DoopaRyza a la Pytun -- Czesc 4

18.07.08, 10:24
No to jak sie juz Pytun rozmoscil i zawinal wokol DoopaRyza, to i tytul
zmienilam. Tu beda reportaze i przemyslenia, reszte codziennosci przenosze na
Pierduly. Niniejszym. Bom w domu.

Link do poprzedniej czesci, i otwieram
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14420&w=81704467
    • jutka1 Fenomen szala 18.07.08, 23:18
      Zdalam sobie sprawe, ze nigdzie indziej niz w DoopaRyzu nie widzialam letniego
      fenomenu szala.
      Otoz szal jest obowiazkowy. Rano, jak jest chlodno, mozna wyjsc bez rekawow, i
      bedzie OK. Wieczorem to samo. Jest skoordynowany do immentu z reszta akcesorjow.
      Dzisiaj widzialam szal skoordynowany do kolczykow, a reszta szala byla
      skoordynowana z ałtfitem.

      Wow.
      • chris-joe Re: Fenomen szala 18.07.08, 23:39
        Widuje te szale i w Montrealu i drazni mnie ich pretensjonalnosc. Co dziwne, w
        Paryzu pewnie by mnie szal nie draznil.
        Czy to oznacza, ze winieniem poddac moj stosunek do Montrealu jakiejs kanapie?
        • jutka1 Re: Fenomen szala 19.07.08, 00:20
          Chibo :-)))

          Dobranoc :-)
        • lucja7 Re: Fenomen szala 19.07.08, 07:49
          CJ:
          "Czy to oznacza, ze winieniem poddac moj stosunek do Montrealu
          jakiejs kanapie?"

          Na to wyszlo.
          A ja juz sobie myslalam ze jak bedziesz tak kontynuowal, to zajme
          sie blizej przepadkiem francuskiej Kanady i zaczne tu wypisywac
          hymny na temat tej najpiekniejszej czesci tego kraju, ze starym
          francuskim i jednym z najpiekniejszych akcentow jakie slyszalam.
          • jutka1 Re: Fenomen akcentu 19.07.08, 08:11
            Tez lubie "acadien" (bo chyba do niego nawiazujesz?).
            Bo quebecois, jak wiadomo, dziala na mnie jak kreda po tablicy. :-)
            • lucja7 Re: Fenomen akcentu 19.07.08, 08:21
              Dziala jak dziala, a wynika to z twoich doswiadczen zbyt osobistych
              by sie liczyly jako argumenty w powaznej tu i obiektywnej dyskusji.
              ;-)
              quebecois piekny,
              acadien jeszcze piekniejszy

              Poza tym bardzo mi sie podoba gdy ludzie opieraja sie uniformizacji
              i identyfikuja sie z jakas specyficzna grupa.
              • jutka1 Re: Fenomen akcentu 19.07.08, 10:36
                Wcale nie tak, Lulu. ZL mowi piekna francuska francuzczyzna, jego rodzina tez.
                Wcale mi sie quebecois nie kojarzy, zreszta mnie sie nic juz zle nie kojarzy -
                woda pod mostem, tlumaczac doslownie. :-)
                Nie lubie dzwieku i tyle.
                A acadien lubie bardzo. :-)
                • ertes Re: Fenomen akcentu 24.07.08, 02:24
                  Jakies 12 lat temu pracowalem w pewnej firmie niedaleko Toronto o zasiegu
                  swiatowym. Znaczy sie mielismy biura tu i tam i siam, miedzy innymi w Paryzu.
                  Z owego Paryza przyjechala kiedys na szkolenie pani francuzka. Bedac mlodym,
                  samotnym singlem chetnie zaopiekowalem sie pania z Dooparyza.
                  Tak sie skladalo ze w firmie pracowalo dwoch panow z miasta Rimouski ktore jest
                  siedliskiem frankofonskich separatystow mowiacych tylko i wylacznie po "francusku".
                  W kazdym razie owa pani, prawdziwa francuzka, z Dooparyza stwierdzila ze ten
                  jezyk ktorym obydwaj panowie wladaja nic wspolnego z francuskim nie ma.


                  • jutka1 Re: Fenomen akcentu 24.07.08, 07:12
                    A w ogole akcent (i dialekt) z Ontario (znam z Ottawy), to juz kompletne
                    matkoboskokifjute. :-))))
                    • ertes Re: Fenomen akcentu 24.07.08, 07:16
                      Chodzi ci o angielski?
                      Ja sie nie znam bom jest second hand choc Kanadole ciut smiesznie czasami mowia.
                      Ale to i tak nic w porownaniu z poludniem.
                      • jutka1 Re: Fenomen akcentu 24.07.08, 07:20
                        Nienienie, chodzi o ontaryjska (ottawianska) wersje "francuskiego". Quebecois
                        sie chowa. :-)
                        Dlatego ta dziewczyna pewnie powiedziala, ze to z francuskim nie ma nic
                        wspolnego. :-)
    • jutka1 Ostatki 19.07.08, 12:27
      Zamiast isc na lunch postanowilam dojesc resztki z lodowki, a w ramach
      moszczenia sie - rozpakowac ostatnie pudlo pt. "lazienka". Starlam bialy proszek
      czyli slady bytnosci pana od internetu, tzn. wiercenia scian, poodkurzalam,
      polozylam obrus na stol i wlozylam swieczki do swiecznikow. Jednym slowem:
      ostatnie stadia pytonienia sie. Jutro jeszcze pojde na targ i kupie kwiaty, i
      juz bedzie kompletny powrot do pytuna paryskiego. Jes. Jes. Jes. :-))))))))))))

      Jest mi dobrze. :-)
    • jutka1 Zlocistosc 20.07.08, 14:53
      Od wczoraj jestem tutaj w zlocistej, mieniacej sie bance.
      Inaczej nie umiem wytlumaczyc.
      Ta przestrzen stala sie balsamem, czuje sie, jakbym byla w cieplej kapieli.
      I swiatlo, zarowno to fizyczne jak i wewnetrzne
    • jutka1 Moja ulica docelowa, kontynuacja 21.07.08, 21:27
      Jak mowie "moja ulica" to mam na mysli i moja ulice, i ulice-przedluzenie, ktora
      dochodze do transportu do pracy, i z pracy.

