O pierdulach --- Odcinek 36 :-)))

16.07.08, 06:10
Na tamtym zostawiam miejsce na jeden wpis, pewnie Bluesa o krolikarni ;-)))

I otwieram.
    • jutka1 Re: O pierdulach --- Odcinek 36 :-))) 16.07.08, 06:20
      Jak widac na zalaczonym obrazku... pobudka 5:45. Jasny szlag. OK, OK, 6.5
      godziny snu zaliczylam, ale.
      Wczoraj POS znow naruszyl porzadek wszechrzeczy, odkurzajac, plus pan moner
      netowo-telewizyjno-telefoniczny wiercil dziury w scianach, stad tez wiadomo,
      jaki nad ranem rezultat.
      Snil mi sie ciemnoturkusowy szlafrok z najgrubszego i najbardziej
      miekko-kiziatego jedwabiu z mozliwych, szlafrok nieznany mi zupelnie,
      przynajmniej w tym zyciu - ale mialam go na sobie i byl moj, i czulam sie w nim
      bardzo dobrze. 100K - co Twoj sennik na to?

      I tyle pierdul porannych. Reszta na DoopieRyza.

      Milego dnia :-)
      • iwannabesedated Szlafrok 16.07.08, 10:21
        To może oznaczać, iż pomimo pierepałek roztoczowo alergicznych, jesteś w czymś
        luksusowym, wspaniałym, jest to Twoje i czujesz się bardzo dobrze :)
        I jeszcze tu dżyzdnę nowonabytą wiedzą o wewnętrznym sabotażyście - często
        sprowadza on symptomy. Więc jeśli gdzieś masz zakodowane, że z jakiegoś powodu
        nie możesz się czuć za dobrze - to wewnętrzny sabotażysta Cię zaraz sprowadzi do
        parteru. Mój na przykład powiedział mi "nie zasługujesz na to żeby sie tak
        dobrze czuć" i miotnął we mnie bólem zęba. A też i funkcjonuje gdzieś we mnie
        powiedzenie mojej babci "nie śmiej się bo będziesz jutro płakać" - czyli że
        dobre samopoczucie jest jakby prowokacją dla świata który nie lubi szczęśliwych
        ludzi.
        • jutka1 Re: Szlafrok i bagels :-))) 16.07.08, 12:47
          Szlafrok rzeczywiscie otulam mnie miekko, luksusowo i cieplo. Nie za
          cieplo, tak w sam raz. Z tym wewnetrznym sabotownikiem to kazdy go
          chyba ma. Jednym sabotuje przez fizyczne symptomy, innym malym
          glosikiem szepcze: "a wlasnie ze zrob sobie wbrew, nie zrob tego,
          czego pragniesz...".

          A w ogole to zrobilam jedna z dwoch rzeczy, ktore mi sie zbiegly na
          dzis, mam przerwe na lunch i postanowilam potyrolowac najbliwsze
          forum w ramach nadrabiania zaleglosci. Po raz pierwszy jem lunch
          przy biurku, myslalam, ze nie mialam czasu na normalne wyjscie i
          zakupilam przyslowiowa bulke z salcesonem. No, troche lepiej -
          poszlam do starbucksa i nabylam NY bagel, czyli cebulowa z pastrami
          i kiszonym ogorkiem. Kiedys nie do pomyslenia i nie do dostania. :-)

          Jak wroce z papierosa i kawy, to jeszcze troche potyroluje. :-))))
        • jutka1 Lubie 16.07.08, 19:20
          Lubie tu wracac.
          Lubie, jak mam czas i ide w dol sasiednia ulica ze sklepikami "targowymi", i
          patrze na sery i warzywa i kawy i wina.
          Lubie usiasc w cafe na placyku ocienionym platanami, i pogapic sie z pol godziny
          na ludzi, popijajac male panache.
          Lubie, kiedy mysle, ze caly dzien juz bedzie zimno, a wychodzi slonce, i robi
          sie cieeeeploooooo.
          Lubie miec czas i sie nie spieszyc (chociaz nie lubie kolacji po 20:30).
          Lubie.
          :-)
    • jutka1 Pierduly dzisiejsze i tygodniowe 16.07.08, 19:34
      Raport. Skonczylam wszystko, co mialam skonczyc, przeczytane przez szefostwo,
      zadnych uwag, wyslane.
      Poszlam do szefa zatwierdzic moje nowe porzadki godzinowe, ze przyjezdzam troche
      wczesniej, ale wychodze tez wczesniej. Fajnie, wiecej czasu dla siebie, a i
      dojazdy beda lepsze, no i spacery poranne. Tez lubie :-)
      Jutro tez troche (sporo) pracy, ale nie szkodzi.
      Pojutrze na jedenasta, bo z szefem idziemy na spotkanie tutaj w okolicy, wiec
      nie oplaca sie nam jezdzic w te i we w te. Ha. :-)
      Potem lunch w tym samym skladzie, zalatwianie jakichs zawodowych spraw i
      wyjazdow. Wrzesien, chyba druga polowa.
      W piatek wiec bede w biurze tylko jakies 2-3 godziny, z czego czesc to bedzie
      zebranie. Hehehe, duzo nie popracuje ;-)))) (nie no, te spotkania to praca, ale
      mam cos nowego pisac, i w pitaek nie da rady).
      A po pracy w piatek aperitif a potem chyba kolacja z jedna z moich ulubionych
      "mlodszych" kolezanek. Ma dziewczyna dwojke dzieci, i do tej pory nie dalo rady
      wykroic wolnego wieczoru. Bardzo ja lubie, i ciesze sie.
      Taki mam tydzien w tym tygodniu. :-)
      A co do weekendu to jeszcze nie wiem. Sie zobaczy.
      O kurcze, za tydzien przyjezdza moj kuzyn. :-))))))
    • jutka1 Pozwole sobie zacytowac 100K 17.07.08, 00:01
      Pierdolę to!
      iwannabesedated 15.07.08, 11:52 Odpowiedz

      Od godziny się tu sama produkuję, i wygląda na to że ja piszę ja czytam a ja się
      śmieje chuju jeden - czyli piszę sama z sobą jak ten tyrol jebany. Człek wróci
      stęskniony po wielodniowej nieobecności, jakiegoś odzewu i kontaktu pożądając, a
      tu nic. Żaden...

      Re: Pierdolę to!
      kielbie_we_lbie_30 15.07.08, 11:56 Odpowiedz

      No kuwa pakujem siem przecie


      Re: Pierdolę to!
      iwannabesedated 15.07.08, 11:58 Odpowiedz

      No Ty, to wiem. A reszta co? Mordy w rolmopsach. Jebańce.
      ***********

      No, nic dodac nic ujac, psiakosc.
      Mordy w beczkach po zakwasie na bimber, kurde. Cisza dzienna cisza nocna, i
      wraca czlek przez cale miasto, oglada niebieskiego Ajfela, ktory przestal
      wytryskac (chyba), wraca i kit.
      Wisnie.
      Postanowilam, ze w piatek naduzyje i bede w sobote rano sobie puszczac to:
      pl.youtube.com/watch?v=fOvQ1Dqeryo&feature=related
      Kolacja byla bardzo fajna, tylko kurnia musialam sie zrywac, bo jutro pobudka i
      praca i te wszystkie dobre rzeczy.

      A wy wszyscy poszliscie w jasny kfitun. A zeby was.
    • jutka1 Czwartkowe pierduly 17.07.08, 07:34
      Stwierdzam, ze rozkrok miedzy pierdulami i DoopaRyza jest nieco niewygodny, bo
      jak tu rozroznic, co tu, a co tam?
      Tak czy siak, robie postepy: dzis pobudka o 6:17. Pol godziny dluzej. :-)))

      Znalazlam moja najukochansza na swiecie piosenke Turnaua. Ach. Dawno nieslyszana.
      pl.youtube.com/watch?v=1A8v3xOyWl8&feature=related
      A poza tym wszyscy zdrowi, poza saga roztoczowa. Kan mi wczoraj powiedziala, ze
      to wcale nie alergia, ale to mnie oni budza i kaza witac nowy dzien. Maybe,
      maybe. Pewnie kombinacja obu. :-)

      I tyle pierdul porannych.

      Aha, odkrylam nieznana mi wczesniej piosenke Kasi Stankiewicz, tytul "Schylek
      lata", hahahaha :-)))
      pl.youtube.com/watch?v=gbaRKKpYIqE&feature=related
      Czego i Wam zycze :-D ( (C) m.k. )
      • maria421 Re: Czwartkowe pierduly 17.07.08, 09:42
        Snilo mi sie ze bylam w Paryzu, z mezem i z corka i we snie myslalam ze po
        powrocie do domu musze o tym Jutce napisac.

