maria421
24.07.08, 20:45
godzine temu skonczyl polgodzinna mowe pod Kolumna Zwyciestwa w Berlinie.
Bardzo chcial wyglosic te mowe przed Brama Brandenburska, niczym jak Kennedy
("Ich bin ein Berliner!") albo jak Reagan ("Mr. Gorbatschov, open this
gate!"), albo jak Clinton, ktory nie zostawil po sobie zadnego pamietnego
zdania, za to charm i usmiechy. Obama tez chcial tej samej scenerii, ale
Merkel powiedziala "Nein! Ta sceneria jest dla prezydentow! Trzeba sobie
najpierw na nia zasluzyc". Tak wiec dosyc dlugo szukano odpowiedniej scenerii
dla Obamy i w koncu zgodzono sie na plac przed Kolumna Zwyciestwa, pod ktora
zebralo sie ponoc ok 100 tys osob o sredniej wieku lat 25 i atmosfera byla jak
przed koncertem rockowym.
Obama kazal na siebie czekac kwadrans, potem mowil ok. pol godziny tak jakby
juz byl prezydentem, nie tylko USA, ale Swiata. Albo jakby byl pastorem. Swiat
stanie sie lepszy jezeli tylko ludzie zburza miedzy soba mury i zaczna budowac
mosty , tak jak Amerykanie zbudowali most powietrzny dla Berlina Zach. a
Berlinczycy obalili dzielacy ich mur.
Na swiecie bedzie panowal pokoj, ale Ameryka sama nie da rady, wiec Niemcy
beda musieli poslac troche wiecej wojska do Afganistanu, dla zwalczania
terroryzmu i narkotykow. Swiat bedzie czysty, czyste powietrze i oceany bo
Ameryka tez zacznie ograniczac CO2 i przez to dzieci w Afryce nie beda
glodowaly. Z Irakczykami trzeba sie co do konca wojny dogadac . Wszyscy ludzie
powinni byc rowni itd. itp.
W sumie- pol godziny frazesow z ktorych nic nie wynikalo i na ktore
publicznosc reagowala raczej slabym entuzjazmem, tak jakby tam byla po to,
zeby uslyszec glos Obamy na zywo, a nie to co on mowi. Albo po to, zeby
dopelnic scenerie sluzaca Obamie do jego kampanii w USA.
Bo przeciez o medialnosc chodzi...