iwannabesedated
02.07.08, 15:21
Zainspirował mnie do tego powrotu Pyton swoimi paryskimi perypytonami. Jak to
jest jak się przybywa dokądś - na stałe - zaczęłam sobie myśleć. Jak to jest
jak się wraca?
Pamiętam mój ostatni powrót z Afryki. Miałam takie wrażenie, że moje życie
tutaj w Polandii dalej się toczyło mimo mojej nieobecności. Tyle, że było jak
autobus bez kierowcy - toczyło się w krzaki, po wertepach, na wspak. Chyba z
rok mi zajęło dojście z tym do ładu i ponowne umoszczenie.
Ze wszystkimi przybyciami i powrotami chyba tak było. Na samym początku,
krótka euforia. Potem dosyć długi i niestety mało komfortowy proces
umaszczania. Każde miejsce gdzie mieszkałam obdarowało mnie czymś naprawdę
wyjątkowym - i niestety też za ten dar wystawiło słony rachunek.
Słoność z czasem się zapomina, dary pozostają i pozostają też wspomnienia. Z
czasem też człowiek nomadyczny uczy się minimalizować koszty. Zdalnie sterować
życiami pozostawionymi, gdy się akurat zdecydowało żyć innym życiem, gdzie
indziej. Zabierać rzeczy najważniejsze ze sobą, inne zostawiać pod dobrą
opieką, reszty się pozbyć bo stanowi zbędny balast. Utrzymywać przyjaźnie na
odległość. Rozpoznawać innych nomadów we mgle i buczeć do nich przyjacielsko.
Może czasem nawet zawinąć razem do portu na jednego. No powiedzmy, na dwa.
Jak zwykle zabiegam i upraszam w forumliwości odzew jakiś, żebym tu nie
buczała we mgle sama jak jakaś trąba.