        Widocznie efekt czytania Jutkowego paryskiego blogga.

        A poza tym, chlodno jest, a Heniu okna maluje, wiec w calym domu smrod.
        • jutka1 Re: Czwartkowe pierduly 17.07.08, 10:19
          Jak Ci sie snilo, to znaczy ze bylas, tyle ze w sasiedniej bance. :-)
      • iwannabesedated Re: Czwartkowe pierduly 17.07.08, 12:00
        Hm, a czyby oni nie mogli znaleźć bardziej subtelnego sposobu na to budzenie niż
        podduszanie? W każdym razie masz już cały wachlarz porad i interpretacji Twoich
        perypytonów roztoczowych a pewnie i więcej by się znalazło gdyby kto szukał. W
        tym wszyskim najważniejsze jest to - że perypytony przejdą a Parypyton zostanie.
        Ja się wczoraj zajmowałam moim zdrowiem i ciałem - wpierw poszłam do pani doktor
        od chińskiej medycyny. Dostałam ziółka na kolejny miesiąc. Z tym, że o ile
        poprzednie ziółka były średnio niesmaczne - to już te obecne są tak obrzydliwe
        że mi wykręca twarz fte i wefte.
        Następnie się udałam na masaż mau-ri.
        Wracając do wczesnego wstawania, to cały ubiegły tydzień wstawałam ok. 6.30 żeby
        zdążyć na poranną medytację. I chociaż nie powiem żebym jakoś była zdjęta
        cudownością poranka, to nie sprawiało mi to jakiegoś wielkiego bólu w dupie.
        Potem się szło do kuchenki na kawę z plującej kafeterki i siedziało na tarasie
        leniwie odpychając stopą i czekając na śniadanie. W domu jak wstanę wcześniej,
        to nie wiem co mam zrobić ze sobą i dostaję depresji i doła zaraz. To pewnie
        jebany krytyk znowu atakuje, nie pozwalając się leniwie rozkoszować porankiem.
        • lucja7 Re: Czwartkowe niepierduly 17.07.08, 15:07
          Maria pisze:
          "Snilo mi sie ze bylam w Paryzu, z mezem i z corka i we snie
          myslalam ze po powrocie do domu musze o tym Jutce napisac.
          Widocznie efekt czytania Jutkowego paryskiego blogga."

          Ty Maria przestan sie zalecac do Juty i uprawiac publiczne
          dupolistwo i zgrzytac jakimis cudzoloznymi propozycjami. Przeciez
          pisala ze jej serce zajete i ze heretyk.
          Nie moze ci sie snic jakis sasiad z sytuacja? W butach lapciach z
          uszami?
          Pssssik
          • maria421 Re: Czwartkowe niepierduly 17.07.08, 15:14
            Lucja, ja kazdy koszmar senny zniose, tylko Ty mnie we snie nie nawiedzaj :)
            • iwannabesedated Re: Czwartkowe niepierduly 17.07.08, 15:39
              Przestańcie, bo następny krok to już byłby trójkąt erotyczno-grafomański. Nic
              dziwnego, że zgorszone nowe niki zapluwają się z obrzydzenia.
              Fujt fujt. Lucyper pisać o klopach. Maria o arabach. Pyton o roztoczach. Ja o
              kupie. Role od dawna rozpisane, zmian w scenariuszu nie przewiduje się.
              • lucja7 Re: Czwartkowe niepierduly 17.07.08, 15:51
                Czuje sie dobrze. Bardzo dobrze.
                Nareszcie ktos mi powiedzial ze jestem jego koszmarem!
                Czuje w sobie ten slodki (dolce), ale jednoczesnie trudny do
                opisania stan miedzy sila i rozkosza. Jestes moim koszmarem..... A
                moze to tez jakies ukryte propozycje?
                Ach jak milo, jak milo.........
                • maria421 Re: Czwartkowe niepierduly 17.07.08, 16:21
                  lucja7 napisała:

                  > Czuje sie dobrze. Bardzo dobrze.
                  > Nareszcie ktos mi powiedzial ze jestem jego koszmarem!
                  > Czuje w sobie ten slodki (dolce), ale jednoczesnie trudny do
                  > opisania stan miedzy sila i rozkosza. Jestes moim koszmarem..... A
                  > moze to tez jakies ukryte propozycje?
                  > Ach jak milo, jak milo.........

                  Ty sie nie podniecaj, nie pisalam ze jestes MOIM koszmarem, jeszcze o Tobie nie
                  snie:-)
                  • jutka1 Re: Czwartkowe niepierduly 17.07.08, 16:24
                    Czyli co Mario? To ja jestem Twoim koszmarem? ;-))))))))


                    Dajcie ludzie skonczyc moja dzisiejsza robote bo mnie szef zabije i
                    nie pozwoli wyjsc :-))))))))))
                    • lucja7 Re: Czwartkowe niepierduly 17.07.08, 16:32
                      Juta napisala:
                      "Czyli co Mario? To ja jestem Twoim koszmarem? ;-))))))))"

                      hehehe, na to wyszlo
                    • jutka1 PS. 17.07.08, 17:21
                      Ledwie zdazylam, ale zdazylam. Z czystym sumieniem wybywam z biura,
                      yeeeaahhhhhhh.... :-)
                    • maria421 Re: Czwartkowe niepierduly 17.07.08, 21:38
                      jutka1 napisała:

                      > Czyli co Mario? To ja jestem Twoim koszmarem? ;-))))))))

                      Jutka, czy ja wygladam na taka co ma koszmary? Czy Ty wygladasz na taka co moze
                      byc koszmarem? :-))

                      Co sie tak uparlyscie na bycie koszmarem i to MOIM koszmarem?
                      A kysz... :-)))
                      • jutka1 Re: Czwartkowe niepierduly 18.07.08, 08:20
                        Mario, napisalas:
                        "Ty sie nie podniecaj, nie pisalam ze jestes MOIM koszmarem, jeszcze o Tobie nie
                        snie :-)"

                        Zrobilam logiczny krok dalej ;-)))))))))))
                        • maria421 Re: Czwartkowe niepierduly 18.07.08, 08:40
                          jutka1 napisała:

                          > Mario, napisalas:
                          > "Ty sie nie podniecaj, nie pisalam ze jestes MOIM koszmarem, jeszcze o Tobie ni
                          > e
                          > snie :-)"
                          >
                          > Zrobilam logiczny krok dalej ;-)))))))))))

                          Nie kazdy kto mi sie sni jest koszmarem. Moja corka i moj maz napewno nie. A Ty
                          mi sie nie snilas, tylko mi sie snilo ze myslalam ze Ci napisze ze bylam w Paryzu.
                          Koszmarem w tym snie bylo, ze weszlismy do jakiejs restauracji i zaprowadzili
                          nas do jakiegos wysokiego stolika bez krzesel i mielismy jesc na stojaco.
                          A dzisiaj snil mi sie Tom Cruise i Nicole Kidman , u mnie w domu w Lodzi. Nicole
                          potem do taksowki odprowadzalam.
                          :-)
                      • jutka1 Piatkowe pierduly 18.07.08, 08:41
                        Spalam do osmej. :-))) Co prawda zasnelam kolo drugiej, ale obudzil mnie budzik,
                        a nie roztocza :-)

                        Na wejsciu w dzisiejszy dzien odebralam maila od rodzicielki ws. zlych ludzi,
                        ktorzy u mnie zamieszkali. Horrory sie tam dzieja jakies, i jestem juz nie tyle
                        zaniepokojona, co wsciekla. :-///

                        Poza tym wszystko OK.

