Pytun i doopa ryża --- odc. 2

21.06.08, 21:23
100Kroć najwyraźniej nie ma czasu, więc pozwolę sobie otworzyć nowy odcinek
(tak, tak, tutaj będę na przekór stawiać polskie literki). :-)

Zaraz zapodam co i jak.
    • jutka1 Pytun Doopa Ryża --- odc. 2 21.06.08, 21:49
      Byl dzis upal, i stwierdzilam, ze dlugie wlosy i Paryz latem to nie do konca
      najlepsza kombinacja. Chodzenie w futrzanej czapce w 30C? Ale nie obetne,
      nienienienie.

      Teraz bedzie o mieszkaniu. Nazywam je w myslach "slonecznikowym" - bo kolor
      scian w salonie jest dokladnie taki.
      Lubie zolc, ale taka ciepla, nie kanarkowa.
      Mysle, ze jak tylko przedluza mi kontrakt - zainwestuje w mieszkanie docelowe i
      pomaluje salon na slonecznikowo. Sypialnia moze zostac biala.

      Ale do adremu.
      Mieszkanie przyjaciolki znam od tak wielu lat, ze nie chce mi sie liczyc. Ale
      znam jako gosc kolacyjno-lunchowy. Teraz sie z nim zaznajamiam na dwa tygodnie+,
      koegzystujemy i pewnie obie strony sie siebie ucza.

      Juz rozpoznaje dzwieki poranne: ktos 2 czy 3 pietra wyzej korzysta z toalety;
      rury ze zmeczonym westchnieniem wydaja komus ciepla wode, ze szczekiem otwieraja
      sie okiennice. Do dzwiekow wieczorno-nocnych musze sie jeszcze przyzwyczaic i je
      nazwac.

      A teraz stereuo wypluwa: "And when the hunger for your touch rises from the
      hunger, you whisper 'you have loved enough
      • jakotakot Re: Pytun Doopa Ryża --- odc. 2 22.06.08, 01:58
        no to jakos Ty te zakupy robila ?
        • jutka1 Re: Pytun Doopa Ryża --- odc. 2 22.06.08, 07:29
          Nie pomyslalam. :-)))
    • jutka1 Re: Pytun i doopa ryża --- odc. 2 22.06.08, 21:07
      Skonstatowalam dzis, ze "gdziesik tukej" musi byc drabina, coby jakis garnek
      albo inszy wok zdobyc. Jako kurdupel nawet skaczac nie dalam rady (wysokosc
      mieszkania: 3+ metry). Drabiny nie znalazlam, wyjechanej psiapsiolki nie bylo
      pod telefonem, stad tez nic nie moglam podgrzac ani ugotowac.

      Poszlam wiec przywitac sie z Beckettem, a potem na plac Edgara Quinet na pozny
      obiad-wczesna kolacje, oczywiscie na tarasie, i udalo mi sie zlapac godzine na
      sloncu. Jedzenie bylo lekko polsrednie, zjadlam 1/3, ale przy okazji
      obserwowalam ludzi, a szczegolnie nogi damskie a raczej buty.
      Niestety, nie podoba mi sie, co sie nosi. Nic dziwnego, ze oprocz espadryli nie
      udalo mi sie nic kupic. A tu w czwartek doroczna garden party, na ktora mam
      autfit i torebke minus buty. Szyt.

      Kjap, dlaczego jutro poniedzialek?
      I dlaczego mnie dusza pobolewa?
      I kto zabil Laure Palmer?

      Oh well.
      Bywa.
      :-)))))))))))
    • luiza-w-ogrodzie Czytajac tytul tego watku... 23.06.08, 03:09
      ...mam przed oczami nieodmiennie zadek Daniela Olbrychskiego ktory
      jak wiadomo jest pokryty rudawym meszkiem. To wszystko wina
      pomyslodawczyni tytulu watku.

      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • jakotakot Re: Czytajac tytul tego watku... 23.06.08, 03:38
        splulam sie wlasnie cervecom mit lime - Luizo, i jak ja teraz zasne z
        tym imazem pod powiekami ?
        • luiza-w-ogrodzie Re: Czytajac tytul tego watku... 23.06.08, 07:47
          jakotakot napisała:

          > splulam sie wlasnie cervecom mit lime - Luizo, i jak ja teraz
          zasne z tym imazem pod powiekami ?

          Nie wiem - moze wypluczesz woda destylowana? Albo usuniesz przy
          pomocy "heavy duty eyeliner remover"?
          Ciesze sie ze poprzez ocean mozna kogos rozsmieszyc :o)

          Luiza-w-Ogrodzie
          .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
          Australia-uzyteczne linki
        • go.ga Re: Czytajac tytul tego watku... 23.06.08, 11:57
          jakotakot napisała:

          > splulam sie wlasnie cervecom mit lime - Luizo, i jak ja teraz zasne z
          > tym imazem pod powiekami ?

          Mnie sie zrobilo lekko niedobrze, jak sobie ten zadek zaczelam wyobrazac. Fuj.
      • jutka1 Re: Czytajac tytul tego watku... 23.06.08, 07:27
        A fuj, Luizo, jak moglas.
        • luiza-w-ogrodzie Re: Czytajac tytul tego watku... 23.06.08, 07:48
          jutka1 napisała:

          > A fuj, Luizo, jak moglas.

          Ale o sssssochozzzziii? Przeciez swego czasu calkiem niezle
          wygladal, zadne "fuj", czego dowodem stojace mi przed oczami zdjecia
          jego rewersu z nieocenzurowanej wersji "Blaszanego bebenka".

          Luiza-w-Ogrodzie
          .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
          Australia-uzyteczne linki
          • jutka1 Re: Czytajac tytul tego watku... 23.06.08, 08:06
            De gustibus... :-)))
    • jutka1 Moja druga ulica+smutna wiadomość dla wizytujących 23.06.08, 23:00
      Po pracy postanowiłam eksplorować i wybadać, i generalnie wyczuć czuciowo.
      Zamiast do domu poszłam więc do końca uliczki, zasiadłam na tarasie na rogu, i
      oddałam się obserwacji.
      I donoszę uprzejmie, co następuje.
      Ulica nr 2 łączy rue des Rennes i rue de Vaugirard. Sklepiki, kilka knajpek,
      jakiś Chińczyk, do którego na pewno nie pójdę - nie ze względu na brak tarasu,
      ale duży napis "buffet a volonte" czyli all you can eat. Oooooo nie.
      Kiedy zasiadłam na tarasie i wypiłam pierwszego łyka chablis, na moją uwagę
      rzucił się ogrod na rogu. Najpierw platanowiec. Duży, stary, przynadleżący - bo
      w końcu platanowiec i w dooparyża. Następnie oki przesunęłam w prawo patrzę:
      wielka brzoza. O.
      Oki lekko w lewo, i tutaj o mały włos nie spadłam z krzesła: zza płotu szczerzy
      do mnie kwiaty biała MALWA! Kjap.

      Ruch ludzki na ulicy jak wszędzie: młodzi, starsi, typy ludzkie przeróżne. Widać
      od razu, kto tu mieszka, kto pracuje, kto tylko przejazdem.
      Nowinki technologiczne: wróciła moda z lat 90. na hulajnogi; jest nowe
      ustrojstwo dla dzieci i młodzieży pt. buty na kółkach pod piętami.
      Nie czuję tej ulicy, tak jak czułam Rosiers. Mieszkanie - tak. Ulicy - nie. Może
      to dlatego, że za dwa tygodnie będę już w mieszkaniu docelowym? Nie mam energii
      na przywiązywanie się do czegoś, co i tak nie do mnie przynależy, co wróci do
      "właściciela" i zostawi mnie z ręką w przysłowiowym nocniku... Po co się
      przywiązywać? Trza walczyć i się bronić, ot, co.

      Co nie przeszkadza mi przyjaźnić się z niniejszym mieszkaniem. Jutro rano
      zostawię notkę panu od sprzatania (tak, tak, przyjaciółka go ode mnie dostała
      :-D ), żeby się umówić, kiedy będzie w docelowym sprzątał, i czy będzie mógł mi
      pomóc w noszeniu mebli (niżej).
      Tutaj następuje smutna wiadomość dla wizytujących.
      Niestety, łóżko gościnne nie zostanie zastąpione sofą, a wręcz przciwnie: żeby
      zmieścić biurko i komputer muszę zlikwidować spalnię w salonie. :-((((
      Nie da się inaczej.
      Tylko karimata na dywanie. Sorry batory. Toto docelowe jest mini, i się po
      prostu inaczej nie pomieszczę. :-/

      Tyle kuństatacji doo-paryskich na dziś.
      • jakotakot Re: Moja druga ulica+smutna wiadomość dla wizytuj 24.06.08, 13:35
        Te buty z rolkami pod pieta, to pieklo jest i szatani. Max to wyjeczal ode mnie, po czym nigdy sie nie nauczyl jak sie na tym wozic. A ze noge ma juz taka jak ja, to raz sprobowalam bardzo pewna, ze poplyne z gracja jak po szynie.... nie mam pojecia jak te bachory to robia.... A jakie CI buty sa potrzebne ? Moze Ci podesle jupiesem ? hehe
        • jutka1 Buty siedmiomilowe 24.06.08, 17:11
          Buty potrzebuje czerwone, ale nie jak woz strazacki tylko
          ciemniejsza czerwien, gleboka i zahaczajaca leciutko o bordo. Musza
          byc na obcasie 3 cm., noski musza miec nie w kompletny szpic tylko
          troche szersze, przod i tyl zakryte, srodek nie. I musza byc z
          miekkiej skorki ze skorzanym srodkiem, i musi sie w nich chodzic
          wygodnie, jak w papciach.

