Jutka w Paryżu

08.06.08, 14:07
No więc chudy Pyton znalazł się z powrotem w Paryżu, a mnie w związku z tym
naszły reminiscencje. To jakby życie zatoczyło pełne koło, ale nie dokładnie.
De facto jesteśmy na kolejnym zakręcie spirali.
Pyton raportował mi z podróży, że znalazł się chwilowo w czyśćcu (czyli na
lotnisku w Monachium) gdzie mówiono do niego po niemiecku i we "francuskiej"
restauracji usiłowano uraczyć bełtem z wątrobianką zamiast bulionu z crepes.
Potem, ciągle chyba przebywał w czyśćcu, bo nie miał netu, opresjonowało Go
(Pytona) osiem piętnastowiecznych belek z sufitu, a za oknem hałasowała
paryska rue.
To wszystko miałam ja z kolei zaraportować forumowi, tak mnie bowiem
aczkolwiek upoważniono lecz gdyż ponieważ nie zdążyłam bo się chyba Pyton z
tego czyśćca już wydobył, podłączył i zassał życie Paryskie.
Tutaj na tym wątku można zamieszczać reminiscencje ze swoich własnych spiral,
wspomnienia okołopytonne, okołoforumne i w ogóle. Lecz bowiem ponieważ gdyż.
    • jutka1 Re: Jutka w Paryżu 08.06.08, 17:50
      Pyton sie wydobyl z jednego czyscca, ale znalazl sie w nastepnym.
      Otoz nie ma Goldenberga. :-(((

      Jest Pitchi Poi. W ramach lenistwa poszlam tam zamiast jechania
      metrem do Wietnamczyka. Przypadkiem dosiedli sie do mnie faceci, i
      okazalo sie, ze jeden to posel Knessetu urodzony w Lodzi. Wypilismy,
      poklocilismy sie politycznie, po czym po wymianie adresow maili etc.
      zostalam z wlascicielami, po czym i oni, i moj ulubiony kelner
      poszli won. Wlascicielce sprzedalam Hanne Krall, wlasciciel
      wspominal ZL ("mais quel con, vraiment"), no i wrocilam na stancje.

      Poczulam sie w domu. Zreszta napisalam Lucji w smsie. Kelner mnie
      powital: "Eeeee, no prosze, co tam w Polsce?" I okazalo sie, ze sie
      przyjazni z moim wczorajszym kolacyjnym kumplem, co to z nim wczoraj
      krzyczalam "mais tout le monde ce sont les PEDE merdiques!" (zart,
      zart.... ;-)))))))))

      Sluchajcie. Jestem w domu. U siebie. Jest mi bosko.
      I juz sie na mnie belki nie rzucaja (wczoraj widok 8 belek z 16
      wieku sprawial, ze chcialam wyskoczyc przez okno). :-)
      • sabba Re: Jutka w Paryżu 08.06.08, 19:29
        no to cyk za powrot do domu:) zaczelo sie swojsko:)
        • asia.sthm Re: Jutka w Paryżu 08.06.08, 20:36
          no to cyk! :)))
          spirala czy tralala , toz to zycie.
          Wszystkiego dobrego, Jutko.
          Niedoczytana jestem, wiem jeno, zes uporala sie spiewajaco ze
          wszystkimi upiedliwosciami przeprowadzki. No to pruj do przodu
          wlasnym, najwlasniejszym rytmem.
          • jutka1 Re: Jutka w Paryżu 08.06.08, 23:51
            Uporalam sie :-)))
            "Na stancji" przestaly mnie napadac wielowiekowe belki, teraz dzieki netowi gra
            radio FIP, jutro moze spotkam sie z jedna z moich ulubionych paryskich osob.
            Boskosc.
            :-))))))))))
    • jutka1 Re: Jutka w Paryżu 09.06.08, 00:06
      Sto-krocie Kochany. :-)
      Rozumiem, ze tutaj bede wpisywac tak zwane "-scencje"? Remini i inne?
      No to wpisuje:
      - Paryz nie jest taki sam, od kiedy nie ma Goldenberga. A nie ma go - mowila
      konkurencja - bo sfiksowal :-((( A poza tym podobno ichni (czyli juz teraz
      nasz?) sanepid dal jakies raporty odbite prasa, ze nie powinno sie bylo tam jesc...

      - Numero due: mialo byc mieszkanko wychodzace na podworko i spokojne?
      Jest stancja wychodzaca na ulice, falafel pod oknem sprzedawany 24h./24,
      wlasciciel profesor ekonomii, ktory sie mna dziwnie podniecil, ale na szczescie
      bez wzajemnosci ;-))))))

      - Po trzecie wreszcie, Niebiosa mnie maja w opiece i nie pozwalaja robic glupot.
      :-)))

      Tyle na dzis. Aha, a posel z Knessetu byl pieknym mezczyzna, ale cale szczescie,
      ze politycznie po innej stronie mojej bariery ;-D Klocilismy sie tak, ze caly
      plac huczal, a wlasciciel Pitchi Poi sie smial, az mu lzy ciekly. Hehehehehe.
      Jego zona mowila, ze dawno takiej dyskusji nie slyszala.... a mnie chyba za to
      do piekla posla. ;-))))))))))))
      • jutka1 Re: Aha... 09.06.08, 00:19
        ... a najlepszy numer to moj numer telefonu od FrancyTelecoma: na kontrakcie
        jest jeden, z paryskim poczatkiem, a naprawde jest KOMPLETNIE inny.
        FrancaTelecom gada, ze nie rozumie, dlaczego :-))))))))))))))
        Przyjaciolka mi podala moj numer telefonu, jak sie wyswietlil, ale Franca
        twierdzi, ze nie ma takiego numeru. Tyle, ze na nieistniejacy numer sie dzwoni,
        i sie odbiera, a ten z kontraktu ma babe, co mowi, ze nie ma takiego numeru
        :-))))))))))
        • chris-joe Re: Aha... 09.06.08, 00:30
          Moze ty, jutka, przez jakis warp w czasoprzestrzeni sie do tego Paryza
          wkrecilas, w jakims Paryzu paralelnym sie zadekowalas. Moze to w tym Monachium
          cos cie gdzies wessalo i przenicowalo wszystkie twoje (g)stringi? :))
          • jutka1 Re: Aha... 09.06.08, 00:44
            Przyjaciolka twierdzi, zem trafila na Madagaskar. Ale na Madagaskarze nie ma rue
            des Rosiers :-)))))))))))))))))
          • jutka1 Re: Aha... A na Madagaskarze... 09.06.08, 10:19
            ... swieci slonce i slychac klaksony i radio FIP.

            Niestety, katar sienny nie odpuszcza. :-(

            Ide na zakupy butowe i na obiad z Lulu.
            Jutro kolacja u jednej przyjaciolki, pojutrze z Malaria.
            Tydzien bedzie sie skladac z posilkow i zakupow. :-)))

            Wierzyc mi sie nie chce, ze to zrobilam. Ale numer.
            :-)))))))))))
            • iwannabesedated Re: Aha... A na Madagaskarze... 09.06.08, 17:15
              Pytun, przypominam że potrzebna Ci była mięszanina wiejsko/polsko/paryska. Skoro
              hobzdnęło Ci Goldenberga, to w zamian coś tam musiało dać, więc szerszelagrucha!
              Ja osobiście Tobie już kreuję bańki czasoprzestrzenne w których Ci planuję:
              Mańka, blacharza ekstraordiner przyjeżdżającego remontować Paryskie dachy.
              Znajomych z winnicą kupujących winnicę we Francji. Przy cichej brukowanej
              uliczce, w dziedzińcu ukryty dom rozłożysty z bujnym i dzikim ogrodem którego to
              sfiksowany właściciel chce go sprzedać tylko małej rudej babiespolski, pod
              warunkiem iż ona go pomaluje na żółto, oraz zachowa jego wsiowy styl i nie
              przerobi na kondominia dla japończyków. Cena jest mu obojętna, może Ci go oddać
              w zamian za jakiś obraz który Ty masz, i już Ci się opatrzył. Powiedzmy.
              To jest moja dla Ciebie mięszanina, ale najlepiej to Ty sama wiesz co byś
              kciała, więc dalej kcij bo inaczej mięszanina sama się zrobi jak popadnie czyli
              dostaniesz polski biurokratyczny bałagan oraz znikną ulubione miejsca i zostaną
              zastąpione jakimś ad hoc wyrwanym z kontekstu "ja pierdolę".
              Do roboty Pytone, mięszaj, bo wzbudzona energia, jak wisząca na ścianie
              strzelba, musi wypalić.
              • iwannabesedated Re: Aha... A na Madagaskarze... 09.06.08, 17:32
                Aha, i jeszcze wykreowałam dla Ciebie taką bańkę gdzie Twoja organizacja
                organizejszyn z przerażeniem zauważa iż nie posiada dla Ciebie stosownego
                ofisspejsu i z pokorą liżąc Twoje buty prosi abyś zgodziła się pracować z domu,
                za sowitą dopłatą do wynagrodzenia ofkos. Po czym kompletnie zapomina o Tobie,
                nie zapominając jednak co miesiąc wystosować do Ciebie odpowiednich świadczeń.
                Jak Ci się ta bańka podoba - to ją łap!
                • jutka1 Re: Aha... A na Madagaskarze... 10.06.08, 09:11
                  Piekne wizje, Sto-Krocie, piekne wizje. :-)))

