                      jorstruli: intuicja rozbudowana do imentu, ale czasem sie wylacza. Po prostu.
                      Mysle, ze wylacza sie wtedy, kiedy mam do przerobienia _naprawde wazna_ lekcje,
                      z reguly z takich powtarzajacych sie epizodow. I trza Pytunowi dac w doope, bo
                      in aczej nie zrozumie.
                      Po trzecie primo: cos, co nie jest dla nas toksyczne dzis, moze byc toksyczne
                      jutro. W koncu zmieniamy sie, inaczej reagujemy, inne rzeczy nas draznia,
                      irytuja, truja.

                      Tak wiec (wiem, wiem, nie zaczyna sie zdania...) niemaletkochlebpoosiem. Czy tez
                      jak mawial byly kochanek: "Nikt nie obiecywal, ze bedzie latwo i prosto".
                      Moja wersja tych powiedzonek jest nieco bardziej rozmyta: Niematotamto, biel i
                      czern wystepuja rzadko, a najczesciej sa odcienie szarosci.
                      Ejment.
                      :-)))
                      • maria421 Re: Toksyczni 15.05.08, 18:15
                        Racja, Jutka, ale od kazdej reguly sa wyjatki.
                        Sa ludzie, ktorzy juz na powitanie zieja toksynami- jest w nich cos takiego, co
                        od razu dziala na Ciebie zle, i albo od razu rezygnujesz z dalszego kontaktu,
                        lub kontakt ograniczasz do minimum. Znaczy ze na ich toksyny masz odpowiednie
                        antyciala:)

                        Ja mialam toksyczna kolezanke. Poznalysmy sie jeszcze w podstawowce i doskonale
                        sie wtedy rozumialysmy. Ona miala nieciekawa sytuacje w domu, wiec czasami
                        wiecej przebywala u nas niz u siebie. I tak sie juz jakos wtedy utarlo, ze to
                        ona ma zawsze problemy, ze to jej zawsze trzeba pomoc, ze to ona jest zawsze ta
                        biedna, sama i ja tylko ja potrafie jej pomoc, wiec ona mnie potrzebuje, bez
                        mojej pomocy by nie mogla itd. itp...
                        Ja w Niemczech, ona w Polsce. Kontakty glownie przez telefon ("tak bym do ciebie
                        chetnie zadzwonila, ale nie stac mnie na to"- wiec dzwonie ja). Placze z jej
                        strony. Tragedia tragedie pogania ("tak bym sie chetnie z Toba spotkala")-
                        spotykamy sie w Polsce, spodziewam sie zmaltretowanej , przybitej tragedniami
                        kobiety a tu ona swieza, modna i zadbana i zapewnia ze pozyczke odda... Ale
                        potem znow tragedia (tym razem prawdziwa), matka choruje , umiera . Dlug idzie w
                        zapomnienie, rowniez z mojej strony.
                        Potem nowe tragedie, nowe niekonczace sie rozmowy telefoniczne ("och, ile ty na
                        te telefony wydasz, ale kiedys ci sie odwdziecze").
                        Potem jej miesieczna wizyta u mnie (3 miesiace po smierci mego meza i
                        natychmiast po wyjezdzie corki na studia do PL), na zasadzie "kochana ty teraz
                        kogos potrzebujesz, ty nie mozesz byc sama, ja sie toba zajme". Ale to znowu ja
                        sie nia zajmuje, wysluchujac od rana do wieczora jej problemow, jej tragedii,
                        jej obaw "tak mi tu u ciebie dobrze, az sie boje pomyslec co mnie czeka po
                        powrocie do domu"...
                        Po jej wyjezdzie bombardowanie mnie rozpaczliwymi sms-ami, telefonami, znow
                        placze, tym razem ze jej nie rozumiem bo ja to mam taka normalna sytuacje..
                        "Normalna sytuacje??? Przeciez ledwo co meza pochowalam i corke na studia za
                        granice wywiozlam!!!
                        I to wlasciwie byl punkt zwrotny. Wtedy powiedzialam "Basta!". Nie odbieralam
                        telefonow, nie odpowiadalam na sms-y. Ale przed Bozym Narodzeniem zmieklam. I
                        bardzo szybko zostalam zalana jej kolejnymi problemami. Co gorsze, dowiedzialam
                        sie ze te problemy sa ZMYSLONE!
                        Ze ona oczernia inne osoby.
                        No i wtedy napisalam jasno i wyraznie ze sobie dalszego kontaktu nie zycze.
                        I mam z glowy.

                        Ale niesmak pozostal do tej pory.

                        • jutka1 Re: Toksyczni 15.05.08, 18:29
                          Oczywiscie, sa ludzie na widok ktorych cierpnie skora i czlek chce uciec. Albo
                          ucieka.

                          Z drugioej strony, Twoja Mario historia potwierdza, co napisala Stokrotka, a ja
                          tylko rozwine: najgorsi toksyczni to rodzina lub ludfzie znani od
                          dziecinstwa/wczesnej mlodosci. Bo znaja nas od bardzo dawna, jesli nie od
                          zawsze. Bo nie mielismy tej czerwonej lampki, ktora sie czasem zapala na
                          toksycznych. Lata cale mozna sie z takich toksycznych wyplatywac.
                          • jutka1 Re: Toksyczni -- pS 15.05.08, 18:35
                            Pisze na laptopie i mam dlugie paznokcie - stad literowki, przepraszam :-)
                          • maria421 Re: Toksyczni 15.05.08, 19:13
                            jutka1 napisała:


                            > Z drugioej strony, Twoja Mario historia potwierdza, co napisala Stokrotka, a ja
                            > tylko rozwine: najgorsi toksyczni to rodzina lub ludfzie znani od
                            > dziecinstwa/wczesnej mlodosci. Bo znaja nas od bardzo dawna, jesli nie od
                            > zawsze. Bo nie mielismy tej czerwonej lampki, ktora sie czasem zapala na
                            > toksycznych. Lata cale mozna sie z takich toksycznych wyplatywac.

                            Jasne. Tym bardziej jestesmy narazeli na toksycznosc innych im bardziej jestesmy
                            z nimi "intymni", im bardziej oni nas znaja.
                            Wtedy zeruja na naszyszych slabych stronach, na naszej litosci, empatii, checi
                            pomocy, na naszych wyrzutach sumienia ktore by nas gryzly gdybysmy te osobe
                            porzucili. Paskudni egoisci.
                            Od toksycznej kolezanki mozna sie uwolnic. Ale co zrobic z toksyczna matka albo
                            z toksycznym dzieckiem?

                            I wlasciwie, co taka toksycznosc samemu toksycznemu daje?
                            • go.ga Re: Toksyczni 15.05.08, 19:34
                              >>Od toksycznej kolezanki mozna sie uwolnic. Ale co zrobic z toksyczna >>matka albo
                              >>z toksycznym dzieckiem?