          Masz na stanie to jupiesem przyslij. :-)))
      • luiza-w-ogrodzie Smutna wiadomość ? A materac dmuchany to co? 30.06.08, 03:44
        jutka1 napisała:

        > Tutaj następuje smutna wiadomość dla wizytujących.
        > Niestety, łóżko gościnne nie zostanie zastąpione sofą, a wręcz
        przciwnie: żeby zmieścić biurko i komputer muszę zlikwidować spalnię
        w salonie. :-((((
        > Nie da się inaczej.
        > Tylko karimata na dywanie. Sorry batory. Toto docelowe jest mini,
        i się po prostu inaczej nie pomieszczę. :-/

        Eee, pindulisz. Karimata jest dobra w namiocie. A materac dmuchany z
        pompka nozna to co? Widze ze bede musiala Tobie przyslac albo
        przywiezc...
        • jutka1 Re: Smutna wiadomość ? A materac dmuchany to co? 30.06.08, 05:57
          Przywiez, bo ja nie posiadam na stanie :-)))
    • iwannabesedated Oda do doopyryżej 24.06.08, 17:08
      O! Dupo!
      Ileż Cię trzeba cenić nikt nawet nie piśnie
      Aż obwiśniesz...
      Jędrna i ryża, krągła i chyża - nikt nie docenia
      Aż do sflaczenia...
      Dumna podporo hoża i chętna
      Aż nie wymiękłaś...
      Na nic się zdadzą dziś gorzkie żale, dupy to nie ujędrni
      Wcale...
      Sczeznąć i spicznieć nam marnie przyjdzie
      Suchym pośladkiem dyndając smętnie
      W bieliźnie...
      • jutka1 Re: Oda do doopyryżej 24.06.08, 17:13
        Hahahahahahaaaaaa :-)))))))
        • iwannabesedated Re: Oda do doopyryżej 24.06.08, 17:23
          Bon apetit ;)))
          • jutka1 Re: Oda do doopyryżej 24.06.08, 17:39
            Bede siedziec na tarasie, patrzec na Luk Triumfalny i recytowac Ode
            nad talerzem. Kolezanka sie na pewno ucieszy. :-))))))))
            • iwannabesedated Re: Oda do doopyryżej 24.06.08, 17:44
              Jestem do wzruszona do głębi mojej grafomanii :)))
              • jutka1 Re: Oda do doopyryżej 24.06.08, 18:08
                Pytun odpelza, zeby sie owinac wokol Luku, i triumfalnie recytowac
                Ode do DoopyRyzej. :-))))
                • jutka1 Re: Oda do doopyryżej--apdejt na szybko 24.06.08, 23:27
                  Pytun owinal sie triumfalnie. Bylo milo. Oda sie kolezance spodobala. ;-)))
                  Jutro bede pracowac i pisac, a potem sie spotykac i pisac, a potem imprezowac.
                  NIE pisac.
                  Rano zdecyduje, jaki ansambel pasuje najlepiej do posiadanych butow.
                  Kjap.
                  Zeby w Dooparyza nie mozna bylo kupic butow? Skandal.

                  POS nie odpowiedzial na moja notke, ale zniosl garnki.
                  Moge gotowac.

                  Jest dobrze.

                  I odpelzam jako ten Pytun.
                  Dobranoc.
                  :-)))


                  Dostalam zyeba od taksowkarza.
                  Usmiechnelam sie i zyczylam milego konca wieczoru.
                  • jakotakot Re: Oda do doopyryżej--apdejt na szybko 24.06.08, 23:39
                    Azeby oda do doopy proroctwem sie nie stala - polecam goraco prace na
                    drabinie...
    • jutka1 Pod-watek kulinarny --- odc. 2 25.06.08, 11:19
      W tamtym odcinku byl, to i tutaj zaloze.

      Wczoraj lunchowalam na sloncu, bylo tak goraco i duszno i w ogole,
      ze nie mialam apetytu, wiec zapodalam sobie jedynie pomidory z
      mozarella. Wieczorem antrykot z sosem z zielonego pieprzu + fasolke
      szparagowa, ale fasolka byla rozgotowana i fuj, a antrykot za tlusty
      i musialam sie biedzic z wycinaniem tluszczu. Jak to mam w zwyczaju.
      Salami i tego rodzaju kielbas prosze mi nie zapodawac, bo sie na
      talerzu robi masakra. ;-)))
      Dzisiaj po raz pierwszy odwiedzam stolowke zakladowa ;-)
      Mam nadzieje, ze sie nie zatruje. :-D
      A wieczorem feta, i zwykle jedzenie jest bardzo dobre.
      Zaraportuje jutro.

      Tyle wiadomosci kulinarnych z DoopaRyza.
      :-D
      • jutka1 Re: Pod-watek kulinarny --- odc. 2 26.06.08, 19:50
        Lunch na Manhattanie z kolega z dawnych czasow. Jedzenie bardzolekkopolsrednie,
        ale mila i interesujaca rozmowa. Lubie jego hiszpanski akcent, kiedy mowi po
        francusku :-)

        Na kolacje z czystego lenistwa, kupilam sobie w Monoprix (swietne jest to tutaj
        Monoprix, a propos, bardzo lubie) duza salatke owocowa (arbuz, melon,
        grapefruit, ananas, winogrona) - juz zjadlam polowe, reszte dokoncze rano. Do
        tego w sekcji delikatesowej (traiteur) kupilam azjatyckie nudle smazone, na
        zimno, z malymi kawalkami kurczaka, grzybami i warzywami. Zupelnie niezle.

        W ogole zauwazylam duza zmiane na lepsze w asortymencie w tego typu sklepach.
        Wiekszy wybor, wieksza roznorodnosc, wiecej "etnicznych" rzeczy. Fajnie.
        • jutka1 Re: Pod-watek kulinarny --- odc. 2 27.06.08, 15:39
          W knajpie na rogu, calkiem niezlej, spozylam co nastepuje:
          - entree: nem czyli sajgonka nadziewana mieszanka sera koziego i
          jeszcze jakiegos, plus rozna zielenina z vinaigrette. Zjadlam cala
          zielenine i pol sajgonki - za duzo, za ciezko.
          - plat czyli danie glowne: tatar z dorsza z ziolami plus salata.
          Do tego gamay.
          Potem kawa.

          Bardzo, bardzo fajna rozmowa, okazuje sie, ze bedziemy pracowac w
          tym samym regionie i w podobnym temacie. Obsmialam sie jak dzika
          norka sluchajac opowiesci z pracy "w polu" czyli w tzw. terenie.
          A teraz juz mi sie nie chce pracowac.
          Niekcemalemuszem. :-)
    • jutka1 Pod-watek o rytualach i nawykach 25.06.08, 11:46
      Akurat skonczylam swoja porcje czytania porannego, i zanim mozg
      pochyle nad tym, com wyczytala, to inna rzecz mi sie pojawila.

      Male codzienne rytualy, ktore bezwiednie sobie wyrabiamy, czemu
      sluzace nie jestem pewna... Moze oswajaniu swiata wokol? Ze jak cos
      sie powtarza, to czujemy sie bezpieczniej? Nie mam pojecia.
      Ale sa. Juz kilka u siebie zlapalam. Natentuprzyklad przywloklam w
      walizce jedna ze swoich kafetier, pierwsze, co kupilam po
      przyjezdzie to byla kawa, i odruchowo kupilam te sama, ktora zawsze
      tu pijalam czy Lavazza Mattina. Rytual porannej espresso z mlekiem i
      miodem zachowany.
      Drugie cos, co zlapalam, to smoothie mango-passion fruit, plus mala
      butelka H2O, kupowane niedaleko biura, smoothie konsumuje na
      miejscu, siedzac na zewnatrz i palac papierosa, H2O biore ze soba do
      biura. Pojawilo sie toto znikad, nigdy nie pijalam smoothies, a
      teraz co rano. I jak zabraknie _tego_ smaku, to robi sie rysa w
      porzadku wszechrzeczy. Dziwaczne jakies cos.

      Jak bede lapac nowe rytualy, to zapodam.

      Poprzednim razem tutaj sobota jesli slonce, to lunch na tarasie w
      tej a nie innej knajpie, przy tym a nie innym stoliku. Potem juz
      sami wiedzieli, ze jak slonce, to mi rezerwuja, a jesli sie nie
      zjawie do 12:30 - to znaczy ze wyjechalam. Niedziela - zupa pho, tez
      zwykle na "moim" miejscu.
      Week-endowe rytualy zapewne sie znow pojawia.
      A moze ja jestem nienormalna?
      :-\\\\\\\\
      • maya2006 Re: Pod-watek o rytualach i nawykach 25.06.08, 13:16
        jesli chodzi o rytualy, to faktycznie nauka (m. in. antropologia, psychologia i
        socjologia) twierdzi, ze tworza one w zyciu pewne tlo, podtrzymujace zaufanie do
        zycia, przynoszace spokoj. szczegolnie jesli zycie ogolnie przynosi wiele zmian
        i nowosci;-)
        • jutka1 Re: Pod-watek o rytualach i nawykach 26.06.08, 11:57
          A to mnie pocieszylas. :-)
      • maria421 Re: Pod-watek o rytualach i nawykach 25.06.08, 13:19
        Eee tam, zaraz nienormalna. Kazdy normalny czlowiek rytualy swoje ma.