      Naprzeciw kamienicy po schodkach jest przyslowiowy "Arab na rogu". Zbawienie dla
      zapominalskich jak ja, ktorzy nie zawsze maja glowe do zrobienia kompletnych
      zakupow, kiedy te zakupy juz robia. Mozna tam kupic wszystkie podstawowe rzeczy.
      Wczoraj juz mnie rozpoznal, a jak wypisywalam czek, to sie zachwycil moim
      atramentem ("Pierwszy raz w zyciu widze kogos piszacego fioletowym atramentem,
      jaki ladny...") :-)
      Dzisiaj placilam gotowka, to sie zmartwil, ze nie fioletowym atramentem. :-)
      Jest chudziutki, malenki, moze miec i 50 i 70 lat, nie wiadomo. Przesympatyczny.

      Ulica-przedluzenie jest jednym z bardziej urokliwych miejsc w mojej dzielnicy:
      waska, wylozona kocimi lbami, i po obu stronach sklepiki: tu z serami, tu z
      kawa, tu z deco, tam z winem czy warzywa-owoce. Wszystko chyba tam jest. Rano
      lubie nia isc, kiedy dopiero otwieraja sklepy, wykladaja owoce/warzywa/sery etc.
      i w swiezosci porannego powietrza wdycham zapachy. Za kazdym razem inne
      dominuja, pewnie w zaleznosci od tego, co akurat jest najdojrzalsze i
      najbardziej aromatyczne: raz pachnie bazylia, raz maliny, raz brzoskwinie.
      Wieczorem, kiedy wracam a sklepiki sa jeszcze otwarte, zapachy sa juz pomieszane
      z zapachem ludzi i calodziennego ruchu, juz trudniej wydobyc te dominujace.

      Jest tez drugi koniec mojej ulicy, wychodzacy na Sekwane. Teren jeszcze nie do
      konca zbadany, nie liczac jednego posilku z Lulu na tarasie w ktorys weekend.
      Wiem jednak, gdzie tam jest tabac, co niewiele mi daje, bo od odkrycia tego
      tabaca znalazlam inny, blizej.

      C.d.n.
      :-)))
      • jutka1 Moja ulica docelowa, odglosy 29.07.08, 22:48
        Od poznego popoludnia slucham. Albo slysze nie sluchajac.
        Ruch kolowy, normalne.
        Otwarte okna i z kazdego inna muzyka. To zamykam okno sypialni, robi sie goraco,
        otwieram, to samo. Kakofonia.
        Od jakiegos czasu slucham hamerykanskich rozmow, chyba z lawki na gorze. Rozmowy
        powalaja mnie na lopatki, skrecam sie ze smiechu. Tylko niech juz sobie pojda,
        bo musze sie wyspac - jutro normalny dzien pracy i nie ma zmiluj.

        Poza tym odglosy zamykanych okiennic.
        Co tez ja rowniez niedlugo uczynie.
    • jutka1 O miesie i innych zwyczajach 22.07.08, 14:46
      Po dzisiejszym lunchu na oslonecznionym tarasie skojarzylo mi sie -
      o miesie.
      Otoz. Donc. Tutaj notorycznie niedosmazaja steki czy inne antrykoty.
      Ja natomiast - surowe mieso w postaci tatara prosze bardzo, ale nie
      lubie jak mi ze steka wylatuje krew do sosu, fuj. Wegetarian
      przepraszam. Zawsze prosze o dobrze wysmazone, i jest szansa, ze
      krwi nie bedzie - ale tez zdarza sie, ze ciagle jest, wiec odsylam
      do kuchni do dosmazenia. Moj przyjaciel magdalenka w pewnym momencie
      chadzal ze mna tylko do azjatyckich knajp, bo "znow scene o mieso
      bedziesz robic". No i kelnerzy i kucharze sie obrazali, bo jak mozna
      dobre mieso tak psuc. :-/
      I dzisiaj zamowilam plaster watroby cielecej w sosie z octu
      balsamicznego, organizm najwyrazniej potrzebuje zelaza, poprosilam o
      dobre wysmazenie, i przyszlo toto na wpol surowe. No to odeslalam.
      Przyniesli po pieciu minutach - na wierzchu czarne, w srodku cwierc-
      surowe. Podziubalam, zjadlam troche z najcienszych brzegow,
      zostawilam. :-/
      Chyba rzeczywiscie nie powinnam w knajpach zamawiac miesa. :-(
      • jakotakot Re: O miesie i innych zwyczajach 22.07.08, 14:52
        Pamietasz jak w Chartres poszlysmy do knajpy i przyniesli mi takiego
        krwistego ochlapa, a ja, jako expecting mother spanikowalam i
        poprosilam o dosmazenie ? Dosmazyli, i owszem, ale z zemsty walneli
        spowrotem w te sama kaluze juchy.
        • lucja7 Re: O miesie i innych zwyczajach 22.07.08, 16:01
          No i stad przewaga salcesonu nad miesem grillée.
          Ani krwi nie uswiadczysz, ani wegetarianinem nie trzeba byc.
          ;-))))))))))))
          A poza tym, w tym wieku je sie jeszcze watrobke?
          "Jedz watrobke i szpinak bo maja duzo zelaza" konczy sie chyba w
          wieku lat okolo 8 gora, nie?
          Pije sie tez tran bo ma D,
          Je sie ryby zeby miec dobra pamiec, a marchewke zeby byc milym (to
          nie zart, takie rzeczy sie mowi malym francuzikom do lat okolo 5).
          • jutka1 Re: O miesie i innych zwyczajach 22.07.08, 16:12
            Prosze bardzo:
            www.healthcastle.com/iron.shtml
            :-)

            :-P
          • jutka1 Re: O miesie i innych zwyczajach -- Pi Es 22.07.08, 16:23
            Zapomnialam dodac, ze czesto to, co mnie wola z karty ma w skladzie
            cos, czego mi akurat brakuje. Witamine C chce organizm? Zaczynam
            miec zachciewajki na truskawki, kiwi - na przyklad.

            Czepialska.
            :-))))))))))
            • lucja7 Re: O miesie i innych zwyczajach -- Pi Es 22.07.08, 16:32
              Tam zaraz czepialska.....
              Ale swoja droga przestan wierzyc w te wszystkie teorie. Dobrze wiesz
              ze gdyby chlopi z Gers przestali tuczyc kaczki zeby je spozywac na
              tlusto, to zmarliby z rozterki i zalu wczesniej niz jedzac jak im
              bog przykazal.
              Ale daje ci rowniez rade: w restauracjach, zanim cie zapytaja, mow
              jak sobie to cos chcesz, przeciez ci nie odmowia (nigdy jeszcze sie
              z tym nie spotkalam).
              ;-)
    • ewa553 Re: DoopaRyza a la Pytun -- Czesc 4 22.07.08, 19:35
      z czasow kelnerskich pamietam ze bywali goscie proszacy o
      przesmazenie. Nie wypadalo nic mowic, wiec ich tylko zabijalam
      wzrokiem i myslalam swoje. Z niejakim lekiem zamawialam toto u
      kucharza, ktory na to obdarzal mnie wzrokiem identycznym jak ja
      goscia. A jak danie bylo gotowe, to wolal z zamierzonym francuskim
      akcentem: "szuzolé" czyli Schuhzolle, czyli...podeszwa:)))))
      • jutka1 Re: DoopaRyza a la Pytun -- Czesc 4 23.07.08, 07:35
        Ewciu kazdy ma swoje kulinarne gusta, tak samo jak sen(k)sualne, i nikomu nic do
        tego. Kelnerowi/kelnerce, kucharzowi czy komukolwiek. De gustibus. Nie osadzac,
        tylko uszanowac, ot co. Tym bardziej, jesli ide do knajpy i za cos place (za
        jedzenie, ale tez za pensje tego kucharza czy kelnera).
        Lubie podeszwe? Dac mi kurnia podeszwe, a nie zycie zatruwac.
        O.
        • lucja7 Re: DoopaRyza a la Pytun -- Czesc 4 23.07.08, 09:46
          Pewnie ze tak. Dobry kucharz powinien potrafic wszystko o czym sie
          marzy, chyba ze potrafi jeszcze lepiej.
          Bonjour toi :-)
          • jutka1 Re: DoopaRyza a la Pytun -- Czesc 4 23.07.08, 10:24
            Bonjour bonjour. :-)
            Wlasnie sobie zarezerwowalam na lunch "moj" sloneczny stolik w
            rybnej knajpie. Juz mnie poznaja po glosie i nie musze podawac
            nazwiska, bo zapamietali :-)))
            • chris-joe Re: DoopaRyza a la Pytun -- Czesc 4 23.07.08, 11:17
              Jestem wcieleniem wrednych przepowiedni. Ktos mnie kiedys nastraszyl (brat
              chyba), gdy chwalilem sie wzrokiem sokolim, ze po 40ce zaczne nosic okulary do
              czytania. Sie sprawdzilo, niemal co do godziny.

              Steki przez lata jadalem well done, ewentualnie done, dosc szybko przesliznalem
              sie przez faze medium oraz medium rare, by wreszcie na stale osiasc w krwia
              ociekajacej fazie rare.
              Tez zgodnie z przepowiedniami, ze "z wiekiem polubisz krwawe miecho".

              Tak jak polubilem watrobke, szpinak i retsine.

              Do legendy przeszla knajpa w Kingston, Ontario, gdzie na wyrazna prosbe o stek
              "rare, very rare" przyniesli mi ochlap kompletnie zweglony. Spaskudzili to tak
              spektakularnie, ze nawet nie reklamowalem. Smialismy sie do rozpuku i dalem
              nawet sowity napiwek.

              Wiec, juta, polecam steak kingstonois :)
              • jutka1 Straszenie 23.07.08, 12:05
                Mnie tez roznymi rzeczami straszono, ale na razie sie trzymam :-))))
                Zostaje przy steaks kingstoniens :-)
              • ertes Re: DoopaRyza a la Pytun -- Czesc 4 24.07.08, 02:18
                > Jestem wcieleniem wrednych przepowiedni. Ktos mnie kiedys nastraszyl (brat
                > chyba), gdy chwalilem sie wzrokiem sokolim, ze po 40ce zaczne nosic okulary do
                > czytania. Sie sprawdzilo, niemal co do godziny.

                Presbyopia, kazdego z nas to czeka. Ja juz od mniej wiecej 3 lat cierpie.
    • jutka1 Moja ulubiona knajpa, i dzisiejszy lunch :-) 23.07.08, 14:15
      Droga jak jasny kifjute, ale ma najladniejszy taras na calym
      Manhattanie, i jest jeden jedyny stolik w pelnym sloncu podczas
      lunchu. Odkrylam ja przypadkiem, jest w pewnym oddaleniu od mojego
      budynku, wiec nie musze sie natykac na znajome gemby, i jesli dzien
      jest sloneczny, to w drodze do budynku mowie do manago, ze chce
      zarezerwowac. I juz nie musze nic wiecej mowic, wiadomo, ktory
      stolik, i dla kogo. Czasem, jesli docieram tu inna droga - dzwonie,
      i znowu: juz wiekszosc z nich rozpoznaje moj glos, i wiedza, ze
      jesli dzwonie w sloneczny dzien, to po to, zeby zarezerwowac.

      Maja tez ze mna problemy, te same, dla ktorych magdalenka nie chcial
      ze mna chodzic do knajp innych, niz azjatyckie. Bo odsylam. Raz
      odeslalam wino (sommelier sie zgodzil, ze s(z?)korkowane, raz
      odeslalam mieso (wiadomo), dzisiaj odeslalam do dosmazenia lososia i
      tunczyka (duo), bo byly su-ro-we. Ja rozumiem rybe usmazona na
      aksamitnie, ale jesli chce surowa, to ide na sushi, tak czy nie?

      Nad lunchem czytalam jakis stary, kwietniowy numer New Yorkera
      (jedna z naszych asystentek wystawila na biurko do poczytania dla
      innych). Swietny artykul o francuskiej Nowej Fali. Frapujacy wiersz,
      ktory za chwile na watku poetyckim.

      Slonce nawalalo z nieba, 30+C, ja w pelnym sloncu, lektura,
      jedzenie, dwie lampki saumur champigny, la vie est belle.

