Antyfutbolowo

12.06.08, 21:49
Naraze sie.
Mam w serdecznym powazaniu Euro 2008.
Jeszcze jedna okazja, zeby latac w kolorach i wrzeszczec nacjonalistycznie.
Jak wyjezdzalam z Dolnego Slaska, to widzialam w miescie powiatowym grupy
facetolw w szalikach wrzeszczacych jebac Niemca. Co to qrv jest?
Spadowa. Na baniak i na drzewo liscie liczyc i banany prostowac.

Uffff.
Ulzylo.
:-)
    • maria421 Re: Antyfutbolowo 12.06.08, 23:00
      Mnie pilka kopana nie interesuje, ale niech tam sie chlopy wyzyja, wykrzycza i
      wybiegaja.
      I niech tylko sie nie tluka.
    • luiza-w-ogrodzie Antykibicowo 13.06.08, 03:03
      Tez uwazam ze kibicowanie komercjalnemu sportowi (szczegolnie
      nieskomplikowanemu, w stylu "nakopac im i wbic gola": rugby, futbol)
      to okazja do skanalizowania plemiennych zachowan. Chleba i igrzysk.
      Jak nie ma chleba, igrzyska staja sie tym bardziej atrakcyjne.
      Poziom zatrwazajacej wiekszosci kibicow swietnie odzwierciedla to
      forum: forum.funtest.pl/sport/58246.html

      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • xurek Re: Antykibicowo 13.06.08, 11:51
        Mnie pilka nozna nigdy nie interesowala i nadal nie interesuje. To
        siem chyba stworcy nie podoba, bo pokaral mnie zaproszeniem na mecz
        Szwajcaria – Turcja poprzedzonym wspolnym ogladaniem meczu
        Portugalia – Czechy w VIP launge, ktorego ze wzgledow zawodowych
        absolutnie nie moglam odrzucic, bo to ponoc zaszczyt byl wielki i
        ten mnie zaszczytujacy wielki biznesowy partner obrazic by sie mogl.

        Juz tydzien przed meczem zaczelam wewnetrznie cierpiec na mysl o
        tych 6 godzinach spedzonych w otoczeniu futbolowym sadzac, ze bedzie
        to istna meka panska.

        Po odbytym doswiadczeniu stwierdzam jednak, ze mimo
        szesciokilometrowego marszu pieszo do stadionu wsrod tlumu kibicow
        warto bylo. Odbior meczu na stadionie jest jednak zupelnie inny, niz
        w telewizji, przezycie „life“ tego ponad 40-tysiecznego tlumu robi
        naprawde wrazenie, zarcie w launge bylo super a inni zarposzeni
        okazali sie byc calkiem fajni, wiec w sumie udana, aczkolwiek bardzo
        meczaca impreza.

        Po meczu nawet naprawde bylo mi smutno, ze Szwajcaria przegrala.
        Funem sie nie stalam, ale to doswiadczenie w tak wielkim tlumie,
        odczucie na sobie dynamiki tak wielkiej grupy naprawde warte bylo
        poznania.

        Najwieksze wrazenie robi dzwiek, ktory wydaje stadion w momencie,
        kiedy juz prawie wbita zostala bramka i w ostatnim momencie nic z
        tego nie wyszlo. Jest to rodzaj bardzo szybko natezajacego sie
        niesamowitego wrecz halasu ktory konczy sie calkowita cisza jakby
        nozem ucial.

        Prawie tak samo imponujacy byl halas wielkich krowich dzwonow, ktore
        frakcja szwajcarska miala ze soba i w sytuacjach podbramkowych
        wprawiala w ruch.

        A na poczatku intensywnie sie zastanawialam czego mi tutaj brakuje i
        co jest nie tak: otoz brakowalo zdecydowanie komentatora, ktory by
        mi mowil, o co chodzi :)).

        PS: najblizszym stadionowi mieszkalnym budynkiem jest........ dom
        starcow :). Z okien mieszkancy moga (badz musza, bo nie maja innego
        wyjscia) sledzic kazdy meczy - niestety nie udalo mi sie
        dowiedziec, kto i dlaczego wpadl na takie ulokowanie takiej
        instytucji .
Pełna wersja