Paris - Moskwa

30.06.08, 10:48
Wrocilam wczoraj wieczorem z Moskwy, po kilkudniowym pobycie.
Nie wiem co napisac o miescie, bo sa rzeczy ktore niby rozumiem ale
w koncu nie rozumiem.
Ale jest pewne: jak ktos chcialby zobaczyc co to jest ciezkie zycie
na codzien, meczace, niech jedzie do Moskwy. Niech pochodzi piechota
po ulicach, powchodzi po schodach (sa wszedzie, i te potrzebne i te
niepotrzebne), niech pokonuje skrzyzowania ulic przejsciami
podziemnymi (schody wte i wewte), niech sie nauwaza na pedzace
samochody (majace absolutne pierwszenstwo), niech sie naslucha
niesamowitego halasu tych samochodow, niech sie napatrzy na panienki
ubrane z wyszukana troska o wulgarnosc, panow w ubraniach "na lato"
w jasno bezowych dziurkowanych butach i "przewiewnych" garniturach.
Nie widzialam ani jednego! rowerzysty i ani jednego! inwalidy.
Widocznie nie ma dla nich miejsca...

Miasto nieludzkie.

Tylko dla tych ktorzy pedza w czarnych 4X4 z czarnymi szybami
(bardzo duzo), tych wrzeszczacych w telefony komorkowe i tych
klikajacych z satysfakcja na guziki pudelek otwierajacych albo
zamykajacych samochody by lubieznie posluchac gdy odpowiadaja "buip,
buip" i mrugaja poddanczo swiatlami, albo dla tych siedzacych w
miejscu myslacych o niebieskich migdalach i wpatrujacych sie w
pomniki Puszkina albo Okudzawy, "nasze moskiewskie dusze".

Wiem tez co to jest checkpoint ;-)))))
Wszedzie checkpoint. Wszedzie ochroniarze. Przed bankiem z
karabinami, przed hotelem, restauracja, galeria, muzeum, teatrem,
sklepami i wszystkim innym, ubrani na czarno, z napisem "ochrana" na
szerokich barach, z wcisnietymi na uszy kasketkami, obwieszeni
wszelkimi instrumentami niezbednymi do pracy: telefony, palki i nie
wiem co jeszcze, ale duzo tego. Chyba bez broni.
Mowie o checkpoint, bo tak mowia Rosjanie. Gdzieby nie wejsc i
chciec o cos zapytac, pada odpowiedz: "zwroc sie do checkpoint",
pokazujac palcem.
Policji malo na ulicach, ale zostala (cyfrowo)zastapiona tymi
ochraniarzami. Ach, te czapki policjantow, jak ksiezyce z daszkiem.

Ludzie wygladaja na zmeczonych, co dla mnie jest normalne.

To co buduja teraz jest dla mnie brzydkie, by nie powiedziec ohydne,
z powodow ktore moze opisze innym razem. Pieknie natomiast
restauruja te stare wille, czy dwory, czy budynki "art nouveau"
ktorych jest duzo, w roznym stanie.

Zauwazam ze jest tu oprocz mnie wiele osob ktore zainteresowane sa
sraczami. Bedzie to wiec osobny rozdzial, bo jest o czym pisac :-)))
Bombowa jest tez biurokracja, ta praca "po staremu", uprawiana przez
grube, zmeczone i starzej wygladajace niz sa panie, karteluszki,
kalki, przepustki, kopie, liczydlo! w sklepie, szelest cienkiego
papieru rachunkow, zaswiadczen.

A propos, dodaje do listy kielbas "kielbase doktorska", w sklepie
przy rosyjskiej akademii nauk, ktora wyglada zreszta jak kazda
kielbasa.

Puszczaja drzwi luzem nie przytrzymujac ich nastepnym, nie mowia
nigdy! czegos na powitanie (poczekalnie, windy....), co niektorzy
tylko odpowiadaja. No ale to zwyczaje.

Pisze pisze i zastanawiam sie dlaczego pisze wieczj o ludziach niz o
miescie. Moze dlatego ze ludzie sa zywa materia miasta?, tez to
miasto tworza i, w wypadku Moskwy, widac na ich twarzach te trudnosc
zycia.
    • jutka1 Re: Paris - Moskwa 30.06.08, 11:01
      Ostrzegalam, nawet tutaj, zeby nie bylo. :-)))
      Tylko jakos na minus ten Twoj raport, szkoda...
      Bo ja Moskwe bardzo lubie, ale pewnie mam inna optyke, jako ze znam
      jak wlasna kieszen (prawie).
      I nic o metrze?

      W jakich knajpach bylas?
      Jak opera?

      Torepkom za luki w raporcie. :-)))
    • kielbie_we_lbie_30 Re: Paris - Moskwa 30.06.08, 11:17
      Uwielbiam Twoje raporty Lulu ;)

      Ja zdam krotki: Berlin mi sie nie podobal.
      • maya2006 Re: Paris - Moskwa 30.06.08, 16:15
        a trotuary?:-)
        • lucja7 Re: Paris - Moskwa 01.07.08, 09:31
          Czuje sie w obowiazku dac kilka wyjasnien.

          Jutce, ktorej juz opowiedzialam na zywo, w ciagu naszego dlugiego
          lecz zbyt krotkiego spotkania wczoraj i dzisiaj, ze mocno zaluje ze
          to moje napisanie wydalo jej sie negatywne. Bo wcale takie nie mialo
          byc. Jest to tylko mala lista rzeczy ktora mnie zaskoczyla.
          Moskwa jest miastem dla samochodu (ale tez niestety w korkach),
          pieszy jest w sytuacji czlowieka atakowanego. Ja lubie patrzec na
          miasto chodzac po nim gapiac sie na ludzi i domy i sledzic miejskie
          ewenementy z punktu widzenia uzytkownika miasta. Nie zwiedzam miasta
          w limuzynie z czarnymi oknami, bo dla mnie jest to obraz
          nieprawdziwy.
          Jest mnostwo pieknych zakatkow w Moskwie, sa tez ulice piesze, ale
          odnosze wrazenie ze poki co oni maja powazniejsze problemy niz
          zajmowanie sie charakterami ulic. Sa roboty infrastruktury, siec
          kanalizacji deszczowych, elektrycznych, zagospodarowywanie ogromnych
          przestrzeni pustych ktore pieszy pokonuje dzielnie dzien w dzien
          idac do metra i z powrotem poprzez niczyj "trawnik" z wydeptana
          sciezka. I tego sa hektary, zaraz poza scislym centrum (skad my to
          znamy?).
          Bardzo piekne sa dzielnice zachodnie z ulicami
          obudowanymi "dworikami" (slowo podsuniete przez Jutke) o pieknej
          architekturze art nouveau, spokojne, z zielenia, chyba wymarzone do
          mieszkania. Te moskiewskie kolory: zolte, rozowe, zielone,
          niebieskie, biale, ktore w swojej masie i zieleni daja obraz i malej
          skali i spokojnego zycia.
          Jadlam w Café des artistes, Karczmie Taras Bulba, Zolotaja rybka,
          Jugo zapadnaja........, pilam w Café Puszkin, piekne wnetrza,
          doskonala kuchnia, ach, krasnyj barszcz, kartoszki, wino drogie jak
          cholera, ale jest.

