Prasowka

13.06.08, 21:32
Wywiad w Wys.Obcasach z Agnieszka Arnold. Dla mnie, to ona jest z kraju mego:
kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53581,5281862,Grabarka_Rzeczypospolitej.html
    • jutka1 Re: Prasowka 14.06.08, 00:25
      jutro przeczytam i sie odniose.

      teraz niech wszyscy z mojej ulicy spadaja i przestana sie wydzierac
      :-((((((((
    • jutka1 Re: Prasowka 14.06.08, 16:56
      Przeczytalam od deski do deski.
      Usmialam sie do lez.
      Uplakalam sie do lez.
      Zamyslilam sie do lez.

      TE Osobe Ludzka chcialabym poznac.

      Dzieki.
      • iwannabesedated Re: Prasowka 14.06.08, 19:46
        Niedawno, też w gazecie, w dodatku duży format wyczytałam rozmowę z Peterem
        Rainą. Jest to Hindus, który w czasie studiów zamieszkał w Polsce (lata '60
        chyba), potem wyjechał do Berlina Zachodniego i stamtąd wspierał podziemie.
        Zakochał się w Polce i ożenił z nią, razem w tym Berlinie byli przez kilkanaście
        lat, ona umarła a potem on się dowiedział z teczek iż przez kilkanaście lat
        donosiła na niego.
        To mnie doprowadziło do konsternacji i wielkiego zamętu. Bo nie wyobrażałam
        sobie, co mogłoby uzasadnić aż taką straszną podłość.
        Potem sobie wyobraziłam - mogli na przykład babę odurzyć, wydupczyć i porobić
        zdjęcia, lub wręcz zgwałcić, mogli też grozić jej matce, siostrze, przyjaciołom,
        komukolwiek. Mieli swoje sposoby.
        Wczoraj rozmawiałam z przyjacielem o dziadkach i pradziadkach. Jego pradziadka
        przejechano jego własnym wozem z koniem, bo kułak. Mój dziadek w trakcie
        ucieczki z obozu zabił granatowego policjanta.
        Dochodzę do wniosku, że sytuacje progowe - jak te - są po to abyśmy badali
        granice człowieczeństwa. Swoje i innych.
        Gdy byłam w Afryce, moim psem opiekowały się dwie osoby po kolei. Jedna osoba,
        która była wieloletnim przyjacielem (wątek obok, pieśń głupot leśnych) a inna
        dalekim kuzynem. Wieloletni przyjaciel, który u mnie miał długów wdzięczności po
        dziurki od nosa (pomaganie uzyskania pracy, krycia w tej pracy jego dupy gdy
        dawał dupy, pożyczanie kasy w ekstremalnych okolicznościach i kupy innych o
        których mi sie pisać nie chce) - się nie sprawdził. Daleki kuzyn, który nie miał
        u mnie długu żadnego for shit, był ekstra. A zaraz potem umarł. Po co mi był
        cały ten problem z psem, którym się miał opiekować kto inny w ogóle, ale się
        wykręcił? Ano po to, żebym się dowiedziała iż na przyjaciela przyjaźń z którym
        kultywowałam od wielu lat - w potrzebie nie ma co liczyć. Czyli chuj z nim. I że
        mój nieżyjący już kuzyn był dobrym, hojnym człowiekiem, czego bym się nie miała
        okazji inaczej dowiedzieć.
        Ostatnio też na przykład dowiedziałam się, iż para lubianych przeze mnie ludzi
        nie jest zbyt warta większych emocjonalnych inwestycji. I za tę wiedzę dziękuję
        wszechświatowi atlardż i osobie junołhujuar.
        • blues28 Re: Prasowka 15.06.08, 09:36
          A propos przyjazni...Dla mnie slowo przyjaciel/przyjaciólka ma
          szczególne znaczenie. Mam malo przyjaciól, mysle, ze sprawdzonych ç
          (co nie oznacza ze na kims sie moge zawiesc), za to duzo milych
          znajomych, kolezanek, kolegów. Ale przyjaciól.... na palcach jednej
          reki. Potrzebuje duzo czasu i beczek soli zeby nadac status
          przyjaciela/przyjaciólki.