        Ja rano wstaje, podnosze zaluzje, otwieram drzwi na balkon zeby sie sypialnia
        wywietrzyla, strzepuje koldre i poduszke. Po drodze do lazienki wchodze do
        "biura" i wlaczam kompa. W lazience pierwsza rzecza jaka robie jest spryskanie
        twarzy l´eau thermale Vichy. Potem siusiu, mycie rak, mycie zebow. Wejscie na
        wage. Potem prysznic. Po prysznicu- kremy tu i tam, fryzura, makijaz. Zejscie na
        dol do kuchni. Wypicie szklanki wody mineralnej niegazowanej. Przygotowanie
        kawy. Podniesienie zaluzji na dole i otwarcie drzwi na taras. Powrot do kuchni-
        kawa gotowa.

        W takiej kolejnosci niezmiennie dzien w dzien.

        Reszta dnia jest mniej zrytualizowana.
      • iwannabesedated Re: Pod-watek o rytualach i nawykach 25.06.08, 13:34
        Najmilsze rytuały były jak mieszkałam w Afryce. Poranna kawa na tarasie od
        strony zachodniej - siedzenie na bujanej kanapie, łyk kawy, odepchnięcie stopą
        od ziemii, bujnięcie, przerwa. Łyk kawy, odepchnięcie stopą, bujnięcie, przerwa.
        I znowu, łyk, stopa, bujnięcie, przerwa...
        A zimą szykowanie komika na wieczór, moszczenie pledów, szykowanie przekąsek i
        wina. Bo zimno, i oddalać od kominka się nie chce. Długie siedzenie z
        dorzucaniem polan. Potem szybki trucht do sypialni. Włączenie farelki. Sprint do
        łazienki. Włączenie grzejnika i nalanie wody do wanny. Moczenie w wannie. Sprint
        korytarzem do nagrzanej już sypialni. Hop w bety z książką...
        • maya2006 Re: Pod-watek o rytualach i nawykach 25.06.08, 15:02
          iwannabesedated napisała:

          > Najmilsze rytuały były jak mieszkałam w Afryce. Poranna kawa na tarasie od
          > strony zachodniej - siedzenie na bujanej kanapie, łyk kawy, odepchnięcie stopą
          > od ziemii, bujnięcie, przerwa. Łyk kawy, odepchnięcie stopą, bujnięcie, przerwa
          > .
          > I znowu, łyk, stopa, bujnięcie, przerwa...

          piekne... przypomnialo mi to jeszcze niedawny rytual spotkania sie na tarasie,
          zeby przezyc przy lampce wina czy kubku herbaty przepiekna l'heure bleue... :-)

        • jutka1 Re: Pod-watek o rytualach i nawykach 26.06.08, 17:43
          Fajne te afrykanskie rytualy, 100Krocie. :-)

          W ramach rytualow i nawykow ;-) pojade teraz do mieszkania i
          odpoczne troche. Poczytam, poslucham muzyki, pomysle, popisze, moze
          uda sie wczesniej pojsc spac.

          Z domu juz napisze o rytualach w stosunkach miedzyludzkich - dzis
          umawiajac sie z kolezanka od Stokrotkowej Ody do Doopyryza na jutro
          na tarasowanie po tygodniu pracy, zdalam sobie sprawe z jednej
          rzeczy i przypomnialam sobie po nitce do magdalenki o czyms innym.
          Ale to juz z domu.

          Baj. :-)
          • jutka1 Pod-pod-watek o stosunkach miedzyludzkich 26.06.08, 21:03
            Jak wspominalam wyzej/nizej (zalezy jak kto ma zaprogramowane forum),
            rozmawialam dzis z kolezanka, ktorej triumfalnie owinieta wokol Luku recytowalam
            100Krotna Ode do DoopaRyza. Powiedzialam cos w stylu: "bo ty w przyszlym
            tygodniu ruszasz w podroze, to musimy sie jutro spotkac i jeszcze nagadac, a w
            ogole to juz sie przyzwyczailam do naszych popracowych spotkan dwa razy w
            tygodniu i bedzie mi ich brakowac". Nawyk? Rytual?
            Zafrapowana post factum tym, co powiedzialam (zdarza mi sie czesto cos
            pierdutnac i potem sie tym zafrapowac), po odlozeniu sluchawki zaczal mi sie
            pytonowy mozg owijac, strzelilam Prousta i trzecim okiem zobaczylam magdalenke,
            ktora zreszta nie wziela sie tylko z tego, com rzekla ale tez z faktu odbycia
            wczoraj garden party.

            Otoz owa magdalenka to moj bliski przyjaciel, ktorego poznalam podczas takiego
            wlasnie garden party 6 czy 7 lat temu. Poznal nas nasz wspolny znajomy, i biedak
            sie na czas jakis na nas obrazil, bo mysmy po 5 minutach rozmowy doznali pierunu
            w rabarbar - zaznaczam, ludzko a nie damsko-mesko. I juz tylko ze soba
            rozmawialismy.
            I magdalenka na nastepnym spotkaniu, nazajutrz na jakims tarasie, powiedzial
            cos, co mi sie dzis przypomnialo. Ze jesli mamy byc przyjaciolmi, a wyglada, ze
            innego wyjscia nam niebiosa nie daly, to dla niego _musi_ istniec jakas
            struktura i pewnosc` i powtarzalnosc. Zadnego tam "zdzwonimy sie". Nie. Ze mamy
            robic wszystko, zeby sie raz w tygodniu widywac, robic cokolwiek: gadac, lazic,
            jesc, pic, nic nie robic - ale to musi byc regularne, i musimy fakt
            powtarzalnosci oboje uzgodnic. Inaczej jemu jest zle, i inaczej on nie potrafi,
            wiec na tym drugim spotkaniu lepiej zaprzestac. Pamietam, ze bylam szalenie
            zdziwiona, a uprzedzajac ewentualne pytania - nie, absolutnie z powodow
            oczywistych nie bylo mowy o zadnych checiach z zadnej strony.

            Oczywiscie zgodzilam sie mimo zdziwienia. No, raz w tygodniu nie zawsze sie nam
            udawalo, bo oboje wtedy duzo podrozowalismy, ale 2-3 razy w miesiacu sie
            widywalismy, spedzalismy ze soba duzo czasu, byl nawet taki okres, 4-5 miesiecy,
            ze w kazda mozliwa sobote wieksza czesc dnia spedzalismy razem, czasem jedlismy
            lunch, konczylismy wieczorem idac razem na jakas impreze, zalezalo od mozliwosci
            czasowych.
            Potem wyjechalam.
            Kontakt mielismy sporadyczny. Kiedys przez telefon mi powiedzial, ze nie umie
            tej regularnosci utrzymywac nieosobiscie, ze musze byc na miejscu, inaczej jest
            nie tak.
            Potem on wyjechal z Paryza, ale w miare blisko, a poniewaz tutaj ma lekarza,
            wiec bedzie przyjezdzac.
            Rozmawialismy w niedziele przez telefon, umawialismy sie na przyszly piatek, i
            on powiedzial: "no, tak juz jest lepiej - Paryz-Dolny Slask: bez sensu, nie da sie".

            Duzo o tym dzisiaj myslalam w kontekscie rytualow i nawykow, poczucia
            bezpieczenstwa, stalosci, trwalosci.
            Wtedy go chyba nie rozumialam.
            Teraz chyba bardziej, nie wiem.

            W koncu nasz krajobraz, taki z ktorym nam dobrze i bezpiecznie, sklada sie nie
            tylko z rzeczy, miejsc.
            Ale tez z rytualow prywatnych.
            Ale tez z ludzi.
            Moze przede wszystkim z ludzi, a bo ja tam wiem.

            Grafomansko przedkladam pod dyskusje najbliwszego foruma.
            :-)
    • jutka1 Po garden party 26.06.08, 00:00
      Wrazenia na szybko, bo trzeba isc spac i w ogole.
      Ciesze sie ze poszlam. Spotkania po latach potrafia byc calkiem mile. :-)
      Glowny budynek zmienil sie nie do poznania, ale z rozrzewnieniem patrzylam na
      okna mojego bylego biura, ktore ciagle wpisywaly sie w pejzaz okoliczny.
      Czulam sie, jakbym nigdy nie wyjezdzala. Barman ciagle ten sam, "a pani to gdzie
      sie podziewala?"; kolega od wiz: "no, teraz mam osobe o podobnym nazwisku i bede
      sie mylic ;-)", etc etc.
      Mysle - 3.5 roku, a jakby dwa tygodnie. To jak to?

      Jedzenie bylo do kitu.
      Zabraklo pod koniec chablis.
      Na czesc dyskotekowa nie poszlam, bo juz pora byla na mnie - jutro do pracy,
      jakby nigdy nic.
      Niebacznie przyjelam zaproszenie na jutro na kolacje - ale wykoncypowalam, jak
      sie wywinac. Co tez i uczynie.