          Kielbie:
          :-))))))))))))))
          gratuluje zwiezlosci raportu z Berlina. Ale gdybys przesiedziala
          dzien na jednym z tarasow kawiarnianych na placu Gendarmenmarkt, w
          cieniu pachnacych lip i saczyla przez slomke Berliner Weisse, moze
          zmienilabys opinie o miescie :-))))))

          Maya:
          Trotuarow niet ;-))))))))
          Zartuje, ale z pewnoscia nie jest to watek do rozwiniecia w wypadku
          Moskwy. Moglyby nim byc np kolory, albo ciaglosc architektur tak
          roznych jak te 18to wieczne, 19to wieczne, awangardowe z lat 10-20
          20go wieku, wczesnosocrealistyczne, pozno, te z lat 60, 70, 80, oraz
          te przedostatnie i ostatnie. Ich wspolzycie byloby ciekawe do
          opisania, bo to stanowi jakas ciaglosc tego miasta. W wypadku
          Berlina, zburzonego przeciez, ciaglosc ta kojarzyla mi sie z
          trotuarami ;-)
          • jutka1 Re: Paris - Moskwa 01.07.08, 10:48
            Dziekuje, Lulu. :-)
            • iwannabesedated Re: Paris - Moskwa 01.07.08, 13:26
              Lulu-srulu.
              Lucyferia się spieprzyła, tyle Wam powiem. Dziękuję kiełbiuniu, proszę majuniu,
              buzi, dupci i gówno przez "rz". Ze sceptycznej, ironiczniej i ciętej wykluł się
              forowy dupolis. Niniejszym odbieram dumne miano Lucyferii, od dzisiaj jesteś
              Lulu-srulu.
              • jutka1 Re: Paris - Moskwa 01.07.08, 13:51
                Nienienienienieniennie!!!!!!!!!!!
                To byla moja wina, bo mam na Lulu zly wplyw.
                Zadne Lulu-srulu, jeno Lucyferia z Belzebubiom.
                Zadnych zmian mi tu prosze nie wprowadzac.
                Najwyzej mnie walnij bezlep.
                :-D
                • iwannabesedated Re: Paris - Moskwa 01.07.08, 13:57
                  Nie będę walić nikogo. Chcesz to wziąć na się? Dobra. To Ty będziesz Lulu-srulu.
                  Hahahaha. Przez tydzień.
                  • jutka1 Re: Paris - Moskwa 01.07.08, 13:59
                    OK. Moge byc Lulu-srulu przez tydzien. :-))))))))))))))))))))
              • lucja7 Re: Paris - Moskwa 02.07.08, 10:32
                Lulu-srulu.
                Stokrotka pisze:
                "Lucyferia się spieprzyła, tyle Wam powiem. Dziękuję kiełbiuniu,
                proszę majuniu, buzi, dupci i gówno przez "rz". Ze sceptycznej,
                ironiczniej i ciętej wykluł się forowy dupolis. Niniejszym odbieram
                dumne miano Lucyferii, od dzisiaj jesteś Lulu-srulu."

                Mozesz mi nakukac, to raz,
                dwa, nikt ci nie dal prawa nadawac ani odbierac,
                nie bylo ani majuniu, ani kielbuniu, ani dziekuniu, to trzy,

                kutasie jeden
                • lucja7 Re: Paris - Moskwa 02.07.08, 10:37
                  W zwiazku z powyzszym, trudno wypowiedziec mi sie na temat zdjec
                  Jutki ktorych sie naogladalam. Bo albo nazwa mnie te tutaj z
                  chronicznym niedostatkiem afektywnosci dupolisem albo opierdole
                  kogos (nieslusznie) za zdjecia i dopiero bedzie.
                  Nie przyklejac wiec etykietek i nie wpadac w te latwizne, czesto w
                  zyciu potrzebna, jak laska do marszu.

                  Pociesza mnie to ze sie mnie czyta i obserwuje ewolucje.
                  Tak, tak,
                  • jutka1 Re: Paris - Moskwa - scurvienie, ale lekkie 02.07.08, 15:00
                    Zaluzju poniala. :-)
                    Porozmawiamy o tym jutro, jesli chcesz.
                    Dzis tylko napisze, ze wyslalam Ci te linki po to, zebys zobaczyla
                    to, co usilowalam zwerbalizowac, tzn. w jaki sposob widze swiat, co
                    zauwazam, co mnie porusza, mioncha i miendli. :-)
                    Tak jak obiecalam, nastepny moj folder to bedzie paryski Manhattan.
                    Juz mam kilka ofiar na oku, nastepne na pewno pojawia sie w praniu.
                    Po nastepnej wyplacie kupie wreszcie wymarzona lustrzanke.
                    Juz sie ciesze.
                    :-)
                • jutka1 Re: Paris - Moskwa 02.07.08, 11:57
                  Pampersa poprosze :-))))))))))))))))))))))))))
                  • iwannabesedated Re: Paris - Moskwa 02.07.08, 14:54
                    Po pierwsze - to nie ewolucja tylko degeneracja.
                    Po drugie - gdzie reszta reportażu z Moskwy???
                    Po trzecie - kuku, kuku, kuku
              • maya2006 Re: Paris - Moskwa 03.07.08, 10:17
                iwannabesedated napisała:

                > Lulu-srulu.
                > Lucyferia się spieprzyła, tyle Wam powiem. Dziękuję kiełbiuniu, proszę majuniu,
                > buzi, dupci i gówno przez "rz". Ze sceptycznej, ironiczniej i ciętej wykluł się
                > forowy dupolis. Niniejszym odbieram dumne miano Lucyferii, od dzisiaj jesteś
                > Lulu-srulu.


                czytam was zawziecie i pozwole sobie na wydanie opinii...nie ma stylowej roznicy
                w opisie berlina a moskwy. lucja poniekad sie usmiechnela pare razy wiecej, ale
                mysle, ze tu chyba chodzi o to, ze do nieodpowiednich osob. to tak jak w
                przedszkolu. nie bede sie jednak rozpisywac nad probami utrzymania zwiezlosci w
                subkulturach. ale zabawne to mimo to jest.... ;-)
                • blues28 Re: Paris - Moskwa 03.07.08, 10:31
                  maya2006 napisała:
                  "nie bede sie jednak rozpisywac nad probami utrzymania zwiezlosci w
                  subkulturach. ale zabawne to mimo to jest.... ;-)"

                  Ja tam lubie reportaze Lucji. Sa pelne ciekawych obserwacji i
                  klimatów.
                  Poniewaz jestem dochodzaca – rzadko – to subtelne zmiany tonu
                  umykaja moim rejestrom. Ale spory i nominacje bawia ;)))
                  Lucjo! Dawaj ciag dalszy!

                • kielbie_we_lbie_30 Re: Paris - Moskwa 03.07.08, 11:13
                  Chcesz powiedziec ze Stokrotka jest o mnie zazdrosna? Nie ma o co
                  przecie. Z Lulu jeszcze nie spalam i jak na razie to nie widze
                  mozliwosci.
    • maya2006 Re: Paris - Moskwa 03.07.08, 10:07
      lucja7 napisała:
      > Puszczaja drzwi luzem nie przytrzymujac ich nastepnym, nie mowia
      > nigdy! czegos na powitanie (poczekalnie, windy....), co niektorzy
      > tylko odpowiadaja. No ale to zwyczaje.

      Readers Digest zrobil niedawno ranging stolic swiata pod wzgledem grzecznosci.
      moskwa wyladowala na 30 miejscu z 35. za moskwa ogonkiem:
      31. Singapur
      32. Seoul
      33. Kuala Lumpur
      34. Bukareszt
      35. Mumbai

      najgrzeczniej wypadly:
      1. New York
      2. Zurich
      3. Toronto
      4. Berlin
      5. Sao Paulo

      warszawa znajduje sie na 8. miejscu.
      • blues28 Grzeczne miasta 03.07.08, 10:33
        Mayu, czy na liscie "grzecznych" miast jest Madryt?
        Jesli tak, to na jakim miejscu?
        :)
        • maya2006 Re: Grzeczne miasta 03.07.08, 10:48
          madryd jest na 12. tu link do tabeli:

          www.focus.de/reisen/urlaubstipps/metropolen-test_aid_22362.html
          :-)
          • lucja7 Re: Grzeczne miasta 03.07.08, 11:02
            Rozne statystyki widzialam, rozne tabelki wymiarow inteligencji i
            rozkoszy mialy mi mowic co ladniejsze i przyjemniejsze.
            Ale czegos tak glupiego jak ta tutaj to jeszcze nie widzialam.

            Ja twierdze ze najgrzeczniejszym miastem na swiecie jest Vezoul,
            Francja. Nie ma tam ludzi halasliwych, w sklepach jest co trzeba,
            ludzie maja usmiech przyklejony do geby na stale, Arabow i innych z
            ich dziwnymi swiatyniami brak, nawet koscielnym dzwonom nie chce sie
            dzwonic, kotom drapac i psom szczekac. Oprocz Brela ktory spiewal
            wszelkie plany podrozy z zona konczyly sie tak czy owak w Vezoul i
            mojego kolegi Patricka ktory powiada ze gdyby wypieprzyc z Francji
            Arabow to zycie wygladaloby jak w Vezoul, nikt tego miasta nie zna.
            Nawet ta glupkowata gazeta od ankiet miast grzecznych.
            Zgroza.
            • lucja7 Re: Grzeczne miasta a rozwiezle 03.07.08, 14:21
              Maya, co to sa "proby utrzymania zwiezlosci w subkulturach",
              o ktorych piszesz?
              • lucja7 Moskiewskie sracze czyliudzkie oblicze kapitalizmu 17.07.08, 12:05
                Jakos sie tak stalo ze zaniedbalam watek Paris-Moskwa.
                To chyba przez te awantury.

                Mialam okazje sprawdzic w Moskwie 3 typy sraczy: w hotelu w ktorym
                mieszkalam (praktykowany), w jednej z restauracji (praktykowany),
                oraz publiczny uliczny (nieuzyty a ogladany z zewnatrz).

                Hotel w ktorym mieszkalam byl hotelem przy Rosyjskiej Akademii Nauk
                usytuowanym w centrum uniwersyteckim wybudowanym sadze gdzies w
                polowie lat 80tych. Hotel to dwie ogromne wieze, a reszta,
                dwupietrowa, to lokale uniwersyteckie oraz centrum kongresowe.
                Wyekipowane to wszystko w sklepy, restauracje, poczte, bank, serwis
                lekarski, bo i do centrum miasta daleko i wszedzie indziej daleko,
                ma to wiec jakas tam autonomie.

                Sa wiec rowniez sracze. Zrobione ze sztucznego kamienia, konkretnie
                sztucznego marmuru, przeogromne, wchodzi sie przez drzwi do (na oko
                15x30m) z zainstalowanymi kilkoma umywalkami, marmury, lsniace
                zlotem kinkiety, lustra, chromy, nikle, jasno, lsniaco. Jedna ze
                scian wyposazona w serie drzwi plastikowych do kabin. Kabiny wysokie
                tak samo jak wszystkie inne sale i korytarze, czyli miedzy 4 a 5
                metrow.
                Ogolne marnotrawstwo przestrzeni, korytarze, korytarze, schody
                monumentalne, mniej monumentalne, parkiety lsniace, zwisajace
                zyrandole.
                I pomimo tego taniego "luksusu" sraczy naukowych utrzymanych w
                czystosci przez ciagle pucowanie, swedzi sie zabojczy fetor moczu,
                wynikajacy z po prostu zle dzialajacej kanalizacji.
                Nie widzialam ani jednej toalety dla osob w fotelach inwalidzkich.