          Ale... kiedy bylam bardzo chora – i rak wciaz jeszcze jest swoistym
          tabu, operacje bardzo powazne, terapie trudne – koledzy z pracy
          ustalili turnusy zeby odciazyc meza (nasze rodziny sa na drugim
          krancu Europy) i zebym nawet przez chwile nie byla sama.
          Nigdy tego nie zapomne.
          • jutka1 Re: Prasowka 15.06.08, 09:48
            Ironicznie wlasciwie, sens slowa "przyjazn" i zeby nim nie szafowac nauczylam
            sie w Stanach, gdzie kazdy to twoj "friend".
            Mam gradacje typu znajomy-kumpel-kolega-przyjaciel-dochodzacy-kochanek-moj
            partner (plec niezamierzona, nie chcialo mi sie nawiasow z myslnikami robic).
            Przyjaciol mam spora garsc, rozrzuconych po roznych miejscach.
            Zgadzam sie, sporo czasu trzeba, zeby zjesc te beczke soli.
            I widze tez, ze z wiekiem nowe przyjaznie zawiera sie coraz trudniej.
            • blues28 Re: Prasowka 15.06.08, 09:55
              jutka1 napisała:
              "I widze tez, ze z wiekiem nowe przyjaznie zawiera sie coraz
              trudniej."

              Zanim oddale sie w Madryt, potwierdzam;)
              U mnie tez tak jest. Czyzby strata naiwnosci? Wzrost nieufnosci?
              Zyciowe baty? Wszystko do kupy?

              ;)

              • jutka1 Re: Prasowka 15.06.08, 10:00
                Wszystko do kupy, plus tzw. doswiadczenie. :-)
                • maria421 Re: Prasowka 15.06.08, 11:13
                  Zgadzam sie z tym, ze z biegiem lat coraz trudniej zawrzec prawdziwa przyjazn.
                  Jedna z przyczyn , oprocz tych przez Was wymienionych, jest ta, ze po prostu
                  komus poznanemu w wieku lat 40-50 nie da sie opowiedziec calego zyciorysu tak,
                  zeby zrozumial co nas uformowalo.
                  Ale mozna poznac ludzi z ktorymi jest nam dobrze, z ktorymi milo sie spedza czas
                  i z - co najwazniejsze- na ktorych mozna liczyc w potrzebie.
                  • go.ga Re: Prasowka 15.06.08, 12:11
                    Z wiekiem jest tez trudniej, bo na zjedzenie tej beczki soli potrzebny jest czas. Jesli kogos poznalam na przyklad w liceum, to mamy juz wspolna ponad 20-letnia historie. Jesli kogos poznalam tutaj, to najwyzej 7-letnia. Oczywiscie, mozna czasem od pierwszego spotkania poczuc, ze sie nadaje na tej samej fali, ale do przyjazni jest jeszcze daleko.
                    • iwannabesedated Re: Prasowka 15.06.08, 12:49
                      Nie pierdolcie.
                      Ja tutaj nie piszę o jakimś tam znajomku, tylko o facecie znanym od 18 lat. Dużo
                      sytuacji przeżyliśmy, i też obserwowałam jego zachowanie w sytuacjach
                      ekstremalnych. Po wielu latach znajomości zaczęłam uważać go za przyjaciela. I
                      stąd to moje rozczarowanie. Pomyślcie sobie jakbyście się czuły gdyby jeden z
                      Waszych przyjaciół Was zawiódł. Nieprzyjemnie, prawda? Więc wolicie mi wmawiać,
                      że mnie się zdawało, że to nie był prawdziwy przyjaciel tylko ja nie umiem
                      odróżnić. No więc nie. To był przyjaciel. I przyjaciele zawodzą. Żony donoszą na
                      mężów. Sąsiedzi rozjeżdżają sąsiada jego własnym wozem. Taki był sens mojego
                      postu. A Wy mnie tutaj pierdolicie coś smętnie trzy po trzy o jakichś beczkach
                      soli.
                      • jan.kran Re: Prasowka 15.06.08, 14:51
                        Od dawna chodzi mi po glowie fakt ze latwo sie szafuje slowem
                        przyjaciel ...
                        Ja w kazdym jezyku ktory uzywam starannie rozrozniam pojecie przyjaciel i dobry
                        znajomy lub znajomy.
                        Slowo przyjaciel , przyjaciolka ma dla mnie duzy ciezar gatunkowy.
                        Ja mam wielu przyjaciol , hoduje i podlewam przyjaznie latami.
                        Dla mnie przyjaciel to jest ktos na kogo moge liczyc na dwiescie %
                        i ktos na kto moze liczyc na mnie na tyle samo.
                        Odpukuje w niemalowane ale wiem na pewno ze mam garsc ludzi na swiecie do
                        ktorych moge zadzwonic o dowolnej porze dnia i nocy i powiedziec:
                        - Prosze wsiadz w najblizszy samolot i przylec , mam problem.

