O pierdulach --- Odc. 39 :-))))

09.08.08, 15:44
Otwieram nowe, i bede o pierdulach popierdulac, jak siostra wyjedzie.
:-)))
    • ewa553 Re: O pierdulach --- Odc. 39 :-)))) 09.08.08, 15:59
      Jutka jak zwykle czujna, zwarta, gotowa:))) Tak trzymac!
    • iwannabesedated Re: O pierdulach --- Odc. 39 :-)))) 09.08.08, 16:02
      To TA siostra? Co mi kazała zamknąć Tofika w kuciapie, bo ją brzydził fakt że ma
      fiutka?
      Osoby z obsesją na punkcie genitalii zwierząt domowych, tak jak dupolisi i białe
      małżeństwa też jak widać są częścią bujnej fauny i flory ziemskiej....
      • jutka1 Re: O pierdulach --- Odc. 39 :-)))) 09.08.08, 17:42
        Nie pamietam historii w fiutkiem :-/
        Ten Niemiec co jest doktorem zabral, zlodziej jeden. :-)
        • ewa553 Re: O pierdulach --- Odc. 39 :-)))) 09.08.08, 17:49
          jaki Niemiec i co zabral???
          • jutka1 Re: O pierdulach --- Odc. 39 :-)))) 09.08.08, 18:03
            Doktor Alzheimer. :-))))
            • ewa553 Re: O pierdulach --- Odc. 39 :-)))) 09.08.08, 18:18
              O zesz Ty:)))) a juz myslalam ze najezdzca przyszedl i koty
              zabral:)))
              • jutka1 Re: O pierdulach --- Odc. 39 :-)))) 10.08.08, 00:24
                Najezdzca tylko nieruchomosci chce odbierac ;-)))))
    • ewa553 Re: O pierdulach --- Odc. 39 :-)))) 09.08.08, 16:35
      dobra ta siostra. calkowite przeciwienstwo Jutki:))))
      • iwannabesedated Re: O pierdulach --- Odc. 39 :-)))) 09.08.08, 16:44
        Żebyś wiedziała. Moim zdaniem to podrzutek.Kukuła, hehehe.
    • jutka1 Przyjazd 09.08.08, 18:02
      Wstalam o piatej. :-///
      O 14:30 dojechalam do domu.
      Koty sie ucieszyly :-)

      Pognalam do sklepiku wiejskiego, zrobilam zakupy, zjadlam kolbe kukurydzy :-D,
      rozejrzalam sie po domu i zagrodzie.
      Odkrylam zapomniane w pospiechu plyty CD, jedna z plyt byla pani prezydentowa,
      to sobie zapuscilam.
      Dziwnie tu teraz troche. Opustoszalo nieco.
      Przyzwyczaje sie :-)

      Jest zimno, na niebie niskie chmury, ciezkie powietrze.
      Wieczor spedzam z przyjaciolka, opowie mi plotki i wydarzenia, i pewnie wczesnie
      pojde spac, bo padam na nos.

      I tyle pierdul powrotnych. :-)
      • jutka1 Re: Przyjazd c.d. 10.08.08, 00:53
        Spedzilam 4+ godziny u przyjaciolki, mile rozmowy.
        Zaraz odpelznem kroczonc i moze odespie ostatnia noc. Tylko jak zasnac, jesli
        tuzin psow szczeka, i to nie dupami?
        Jak nie Hamerykany w DoopoRyza, to psy. :-) A propos, Hamerykany, ktore nie
        dawaly mi spac tydzien temu okazaly sie nie z lawki na gorze, tylko z budynku
        naprzeciw. Imprezowicze, kurdebalans, obudzili mnie dzis o czwartej - konczyli
        impreze. Zasnelam znow, ale o piatej pobudka... :-/// Lekcja: W piatki i soboty
        wieczorem okna maja byc zamkniete. I korki w uszach. :-)

        Nio. Jutro obiad u Rodzicielki - moje ulubione danie w jej wykonaniu ofkors -
        potem do domu, lektura, potem kolacja w ukochanej knajpie.

        Idem. Dobranoc :-)
    • roseanne Re: O pierdulach --- Odc. 39 :-)))) 10.08.08, 04:48
      mialo lac i sie burzyc a tu caly dzie mily cieply i wogole
      a w buraki mi z takimi meteorologami

      sprawdzialm innne okolice - uparcie pokazuja burze i deszcze i co ja tu mam myslec?


      chyba znow oka bedzie jutro
      • chris-joe Re: O pierdulach --- Odc. 39 :-)))) 10.08.08, 05:00
        Say no more! Dla pocieszenia Lake Placid niby w deszczu i burzach, ale -jak
        sama zauwazasz- moze tam rajska pogoda?

        Mysmy tu kolezanke do Europy wyprawiali (odleciala dzis wieczorem). Wszyscy
        gdzies jada: rodzenstwo na Karaibach, vancouverska psiapsiola wlasnie wybyla na
        objazd Gor Skalistych. Tylko ja nie moge sie wyrwac z tego cholernego miasta.
        Zamierzalem sie dzis udac na grecki festiwal w parku Jean Drapeau, ale sie
        rozlazlo po kosciach...
        • roseanne Re: O pierdulach --- Odc. 39 :-)))) 11.08.08, 03:36
          jak bym wiedziala ,ze jest grecki festiwal to bym na glowie stanela by tam byc...

          cos dzis w metrze widzialam ,ze jakis wloski tydzien w miesice, muse sobie potem
          na spokojnie poszperac w necie i skozystac obowiazkowo, zanim mi sie egzaminy
          kolejne zwala na leb - tym razem musze podejsc na powaznie, bo jak zdam to moge
          sobie konkretny kierunek wybac na kontynuacje



          a ogolnie oka w porzadku, deszcz nas zlapal w drodze powrotnej
    • jutka1 Niedzielny poranek, slonce i spiew ptakow 10.08.08, 07:27
      Za oknem slonce, bezchmurne niebo, ma byc cieplej niz wczoraj. A od jutra ma byc
      fala upalow... jesssssssss :-))))

      Sonczem druga kawe (tak, tak, obudzilam sie wczesnie :-/), spiewa Camaron a w
      tle Tomatito na gitarze, obok mnie spi Daisy. Gapie sie przez okno: druty
      elektryczne z usadowionymi na nich ptakami wygladaja jak pieciolinia :-) - nawet
      usilowalam wymruczec muzyke, ktora tworza, ale jak to zrobic, kiedy nuty sie
      przemieszczaja? ;-)))

      Spokojny niedzielny poranek.
      Mam ze 3 godziny zanim bede mogla zaczac obdzwaniac ludzikow. Poczytam stos
      prasy, ktora albo przywiozlam, albo kupilam juz tu, pobede sama ze soba.

      I tyle pierdul. Milej niedzieli :-)
    • ewa553 Re: O pierdulach --- Odc. 39 :-)))) 10.08.08, 08:14
      i ja soncze drugom kawe. Plecak spakowany, ja w odpowiednich
      ciuchach wedrowkowych. Przede mna jazda do Palatynatu Renskiego i
      tam wedrowka 20-km po gorkach i dolinach, piekne widoki, ladne
      schroniska - na tej trasie az 3. I Wam zycze milej niedzieli!
      PS Jutka, masz ochote napisac o najezdzcy i domu?
      • jutka1 Re: O pierdulach --- Odc. 39 :-)))) 10.08.08, 08:26
        Ewciu, to byl zart. Nikt mi nic nie chce zabierac. :-)))))))
        • ewa553 Re: O pierdulach --- Odc. 39 :-)))) 10.08.08, 18:48
          wzielam to na serio, bo przeciez sporo teraz sie slyszy o tych co
          chca zwrotu swoich domow. A wiec i Tobie moglo sie to przydarzyc!
        • ewa553 co za dzien! 10.08.08, 18:51
          Mialam poprowadzic kolezanke na dluuuuga wedrowke, ale cos po drodze
          poknocilam, jakis skrocik mi sie przydarzyl no i wyszlo tego
          raptem...13 km:((((( No, ale przynajmniej byly dwa ostre podejscia.
          Potem obzarlysmy sie straszliwie jerzynami: ogromne, czarne,
          soczyste i slodkie jak miod. Nogi mam podrapane do kolan, bo
          wlazilam coraz glebiej w chaszcze. No i nie moglysmy jak zaplanowane
          isc na wspanialy obiad, tak bylysmy pelne tych jerzyn.
          Jutro druga wycieczka, w trojke. Mam nadzieje, ze mi sie zaden
          skrocik nie przydarzy....
    • jutka1 Rozstanie i buczenie 11.08.08, 00:02
      Donc...
      Pani dochtur w DoopaRyza powiedziala, ze na takiej powierzchni dwa maine coone'y
      = zaduszenie sie na smierc. :-/
      Pare dni temu myslalam o tym, i zaczelam buczec, i najbardziej buczalam o Daisy,
      i zdalam sobie sprawe, ze z TYM kotem nie potrafie sie rozstac. Nawet, gdybym
      miala brac antyhistaminy codziennie. Trudno.

      Tak wiec Maurycy znalazl dom, dzieki Hodowczyni, a Stokrota jedzie ze mna w
      sobote do Paryza.