                  Kij z Goldenbergiem. ;-) Szerszelagruszka i truwerlagruszka. :-D

                  Wszystko gra i buczy. Lekki kac po lunchu z Lulu, ktory przerodzil sie w
                  podwieczorek i kolacje, ale przetrwamy i damy rade. :-)

                  Za oknem slonce.
                  Psiapsiolka przelozyla dzisiejsza kolacje na kiedy indziej, bo wszedl w parade
                  nowy kochanek, niech im Niebiosa blogoslawia. :-)

                  Jak dopije druga kawe, to zdecyduje, co dalej. :-)
                • jutka1 Re: Aha... A na Madagaskarze... 10.06.08, 12:07
                  Donosze.

                  Chcialam sie moscic, ale sie nie udalo, bo zadzwonil kumpel, zeby zjesc lunch.
                  Pare razy sie u niego zatrzymywalam, w Villa QQCh ;-), i ma u mnie obiecany
                  lunch w zamian za swa dobroc wobec mej durnej osoby. A poniewaz facet zarabia na
                  gieldach z domowego komputra, wiec i czas sobie sam ustala. No to kij gruszce,
                  pojde.

                  Konstatuje jednak lekkie przeladowanie laczy. Duzo sie dzieje, w krotkim czasie,
                  i pytunowy mozg musi sie siakos wokol tego owinac. No to sie ide owijac. :-)))
              • jutka1 A na Madagaskarze... wykrakalas 100Krocie! 11.06.08, 08:27
                iwannabesedated napisała:

                > Do roboty Pytone, mięszaj, bo wzbudzona energia, jak wisząca na ścianie
                strzelba, musi wypalić.
                **********
                KraKraKra. Wykrakalas 100Krocie.
                Energia wypalila, bo sie juz od dawna zbierala. Pare lat tak czy siak.
                I wypalila slowem i uczynkiem.
                Wczoraj wypalila pierwsza od dawna napisana winietka.
                Przedwczoraj ogolnie energia wziela i pierdolua.
                Wniosek taki, ze jak sie ktos znajdzie gdzies, gdzie ma byc, to rozne rzeczy sie
                zaczynaja dziac, czy sie tego chce czy nie chce.
                Banki mi tworz, 100Krocie, wszystkie mi sie podobaja. A najbardziej ta o
                pracodawcy, co o mnie zapomina, ale sowicie oplaca. ;-)))
    • luiza-w-ogrodzie Re: Jutka w Paryżu 10.06.08, 11:07
      Jutka wrocila po swojej spirali do domu a ja siedze i glowie sie nad
      Stokrotkowym wstepem do tematu. Nie nachodza mnie zadne reminiscencje ani
      spirale, jedyna, jaka sobie moge przypomniec to ta zwiazana z porami roku w
      przyrodzie i ogrodzie, i tu znowu wlazlam w grzadki, tylko patrzec jak zaczne o
      komposcie, pozostawiam wiec Wam rozpatrywanie Waszych zyc pelnych wrazen i
      wylaczywszy mozg czolgam sie w kierunku kominka, shirazowi czesc i chwala.
      • jutka1 Re: Jutka w Paryżu 10.06.08, 11:43
        A propos wspomnien z pierwszej szfedkowej wizyty w Paryzu - Ty tez nie pilas
        shiraza dopoki sie nie poznalysmy w Sydney, hehehehehe ;-)))))
        • luiza-w-ogrodzie Re: Jutka w Paryżu 11.06.08, 03:00
          jutka1 napisała:

          > A propos wspomnien z pierwszej szfedkowej wizyty w Paryzu - Ty tez
          nie pilas shiraza dopoki sie nie poznalysmy w Sydney, hehehehehe ;-
          )))))

          Rozpilas nas i jeszcze sie tym chwalisz??? :o)

          Luiza-w-Ogrodzie
          .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
          Australia-uzyteczne linki
          • jutka1 Re: Jutka w Paryżu 11.06.08, 07:13
            Konstatuje jeno. ;-p
    • jutka1 Re: Jutka w Paryżu 11.06.08, 07:21
      Dzien wczorajszy uplynal na leczeniu kaca, odsypianiu i gadaniu przez telefon. I
      jedzeniu, gadaniu, i chodzeniu po dzielnicy, i mysleniu, i pisaniu.
      Znow zaczelam pisac. Samo przylazlo. Jestem zdziwiona, zadziwiona, ciesze sie. :-)

      Plany na dzis: dotarcie wreszcie do mojego banku i odebranie karty+czekow;
      spotkanie z wlascicielka mieszkania docelowego oraz odwiedzenie owego, i kolacja
      z Malaria.

      Poza tym mam katar.

      Nic wiecej nie mam do zaraportowania :-)))
      • jutka1 Re: Jutka w Paryżu 11.06.08, 08:12
        jutka1 napisała:

        > Nic wiecej nie mam do zaraportowania :-)))
        **********
        A nie, bardzo przepraszam, mala poprawka.
        Ciagle jest mi dobrze.
        :-)))
    • jutka1 Ja pier.................. 11.06.08, 10:54
      A propos banki 100Krociowej o pracodawcy, ktory o mnie zapomnial ale placil.
      Dostalam wlasnie maila od kadrowej, w ktorym mi pisze:
      - ze moich kilkanascie kartonow z zoltego domu wlasnie zostalo dostarczone;
      - jaki mam numer biura;
      - jaki mam numer telefonu w pracy;
      - ze mi zamowili blackberry i jaki ma numer (po cholere przedwczoraj kupilam
      francuski numer komorki?) - spamietaj czleku te wszystkie numery... A blackberry
      to po to, zeby maile odbierac o kazdej porze dnia i nocy, wiec 100Krociowa banka
      poszla sie pasc...
      - jaka maja mi zrobic wizytowke i czy jest OK;
      - i ze w przyszlym tygodniu jest koktajl.

      To chyba naprawde wrocilam...

      A suivre...
      • jutka1 Re: Ja pier.................. Pi Es (swinskie) 11.06.08, 11:04
        A przyjaciel mi napisal: "przepiekna i kuszaca Pomono, [kim jest Pomona????]
        Dopiero teraz moge Ci podeslac numer XY (...)
        Buzi
        JuZ sie moge doczekac malego z Toba spaceru: z petit calva w Deux Magots.
        PS. Polknalem nowa ksiazke Wilsteina. Do dupy. Zapamietalem tylko, ze Michnik
        zasnal (bo byl tak pijany) mimo, ze jedna Pani w Ustroniu( ?!) "trzymala mu
        kutasa w ustach" (op.cit.)"

