chris-joe
19.07.08, 21:04
Robie w dzielnicy, gdzie mieszka sporo Grekow i Ormian. Glownie starsi, raczej
klasa srednia, domostwa dopieszczone, obejscie wyszlauchowane w kazdy letni
poranek, ukwiecone balkony i tarasy.
Atmosfera miasteczek peloponeskich, lub dobrych przedmiesc Bejrutu.
Kobity plotkuja, badz widac ze od lat sie na sasiadke dasaja, czasem
wysztyftowane, czasem migna w papilotach. Oprocz greckiego, badz armenskiego
i arabskiego, biegle po francusku i angielsku.
Calkiem niezle zagniezdzone na wygnaniu. Ich swiat jest latwy do
przeprowadzki- dom, kuchnia, ogrodek, pare sasiadek, kosciol, telewizja
satelitarna.
Gorzej z facetami. Wiecie jak srodziemmomorscy faceci spedzaja popoludnia:
swierzutka, wykrochmalona koszula odprasowana przez zone, spodnie w kant, but
elegancki, gladki podbrodek, woda kolonska- i do kafenionu na mala czarna
turecka, szklaneczke brandy, promenade po glownej ulicy od stolika do stolika.
Rozprawiac o polityce, ustawiac rzady, rozwiazywac swiatowe konflikty, badz
wrecz przeciwnie- wyslac armie na sasiada, "Dwa, trzy dni i bedzie po sprawie!".
W dloni niesmiertelny sznur koralikow, ewentualnie rownie praktyczne kluczyki
do samochodu (mimo, ze mieszkaja za rogiem).
Szkopul tylko w tym, ze nie ma tej glownej ulicy, ani tych kafenionow. Agory
brak.
Juz sie kiedys madrzylem, ze osobiscie personalnie i jesli o mnie chodzi, ja
tych srodziemnomorskich sokratesow i peryklesow nie znosze. Przemadrzale to,
choc raczej glupie, ton krolewski, pozy majestatyczne, oglad swiata i ludzi z
gory.
Jednak zal sciska, gdy oglada sie tych monarchow na wygnaniu. Bo oto miast
agory, musza sie kongregowac w okolicznych galeriach handlowych, gdzie wsrod
rozwrzeszczanej dzieciarni na stale podlaczonej do ipodow i komorek, przy
stoliczkach tanich barkow szybkiej obslugi- niewiele sie ostaje z ich
wykrochmalonego dystyngowania.
Gdy widzi sie ich saczacych lure w steropianowych kubkach, trudno sie dziwic,
ze konflikty bliskowschodnie nadal nie znalazly rozwiazania.
W swym upadku zajmuja sie raczej skrobaniem biletow loterii, niz strategia
zamorskich armii.
Ciezki los dipisa, czy dziejowa sprawiedliwosc?
O tym to dumam, na montrealskim bruku...