                        Byl okres w moim zyciu ze zerwalam kontakty niemalze ze wszystkimi.
                        Kiedy sie odezwalam , po kilku miesiacach czy nawet latach bylo tak jakbysmy
                        rozmawiali wczoraj.

                        Byl okres kiedy balam co sie stanie z moimi dziecmi jak mnie naglay szlag trafi.
                        Oczywiscie Rodzina w PL jest ok nawet bardzo ale chodzilo o to zby sie zajac
                        moja Mlodzieza nie tylko w sensie przetrwania fizycznego.
                        Wiedzialam ze moi Przyjaciele zajma sie Nimi jakby co mentalnie.

                        Oj , temat rzeka ... ale na przyjazn trzeba ciezko zapracowac...

                        Kran:)
                        • jan.kran Re: Prasowka 15.06.08, 15:08
                          Dodam ze do tej pory nikt z moich Przyjaciol mnie nie zawiodl a raczej
                          pozytywnie zaskoczyl:)))
                          Mam nadzieje ze tak zostanie.
                          Co do znajomosci Polski z punktu widzenia emigranta to ja mam za soba dobre
                          cwierc wieku emigracji za soba i szwalendania sie po okolicy ale mam wrazenie ze
                          sie troche orientuje w kursie dziela jak chodzi o Oj.
                          Natomiast moja Mlodziez urodzona i wychowana poza PL i regularnie bita za
                          mieszanie jezykow wie kto to jest Doda , Holdys , Wojciech Mann , Teleekpres ,
                          Bareja , Szklo Kontaktowe , Walesa , Kaczynski , kabaret Tey , Kabaret Starszych
                          Panow , Lipinska itd. itp.

                          Zaznaczam ze nie wychowalam Ich pod polskim korcem bo czytaja sagi
                          staronorweskie , Kanta i Kierkegaard w oryginale oraz sa zaznajomione z kultura
                          norweska i niemiecka szeroko pojeta
                          Sluchaja Falco i die ärzte i pare innych :)
                        • go.ga Re: Prasowka 15.06.08, 15:54
                          > Dla mnie przyjaciel to jest ktos na kogo moge liczyc na dwiescie %
                          > i ktos na kto moze liczyc na mnie na tyle samo.
                          > Odpukuje w niemalowane ale wiem na pewno ze mam garsc ludzi na swiecie do
                          > ktorych moge zadzwonic o dowolnej porze dnia i nocy i powiedziec:
                          > - Prosze wsiadz w najblizszy samolot i przylec , mam problem.