      :-)))

      Wiersz za chwile, a potem spadam "do miasta" i na mile popoludnie
      po. :-)
      • maria421 Duo losos-tunczyk 23.07.08, 15:51
        to jak Pawel i Gawel albo Pat i Pataszon, nie ida z soba w parze.

        Filet z lososia i steak z tunczyka wymagaja innego czasu przygotowania, na co
        kucharz na ogol nie ma mozliwosci, wiec albo i jedno i drugie jest wpol surowe,
        albo i jedno i drugie wypieczone.
        I jakkolwiek lososiowi wypieczenie nie szkodzi, to z tunczyka robi sie wtedy
        podeszwa jadaca tranem.
        Jezeli z kolei tunczyk ma byc w postaci steaka zjadliwy, to powinien byc
        swiezutki i "sushi quality", w zadnym wypadku mrozony, i powinien byc mocno
        opieczony z wierzchu a polsurowy w srodku. Wtedy sam sie w ustach rozplywa. No a
        z kolei losos w tej postaci jest beee....

        Z dwojga zlego najlepsza dorada :-)
        • jutka1 Re: Duo losos-tunczyk 23.07.08, 19:48
          Dlaczego nie ma mozliwosci?
          Kucharz wie, co sie ile smazy, i jak jest dobra knajpa, to wie, kiedy na jednej
          patelni ma lososia, na innej tunczyka. Tym bardziej, jesli jest to special of
          the day. Zadna magia.

          Pracowalam w knajpach przeroznych - jako kelnerka, barmanka, menadzerka, i
          naprawde jesli chodzi o knajpy to niewiele rzeczy jest mi obcych.

          Wiem, co zamawiasm, i wiem, jak oceniac to, co dostaje.
          • maria421 Re: Duo losos-tunczyk 23.07.08, 19:54
            jutka1 napisała:

            > Dlaczego nie ma mozliwosci?

            Napisalam ze "na ogol nie ma mozliwosci".
            Ale mozliwosc taka powinien miec, szczegolnie jezeli jest to danie dnia.
            Ale- jezeli ma mozliwosc a smazy tak jak opisalas, to znaczy ze albo nie chce,
            albo nie potrafi.
            • lucja7 Re: Duo losos-tunczyk 23.07.08, 22:05
              Prawda, badzmy precyzyjni. Tak jakby gotowali w jednym rondlu
              kartofle i ryz do zupy pomidorowej i oczekiwali rezultatow
              zadowalajacych.
              Ale nie slyszalam zeby byly jakies trudnosci w zaopatrzeniu w rondle
              dla kucharzy.
              • lucja7 Re: Duo losos-tunczyk 23.07.08, 22:08
                Zapomnialam dodac tez ze w duecie zawsze jeden z dwojga jest
                poszkodowany (oprocz wyjatkow). Czyli gdyby w jednym rondlu, to albo
                tunczyk, albo losos.
                :-)))))))
    • jutka1 Metro c.d. 24.07.08, 11:24
      Juz pisalam o metrze, ktore linie lubie, ktore sa mi obojetne,
      ktorych nie lubie. Pisalam o strajku koszmarnym, wybitym barku,
      zemgleniu i ukradzeniu karty. :-))))
      Dzisiaj mialam ciekawa droge do pracy. Najpierw rozmagnetyzowala mi
      sie pomaranczowa karta i nie chcialo mnie wypuscic z RERu. W koncu
      jakis pan mnie wypuscil, musialam gora przejsc do metra, zeby
      zmagnetyzowali na nowo, no to nie chcieli, bo nie mialam na karcie
      zdjecia, "a to o-bo-wiaz-ko-we Madame!". Wpuscil mnie, ale karty nie
      zamagnetyzowal na nowo. Po czym nastapila awaria sygnalizacji i w
      okrutnie zatloczonym pociagu utknelismy pod ziemia na 15 minut.
      Mialam juz wizje spedzenia pol dnia w tym tloku i goracu. Jedna pani
      zemglala. Druga zaczela sie wydzierac histerycznie na pana obok,
      zeby przestal sie do niej przyciskac. Sodomia z gomoria i siwy
      dym. :-)
      Od jutra wracam do poprzedniej wersji podrozowania: spacer, a potem
      kolowo przez Bois. Pinkole to. Wprawdzie trzeba wyjsc wczesniej, ale
      trudno sie mowi. Nie lubie byc sardynka. :-)
      • kielbie_we_lbie_30 Re: Metro c.d. 24.07.08, 12:11
        No nie, sardynka byc jest niewskazane a wskazane jest chodzenie...dobrze dziala
        na wszystko.

        A my tu se ze Stokrotka rzadzimy i obgadujemy Was wszystkich, i dobrze se mamy...

        Pa robaczki
        • jutka1 Re: Metro c.d. i telefon 24.07.08, 16:01
          Tak? To czego nie odbieracie telefonulu u 100Krota?
          • lucja7 Re: Metro c.d. i telefon 25.07.08, 10:37
            Ciekawe co robia. Ja mialam wczoraj czerwone uszy ;-))))
            • iwannabesedated Re: Metro c.d. i telefon 25.07.08, 10:51
              Chciałam zauważyć, że to jest wątek paryski. Tu się pisze o Paryżu, a nie
              rozważa tematy cudzych plotek i wachluje uszyma.
              • jutka1 Re: Metro c.d. i telefon 25.07.08, 22:28
                To bylo kurnia nie zaczynac z raportami jak to ze szfedkom plotkujecie. KURNIA
                na tym samym watku paryskim, kurnia. :-////