                              Od toksycznej matki/ojca/brat/siostry tez mozna sie uwolnic, przynajmniej psychicznie jesli nie fizycznie. Nie pozwalac, aby ich toksycznosc miala wplyw na nasze zycie. To bardzo trudne, a najtrudniejsze jest tutaj wlasciwe "zdiagnozowanie" sytuacji. Przerabialam. I zauwazylam jedno, odkad sie uporalam z toksycznoscia w rodzinie, duzo latwiej radze sobie z toksycznoscia poza rodzina.

                              Toksyczne dziecko? Nie moge sobie wyobrazic. Dzieci nie mam wiec teoretyzuje, ale chyba toksycznosc dziecka nie bierze sie z powietrza. No i "uwolnic" sie od wlasnego dziecka chyba tez nie mozna.
                              • maria421 Re: Toksyczni 15.05.08, 19:57
                                go.ga napisała:

                                > Od toksycznej matki/ojca/brat/siostry tez mozna sie uwolnic, przynajmniej psych
                                > icznie jesli nie fizycznie. Nie pozwalac, aby ich toksycznosc miala wplyw na na
                                > sze zycie. To bardzo trudne, a najtrudniejsze jest tutaj wlasciwe "zdiagnozowan
                                > ie" sytuacji. Przerabialam. I zauwazylam jedno, odkad sie uporalam z toksycznos
                                > cia w rodzinie, duzo latwiej radze sobie z toksycznoscia poza rodzina.

                                Dobrze jezeli mozna sie uporac z toksycznoscia rodzicow dosyc wczesnie, kiedy
                                oni sami nie sa jeszcze starzy.
                                Z toksycznymi staruszkami jest o wiele trudniej.

                                > Toksyczne dziecko? Nie moge sobie wyobrazic. Dzieci nie mam wiec teoretyzuje, a
                                > le chyba toksycznosc dziecka nie bierze sie z powietrza. No i "uwolnic" sie od
                                > wlasnego dziecka chyba tez nie mozna.

                                No wlasnie.
                                • iwannabesedated Re: Toksyczni 16.05.08, 15:28
                                  No jakto, jeśli nie bierze się z powietrza, to skąd?
                                  Ktoś tu pamiętam mi tłumaczył, na przykładzie paskudnika który bił mamusię, że z
                                  mamusi nie. No więc jeśli z mamusi nie, i z powietrza nie, to skąd?
                                  • maria421 Re: Toksyczni 16.05.08, 16:12
                                    iwannabesedated napisała:

                                    > No jakto, jeśli nie bierze się z powietrza, to skąd?
                                    > Ktoś tu pamiętam mi tłumaczył, na przykładzie paskudnika który bił mamusię, że
                                    > z
                                    > mamusi nie. No więc jeśli z mamusi nie, i z powietrza nie, to skąd?
                                    >
                                    Moze z tatusia. Albo z otoczenia. Albo z kosmosu. Albo z jakiejs zlej energii co
                                    ja zbyt chelpliwie wylapywal. Czyli z siebie samego:)
                                    • go.ga Re: Toksyczni 16.05.08, 16:19
                                      Przyznam, ze mi jakos trudno uwierzyc, ze dziecko, ktore bylo chciane, kochane przez rodzicow itd. tak "z kosmosu" wyssalo swoja toksycznosc i wyroslo na potwora.
                                      • maria421 Re: Toksyczni 16.05.08, 16:52
                                        go.ga napisała:

                                        > Przyznam, ze mi jakos trudno uwierzyc, ze dziecko, ktore bylo chciane, kochane
                                        > przez rodzicow itd. tak "z kosmosu" wyssalo swoja toksycznosc i wyroslo na potw
                                        > ora.

                                        Teoretycznie nie powinno. Ale malo to jest przypadkow kiedy dziecko chciane ,
                                        kochane itd. zamienia sie w bandyte?
                                        • iwannabesedated Re: Toksyczni 16.05.08, 17:15
                                          No na szczęście nie jest to aż tak proste, dlatego że wtedy należałoby od razu
                                          całe potomstwo zajoba Fricla wsadzić razem z nim do czubków. I lajkłajs, do
                                          czukbków też lub do pierdla wsadzić czubka co bije mamusię razem z mamusią, bo
                                          przecież z niczego się taki nie wziął, nespa?
                                          Solżenicyn chyba napisał, że gdyby to było takie proste. Ale to takie proste nie
                                          jest.
                                          Nie wierzę w złego Hitlera co omamił kupę "dobrych" (przypominam że miał wielu
                                          gorących zwolenników w wielu szacownych krajach). Nie wierzę w "złego" wariata
                                          Fricla i dobrą matkę co o niczym nie wiedziała i dobrych sąsiadów co też o
                                          niczym nie wiedzieli. Otoczenie tworzy możliwość zaistnienia takiej aberracji.
                                          Jest to proces grupowy. Choćby po to żeby sobie powiedzieć że ja nie jestem
                                          przecież aż tak zły, co prawda biję żonę, ale przecież nie gwałcę córek.
                                          • maria421 Re: Toksyczni 16.05.08, 17:29
                                            iwannabesedated napisała:

                                            > niczym nie wiedzieli. Otoczenie tworzy możliwość zaistnienia takiej aberracji.
                                            > Jest to proces grupowy. Choćby po to żeby sobie powiedzieć że ja nie jestem
                                            > przecież aż tak zły, co prawda biję żonę, ale przecież nie gwałcę córek.
                                            >
                                            Powiedzialabym raczej ze otoczenie pomaga w realizacji aberracji, chocby przez
                                            to ze nie chce widziec.
                                            Ale skad sie bierze aberracja to do tej pory najmadrzejsi nie wiedza.
                                            • iwannabesedated Re: Toksyczni 16.05.08, 17:44
                                              To ciekawe zagadnienie z tą aberracją. Kurt Wilber na przykład twierdzi, że
                                              człowieczeństwo osoby realizuje się poprzez ciągły konflikt wewnętrzny między
                                              dwoma tendencjami - by być osobnym i ustalać własne reguły oraz by być częścią
                                              społeczeństwa i żyć wg. reguł innych.
                                              Jeśli przegniemy w jednym lub drugim kierunku - to powstaje aberracja.
                                              Taniec na linie, jednym słowem :)
                                              • go.ga Re: Toksyczni 16.05.08, 19:32
                                                iwannabesedated napisała:

                                                > To ciekawe zagadnienie z tą aberracją. Kurt Wilber

                                                A nie Ken?
                                              • maria421 Re: Toksyczni 16.05.08, 19:39
                                                Wedlug mnie kwestia jak sie rodzi aberracja jest tylko na tyle istotna na ile
                                                mozna jej przeciwdzialac, zapobiegac.

                                                Jest wiele hipotez dotyczacych tego skad sie bierze zlo w czlowieku, kilka z
                                                nich doszukuje sie zrodla zla w budowie mozgu czy w procesach zachodzacych w
                                                systemie nerwowym. Czyli ulomnosc fizyczna. Czyli- trzeba leczyc a nie karac.
                                                Takie podejscie do sprawy jest zaprzeczeniem wolnej woli jednostki, odebraniem
                                                jej zdolnosci do decydowania o wlasnych czynach.
                                                Frizl doskonale wiedzial co robi i ze to co robi jest sprzeczne z normami
                                                spolecznymi i z prawem. Dlatego tak kombinowal, zeby nie wpasc. Mial wolna wole
                                                lecz uzyl ja do dokonania przestepstwa a nie przeciw niemu.
                                                I to jest najwazniejsze.
                                            • lucja7 aberacja w kocim swiecie 16.05.08, 17:48
                                              Ktos tu pisal ze ma kota ktory przestal byc dzieckiem i ze ma on
                                              trzy siostry.
                                              To co z ta aberacja bedzie teraz w kocim swiecie?
                                              Obetnie mu sie? Aberacja?
                                              Przeleci wszystkie siostry. Aberacja?
                                              Wezwac ksiedza! Aberacja!

                                              Aberacja!
                                              • iwannabesedated Re: aberacja w kocim swiecie 16.05.08, 17:54
                                                Lucyfer albo się urżnął albo go hobzdł twórczy furror jak wąż kundalini
                                                uwolniony z woltu Srutubanku przez forumową armadę, nie widzę inaczej.
                                                • jutka1 Re: aberacja w kocim swiecie 16.05.08, 17:59
                                                  Lucyfer sie nie moze urznac. Ex definitio. Lucyfer jest ponad to, ponad wszystko.
                                                  ;-))))))))))))))))))))))))
                                                  • iwannabesedated Re: aberacja w kocim swiecie 16.05.08, 18:04
                                                    Jakto nie może? Zaszył się czyco???
                                                  • jutka1 Re: aberacja w kocim swiecie 16.05.08, 18:06
                                                    Lucyfer ma o wiele mocniejsza glowe ode mnie ;-)))))))))))
                                                  • jutka1 Re: aberacja w kocim swiecie -- Pi Es 16.05.08, 18:18
                                                    Poza tym w kocim swiecie chez moi tez jest aberacja. Maurycy syczy. Na Daisy, na
                                                    mnie, na siebie samego. Siedzi sam w swoim kaciku i syczy na powietrze.

                                                    Ki fiute?!?!
                                                • maria421 Re: aberacja w kocim swiecie 16.05.08, 19:41
                                                  iwannabesedated napisała:

                                                  > Lucyfer albo się urżnął albo go hobzdł twórczy furror jak wąż kundalini
                                                  > uwolniony z woltu Srutubanku przez forumową armadę, nie widzę inaczej.
                                                  >
                                                  Lucyfer , wedlug Twojej wczesniejszej definicji wg Kurta czy Kena
                                                  sam jest aberrantem. Spadl z liny na ktorej tanczyl i stal sie upadlym aniolem:)
                                                  • jutka1 Re: aberacja w kocim swiecie 16.05.08, 19:45
                                                    Lucyferia nie spadla z zadnej liny i prosze mi tu jej nic nie imputowac.
                                                    Lucyferia z lina ma tyle wspolnego, co musztarda z poobiadem. Nio. Kurdebalans.
                                                    :-))))
                                                  • go.ga Re: aberacja w kocim swiecie 16.05.08, 19:55
                                                    jutka1 napisała:

                                                    > Lucyferia nie spadla z zadnej liny i prosze mi tu jej nic nie imputowac.
                                                    > Lucyferia z lina ma tyle wspolnego, co musztarda z poobiadem.

                                                    A moze do zoltej liny sie dorwala?
                                                  • maria421 Re: aberacja w kocim swiecie 16.05.08, 19:55
                                                    jutka1 napisała:

                                                    > Lucyferia nie spadla z zadnej liny i prosze mi tu jej nic nie imputowac.
                                                    > Lucyferia z lina ma tyle wspolnego, co musztarda z poobiadem. Nio. Kurdebalans.
                                                    > :-))))

                                                    Jutka, az za taka feministke to Ciebie nie uwazalam:)
                                                    Wiadomo, ze Kopernik byl kobieta, ze kobieta byla papiezem, ale Lucyfer jest
                                                    meski diabel i wedlug jednej legendy nawet ponoc zakochany w ziemskiej kobiecie:)
                                                  • jutka1 Re: aberacja w kocim swiecie 16.05.08, 19:59
                                                    Oj, Mario, Mario... :-)))
                                                    Przeciez Lucyfer to skrot od Lucyferii, a Lucyferia to ksywa nadana przez
                                                    Stokrotke naszej Lucji czyli Lulu.
                                                    Ale chyba niepotrzebnie to tlumacze? ;-))))))
                                                  • go.ga Re: aberacja w kocim swiecie 16.05.08, 20:01
                                                    jutka1 napisała:

                                                    > Oj, Mario, Mario... :-)))
                                                    > Przeciez Lucyfer to skrot od Lucyferii, a Lucyferia to ksywa nadana przez
                                                    > Stokrotke naszej Lucji czyli Lulu.
                                                    > Ale chyba niepotrzebnie to tlumacze? ;-))))))

                                                    Potrzebnie tlumaczysz, w kazdym razie mnie, widze, ze nie jestem na biezaco w temacie forumowych ksyw i przez to czasem nie kumam, albo co gorsza, zle kumam.
                                                  • jutka1 Re: aberacja w kocim swiecie 16.05.08, 20:03
                                                    Gogus, to polecam sie na przyszlosc, jakby co. :-)))
                                                  • jutka1 slowniczek ksyw forumowych :-)))) 16.05.08, 20:59
                                                    Taksemmyslem. Goga, na zas zapodam z pamieci, co nastepuje:

                                                    jutka1 napisała:

                                                    > Lucyfer to skrot od Lucyferii, a Lucyferia to ksywa nadana przez
                                                    > Stokrotke naszej Lucji czyli Lulu.
                                                    > Ale chyba niepotrzebnie to tlumacze? ;-))))))
                                                    ********
                                                    Plus:

                                                    Tujka lub Tuja, to moj skrot od Stokrotui, czyli Stokrotki. bij zabij, nie
                                                    pamietam, skad sie wziela Stokrotuja.

                                                    Pyton lub Pajtun to ja. (C) Stokrotka, ok. 2003-04? Moze wczesniej.
                                                    Wzielo sie z mojej starej sygnaturki "Wasza Jutunia Petunia", co z kolei bylo
                                                    parafraza "Wasza Stokrotka". Tujka to przemienila na "Wasza Jutunia Pytun-y-ja"
                                                    czy jakos tak, i stad sie narodzil Pytun.

                                                    Sznycel to Tortugo. Musze poszukac w wyszukiwarce portalowej strumien
                                                    swiadomosci, ktory mnie do Sznycla doprowadzil.

                                                    C.d.n., a jakby co, to pytaj :-)))
                                                  • go.ga Re: slowniczek ksyw forumowych :-)))) 16.05.08, 23:17
                                                    Dzieki wielkie. To ze Pyton to Ty, to wiedzialam ;-)
                                                  • lucja7 Re: slowniczek ksyw forumowych :-)))) 17.05.08, 00:07
                                                    Lucyferia byla w jakiejs ksiazce nie?
                                                    Za nic nie pamietam w jakiej ;-)
                                                  • jutka1 Re: slowniczek ksyw forumowych :-)))) 17.05.08, 07:38
                                                    Moze Stokrotka pamieta? Bo ja nie.
                                                  • maria421 Re: aberacja w kocim swiecie 16.05.08, 21:58
                                                    jutka1 napisała:

                                                    > Oj, Mario, Mario... :-)))
                                                    > Przeciez Lucyfer to skrot od Lucyferii, a Lucyferia to ksywa nadana przez
                                                    > Stokrotke naszej Lucji czyli Lulu.
                                                    > Ale chyba niepotrzebnie to tlumacze? ;-))))))

                                                    Jutka, ale ja pisalam o Lucyferze, bo mi sie akurat ze Stokrotkowym
                                                    tancem na linie i aberracja skojarzyl:)

                                                    P.S. za ksywe Lucyferia dla Lucji Stokrotka ma u mnie flaszke czego chce:)
                                              • luiza-w-ogrodzie Lucjo, sprostowanie 19.05.08, 09:59
                                                Nie kot, tylko krolik i nie trzy siostry, a cztery. Lucjo, nie wiem, skad masz
                                                te skojarzenia - kota pewnie od Jutki a trzy siostry? z Czechowa? :oPP

                                                Krolik zostal zneutralizowany i czeka grzecznie w izolatce az bedzie mogl znowu
                                                bawic sie z siostrami - gdzies w polowie czerwca, wiec do zadnych aberracji nie
                                                dojdzie, badz spokojna :o)
    • luiza-w-ogrodzie Jesien, czas mgly i zmian 15.05.08, 11:53
      Mama nie ma raka.
      Przyjaciolka nie ma raka.
      Ja nie mam raka.

      Teraz czas zabrac sie za inne smieci i toksyny zycia, hej!
      • lucja7 Re: Jesien, czas mgly i zmian 15.05.08, 11:56
        Ja tez nie mam.
        Wypije za twoje zdrowie dzisiaj, Luiza :-)
      • maria421 Re: Jesien, czas mgly i zmian 15.05.08, 13:07
        luiza-w-ogrodzie napisała:

        > Mama nie ma raka.
        > Przyjaciolka nie ma raka.
        > Ja nie mam raka.

        Kuzynka u ktorej znalezli cos na przysadce mozgowej tez nie ma raka.

        Takie diagnozy z pewnoscia sprawiaja ze zyjemy po nich bardziej swiadomie.
        Ja dostalam taka diagnoze w 2001 roku :)
      • blues28 Re: Jesien, czas mgly i zmian 15.05.08, 13:45
        luiza-w-ogrodzie napisała:
        "Mama nie ma raka.
        Przyjaciolka nie ma raka.
        Ja nie mam raka."

        Luizo, ciesze sie ogromnie! Niech zyja dobre wiesci!!
        I czekam na Twój powrót na jesienne ogrody ;-)

        Chodzi nam mocno po glowie przeprowadzka poza Madryt do domu z
        ogrodem. Uwielbiam ogrody (i wpisy Luizy o ogrodach!!), choc
        ogrodnik ze mnie zaden, ale pilnie bym sie uczyla i dopytywala o
        rady. Zobaczymy co z tego wyjdzie ;-).
        Tak czy owak nie decyzja odlozona na jesien (europejska). A potem
        szukanie... ;-)
      • jutka1 Re: Jesien, czas mgly i zmian 15.05.08, 16:03
        Luizo - :-))))))))))))))))))
        I ja tez nie mam, i wiem od wczoraj. :-)
        Idesenalac :-)
        Razem z Lulu wychyle za Twe, i nasze, zdrowie. Doslownie. :-)
        • iwannabesedated Toksyczność i rak 15.05.08, 16:49
          A co Was napadło z tym rakiem? A po co miałybyście go mać?
          Ja niedawno miałam dużo raków i powiem Wam, przereklamowane to jest. Na dodatek
          drapało w gardle i dusiło potem, chyba mam uczulenie. Dajta spokój temu raku,
          lepsze małosolne. Właśnie jadłam, pycha.
          W kwestii toksyczności w związkach to bardzo ciekawie to opisuje Redfield (ten
          od nogi). Mianowicie popadając w zauroczenie partnerzy odcinają się od źródła i
          jako jedyne źródło zaczynają traktować partnera - wkrótce energii zaczyna
          brakować i zauroczenie przeradza się w zwykłą rywalizację o energię z użyciem
          wszystkich scenariuszy kontroli.
          Często także w takie patologie popadają ludzie względem swoich zstępnych.
          Traktując potomstwo jako jedyne źródło swego życia towarzyskiego i rozrywkę
          uzależniają ofiarę od siebie na przykład drogimi prezentami. I ssą, ssą i ssą.
          Moja ciotka na przykład tak się zassała moją kuzynką, że ta aby się ratować
          szybko urodziła dziecko i podrzuciła matce na żer. Zassanie nastąpiło po śmierci
          męża ciotki, który zeszedł był w zastanawiająco młodym wieku. Mówię Wam, tacy
          toksyczni to straszna sprawa, szczególnie jeśli są rodziną.
          • luiza-w-ogrodzie Re: Toksyczność i rak 16.05.08, 03:32
            Stokrotko, nic nie napadlo z tym rakiem, tylko pojawily sie
            niepokojace znaki i trzeba bylo wyjasnic sprawe.
            Przypuszczam ze wiele zapasci zdrowotnych wynika z toksycznosci
            otoczenia. Zgadzam sie jak najbardziej, ze "toksyczni to straszna
            sprawa, szczególnie jeśli są rodziną". Jak nie zalatwie tego
            problemu w tym roku, to bede jeszcze bardziej chorowac.

            A tymczasem napawam sie jesiennym sloncem...
            Luiza-w-Ogrodzie
            .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
            Australia-uzyteczne linki
            • jutka1 Re: Toksyczność i rak 16.05.08, 08:08
              Imho, toksycznosc osob w otoczeniu, dlugotrwaly stres, i zanieczyszczenia
              (powietrze, jedzenie, woda) - przyczyniaja sie na rowni z genetyka i innymi
              przyczynami.
            • iwannabesedated Re: Toksyczność i rak 16.05.08, 15:38
              Rozumiem Luizo. No to zabierz się za ten problem jeszcze w tym roku, jak za
              ogród po przejściu powietrznej trąby. Zniszczone rośliny i chwasty na kompost,
              wydobyty przez trąbę gruz na ogródek skalny, wypłynięte trumny z trupami - hm,
              chyba też na kompost tylko koniecznie wapnem posypać żeby już nie jadziły.
              Całokształt też pilnie obejrzeć, czyteż nie pojawiły się nowe możliwości,
              powiedzmy jakieś świeże źródełko czycoś. I koniecznie ze śmieciami uważać, bo
              może tam się kryć na przykład skarb. Gdyby przypadkiem wpadła Ci w ręce bita
              srebrna stara hiszpańska moneta oprawiona w złoto, to proszę Cię o przechowanie
              jej dla mnie :)
          • maria421 Re: Toksyczność i rak 16.05.08, 10:13
            iwannabesedated napisała:

            > Moja ciotka na przykład tak się zassała moją kuzynką, że ta aby się ratować
            > szybko urodziła dziecko i podrzuciła matce na żer. Zassanie nastąpiło po śmierc
            > i
            > męża ciotki, który zeszedł był w zastanawiająco młodym wieku. Mówię Wam, tacy
            > toksyczni to straszna sprawa, szczególnie jeśli są rodziną.

            Kiedy zmarl moj maz moja corka powiedziala, ze ona sobie wyjazd na studia za
            granice przelozy o rok a mnie samej w Niemczech nie zostawi bo by miala wyrzuty
            sumienia. Powiedzialam jej, ze jezeli tak zrobi, to wtedy ja bede miala wyrzuty
            sumienia. Tak wiec pojechala, widywalysmy sie raz na pare miesiecy ale byly to
            mile spotkania.
            Teraz przyjezdza do domu co weekend, ale robi to bo chce , a nie dlatego ze musi.
            • iwannabesedated Re: Toksyczność i rak 16.05.08, 15:20
              Hm, ktoś powiedział "kasjer - dupa" ?
              • maria421 Re: Toksyczność i rak 16.05.08, 16:12
                iwannabesedated napisała:

                > Hm, ktoś powiedział "kasjer - dupa" ?
                >
                To musial jakis toksyczny byc:-)
    • iwannabesedated Ops. Turek raz jeszcze... 15.05.08, 14:06
      Sory ale w wyniku patrz poniżej wypadłam z toku pierdulnego i się wpisałam w
      stare pierduły a tu już nowe pierduły się bujne pierdulą. Czyco. Wpis przenoszę.

      Czy wiecie, że kamień ozdobny turkus wywodzi swoją nazwę od Turków właśnie,
      którzy onego upowszechnili?
      I jeszcze było przysłowie 'siedzieć jak na tureckim kazaniu"...
      A ja sobie kupiłam rower i zamiast na nim śmigać rozgniotła mnie grypa jak walec
      nieostrożną czereśnię po asfalcie. Full serwis z kaszlem, bólem gardła i
      majakami gdzie jest wielki hangar a w nim jakaś po byku konstrukcja z takich
      wsporników metalowych grubych jak kilka szyn kolejowych, a w tej konstrukcji
      uwięzione są rzeczy, osoby i idee.
      Od pewnego natomiast czasu zauważyłam że jeśli coś spotyka mnie to zwykle w tym
      samym czasie dzieje się to jeszcze komuś z moich bliskich - więc zaraz
      zadzwoniła moja Przyjaciółka oznajmiając iż doświadczyła kilkudniowej burzy
      emocjonalno cielesnej w trakcie której obyła pogawędkę z Szatanem. Hm.
      Ciekawy jest na przykład też przykład Pytoniej nogi, bo ta noga rozeszła się
      echem szerokim i zapoczątkowała falę nóg u moich bliskich, a to achillesa u pary
      od mojej Przyjaciółki, kolano u mojej siostry ciotecznej, achillesa u innej
      przyjaciółki vel guru, i wreszcie ja usiłując się dyplomatycznie wymotać z
      niewygodnego kontraktu użyłam nogi jako wymówki, i w końcu przeczytałam iż
      Redfield w poprzednim życiu wymigiwał się nogą by naprodukować kopii tajnego
      manuskryptu zanim dosięgły go macki Kościła Kat i (oczywiście) ucięły mu głowę -
      co poskutkowało tym że a)manuskrypt przetrwał i b)Redfield w kolejnych życiach
      skręcał sobie nogę jak tylko obawiał się czegoś w przyszłości...
    • sabba Re: O pierdulach -- Odc. 31 :-) 15.05.08, 19:56
      leje. glowa lupie. czuje sie jakby byl piatek a jest czwartek. na dodatek ktos
      podmienil dziecku buty i ma teraz o dwa numery za duze. dziecku ktoremu
      przypadly buty Jaski to dopiero maja klopot bo za malych butow raczej mu na nogi
      nie wcisna...
    • luiza-w-ogrodzie Pozdrawiam jesiennie w ten piekny piatek 16.05.08, 03:29
      Wczoraj jak pisalam mielismy pierwsze jesienne cieple mgly,
      nadciagajace wczesnym rankiem znad oceanu wraz z poranna bryza. Dzis
      rano widzialam kolderke mgiel nad Gorami Blekitnymi, przelewajaca
      sie bialymi rzekami przez przelecze. Za oknem byly dziwne chmury,
      troche wygladajace na burzowe, teraz sie przejasnilo i wyszlo cieple
      slonce. Pojde do sklepu ogrodniczego w porze lunchu i kupie pare
      australijskich drzewek do posadzenia w weekend :o)

      Maj zapowiada sie dosc deszczowy, ale moze wreszcie dojde do siebie
      po grypie i innych atrakcjach i w czerwcu zaczne chodzic po buszu.
      Zima to najlepsza pora na to, choc w nocy namiot obrasta szronem.

      Zas w ogrodzie zima to pora budowania i sadzenia drzewek. Bede
      raportowac postep prac, specjalnie dla Blues :o) Wlasnie najelam
      facetow do stawiania drewnianego plotu, jak go postawia, przymocuje
      do niego siatkowy plot otaczajacy kurzy wybieg i wreszcie kupie
      kurki! Sasiedzi pytali sie o jajka, zaproponowalam im zeby
      zasponsorowali jedna kure :o) i beda mieli swieze jaja prosto z
      kurnika. Pomarancza ma mnostwo owocow, kupie siatke sadownicza i
      przykryje drzewko, zeby kakadu sie nie dobraly do pomarancz. Z
      owocow cytrusowych jedza tylko pestki, wiec niszcza caly owoc zeby
      dobrac sie do tych kilku nedznych pestek! Co do innej zywiny,
      najstarszy z mlodych krolikow w zeszlym tygodniu przestal byc
      chlopczykiem a reszta mlodych to cztery siostry, wiec sytuacje na
      froncie trzody mamy opanowana :o)

      Biore sie do pracy, dzieja sie tu ciekawe rzeczy, gdzies w polowie
      roku dolacze do swiatowego zespolu analitykow jako jedna z szesciu
      osob wydelegowanych z Australazji.

      Pozdrawiam jesiennie
      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • jutka1 Re: Pozdrawiam jesiennie w ten piekny piatek 16.05.08, 08:34
        Tutaj kropil deszcz, tez jest mgliscie. Swiat epatuje i emabluje jasna perlista
        szaroscia, przetykana gleboka ciemna zielenia pol zbozowych i jaskrawa zolcia
        kwitnacego rzepaku. Pachnie bez. Za kilka dni zakwitna irysy. Jak ladnie wokol.

        Plany na dzis: kosmetyczka, przymiarka, bank, poczta, zakupy.
        Jutro jade do mojej ukochanej winnicy po drugiej stronie gory na ognisko z
        jagnieciem z rozna.
        Od niedzieli do czwartku siedze tutaj, a w czwartek mimo swieta ruszam w droge:
        najpierw Warszawa i ostatnie - dla mnie - spotkanie komitetu doradczego, potem
        weekend pod Warszawa u przyjaciolki, a w poniedzialek do Paryza na 3.5 dnia.
        Bilet kupilam juz 2 miesiace temu, myslalam o tym wyjezdzie jak o zwyklej
        wizycie towarzysko-kulturalnej, a okazala sie ona rowniez przed-przeprowdzkowa
        wycieczka logistyczna (zalozenie konta w banku, wizyta w docelowym mieszkaniu,
        zeby wymierzyc przestrzen i zobaczyc czy np. moje biurko sie zmiesci albo ile
        ksiazek moge wziac).

        Po powrocie 8 dni tutaj, i znow w droge, juz definitywnie.

        Czas coraz szybciej biegnie. Ale damy rade, spoko.

        Milego piatku. :-)
        • blues28 Re: Pozdrawiam wiosennie w ten piekny piatek 16.05.08, 09:08
          No i o to chodzilo Luizo ;-)
          Byc moze dlatego, ze pod koniec maja mina 2 lata od mojego
          pierwszego zwyciestwa nad ta parszywa choroba (choc jeszcze czeka
          mnie 5 lat scislej kontroli, jestem przekonana, ze bedzie OK), mam
          juz na stale poprzestawiane priorytety w moim zyciu.

          Praca, moze i ciekawa ale jednoczesnie monotonna, bo ile mozna
          przekonywac konsumentów (za pomoca wyswiechtanych juz chwytów
          reklamowych), ze mój produkt jest lepszy??? Czemu to sluzy? Jakie ma
          wartosci? Absolutnie zadne, poza tym, ze mi za to placa. A zatem
          zyciowa decyzja nie poswiecania calego mojego czasu na cos co nie
          daje mi zadnej satysfakcji. Od jesieni bede "biedniejsza" ale
          spokojniejsza. I spokojniej, po conajmniej rocznym "sabatical"
          rozejrze sie za czyms co bedzie pozyteczne, dobre a jednoczesnie nie
          stresujace.

          I tu wkraczaja plany przeniesienia sie poza Madryt. Jest takie
          piekne miejsce, które sie nam podoba, jakies 50 min od Madrytu (mi
          contrario" bedzie mial daleko, ale na razie nie protestuje), nieduza
          miejscowosc, stara, z gigantycznym palacem królewskim. Palac jako
          taki mi sie nie podoba, olbrzymi, wyniosly, oznaka ówczesnej
          swietnosci Hiszpanii, monumentalna bryla pelna pychy koronujaca
          plaskowyz. Ale wyjzej, uczepione górskich zboczy rozciaga sie cudne
          miasteczko i piekne domy z ogrodami. Latem, tam wlasnie przenosi sie
          zycie literackie, uciekajac z dusznego Madrytu.
          Tam oddycha sie innym powietrzem. Tam chcialabym sie przeniesc,
          znalezc dom, koniecznie z ogrodem. Chodowac kwiaty, ziola...jezdzic
          na rowerze, chodzic z psem na dlugie spacery. A do Madrytu zagladac
          tylko raz na jakis czas, wyjatkowa wystawa, ciekawy spektakl, inna
          potrzeba...

          Koniec marzen... trzeba brac sie za robote.
          Dzis pracuje z domu. Zalatwilam sobie, ze w piatki nie bede jezdzic
          do biura tylko pracowac z domu. Just my laptop, my cell and me ;-))

          Milego piatku i weekendu ;-)

          • go.ga Re: Pozdrawiam wiosennie w ten piekny piatek 16.05.08, 11:12
            Moje priorytety zawodowe tez sie przestawily totalnie pod wplywem chorobska.
            Wlasciwie to nie bylo innego wyjscia. Natomiast minusem jest, ze mozna sie
            czasem poczuc wyalienowanych, gdy ludzie w otoczeniu serwuja nam hr-owe
            banaly o tym, ze trzeba piac sie wzwyz, robic kariere itd.
            • blues28 Re: Pozdrawiam wiosennie w ten piekny piatek 16.05.08, 15:26
              Wiesz Goga, to napewno bedzie tak, bo spora czesc mojego srodowiska
              jest mocno wpleciona w wyscig szczurów. Juz teraz mnie pytaja: a co
              bedziesz robic??
              Nie mam pewnosci jak to sie okaze w praniu, ale na razie marzy mi
              sie tzw. spokój swiety i jezeli nie stawianie sie od 9.00 do 19.00 w
              wiecznie klimatyzowanym biurze to odstawienie na boczny tor, to póki
              co wolam: bienvenida bocznico, witaj!
              Tyle rzeczy dzieje sie poza nurtem pracy zawodowej. Nareszcie bede
              miala na to czas ;-)
              A pózniej? Pózniej zobacze... ale i tak mysle, ze wolalabym
              przydatne zajecie np. w Czerwonym Krzyzu, Caritasie czy ONG, gdzie
              pomaga sie ludziom, których potrzeby sa ewidentne a nie powrót w
              tryby zawodowej wolnej amerykanki. Póki co, dziekuje ;-))
    • blues28 Morze i mewy 16.05.08, 09:13
      www.elmundo.es/especiales/2008/05/ciencia/sonido_naturaleza/sonidos.html

      Szum morza i krzyk mew na Wyspach Cíes (pólnocny-zachód Hiszpanii).
      Przypomina mi Zatoke Gdanska.
      • kielbie_we_lbie_30 Re: Morze i mewy 16.05.08, 09:51
        Szum deszczu, zimno sie zrobilo ale mnie nie zimno bo trenuje jak
        szalona...jutro mam wystep z moja flamenco grupa w sali koncertowej,
        a po wystepie idziemy do hiszpanskiej knajpy i tam bendziem pic,
        jesc i tanczyc flamenco. OLE!!!
        • maria421 Masaz 16.05.08, 10:18
          robi cuda. Dzisiaj wzielam czwarty, mam jeszcze dwa w przyszlym tygodniu.
          A potem chyba wezme nowa serie.
          • jutka1 Re: Masaz 16.05.08, 12:40
            Tez dzis odbylam. Masaz twarzy, szyi i karku. Mrumrumru. :-)
            • maria421 Czy pamietacie 16.05.08, 22:03
              jak Wam pisalam o tej 12 letniej dziewczynce ktora przed Bozym Narodzeniem
              wyladowala w szpitalu psychiatrycznym dla dzieci?
              Zostala przeniesiona do domu dziecka. Do tego pieknego miasteczka Hann.Münden, o
              ktorym kiedys pisalam.

              Starania o rodzine zastepcza byly bezskuteczne.
    • jutka1 Sobota sloneczna 17.05.08, 08:00
      Swieci slonce. Yesssss. :-)

      Plany na dzis - typowo weekendowe. Troche prac okolodomowych, potem przymiarka,
      potem jagnie z rozna z przyjaciolmi, w winnicy po drugiej stronie gor.
      Konsumpcja, rozmowy, spacery po gorach. Wroce jutro.

      Milej soboty :-)
      • chris-joe Re: Sobota sloneczna 17.05.08, 08:05
        Slonce zaszlo pare dobrych godzin temu, wiec Nooo ;-)
        Mysle tez o wyjsciu w teren. Od odwiedzin w BC bolesnie pragne wlazenia na gory...
        Mamy dlugi wykend- Urodziny Krolowej Wiktorii. Osobiscie nie mialem
        przyjemnosci, ale dlugiego wykendu nie odmowie.
        • jutka1 Re: Sobota sloneczna 17.05.08, 08:09
          No wlasnie widze, ze sie troche zasiedziales. :-)
          Dlugiego weekendu gratuluje, Wiktoria nie Wiktoria, hukers. :-))))
          • jan.kran Re: Sobota sloneczna , swiateczna :) 17.05.08, 09:03
            Wiadomosc o Krolowej i zwiazanym z tym lykendem mnie zaskoczyla :)
            Moja kanadyjska Przyjaciolka mnie poinformowala.
            Jeszcze kilkadziesiat godzin rozmow z Nia i bede bardziej na biezaco w sprawach
            kanadyjskich niz norweskich:)))
            Zreszta dzieki kolezankom w roznych strefach czasowych i klimatach moj swiat sie
            gwaltownie powiekszyl;)

            A dzis w Norwegii swieto panstwowe, ja przezornie nie wychodze z domu choc i
            tak mieszkam na uboczu glownych wydarzen:)
            W zeszlym roku bylam w centrum wydarzen panstwowo_swiatecznych. Krola , krolowa
            i nastepcow tronu widzialam na wyciagniecie reki:))
            Kolezanka zza granicy przyjechala i chciala sie zapoznac blizej z norweska
            kultura wiec poszlam z Nia do miasta .
            Na pare lat mi wystarczy bo w centrum tego dnia dzikie tlumy , hulanki i swawole:))


            youtube.com/watch?v=eh5y6Ej7woQ&feature=related

            youtube.com/watch?v=lZ4XVtpwq74&feature=related

            Tak to mniej wiecej wyglada:PPPPPP
            A tu hymn norweski:)

            youtube.com/watch?v=6cj9wEZxVs0
            • jutka1 Po polsku pani nie rozumie? 17.05.08, 09:17
              Mam cytowac piecdziesiat razy?
              Slowo pisane nie dociera?

              Cytat:

              Prosze po raz tysiac siedemset dwudziesty
              jutka1 27.04.08, 15:30 Odpowiedz

              o niewlazenie na moje watki.

              Chyba wielokrotnie po polsku prosilam?

              I po raz kolejny prosze: nie wpisywac sie do mnie, pode mna ani nade mna.

              Pamiec mam dluga i dobra, w skrzynce mailowej rowniez. Wiec po raz 1720: prosze
              na moje watki nie wchodzic na zadnym forum na portalu.

              Chyba tyle w ramach niebylych przeprosin moze pani zrobic?

              Dziekuje i bez odbioru.
              • iwannabesedated Masz tu Pytuniu ode mnie kilka krzaków 17.05.08, 15:29
                ____\'/___\'/___\'/___
                @ @ @
    • jutka1 Deszcz, burze, ciemno 18.05.08, 10:30
      Wczoraj jak tylko jagnie sie upieklo i zostalo (czesciowo) spozyte, lunal
      deszcz. Przenieslismy sie wiec z salatami, pasztetami domowej roboty, szparagami
      zielonymi i reszta jagniecia do domu.
      Burza byla widowiskowa, blyskalo non-stop przez ponad godzine.

      Gadalismy do polnocy, by kontynuowac nad sniadaniem, i jeszcze bysmy pewnie
      gadali, ale gospodarze ruszali w droge, a i ja chcialam do domu, zeby nakarmic koty.
      Teraz pada, pada, pada. Gor nie widac, taka mgla.

      W sklepie kolonialnym niedaleko winnicy nabylam rozne specjaly: lokalny miod
      (lipowy, gryczany, i miod z borowina), swiezy sok zurawinowy, pol kilo yerba
      mate z mieta + kubeczek i pijadlo do owej, no i zamowiona wczesniej stalowa
      wloska kafetiere na 6 filizanek (mojej kafetierze tego rozmiaru cos sie porobilo
      i stracila szczelnosc, zadne wymiany uszczelek nie pomagaja).

      Poza tym na wczorajsze pytania przyjaciol o preferowany prezent "na droge do
      Paryza" odpowiedzialam, ze najchetniej dostalabym troche ich przetworow
      domowych. Powidla, dzemy, konfitury, grzyby, etc. Ja takich rzeczy robic nie
      umiem, sklepowych nie lubie bo za slodkie (nie grzyby, ofkors), a ta akurat
      grupa ludzi ma dar Bozy do przetworow. No i obie strony sa zadowolone: oni, bo
      jasna wskazowka i bezproblemowe "wykonanie", ja - bo wiadomo. :-)))

      Pogoda jest, jaka jest, wiec zajme sie czytaniem. Polityka, Przekroj, Wysokie
      obcasy, Kuchnia, i Sekret. Miszmasz wszystkiego, czemu nie. :-)

      Milej niedzieli :-)
    • jutka1 Poniedzialek, ciagle deszczowo. 19.05.08, 07:59
      Pada deszcz, mgla.

      Pierduly dzisiejsze: ostatnie kilka godzin dla jednego z pracodawcow, potem
      lekarz, jakies male zakupy.
      Takie tam. Nic ciekawego. :-)
    • jutka1 Wtorek 20.05.08, 07:59
      Za oknem slonce - ciekawe, czy zostanie, czy pojdzie precz.
      Dzien mam dosc zapchany roznymi rzeczami, specjalnie wczesniej wstalam, zeby
      zdazyc ze wszystkim i nie biegac jak przyslowiowy kurczak, ktoremu glowe ucieto.
      Zaczynam dzis pic yerba mate, nabyta w sobote razem z parafenaliami. Ciekawa
      jestem, jak moj organizm na ten trunek zareaguje. :-)

      Tyle pierdul wioskowych. Milego dnia (i moze mniej zabieganego od mojego) :-)
      • maria421 Re: Wtorek 20.05.08, 08:07
        Pochmurno i chlodnawo.
        Ja dzisiaj jade "do pracy", wiec lepiej zeby nie padalo.
        • jutka1 Re: Wtorek 20.05.08, 14:03
          Slonce poszlo precz, zostaly mgly, wilgoc i zimno (16C).

          Zalatwilam juz pare rzeczy, a to: zmiana opon na letnie (tutaj powinien byc
          emotikon <<wstydzemsiem>> :-) ); zaniesienie telefonu komorkowego do
          odblokowania, zebym mogla francuska karte za tydzien do niego wlozyc (do jutra
          do poludnia nie mam komorki); pojechanie z rodzicielka na zakupy prezentow dla
          siostrzencow; 2 prania i suszenia; segregacje czesci ciuchow (wziac, zostawic,
          oddac do PCK); wypicie pierwszych dwoch w zyciu yerba mate (to w ramach
          przerwy); wlozenie baklazanow do piekarnika (goscie herbaciani okazalo sie
          przychodza w porze przekaski przedkolacyjnej).
          Jeszcze troche ciuchow posegreguje i moze odpoczne na godzine. Potem bede robic
          baklazany i salatke caprese, i czekac na kumpla i jego partnerke. :-)

          Nastepne zdanie napisze juz na watku narzekajacym. ;-D
          • maria421 Re: Wtorek 20.05.08, 21:13
            No i jak Ci po yerba mate?
            Guarana´ tez jest w Polsce dostepna?
            • jutka1 Re: Wtorek 20.05.08, 21:56
              Smakowala mi, ale zadnych rewelacyjnych efektow nie odczulam. :-)
              Co to jest guarana?
              • maria421 Re: Wtorek 20.05.08, 22:00
                jutka1 napisała:

                > Smakowala mi, ale zadnych rewelacyjnych efektow nie odczulam. :-)
                > Co to jest guarana?
                >
                en.wikipedia.org/wiki/Guarana
                Taka ziolowa amfa :-)
                • jutka1 Re: Wtorek 20.05.08, 22:09
                  Przeczytalam. To bardziej taka kawa, nie? :-)))
                  Ale seizures? Ughhh.
                  • maria421 Re: Wtorek 20.05.08, 22:22
                    jutka1 napisała:

                    > Przeczytalam. To bardziej taka kawa, nie? :-)))
                    > Ale seizures? Ughhh.
                    >
                    Nazywana jest "owocem mlodosci" i podobno gwarantuje , oprocz wiecznej mlodosci,
                    sile i urode:-) I potencje tez :-)
                    Ale trzeba byloby jej sprobowac gdzies u Indian w Amazonii, bo tabletki tu
                    dostepne to podobno wielka lipa.
                    • jutka1 Re: Wtorek 20.05.08, 22:36
                      Za daleko :-)))
                      • iwannabesedated Re: Wtorek 21.05.08, 20:43
                        Można też zażywać płetwę rekina, pić sos z mumii i żuć wołowego penisa.
                        Osobiście przetestowałam złotą fokę (roślina wbrew pozorom, naturalny
                        antybiotyk) i powiadam, że działa. Wołowy penis zaś to wielka hopa, miało być
                        dla psa do żucia na tydzień a zjadł go w godzinę. Tylko się nabawiłam żenujących
                        doświadczeń w transporcie i smrodu w chacie.
                        Na marginesie.
                        Środa.
                        Deszcz.
                        Zimno.
                        Jutro znowu jakieś święto i jak się dziś nie zaopatrzysz to wbij zęby w wołowy
                        penis.
                        • jutka1 Re: Wtorek 21.05.08, 21:15
                          Oprocz jenczenia na watku narzekajacym nic nie mialam tutaj do dodania, ale
                          teraz mam w temacie jutrzejszego swieta. Wsio zakryto 'nazimu, a mnie to wisi,
                          gdyz: mam jajka sztuk 3 na jajecznice, ktorej nie trzeba gryzc, mam dwie cukinie
                          i ziemniaki i marchewke i pory i selera, i mozna zrobic zupe-krem, ktorej nie
                          trzeba gryzc, mam tabliczke ciemnej czekolady (70% cocoa), ktora moge po
                          kawaleczku ssac.
                          Zadnego wolowego mi nie bedzie trzeba, mam co jesc.
    • jutka1 Czwartek "swiateczny" 22.05.08, 15:06
      Czy jeszcze gdzies dzisiaj jest dzien wolny?
      W PL znow dlugi weekend, dzis sklepy zamkniete, na drogach mejhem, i tylko
      pozostaje cieszyc sie, ze nie musze sie ruszac z domu.
      Siedze pod pledem, zarz rozpale w kominku, bo zimno.
      Jem pasty i kremy (chodzi o konsystencje).
      Ale nie jest gorzej niz wczoraj, to juz plus.
      Tyle pierdul.
      • maria421 Re: Czwartek "swiateczny" 22.05.08, 15:46
        jutka1 napisała:

        > Czy jeszcze gdzies dzisiaj jest dzien wolny?

        Tak. W niektorych niemieckich Landach, jest wolny. W naszym rowniez.

        Ja jutro jade do Poznania, wracam w niedziele wieczorem.
        • lucja7 Re: Czwartek "swiateczny" 22.05.08, 16:40
          Ani nasz mollah ani rabin ani proboszcz nic nam tu o swiecie
          dzisiejszym nie powiedzieli. Wiec nie ma.
          A co wy swietujecie?
          • jutka1 Re: Czwartek "swiateczny" 22.05.08, 16:55
            W PL swietuja Boze Cialo, ale nie pytaj mnie co to jest, bo nie wiem ;-))))))))))
    • maria421 Gut feeling 22.05.08, 16:48
      czyli- jak nie wiecie czy cos jest dla Was dobre czy zle, to najlepiej
      posluchajcie tego co Wam brzuch mowi:-)
      Nie zawiedziecie sie.
Pełna wersja