        Nie dosc, ze spadlam z krzesla, to jeszcze na ten sam lokiec, na ktory spadlam w
        nocy ze zbyt waskiego lozka, i zas sie poobijalam. Nie mam pojecia, kim jest
        Pomona, wiem na pewno, ze przyjaciel robi sobie ze mnie jaja, bo juz dawno
        zgodzilismy sie, ze nie jestem w jego typie, nie mialam pojecia, ze Wildstein
        popelnil ksiazke i w zyciu bym jej nie przeczytala, bo autora nie znosze, ale PS
        przyjaciela to dla mnie bomba.
        Moje PS: pozwolil mi zamiescic cycat, bez nazwiska. :-))))))))
        • iwannabesedated Re: Ja pier.................. Pi Es (swinskie) 11.06.08, 13:01
          Jeśli mu (Michniku) trzymała w ustach kutasa, to znaczy że to nie była Pani
          tylko Pan.
          Apropos bańki. Ja nie powiedziałam, że to teraz będzie - teraz to bajmi Pajton
          jest łasy na te blackberry, cocktaile, biuro, wizytówki eksetera. A bańka
          przyjdzie wtedy, kiedy już te szykany Pytonowi zaczną wychodzić wychodzić nosem
          - jak przy ostatnim obrocie na spirali. No więc jak zaczną wychodzić nosem to
          wtedy ściągać do siebie tę bańkę która wcale nie poszła się jebać, bo bańki się
          nie jebają tylko się łączą ku większej chwale wszystkiego atlardż.
          • jutka1 Re: Ja pier.................. Pi Es (swinskie) 12.06.08, 00:49
            Kij w ucho komunie.
            Wniosek moj i Malarii.
            Reszta jutro.
            A chlopy to...
            :-((((((((((((((((((((((
          • jutka1 Masz racje, 100... 12.06.08, 08:45
            ...Krocie.

            A ja donosze uprzejmie, ze wczorajsza babska dyskusja z Malaria wprawila mnie w
            nastroj widoczny nawet golym okiem na najjebliwszym forumie. Ja wiedzialam, ze
            malaryjny byly maz to kawal cha, ale ze az tak? I wiedzialam, ze ten, ow i
            jeszcze jeden to nie sa dzentelmeni, ale ze az tak?

            Jedynym dzentelmenem okazal sie kelner znany mi od 1995 roku, ktory z poczucia
            winy, ze mnie nie poznal postawil nam flaszke wina.

            Nastroj minal.
            Siniak od spadniecia z lozka objawil sie o dziwo nie na lokciu, ale na nodze.
            Zbliza sie D-Day czyli poniedzialek.
            Trza sie wziac i zmobilizowac.

            Plany na dzis: lunch z przyjaciolka, a potem lazenie po miescie.

            Koniec raportu, c.d.n.
        • luiza-w-ogrodzie Pomona to bogini ogrodow, sadow i drzew owocowych 12.06.08, 03:54
          Jutyldo, przyznaj sie, jablkiem go kusilas czy cus? Chlopak wyraznie
          chcialby cos pouprawiac. Jesli nie masz pomyslu jak go wykorzystac,
          przyslij go tutaj, niech poprzerzuca kompost :o)

          Luiza-w-Ogrodzie
          .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
          Australia-uzyteczne linki
          • jutka1 Re: Pomona to bogini ogrodow, sadow i drzew owoco 12.06.08, 08:49
            W zyciu ani w rzyci nic mu nie robilam ani zamiaru nawet nie mialam, Luizo. :-)))
            Uklad mamy prosty i nieskomplikowany: on lubi duze blondynki a la Walkiria, ja
            nie lubie jego typu, spotykamy sie umyslami, lubimy hedonistyczne przyjemnosci
            typu dobre zarcie i picie, i oboje uwielbiamy jego zone. :-))))))))))))
            • luiza-w-ogrodzie Re: Pomona to bogini ogrodow, sadow i drzew owoco 12.06.08, 09:04
              jutka1 napisała:

              > W zyciu ani w rzyci nic mu nie robilam ani zamiaru nawet nie
              mialam, Luizo. :-)

              Jak moglas mu cos robic w rzyci???

              > Uklad mamy prosty i nieskomplikowany: on lubi duze blondynki a la
              Walkiria, ja nie lubie jego typu, spotykamy sie umyslami, lubimy
              hedonistyczne przyjemnosci typu dobre zarcie i picie, i oboje
              uwielbiamy jego zone. :-))))))))))))

              Aaa, to wszystko wyjasnia - Pomona to duza blondynka z obfitym lonem
              i nareczem obfitego owocowego zarla.

              Luiza-w-Ogrodzie
              .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
              Australia-uzyteczne linki
              • jutka1 Re: Pomona to bogini ogrodow, sadow i drzew owoco 12.06.08, 09:10
                Oj, Luizo. Przeciez nie bede takich rzeczy publicznie na najjebliwszym forumie
                wyjasniac? ;-))))))))))

                Ki-fiute z Pomonom, nie wiem, czemu ja to Pomona, ale jak jestem Pytonem, to
                moze Pomona tez moge byc. :-))))
                • maria421 Re: Pomona to bogini ogrodow, sadow i drzew owoco 12.06.08, 09:21
                  Mnie sie imie Pomona dla Jutki nie podoba. Kojarzy mi sie z jablkiem , z czyms
                  okraglym, czyms co sie toczy. Koncowka "ona" rymuje sie z "matrona". Czyli
                  Pomona to wielka gruba matrona. To nie Jutka.
                  • jutka1 Re: Pomona to bogini ogrodow, sadow i drzew owoco 12.06.08, 09:26
                    Gdybym byla wielka gruba matrona, to bym byla w typie przyjaciela, a poniewaz w
                    jego typie nie jestem, to rzeczywiscie Pomona byc nie moge.
                    C.n.d.
                    :-)
    • jutka1 Ulica 12.06.08, 11:37
      Jakakolwiek ulica ma swoje zycie, swoje swiatlo, swoich ludzi.
      Od kilku dni i przez nastepne 3 tygodnie jestem czescia tej tutaj ponizej ulicy.
      Obserwuje ja ciagle jak zwierze, ktore trzeba oswoic.
      Ulica ma swoje dzwieki: smieci zabieraja o pewnej godzinie, dostawy do knajp sa
      o pewnej godzinie.
      Panowie z knajpy naprzeciw maja swoj czas (teraz m.w.), kiedy jeszcze nie ma
      klientow, a oni moga pogadac.
      Ulica inaczej pachnie rano, a inaczej wieczorem.
      Rano pachnie wspomnieniami nocy: niezabranymi jeszcze smieciami, ludzmi ktorzy
      juz gdzie indziej odsypiaja ekscesy, moze nawet w innym juz miescie, rzeskim
      jeszcze powietrzem.
      Wieczorem pachnie jedzeniem z knajp, perfumami i dymem papierosowym.
      Z okna widac, jak zmienia sie swiatlo: czasem budynek naprzeciw jest zloty,
      czasem szary, a wieczorami bywa niebieski od chabru nieba.
      Po kilku dniach juz wiem, ze tamten facet pracuje w sklepiku dwa domy obok, a ta
      pani w dziwnych ubraniach tu mieszka chyba od dawna, bo ze wszystkimi jest na "ty".

      Oswajam te ulice niechetnie, w koncu jestem tu przelotem. Nie lubie sie
      przyzwyczajac na darmo. A szkoda, bo ta tutaj ulica jest bardziej interesujaca
      od przyszlej ulicy. Chociaz kto wie, moze ta przyszla odkryje swoje wlasne
      niespodziewanosci?

      Tak czy siak, te kilkaset metrow kwadratowych kocich lbow juz mnie zaczelo
      adoptowac w ten sam sposob, w jaki ja je oswajam: z wahaniem, z pewna niechecia
      bo po kij i fiute jesli niedlugo juz mnie tu nie bedzie.
      Ale moze to tak wlasnie dziala. Bezwiednie, bezwolnie gdzies wrastamy, w cos
      wchodzimy, i jesli tylko nie jest to jednokrotne wejscie i wyjscie stajemy sie
      jego czescia. Zostawiamy po sobie energie i slady, i jak w matriksie to miejsce
      nigdy juz nie bedzie tym samym, co wczesniej, tak jak i my juz nigdy nie
      bedziemy tacy sami.