                Nie irytowac mnie. Juz jestem wystarczajaco zirytowana. MOJ WATEK.
                Jak sie nie podoba to beret na glowe i spadowa.
                A w adremie Paryz ma sie dobrze. Nic mu kurnia zaszkadza.
                • jutka1 C.d. DoopaRyza w srodku dnia 25.07.08, 22:36
                  Mialam dzis okazje poobserwowac, i donosze, ze DP w srodku dnia ma sie dobrze.
                  Przynajmniej moja tzw. dzielnica. Co dzieli i czemu? Kifjute wie. Dzielnica.
                  Wiecej nie wiem, ale jak sie dowiem, to moze doniose.
                  Baj.
    • jutka1 Sobota. Leniwie. 26.07.08, 16:16
      Obudzilam sie przed siodma. Ehem. Snila mi sie Moskwa. Ehem.
      Po wypiciu kawy i zmajstrowaniu kilku maili zaleglam znow i spalam 3 godziny.
      Potem poszlam na pobliski taras na lunch. Na tarasie obserwowalam swiat i ludzi,
      podsluchiwalam, myslalam - a wszystko bo nie chcialo mi sie czytac. :-)))
      I widzialam rozne scenki. Na przyklad przychodza dwie bcbg panie, jedna kolo
      50tki wlasnie wrocona ze srodziemnomorza, druga kolo 60tki, psiapsiolki.
      Spotkanie w celu opowiedzenia raportow po wakacyjnym rozstaniu. Podchodzi
      kelner, prosza o pol litra rose, bo tak goraco. Aha! mysle, Lulu mowila, ze rose
      to dla alkoholikow, zobaczymy co dalej. Pollitrowa karafka byla pusta w 15
      minut, zamowily nastepna, bo goraco (biensjur). :-D Jak wychodzilam, zaczynaly
      trzecia. Bo goraco. :-))))))))))))
      A opowiesci dziwnej tresci byly przecudne. Pani powakacyjna mowi, ze "on" zaczal
      robic miny, jak tylko wrocila. No to ona do niego: "alez mon amour, przeciez ja
      tylko dla ciebie wrocilam z wakacji, czemu robisz miny?", a on na to: "bo teraz
      przez to nie mam czasu dla siebie". Hehehehe ;-))))))))))))))))
      No i tak sobie siedze, moze sie drzemne przed przyjsciem kuzynostwa, a moze nie,
      szampan sie chlodzi, wino tez, jest OK.

      Wlasciwie tak sobie mysle, ze ten wpis to chyba bardziej na Pierduly, ale trudno
      - bedzie na DPR.
      :-)))
      • maria421 No i sie wydalo 26.07.08, 16:44
        co Jutka wlasciwie robi w Paryzewie. Ona jest tam undercover w misji sledzenia
        co w trawie paryskich tarasow piszczy i co sobie bcbg i inne typy opowiadaja, co
        pija i ile. Wszystko za pomoca najnowszej techniki blueberry.

        Tylko, kto za tym stoi?
        ;)
        • jutka1 Re: No i sie wydalo 27.07.08, 08:19
          maria421 napisała:

          > co Jutka wlasciwie robi w Paryzewie. Ona jest tam undercover w misji sledzenia
          co w trawie paryskich tarasow piszczy i co sobie bcbg i inne typy opowiadaja, co
          pija i ile. Wszystko za pomoca najnowszej techniki blueberry.
          ************
          Cale zycie jestem undercover, bo podsluchuje ludzi w knajpach. :-)
          Jakos jeszcze nikt mi za to nie chcial placic, cholera. ;-)))))))

          > Tylko, kto za tym stoi?
          *************
          No wlasnie?
          Kto?
          :-D
          • maria421 Re: No i sie wydalo 27.07.08, 11:04
            Jezeli nie placi to musi jakis straszny wyzyskiwacz i krwiopijca za tym stac,
            wiec Ty sie, Jutka, zbuntuj i zacznij dzialac na wlasna reke, wydajac tomik
            pt."Podsluchane na paryskich tarasach", na przyklad.Pod pseudonimem, oczywiscie.

            • jutka1 Re: No i sie wydalo 27.07.08, 11:49
              Przeciez mario juz tu nadmienilam, ze Paryz we mnie na nowo obudzil
              grafomanstwo. :-))))))))
              Pisze swoje winietki, jak ja je nazywam, wydam czy nie wydam niewazne, wazne, ze
              znow pisze. :-)
    • jutka1 Raport z ostatnich pudel 30.07.08, 18:40
      Otworzylam w lazience pudlo pt. "Bathroom". Drukowanymi wielkimi literami grubym
      czarnym pisakiem. BATHROOM.
      Mym oczom ukazaly sie:
      - Przeswietlenia, mammogramy, echografie z opisami, z ostatnich 13 lat
      (zachowuje, ale nie w lazience);
      - Certyfikaty autentycznosci oprogramowania w obu komputerach;
      - Stos kopert i ksiazka o rzadzeniu panswem (bathroom??? w wc nie czytuje :-D );
      - Deska do krojenia, o ktorej myslalam, ze zapomnieli spakowac - kupilam inna, i
      teraz mam dwie i brak miejsca na obie;
      - i plus rozne leki, syropy, perfumy, ktople, czyli naprawde "bathroom".

      Obsmialams sie, nie powiem. :-))))))))))))))
      • jutka1 PS. I przepraszam 30.07.08, 18:41
        za lietrowki - czas na manicure pojsc :-)))
        • jutka1 Lietrowki, hehehehe ntxt 30.07.08, 18:42

    • jutka1 Re: DoopaRyza a la Pytun -- Czesc 4 03.08.08, 22:55
      Poszlam szlakiem byłego życia.
      Bo 80% drogi na obiad urodzinowy to była trasa, którą 2 lata przerabiałam do i z
      pracy.
      Zamiast sklepu z antykami jest restauracja z sushi.
      A tam
      • jutka1 Zanieczyszczenie powietrza 04.08.08, 11:16
        Dzis po raz pierwszy od przyjazdu mam dawna paryska reakcje na
        spaliny, czyli lzawia mi oczy. Nazywam to splywaniem makijazu na
        poludnie. :-) W drodze do pracy lalam krokodyle lzy i ludzie na
        mnie patrzyli z troska, hahaha, a przeciez nie bede kazdej mijajacej
        mnie osobie tlumaczyc, ze to tylko reakcja na zanieczyszczenie
        powietrza. :-)
        Jednym slowem - wszystko gra i buczy, jestem w Paryzu i pod pewnymi
        wzgledami jest tak jak dawniej. :-D
    • jutka1 Dooparyza z kotem w roli glownej 16.08.08, 23:52
      Melduje, ze dotarlysmy.
      Daisy bohatersko zniosla okrutnie dluga podroz (dluga, bo Ajnsztajn odmawial
      jechania szybciej niz 120 :-/). Najpierw jechala w torbie na kota, na moich
      kolanach, potem ja wypuscilam i lezala pod moim siedzeniem. Czasem piszczala, i
      wtedy ja glaskalam przez chwile, i sie uspokajala.
      Teraz obwachuje wszystkie katy, obchodzi parapety i generalnie zapoznaje sie z
      mieszkaniem.