      Bylo dzis ciezko sie rozstac. Bo Maurycego tez kocham. :-(((

      No. Taka moja dzisiejsza historia.
      • chris-joe Re: Rozstanie i buczenie 11.08.08, 03:02
        To sie lacze w zalu. Mam tylko jednego, ale mysl o ewentualnym rozstaniu...
        juz bucze.

        Dobrze, ze znalazlas Maurycemu dobry dom, on sie szybko odnajdzie, a jak
        odwiedzisz, to sie nawet pozwoli poglaskac.

        Jesli Maurycy jest choc troche jak Daisy, czyli przylepny i kontaktowy, to juz
        mu jest dobrze- wikt, chata, towarzycho, teren.

        Z moim Maxxem takich odjazdow nie ma- tylko my, tylko nasza chata i nasze
        sprzety. Cokolwiek wykracza poza te realia= trauma.

        O Maurycego sie nie martw. Poza wlasna tesknota :)
        • jutka1 Re: Rozstanie i buczenie 11.08.08, 08:13
          Moja racjonalna czesc jestestwa wie to.
      • luiza-w-ogrodzie Jeden kot jest lepszy niz zaden 11.08.08, 03:30
        Jutko, wspolczuje rozstania z Maurycym, ale jeden kot lepszy niz
        zero kotow, czyz nie? Czy planujesz przeprowadzic sie w jakis inne
        miejsce bardziej przyjazne kotom i ich wlascicielce z alergia na
        nie? Np mieszkanie z drewniana albo ceramiczna podloga to juz bylaby
        zmiana na lepsze.
        Pozdrawiam
        Luiza-w-Ogrodzie
        .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
        Australia-uzyteczne linki
        • jutka1 Re: Jeden kot jest lepszy niz zaden 11.08.08, 08:15
          Jak mi przedluza kontrakt, to wespol z wlascicielka zmienimy na parkiety. :-)
    • luiza-w-ogrodzie Poniedzialek na sposob wiosenny 11.08.08, 02:58
      Odpoczywam w pracy po meczacym weekendzie. W czwartek Buszmen zwalil
      sie z roweru w drodze do pracy i potlukl a w piatek nagle dostal
      poteznych boli i zamiast isc do znajomych na urodziny albo ogladac
      otwarcie olimpiady wyladowalismy w szpitalu, gdzie po
      przeswietleniach zdiagnozowali kamienie nerkowe. Wiekszosc weekendu
      spedzil na srodkach przeciwbolowych. Dzis byl u naszego lekarza
      ogolnego, swietnego diagnosty, ktory stwierdzil ze to jest zapalenie
      miesnia i nerwobole. No i dobrze, lepsze to niz kamienie...

      Zatem caly weekend przesiedzialam w domu, troche porzadkowalam ogrod
      i garaz wyrzucajac niepotrzebne rupiecie, bo gmina jak co kwartal
      bedzie zbierac w naszej dzielnicy niepotrzebne rzeczy. Niestety ze
      wzgledu na obecnosc Buszmena w domu nie udalo mi sie wyrzucic
      wszystkiego co zaplanowalam :o(
      Na wczorajszy wieczor zaprosilismy przyjaciol na obiadokolacje a oni
      przyprowadzili swojego przyjaciela, rowerowego obiezyswiata wiec z
      Buszmenem znalezli wspolny jezyk i biedak sie troche rozerwal.

      W przerwach miedzy rozlicznymi zajeciami relaksowalam sie w sloncu
      ogladajac wyglupy krolikow. Buszmen pare tygodni temu ogrodzil
      jakies 150m kw. ogrodu tak, ze zwierzaki moga tam biegac i nie
      podkopia sie, wiec w weekendy wypuszczamy je z zagrody i buszuja
      wsrod krzakow. Wzielam sie na sposob i wieczorem zamiast je gonic,
      lapac i przemoca wsadzac do zagrody (co za kazdym razem grozi mi
      smiercia lub ciezkim kalectwem), przynosze im jedzenie. Przedwczoraj
      wszystkie cztery weszly za jedzeniem do zagrody, wczoraj tylko dwa a
      pstrokata czarno-biala dwojka spedzila noc w ogrodzie. Za to kiedy
      dzis rano weszlam do ogrodu, staly pokornie przy plocie i bardzo sie
      ucieszyly na moj widok (a raczej na widok kontenerka z jedzeniem).
      Grzecznie poszly za mna i weszly do klatki po czym rzucily sie do
      miski. Nic dziwnego, mloda trawa ktora sie objadaly to prawie 80%
      wody, najesc sie tym nie mozna, natomiast ziarna to proteiny i
      tluszcz. Tresura jedzeniem, he he he.

      No i tyle na wiosennym froncie robot :o)
      Pozdrawiam
      • chris-joe Re: Poniedzialek na sposob wiosenny 11.08.08, 03:29
        Nerwoboli, czy kamieni nikomu nie zazdroszcze. Ale tych krolikow!? Yesss!
        • luiza-w-ogrodzie Re: Poniedzialek na sposob wiosenny 11.08.08, 03:31
          chris-joe napisał:

          > Nerwoboli, czy kamieni nikomu nie zazdroszcze. Ale tych
          krolikow!? Yesss!

          Lubisz je pieczone, grilowane czy gotowane? :o) Taka dyskusja
          toczyla sie wczoraj prze kolacyjnym stole pod ostrzalem mrocznych
          spojrzen mojej corki z kuchni :o)

          Luiza-w-Ogrodzie
          .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
          Australia-uzyteczne linki
          • chris-joe Re: Poniedzialek na sposob wiosenny 11.08.08, 03:40
            Prostak jestem etyczny i hipokryta: jak w lodowce w supermarkecie, to zjem; jak
            w trawie i w pelni futrzanej glorii, to piersia oslonie, dokarmie i wypieszcze.

            Nagle do mnie jednak dotarlo: wy je jecie!!!???
            • luiza-w-ogrodzie Zjesc nasze rozpieszczone kroliki? NIGDY!! 11.08.08, 03:58
              chris-joe napisał:

              > Prostak jestem etyczny i hipokryta: jak w lodowce w supermarkecie,
              to zjem; jak w trawie i w pelni futrzanej glorii, to piersia
              oslonie, dokarmie i wypieszcze.

              Absolutnie! Zebys je widzial - od najmniejszej 1.6kg kroliczki w
              szare wzorki do najwiekszego czarnobialego 2.4kg wszystkie sa
              lsniace, wypasione, bystre i zaszczepione :o) Maja zlote zycie.

              > Nagle do mnie jednak dotarlo: wy je jecie!!!???

              NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!
              Ale sa i tacy, ktorzy hoduja kroliki na mieso, tyle ze wieksze rasy.
              W mojej okolicy wiekszosc ludzi ze zwierzyny uzytkowej ma kury
              (glownie na jajka). Sasiad nad nami ma krolika i dwa psy (jeden z
              nich spi z tym krolikiem). Kury planujemy miec i chyba ze dwie
              kaczki Indian Runner (jedza slimaki). Chyba bym nie potrafila zabic
              futerkowego zwierzaka a ptaka z bolem serca.

              Luiza-w-Ogrodzie
              .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
              Australia-uzyteczne linki
              • chris-joe Re: Zjesc nasze rozpieszczone kroliki? NIGDY!! 11.08.08, 04:04
                Ufff... to cie kocham anew :))
                • luiza-w-ogrodzie Re: Zjesc nasze rozpieszczone kroliki? NIGDY!! 11.08.08, 04:15
                  chris-joe napisał:

                  > Ufff... to cie kocham anew :))

                  I'm trembling with anticipation... :o)
                  • blues28 Re: Zjesc nasze rozpieszczone kroliki? NIGDY!! 11.08.08, 18:50
                    Przerywajac Wasze wyznania milosne, oswiadczam ze z prawdziwa
                    radoscia czytam Twoje królicze historie Luizo. Strasznie fajne te
                    Twoje króliki i jakie spryciule na dodatek! Normalnie forumowo
                    zaprzyjaznilam sie z króliczym rodem z antypodów i nawet mi do glowy
                    nie przyjdzie rozwazac je pod katem jadlospisu. Paranoja, ale mijam
                    szerokim lukiem stoisko z króliczym miesem ;).
                    Buszmenowi wspólczuwam, ale tez pomyslalam sobie, ze jeszcze pare
                    basenów w deszczu i wietrze i bedziecie sobie wzajemnie wcierac
                    masci na korzonki, ciatyki i inne lumbaga. Czego Wam oczywiscie NIE
                    zycze ;)))
                    • luiza-w-ogrodzie Królicze historie dla Blues 12.08.08, 01:49
                      blues28 napisała:

                      > Przerywajac Wasze wyznania milosne, oswiadczam ze z prawdziwa
                      > radoscia czytam Twoje królicze historie Luizo. Strasznie fajne te
                      > Twoje króliki i jakie spryciule na dodatek!

                      Blues, dziekuje za zainteresowanie, jesli czytujesz moje historie z
                      mchu i paproci (albo raczej "spod palmy i paproci") bede bezwstydnie
                      blogowac dalej.

                      Kroliki sa przesmieszne a jesli sie pozna ich sposoby komunikowania
                      sie (glownie przez pozycje ciala, uszu i glowy), oraz metody
                      ustalania hierarchii, to mozna je calkiem niezle zrozumiec. Znam
                      fajna strone natemat kroliczej komunikacji, ale tylko po angielsku.