                W restauracji z kolei odwrotnie, male, tak male ze az ciasno, nie ma
                miejsca na sas, wiec drzwi daja wprost na sale, oraz maja na dole
                duza szpare by sracz zasysal powietrze do wentylowania. Przed
                sraczem, usytuowanym tuz przy kuchni, stoi drab "checkpoint" ktory
                rzadzi i sraczem i sala i wpuszczaniem i generalnym porzadkiem.
                Lepiej sie nie nadymac.

                No i ostatni typ, widziany jedynie, ale to on sie stal powodem
                tytulu.
                Otoz sracze publiczne uliczne w Moskwie to budy wielkosci kabin
                telefonicznych, ustawione w baterie po okolo 20, do 50 jednostek.
                Tak, tak, sa to sracze ktore znamy, bo uzywane sa na wszystkich
                budowach i instalowane tymczasowo dla robotnikow pracujacych.
                Zainstalowane na stale, sa one uniesione nad trotuarem by pozwolic
                od spodu ujscie sciekow i doprowadzenie wody. Zeby wiec wejsc,
                nalezy pokonac "stopien" okolo 30-40cm wysoki, znow nieuzywalny
                przez inwalidow. Ale to wszystko piwo.
                Sracze te sa bowiem przedsiewzieciem kapitalistyczno-fizjologicznym
                i zarzadzanym przez babuszki w wieku poprodukcyjnym. Po prostu jedna
                z kabin jest urzadzona na biuro w ktorym siedzi kobieta posiadajace
                pelne wyposazenie skladajace sie z narzedi do szydelkowania,
                makatkowania, olowkow, gumek, gazet z krzyzowkami, kasy, papieru
                toaletowego, kluczy. Przed "biurem" 3, 4 kubly plastikowe z woda i
                sterczacymi szczotkami. Prawdziwa instytucja kapitalistyczna o
                ludzkiej twarzy, bo nawet ksiegi wchody-wychody nie zauwazylam.
                Klient zwraca sie do pani, placi, ona mu otwiera wolna kabine, i juz.
                Sracze te sa bardzo liczne i ich usytuowanie wola o pomste do nieba.

                Podobna zbiralizowane "instytucje" zauwazylam przy automatach do
                robienia zdjec tozsamosciowych. Zainstalowane w nich starsze panie,
                udostepniaja taboret klientowi, biora oplate, mowia co ma robic i
                hops, po wyjsciu klienta do kabiny i dalej do szydelkowania.

                Domyslam sie ze "biura" te sa chyba wykupywane, no bo jak inaczej?
                A jesli tak, to moze myle sie piszac o "ludzkim", czyli babuszkowym
                obliczu kapitalizmu?

                Las Vegas nad Moskwa, hehe
                • jakotakot Re: Moskiewskie sracze czyliudzkie oblicze kapita 17.07.08, 15:33
                  sluze znaleziona ostatnio wizualizacja Lucjo :
                  fotoforum.gazeta.pl/72,2,864,53162964,53224805.html
                  • lucja7 Re: Moskiewskie sracze czyliudzkie oblicze kapita 17.07.08, 16:15
                    To dokladnie tak wyglada oblicze ludzkiego kapitalizmu w Moskwie.
                    Ale na twojej ilustracji zaskoczyla mnie ich (jego) mala ilosc:
                    jedno "biuro", jeden sracz, nie wiem jak babuszka wyrabia, nie
                    mowiac juz o proporcji inwestycji podlaczenia tego do sieci
                    kanalizacji miejskich ;-))))))
                    Ja widzialam dlugie weze tych kabin, np na pieknej ulicy Varvarka
                    (dla tych co wiedza), przyslaniajacych piekna perspektywe w strone
                    rzeki Moskwy i zaslaniajacych cala serie pieknych starych cerkwi.

                    Wyposazenie "biur" moze byc rowniez wzbogacone o mniejsze lub
                    wieksze parasole, chroniace babuszke od silnego slonca. Model taki
                    zanotowalam na Pietrovce i na placu Rewolucji.
                    • lucja7 Re: Moskiewskie sracze czyliudzkie oblicze kapita 17.07.08, 16:26
                      Radzieckie wino musujace produkowane jest przez Gazprom :-))))))))
                      Prawa zastrzezone.
                    • jakotakot Re: Moskiewskie sracze czyliudzkie oblicze kapita 17.07.08, 16:36
                      No coz Lucjo - jak to w kapitalizmie - jeden spryciula i drapieznik,
                      a inny dupa-salata-podlugowata. A moze ta babula z jednym sraczem
                      nie dupa, tylko Fiodora przerabia, dumajac na moskiewskim bruku szto
                      takoje bog, ciort, zyzn, smiert i nie chce, zeby jej przerywac
                      prosbami o 5 cm toaletnoj bumagi ? Moj bywszy malzonek studiujac
                      jeden semestr w Moskwie ustawil sie kiedys w kolejce po kartoszku w
                      studenckiej stolowce. Pod pacha mial zatknieta kopie "Wojny i
                      Pokoju", co zauwazywszy niechlujna osoba kartoszku wydajaca
                      skomentowala z pogarda : "jeszcio nie czitali ?
                      • iwannabesedated Re: Moskiewskie sracze czyliudzkie oblicze kapita 18.07.08, 15:42
                        Wsiadając na ulubionego konia kibli i defekacji, chciałam stwierdzić, iż
                        stosunek do klopów niejako odzwierciedla stosunek do życia. Kilka dni temu
                        odbyłam przy ognisku natchnioną rozmowę z pewną Berlinką (kobietą a nie
                        kiełbaską) zamieszkałą obecnie w UK. Otóż przypomniał nam się cycat z Eriki Jong
                        o niemieckich kiblach z półką - żeby każdy mógł łatwo przeprowadzić szczegółową
                        inspekcję swoich odchodów. Ja dodałam, iż po wprowadzeniu się do Szczecina w '47
                        moja rodzina zauważyła, iż w poniemieckich mieszkaniach w każdym kiblu wisiała
                        lewatywa. Z tego obie z Berlinką wyciągnęłyśmy wniosek, iż Niemcy zarówno do
                        życia jak i do kału mają stosunek regulaminowo kontrolny. Czyli kupa musi być o
                        czasie, bo jak nie to lewatywa. I kupa podlega potem inspekcji i pomiarom
                        wielkości, gęstości i zapachowości.
                        Kible moskiewskie, tutaj pokazują mi rozmach rosyjskiej duszy, która nad poziomy
                        lubi wzlatać, nos trzymając w Dostojewskim, a kible - jakoś nie na ludzką miarę.
                        Albo w marmurach, albo za małe, albo ni w cipę ni w oko gromadką przy ulicy stoją.
                        • blues28 Re: Moskiewskie sracze czyliudzkie oblicze kapita 18.07.08, 16:23
                          Ostatnio nijak nie mam czasu czytac forum, ale zafrapowal mnie temat
                          klopów, tak pieknie i obficie przedstawiony. Otworzylam fotke
                          Jakotki o co widze: obok wychodka "cwiety"!! Czy aby te cwiety maja
                          neutralizowac zapachy kibelka???