      I tyle doniesien.
      • go.ga Re: Po garden party 26.06.08, 11:27
        A znalazlas w koncu buty czy na bosaka poszlas?
        • jutka1 Re: Po garden party 26.06.08, 11:53
          Boso ale w ostrogach ;-)))

          Zmienilan kuncepcje autfitowa, i do tej drugiej mialam i buty, i
          torepkiem. ;-D
          • iwannabesedated Dziwne dnie 26.06.08, 13:59
            Wczoraj nie chciała odpalić aplikacja do ściągania zdjęć z aparatu, nie chciał
            (i dalej nie chce) włączyć się telewizor, uległo awarii dynamo od roweru, i w
            końcu ja się z roweru spierdoliłam w efekcie czego na nodze pojawiły się aż trzy
            czerwono fioletowe gule - dwie na kolanie i jedna pod. Od kilku dni też duszę i
            memłoszę pejpala i urząd skarbowy coby oddali moje pieniądze, a oni nie oddają.
            A także rozesłałam info o najbliższych warsztatach, i odpowiedziała tylko jedna
            osoba :((( Narobiłam ekstra zdjęć biżuterii, ale ugrzęzły w aparacie. Nie
            przyszła pani od sprzątania - niewiadomo czemu.W domu wybuchła afera chłodnikowa.
            Ogólnie latam i dobijam się do drzwi.Do wszystkich drzwi które są w moim
            zasięgu. A tu nic. A tu dupa. Nic się na wet nie uchyla. Help!
            • jutka1 Re: Dziwne dnie -- skrecenie, ale nie szkodzi... 26.06.08, 14:56
              Jakby co, niech admin przeklei czycus.
              100K., przeciez awarie rzeczy mechanicznych zawsze chodza parami,
              cojagodom: czworkami jak ci zolnierze prosto do nieba.
              Potem sie wszystko na raz uspokaja.
              Przeczekac, nic innego nie pozostaje.

              Siniakow nie zazdroszcze - moj siniak nabyty droga spadania z lozka
              przez sen dopiero zaczal blednac.
              • go.ga Re: Dziwne dnie -- skrecenie, ale nie szkodzi... 26.06.08, 15:53
                jutka1 napisała:

                > Jakby co, niech admin przeklei czycus.
                > 100K., przeciez awarie rzeczy mechanicznych zawsze chodza parami,
                > cojagodom: czworkami jak ci zolnierze prosto do nieba.
                > Potem sie wszystko na raz uspokaja.
                > Przeczekac, nic innego nie pozostaje.

                Wczoraj byl faktycznie zly dzien. Napier zespuly sie nam dzrzwi w garazu. Spadly z hukiem na tyl bagaznika samochodu, wiec samochod do naprawy. Podwojnej, bo gdy pojechalismy na zakupy, jakis gosciu wyladowywal rzeczy z zaparkowanego przy ulicy samochodu, nie rozgladnal sie i dzgnal nam czyms ostrym w bok. Na szczescie poczul sie do winy i wypelnil grzecznie papiery do ubezpieczalni. Na telefonowanie do ubezpieczalni zeszlo na pol dnia. Pod wieczor postanowilismy zrobic cos pozytecznego, jestesmy w trakcie remontu chalupy, i zabralismy sie za malowanie sciany na strychu. Nic nie pomalowalismy, za to wylalismy farbe na podloge i caly wieczor trzeba bylo to czyscic. Nic sie nie posunelismy do przodu, no fatalny dzien a ani nie piatek ani nie trzynastego. Chyba nie w tym watku co trzeba pisze, powinno byc w watku narzekajcym, ale trudno.
            • jutka1 Re: Dziwne dnie 27.06.08, 11:04
              100Krocie, lepiej juz?
              Jak obrazenia, mam nadzieje, ze zbytnio nie bola?
              • iwannabesedated Re: Dziwne dnie 27.06.08, 12:50
                Lepiej, lepiej. Nie bolą tylko zmieniają barwę powoli z fioletowej na
                zielono-żółtą...
                Dla rozrywki i natchnienia czytam sobie Twoje paryskie opowieści.
                • jutka1 Re: Dziwne dnie --- wlasnie taki mnie napadl 27.06.08, 16:33
                  To dobrze - moj siniak od spadania przez sen z lozka na klimatyzator
                  byl fioletowo-sino-krwisty przez ponad tydzien. Dopiero teraz
                  zaczyna znikac.

                  A propos dziwnych dni, czyli w adremie Twojego wpisu, mam dzis taki
                  dzien. Chyba juz o tym gdzies wspominalam, ze miewam dni, kiedy
                  jestem jak otwarta ostryga, wchlaniam wszystkie emocje od innych
                  ludzi, a i sama mam burze w duszy. Hyper-sensitivity. Czuje wszystko
                  w trojnasob, i czasem to jest wspaniale uczucie, a czasem do kitu,
                  zalezy. Dzisiaj raczej do kitu.
                  Stad tez z rezygnacja w sercu nie skoncze tego, com sobie ambitnie
                  zaplanowala. Nie moge sie skupic. Obrazy mi sie wpychaja pod
                  powieki, dzwieki sie przypominaja, zapachy wypelzaja ze swoich
                  baniek i wpelzaja do mojej aktualnej banki, i emocje/uczucia/energie
                  ze wszystkich stron atakuja. Pindule. Skoncze po week-endzie.

                  Szefa nie ma, 3/4 wspolpracownikow tez nie, bo polezli na spotkania
                  na miasto, moge sobie pozwolic. Najwyzej w week-end troche popracuje.

                  I stychnerf boli mnie w brzuszku. :-/////////////
                  (nie wiem, z jakichnerf, ale z jakichs ;-D)

                  No nic, jutro mam caly dzien tylko dla siebie. Pojde na targ i do
                  Monoprix, na spacer, poczytam. Z kolezanka spotykam sie w niedziele,
                  i odwiedzimy spacerem kino, zjemy razem posilek, pogadamy. Spoko.

                  Tyle o dziwnych dniach.
        • jutka1 Buty i wyprzedaze 28.06.08, 17:35
          Poszlam w dzielnice w celach merkantylnych. Patrze, a tu sklep z butami.
          Wchodze, a tu czerwone buty. Prawie w 100% takie, jakie chcialam. No to kupilam,
          a do tego byla torebka, to tez kupilam, I pare czarnych mokasynow.
          Kjap.
          Jakcza.
          :-)))
    • jutka1 Ligne 6, czyli moja ulubiona linia metra :-) 27.06.08, 12:10
      Jadac dzis rano do pracy moja ulubiona linia metra, oczom pytonowym
      ukazalo sie na moscie Bir-Hakeim podwojne odbicie: slonce odbijalo
      sie w wodzie, a rozzlocona wibrujaca woda odbijala sie w oknach
      barek kolyszacych sie lekko na Sekwanie. Nagle piekno malego
      fragmentu swiata.

      Bardzo lubie te linie, bo jest w wiekszosci nad ziemia, bo ma trase
      wyznaczona chyba specjalnie po to, zeby od czasu do czasu cieszyc
      oczy: tu nagle wyskoczy kopula Inwalidow, tu wieza E., tam nabrzeze.
      Kiedys - mimo kompletnej niemoznosci robienia Paryzowi zdjec (moze
      mi przejdzie?) - zrobilam Linii 6 kilka fotek przez okno jadacego
      wagonu. Nic takiego, a wrecz grafomanstwo fotograficzne, ale innych
      nie posiadam. :-)

      www.pbase.com/as12d4/image/69631602
      www.pbase.com/as12d4/image/69631603
      www.pbase.com/as12d4/image/69631598
      www.pbase.com/as12d4/image/69631599
      www.pbase.com/as12d4/image/69631600
      A teraz ide na lunch z kolega z bylej pracy. :-)
      Kiedys mi na imprezie piatkowej u szefa wlal do torebki caly
      kieliszek rozowego wina, i teraz w ramach rehabilitacji ;-) zaprosil
      mnie do niezlej knajpy. Zaraportuje na pod-watku kulinarnym.
    • jutka1 Jezdedebilem 29.06.08, 03:57
      Idiotką i głąbem.
      Poszłam spać wcześnie, bo że niby mam odespać.
      Aha...
      No to mnie dwóch Chrancuzów wychodzących z imprezy obudziło po drugiej swoimi
      krzykami. :-/////
      Tak więc siedzę, obdzwaniam inne strefy czasowe (których numery nie zniknęły
      razem z ukradzioną komórką), czekam aż mi się znowu zachce spać.

      A jutro/dzisiaj o 12:00 spotykam się z kumpelką i mamy pójść do kina i na
      spacer, i jak to, kurnia, zrobić.

      I myślę.
      To myślenie jest najgorsze. Wtewewteinaabarot, przemyśliwuję różne sprawy, i tak
      naprawdę - zero wniosków i zero konkluzji (to chyba to samo pod osłoną innych
      słów). Tyle, że mózg jest zajęty.

      Przyjaciółka pisarka mi napisała (nomen omen i sic ;-) ) na czacie: "Tesknie za
      toba, mimo, ze i tak nie tak czesto sie widywalysmy, ale to jednak roznica Dolny
      Slask - Paryz". Nastepna, kurdebalans (vide: Pod-pod-wątek międzyludzki,
      wyżej/niżej).