                        Milego dnia
                        • jutka1 Re: Piatkowe pierduly PS 18.07.08, 10:36
                          Mloda odwolala drinka i kolacje. To znaczy przeniosla na przyszly tydzien,
                          kiedys, jakos.
                          Tyspiknie. :-)

                          Moze pojde do knajpy, gdzie ciagle mimo wszystko jestem nazywana Helena, tam w
                          piatki sie zwykle zbiera grupa, ktorej dawno nie widzialam. A propos,
                          przedwczoraj taksowkarz, wiozacy mnie do domu, z ktorym odbywalam rozmowe w
                          temacie "nie wszyscy Polacy chleja woode", na pozegnanie powiedzial "Bonne
                          soiree, Helena". He? Ja na to, skad mu sie Helena wziela, a on, ze nie wie.
                          Ehem. :???:

                          To by bylo na tyle. Ide sie ochedozyc, i zmykam na spotkanie z Najwyzszym
                          Szefem, i nie mowie tu o wzroscie. :-)))
                          • maria421 Re: Piatkowe pierduly PS 18.07.08, 10:43
                            Jutka, wyszystko sie zgadza- gdzie Parys tam i Helena :-)))
                            Symbol piekna , zreszta :-)

                        • iwannabesedated Re: Piatkowe pierduly 18.07.08, 12:32
                          No to ja się lepiej przyznam, że owych Strasznych Ludzi to ja na Pajtona
                          napuściłam. W najlepszej oczywiście wierze, i w pełnej ich straszności
                          nieświadomości. Z coraz cięższym sercem Pajtona przykre z owymi doświadczenia
                          obserwuję.
                          Lepiej było trzymać mordę w bece z rolmopsami i do czyjejś bańki się nie wtrącać
                          mi wynika z tego doświadczenia. Mea culpa i więcej tak już nie zrobię.
                          • jutka1 Re: Piatkowe pierduly 18.07.08, 15:08
                            Daj spokoj 100Krocie, skad moglas wiedziec.
                            Zadnego meaculpowania sie.
                            Please.
                            • iwannabesedated Re: Piatkowe pierduly 18.07.08, 15:22
                              Ok :)
                              • jutka1 Re: Piatkowe pierduly -- Pi Es 18.07.08, 23:00
                                No to poszlam jednak do knajpy, gdzie o dziwo ciagle nazywaja mnie Helena.
                                Wysluchalam plotek z innych departamentow.
                                Posmialam sie z anegdot i opowiesci.

                                Godzine temu wrocilam i musialam sie zajac korespondencja mailowa i hotlajnem
                                telefonicznym.
                                Kjap.
                                JezdezmenczonymPytunem.

                                Jutro bedzie lepiej. :-)
        • jakotakot Re: Czwartkowe pierduly 17.07.08, 15:47
          Stokrota, bo w domu ma sie kondyszoning stary - zgroza jakim prostym
          w budowie urzadzeniem jest nasz hardware. Moj wampir i kot wybyli na
          ten przyklad na wakacje, a ja ich ciagle widze. Sklebiona koldra
          kryje nieistniejace dziecko, wiec ja na palcach sie skradam, zeby
          nie obudzic. Rano rzucam sie automatycznie nieistniejacego kota
          karmic, a w nocy sie budze martwiac sie, ze mu rakoony tylek
          trzepia. A juz ten krytyk pieprzony to sie tak zozwala po kanapach,
          rzuca wszedzie skarpety, nie spuszcza wody w klozecie i chrapie, ze
          najlepiej byloby sie wyprowadzic cichcem - moze by nie zauwazyl i
          zostal ?
          • iwannabesedated Re: Czwartkowe pierduly 18.07.08, 12:58
            A ja w pensjonacie się spierdoliłam z łóżka - bo myślałam że śpię w swoim
            domowym co ma dwa na dwa. A nie na jakiejś, za przeproszeniem, do prasowania desce.
            Krytyk natomiast wykonuje na mnie czynność perwersyjną i paradoxalną mianowicie
            najpierw mnie zniechęca do robienia czegoś (bo mi nie wyjdzie, bo mnie wyśmieją,
            bo wyjdzie miernie, bo się zmęczę) - a potem mnie jebie za nicnierobienie.
            AAAAAAAAA sprzedam krytyka wewnęrznego, stan doskonały, duży, dorodny i
            wypasiony. Bardzo pomysłowy. Bardzo pracowity.
            • jakotakot Re: Czwartkowe pierduly 19.07.08, 04:23
              Bym nabyla droga kupna, gdyby nie fakt, ze moj tez nezly byczek i w
              morde by mu dal jak nic. A moze to jakis pomysl jest ? By sie chlopaki
              naparzali i dali nam spokoj ?
              • iwannabesedated Re: Czwartkowe pierduly 19.07.08, 11:41
                Krytykiem w krytyka nie jest jednym z zalecanych sposobów radzenia sobie z owym.
                Bo to jest "engaging", czyli angażujące. Rzecz w tym żeby zaś się nie angażować.
                Ale mnie nie pytaj, co nie jest angażujące bo w trakcie tej części zajęć zmógł
                mnie sen.
    • jutka1 Sobota. I o psie Pawlowa. 19.07.08, 08:29
      Zla jestem na siebie, bo nie wylaczylam blekberego na noc, i o wpol do osmej
      obudzil mnie sms. :-/ Ale z drugiej strony - 7 godzin snu, niezle. :-)
      Plany na dzis typowo sobotnie: zakupy, troche sprzatania, pranie, podlewanie
      roslin w ogrodku, lunch na jakims tarasie czytajac swiezo przyslanego (juz na
      nowy adres) Economista, popoludniowy dlugi spacer, kino, kolacja. Mile. Lubie. :-)

      Co do psa Pawlowa:
      Puscilam na dzien dobry pierwsza plyte Carli Bruni. Dwa lata sluzyla mi w
      samochodzie jako jedna z 5 dyzurnych plyt w CD. No i muzyka gra a ja pod
      powiekami mam droge do i z miasta. Samo sie pojawilo, i nie chce pojsc, musze
      chyba poczekac, az ta plyta mi sie zacznie inaczej kojarzyc, niz z moim
      samochodem i tym co za samochodowym oknem.

      Poza tym wszyscy zdrowi, kawa smakuje wybornie, wpadlam na pomysl, co z kotami.
      Wreszcie normalny weekend. :-)

      Czego i Wam zycze ( (C) m.k.) - a szczegolnie Godze przeprowadzkowej. :-)))
      • go.ga Re: Sobota. I o psie Pawlowa. 20.07.08, 20:49
        Goga remontowa donosi, ze strych prawie pomalowany ;-)
        • jutka1 Re: Sobota. I o psie Pawlowa. 20.07.08, 21:28
          Halo, halo, a czemu strych na pierwsze wejscie jest malowany? Tesciowa ma
          wizytowac czycus? ;-))))))))))))))
          • go.ga Re: Sobota. I o psie Pawlowa. 20.07.08, 21:39
            Wszystko inne juz pomalowane ;-) I podloga nowa lezy (ale jeszcze bez listew przypodlogowych) . Jeszcze "tylko" zostalo nam pomalowac framugi okien i drzwi (lacznie z drzwiami), wymienic klamki w drzwiach na ladniejsze, pomalowac schody, pomalowac porecze, zrobic nowa lazienke, kibel oraz kuchnie, zrobic cos z ogrodem, zrobic na strychu jakis schowek na graty, zrobic wentylacje w chalupie, nowa podloge w pralni (jest goly beton), w perspektywie kilkuletniej wymienic okna na inne i pare innych rzeczy, o ktorych teraz sobie zapomnialam. A malowanie jest najgorsze, bo smierdzi. A ja alergik. No, jeszcze perspektywa jakiegos czasu bez lazienki mnie przeraza, ale nie dalo sie logistycznie zorganizowac jej remontu zanim sie przeprowadzilismy. Moge Wam tu kilka najblizszych lat blogowac remontowo ;-))) Ale za to jak potem bedzie ladnie ;-)
            Tesciowa juz nas wizytowala i nawet pomogla w robocie ;-)))
            • blues28 Re: Sobota. I o psie Pawlowa. 20.07.08, 22:05
              Brzmi to jak poterzny kawal roboty! Ufff. Powiem tylko, ze trzymam
              kciuki, za powodzenie ;))
              • blues28 Oczywiscie poteZny/ ntx 20.07.08, 22:08
              • go.ga Re: Sobota. I o psie Pawlowa. 21.07.08, 12:32
                To projekt na lata ;-)
    • jutka1 Pierduly niedzielne 20.07.08, 11:51
      O 10:15 obudzil mnie telefon. Poniewaz domowy numer, i od dawna nie slyszalam
      tego dzwieku, to i po omacku motalam sie po domu, nie wiedzac, co dzwoni, gdzie
      dzwoni i dlaczego. :-)

      Robie sobie "grasse matinee" czyli pytuniem siem. Mialam isc na targ, ale mi sie
      nie chce. Kolega, z ktorym mialam jesc lunch nie potwierdzil i nie odbiera
      telefonu (pewnie sie na "cus" zalapal, on tak ma :-) ), wiec czuje sie zwolniona
      z obowiazku. Czyli moge w pidzamie lazic po domu i caly dzien, jesli mi sie
      zachce. Cool. :-)
      Na Deezerze zapuscilam Nine Pastori (CJ, check it out), slucham i siem napawam.
      Moze porobie cos okolomieszkaniowo. A moze nie, zobacze co mi sie bedzie
      chcialo. :-))))