                          No to ruszam w gory ;))))
                        • maria421 Co to sa "kible z polka" ? (ntx) 18.07.08, 17:03
                          • iwannabesedated Re: Co to sa "kible z polka" ? (ntx) 18.07.08, 17:11
                            Hm, chyba się mało zintegrowałaś z niemiecką kulturą i historią. Wszyscy Niemcy
                            na warsztacie wiedzieli o co chodzi i rycząc z radości snuli "półkowe" wspominki.
                            Klozet z półką, jest to rodzaj klozetu używany także w Polsce gdzieś do połowy
                            lat 80. Gdzie odchody trafiały na swojego rodzaju podeścik, skąd dopiero były
                            spłukiwane do otworu.
                            • maria421 Re: Co to sa "kible z polka" ? (ntx) 18.07.08, 17:30
                              iwannabesedated napisała:

                              > Hm, chyba się mało zintegrowałaś z niemiecką kulturą i historią. Wszyscy Niemcy
                              > na warsztacie wiedzieli o co chodzi i rycząc z radości snuli "półkowe" wspomink
                              > i.
                              > Klozet z półką, jest to rodzaj klozetu używany także w Polsce gdzieś do połowy
                              > lat 80. Gdzie odchody trafiały na swojego rodzaju podeścik, skąd dopiero były
                              > spłukiwane do otworu.

                              No to ja to wlasnie znam jako typowy, PRL-owski kibel.
                              Nie trzeba bylo tak od razu? :-)
                              • lucja7 Lewatywa 18.07.08, 17:52
                                Lewatywa w niemieckich sraczach?
                                O w morde!
                                Wiadomo ze naduzywanie lewatywy, nawet w imie dobrych intencji, bo w
                                imie regularnosci wydalania, ma swoje zle strony, a jedna z
                                wazniejszych jest stopniowe rozleniwienie sie miesni jelit, ktore
                                szybko rozumieja ze lewatywa wykonuje za nie ich robote i przestaja
                                normalnie dzialac.
                                Doprowadza to z kolei do chronicznego zatwardzenia.
                                Wnioskow nie wyciagam, ale to moze odpowiedz na ekspresyjna
                                sztywnosc niemieckich twarzy ktorych liczna obecnosc tak mnie
                                uderzyla na berlinskich trotuarach?
                                • iwannabesedated Re: Lewatywa 18.07.08, 17:59
                                  Ha ha ha, nie wiedziałaś o tym? Robienie lewatywy od dziecięctwa to niemieckie
                                  hobby. Wydobyliśmy te zeznania nękając rodzinne Otta, byłego męża mojej ciotki.
                                  Najpierw się obruszał, a potem wyznał, że dzieckiem będąc robiono mu lewatywę w
                                  ramach 'toilet training'. A ponadto były rodzinne wypytywanki o stolec, tudzież
                                  obławy na dziadka który chronicznie unikał wypróżniania i dekował się po domu
                                  aby uniknąć lewatywy.
                                  • lucja7 Re: Lewatywa 18.07.08, 18:53
                                    Pozwala mi to rowniez pelniej zrozumiec ostatnia ksiazke Mailera w
                                    ktorej to opisuje trudne dziecinstwo Adolfka, odbywajace sie miedzy
                                    kochajaca ale zaciukana mamusia, ciagle zalanym i chwytajacym za
                                    bliskie tylki tatusiem, niekochanym i zazdrosnym starszym bratem,
                                    oraz niespelniona panienka przeleciana przez tatusia, siostra.

                                    Adolfek byl dzieckiem grzecznym, wpatrzonym z miloscia swymi
                                    niebieskimi oczyma w mamusie ktora mu fundowala codzienna lewatywe z
                                    oddaniem i rownie wielka miloscia, po czym, po czynnosci wydalniczej
                                    Adolfka wachala to co zrobil, poniewaz zazdrosny brat twierdzil ze
                                    Adolfek smierdzi.
                                    Wlasnie te akty milosne doprowadzily Szatana do zainwestowania w
                                    Adolfka, co sie udalo, bo zeby wyrazic swa autonomie, wbrew Edypowi,
                                    zaczal srac w majtki bez lewatywy ani uprzedzenia matki, zeby
                                    wiedziala ze Adolfek sie usamodzielnia. Po czym wyrosl z Adolfka
                                    Adolf, ale dopiero po zapuszczeniu czarnego wasika i przyczesaniu
                                    swego wroniego skrzydla w poprzek czola.
                                    A na koniec, Szatan podszeptywal mu by wrzeszczal do tlumow, ubieral
                                    sie mundurowo, trzaskal obcasami i machal energicznie prawa reka do
                                    gory i do dolu jak semafor, by podkreslic jego autorytet i wywolac
                                    szatanska milosc pulchnych i oddanych (jak mamusia) Niemek,
                                    przewaznie pielegniarek.
                                    :-))))))))
                                    • jutka1 Re: Lewatywa 18.07.08, 23:35
                                      Matkobosko, skatologia siem rozpelzla. Uuuuuuuuuu.
                                      Od dyskusji o kupach, frąszmą, wolę dyskusje o, natentukejprzyklad, doopie. Bez
                                      kupy. :-))))))))))))))))))))))))))))))
                              • iwannabesedated Re: Co to sa "kible z polka" ? (ntx) 18.07.08, 17:52
                                Poręczniej mi było udać, że to wyłącznie niemiecka przypadłość. Zresztą oni z
                                radością i rżeniem wzięli to na się.
                                • jakotakot Re: Co to sa "kible z polka" ? (ntx) 19.07.08, 04:12
                                  no i zasralysmy Lucji watek - ale sama zaczela ! A zreszta - samo
                                  zycie, lub zywot czloweka, ktory, jak mawiaja Czesi, jest jak drabina
                                  do kurnika - kratki, a celi posrany.
                                • go.ga Re: Co to sa "kible z polka" ? (ntx) 19.07.08, 16:09
                                  Kible z polka sa w kazdym holenderskim domu! Osobiscie je bardzo lubie, poniewaz wszystko laduje ladnie na poleczece a nie wpada z pluskiem do wody.
                                  • chris-joe Co to sa "kible z polka" ? !!!! 19.07.08, 20:03
                                    Ludu! Wyjasnijcie mi detalicznie, bo ja z coraz wiekszym niepokojem o tych
                                    polkach czytam. Co to za ustrojstwo i jak dziala? Nigdy sie z tym nie
                                    spotkalem ni w PRL, ni w innych republikach i krolestwach.
                                    Zwlaszcza ze wszyscy tu obecni z wielka ekspertyza sie wyrazaja.