                      Widac tez jakie sa miedzy krolikami roznice jesli chodzi o
                      temperament. Ojciec rodziny jest dobrodusznym, roztargnionym
                      przyglupem, ktory warczy odganiajac dzieci od jedzenia. Najmniejsza
                      corka ma wlasne zdanie, jest najszybsza ale i najbardziej ostrozna.
                      Starszy syn, najwiekszy z nich wszystkich, jest zaczepny i zabawowy.
                      Wieksza corka uwielbia ryc nory i wyscielac je zerwana sucha trawa i
                      listkami (wyglada komicznie biegajac po ogrodzie z wygladajacym jak
                      wasy pekiem lisci w pyszczku). Do tego przerazliwie skomli jak bity
                      szczeniak, gdy ktos z rodziny sie do niej probuje dobierac.

                      Wlasciwie powinnam wziac w ten weekend aparat i zaczaic sie na rozne
                      krolicze smiesznoty a potem je wlozyc do forumowego albumu (ktory
                      jednakowoz nie daje mi obrabiac i wstawiac zdjec).

                      A co dopiero bedzie gdy kupimy kury! Historiom nie bedzie konca :o)
                      (docencie to, ze nie pisze o komposcie, cichutko dojrzewajacym na
                      tylach ogrodka ziolowego).

                      >Normalnie forumowo
                      > zaprzyjaznilam sie z króliczym rodem z antypodów i nawet mi do
                      glowy nie przyjdzie rozwazac je pod katem jadlospisu. Paranoja, ale
                      mijam szerokim lukiem stoisko z króliczym miesem ;).

                      Powiem krolikom, ze sa slawne na drugiej polkuli ;o) Co do kuchni
                      my od dawna nie jemy niczego, co za zycia mialo wlosy. W koncu
                      wszystkie ssaki to nasi krewni :o)

                      > Buszmenowi wspólczuwam, ale tez pomyslalam sobie, ze jeszcze pare
                      > basenów w deszczu i wietrze i bedziecie sobie wzajemnie wcierac
                      > masci na korzonki, ciatyki i inne lumbaga. Czego Wam oczywiscie
                      NIE zycze ;)))

                      Eee, od plywania nikt jeszcze lumbago nie dostal - to nie rower, nie
                      mozna sie z tego zwalic. Rozwazam zapisanie sie do klubu morsow na
                      Bondi, zeby przyszlej zimy plywac w oceanie :o)

                      Pozdrawiam wiosennie
                      Luiza-w-Ogrodzie
                      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
                      Australia-uzyteczne linki
                      • blues28 Re: Królicze historie dla Blues - dzieki;)) 12.08.08, 11:37
                        Luizo ;)
                        Czytam Twoje historie z mchu i paproci zawsze, nawet jak sie nie
                        dopisuje, wiec upraszm: bloguj ile sie da!
                        Zakolegowalam sie z Twoimi królikami i, czytajac Ciebie, to jest
                        troche tak jakbym sama je podgladala w akcji;) Jak bedziesz mogla,
                        koniecznie wrzuc fotki.
                        A tak w ogóle to nie moge sie doczekac kiedy beda miala choc skrawek
                        ogrodu (choc ogrodnik ze mnie jak z koziej de..) i próbowac cos siac
                        i sadzic sama. No, marzy mi sie. Oczywiscie tez bedzie pies! Juz sie
                        zastanawiam nad rasa. Moze border collie, moze border terrier a moze
                        owczarek? Strasznie mi sie podobaja husky, ale w tym upalnym
                        klimacie to chyba raczej meczenie zwierzaka. A moze po prostu pójde
                        do psiego sierocinca i wezme jakiegos opuszczonego biedaczka?
                        Jeszcze nie wiem. Zobaczymy;))
                        Póki co w robocie sie pietrzy i lecem konczyc najpilniejsze sprawy!
                        Bye, bye...
                      • blues28 Re: Królicze historie dla Blues 12.08.08, 11:40
                        luiza-w-ogrodzie napisała:

                        "Eee, od plywania nikt jeszcze lumbago nie dostal - to nie rower,
                        nie mozna sie z tego zwalic. Rozwazam zapisanie sie do klubu morsow
                        na Bondi, zeby przyszlej zimy plywac w oceanie :o)"

                        Zapomnialam dodac: Lumbago dostaje sie od przewiania a nie od
                        upadku! Ha! Czyli masz wieksze szanse niz w totolotka ;)))

                        Pozdrawiam wciaz upalnie! Ja chce zeby juz byla jesien!!!
                        • luiza-w-ogrodzie Do Blues - nie o krolikach ;o) 13.08.08, 02:53
                          blues28 napisała:

                          > Zapomnialam dodac: Lumbago dostaje sie od przewiania a nie od
                          > upadku! Ha! Czyli masz wieksze szanse niz w totolotka ;)))

                          Nie wierze ze lumbago dostaje sie od przewiania; po czterdziestce
                          spalam w namiocie ustawionym na sniegu, wystawialam najcieplejsze
                          czesci ciala w zamarznietych slawojkach na 1200 m.n.p.m, plywalam w
                          stawku gdy na brzegu byl szron i NIC MI SIE NIE STALO. Nawet kataru
                          nie zlapalam, wiec nie strasz, nie strasz.

                          OT, masz fantastycznie z wzieciem roku wolnego i przeprowadzka na
                          wies. Zazdroszcze Tobie ze bedziesz miala czas na spokojne
                          przemyslenie zycia, przeprowadzke i zasiedlenie kawalka ziemi. Daj
                          mi znac, gdzie osiadziesz i w jakim klimacie, moze bedzie na tyle
                          podobny do mojego, ze bede potrafila doradzic Tobie ogrodniczo
                          (jesli bedziesz chciala).

                          A w ogole to mnie nosi i zastanawiam sie czy nie rzucic sie w
                          przyszlym roku do Europy. Mam jeszcze 5 tygodni urlopu za wysluge
                          lat plus 4 tygodnie normalnego urlopu. Chcialam zahaczyc o Hiszpanie
                          i Paryz, tym bardziej ze mialabym forumowiczki do odwiedzenia.
                          Planuje tez spelnic marzenie mego zycia i pomieszkac pare tygodni
                          pod aurora borealis, czyli musialabym zjawic
                          sie w Europie miedzy wrzesniem a marcem. A przy okazji moglabym
                          chodzic do sauny i tarzac sie nago w sniegu. Ech. Chyba zaloze
                          osobny watek wakacyjny...

                          Luiza-w-Ogrodzie
                          .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
                          Australia-uzyteczne linki
                          • blues28 Plany, plany...nawet wakacyjne 13.08.08, 08:48
                            luiza-w-ogrodzie napisała:

                            "Nie wierze ze lumbago dostaje sie od przewiania;... i NIC MI SIE
                            NIE STALO. Nawet kataru nie zlapalam, wiec nie strasz, nie strasz."

                            No juz dobrze, dobrze "kobieto z zelaza". Nie bede tu o dzbanach co
                            to wode nosza dopóty...
                            Sama jestem milosniczka chlodów, sniegu ale Twoje zakrawa mi na
                            ekstremalne. Przy okazji naprawde podziwiam!
                            A tak na marginesie: nie myslisz Luizo ze milujemy sniegi bo
                            mieszkamy w cieplym klimacie? Zawsze lubilam snieg i narty, ale
                            pobyt w Hiszpanii sprawil ze tesknie za zima, sniegami i mrozami ;)))

                            Moja przeprowadzka na wies, albo choc male miasteczko z zielenia i
                            górami jest jak najbardziej zaplanowane. Od wrzesnia, powoli bede
                            objezdzac okolice i szukac miejsca, które do mnie "przemówi". Nie
                            moge za bardzo oddalac sie od Madrytu, w koncu mój Contrario pracuje
                            i nie bedzie tracil godzin na dojazdy. Zreszta ja lubie Madryt i
                            potrzebuje byc blisko, chocby z uwagi na kontrole lekarskie, które
                            potrwaja jeszcze piec lat. Mam nadzieje, ze tylko kontrole ;).
                            Jasli dorwe kawalek ogrodu to bede bombardowac forumowo, bom
                            niekumata. Telefonicznie bedzie mnie wspierala tez moja siostra, bo
                            caly talent ogrodniczy mojej mamy splynal na nia. Dal mnie nie
                            ostalo sie nic ;)


                            Twoje plany wakacyjne brzmia cudownie. Wlacz Hiszpanie w rute, bo to
                            kraj bardzo wart zwiedzenia, a ja bardzo chetnie i w miare
                            mozliwosci porobilabym za cicerone. Tylko daj znac kiedy, bo ja tez
                            planuje troche popodrózowac + rodzina i przyjaciele beda wizytowac,
                            jakoze jest to pierwsza okazja dla nich zeby odwiedzic Hiszpanie z
                            milym klimatem i nie umierac z goraca. Do tej pory mogli mnie
                            odwiedzac tylko latem ;(. Przez reszte roku bylo to bezsensowne, bo
                            mój czas pracy jest do 19.00 teoretycznie, a praktycznie to i do
                            20.00.
                            Dlatego wlasnie mam dosc i biore sobie wolne! O!
                            A poza tym postawilam sie okoniem i dzis i jutro pracuje z domu ;)).
                            A w piatek jest swieto.
                            Czyli same piekne perspektywy.
                            Czego i Wam zycze jak zwykl mawiac Maly Ksiaze ;)

      • jutka1 Re: Poniedzialek na sposob poznoletni 11.08.08, 08:36
        Mialo byc slonecznie, ale nie jest.
        Oh well.

