lucja7
26.05.08, 12:56
Byl tu watek o wyborach w Ameryce, ale ja nie o tym.
Ja o Clinton.
Czyli ilustracji braku dystansu do wlasnych akcji, niemozliwosc
ocenienia samej siebie, dzialaniu w stanie inercji, z rozpedu,
rozpaczliwego przyssania sie do tej jakze podniecajacej idei stania
sie prezydentowa.
Co jej pozostalo z jej powiedzmy "programu"?
Chyba juz tylko obrona bialej i oglupialej Ameryki przed obca
inwazja ;-))))
W koncu jest to mecz o kandydature na prezydenta duzego kraju. I
zaskakuje mnie ze na tym poziomie konkursu, polityk nie potrafi
powiedziec: starczy, zrobilam co moglam. Umiec wyjsc, wycofac sie,
jest rowniez jakas i wiedza i umiejetnoscia komunikacji
(przynajmniej). Po czyms takim ona moze byc juz tylko trupem, chce
tego? Pewno nie. Patetyczne to i smutne.
Tym bardziej ze Bill dalej sciska w kieszeniach bialometalowe
opakowania cygar lypiac oczyma na lewo i prawo.
Nie musze chyba mowic ze cala moja sympatia jest z Obama: i tlen i
mlodosc i usmiech i program i roznice i innosc i wszystko inne, bez
konca.