                                    Jedyne polki klozetowe mi znane, to te do przewijania bachorow, ale chyba nie o
                                    nie chodzi.

                                    Czy ja zyje w zupelnie innej bance?
                                    • asia.sthm Re: Co to sa "kible z polka" ? !!!! 19.07.08, 21:05
                                      Poeta raczy sie sie nabijac?
                                      W PRL byly tylko kible z polka, obok polki spadek studnia znana z
                                      kawalu jak to chlopak chcial sobie brudne nogi w niej umyc w
                                      przeddecydujacym momentem randki i mu ta noga tam utknela.
                                      Zagraniczne kible bez polki byly na poczatku utrapieniem wszystkich
                                      wyjechanych -jak zrobic zeby elegancko nie odchlapnelo. Mialam na
                                      patent na sposob, niby prosty, a nikt nie umial na to sam wpasc ;))
                                      Mozna smialo powiedziec ze bylam specjalistka od bezpiecznego hmmm..
                                      srania.
                                      • asia.sthm Re: Co to sa "kible z polka" ? !!!! 19.07.08, 21:07
                                        przepraszam, jakis trol mi bledow narobil ;)
                                      • chris-joe Re: Co to sa "kible z polka" ? !!!! 19.07.08, 21:11
                                        Aaaaaa! Mowa o stylu "na pilota"! Trzeba bylo od razu, bo ja juz w swej
                                        rozbuchanej wyobrazni widzialem autentyczne polki na scianie, gdzie wylowiony
                                        dorobek sie ukladalo? kontrolowalo? owijalo?.... :)))

                                        A tu: Wars wita was! :)
                                        • asia.sthm Re: Co to sa "kible z polka" ? !!!! 19.07.08, 21:18
                                          :)))
                                          rozpedzila wam wyobraznia dobrodzieju, az milo posluchac :))
                                        • jutka1 Re: Co to sa "kible z polka" ? !!!! 20.07.08, 11:30
                                          Wstydzcie sie, taki fajny watek o Moskwie zasr..iscie. Zas..ncy jedni! ;-)))))))))))
                                          • maria421 Arbat 20.07.08, 11:50
                                            Tam wychowala sie i urodzila matka mojej najblizszej kolezanki z dziecinstwa. Po
                                            wojnie los ja rzucil do Polski, z ktorej z cala rodzina wyemigrowala do USA w
                                            roku 1965.
                                            Odwiedzilam ja piec lat temu. Ta starsza pani potrafila przepieknie godzinami
                                            opowiadac prawie o kazdej kamienicy na Arbacie, o zyciu tej ulicy, o artystach,
                                            o tym jak sobie dawali rade w czasie wojny i jakie byly dalsze ich losy.
                                            Dla niej Moskwa to Arbat.
                                            • jutka1 Re: Arbat 20.07.08, 14:45
                                              Miala na mysli Stary Arbat. Nowy Arbat to koszmar socrealizmu, moze teraz z
                                              jakims-tam szarmem, ale.
                                              Dla mnie Moskwa to Twierskaja, Taganka, Pietrowka, Patriarszyje Prudy, okolice
                                              centrum, plus poludniowy zachod.
                                              Tylko z sentymentow, bo reszte miasta tez znam, niektore okolice dobrze, ale
                                              serce miasta to dla mnie tam wlasnie.
                                      • go.ga Re: Co to sa "kible z polka" ? !!!! 20.07.08, 20:38
                                        >Zagraniczne kible bez polki byly na poczatku utrapieniem wszystkich
                                        > wyjechanych -jak zrobic zeby elegancko nie odchlapnelo. Mialam na
                                        > patent na sposob, niby prosty, a nikt nie umial na to sam wpasc ;))
                                        > Mozna smialo powiedziec ze bylam specjalistka od bezpiecznego hmmm..
                                        > srania.

                                        A jaki mialas (masz) ten patent? Podziel sie, plizzzz, bo moze moja metoda nie jest do konca optymalna ;-)
                                        • asia.sthm Re: Co to sa "kible z polka" ? !!!! 21.07.08, 10:48
                                          mialam racje, ze ktos sie zainteresuje :)))

                                          dwa papierki (toaletowe) na krzyz tak aby konce przylegaly do
                                          scianek klopa-lejka, a srodek przy samiutkiej wodzie. Jaka twoja
                                          metoda?

                                          Juz ksiazki o robieniu kupy powstaly, a Jutka sie oburza, ze watek
                                          sie zasral :)))))
                                          kobieta.gazeta.pl/kobieta/51,66917,5458205.html?i=1
                                          • jutka1 Re: Co to sa "kible z polka" ? !!!! 21.07.08, 11:01
                                            Jutka sie nie oburza, tylko sie smieje. :-)))
                                            • asia.sthm Re: Co to sa "kible z polka" ? !!!! 21.07.08, 11:17
                                              a smiejac sie nos zatyka ;&)
                                          • go.ga Re: Co to sa "kible z polka" ? !!!! 21.07.08, 12:31

                                            > mialam racje, ze ktos sie zainteresuje :)))

                                            ;-)

                                            > dwa papierki (toaletowe) na krzyz tak aby konce przylegaly do
                                            > scianek klopa-lejka, a srodek przy samiutkiej wodzie. Jaka twoja
                                            > metoda?