      Mam wrażenie, że ludzie w PL spisali mnie na straty, bo już mnie tam fizycznie
      nie ma. Jakbym przestała istnieć, jakby geograficznie nastąpiło wymazanie gumką
      myszką. Oh, well. :-\
      A ja przecież _jestem_ - taka sama, tyle, że w innym miejscu.
      I kij w oko, że mam problemy, z którymi się musze stąd borykać (ciekawe słowo:
      "borykać się"); kij w oko, że to i tamto.

      Wczoraj czy kiedyś/przedwczoraj rozmawiałam z Rodzicielką, i po raz trzeci w
      życiu się przed nią otworzyłam. Popłakałyśmy się obie, i co z tym dalej?

      Ech. Idę spać.
      • kielbie_we_lbie_30 Re: Jezdedebilem 29.06.08, 23:02
        Jasne ze jestes, dla mnie nie przestalas istniec bo z Paryza na wies
        sie przenioslas :)
      • luiza-w-ogrodzie Ludzie w PL spisali mnie na straty 30.06.08, 03:41
        jutka1 napisała:

        > Mam wrażenie, że ludzie w PL spisali mnie na straty, bo już mnie
        tam fizycznie nie ma. Jakbym przestała istnieć, jakby geograficznie
        nastąpiło wymazanie gumką myszką. Oh, well. :-\
        > A ja przecież _jestem_ - taka sama, tyle, że w innym miejscu.
        > I kij w oko, że mam problemy, z którymi się musze stąd borykać
        (ciekawe słowo: "borykać się"); kij w oko, że to i tamto.

        Welcome to the club. Po cichu nic nie mowie, ale mam to samo
        wrazenie, z tym ze mnie spisali na straty baaaardzo szybko, jako ze
        Australia to koniec swiata, internetu tu nie maja i generalnie po co
        pisac, skoro mozna sie ze mna zobaczyc tylko raz na dwa lata. Nawet
        odnowione w ciagu ostatnich kilku lat kontakty zamieraja pod
        zawolaniem "bo Ty nas nie rozumiesz" albo "bo u Ciebie jest wszystko
        inaczej".

        Problemy do borykania sie mam faktycznie inne, ale nie az tak
        bardzo. Rodzina, praca, ogrod, sasiedzi istnieja po obu stronach
        wszystkich oceanow.
        Howgh.

        PS Daj mi telefon, maupo
        Luiza-w-Ogrodzie
        .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
        Australia-uzyteczne linki
    • jutka1 Cuda 29.06.08, 22:54
      A wiec. Wiem, wiem, nie zaczyna sie od wiec...
      Dzisiaj Paryz oddal mi telefon. Cuda i magia. Na wycieraczce znalazlam. OK, w
      smsach byl adres. Ale zeby podrzucic na wycieraczke????????

      Magia.
      Innego wytlumaczenia nie mam.
      :-///////
      • kielbie_we_lbie_30 Re: Cuda 29.06.08, 23:00
        No cuuuuda...mam miec nadzieje ze Londyn odda mi moja?
        Stracilam poprzedniego weekendu w Londynie komorke i aparat
        fotograficzny. Dziwnym trafem byla chmara naszych rodakow naokolo.
        Raczej nie licze zeby odnalesc ja na wycieraczce a bym chciala bo
        choc dostalam juz z pracy nowa to bardziej mi tamten typ odpowiadal.
        Najbardziej zalosne jest ze zlodziej nie bedzie mial z niej pozytku :
        (
        • jutka1 Re: Cuda 30.06.08, 06:06
          I teraz bede nosic 3 telefony w torebce...
          Pracowy, polski z nowym aparatem z Fnaca, i chrancuski podrzucony.
          Kjap.
    • jutka1 Nastepna noc zarwana :-( 30.06.08, 07:48
      Najpierw nie moglam zasnac. Potem jak juz zasnelam, to obudzily mnie wrzaski
      kibicow. Zeby ich jasny gwint.
      :-(((
      Ide. Lepiej juz chyba nie bedzie. :-/
      • iwannabesedated mrówki/pchły 30.06.08, 12:59
        A ja też fatalnie spałam. Pies mi się zapchlił i teraz mi się wydawało, że coś
        po mnie całą noc łazi. Część nocy więc spędziłam rzucając się i łapiąc
        niewidzialne i pewnie nieistniejące pchły a część śniłam jakieś sny zagmatwane.
        Apropos tego co piszecie o skreślaniu, Pytoniem i Luizo, to chyba tak reagują
        ludzie którzy nie mieszkali nigdy za granicą. Jakoś ta granica w ludzkich
        głowach stanowi mur nie do przeskoczenia. Zresztą nie tylko granica. Ja jak się
        zwolniłam z etatów i zostałam wolnym elektronem bez gabinetu i wypasionej fury,
        to miałam odczucie, że zostałam skreślona. Moja znajoma jak zaszła i urodziła na
        studiach, to mówiła że ma wrażenie iż przez kolegów została skreślona, a inna co
        nie zaszła - też miała takie wrażenie. Ludzie mają wrażenie, że zostali
        skreśleni bo są za starzy, bo nie mają wyższych studiów, bo są ze wsi, bo są
        wierzący, homo lub wege. Chyba jesteśmy takim społeczeństwem wykreślenia i
        wykluczenia.
        Jeśli chodzi o mnie Pytoniem, to nie mam takiego wrażenia że jesteś dalej. Wręcz
        przeciwnie, jakoś dziwnie bliżej mi się wydaje, wręcz czasem na wyciągnięcie
        ręki. Dużo bliżej niż w ZD - nie wiem czemu ale tak jest :????
        • jakotakot Re: mrówki/pchły 30.06.08, 16:03
          Bo Pyton miejski jest z natury - knajpkowo-tarasowy. Jest rudym
          alleycatem i dachowcem paryskim, stukajacym obcasami po bruku,
          machajacym torepkom i dryzdajacym sie perfonami. W szacie wiejskiej
          bylo mu do twarzy (zwaszcza jak popylal po hektarach jeepem
          ogrodowym falujac biustem ku uciesze gawiedzi), ale zawsze troszke
          jak w przebraniu... Wiec pewnie teraz sie blizej wydaje, bo blizej
          Mu tez do siebie ?
          Ja juz na emigracji ze dwascia rokow, tom na ament skreslona, ale
          skreslenie nastapilo od razu. Pierwsze powroty do Polski bardzo mnie
          smieszyly, bo wtedy jeszcze znajomi sie rzucali na mnie jak pies na
          kosc, ale w czasie spotkan po obowiazkowym "no i jak Ci tam -
          opowiadaj" wcale nie sluchali, tylko rozmawiali miedzy soba, klocac
          sie czesto zawziecie na tematy amerykansko-polityczno-obyczajowe, i
          wychodzilo na to, ze naoczny swiadek gowno wie, ani nic nie rozumie
          hehe.
          Do skreslen dochodzi bardzo latwo niezaleznie od szerokosci
          geograficznej, gdy znajomosci, czy nawet przyjaznie opieraja sie na
          memlaniu tej samej rzeczywistosci fizycznej, co sie zdarza czesciej
          niz rzadziej. Jak sie zamieszkuje te same landy psychiczne, to do
          skreslen nie dochodzi :)
          • iwannabesedated Re: mrówki/pchły 30.06.08, 16:40
            Hahaha, dokładnie takie miałam wrażenie jak po latach madeinusa przyjechałam z
            pierwszą wizytą. Ludzie chcieli żebym im powiedziała, jak tam jest zajebiście,
            że dolary leżą na ulicy i każdy ćwok żyje jak król. Jak tylko moja bajka trochę
            okazywała się odbiegać od ich bajki dostawali słupa i głucha, po czym szybko
            zmieniali temat. Najchętniej na taki, jak to jest tu ciężko i jakie wszystko
            drogie. W tym momencie ja waliłam słupa i głucha bo jak kupa bogu tak bóg kupie,
            hehehe. Reasumując, ani oni nie byli gotowi mnie wysłuchać, ani ja ich.
            • maria421 Re: mrówki/pchły 30.06.08, 17:00
              Ja mialam inaczej kiedy po raz pierwszy po 9 latach pojechalam z wizyta na
              Ojczyzny lono. Pewno dlatego ze przyjechalam z Reichu.
              Po mnie sie spodziewano opowiesci o ciezkim slowianskim losie wsrod teutonskich
              nadluzi i o tym ze jak to przy dziecku mowic po niemiecku, spodziewano sie ze
              bede sie zachwycac kazda kromka polskiego chleba z tych lanow zlotych...
            • jakotakot Re: mrówki/pchły 30.06.08, 17:11
              Mnie - juz pozniej, jak sie zajebiscie wszyscy wypasli i obrosli w
              lodowki obite panelami, garbiczdispouzale i takie rozne - traktowali
              mieszanka wpolczujacego niedowierzania i pogardy wrecz lekkiej, gdy
              zeznawalam po prawdzie, ze w malym domku, ze starym smochodem, ze
              dlugi studenckie splacam... Wychodzilo na to, ze Eldorado sie pod
              nogi kladzie, a ja jakas taka nieudacza... A pchly to mi
              przypomnialy naszego wspolnego z Tyldziom kota, co z farmy przyszedl
              do nas i zapchlil Tyldzi chalupe, az trzeba bylo bomby podkladac
              hehe. A teraz wyglada na to, ze z kotem na kolanach doparyza bede
              pociskac. Ale ten kot paryski jest caly, w szpilkach i z tapirem na
              grzbiecie. Gdzie tam naszemu zapchlonemu sp Tumanowi do niego :).
              Tak czy smak - historia sie kocim ogonem zawraca.
              • jutka1 Tu jest koniec 01.07.08, 00:46
                lunchu z Lulu. Kjap.