      I tyle pierdul niedzielnych. Milego :-)))
      • jutka1 Re: Pierduly niedzielne -- PS 20.07.08, 11:53
        I kupilam bilet do PL.
        Ide dzwonic do Czech. Baj. :-)))
    • blues28 Dziekuje Luizo ;) 20.07.08, 22:47
      Za króliczy, erotyczny kontredans. ;)

      Jako milosnik natury niewiadomo jak zaplatany w gigantyczne miasto,
      przytloczony czterdziestostopniowym upalem, rozgrzanym asfaltem,
      niekonczaca sie rzeka samochodów i nieprzebrana rzesza homo sapiens
      okupujaca trotuary, radosnie zanurzylam sie w królicza Sodome i
      Gomore. Lubie stworzenia pozbawione przesadów ;))))
      Podazylam tez za Twoja wskazówka na drugie, bardzo urokliwe forum i
      stad wiem, ze medytujesz sobie w Górach Blekitnych (bardzo mi sie
      podoba ta nazwa, ciekawe czy góry do niej "dorosly"? Jest w nich
      cos blekitnego?). No i smazac w tzw miedzyczasie konfitury z
      pomaranczy ;)
      Bede tam zagladac po wiesci o ogrodach. Nie zapukam przede wszystkim
      z uwagi na chroniczny brak czasu, nie mam czasu pisac w pracy – za
      duzo "pracy w pracy" – a potem real ma swoje prawa, ale podczytywac
      napewno bede.

      Potworne upaly wygnaly nas z Madrytu w pobliskie góry. Na ten sam
      pomysl wpadlo wielu madrytczyków, wiec male, urokliwe miejscowosci
      byly nieco zatloczone, ale i tak bardziej rzeskie i spokojniejsze
      niz stolica. Choc wiatry z Sahary przygnaly upal nawet w góry.
      Ten weekend, oprócz wypoczynku byl tez pozegnaniem naszego bardzo
      zaprzyjaznionego kolegi, który w tych dniach leci do Leh w Indii i
      podejmuje przygode wspinaczki na Khangri w Himalajach. Raul jest
      milosnikiem gór, wspinal sie w Pirenejach, Gredos, Alpach, ale nie
      jest "zawodowym alpinista" i to jest jego pierwsza wyprawa w
      Himalaje. Leh to górskie miasteczko w hinduskich Himalajach i po
      wygoglowaniu zdjec mamy gleboka nadzieje, ze pogoda bedzie dobra a
      pilot doswiadczony, bo lotnisko to jeden pas jakby wykuty miedzy
      górami, niespecjalnie szeroki ani dlugi. Miasteczko lezy na
      wysokosci 3.650 metrów npm wiec po przylocie beda mieli dwa dni na
      aklimatyzacje, przyzwyczajanie sie do wysokosci i zwiedzanie.
      A potem wymarsz z szerpami na zdobycie szczytu masywu Zanskar, Stok-
      Khangri na wysokosci 6.150 m. Zatem sama wspinaczka to 2.500 metrów,
      ale sadzac po zdjeciach wcale nie jest latwa za to rekompensuje
      wrecz spektakularnymi widokami.
      Jest to rodzaj przygody gdzie, mimo wsparcia szerpów, czlowiek zdany
      jest na siebie i na to co ma ze soba. Lista rzeczy niezbednych jest
      tresciwa i nie ma nic wspólnego z tym co zawsze uwazalam za
      niezbedne. No, ale jedynem srodkiem lokomocji sa wlasne plecy,
      ewntualnie plecy szerpów.
      Czujemy troche niepokoju, bo jest to mierzenie sil na zamiary,
      pierwsza próba kontaktu z tymi gigantami, komórki pewnie zdechna, bo
      watpie zeby tam byla kowertura... wiec pozostanie niepewnosc i
      czekanie na powrót.
      Ja bardzo lubie góry, chodzenie po górach, jazde na nartach, ale
      wspinaczka to juz zupelnie inna historia. Nie na mój rozmach. Ale
      pasjami slucham opowiesci Raula z jego wypraw.
      A teraz znów upalny Madryt, za oknem, mimo wieczoru prawie 40
      stopni. Klimatyzacja ratuje zycie. Jutro pracujacy poniedzialek i ta
      absolutna pewnosc, ze tez bedzie (bezlitosne) slonce.
      ;)
      • luiza-w-ogrodzie Re: Dziekuje Luizo ;) 21.07.08, 08:01
        Alez nie ma za co, cala przyjemnosc po stronie krolikow :o)

        Wspolczuje upalow, tez ich nie znosze, choc w Sydney sa wilgotne jak
        sauna, a nie suche jak w Madrycie. Na pustyni spokojnie poruszalam
        sie w ponad 40C, w Sydney przy 30C czuje sie jak oblozona mokrym
        recznikiem.

        Pytalas o Gory Blekitne. Sa piekne, to jeden z naszych parkow
        narodowych, ktory rownoczesnie jest zapisany jako obiekt swiatowego
        dziedzictwa. Nazwa pochodzi od blekitnej mgly - oparow olejkow
        unoszacych sie z eukaliptusow w czasie upalow. Wlasciwie to nie tyle
        gory, co ponad kilometrowej wysokosci plaskowyz poprzecinany
        glebokimi dolinami o prostopadlych piaskowcowych scianach, z
        ostancami, wodospadami, endemicznymi roslinami i niesamowitymi
        widokami. Graniczy z innymi parkami, np z dzicza parku Wollemi,
        pelnego waskich kanionow, skad pochodzi slynna sosna-dinozaur. A
        wszystko to o godzine-dwie jazdy od domu...

        Kilka zdjec (nie moich, bo sa ciagle nie zaladowane, niesformatowane
        albo nie zeskanowane) np tutaj:
        galeria.australink.pl/blue_mountains/blue_mountains.php
        Luiza-w-Ogrodzie
        .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
        Australia-uzyteczne linki
    • luiza-w-ogrodzie Poniedzialek po czterech dniach wolnych 21.07.08, 05:16
      To byl dluuugi weekend i bardzo przyjemny, z piekna, sloneczna i
      sucha pogoda. Z corka (ktora miala wakacje) bylysmy w teatrze, u
      fryzjera, kosmetyczki i na babskich zakupach ciuchowo-butowych.
      Kupilam 2 pary cudnych botkow z lakierowanej skory - czarne na
      obcasie i niskie brazowe z owczym runem w srodku, te drugie w sam
      raz na wyjazdy na polnocna polkule. To pierwsze zimowe buty jakie
      kupilam dla siebie w Australii w ciagu kilkunastu lat mieszkania
      tutaj, poprzednia pare zimowych botkow kupilam w Polsce w 2000 roku,
      gdy pojechalam na zime.

      Zrobilam tez generalny przeglad ogrodu i sesje planowania prac
      ziemnych z Buszmenem. Wczoraj ogarnelam frontowy ogrodek zas w
      glownym Buszmen wykarczowal plot razem z rosnacymi na nim roslinami
      na tarasie na ktorym stoi letnia kuchnia. Za dwa tygodnie wynajme
      kontener do wywozki gruzu itp i z Buszmenem zmienimy ksztalt tarasu
      a jesli bedzie tam dobra ziemia, przeniesiemy ja w potrzebujace
      zakatki ogrodu.

      Kakadu nadjadly okolo 20 pomaranczy (a nie "polowe"), obralam je,
      wycielam uszkodzone czesci, dorzucilam jeszcze kilka owocow, po
      jednej cytrynie i limonce od sasiadow, 4 cm utartego imbiru,
      wlasnorecznie kandyzowana skorke pomaranczowa i 1 kg cukru i
      zrobilam bajeczny dzem pomaranczowy. Na drzewie zostalo jeszcze
      jakies 25 kg owocow. Przyjezdzajcie, ktos musi pomoc mi je zjesc,
      chyba ze zostawie je papugom. A jak kakadu poznaja ze owoce
      dojrzaly, nie mam pojecia. Na pewno nie po kolorze. Czesc pomaranczy
      wycisniemy na sok, czesc zjemy, reszte przerobie na kolejne dzemy,
      jako ze wypracowalam juz wlasciwe proporcje i jakos to bedzie.