        Plany na dzis: kosmetyczka, dizajnerka ;-), obiad, przyjazd Jakoty, wspolna
        kolacja "na miescie" z moja kumpelka.
        Jutro - mam nadzieje - dojedzie 100Kroc.

        Zdalam sobie sprawe patrzac w moj kalendarz, ze wszystkie spotkania towarzyskie
        mam z kobietami. Hmmm. No, oprocz Manka, ktorego zaprosze na jakas kolacje w
        babskim gronie jutro lub pojutrze.

        Poza tym spokoj, ptaki sie dra, trawa rosnie, a Feist spiewa. :-)

        Milego dnia :-)
    • ewa553 Re: O pierdulach --- Odc. 39 :-)))) 11.08.08, 08:40
      u mnie sloncu sie nie znudzilo: dalej swieci. Zaraz lece w gorki.
      Plecak spakowany.
      Jutka, czy Daisy ma na drugie imie stokroc, czy Dorota jedzie z Toba
      do P.? A jak zabierasz Daisy? Chyba nie samolotem? Oczekuje
      wieczorem (po powrocie znaczy) dokladnych informacji:))))
      Wszystkim zycze milego dnia, milego tygodnia icotamjeszcze.
      • jutka1 Re: O pierdulach --- Odc. 39 :-)))) 11.08.08, 08:45
        Ewciu, widzę, że ten niemiecki doktor co kradnie wspomnienia do Ciebie się też
        przyczepił ;-))))))))))))))

        Daisy została nazwana Daisy na cześć księżnej Daisy, ostatniej pani na zamku
        Książ. Nic wspólnego z naszą Stokrotką, inaczej 100Kroć.

        A kota przewożę w specjalnej torbie na kolanach, razem ze mną w kabinie.

        Voila.
      • maria421 Re: O pierdulach --- Odc. 39 :-)))) 11.08.08, 12:41
        ewa553 napisała:

        > u mnie sloncu sie nie znudzilo: dalej swieci. Zaraz lece w gorki.
        > Plecak spakowany.
        > Jutka, czy Daisy ma na drugie imie stokroc, czy Dorota jedzie z Toba
        > do P.?

        daisy = stokrotka. Czyli Jutka ma kota "Stokrotke" i przyjciolke Dorotke- Stokrotke.
        • lucja7 Re: O pierdulach --- Odc. 39 :-)))) 11.08.08, 12:57
          Masz duzo bagazy, Pitou, juz ci to mowilam.
          Ja natomiast pakuje szczotki do zebow i wlosow w moja mala
          kwadratowa torbe na kolkach i jade (dopiero jutro, we wtorek) na 6
          dni do Biarritz. Znow targ, znow Kasyno, znow San Sebastian, znow
          Chambre d'Amour, no i moze do Bilbao jak cos bedzie ciekawego u
          Guggenheimow. Kilka knip do przeczytania i lenistwo w szumie
          sosen "de Landes".
          Przyjemnych podrozy.
          • jutka1 Re: O pierdulach --- Odc. 39 :-)))) 11.08.08, 14:36
            Lulu, cos mi sie pomylilo, myslalam, ze dzisiaj jedziesz i ze jestes wlasnie w
            drodze. :-)))

            Z reguly podrozuje "lekko". Tym razem walizka na kolkach wazyla jedynie 16 kilo
            :-)))))))))

            Wlasnie wrocilam z miasta i wychodze na taras, na slonce.
            Bylam wszedzie, gdzie chcialam. :-)
            Teraz bede czytac prase lokalna i krajowa, i sluchac szumu wierzby przy tarasie.
            Tyspiknie. A potem zrobie sobie mala sjeste. :-D
            • xurek zawiadomienie 11.08.08, 15:58
              Zawiadamiam, ze wrocilam z urlopu, ale bede dalej forumowo prawie-ze-
              nieobecna, bo:

              1) ok 200 mailow do odpowiedzenia w pracy
              2) stos roboty do zalatwienia w tym tygodniu
              3) dziecko ma jeszcze wakacje i trzeba sie nim zajmowac w
              czasie niepracowym
              4) wystawa pazdziernikowa w toku goracych przygotowan
              5) nie mam w domu kompa buuuuuuuu!

              Po powrocie ze wspanialego zreszta urlopu (wszyscy zakochalismy sie
              w Korsyce) zastalismy co nastepuje:
              1) maszyna do kawy przestala mielic kawe – naprawa ok 200 Euro
              2) komp nie chcial sie wlaczyc. Zawiadomilam supportera,
              przyszedl, poprobowal, comp zabral a potem zadzwonil, ze harddisc
              siem zepsul, trzeba wymienic, wszystkie programy zainstalowac na
              nowo a moje dane ktore na nim byly albo moge zapomniec albo
              harddiska trzeba wyslac do datalabora i tam je za drobna odplata w
              wysokosci 1'500 – 3'500 Euro (od czego zalezy konkretna wysokosc nie
              zrozumialam nawet po dziesiatym wyjasnieniu) odczytaja i skopiuja na
              cos czytalnego dla zwyklego smiertelnika. Wszystkie niewazne
              pierdoly plus zdjecia mamy na innych nosnikach, wszystko dotyczace
              prac mojego meza lacznie z ksiazkami plus cala moja robota dotyczaca
              bizuterii sa tylko na tym zepsutym dysku, wiec z bolem serca z
              powodu finansowej dziury harddisk zostal wyslany do labora i teraz
              czekamy na comp, instalacje, nasze dane itp itd.

              Jak opanujemy sytuacje, to bede musiala szybko skonczyc tego
              homepaga, ktory jest rozgrzebany i bez danych nie ruszy dalej a
              potem moze w koncu znajde czas na wygodne forumowanie.

              Do Basi i Marii na gazete wyslalam linka do tego rozgrzebanego
              homepaga i prosze o konstruktywne uwagi jak go ew. ulepszyc. Do
              reszty nie wyslalam, bo plac budowy jest tylko po niemiecku, ale
              jezeli ktos ma ochote na zapoznanie sie w tym jezyku i przyczynienie
              do ulepszenia dziela to chetnie link podesle.
              • blues28 Poniedzialkowe pierduly 11.08.08, 18:55
                Weekend minal stanowczo za szybko ze zjawiskiem constans czyli
                upalem. Niestety nawet w górach goraco. Tesknie za jesienia.
                Czytalam nowy nabytek mojego ulubionego pisarza egzystencjalisty
                hiszpanskiego: Javier Marías – Tu rostro mañana cz.3 Veneno, sambra
                y adiós czyli czesc trzecia powiesci "Twoja twarz jutro – trucizna,
                cien i pozegnanie". Dla mnie zdecydowanie najwiekszy wspólczesny
                pisarz hiszpanski.

                Byl tez czasu rzucic okiem na inauguracje Igrzysk Coca Coli,
                MacDonalda, Samsunga, etc. (.... stosowne wstawic). Historia i
                technologia w jednym, najwieksze ognie sztuczne i tysiace
                (miliony???) Chinczyków malych i duzych wykonujacych niezwykle
                precyzyjna choreografie bez minimalnego potkniecia. Zastanawia mnie
                ile lat niezmordowanie cwiczyly male dzieci?

                Jutce szczerze wspólczuje rozstania z Morisiem. Jest tak piekny
                (pamietam zdjecie), ze napewno szybko zdominuje nowych wlascicieli,
                ale to nie wystarczy, zeby utulic w zalu, prawda? Niech Ci sie choc
                Daisy dobrze chowa.

                Lucji – jesli zajrzy, donosze, ze Guggenheim w Bilbao wlasnie ma
                wystawe Surrealizmu "Choses du Surréalisme" (Cosas de Surrealismo)
                czynna do polowy wrzesnia. Salvador Dali, Joan Miró, Jean Michel
                Frank, Max Ernest...
                Celem przyblizenia wystawy mieszkancom i turystom centrum Bilbao
                stroi sie w surrealistyczny róz czy rózo-fiolet bijacy z wystaw
                sklepów, restauracji, zakladów uslugowych. Na poczatku wrzesnia
                wybieram sie do Bilbao i chce zobaczy i wystawe i stare miasto w tej
                rózowej, surrealistycznej poswiacie.

                Xurka witam pourlopowo i lacze sie w ubolewaniu nad perypetiami z
                compem. Dlaczego ZAWSZE gina nam informacje (niezbedne), z których
                nie mamy kopii?