      Tyle pierdziulenia na dzis.
      Szlaban.
      :-)))
      • iwannabesedated Re: Ulica 12.06.08, 12:20
        Zrób zdjęcia jakieś Pytonie. Pamiętasz w filmie Dym facet fotografował latami to
        samo skrzyżowanie - codziennie o tej samej porze?
        • jutka1 Re: Ulica 12.06.08, 12:25
          Pamietam. To w Dymie czy w Brooklyn Boogie bylo, bo mi sie one w jedno zlewaja?

          Zanim bede w stanie, pardon, zrobic tu zdjecia, to musze jeszcze kilka dni, 1-2,
          powrastac. Bo inaczej nie widze, parafraza z cytatem.
          :-)
          • jutka1 Re: Ulica 12.06.08, 22:49
            Otworzylam na osciez okna, zeby przed snem wywietrzyc.
            Bezwiednie podsluchuje rozmowy w knajpie na dole.
            Rozpoznaje juz glosy kelnerow.
            Czyli chyba juz oswoilam ulice, a ona mnie.

            Pamietam, jak w 1995 r. przyjechalam tutaj. Pamietam, jaka bylam kompletnie
            zagubiona. I pamietam, ze wtedy ta tutaj okolica byla jedynym w Paryzu miejscem,
            gdzie czulam sie dobrze.
            Bbbbbb ciekawe.
            • jutka1 Re: Ulica 13.06.08, 23:37
              Ulica dzis glosniejsza, bo mecze jakowes dzis, brrr.

              Spedzilam wlasnie 9 godzin z Lulu, gadajac o Paryzu, o zyciu, o ksiazkach i
              filmach, i o wielu innych rzeczach. Zaliczylysmy 4 dzielnice. :-)

              Lulu nakazala mi opowiedzenie niniejszej historii:
              Otoz drugiego dnia pobytu lunchowalam z kumplem, tu za rogiem. Odeslalam i
              przystawke, i danie glowne, a kumpel danie glowne, w ktorym byl kawal plastiku.
              Ale kelnerka mila, nie robilismy wiekszych problemow.
              Nastepnego dnia w poludnie ide obok tej knajpy, ubrana tak sie sklada w to samo,
              bo nie mialam sily naprawiac zelazka, stoi owa kelnerka i mowi: "Dzien dobry!
              Co? Ubrana w to samo? Czyli co? Nie spala u siebie?" (po francusku to brzmi
              smieszniej). :-))))))))))

              I wlasnie wtedy pomyslalam: "Aha, moja ulica". :-))))))))))
              • chris-joe Re: Ulica 14.06.08, 00:10
                Ladne :)
              • maria421 Re: Ulica 14.06.08, 08:59
                jutka1 napisała:

                > Nastepnego dnia w poludnie ide obok tej knajpy, ubrana tak sie sklada w to samo
                > ,
                > bo nie mialam sily naprawiac zelazka, stoi owa kelnerka i mowi: "Dzien dobry!
                > Co? Ubrana w to samo? Czyli co? Nie spala u siebie?" (po francusku to brzmi
                > smieszniej). :-))))))))))
                >
                I jak zareagowalas?
                Ja osobiscie takich bezposrednosci nie lubie.
                • jutka1 Re: Ulica 14.06.08, 09:08
                  Rozesmialam sie. :-)))
                  Ten rodzaj bezposredniosci mi nie przeszkadza. Przeszkadzaloby mi, gdyby cos
                  takiego ktos do mnie powiedzial w pracy - na ulicy, tutaj, jest to po prostu
                  czesc krajobrazu, jesli "przynalezysz". Tak samo, jak zwracanie sie do
                  siedemdziesieciolatki per "Mademoiselle". :-)
                  Zapewne tez dodatkowym smaczkiem jest to, ze jestem w dzielnicy gejowskiej, wiec
                  moze kelnerka mnie troszke rwala, kto wie. :-)

                  Tak to odebralam, jako cos zabawnego. Zreszta Lulu tez to bardzo rozbawilo,
                  dlatego kazala mi o tym napisac. :-)
                  • lucja7 Re: Ulica 14.06.08, 11:31
                    Kazala, nie kazala.
                    Mnie sie to bardzo podobalo, poniewaz doskonale ilustruje relacje
                    miedzy ludzmi, te powierzchowne, szybkie, ale jednak pokazujace ze
                    cie widza, ze na ciebie patrza, ze jestes. Jest to i zart, ale
                    rowniez dyskretne zaproszenie....To jest rowniez to cos, co nie
                    pozwala ci czolgac sie w butach z uszami.
                    Widzenie drugiego, dostrzeganie go, wazne w koncu w zyciu nespa?

                    :-)))))))
                    • jutka1 Re: Ulica 14.06.08, 12:26
                      Nie czepiac sie slowek. ;-p

                      Dobrze to ujelas.

                      PS. Jesli zgubilas telefon komorkowy, na ktorym masz smsa, ze masz maila, to
                      sprawdz te swoja cholerna skrzynke gazetowa. :-D
                      Gapo. :-)

                      PPS. Ide na obiad. Jeszcze nie wiem, dokad. Biore Biegunow pod pache i bede sie
                      kulinarnie moscic nad slowami, ktore mi trafiaja do duszy. Wprost. :-)
                      • lucja7 Re: Ulica 14.06.08, 14:38
                        Wszystko przeczytalam. I tu i tam i w telefonie.
                        Licze ruble i patrze na pogode w Moskwie gdzie wyjezdzam pod koniec
                        tygodnia. Okazuje sie ze nie bedziemy mieszkac w budynkach
                        uniwersytetu, lecz rosyjskiej akademii nauk, gdzies zupelnie
                        indziej. Do wczoraj byl uniwersytet. Mnie wszystko jedno byleby
                        materac byl dobry.
                        • jutka1 Re: Ulica 14.06.08, 15:34
                          Byle pluskiew nie bylo.
      • jutka1 Re: Ulica -- winietka sobotnia i refleksje takoz 14.06.08, 16:16
        Poszlam znow do TresOr, zeby dac im jeszcze jedna szanse po tym fiasku rybnym.
        Zamowilam cocquilles St. Jacques, po polsku przegrzebki, zjadlam ze smakiem,
        popilam chardonnay, poszlam na zakupy, wrocilam.

        Przy lunchu czytalam (nizej), myslalam (nizej), i obserwowalam ludzi i sytuacje.
        Dwojka Kanadyjczykow mowiacych tym okropnym jak-kreda-po-tablicy akcentem,
        brrrrr, zamowila cheesburgery z frytkami. W karcie te frytki sie teraz nazywaja
        "frites US" (w US kiedys French fries, potem w histerii talibskiej liberty
        fries, teraz chyba wrocili do FF). Do tego Heinekena. Ughh.
        Zakonnica z jakiegos blekitnego zakonu, grubo po siedemdziesiatce, wylewnie
        przywitala sie z gejem-wlascicielem, i spedzila z pol godziny na rozmowie o tych
        i owych, i tym i owym.
        Byla piekna.
        Ta rozmowa byla piekna.

        Hostessa wpuszczajaca do knajpy miala kawalki metalu w nosie i w policzkach. W
        wargach chyba tez. Sorry, ale nie. Brr.
        Kelnerka, przemila, przesliczna, poradzila, zebym nie zamawiala tiramisu, bo z
        wczoraj. Zamowilam wiec truskawki i maliny, podane ze smietana (osobno) i cukrem
        (osobno), ale jadlam bez niczego. Swiezy, chlodny smak slodkosci, w jednych
        bardziej aksamitny, w drugich chropowaty, melange yin i yang. Jeden z bardziej
        zmyslowych deserow, jaki pamietam.

        Poza podsluchiwaniem, podgladaniem i jedzeniem, czytalam. Smakowalam slowa
        powoli, zeby niczego nie uronic. Wracalam. Myslalam. Znow czytalam. Momentami
        dobor slow czy metafor jebudal mna, pardon, jak piorun w rabarbar. Wiem, ze 100K
        czytala to tez niedawno, i tez zrobilo na niej wrazenie. Zastanawiam sie, czy
        fakt przyjaznienia sie z autorem ma jakies znaczenie, czy inaczej to wszystko
        przez to czytam? Czy autora mozna i czy nalezy oddzielic od jego slow?
        (odwieczna debata, wiem) Czy jesli sie kogos bardzo lubi lub kocha, to te same
        slowa czyta sie inaczej? Czy uwazam, ze ZL jest swietnym pisarzem, bo go kiedys
        kochalam? Ki-fiute, nie mam pojecia. Tak tylko sama siebie w myslach nagabylalam
        i mietolilam.