      Od tygodnia codziennie przerzucalam po 2 km na basenie, a ze w
      czasie weekendu plywalam w sloncu, podobnie jak corka mam juz
      wyrazna kostiumowa opalenizne. Teraz jest najlepszy czas na
      opalanie, latem jak zwykle bede sie chowac przed sloncem: plywac
      wieczorami a w ogrodzie pracowac w rekawiczkach, dlugich rekawach,
      spodniach i kapeluszu.

      Czy juz Wam mowilam, ze zapowiada sie wczesnia wiosna? Wiele roslin
      zakwitlo prawie miesiac wczesniej niz normalnie! Nic dziwnego, ze
      kroliki tak szaleja :o)

      Pozdrawiam wiosennie i optymistycznie
      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      Australia-uzyteczne linki
    • jutka1 Poniedzialek, wyglada na slomneczny 21.07.08, 08:25
      Zaspalam :-))))))))))
      Czyli wszystko wrocilo do normy. :-)

      Obok paruje pierwsza kawa, w Deezerze spiewa Stacey Kent, za oknem slonce, jest
      pieknie.
      Oto i cale pierduly poniedzialkjowe.
      Milego dnia :-)
      • jakotakot Re: Poniedzialek, wyglada na slomneczny 21.07.08, 17:01
        Ten Deezer to jest revelacyjne odkrycie Judys ! Tez sobie zapuszczam
        :)
        Luizo - dzieki Twoim opowiesciom i zdjecion coraz bardziej zazdroszcze
        tym moim przyjaciolom, ktorzy wlasnie sie po tej Twojej Australii
        kaczaja. No i ta marmelada pomaranczowa - oskomy dostalam na sama mysl
        ! :))))
        • jutka1 Re: Poniedzialek, wyglada na sloneczny + SiDzej 21.07.08, 20:30
          No i zrobil sie sloneczny dzien. Polanczowalam na sloncu, potem po pracy jeszcze
          siadlam na jakims tarasie, gapiac sie na ludzi.
          Przed nami kilka upalnych dni, 30-31C. Ciekawe, jak sie mieszkanie spisze. :-)
          Ogolnie same pierduly. Pojde wczesniej spac dzisiaj, jutro nie moge zaspac.
          Milego wieczoru :-)

          PS. Prywata do Sidzeja (i do Malego Ksiecia et. al. tez): jak dlugo sie jedzie z
          Montrealu do Qbc City? I czy ewentualnie byscie nie przyjechali tam w koncu
          sierpnia na kolacje? :-))))))))
          • chris-joe Re: Poniedzialek, wyglada na sloneczny + SiDzej 21.07.08, 21:28
            Tam cie posylaja?! :)
            Dojazd trwa ze 3 godziny, wiec do zrobienia. Czy wchodzi w rachube weekend? Bo
            po kolacji nalezaloby pewnie tam przenocowac.

            Rzuc sie datami, a kto wie, moze sie uda :)
            • jutka1 Re: Poniedzialek, wyglada na sloneczny + SiDzej 21.07.08, 21:42
              Wchodzi w gre week-end, o ile dobrze pamietam sobota 23 sierpnia? :-D
              Ale jeszcze potwierdze, bo dzis bylo tylko rzucone, a ktocogdziejak bedzie
              potwierdzone w ciagu tygodnia.
              Oczywiscie jade w celu walki o niepodleglosc Qc i swietowania rocznicy podboju
              Kanady przez Chrancuzow ;-)))))))))))))))
              • lucja7 zalozenie miasta 22.07.08, 00:18
                To nie rocznica podboju kanady, to rocznica zalozenia miasta, nie
                krecic mi tu. Precz z rewizjonizmem!
              • chris-joe Re: Poniedzialek, wyglada na sloneczny + SiDzej 22.07.08, 11:39
                I zlozysz wieniec na Polach Abrahama :)))

                W sierpniu, zwlaszcza tego roku, tam pewnie beda zawrotne tlumy. Ale jest
                ladnie i powinno ci sie spodobac.

                Cudo. Jak potwierdzisz daty, zorientuje sie w rynku noclegowym.
                Stay in touch :)
                • jutka1 Re: Poniedzialek, wyglada na sloneczny + SiDzej 22.07.08, 12:06
                  Oukiej. :-)
    • luiza-w-ogrodzie Zimowy wtorek na werandzie, brr 22.07.08, 07:47
      Managerowie sa na kilkudniowej sesji wiec nie poszlam dzis do biura
      wykrecajac sie wizyta rzemieslnika zakladajacego u corki w sypialni
      nowe sznurki podnoszace okna. Jutro pojde do pracy, ale tylko ze
      wzgledu na joge :o) Od rana klikam z werandy, patrzac na sloneczny
      widok za oknem. Wlasnie wrocilam z basenu wiec wiem, ze mimo slonca
      za oknem jest zimno, wieje lodowaty wiatr z poludniowego zachodu,
      pachnacy sniegiem. Zazwyczaj silne, zimne zachodnie wiatry sa
      charakterystyczne dla sierpnia i wrzesnia, ktore z ich powodu sa w
      Sydney najbardziej suchymi miesiacami roku. Brr.

      No wlasnie, brr. Przerzucilam 2 km wody i po wyjsciu z basenu gola,
      mokra i szczekajaca zebami boso rzucilam sie biegiem po schodach do
      prysznicow. Mimo, ze nie ma tam ogrzewania a wiatr hula pod sufitem,
      same prysznice sa szczodre i gorace, co po zimowym plywaniu ratuje
      mnie przed zapaleniem pluc :o)

      Po powrocie rozpalilam drewnem eukaliptusowym w werandowej kozie i
      piszac slucham, jak szumi i poswistuje niedomkniety szyber. Ciekawe,
      czy w najblizszy weekend w Gorach Blekitnych bedzie snieg?
      Chcialabym zeby spadl choc na kilka godzin - nie widzialam sniegu
      chyba od dwoch lat.

      Pozdrawiam zimowo plawiacych sie w lecie

      PS Kwitna fiolki, magnolie, kamelie, azalie, zaczynaja kwitnac
      rododendrony. Jest nadzieja na wiosne!
      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • blues28 Re: Zimowy wtorek na werandzie, brr 22.07.08, 09:28
        Luizo, zazdraszczam pracy w domu. Ja czasami mam takie allowances,
        ale tylko w piatki. Jednak przede wszystkim zazdraszczam zimowej
        werandy i kozy buchajacej wesolym ogniem.
        U mnie termometr przyczail sie ma czterdziestu stopniach i nie
        zamierza sie stamtad ruszac do konca tygodnia. Co za koszmar. Kazde
        wyjscie na ulice w jakimkolwiek celu jest przeciwienstwem Twojego
        brr... tez brrr, ale wrecz przeciwnie.

        Biore sie za robote, której mam duzo. W radiu cichutko leci Back to
        Black Amy Winehouse. Bardzo ja lubie. I tak sie zastanawiam jak
        dlugo jeszcze wytrwa z tym zabójczym trybem zycia :(
        • luiza-w-ogrodzie Re: Zimowy wtorek na werandzie, brr 22.07.08, 09:52
          Czesc, Blues, narod pracujacy wsi wita narod pracujacy miast ;o)
          Prace w domu sobie wynegocjowalam - moze i Ty sprobujesz? Najpierw
          zostan niezastapiona, potem miej fochy i tak malymi kroczkami ani
          sie obejrzysz a bedziesz pracowac w domu 4 dni w tygodniu (jeden
          dzien trzeba sie pokazac w biurze, bo zapomna jak wygladasz). Obecna
          moja szefowa czesto pracuje w domu i nie zalezy jej gdzie my
          pracujemy, byleby co trzeba bylo wykonane. Uzywamy nagminnie czatow,
          tele- i netkonferencji, co ma sens szczegolnie w zespole takim jak
          nasz, ktory rozciagnal sie miedzy Brisbane, Adelaide, Melbourne i
          dwoma sydnejskimi biurami. Jesli uda mi sie zalapac na etat
          analityka na Australazje (co u nas nazywa sie Asia-Pacific) to
          wlasciwie moge juz na stale pracowac z domu, bo cala reszta zespolu
          bedzie w roznych krajach Azji plus UK i USA :o)

          Wlasnie sprawdzilam prognoze pogody: NADCHODZA PRZYMROZKI i
          prawdopodobienstwo deszczu, czyli w Gorach Blekitnych moze to byc
          SNIEG!

          PS Amy Winehouse nie wzruszyla mnie - sluchalam ostatnio "Frank" -
          moze powinnam czegos innego? Co polecasz?
          • blues28 Re: Zimowy wtorek na werandzie, brr 22.07.08, 10:22
            Wiesz, lud pracujacy zmeczyl sie i powiem Ci w tajemnicy, ze... od
            wrzesnia biore sabatical. Chce odpoczac, a zreszta wcale nie jestem
            pewna czy to co ja robe to jest to co ja CHCE robic. Naprawde nie
            wiem czy wmawianie ludziom, ze moje jest lepsze, piekniejsze,
            potrzebniejsze jest moja misja zyciowa. Nawet jesli mówimy o winie.
            A nie o proszku do prania.
            Chce rozejrzec sie za innym mieszkaniem, moze domem w górach, choc
            na razie nie definitywnym, bo mój contrario moze byc rzucony do
            Belgii (flamandzka czesc, baardzo piekna) i nie wykluczam, ze tam
            sie przeniesiemy.
            Ale zamierzam wszystko przemyslec, z niczym sie nie spieszyc,
            rozejrzec sie po bozym swiecie powoli i spokojnie i zobaczyc co chce
            robic tak naprawde. Pozywiom uwidim.
            Dlatego w tym roku wakacje mam w plecy i tyle pracy, bo wykanczam
            wszystko, zeby odejsc spokojnie i z poczuciem ze zostawilam wszystko
            zapiete na ostatni guzik.

            A Amy Winehouse nie jest moja faworytka. Mysle, ze jest obdarzona
            nadzwyczajnym "czarnym" glosem i niszczy swój wyjatkowy talent.
            Przypomina mi troche przypadek Janis Joplin, duzy talen, wielki glos
            i jeszcze wiekszy dar destrukcji.

            A co ja lubie? To widac po nicku;)) Blues chyba najszybciej trafia
            mi do duszy. No i muzyka powazna. I uwaga: opery ;)) Tylko nie
            Wagner!
            I nie moge darowac organizacji tourne Cohena, ze rzucili go na
            festiwal malolatów w Benicassim!! Wstyd i poruta.
            Pozdrowienia z pólkuli pólnocnej ;)
            • jutka1 Re: Zimowy wtorek na werandzie, brr 22.07.08, 11:20
              Eeeee tam taka tajemnica, juz o tym tu pisalas :-))))))
              Nawet sie chyba do tej rozmowy wtracilam z pozycji weteranki
              zwalniania tempa ;-)))
              Look where it brought me, hehehe :-)))
            • iwannabesedated Letni wtorek na tarasie 22.07.08, 12:33
              Ja, kolejna weteranka zwalniania tempa, właśnie wróciłam z porannych zajęć
              reggettonu (mój komp nie poznaje słowa i proponuje fregaton, gruzobeton oraz
              bretton, hehe)- na który się zapisałam w ramach przyspieszania tempa oraz chęci
              pozbycia paru butelek mazowszanki.
              Zajęcia prowadzi Kubanka, nie mówiąca po polsku nic prócz biodra i kolana.
              Ciągle nam każe onymi ruszać na przemian z mandarinas (tyłki) i melones (cycki).
              No więc wymachawszy swoje mandarinas i melones, siedzę sobie teraz na nowo
              wyłożonym drewnem tarasie, piję kawę, patrzę jak mi pomidory rosną, a pies Tofik
              przebiega na trzech nogach w prezentując program "cierpiący pies". Tofik na
              ostatnim spacerze tak się rozszalał, że sobie gdzieś łapę rozchlastał i musi
              nosić opatrunek.
              Czytam sobie więc co tutaj piszecie, o zwalnianiu tempa, kozach i upałach, i
              myślę sobie że warto tempo zmieniać od czasu do czasu. Szybki, szybki, wolny,
              wolny. Czy coś. Bo inaczej to albo zadyszki można dostać, albo butelkami
              mazowszanki przyrosnąć do miejsca i mechem się pokryć.
              • gaudia Re: Letni wtorek na tarasie 22.07.08, 16:23
                zrobiłam sobie przerwę w przekonywaniu ewentualnych pracodawców jaka jestem
                swietna laska i znalazlam krowy:
                przekroj.pl/wydarzenia_swiat_artykul,2433.html
                • ewa553 przepraszam ze pytam, 22.07.08, 19:38
                  ale wieki tu nie zagladalam: kto to jest gaudia?
                  • blues28 Re: przepraszam ze pytam, 22.07.08, 21:15
                    ewa553 napisała:

                    > ale wieki tu nie zagladalam: kto to jest gaudia?

                    Ewo, zajrzyj na watek o kiczu, autorstwa Gaudii. Bardzo ciekawy.
                    • gaudia Re: przepraszam ze pytam, 22.07.08, 22:05
                      gaudia chyba jest kobietą
                      • gaudia Re: przepraszam ze pytam, 22.07.08, 22:08
                        Blues dzieki za klase, kulture i usmiech :)
              • blues28 Re: Letni wtorek na tarasie 22.07.08, 21:12
                Tak to jest z tymi tajemnicami na forum. Znaja je wszyscy, którzy
                czytaja ;)))))))
                Tez mysle, ze zmiana rytmu jest wskazana od czasu do czasu, a mnie
                poprostu potrzebna. Mam dosc niewolniczego trybu zycia, dwunasto-
                trzynastogodzinnego rozkladu dnia pracy, którego jedynym plusem jest
                jakas tam rekompensata finansowa, zreszta mala w stosunku do nakladu
                czasu i wysilku. Czas na break. Czas na zycie. Nie wiem czy rok to
                wystarczajaco duzo zeby wyklarowac sobie idee co ja chce i czy to
                chce naprawde potrafie dobrze wykonywac (bo to jest tez inna
                sprawa). Zobaczymy. Jestem jakos dobrej mysli ;)

                P.S. Stokrotko, jak Ci idzie "gruzbeton" ??? ;)))) A poza tym to
                jakies pomieszanie proporcji, bo jesli tylki to mandarynki a cycki
                to melony to ta Kubanka ma strasznie chudy tylek (w zaniku wprost) i
                obfite cycki, ot co!
        • jutka1 Cieply wtorek na tarasie :-))) 22.07.08, 09:52
          To znaczy lunch bedzie na tarasie, bo tak to pilnie pracuje. :-)
          Lanczuje z kolezanka z pierwszej tutaj pracy.
          A po pracy mily wieczor, i ciesze sie. :-)

          Tyle pierdul dzisiejszych, back to work klaso robotnicza.

          Milego dnia :-)
          • lucja7 Dobrywieczor 23.07.08, 01:59
            Jestem tu czesto, czytam ciagle i z zapalem, teraz wlasnie wracamy z
            przyjemnego wieczoru i wpadam na tekst Ewy i pytam: kto to jest Ewa?

            (tych co nie wiedza, informuje ze powyzszy tekst jest nawiazaniem do
            pytania pani Ewy dotyczace gogi).
            • luiza-w-ogrodzie Dzien dobry 23.07.08, 02:03
              lucja7 napisała:

              > Jestem tu czesto, czytam ciagle i z zapalem, teraz wlasnie wracamy
              z przyjemnego wieczoru i wpadam na tekst Ewy i pytam: kto to jest
              Ewa?>
              > (tych co nie wiedza, informuje ze powyzszy tekst jest nawiazaniem
              do pytania pani Ewy dotyczace gogi).

              ...nie Gogi, tylko Gaudii :o)
              Pierwszy raz o tej godzinie spotykam zywa dusze na tym forum,
              Lucjo :o)
              • lucja7 Re: Dzien dobry 23.07.08, 02:15
                Paris, Paris, ma chère...
                • luiza-w-ogrodzie Re: Dzien dobry 23.07.08, 02:28
                  lucja7 napisała:

                  > Paris, Paris, ma chère...

                  Masz na mysli to, ze zazwyczaj w Paryzu wszyscy spia jak zabici
                  nocami i dlatego wyjatkiem jest spotkac zywa paryska dusza na forum
                  o tej godzinie?
                  :oP

                  Luiza-w-Ogrodzie
                  .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
                  Australia-uzyteczne linki
                  • lucja7 Re: Dzien dobry 23.07.08, 10:04
                    Luiza:
                    "Masz na mysli to, ze zazwyczaj w Paryzu wszyscy spia jak zabici
                    nocami i dlatego wyjatkiem jest spotkac zywa paryska dusza na forum
                    o tej godzinie?"

