lucja7
30.06.08, 10:48
Wrocilam wczoraj wieczorem z Moskwy, po kilkudniowym pobycie.
Nie wiem co napisac o miescie, bo sa rzeczy ktore niby rozumiem ale
w koncu nie rozumiem.
Ale jest pewne: jak ktos chcialby zobaczyc co to jest ciezkie zycie
na codzien, meczace, niech jedzie do Moskwy. Niech pochodzi piechota
po ulicach, powchodzi po schodach (sa wszedzie, i te potrzebne i te
niepotrzebne), niech pokonuje skrzyzowania ulic przejsciami
podziemnymi (schody wte i wewte), niech sie nauwaza na pedzace
samochody (majace absolutne pierwszenstwo), niech sie naslucha
niesamowitego halasu tych samochodow, niech sie napatrzy na panienki
ubrane z wyszukana troska o wulgarnosc, panow w ubraniach "na lato"
w jasno bezowych dziurkowanych butach i "przewiewnych" garniturach.
Nie widzialam ani jednego! rowerzysty i ani jednego! inwalidy.
Widocznie nie ma dla nich miejsca...
Miasto nieludzkie.
Tylko dla tych ktorzy pedza w czarnych 4X4 z czarnymi szybami
(bardzo duzo), tych wrzeszczacych w telefony komorkowe i tych
klikajacych z satysfakcja na guziki pudelek otwierajacych albo
zamykajacych samochody by lubieznie posluchac gdy odpowiadaja "buip,
buip" i mrugaja poddanczo swiatlami, albo dla tych siedzacych w
miejscu myslacych o niebieskich migdalach i wpatrujacych sie w
pomniki Puszkina albo Okudzawy, "nasze moskiewskie dusze".
Wiem tez co to jest checkpoint ;-)))))
Wszedzie checkpoint. Wszedzie ochroniarze. Przed bankiem z
karabinami, przed hotelem, restauracja, galeria, muzeum, teatrem,
sklepami i wszystkim innym, ubrani na czarno, z napisem "ochrana" na
szerokich barach, z wcisnietymi na uszy kasketkami, obwieszeni
wszelkimi instrumentami niezbednymi do pracy: telefony, palki i nie
wiem co jeszcze, ale duzo tego. Chyba bez broni.
Mowie o checkpoint, bo tak mowia Rosjanie. Gdzieby nie wejsc i
chciec o cos zapytac, pada odpowiedz: "zwroc sie do checkpoint",
pokazujac palcem.
Policji malo na ulicach, ale zostala (cyfrowo)zastapiona tymi
ochraniarzami. Ach, te czapki policjantow, jak ksiezyce z daszkiem.
Ludzie wygladaja na zmeczonych, co dla mnie jest normalne.
To co buduja teraz jest dla mnie brzydkie, by nie powiedziec ohydne,
z powodow ktore moze opisze innym razem. Pieknie natomiast
restauruja te stare wille, czy dwory, czy budynki "art nouveau"
ktorych jest duzo, w roznym stanie.
Zauwazam ze jest tu oprocz mnie wiele osob ktore zainteresowane sa
sraczami. Bedzie to wiec osobny rozdzial, bo jest o czym pisac :-)))
Bombowa jest tez biurokracja, ta praca "po staremu", uprawiana przez
grube, zmeczone i starzej wygladajace niz sa panie, karteluszki,
kalki, przepustki, kopie, liczydlo! w sklepie, szelest cienkiego
papieru rachunkow, zaswiadczen.
A propos, dodaje do listy kielbas "kielbase doktorska", w sklepie
przy rosyjskiej akademii nauk, ktora wyglada zreszta jak kazda
kielbasa.
Puszczaja drzwi luzem nie przytrzymujac ich nastepnym, nie mowia
nigdy! czegos na powitanie (poczekalnie, windy....), co niektorzy
tylko odpowiadaja. No ale to zwyczaje.
Pisze pisze i zastanawiam sie dlaczego pisze wieczj o ludziach niz o
miescie. Moze dlatego ze ludzie sa zywa materia miasta?, tez to
miasto tworza i, w wypadku Moskwy, widac na ich twarzach te trudnosc
zycia.