      A ja jestem tak wykonczona, jakby mnie walec przejechal i wyrownal. Zbyt
      zmeczona na spanie, na jedzenie, na cokolwiek. :-(

      Ale ciesze sie, ze mam to juz za soba. :-)
    • jutka1 Pod-watek kuchenno-gastronomiczny, c.d. 19.08.08, 21:48
      Zaczynam od nowa.

      Najpierw narzekanie.
      Po primo. Nie da sie NIC w tej kuchni. Nicnicnicnic. :-(((
      Blatu starcza mi na jedna deske do krojenia. Nie przesadzam.
      Nie umiem i nie chce w takich warunkach gotowac. :-///
      Po drugie primo: plyta witro jest inna od mojej, i kompletnie jej jeszcze nie
      wyczulam (bo: patrz wyzej). Z kurek wyszla breja nie do wiary. :-( Zjadlam dwa
      widelce, zrobilam fuj, reszte wyrzucilam. :-(

      Reszta jutro :-)
      Czycus :-)
      • iwannabesedated Re: Pod-watek kuchenno-gastronomiczny, c.d. 20.08.08, 16:57
        A mnie się kilka dni temu śniło, że przyszedł do Ciebie właściciel domu, i
        powiedział Beh oui Madame, ale przecież my mamy apartament z ogrodem, czemuż
        Madame wcześniej nie powiedział, że ciasno??? Serio mi się śniło to Pajtonie,
        więc bi ondelukałt... bi widżilant...
        Obejrzałam w kinie film chrancuski, Jeszcze dalej niż północ i się poszczałam po
        podłodze cienkim sikiem. Coś niewyobrażalnego po prostu!
        • jutka1 Re: Pod-watek kuchenno-gastronomiczny, c.d. 21.08.08, 20:39
          A no to 100Krocie snil Ci sie sen o moim kocie :-))))))))
          Otworzylam przed nia podwoje sypialni, bo mi sie jej szkoda zrobilo, ze tutaj
          ledwie sie moze rozpedzic. I Kota wyglada na zadowolona. :-)
        • jutka1 Re: Pod-watek kuchenno-gastronomiczny, c.d. 21.08.08, 20:46
          A ten film to "'Chti"?
          Mam na liscie, pobiegne moze w weekend.
          :-)
          • maria421 Re: Pod-watek kuchenno-gastronomiczny, c.d. 21.08.08, 20:52
            jutka1 napisała:

            > A ten film to "'Chti"?
            > Mam na liscie, pobiegne moze w weekend.
            > :-)

            Czy to nie jest przypadkiem film o mieszkancach prowincji Nord?
            Ch´ti, ch´mi to jest zdaje sie ich patois?
            • jutka1 Re: Pod-watek kuchenno-gastronomiczny, c.d. 21.08.08, 21:11
              Dokladnie to, Mario :-)
              • iwannabesedated Re: Pod-watek kuchenno-gastronomiczny, c.d. 22.08.08, 13:52
                Tak to był ten film, tylko ubierzcie szczelne majtki :) I ja się upieram, że nie
                chodziło o kotę, tylko o większy apartament dla Ciebie. Właściciel był
                niewysoki, łysawy, w czarnym gajerku z czymś malutkim czerwonym. Muszką czy
                chusteczką. I tam były drzwi dwuskrzydłowe, art deco a może secesja, drewniane,
                łukowate, szprosowane małymi szlifowanymi szybkami.
                • jutka1 Re: Pod-watek kuchenno-gastronomiczny, c.d. 22.08.08, 15:28
                  Bede miec oczy szeroko otwarte, i na gajerki z czerwonym, i na
                  drzwi. :-)
    • jutka1 Stary nejborhud 21.08.08, 21:10
      Przy okazji osmiogodzinnego lunchu z Lulu :-D trafilam do mojego starego
      nejborhudu. A dokladnie do tabaca naprzeciw drzwi mojej kamienicy. I siedzac nad
      karafka (no, dwiema ;-D) brouilly zakonotowalam co nastepuje:
      - 10 minut po naszym tam przybyciu przez ulice przeszla moja byla konsjerzka
      - potem przy naszym stole stala kobieta, o ktorej powiedzialam "ona lokalna",
      zeby pozniej zdac sobie sprawe, ze to moja sasiadka zza sciany, tyle ze okrutnie
      posiwiala
      - po zmianie kelnerow mowie do Lulu, no znam tego kelnera z Cafe A. Zaczepilam,
      i rzeczywiscie, 10 dni temu odszedl z knajpy, gdzie czasem sie zatrzymuje w
      drodze do domu i przeszedl tam. Ile jest kurnia knajp w Paryzu???? :-)))
      - i w ogole czulam sie jak na filmie "Smoke". Moj rog ulicy, ten sam rytm, ten
      sam zapach i dzwieki. Tylko w "moim" mieszkaniu ktos zalozyl na balkonie kraty :-///
      - a perfumeria na Colisee przestala "prowadzic" moje perfumy. Sprzedawczyni inna
      niz moje dziewczyny, i co robic. Na ebaya wejsc czycus.

      No i taka byla moja wycieczka down the memory lane. Oplontaly mnie wspomnienia:
      lepsze, gorsze, smieszne, mniej smieszne. Dobrze, mam to za soba.

      I tyle. Slucham "T'es ma came" Pani Prezydentowej, i siem zastanawiam nad tym
      wszystkim.
      A poza tym strasznie chudne w tym DoopaRyzu, strach sie bac. Dizajnerka
      zmierzyla tydzien temu, i w pasie 4 cm, w doopie 10 cm. Bez zadnych diet ani nic
      - stresy i chodzenie piechota. Beh.