                          Czesto sie mowi, ze mozna do kogos zadzwnonic o kazdej porzed nia i nocy, ale czy w praktyce faktycznie tak jest? Nie mam wielu przyjaciol, ale mam kilku, naprawde dobrych. I moze jestem jakas nienormalna, ale nie wiem, co musialoby sie stac i jaki musialabym miec problem (a problemy miewam, jak kazdy) , zeby ich budzic telefonem w srodku nocy czy domagac sie natychmiastowego przyjazdu. Zawsze sobie mysle, ze przeciez maja rodziny, dzieci, chca spac, rano musza wstac do roboty itd. Naprawde jak ktos do Ciebie dzwoni z problemem to natychmiast wsiadasz do samolotu?
                          • maria421 Re: Prasowka 15.06.08, 18:01
                            Bez przesady z tym dzwonieniem o kazdej porze dnia i nocy i wskakiwaniem w
                            samolot jak tylko przyjaciel nas potrzebuje. To jest po prostu niewykonalne.

                            Jest takie powiedzenie "chcesz miec przyjaciela dobrego- nie chodz codziennie do
                            niego"

                            Przyjaznie trzeba oszczedzac, tzn. przyjaciol trzeba oszczedzac, szanowac ich
                            czas, ich sen, ich przestrzen zyciowa. Pod zadnym pozorem nie naduzywac.
                            • go.ga Re: Prasowka 15.06.08, 20:10
                              > Przyjaznie trzeba oszczedzac, tzn. przyjaciol trzeba oszczedzac, szanowac ich
                              > czas, ich sen, ich przestrzen zyciowa. Pod zadnym pozorem nie naduzywac.

                              Zgadzam sie w 100%.
                          • asia.sthm Re: Prasowka 15.06.08, 18:11
                            > > - Prosze wsiadz w najblizszy samolot i przylec , mam problem.

                            to taki wyswiechtany frazes, ze az zeby bola. Ja bym
                            najprawdopodobniej zabila gdyby mi ktos taki tekst zasunal i napewno
                            nie bylaby to zadna z zaprzyjaznionych osob, wiec pal licho, niech
                            ginie. ;))) W zyciu bym tez tak nie powiedziala nawet z loza smierci
                            na ostatnim wdechu. Ludzie od dluzej czy tez krocej, z soba
                            zaprzyjaznieni takich tekstow nie uzywaja.

                            A wracajac do artykulu to jestem pod wielkim wrazeniemm, zatchnieta,
                            zachwycona pania Agnieszka. Gdyby chciala sie ze mna zaprzyjaznic to
                            wsiadam i lece :))))
                      • blues28 Re: Prasowka 15.06.08, 14:58
                        iwannabesedated napisała:
                        "A Wy mnie tutaj pierdolicie coś smętnie trzy po trzy o jakichś
                        beczkach soli."
                        >
                        Jesli pierdolimy, to przepraszamy ;))))))))))))))))
                        Skojarzenie nasunelo sie w zwiazku z zawiedzeniem zaufania a nie z
                        obdazeniem zaufaniem pierwszego lepszego.
                        Nieszczesna beczka soli nie jest panaceum na zawód, niemniej jednak
                        zmniejsza ryzyko i czestotliwosc zawodów. Tylko tyle i az tyle.
                        Reasumujac: dywagacje byly ogólne a nie szcególne i w odniesieniu do
                        faceta, który sie okazal szuja po 18 latach. No!
                      • go.ga Re: Prasowka 15.06.08, 15:44
                        IMO watek sie skruwil na ogolne rozwazania o przyjazni, w kazdym ja nie pisalam
                        na temat Twojego znajomego. Zawodu wspolczuje, wiadomo, ze im bardziej bliska
                        osoba, tym bardziej zawod boli.
                      • jutka1 Re: Prasowka 15.06.08, 22:23
                        Pierdolenie pierdoleniem, droga moja.
                        Co innego
    • blues28 Uczucie straty :( 15.06.08, 09:39
      Bardzo ciekawa postac. Zawsze jak trafiam na artykuly o tak
      ciekawych ludziach, dopada mnie poczucie straty.
      Wyjechalam 18 lat tem, wlasciwie jak zaczela sie odwilz i stracilam
      kontakt z literatura, filmografia, sztuka... moze niezupelnie, bo z
      doskoku, raz na rok sprawdze w ksiegarniach co jest, obejrze jakis
      film, rzuce okiem na wystawy, ale to jest kropla w morzu.
      Oczywiscie, wzbogacilam sie o inna kulture, tu zyje i jestem na
      biezaco z tutejsza literatura, muzyka, plastyka, ale moje korzenie
      sa w Polsce i nie moge ogarnac poczucia straty, ze tyle wymyka sie z
      moich rak. Nie widzialam zadnego filmu Agnieszki Arnold :(((
      Oczywiscie, spróbuje dotrzec, ale to jak zaczerpniecie dzbanem
      morza :((( Tez tak macie?
      • maria421 Re: Uczucie straty :( 15.06.08, 11:15
        Blues, ja - po 26 latach poza Polska- juz nawet nie probuje zaczerpywac
        z jej kultury. Nie da sie nadazyc.
      • iwannabesedated Re: Uczucie straty :( 15.06.08, 12:42
        Nie wygłupiajcie się dziewczyny. Ja, Wasza Stokrotka, tutaj mieszkam już 16 lat
        i też odstaję. Ostatnio byłam w empiku i zobaczyłam masę książek polskich
        autorów - o których nie mam bladego pojęcia. O Agnieszce Arnold nawet nie
        słyszałam do tej pory. Na malarzach się nie znam, do teatru rzadko chodzę, na
        koncerty czasem ale zwykle nie na polskich wykonawców.
        Sądzę, że można mieszkać poza Polską i mieć dużo lepsze pojęcie o kulturze niż
        większość siedzących tutaj.
        • lucja7 Przyjaciele 16.06.08, 11:11
          Do mnie, gdy jestem w potrzebie, samolotami nie przylatuja. Jest
          raczej odwrotnie, przylatuja gdy sa w potrzebie.