                    :-)))))
                    Wprawdzie papug, malp i kangurow w Paryzu nie widzialam, ale
                    zareczam ze paryska fauna nocna nie ma czasu na sen.
                    :-)))
    • jutka1 Sroda i srodek tygodnia 23.07.08, 07:28
      Melduje poslusznie, ze po wczorajszej dzialalnosci POS nie mialam dusznosci.
      Czyli powoli, powoli, POS oczyszcza mieszkanie z pokladow kurzu. Ale i tak
      postanowilam nabyc droga kupna odkurzecz antyalergiczny, taki z H2O i jeszcze
      czyms tam. Dmuchanie na zimne.

      W robocie lud pracujacy ma dzis do wykonania kilka konkretnych rzeczy. Aj. :-/

      Kawa smakuje wybornie, woda do wanny sie leje, ukladam w glowie plan dnia. A
      priori ma byc upal, wiec zastanawiam sie, gdzie odbyc popracowego drinka, zeby
      nie bylo zbyt goraco. Drink z kolega pracowym ze starych czasow, i przy okazji
      bylym mezem przyjaciolki (na szczescie sa w wielkiej przyjazni :-D), ktory ma mi
      sprzedac troche plotek zawodowych i wskazowek, na kogo uwazac, a kto jest OK. :-)
      Kolacja w domu, dojadanie resztek z wczorajszego stolu.

      Tyle pierdul.

      Milego dnia :-)
      • jutka1 Pantareje 23.07.08, 10:21
        Jak to bylo? My planujemy, a Niebiosa sie z nas smieja?
        Kumpel dostal dodatkowe "zadanie domowe" na jutro, i bedzie pracowac
        wieczorem. Tyspiknie. :-)))
        Czyli po popoludniowym spotkaniu zawodowym "na miescie" mam wolne,
        biore blekberego i ide do domu. Fajnie. :-)))
    • jutka1 Czwartek... 24.07.08, 07:42
      Znow ma byc slonecznie i upalnie, wiec moj dzisiejszy bizneslancz zaaranzuje w
      knajpie rybnej na tarasie. :-)
      Poza tym mam dzis sporo do zrobienia w pracy, a po pracy kolacje z kolezanka z
      rodzinnych stron, wlasnie wizytujaca.
      Jakos ten lipiec obfituje w wizyty ludzi w Paryzu - pewnie po prostu sezon
      urlopowy. :-)

      I tyle pierdul.

      Milego czwartku :-)
    • luiza-w-ogrodzie Nie mam o czym pisac 24.07.08, 08:41
      Zrobilo sie piorunsko zimno, co chwile przychodza chmury z
      rzesistymi ulewami, wieje zimny wiatr, jest z 15 stopni, ale z
      powodu deszczu i wiatru wydaje sie jakby bylo 5. Z tej zimowej
      depresji wyrwala mnie przyjaciolka, ktora wpadla na lunch i
      wyciagnela mnie na zakupy do pobliskich sklepow gdzie zlowilam
      urocza biurowa spodnice.

      Jutro tez bede pracowac na werandzie, bo chce odebrac corke ze
      szkolnej wycieczki do teatru, ktory jest o 10 min. jazdy od domu.
      Zamiast wracac do szkoly i stamtad jechac przeszlo godzine do domu,
      bedzie w domu dwie godziny wczesniej. Kazda chwila sie liczy, bo
      jutro wszyscy jedziemy na kolejny weekend medytacyjny i chcemy sie
      spakowac i wyjechac jak najwczesniej.

      A poza tym nic sie nie dzieje... :o)
      Pozdrawiam zimowo
      • blues28 Re: Nie mam o czym pisac 24.07.08, 09:59
        Zdopingowana sugestiami Luizy (dziekuje dobra kobieto ;)) i
        podpierajac sie alertem upalowym w Madrycie zlozylam szefostwu
        propozycje nie do odrzucenia i pracuje z domu. Sama mysl o wyjsciu
        na ulice napawa odraza, zar leje sie z nieba i, niestety konca nie
        widac. W piatek uciekamy w góry, choc i tam temperatury ok. 30 st :(
        Zazdraszczam zimnych wiatrów, przymrozków i chlodów wszelakich na
        drugiej pólkuli.
        Skladajac hold wynalazcom klimatyzacji biore sie za prace!
        Milego czwartku wszystkim ;)
        • jutka1 Re: Nie mam o czym pisac 24.07.08, 11:14
          Od rana pracuje jak mroweczka. Niestety, w biurze jest goraco od
          upalow, a klimatyzacja wariuje - w jednych pomieszczeniach jest za
          zimno, w innych - jak u mnie - baaaardzo slabo dziala. :-/

          Na szczescie mieszkanie sprawdza sie w upaly - nie nagrzewa sie, a
          na patio jest przyjemny chlod po poludniu. :-)
          • jutka1 Re: Nie mam o czym pisac -- cont'd 24.07.08, 15:25
            Ach, jak przyjemnie.
            Bizneslancz (zam. :-D) przerodzil sie w szalenie przyjemna
            trzygodzinna rozmowe o biznesie lecz nie tylko, bo tez o Kaukazie,
            Polsce, Rosji, filmach, zonach i mezach, kuchni francuskiej, zyciu w
            Paryzu. Bardzo milo.
            Podsluchiwalismy jakiegos rosyjskiego biznesmena, ktory oczywiscie
            myslal, ze nikt nie rozumie, hehe.
            A ze gadalismy po francusku, od czasu do czasu szepczac w innych
            narzeczach, to i sie bidulek nie zorientowal. Ma szczescie, ze nie
            jestesmy konkurencja, hahahaha ;-))))))))))

            Mam dwie godziny na napisanie 2 rzeczy, potem spadam, robie rzond i
            ide stond.
            Jak na ostatnie dni, i biorac pod uwage upal, to pracuje dzis jakbym
            motorek w de miala.
            La vie est belle.
            Voila.
            :-)))
            • maria421 Lato wrocilo 24.07.08, 18:08
              Dzisiaj musialam wyjatkowo wczesnie wyjsc z domu, a wlasciwie wyjechac. Rano
              jeszcze bylo chlodnawo, choc slonecznie, w dolinach utrzymywaly sie chmury
              gestej, mlecznej mgly, ponad nimi powietrze bylo krysztalowo czyste. Piekna ,
              zdrowa zielen po ostatnich deszczach, lasy az wolaly zeby sie w nie zapuscic,
              ale na taki luksus nie mialam czasu, nic to i tak mialam moja "radosc o poranku":-)
              W drodze powtotnej ten sam krajobraz, ale w juz bardziej zacmionym powietrzu,
              wygladal troche inaczej.
              Lubie moje okolice.

      • iwannabesedated Ja też nie mam o czym pisać. Jest piątek. no txt 25.07.08, 10:53

        • maria421 Re: Ja też nie mam o czym pisać. Jest piątek. no 25.07.08, 10:58
          Ja tez nie mam o czym pisac, bo o tym ze od rana siedze i pisze pisac mi sie nie
          chce, a jak napisze o Obamie, to mnie zaraz o manifesty podejrzewaja .-)
    • jutka1 Pochmurno... 25.07.08, 07:13
      Ma byc dzis goraco, ale juz nie tak slonecznie. Gadaja, ze wieczorem burze? :-/
      W planie zalatwienie paru rzeczy, obiad w miescie, i popoludniowa praca w domu.
      :-)))
      Wiecej grzechow nie pamietam, eeeejmeeent.
      :-)

      Milego dnia :-)))
      • xurek Re: Pochmurno... 25.07.08, 14:25
        ostatni dzien przed urlopem w robocie. Wszystko juz zrobilam oprocz
        takiej jednej tabelki, ktora ten wredny mis Puchatek z centrali
        L'Oreala, co to mnie ciagle nazywa madmlazelom i z okrrropnym
        francuskim akcentem mi mowi "sie könnén nich rrrrechnén" sobie co
        miesiac z innymi szacunkami zyczy. Ta tabelka nie jest jedna, tylko
        jest ich osiem w jednej, wszstkie do tego stopnia pozbawione logiki
        i sensu, ze co je zrobie to pol godziny pozniej juz nie wiem, o co w
        nich chodzilo. No i teraz od 11:30 usiluje sie zmotywowac to tej
        roboty: poszlam na miasto wierzac, ze jak sie przewietrze, to mi
        pojdzie lepiej. Kupilam sobie bielizne wierzac, ze jak sobie
        poprawie humor, to mi sie uda do tego zabrac. Wylalam moze zale
        Behemotowi przy kawie a teraz wzielam sie za foruma. Cus mi sie
        wydaje, ze w koncu bede musiala robic nadgodziny, przez te ch....owa
        wyliczanke.

