jutka1
10.06.08, 11:34
Natchniona przez Szfedzie.
Pamietam jak w roku 2000 pojechalam do PL na pierwszy w ktorym uczestniczylam
zjazd liceum.
3 dni gadania, picia, jedzenia, i gadania, picia, jedzenia...
Bylam okrutnie pod wrazeniem wszystkich osob: ze kazdy robi cos ciekawego, ze
sa ciekawymi ludzmi, ze wydaja sie zadowoleni i tak-tak- szczesliwi.
I ciagle tak o nich mysle, choc po takim jednorazowym week-endzie malo sie wie.
Z czasem jednak zaczelo wylazic, i to tez chyba normalne.
Upierdliwe Ptaszydlo z watku obok pozostalo upierdliwym Ptaszydlem.
Depresyjna kolezanka taka pozostala.
A wrecz odwrotnie, duren klasowy wyszedl na ludzi i jest teraz madrym facetem.
Brzydkie Kaczatko stalo sie Piekna Kobieta, i powiem wiecej: kurdebalans,
wyszla z niej lipstick lesbo.
QRV, ja pierdule.
Wszystko sie stalo w kazda strone, wszystko.
Mamy geja i lesbo, mamy prezesow i bibliotekarki, mamy lekarki i malarzy
artystow, mamy lajdakow i mamy zolzy z piekla rodem.
Tego nie bylo widac i czuc na tamtym weekendowym zlocie. :-)
Tak wiec uwazajta dobre ludzie z tymi spotkaniami po latach, bo moze sie
okazac, ze natentuprzyklad kolezanka nierozlaczka zostala przenicowana na babe
z piekla rodem, a kolega co sie posikal w przedszkolu jest prufesurem fizyki
kwantowej. A fajny chlopak, do ktorego czulam mientem jako pietnastolatka
zostal yebanym (pardon) pisarzem piosenek i nalogowym poligamista. Czycus. :-))))