          Wiem jednak ze moge liczyc bez cienia watpliwosci na moich pewnych,
          starych i od zawsze przyjaciol ktorzy na moj apel przyjada, aktorych
          lista jest przyklejona do lodowki:

          SOS lekarze
          SOS zatrucia
          SOS oparzenia
          SOS strazacy
          SOS hydraulicy
          SOS ubezpieczenie
          SOS gotowe dania japonskie
          SOS pizza hut
          SOS McDonald
          SOS samobojcy
          SOS policja.........
          ....................,
          SOS bank tez mam na liscie, ale nie wiem czy zaliczyc go do
          przyjaciol, nigdy z walizka forsy, gdy bylam w potrzebie, nie
          przyjechal.

          W glosowaniu wiec o przyjazniach i liczeniach na nie, glos daje w
          rubryce: na przyjaciol mozna liczyc bezgranicznie placac im slono za
          czuwanie nad moim spokojem ;-)
          Przyjaciele sa liczni ;-)
          • iwannabesedated Re: Przyjaciele 16.06.08, 20:51
            No i tutaj się ujawnia Szatan. Szatan zamienia relacje międzyludzkie na płatne
            usługi. Odtąd dotąd. Co i za ile. Blee....

            Pusta i jałowa egzystencja dla tchórzy, degeneratów i ludzi miałkich.
            • lucja7 Szatan 18.06.08, 11:25
              Nie ma to nic a nic wspolnego z Szatanem, moja droga. Szatan nie
              interesuje sie ani tchorzami ani ludzmi mialkimi. Szatan inwestuje
              inteligentnie.
              Trudno mi uwierzyc bys zyla bez Szatana, jest to niemozliwe ;-))))

              Co do degeneratow sie nie wypowiadam, bo zostali juz tak wymieszani
              z blotem przez "wielkich" tego swiata, ze mozna zgubic watek kto
              jest a kto nie jest. Ale jest to jakies haslo, z pewnoscia.

              Ludzie mialcy, degeneraci, tchorze, bofffff...troche przemowienie
              partyjne ;-))))
Inne wątki na temat:
Pełna wersja