      Koniec raportu. :-)
      • ertes Re: Stary nejborhud 22.08.08, 01:07
        Szkoda ze tam nie mieszkasz.
        Zawsze bedzie mnie sie to miejsce kojarzyc z Paryzem albo na odwrot.
        • ertes Re: Stary nejborhud 22.08.08, 01:15
          Dziwne gdyz w sumie Paryz powinien mi sie kojarzyc z Toba ale jakos Ty bardziej
          w pamieci pasujesz do pobytu tutaj a zwlaszcza wypadu do San Diego. Zreszta w
          zeszla sobote po raz pierwszy od wtedy pojechalem pociagiem do SD.
          Jak pisalem jakis czas temu wybieralem sie do Polski i nawet mialem plan znow
          zahaczyc o Paryz ale niestety zachcialo mnie sie zmienic prace wiec trace prawie
          5 tygodni urlopu :(
          Szlad wiec wzial plany wyjazdowe.
          • jutka1 Re: Stary nejborhud 22.08.08, 08:21
            Pity.
            Ciekawe, ze skojarzenia z San Diego sa silniejsze - w koncu bylismy tam tylko 12
            godzin, niecale?
            Ostatnio ogladalam zdjecia stamtad i od Was, i zdalam sobie sprawe, ze to bylo
            3.5 roku temu :-//////
        • jutka1 Re: Stary nejborhud 22.08.08, 08:07
          Szkoda, szkoda. Ale moje nowe miejsce tez jest fajne, i wieza tez niedaleko. :-)
    • jutka1 Lato sie konczy... 25.08.08, 00:07
      ... a w DoopaRyza to oznacza rozne widoczne golym okiem zmiany.
      Za tydzien juz wszystkie sklepy, pralnie chemiczne, piekarnie i inne takie beda
      otwarte. Nie bedzie sie czlek juz glowil, gdzie mozna kupic bagietke, ani czy
      arabski sklep na rogu jest otwarty.
      Co za tym idzie, juz widac powolne zageszczanie sie krajobrazu lokalna flora i
      fauna.
      A co za tym idzie, rytm spotkan towarzyskich i ich temat sie zmienia. Poczatek
      (pierwsza polowa) wrzesnia to okres spotykania sie pourlopowego, czyli "on va se
      voir a la rentree". Juz dzisiaj podsluchiwalam rozmowy w temacie: gdzie sie
      bylo, jakie wrazenia, czy sie tam wroci w przyszlym roku, czy nie. I -
      zauwazylam - temat aktualny: jak wszystko zdrozalo. Podobno w tym roku rekordowa
      liczba paryzan nigdzie nie pojechala, bo za drogo. :-(
      Tez mam w kalendarzu spotkania "a la rentree", z 10 czycus. Niektore z ludzmi,
      ktorych od powrotu tutaj nie widzialam, bo nie moglismy zgrac kalendarzy.
      W TV reportaze o "la rentree scolaire" czyli poczatku roku szkolnego, i zmianach
      w systemie dofinansowywania przyborow szkolnych i ksiazek. Oczywiscie, wszyscy
      narzekaja, i przypomnialo mi sie, ze zawsze na ten temat narzekali, bez wzgledu
      na sume pieniedzy (ktora wzrasta) :-D

      Jednym slowem - idzie jesien. Czekam niecierpliwie na podnoszenie spod nog
      wilgotnych, blyszczacych kasztanow. Nie czekam z niecierpliwoscia na trotuary
      pokryte warstwa mokrych lisci, na ktorych latwo sie posliznac. Ale w sumie ze
      spokojem i usmiechem przyjmuje przemijanie. Por roku i nie tylko. Taka kolej
      rzeczy, i na wszystko staram sie patrzec jak na "dzisiaj", a nie wczoraj, czy
      jutro. Kifijute wie co to jest jutro, moze tylko przedluzenie dzisiaj i wczoraj,
      wiec nie ma co sie napinac. :-)

      Co do jesiennego grafiku, chcialam pojechac na Biennale del Flameco do Sewillii.
      A okazuje sie, ze pracowo nie dam rady sie wyrwac. :-/ W zamian postaram sie
      pojechac do DC i na Karaiby, moze w listopadzie, a do Gruzji?... Kto wie, moze
      pod koniec wrzesnia albo w drugiej polowie pazdziernika, zalezy od rozwoju
      sytuacji zbrojno-konfliktowej. :-(

      Przedjesiennie (i czekajac niecierpliwie na upaly i slonce, zapowiadane na
      polowe przyszlego tygodnia) pozdrawiam :-)))
      • jutka1 Re: Lato sie konczy... 26.08.08, 11:42
        Moja ulubiona manhatanska knajpa rybna otworzyla dzis swe podwoje po
        miesiecznym urlopie. Przechodzilam obok w drodze do pracy, i -
        zobaczywszy menago przygotowujacego taras - zatrzymalam sie, zeby
        zarezerwowac. Dzien dobry dzien dobry, jak po wakacjach, bla bla, i
        menago mowi: "wlasnie o pani myslalem rozstawiajac stoliki, bo
        podobno ma byc dzis troche slonca". :-)

        Slonca chyba nie bedzie, ale obiad i tak tam zjem. :-)
    • jutka1 Male DoopaRyskie ojczyzny 26.08.08, 21:34
      Mowilam kiedys, i nawet sie sprzeczalam, ze Paryz jest maly. Czasem wydaje sie
      maly, kiedy sie wdepnie na znajomych ludzi w nieczekiwanych miejscach. Ale
      zgadzam sie tez, ze Paryz jest zbiorowiskiem "malych ojczyzn" czyli quartiers
      czy tez coins. Jak pytamy na ulicy np. o droge czy informacje, to najpierw
      pytamy "Etes-vous du quartier/coin?" czyli czy czy jest pan(-i) stad.
      I to prawda, ze jesli czlek zna jezyk, kupuje w okolicznych sklepikach, lazi
      ulicami, je w knajpach, rozmawia z ludzmi, to szybko jest rozpoznawany i wrasta
      w quartier. Staje sie czescia krajobrazu. Rozpoznaje ludzi, wspolobywateli
      quartier.

      Mozna miec kilka znanych quartier, nie tylko tam, gdzie sie mieszka. Tam, gdzie
      sie pracuje tez, jesli sie spedza czas "na ulicach" (w sklepach, knajpach etc.).