        PS: zrobily sie modne takie obszarpane tenisowki, ktore nie maja
        sznurowek tylko puste dziurki a jezyk przyszyty do bokow buta.
        Bardzo mi sie podobaja, ale najtansza tenisowka jaka znalazlam
        kosztowala 130 CHFow czyli 80 Euro! Za kawal gumy i obszarpanej
        szmaty! Siwat sie konczy, mowie wam. Bede musiala poczekac na
        przecene, bo wydanie takiej kasy na tenisowki bez sznurowek nie
        miesci sie w moim systemie wartosci :)
        • xurek jest cieplo i slonecznie 25.07.08, 15:06
          zapomnialam dodac. Ah, i na urlop jedziemy na Korsyke. Byl tam juz
          kto? Jezeli tak, to jakies rady macie?
    • ertes Re: O pierdulach --- Odcinek 36 :-))) 25.07.08, 17:45
      Ot taka pierdula sie mnie znalazla:
      cgi.money.cnn.com/tools/bestplaces/compare_tool_2008.jsp?id=,&view=a
      :))))
      • jakotakot Re: O pierdulach --- Odcinek 36 :-))) 26.07.08, 02:07
        No to Ertes ani Ty ani ja sie nie zalapalismy - no chiba, ze Ty w
        tym Irvine CA - you lucky devil you.
        A ja mam do doniesienia pierdule nastepujaca - wybrawszy gotowke z
        banku na wakacje w Polszcze z cala gracja kretynki z ADD zostawilam
        ja na ladzie barku kawowego w Galerii Narodowej... Na
        usprawiedliwienie (calkiem mdle) mam tylko to, ze bylam pod
        wrazeniem piorunujacym wystawy mojego ulubienca pt Martin Puryear images.google.com/images?
        source=ig&hl=en&rlz=1G1GGLQ_ENUS279&q=Martin+Puryear&um=1&ie=UTF-
        8&sa=X&oi=image_result_group&resnum=1&ct=title
        Z ulga i odnowiona wiara w ludzkosc donosze, ze dzisiaj odzyskalam
        cala (niebagatelna..) kwote - life is good :)
        • chris-joe Re: O pierdulach --- Odcinek 36 :-))) 26.07.08, 06:53
          Napierville mam tuz obok, ale chyba nie ten.

          Co do cudow od-nalezisk- twoje plasuje sie mniej wiecej w tej samej kategorii,
          co moj portfel wypchany kartami kredytowymi i kasa zostawiony na ladzie stacji
          pekaesu w zaplutej miescinie brazylijskiej o nazwie Londrina. Odzyskany intact.

          Odzysku gratuluje, jezusmaria!

          Frapuje mnie jednak pytanie: czemu wybierac kase na wakacje? Czy wiesz cos,
          czego ja nie wiem? Znacznie lepszy kurs waluty itd?

          Pytanie istotne, bo po dzisiejszej rozmowie z rodzicielka wnosze, ze kawa w PL
          kosztuje ze 5 dolcow.

          Over.
        • ertes Re: O pierdulach --- Odcinek 36 :-))) 26.07.08, 08:39

          > No to Ertes ani Ty ani ja sie nie zalapalismy - no chiba, ze Ty w
          > tym Irvine CA - you lucky devil you.

          Ano zalapalem sie, znaczy sie jestem devil i to jeszcze lucky :)

          Wszyscy wokol jada do Polski w tym roku. Chyba i mnie sie przyjdzie wreszcie
          wybrac mimo tych 12-stu godzin w samolocie.

          Ale po co gotowka? Tez sie zastanawiam.
          • jakotakot Re: O pierdulach --- Odcinek 36 :-))) 26.07.08, 13:55
            No jak to chlopaki po co gotowka - gotowke sie bierze do kantora,
            zamienia na zlotowki i potem sie tym placi za lody, skarpety welniane
            u babci goralki, szarlotke i bigos w schronisku, bilety w autobusie,
            no i te... no te.... no moze to juz wszystko... Sama nie wiem, ciagle
            jeszcze mi sie Polska jawi w glowie jako cash economy, a wogole to ja
            mam wsiowe podejscie do pieniedzy i lubie miec papiery w kieszeni
            hehe. A Wy tak ino z plastikiem podrozujecie ?
            • chris-joe Re: O pierdulach --- Odcinek 36 :-))) 26.07.08, 18:59
              Po PL to ja wogole nie bardzo "podrozuje", bo nie bylem tam od trzech lat.
              Lecz, indeed, kasy nigdy i nigdzie nie wwoze, lecz zasysam sie do pierwszego
              napotkanego ATM.
              Ciekaw tez jestem, czy nasze karty debetowe dzialaja juz w polskich sklepach,
              wybadaj.
              • ertes Re: O pierdulach --- Odcinek 36 :-))) 26.07.08, 22:00
                Ja nie bylem 4 lata i tez zasysam gotowe z ATM.

                Amerykanskie karty debetowe sa troche inne jak te w Kanadzie (o ile nic sie nie
                zmienilo) gdyz sa podpiete pod Visa lub MC. Mozna wiec brac debit lub kredyt.
                • jakotakot Re: O pierdulach --- Odcinek 36 :-))) 27.07.08, 03:36
                  Aaaaa, no kochani - do ATM to trzeba pina pamietac, a to jest
                  zdecydowanie ponad moje sily heheheee
    • jutka1 Sobota po deszczu 26.07.08, 08:28
      Za oknem i na patio mokro. Znaczy - padalo. Elementary, dear Watson.
      Postanowilam przetestowac robienie zakupow przez internet, przynajmniej zakupow
      rzeczy ciezkich typu plyny do prania, wino, woda pitna i tego typu. Ciekawe, jak
      zadziala.

      Spiewa Stacey Kent.

      Pod wieczor przychodzi ulubiony kuzyn z nowa zona, ktorej jeszcze nie mialam
      okazji poznac. Aperitif tutaj, potem zaprosze ich na kolacje do jakiejs knajpy -
      nie chce mi sie gotowac, nie mam ani nastroju, ani pomyslu.

      Tyle pierdul sobotnich. Milego dnia i weekendu :-)
      • maria421 50+ 26.07.08, 17:26
        Wczoraj zadzwonila do mie pani z ubezpieczalni i zapropnowala mi , do mojego
        ubezpieczenia od wypadku, dodatkowe ubezpieczenie w ramach specjalnej oferty
        "dla starszych osob". Powiedzialam jej ze chyba pomylila adresata, na co ona ze
        nie, ze ja sie juz do tego przedzialu wiekowego zaliczam! I dlatego moge w domu
        poslizgnac sie i upasc i zlamac sobie staw biodrowy i byc uziemiona i nie moc
        sobie z niczym dac rady, wiec wtedy oni mi gwarantuja pelny serwis etcetera. I
        nawet takie urzadzonko elektroniczne do wezwania pierwszej pomocy, jakby co...

        Sluchalam jej i czulam jak maleje, jak sie robie mala, krucha, wlos mi siwieje,
        twarz mi sie marszczy, palce sie wykrzywiaja, garb rosnie...

        Ratuuunku, ja nie chce :(
        • chris-joe Re: 50+ 26.07.08, 19:10
          Maria, zbierz sie z podlogi i w kupe i sie nie daj, bo babsko najzwyczajniej
          szuka jelenia, by wciskac. Jak nie pod kolor wlosow, badz plec, to cie chce
          wziac na wiek.

          Ja normalnie i rozmyslnie nie pamietam, jaki "rozdzial wiekowy" kaza mi
          zakreslac w ankietach.
          I udaje, ze nie wiem, ze stajemy sie powoli "young at heart"... :))
          • maria421 Re: 50+ 26.07.08, 23:13
            Chris, przed babskiem to ja wiem jak sie obronic.
            Ale jak sie bronic przed kalendarzem?
            • maria421 Re: 50+ 26.07.08, 23:20
              Corcia dzis ma imieniny, bylysmy na hiszpanskiej kolacji.
              Dobrze bylo.

              • ertes 50 is new 40 26.07.08, 23:31
                www.whatsthatcalled.com/forum/index.php?automodule=blog&blogid=1&showentry=276
                Pierwsze 20 sekund tej reklamy to odpowiedz jak masz sie czuc :)
            • jutka1 Re: 50+ 27.07.08, 08:16
              Mario, kalendarz rzecz nabyta, jak mawial jeden taki.
              Nie dawaj sobie kitu wciskac - CJ slusznie prawi.
              :-)))
    • jutka1 Setka i zamykam ntxt 27.07.08, 08:24

Pełna wersja