                I poszlysmy ... do kosciola.
                Ino sie pochlaslac ;-))))))))))))))))
                • jakotakot Re: Tu jest koniec 01.07.08, 00:53
                  hostie i mszalne na lunch zapodawalyscie ?

                  • jutka1 Re: Tu jest koniec 01.07.08, 07:42
                    Jeno mszalne, ale w duzych ilosciach. :-)))))))))))
          • jutka1 Re: mrówki/pchły, plus odnowione obrazenia 01.07.08, 07:41
            Matko, pamietam kota Tumana. Bidulek.

            W marcu, jak bylam w Warszawie w ataku pomrocznosci jasnej, cos sobie zrobilam z
            barkiem, znaczy ze stawem. Teraz sie odnowilo, i boli jak jasny gwint.
            Oh well.

            Poza tym, strasznie mi sie nie chce isc do roboty. Niekcemalemuszem.

            Musze zaczac organizowac weekendowa przeprowadzke do mieszkania docelowego, a to
            troche skomplikowane logistycznie. Reszte rzeczy trza zabrac z Rosiers, oddac
            klucze, skoordynowac.
            Dobrze tylko, ze bede miec czterodniowy weekend, bo na przeprowadzke dostaje
            dzien wolny, i biore dodatkowy dzien urlopu.

            No i tyle...
            :-)
          • jutka1 Re: mrówki/pchły 01.07.08, 14:46
            Jakocie, wewtobie to sie zakochalam po pierwszym Twoim zdaniu do
            mnie, wypowiedzianym na schodach: "Ty oslico...". ;-))))))))))))))
            I ta wspolna przestrzen mentalna juz nas na wieki skleila, ejment.
            :-))))
        • jutka1 Re: mrówki/pchły 01.07.08, 13:46
          100Krocie, wczoraj nie odpowiedzialam, bom odbywala dwunastogodzinny
          krotki lanczyk z Lulu. No i w kosciele bylysmy, co mi powinno zostac
          zapisane w papierach, wyslane do proboszcza z sasiedniej wsi, i
          rozgloszone z ambony, mam wiec nadzieje, ze i Ty mi wybaczysz
          opozniona reakcje na Twoj wpis. No i ten strajk... :-/

          Ciekawe, co piszesz, to wykluczanie i skreslanie z powodu zmian:
          miejsc, trybow, baniek. Jak odeszlam i wrocilam do PL w trybie
          frilanserskim, to niektorzy tez mnie skreslili, choc nie wszyscy.
          Gdzies obok pisalam o moim przyjacielu, ktory musial mnie miec na
          miejscu, inaczej nie umial, i mielismy przerwe w kontaktach, a teraz
          wszystko wraca do normy, bo jest w sasiednimj bliskim kraju i bedzie
          tu do lekarza sie stawiac.


          Przyznaje tez, ze teraz czuje sie, jakbym byla blizej Ciebie
          100Krocie. Jednak 2.5 godziny samolotem o 6-7 godzin konmi to jest
          mentalna roznica.
    • jutka1 Pierwszy strajk 01.07.08, 10:57
      Rano wpadlam jak sliwka w kompot w niezapowiadany z wyprzedzeniem
      strajk RERu linii A. Strajk, bo wczoraj wieczorem jeden z
      konduktorow RER A byl ofiara jakiejs agresji.
      Do Etoile dojechalam normalnie, a tam sie zrobila rzeznia. Utknelam
      pod ziemia w tlumie na 40 minut. Potem jak juz sie dostalam do
      wagonu, w temperaturze chyba 45C, wszyscy wszystkim naciskajacy na
      wszystko, duszno, smrod potu, ... no to sie Pytun spytunil i prawie
      zemglal, i przyszlo na nastepnej stacji RATP Surete i Pytuna cucilo.
      Matko.
      CZEGOS TAKIEGO to przez cale moje ponad 9 lat w Paryzu nie widzialam.

      Nie muesze dodawac, ze od tego scisku bark mnie boli jeszcze
      bardziej.
      :-//////////////


      KJAP.
      • jutka1 Prywata do Lulu :-) 01.07.08, 11:37
        Wyslalam Ci mailem, jak obiecalam, linki do moich zdjenciow. :-)

        I zapytanie. :-)
      • iwannabesedated Re: Pierwszy strajk 01.07.08, 13:22
        Biedny Pytun. Każdy by się spytunił i potrzebował cucenia w takich okolicznościach.
        • jutka1 Re: Pierwszy strajk 01.07.08, 13:35
          Ciagle dochodze do siebie, i ciagle mi do siebie za daleko. :-)
          W ramach glaskania sie po glowie "biedny pytunek biedny" pojde sobie
          stad wczesniej, pojade samochodem kuli-zanki w stare rewiry, pojde
          na Passy i stamtad wroce do domu moja ulubiona linia nr 6.

          Z ekipy zostalo nas w biurze 2 osoby. Reszta albo na urlopie, albo
          nie przyszli, bo na czas o strajku uslyszeli, i pracuja z domu.
          Kjap. ;-D
          • jakotakot Re: Pierwszy strajk 01.07.08, 13:40
            Nie tyraj za walkoni na wakacjach - wez sobie strajkowo-chorobowe !
          • iwannabesedated Re: Pierwszy strajk 01.07.08, 14:06
            A ja lubiłam być w pracy jak nikogo nie było. Można robić co się chce w
            relaksowej atmosferze. Nikt nie przeszkadza, nie zawraca dupacha, nie robi
            szumu. A się dostaje etykietkę osoby obowiązkowej.
            Znajdź sobie jakiegoś przystojnego masażystę lomi lomi Pytoniem. Albo masaż stóp
            może? Raz w tygodniu jak paciorek. Jesteś wszak miejskim Pytonem luksusowym, czyco.
            • jutka1 Re: Pierwszy strajk 01.07.08, 14:33

































              A wiesz, ze to bardzo dobty pomysl. Lomi Lomi, juz rozsylam wici, ze
              szukam.
              • jutka1 Re: Pierwszy strajk 01.07.08, 14:36
                Nie wiem, dlaczego taki gupi wpis sie zrobil. :-D
          • jutka1 Re: Pierwszy strajk, c.d. 01.07.08, 23:59
            Wlasnie dostalam maila na berrym od kolezanki z pracy, ze jutro znow jaja.
            Sprawdzialm, no tak (po chrancuskiemu):
            fr.news.yahoo.com/afp/20080701/tfr-transport-ratp-social-greve-agressio-8896b6f.html
            Powtorze trase dzisiejsza: Passy, 20 minut piechota, ruch kolowy na Manhattan.
            Matko.
            Ale nic to, szersze la gruszka, po drodze pojde do banku, wyjme z konta
            pieniadze, berrym napisze, ze sie spoznie, trudno.
            Jedyne, czego nie moge spuscic, to jutrzejszy lunch zawodowy, wprawdzie z osoba
            znana i lubiana od lat, ale zawodowy. A ona zajeta jak cholera, wiec
            przekladanie na inny dzien moze oznaczac wrzesien.

            Kjap.
    • jutka1 No QRV nie-do-wia-ry :-((( 01.07.08, 20:06
      The saga continues.

      W drodze do domu, wymeczona, goraco... Weszlam do Monoprix, zeby kupic cos na
      kolacje i inne takie. Koszyk juz mialam pelen i troche byl ciezki, wiec go
      postawilam i poszlam szukac miodu do kawy. Potem nie moglam go znalezc i 10
      minut lazilam po Monorix w kolko, zanim go znalazlam.

      Ide do kasy, chce placic - nie ma mojej karty. Szukam po calej torebce - nie ma.
      Dobrze, ze mialam ksiazeczke czekowa przy sobie, dobrze, ze mialam chrancuskie
      prawo jazdy ze starym paryskim adresem. Przytargalam zakupy w tym upale do domu,
      oproznilam torebke, wszystkie kieszonki i zakamarki, nie ma. Zadzwonilam,
      zablokowalam.

      Upierdliwosc, bo moj budynek pracowy jest w innej czesci miasta niz bank, i bede
      musiala znow tam pojechac, zeby wyjac gotowke przy okienku.

      W banku bylam dzis po 17:00 zeby m.in. sprawdzic stan konta, bo kod sekretny do
      bankowania na internecie nie dzialal. Wszystko jeszcze bylo OK. Nie wiem, czy
      mam ubezpieczenie od ewentualnych nieautoryzowanych transakcji, chyba tak.

      Dodam tylko, bo zapomnialam zaraportowac, ze w niedziele stracilam inna karte,
      co zauwazylam w poniedzialek rano. Tez ja musialam zablokowac, a przyslac mi ja
      moga tylko do Polski, bo jeszcze nie zdazylam zmienic adresu.