        Myslalam tez dzis miedzy innymi o poezji. Dzien literacki mnie dopadl, psiakrew.
        I doszlam do wniosku, ze nie lubie:
        - dlugich wierszy. Bla bla bla nie lubie. Najwiecej tyle linii, ile mi sie
        miesci w polu widzenia - to lubie. Poza tym wiadomo, zem wielka milosniczka
        haiku, i bajmi i formi jest to idealna forma poetycka. Krotko, wezlowato, i
        jakaz dyscyplina i masteria, zeby w tych 3 linijkach zawrzec wszystko, co sie chce.
        - wierszy dedykowanych innym poetom i wierszy z mottami z innych poetow.
        Kazirodztwo i pod sciane.
        - wierszy z odnosnikami do antyku, historii, qva patriotyzmow czy innych spraw
        politycznych. Won. No, chyba ze to Swietlicki przesmiewca, wtedy werymacz.
        :-)))))))))))

        Teraz czekam na sygnal od kumpla, czy spotykamy sie dzisiaj, czy jutro. Mysle,
        ze jednak jutro. Poprosze go, zeby wybral knajpe w mojej okolicy, ale na boku,
        bez turystycznych hamburgerow, i powalajaca na kolana.

        I tyle. Kilka wiecej grzechow pamietam, ale kij im w oko.
        :-)))
        • maria421 Przegrzebki? 14.06.08, 17:07
          W zyciu bym nie pomyslala ze muszle sw. Jakuba tak brzydko po polsku nazywac sie
          moga. Przeciez od samego slowa "przegrzebek" (czy "przegrzebka"?) apetyt
          przechodzi :(


          • jutka1 Re: Przegrzebki? 14.06.08, 17:16
            One, przegrzebki. Ono, przegrzebek. Chyba.

            A mnie jakos ta nazwa nie rusza.
            Ciekawe, jakie mamy reakcje na slowa, nespa? :-)
            • maria421 Re: Przegrzebki? 14.06.08, 17:26
              jutka1 napisała:

              > A mnie jakos ta nazwa nie rusza.

              W Polsce chyba nigdy przegrzebkow (przegrzebek?) nie zamawialas? :-)

              > Ciekawe, jakie mamy reakcje na slowa, nespa? :-)

              Jest pare slow na ktore reaguje gesia skorka. Np. "dealer" w odniesieniu do
              sprzedawcy samochodow, albo "lampka wina" , "galka lodow", czy tez "lufcik". I
              jeszcze pare innych.
              • jutka1 Re: Przegrzebki? 14.06.08, 17:35
                A owszem, zamawialam. :-)
                Bardzo modne sa w knajpach w PL.
                I na wszelkich kuchnia TV. :-)

                To byla po prostu uwaga jezykowa: np. mnie smieszy slowo "couvercle", a Ciebie
                drazni "przegrzebki". I tyle :-)))))))
                • iwannabesedated Re: Przegrzebki? 14.06.08, 18:39
                  Do nerwowego chichotu doprowadza mnie słowo "cucumbers".
                  A co powiecie na słowo "shrimps" z twardym nowojorskim akcentem? Ohyda...
                  Przegrzebek to powinna się kura nazywać.
                  Dzisiaj dostałam w prezencie torebkę zebranych własnoręcznie poziomek. Pachnie w
                  całym domu. Zatęskniłam ostatnio za wsią i wsieś się ujawnia tu i tam w samym
                  środku miasta stołecznego.
                  • maria421 Re: Przegrzebki? 14.06.08, 18:58
                    "Cucumber" tez uwazam za smieszne, ale rekord bije wloskie slowo "attaccapanni"
                    ( co sie slyszy jak "a taka pani"), i co znaczy wieszak na ubrania.
                    • iwannabesedated Re: Przegrzebki? 14.06.08, 19:29
                      Jak byłam w Grecji to mnie łechtało słowo "parakalo" do którego ciągle mi się
                      chciało dodać "-szy". Parakalo-szy tu i parakalo-szy tam i ja noszę kalosze i
                      ty nosisz kalosisz i takie tam inne bzdury.
                      A mój przyjaciel niedamsko/męski lecz mimo to były, nucił chętnie podczas
                      spacerów leśnych jesienną porą:
                      "...dolatują z góry
                      jakieś straszne bzdury
                      w ten jesienny czas
                      las ogłupia nas..."
                      • maria421 Re: Przegrzebki? 14.06.08, 19:38
                        Parakalo faktycznie az sie prosi o dodanie "szy":-)

                        W niemieckim smieszylo mnie kiedys slowo "Kunde" -klient.
                        Czy od tego pochodzi kundel?
      • jutka1 Re: Ulica i pozegnanie z ulica... chyba... 14.06.08, 22:23
        Na wiesc o moich klopotach z oddychaniem tutaj, psiapsiolka powiedziala, ze
        zostawi mi klucze od swojego mieszkania na Montparnasse, bo w poniedzialek na
        miesiac wyjezdza. Nawet nie wiedzialam.
        Sprobuje odzyskac czesc pieniedzy, ale nawet jesli sie nie uda, to pieprze to -
        wole za te cene byc gdzies, gdzie sie nie dusze, do jasnej cholery.

        A z kumplem nie wychodze, mam goraczke.
        • jutka1 PS... Wyczerpala mi sie karta komorkowa... 14.06.08, 22:38
          ... wiec przeszlam na polska. :-)
        • jutka1 Mysli poznonocne 15.06.08, 00:15
          Na dole w knajpie teutonscy turysci opowiadaja jakies dowcipy i glosno sie smieja.
          Nie wiedzec czemu mysle o moim Ojcu. O jego talencie gawedziarza, o poczuciu
          humoru, o cieple, o - niedocenionej wtedy, kiedy zyl, przeze mnie - wrazliwosci
          i "miekkosci" w pozytywnym sensie.
          Z roznych powodow, rowniez z powodu permanentnej rebelii cale zycie, moj
          stosunek do taty byl nie tyle negatywny, co taki-machnac-reka-nie
          -zawracaj-mi-glowy. A to byl qrva geniusz. Geniusz inzynierii z patentami
          swiatowymi, geniusz lingwistyczny, geniusz stosunkow miedzyludzkich. Nie
          docenialam niczego za jego zycia. A teraz ilekroc jade na cmentarz, zawsze pali
          sie tam co najmniej jedna swieczka. Jest kobieta, ktora tam jest raz-dwa razy w
          tygodniu. Wiem, jak sie nazywa, nie jestem pewna, jaka z ojcem miala relacje ---
          czasem mam ochote podejsc i powiedziec: jest OK, widze ze pani go tez kochala,
          jest OK.

          Niedawno tu pisalam, juz nie pamietam, na ktorym watku, o historii z Okecia w
          dzien smierci ojca. O pierscionku. To chyba bylo na watku 100K o bankach?
          No to powiem, ze dzisiaj mysli o tacie sa tak silne, ze czuje sie jakbym w
          momencie, kiedy potrzebuje wsparcia - to wsparcie od niego dostala.
          I tyle.
          • xurek Re: Mysli poznonocne 15.06.08, 04:32
            moze w ogole z ta kobieta o tacie porozmawiaj? Moze to jej i Tobie
            cos da?