            • lucja7 Re: O pierdulach --- Odc. 39 :-)))) 11.08.08, 23:22
              Mialam jechac w poniedzialek, ale mi wypadly "rzeczy" i nie moglam.
              A z ta Gruzja to znow jakas smierdzaca afera. Masz juz maske gazowa
              i kamizelke kuloodporna?
              • lucja7 Re: O pierdulach --- Odc. 39 :-)))) 11.08.08, 23:28
                Do Bilbao jest jednak daleko, a surrealistow, pomimo tego ze byli
                sympatyczni, nie wiem czy mi sie bedzie chcialo. Mam do wyboru albo
                to albo "Dziennik kobiety niewiernej", czyli solidna knipe erotyczna.
                • blues28 Re: O pierdulach --- Odc. 39 :-)))) 12.08.08, 11:43
                  Zdecydowanie "Dziennik kobiety niewiernej" i jesli bedzie okazja to
                  San Sebastián. O wiele piekniejszy niz Bilbao i najlepsze tapas na
                  swiecie ;).
              • jutka1 Gruzja 11.08.08, 23:42
                Lulu, nie ma ani kamizelki, ani maski. Szef powiedzial dzis przez telefon, ze
                kontynuujemy, monitorujac sytuacje. Wiec kto wie, moze pojade pod obstawa za
                miesiac. I nie ma w tym nic zabawnego - a tylko to, ze jeszcze nie bylam w
                sytuacji konfliktu zbrojnego :-)
                Zawsze mosna zaczac, nie? :-)))))))))))))
    • luiza-w-ogrodzie Biurowy wtorek dobiega konca 12.08.08, 06:23
      Dzien szybko zlecial bo bylam zajeta. Na forach cisza, pewnie
      dlatego ze sa wakacje albo inne zajecia w podgrupach. Ja mam za
      oknem wiosne a w popoludniowych planach plywanie, potem cichy
      wieczor na Internecie - trzeba wreszcie zorganizowac te hawajskie
      wakacje.

      Spokojnego popoludnia zycze.
      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • jutka1 I teraz tutaj wtorek dobiega konca 12.08.08, 18:28
        Wstalysmy z Jakota kolo dziesiatej, potem siedzialysmy kilka godzin na tarasie,
        potem pojechalysmy "do powiatu", zalatwilysmy pare spraw i teraz szykujemy sie
        na ognisko-nieognisko: czy da sie rozpalic czy nie bedzie zalezec, czy ta wielka
        czarna chmura na horyzoncie nas tez zleje, czy pojdzie bokiem. Cztery "czy" w
        jednym zdaniu, no niezle. ;-D

        Relaksujemy sie...
        :-)))
        • jutka1 Ersatz ognisko i spadanie meteorow 13.08.08, 00:27
          Ciagle zbieralo sie na deszcz, wiec zrobilam posilek (dla trzech osob) pt. "ersatz ognisko". Przepis: najpierw zrobilam maslo czosnkowe, potem umyte i osuszone ziemniaki dalam na blache do piekarnika, po pol godzinie na kratke nad ziemniakami polozylam na 15-20 minut kielbase. Jakot zrobila salatke (pomidory, ogorki, cebula, zabek czosnku, oliwa i ocet balsamiczny), i to wszystko.
          Pycha.

          Nastepnie z flaszka przenioslysmy sie na taras, bo dzis miala byc noc meteorow. Zachmurzone niebo specjalnie dla nas otworzylo swe podwoje i jak trzy kury na grzedzie czyhalysmy na meteory. I rzeczywiscie, kazda z nas zlapala 3-4 spadajace gwiazdy, i wszystkie pomyslalysmy swoje marzeniozyczenia, i gadalysmy o wszystkim: od rynku nieruchomosci przez polityke po zarty i anegdoty o nieznanych sprawcach. Faaaaajnie. :-)))

          I tyle. Dopijam czerwonca i odpelzam kroczonc, a tomorrow is another day :-)
          • blues28 Re: Ersatz ognisko i spadanie meteorow 13.08.08, 08:59
            Ludzie pracujacy w pocie czola (nawet doslownie z powodu upalów ;))
            pozdrawiaja forumowiczki wakacjujace sobie na wsi.
            Z niejakim zalem zawiadamiam, ze gwiazd nie widze. Poswiata wiekiego
            miasta jest tak silna, ze przyslania gwiazdy. Noc jest luna swiatel
            i neonów.
            Nic to! Wkrótce oddam sie poszukiwaniom mojego miejsca blizej lona
            natury.
            A Wy bawcie sie dobrze. Posylam troche (wezcie ile tylko chcecie)
            mojego nieustajacego slonca ;)))
          • maria421 Re: Ersatz ognisko i spadanie meteorow 13.08.08, 09:00
            Czyli, Jutka, spedzilyscie noc po rzymsku:)
            Od czasow starozytnych Rzymianie co roku w sierpniu wpatruja sie w niebo zeby
            zobaczyc "Le lacrime di San Lorenzo" (lzy sw. Wawrzynca), zjawisko ktore w tym
            roku pare dni sie spoznilo.
            Moze bedziecie kontynuowac dalej po rzymsku? Rano kapiel, w poludnie filozofia,
            wieczorem orgia z niewolnikami? :-)
            • jutka1 Re: Ersatz ognisko i spadanie meteorow 13.08.08, 09:54
              Ehem. Oprocz tego ostatniego to rzeczywiscie, mozemy to nazwac rzymskimi
              wakacjami. :-)))
              • maria421 Re: Ersatz ognisko i spadanie meteorow 13.08.08, 10:25
                Prezent romantyczny na "rzymskie wakacje":

                www.youtube.com/watch?v=K7plVD_iF0Y
                • jutka1 Re: Ersatz ognisko i spadanie meteorow 13.08.08, 10:37
                  "We're sorry, this video is no longer available"
                  :-)))
                  • xurek Re: Ersatz ognisko i spadanie meteorow 13.08.08, 11:38
                    u mmie jest available :). I to chyba ostatnia pozytywna wiadomosc
                    tego rana.

                    O szostej obudzil nas skowyt spanikowanego dziecka siedzacego na
                    lozku i zalanego doslownie krwia. Z nosa plynela powolna, ale gruba
                    rzeka ciemnej krwi, ktorej nie udalo nam sie ani lodem ani tamponami
                    ani w ogole niczym zatamowac. Zadzwnonilam na pogotowie, oni ze dla
                    dzieci to jest inny numer, na tamtym numerze automatyczna sekretarka
                    i znow inny numer az w koncu lekarz na drugim koncu kabla pyta
                    najpierw o nazwisko, potem o date urodzenia, potem o dzieciecego
                    lekarza a potem mozna mu wreszcze opowiedziec, ze pacjent krwawi.
                    Oceniam, ze przy zawale mozna sobie te probe ratunku darowac, po
                    pacjent zejdzie, zanim biurokracja zostanie zaspokojona.

                    Jedyna skuteczna metoda po trzykrotnych probach bylo kompletne mocne
                    zacisniecie nosa z rownoczesnym lodowym okladem z obu stron przez 15
                    minut. Dziecko wylo, krew sie lala, w koncu przestalo i mozna bylo
                    pobojowisko posprzatac. Na ptyanie, czy mamy z malym isc do lekarza
                    pan w telefonie odpowiedzial ze nie, takie krwawienia to som u
                    dzieci prosze panstwa normalne (czyli ja mam nienormalne dziecko, bo
                    to pierwszy raz).

                    O 10:30 udalo mi sie wyjsc z domu i udac do pracy, czyli ze siedziec
                    tu bede dzisiaj do 20:00. Pomyslalam, ze kupie sobie po drodze
                    prowiant na caly dzien, zeby juz nie wychodzic. Zakupilam wiec
                    salatke w takim plastikowym pudle i pol kurczaka, ktore pani wlozyla
                    mi do takiej od srodka zafoliowanej papierowej torby. Trzymajac w
                    reku trzy torby usilowalam do czwaterj wsadzic porfel, czego
                    konsekwencja bylo to, ze w jakis tajemny sposob na srodku baru
                    kurczak wysliznaj sie z tej torebki i z glosnym mlasnieciem
                    wyladowal na podlodze przykuwajac uwage wszystkich nielicznych
                    barowych gosci. W drodze na glebe nie omieszkal zostawic dlugiej
                    brazowozoltej smugi na mojej kremowej sukience. Spanikowana i cala
                    czerwona (nie bylo chyba az tak widac, bo jestem wlasnie bardzo
                    opalona) nie wiedzac co zrobic upchnelam portfel do jednego z worow,
                    otwarlam papierowa torbe, zlapalam zwloki ptaka za noge i podnioslam
                    chcac wlozyc do torebki. Byl chyba dobrze upieczony, bo przerwal sie
                    w polowie i skrzydlo z piersia znow wyladowalo na glebie z rownie
                    glosnym mlasnieciem, ktoremu tym razem zawtorowal jakich chichot z
                    kata. Kompletnie spanikowana zlapalam zreszte zwlok w lape,
                    upchnelam do wora i ucieklam z baru wrzucajac zwloki do najblizszego
                    kosza.

                    Na przystanku ludzie gapili sie na moja tym razem juz podwojnie
                    ubabrana sukienke, bo w tej panice gore wziely jakies odruchy
                    Pawlowa i wytarlam upaprana kurczakiem lape w kiecke w okolicy
                    tylka, zanim zdazylam sie zorientowac.

                    W pracy polozylam wory na biurku, powiedzialam zalodze ze pod kara
                    zwlonienia nie maja sie ani gapic ani pytac az sama opowiem i
                    poszlam sobie zrobic termos herbaty. Z tech nerwow zapomnialam go
                    jednak zakrecic i jak nalalam sobie to filizanki to miast cienkiej
                    strugi wylal sie herbaciany wodospad i torebka z herbata wplupmsnela
                    do filizanki zalewajac poj biurka i opryskujac te czesc mojej
                    sukienki, ktora jeszcze byla czysta.