                                            Taka sama ;( Myslalam, ze moze da sie jakos bez uzycia tasmy zycia. Ja zuzywam jej niesamowite ilosci w celach przygotowawczych oraz jako wysciolki ;-)

                                            • lucja7 Re: Co to sa "kible z polka" ? !!!! 21.07.08, 13:04
                                              A na czym polega wasz problem? i po co ta gimnastyka?
                                              • maria421 Re: Co to sa "kible z polka" ? !!!! 21.07.08, 15:28
                                                lucja7 napisała:

                                                > A na czym polega wasz problem? i po co ta gimnastyka?

                                                Problem polega pewnie na ilosci wody w muszli klozetowej. Amerykanskie kible sa
                                                jak michy pelne wody- efekt fontanny gwarantowany.
                                            • asia.sthm Re: Co to sa "kible z polka" ? !!!! 21.07.08, 16:06
                                              > Ja zuzywam jej niesamowite ilosci w celach przygotowawczych oraz
                                              > jako wysciolki ;-)

                                              Dwa podwojnej dlugosci paseczki na krzyz wystarczaja. Zmniejszaj
                                              sobie porcje sukcesywnie czy co, zebys nerwicy nie dostala. :))

                                              PS. nie tylko amerykanskie takie upierdliwe. Goga w NL, ja w SE i
                                              wspolny temat mamy :)
                                              • go.ga Re: Co to sa "kible z polka" ? !!!! 21.07.08, 16:25
                                                > PS. nie tylko amerykanskie takie upierdliwe. Goga w NL, ja w SE i
                                                > wspolny temat mamy :)

                                                No u nas sa z poleczka ;-), ale czasem zdarza mi sie w innym kraju znalezc.
                                                • iwannabesedated Re: Co to sa "kible z polka" ? !!!! 22.07.08, 09:08
                                                  Ta historia, ze stopą to się stała naprawdę. Mianowicie pewna grupa młodych osób
                                                  bardzo ą i ę z dobrych domów gdzieś w okolicy lat '70 poszła do teatru. A może
                                                  filharmonia to była. Skromna, grzeczna i układna panienka udała się w przerwie
                                                  za potrzebą, gdzie skromnie, grzecznie i układnie wlazła stopami na obrzeże
                                                  muszli - no bo tak siadać na klopie, a feee. I się omskła. Żeby nie przedłużać
                                                  historii, to panienka wyszła z wucetu z klozetem na nodze. Bo noga się w
                                                  klozecie zaklinowała, a sam klozet nie był odpowiednio do podłogi zamocowany.
                                                  To jedynie tylko ilustruje, że my, kobity, w kwestii klopianej mamy gorzej. Bo
                                                  istnieje ileś tam metod korzystania z kibla unikając jednak kontaktu z klozetem,
                                                  lecz żadna nie jest idealna. Tutaj nadmieniono o wyściełaniu deski papierem
                                                  toaletowym. No tak. Tylko że ten papier czasem przywiera do ciała, można też go
                                                  zahaczyć ubraniem i potem paradować powiewając resztkami papieru.
                                                  • lucja7 sracze damskie, czyli duzy program 22.07.08, 13:02
                                                    Stokrotka:
                                                    "To jedynie tylko ilustruje, że my, kobity, w kwestii klopianej mamy
                                                    gorzej. Bo istnieje ileś tam metod korzystania z kibla unikając
                                                    jednak kontaktu z klozetem,lecz żadna nie jest idealna."

                                                    Ano wychodzi na to ze do tej pory nie opracowano programu dla sraczy
                                                    kobiecych. Sa meskie, sa damskie, ale to wszystko nieprawda.
                                                    Wyciagam wniosek ze kobiety nie sformuowaly dostatecznie jasno swych
                                                    potrzeb w tej materii :-)))))))
                                                    Istnieja jednak sracze gdzie proponuje sie nalozyc na sedes
                                                    papierowa prezerwatywa jednouzywalna, w specjalnym pojemniku obok.
                                                    Ale dla mnie problem lezy rowniez w tym ze generalnie kobiety
                                                    niechetnie korzystaja ze sraczy publicznych. Wola nawet nosic.
                                                    No ale zeby we wlasnym domu miec problem, to przyznaje ze nie
                                                    rozumiem.