            Mnie brakuje mojego taty, chociaz minely juz prawie dwa lata od jego
            smierci. Wicaz od nowa zadziwia mnie to, jak ogromna dziure
            pozostawil w zyciu calej naszej pozostalej trojki i jak bardzo jego
            brak zachwial i poprzesuwal stosunki miedzy nami. Byl przeciez tak
            malomownym i jak wtedy mi sie zdawalo "stojacym na uboczu rodzinnych
            zdarzen" czlowiekiem...
            • blues28 Re: Mysli poznonocne 15.06.08, 09:24
              Jutka, jak Xurek mysle, ze powinnas porozmawiac z ta kobieta.
              Mnie bardzo wiele daly rozmowy z przyjaciólmi, znajomymi moich
              rodziców. Zwlaszcza mojej mamy. Pozwolilo mi to zobaczyc moich
              rodziców w swietle nie rodzicielskim, w takim wymiarze "ludzkim",
              poza tym poznalam aspekty o których nawet nie wiedzialam. Te
              rozmowy, wspomnienia sa dla mnie bezcenne.
              • jutka1 Re: Mysli poznonocne 15.06.08, 09:52
                Podejscie ot-tak do tej Pani oznaczaloby - dla mnie - pogwalcenie jej
                przestrzeni emocjonalnej. Moze sie kiedys do niej usmiechne, i jesli zobacze
                sygnal, gest, cos, to _moze_ sie odwaze powiedziec dzien dobry.
                • maria421 Re: Mysli poznonocne 15.06.08, 11:07
                  Mysli poznonocne sa najczarniejszej barwy, na szczescie paranek je rozjasnia.
                  Dobrze ze postow Jutki i Xurka nie przeczytalam pozna noca....
                  Za dwa tygodnie druga rocznica smierci mojego Meza. Bylismy jak dwie polowki
                  ktore sie znalazly i zrosly razem. Teraz zyje tak, jak ktos komu amputowano reke
                  czy noge. Bez reki i bez nogi mozna zyc, ale ciagle, wszedzie, w kazdym momencie
                  odczuwa sie jej brak, jest sie kaleka.
                  • jutka1 Re: Mysli poznonocne 15.06.08, 23:19
                    Mario. przepraszam tak samo jak bym przepraszala kogos, kogo -o kim Go kochajac
                    - bym bezwiednie namolniokowala np. wpisami o mielosci.
                    Moj Ojciec mnie wczoraj po prostu nawiedzil.
                    I obiecal ze bedzie dobrze.

                    A poniewaz od dlugiego czasu sie nie pojawial wiec o tym napisalam.

                    Zostawmy wiec ten temat.
                    • maria421 Re: Mysli poznonocne 16.06.08, 09:54
                      Jutka, nie przepraszaj. Moj nastroj naprawde nie zalezy od tego, czy Ty
                      napiszesz o Twoim ojcu, czy nie. A pisac o nim masz prawo i bardzo mi sie
                      podobalo to jak o nim napisalas.
                      Wydaje mi sie, ze gdybym byla ta nieznajoma pania stawiajaca znicze na grobie
                      Twego ojca, ucieszylabym sie gdybys do mnie podeszla. Mysle, ze mozesz smialo to
                      zrobic.
                      • jutka1 Re: Mysli poznonocne 16.06.08, 22:42
                        OK, Mario.

                        W ostatnim temacie: wbrew pozorom jestem troche niesmiala, a juz na punkcie
                        naruszania czyjegos "espace" mam fiola. Naruszam, potem sie polewam domestosem i
                        drecze sie, ze naruszyla.
                        Zostawie te Pania w spokoju. Moze kiedys sie do niej usmiechne. Jesli da mi
                        sygnal, ze to ok, to sie uklonie. A potem zobaczymy.
    • jutka1 Niedziela 15.06.08, 10:32
      Trudno powiedziec, jaka bedzie pogoda. Jest troche slonca, potem go nie ma,
      potem wraca. Jak to tutaj: zmiennie.

      Poranek mialam bezet. :-(
      We wtorek chyba sie stad wyniose.

      Plany na niedziele: obiad z kumplem powrotnym z Turcji, chyba gdzies na rue
      Montorgeuil; po poludniu, z innym kumplem - wystawa Valentino w Arts Deco w
      Luwrze. Potem powrot tutaj, selekcja rzeczy do wziecia na Montparnasse w
      pierwszym rzucie, przygotowywanie sie do pracy (musze dwie rzeczy przeczytac i
      pomyslec). Dzien wypelniony. :-)

      No i musze doladowac francuska komorke gdzies, w jakims tabacu czycus.

      Milej niedzieli zycze. :-)
    • jutka1 Ulica c.d. i nie tylko 16.06.08, 07:46
      Wlasnie ja myja. Okno otwarte na osciez, mimo chlodu, z wiadomych powodow.
      Tak wlasciwie to juz mnie tu nie ma. W tej bance, jak mowi 100Kroc, bede tylko
      do jutra. Od jutra zaczna sie 3 tygodnie w przytulnym, slonecznikowym mieszkaniu
      przyjaciolki.
      Gdzie jest normalna ciepla woda a nie letnia ciurkciurk.
      I normalna kuchnia.
      I normalna sypilania, i salon, i normalne wszystko.

      Powrot do normalnosci.
      Albo po prostu do innej banki. :-)

      Bajfornau. :-)
      • jutka1 Re: Ulica c.d. i nie tylko 16.06.08, 22:39
        Ulica jeszcze do srody ze mna pozostaje.
        Albo ja z nia.
        Jutro tylko spedze z nia caly wieczor, wroce z pracy i bede pakowac walizke nr 1
        na przenosiny na Montparnasse. Reszte przewioze w weekend.
        Na dole niestety pelno kibicow, w tym polskich. Nawet nie wiem, jaki wynik i mam
        w tentegesie, frąszmą.

        "Frąszmą!" niniejszym oglaszam za moje, i jeden z ulubionych przesmiesznych
        narowow Francuzow. Obok "befff" i wydetych warg z bezglosnym czyms. :-)))

        Aha, siniak na nodze od upadku z lozka ma kolor ciemno-no co!-siny, choc juz
        zaczyna troche zieleniec. Chyba sie odwaze i jutro wloze spodnice. :-D
        • jutka1 "Kjap" 16.06.08, 23:43
          "Kjap" tez nieniejszym oglaszam za moje.
          :-)

          Dobranoc. :-)
    • jutka1 bylam namolniakowana przez Szatana 17.06.08, 23:08
      ale sie nie dlalam....

      szatan mial postac przystojnego 50+, najpierw siedzial 5 stolikow ode mnie i
      przyjaciolki (jestem podgladacz swiata, wiec widzialam), potem sie przesiadl
      blizej, potem poszedl i mijajac nas puscil oko, po pol godzinie objawil sie i
      sie usilowal przysiasc. Pinda psiapsiolka wziela i poszla, zostawiajac mnie
      sama. Po czym po spedzeniu 30 minut i wysluchaniu o byciu kobieta zycia udalo mi
      sie uciec do metra. Mattko. Balam sie.

      No nic, ucieklam, przede mna ostatnia noc tutaj, zastanawiam sie: soac w wannie?
      Na podlodze? Cus?

      Ech.
      Niech mi PLIZ Niebiosa dadza, ze to jest ostatnia noc, i ze bol uszu to nie
      zatrucie roztoczami. Ejemnt.
      • jutka1 sPac mialo byc ntxt 17.06.08, 23:09

      • jutka1 Re: bylam namolniakowana przez Szatana 17.06.08, 23:22
        Dodam tylko na koniec, ze Szatan mnie ciagnal fizycznie na gore do siebie,
        kelner inerweniowal (za co ma u mnie do konca zycis napiwki), po czym ucieklam
        biegiem.
        Nie skrecilam nogi, nic mi nie jest.
        Kjap, swiat jest pelen wariatow.
        Dobrze, ze mam piesci i resztke miesni.

        PS. Spytalam dzis szefa, ile podrozy dla mnie planuje.
        10/rok+niektore trwajace 10 dni.
        Kjp.
        :-(
        • jutka1 Tym bardziej 17.06.08, 23:25
          chce powiedziec, ze Szatan byl wariatem, ze jestem pania w srednim wieku!!!!!!!
          QRV!!!!!!!!!!!!!!!
          • luiza-w-ogrodzie Re: Tym bardziej 18.06.08, 02:06
            jutka1 napisała:

            > chce powiedziec, ze Szatan byl wariatem, ze jestem pania w srednim
            wieku!!!!!!!