                    Teraz popijam herbate, zjadam salate bez kurzcaka chociaz wcale nie
                    chce mi sie jesc i jest jeszcze za wczesnie i postanowilam, ze
                    opuszcze biuro dopiero po zachodzie slonca.

                    Boje sie czegokolwiek tknac, bo kto wie, co z tego wyniknac moze....
                    • maria421 Krwotok z nosa 13.08.08, 12:10
                      Xurku, mam w tym temacie obszerne wlasne doswiadczenie. Najlepiej tamuje sie krew w pozycji pochylonej (np. nad umywalka), zaciskajac mocno nos dwoma palcami i trzymajac zimny oklad (lod) na karku.
                      Zaprowadz malego do laryngologa, zeby mu te zylki "veröden".
                    • iwannabesedated zapasy Xurka z kurczakiem 13.08.08, 13:20
                      Xurku, współczuję ale się polałam ze śmiechu imaginując Ciebie w sukni kremowej
                      uprawiającą zapasy z truchłem drobiowym...
                      Apropos. Czy wiecie, że drób jest najmniej ekologicznym pożywieniem gdyż
                      potrzeba aż 17 kalorii paszy aby wyprodukować jedną kalorię drobiową? - to tak a
                      la zwiastun wątku ekologicznego którego mi się nie chce założyć bo mnie
                      opanowało robienie czego innego.
                      • iwannabesedated Perseidy 13.08.08, 13:29
                        Łzy świętego Wawrzyńca, czyli Perseidy przelatują co roku między końcem lipca a
                        połową sierpnia. Najlepsza widoczność zwyczajowo 12-14. Pamiętam kilka lat temu
                        był jakiś wyjątkowy przelot, i z polany w Puszczy Knyszyńskiej udało mi się
                        naliczyć ok. 50 spadających gwiazd. A jeden naliczył 100 po czym rozebrał się do
                        goła i pogalopował w owies rżąc jak koń i tam wytarzał. Szczerza mówiąc to mu
                        zazdrościłam, bo też chciałam się rozebrać do goła, pogalopować rżąc jak koń i
                        wytarzać, ale mi było głupio. Ale za to powiem, że jak kumpel przyniósł obrót z
                        kawiarenki w pudełku po butach na imprezę i rzucił na materac i zachęcał
                        wszystkich do tarzania, to ja się wytarzałam. A inni, co też chcieli - się nie
                        wytarzali, tylko stali chichocząc półgębkiem. Zresztą już pisałam tu o tym. I
                        jeszcze chciałam dodać że najjaśniejszą gwiazdę zaobserwowałam przez serduszko w
                        drewnianej wygódce.
                        • jutka1 Re: Perseidy -- i po Perseidach 13.08.08, 16:09
                          Jakota pojechala. Kometa Halleya. Perseida jedna.

                          No to ja ide do ogrodu poczytac na sloncu, bo sie rozpogodzilo.
                          O.
                          :-)
                      • xurek Re: zapasy Xurka z kurczakiem 13.08.08, 15:15
                        Mario, dziekuje za porade, ale czy myslisz, ze cos takiego sie
                        powtorzy? Nigdy takich problemow przedtem nie mial a dzis rano ni z
                        gruszki ni z pietruszki taki potok.... Czy wiesz, co jest przyczyna
                        takich krwawien?

                        Stokrotko, dziekuje za wspolczucie - teraz tez mi sie z tego chce
                        smiac, ale w tym barze a jeszcze bardziej na przystanku chcialam sie
                        zapasc pod ziemie. To wydarzenie jest jeszcze jednym dowodem na to,
                        ze powninnam sie trzymac mojej linii i chodzic wylacznie w czarnych
                        szatach a nie poddatwac jakims glupim namowom otoczenia ze niby
                        takie kremowe i taka opalona skora to ladnie razem wygladaja. Z
                        plama na dupie z pewnoscia nie.

                        A czym sie tak intensywnie zajmujesz, ze watek ekologiczny musi
                        zaczekac?
                        • maria421 Re: zapasy Xurka z kurczakiem 13.08.08, 15:51
                          xurek napisała:

                          > Mario, dziekuje za porade, ale czy myslisz, ze cos takiego sie
                          > powtorzy? Nigdy takich problemow przedtem nie mial a dzis rano ni z
                          > gruszki ni z pietruszki taki potok.... Czy wiesz, co jest przyczyna
                          > takich krwawien?

                          Przyczyna moze byc jakies slabe naczynko w nosie, wiec raczej sie taki krwotok
                          powtorzy, czasami po mocniejszym kichnieciu czy po innym wysilku, ale to
                          naprawde nie jest nic groznego, idz z nim do laryngologa to Ci wszystko wyjasni
                          i jezeli to zrobi "veröden", to bedziecie mieli, przynajmniej na jakis czas spokoj.
                          • chris-joe Re: zapasy Xurka z kurczakiem 13.08.08, 19:14
                            Tez zasikalem majtki czytajac kurne przygody xura.

                            Co do domyslow, czy krwotok moze sie powtorzyc- ja nic nie wiem, sie nie znam i
                            winienem milczec, ale za mlodu (do wczesnych lat nastych) czesto jucha mi sie z
                            nosa lala, bez ostrzezen i widomych przyczyn. Potem przeszlo.

                            Tez mialem przygode wczoraj:
                            Wracam metrem z roboty, wagon zapchany, tlum stoi, a grupka nastolatkow sie
                            zabawia rozmowa, wsrod nich zas dwojka w rozlozona na podwojnych lawkach, na
                            kazdej jedna sztuka, buciska na siedzeniach. Oczywiscie tlum jakby oslepl i
                            zaniemowil. Ale nie ja, o nie!
                            Podchodze do tej rozlozonej panny i czy mogla sie usunac, i ze buty ma chyba
                            brudne itd. Ona sie usuwa, ale jej ukochany morde rozdziawia, ze jakim prawem ja
                            po angielsku, ze on nic nie rozumie i sle mi francuskie wiazanki jedna po
                            drugiej, coraz soczystsze, wulgarniejsze i straszace mnie w zamierzeniu. Tlum
                            slepy i niemy nadal. Rozgladam sie za systemem alarmowym, zwykle obecnym w
                            wagonach, ale znajduje jedynie hamulce bezpieczenstwa. Komorka w tunelu nie
                            dziala. Wstaje, pytam sie glosno pasazerow, czy wiedza jak dziala system
                            alarmowy. Slepota i niemota wokol. Wreszcie jakis pan mi pomaga werbalnie, ze
                            mam racje, ze takich rzeczy plazem sie nie puszcza, ze nalezy wladze powiadomoc
                            tratata. Inna pani zas, ze sie czepiam, tzn. ze mam racje, ale sie czepiam...
                            Dojezdzamy do przystanku, mlodziez wysiada, ja za nimi, dzwonie na policje
                            ciagle podazajac za mlodzieza. Ta przechodzi na peron innej linii metra, ja
                            tez, tam sporo czekajacych. Rozmawiam z policja. Daje opis mlodziezy, bardzo
                            generyczny (biali, nascie-dwadziescia lat, dwoch chlopcow, trzy dziewczeta,
                            takie i siakie szmaty- ale widze ze na peronie 80% mlodziezy odpowiada
                            rysopisowi...). Pan policjant, ze tak naprawde to nie ich sprawa, ale security
                            metra.
                            -Jak ich szukac?-pytam
                            -My im sprawe przekazemy.
                            -Juz pan przekazal?
                            -Przekazalem.
                            -To co ja mam teraz robic?
                            -A wogole czemu pan za nimi lezie -bierze sie za mnie policjant- po co pan
                            dolewa oliwy do ognia?!
                            -Po to, panie oficerze, zebyscie ich zlapali, bo chce ich oskarzyc o atak
                            werbalny i pogrozki!
                            -A to, panie -mowi gliniarz- sprawa cywilna, a nie policyjna.
                            -Ale jesli ich nie zlapiecie, policyjnie czy cywilnie, to jak ja mam ich zaskarzyc?
                            -Sprawe przekazalismy security metra.

                            Pojechalem za gowniazami kolejne dwa przystanki, liczac na to, ze obstawa metra
                            gdzies sie pojawi. Sie nie pojawila. Gowniarze, z lekka wystraszeni moja
                            uparta obecnoscia, biegiem wysiadly na przystanku, na ktorym wysiadla cala
                            reszta mlodzi, pod lunaparkiem.
                            Ja zas udalem sie do domu, pocieszajac sie jedynie, ze choc troche sie
                            wystraszyli moim uporem, jakkolwiek nieskutecznym beznadziejnie.

                            Bo co mi pozostalo, jak sie nie pocieszac po proznicy?
                            • maria421 Re: zapasy Xurka z kurczakiem 13.08.08, 20:07
                              Chris, jestem pod wrazeniem i mowie to calkiem serio. Gratuluje cywilnej odwagi.