      Zamknelam sie teraz na 4 spusty, nikomu nie otwieram, nigdzie nie ide, trzeba
      przeczekac. Czarna seria jakas, psia go mac.
      :-(((((
      • jutka1 Szersze la gruszka, jak mawia 100Kroc 01.07.08, 20:30
        Z drugiej jednak strony.
        Przezylam dzisiejszy upal.
        Wyslalam przelew oplaty za przeprowadzke moich rzeczy, wiec jutro wysle im skan
        i dadza zielone swiatlo wtorkowej ciezarowce.
        W drodze do metra poszlam w dol Passy, bylo goraco wiec zatrzymalam sie na placu
        Passy na jakim tarasie, napilam sie zimnego panache (shandy, czyli piwo z
        lemoniada), siedzialam i patrzylam na ludzi, podsluchujac oczywiscie, i
        odganiajac golebie, ktore za wszelka cene chcialy sie zakolegowac z moja
        popielniczka.
        Tak sobie siedzialam i spokojnie gapilam sie na swiat. Bez pospiechu. Fajne 45
        minut.

        No i jak jenczalam 100K w telefon o tej karcie, to mi 100K przypomniala: szersze
        la gruszka. Jak mi Paryz co rusz cos zabiera i mnie mientoli i memua, to musi
        cos oddac. Moze nie karty platnicze, ale cos innego, co mi potrzebne? Jakas
        rownowaga we wszechswiecie musi w koncu byc, tak czy nie. Czycus.

        Ale i tak siedze zamknieta :-))))
        • gaudia Re: Szersze la gruszka, jak mawia 100Kroc 01.07.08, 21:03
          cze Jut, wtranzalam Ci sie w wątek, ale sie chcialam przywitac
          i powiedziec, ze mi bardzo milo tu byc
          choc jestem miejscowa, a to forum dla "za"

          moge ewentualnie donaszac cos niecos z kraju
          na przyklad malosolne z miodem albo co innego wedle zyczen

          cze Jakocie i Luizie :)

          i zawiadamiam, ze przygnaly mnie tu nie tylko znajome nicki, ale otoz jak
          poczytalam teksty Iwanny to umarlam z wrazenia niemal tak samo jak po obejrzeniu
          Tadz Mahala Jakoty

          to tyle
          • jutka1 Re: Szersze la gruszka, jak mawia 100Kroc 01.07.08, 21:16
            Czesc Gaudi. :-)

            Zaraz zarobisz zyeba za podlizywactwo i zaczepiactwo, ale dasz rade. Nie takie
            rzeczy na forach obok przezywalas. Nespa?

            Fajnie, ze dolaczylas do nas. :-)
            • iwannabesedated Re: Szersze la gruszka, jak mawia 100Kroc 01.07.08, 22:18
              E, nie. Nie mogę ciągle tak samo reagować bo sama ze sobą umrę z nudów. Może kto
              inny da zjepkę powitalną, co???
              Może Marysia?
              A tak apropos, czy tu coś przebiegło rakiem z jeżem w dupie, czy mi się zdawało?
              • gaudia Re: Szersze la gruszka, jak mawia 100Kroc 01.07.08, 22:39
                no strasznie mnie przykro Iwanna, ale jak komus bozia dala lekkosc piora to juz
                kurna trudno. Musi zyc z fanami.
                Na tym forumie nie tylko Ty z tym darem:)

                po poście Jutki romarzylam się o zjepce, a tu nic, ech

                ps. Nie mam jeża w dupie, nie biegam bom za gruba
                • jutka1 Re: Szersze la gruszka, jak mawia 100Kroc 01.07.08, 22:50
                  Hehehehehehehe........ Boszsz.... Jak sobie przypomne jakie nieme zjeby
                  ignorowe dostawalam od 100K... ale to bylo na innym forum, w innym kraju, w
                  innej bance, a do tego nikt tam wcale nie byl dziewica :-D
                • jutka1 Re: Szersze la gruszka, jak mawia 100Kroc 02.07.08, 00:22
                  A poza tym to o jezu to chyba nie bylo o Tobie, Gaudi. :-)))))
                  • gaudia Re: Szersze la gruszka, jak mawia 100Kroc 02.07.08, 00:57
                    jutka1 napisała:

                    > A poza tym to o jezu to chyba nie bylo o Tobie, Gaudi. :-))))

                    ekhm, nie wiem, o ktore Ci chodzi, ale na wszelki sluczaj wciaz jestem w dobrym
                    humorze :D
              • jutka1 Re: Szersze la gruszka, jak mawia 100Kroc 01.07.08, 22:41
                Przebieglo. Jez zostal i sie ciagnie, za szpilki (jezowe). :-)))

                Wyszlam, zeby podlac roslinnosc w studni domu (roslinnosc przyjaciolki).
                Nastepnie kurcgalopkiem wrocilam i zamknelam drzwi. Torebke z ksiazeczka czekowa
                biore pod poduszke, bo jak to mi jeszcze zwina pod oslona nocy, to koniec i
                grup, masakra z maskarom i z maszkaronem.

                Szukam wiec goraczkowo gruszki.
                GDZIE GRUSZKA??????
                :-D
                • jakotakot Re: Szersze la gruszka, jak mawia 100Kroc 02.07.08, 04:05
                  Czesc Gaudio, dawaj te ogory :)
                  Jutydonio, zebys sie tylko tej gruchy do lewatywy nie doszukala...
                  Czarna seria jak nic - Merfies law mon. Przepraszam, ze nie moglam
                  gadac, ale kelnerka mi chciala oko widelcem wydzabac za odwlekanie
                  sprawy.
              • maria421 Re: Szersze la gruszka, jak mawia 100Kroc 02.07.08, 08:53
                iwannabesedated napisała:

                > E, nie. Nie mogę ciągle tak samo reagować bo sama ze sobą umrę z nudów. Może kt
                > o
                > inny da zjepkę powitalną, co???
                > Może Marysia?

                Moi? "Zjepke"? Je dois defendre ma reputation! ;)




                > ?
                >
                • maria421 Jutka 02.07.08, 09:03
                  Tak to jest jak sie sabaty czarownic na swietej gorze Slezy odprawia, a potem
                  sie siostry czarownice zostawia i zjezdza dooopa ryza zostawiajac je same z
                  kotami i wszelkimi utelsyliami do rzucania zlego oka, czarow-marow, uroku i zarazy.

                  Ale siem nie martw, bo jak nie urok to przemarsz wojska.
                  Przemarsz wojska w Paryzu za niecale 2 tygodnie. Potem sie odmieni.

                  Tak mi moja szklana kula mowi.
                  • jutka1 Re: Jutka 02.07.08, 11:33
                    Musi sfinto racjo.
                    Na wszelki wypadek dzisiaj po pracy kurcgalopkiem do domu i zamykam
                    sie na klucz, bo strach sie bac. :-)

                    Bylam w banku - nowa karta powinna na mnie czekac jutro lub pojutrze.
                    Wzielam gotowke z okienka i z glodu juz nie umre.

                    Za to lunch zawodowy znajoma odwolala, bo wyjzdza i nie jest gotowa
                    z przygotowaniami.
                    No to sie postanowilam zaprosic na zupe miso i sushi.

                    Po poludniu musze napisac pare rzeczy.
                    I bardzo prosze, niech mi juz nic nie ginie. :-)

                    Luiza mowi, ze Paryz mnie doswiadcza, zeby sprawdzic, czy naprawde
                    go kocham. Kocham, kocham, ale nie juz mi kurnia uwierzy i da mi
                    inna banke, lepsza i z gruszka. :-)))
                  • jutka1 O gruszkach i o tym, jak to wyglad moze byc mylacy 02.07.08, 17:08
                    Pierwsza gruszka sie znalazla, przyszla karta pobytu. Wlasnie
                    pelznie poczta wewnetrzna.

                    W sprawie wygladu.
                    Gdzies juz wspominalam. Od przyjazdu ze 3 osoby mi powiedzialy, ze
                    wygladam, jak Wloszka.
                    Dzsiaj pan w tabacu sprzedajacy mi trucizne zaczepil mnie
                    pytaniem: "Mais vous etes Brasilienne, no?"
                    He? Ki fjute? Gdzie Rzym gdzie za przeproszeniem Krym?
                    I jeszcze mi powiedzial, ze mam akcent troche jakby brazylijski.
                    He?
                    Ki fjute?
                    ?
                    To moze mnie ten Paryz z kim innym pomylil, i mi dowala za nic? Za
                    jakas Astrud Gilberto czycus?
                    • iwannabesedated Re: O gruszkach i o tym, jak to wyglad moze byc m 02.07.08, 17:25
                      Wręcz przeciwnie,nie pomylił z nikim. Tylko na Tobie testuje techniki ochronne
                      przez stadem Polaków, co go zaraz zaleją. Drżyj i rżyj dooPoryża, bo tu już
                      wykupiono salcesuny i kiełbachy, już szykują na twardo jaja w drogę, już
                      skrzynkami ciągną zapasy wódki, słoiki kwaszonych ogórów oraz domowego smalcu -
                      otwarto wszak rynek pracy i nadciąga tłum robotników najemnych, czyścicieli
                      kibli, programistów, zbieraczy marchewek, pielęgniarek, tokarzy, a każden ma
                      kartę coby do Polandii Eurosy móc słać i komórkę żeby namiary swoje podać i
                      następnych ściągnąć. I zarzucić Paryż pierogami, zalać piwem Tyskie, uszmalcować
                      smalcem, tradycję zdeptać i zmemlić, powolne tarasowe posiłki zamienić na
                      pożerane w pośpiechu kanapki z papierka.
                      No to się Paryska struktura zwarła jak zwieracz i taktyki obronne opracowuje.
                      • gaudia Re: O gruszkach i o tym, jak to wyglad moze byc m 02.07.08, 17:45
                        wlasnie byl u mnie znajomy co sie do Francji wybiera z pytaniem co winien wziac
                        i w ogole
                        to po przeczytaniu postu powiedzialam, ze coby nie psuc wizerunku ma wziac jaja
                        twarde i salceson oraz skiszone
                        trochu sie zbulwesowal, ale stanowczo orzeklam, ze Pijar tego wymaga
                        i nakazalam coby kanapki byli z papierka koniecznie (planowal w pudelku)
                        i nakazalam zeby wodke na tarasie spode stolu pijal, zeby sie polski hydraulik
                        nie skiepscil przypadkiem
                        poczem wypilim Tyskie i poszedl do Karfura nabyc ten salceson