            Ha ha ha, dowcip tygodnia. Ty nigdy nie bedziesz pania w srednim
            wieku - Szatan doskonale o tym wie.
            • jutka1 Re: Tym bardziej -- i to dwukrotnie 18.06.08, 06:59
              Luizo, tamten szatan o tym nie musi wiedziec. :-)
              A psiapsiolka dostala telefoniczny opieprz. Tylko jako paryzanka - smiala
              sie, zolza. Uelkamtuparis, mowi. ;-) Ale stwierdzilam, ze intuicja mi dobrze
              podpowiedziala, co robic. Powiedzialam, zeby mi dal numer telefonu, to do niego
              zadzwonie, i zwialam.

              Dwukrotnosc natomiast, nie mylic ze stokrotnoscia nasza, polega na tym, ze
              Niebiosa daly mi pospac o godzine dluzej. Yeeeaaah! Mala rzecz, a cieszy. :-)))

              Ma byc slonecznie, 22C.

              Mam dzis dwa spotkania bez sensu czyli zebrania (w malym gronie), a poza tym
              czytam i pisze. Tak to przynajmniej wyglada.

              Wychodze z pracy wczesniej i przewoze czesc rzeczy do przyjaciolki. Po reszte
              wroce w weekend. Akurat w sobote lanczuje u znajomych nad kanalem St. Martin, to
              w drodze powrotnej wpadne tutaj.

              Bajfornau. :-)
              • maria421 Re: Tym bardziej -- i to dwukrotnie 18.06.08, 10:14
                No tak... jak nie Lucyfer(ia) to Szatan...

                Bron sie dzielnie, dobra duszko, jak nie da rady torepkombezlep to wal
                kropidlembezlep. Z braku wody swieconej moze byc chardonnay.
              • lucja7 Re: Tym bardziej -- i to dwukrotnie 18.06.08, 11:47
                Witaj w Paryzu ;-)))))))))
                Doskonale.
                Dobrze ze troche spalas.
                Ja tez mam dzis dwa spotkania, i obydwa maja dla mnie sens :-)
                piekny dzien.
    • jutka1 Pod-watek kulinarnie -- bez konkurencji 18.06.08, 14:00
      Zaprosilam siebie na lunch, bo tak. Poszlam dalej od mojego budynku,
      zeby nie bylo wokol ludzi z pracy. I 1.5 godziny przesiedzialam na
      pieknym tarsie (stolik wybralam w sloncu, ofkors) knajpy pt. La
      Saffronee de mer. Lulu, znasz? Na esplanadzie.
      Zjadlam danie dnia czyli po malym kawalku grillowanych: lososia,
      dorady, dorsza i tunczyka, do tego malenkie puree i zielona fasolka
      szparagowa, mloda, al dente.
      Do tego 2 kieliszki sancerre, ksiazka i slonce.

      Boskosc, Inc.
      :-)))))))))))))))
      • jutka1 Re: Pod-watek kulinarnie -- bez konkurencji 19.06.08, 14:04
        Jako kare za wczorajszy boski lunch podkusilo mnie pojsc do
        braserii, gdzie Lulu opowiadalam o moim pierwszym dniu pracy. Kjap i
        fronszmon.
        Zamowilam awokado z krewetkami. Trudno sjebudac, tak?
        Przyszla na talerzu rozlozona kupa czegos zalana dwoma litrami
        czegos rozowego. Majonez z ketchupem, po hamerykansku nazywany chyba
        French dressing, albo thousand islands, nie pamietam juz.
        Probowalam wylawiac te krewetki wielkosci mojego paznokcia,
        oskrobywac z tego swinstwa, trudno bylo wiec dalam za wygrana.
        Awokado bylo w polowie czarne.
        FUJ!!!!!!!
        • jutka1 Re: Pod-watek kulinarnie -- bez konkurencji 20.06.08, 14:15
          W czasie lunchu poszlam do Fnaca kupic wreszcie komorke, zebym mogla
          polska karte wlozyc. 160 euro pozniej :-/// (bo bez
          abonamentu, "gole" komorki bez blokady tyle kosztuja :-///)
          powloklam sie cos zjesc. Kupa luda, tlok wszystkie miejsca zajete,
          znalazlam jakies w koncu i zamowilam, zeby szybko. Melona z szynka
          parmenska.
          Szynka miala duzo tluszczu, i niezle sie nawioslowalam, zeby go
          wyciac. :-)
          Wieczorem kolacja na miescie, ale nie wiem gdzie.
    • jutka1 Jutka na Montparnasie 19.06.08, 10:14
      Jestem w mieszkaniu, gdzie spedzilam setki godzin przez te wszystkie lata -
      rozmawiajac, dyskutujac, konsumujac, sluchajac muzyki.
      Ale wizytowac to jedno, a mieszkac to co innego. Jak sie wlacza lodowke. Gdzie
      jest kurek od gazu. Dlaczego qrv nie ma cieplej wody (bo nie ma :-((( ). Itepe.

      Pewnie pare dni mi zajmie rozmoszczenie sie tutaj. Rozmoszcze sie z przyjemnoscia.

      Ulice opisze za kilka dni, bo niby ja znam, ale tylko z punktu widzenia goscia.
      Nie to samo, nie to samo.

      Ide probowac cos zrobic ws. cieplej wody.
      Baj. :-)
      • jutka1 Nie moge znalezc :-((((((((((( 19.06.08, 10:38
        telefonu.
        Matko.
        Dzwonilam ale nie slychac dzwonka tylko zglasza sie poczta glosowa.
        W torebce nimo, w kieszeniach wczorajszych nimo, przeszukalam caly dom, nimo.
        No to mam odcieta reke.
        I noge.

        Zostawilam wczoraj w knajpie????

        Mam tylko nadzieje, ze numery telefonow sa na karcie polskiej.
        I musze kupic nowy fizyczny telefon :-(((((((((((

        QRV.
        Kjap.
        Kjap.
        Kjap.
        :-(((
        • kan_z_oz Re: Nie moge znalezc :-((((((((((( 19.06.08, 14:18
          jutka1 napisała:

          > telefonu.
          > Matko.
          > Dzwonilam ale nie slychac dzwonka tylko zglasza sie poczta glosowa.
          > W torebce nimo, w kieszeniach wczorajszych nimo, przeszukalam caly
          dom, nimo.
          > No to mam odcieta reke.
          > I noge.
          >
          > Zostawilam wczoraj w knajpie????
          >
          > Mam tylko nadzieje, ze numery telefonow sa na karcie polskiej.
          > I musze kupic nowy fizyczny telefon :-(((((((((((
          >
          > QRV.
          > Kjap.
          > Kjap.
          > Kjap.
          > :-(((

          ODP: Telefon, to jest takie urządzenie gdzie sie podnosi i słucha...
          Wszystko jedno jaka u Ciebie działa - u innych też działa. Kup,
          kurna chta, i podaj numer jakiś, cobym skypa mogła użyć, zanim
          dojdziesz do tego - czym jest komputer i internet???

          Ale zacofonie...

          Kan
          • jutka1 Re: Nie moge znalezc :-((((((((((( 19.06.08, 14:27
            :-D

            Zaraz Ci wysle numery do pracy i do nowego mieszkania. I komorke
            sluzbowa. ;-P
    • jutka1 Paryski Manhattan 19.06.08, 14:26
      Ku wielkiej mej konsternacji stwierdzilam dzisiaj, ze zaczynam lubic
      te dzielnice, a przeciez jej nie znosilam. :-///
      Mysle, ze poniewaz nie znalam i sie ciagle gubilam, to bylam
      przytloczona i uwage mialam na czym innym.
      Juz sie tak nie gubie, moj "quandrant" juz znam jako tako, wiec
      zaczelam patrzec i widziec rozne inne rzeczy. Linie roznych - juz
      nie tak anonimowych - wiezowcow, i jak sie maja do ksztaltow
      sasiednich, i jak sie jedne w drugich odbijaja w jakim swietle, i co
      to daje.
      Skwery zaprojektowane w podobnym do budynkow stylu.
      Miejsca, gdzie ludzie graja w petanka.
      Ludzi uprawiajacych jogging w porze lunchu.