      Przyklady dzisiejsze:
      - Juz pisalam wyzej o manago mojej ulubionej rybnej knajpy, ktory dzis na
      powitanie po otwarciu knajpy po urlopie powiedzial "myslalem wlasnie o pani, bo
      ma byc slonecznie". Poszlam tam dzis na obiad, slonca nie bylo, ale nie szkodzi.
      Kelner, z pochodzenia Slowianin jakowys, co nam z Lulu wyznal kiedys (na
      szczescie zna tylko kilka slow od babci z dziecinstwa, wiec naszych przeklenstw
      nie rozumial ;-D), powital mnie "Bonjour, Madame Nazwisko, votre table est
      pret". Potem jesli sie do mnie zwracal, to per Madame Nazwisko. Pamietal, co
      lubie a czego nie (bez marchewki :-D). Dobry kelner, ale tez ta knajpa stala sie
      czescia mojego quartier, a ja czescia jej krajobrazu. :-)

      - W drodze do domu zatrzymalam sie w Cafe A., gdzie czesto w drodze do domu
      siadam na pol godziny na tarasie, obserwuje ludzi i wystawiam facjate do slonca,
      sonczonc panache czyli cienkie piwo pol na pol z lemoniada. Nie bylo dzis
      slonca, ale mialam chwilke, wiec i tak siadlam na tarasie. Po dziesieciu
      minutach o dziwo wyszlo slonce. Siedze, i slysze: Bonjour madame. Kelner, ktory
      kilka razy mnie obslugiwal, choc dzisiaj obslugiwal inne stoliki. Ca va? Ca va.
      I oboje w tym samym momencie mowimy "tym bardziej ze wyszlo slonce" :-)
      Postal przy moim stoliku chwilke "zeby skorzystac ze slonca", podzielilam sie z
      nim informacja, ze natknelam sie w sasiedniej dzielnicy na jego kolege, ucieszyl
      sie, powiedzial ze go tam odwiedzi... Czlek czyli jorstruli znow poczul sie
      czescia lokalnej flory i fauny. Du quartier, quoi. :-)))

      Usmiechnelam sie do siebie i do swiata, zaplacilam i poszlam do domu, odpoczac
      po ciezkim dniu. :-)

      Czirs :-)
      • lucja7 Re: Male DoopaRyskie ojczyzny 27.08.08, 10:55
        Paryz nie jest maly, ale jego urokiem jest to ze moze sie takim
        wydawac.
        Niektorzy mowia ze swiat jest tez maly :-)))
        • lucja7 Ojczyzniane gowna 27.08.08, 11:03
          Uprawiam donosicielstwo demonstracyjne:
          wczoraj Jutka napisala mi sms w ktorym mowi ze widziala juz w Paryzu
          i okolicach, rowniez tych zalesionych, 3 (trzy) gowna psie.
          Uwazam ze jak na 10cio milionowa aglomeracje paryska (z Paryzem jako
          centrum a nie miastem), Paryzanie bija rekordy czystosci.
          Ale slyszalam tez zlosliwych ktorzy twierdza ze chodzi sie tu
          zygzakiem, by omijac ;-)))
          • jutka1 Re: Ojczyzniane gowna 27.08.08, 11:40
            Prosze nie przeinaczac. Napisalam, ze widzialam wczoraj rano trzy
            gowna, a nie ze "juz widzialam trzy gowna". :-)
            Zygzakiem juz nie trzeba chodzic, fakt. Ale ciagle gdzieniegdzie sie
            je widuje.
            :-D
        • lucja7 Utarte sciezki 27.08.08, 11:13
          Dodam moze jeszcze ze poruszamy sie po miescie utartymi sciezkami
          swiadomie ale tez i podswiadomie i uzywamy tych samych miejsc.
          Normalne jest wiec ze na naszych sciezkach spotykamy ciagle tych
          samych, tych ktorzy lubia tak jak my, te wlasnie sciezki.
          Ale na tych znanych nam szlakach, ani miasto ani swiat sie nie
          koncza ;-))))
          Jesli chodzi o Paryz, ilosc sciezek jest nieskonczona. Zeby je
          odkryc, nalezaloby narysowac na planie miasta prosta kreske w
          poprzek i sprobowac zrobic spacer trzymajac sie tej kreski jako
          trasy. I wtedy pozwoliloby to odkryc roznorodnosc swiatow i ludzi,
          jak i ogrom miasta.
          Sciezki utarte maja to do siebie ze maja tendencje do zmniejszania
          swiata.
          • jutka1 Re: Utarte sciezki 27.08.08, 11:38
            Jedno drugiemu nie przeczy, cherie. Kazda osoba czuje sie komfortowo
            w czym innym - ja lubie komfort "malego", ale tez nie zapominam o
            tym, ze Paryz jest w sumie nieskonczony. :-))) I lubie chodzic w
            inne miejsca, niz moje utarte sciezki, widziec nowe zaulki i twarze,
            czuc nowe zapachy. :-)
    • jutka1 Strach 02.09.08, 10:30
      Najadlam sie dzis strachu w drodze do pracy transportem kolowym.
      Nasz kierowca chyba sie zamyslil czycus, i nie przepuscil samochodu
      wjezdzajacego z prawej strony (tu maja pierwszenstwo). Przy czym
      wjezdzajacego szybko.
      Klakson, pisk opon, i 20 cm dzielilo: nas od wypadku, a mnie od
      obrazen, bo siedzialam z prawej strony dokladnie na trajektorii tego
      drugiego samochodu.
      Ale przynajmniej poznalam swoja reakcje na cos takiego. Zadnych tam
      piskow ani wrzaskow - oniemialam i zastyglam.
      Ciagle mam miekko w kolanach.
      :-(
      • lucja7 Re: Strach 02.09.08, 11:44
        Jestes w stanie szoku, reakcja normalna ;-)
        • jutka1 Re: Strach 02.09.08, 18:48
          Szok przeszedl, na kolowy transport sie nie zalapalam w drodze do domu, wiec
          pojechalam jak Allah przykazal RERem, i tyz piknie.
          Dwie lekcje z porannej historii: 1) nic mi sie nie stalo, i 2) wiem juz, jak
          reaguje w takich sytuacjach. Pozory spokoju = oniemienie i zmrozenie.
Pełna wersja