                              Ja na szczescie metrem ani innymi srodkami komunikacji miejskiej nie jezdze,
                              wiec nie powinnam sie wypowiadac, ale slysze ze tutaj tez nie jest lepiej,
                              jezeli nie gorzej. Kilka miesiecy temu emerytowany nauczyciel ledwo uszedl z
                              zyciem po tym jak w wagonie metra zwrocil dwom wyrostkom uwage ze obowiazuje
                              zakaz palenia. Wysiedli za nim, napadli na niego z tylu i skopali go do
                              nieprzytomnosci, na szczescie w zasiegu kamery, wiec szybko ich dorwali- jeden
                              Turek, jeden Grek, obaj, pomimo mlodego wieku posiadajacy obszerny rejestr karny.

                              Ludzie nie reaguja bo sie boja, albo bo im to wisi, albo bo mysla ze i tak nic
                              nie zmienia. System karny jest taki, ze zawsze znajdzie tysiac usprawiedliwien
                              dla sprawcow, szczegolnie jezeli sa maloletni i pochodza z tzw.
                              nieuprzywilejowanych srodowisk a do takich oczywiscie zalicza sie oczywiscie
                              migranckie pochodzenie. Socjopedagodzy wezma zaraz takich pod wlasne skrzydelka
                              przygotowujac coraz to nowe programy dopieszczajace takich mlodziencow, co
                              mlodziency zaliczaja, ale co mlodziencow nie zmienia, lecz utwierdza ich tylko w
                              przekonaniu ze sa bezkarni.
                              Beznadzieja.
                            • ewa553 Re: zapasy Xurka z kurczakiem 13.08.08, 20:13
                              ja tez taka bylam, ze zawsze zwracalam uwage, domagalam sie porzadku
                              itd. Ale mi przeszlo: glosna byla u nas sprawa üana dyrektora szkoly
                              na emeryturze, ktory wlasnie zwrocil uwage dwojce mlodych chlopakow,
                              ze pala w miejscu niedozwolonym. Zbili i skopali go do
                              nieprzytomnosci. Ostatnio byla sprawa w sadzie. Ciekawy zyciorys ma
                              ten grozniejszy: Grek, ktorego rodzice zabrali do Niemiec w wieku
                              mlodziezowym. Nie znal jezyka, nie mogl sie odnalezc, zaczely sie
                              problemy. I otoz wlasnie na rozprawie jego macierz twierdzila, ze
                              winien wszystkiemu jest Jugendamt (urzad do spraw mlodziezy), gdyz
                              oni zglaszali czesto ze maja trudnosci z mlodym, i nikt im nie
                              pomogl. I tu weszlam na moj ulubiony temat: ludzie z roznych krajow,
                              ktorzy przyjezdzaja tutaj, nie daja z siebie nic, ale maja szalone
                              wymagania.
                              • jutka1 Re: zapasy Xurka z kurczakiem 13.08.08, 20:18
                                Czy Wy z Maria koordynujecie wpisy przez telefon? :-)))))))))
                                • chris-joe Re: zapasy Xurka z kurczakiem 13.08.08, 21:51
                                  W moim przypadku mlodziez byla jak najbardziej tutejsza, z pradziada, biegle
                                  wladajaca zualem, i -co jest znakiem rozpoznawczym "czystej lokalnej krwi"-
                                  dumna z nieznajomosci angielskiego. Czyli w efekcie nieznajomosci zadnego
                                  jezyka poza lokalna gwara.
                                  • maria421 Re: zapasy Xurka z kurczakiem 13.08.08, 22:42
                                    chris-joe napisał:

                                    > W moim przypadku mlodziez byla jak najbardziej tutejsza, z pradziada, biegle
                                    > wladajaca zualem, i -co jest znakiem rozpoznawczym "czystej lokalnej krwi"-
                                    > dumna z nieznajomosci angielskiego. Czyli w efekcie nieznajomosci zadnego
                                    > jezyka poza lokalna gwara.

                                    Wedlug pedagogiki dopieszczania (nie wiem jak inaczej przetlumaczyc bardzo
                                    trafne niemieckie okreslenie "Kuschelpädagogik") jest to absolutnie okolicznosc
                                    lagodzaca :-)
                                • maria421 Re: zapasy Xurka z kurczakiem 13.08.08, 22:36
                                  jutka1 napisała:

                                  > Czy Wy z Maria koordynujecie wpisy przez telefon? :-)))))))))

                                  O tej napasci na emerytowanego nauczyciela bylo tak glosno, ze nic dziwnego ze i
                                  mnie i Ewie akurat ten przyklad przyszedl do glowy.
                                  • jutka1 Re: zapasy Xurka z kurczakiem 13.08.08, 23:45
                                    Przeciez zartowalam, patrz: emotikon :-))))
                                    • luiza-w-ogrodzie Re: zapasy Xurka z kurczakiem 14.08.08, 02:32
                                      Xurku, po raz kolejny stwierdzam ze masz lekka reke do pisania.
                                      Wiem, ze Tobie nie bylo do smiechu, ale myslalam ze zejde na radosna
                                      kolke gdy przeczytalam jak kolejne potrawy atakowaly Ciebie z
                                      uporem. Podejrzewam, ze to wina sukienki, takie jasne kolory nie
                                      tylko przyciagaja muchy tse-tse ale i powody wszelkich mozliwych
                                      plam: jedzenie, smar samochodowy, popiol, krew, brudne dzieciece
                                      raczki, bloto i kocie kupy :o)
                                      Mam nadzieje ze dzisiaj jest lepiej, Piranha odetchnal po krwotoku a
                                      Ty sie dopralas :o)
                                      Pozdrawiam
                                      Luiza-w-Ogrodzie
                                      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
                                      Australia-uzyteczne linki
                              • maria421 Re: zapasy Xurka z kurczakiem 13.08.08, 22:46
                                Ewa, ale jezeli sami rodzice sie zwracaja o pomoc do Jugendamtu, a ten nie
                                pomaga, to od czego wlasciwie jest?
                                • ewa553 Mario, 14.08.08, 10:26
                                  moze jestem smieszna, ale wydaje mi sie ze w pierwszej linii za
                                  wychowanie odpowiedzialni sa rodzice. A ci wlasnie byli dosc
                                  egoistyczni. Zabrali dzieciaka zupelnie nieprzygotowanego i nie
                                  ulatwili mu startu uczac sie z nim jezyka, pilnujac go zeby chodzil
                                  do szkoly czytepe. Ledwo przyjechali, ojciec zostal bezrobotny. Zyja
                                  z socjalu, maja duzo czasu, wiec mogli sie nim sami zajac idac po
                                  pomoc (na nasz koszt) "tylko" do psychologa. A tak naprawde powinni
                                  byli w takiej sytuacji spakowac manatki i wracac do Grecji, gdzie
                                  ich syn byl na swoim miejscu. Zwalanie opieki na panstwo, to droga
                                  najprostsza i moim zdaniem dosc niemoralna. I egoistyczna.
                                  • maria421 Re: Mario, 14.08.08, 13:44
                                    Ewa, oczywiscie ze za wychowanie dzieci w pierwszym rzedzie odpowiadaja rodzice,
                                    ale czasem sytuacja moze sie wymknac spod kontroli rodzicow.
                                    Dla mnie fakt, ze matka prosila o pomoc Jugendamt mowi na jej korzysc.
                                    • ewa553 Re: Mario, 14.08.08, 15:41
                                      dla mnie nie, Mario. Bo z wszstkiego co mowiono najwiekszym
                                      problemem chlopca byl pobyt w Niemczech, potwierdzala to tez matka.
                                      Tak wiec zamiast sie upierac przy pobycie tutaj (szczegolnie ze
                                      oboje nie maja pracy), powinna byla wrocic do korzeni. Rodzice
                                      postapili egoistycznie.
                                      • maria421 Re: Mario, 14.08.08, 17:23
                                        ewa553 napisała:

                                        > dla mnie nie, Mario. Bo z wszstkiego co mowiono najwiekszym
                                        > problemem chlopca byl pobyt w Niemczech, potwierdzala to tez matka.
                                        > Tak wiec zamiast sie upierac przy pobycie tutaj (szczegolnie ze
                                        > oboje nie maja pracy), powinna byla wrocic do korzeni. Rodzice
                                        > postapili egoistycznie.

                                        Takich szczegolow nie znalam. Jezeli cala rodzina nie pracowala, to faktycznie
                                        powinni wrocic do korzeni.
    • luiza-w-ogrodzie Czwartek pod okiem Big Kahuna :o( 14.08.08, 02:27
      Znowu to samo: slonce, zimny wiatr, pracuje na werandzie i slucham
      jak cicho szumi ogien w piecyku i glosno dra sie kakadu w parku.

      Nastroj werandowej idylli prysnal, gdy otworzylam firmowa skrzynke
      pocztowa. Na czele byl email od Big Kahuna, czyli Capo Di Tutti
      Capi, oznajmiajacy ze chcialby ze mna osobiscie pogadac i lepiej
      mnie poznac, i "umowmy sie na rozmowe na poczatek przyszlego
      tygodnia". Kto mu o mnie doniosl? Bylam sobie cichutka srubka w
      wielkiej maszynie, nikt o mnie nie wiedzial i zylo mi sie dobrze i
      cieplo w moim zakatku lasu, produkujac raporty. Podejrzewam, ze to
      sprawka mojej bylej szefowej, obecnie managerki na region
      Australazji, ktora koniecznie chce ze mnie zrobic szefowa zespolu
      analitykow na ten region a Big Kahuna chce mnie obwachac zeby
      wybadac czy sie nadaje. Na szczescie nie musze sie staranniej odziac
      ani uczesac, bo wywiad bedzie transoceanicznie telefoniczny. Strach
      sie bac. Co tam, pogadamy sobie i zobacze co z tego wyjdzie.

      Na razie jest czwartek, kroliki rozwalily sie w zagrodzie
      wystawiajac brzuszki do slonca a ja za godzine wychodze na basen.
      Pozdrawiam
      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • jutka1 Re: Czwartek pod okiem Big Kahuna :o( 14.08.08, 08:24
        Eeee tam, strach sie bac, trutututu. ;-)))
        Wszystko bedzie dobrze, jakkolwiek sie nie potoczy.
      • jutka1 Czwartek 14.08.08, 08:38
        W nocy pokasaly mnie komary :-(((
        Znow sie nie wyspalam. :-/

        Plan dnia dosc wypelniony: poczta, przymiarka, bank, Cyfra+, zakupy, poczatki
        pakowania. Wieczorem przyjda moje licealne czarownice na sabat. A jutro juz
        tylko lunch z kolezankami i poobiednia kawa u rodzicielki - popoludnie i wieczor
        przeznaczam na pakowanie. Pojutrze wylot.

        Pogoda zmienna, raz slonce, raz pochmurno, podobno ma padac.

        Tyle pierdul. Milego dnia :-)
    • ewa553 Jutus, 14.08.08, 10:19
      wiem ze zartowalas, ale nasunelas mi pomysl: w przyszlosci bede
      Marie konsultowac, zebysmy nie pisaly o tym samym:))))
      • maria421 Cudo 14.08.08, 17:46
        Izabell Werth na Satchmo, najlepsza w Hong Kongu

        http://images.google.de/imgres?imgurl=http://img.stern.de/_content/56/83/568369/werth500_500.jpg&imgrefurl=http://www.stern.de/sport-motor/sportwelt/568369.html&h=375&w=500&sz=84&hl=de&start=3&um=1&tbnid=2i39WVQwJeVXoM:&tbnh=98&tbnw=130&prev=/images%3Fq%3Disabel%2Bwerth%26um%3D1%26hl%3Dde%26client%3Dfirefox-a%26rls%3Dorg.mozilla:de:official%26sa%3DN
        • maria421 Re: Cudo 14.08.08, 17:47
          Link sie nie zmiescil, wiec musicie wierzyc na slowo:)
          • ewa553 ale jaja z tym autem! 14.08.08, 19:06
            jak kiedys wspomnialam, nabylam w styczniu male BMW, model 116.
            Ostatnio cos sie telepalo w bagazniku. Powyjmowalam wszystko po kolei
            i jak juz nic tam nie bylo, a telepanie dalej slyszalam, doszlam do
            wniosku, ze to chyba kolo zapasowe sie poluzowalo. Otwieram
            bagaznik, podnosze wykladzine i...goowno. Nie ma kola! Zamiast kola
            jest tam bateria i jakies narzedzia. Przestraszylam sie okrutnie.
            A tu sie okazalo, ze juz sie nie daje kol zapasowych, bo kola nowej
            generacji nawet jak maja platfusa, to niezupelnie, na platfusie
            mozna jeszcze 200 km (!!!) przejechac i to w tempie 80. Niezle.
            A teraz drugie: w ostatnich dniach dwa razy mignelo mi swiatelko od
            oleju. Wiec grzecznie podnosze maske, zagladam, a tu nigdzie nie
            ma "patyczka" na ktorym zawsze sprawdzalam olej. Za to kilka
            dziwnych otworow, wiec pewnie ktos patyczek rombnol? Pojechalam dzis
            do BMW i co sie okazalo: tego rowniez juz nie ma. Teraz nastawiam
            klawiszami (?) odpowiedni program i odczytujesz ile oleju brakuje!
            Program powiedzial "dolej litra", wiec dolalismy. Program
            powiedzial "wszystko w porzadku". I to wszystko. Wiecie co? Chyba
            kupie sobie jako nastepne auto oldie, nie chce takich cudow-widow!
            • chris-joe Re: ale jaja z tym autem! 15.08.08, 02:15
              drive-by-wire, das ist gut :)
    • iwannabesedated Czwartkowy opad szczęki. 14.08.08, 20:58
      Ja tu sobie, Wasza Stokrotka, pierdu pierdu, na tarasie siedzę, biżuterię sobie
      klepię młotkiem, ciepłą pogodą rozkoszuję i słucham jak mi pomidory oraz
      winogrona dojrzewają - jednym uchem, a tymczasem drugie ucho dostarczyło
      dysharmonii i dysonansu strasznego, nie mylić z kontredansem ani kontrrewolucją.
      Zadzwoniła mianowicie znajoma, podzieliła się ze mną swoimi planami na wieczór,
      na dzień jutrzejszy, no ogólnie swoją sagą życiową, pogadała, sobie, pogadała -
      po czym wyłączyła się. Ani buzi, ani dupci, ani co u Ciebie, ani jak leci, ani
      co będziesz robić. Nic, ni chuja. Ki flute? Halo? Ehem?
      Myślę sobie, jeśli nasz interlokutor nas tak całkowicie totalnie nie obchodzi,
      znaczy, na chuj dzwonić? Lepiej sobie pogadać z kimś naprawdę ciekawym czyli do
      lustra.
      Ale jaja.
      • xurek Re: Czwartkowy opad szczęki. 14.08.08, 22:10
        mnie sie wydaje, ze gadac do lustra to pewnie troche jak pic do
        lustra, wiec dlatego znajoma woli do sluchawki. Proponuje oddzwonic,
        opowiedzec swoje plany na najblizsza dekade z detalami i odlozyc
        sluchawke :))

        No to jak Ci leci :)))?
        • iwannabesedated Re: Czwartkowy opad szczęki. 14.08.08, 23:07
          Mi leci ok, doskonalę metodę młotkowania, hehehe...
          www.fashionspace.com/photo-details/user/85834/1
          Reszty nie zdążyłam obfotografować.
          Jak tam epopeja kompowa?
      • jutka1 Re: Czwartkowy opad szczęki. 15.08.08, 00:34
        Ale to nie ja bylam, I hope?
        • chris-joe Re: Czwartkowy opad szczęki. 15.08.08, 01:20
          Syndrom nozyc? :))))
    • luiza-w-ogrodzie Piatek - czego wiecej trzeba? 15.08.08, 04:55
      Juz jest piatkowe popoludnie, dzien rozpoczelam o siodmej rano
      telekonferencja z Kanada, potem jechalam do pracy trzy razy dluzej
      niz normalnie z powodu wypadku na glownej drodze, ledwie zdazylam na
      sesje "Jak radzic sobie ze stresem" (prowadzacy tez sie spoznil bo
      siedzial w tym samym korku :o)). Teraz mam przed soba dwie godziny
      zebran i prezentacji. Cale szczescie ze za trzy godziny zaczyna sie
      weekend.
      A za oknem las kolysze sie na wietrze i ptaki uganiaja sie wsrod
      galezi...

      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • jutka1 Re: Piatek - czego wiecej trzeba? 15.08.08, 09:36
        Moj piatek uplywa pod znakiem ostatniego spotkania towarzyskiego oraz zmiany
        planow podroznych. Zabieram sie z powrotem samochodem - dluzej, ale od drzwi do
        drzwi, kot nie bedzie musial znosic zmian z taksowki na samolot na przesiadke na
        drugi samolot na taksowke z lotniska.
        A i dla mnie mniej stresu, bo podroz z kotem w torbie, 20-kilogramowa walizka,
        kuweta, piaskiem do kuwety, laptopem, torebka i torba podrozna to troche za duzo
        jak na moja skolatana glowe.

        Przy okazji moge zabrac kilka rzeczy, ktorych zapomnialam wlozyc do transportu
        przeprowadzkowego.

        Takie pierduly. Milego dnia :-)
        • ewa553 Re: Piatek - czego wiecej trzeba? 15.08.08, 10:10
          a bedziesz jechac przez Mannheim?
          • jutka1 Re: Piatek - czego wiecej trzeba? 15.08.08, 10:17
            Nie wiem, bo nie ja prowadze, ale nawet gdybym jechala przez M., to bedzie to
            nad ranem, bo wyjezdzamy stad kolo 23:00.
            • ewa553 Re: Piatek - czego wiecej trzeba? 15.08.08, 11:14
              ojej, taki kawal chcecie przejechac w kawalku? Myslalam, ze
              zatrzymacie sie tu na noc. Zapraszam.
    • jutka1 Czy moge... 15.08.08, 10:33
      ... zamknac dwa-trzy wpisy przed czasem i zalozyc nowe?
      Bo chcialam jedna taka pierdula sie podzielic, a to nowy pod-watek?
      • ewa553 Re: Czy moge... 15.08.08, 11:15
        pozwalam, dopelniajac setki:))))
        • jutka1 Re: Czy moge... 15.08.08, 11:35
          Robiac setny wpis odpowiem na pytanie - jedziemy ciurkiem, bo najwazniejsze,
          zeby Daisy jak najszybciej znalazla sie w nowym miejscu i miala weekend ze mna
          na aklimatyzacje.
          Ale dzieki, Ewciu. :-)
Pełna wersja