      Hmmm.
      Kto by pomyslal.
      • iwannabesedated Re: Paryski Manhattan 19.06.08, 14:37
        A mnie zaraz szlak trafi. Albo pęknę i odżyzdam. Osiągnęłam masę krytyczną i
        zaraz wyjebię wszystko w kosmos.
        • jutka1 Re: Paryski Manhattan 19.06.08, 15:09
          co sie stalo, 100K?
          :-(
          • iwannabesedated Re: Paryski Manhattan 19.06.08, 15:28
            NIC!!!!!
            Chodzi o to, że nic!
            Dreptam, dreptam, popycham, zabiegam i się staram. Nie zniechęcam się, jestem
            cierpliwa. CIERPLIWA. WYTRWAŁA. KONSEKWENTNA. Jestem elastyczna. Jak to nie - to
            próbuje co innego. A jak tamto nie - to jeszcze coś. A tu nic, tam nic, i sram
            nic. Nic! NIC!!!

            Ja potrzebuję dużych ruchów! Rozmachu! Porywających projektów, szybkich działań,
            widocznych skutków! Potrzebuję wiatru w żagle, armady galeonów, burzliwych
            przygód południowych mórz!!! Łotewer! A tu chuj. A tu siermięga, mordęga,
            przaśność i mak z popiołem jak jebany Kapciuszek!!!
            HELP!
            • jakotakot Re: Paryski Manhattan 19.06.08, 16:42
              A tos se wybrala nieodpowiednie medium do tych szybkich dzialan hehe,
              bo robienie bizuterii z definicji jest siermieznym, a cierpliwym
              dziubaniem - ja sie poddalam, bo mi do temperamentu nie przystawalo.
              Bardzo, nawiasem mowiac, ladna robisz.
              • iwannabesedated Re: Paryski Manhattan 19.06.08, 16:56
                Jebaj sie chujozo. Chuj ci do moich mediow. Chuj wiesz. Wypierdek. Guajazyl.
                • jakotakot Re: Paryski Manhattan 19.06.08, 17:18
                  hahaaa - a ja tyle dobrego o Tobie slyszalam. Tyz chuj wiesz, bo to
                  powszechna jest przypadlosc - nie turbuj sie.
                  • iwannabesedated Re: Paryski Manhattan 19.06.08, 17:48
                    Kurwa.
                    Piszę tutaj do ulubionych osób w turbującej mnie sprawie.
                    A Ty wpadasz i mi pierdzisz w nos swoim wymądrzaniem. Ja o Tobie nie słyszałam,
                    więc jesteś intruz bajmi. I dupolis - a ja nie lubię. To tutaj wszyscy wiedzą i
                    potrafią uszanować.
                    • jakotakot Re: Paryski Manhattan 19.06.08, 18:02
                      slyszalas... i nie wymadrzam sie tylko przyjaznie zagaduje, w duchu
                      "przyjaciele naszych przyjaciol sa naszymi przyjaciolmi" bo mam
                      podobny problem. Nie chce mi sie oczywistych bredni o publicznej
                      naturze foruma wypisywac, ani sie z Toba naparzac, ale jak ktos ma tak
                      powazna potrzebe prywatnosci, to forum otwarte jest miejscem, w ktorym
                      sie bedzie narazonym na intruzow i dupolisow hehe.
                      • iwannabesedated Re: Paryski Manhattan 19.06.08, 18:18
                        I vice versa, hehehe, można oberwać zjebkę.
                        Noofens, ale jestem rozjątrzona.
                        • jakotakot Re: Paryski Manhattan 19.06.08, 18:23
                          no problem :) bylam przygotowana :)))) a tera dam Ci juz spokoj
                          • iwannabesedated Re: Paryski Manhattan 19.06.08, 18:25
                            Dać to można jak się ma. A z tego co czytam, to też masz jakiś syndrom
                            niespokojnych stóp...
                            Co z tymi stopami ostatnio???
                            • jutka1 Re: Paryski Manhattan 19.06.08, 22:29
                              HAHAHAHAHAHAAAAAA..............
                              Poprosze o pampersa! ;-))))))))))))))))))))

                              100Krocie! Toz Jakota to autorka tych wielu prac na moich scianach, wlacznie z
                              torsem w salonie na gorze :-)))))))
            • jutka1 100K 20.06.08, 07:08
              100Krocie, wczoraj skupilam sie na cudnej wymianie miedzy Toba i Jakota, teraz
              sie skupiam na ciszy na morzu i sfronknietych zaglach.
              Jak mi sie takie dni/tygodnie zdarzaja, ze chce rozmachu a tu de blada, to sie
              zwijam w klebek, po pytonowemu wpelzam do konta, i skupiam uwage na fakcie
              lezenia. Wprawdzie nie dostaje od tego rozmachu, ale pomaga na vqrvienie.
              • iwannabesedated Re: 100K 20.06.08, 15:08
                A co kurwa ja jakieś speckomando jestem co wie wszystko co kto i kto u kogo lub
                komu wisi? A Ty byś się wstydziła, srać po majtach z czyjejś turbulencji! Czy ja
                się śmieję jak Cię dusi i komórki kradnie???
                Ja też, Ci powiem, zwykle właziłam pod kanapę w turbujące dni, ale wczoraj
                zauważyłam że jeśli to zrobię to mnie rozniesie wraz z kanapą i resztą
                przyległości. Więc się turbowałam do wieczora, a potem zasnęłam i śniło mi się
                znów koszmar o pieniądzach. Mianowicie ciągle mi się śni, że jakieś pieniądze
                znajduję, lub otrzymuję jakąś inną, łatwą drogą i w momencie gdy je biorę do
                ręki zamieniają się w bezwartościowy chłam - kwity do pralni, kupony zniżkowe,
                stare banknoty bez wartości. Stos kamyków lapis lazuli zamienił się w szkło. Coś
                jak anty - król Midas.
                No i wstałam w humorze niezłym, pogoda dziwna, burzowa i ciepła. Turbuję się
                dalej ale już bardziej lajtowo.
                • jutka1 Re: 100K 20.06.08, 17:47
                  Oj, przepraszam, 100Krocie, ze sie smialam, przepraszam, wybacz mi.
                  To nie Twoim kosztem sie smialam, tylko ze taka smieszna sytuacja
                  wyniknela. A ze przeczytalam, jak juz bylo po ptokach...

                  :-)

                  Twoje turbulencje zawiruja Cie do dobrej banki, zobaczysz. Bo o to w
                  nich chodzi.
                  • morsa Re: 100K 20.06.08, 21:44
                    Napewno. Zawsze po turbulencjach(burzy) jest
                    spokojnie, nie boj zaby, Stokrotko; wez no jaki
                    kamyk do reki, pomietosz, wygladz, wyssaj energie
                    z tegoz kamyka i bedzie dobrze;-))
    • jutka1 Wnioski pierwsze, zamykajac setke... 21.06.08, 09:07
      ... pozwole sobie na kilka konstatacji, tym bardziej, ze dzis mijaja dwa
      tygodnie od mojego przyjazdu.

      Paryz powital mnie zyebem miedzy oczy, na wielu poziomach i wielu plaszczyznach,
      na zasadzie: "a zebys se qrv nie myslala". Te wszystkie pieriepalki (zam.)
      mieszkaniowe, dusznosci, stresy okolokotowe, znikniete komorki, napadajacy
      szatani itepe.
      Dodam do tego jeszcze jedno niespodziewane walniecie bezlep, nad ktorym nie bede
      sie rozwodzic, ktore mnie zaskoczylo, zafrapowalo i pozostawilo bezbronna jak
      jaszczurka przewrocona na grzbiet, z odslonietym brzuszkiem.

      ALE. Ciesze sie, ze tu jestem. Kocham to miasto, powtorze do znudzenia.
      Wczoraj jadac tutaj z kolacji taksowka, wymeczona i spiaca, patrzylam przez okno
      na Pola i na moje stare rewiry. I pomyslalam: dobrze, ze zafundowalam sobie te
      przerwe od Paryza. Teraz go kocham w dwojnasob. A ze czasem bez wzajemnosci?
      Selawi. :-))))

      Jednym slowem: jest dobrze, a bedzie na pewno inaczej, bo czuje przez skore
      formowanie sie nastepnej banki. Czego i Wam zycze,
      Wasz paryski korespondent szt. 1 z 2
      :-)))
Inne wątki na temat:
Pełna wersja