                        ----------------------------
                        na bezplusiu i minus plus
                        • iwannabesedated Re: O gruszkach i o tym, jak to wyglad moze byc m 02.07.08, 18:27
                          W rzeczy samej. Piar wymaga spójności i łatwej rozpoznawalności. Jak tej kanapki
                          z papierka nie będzie mniał, z tą flaszką w jednej kieszeni i piwem na popitkę w
                          drugiej - to go pomylą z Brazylijczykiem czy innym Włochem.
                        • maria421 Re: O gruszkach i o tym, jak to wyglad moze byc m 02.07.08, 20:53
                          gaudia napisała:

                          > wlasnie byl u mnie znajomy co sie do Francji wybiera z pytaniem co winien wziac
                          > i w ogole
                          > to po przeczytaniu postu powiedzialam, ze coby nie psuc wizerunku ma wziac jaja
                          > twarde i salceson oraz skiszone
                          > trochu sie zbulwesowal, ale stanowczo orzeklam, ze Pijar tego wymaga
                          > i nakazalam coby kanapki byli z papierka koniecznie (planowal w pudelku)

                          Dobrze mu poradzilas. Bulke przez bibulke. Boso ale z savoir vivrem.
                    • jutka1 Re: O gruszkach i o tym, jak to wyglad moze byc m 02.07.08, 19:49
                      Myslisz?
                      To co? UntynDoopoRyza mnie tu niekce?
                      Buuuuuu..??

                      Ja mu sie zewre, zwieraczowi jednemu.
                      Eeeeee, tak sie tylko odgrazam, tak naprawde to kurcgalopkiem do domu i drzwi
                      zawarlam jak zawieracz. :-)
                      • maria421 Re: O gruszkach i o tym, jak to wyglad moze byc m 02.07.08, 20:10
                        W poniedzialek mila pani kasjerka w sklepie w ktorym od lat wielu robie zakupy
                        spozywcze i z ktora zawsze wymieniamy sobie rozne mile zdanka, zapytala mnie czy
                        sie bardzo ciesze z wygranych mistrzostw.

                        Ona mnie przez te wszystkie lata brala za Hiszpanke!
                        Ja Hiszpanka? Z moja jasna cera i zielonymi oczami?
                        Potem sie okazalo ze brala mnie za Hiszpanke ze wzgledu na urode mojej corki:)
                        • kielbie_we_lbie_30 Re: O gruszkach i o tym, jak to wyglad moze byc m 02.07.08, 20:23
                          A mnie ostatnio w Londynie wzieto za tancerke!!!
                          No!!! Slowo daje.
                          Znalazlam sklep gdzie u gory byl hiszpanski sklep z gitarami a na dole z
                          ubraniami i roznymi szpargalami do flamenco i facet w drzwiach mowi do mnie:
                          "Widac po Tobie, jestes tancerka!!!"

                          Ale go w jajo zrobilam hahaha :)
    • jutka1 Czas i jego towarzyskie zagospodarowywanie 03.07.08, 22:19
      Pare dni temu, zanim zaczela sie czarna seria, przemysliwalam nad pojeciem czasu
      towarzyskiego w DoopaRyzu. Po tym, jak mnie jasna krew zalala, bo ktos mnie
      wyrwal z mojego planu weekendowego dnia, prosil o spotkanie nad kawa,
      odpowiedzialam, ze nie nad kawa polanczowa bo mam plany, umowil sie na 17:00, i
      ja durna myslalam, ze to znaczy wieczor.

      Bo w PL (pewnie gdziesik indziej tez?) wyrwanie kogos z planu dnia weekendowego
      i zgoda na cusik o 17:00-18:00 oznacza reszte wieczoru. Bo znaczy, ze wazne,
      zeby kogos wyrywac. A jak wazne, to sie juz do konca te problemy i sprawy
      obgaduje, nad kawa/herbata/kolacja/winem.

      Nienienie. Nie tutaj w DooParyzum.
      Ludzie sa w ciaglym pedzie, i robia sobie z czasu "okienka" jesli chodzi o zycie
      towarzyskie: jedna rzecz lunch, inna rzecz kawa po poludniu (to w pracy), potem
      umowienie sie na drinka czy aperitifa, a potem pendzom na kolacje do kogos
      innego, z kims innym.

      Musze przyznac, ze 3.5 roku w Polszcze mnie tego oduczylo. Jesli umawialam sie z
      kims wieczorem na drinka, to obie strony zostawialy wolny wieczor na kolacje.
      Czycus.

      Trzami (zam.) mentalnie znalezc srodek, zeby pogodzic sie z fragmentacja czasu
      Paryzan, i tez zostawic przestrzen na polskie mozliwosci przedluzania
      wczesniejszych definicji spotkania.

      Inna rzecz, ze - sila rzeczy - towarzysko/lokalnie wracam do starych nawykow i
      porzadkow wszechrzeczy: umawianie sie z wyprzedzeniem na lunch czy kolacje,
      czasem nawet trzytygodniowym, jak z jedna moich ulubionych osob ostatnio.
      Niestety, moi przyjaciele i znajomi krolika tez maja i zapelnione kalendarze, i
      innych znajomych, ktorzy moga tylko wtedy a nie kiedy indziej (bo dieci, bo
      niania, bo tobotamto), i to wplywa na to, kiedy my mozemy sie widziec.

      Dobrze jednak, ze z wyprzedzeniem planujemy.
    • jutka1 Pod-watek kolejny: akcesoria 03.07.08, 22:22
      Tu bede zapodawac, i miec nadzieje na rozmowe.

      Na pierwszy rzut pojdzie esej o terebkach. :-)
      • maria421 Re: Pod-watek kolejny: akcesoria 03.07.08, 22:26
        jutka1 napisała:

        > Na pierwszy rzut pojdzie esej o terebkach. :-)

        Rozumiem, ze w Twoich rekach jest to akcesorium bojowe, do dawania bezlep. I ze
        wobec tego bardziej sie liczy zawartosc (cegla? kawalek zelaza?) niz wyglad? :-)
        • jutka1 Re: Pod-watek kolejny: akcesoria 03.07.08, 22:33
          Mario, no to bylo tak:
          Przed wyjazdem kupilam CUDNE torebki szt. 4.
          Dwie duze, dwie male.
          Malych jeszcze nie zdolalam uzyc - nie miescilam sie z niezbednikanmi. :-(
      • jutka1 Paryskie torebki 03.07.08, 22:30
        Dzis rano sie zafrapowalam, widzac torebki Paryzanek. Cudne, malenke, dopasowane.
        Jak mozna z taka mala torebka zyc?
        W mojej jest 5-6 kilo chyba.
        I nie moge na codzien nie miec tego czy owego w torebce. :-/
        • maria421 Re: Paryskie torebki 04.07.08, 08:32
          No, taka 5-6 kilogramowa torebka bezlep dostac to az strach sie bac.

          Moje torebki musza byc dosyc duze i musza dac sie zawiesic na ramieniu. Musza
          pomiescic wypchany portfel, portmonetke, puderniczke, szminke, szczotke do
          wlosow, komorke, klucze do domu, kluczyki do samochodu, chusteczki higieniczne,
          okulary do czytania , okulary sloneczne.
          Nie moga byc workowate bo w takich nic znalezc nie mozna. Musza miec
          zorganizowane zycie wewnetrzne :-)
          • lucja7 Re: Paryskie torebki 04.07.08, 09:24
            5cio, 6cio kilogramowa torebka!
            Brak na liscie przynajmniej sex toys ;-)
            • maria421 Re: Paryskie torebki 04.07.08, 09:33
              lucja7 napisała:

              > 5cio, 6cio kilogramowa torebka!
              > Brak na liscie przynajmniej sex toys ;-)

              Jedynym urzadzeniem wibrujacym w mojej torebce moze byc telefon komorkowy:)
              • jutka1 Re: Paryskie torebki 04.07.08, 10:13
                maria421 napisała:

                > lucja7 napisała:
                >
                > > 5cio, 6cio kilogramowa torebka!
                > > Brak na liscie przynajmniej sex toys ;-)
                >
                > Jedynym urzadzeniem wibrujacym w mojej torebce moze byc telefon
                komorkowy:)
                ************
                ;-)))))))))))))))))))))))
Pełna wersja