                                                  • iwannabesedated Re: sracze damskie, czyli duzy program 22.07.08, 13:18
                                                    Kobiety swych potrzeb nie zdefiniowały, lecz uczynił to wujek Freud. Kobiety
                                                    chcą mieć kutasy, żeby móc siusiać na stojąco. I tyle.
                                                  • jakotakot Re: sracze damskie, czyli duzy program 22.07.08, 13:53
                                                    hehe - jakzesz gleboko w kobiecej podswiadomosci pogrzebana musi byc
                                                    ta zazdrosc o fjuta... roznych rzeczy chlopom zazdraszczalam w zyciu
                                                    mem - wiekszej masy miesniowej (pociagajacej za soba duzo wieksze
                                                    mozliwosci jezeli chodzi o przenoszenie ogromnych drabin na
                                                    przyklad), cudownie telekopowej budowy brejna (umozliwiajacej
                                                    skupienie sie na wybranym wycinku rzeczywistosci z pomijaniem reszty
                                                    zupelnie bezproblemowo), bezkarnosci wiekszej w dziedzinie
                                                    hultajstwa wszelakiego (Anna Karenina nie musiala by sie juz dzisiaj
                                                    pod pociag rzucac, ale ciagle nikt by jej po lopatce nie klepal, ze
                                                    taka jurna) itp, itd, ale tego instrumentu nigdy swiadomie nie
                                                    pragnelam - to znaczy przyczepionego na stale do mej anatomii. Malo
                                                    tego - nie pragnelam go nigdy przyczepionego do przypadkowej
                                                    anatomii, czyli jako wartosci samej w sobie. Ale, z drugiej strony,
                                                    moja tesciowa jako mala dziewczynka ujrzawszy kolege siusiajacego za
                                                    krzakiem stwierdzila : "handy little gadget" - wiec moze ja nie
                                                    jestem tak do konca typem zazdrosnika ? Szkoda, ze procentowo
                                                    panowie sa znikoma czescia forum, bo mozna by bylo sprawdzic kto
                                                    komu czego zazdrosci, a tak to by byla bardzo jednostronna
                                                    dyskusja:)
                                                  • maria421 Transgender w kiblu 22.07.08, 14:22
                                                    czyli problem we wloskim parlamencie ubieglej kadencji. Z jakiego kibla mial
                                                    korzystac posel komunistyczny Vladimir Luxuria, ktory ubiera sie jak kobieta,
                                                    wyglada jak kobieta ale siusiaka jeszcze ma?
                                                    Zarowno poslanki jak i poslowie protestowali, panie wypychaly Luxurie do kibla
                                                    dla panow i odwrotnie, przez co Luxuria czul(a) sie dyskryminowana , ale nie
                                                    wiem, czy sprawa dyskryminacji transgenderow w kiblach byla rozpatrywana przez
                                                    wloskie komisje parlamentarne czy tez maja to jeszcze do nadrobienia.
                                                  • lucja7 Zamiast zazdrosci 22.07.08, 16:10
                                                    Ja uwazam ze zamiast zazdroscic, powinnysmy sie jasno wypowiedziec
                                                    czego nam potrzeba. Przeciez juz nawet dla niemowlat wymyslono, dla
                                                    kotow, psow, zlotych rybek, turkow.......
                                                    No bo jak ktos narzeka ze mu pluska, to niech robi w piasek, z
                                                    kotami albo bez. Przeciez istnieja sracze tzw suche, bardzo zreszta
                                                    polecane ekologicznie bo nie potrzebuja wody.
                                                    ;-)
                                                  • iwannabesedated Re: Zamiast zazdrosci 22.07.08, 16:14
                                                    Proszę bardzo. Potrzebą jest wypróżnienie bez konieczności kontaktu z
                                                    czymkolwiek. Jako architekt, z pewnością możesz zasugerować stosowne rozwiązanie.
                                                  • chris-joe Re: Zamiast zazdrosci 27.07.08, 13:45
                                                    Jako przedstawiciel forumowej mniejszosci sie wypowiem: anatomicznie kobietom
                                                    niczego nie zazdroszcze, co nie znaczy ze jestem tak zupelnie i do konca
                                                    usatysfakcjonowany.

                                                    Otoz mimo, iz handy little gadget w istocie pozwala sie latwo-szybko-wygodnie
                                                    odlac w byle tylnej alejce, to jednak bywaja z nim niedogodnosci takze.

                                                    Co jakis czas trzeba cos tam przerzucic, poprawic, podrapac, ulozyc,
                                                    przemeblowac. Zwlaszcza w sytuacjach upalno-potnych bywa to dokuczliwe. Albo
                                                    zima: przez warstwy barchanow, longjohnow, pikowanych spodni narciarskich dostep
                                                    do gadgetu, gdy natychmiastowe przegrupowanie jest konieczne- bywa raczej
                                                    skomplikowany.

                                                    Wyjscie z wody w miejscach publicznych wymaga planu i przygotowania.

                                                    Niekiedy takze pokrowiec gadgetu wymaga uwagi, gdyz jest -jak wiadomo- czescia
                                                    ruchoma.

                                                    Ponadto: prosze nie zapominac o niedogodnosciach i niezrecznosciach
                                                    towarzyszacych spontanicznej (badz nie) erekcji.

                                                    Kobietom zazdroszcze jednak, juz nie-anatomicznie, sukienek.
                                                    Glownie latem oczywiscie. Bardzo chcialbym miec prawo i spoleczne przyzwolenie
                                                    na lekkie i zwiewne letnie burnusy, narzuty, sarongi i wrapy-zawoje.
                                                    Ba! Nauczylbym sie szyc i sam bym sobie -w 15 minut- letnie odzienie szykowal!
                                                    I godziny bym spedzal w orientalnych sklepach blawatnych.

                                                    Roseanne ma zawsze (jak przedwczoraj) takie sliczne sukienki...
                                                  • jakotakot Re: Zamiast zazdrosci 27.07.08, 17:13
                                                    Chris - dziecino ! A dawajze Ty w te spodnice sie wciskaj ! Maz
                                                    przyjaciolki lata po Waszyngtonie w spodnicy nie do konca szkocka
                                                    udajacej i nikt sie za bardzo nawet nie gapi. Wyglada tez rewecyjnie,
                                                    bo nogi ma swietne, a podwozie sie chlodzi :))))
                                                  • jutka1 Re: Zamiast zazdrosci 27.07.08, 23:32
                                                    Jak milo.
                                                    Cytujac.
                                                    Mnie sie wydaje tak:
                                                    wszystko ok jak sie pisze po ok.
                                                    a jak nie to - jak moja przyjociolka rzekla - poszli fpisdooo.
                                                    Dommage.
    • jutka1 Re: Paris - Moskwa -- a wracajac do adremu... 26.07.08, 08:37
      ... to snily mi sie dworiki na Arbacie. Ehem. :-)
      To od tych wszystkich rozmow i tesknoty, inaczej nie widze.

      I bardzo prosze juz tu o skatologii nie pisac. Watek o klopach zalozyc czycus.
      :-))))
      • lucja7 Re: Paris - Moskwa 27.07.08, 12:40
        Wroce z pewnoscia do tego watka, bo warto jeszcze pisac o Moskwie.
        Pamietam ja i wspominam tam moj pobyt z duzo wiekszym natezeniem niz
        np Berlin. Myslalam zreszta dlaczego.
        I tak na poczatek mysle ze "winni" temu sa ludzie.
        No bo Berlin, przykladny, wszystko jak trzeba i nie ma sie do czego
        przyssac, ludzie jak trzeba ale tak ze az strach (chyba nie pierdza,
        ach, przepraszam lewatywy :-)))))) ),
        Moskwa natomiast prezentuje ludzi jako aktorow, z ich problemami na
        twarzach i serdecznoscia gdy zauwazaja ze strony turysty dobra chec
        nawiazania kontaktu.

        Wroce wiec.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja