iwannabesedated
23.05.08, 13:43
Wczoraj na płocie spostrzegłam czarno-szare nastroszone ptaszydło. Nie lubimy
ptaszydeł, szczególnie od odcinka Dr. House gdzie gołębie gówno wykończyło
policjanta. Więc postanowiliśmy przegonić ptaszydło, bo jeszcze nasra lub co
gorsza gniazdo zrobi i naznosi jajek.
Przeganiane ptaszydło nie chciało odlecieć a motywowane kijem tylko uczepiło
się krawędzi płotu łapinami, machało skrzydłami i darło się rozwartym szeroko
czerwonym po bokach dziobem. W końcu z płotu spadło i osiadło na gałęziach
wierzby poniżej.
Bo po prostu było to ptaszydło młode i latać nie umiało. Mnie, dupowatej
Stokrotce, od razu się zrobiło ptaszydła szkoda, chociaż nie lubię.
Zobrazowałam sobie, że pożerają je koty (tak przeżarte że nawet nie chcą jeść
wyłożonej im ryby) i w ogóle ginie marnie a mnie męczy wyrzute sumienie do
końca życia. Jednak przyzwałam się do porządku korzystając z opublikowanej na
wątku ulicznym mundrości foruma i wytłumaczyłam sobie że świat się kręcił
będzie bez mojego stokrotnego sterowania nim, że za młode ptaszydło są
odpowiedzialne stare ptaszydła, a nie ja, Stokrotka.
Po chwili wyjrzałam za okno i oto co zobaczyłam. Młode ptaszydło się jakoś
wtarabaniło spowrotem na płot a na gałęziach świerku siedziało ptaszydło stare
wrzaskiem i machaniem skrzydeł zagrzewając młode ptaszydło dodając mu odwagi,
a powyżej latało drugie ptaszydło i obserwowało wszystko pilnie. Młode
ptaszydło dreptało po płocie w sposób nieudaczny okropnie, pazurkami
wczepiając w wiklinę, rozwierało wielki dziób z czerwonym w środku i
wrzeszczało, machało skrzydłami. W pewnym momencie, wzięło się w sobie,
zaparło, rozkraczyło i... "poleci! zaraz poleci!" pomyślałam sobie, a ono ...
Dżyzdnęło strugą zielonego gówienka prosto na moją rabatkę! I dalej dreptać,
łapinami i skrzeczeć dziobem.
Nie widziałam w końcu momentu pierwszego lota tego nieudacznika, ale potem
widziałam już jak siedział na latarni obok.
A więc raz jeszcze świat nie rozpadł się z powodu mojej nie-interwencji,
wroniak nie został zjedzony przez koty tylko się nauczył latać, a ja się
mogłam zająć zrobieniem kolczyków z masy perłowej.